Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2012 - 2 (vol. 19)

    • grek.grek krytyk pod sąd/mapa na dziś ? 12.03.12, 14:24
      haha, tego jeszcze nie grali :]

      Słuchajcie, mr Raczek Tomasz skrytykował film "Kac Wawa", skosił go konkretnie, ale kulturalnie jak na niego przystało. Dowiedział się o tym producent tego "Kaca" i pozwał Raczka do sądu, tłumacząc, ze przez Raczkowe kąśliwe uwagi został ogołocony z pokaźnych zysków finansowych :]

      Znacie podobny przypadek z historii ? Bo ja mam wrażenie, że ten producent "skacowany" wyznacza nowe granice idiotyzmu. Sąd pewnie mu natrze uszu i odeśle z płaczem, ale pewien rodzaj zawahania może powstać wśród krytyków filmowych. Kto chce być ciągany po sądach ? Lepiej sobie darować jakąkolwiek opinię albo ją tonować sztucznie.

      "Kac Wawa" pewnie dostał manto w większości recenzji, ale że Raczek jest krytykiem znanym - to się Raczka czepił pan Jakiśtam :] Cyrk.

      www.se.pl/rozrywka/plotki/tworca-kac-wawa-jacek-samojlowicz-pozywa-tomasza-raczka_244319.html
      Jaka rozkładówka na dziś ? Co ciekawego wypatrzyliście ?

      U mnie "Posłaniec" na Ct2 [Złota Palma'71 - sami rozumiecie, historia kina i tak dalej ;)] 21:00. I Lalka 2 odc na Puls [1:00]. może coś po drodze zahaczę, może o coś się potknę.

      POlsat 22:10 "Hannibal" - uff, aż by się chciało zakrzyknąć : juz było ! IKS razy, ILE razy można... jakby dali temu filmowi odpocząć, a nam od niego, jakieś 3-4 lata, to zjawiłby się ponownie całkiem pożądany, a tak... "znooooooowu ?".

      • barbasia1 Re: krytyk pod sąd/mapa na dziś ? 13.03.12, 12:02
        Greku, opowiesz o "Posłańcu"!?
        Przepadam za klasyką (w kostiumach) w Twoim wydaniu!
        Nie dałam rady wczoraj słowa napisać! Nic nie ogladałam w tivi. Ciężki dzień przytloczył.

        Pani Iwona Kubicz,pamiętasz/ pamiętacie taką prezenterkę, zapowiadała w ubiegłym wieku ten film -
        www.youtube.com/watch?v=y1GNVcwuloQ
        Ciągi dalsze nastąpią za chwil kilka -

        :))
        • grek.grek "Posłaniec"/"Restless" 13.03.12, 13:37
          pamiętam :] I pamiętałem. Niestety, straciłem środek filmu, w sumie widziałem pierwsze pół godziny i ostatnie 40. "Straciłem" w znaczeniu : nie mogłem oglądać dokładnie, bo musiałem dzielić uwagę, a sama się domyślasz/wiesz, że w taki sposób ogląda się film marnie... a do tego z obcym jezykiem w tle, to i słuchać trudniej :]

          Ale - co mi się udało zarejestrować...

          Tytułowym bohaterem jest Leo, chłopiec którzy przyjeżdza na brytyjską prowincję [początek XX wieku], gdzie ma spędzić czas w rodzinnym domu swojego przyjaciela szkolnego. Rodzina to raczej familiJa wypasiona i bogata, szlachecka, a dom to wielka posiadłość, z ogrodami, pałacami i całą resztą zbytków ;] Ma to być lato, którego mały nigdy nie zapomni, no i takim w istocie będzie.

          Leo jest poczciwy i towarzyski, otoczenie go szybko akceptuje, nawet go po swojemu ubierają, przy stołach i korycie sadzają, dookoła pokoje wielkości boiska piłkarskiego i wystrój jak z w muzeum sztuki wszelakiej... Mały jest olśniony, ośliniony i co tam jeszcze, łapie bakcyla bycia w tym światku w trymiga.

          "Posłańcem" zostaje w momencie, w którym siostra jego przyjaciela, zleca mu tajną misję - donoszenia listów od niej do właściciela sąsiedniego... czego w rodzaju - gospodarstwa rolnego. Chłopak więc nosi, biega od niej do niego, a od niego do niej, i jest przejęty uczestnictwem w tej zabawie.

          Rzecz jednak zabawna nie jest. Dziewczyna i jej kolega uprawiają normalny mezalians :] Ona jest już tam komuś przyrzeczona, znaczy się : "sprzedana małżeńsko", a jej luby, to... no rolnik bez herbów i bez przodków wśród mniej owłosionych małp. A towarzystwo czułe na tym punkcie. Dzieciak ich ogląda na codzień, i mimo że chyba go dobrze i godnie traktują, to i swojego przekonania o decydującej roli klasowej drabinki - nie kryją.

          W którymś momencie wydaje się, co to za korespondencja, i Leo, a chłopaczyna to z dobrego i bogobojnego domu - odczuwa absmak. Robił za wspólnika w niemoralnych rozgrywkach. Jakże to sprzeczne rażąco z zasadami.

          Szczenięcie uczucie do miłej i zakochanej dziewczyny i, z tego co podejrzałem - intrygi podejrzewających coś bliskich dziewczyny [chcą chyba rolnika wysłać w kamasze, czy coś w tym guście], które chłopak obserwuje ze smutkiem - biorą górę [cóż większego od szczęścia ukochanej, nawet jeśli to szczęście z kim innym...] i w finale chłopiec zgadza się raz jeszcze robić za gońca.

          Ale matka dziewczyny, pani domostwa, już jest na tropie kochanków. Indaguje chłopaka, ktory gubi się w zeznaniach. Mówi, ze ma zanieść list do przyjaciółki dziewczyny. Na to pani matka, że zrobi to ich służący. I prosi Leo, zeby ten liścik oddał. Mlody kombinuje niekiepsko i mówi, ze zgubił. Ona mu nie wierzy, ale nie każe wynicować kieszeni. Nie musi, i tak wie o co chodzi...

          nadchodzi wieczór, kolacja w wielkiej jadalni, a młoda hrabianka się nie zjawia... pada deszcz.Matka wysyła umyślnego, ale nie mogą jej znaleźc, nie ma jej u tej przyjaciółki, u której miała być... Matka traci nerwy, bierze za rękę naszego mlodziaka i prowadzi go, z rozwianym włosem - przez ten wiatr z deszczem, do gospodarstwa rolnika, gdzie właśnie on i panna w namiętnym uścisku konsumują mezalians...

          dla chlopaka jest to szok, taki widok, a dla matki ostateczny dowód zdrady etosu szlacheckiego przez córkę.

          Z tego, co wynika później - rolnik strzelił sobie w łeb z karabinu, siedząc przy stole, z lufą podstwioną pod brodę.

          Dziewczyna żyła dalej i... cały film jest opowiadany w retrospekcjach - samego Leo, już dojrzałego pana, odwiedzającego miejsce swoich dziecięcych przeżyć oraz w trakcie rozmowy po latach - Leo z właśnie tą dziewczyną z mezaliansu, która - już jako posunięta w latach jejmość - prosi go o raz jeszcze wcielenie się w rolę gońca i zrelacjonowanie wydarzeń sprzed lat jej wnukowi.

          Tak sie zastanawiałem - za co ta Złota Palma ? Jako, że 40 % filmu nie obejrzałem dokładnie, to zaryzykować muszę :] Chyba nie za samą historię uczuć, bo sama w sobie stara jest jak świat i niespecjalnie oryginalna. Opiewa niesprawiedliwośc i bezduszność świata, który w imię konwenansu łamie miłość.

          Według mnie : za wkręcenie w środek tej historii, uczynienie narratorem 13-letniego chłopca z zewnątrz, w którego oczach zyskuje ten cały galimatias - układziki, znaczenie klasowych róznic, społecznych konwencji, kłamstw w imię zachowania pozorów - zyskuje brudną świeżość, bo degraduje jego dotychczasowy obraz świata i ludzi, skonfrontowany z jego młodziankowymi naiwnościami i prostymi, wpojonymi w domu, zasadami; za wybitną scenografię, przywracającą świat przełomu wieków, wspaniałe wnętrza, dekoracje, plenery, cały ten pałacowy wypas; i za muzykę, te odpowiednio głośne uderzenia w klawisze, tworzące nastrój.

          w sumie, Barbasiu : tyle udalo mi się dostrzec, zrozumieć :]

          Potem, już w całości, DANE mi było [yes ;)] zobaczyć "Niespokojnych" [Restless]. Zaraz po "Posłańcu" lecieli w Ct 2.

          TO z kolei współczesna historyja. Moshe, główny bohater, ma pod 50 lat, i od 20 mieszka w Nowym Jorku. Przyjechał z Tel Aviwu. Opuścił "kraj bez perspektyw", żeby szukać lepszego miejsca pod słońcem. W NY zajmuje się stan-upem, czyli włazi na scenę, gdzie wygłasza monologi. Zwykle kąśliwe filipiki, wymierzone w skorumpowanie i cynizm Ameryki oraz ciągłe zgrywanie się na ofiarę, a jednocześnie kultywowanie agresji przez Izrael. Zbiera się w tym klubie, w ktorym on występuje, żydowska diaspora, śmieją się z jego tekstów dotyczących obyczajów, ale już polityczne zaangażowanie budzi sprzeczne odczucia. Niemniej - Moshe ma swój wierny "elektorat". Nie przekłada się to na większą kasę, Moshe wisi czynsz właścicielowi kamienicy, w której mieszka, i w akcie zdenerwowania na ciągłe przypominanie mu o konieczności zapłaty - daje mu nawet po pysku.

          sceniczne wygibasy Moshe są odzwierciedleniem jego życia - zgryźliwe, ostre, ale tchnące smutkiem, tęsknotą, niewiarą w siebie i świat. BOgaty nie jest, kobiet ma kilka, ale żadnej naprawdę - a to czaroskóra kochanka, z którrą podczas namiętnego seksu dyskutują o powodach jego wyjazdu z Izraela, a im bardziej gniewne powody on znajduje - tym seks staje się intensywniejszy; albo pani pod 70, która jest zarówno jego kochanką jak i przyjaciółką - on się jej może pozwierzać, a w ramach podziękowania umyć jej nogi, bo ona jest chora i coraz bardziej nie domaga [nie skojarzyłem na co jest chora, ale ma fajną filozofię życiową "mogę wykitować każdego dnia, więc staram się, by każdy dzień przeżyć w pełni"]; jest też żydówka, z synem, z którą on chciałby się nawet ożenić, ale ona jakoś niespecjalnie chce z nim, bo widzi jaki on tryb życia prowadzi, że ma kochanki, że lubi sobie chlapnąc, a te tyrady sceniczne bynajmniej nie są zgrywą, tylko wprost wypływają z jego wewnętrznego popapraństwa. Nie doliczam okazjonalnych kochanek, jak długonoga blondyna, która po jego scenicznych enuncjcjach zaczepia go w toalecie męskiej, przejawiając niedwuznaczne zamiary wobec niego.

          Równolegle z losami Moshe w NY idzie narracja dotycząca losów jego 20-letniego syna, żołnierza armii izraelskiej. Yes - Moshe wyjechał do NY, kiedy jego dziewczyna była w ciąży. Zostawił ją, jak mówi "bo sam ze sobą nie mogłem dojśc do ładu".

          Dzisiaj chłopak jest sierotą, bo matka zmarła, a ojca nie zna i nigdy nie widział. Właśnie kończy służbę, którą pełnił w Strefie Gazy, z tego co zauważyłem, albo gdzieś na granicy z LIbanem tak czy owak, miał karabin, jeździł na patrole, stykał sie z Arabami, a nawet był świadkiem, jak zostało postrzelone arabskie dziecko.

          Idąc piechotą do posterunku granicznego zostaje zaczepiony przez grupkę Arabów jadących do Jerozolimy. Zabierają go. Rozmawiają. On im "po co my się kłócimy, przecież o jedno nam chodzio : zyć spokojnie, adorować miejsca kultu w Jerozolimie..." - oni odpowiadają mu śmiechem. Nic nie rozumiesz, stary, jesteś po stronie przeważającej, co ty wiesz... Razem przekraczają granicę, bawią się razem, piją piwko w restauracji, razem poznają dziewczyny...


          • grek.grek "Posłaniec"/"Restless" 13.03.12, 13:49
            ...razem lądują z nimi we wspólnym łóżku :] można ? można.

            ale Tzach, bo tak chłopak ma na imię, nie jest szczęsliwym młodym idealistą. Po wyjściu z wojska nie wie, co ze sobą począć. Dokąd pójśc, z kim, po co ? Dzieciństwo bez ojca, z matką nadużywającą płynów i wiecznie rozdrażnioną, potem służba wojskowa, strzelanie do ludzi - był snajperem - wyjałowiło go od środka.

            Jedzie więc do ojca, do Nowego Jorku. Ma tylko nazwisko na kartce i adres. Znajduje ten klubik, w którym stary występuje, siada na widowni i słuicha. A potem zaczepia ojca. Spotykają się dwukrotnie - przy obu okazjach Tzach wywala mu w twarz cały swój żal z tego powodu, ze ich zostawił, stary próbuje się tłumaczyć, ale... nie da się zasypać przeszości.

            Możliwe jest tylko jedno - wspólne gospodarowanie przyszłością. Dostępne wtedy, kiedy już pretensje i wyrzuty sumienia przestaną tłamsić wolę porozumienia.

            Tutaj będzie happy end. Tzach będzie groził ojcu pistoletem, będzie płakał, a stary będzie znów broczył z otwartych starych blizn, a to zaowocuje katharsis. Padną sobie w objęcia, no bo przecież obaj tęsknili za sobą, tylko jeden nie wiedział - jak się do syna odezwać, po tylu latach, a ten drugi - dopiero w momencie, gdy życie złapało go za szyję, postanowił zrobić pierwszy krok zamiast niezdecydowanego starego.

            A spoiwem będzie kobiera. Ta Izraelka, która przyjmuje oświadczyny Moshe. Ma syna, więc Tzach będzie mógł być dla niego starszym bratem. NOwy Jork może być dobrym miejscem, by zacząc od nowa, z daleka od miejsc wywołujących trudne wspomnienia, z daleka od, jak mówi Moshe "tego pie,przonego kraju, który zajmuje się przeszłością, ma fioła na punkcie religii i kretyńsklich obyczajów" - kraju, którego nie znoszą, ale i za którym tak bardzo tęsknią.

            niezłe kino, kameralne, równie dobrze mogłoby być przerobione na spektakl teatralny. stare żydowskie problemy, z odwazną krytyką i nawet wbijaniem szpil w "naród wybrany", jakkolwiek złagodzononymi za pomocą pokazania ich autora, jako czlowieka połamanego, sfrustrowanego i noszącego cięzki bagaż z przejściami życiowymi.
          • grek.grek Re: "Posłaniec"/"Restless" 13.03.12, 14:35
            11 odc Californication - za tydzień dopiero, więc, Barbasiu, na rozstrzygnięcia [które już znamy, haha] trzeba będzie jeszcze poczekać :]

            cóż, "Fast Food Nation" spróbuję w Ct 2 przydybać [22:10].

            A jakie Twoje [Wasze] plany filmowe na dziś ?
            • pepsic Re: "Posłaniec"/"Restless" 13.03.12, 14:57
              "Trzy kolory: niebieski" - ten z Juliette Binoche, Ale Kino, 20:10.
              :)
              • pepsic "3 kolory: niebieski" 15.03.12, 20:20
                Kiedyś myślałam, że nie dorosłam. Sprawdziłam, smętnawo, dalej nie jestem zachwycona, pomimo przepięknej muzyki i ładnych zdjęć uzdolnionych rodaków (Preisner, Idziak). Binoche jakaś mało sympatyczna, a nawet protekcjonalna. I chyba tu tkwi przyczyna.
                Ps. W ostatnim numerze WO wyczytałam, że Paryżanki stawiają krok do tytułu w kwestiach modowych, pomimo tego są doskonale ubrane (i mało wypacykowane). Coś jest na rzeczy, nie tylko w tym, ale w innych francuskich filmach.
            • barbasia1 Re: "Posłaniec"/"Restless" 14.03.12, 00:25
              OK! Czekam zatem na Hanka w przyszłym tygodniu.

              No Wojewódzkiego się załapałam, na rozmowę z młodym aktorem, młodą gwiazdą, bardzo sympatycznym, normalnym chłopcem ...

              Ależ ciekawe rzeczy pokazuje czeska telewizja!
              :)

              :)
              • grek.grek Re: "Posłaniec"/"Restless" 14.03.12, 13:21
                będzie na pewno - on i ja z nim ;]

                a jaki to aktor był ?

                o, Czesi się wylaszczyli ;] Chociaż, wiesz - jakby tak popatrzeć na ostatnie miesiące w TVP, to też tak znowu najgorzej nie jest, chyba się nawet ciut poprawiło, nie sądzisz ? Nie mówię tylko o erupcji poziomu Kocham KIno, ale tak generalnie, parę ciekawych filmów w tygodniu można znaleźć ?
      • pepsic Re: krytyk pod sąd/mapa na dziś ? 13.03.12, 14:14
        To więcej, niż cyrk, to bezczelność. Ciekawe, co zrobią z internautami, którzy podobnie jak Raczek nie pozostawili na Kacu Wawa suchej nitki. Też ich zawloką do sądu? Notabene, opinia zamieszczona na facebooku była prywatna.
        O dziennikarzach z tzw. drugiego obiegu dochodzących różnego rodzaju prawd, karanych niewspółmiernie wysokimi kwotami pieniężnymi mogących zrujnować dorobek życia (kosztowne ogłoszenia prasowe) w stosunku do przewinienia pisanego słyszałam, ale coś takiego?
        Tu jest link do rozmowy pana Tomasza ze współscenarzystą niejakim Czaja. Dzieli ich wielka, cywilizacyjna przepaść:
        www.youtube.com/watch?v=nMQfCnZ6Jhs
        • grek.grek Re: krytyk pod sąd/mapa na dziś ? 13.03.12, 15:40
          internautów pewnie pozamykają w celach zbiorowych, i będą tak dlugo puszczać im Kac Wawa aż wszyscy zwariują, zostaną uznani za niepoczytalnych, zamknięci w psychuszkach, a majątek ich zostanie skonfiskowany i przekazany na konto pana producenta Kac Wawy jako rekompensata za poniesione straty moralne...

          nie mam słów, powiem Ci, następny film tego pajaca powinien zostać solidarnie zbojkotowany, a facet puszczony w skarpetach.

          jeśli ten pozew rzeczywiście wyląduje w sądzie, to jestem bardzo ciekaw, jak prawnicy tego mądrali zamierzają udowodnić, ze opinia konkretnego krytyka zaważyła na decyzjach o nie-pójściu na ten film poszczególnych potencjalnych widzów.

          z tego, co czytałem, w kinach sprzedano 70 tys. biletów na to arcydzieło. Populacja wynosi 36 milionów pogłowia. Minus niemowlęta i osoby wyłączone z tematu z racji granicy wieku, którą wyznacza dystrybutor - wyjdzie tylko kilkanaście milionów.

          Nie wiem, jak Ty, ale ja puchnę z ciekawości, jakiż to kwestionariusz przyjdzie nam wypełnić, celem udowodnienia, ze nie zostaliśmy "zraczkowani" ;]

          dzięki za link, Pepsic, zaraz się doń dobiorę :]
    • grek.grek "Fast food nation", pelna story ;] 14.03.12, 12:04
      Jadacie w fast foodach, albo - jjadaliście ?

      Przyznam, ze mnie się jakoś nie zdarzyło, jka chciałem bułkę z kotletem i serem, to ją sobie sam w domu robiłem - bułka, kotlet, ser... Wychodziłem z założenia, że po grzyba płacić za brand i nabijać kabzę wrednym zarobasom i napędzać mechanizm światowej konsumpcji zuniformizowanej ;]

      I jak tak patrzę na to, co zaproponowali macherzy "Fast food nation", to jakoś mi nie żal, że coś w życiu traciłem, straciłem i wciąz tracę omijając budy z tymio specjałami.

      Jest tu historia kilku osób, których losy splatają się właśnie z machiną wciskania ludzkości śmieciowego żarcia, sposobem jej funkcjonowania, jej rolą wzorotwórczą, i mechanizmami panującymi wewnątrz całej struktury, a także pokazuje pewien paradoks - że czasami jest to miejsce pierwszej lub ostatniej szansy - dla naiwnych albo dla zdesperowanych.

      Amber jest młodą dziewczyną, która ma sprecyzowane plany : chce studiować biologię, genetykę. Pilnie się uczy, stopnie ma dobre, i latem postanawia sobie dorobić. Najłatwiej jest dostać etacik w fastfoodowni. Żeby było ciekawiej - jej wyluzowana matka nadal tam pracuje :] Jak widać, łatwo utknąć...

      Kilkoro młodych Meksykanów, nielegalnych imigrantów, instaluje się w Ameryce. Gdzie najłatwiej szukać pracy ? W fastfoodach, dobrze kombinujecie. Chłopak Sophii - Raul, z kolegami, dostaje robotę przy czyszczeniu ubojni i krajalni mięsa. Coco, jej siostra - pracuje w krajalni, jadą na taśmie kawałki mięsa, a panie i panowie w ochronnych kombinezonach wykraawają się z nich niepotrzebne fragmenty, a to co zostanie jest prasowane automatycznie na krązki kotletowe. Sama Sophia ma pracę hotelowej sprzątaczki pokojowej.

      Donny - to menago w sieci fastudów. Przyjeżdza do jednego z oddzialów, zeby wybadać czy mięso, którego się tam używa, spełnia standardy jakości.

      Wszyscy ci ludzie stopniowo przekonują się jakie porządki panują w tym małym światku.

      Ten film również może zostać pokazany przez polską telewizję, więc spojler poniżej - uwaga :]

      Amber zderza się w pracy z mundurkami, inwigilacją, kamerami rejestrującymi każdy ruch pracownika, z systemem kontroli, który robi z człowieka robota. O tym, że postanowi ona rzucić ten cały piep,rznik w cholerę zaważy rozmowa z wujkiem Pete'em, który akurat wpada w odwiedziny. Wujek jest typem ogarniętego hippisa, kiedyś na uniwersytecie organizował strajki i protesty studentów przeciw róznych wypaczeniom, został nawet z tej szkoły wydalony dyscyplinarnie. Nie zmienil się od tamtego czasu - wpaja Amber etos buntu wobec uniformizacji, wobec bycia trybkiem w maszynie, cegiełką w murze, jak zawodziła grupa Pink Floyd.

      Wkrotce później Amber spotyka studentów z zacięciem ekologicznym. Od nich dowiaduje się, że firmy mięsne współpracujące z fastfudami trzymają ponad 100 tysięcy krów, na pastwisku niedaleko ich miasta. No i że tak jest na całym świecie, a te krowy jedzą, wydalają, a to co wydalą, to ląduje w wodzie, czyli ją zanieszczyszcza... itd.

      Dziewczyna rezygnuje z pracy w swoim "makdonaldzie", a potem, razem z koleżeństwem ekologicznym, przeprowadza brawurową akcję próby wypuszczenia na wolność tych 100 tys krów. Nie udaje się - krowy, jak to krowy, nie chcą zamienić się w mustangi i nie zamierzają opuszczać zagrody.

      Raul czyści wodą ze szlaucha pomieszczenia do uboju i sortowania mięsa. Czasami zdarza się jakiś szczur, ktorego trzeba odpędzić ale to na zewnątrz tylko ;] Po pracy - z Sophią pod rękę - idą coś zjeść. Dokąd ? do tej fastfudowni, dla ktorej Raul pracuje - czy to nie urocze, zarabia kasę, a potem ją zwraca swoim dobroczyńcom :] Ale meksykański imigrant bez wykształcenia nie może liczyć na nic lepszego - lepsza robota to mrzonka, a tańszego żarcia nie ma. Po pracy idą sobie chodnikiem i Raul patrzy na efektowne auto zaparkowane na jakimś podjeździe - "widzisz, takie coś chodzi mi po głowie" - mówi do Sophii. Ona mu na to, żeby nie bujał w oblokach, a on "daj mi tylko czas, tylko daj mi czas...".

      Czas Raula kończy się bardzo szybko. Podczas zmiany - ma wypadek. Jednemu z kolegów wciąga nogę w jakąs maszynę, robi się straszne zamieszanie, w wyniku którego ktoś potrąca Raula i ten spada ze schodków na jakąs blachę dwa metry w doł. Ląduje w szpitalu w kołnierzu ortopedycznym i przetrąconymi żebrami. Natychmiast zjawia się prawnik fastudowni - przekonuje zrozpaczoną Sophię, ze testy krwi wykazały, iż jej chłopak był pod wpływem amfetaminy i to mogła być przyczyna wypadku.. Ona, ze to niemożliwe, jej chłopak to wzór cnót. Ale on ma testy krwi... więc - nie będzie odszkodowania, a przeciwnie - będą koszty leczenia. Wiadomo, ze prawnik kłamie, a testy krwi nie były wykonane na krwi Raula. tak działa korporacja. Wyrzuca na śmietnik pracownika, który w pracy doznał kontuzji. Ot, co.

      Siostra Sophii - Coco pracuje na sortowni mięsa. Jak tę pracę utrzymać, jak nie zostać zdegradowanym ? To proste. Trzeba nadstawiać się szefowi. Więc Coco się nadstawia. Ale szef nie jest monogamistą. CO jakiś czas zmienia sobie kochankę. Coco jest zawiedziona, kiedy szefunio znajduje sobie zastępczynię na jej miejsce. Grozi jej nożem, a potem jemu, ze ich oboje pozabija. Trzymać się dobrej pozycji, w nadziei na awans - oto jej pomysł na przetrwanie.

      Donny, menago sieci, kontroluje jeden z oddziałów pod kątem jakości używanego tam ścierwa. Dochodzą do niego bardzo niepokojące informacje, z serii wywiadów z ludźmi, którzy kiedyś pracowali w sieci, albo pracują nadal, albo z tą siecią mają inny kontakt [stary ranczer, ktorego ziemia sąsiaduje z budynkami gospodarczymi firmy dostarczająćej mięso fastfudowni] - wszyscy zgłaszają problemy : brudne, chemią skażone mięso, zatrudnianie nielegalnych imigrantów za głodowe pensje, patolgiczne stosunki pracy... Stoi to w rażącej sprzeczności z raportami oficvjalnymi, które nie wykazują żadnych zaniedbań i problemów.

      Donny jest zaniepokojony. Zjada lunch ze starym lisem, który jest kimś w rodzaju koordynatora prac sieci, takiego oka i ucha, zna ją od podszewki. Co jedzą ? no jak co, to co zawsze ;] I Donny zwierza mu się ze swoich podejrzeń. W odpowiedzi facet najpierw próbuje go przekonać, ze może wyolbrzymia problemy, ze to mogą być jakieś bzdety, ale widząc, ze Donny wcale się nie uspokaja - wstawia mu gadkę o pożyteczności fasfudów, ktore "żywią, chronią i ubierają", a potem w zawoalowany sposób daje mu do zrozumienia, ze jesli będzie się w temat nadal wgryzał, to straci swoją pracę, dobre imię, a może i pieniądze.

      Donny może i jest nienajgorszym gościem, bo go cos tam rusza, ale nie jest straceńcem i nie ma zamiaru stawać do samotnej konforntacji z molochem korporacyjnym. Passuje, w momencie w ktorym jeszcze moze to zrobić.

      Sophia musi zarobić teraz na siebie i na Raula. Chce wziąc drugi etat. Pyta Coco, czy mogłaby jej coś załatwić w fastfudowni. Coco odsyła ją do szefa. A szef stawia prosty warunek - coś by się znalazło, ale... ceną jest mało wybredny seks. Sophia nadstawia sie więc szefowi i dostaje swoją pracę.

      W ostatniej scenie szef prowadzi ją, wystrojoną w odzież ochronną, do jej stanowiska. Przechodzą przez ubojnie, gdzie właśnie krowy padają od strzałów prądem w łeb, a potem ich zwłoki są oprawiane przez sprawnych rzeźników. Sophia patrzy na to, znad maseczki zasłaniajaćej usta i spod kasku na głowie - z absmakiem. Mijają sortownię, i docierają do miejsca, w którym pracownicy rozprawiają się z odpadami - flakami, zwałami tluszczu, i całą resztą barachała, które potem ląduje w parówkach i salcesonie. Oto nowe miejsce pracy Sophii, oto jej american dream, oto to co mozna dostać za seks.

      W jednej ze scen, Bruce Willis - grajacy tego koordynatora, ucho i oko etc - zajada ze smakiem burgera, i słuchając co mu Donny opowiada o " mięsie zanieszczyszczanym krowim g'nem" - bierze spory kęs, obraca to żarcie w ustach i mowi, z firmowym dla Willisa uśmieszkiem "wiesz, może i jest tutaj g,wno, ale... malutko, bardzo malutko, o tyci-tyci", robiąc przy tym stosowny gest dwoma palcami.
      • grek.grek "Fast food nation", pelna story ;] 14.03.12, 12:14
        I to chyba scena i zdanie podsumowujące najlepiej całą ideologię fastfuda. G.wno, patologia organizacyjna, wykorzystywanie pracownikow, tworzenia wzorca uniformizującego konsumpcję. BO jakiez zalety odnaleźć ? te o ktorych mówi Willis ? tania robota dla biednych Meksów i studenciaków ? tanie żarcie w krowim łajnem w srodku ? kaman... Oburzamy się na chińskie fabryki z internatem, na małe manifaktury gdzie się wykorzystuje dzieci, a tutaj - w cywilizowanym rzekomo świecie - mamy swoje własne trupy, i to tak chowane w szafie, że z niej wystają ich kończyny, a nawet cała sucha d,pa... :]

        film może nieco zalatujący propagandzią i alterglobal, ale mówi o rzeczach, ktore sensacją i tajemnicą od dawna nie są. I, wiecie co, chyba to jest najsmutniejsze. Że syf i patologia, to już banał, a na banał się uwagi nie zwraca, daje mu się prawo do funkcjonowania na równych prawach z resztą. Dac się zbanalizowac, oto marzenie każdej patologii i każdego syfu.

        w rolach- rzec by można - gościnnych : Bruce Willis, jako - jw., i Ethan Hawke, jako wujek Pete. Obaj w swoim stylu. Tyle, że styl Willisa mnie zawsze nie przekonywał. Może jakby zawsze wpadał tylko na 10 minut na ekran, to by był lepszy ? ;]
        • barbasia1 Re: "Fast food nation", pelna story ;] 15.03.12, 00:34
          Całkowicie przeszła mi ochota na fast foody po przeczytaniu tej historii. :)

          Przyznam Ci się Ojcze Detektorze, że zdarzało mi się kupować jedzenie McDonaldzie, nie za często, zazwyczaj miało to miejsce w czasie podróży.
          Zdarzyło mi się też odwiedzić zagraniczny, włoski McDonald w Rzymie raz , ale tylko dlatego, że w niedziele wszytskie bary i nasze ulubione pizzerie "al taglio", były zamknięte, a na restaurację było nam szkoda kasy. To było wyjątkowo smutne doświadczenie jeść hamburgery po tych wszytskich wspaniałych pizzach o różnych smakach, jakimi żywiłyśmy się przez 6 dni. ;) . Co ciekawe we w tym wloskim McD przeważali turyści, miejscowych było niewielu.

          Kiedy wracałyśmy z tego rzymskiego McDonalda (dzierżąc w ręku mapkę Rzymu reklamujacą McD.), zaczepili nas chłopcy, też turyści, już nie pamiętam z jakiego kraju, pytając czy nie widzieliśmy pod McDonaldem ich kolegów wyglądających tak a tak, bo oni się umówili z nimi pod McDonaldem, tylko nie sprecyzowali dokładnie, pod którym - a w całym Rzymie jak się okazało McDonaldów jest około 30 (teraz może i nawet więcej )- i teraz chodzą od jednego do drugiego i ich szukają (a to było jeszcze w epoce, kiedy jeszcze nie było komórek, tego genialnego wynalazku) . :)

          Dobrze wyczułeś swym wrażliwym nosem kinomaniaka publicystyczne klimaty.
          Właśnie znalazlam informację, że scenariusz powstał na podstawie książki dzienniarza Erica Schlossera, pt. Fast Food Nation: The Dark Side of the All-American Meal (2002), będącej owocem dziennikarskiego śledztwa, gdzie opisane zostały te wszystie patologie(i jeszcze więcej) koncernów fast foodowych. Temat to znany opisanych w książkach, prasie od dobrych kilkunastu lat. Czas sprawił, że temat się zbanalizował.

          Dobrej nocy, Greku! / co oglądasz teraz?/
          :)
          • grek.grek Re: "Fast food nation", pelna story ;] 15.03.12, 11:26
            hehe, spacerowałem, taki zwyczaj mam :]

            fastfud w Rzymie ? za to nawet jednej zdrowaśki nie dostaniesz ;] hehe. Pizza lepsza, i to oryginalna, klasa sama w sobie - jak podejrzewam. fajne wspomnienia, Barbasiu.

            No proszę, uwierzyłabyś, ze po tych wszystkich elaboratach gazetowych, ktoś napisał o patologiach biznesu śmieciowożernego dodatkową ksiązkę ? Chociaż, zaraz, słuchaj... może to jakas ważna pozycja w literaturze tematycznej. Trochę zartuję, a w istocie - każdy taki film i każda ksiązka, jeśli poszerzą świadomość społeczną, mają swoją wagę.

            Tylko, kurdesz, niech ktoś napisze, jak gros ludzkości wytłumaczyć, że sałatka warzywna, gotowany kurczak i herbata miętowa są smaczniejsze od buły z tłustym mięsem, frytek ii
            coca coli ? Na ten temat powinien powstac film - Mission Impossible V. Może agent Ethan Hunt podoła, hehe.



            • barbasia1 Re: "Fast food nation", pelna story ;] 15.03.12, 15:38
              McDonadl's !!!

              grek.grek napisał:

              > hehe, spacerowałem, taki zwyczaj mam :]

              Ale nie ciemno, zimno i trochę straszno Ci o tej porze!? ;)

              Ksiezki, artykuły prasowe, filmy dokumentalne (np. "Super Size Me" z roku 2004, dokument, którego tytuł obil mi się już dawno temu o uszy) i ten fabularny powstają właśnie ku przestrodze, maja więc swoją wagę, masz rację.

              A mówiąc już poważnie, masz świętą rację, po stokroć lepsza, zdrowsza , smaczniejsza jest sałatka warzywna, gotowany kurczak (a może być duszony na patelni?) i herbata miętowa.

              A propos, w Ameryce pani prezydentowa Obama angażująca się w kampanię ws walki z otyłością dzieci, nawoływała niedawno do powrotu do jedzenia potraw przez siebie gotowanych, słyszłam. Moze to nie będzie aż taka Mission Impossible V, jak by się wydawało.

              Na koniec, muszę Ci jeszcze wyznać coś strasznego, Ojcze Detektorze , spożywanie pikantnego kurczakburgera z frytkami było nawet przyjemne. ;}
              :)
              • grek.grek Re: "Fast food nation", pelna story ;] 15.03.12, 16:19
                Nieeee, wiesz, czasami jakaś strzała z luku przeszyje powietrze tuż przy moim uchu, ale poza tym - całkiem nieźle jest ;]

                Hehe, wierzę - jako nieświadome dziecko jadałem zapiekanki, kupowane w budkach, tak ja też grzeszyłem, siostro, siostry i bracia, ale byłem wtedy otumaniony dzieciństwem - czasami nawet dobrze złamać tzw. zdrowe jedzenie czymś kompletnie "zakazanym" - tak między nami : przecież właśnie kombinowana dieta smakuje najlepiej, nawet codziennie jedzony tort w końcu przestaje cieszyć, a jedzony raz na jakiś czas - sprawia radość podniebieniu i mózgownicy :]. Aczkolwiek, niech każdy wcina - co lubi i co go pozytywnie nastraja, prawdaż zawżdy ?

                Amerykanie mają z tym duży problem, powiedziałbym nawet, sądząc po niektórych filmach dokumentalnych, reportażach i fotoreportażach - ogrrrrromny problem ;] Niekiedy monstrualny nawet. Ale i u nas nie jest gorzej, ponoć w ostatniej dekadzie wskaźniki otyłości i nadwagi poszybowały w górę i to dumnie.
                • barbasia1 Re: "Fast food nation", pelna story ;] 15.03.12, 16:59
                  Hahahaha! :))))
                  O matko! O Greku! Toż to istna dżungla! Ty uważaj na siebie! ;))

                  Pamiętam te pierwsze zapiekanki z pieczkarkami serem keczupem, kupowane na miejscie smakowały wyjatkowo, parę sztuk też mam na swoim koncie. :)

                  Zaawżdy prawdaż!
                  Poza tym, z umiarem, małych ilościach, od czasu do czasu nie powinno zaszkodzić.

                  Tyjemy od dobrobytu. ;)
                  • grek.grek Re: "Fast food nation", pelna story ;] 16.03.12, 12:44
                    hehe, jakiś tani szyszak chętnie kupię ;]

                    haha, dobre były, ja też pamiętam do dziś...

                    yup, otóż to.

                    Spójrz, jak to się zmienia, kiedyś otyłość była manifestą zamożności - teraz odwrotnie : obszernośc świadczy raczej o przynależności do przeciwnego bieguna społecznego.
                    gruby, znaczy : zajadający się wiktuałami tanimi, mącznymi, słabej jakości, do tego nie zażywający ruchu, a raczej stacjonujący przed tiwi.
                    • barbasia1 Re: "Fast food nation", pelna story ;] 16.03.12, 16:17
                      Do twarzy Ci w szyszaku! :))
                      Za szyszakiem panny orszakiem, czy jakoś tak. ;)

                      Dobra uwaga.

                      Ale są jeszcze takie miejsca na świecie, gdzie duża tusza nadal jest ceniona, nadal stanowi symbol dostatku i powodzenia, co wiećej stanowi ideał piękna kobiety.

                      Oglądałam kiedyś w naszej telewizji dokument, szczęśliwie znazałam jego tytuł w necie - "Grube może być piękne", reporterki BBC Olenki Frenkiel, który opowiada o młodych dziewczynach z (biednej) Mauretanii, tuczonych, zgodnie z tamtejszą tradycją, od najmłodszych lat (tłustym mlekiem, kuskusem i innymi tamtejszymi tłustymi potrawami), czasem na siłę i przy użyciu drastycznych metod, by tyły i by w ten sposób wyglądałay atrakcyjnie w oczach mężczyzn, a tym samym miały większe szanse na zamążpójście.

                      :)


                      • grek.grek Re: "Fast food nation", pelna story ;] 16.03.12, 16:26
                        haha, dzięki :]

                        ha, a nie : za orszakiem dziewczyny z tasakiem ? ;]

                        to prawda, celny przykład, Barbasiu, takie miejsca istnieją, są i fani kobiet dorodnych nawet ponad przyjęte normy.
                        Tylko jakoś nie słychać, ??, o miłośniczkach panów "w ciązy" ;] ech, nie dość że płeć brzydka, to jeszcze niesprawiedliwie traktowana, haha.
                        • barbasia1 Re: "Fast food nation", pelna story ;] 16.03.12, 18:07
                          Ha, ha, tej wersji nie słyszłam. ;)

                          Podobno, właśnie wyłowiłam tę informacje z sieci, zwyczaj tuczenia Mauretanek powoli zanika, w związku ze zmianą kanonu piękna czy mody (czy może ze względów praktycznych). Obecnie chlopom w Mauretanii podobają się bardziej szczupłe kobiety.

                          Jakże się muszą poświecać kobiety, żeby tylko przypodobać się mężczyznom. I to praktycznie wszędzie tak jest! Czy mężczyzna skarżył się tu na niesprawiedliwość!?? ;))


                          • grek.grek Re: "Fast food nation", pelna story ;] 17.03.12, 12:59
                            haha, bo i ja ją spaliłem, miało być "za szyszakiem..." - mój znak firmowy : palenie żartów ;]

                            ano tak, MTV i Playboy dotarły i na Mauretanię...

                            hehe, a to nie jest tak, że kobiety przede wszystkim chcą się, w kolejności : sobie - innym kobietom, zeby były zazdrosne - i dopiero : mężczyznom, na szarym końcu ? ;]
                            • barbasia1 Re: "Fast food nation", pelna story ;] 17.03.12, 20:15
                              To jestem, a miałam być wcześniej, heh ... Piękny, ciepły dzień dziś był u nas.

                              Wiem, wiem, domyśliłam się, że chciałeś powiedzieć "szyszakiem". ;)


                              Dokładnie tak, Greku, tylko w odwrotnej kolejności: kobiety chcą się podobać najpierw mężczyznom, potem innym kobietom, żeby były zazdrosne - i dopiero na szarym końcu sobie.
                              Jakby nie było mężczyzn, nie byłoby się komu stroić, nóg pokazywać zwłaszcza na wiosnę. ;)

                              Coś muzycznego, w sam raz na wieczór i noc, a propos spacerów wieczorową porą : ;))
                              Iron Maiden - Fear of the Dark
                              www.youtube.com/watch?v=a8HqTX00p0o
                              :)
                              • grek.grek Re: "Fast food nation", pelna story ;] 18.03.12, 14:13
                                Wiosna, znaczy się ? :]

                                a jednak, hehe, z szarego końca awans - jak dobrze to słyszeć, hehe :]

                                nieźle "dodaje animuszu", [Iron Maiden ? o takie brewerie, to Ciebie nie posądzałem, hehe ;)]
                                • barbasia1 Re: "Fast food nation", pelna story ;] 19.03.12, 16:11
                                  Wiosna Panie Sierżańcie, znaczy, Panie Szefie Naszej Drużyny!
                                  Z naszego ogródka wiosnę Ci / Wam wklejam, przebiśniegi tegoroczne. Z przejażdzki rowerowej nie mam żadnych zdjęć. W końcu nie wzięłam apartu slońce schowało się za chmurami. Poza tym jeszcze szaro, niezby atrakcyjnie.

                                  fotoforum.gazeta.pl/zdjecie/3062639,2,1,Wiosna-2012-przebisniegi.html

                                  Tak właśnie jest, Greku. :))

                                  Ha,ha, ha!
                                  To po części efekt wpływów Twoich upodobań muzycznych na moje gusta. :)
                                  Dwa, bohaterka "Persepolis" (o którym opowieść obiecałam na wczoraj, wybacz, nie dałam rady, mam nadzieję, że dziś mi się uda, heh), Marjane słuchała Iron Maiden (ich kasety kupowała nielegalnie na czarnym rynku) i ona mnie zainspiriowal być jakiś kawalek tu zalinkować. Anie nie przypuszczałam,z e znajdę taki ładny a propos.
                                  :)
                                  • grek.grek Re: "Fast food nation", pelna story ;] 20.03.12, 13:30
                                    gdzież mnie tam... :]

                                    widziałem :] idzie wiosna, wszystko spod ziemi wyłazi... jak kto ostatnio pochował nielubianego krewnego, teraz na pewno ma się z pyszna, hehe.

                                    a, widzisz, podwójna inspiracja, zatem.

                                    Własnie, miałem spytać, co to za film ten "Persepolis"; nic to, spokojnie poczekam[y].

            • barbasia1 Re: "Fast food nation", pelna story ;] 15.03.12, 15:46
              > fastfud w Rzymie ? za to nawet jednej zdrowaśki nie dostaniesz ;] hehe.
              Ha, ha. :)))

              >Pizza lepsza, i to oryginalna, klasa sama w sobie - jak podejrzewam. fajne wspomnienia
              > , Barbasiu.
              Dzięki, Greku! :) Jak przeżyjemy 12.12.12 to będą jak znalazł na starość, w razie sklerozy! ;)

              Ci chłopcy, teraz mi się przypomniało, mieli zdaje się grać na gitarze przed McDonald'sem, zarobkowo oczywiście, pewnie by żyć za te pieniądze w podróży.

              :)
              • grek.grek Re: "Fast food nation", pelna story ;] 15.03.12, 16:20
                nie lepiej okraść bank i za te pieniądze podróżować ? ;]]
                • barbasia1 Re: "Fast food nation", pelna story ;] 15.03.12, 16:35
                  Hahaha :) Widać chłopaki smykałki do tego nie mieli! :)

                  Powiem Ci w zaufaniu, że ja bym się pisała na napad na bank, bo ani grać na gitarze, ani tym bardziej śpiewac nie potrafię. ;))

                  Witaj Greku! Fajnie Cię widzieć! :)))
                  • grek.grek Re: "Fast food nation", pelna story ;] 16.03.12, 16:29
                    halo, Barbasiu :]

                    hehe, jeden dobry skok, a... potem drugi - na Karaiby :]

                    • barbasia1 Re: "Fast food nation", pelna story ;] 16.03.12, 17:25
                      Witaj! :)

                      He, he! A tam spotkać Jacka Sparrowa! ;)
                      • grek.grek Re: "Fast food nation", pelna story ;] 17.03.12, 13:00
                        ... i zostać ograbionymi z całego majątku ;]
                        • barbasia1 Re: "Fast food nation", pelna story ;] 17.03.12, 20:32
                          grek.grek napisał:

                          > ... i zostać ograbionymi z całego majątku ;]

                          ://

                          Widzisz, jaka ja jestem naiwna i łatwowierna!

                          Ha, ha, ha, hahaha! :)))
                          • grek.grek Re: "Fast food nation", pelna story ;] 19.03.12, 15:48
                            ech tam, niekoniecznie, możliwe, ze to ty byś oczarowała Jacka i puściła go w skarpetach i bez kapelusza :]
                            • barbasia1 Re: "Fast food nation", pelna story ;] 19.03.12, 16:30
                              Ha,ha,ha,ha,ha,ha. :)))

                              Nooo, to całkiem możliwe, Greku. Po tym co się zdarzyło dwa dni temu, w sobotę ...

                              Byłam w wielkim mieście, zaczepił mnie pan, na którego twarzy piętno odcisnęły procenty alkoholu, szarmancko prosił bym go pilnie poratowała w potrzebie złotówką. Spieszyłam się, a prawdę mówiąc nie chciało mi się wyjmować potrfela, poza tym pijakom z zasadny nie raczdej dokładam (zresztą wcześniej już dałam złotówkę gitarzyście, który cudną grą ucieszył przez chwilę uszy ), skłamałam więc bezczelnie, że "nie mam ani złotóweczki", na on a na to, że w takim razie dodda mi swoje złoty pięćdziesiąt i rzeczywiście wyciąga do mnie łapę z z monatami, z tym złoty pięcdziesiąt, he,he .
                              Oczywiście nie wzięłam. :))

                              Nie potrafiłabym zabrać coś nieswojego komuś, ale swojego bym broniła.

                              :)
                              • barbasia1 Re: "Fast food nation", pelna story ;] 19.03.12, 16:34
                                korekta

                                a poza tym pijakom z zasady raczej nie dokładam
                              • grek.grek Re: "Fast food nation", pelna story ;] 20.03.12, 13:26
                                haha :] co za szlachetna brać... hehe, 1,5 zł - na rozkręcenie jakiegoś interesu, to jak znalazł ;]
                                • barbasia1 Re: "Fast food nation", pelna story ;] 20.03.12, 17:06
                                  Powiem Ci, Greku, że się nawet trochę wzruszyłam tym gestem pana i może nawet dałabym mu w końcu 5O groszy (a co!), gdybym się tak nie spieszyła. :)

                                  > 1,5 zł - na rozkręcenie jakiegoś interesu, to jak znalazł ;]
                                  :)))
                                  Właśnie. Tacy bohaterowie Ziemi Obiecanej rozkręcali interes nie mając nawet tyle ... :))
          • maniaczytania Re: "Fast food nation", pelna story ;] 15.03.12, 20:59
            barbasia1 napisała:

            > Całkowicie przeszła mi ochota na fast foody po przeczytaniu tej historii. :)

            A mnie nie ;) Co prawda bywam tam raz na ..... rok i to najczesciej w podrozy, ale mnie to czasem smakuje :)
            A "Super size me" to jedna z lepszych sciem - przeciez kazdy, gdyby zywil sie przez okreslony czas tylko jednym rodzajem pozywienia - zachorowalby.
            • barbasia1 Re: "Fast food nation", pelna story ;] 16.03.12, 16:34
              maniaczytania napisała:

              >A "Super size me" to jedna z lepszych sciem - przeciez kazdy, gdyby zywil sie p
              > rzez okreslony czas tylko jednym rodzajem pozywienia - zachorowalby.

              Oglądałaś, Maniu!? Czy "Super size me" nie był czasem pokazywany w naszej telewizji!?
            • barbasia1 Re: "Fast food nation", pelna story ;] 16.03.12, 18:14


              maniaczytania napisała:

              > barbasia1 napisała:
              >
              > > Całkowicie przeszła mi ochota na fast foody po przeczytaniu tej historii.
              > :)
              >
              > A mnie nie ;)

              Pewnie mi wkrotce przejdzie, ale chwilowo mam wstręt zwłaszcza, jak sobie przypomnę tę wymowną scenę z Willisem:

              >W jednej ze scen, Bruce Willis - grajacy tego koordynatora, ucho i oko etc - zajada ze >smakiem burgera, i słuchając co mu Donny opowiada o " mięsie zanieszczyszczanym krowim >g'nem" - bierze spory kęs, obraca to żarcie w ustach i mowi, z firmowym dla Willisa >uśmieszkiem "wiesz, może i jest tutaj g,wno, ale... malutko, bardzo malutko, o tyci-tyci", >robiąc przy tym stosowny gest dwoma palcami.

              Przemawia do wyobraźni! :)
    • grek.grek "Bracia" duński orydżynal 15.03.12, 10:59
      Podobno i ten film Amerykanie przerobili po swojemu... Nie dadzą spokoju niczego, zjedzą cokolwiek się rusza i na drzewo nie spie,prza :]

      Czesi dali oryginał duński.

      Są dwaj bracia - starszy Michael i młodszy Jannik. Michael to wzór cnót, zasadził drzewo, zbudowal dom, spłodził dwie córeczki z atrakcyjną żoną, Sarą. Jest żołnierzem zawodowym, dotrepił się stopnia majora. Chluba i duma rodu. Jannik, to zaś chodzące kłopoty , obibok, buntownik, uchylający się od zatrudnienia i założenia rodziny. Właśnie wychodzi z więźnia, gdzie odgarował wyrok za napad rabunkowy. Michael odbiera do spod puszki. Bo Michael, jak przystało na poczciwego Rysia z Klanu - kocha swojego brata, no matter what. Od małego go kocha. I dba o niego. Jannick też go kocha - wybacza mu nawet to, ze Michael w jego imieniu poszedl i przepraszał tę kobietę, co ją Jannick był napadł. Braterska miłośc ponad wszystko.

      Michael z rodziną przyjmuje Jannicka u siebie. Pojawiają się ich rodzice. Nie są zachwyceni trybem życia Jannicka, ale mają swojego Michaela, więc w sumie - patrzą na to przez palce, a może nawet z ćwierć-pogodną rezygnacją, a niech se zyje jak chce, może zmądrzeje jak skończy pięćdziesiątkę.

      Wyjście z więźnia Jannicka zbiega się w czasie z wyjazdem Michaela na misję wojskową do Afganistanu. Jest więc to w jakiś sposób przyjęcie powitalno-pożegnalne.

      W górach Afgana zdarza się wypadek. Helikopter z Michaelem i resztą wojaków ma awarię i rozbija się. Przeżywa tylko Michael. Dostaje się do niewoli Talibów. Jak się okazuje nie jest jedynym przetrzymywanym. Dzieli prymitywną celę z innym Duńczykiem, Nielsem.

      orajt, i to taki wstęp do właściwej akcji. dalej będzie spojler all the way, uprzedzam jolalnie, czy jakoś tak :]

      ...

      Wojsko uznaje Michaela za zmarłego. I taką też informację otrzymuje rodzina - facet nie żyje. Ofk, trauma. Próbują sobie z nią poradzić na rózne sposoby - Jannick pije i awanturuje się, zona beczy, a rodzice albo płaczą albo [ojciec] próbują winić za całą sprawę Jannicka, nagle próbuja ból sproszkować za pomocą krytykowania młodszego syna. generalnie, rozbitka kompletna.

      Po pierwszym trudnym okresie, dociera do nich dośc oczywista świadomość, że jeszcze mają po co żyć, że na śmierci Michaela nie może się świat skończyć. Niespodziewanie obibok i luzak Jannick staje się dla Sary wsparciem - pomaga w remoncie kuchni, który planowała ona jeszcze z Michaelem, dzieci go akceptują, a nawet bardzo lubią - bawi się z nimi, prowadza. Z czasem odzyskują częśc utraconej równowagi. Rozchełstany Jannick zastępuje brata jak może i odnajduje w sobie zdolności i uczucia zupełnie niespodziewane. Nie jest straconym typem, może być głową rodziny, ojcem [zastępczym, ale zawsze], pomocą, wsparciem dla kogoś. Ofk,on i zona Michaela patrzą na siebie pożądliwe, mniej lub bardziej, ale do niczego nie dochodzi. Poza pocałunkiem, który Michael dostaje, gdy na urodziny [chyba jej właśnie] kupuje rodzinie rower.

      Tymczasem, w niewoli u Talibów Michael musi ratować życie. najpierw udaje mu się strzelić plusa, kiedy uczy Talibów obsługi broni, ktora im wpadła w łapy. Staje się w ich oczach kimś pozytecznym. Gorzej, ze zupełnie bezwartościowy jest dla nich jego kolega z celi. Dają Michaelowi cięzką pałkę metalową i wybór : masz tu pałę i zabij tego drugiego, albo zabijemy was obu. Co byście zrobili ? No własnie... szlachetny Michael broni się jak może, ale kiedy przystawiają mu lufę do skroni zaczyna okładać Nielsa i okłada go aż do skutku. Wiadomo - jest to wstrząs, zwłaszcza dla faceta, który w życiu muchy nie skrzywdził.

      Niedługo później do obozu Talibow wkraczają Amerykanie. Uwalniają Michaela. On im opowiada, ze był z nim jeszcze ktoś, Niels, ale nie zdradza co się stało. Zachowuje to dla siebie. Ma powód, sami przyznacie. Ciała Nielsa nie ma, więc po cholerę ma opowiadać, co się wydarzyło.

      Rodzina dostaje info, ze Michael żyje. Michael wraca do domu. Jest jednak nieswój, przygasły, rozpamiętuje to co się stało. Zaraz po powrocie prosi Sarę i córki, zeby się położyli razem na łózku i tak po prostu poleżeli. Po dłuższej chwili pada pytanie "czy tata znowu umarł ?" :]

      Ale śmiesznie nie jest od tej pory. Michael jest nie do życia człowiek. Z pogodnego i przyjemnego chłopa robi się zupełny świr. Trzyma w środku pamięć Nielsa, które lal kijem aż ten wyzionął. Jest w zupełnej rozsypce. Nie może [przełożeni w wojsku] albo nie chce [żona] powiedzieć nikomu o tym, wyrzucić z siebie, pójśc na jakąś terapię etc. Dusi się we własnym sosie.

      Do tego dochodzi jeszcze oczywista zupełnie rzecz. Michael chodzi po domu, ogląda nową kuchnię, przestawia w niej sztućce i naczynia... dowiaduje się, ze Jannick pmagał jego rodzinie, kiedy jego nie było, że nawet nocował w ich domu... Najpierw dziękuje bratu za dzielną postawę i troskę, a zaraz potem rzuca kanoniczne : spaleś z moją zoną ? Jannick zaprzecza. Ale Michael drązy : dzieci cię lubią, macie świetny kontakt, z nią też... moze jednak spaliście ze sobą ? słuchaj, nie obrażę się, byłem wtedy "martwy", mialeś prawo, mieliście prawo... Ale Jannick zaprzecza i nawet urażony jest że Michael go o takie rzeczy pyta.

      Zaraz potem Michael bierze na spytki żonę - dostaje tę samą odpowiedź : NIC między nami NIE zaszło. Ale Michael już jest nakręcony swoimi paranojami - staje się agresywny, łapie ją za szyję, rzuca nią o łózko...

      Dzieci się zaczynają go bać, słyszą jak rozmawia z matką, co chwila dostają od niego reprymendy, wkurzają go ich niewinne żarty, tak się boja, ze się młodsza za starszą chowa, a starszej mimowolnie łzy lecą z oczu, kiedy tylko ojciec się do nich zbliża.

      Żona widzi, że coś w nim siedzi, chce z nim porozmawiać, prosi go zeby się otworzył, ale on odmawia.

      Próbuje jakoś sam sobie poradzić. Odwiedza rodzinę tego Nielsa, co go zakatował. jego żonę z dzieckiem. Dodaje jje otuchy, wiary w powrot męża. Mówi, ze z nim siedział, ale teraz nie wie, gdzie on jest. Ale - "był w dobrej formie, mówił o was, kochał was". Próbuje coś zrobić dobrego, ale kłamstwa tylko go pogrążają w wewnętrznym kryzysie.

      Następna bomba eksploduje podczas kolacji świątecznej. Cała familia się zbiera, tratata. Michael w pewnym momencie upomina starszą córkę za jakąs błahostkę, ta chce odejśc od stołu, on ją siłą sprowadza z powrotem. Mała wypala "czy ty nie mogłeś pozstać martwy ? musiałeś wrócić ?". Konsternacja. A mała po lewym prostym, zadaje prawy sierpowy "wolę Jannicka od ciebie. I mama TEŻ go woli bardziej. Woli SYPIAĆ z nim niż z tobą". Teraz konsternacja przechodzi w szok. Sarah gromi corkę, obraca to w żart, ale smrod zostaje w powietrzu.

      W pokoju Sarah pyta corkę : po co to powiedziałas, przecież to kłamstwo, przecież wiesz, ze między mną, a Jannickiem nic się nie wydarzyło. mała na to, ze wie, ale chaiała po prostu dowalić staremu, który zachowuje się, jak ostatni cham.

      A ostatni cham, czy raczej - tragicznie doświadczony człowiek wytrzymuje do wyjścia gości, a potem zaczyna pić i demolować kuchnię [ten symbol 'związku' Jannicka z jego żoną], zrzuca szafki, wywala szuflady, ryczy jak bawół i miota czym popadnie. Sarah z córkami zapłakane i przerażone barykadują się w pokoju. Dzwonią po Jannicka.

      Kiedy jannick przyjeżdza na dzień dobry dostaje pigułę w nos, zaczynają sie z bratem okładać. Wykorzystują ten moment żona i dzieci Michaela, zeby uciec z domu, wsiąć w auto i zwiać. Pojawia się policja. Nie wiadomo, kto ją wezwał, pewnie Sarah.

      Gliniarze nie wiedzą do końca, co jest grane, więc kiedy Jannick wychodzi z domu - zawijają go. Potem wypada Michael z pistoletem. Celuje w nich. No to oni zwrotnie celują w niego. No to jemu odwala zupełnie, jak szajbus krzyczy, zeby go zastrzelili. Wreszcie, Jannick go jakoś uspokaja, a że Michael jest na skraju załamania, to wystarczy trochę olimpijskiego spokoju, zeby oklapł. POlicaje zwijają na wszelki wypadek obu.

      Jannick wychodzi pierwszy. Zaraz po powrocie zastaje Sarę na gruzach kuchni.
      • grek.grek "Bracia" duński orydżynal 15.03.12, 11:15
        Rozładowuj sytuację żartem, razem biorą się do sprzatania. A później ona bierze prysznic w łazience na piętrze, a on na parterze,w kuchni przykręca szafki. I on słyszy tę wodę i wie, ze ona tam w stroju Ewy pod tym prysznicem... i nachodzi go, ze może by tak do niej dołączyć. gorąco się robi, facet się waha, ale krew nie woda. Idzie ostrożnie na góre, staje pod drzwiami łazienki. W ostatniej chwili jednak rezygnuje. Zbiega na dół, porywa kurtkę i chodu z domu. Braterska jojalnośc ponad wszystko :]

        Michael ląduje w wojskowym zakładzie "poprawczym". Odwiedza go tam Sarah. Jest już spokojny, przypomina siebie sprzed wyjazdu na misję. Idą na spacer. Siadają na ławce. Ona prosi go żeby jej opowiedział, co się stalo, zeby to z siebie wyrzucił. On, ze nie może. Ona że owszem - może, a nawet więcej - powinien, bo jeśli tego nie zrobi, to być moze ona już nigdy z nim nie zechce rozmawiać, że pół kroku dzieli ich od powstania między nimi muru, ktorego nigdy już nie przeskoczą. I on zaczyna płakać i zaczyna "On miał rodzinę... malego synka..." - i łzawi jej w mankiet... I koniec - z furtka otwartą do happy endu.

        tak to było.

        ...

        Bardzo dobre, bardzo wiarygodne, bardzo kameralne i dzięki temu skupione, głębokie. Zwłaszcza portret człowieka pochłanianego dzień po dniu przez wlasne sumienie, przez niewypowiedziany ból spiknięty z maniakalną zazdrością i podejrzliwością jak z Otella, tyle że rolę Jago niespodziewanie i nieintencjonalnie odgrywa mala córeczka powodowana rozżaleniem z powody fatalnego traktowania jej przez ojca [dobra, wiem ze to naciągana interpretacja ;)]. I gehenna rodziny, która musi z tym żyć, patrzeć codziennie na zmienionego krewnego nie mogąc mu pomóc, a musząc przyjmować kolejne razy, które on wymierza niemal na ślepo i bez świadomości tego, co czyni. Trudno takie rzeczy wiarygodnie pokazać, sklecić kilka scen o odpowiednim cięzarze gatunkowym, odpowiednio skamerowanych i zagranych, zeby efekt osiągnąć - tutaj się udalo. Na mój gust, to jest główna zaleta tego filmu. Nie ma efekciarstwa żadnego, a rzetelna, dobra robota filmowa.



        • barbasia1 Re: "Bracia" duński orydżynal 15.03.12, 18:34
          "Bracia" wpisują się w serię filmów poruszajacych kwestię traumy wojennej.

          Polecam uwadze artykuł z "Przeglądu", który nawiązuje pośrednio do filmu, przypadkowo go znalazlam -
          www.przeglad-tygodnik.pl/pl/artykul/misja-sie-konczy-trauma-zostaje
          Zachowania bohatera filmu "Bracia"- żołnierza są , zauważcie, bardzo przypominają objawy, które obserwuje się w zespole stresu pourazowego - (PTSD posttraumatic stress disorder), który jest najczęstszą chorobą, dotykającą żołnierzy powracających z misji wojennych...


          Amerykańską wersję "Braci" (z roku 2009), dodam z kronikarskiego obowiązku, wyreżyserował Jim Sheridan, a w rolach tytułowych wystąpili Jake Gyllenhaal i Tobey Maguire, a w roli ślicznej żony jednego z braci Natalie Portman. Ktoś oglądał?

          :)

          • pepsic Re: "Bracia" duński orydżynal 15.03.12, 19:43
            Znam tylko wersję duńska. Przejmujący, bardzo dobry dramat, jeden z moich ulubionych. Dodam, reżyserka jest Susanne Bier. Niestety jej kolejne filmy szybują w dół. O ile "Tuż po weselu", świetnie zagrane, jeszcze w barwach skandynawskich - zalatuje za bardzo telenowelą, tak doszczętnie zamerykanizowana i nudnawa "Druga szansa" - mimo niezłego pomysłu i wspaniałych zdjęć, tudzież hollywoodzkich gwiazd poległa na całej linii.
            Ps. Kluczowy motyw w jakimś sensie kojarzy sie z "Wyborem Zofii", nie uważacie?
            • grek.grek Re: "Bracia" duński orydżynal 16.03.12, 12:58
              niestety, nie oglądałem tego filmu, o którym mówisz...
            • barbasia1 Re: "Bracia" duński reż. Susanne Bier 16.03.12, 17:33
              Cenne wprowadzenie do twórczości Susanne Bier.
              Nie widziałam jeszcze żadnego jej filmu, "Wybór Zofii" to też jeden z moich zaległych filmów.

              :)
          • grek.grek Re: "Bracia" duński orydżynal 16.03.12, 12:57
            dzięki za dobry link, Barbasiu.

            Amrykanie cały nurt mają, takiego kina after the war : Od "Łowcy jeleni", przez "Urodzonego 4 lipca" po "Hurt locker". po drodze "First blood", o którego ambicjach zapomina się, bo kretyńskie kontynuacje uczniły z niego raczej "Rambo I" i wpisały w poetykę całego cyklu, podczas gdy tak samo pasuje on do całokształtu jak oryginalne "Szczęki" do ich kolejnych sequeli.

            U nas chyba mniej było o żołnierskich losach, a więcej o cywilach naznaczonych wojną, chyba ? Pamiętasz [pamiętacie] jakiś tytuł portretujący losy powojenne straumatyzowanego wojaka ?

            [po wojnie, to zdaje się może nawet czasu nie było na egzystencjalizmy : od razu wzajemne rozliczenia, sowieckie rządy i czystki, i praca w pocie czoła przy odgruzowywaniu i odbudowie miast]

            Do problemów z psyche dochodzi też, problem z odnalezieniem się w prozaicznych sprawach " praca, dom, kontakt codzienny z ludźmi. czytałem o facecie, który po powrocie z Iraku miał taki problem, ze jak słyszał nagły głośniejszy dźwięk, choćby szybszy przejazd samochodu, to wpadał w panikę, że to odgłosy strzałów albo zaraz bomba wybuchnie.
            • barbasia1 Re: "Bracia" duński orydżynal 16.03.12, 17:55
              Właśnie te tytuły miałam na myśli. :)

              Też nie przypomiam sobie żadnego tytułu dawnego polskiego filmu, który by tematykę traumy żołnierzy poruszał . Nie wiem czy pierwszym nie będzie najnowszy film Jana Jakuba Kolskiego "Zabić bobra". Jak podają materiały prasowe bohaterem ( Eryk Lubos) filmu jest człowiek, który ma za sobą właśnie wojskową przeszłość i pobyt na misji w Afganistanie.

              wyborcza.pl/1,101708,10663120,Lubos_w_nowym_filmie_Jana_Jakuba_Kolskiego__Zabic.html
              :)
              • grek.grek Re: "Bracia" duński orydżynal 17.03.12, 15:32
                zatem - jest jakaś jaskólka :] Może niebawem film o zajściach w Nangar Khel ?
                • barbasia1 Re: "Bracia" duński orydżynal 17.03.12, 20:38
                  O! To móglby być bardzo dobry temat!
                  :)
    • grek.grek "Wszyscy jesteśmy Chrystusami" Kocham Kino dziś 15.03.12, 14:30
      21:40 - czyż coś trzeba dodawać ? Kocham Kino - brawo za inicjatywę i dobór filmu. Oby to nie był tylko okres przejściowy, nie ? niechby tak KK w takiej formie i formule ustabilizowało się na lata. No... do 12 12 2012, conajmniej ;]

      1:00, "Na wolność", TVP 1, niedawno opisywaliśmy, ale jakby ktoś nie czytał i mial czas, albo miał czas, czytał, ale zapomniał co czytał... ;] MOżna obejrzeć. Dobre polskie kino z lat 80-tych.
      • barbasia1 Re: "Wszyscy jesteśmy Chrystusami" Kocham Kino dz 15.03.12, 18:39
        Z wielką przyjemnością obejrzę "Wszyscy jesteśmy Chrystusami", bo nie widziałam tego filmu Koterskiego. (O "Babach" pamiętam!).

        Niech żyje i niech ma się dobrze Kocham Kino (oraz pani Grażynka Torbicka i Tadeusz Sobolewski :)) do 12 12 2012 i po tej dacie jeszcze bardziej. ;))

        > 1:00, "Na wolność", TVP 1,
        Może następnym razem, co?
        • pepsic Re: "Wszyscy jesteśmy Chrystusami" Kocham Kino dz 15.03.12, 19:49
          Ja wprawdzie nie byłabym pewna, czy z wielką i czy z jakąkolwiek przyjemnością (żart), ale się szykuję, z tym, że o wrażeniach będę mogła napisać coś około niedzieli (i ew. o zaległościach).
          :)
          • maniaczytania Re: "Wszyscy jesteśmy Chrystusami" Kocham Kino dz 15.03.12, 21:01
            ja nie bede ogladala, nie czuje sie na silach
          • barbasia1 Re: "Wszyscy jesteśmy Chrystusami" Kocham Kino dz 16.03.12, 18:08
            Noo, wrażenia mocne były.
            :)
        • grek.grek "Wszyscy jesteśmy Chrystusami" no to może ode mnie 16.03.12, 12:14
          I jak, Barbasiu, oglądałaś ?

          ja nawet dwa razy ;] tak się złożyło.

          Jestem pod wrażeniem paru rzeczy.
          Po pierwsze, bardzo to osobiste było. Pisane sobą. Napisy końcowe i tytułowanie bohaterów "ja 33 lata, ja 55..." - nie pozostawiły wątpliwości, o ile ktokolwiek jeszcze mógłby je mieć, po dotychczasowych filmach Koterskiego. Gośc ma własny język, niepodrabialne dialogi, świetne dialogi, refleksje, monologi, w których nawet górnolotne sformułowania nie brzmią sztucznie. Łamie doniosłośc problemów i wyznań mięsem cięzkiego kalibru, wkręca te swoje gagi wisielcze, aktorom każe grać [podobno nie pozwala im na zmiany w tekście ani na specjalną impowizację,
          upiera się żeby grać dokładnie tak jak on chce i koniec dyskusji] balansem między parodią, a tragedią. Sama forma znów mnie zakręciła.

          Po drugie, jak dla mnie, to był film o godności człowieka, upominający się o jego godność. Za pomocą uwznioślenia szarpaniny życiowej, specjalnie : z nałogiem, ale nałóg to tylko symbol słabości i ułomności ducha. Uwnioślenia za pomocą porównania do drogi krzyżowej Jezusa, który w metaforze chrześcijańskiej/prawdzie wiary uginał się pod ciężarem grzeszności tego całego towarzystwa, co ewoluowało od małpy po Krzysztofa Ibisza, który młodnieje z roku na rok i Chucka Norrisa, który szybciej stoi niż mistrz olimpijski biega na sto metrów i każdego innego egzemplarza aż do skończenia świata.

          Odważne, nie sądzicie ? los marnego pijaczyny porównać dolosu symbolu religijnego, ikony poświęcenia i miłości. Bo Miauczyński za kogo się poświęca ? za nikogo. w imię jakiej miłości doznaje upadków ? żadnej, chyba że do flaszki wody brzozowej [aż dziw, ze nie wydoił denaturatu przepuszczonego przez kromkę chleba naszego powszedniego]. Więc - jaki Chrystus ? A jednak. Bo kluczowa rzecz jaka łączy alkoholika i Jezusa, to właśnie cierpienie i nierówny wielobój ze swoimi ludzkimi słabościami. A miłość jest tym, co daje energię do
          przejścia przez ten szlak, aż do wydobycia się na powierzchnię. Do syna czy do ludzkości ? to tylko róznica potencjałów, bo i róznica w pochodzeniu obu postaci dośc znaczna, można założyć, ze każdy bierze na klatę coś na własną miarę, a więc cięzar jaki noszą jest porównywalny. Oni i ich bliscy, którzy nie rozumieją co sie dzieje i dlaczego. Tak jak, w chrześcijaństwie - apostołowie i bliscy Jezusa nie rozumieli jego drogi i jego wyborów, tak samo tutaj - Adaś pozostaje niezrozumiany. Co ja plotę, widzieliście przecież sami :]

          Śmiałem się. Tak, rechotałem prawie, Chyra z Kondratem odwalili kawał świetnej roboty i ich menelowate wyczyny były w pełni profesjonalne, chociaż - na ile wspomagane kielonkiem przed.... pewnie nikt nie sprawdzi. I to było zabawne, zamierzenie zabawne, łamiące powagę problematyki i żenadę samego bohatera.

          To jest cały witz tych filmów marka K. Pomyślcie, ze nie ma tych gagów, urw, i ujów i wysyłek w delgacje służbową [s-dalaj], albo ze są, ale bez tej mocno akcentowanej aktorskiej swady...i to, co się za nimi kryje - tragiczne, smutne i budzące współczucie pozostaje bez żadnej osłony ? no gniot, Bergman tylko bardzo gorszy. A tak, komizm nagle dostaje zadanie okrywania czegoś, co śmieszne bynajmniej nie jest, a sam w sobie jest przejawem nie dobrego humoru bohatera, a jego zagubienia i kolejnego upadku pod cięzarem codzienności. I komizm osiąga efekt taki, ze uwypukla dramat, czyni go zjadliwym i szczerym, odbiera pozę i zadęcie, samemu odsuwając się na z góry upatrzone pozycje w tle, mimo że pozornie w roli głównej. To kino nie istnieje w momencie przerwania połącznia tragizmu i dramatu z komedialnością. Nie ma samej komedii i nie ma samego dramatu. Ba, to nawet nie są komedia i dramat razem ze sobą złączone. to jest jakiś osobny rodzaj filmowej narracji.

          słowem - mnie ujął. Nie spowodował żadnych tanich wzruszeń. Ale od tej pory na pana Władka, z ławki parkowej, co mnie o "te brakujące 3 złote" na wino prosi - bedę patrzył inaczej, jak na tragicznego bohatera naszych czasow, a nie jak na menela, co mi zawraca mandolinę zamiast zrobić tour poranny, pozbierać puszki i odpadki, sprzedać i mieć nawet
          na dwa wina, a nie na tylko jedno.

          Tak, pan Władek należy do zbioru "wszyscy jesteśmy Chrystusami", ja przez szereg lat błąkałem się wśród "wszystkich, którzy są chYtrusami" :] No taka karma.

          Żartuję. Ale obraz Adasia M., który w tym całym pijackim widzie nie zatracił swojego ludzkiego wymiaru, i przede wszsytkim - ocalił w sobie miłość, nie do siebie, a do drugiego człowieka, swoją ostatnią deskę ratunku, deskę niezawodną - zostaje w pamięci, zostanie, albo i nie. Ale może zostanie może jednak [podrabianie Koterskiego to wstydliwa czynność, to też wartość języka jaki udało mu się stworzyć, jak czapki która tylko na jego głowie wygląda modnie i pasująco, a na każdym innym jak złodziejstwo i taniej klasy zrzynka].

          piszcie, Barbasiu, Pepsic, Rose, Bakali, Maniu - na pewno nie oglądałaś ? :] everybody, lets piszcie, jakie wrażenia, jakie refleksje, jak się Wam objawiło w- i po - filmowo.
          • rosemadder Re: "Wszyscy jesteśmy Chrystusami" no to może ode 16.03.12, 13:05
            Koterski po raz kolejny mnie zaskoczył, nawet bardzo
            spodziewałam się filmu lżejszego, łatwiejszego w odbiorze a tu proszę...
            komedia ani trochę a pewnie niektórzy po Dniu Świta się jej spodziewali (chociaż jak dla mnie DŚ to typowy dramat),
            mocno mną wstrząsnął, wręcz momentami poraził pewnie dlatego że przedstawił spory kawałek mojego życia a zderzenie z rzeczywistością przedstawioną w filmie jako syn/córka nałogowca nie jest łatwe, wytrwałam do końca chociaż łatwo nie było;
            absurd przeplatany z bolesną prawdą o rodzinie, nałogach, Polakach, o dźwiganiu własnego krzyża i odpowiedzialności za swoje życie. Świetne dialogi, Kondrat, Chyra i młody Koterski świetni
          • barbasia1 Re: "Wszyscy jesteśmy Chrystusami" no to może ode 16.03.12, 18:21
            Oglądałam. Bardzo dobry film!

            "Uwnioślenia za pomocą p
            > orównania do drogi krzyżowej Jezusa, który w metaforze chrześcijańskiej/prawdzi
            > e wiary uginał się pod ciężarem grzeszności tego całego towarzystwa, co ewoluow
            > ało od małpy po Krzysztofa Ibisza, który młodnieje z roku na rok "

            Hahaha !
            Greku ...! :))))))))))))))))
          • pepsic Re: "Wszyscy jesteśmy Chrystusami" no to może ode 20.03.12, 16:07
            Mocno mną potrząsnęło, do tego stopnia, że na paru scenach wstrzymałam oddech. Do Twojej opinii dodałabym jakże wiele mówiący zabieg podmiany aktorów, wszak nie o alkohol tylko chodziło.
            Ps. Słuchając wczoraj Kutza, który nie ogląda polskich filmów, bo są złe, od razu nasunął mi się ten właśnie film.
    • grek.grek "Elitarni" w TVP 1 16.03.12, 13:28
      Ambitne sensacyjne kino z Brazylii.

      Policja vs gangi w fawelach Rio. A z opisów i relacji wynika,ze to miejsce specjalne - niby w sercu miasta, w sercu gospodarczo kwitnącego kraju, a jednak całkowicie obce i osobne : rządzące się własnymi prawami, brutalne, pełne broni w rękach i narkotyków na każdym rogu, nie do opanowania, bez szans na zmiany, jak rządzona przez mafię dzielnica włoska w jakimś amerykańskim mieście.
      Jest tutaj próba sportretowania tego miejsca, jego specyfiki i reguł tam panujących, ale i samej policji z Rio, ludzi którzy mają wyjątkową przerypaną robotę, a może i konflikty wewnętrzne, bo pewnie narażeni się zarówno na kulki w łeb i jak i intratne propoozycje korupcyjne ? nie wiem, nie oglądałem, może i takie dylematgy się pojawią. w zajawkach mowa jest o spojrzeniu na całą sprawę oczyma dwóch przyjaciół, ale znajdujących się po przeciwnych stronach barykady.

      w filmie, policja dostaje zadanie przetrząśnięcia slamsów w celu zapobieżenia ew. atakom terrorystyczbnym albo innym zadymom, które mogłyby medialnie przyćmić zbliżającą się na dniach wizytę papieża i uroczystości religijne.

      Głośny tytuł. Podobnie jak jego sequel z 2010. Oba zrobiły zamieszanie w samej Brazylii, a zagranicą je doceniono za połączenie sprawnej akcji z interesującą obserwacją społeczną. Reżyser Padilla miał, chyba mi się obiło o uszy, stycznośc z pracą policji w Rio osobiście, więc - o ile dobrze mi się obiło - walor autentyzmu może być pokaźny.

      Zloty Niedźwiedz 2008 w Berlinie.

      cóż, chyba warto spróbować ? :], TVP 1, 22;15
      • barbasia1 Re: "Elitarni" w TVP 1 16.03.12, 17:56
        Zapowiedź brzmi ciekawie.
        :)
      • barbasia1 "Persepolis" w TVPKultura 20:20 16.03.12, 20:58
        Właśnie leci!
        • grek.grek "Persepolis", "Biała wstązka"/"Biutiful" - w CT 17.03.12, 12:56

          Zjadliwe ? :]

          Oglądałaś [oglądaliście] Elitarnych ?

          na razie nagrałem, dzisiaj będę konsumował, ciekaw jestem - jak Wam się spodobał ?

          a'propos zapowiedzi...

          Czesi szaleją jak Dyzio motorynką na autostradzie...
          jutro, CT 2, 21:50 "Biala wstązka", Złota Plama w Cannes, bodaj 3 lata temu, głośny tytuł, hit cokolwiek.
          w poniedziałek, Ct 2, 21:00 "Absolwent" z Hoffmanem, pamiętacie ? :]

          w srodę, Ct 2 22;10 - zupelna nowość : "Biutiful" z Bardemem, całkiem niedawno wszedł do kin, a oni już nim wymachują w swojej publicznej.

          szajba luz i palma blues :] jestem pode wrażeniem ich obrotności.




          • barbasia1 Re: "Persepolis", "Biała wstązka"/"Biutiful" - w 18.03.12, 14:12
            Obejrzałam to mało powiedziane, istny maraton filmowy zaliczyłam w piątek wieczorem, zobaczyłam i "Elitarnych" i "Persepolis" , a to mi się naprawdę rzadko zdarza.

            Z "Białej wstążki" się cieszę (może ją pożyczę), na Biutiful" z Bardemem w Twojej opowieści też czekam. Zaparwdę Česká Televize świetne rzeczy pokazuje.

            Pamiętam "Absolwenta" i przeboje śpiewane S&G :

            www.youtube.com/watch?v=mFJJvH1ozX0
            Świetne klimaty i filmowe i muzyczne!

            Wdze, że piękny, wyczerpujący opis z komentarzem do "Elitarnych" Twojego autorstwa już się pojawił, zdążyłam przeczytać. Więc ja postaram się wierczoram napisać coś wiecej o "Persepolis", albowiem urzekła mnie i za serce chwyciła ta rysowan prostą kreską, jakby dziecięcą ręka, opwoieść Iranki Marjane o dojrzewaniu w trudnych czasach rewolicji irańskiej, potem islamskiego reżimu.
            O "Persepolis" wspominała już kiedyś Pepsic, później poszuksza i zaliknuję jej post.

            Teraz wybieram sie na przejażdźkę rowerową, pierwszą w tym roku! :)

            • grek.grek Re: "Persepolis", "Biała wstązka"/"Biutiful" - w 18.03.12, 14:19
              Brawo, Barbasiu :] z "Elitarnymi", trochę się rozpisałem, ale mam nadzieję, ze tylko nadgryzłem temat i że dopiszesz coś od siebie.

              heh, ja jestem zupełnie zaskoczony tą ofertą CT, nawet jak na ich standardy wysokie - to są tytuły zawodowe. Aha, dodam, ze w przyszłą niedzielę - "Ukryte" Hanekego, też głośny swego czasu film. Jest dobrze, nie oszczędzają się. NIe tracą pieniędzy na kolejne telenowele i pensje horrendalne dla horrendalnie przeładowanych kadr - to i mają na filmy, sporty, dokumenty i inne rzeczy :] Tak to działa.

              O, to klasyk, "Sound of Silence". Nostalgiczny kawałek... bo i Absolwent niewesoły jest, nieprawdaż ?

              hehe, no to życzę połamania kół... najlepiej na jakichś stopach nieswoich ;]] Udanego obcowania z przyrodą wiosenną, Barbasiu :]
              • barbasia1 Re: "Persepolis", "Biała wstązka"/"Biutiful" - w 18.03.12, 15:21
                > O, to klasyk, "Sound of Silence". Nostalgiczny kawałek... bo i Absolwent niewes
                > oły jest, nieprawdaż ?
                Ale kończy się nadzieją na coś dobrego, zdaje się, o lie dobrze pamiętam!? :)

                > hehe, no to życzę połamania kół... najlepiej na jakichś stopach nieswoich ;]] U
                > danego obcowania z przyrodą wiosenną, Barbasiu :]

                Ha, ha, ha, dzięki, może uda mi się przynieść tu kawałek przyrody w postaci zdjęcia jakiegoś!?
                Lecę, bo zaraz slońce zajdzie ... ;)
            • pepsic Re: "Persepolis", "Biała wstązka"/"Biutiful" - w 21.03.12, 20:40
              Do "Persepolis" mam dużą sympatię, gdyby nie zajęty weekend, chętnie rzuciłabym powtórnie okiem. Pamiętam, że Mania gorąco namawiała, i miała racje.
              :)
        • grek.grek może nie Złote Buraki, ale zawsze to coś ;] 17.03.12, 13:16
          haha, to jest ciekawe, pamiętacie nasze Złote Buraki i inne takie propozycje ? okazuje się, że nie tylko nas liczne ostatnie hiciory made in POland rzuciły na kolana...
          kultura.gazeta.pl/kultura/1,114628,11357224,Najgorsze_polskie_filmy_dekady__TVP_nominuje__wybiora.html
          • barbasia1 Re: może nie Złote Buraki, ale zawsze to coś ;] 18.03.12, 13:45
            Ha! Redakcja WMF podkupiła Twój genialny pomysł (ale dosądu nie pójdziemy, prawda ;))

            Wreszcie ktoś wpadł na pomysł by oficjalnie typować, wskazywać paluchem najgorsze z najgorszych rodzime produkcje filmowe, ale też liczba skandalicznych gniotów produkowanych wyłącznie by wyciagnąć pieniądze bardzo wzrosła w ostanich latach .

            Może choć trochę da to do myślenia producentom, twórcom czy aktorom tego typu "dzieł".

            Mam też nadzieję, że sąd pogoni tego pańcia z pieskiem, który jest producenta KacWawa i nie pozwoli na to by odebrano krytykowi filmowemu prawo do wykonywania zawodu, w który wpisany jest obowiązek rzetelnej oceny filmu, nawet jeśli ma sią to wiązać z jego druzgocącą krytyką .

            Gdyby coś, chętnie dołoże się na wynagrodzenie dla najlepszego adwokata dla pana Tomasza Raczka. ;)
            • grek.grek Re: może nie Złote Buraki, ale zawsze to coś ;] 18.03.12, 14:24
              haha :] Dobrze, ze na to wpadli. Trzeba wreszcie mieć narzędzie, choźćby do symbolicznego piętnowania cynicznych skoków na kasę, albo grafomanii kinowej, albo jednego i drugiego naraz.

              też mam taką nadzieję, ale nikła, widownia "Kaców", to są przypadkowi ludkowie złapani w siatkę, to są osobnicy, co z premedytacją idą na takie filmy, bo lubią konwencje, estetykę i programowy glupizm.

              hehe, pańcio z pieskiem popełnił wielki błąd, poszedl na wojenkę z mediami i moze być pewien, ze - o ile sąd nie stworzy precedendu i nie każe Raczkowi bulić milionego odszkdowania, co byloby de facto zaprowadzeniem cenzury, co jest niemożliwe - kolejne jego filmy będą z samej tylko zemsty masakrowane i wleczone za włosy po żużlu :]

              hehe, ja myślę, Barbasiu, że jedyne pieniądze, jakie zostaną zaplacone w tym procesie, będą pochodziły z kieszeni Pańcia, będą to koszty postępowania sądowego :]
    • grek.grek Elitarni", ze spojlerem 18.03.12, 11:39
      Reżyseiro Padillha, to wytrawny dokumentalista, a scenariusz do "Elitarnych" napisał mu m.in facet, który był kiedyś kapitanem BOPE.

      co to BOPE ? taka jednostka specjalna policji w Rio, która wkracza do akcji - w fawelach, siedlisku przestępczości narkotykowej i handlu bronią - kiedy normalni krawężniki są bezradni. Są znakomicie wyszkoleni, po wyczerpujących kursach, i są nieprzekupni. Taka elita.

      Fabuła "Elitarnych" jest pretekstem, takie odniosłem wrażenie, do pokazania pracy BOPE, ale także sytuacji w fawelach i skrytykowania od góry do dołu tzw. normalnej policji.

      Boheterów jest trzech - kapitan BOPE, Nascimento, i dwóch stażystów policyjnych, przyjaciół, o odmiennych chakterach, ale jednej cesze wspólnej : uczciwości i naturalnym etosie...

      Nascimento jest coraz bardziej zestresowany, miewa bóle glowy, słabo sypia... lata pracy w ciągłej akcji. BOPE liczy tylko sto osób, a interwencje zdarzają się codziennie niemal. Kilkaset dni roboczych w sezonie, przeciw uzbrojonym po zęby typkom w warunkach, ktore przypominają estetyką Grozny pomieszany z gettami Kalkuty i Bombaju. Oprocz tego kapitanowi właśnie rodzi się syn, chce odejść ze służby i zająć się rodziną.

      Kapitan szuka więc następcy. Młodego idealisty, który zastąpi go w akcji. Wybór pada na Neto i Matiasa, początkujących, a charakternych młodziaków. Właśnie obaj przeprowadzają, na wlasną rękę, akcję w fawelach, w której - jak podejrzewają - może zostać zabity ich przełożony, rozpętują strzelaninę, a Nascimento zostaje wezwany do gaszenia pożaru. Tak się poznają.

      Skąd cała zadyma ? POlicja w Rio, ta normalna, codzienna - to 30 tys ludzkości. Skorumpowanej, słabo opłacanej, "której dawanie do ręki broni, to przestępstwo", jak mówi kapitan, pełniący w filmie rolę narratora z offu. "Spokój, to wypadkowa poziomu ubrojenia gangów i korupcjogenności policji" - powiada. Policaje biorą więc, gdzie popadnie, a gangusy się opłacają i dzięki temu mogą handlować prochem, rachować się, zabijać i sprawować nieformalne rządy w fawelach.

      Policja wprost rywalizuje o łapówki, robiąc dokładnie to samo, co gangi - pobierając haracze za ochronę. Piekarni, sklepu, punktu handlowego. "Policjanci biorą łapówkę za ochronę i za przymykanie oczu", konstatuje kapitan BOPE.

      Dochodzą fałszowania danych statystycznych, okoliczności przestępstw, a w tym celu łapówki dla lekarzy dokonujących sekcji zwłok, lub pdrzucania trupów znalezionych na własnym terenie - na obszar innego wydziału. Sterują tym komendanci, którzy chcą mieć dobre statystyki i jak najmniej problemów.

      Pewnego dnia Neto, zatrudnioiny na stanowisku dowódcy parku maszynowego, i Matias, wrzucony w porządkowanie archiwów, postanawiają przechwycić łapówkę dla komendanta od właściciela punktu zakładów bukmacherskich. kasa ma pójśc na kupno części do policyjnych samochodów. Podają się, po prostu, za "kogoś od komendanta", i biorą tę kasę na siebie. Komendant zostaje wykiwany. Nie moze się jednak oficjalnie zemścic na chłopakach. Co najwyżej Neto odbiera najlepszego mechanika i przesuwa go prac kuchennych, przy których ląduje także Matias.

      Komendant podejrzewa, ze za całą akcją stał starszy stopnień dowódca chłopaków, Fabio. Kiedy nadarza się okazja ludzie komendanta zabierają Fabio do faweli, gdzie trwa dyskoteka, a oni mają odebrać haracz od gangusów. Neto i Matias są zaniepokojeni, ze sprowokowana zostanie jakaś zadyma, w której Fabio dostanie kulkę jak nie od gangsterów, to od swoich własnych kolegów. Jadą więc także na miejce akcji, czają się w odpowiedniej odległości - następuje moment rozmowy gansgterow z policjantami, i widzą jak jeden z gangsterów sięga po pistolet za plecami. strzelają do niego. Rozpętuje się zadyma.Wkracza BOPE...

      Neto i Matias wpadają w oko kapitanowi Nascimento od razu. "gdyby ich połączyć w jedno, byłoby prościej", mówi kapitan i faktycznie : Neto jest przebojowy, ale porywczy, zaś Matias zimnokrwisty, ale skłonny do zbyt długiego namysłu. Poza tym, Matias studiuje prawo, nie ma jeszcze pewności czy chce być policjantem czy prawnikiem.

      Na studiach Matias styka się z młodzieżą z "lepszych domów". Palą oni koks, a policję widzą od najgorszej strony. Niektórzy dilują dla gangów. Nie wiedzą, że Matias jest policjantem, a on stara się to ukrywac, chociaż czasami niebezpiecznie się odsłania, kiedy podczas dyskusji na zajęciach broni racji policji, oskarżanej o nadmierną agresję w postępowaniu ze złapanymi na paleniu koksu młodymi. W zasadzie, Matias sam powinien ich zgarnąc za posiadanie prochów, ale nie chce się ujawniać, chce studiować, a poza tym - podoba mu się jedna studentka. To m.in z jej powodu pragnie też pomóc małemu chłopcu z faweli, który cierpi na wadę wzroku. Chce kupić mu okulary...

      ... Kiedy już je kupi i zehce mu je przekazać... będzie w BOPE. I nie będzie już dobrym kolegą ze studiów...

      Obaj, on i Neto, zgłaszają się na kurs jako kandydaci do tej jednostki. Przechodzą mordercze treningi, wycisk fizyczny, praktyczny trening w akcjach na terenie faweli. Są jedynymi ze stu chętnych, którzy wytrzymują całą procedurę.

      W międzyczasie w gazecie ukazują się zdjęcia z tej akcji w fawelach, co ją rozpętali Neto i Matias jeszcze jako normalni policjanci. Na zdjęciach jest matias. Studencka brać dowiaduje sie, kim jest.

      I wtedy właśnie Matias zawiera układ z jednym z tych studentów-dilerów. Chce te okulary chłopcu przekazać, każe więc studenciakowi wywołać małego na spotkanie następnego dnia w umówionym meisjcu, a w zamian wyświadczy przysługę i studenciaka nie aresztuje za palenie skrętów. "Matias był, przy całym swoim rozumie, naiwny", mawiał kapitan. I rzeczywiście, spotkanie okazuje się pułapką. Diler student alarmuje gang,a ci robią kocioł.

      W ostatniej chwili Matiasa zastepuje Neto. I to on jedzie na miejsce, daje te okulary małemu i już ma odjechać, kiedy zostaje zaatkowany ze wszystkich stron. DOstaje parę kulek, umiera nieco poźniej w szpitalu.

      Gangsterzy dostrzegają na jego przedramieniui tatuaż BOPE [czaska z piszczelami, mało orydżynal, hehe]. Wpadają w popłoch, bo wiedzą, ze dostaną mocne lanie. Na wszelki wypadek likwidują postronnych świadków i ewentualnych informatorów policyjnych [np. miejscowych pracownikow socjalnych odwiedzających domy ich rodzin i znajomych]

      Nie mylą się. BOPE wkracza do akcji i przetrząsa kolejne domy w poszukiwaniu herszta, który to zastrzelił Neto. Nie cackają się z nikim i dopadają go, na dachu domu, w którym się ukrywał. Zabija go Matias, strzelając mu w twarz z najbliższej odległości z potęznego kaliburu karabinu. Śmierć Neto i ta akcja, to zabójstwo, niemal jest jak pasowania na rycerza - kapitan każe Matiasowi zastrzelić zabójcę jego przyjaciela, wygląda to jak niemal rytuał gangsterski. I to jest moment, w których Matias, zrozumiał jaką drogę w życiu chce iśc, i że "nie możesz być dobrym policjantem i dobrym kolegą. Nie możesz tego połączyć".

      Teraz kapitan może odejść do żony i syna. Ma już kogoś na swoje miejsce.

      Tak wygląda fabuła. W gruncie rzeczy chodzi o pokazanie na tym tle brutalności gangow [strzelają, podpalają, rabują], slabości normalnej policji do cna skorumpowanej i przyjrzenia sie z bliska BOPE.

      To jest specoddział, który zachowuje się gorzej od gangusów. Ale w celach szczytnych. Nie pytają grzecznie "gdzie jest twój kolega, który zamordował policjanta ?", tylko leją delikwenta na dzien dobry, zakładają mu folię na łeb i podduszają, a jak tzreba to i grożą gwałtem za pomocą kija od szczotki. Działa niezawodnie. Brudny Harry, to przy nich pestka. Jak mówi kapitan "są najlepiej wyszkoloną jednostką na świecie, lepszą od swoich izraelskich odpowiedników", bo i mają do czynienia z gangami uzbrojonymi jak na wojnę. Żadnych względów, tylko skuteczność, oto ich motto. Cel uświęca środki.

      Kurs jaki tzreba przejśc aby dostać się do BOPE, to istna ścieżka zdrowia : wyczerpujące ćwiczenia i biegi, traktowanie krzykiem i obelgami przez sierżantów, bicie kijem w tyłek za byle rozwiązaną sznurówkę w bucie...




      • grek.grek Elitarni", ze spojlerem 18.03.12, 11:58
        Czas na obiad - 10 sekund, do żarcia jakieś pomyje. Rzuca się na to cała grupa jak muchy do gó.wna. Jeden kursant nie chce jeśc, brzydzi się. Po komendzie 'stop", kiedy kandydaci stoją już w szeregu, kapitan pyta go : czemu nie jadłeś ? gość : nie mogłem się dopchnąć... kapitan : no to teraz możesz zjeśc komfortowo, i masz zeżerć wszystko, co zostało, jesli nie, to będziecie wszyscy biegać pół dnia w wodzie po pas.

        Kiedy cała grupa siedzi na zajęciach i jeden [Matias w tym przypadku] przysypia, kapitan bierze granat, wyciaga zawleczkę i odbezpieczony wkłada w rękę panu Sennemu. "jak zaśniesz, to go upuścisz, a wtedy wszyscy wylecimy w powietrze, pamiętaj" - zasnęlibyście w takiej sytuacji ? :] No właśnie...

        Takie testy mają wyeliminowac słabych i podatnych na korupcję. To wstępna faza, ci którzy przejdą ćwiczą się w strzelaniu, wspianacze, taktyce bojowej, uczą się podchodów i ogarniania terenu w samnych fawelach, gdzie w zasadzie odbywa się wojna partyzancka, a nie "rutynowe akcje policyjne".

        Matias przechodzi tę szkołę. Staje się rasowym BOPE. W trakcie akcji poszukiwaniu zabojcy Neto - działa już bez żadnych skrupułów, napędza go chęc zemsty za smierć przyjaciela, a kapitan to wie i wykorzystuje sprzyjający moment, w ktorym chłopak może wreszcie zdobyć ten walor, którego mu brakowało - przebojowośc i bezwzględnośc, niezbędne w tym świecie i w tej pracy.

        Motywacje do działania BOPE, akurat w tym okresie, były także inne - do Rio miał przyjechac papież, i zażyczył sobie mieszkania w sąsiedztwie faweli. BOPE dostała więc zadanie oczyszczenia terenu, aby nikt dostojnikowi nie wpakował kulki. Ale ten wątek nie był tutaj decydujący dla przebiegu akcji, i tak tylko wspominam, dla porządku :]

        Mocny film, szczery, zaglądajacy w miejsce rzadko odwiedzane, w samym sercu miasta i państwa, które robi za tygrysa gospodarczego świata i szczyci się wzrostem ekonomicznym i poprawą losu całych mas społeczeństwa. Tutaj - nie ma po tym ani śladu. Jest bezlitosny, surowy obrazek patologii, którą jest fakt, ze 30 tys policjantów nie umie zaprowadzić porządku w środku Rio, mimo że są dostatecznie liczni, zeby to zrobić. Nie dają rady, bo nie chcą, bo wygodnie żyją z handlu wymiennego z gangami, zarabiają na tym, ze pozwalają im robić, co się tamtym żywnie podoba, czyli rozprowadzać prochy i zabijać się nawzajem, a przy okazji cywilów, którzy mają pecha coś zobaczyć, albo być w niewłaściwym miejscy o niewłaściwej porze.

        BOPE robi tutaj za "ostatnią nadzieję białych", ale Padilha i jego ekipa nie idealizują ich. Pokazują bez ogródek ostrość ich działania, a widz sam sobie musi odpowiedzieć na pytanie : czy tak się godzi, czy może jest wbrew etosowi policjanta ? czy to jedyna metoda rozprawiania się z mafiosami czy są może jakieś inne, elegantsze ?







        • barbasia1 Re: Elitarni", ze spojlerem 18.03.12, 15:12
          Świetne, wciągające, efektowne, mocne kino, którego by sie nie powstydzili Amerykanie. Dodam tylko, że film utrzymany jest w poetyce dokumentu, co nadaje wiarygodności opowiadanej historii i sytuacjom tam przedstawionym.

          Nie powiedziałabym, że specoddział BOPE "zachowuje się gorzej od gangusów". Oni na działania bandytów odpowiadają dokładnie takimi samymi potwornie brutalnymi, bezwzględnymi metetodami, łącznie z zabijaniem. (Dlatego ich spektakularne akcje przypomianają regularne działania wojenne. Nie przypadkowo pada prównanie ludziz BOPE do żołnierzy armii izraelskiej, którzy uchodzą za najlepiej wyszkolnych na świecie (Grek wyżej dokładnie zacytował wypowiedź kapitana).

          W działaniu BOPE zostaje zatarta granica między dobre a złem.
          I rodzi się pytanie, które już Grek na końcu postawił już, czy metody jakimi walczą BOPE oczywiscie w słusznej sprawie są właściwie, słuszne i jedyne, czy tak należy egzekwować sprawiedliwość.

          Móiwłeś, Greku, że Matias zabija pojmanego już i obezwładnionego bandytę, mordercę swego przyjaciela, strzałem w głowę. Też mocna scena, wcześniej bandyta prosi Matiasa, by ten nie strzelał w głowę, bo on w wtedy trumnie będzie źle wyglądać. Nieprawdopoodbne! Człowiek ten jest tak już oswojony że śmiercią, że smierć mu nie straszna, nawet nie błaga o życie, nie martwi się, że zaraz zginie, tylko jak będzie w trumnie wyglądał.
          :)
          • barbasia1 Re: Elitarni", ze spojlerem 18.03.12, 15:24
            co DOadaje wiarygodności
          • grek.grek Re: Elitarni", ze spojlerem 19.03.12, 14:29
            zgoda w każdym punkcie, Barbasiu :]

            yes, "tylko nie w twarz", heh - co za małostkowość ;], a kapitan z Matiasem zaraz polecieli szukać największego mozliwego kalibru karabinu, żeby mu tę twarz tym bardziej rozsmarować.

            zapomniałem jeszcze o sytuacji, w której kapitan targaniem za włosy i grożeniem bronią wymusza od jednego chłopaka wyjawienie nazwiska dilera narkotykowego, a dzieje się to na oczach i uszach innych zatrzymanych. A potem wypuszcza wszystkich, podpisując w ten sposób wyrok śmierci na tego, który sypnął. I na komisariat przychodzi matka tego chłopca, prosząc o odnalezienie ciała syna, zeby mogła go pochowac. Taka Antygona trochę sparafrazowana. A kapitan nagle sam się łapie na tym, że działając bezkompromisowo skazał dzieciaka na śmierć i zaczyna współczuć matce, co go prowadzi do refleksji, że "to najwyższy czas, żeby odejść".

            masz rację, pisząc "gorsi od gangusów" nie wziąłem pod uwagę intencji i konieczności dla dobra wspólnego. a i metody same w sobie chyba też ani lepsze ani gorsze, na tym poziomie brutalności - może już nie istnieje taki podział ?..
      • siostra.bronte Cassavetes w TVP Kultura!! 18.03.12, 14:24
        W poniedziałek o 20.25 "Cienie", w kolejnych dniach: "Twarze", "Kobieta pod presją", "Zabójstwo chińskiego maklera". Od dawna poluję na te filmy, wreszcie się udało!
        Z tajemniczych powodów Cassevetes jest u nas kompletnie nieznany (nie liczę kilku przeglądów na festiwalach), a przecież to już klasyk, nie tylko kina niezależnego. Jeden, może dwa jego filmy przemknęły po nocy w publicznej tv wiele lat temu i to wszystko. Wykrzykniki w tytule mojego wpisu są więc jak najbardziej usprawiedliwione :)
        Jestem bardzo ciekawa tych filmów, czytałam wiele entuzjastycznych opinii. Zobaczę jak wypadnie konfrontacja z legendą.
        • grek.grek Re: Cassavetes w TVP Kultura!! 18.03.12, 15:02
          oglądałem "Glorię" z Geną Rowlands :]

          dzięki za zajawkę, może cos się uda skubnąć.

          Mam nadzieję, że o swoich wrażeniach, może - generalnie coś o Cassavetesie i jego stylu ?, co nieco napiszesz także tutaj ?

          Oglądałas "Wszyscy jesteśmy Chrystusami" ?
          • siostra.bronte Re: Cassavetes w TVP Kultura!! 18.03.12, 15:44
            Jak dotąd nie udało mi się zobaczyć żadnego filmu Cassevetesa, nawet dosyć znanej "Glorii". Ciekawa jestem czy widziałeś ją w polskiej tv?
            Z tego co wiem, to jego filmy, zwłaszcza te wczesne, są oparte na improwizacji, kamera jest blisko aktorów i ich twarzy. Filmy opowiadają o zwykłym życiu, na pozór nic specjalnego się nie dzieje, stąd wrażenie autentyczności. Tyle pamiętam z rozmaitych recenzji :) Z pewnością wczesne filmy mogą być trudne w odbiorze, ale spróbuję...
            Filmu Koterskiego nie oglądałam. Wiem, że jest raczej przygnębiający, mam nadzieję, że zobaczę go, jak będę w lepszym nastroju :)


            • grek.grek Re: Cassavetes w TVP Kultura!! 19.03.12, 14:21
              o, wiesz, ze nie pamiętam... chyba tak. niedługo po wersji Cassavetesa był pokazywany remake z Sharon Stone. oglądałem oba, tak się złożyło.

              teraz masz szansę w pełni sobie tego reżyseiro prześwietlić.

              orajt, trzymam Cię za słowo :]
              • barbasia1 Re: Cassavetes w TVP Kultura!! 19.03.12, 15:31
                Też znam, też oglądałam remake "Glorii" z Sharone Stone w roli głównej (w reżyserii Sidneya Lumeta).
        • barbasia1 Re: Cassavetes w TVP Kultura!! 18.03.12, 15:23
          Dobre wieści, nazwisko reżysera obiło mi się o uszy, natomiast filmów nie znam. Trzeba poszukać jakiegoś zgrabengo wprowadzenia do Cassavetes (w dodatku TV do GW niestety nic nie ma).
          • siostra.bronte Re: Cassavetes w TVP Kultura!! 18.03.12, 16:01
            Tutaj znalazłam całkiem fajne omówienie jego filmów :)
            www.film.org.pl/prace/aff/aff_cassavetes.html
            • barbasia1 Re: Cassavetes w TVP Kultura!! 19.03.12, 15:27
              Przeczytane! :)
    • grek.grek "Biała wstążka" via Ct2 - po projekszyn, słów parę 19.03.12, 11:51
      Ten film, wkrótce musi się pojawić w TVP :] Musi. MOże w Kocham KIno, może gdzieś indziej, ale na pewno sie pojawi. Nie z każdym tak bywa, ale z tym akurat tak zapewne będzie.

      Zatem, nie chciałbym psuć nikomu przyjemności oglądania.

      Czarno-bialy on ci jest. Nie pamiętam nawet, czy umuzykaliony... Chlodny i precyzyjny. Narratorem jest, wspominający te wydarzenia po latach, miejscowy nauczyciel, podówczas 30-latek.

      Dzieje się akcja niedługo przed wybuchem I wojny światowej, w niemieckiej wsi, gdzieś na północy kraju. Wioską wstrząsa seria aktów agresji : cherubinkowy syn miejscowego barona zostaje cięzko pobity; miejscowy doktor ma wypadek podczas jazdy konnej - wierzchowiec zaplątuje się w druty i zrzuca jeźdzca, który cierpi potem na niedowład ramienia; w domu pastora [w wiosce dominuje protestantyzm] ktoś otwiera okno w pokoju w ktorym śpi niemowlę, co grozi bobasowi złapaniem zapalenia płuc; podczas omłotów żniwnych ginie kobieta; opóźniony intelektualnie syn położnej, kochanki doktora, zostaje oślepiony i pobity przez nieznanych sprawców. Na biurku pastora ląduje kanarek z odciętą głową i wbitymi w kikut po niej - rozwartymi nożyczkami. Takie cuda wianki...

      kto czyni ten cały harmider ? Cała wieś się zastanawia, policja szuka sprawców, pojawiają się wreszcie zeznania świadków, "sny" - ktore sa w istocie zakamuflowanymi donosami, czynionymi z potrzeby serca, są i jawnie wyrażane podejrzenia spotykające się z natychmiastową reakcją. Czy winni zostaną ukarani ? Ostatnie akty i ostatnia scena sugerują, ze niekoniecznie.

      Przede wszystkim, jak dla mnie, cała historia jest próbą odpowiedzi na pytanie : kto i dlaczego poszedł 20 lat później za wezwaniami nazistów proklamujących Wielkie Niemcy, III Rzeszę.

      W wiosce, jak w soczewce, skupiają się sporego kalibru patologie społeczne i międzyludzkie, i to one są tutaj naznaczane jako podglebie późniejszego niezrozumiałego dla niektórych zakochania się mieszczaństwa, i nie tylko, niemieckiego w hitleryzmie.

      Panuje tutaj pruska dyscyplina i jasno określona hierarchia ważności i podległości - zanowani i uwazani w całej wsi baron, pastor, doktor, whatever : każdy w swoim domu trzyma za mordę towarzystwo - "pan ojciec" jest najważniejszy, jego pozycja od Boga pochodzi, pan ojciec nakazuje, rozkazuje, wyznacza zadania, pan ojciec nie okazuje uczuć dzieciom i żonie, pan ojciec jest od szefowania i decydowania : kogo ukarać, bo nagrodą jest sam fakt, że się nie zostaje ukaranym.

      Dzieci podlegają panu ojcu, żony są kucharkami, pokojowymi, paniami domu bez prawa głosu. Stłamszone i zdominowane przez panów ojców. Pan ojciec może nakrzyczeć, przywołac do porządku, uderzyć, pan ojciec może kochance powiedzieć, ze jest "stara, brzydka i jedzie jej z gęby, więc niech spada i szuka sobie innej pracy i domu", a ona ma to przyjąc z pokorą, a jesli się burzy i wspomina jaka była dla niego podporą, kiedy pan i szef po śmierci żony się zamałał... to on tego z kamiennym spokojem wysłucha i westchnie "czemu ty sobie po prostu nie zdechniesz...".

      jesli panu ojcu spodoba się własna corka - to jej będzie używał, a nakryty z nią w niedwuznacznej sytuacji, przez malego syna,a jej brata - wymusi na niej lipne wytłumaczenie. Pan ojciec, prowadząc w szkole lekcje przygotowujące do bierzmowania, może upokorzyć własną córkę przed innymi dziećmi, aż do jej omdlenia. Pan ojciec ma prawo straszyć karą piekielną, strofować do woli, wyśmiewać i tępić wedle własnego uznania.

      Kiedy narzeczony przychodzi z wizytą do rodziny swojej dziewczyny - decyduje o losach ich związku rozmowa z panem ojcem. Pan ojciec decyduje, czy córka może wyjechać z wioski do miasta, aby się tam uczyć, czy mogą się spotykać i czy w ogóle adorator może mieć nadzieję na jakieś zaślubiny do 12 12 2012.

      Córka, nawet w dalekim stepie czuć będzie normy, którymi ją przytłoczono - narzeczony, jakże inny od wszystkich mężczyzn ze wioski - zaproponuje piknik pod gołym niebem, a ona odmówi. Wie, ze on nie ma niecnych zamiarów, ale odmówi - jakby machinalnie. Nie umie wyjśc poza narzucone jej, wdeptane w nią "zasady przyzwoitości".

      Dzieci mają to przyjmować. Żony mają to znosić. Taki jest porządek świata. Posłuszeństwo i dyscyplina. A jak nie to masaż tyłka albo facjaty. Albo wyzwiska. Albo jakaś inna kara, choćby tylko za podejrzenie - np, o autoerotyzm,bo przecież od tego "się ślepnie, niedołężnieje, a potem umiera". Ale słowo "onanizm" nie pada, pan ojciec nie plami sobie języka takimi grzesznymi wyrazami :], pan ojciec używa terminu "ty już wiesz, o co chodzi". "Masturbacja" nie przejdzie mu, za przeproszeniem - przez usta.

      Nie ma w tym ładzie moralnym miejsca na uczucia, na empatię, na kształtowanie własnej osobowości przez kogokolwiek. Wszystko, co nie jest białym mężczyzną w średnim wieku istnieje w tle albo pod kapciem. Wszystko, co wystaje poza szablon - nadaje się do przycięcia.

      Panowie szefowie są ponurzy, bezduszni, pozbawieni twarzy, są jak 180 cm palce ciągle kiwające się w charakterystycznym geście towarzyszącym wygłaszaniu kazania. Albo grożenia. Albo definiowania zakazów i nakazów. A jednocześnie przywiązani do etykiety - pastor rozdzielający komunię w kościele nie może jej odmowić własnej córce, mimo że jej przewiny według niego, są przeogromne. Będzie się wahał, ale nie może wywołać skandalu. Nie wobec całej społeczności.

      I nie jest to bynajmniej norma domów zamożniejszych. Jest to norma ogólna. W domu rodziny prostych wieśniaków - reguła jest ta sama, tutaj też wąsata głowa rodziny robi za dyrektora i cesarza zarazem.

      W takim świecie coś musi pieprz,nąć, sami rozumiecie... Ale nie może to się wydarzyć wszem i wobec, z podniesioną przybłicą, a właśnie w aktach terroru. Muszą wystrzelić frustracje i uczucia. Musi znaleźc ujście gromadzona latami złość, ale i muszą się wykuwać w ogniu doświadczeń nagromadzone charaktery instruowane i tresowane całymi latami. Ale... JAKIE to uczucia, jakie to charaktery, oto cała zagwozdka. Dokąd może prowadzić opresyjny charakter otoczenia, w ktorym czlowiek żyje i którego wzorami jest faszerowany ? albo na samą górę, albo na samo dno, choć najgorsza jest zapewne mimikra.

      Robi wrażenie. Mocny, dobry film. Zimne fotografowanie, w ktorym wyszedł jeden efektowny pejzaż zimowy, z oszronionymi drzewami i facetem idącym pomiędzy - jak jakiś wkomponowany w kadr obraz malowany; zabieg z czarno-białością także służący maksymalnemu podkreśleniu barw duszy świata, który jest podglądany. Statyczne postaci, zachowawcze gesty dominujące w oficjalnych sytuacjach - obowiązujące obie strony. Żywiej robi się, z rzadka, kiedy są sam na sam, kiedy mogą wygłosić ostrą tyradę, uderzyć, albo puścić łzę.

      Tytułowa "biala wstązka", to symbol niewinności dziecięcej.

      Btw, reżyserem jest Michael Haneke, gośc m.in od Funny Games.

      Cóż, mam nadzieję, ze zdadziłem tylko częśc fabuły, heh.
      tak czy owak, jeśli jeszcze nie macie na rozkładzie tego fylma - warto spróbowac, nie lękajcie się :]



      • barbasia1 Re: "Biała wstążka" via Ct2 - po projekszyn, słów 19.03.12, 15:26
        Świetne! Świetna, świetna opowieść, Greku!
        :)))
        • grek.grek Re: "Biała wstążka" via Ct2 - po projekszyn, słów 19.03.12, 16:23
          Dzięki, Barbasiu :] to dobry film, jeśli go gdzieś znajdziesz - koniecznie łap.

          Jak tam rowerowe szaleństwa wczoraj Ci się udały ? Przejechałaś kogoś ? ;]
          • barbasia1 Re: "Biała wstążka" via Ct2 - po projekszyn, słów 19.03.12, 19:06
            Na pewno w najbliższym czasie postaram się zdobyć ten film i obejrzeć, nie czekając na to kiedy pokazą go u nas w telewizji.

            Dziękuję! Bardzo się udała przejażdżka. Cudowna pogoda była, ciepło. Ludziska z przychówkiem rzeczywicie tłumnie wyszli na spacer, trzeba było jechać ostrożonie, omijać, obchodzić z rowerem , dlatego czym prędzej skreciłam w dobrze sobie znaną ścieżkę do lasu, gdzie już nie było tłumów.
            Zdjęć w końcu nie robiłam, ale co się odwlecze to nie uciecze ... Za to zdjęcie wiosny w naszym ogodku wkleiłam wyżej. ;)
            • grek.grek Re: "Biała wstążka" via Ct2 - po projekszyn, słów 20.03.12, 13:36
              A jak tam Twój rower po tak udanym weekendzie ? :]
              farm1.staticflickr.com/119/369217474_5184dab777_z.jpg
              • barbasia1 Re: "Biała wstążka" via Ct2 - po projekszyn, słów 21.03.12, 00:59
                Hahahahaha :)))

                NocoTy, mój rower jest niesłychanie mocny, solidna polska konstrukcja.

                Tak to się gną chińskie rowery z supermarketu, serio. Sama nie uwierzylabym, że to możliwie, ale dobił(!) do mnie kiedyś chłoptaś na takim rowerku. Mój rower ani drgnął, za to jego przednie koło wykrzywiło się, jak na tym zdjęciu, w owal, ale po tym jak wujek chłoptasia naciagnął koło, wróciło ono do swego normalnego kształtu i udało się im odjechać, he,he.

                :)
                • grek.grek Re: "Biała wstążka" via Ct2 - po projekszyn, słów 21.03.12, 15:20
                  no to... uff, to znaczy że nie Twój rower uwieczniono na tej fotce :]

                  haha, dobre, masz rower-zabójcę, call him Dexter ;]
                  • barbasia1 Re: "Biała wstążka" via Ct2 - po projekszyn, słów 21.03.12, 16:29
                    > no to... uff, to znaczy że nie Twój rower uwieczniono na tej fotce :]
                    Hahahaha. Nieee.
                    Miło, że się trochę martwiłeś o mnie!?? ;))

                    Wracając jeszcze do mojej przygody, wujek chłoptasia chciał ode mnie pieniędzy, odszkodowania za to pogięte koło od rower!?? Wyobrażasz sobie! Nikt tu nie był winny, a jeśli już to wina bardziej leżala po ich stronie oni, bo jechali na mojej ścieżce rowerowej, dość szybko, bo z górki, a ja dopiero na nią wjeżdżałam. Pyta się mnie, czy się dogadamy, czy mu dam kasę czy ma wzywać policję, i dodał, że on na policji pracuje. Ja na to, że oczywiscie, że ma dzwonić po policję, bo żadnej kasy nie dam anie teraz ani później. Gość jednak jakoś nie kwapił się z dzwonieniem na policję. Więc postaliśmy tak dłuższą chwilę gapiąc się na siebie. A potem facet zabrał chłopca i mrusząc coś pod nosem odejchał.

                    > haha, dobre, masz rower-zabójcę, call him Dexter ;]

                    To jest zabójczo dobry pomysł. ;))
                    • barbasia1 Re: "Biała wstążka" via Ct2 - po projekszyn, słów 21.03.12, 19:48
                      > > haha, dobre, masz rower-zabójcę, call him Dexter ;]

                      Greku! Zostałeś Ojcem
                      Chrzestnym mojego roweru,
                      chciałam Ci oznajmić. :))
                      • barbasia1 "Spokój" (1976) Kieślowskiego z niedzieli 21.03.12, 20:28
                        Grek nic nie pisze na temat "Spokoju", to może ja oddam głos znów Anette Insdorf ( żeby Kieślowski nam zginął w tym zalewie atrakcyjnych pozycji), która o tym filmie pisała w cytowanej już przeze mnie książce "Podwójne życie, powtórne szanse. O filmach Krzysztofa Kieślowskiego" :

                        "Spokój (1976) był filmem interwencyjnym , zrobionym dla Telewizji Polskiej, dialogi napisał Kieślowski we współpracy z Jerzym Stuhrem. Stuhr gra tutaj postać Antka Gralaka (nazwisko bohatera Życiorysu), który po trzech latach zostaje zwolniony z zakładu karnego. Już od początku filmu wyczuwamy subtelną ironię reżysera: Antek wraz z kumplem wychodzą z więzienia, ale ... prosto w ulewny deszcz. Rozbawieni wyglądają przez okno pociągu, lecz ... koledze wpada nagle do oka sadza. Atek cieszy się , że wreszcie może spotkać się w ukochaną Bożeną (którą przez chwilę widzimy w retrospekcji) i wreszcie ją poślubić, lecz ... dziewczyna musi pozostać przy rodzicach. Wszytsko czego Antek pragnie - jak powie w rozmowie z kolegami z budowy - to spokój: żona , dzieci , własny kąt, po przyjściu z pracy telewizja. Jednak jest to poza zasięgiem jegomiożliwości. zwlaszcza, że zostaje wplątany w polityczną intrygę. Kiedy na budowie giną cegły i cement , a szef za karę obniża wypłatę, robotnicy ogłaszaja strajk. Antek próbuje z szefem coś załatwić, ale w końcu zostaje pobity przez kolegów. "Spokój" - mamrocze zakrwawionymi ustami w zakończeniu filmu.
                        Ponieważ w filmie pojawia się motyw strajku, Spokój przeleżał na półkach kilka lat. (w Jest mi tak sobie Kieślowski mówi o trzech latach, ale w autobiografii O sobie aż o sześciu czy siedmiu). Kieślowski twierdził jednak, że "film nie ma nic wspólnego z polityką. Po prostu opowiada historię człowieka, ktory chce bardzo mało i nawet tego nie może dostać". I tym razem film utrzymany jest w poetyce dokumentu, lecz towarzyszą mu stylizowane retrospekcje, wąskie kąty widzenia kamery i powtarzający się motyw koni. [...] Kiedy w Jest mi tak sobie zapytano Kieślowskiego, dlaczego tak go fascynują te zwierzęta, odpowiedział: "bo mogą sobie latać, gdzie chcą". Ruch i swowboda - właśnie tego brakuje Antkowi w ponurej wizji zaprezentowanej w Spokoju. Ponadto bohater nie posiada nawet własnej przestrzeni - ani tej wewnetrznej, ani zewnętrznej. Słowo "pokój" oznacza zarówno przestrzeń, jak i stan. A pokój jest przecież częścią słowa "spokój", a więc aby go uzyskać, człowiek musi mieć przede wszytskim swoje własne miejsce."
                        s. 51-52
                        • grek.grek Re: "Spokój" (1976) Kieślowskiego z niedzieli 22.03.12, 14:15
                          very good, Barbasiu, dzięki za ten wyciąg z ksiązki :]

                          pamiętam "Spokój", widziałem go dośc dawno temu, może dlatego jakoś mi się nie
                          rzucił na oczy w ramówce ?.. No nic, tak czy owak : świetnie, ze zauważyłaś ten film.
                          • barbasia1 Re: "Spokój" (1976) Kieślowskiego z niedzieli 22.03.12, 16:36
                            Maj pleże! :)
                    • grek.grek Re: "Biała wstążka" via Ct2 - po projekszyn, słów 22.03.12, 14:11
                      No jakżeby nie... :]

                      a to podstępny dziad, haha, liczył na łatwą kasę.

                      może być także "Lecter" ;]
                      • barbasia1 Re: "Biała wstążka" via Ct2 - po projekszyn, słów 22.03.12, 16:45
                        Dexter mi się bardziej podoba. :)
          • barbasia1 Polskie Nagrody Filmowe "Orły 2012" 19.03.12, 19:09
            Ceremonia wręczenia Polskich Nagród Filmowych "Orły 2012" dla najlepszych polskich filmów ubiegłego roku właśnie się zaczyna w TVP2 ...
            • grek.grek Re: Polskie Nagrody Filmowe "Orły 2012" 20.03.12, 13:45
              Nie uważasz, że tych nagród już jest zbyt wiele ? Co chwila jakieś wręczają, aż cud, że są jeszcze w polskim kinie filmy nie obdarowane żadnym lwem, chomikiem, pandą albo łosiem ;]

              w Lis na żywo była dyskusja o polskim kinie w kontekście zamieszania wokół Kac Wawa. też w sumie wiele nie powiedziano, reżyser Kutz chętnie perowował, ze "polskie kino jest fatalne" zaraz po tym, jak przyznał, ze swoją wiedzę na temat współczesnych polskich filmów czerpie z cudzych recenzji, bo sam nie ogląda :] Pańcio producent od Kaca zawodził, ze został obrażony - i w zasadzie każde zadanie pytanie wykorzystywał jako okazję do wygłoszenia tej samej łzawej śpiewki; aktor Pazura, świadom że sam zrobił kasę na udzielaniu się w takich właśnie durnych komediach, jak Kac Wawa - traktowanych tutaj jako dowód na obniżane standardów w polskim kinie - starał się przekonywał półgębkiem, że aktor ma trudne życie, niewdzięczne, i żeby utrzymać tego merca i willlę, niezbędne przecież do życia każdemu obywatelowi, a co dopiero takiemu upośledzonemu społecznie jak aktor - no niestety czasami musi dać d,py w produkcjach beznadziejnych, ale za to jakże dochodowych.

              Nie rozmawiano o gustach polskiej widowni, której przecież nikt za uszy siłą nie wlecze na te mierne i fatalne filmy :]

              tak więc, wg mnie, poziom dyskusji w mediach staje sie coraz niższy. Jesli nie oglądałaś/słuchałaś, to, w moim odczuciu, niewiele straciłaś.

              Dziś - "Californication", 11, Ct 2, 23:50. wraca po tygodniowej pauzie.

              A wczoraj Lalka, 3 odc. Od lat wiem, a teraz tylko się w tym utwierdzam - to jest film [serial] jaki zabrałbym ze sobą na bezludną wyspę, gdybym mógł jakiś wziąć :]

              A Ty, jaki film byś wzięła ?
              • pepsic Re: Polskie Nagrody Filmowe "Orły 2012" 20.03.12, 15:57
                Trzeba przyznać, że jedno Kutzowi się udało. Kiedy Pazura, albo koleś od pieska stwierdził, że każdy u nas może zostać recenzentem (a co?), palnął: raczej reżyserem:)
                Ps. Ta wczorajsza dyskusja, przyznaję, jałowa i tak była lepsza od ostatnich celebryckich i żenujących "lisów".

                Ps. Nagrodzono "Różę", film niewątpliwie dobry, z mocnymi scenami, ale mną specjalnie nie wstrząsnął. I chemii za mało pomiędzy bohaterami. Duża bardziej przypadł mi do gustu "Dom zły", zwłaszcza doskonały wielowątkowy scenariusz w realiach PRL-u.
                • grek.grek Re: Polskie Nagrody Filmowe "Orły 2012" 21.03.12, 11:58
                  To prawda. mnie nadal drażni publiika na widowni, której kompletnie nie obchodzi nic poza własnym byciem w szkiełku - siedzą baby, chlopy i sie gapią w bok na podgląd z obrazka idącego live w tiwi, żeby się upewnić, że ich wspaniałe rzymskie profile są własnie na drugim planie. Czekam kiedy pierwszy widz wyskoczy z tym kretyńskim zwyczajem słania pozdrowień dlla mamy, taty, małżonka, dziadka i ziomali i wszystkich znajomych albo całego Pipidówka wiekszego lub mniejszego :]

                  "RÓża" zgarnia wszystko. Czy aby nie jest zbyt... czarno-biała ?
                  • pepsic Re: Polskie Nagrody Filmowe "Orły 2012" 21.03.12, 20:19
                    RÓża" zgarnia wszystko. Czy aby nie jest zbyt... czarno-biała ?
                    Zapewne jest, ale nie razi. Sama historia w marę ciekawa, pomieszanie "Drive'a" (motyw rycerza) z "Idź i patrz" (skutki wojny na ludności cywilnej), tyle że opowiedziana mało wciągająco, a drastyczne sceny, to chyba zbyt mało na okrzyknięcie filmu arcydziełem.

                    Ps. Co do publiki mam tak samo, podejrzewam, że jej żenujące zachowanie wpływa negatywnie na resztki wiarygodności prowadzącego, mógłby zapraszać osobników bardziej uświadomionych społecznie, jeśli nie che doprowadzić do magla.
              • pepsic Re: Polskie Nagrody Filmowe "Orły 2012" 20.03.12, 19:16
                Mój nr jeden w sam raz na bezludną wyspę - "Przeminęło z wiatrem"
                • grek.grek Re: Polskie Nagrody Filmowe "Orły 2012" 21.03.12, 11:59
                  czyli, oboje w klasykę idziemy, w klasykę :]

                  • siostra.bronte Re: Polskie Nagrody Filmowe "Orły 2012" 21.03.12, 17:33
                    Ja też! Lawrence z Arabii :)
              • barbasia1 Re: Polskie Nagrody Filmowe "Orły 2012" 21.03.12, 00:47
                Dobre podsumowanie dyskusji u Lisa, Greku. :) Oglądałam po "Cieniach" Cassavetesa! Dziś "Twarze " także obejrzałam (bez początku) ... Trudno opowiedzieć te filmy, zwłaszcza pierwszy, właściwie musiłabym raz jeszcze je obejrzeć. Ale jedną niezłą scenę z dzisiejszych "Twarzy" scenę później opowiem, znaczy w dzień ...

                Pańcio producent spuścił z tonu, zauważyłeś/ zauważyliście (witaj Pepsic :)? Już nie zamierza oskarżać Raczka o utratę milionów z powodu jego krytycznej opinii o filmie, lecz o to, jakoby Raczek obraził go porównaniem do "oszustów handujących fałszywą solą"!?

                Coś czuję, że w końcu na groźbach cała afera się skończy ...

                > Nie rozmawiano o gustach polskiej widowni, której przecież nikt za uszy siłą ni
                > e wlecze na te mierne i fatalne filmy :]

                To by mogła być ciekawa dyskusja. :)

                Świetnie! Mam nadzieję, że będziecie jutro (znaczy dziś , tylko jak wstanie słońce) na forum TY i Hank. :)

                A ja bym wzięła (wydrukowawyszy wcześniej) Twoje, Pepsic, Mani wszytskie zamieszczone tu streszczenia opowieści filmowe z komentarzami ...
                Tak myśl mi przyszła zaraz jak tylko przeczytałam Tówj post wcześniej ...
                Tylko jednen film - muszę pomyśleć!


                Pisaleś już, pamiętam doskonale, o swoim urzeczeniu "Lalką" serialową, książkową, rozmawialiśmy o Wolkulskim, Izabeli, czy masz coś jeszcze do wyznania nam tu w tek jwestii.

                Dobrej nocy!


                :)

                • grek.grek "Orły 2012"/Californication, 11 /IV 21.03.12, 11:53
                  no to może Californication najpierw ?

                  Moody zostaje uznany za winnego. Czy pójdzie siedzieć ? to się okaże w ostatnim odcinku, a my i tak już wiemy, heh, zanim oni zdązyli jemu powiedzieć ;]]

                  w każdym razie, wszyscy po kolei, najbliżsi dowiadują się o tym z róznych źródeł, a to przez internet, a to telefonicznie siedząc na fotelu u ginekologa, a to przez współpracownika... jak Charlie, który właśnie karczemnie kłóci się z tym producentem, Stuartem, z którym chodzi jego żona [eks żona ?] - o kształt programu w tiwi, który Marcy załatwia Stuart - dostaje infomacje o Hanku i natychmiast z płaczem rzuca się w ramiona Stuarta, który po pociesza jak najlepszy przyjaciel.

                  Hank do swojej adwokat, po werdykcie : no i, co z teraz zrobimy ?
                  ona : nie wiem, jak ty, ale ja idę się nawalić :]

                  Sny Hanka.

                  sen pierwszy - wraca motyw z początku 1 serii, bodaj i z 1 sceny 1 odcinka nawet, Hank jest w kościele, bo znalazł się na zakręcie życiowym [w 1 sezonie, było to rozejście się z Karen i jej plany zamążpójścia], chce jakieś duchowej pociechy... Pojawia się efektowna zakonnica [reakcja Hanka "to znowu ty ?"], która jako lek na przygnębienie proponuje mu doustny seks. Hank jest speszony, zdziwiony, ale ulega atrakcyjnej siostrzyczce, zasłaniając prowizorycznie, wyłącznie przed obiektywem kamery, czy figurze Jezusa.

                  Potem córka mu strzela tyradę : czemu nie jesteś jak inni ojcowie ? czemu nie wstajesz rano, nie idziesz do pracy, nie wracasz do domu, i nie jesteś taki... normalny i bezbarwny jak wszyscy inni ojcowie ?!

                  reakcją Hanka, na jawie - jest poważna mina wskazująca na wyrzut na sumieniu; reakcja podświadoma - sen, w którym, w estetyce serialowego kiczu familijnego z lat 50ptych, ulizany Hank, debilnie uśmichnięta Karen i sama córka ich w mundurku szkolnych tworzą "perfekt family".

                  Kiedy Moody odwiedza łysego napotyka tę jego nową kochanicę [pytanie od wejścia 'gdzież jest Runklesaurus ?"]. Dziewczyna szepcze coś na ucho łysemu, okazuje się,ze miałaby chęc, na zainscenizowany seks, w którym Hank ją gwałci, a łysy na to patrzy :] Tak działają sentencje sądowe na kobiety w Kalifornii ;] łysy do niej ostrożnie : wiesz, to trochę nie wypada, nie w takim momencie... informuje Hanka o co chodzi, Hank patrzy na nią, patrzą na siebie z lysym... "nie, za stary na to jestem" rzuca Hanka, a łysy się z nim zgadza bez problemów.

                  na pocieszenie łysy ma dla Hanka auto, w którym Moody od razu rozwala przedni reflektor, tak dla "stylu".

                  w barze hotelowym Moody spotyka Trixie [luksus-dziwka, pojawiła się i w 1 i w 2 serii epizodczynie]. Płaci jej za... zrobienie jej masażu stóp, taki gość. "Możesz zawsze uciec, np do Vegas, ja bym tak zrobiła... Przecież jesteś niewinny, nie ?" - i to Hanka wyraźnie inspiruje, kiedy budzi się w nocy w tym swoim hotelowym pokoju i nie wie, co z sobą począć.

                  Wsiada do auta i wyjeżdza, jakby faktycznie chciał zwiać. PO drodze dostaje telefon, który wzywa go do domu. A tam... siurpryza - impreza w kameralnym gronie, z najbliższymi przyjaciółmi i familija, czyli han, Karen, córka, łysy i jego żona. stara gwardia.

                  "Miało być z okazji twojego uniewinnienia, ale co tam, bawmy się".

                  No i wraca wieczorowo-nocny klimat 1 serii, siedzą w chałupie, potem na patio, żartują ['Karen, jesteś teraz jak te głupie pindy, które planują przyszlość z seryjnymi mordercami"] wspominają, coś kobietach o ciązy, coś o kochankach łysoli, skręcik wędruje z rąsi do rąsi, potem Hank zostaje przygnieciony w towarzyskim uścisku 100 kg masą swoich trojga przyjaciół... Najlepsze sceny w tej serii. Klasyk. best wizual, best dekor :]

                  Wspomnienia, jak to było dobrze kiedyś, kiedy tworzyli zgrane duety i zgraną paczkę, a dzisiaj związki w rozpadzie, paczka rzadko razem...

                  wreszcie Karen i Hank zostają sami, no i po raz enty dość zgrana scena, w której ona jemu daje do zrozumienia, ze się między nimi pokićkało, że kiedyś było fajnie, bla bla, i że ona sobie, jednak, nie wyobraża takiego zwariowanego życia na dłuższą metę, co sugeruje, ze z nim nie zostanie... a w ostatnim akcie : ona - co bys powiedzial, gdyby się okazalo, ze za chwilę możemy mieć ostatni wspolny seks w życiu ? on : byłoby to smutne... ona : chcę być smutna... No to wiadomo, co dalej :]

                  Finał za tydzień.

                  Na Cassavetesa niestety się nie załapałem, liczę na Twoje, i Bronte, wrażenia z obejrzenia :]

                  haha, to prawda, Pańcio trochę wyluzował, te zarzuty już brzmią sensowniej, aczkolwiek, wiesz - nie wydaje mi się, zeby jakikolwiek sąd skazał kogokowiek za przestrzeganie przed pójściem na jakiś film w kinie. Gośc się wygłupił.

                  hehe, no to czuję się wyróżniony :]

                  O, o Lalce pewnie niejeden raz jeszcze będę marudził nieznośnie :] W samych superlatywach ofk, To mogę obiecać, bo to pewnie przyjdzie znikąd, a ja ulegnę z chęcią.

                  guten morgen, Barbasiu :]



                  • barbasia1 Re: "Orły 2012"/Californication, 11 /IV 21.03.12, 23:25
                    Dzięki za Californiation. :)) Odcinek sentymentalny. ;)

                    Gość się wygłupił, albo filmowi darmową reklamę zapewnił.

                    Gute Nacht! ;)


                • grek.grek zapowiedzi brzmiące atrakcyjnie 21.03.12, 12:03
                  w sobotę [24/3] w TVP 1 "Vicky, Christina, Barcelona" Allena :] a to ci sensacyja, hehe.

                  i to o 21:20. proszę, jak się nagle TVP poprawiła, kiedy chodzi o repertuar & godzille nadawania.

                  Jedynka Dwójce zaczyna konkurencję robić.

                  jutro podrzuce coś o "Biutiful" [dziś, w Ct 2, 22;10], jutro "Volver" w KK... i jak tu narzekać, no jak... ;]
                  • barbasia1 Re: zapowiedzi brzmiące atrakcyjnie 21.03.12, 15:05

                    O! Cudnie. Na DVD mam "Vicky, Christina, Barcelona", mam jeśli też nie przepadło. :/

                    Ja na jutro obiecuję malutkie wprowadzenie do filmu "Volver", skoro Mania mnie juz wyznaczyła. :)

                    Ciekawam "Biutiful". :)

                    Coraz atrakcyjniejsze filmy dostajemy. :)
                    • grek.grek Re: zapowiedzi brzmiące atrakcyjnie 21.03.12, 15:24
                      no to teraz będziesz miała bogactwo wyboru opcji do koloru :]

                      dzięki, czekam z ciekawością.

                      ja tez ciekaw jestem, hehe, napiszę jutro - postaram sie zareklamować :]

                      prawda to, zawżdy gdyż niejakoż, coraz lepiej i lepiej, az strach pomyśleć, co się
                      stanie, jak już lepiej być nie będzie mogło ;]
                  • siostra.bronte Re: zapowiedzi brzmiące atrakcyjnie 21.03.12, 17:38
                    He he, a ja wczoraj kupiłam "Vicky..." z gazetką Party za jedyne 12,99 zł :) Wstyd się przyznać, że jako fanka Allena jeszcze tego filmu nie widziałam!
                    • barbasia1 Re: zapowiedzi brzmiące atrakcyjnie 21.03.12, 23:53
                      Ja kupiłam "VCB" chyba z Galą czy Vivą rok temu.
                • pepsic Re: Polskie Nagrody Filmowe "Orły 2012" 21.03.12, 20:27
                  Nie sądzę, żeby spuścił z tonu, ani tym bardziej z milionów, jeśli dobrze kojarzę. Widać, że został przeszkolony przez prawników, bo teraz idzie w stronę produktu wytworzonego w ramach gospodarczej działalności.
                  • barbasia1 Re: Polskie Nagrody Filmowe "Orły 2012" 21.03.12, 23:52
                    pepsic napisała:

                    U Lisa producent mówł , że Raczka chce podać do sądu wyłącznie za obrazę swojej osoby. Już nie domaga się rekompansaty od Raczka za rzekomo utracone milionowe dochody "z produktu wytworzonego w ramach gospodarczej działalności" (straszny ten język prawniczy:) po krytycznej recenzji.
                    O ile się dobrze orientuję, to kary za obrazę nie sięgają milionów, najwyżej tysięcy złotych.
              • barbasia1 Re: Polskie Nagrody Filmowe "Orły 2012" 21.03.12, 23:37

                > Nie uważasz, że tych nagród już jest zbyt wiele ? Co chwila jakieś wręczają, aż
                > cud, że są jeszcze w polskim kinie filmy nie obdarowane żadnym lwem, chomikiem
                > , pandą albo łosiem ;]
                :))

                Może i masz rację, z drugiej strony nagrody, gale to zawsze swego rodzaju promocja naszego kina, polskich filmów.



    • grek.grek "Biutiful" - 3 grosze po projekcji, mini-spojlery 22.03.12, 10:46
      Prawie przegapiłem, na pół godziny przed miałem tylko na 10 minut zmrużyć oko zachowujac pełną kontrolę wydarzeń na boisku... zmrużyłem i przypadkowo obudziłem sie w sam raz na początek ;] gdybym był z tych "śpiących", a nie "drzemaczy", to pewnie bym się gdzieś w połowie ocknął.

      O czym jest ten film, zatem ?

      O pewnym mieszkańcu Barcelony, który któregoś miłego dnia dowiaduje się, że jest chory. I to poważnie. Ma raka nerki. I dwa miesiące życia przed sobą. Cudu nie będzie, diagnoza jest ostateczna. Przeciętny obywatel sprzedłaby złoty nocnik po babci, kupił herę albo morfę i dziabnął sobie złoty strzał odchodząc na największym głupim jasiu w historii. Ale nie Uxbal. On nie może tak zrobić, bo ma dzieci - młodszego syna Mateo i starszą córkę Annę. Musi im coś po sobie zostawić. Zabezpieczyć materialnie, ale i zostawić wspomnienie o sobie.

      Uxbal nie jest krystalicznie czystym gościem, raczej babrze się w nielegalnych interesach - ułatwia uliczny handel nielegalnym imigrantom z Senegalu, płacąc jednocześnie haracz wyżej postawionemu, ale ciągle małemu, gangsterkowi, a także czerpie zyski ze współprowadzenia
      małej manufaktury, w której uciekinierzy z Chin szyją torebki damskie.

      Ojcem wybitnym, jakoś też nie jest, surowy jest - dla syna zwłaszcza, aczkolwiek stara się jak może, dzieci brudne nie chodzą, do szkoły regularnie chadzają, jedzą może nie to, co by chciały [scena podczas kolacji, kiedy dzieciaki wyliczają, co by chciały zjeśc - hamburgery z koktajlami, ale ojciec ma dla nich znów płatki, mleko i... jakieś lody czekoladowe, czy coś takiego, nie wiem, co oni w tej Katalonii za przysmaki mają], ale jedzą do pełna.

      Z matką dzieci, Marambrą, Uxbal jest w separacji. Babka cierpi na bipolarność, ma za sobą epizody narkotykowe. Jak jest górka psychiczna - to jest super, a jak jest dołek - to pani idzie w tango, płacze, załamuje się [w jednej ze scen leży na łózku i stara się nie zamknąć oczy "nie mogę tego zrobić, bo wtedy przyjdą TE myśli... nie mogę ruszyć karkiem, bo boję się, ze odpadnie mi głowa"] Starają się dzielić opieką nad dziećmi, prowadzać je do szkoły, robić obiady, jak Uxbal ląduje na pare dni w areszcie - dzieciaki są u niej. Zdarzają się chwile wspaniałe, kiedy siedzą razem przy stole, rodzice wspominają jak się poznali, ona jest w świetnej formie, on uśmiechnięty; w jednej chwili się kłócą, a w następnej wyznają sobie miłość, chociaż po drodze on jej przypomina, dlaczego nie chce by dzieci z nią mieszkały na stałe; kiedy do niej dotrze prawda o jego zdrowiu, czy raczej - jego braku, na drodze stanie syn, darzący matkę nieufnością, a scena dramatyczna paradoksalnie zaświeci nadzieją [ enigmatycznie piszę, ale zrozumiecie o co chodzi, kiedy będziecie oglądać].

      Generalnie - związek Uxbala z Marambrą przypomina swoją naturą jej chorobę - falowanie nastrojów.

      Od dnia wyroku usłyszanego w gabinecie lekarskim, Uxbal się zmienia - ewoluuje jego stosunek do rodziny, do żony, do świata, do wykorzystywanych dotąd cynicznie imigrantów, w których zacznie dostrzegać ludzi, a w niektórych nawet prawość i opiekuńczość, która da mu nadzieję na pomoc dla jego własnych dzieci po jego śmierci ... Zaczyna mu zależeć na tym, co po nim zostanie. Na dobru, które może ludziom podarować, zanim się zawinie w piórnik. Nie będzie łatwo, będzie nadal popełniał duże błędy [wątek z chińskimi imigrantami], los będzie mu rzucał kłody pod nogi [wątek senegalski], żona nie stanie wyzdrowieje nagle... coś jednak się stanie, każda z tych sytuacji będzie dla niego szansą, aby wykrzesać w sobie pokraczną choćby szlachetnośc, oczyszczający płacz, a przede wszystkim - zostawić ślad po sobie we własnych dzieciach.

      Malo sympatyczny facet dowiaduje się, ze jest śmiertelnie chory i stara się ocalić co się da - ile takich historii już było w kinie, nie ? żaden big dil.

      Ale mnie "Biutiful" wkręcił, nie jest to po prostu kolejne odgrzewanie zielonego kotleta. Z paru powodów.

      Primo, z powodu Javiera Bardema, robiącego za Uxbala. jego postać dotknięta jest umieraniem. Gaśnie z każdym kwadransem, slabnie, coraz ciężej znosi gnicie ciała. Nie tylko jest to chemia szpitalna, ale codzienne upokarzające przypadki : koniecznośc noszenia pieluchy z powodu nagminnego moczenia sie, wymioty, bóle, coraz gorsza ogolna forma, postępujące wyczerpanie. Bardem bywa energiczny na ekranie, bywa zdenerwowany, ale największe wrażenie robi to, jak z kolejnymi etapami filmu robi się po prostu zmęczony i zniszczony. Na twarzy, w oczach. Gość się zawija namacalnie, jak w jakimś reality szoł w 2070 roku.

      Do tego dochodzi przemiana wewnętrzna jego bohatera, ktory trzeźwieje świadomościowo, dostrzega świat wokół siebie i nieprawości & patologie, które dotąd czynnie wspierał. Kasę zawsze chcial dla dzieci, na dom, jakoś nie wygląda na zbytnika; jedyny cenny przedmiot, jaki ma, to sygnet po ojcu, którego nigdy nie widział, bo ten wyemigrował do Meksyku, zanim się Uxbal urodził, ale którego/z którym się spotyka trzykrotnie w filmie - w sytuacjach ostatecznych. Niemniej, pieniądze - niewielkie - brał z nielegalnych interesów, obracając ludźmi, w tym obrocie niespecjalnie przejmując się ich losem, a najważniejsze - nie widząc w nich ludzi, a "imigrantów", "pracowników", "punkty odbioru swojej działki". To się zmienia wraz z narastającym strachem przed śmiercią, która przychodzi przedwcześnie i zmusza do galopu i tak upachane chorobą mózg i ciało.

      Bardem jest znakomity i łatwo uzależnić się od jego obecności na ekranie :] A scena w końcówce, w której bierze w objęcia córkę, kurczowo, jakby w tym jednym uścisku chciał
      jej przekazać wszystkie najlepsze uczucia świata - dla tego momentu choćby warto zobaczyć ten film.

      Druiga rzecz, to obrazek rodzajowy i dekor w ktorym się ta cala historia rozgrywa. Barcelonę znamy [no ja przynajmniej, ale chodzi mi bardziej o wizerunek oficjalny miasta] z pięknych pocztówek i stadionu piłkarskiej drużyny. Tutaj miasto ma swoją twarz ukrytą, a może właśnie prawdziwą : brudne zaułki dzielnic robotniczych, bazarki, uliczki z bohomazami na ścianach domów, sklepiki, podwórka z bezdomnymi na kartonach. Wnętrza mieszkań - czy to Uxbala, czy Maramabry czy brata Uxbala - mało gustowne, z grzybem na suficie, z mrowkami włazącymi przez prześwity, prawie można odczuć ten nieświeży zapaszek zza okna i byc może niekoniecznie lepszy w środku, mimo tego, ze katalońska kuchnia obfituje w przyprawy.

      zdjęcia uliczne mają posmak dokumentalnych, kamera się chwieje, lata, rozprasza, ze niby - bliżej życia jest, w rytmie ulicznego ruchu i gwaru.

      Wątek losu imigrantgów w Hiszpanii - potraktowany z... misją :] Zyją w spartańskich warunkach [ale nieco tylko gorzej od Uxbala i jego rodziny, taki paradoks], przybyli w poszukiwaniu prawa do lepszego życia, a spotyka ich wyzysk, policyjne naloty, brud poczekalni w urzędzie deportacyjnym. Ale nie stracili serca i czystości uczuć - symbolem jest Ige, Senegalka, z ktorą Uxbal zbliża się, na niwie przyjacielskiej, dwojga potrzebujących pomocy ludzi. Ale, zeby zbyt słodko nie było - po drugiej stronie są tacy, którzy własnych rodaków nie oszczędzają [wątek manufaktury z chińskimi szwaczkami].

      Pojawiają sie wątku magiczne - czarne kostki, powiernica Uxbala - Bea, z którą rozmawia o śmierci, która pomaga mu zaakceptować zniknięcie, a i sam Uxbal trudni się, jakby to powiedzieć... rozmowami ze zmarłymi na łożu śmierci, z czego później zdaje relację ich rodzinom. Ma też wizje. W tej poetyce bardzo ciekawa jest scena przedostatnia [co ja wam tu ściemniam, zdajecie sobie przecież sprawozdanie, że nie będzie cudu szczepionki na raka, i że Uxbal umrze - chodzi o sposób pokazania tej chwili, jest on bardzo ciekawy, wg mnie] a także pierwsza i ostatnia scena klamrą spinające całą opowieść.

      Bardem dominuje ekran, ale ciekawe twarze aktorskie są wokół niego.

      Marambra, to jest interesująca postać. Zarówno ze względu na jej psychiczną chwiejność, powodowaną chorobą... cd




      • grek.grek "Biutiful" - 3 grosze po projekcji, mini-spoj 22.03.12, 11:09
        ... jak i również samą fizycznośc i ekspresję pani aktorki. zajmujący typ urody, zdecydowania zbyt mała twarz, żeby pomieścić tak duży nos i usta, a do tego burza loków na głowie; atrakcyjne ciało, ale w kiepskim otoczeniu barłogowym; bezpretensjonalne ciuchy, ale jednocześnie świadomośc, że w filmie nie chodzi o jej artystyczną duszę, a o to, że po prostu nie ma ona pieniędzy na coś lepszego. Widać w niej szczerośc uczuć, widać miłość, widać też cierpienie, chorobę, która nie pozwala jej rozwinąc skrzydeł. Interesująca, chaotyczna postać i aktorka też.

        Jej przeciwieństwem jest młoda Senegalka, Ige, obca w ziemi obiecanej, zagubiona, ciągle zagrożona namierzeniem przez urząd antyimigracyjny, w pewnym momencie postawiona w położeniu fatalnym, ale pelna godności, samokontroli i matkująca wszystkim dookoła.

        w którymś momencie odbiera dzieci Uxbala ze szkoły. One się jej wstydzą, bo jest czarna, uboga i na plecach, jak przystało na afrykańską kobietę, nosi bobasa - idą więc sobie po dwóch stronach ulicy, niby że się nie znają. Schodzą się razem dopiero, kiedy dzieciakom nie grozi demaskacja ze strony kolegów ze szkoły. I ona jest pełna zrozumienia dla ich zachowania. Nie dotyka jej to. Rozumie, bo to dzieci, rozumie - bo jest obca. Ale i to podlega zmianie, ona w ich oczach.

        sentimental music, z elementami fado w tle.

        w jednej ze scen, Uxbal idzie do klubu disco, gdzie spotyka się z bratem, a brat akurat baluje ze znajomymi... a w tle latynoska muzyka taneczna, jakaś "gloria estefan z iglesiasem", bioderko samo chodzi... Tak sobie pomyślałem - jaka to róznica kultur, nie tylko filmowych... U nas, jak jest scena w tanecznym klubie, to ilustruje ją radosne "umpa umpa umpa, um um umpa umpa" :]

        podsumowując : idea może nie najświeższa, ale podejście dobre, wykonawstwo świetne, świat ekranowy dotykający, puenta optymistyczna. Warto :] 2' 20 " - zatem, na dłuższy wieczór, jak znalazł.

        P.S : skąd "Biutiful" ? Córka Uxbala rysuje sobie i pyta ojca, jak się pisze "beautiful", a on podaje jej wlaśnie taką właśnie wersję. gdzie jest to "piękno" w filmie ? może właśnie w tym uścisku, w jaki oboje wpadają, w momencie jego śmierci ?

        • barbasia1 Re: "Biutiful" - 3 grosze po projekcji, mini-spoj 22.03.12, 16:33
          Pięknie opowiedziane! I jeszcze ten Bardem w roli głównej! Zachęcające nad wyraz.

          Aleee nie sądzisz, że jednak trąci nieco naiwnością ta nagła przemiana duchowa wyzyskiwacza ubogich imigrantów w obliczu śmierci i rychłego zejścia z tego świata!?

          www.filmweb.pl/film/Biutiful-2010-476192#picture-9
          O "Volverze" za małą chwilkę!!! Sorry. Nie mogłam wczoraj wieczorem tego przygotować, bo oglądałam kolejnego Cassavetesa (postaram się coś opowiedzieć jutro).





          • grek.grek Re: "Biutiful" - 3 grosze po projekcji, mini-spoj 23.03.12, 14:23
            dzięki, Barbasiu, oceniasz mnie lepiej niż ja siebie sam :]

            To prawda, jest w tym trochę naiwności, ale... tak sobie myślę, ze trudno pokazac
            taką przemianę bez takiego akcentu. Zawsze trochę zalatuje :]
            Ktoś przeżywa wstrząs i widmo śmierci uwrażliwia go ponad miarę i napełnia empatią.
            Ten wstrząs trudno tak jakoś zademonstrować super wiarygodnie. Ale, wydaje mi się, ze
            tutaj ta dośc surowa scenografia, oszczędnośc środków i klasa Bardema wpłynęły pozytywnie
            na całokształt i da się to zaakceptować. No i - najważniejsze : facet się uwrażliwia, ale
            błędów nie unika, wpadki się zdarzają.

            Dzięki za "Volver" :]

            mnie ten cały cykl Cassavetesa na razie ominął, ale może dzisiaj coś dziabnę ? w każdym razie, tym bardziej jestem ciekaw Twojej relacji [i Bronte nam "wisi" recenzję, nie ? ;)]
            • siostra.bronte Almodovar, Cassavetes. 23.03.12, 19:47
              A propos Almodovara, jakoś nie potrafię się do niego przekonać. Widziałam wiele jego filmów i właściwie tylko jeden mnie poruszył, "Kwiat mego sekretu". "Volver" sobie darowałam, ale może kiedyś jeszcze będzie go okazja zobaczyć.
              Greku, jeżeli mogę tak poufale :), jakoś nie przypominam sobie, żebym obiecywała recenzje z Cassavetesa :)) Ale to fakt, czułam się zobowiązana przed Wami i oglądałam jego filmy (z różnymi wrażeniami) cały tydzień. Jak się zbiorę, to coś napiszę.
              Dzisiaj "Premiera". Ciekawe, że jest tam wątek, który wykorzystał Almodovar we "Wszystko o mojej matce".
              • grek.grek Re: Almodovar, Cassavetes. 24.03.12, 11:42
                Wiem, wiem, to był... taki żaaart [zachęcający] :] wiem, że nie było to przyklepane, a luźno dopuszczalne.

                Ale, jak widzę, dajesz mnie/nam nadzieję :]
                • barbasia1 Re: Almodovar, Cassavetes. 24.03.12, 15:49
                  Właśnie, to była zachęta żartobliwa do podzielenia się wrażeniami. Wszelkie komentarze będą mile przez nas czytane. :)
        • barbasia1 Re: "Biutiful" - 3 grosze po projekcji, mini-spoj 22.03.12, 16:43
          A zapomniałam powiedzieć, zachwyciły mnie imiona bohaterów - [związek] Uxbala z Marambrą - jak to brzmi!

          Marambra:
          www.filmweb.pl/film/Biutiful-2010-476192#picture-8
        • pepsic Re: "Biutiful" - 3 grosze po projekcji, mini-spoj 22.03.12, 18:16
          Czuje, że mi sie spodoba... kiedyś:) Ale na sobotę szykujcie sie na całkowicie odmienną kreację Bardema na tle czerwonego ferrari.
          Tę panią ze zdjęcia, które Barbasia zalinkowała wyobraziłam sobie dokładnie tak, jak opisałeś, tyle ze z blond włosami:)
          • grek.grek Re: "Biutiful" - 3 grosze po projekcji, mini-spoj 23.03.12, 14:25
            Spróbuj :]

            widziałem w zajawkach, hehe, nie ma to jak aktor wszechstronny.

            yup, babka ma ciekawą fizjonomię, a i ekspreszyn ekranową niezgorszą.
    • barbasia1 Volver - 1 grosz przed projekcją 22.03.12, 21:48
      A jednak sama musze sobie przypomnieć Volver, dawno temu oglądałam „Volver”, więc
      Moja zapowiedź będzie krótka, albowiem :

      „Volver” to przede wszytskim opowieść o kobietach, niezywkłych ze względu na ich siłę ducha, dzięki której przetrwały niejedno nieszczęście i zawieruchy życiowe (zwrócicie uwagę na symboliczne elementy w filmie: wiatr, ogień), to opowieśc o kobiecej solidarności.

      Akcja filmu rozgrywa się na skromnych przedmieściach Madrytu oraz na hiszpańskiej prowincji , w rodzinnym regionie Almodóvara w La Manchy (jest to więc symboliczny powrót do domu, korzeni, nie przypadkowo więc film nosi tytuł -"Volver" który w języku hiszpańskim znaczy właśnie "powracać"), sam Almodovar szalenie obrazowo o tym powrocie powiedział: „Powrót do La Manchy zawsze jest dla mnie jednoznaczny z powrotem do matczynego łona”), w La Manchy z jej specyficzną kulturą śmierci, w której zmarli pozostają ważną częścią życia żywych. Ten właśnie wątek śmierci, podejscia do zmarłych jest kolejnym bardzo ważnym wątkiem w filmie.

      Almodovar miesza tu gatunki filmowe, dramat obyczajowy z czarną komedią ikryminałem z operą mydlaną i historią o duchach. Sam Almodowar dla swego filmu wymyśli własne określenie gatunkowe - dzieło "naturalistycznosurrealistyczne". :)

      Czego tym filmie nie ma - jest morderstwo (i wątek ukrycia zwłok o którym z Pepsic wspomniałyśmy), jest wątek kazirodczy, są budzące dreszcz tajemnice rodzinne, historie namiętności, pojawia się duch... itd.

      Jedną z głównych ról gra tu fantastycznie Penelope Cruiz. Zwórćcie uwagę na jej pośladki, podobno Almodowar kazał powiekszyć jej posladki, by sylwetka wydała się bardziej przysadzista, co podobno jest jest charakterystyczne dla kobiet z regionu La Mancha.

      Ufff rzutem na taśmę wklajem ten post...
      Przyjemnego oglądania Wam życzę
      • grek.grek Volver - dorzucę 2 grosz... po projekcji :] 23.03.12, 12:35
        Ciekawie, Barbasiu, i bynajmniej nie na "1 grosz", raczej na solidne "trzy" :]

        po obejrzeniu - wszystko, co napisałaś się zgadza. Scenariusz, świetne aktorki, kolorystyka, narracja, magia ekranowego mikrokosmosu, w który się wpada po uszy. Wszystko tip top.

        O kobietach, yes - i to mądrych, zabawnych, wrażliwych, barwnych, lojalnych... same "naj", nie ma w tym filmie żadnej kobiecej postaci, która by była dwuznaczna :] Symfonia pochwalna, wręcz.

        Problem mam z wymową ideologiczną, społeczną tego filmu, chociaż może się czepiać będę, a nie powinienem, bo może aluzji i ironii nie złapałem, co jest bardzo możliwym wytłumaczeniem dla moich wygibasów.

        Otóż, wg pana Pedra - świat kobiet, pełen kolorów, tajemnic i rozmów o uczuciach, kreatywności wszelakiej [Raimunda rozkręca bar i spiewa jak anielica, Sole prowadzi dynamicznie salon fryzjerski, nawet cierpiąca na raka Augustina wykorzystuje czas na uczynienie swego życia i siebie lepszymi i głębszymi, a młoda Paula nawet swojego starego potrafi znokautować, jak trzeba wybrać się do ciotki, to wsiadają w brykę i gazu, jak tzreba usunąc ciało to Raimunda działa jak rasowy przestępca, chociaż popełnia techniczne błędy, z których z wdziękiem wychodzi cało] ma się dobrze wylącznie wtedy, kiedy nie ma w pobliżu żadnego mężczyzny.

        Bo mężczyzna, w ujęciu filmowym, to skrzyżowanie Ferdynanda Kiepskiego ze śp. Andrzejem Lepperem : cham, prostak, burak, któremu tylko piwo, d,py i piłka nożna w głowie :]

        Mężczyzna jest beznadziejny, badziewie, ET go home... Nieciekawy i w sumie, w swoim machismo, śmiertelnie nijaki. Kobiety są ciekawsze, ale nie tak po prostu - są tysiąc razy ciekawsze. Ja bym się i z tym zgodził, ale dlaczego pan Pedro, w swoich filmach - w Volver też, z heteroseksualnych mężczyzn robi zakłałę ludzkości ? Nie chodzi o podkreślenie róznic między płciami, wg mnie głównie determinowanych kulturowo i seksualnie, a nie mentalnie i charakterologicznie, jak on tutaj dowodzi. Jemu chodzi o wyraźne rozgraniczenie : one są lepsze, a oni są do tarcia chrzanu najwyżej. Trochę dziwnie ogląda się jego filmy stwierdziwszy, z niejaką rozpaczą, ze jest hetero i w dodatku facetem ;]

        Męzczyźni - fajne szaroburobrudne tło, na którym tym bardziej kobiety mogą błyszczeć. I to nawet autor tego nie ukrywa. Tak postrzega świat.

        Kobiety nawet, za przeproszeniem, bąka matczynego rozpoznają w powietrzu, a facet tylko beka i zagląda dziewczynkom pod sukienki :] To jest moc.

        Kobiety tworzą wspólnotę [scena pogrzebu ciotki, wyraźne rozgraniczenie grona kobiecego i męskiego], pomagają sobie, wspierają się, podają sobie pomocną dłoń, nie zazdroszczą sobie cycków, kasy, urody, nie komentują z zawistnym uśmieszkiem triumfu grzechów modowych i fryzurowych innych kobiet. Gdzież pan Pedro widział taki raj na ziemi ? ;]

        W domyśle, to faceci ciągle biorą się za łby, a jak się kolegują, to ich kontakt opiera się na gadaniu o d,pach, piciu piwa, oglądaniu meczów i świńskich kawałach. Kobiety są lepsze, bo zależy im na szczęściu swoich koleżanek po waginie :] No przecież to guzik prawda, najpierw jesteśmy ludźmi, a potem kobietami i mężczyznami, tak ja to widzę, dlatego przy całej przyjemności z oglądania tego filmu - cały czas miałem wrażenie, ze Pedro mnie nie zapraszał do tego lokalu i oglądam na krzywy ryj.

        Ewentualnie, zaprosił mnie, ale celem instruktażu : siadaj tutaj, w kucki, i oglądaj, jak wy, heterochłopki, jesteście w tyle za girl power, jak wam daleko :]

        Wszystkie kobiety w filmie mają kiepskie relacje z facetami : Sole jest rozwódką, Raimunda ma pijaka i erotomana w domu, Paula musi się przed nim bronić, a matka obu - była zdradzana przez swojego męża, a ich ojca. To wyjaśnia ich niechęć do męskiego rodu, ale jednocześnie jakoś stoi w sprzeczności z ich mądrością i intuicją, którą tak Pedro wychwala; skoro są takie mądre, to dlaczego wybrały sobie takich gagatków za mężów ? Czyżby zmienili się dopiero po zaobrączkowaniu ? Guzik prawda vol 2, nic się nie dzieje znienacka, sygnały zawsze są wcześniej.

        Uff, no dobra, to tyle moich żalów do złośliwego pana Pedra ;]

        Film mnie wciągnął, wlazłem wprawdzwie w gumofilcach [no jakżeby inaczej], ale za to z niekłamaną przyjemnością, w te perypetie i przygody, glównie dzięki świetnym aktorkom i temu jak wygrywają ten cały repertuar zachowań i emocji, którymi je scenariusz nafaszerował; i całemu temu małemu światu, wyczarowanemu na ekranie z prostej, a niezwykłej codzienności przecież - dekoracjom, wnętrzom, kompozycjom barw, architekturze domów i ulic, muzyce dopisanej do całokształtu, strojom i właściwościom wizerunkowym każdej z postaci, a wszystkie są od siebie rózne i tworzą prawdziwą mozaikę osobowości i estetycznych form ekspresji.

        No tej scenie, z "duchem" wyłażącym z bagażnika :] Mistrzostwo.

        Co ciekawe, nie wiem czy sie zgodzisz/zgodzicie, w tym filmie kobiety tworzą ten swój świat w obrębie tradycyjnych modelów. Nie są biznesłomen, nie są nowoczenymi "zdobywczynami świata", nie rozstawiają facetów po kątach w jakiejś korporacji, nie "zaliczają" facetów, nie należą do tzw. bitches itd. Są ciepłe, wrażliwe, kiedy trzeba zdecydowane [ale raczej... po ludzku,a po męsku], a jak jeszcze bardziej trzeba, to znajdują wsparcie przyjaciółek, sióstr, matek, ciotek i córek. Nie zagarniają dla siebie coraz to nowych terenów, ale na tych, które od zawsze posiadają i na których są niezagrożone, kreują "mały magiczny świat". Nie muszą naśladować facetow, zeby czuć się dobrze. Polskie feministki powinny ten film sobie obejrzeć ;] One najchętniej chciały by rządzić i dyrygować facetami, samca pod but wziąć. A kobiety Pedra nie muszą tego robić, wystarczy, ze umieją się przed męską dominacją bronić. Schodzą z linii ciosu i tworzą swoje środowisko. Zdobywają niezależność za pomocą kreowania własnej tożsamości, a nie zdobywania kontroli nad męska populacją.

        heh, faktycznie - Penelope nosiła coś pod sukienką, ale wyszło to średnio, wg mnie, bo o ile poniżej pleców jej przybyło, to nogi pozostały tam samo szczupłe i to wrażenie przysadzistości chyba nie zostało jednak w pelni osiągnięte ? jak sądziz ?







        • bakali Re: Volver - dorzucę 2 grosz... po projekcji :] 23.03.12, 12:53
          Ja chciałam zauważyć, ze wśród bohaterów niemalże nie było mężczyzn - Paco znika w wiadomy sposób w poczatkowych scenach, właściciel restauracji oddaje klucze i też wyjeżdża, mężczyźni albo znikają na poczatku filmu albo wystepują jedynie w scenach zbiorowych (stypa, restauracja). W filmie pełno jest kobiet, każda jest charakterystyczna, silna, wyrazista.
          Co do wypchanych bioder Penelope: nie wiem czy widzieliście, że nawet zdjęcia robione były z takiej perspektywy, żeby podkreślić kobiece kształty: a to ujęcie prawie z ziemi z pupą Sole na pierwszym planie, a to z góry aby widz nie przegapił biustu Rajmundy... Ewidentne podkreślenie dominacji kobiety w tym filmie, nie tylko treścią filmu i kreacją bohaterek, ale i ciałem, które dominuje wiele scen.
          Swoją drogą, nie zdarzyło mi się jeszcze żeby jakiś film Almodovara mi się nie podobał. Twierdzę ponadto od zawsze - wybacz greku :) - ża Almodovar to kino wybitnie kobiece.
          • barbasia1 Re: Volver - dorzucę 2 grosz... po projekcji :] 23.03.12, 15:03
            bakali napisała:

            Ewidentne podkreślenie dominacji kobiety w tym filmie,
            > nie tylko treścią filmu i kreacją bohaterek, ale i ciałem, które dominuje wiele scen.

            Świetna uwaga.

          • grek.grek Re: Volver - dorzucę 2 grosz... po projekcji :] 23.03.12, 15:35
            Fakt, mężczyzn nie ma namacalnie, ale to mężczyźni są winnymi wszystkich problemów bohaterek, zauważyłaś ? Matka musiała się ukrywać pod postacia "ducha" z powodów, które wzięły swój początek w zdradzie jakiej doznała ze strony męża; Raimunda boryka się z ciałem swojego narzeczonego/męża, który sam zawinił, bo się dobierał do jej córki. Facet to świnia :]

            hehe, nie widziałem za wielu filmów pana PA, ale zdązyłem się zorientować, ze doznaję tym samym przywilejów niemal niezasłużonych ;]
        • barbasia1 Re: Volver - dorzucę 2 grosz... po projekcji :] 23.03.12, 16:24
          Dzięki Ci bardzo!
          Nie powiem, żebyem była zadolowolna z tego wprowadzenia, miałam lepsze wystąpienia. Ale jak tylko odpoczne nieco to będzie lepiej, mam nadzieję.

          > Problem mam z wymową ideologiczną, społeczną tego filmu, chociaż może się czepi
          > ać będę, a nie powinienem,

          Pięknie! :))) Coś mi mówiło, że może tak być. Może ja spóbuje powiedziec coś na obrone, mam nadzieję, że Bakali jako fanka Almodovara, mnie poprze. ;)

          > Bo mężczyzna, w ujęciu filmowym, to skrzyżowanie Ferdynanda Kiepskiego ze śp. A
          > ndrzejem Lepperem : cham, prostak, burak, któremu tylko piwo, d,py i piłka nożn
          > a w głowie :]
          Ha,ha.
          A ten typ mężczyzn przypadniek nie jest często spotykany w przyrodzie? ;)

          Rzeczywiscie, zgadzam się z Tobą, że świat przedstawiony w "Volver" wydaje się nieco wyidealizowany, "rajski", ale takie - wyidealizowane - są przecież wspomnienia (wspomnienia kogoś, kto został wychowany przez same kobiety, w takim właśnie miejscu; tym kimś jest oczywiście Almodovar). Choć i na tym wyidealizowanym obrazku są malutkie przecież skazy - te sympatyczne starsze panie ze wsi, które zbierają się zgodznie z tradycją w domu zmarłej po pogrzebie na pogaduszki, (oprócz tej najbliżeszej sąsiadki - A) przeszukiwały dom dopiero, co zmarłej ciotki Pauli w poszukiwaniu kosztowności, poza tym jak to w takich małych społecznościach lubią wiedzieć, co się u kogo dzieje i plotkować o tym.

          cdn.
          Lecę teraz na zebranie! Będę później.

          :)

          • grek.grek Re: Volver - dorzucę 2 grosz... po projekcji :] 24.03.12, 11:37
            Samokrytycyzm motorem rozwoju, prawda ?
            [dobre hasło na sztandar jakiś, albo na makatkę, nie ? ;)]

            Masz rację, to prawda, dodałbym też, że kiedy Raimunda chce się pozbyć ciała męża, to popełnia banalne błędy : najpierw mocuje się z ciałem i otwiera drzwi sąsiadowi, mając na szyi strużkę krwi; potem w jednym miejscu kupuje wszystkie akcesoria potrzebne do zakopania zwłok, czym trochę dziwi sprzedawcę, który mógłby coś zacząć podejrzewać. A więc jest tutaj - przypisywana, bo przecież nie zgodna z prawdą - kobieca niefrasobliwość. Ale ile w niej wdzięku :]

            Nie odebrałem tego jednak jako przytyku, a jako kolejną z serii barw, którymi się kobiety u Almodovara mienią.

            ho ho, życzyłbym Ci dobrej zabawy, gdyby wczoraj przeczytał ;]]



      • barbasia1 Re: Volver - 1 grosz przed projekcją PS-y, korekty 23.03.12, 14:46
        Akcja dzieje się w [...] w La Manchy z jej specyficzną kulturą śmierci, w której zmarli pozostają ważną częścią życią żywych oraz z wiarą w duchy i w to, że zmarli nawiedzają żywych, kontaktują się żywymi, zwlaszcza, jeśli mają jakieś niedokończone sprawy na swoim koncie, sumieniu.

        Co ciekawe motyw kontaktu ze zmarłymi (jakże filmowy) pojawił się w opisanym wczoraj przez Greka filmie "Biutiful", też hiszpańskiej produkcji.

        >"pojawia się duch ...
        Słowo duch powinnam była oczywiscie wziąć w cudzysłów. Duch duchem nie był, a żywą osobą.

        Wybaczcie, że moja zapowiedź pojawiła się tak późno!
        :)
        • grek.grek Re: Volver - 1 grosz przed projekcją PS-y, korekt 25.03.12, 14:29
          Duch się okazał całkiem żywy, i gadatliwy, hehe.

          No problemo, senorita, grunt, ze się zapowiedź pojawiła :]
          • barbasia1 Re: Volver - 1 grosz przed projekcją PS-y, korekt 26.03.12, 15:56
            Fajną rzecz mówi matka do Rajmundy - "Nawet jakbym umarła, to bym do Ciebie przyszła". I mówi to z takim przekonaniem, jakby to było najnatruralniejszą rzeczą na świecie. :)

            A Almodovar wyznał w wywiadzie, że on sam nigdy nie wierzył w te opowieści o duchach, którymi go karmiono w dzieciństwie. :)

            Autorem muzyki do filmu Volver był jeden z nominoweanych do tegorocznych Oscarów - Alberto Iglesias, ulubiony kompozytor Almodovara -

            www.youtube.com/watch?v=NmOKK8pW9Vg
            Tytułowa piosenka z filmu - śpiewa Penelope Cruz
            www.youtube.com/watch?v=32zzHjhTzFY



            > No problemo, senorita, grunt, ze się zapowiedź pojawiła :]
            O! Senior! Jesteś nad wyraz wyrozumiały dla mnie!


            :)
            • grek.grek Re: Volver - 1 grosz przed projekcją PS-y, korekt 27.03.12, 13:26
              muzyka faktycznie nastrojowa.

              hehe, teraz mówi, że nie wierzył ;] ja też znam rózne opowieści - np. ktoś umiera w rodzinie, i o tej właśnie godzinie albo bardzo zbliżonej dzwoni telefon głuchy albo dzwonek do drzwi/furtki, przy której nikt nie stoi, kiedy się spojrzy przez okno albo wyjdzie... słyszałem takich historii niemało, czasami od ludzi do miana bajkopisarzy czy tanich straszycieli nie aspirujących :] Kto wie, nie można wykluczyć żadnych możliwości, nikt po drugiej stronie jeszcze nie był za życia ;]
              • barbasia1 Re: Volver - 1 grosz przed projekcją PS-y, korekt 28.03.12, 00:59
                Ciarki mi lają po plecach, kiedy czytam (ponownie) te załyszane przez Ciebie opowieści niesamowite. Już po północy. ;))

                Oglądałam "Morfinę", bez zakończenia, i teraz żałuje, bo i w końcu i tak nie poszłam spać...

                Dobrej nocy, Senior.
                :)
    • siostra.bronte Allen w Polsacie 23.03.12, 19:07
      Dziś po nocy kompletnie mi nie znany telewizyjny film Allena "Nie wkładaj palca między drzwi" (tytuł orginalny: "Don't drink water"). Ktoś go widział i coś wie na jego temat??
      • grek.grek Allen w Polsacie "Nie pchaj palca między drzwi" 24.03.12, 10:41
        To ja się zgłaszam się na ochotnika, chociaż... teraz to już pewnie część z nas taką wiedzę posiadła.

        Oglądałaś ?

        [tytuł polski bardzo tożsamy z oryginalnym, hehe]

        To ekranizacja czegoś, co Allen pomyślał jako sztukę teatralną. No i faktycznie, rzecz się dzieje w kilku pokojach [za to o dużej kubaturze] w budynku - w filmie będącym ambasadą amerykańską w jakimś niewymienionym z nazwy państwie we wschodniej Europie, w którym panuje komunistyczny zamordyzm.

        Allen, w swoim histerycznym stylu, gra właściciela restauracji w Newark ["moim największym sukcesem jest ulepienie figurki pana młodego z sałatki warzywnej"], który wraz z żoną i córką staje pod zarzutami szpiegostwa przemysłowego. Będąc na wycieczce, fotografowali, w tym nieznanym obcym kraju, jakieś niedozwolone obiekty. Zostają oskarżeni, skierowani do ambasady, gdzie mają oczekiwać na decyzje procesowe. Jest to najgorętszy moment zimnej wojny, więc sprawa wygląda na wysoce poważnej rangi.

        Są nieznośnymi lokatorami - a to nabijają rachunki telefoniczne dzwonią do syna i znajomych, a to kręcą nosem na serwowane jedzenie [" nie jem kalmarów, ośmiornic, nie jem też ostryg. lubię jedzenie, które jest zabiite"], a co najgorsze : wtrącają się, glównie on - typowy arogancki Jankes, który dopdatkow bez przerwy marudzi i narzeka - w kurtuazyjne rozmowy dyplomatyczne. Próbują ich jakoś mitygować pracownicy ambasady, na czele z młodym Michaelem J. Foxem [pamiętacie jeszcze człowieka ?].

        Z czasem, wokół rodziny z Newark, zaczyna się coraz bardziej zagęszczać klimat, bo pojawiają się radzieccy agenci, węszący wokół całej historii, arabski emir z 14 żonami, akurat wizytujący budynek, a potem jeszcze więcej rozmaitych agentów, zaś cała rzecz zamienia się w pastisz filmów szpiegowskich.

        Bohaterom grozi niebezpieczeństwo, przez okno do pokojów wpadają bomby i inne kamienie, proby wymiany rodzinki z Newark na radzieckich szpiegów w amerykańskiej niewoli, a później wyjścia z lokalu - spełzają na niczym. Ciągle grozi im zamach, więcdla ochrony siebie i familiji Allen dostaje rewolwer, co tylko komplikuje sprawy, kiedy razem z żoną udają amerykańskich dyplomatów na balu w ambasadzie. Wreszcie pojawia się pomysł ucieczki. POmocne będą łebskie pomysły młodego Michaela Foxa i kontakty wesołego księdza, koszmarnie nieudanego iluzjonisty [specjalność : przecinanie na pół krawatów i nieumiejętność ich 'zrośnięcia z powrotem'], z miejscową opozycją.

        W tle rozwija się romans córki z młodym dyplomatą. Ona rozstała się z narzeczonym. On ciągle boryka się z wyborem drogi zyciowej, bo ma duszę artysty, a politykiem został dla spelnienia ambicji swojego ojca, pracownika Białego Domu, ciągle go zresztą strofującego przez telefon i nie tylko. finalne efekty ich spotkania posłużą z kolei jej do bezpiecznego oppuszczenia kraju i powrotu do Stanów. I to nie samej :]

        Typowy Allen rzec by można.

        spamiętaliście teksty Allena ?

        Ja mam takie :

        " Mam spać na kozetce ? O nie, mam swoją godność... i przepuklinę."

        - "Będziemy tu przez tydzień ? Nasz syn zostanie sam, trafi na ulicę, będzie łupił gwałcił... [syn ma kilka lat]"
        "- Znajomi wyjdą po nas na lotnisko ? Powiedziałaś im, ze możemy się spóźnić jakieś 6 lat ? [po informacji, ile im grozi za szpiegostwo według tutejszego prawa]"

        - "To moja wizytówka. Gdybyś wybrał wolnośc - mam wakat na zmywaku" [do radzieckiego, twardogłowego, agenta specsłużb]

        - "Jadłem tutaj pierwszy raz w życiu cynaderki... i pierwszy raz w życiu zwymiotowałem na zabytkowy dywan" [podczas rozmowy telefonicznej z synem]

        "Jak kto - nie kochasz go ? Przecież kupił ci golarkę elektryczną ?" [do córki, od której własnie się dowiaduje, ze zerwała z narzeczonym, wziętym dermatologiem]

        -"Wolałem już tamtych jej poprzednich faectów... Na przykład tego pacyfistę, odniósł sukces - wymigał się od wojska" [do żony, komentując uczuciowe wybory córki w kontekście jej zakochania się w Michaelu Foxie]

        -"Miss ? jakby zobaczyli żylaki na twoich nogach, to by nas wzięli za przemytników map drogowych" [do zony, recytującej życiorys żony dyplomaty, którą ma udawać na tym przyjęciu ww., w ktorym to życiorysie stoi, ze "jest byłą miss Wisconsin"]

        -"A pamiętasz jak jakiś facet gwizdnął na ciebie w parku, dałem mu po pysku. - Pamiętam, aż wypadł z wózka" - [Allen do żony, żona do Allena, on ją pociesza w momencie jej załamania, ze nie podoła całej mistyfikacji ucieczkowej]

        No i scena, w której Allen, w jakims kącie ciemnym, nożem terroryzuje kucharza zmuszając go do zmiany menu - rewelacja :]

        MOże to nie najlepszy Allen w historii, ale - imo - średni Allen i tak lepszy jest od 3/4 sukcesowych filmów innych reżyserów :]





        • siostra.bronte Re: Allen w Polsacie "Nie pchaj palca między drzwi 24.03.12, 16:32
          Zauważyłam ten film w programie dopiero wieczorem, Polsat mnie kompletnie zaskoczył, więc stąd ten późny wpis :)
          Oczywiście, że jako fanka Allena, oglądałam a nawet zaryzykowałam nagranie. I dobrze zrobiłam. Faktycznie to nie arcydzieło, ale i tak świetnie się bawiłam. Uwielbiam Allena w rolach histeryków na skraju załamania nerwowego :) Dużo przezabawnych dialogów, najlepsze chyba zacytowałeś. Pamiętam jeszcze te:

          "Jesteśmy Amerykanami! Kto inny by się tak ubrał?" (bohater z rodzinką po wpadnięciu do ambasady)

          "Żona nie jest już młoda". "Co, jestem stara?". "Nie, ale niedawno wstawiałaś mostek" (dialog z żoną)

          "Seksownie wyglądasz w tych ciuszkach" (żona do Allena w przebraniu żony emira)

          "Co to jest? Lawrence z Arabii?" (bohater na widok emira z żonami - to mój ukochany film!)

          Mogłam trochę przekręcić te dialogi, ale w moim wieku pamięć już zawodzi :))
          Scena z atakiem na kucharza genialna:D
          Całkowicie zgadzam się z Twoim końcowym wnioskiem :)
          • grek.grek Re: Allen w Polsacie "Nie pchaj palca między drzw 25.03.12, 14:27
            good points :]

            mnie się przypomniał jeszcze tekst z początku filmu, kiedy Allen dowiaduje sie, że zostali oskarżeni o szpiegostwo. Pakuje się na faceta, który mu to mówi, całym ciałem, wskazuje na swoje grubaśne okulary i rzuca "Z takim wzrokiem, ja mam być szpiegiem ?!" :]
        • barbasia1 Re: Allen wPolsacie "Nie wkładaj palca między drzw 25.03.12, 00:33
          Dziś dzień z Allenem! :)

          Teksty świetne!
          Nie wdziałam filmu "Nie wkładaj palca między drzwi" / "Don't drink water"(tak brzmi oryginalny tytuł) - prawdę mówiąc nawet go nie wypatrzyłam w ramówce (na forum nie zagądałam) , nastawiszy się na oglądanie ostaniego Cassavetesa - tak, postaram się słówko napisać.

          Dzisiejsza "Vickiy Cristina Barcelona", nie wiem czy się ze mną zgodzicie, niestety słaba, słabsza nawet od tego "średniego Allena" !?

          :)
          • siostra.bronte Re: Allen wPolsacie "Nie wkładaj palca między drz 25.03.12, 12:48
            Tak, można było przeoczyć Allena, kto by pomyślał, że Polsat go puści! Obejrzałam film Cassavetesa (wspaniały!) i potem przełączyłam się na Allena. Niezła zmiana nastroju :)
            • barbasia1 Re: Allen wPolsacie "Nie wkładaj palca między drz 25.03.12, 15:54
              siostra.bronte napisała:

              > Tak, można było przeoczyć Allena, kto by pomyślał, że Polsat go puści! Obejrzał
              > am film Cassavetesa (wspaniały!) i potem przełączyłam się na Allena. Niezła zmi
              > ana nastroju :)

              Rzezcywiście, nizeła przesiadka w klimatach.

              Polsat w przeciwieśniestwie do np. TVN-u, ma sporo dobrych filmów w swej bazie, już nie raz przekonaliśmy się tu o tym (dzięki Grekowi i jego fantastycznej nagrywarce ), tylko niestety ma zwyczaj umieszczać je w ramówce bardzo późną porą, czego przykładem jest właśnie godzina emisji filmu "Nie wkładaj palca między drzwi". (23.00- 1.30!)
          • grek.grek Re: Allen wPolsacie "Nie wkładaj palca między drz 25.03.12, 14:45
            yes, Barbasiu, dzień z Allenem, tydzień z kinem hiszpańskim albo hiszpanoidalnym, tydzień z aktorstwem Bardema i Penelopy i dwiema odsłonami Barcelony... tydzień jakże uroczy nieprawdaż zawżdy ponieważ hę ? ;]

            orajt, ciekawe co z tym Cassavetesem, dobrze że Tobie się udało coś podpatrzeć, ja - nic, nul, zero, jakoś mnie ciągle łódka znosiła z kursu na inne morza i jeziorka filmowe.



            • barbasia1 Re: Allen wPolsacie "Nie wkładaj palca między drz 25.03.12, 14:59
              > orajt, ciekawe co z tym Cassavetesem, dobrze że Tobie się udało coś podpatrzeć,
              > ja - nic, nul, zero, jakoś mnie ciągle łódka znosiła z kursu na inne morza i jeziorka filmowe.

              Znosiło? Czy celowo łódeczkę skierowałeś w kietunku słodszych wód? ;))

              Kto mi godzinę ukradł!!? ;)
              • grek.grek Re: Allen wPolsacie "Nie wkładaj palca między drz 28.03.12, 13:09
                o nie, nie :] naprawdę, chciałem, ale zawsze jakiś inny punkt programu wygrywał, w sumie : 3 do zera :]

                • barbasia1 Re: Allen wPolsacie "Nie wkładaj palca między drz 28.03.12, 14:19
                  Teraz to jest w czym wybierać, prawda!? :)

                  Z jednej strony wspaniale, że jest w czym wybierać, co oglądać, z drugiej strony ów nadmiar sprawia, że zaczyna brakować (mi) czasu na dzielienie się wrażeniemi, kometowanie niezdawkowe, nie mówiąć już o streszczeniech. Zaległości mi rosną! I tochę mnie to martwi.

                  :)



                  O Casavetesie pamiętam!

                  • grek.grek Re: Allen wPolsacie "Nie wkładaj palca między drz 28.03.12, 14:55
                    otóż to :] zaczyna to, momentami, przypominać selekcję negatywną - nie chodzi nawet o to : co wybrać, a o to - z czego łatwiej będzie zrezygnować ;]

                    zaległościami się nie martw, 21 12 2012 dopiero za czas jakiś, hehe.
                    • barbasia1 Re: Allen wPolsacie "Nie wkładaj palca między drz 29.03.12, 15:29
                      grek.grek napisał:

                      To prawda.

                      > zaległościami się nie martw, 21 12 2012 dopiero za czas jakiś, hehe.

                      No więc jeszcze będziej się martwię,
                      nudno będzie bez rozmów o filmach po 21 12 2012 ... :/

                      • grek.grek Re: Allen wPolsacie "Nie wkładaj palca między drz 29.03.12, 15:47
                        hehe, aż tak kiepsko będzie ? ;]
                        • barbasia1 Re: Allen wPolsacie "Nie wkładaj palca między drz 29.03.12, 15:59
                          I smutno będzie mi ...

                          grek.grek napisał:
                          > hehe, aż tak kiepsko będzie ? ;]

                          No przecież nic już nie będzie !?!?!?!

                          :))
                      • barbasia1 Re: Allen wPolsacie "Nie wkładaj palca między drz 29.03.12, 15:56
                        I smutno ...
    • grek.grek "Vicky, Cristina Barcelona" & ? porwało Was ? :] 25.03.12, 10:52
      Dzisiaj powtórka, 15:00 [co za czasy, żeby takie hyty latały południcą w publicznym tiwi, hehe...].

      W zasadzie, tak gdzieś do połowy posądzałem, nie bez sympatii i uznania, a nawet z wdzięcznością, ze Allen zrobił ten film, żeby pokazać, jaka Hiszpania [ Katalonia, może bardziej, chociaż częściowo, bo oni tam mają, zdaje się, niezłego hebzia na punkcie własnej odrębności etnicznej i terytorialnej oraz wszelkich innych] jest efektowna i piękna - takie ładne miejsca, architektura, lokale gastronomiczno-muzyczne, kawiarenki pod gołym niebem w dzień i nocą, ktoś brzdąka na gitarce, dookoła przyrody okoliczności zjawiskowe, po prostu oczopląsu dostać by można. Takie miałem wrażenia wstępne. Woody, to ty ? :].

      W tle dwa osobne romanse steretypowego Hiszpana z dwiema młodymi Amerykankami - raczej hymn pochwalny dla namiętności i radości życia, niż jakaś historyjka służąca mało smacznym skojarzeniom. On ma uwodziecielski, ale nienachalnie, styl i zawodową chatę z atelier nie gorszym niż u Picasa. Jedna romansuje z nim otwarcie, a druga w ukryciu. Nie ma jakiejś allenowskiej lekkiej szajbki, jakieś neurozy, nawet romansująca pani Zaręczona i Prawie Poślubiona niespecjalnie się szamoce, chociaż świetne - i już dające do myślenia - są te sceny, kiedy jej znajomi i sam Wkrótce Mąż nawijają o jakichś zakupach, wydatkach, materializmach, a ona siedzi sobie z boku i przebywa właśnie w hiszpańskich plenerach z Hiszpanem w czerwonej koszuli albo najlepiej bez. Butów. Woody, gdzieś tam cię widzę... ;]

      A potem pojawia się Penelopa, eks-żona : wyrodna i po hiszpańsku przepięknie i cudownie trzepnięta nadmiarem temperamentu i uczuciowości, powstaje trójkąt, w którym cała trójka realizuje swoje potrzeby erotyczno-emocjonalno-psychologiczne, tworzą całkiem udany związek...i wtedy pomyślałem, że Woody to jednak chytrus jest i nie sprzedaje ślicznie sfotografowanej opowieści, wprawdzwie nie prostackiej, bo mówiącej znów nienajgłupsze rzeczy o naturze związków damsko-męskich, ale jednak nie mającej w sobie jakiejś głębszej filozofii.

      Wtedy już wszystko wiadomo - ktoś musi odpaść, i będzie to Amerykanka, która nie ma w sobie naturalnej hiszpańskości, naturalnej zdolności do zycia w takich okolicznościach przyrody. Jest młoda, chce aspirować do tego innego świata, ale nie umie zaakceptować jego reguł, kiedy zaczynają przerastać jej pojmowanie świata ukształtowanej w amerykańskiej codzienności.

      TO sa tylko wakacja. Tylko. Przygoda. Kiedy suwak idzie do góry, dziewczyna odpada, za wysokie tonacje, żeby utrzymać się w nich dłużej niż przez moment. Kochana jest, ale chce wyłączności. Nie umie byc spoiwem dla hiszpańskiej pary pokłóconych eks-małżonków, ktorzy ciągle się kochają, i to kochają pełnią uczuć, lepszych i gorszych, nie mogąc od siebie się uwolnić.

      Hiszpanka nawija w ojczystym języku, to dodatkowo wpływa na poczucie dziewczyny, ze jest jednak nie na miejscu. Że na dłuższą metę będzie dla nich tylko spoiwem, buforem bezpieczeństwa, i nawet jeśli będą ją kochali, to będzie ciałem obcym wśród nich. Nie będzie w tym uczuciu bezinteresowności.

      Jaka to ciekawa myśl o kulturowej odrębności, której nie da się tak po prostu przeskoczyć, sforsować jakąś tajemną drogą, znaleźc w sobie czegoś, czego tam po prostu w naturalny sposób nie ma; i o naturze związków miłosnych - że te prawdziwe są burzliwe i wieczne, niespełnione nigdy do końca, nawet w tej szerokiej skali uczuć, na której funkcjonują.

      I jaka uwaga, popatrzcie - Amerykanie ze świata pani Zaraz Żony chcą kupować, wyposażać, obstalowywac się dobrobytem materialnym, a Hiszpanie wakacyjni ? też chcą zdobywać, ale namiętności i pasje. Amerykanie wysiadają przez okno, w tym porównaniu ;]

      Kto tak gustownie i z gracją, w ostatnim czasie, rzucił pomidorem w american lajfsajl ? W ogole, w amerykańska kulturą codziennego przeżywania świata i siebie oraz siebie nawzajem ? Ale - nie da się tego przeskoczyć, trzeba to mieć w sobie, Amerykanin naśladujący Hiszpanów będzie śmieszny. Hiszpanie naśladujący Amerykanów będą komiczni. hej, żyjmy we własnych światach, podglądajmy siebie, ale nie łudźmy się - nie będziemy świętsi od papieża. TO może być tylko przygoda, zanurzenie i wynurzenie. Trudno zrozumieć na poziomie własnej konstrukcji mentalnej świat tak odległy, w tym obszarze, od naszego. Scarlett nie zrozumie swojego malarza i jego żony, a nawet jeśli się jej to uda - nie zdoła zaakceptować natury miłości według hiszpańskojęzycznych kochanków. Tamta jest gotowa go zastrzelić, albo zadźgać, bo on ją "zdradził oczami"... uff, jak w tym tyglu nie stracić oddechu ? dosłownie ;]

      Woody, to jednak ty :]

      Piękny, mądry, głęboki. Taki jest ten film, według mnie. Idealny.

      Się rozkręciłem za bardzo. Przytnijcie mi pazury, bo chyba przeszarżowałem z tymi wnioskami i interpretacjami :]

      anyłej... Penelopa jest zjawiskowa miotając sę jak w ukropie; Scarlett jak zwykle dobra i w swoim emploi;, a pan Bardem... po takim entree urok jego postaci musial stopniowo przegrywać z codzienną paćkaniną, w której się trochę... uzwyczajnił - ale... może to moja niekobiecość i zawiśc podskórna podsuwały mi takie wrażenia ? ;]

      CO sądzicie, o tym filmie ?

      Barbasiu, naprawdę uważasz, ze to był "Allen poniżej stanów średnich" ?
      • pepsic Re: "Vicky, Cristina Barcelona" & ? porwało Was ? 25.03.12, 11:31
        Hej Grek, jestem zaskoczona, że ten bardzo przeciętny filmik nie wnoszący żadnych większych treści wywołał u Ciebie tak duża sympatię i atencje. Tym samym przyłączam sie do opinii Barbasii. Na dowód, że się nie sugeruję, słowa sprzed kilku miesięcy, dedykację podtrzymuje:

        forum.gazeta.pl/forum/w,14,128456927,130234932,Z_cyklu_znane_filmy_.html
        Ps. Na samochodach, jak widać kompletnie się nie rozeznaję.
        • siostra.bronte Re: "Vicky, Cristina Barcelona" & ? porwało Was ? 25.03.12, 13:14
          Popieram koleżanki :) Jestem rozczarowana tym filmem, a słyszałam wiele dobrego na jego temat. Przede wszystkim, gdybym nie wiedziała, to nie wpadłabym na to, że reżyserem jest Allen! Zabrakło mi jego ironii, błyskotliwych dialogów, wszystkiego za co go uwielbiam. Z pewnością nie była to komedia, uśmiechnęłam się może kilka razy...
          Do tego dużo stereotypów. Hiszpania to raj na ziemi, gdzie korzysta się z życia pełnymi garściami. Piękne zabytki, wino, muzyka i to wystarczy do szczęścia. Spora część filmu przypomina reklamę turystyczną Barcelony :) Z pewnością to fascynujące miasto, zwłaszcza dla Amerykanów, ale obraz miasta i Hiszpanów jest jednak zbyt stereotypowy ...
          Ciekawy temat nie został wykorzystany, fabuła jest mało wciągająca i nie wywołuje większych emocji. Aktorzy nie pomagają. Scarlett jak zwykle ładnie wygląda i to wszystko, Bardem akurat nie jest w moim typie, więc jako amant mnie nie przekonuje :) Tylko Penelope wnosi trochę życia do tego filmu.
          W sumie duże rozczarowanie.
          • grek.grek Re: "Vicky, Cristina Barcelona" & ? porwało Was ? 25.03.12, 14:41
            Stanę w obronie Allena :]

            to taki późniejszy Woody, mniej zgrywus, a bardziej filozof i komentator ludzkich losów, w ogóle - zauważyłaś [zauważyliście], że kiedy on sam nie występuje w scenariuszach jest mniej odzywek, tekstów tzw. ? tak jakby nie świadomie pisał pod siebie, albo pod innych, uważając, ze tylko do niego pasują te zabawne riposty i monologi, że inni ich nie zagrają wiarygodnie i się wygłupią próbując sprostać zadaniu, którego unieść nie sposób, bo przecież będzie to od początku do końca próba naśladowania Allena, którego skopiować się nie da ?

            Ja myślę, że te stereotypy pojawiły się nie bez kozery, bo postaci są tylko figurami retorycznymi, symbolami kultur, które się nie są w stanie przeniknąć i pozostają na poziomie zaintrygowania i aspiracji przynależności, które są nie do spełnienia z powodu braku "we krwi" tego "czegoś". Nie można być czarnym naśladując raperów z Bronxu i nie można być Hiszpanką próbując oddawać się wakacyjnym namiętnościom. To coś głębszego, coś w... powiem górnowzlotnie : duszy/świadomości, może element zakorzenienia w danej obyczajowości,a może jakaś tajemna cecha charaklteru, ktorą się dziedziczy z dziada pradziada. MOżna spróbować, ale nie można tak żyć. To co dla kultury hiszpańskiej naturalne i prosto z serca, to dla dziewczyny z Nowego Jorku - piękne i westchnięcia wywołujące, ale jednak nie do złapania, ze względu na inną mentalność i doświadcznie, inny tryb wychowania i socjalizacji.

            Według mnie, są to jakieś punkty zaczepienia dla obrony tego filmu przed sugestią, iż jest on "płytki" :] .

            • siostra.bronte Re: "Vicky, Cristina Barcelona" & ? porwało Was ? 25.03.12, 19:20
              To prawda, filmy, w których Allen sam nie występuje są różnią się od tych wcześniejszych. Moim zdaniem tak bardzo, że naprawdę trudno się domyślić że reżyserem jest Allen!
              Wyjątek z ostatnich lat to "Whatever works", w starym stylu Allena, chociaż główną rolę gra inny aktor. Swoją drogą szkoda, że jednak Allen tej roli nie zagrał!
              Piszesz o figurach retorycznych w filmie, no właśnie to mi przeszkadza. Przygody bohaterów nie wywołały u mnie większych emocji, dla mnie to był film "letni".
        • grek.grek Re: "Vicky, Cristina Barcelona" & ? porwało Was ? 25.03.12, 14:25
          pamiętam Twoją ocenę :] cóż, mnie ujął i wydaje mi się, że kilka ciekawych rzeczy o róznicach między południem, a tzw. amerykańskością udało się Allenowi przemycić, o czym sie starałem pow. trochę chaotycznie nadziobać. a może to ta estetyka uwodzicielska za wszystko odpowiada ?.. jestem pewien, ze jeszcze ze dwa razy ten film będę musiał zobaczyć, żeby jakiś rozsądek w sobie obudzić ;]
          • barbasia1 Re: "Vicky, Cristina Barcelona" & ? porwało Was ? 25.03.12, 15:26
            Very goog uwagi, Greku, porządnie zatrząsnęły moją pewnością, co do pierwszej oceny tego filmu ! :)

            Ja na szczęście też mam film, też sobie go raz jeszcze obejrzę...

            :)

            • grek.grek Re: "Vicky, Cristina Barcelona" & ? porwało Was ? 26.03.12, 13:53
              miło mi :]

              z niecierpliwością czekam, Barbasiu, na Twoje uwagi.

          • pepsic Re: "Vicky, Cristina Barcelona" & ? porwało Was ? 26.03.12, 19:30
            W sumie nie powinnam się dziwić kwiecistej mowie obronnej i poniekąd nadinterpretacji, wszak wyłączność na trzy laski z punktu widzenia faceta wydaje sie byc nader pociągające;)
            (żart!)
        • barbasia1 Re: "Vicky, Cristina Barcelona" & ? porwało Was ? 25.03.12, 15:43
          Pozwolisz Pepsic, że Twoją (ponowioną) dedykację muzyczną przekleję tu:

          www.youtube.com/watch?v=dEt1H9hkHvE
          Mnie też lekko ( po raz pierwszy) rozczarowała Scarlett, podobała mi się za to Penelope Criuz, myślę, świadomie i celowo przeszarżowana, przerysowana. Streotypowy - zdobywca kobiet, namiętny kochanek (nie tylko wg Amerykanów) jest yu Hiszpan, streotypowa musi być też hiszpańska kobieta - emocjalna na granicy szaleństwa, wybuchowa, kłótnliwa awantrunica, głośno, z krzykiem wyrażająca swe emocje, szalejąca z zazdrości o swojego meżczyznę, gotowa go zabić z zazdrości (prawda Greku, to bardzo ładne było, jej okrutna zazdrość spwodowana tym, że on "zdradził spojrzeniem" ) Nieno też bym się zdenerwowała, jakbym coś takiego zobaczyła ;)) .



          • rosemadder Re: "Vicky, Cristina Barcelona" & ? porwało Was ? 26.03.12, 08:35
            A mnie Woody lekko rozczarował za scenariusz, nudny,bez Woodowskiego błyskotliwego pazura; zabrało głębszej treści, drugiego dna, ot taki przyjemny filmik o pięknych kobietach i ich miłosnych zawirowaniach
            fajny hiszpański nastrój,zgrabnie pokazany kontrast pomiędzy amerykańskim a hiszpańskim stylem życia, ale po wielkim mistrzu kina spodziewałam się czegoś więcej;
            całośc ratuje Penelope (przepiękna!) i Johansson którą uwielbiam od zawsze
            • grek.grek Re: "Vicky, Cristina Barcelona" & ? porwało Was ? 26.03.12, 13:54
              ale... czy to tylko kontrast międzuy stylami życia, czy może coś... więcej ? :]
    • siostra.bronte Przegląd Cassavetesa 25.03.12, 20:33
      To ja się wreszcie wypowiem na ten temat. Ostrzegam jednak, że nie potrafię pisać tak znakomitych recenzji, pełnych dogłębnych analiz, jak bywalcy tego forum :)
      Pierwsze dwa filmy: "Cienie" i "Twarze" jakoś przebrnęłam, chociaż łatwo nie było. Zdjęcia, montaż, aktorstwo - wszystko jakieś rozbiegane i chaotyczne, ale pewnie właśnie o to chodziło. W sumie miałam problemy z określeniem, co autor miał na myśli :)
      "Kobieta pod presją" to wreszcie "normalny" film. Poruszająca historia kobiety, która pogrąża się w chorobie psychicznej, ale i dramat całej rodziny. Nieczęsto mówi się o tym w kinie w tak otwarty sposób. Gene Rowlands jest wspaniała, nie można od niej oczu oderwać. Muszę jeszcze wspomnieć o pięknej muzyce Bo Harwooda, do tej pory za mną chodzi...
      "Zabójstwo chińskiego maklera". Myślałam, że to będzie po prostu kryminał, ale film niespodziewanie mnie wciągnął. Bohater (wspaniały Ben Gazzara) wpada w pułapkę, z której nie ma już wyjścia. Wiadomo, jak to się musi skończyć, stąd może ten fascynujący klimat filmu...
      Na koniec "Premiera". Dla mnie rewelacja. Film podejmuje tyle tematów, że trudno o wszystkim napisać. Bohaterka to słynna aktorka, która przygotowuje się do nowej roli. Wypadek, którego jest świadkiem (śmierć jej fanki) powoduje, że zaczyna się pogrążać w swoich lękach i obsesjach. Rola, którą gra w teatrze niepokojąco przypomina jej własne życie, starzejącej się, samotnej kobiety. Dziewczyna, która zginęła, być może jest odbiciem samej bohaterki, kiedy była młoda...
      Do tego świat realny i świat teatru, wzajemnie się przenikające. Sceny, kiedy kompletnie pijana Myrtle walczy o to, żeby wejść na scenę i jakoś przetrwać spektakl są przejmujące. Jakby chodziło już nie tylko o teatr...
      I znowu fantastyczna Gene Rowlands. Zasługuje na wszystkie nagrody świata za tę rolę.
      Jak pisałam wcześniej, wątek z filmu, śmierć fanki, został wykorzystany przez Almodovara we "Wszystko o mojej matce". Scena jest podobna, też pada deszcz. Dedykacja w filmie dla wspaniałych aktorek, m.in. Geny Rowlands jest więc nieprzypadkowa.
      Uff...

      • barbasia1 Re: Przegląd Cassavetesa 25.03.12, 20:59
        Bardzo dobre podsumowanie!

        Przy okazji, mam pytanie do Ciebie odnośnie "Kobiety pod presją" (1974), co było bezpośrednią przyczną decyzji męża Nicka Longhettiego (w tej roli równie fantastyczny jak Gina Rowlands - piękny i młody Peter Falk ) o umieszczeniu żony, Mabel w szpitalu psychiatrycznym. Co się wydarzyło podczas przyjęcia dla dzieci. Musiałam na moment wyjść, okaząło sie, że stało się to w najważniejszym momencie.

        Czytałam, że "Kobieta pod presja" to jedyny film Cassavetesa, który przyniósł zyski.
        :)
        • siostra.bronte Re: Przegląd Cassavetesa 26.03.12, 18:36
          Dziękuję :)
          Mabel w czasie przyjęcia, jak zwykle chciała udowodnić, że jest "miła". Namówiła sąsiada, który przyprowadził swoje dzieci, żeby został. I w trakcie zabawy zaczęła "odpływać". Były wspólne tańce do "Jeziora Łabędziego", do których Mabel próbowała namówić także sąsiada. Facet był coraz bardziej zażenowany jej zachowaniem. W końcu postanowił zabrać dzieci.
          W tym momencie przyszedł mąż ze swoją matką i zastał kompletny chaos, jego córka biegała na golasa po całym domu. Sąsiad chciał powiedzieć mężowi co myśli na temat Mabel, ale ten stanął w jej obronie. Doszło do przepychanki i sąsiad został wyrzucony z domu...
          Zapomniałam napisać o Peterze Falku, faktycznie świetna rola. A, i przekręciłam imię Rowlands, oczywiście GENA :)
      • grek.grek Re: Przegląd Cassavetesa 26.03.12, 13:51
        widać, Gena to aktorka swojego reżysera.

        dzięki za całą syntezę, i nie bądź taka skromna :]

        zaczynam trochę załować, ze mnie ominął mnie ten przegląd, ale... może jakaś powtórka się przydarzy ?
        • pepsic Re: Przegląd Cassavetesa 26.03.12, 19:42
          Nie tylko aktorka, bo i małżonka, zarazem matka trojga ich dzieci. Przypomnę, że pojawiła się w jednej z etiud w "Zakochanym Paryżu" (z naszej kolekcji), roztaczając dyskretny urok wielkiej gwiazdy.
      • pepsic Re: Przegląd Cassavetesa 26.03.12, 19:37
        Zaczynam żałować, że się nie skusiłam, ostatnio byłam mocno nietelewizyjna. Zwłaszcza "Kobiety pod presją " mi żal, poruszający fragment widziałam (widzenie z dziećmi).
    • barbasia1 Dziś w TVPKultura "Cztery noce z Anną" 25.03.12, 20:39
      dramat w reżyserii Jerzego Skolimowskiego, początek, godzina 21:25.

      "Bolesna opowieść o niespełnionej miłości dwojga samotnych, naznaczonych piętnem odrzucenia. Wspaniały duet Preis i Steranko". (GW/TV)

      W tym samym mniej więcej czasie w TVP2 w cylku "30 minut Młodego Kina" film w reż. Anny Malizewskiej "Pokój szybkich randek" (2007). Film o małżeństwie na zakręcie . Mąż zostaje skazany na wieloletnie więzienie, a żona napiętnowana przez otoczenie... - tak piszą ónież w dodatku TV GW.

      • grek.grek Re: Dziś w TVPKultura "Cztery noce z Anną" 26.03.12, 13:56
        Udało Ci się zobaczyć, Barbasiu, "4 noce" ?

        [żałuję, nie obejrzałem... akurat na Ct się instalowałem]

        • barbasia1 Re: Dziś w TVPKultura "Cztery noce z Anną" 26.03.12, 14:51
          Mam nadzieję, że szybko powtórzą "Cztery noce noce z Anną".
          Bo warto go zobaczyć, trzeba zobaczyć, to naparwdę niezwykła, niesamowita, opowieść o miłości zanurzona w mrocznym klimacie ...

          Już niesamowicie się zaczyna, bohater o fizjonomii niedalekiego krewnego Normana Batesa z filmu Hitchcocka, niezgrabnie niczym Qasimodo poruszającym się wrzuca do pieca ucięta ludzką dłoń ...

          cdn!

          :)


    • maniaczytania to ja na chwile - hurtem polece ;) 25.03.12, 21:06
      ja znowu w niedoczasie tzw. -rety, chyba po swietach zlapie troche czasu wreszcie ;)

      "Volver" widzialam, troche przysypiajac jednakze ;), ale zorientowalam sie, ze za wiele jednak nie przegapialam. Jak lubie bardzo filmy Almodovara, tak ten podobal mi sie srednio. Barbasi zajawke przeczytalam juz na drugi dzien - musisz sie poprawic ;)))

      bylam w kinie w weekend i to nawet dwa razy :)
      - ""Raj na ziemi" - to komedia z Jennifer Aniston, taka troche po bandzie jadaca, ale smieszna i rozprezajaca w sam raz po tygodniu pracy - mlode malzenstwo traci prace w Njujorku i musza sie przeprowadzic do jego brata. Po drodze jednak spedzaja noc w Elysium - takiej "komunie", a potem z pewnych wzgledow postanawiaja spedzic tam wiecej czasu. Co tam sie nie dzialo ;)))
      - "Krolewna Sniezka" z Julia Roberts - baaardzo mi sie podobala :) piekny wizualnie, smieszny, dowcipy rowniez dla doroslych, jezeli nie macie dzieci, to bierzcie jakichs bratankow, siostrzencow itp. i idzcie do kina :) Dziewczyny, nie ukrywam, ze na moja ocene tego filmu wplynela rowniez uroda, nie, nie Sniezki - Ksiecia, ktory czesto w filmie paraduje bez koszuli ;)))
      • barbasia1 Re: to ja na chwile - hurtem polece ;) 25.03.12, 21:24
        maniaczytania napisała:

        Mania mnie ochrzania! Mimo wszystko miło Cię wreszcie widzieć!
        Ochrzan, fakt, zasłużony, wybacz, przemęczonam okrutnie, niedospana, zabiegana.
        Ale to się więcej nie powtórzy. Musze sie zrechabilitować przy najblizszej okazji.

        A Ty z przespanego filmu nie dostaniesz zaliczenia, musisz obejrzeć raz jeszcze. ;))

        > "Krolewna Sniezka" z Julia Roberts
        Widziałam zapowiedzi. A kogo tu gra Julia Roberts?

        >moja ocene tego filmu wplynela rowniez uroda, nie, nie Sniezki -
        > Ksiecia, ktory czesto w filmie paraduje bez koszuli ;)))
        Ha, ha:)
        A kto gra tego pięknego Księcia bez koszuli?
        • maniaczytania Re: to ja na chwile - hurtem polece ;) 25.03.12, 22:04
          barbasia1 napisała:

          > Mania mnie ochrzania! Mimo wszystko miło Cię wreszcie widzieć!
          > Ochrzan, fakt, zasłużony, wybacz, przemęczonam okrutnie, niedospana, zabiegana.

          No kochana, mnie tu sciezka zdrowia straszono, wiec sie sprezylam, a Ty? ;)))

          > A Ty z przespanego filmu nie dostaniesz zaliczenia, musisz obejrzeć raz jeszcze
          > . ;))

          Hehe, ja wcale duzo nie przespalam. Ja wiem, ze Ty tu probujesz "najlepsza obrona jest atak", ale ja sie nie dam wykiwac ;)


          > > "Krolewna Sniezka" z Julia Roberts
          > Widziałam zapowiedzi. A kogo tu gra Julia Roberts?

          No jak to - Zla Krolowa :)

          > Ha, ha:)
          > A kto gra tego pięknego Księcia bez koszuli?

          A nie wiem nawet, to mniej wazne w sumie ;)
          • barbasia1 Re: to ja na chwile - hurtem polece ;) 26.03.12, 15:03
            Mnie nie straszono, dlatego tak wyszło. ;)

            Gdzież tam, Maniu, ani mi to przez myśl nie przeszło ja tylko zachącam do ponownego obejrzenia filmu i łaskawszego spojrzenia, w lepszych okolicznościach, skoro lubisz Almodovara.

            > > A kto gra tego pięknego Księcia bez koszuli?
            > A nie wiem nawet, to mniej wazne w sumie ;)
            He,he! Rozumiem, rozumiem. :)
    • grek.grek "Ukryte [Cache]" via Ct 2, słowo po 26.03.12, 11:09
      Macie może na koncie ten film ?

      O co chodzi...

      Wyobraźcie sobie, że pewnego ładnego dzionka dostajecie kasetę video. Na tejże kasecie sfilmowany jest Wasz dom. Tak po prostu. Jakby ktoś z zewnątrz ustawił kamerę, wycelował
      w budynek i nagrywał. Jeden statyczny kadr. I tak przez dwie godziny. Pytacie - o co chodzi ? I dziwicie się, jak to możliwe, że ktoś był w stanie nagrać dwugodzinny materiał - w biały dzien, ze środka ulicy, na wprost Waszych okien - pozostając niezauważonym przez Was. Więcej - na taśmie widać, jak wychodzicie z domu, więc jakże moglibycie nie zauwazyć że ktoś ten dom filmuje będąc od Was oddalonym o kilkanaście metrów na środku pustej ulicy ?

      Potem dostajecie rysunki - malowane jakby dzieciącą ręką, a na nich coś co przypomina ludzką twarz broczącą krwią.

      Dostajecie głuche telefony, Wasz młodociany syn dostaje takie same rysunki, co wy, i to podpisane przez Was... Jecie kolację z zaproszonymi goścmi - słyszycie pukanie do drzwi. Wychodzicie. Nie ma nikogo. Pod drzwiami leży tylko zawiniątko z kolejnym popisem graficznych talentów autora i nowa taśma...

      Z czasem na taśmach pojawiają się zupełnie nowe obrazy... wiodące wprost do przeszłości, do domu rodzinnego, do wydarzeń sprzed 40 lat, a później - idąc zawartymi na taśmach tropami - docieracie do pewnego mieszkania w paryskim blokowisku, ale przede wszystkim do.... głębi własnego sumienia ?

      Tak wygląda zajawka i, jako że ten film może być pokazany niebawem w Kocham KIno, czy w Jedynce, gdzie się teraz kino światowe panoszy - postaram się Wam nie wykablować, co było dalej.

      Rzecz dotyczy francuskiego mieszczanina, pana Laurenta, który realizuje się w życiu prowadząc w telewizji program o ksiązkach i rodzinnie - w udanym małżeństwie z panią redaktor jakiegoś literackiego wydawnictwa i ojcostwie - ma syna dojrzewającego. Mieszkają w dobrej, spokojnej mieszczańskiej dzielnicy, dom przytulny i dobrze urządzony, z mnóstwem książek na półkach, gdzie organizują proszone kolacyjki ze znajomymi z paryskich kręgów kulturalnych.

      To właśnie pan Laurent dostaje te wszystkie prezenty. Taki miękki terror go spotyka. Próbuje zachować równowagę, ale to nie jest takie proste. Nie wiadomo, kto, po co i dlaczego za niego się zabrał. A życie w takich warunkach proste nie jest. Paranoja narasta, zdenerwowanie i frustracja również. A z czasem dochodza kolejne zdarzenia, coraz bardziej niezrozumiałe [momentami szokujące, zwłaszcza wydarzenia w mieszkaniu nr 047] i rozbijające dotąd ustabilizowany jego i jego bliskich świat; każde z osobna zagrażające zawodowej karierze, rodzinnemu szczęściu, psychicznemu zrównoważeniu własnemu i nie tylko.

      Chcąc nie chcąc, oglądając taśmy kolejne i podrzucane na nich tropy, będzie musiał w przeszłość się cofnąć. Dokładniej, do roku 1961, ktory w historii Francji zaznaczył się
      burzliwą dyskusją i społeczno-politycznym sporem nt. statusu Algierii, podówczas francuskiej kolonii. W Paryżu doszło do demonstracji Frontu Wyzwolenia Narodowego, którą policja krwawo stłumiła. Jaki to może związek z losami Laurenta, który miał wtedy raptem 6 lat i wychowywał się na wsi, gdzie jego rodzice mieli, coś w rodzaju majątku ?

      czy sumienie może gryźć podświadomie, czy jednak trzeba zrozumieć swój czyn albo zaniechanie ?

      Laurent ma życie, jakiego zawsze chciał. Tym co napędza jego działanie, jego śledztwa, jego nerwy jest wizja utraty tej zdobyczy.

      "Dałbyś mi w pysk, gdybyś nie był tak kulturalny, gdybyś... nie miał aż tyle do stracenia, prawda ?" - usłyszy, w ktorymś momencie. Jakże to będzie brutalnie kontrujące jego własne "ja nie mam nic do ukrycia". A jednak ma, i to bardzo dużo.

      eleganckie i uszminkowane życie mieszczanina paryskiego, pana z okienka tiwi, i jego rodziny, nie wzięło się z pstryk-i-już. Ktoś za to zapłacił. Komus nie udało się, aby udać się mogło jemu. Ludzie róznie pojmują termin "udane życie", ale akurat życie Laurenta udane jest, na tyle steeotypowo i może banalnie, że aż kłuje po oczach przeciętnego obserwatora, ktoremu się udać nie mogło. Dlaczego ? Bo mniej zdolny ? a może na samym poczatku pozbawiony szans ? przywiązany za nogę do bloków startowych ? Może nie z własnej winy, moze został odseparowany od możliwości ? a może wcale nie chodziło o "udane życie" własne, a o świadomośc, że tamto jest udane, ale nie bez ceny, bez ofiary ?

      kto jest autorem nagrywanych taśm, rysunków, ktorych tak boi się Laurent ?

      On ma ciągle podejrzenia, ma nawet wewnętrzną pewność od pewnego momentu. Tak dużą, że każde zdarzenie [syn nie wraca na noc do domu] interpretuje mimowolnie w kontekście kaset i podług swoich przypuszczeń.

      Rok 61, siekiera, pieniek, krew, kurczak bez głowy miotający się po podwórzu... tu jest przyczyna ? czy może w jednej z ostatnich scen, dziejącej się na dziedzińcu domu rodzinnego Laurenta, której widok kamera celebruje z pozycji dokładnie takiej samej, co paryski dom Laurenta 40 lat później... A moze wcale nie chodzi o Laurenta, moze został wyznaczony do wzięcia na siebie wyrzutów znacznie dalej i głebiej sięgających niż jego własna przeszłość ?

      Kto nagrywa taśmy ? Właśnie, zobaczycie, sami siebie spytacie czy podejrzenia Laurenta były prawdziwe. Czy ci wskazani - mają coś z tym wspólnego, rozważycie poszlaki i możliwości zaprzeczeń... a może wcale niczego się nie dowiecie, może taśmy pozostaną bezimiennym, bezcielesnym, ale surowym i oskarżycielskim palcem wymierzonym w sytość osiągniętą kosztem głodu, zadowoloną gebę cięzmiężcy i oprawcy słabszych ? Moze to jakaś materializacja historycznych zaszłości, opowiedzenie się po jednej ze stron, a może tylko proba zawstydzenia i zmuszenia do rachunku sumienia ? MOże nie samego Laurenta, może on jest tylko wybrańcem losu...

      tak czy owak, odpowiedź sami będziecie musieli znaleźć :]

      Warto, według mnie, składać ją z jakąś mimalną znajomością wydarzeń z roku 1961 we Francji, stosunków pomiędzy Francją, a Algierią na przestrzeni tych 40 lat dzielących od siebie wydarzenia ekranowe. Sa one tutaj jednoznacznie przedstawione i zakomunikowane jako klucz interpretacyjny. Po części sam Laurent przypomina, co się wtedy stało, w rozmowie z żoną, ale na 61 roku rzecz sie nie zakończyła...

      To jest bardzo francuski film, rozgrzebujący francuskie spory i dyskusje, pewnie dlatego triumfował w Cannes. Ale jednocześnie bardzo lewicowy, rewizjonistyczny, jakoś tam uniwersalny : i wtedy [2005 rok, 4 lata po tym 9/11 przypisywanych islamskim terrorystom; narastający gniew wobec arabów, ale i z drugiej strony - poszukiwanie źródeł terroru w krzywdach jakie arogancki Zachód wyrządzał od stuleci łupionym i wykorzystywanym przezeń] i teraz [euro-polityka wobec imigrantów z państw arabskich, generalnie - rozwarstwienie społeczne] . Podobny w wymowie, wg mnie, do filmów, jakie można by w POlandzie nakręcić o stosunkach polsko-żydowskich, chociaż żydzi w Polsce byli mniejszością, diasporą,, a tutaj rzecz dotyka [również] francuskiej polityki wobec jej byłych kolonii, a więc przeszłości daleko odleglejszej od czasów dzieciństwa messieur Laurenta.

      Obok tego wędruje sobie wątek człowieka postawionego w sytuacji opresyjnej. Nie rozumiejącego, co się wokół niego dzieje. Zmuszanego do refleksji, do wspomnień [ile pamiętacie z czasów, kiedy mieliście 6 lat ? Laurent szuka jakichś informacji u własnej matki, ma sny, pomagają mu też taśmy, które go wiodą za rękę niemal do celu], próbującego coś z nich złożyć.

      Czy to z czym się w końcu spotyka, przeszłość 40 lat później, jest w stanie cokolwiek mu przekazać, to już rzecz doocenna. On ma przede wszystkim własne życie i przyczółki. Pragnie je utrzymać. Czy zrozumie cokolwiek z historii jaka go spotyka, jej wymowy i sensu, kiedy nie zdoła w sobie stworzyć środowiska odpowiedniego dla takiej operacji ? myślę o empatii. Nie można przejąć się czymkolwiek zafiksowawszy się na sobie i swoim stanie posiadania, odrzucając samą wolę zrozumienia [rozmowa w toalecie, w gmachu tiwi].

      świetna kompozycja calości.





      • grek.grek "Ukryte [Cache]" via Ct 2, słowo po 26.03.12, 11:26
        na ekranie hasają Daniel Auteil i Juliette Binoche, czyli ekranowe kwintesencje francuskości.

        Ujęcia z nadania reżysera Haneke : są długie, wymowne, sceny szczególnie istotne są cyzelowane, kadr jest niemal zatrzymany - tak było także w Funny Games w dwóch czy trzech momentach, zwłaszcza w momentach tragicznych, tak samo jest i tutaj [szokująca - nawet jak na kino XXI wieku - scena w mieszkaniu 047, której wymowy nigdy nie pojmie wypieszczony Laurent, ale możliwe, ze i wielu z nas także]. W kilku momentach obraz na ekranie leci z taśmy, film w filmie, po chwili zostaje to wyjaśnione.

        Montaż staranny. Scenariusz zajmujący i, jw. starałem się niezdarnie nakłapać - zmuszający do zastanowienia, a jednocześnie tyle w nim zagadek i łagodnych, ale zdecydowanych skrętów i slalomów akcji, czy też na moment wybijanych niespodzianek, że nie tylko stawia pytania [co je wyżej probowałem sformułować, nieudolnie], ale przy okazji trzyma za kołnierz przed ekranem przez całe 2 godziny w stanie wysokiego zaciekawienia, jako dobry dreszczowiec albo psychokryminał.

        Bardzo zachęcam, jesli jeszcze nie widzieliście - musicie spróbować. Bardzo dobry film.
        • barbasia1 Re: "Ukryte [Cache]" via Ct 2, słowo po 26.03.12, 16:26
          Intrygujące! Zachęcające bardzo. Dzięki!

          :)
          • grek.grek Re: "Ukryte [Cache]" via Ct 2, słowo po 27.03.12, 13:28
            moja przyjemność :]

            film bardzo bardzo warto zobaczyć, jesli w czeluściach jakiejś wypożyczalni nań natrafisz - sięgaj bez obaw.
    • barbasia1 Dziś w TT na żywo "Szkoła żon" Moliera. 26.03.12, 14:26
      forum.gazeta.pl/forum/w,14,134579673,134579673,Dzis_w_TT_3_spektal_na_zywo_Szkola_zon_Moliera_.html
      :)
      • pepsic "Szkoła żon" / "Idź i patrz" 26.03.12, 19:55
        Hej, hej szczęśliwi posiadacze tvp kultura, co wybieramy na dziś?
        Seweryn na żywo nie lada gratka, z drugiej strony ostatni spektakl w tej formule nie zachwycił. Z kolei rosyjski dramat wojenny, o którym wspomniałam w sąsiednim wątku - ciężki kaliber i bardzo wartościowy.

        • grek.grek Re: "Szkoła żon" / "Idź i patrz" 27.03.12, 13:07
          U mnie ofk Lalka [4] była [TV Puls ma plusa-giganta u mnie], zupełnie zapomniałem ostatnio o tym, że przeca mam TVP KUltura...

          dzisiaj, mam nadzieję, obejrzeć MOrfinę, ale kruca znów mam zapętlenie : mecz, potem ost odcinek Californication nakładające się na emisję w TVP K., i ew. o 2:50 powtórka - może jakoś to dziabnę... Będziesz MOrfinę rzeczoną oglądała, Pepsic ?

          [tydzień kina rosyjskiego ? - w czwartek "Ładunek 200", który reklamowany był, jeśli dobrze pamiętam, to chyba także i przez Ciebie ?]

          • pepsic Kino rosyjskie 27.03.12, 14:57
            Z rzeczoną "Morfiną" miałam już przyjemność. Rzecz o lekarzu morfiniście zesłanym na daleką prowincję. Akcja nieśpiesznie rozgrywa się we wspaniałych, rosyjskich klimatach (wygląda, że wnętrza są autentyczne, bo zima na pewno), ale bez fajerwerków.
            A tak, to ja wspominałam o "Ładunku200" tegoż samego reżysera Aleksieja Bałabanowa. Trzeba obejrzeć, ale spokojnej nocy nie gwarantuję:)
            W świetle powyższego wypada mieć nadzieję na kolejną propozycją z dorobku reżysera - bardzo dobrą "Wojnę".
            • barbasia1 "Morfina" TVPKultura 22:50 27.03.12, 16:01
              Na stroniach filmowych piszą, że "Morfina" jest ekranizacją autobiograficznych nowel Michaiła Bułhakowa zamieszczonych w zbiorze zatytułowanym "Zapiski młodego lekarza" oraz opowiadania pt. "Morfina" także inspirowanego biografią pisarza.

              Ciekawa rzecz, niestety bardzo późno się zaczyna, szkoda... Na początek na pewno się skuszę.

              :)
              • grek.grek Re: "Morfina" TVPKultura 22:50 28.03.12, 13:08
                Niestety, podobnie jak Ty ?, nie zdołałem obejrzeć do konca :] tzn - zacząłem zgodnie z planem, ale potem przerzuciłem na Californication, a doczłapanie do ostatnich 25 minut powtórki [od 2:50] przekroczyło moje wczorajsze możliwości.

                generalnie, dośc ciekawa opowieśc nie tyle o uzależnieniu, może w ost odsłonie zaczyna ten wątek dominować ?, ile bardziej o życiu w miejscu dalekim i pracy niewdzięcznej, które domagają się jakiejś równowagi, a taką okazuje się szpryca morfiny w zadek albo w żyłkę.

                nocna jazda saniami gonionymi przez wilki, seks z atrakcyjną nałożnicą posiadacza ziemskiego [ziemiańskiego ?], amputacja roztrzaskanej nogi [bardzo naturalistyczna scena, i noga też], odbiór nietypowego porodu [poprzeczne ułożenie płodu[]... w sumie, facet nie mógł narzekać na brak zajęcia ;] Do tego, jaka ładna wieczna zima za oknem, hehe.

                gośc zapewne nie padł od nałogu, jakkolwiek zaczął się orientować, że przybiera jego skłonność niepokojące rozmiary, a i jego kochanka # 2 mu to wytknęła. I sobie też chyba, bo zaczęli, w pewnym momencie, kłuć się oboje.

                Pepsic, pamiętasz moze, jaki był finał tej opowieści ? [ucieczka ? detoks ? coś innego ?]
                • pepsic Re: "Morfina" TVPKultura 22:50 28.03.12, 15:10
                  Miałeś nosa, zgłosił się dobrowolnie do psychiatryka na odwyk (można to nazwać ucieczką), tam wdał się w awanturę z bronią w ręku z mundurowymi, a następnie zaszył w opuszczonym kinie. Dalej nie jestem pewna, chyba strzelił samobója, ale całkiem możliwe, że zginął wskutek otrzymanej rany. Czyli upadek, bo tak czy siak spotkała go śmierć na własne życzenie.

                  Ps. Dodałabym, że powabna nałożnica będąca pacjentką okazała się szybka i chętna już przy pierwszej wizycie;)
                  • grek.grek Re: "Morfina" TVPKultura 22:50 29.03.12, 14:29
                    dzięki, Pepsic :]

                    nakładanie się filmow na siebie, to fatalna przypadłośc telewizyjna, hehe.

                    yes, nałożnica dynamiczna była, i ten papieros palony nonszalancko w trakcie ginekologicznego badania.

                    w ogole, cóz za wszechstronnośc tych lekarzy - zęby leczyli, rany opatrywali, amputacje, lobotomie, a jak trzeba to i weterynaria. nie tak jak teraz, od wszystkiego osobny fachowiec, który i tak umie spaprać rzecz koncertowo ;]
                • barbasia1 Re: "Morfina" TVPKultura 22:50 28.03.12, 15:33
                  A w tle jeszcze wkraczająca powoli i na tę odległą prowincję straszliwa rewolucyjna pożoga.

                  Zaczyna się od wiadomości podawanych w gazetach, które czyta właściciel majątku i rozmów w jego salonie na temat rewolucji, ewentualnego opuszczenia Rosji, kpiarskich śmiechów z felczera (Żyda), który do Partii Robotniczej się zapisał, "jakiż z niego robotnik" - zaśmiewając się powiada syn dziedzica, a kończy (popraw mnie Pepsic jesli się mylę), na spaleniu tego majątku wraz z jego właścicielami ...
                  Przejmująca tu scena, gdy przywożą poparzonego na wpół żywego dziedzica i jego córkę, dziedzic z ikoną zdaje się Matki Boskiej na piersiach mamrocze, jak w transie, "przecież byłem dla was dobry" .

                  Bardzo dobry film!


                  > Pepsic, pamiętasz moze, jaki był finał tej opowieści ? [ucieczka ? detoks ? coś
                  > innego ?]
                  I ja o to samo, Pepsic, zapytowuję. ;)

                  • pepsic Re: "Morfina" TVPKultura 22:50 28.03.12, 21:38
                    Barbasiu, opisałam finał chwilę wcześniej , uprzedzam, mogę się mylić co do szczegółów, bo nie jestem na bieżąco. Mnie tak całkiem nie porwało, aczkolwiek sporo wartości dostrzegłam, o czym sumienne wypełnienie obowiązku świadczy, nie wypominając;)
                    • barbasia1 Re: "Morfina" TVPKultura 22:50 29.03.12, 14:46
                      Dzięki, Pepsic, przeczytałam Twoją odpowiedź na Grekowy post.

                      Mnie wciagnął film, pomimo tej dusznej, mrocznej atmosfery, gdyby nie późna pora obejrzałabym do końca.
                      :)
                  • grek.grek Re: "Morfina" TVPKultura 22:50 29.03.12, 14:26
                    właśnie, ten pozar... to było podpalenie, tak ?
                    • barbasia1 Re: "Morfina" TVPKultura 22:50 29.03.12, 14:53
                      Na to wyglądało. Słowa wymamrotane przez dziedzica na to by wskazywały... Podpalenie w czynie rewolucyjnym?



                      :)




        • barbasia1 Re: "Szkoła żon" / "Idź i patrz" 27.03.12, 15:41
          Wybrałam oczywiście, ale nie bez dylematu (w podwątku o "Lektorze" wymieniłaś, Pepsic, ytuł "Idź i patrz"), "Szkołę żona", założenie wątku i podwątku jednak zobowiązuje.

          Mnie "Szkoła żon" bardzo przypadła do gustu, spektalk w klasycznej konwencji bardzo staranienie przygotowany. Świetny, prefekcyjny Seweryn (Arnolf) ale i młodzi aktorzy -Anna Cieślak i Piotr Bajtlik w rolach zakochanych - Agnieszki i Horacego!
          Tak w wielkim skrócie ...


          • barbasia1 Re: "Szkoła żon" 27.03.12, 16:03
            Jak powiedział Seweryn już po zakończeniu spektalku "Szkoła żon" jest traktatem o wszelkich utopijnych projektach.

    • rosemadder Ładunek 200 27.03.12, 15:01
      w najbliższym KK,
      miałam okazję (bo nie przyjemność) obejrzeć dzieło Bałabnowa jakiś czas temu
      nie skuszę się po raz kolejny, o nie!
      przerażający, niesmaczny, wwierca się w pamięć (szczególnie kilka scen) i nie pozwala spokojnie zasnąć i... no właśnie, i tyle
      poza wyrafinowanym okrucieństwem nic w tym filmie nie zobaczyłam co by mnie zaintrygowało, zaciekawiło, sprawiło że z czekam na kolejną scenę i ciąg dalszy, wręcz przeciwnie nie mogłam się doczekać końca tego dzieła
      ale baaaaaardzo jestem ciekawa waszych (pewnie jak zwykle różnorodnych) opini :)
      • pepsic Re: Ładunek 200 27.03.12, 15:51
        Dla mnie przesłanie jest oczywiste: wpływ systemu totalitarnego na upadek i morale jednostki. Co do powtórki waham się, czy dam radę. Mam wprawdzie sprawdzoną metodę, aby na najbardziej drastycznych scenach zamykać oczy, ale wtedy polowy filmu bym nie zobaczyła.
        • rosemadder Re: Ładunek 200 28.03.12, 11:19
          podobno nawet skompletowanie obsady filmu było problemem, po przeczytnaiu scenariusza wielu aktorów odmówiło udziału

          ☺☻☺
      • barbasia1 Dziś "Ładunek 200" TVP1 21:45 29.03.12, 15:31
        Przypominam na wszelki wypadek.
    • grek.grek Californication # 4, odc ostatni 28.03.12, 10:19
      @... the final...

      Moody pojawia się w sądzie na ogłoszeniu wyroku. W ostatnim słowie przeprasza rodzinę. Pani sędzia karcąco stwierdza, ze Moody w zasadzie największą krzywdę robi sam sobie, marnując swoje życie, takimi wybrykami, jakie zostały opisane w trakcie przewodu sądowego... I ogłasza wyrok... 3 lata więzienia...

      Moody mdleje.

      Kiedy się budzi, dowiaduje się, ze stracił przytomność zanim sędzia doczytała, ze... 3 lata, owszem, ale... w zawieszeniu :] 288 godzin prac społecznych i 25 tys dolków grzywny. Tak brzmi pełna wersja.

      Moody jest więc szczęśliwy, jak szczypior na wiosnę i spędza cały dzień z adwokatką, z ktorą ma wciąż i wciąż romansik, poki co pozbawiony deklaracji z obu stron.

      Wieczorem ma się, u Marcy i jej nowego faceta, Stuarta, odbyć impreza, na której oficjalnie wystartuje ekranizacja tej powieści Hanka, co mu ją Mia ukradła [Barbasia nadąża, ale czy ktoś jeszcze ? ;)], a potem się okazało, w okolicznościach skandalicznych, ze to jednak Hank ją napisał i przywrócono mu autorstwo.

      Hank przychodzi z adwokatką, a Karen ze swoim śniadym kolegą, z którego Hanka żartuje niepoprawnie politycznie ["czarny i do tego cyganeria... czarnyganeria ?"], w odpowiedzi na co, dowiaduje się, ze "nie dostał jeszcze w ryja tylko dlatego, że jest raczej godny politowania". Co ciekawe, Karen sama zachęca swojego przyjaciela, zeby Hankowi zamalował w dziób [" obraził cię, czy nie powinieneś dać mu w gębę ?"] ;]

      Pojawia się Charlie ze swoją młodą panną, która na wejściu chwali sie, ze mieli z Charlie seks , podczas którego łysy poplamił się jej krwią menstruacyjną [Hank i łysy, jak na komendę, aż łapią się z niesmakiem za głowę po jej wywodach]l złazi się aktor - juz bez brody a'la Brad Pitt, ale nadal hałaśliwy, będzie w tej ekranizacji odtwarzał rolę Hanka; aktorka Sasha z jakimś wymoczkiem.

      Przy stole dominują rozmowy z seksem w tle, a aktor dokonuje wiwisekcji związku Hanka z Karen, niby z okazji lepszego wczucia się w rolę, zadaje im pytania a'propos ich relacji, a oni szczerze odpowiadają, że się między nimi popie,przyło - nic nowego w temacie marioli; Hank i śniady kolega Karen dogryzają sobie przez stół, Hank dowiaduje się, ze "posądzany jest o posiadanie wdzięku i dobrego serca, nie mając ani serca ani wdzięku". Aktor proponuje Karen seks, żeby lepiej zrozumieć wnętrze Hanka. Karen oświadcza że ze śniadym kolegą i obiema córkami wyjeżdzają [chyba do Waszyngtonu, ale nie dam głowy],co Hanka alarmuje od razu.

      Wreszcie łysy, ośmielony idiotyczną paplaniną swojej młodej kochanicy, wyznaje histerycznie, ze kocha wciąż Marcy i że nie może o niej zapomnieć [Hank na to dumnie "mój przyjaciel i mój agent"]. A Marcy odpala, ze jej dziecko, to dziecko Charliego. na to kochanka łysego wbija mu nagle nóz z łapę i przygwożdza do stołu [czemu łysy zawsze obrywa ? a to sutek naderwany, a to coś, a to nożem po łapach...]. Marcy przez stół skacze na panne i zaczyna ją dusić. Kolega aktorki Sashy puszcza dorodnego pawia. Stuart jest załamany. Reszta zaszokowana. Tam się ludzie bawią... ;]] Wreszcie udaje się obie panie rozdzielić, aktor całuje przeciągle kochanicę [teraz, to już chyba "eks"] łysego... finał miłego spotkania przy stole w oszałamiającej willi ;]]

      Hankowi pozostaje sobie golnąc, co też czyni łażąc po basenie [tak - "po", bo pan właściciel taki ma kaprys, ze tuż pod lustrem wody zamontował przezroczystą podłogę, dzięki czemu można sobie swobodnie "chodzić po wodzie"]. Odwiedza go adwokatka, i informuje że "jak się zdecyduje na coś poważnego, to żeby zadzwonił". "Żyjesz w przeszłości, masz wielkie serce, ale nie chcesz stamtąd wrócić i żyć naprawdę, ja ci nie pomogę, tylko ty sam możesz to zrobić" - fik, i jej nie ma.

      Łazenie po wodzie w stanie wskazujacym na lekkie spożycie, kończy się wywrotką. Moody przebija cienką ściankę podłogi i leci w dół, od utopienia się ratuje go... czarny Jezus, z przepaską na biodrach i dredami a'la rasta... po chwili okazuje się on być Benem, śniadym kolegą Karen, i wcale nie ma dredów, ani przepaski i nie jest Jezusem, tamten był tylko wizją
      pijacko-traumatyczną Hanka.

      Cóz, Hank z niego kpił, a on tu mu ratuje życie... "myślałem, ze jesteś Jezusem..." - "to moje alter ego" - 'dlkaczego mnie uratowałeś ?" - "jakbym tego nie zrobił, to byś mnie straszył po nocach". Terefere i już panowie są kolegami :]

      W hotelu, gdzie ciągle melinuje się Hank, odwiedza go córka, tuż przed wyjazdem. Ojcowsko-córkowe czułe słówka, przetykane obietnicą, ze przecież wrócą. Co może zrobić Hank... no tylko życzyć powodzenia.

      Dostaje pozwolenie od Karen, zeby wrócić do domu, w końcu... będzie stał teraz pusty po ich wyjeździe.

      Wraca więc, ale... w domu jest dużo ludzi, będzie tu kręcona ekranizacja powieści jego. Wchodzi więc klasyka Stonesów "Yot cant' always get what you want" i w jej rytmach [ten kto dobiera w Californicaton muzykę do obrazów - jest mistrzem świata i okolic] Moody patrz na stare kąty, gdzie teraz kręcą sie operatorzy, ekipa, łysy, Marcy, aktor, aktorka i wspomina stare dzieje, Karen i córkę.

      Widzi aktorkę, która m zagrać Karen, i małą, która ma być Beccą. wzrusza się, bo przypominają mu się oryginały... Ta aktorka prosi go o rady, spacerują, ona go pyta 'dlaczego on [Hank niby] ją kocha ?", na co Hank "tego się nie da wytłumaczyć... po prostu kocha, to sie dzieje samo przez się' - cóż za pokora wobec irracjonalizmu uczuć :]

      w tym samym momencie przebitka na Karen i Beccę, które właśnie są w drodze do Tam GDzie Wyjeżdzają, i na postoju na stacji benzynowej, widzą auto z facetem w środku, który to obrazk na myśl przywodzi Hanka - rzeczywiście, z tyłu wszystko pasuje... wstrzymują oddech... ale to ofk nie Hank, tylko jakiś ztyłupodobny gość. A więc, pamięć w rodzinie nie ginie.

      W retrospekcjach wraca Karen, córka, łózkowy romantyzm...

      Wreszcie, wsiada Moody w auto i odjeżdza, autostradą przed siebie, pod promieniami słońca[ co za kicz... ;)]. I Stonesi w tle.

      Niezłe zakończenie bardzo dobrej serii.

      Czy on w każdej napotkanej kobiecie widzi Karen ? Może sypiając z nimi - sypia zawsze z jej odbiciem w nich, z tym czymś w nich, co mu ją przypomina ?

      ostatnie sentymentalne as hell 6 minut w wersji oryginalnej :
      www.youtube.com/watch?v=vg-TUdjySFI
      • barbasia1 Re: Californication # 4, odc ostatni 28.03.12, 14:47
        Czyli jednak wyrok, ale w zawiasach. :)

        Ładne to zakończenie, ale nie ma co się specjalnie wzruszać, bo Hank już wrócił z piątą serią. Czesi na pewno pokażą 5. sezon, ale czy u nas zobaczymy 4. i 5. serię, ciekawam bardzo?

        Dzięki, Greku! Mam nadzieję, że nie tylko ja śledzę przygody Hanka via FT, że są tu jeszcze jacyś cisi wielbiciele. ;)

        Muszę Ci powiedzieć, że trzecią serię stawiam wyżej od tej czwartej, dobrze wygrany został, świetny imo, koncept Hanka-wykładowcy romansującego na raz 3 paniami w różnym wieku i na różne sposoby związanymi z californijszkim uniwersytetem (studentką, wykładowczynią-żoną szefa i asystentką-doktorantką), poza tym mam wrażenie, że w 3. serii jednak więcej było żartów sytuacyjnych oraz zabawnych dialogów.

        Ta aktorka prosi go o rady, spacerują, ona g
        > o pyta 'dlaczego on [Hank niby] ją kocha ?", na co Hank
        "tego się nie da wytłum
        > aczyć... po prostu kocha, to sie dzieje samo przez się' - cóż za pokora wobec
        > racjonalizmu uczuć :]


        To musi być prawdziwa miłość. ;)

        Racjonalizm uczuć? - co to takiego?
        • grek.grek Re: Californication # 4, odc ostatni 28.03.12, 15:08
          jednak :] a nasz bohater zemdlał po usłyszeniu "3 lata...", budzi się i dowiaduje się, co się stało, pyta 'naprawdę zemdlałem" - [tak]... " zemdlałem ? jak mała dziewczynka ?.." - hehe.

          tak właśnie, V seria w użytkowaniu, ale te zamknięcia zawsze są bardzo dobre - do tej pory były jednak jakieś niespodzianki, a to ucieczka Karen z Hankiem z własnego przyjęcia weselnego, 3 seria - aresztowanie Hanka, a to omawiane... takie wręcz nostalgiczne; mnie się wydaje, że nie byli pewni tej V-tki, więc spięli całą historię, od 1 do 4 serii puentując ją ekranizacją fimu o wydarzeniach tych opowiadającym. Niezłe podsumowanie. wydaje mi sie, ze decyzja producenta była w powijakach, i scenariusz jakoś tak opcjonalnie zakładał, ze to może być koniec, a jednocześnie niczego nie zamykał w sposób definitywny, bo przecież nie wiadomo, dokąd on jedzie, a wiadomo, ze one wrócą, poza tym - absoutnie nie ma chemii między Karen, a tym jej nowym kolegą. Co o tym sądzisz ?

          mnie się jednak IV seria bardziej podobała, może dlatego, ze gdzies tam było jej bliżej do pierwszej, niezapomnianej i wg mnie tej, która wyznaczyła dla wszystkich pozostałych układ odniesienia. te okołopierwszozenowe klimaty, takież miejsca, podobnież okoliczności przyrody, w III były tylko z rzadka. I w IV serii chyba mniej było nowych postaci, które - w III s. - wg mnie nie do końca spełniały kryteria dopasowania do głównych bohaterów.

          chocholik się wkradł w moją pisaninę... chodziło mi o irracjonalizm :] niewiadomizmpochodzenia :]

          • barbasia1 Re: Californication # 4, odc ostatni 28.03.12, 17:18
            Ha, ha. Najpierw fika, ładuje się w kłopoty, a potem mdleje, co za facet, dobrze, że choć nie płakał jak mała dziewczynka. ;)

            Zgadzam się z Tobą.

            Postać Hanka, pisarza skandalisty i lekkoducha kontrastowała z postaciami z kręgu uniwersyteckiego, z szacownym Dziekanem Koonsem na czele, ale właśnie z tego kontrastu wynikało wiele komicznych sytuacji i zdarzeń. Poza tym postaci kobiece były lepiej zarysowane charakterologicznie, powiedziałabym, ze nawet ciekawsze od tych z poprzednich serii.



            > chocholik się wkradł w moją pisaninę... chodziło mi o irracjonalizm :] niewiado
            > mizmpochodzenia :]

            To ja! To ja Ci zrobiłam tę literówkę. Teraz to zobaczyłam! Jakim cudem, nie wiem. Przepraszam. Późno poszłam spać.
            • grek.grek Re: Californication # 4, odc ostatni 29.03.12, 14:25
              och, pecha miał, po prostu... :]

              ten dziekan, to był też niezły agent momentami, a jego pociąg do trunków niemal dorównywał Hankowemu, hehe.

              kobiece postaci - istotnie, masz rację, w III były chyba najciekawsze; trójka "gracji" kręcących sie wokół Hanka - innych od siebie pod każdym względem : typu urody, stylu bycia, osobowości.

              hehe, no problemo :]
              • barbasia1 Re: Californication # 4, odc ostatni 29.03.12, 15:19
                Właśnie.
                One miały plany, ambicje, marzenia, przede wszytskim już dojrzałe, poważne podejście do związku (opócz najmłodszej, studentki) i poważne zamiary wobec Hanka ... ;)

                Zapominieliśmy o jeszcze jednej fantastycznej postaci kobiecej występującej w 3. serii, o babie z jajami trzesącej facetami, czyli szefowej Charliego, :))

                Wiesz, chyba już wiem dlaczego tak mi się ten 3. sezom tak podobał. Bo był feminizujący. ;))

                Cieszę się, żesmy tu doszli do zgody . :)

                Przepraszm raz jeszcze!
                :)
                • grek.grek Re: Californication # 4, odc ostatni 29.03.12, 15:46
                  a tu bym się z Tobą, Barbasiu, nie zgodził :]
                  chociaz, to zależy od definicji "dojrzałe podejście do związku".

                  pani dziekanowa była rozczarowana małżeństwem i puściła się z Hankiem, druga pani, asystentka, była w dołku po rozstaniu z kolejnym facetem, więc... puściła się z Hankiem, zeby zapomnieć/podnieśc sobie poziom endrofin;, a striptizerka w ogole nie planowała zachodzenia w związek, w związku z czym się nie puściła, tylko miała z Hankiem seks bez daleko idących zobowiązań, dlatego, ze się sobie spodobali nawzajem :]

                  według mnie, każda miała racjonalne powody, ale może właśnie studentka była najzdrowsza w tym gronie ? najbardziej bezinteresowna i naturalna ?

                  och, Sue Collini - ale masz pamięć świetną, a ja przecież właśnie jestem w trakcie poowtarzania III serii [TVN 7, jeśli udało Ci się złapać - polecam, czwartki i niedziele, po 23:00], fakt że nieregularnie, ale zawsze ;] Sue Collini, rany - mistrzyni świata i okolic, patrzę na tę III serią ponownie i jak mogłem zapomnieć, przecież to najlepiej napisana i zagrana postac, poza wiadomą Dwojką Nieustraszonych ;]. rewelacja. Sue Collini.

                  haha, no może i tak, rzeczywiście kobiety rządzą w tej serii.

                  nie przepraszaj, Barbasiu, bo mi się głupio zrobi, a chyba nie chcesz tego ;] Nie ma za co i kropka.

                  ja bym powiedział
                  • barbasia1 Re: Californication # 4, odc ostatni 31.03.12, 16:54
                    Ale się zapędziłam!!! (trochę mi się pozopominało)

                    Oczywiście, masz rację dziekanowa dopuściła się zdrady małżeńskiej, trudno więc tu mówić o dojrzałym, poważnym podejściu do związku. Nie usprawiedliwa jej nawet fakt, że jej mąż wcześniej zrobił to samo, a ona nosząc cały czas w sercu urazę chciała koniecznie wyrównać rachunki (nie z Hankiem, to z pisarzem).

                    Pewnie Hank był na początku pocieszeniem dla Asystenki po traumatycznym rozstaniu z poprzednim facetem (który długo był z nią w niesformalizowanym związku, bo ta nie naciskała, a ostatecznie oświadczył się innej po krótkiej znajomości - jakież to typowe ;). Poźniej chyba się jednak zaangażowała (nie pamiętam dokładnie). W każdym razie ich oczekiwania wobec siebie nawzajem były różne. Asystentka miała naturalne dla wiekszości kobiet w tym wieku potężne parcie na założenie rodziny, posiadanie dzieci, zaś Hank etap zakładania rodziny miał już za sobą i nie miał ochoty na powtórkę (w tym momencie).

                    > według mnie, każda miała racjonalne powody, ale może właśnie studentka była naj
                    > zdrowsza w tym gronie ? najbardziej bezinteresowna i naturalna ?

                    To zależy od tego jak zdefiniujemy "zdrowe" podejście do relacji damsko-męskich. ;)

                    Ja bym powiedziała tak - pragnienia i oczekiwania Hanka i studentki były zbieżne - oboje chcieli tylko seksu bez zobowiązań. Tym samym studentka najbardziej pasowała do Hanka.

                    Sue Collini - "mistrzyni świata i okolic" - ha, ha, dobrze powiedziane! :)

                    Kobiety rzadzą a kazda z nich jest wielowymiarowa i interesująca na swój sposób.

                    > nie przepraszaj, Barbasiu, bo mi się głupio zrobi, a chyba nie chcesz tego ;] Nie ma za co i kropka.

                    Never!
                    Good. :)))

                    • grek.grek Re: Californication # 4, odc ostatni 02.04.12, 10:26
                      kruca, sam bym tego dziekania zdradził ;]] antypatyczny gość, sztywniak i pseudomaczo.

                      dobrze pamiętasz. Wczoraj leciał ten odcinek, w którym Hank próbuje z całą trójką swoich "gracji" zerwać, i z żadną mu sie nie udaje tego dokonać, bo się okazuje, że - właśnie & otóż to - się zaangażowały wszystkie, co do jednej. Studentka też, wyobraź sobie, Hank chce z nią przestać się spotykać, a ona na to, że to nieładnie z jego strony, bo ona taka "na seks tylko" nie jest :] Wprowadziłem Cię w błąd z powodu własnej słabej pamięci.

                      orajt :]

                      • barbasia1 Re: Californication # 4, odc ostatni 02.04.12, 20:54
                        Hahaha. :))
                        Peter Gallagher, jakże on jest przekonujący w tej roli antypatycznego gościa.

                        Czyli jednak w końcu wszytskie się zaangażowały na końcu, nie byłam tego pewna (choć sama przecież opisałam kilka odcinków,) Dzięki! Teraz sobie przypominam! Dziekowa chciała mężusia swego dla Hanka porzucać. I studentka też w końcu chciała czegoś więcej! Nie wiem czy to zniewalający urok Hanka tak działał, czy to sprawka oksytocyny? ;)

                        Takie są właśnie kobiety. Niezależnie od wieku pragną miłości, bliskości duchowej, prozumienia, zrozumienia, a nie tylko sexu i sexu jak faceci. ;)



                        • grek.grek Re: Californication # 4, odc ostatni 03.04.12, 15:36
                          hehe :] no i dzięki niemu udało się w krzywym zwierciadle przedstawić kalifornijską klasę akademicką.

                          hah, trudno orzec, ale : Hank i stabilizacja, związek... nah... chyba płonne marzenia.

                          ho ho ho ;]
                          • barbasia1 Re: Californication # 4, odc ostatni 03.04.12, 16:19
                            O tak. :)

                            Owszem, płonne marzenia, z tym że , one , nie zdawałay sobie sprawy, że ich zaangażowanie jest w tym przypadku od początku skazane na porażkę, bo miały pecha ulokować uczucia w niewłaściwej osobie.


                            > ho ho ho ;]

                            Hehehe :))))
                            Ale czy ja źle mówię? ;)
    • grek.grek "JUlia" [ze spojlerem i bez] 29.03.12, 10:15
      2,5 godziny z Tildą Swinton. pomyślałem, że można spróbować ;]

      Julia filmowa, to wesoła babka, jej ulubiony sport : wypad do knajpy, kilka sztafet cztery razy sto [gram], urwany film i powrót do domu w stanie nieważkości w ramionach przyjaciela, Mitcha, albo przygodnie poznanego jegomościa. Ten styl życia nastręcza jej problemow w pracy - szef nakazuje jej podjąć leczenie.

      Na mityngu "ludzi z problemami" spotyka Elenę, młodą Meksykankę, która okazuje się być jej sąsiadką. Miła, uśmiechnięta, trochę roztrzepana...co jej dolega ? później się okaże, że - głowa.

      Elena, wyczuwając w niej jakieś pokrewieństwo dusz kobiecych, albo też korzystając z okazji, która się nadarza : wtajemnicza ją w swoje plany. Otóż, Elena ma 8-letniego syna. Mieszka on z dziadkiem, multimilionerem o nazwisku Whitaker. Małżeństwo Eleny z ojcem chłopca rozpadło się z powodu śmierci z przedawkowania prochów tatusia. Elena dostała korby, a dziadek wykorzystał okazję i zdobył prawa do opieki nad chłopcem [Tomem]. Teraz Elena chce chłopca po prostu... porwać. Proponuje Julii, ze zapłaci jej 50 tys dolków [które zostały jej po męzu, w formie akcji na okaziciela i jakiejś gotówki] za pomoc. Elena zna rozkład tygodnia swojego syna, chce wykorzystać moment kiedy będzie on nad rzeką ze swoim opiekunem, stamtąd go zabrać i zwiać z nim do Meksyku.

      Julia się waha, początkowo odmawia, ale wskutek trudnej sytuacji w pracy, marudzenia do ucha Mitcha, który namawia ją do zmiany trybu życia i generalnie kłopotów z kasą - decyduje się wejśc w cały temat. Ale nie na zasadach Eleny, zdradzającej wyraźnie objawy nadmiernej egzaltacji i az niebezpiecznie zdeterminowanej. Zamierza przechwycić dzieciaka, doprowadzić do spotkania małego z matką, wziąć kase, a potem... oddać dziecko dziadkowi. Załatwia sobie rewolwer od kolegi z czarnego getta [rzecz dzieje się w Los Angeles], uzbraja się w samochód i przygotowuje do akcji.

      i tu zajawka ma swój finał. Dalej spojler, kto chętny - voila :]

      ...

      Zaczaja się więc nad tą rzeką, gdzie mały łowi ryby pod okiem opiekuna. Najpierw przebija oponę w aucie, którym przyjechali. Opiekun szukając pomocy, a dokładniej - lewarka, podchodzi do je auta. Ona - cała w nerwach - mu pożycza. Po podsadzeniu auta zwraca sprzęt, wkłada go do bagażnika, a Julia wykorzystuje okazję, rusza z kopyta, facet zdaje się dostaje klapą w łeb... Pistoletem Julia terroryzuje chłopca, pakuje do do bagażnika i chodu.

      Melinuje się z przerażonym dzieciakiem w moteliku, jak z Psychozy. Pakuje go pod prysznic, potem ubiera [ukradła go kiedy był w samych majtkach], następnie związuje i skleja taśmą i kładzie za kanapą. TEraz chce się skontaktować z Eleną, odebrać kasę, a potem oddać dzieciara dziadkowi.

      W tiwi szybko pojawia się info o porwaniu. Podejrzewana jest Elena, która zapadła się pod ziemię, pod jej domem koczują policjanci. Nici z biznesu z mamusią.

      JUlia wdraża plan B : dzwoni do dziadka chłopaka twierdząc, ze ma informacje o miejscu pobytu jego syna, i żąda 2 milionow dolków za adres domu, w ktorym jest on przetrzymywany. Kasę ma Whitaker wrzucić do skrzynki pocztowej # 444 na dworcu [kolejowym/lotniczym, nie jest to chyba określone, whatever...]. Stary się zgadza.

      W motelu robi się chryja, kiedy rano pokojówka przychodzi rutynowo zrobić porządki. Julia ją wyprasza, ale i tak kobiecina zdązyła zobaczyć wystające zza kanapy związane stopy chlopca. Julia musi więc zapakować Toma w bagażnik i znów uciekać. Tym razem na pustynię, gdzie chce przeczekać do wieczora, a potem odebrać kasę. No i na tych pustynnych rubieżach trochę się zakolegowuje z małym, zresztą bardzo pojętnym, szczerze mu wyjawiając całą prawdę o tym, dlaczego został uprowadzony i przedstawiając jego matkę w samych suplerlatywach.

      Noc przychodzi. Julia zostawia małego w krzakach w pustynnej okolicy i - cała w nerwach ale trzy razy bardziej niż zwykle - czeka na dworcu obserwują swoją skrzynkę pocztową. Wreszcie zjawia się gośc z dużą teczką i wkłada ją do środka. Julia rozgląda się dookoła, strach - czy ktoś obserwuje skrzynkę i zgarnie ją, kiedy tylko się zbliży do niej ? Idzie do toalety, strzela setkę na zachętę i dopinguje siebie samą przed lustrem. Podchodzi do skrzynki, rozglądając sie ukradkiem i widzi trzech podejrzanych typów w bocznym korytarzu. Ucieka bez podjęcia pieniędzy. A oni ja gonią. A przed dworcem widzi policjantów przy jej samochodzie. Wsiada w autobus. I dyla. Wysiada na pierwszym przystanku, terroryzuje pistoletem jakieś panny i zabiera im samochód.

      Dzwoni do Whitakera, z pretensjami, ze na dworcu były gliny, nie mogła wziąc forsy. Dziadek na to, że go to nie obchodzi, on swoje zrobił, a teraz chce z powrotem wnuka. Informuje też Julie, ze już została namierzona i znają jej nazwisko. Julia w szoku rozłącza się. [skąd znają jje nazwisko ? byc może znaleźli Elenę i wypaplała, a może z innego powodu, nie jest to określone].

      Wraca po chłopca, a jego nie ma... Szuka go w panice. Znajduje rankiem, i to kawał drogi od miejsca, w ktorym go pozostawiła. Mały ledwie żyje. Ona go cuci i polewa wodą. Skutecznie. Tom odyzksuje przytomność.

      Wieczorem nad pustynią zjawia się helikopter. Gania rutynowo nielegalnych imigrantów z Meksyku, którzy właśnie tędy przechodzą przez granicę. Julia wpada w popłoch na widok latającej kupy złomu ze światełkami, z której drze dzioba przez megafon jakiś kowboj. i dyla autem, razem z tymi piechurami meksykańskimi. Tak zapamiętale ucieka, a helikopter tak ją dzielnie ściga, ze aż udaje się niechcący zwiac na teren Meksyku, prosto to Tijuany. Dostaje odpowiednią reprymendę i zapowiedź, ze jesli wróci na terytorium Ameryki - zostanie aresztowana.

      W mieście Julia znajduje hotel, kupuje sobie i malemu żarcie, mały - na ciągle zapowiadane przez Julię spotkanie z matką - kupuje sobie także coś w rodzaju garnituru [na 8-latków okazuje się też takowe szyją]. Julia w barze zamawia piwo, i przysiada się do niej niejaki Diego, tubylec w kapelusiku. Oferuje swoje usługi jako przewodnik turystyczny, Julia go spuszcza po brzytwie, kpi sobie z niego "czego chcesz, wyczyścić mi basen ?". On na to "a masz basen ?", "a owszem, i to spory, mam też wielki i wypasiony dom". Diego słucha z coraz wyraźniejszym zainteresowaniem...

      Podczas kolejnej rozmowy telefonicznej z dziadkiem chłopca, Whitaker zdradza jej, ze jest u niego jej przyjaciel, który "poznał ją w telewizji, i chce pomóc" [znaczy się : już zdjęcie porywaczki Julii lata po całym stanie]. Julia domyśla się, ze chodzi o Mitcha. UMowa jest taka : Mitch zawiezie Julii kasę do Tijuany, a ona odda mu dziecko.

      Wieczorem Julia zabiera Toma do restauracji z muzyką. Jedzą, ona znów mu wstawia, że jego mama jest równa babka, widać, ze nawiązuje się między nimi nić sympatii i to sporej. Znów pojawia się Diego, z szerokim uśmiechem na gębofonie...

      ... i tę noc Julia i Tom spędzają z rodziną Diego. A rano... Tom znika. Julia ledwie dogadując się po hiszpańsku dowiaduje sie, ze przyszli do Diega jacyś faceci, zagrozii mu bronią, i kazali oddać chłopca. Powiedzieli, że zadzwonią i określą warunki okupu. No bo o okup chodzi.

      Faktycznie, zjawia się facet podający się za taksówkarza, którego przypadkiem wzięli za uszy i kazali iśc do Julii z informacjami. Chcą 50 tys zielonych. JUlia na to, ze nie ma ani centa, jest biedną matką, na co Diego "przecież mówilaś, ze jesteś bogata ?!". Diego i taksiarz porozumiewacvzo wymieniają spojrzenia, co sugeruje, że nie było to żadne porwanie, tylko zorganizowana akcja, a Diego nieprzypadkowo wypytywal Julię o jej status materialny.

      Taksiarz namawia ją żeby jednak zapłaciła, bo to "bezwzględni ludzie", zabiją małego jak nie dostaną pieniędzy. Ona w końcu ulega, zgadza się. A po gadce - śledzi taksiarza. Widzi jego spotkanie z jakimś podejrzanie wyglądającym typkiem. Wreszcie dopada go w jego chałupie i terroryzuje pistoletem. Dowiaduje się, ze herszt porywaczy, to niejaki Miguel. Wywiązuje się, między nią, a taksiarzem gwałtowna gadka...
      • grek.grek "JULia", dokończenie 29.03.12, 10:47
        ... ona znów przyznaje się, ze nie ma pieniędzy, jest biedna, ale taksiarz nadal myśli, że to ściema i grozi, ze powie Miguelowi i małemu stanie się krzywda. Julia strzela do niego, prosto w dynię. Trup na miejscu. Chwilę później do drzwi dzwoni jakaś baba, Julia obserwuje ją przez judasza. Postanawia za nią iśc. Dociera do jakiegoś ponurego blokowiska. Baba staje pod drzwiami jednego z mieszkań i nawija coś po hiszpańsku, w środku czego przewija się imię "Miguel". A więc - dobry trop.

        Julia łazi po całym tym zaszczurzonym domiszczu, brudno, graciarnia, pusto jak w horrorach... Wreszcie pojawia sie na korytarzu jakiś wyrostek w bandanie... Julia ukradkiem przygotowuje pistolet do użycia ewentualnego, ale nie zdąża, bo drugi ją łapie za szyję i wciągają się do jednego z mieszkań. Drąc ryja i celując do niej z broni koniecznie chcą wiedzieć, kto ja nasłał i skąd ma adres. Trafiła należycie. TO są porywacze, musieli ja obserwować, kiedy wlazła do budynku, i musieli ją znać. A Tom jest w sąsiednim pokoju, do ktorego i ona zostaje wepchnięta.

        Pojawia się znów chytry Diego, tym razem robi za tłumacza. Miguel i Jose [ten drugi] chcą kasy i to już. A Miguel w dodatku konieczbnie chce wiedzieć, jak ich znalazła. JUlia sprytnie kieruje podejrzenia na... Diega - "to ojn ! on was zdradził, bo chce was wydoić i uciec do Ameryki" - Diego jest wyoffowany z gry, zaraz zresztą dostaje pożegnalną kulkę.

        Sama Julia ratuje się przyrzeczenie, ze zabuli milion dolców. Dla dwóch brudasow z jakiejś meliny w Tijuanie, to jest jak wygrana w totka. Szaleją z radości. Julia dzwoni do Mitcha, w ich towarzystwie, i Mitch pechowo wypowiada zdanie "mam te DWA miliony". Teraz brudasy chcą tych dwóch baniek, i jeszce mają pretensje, ze ich Julia chciała okłamać. Puszczają ją po odbiór kasy, a potem wymiana ma być : kasa za dzieciaka.

        Zatem, Julia spotyka się z Mitchem. Odbiera walizkę z forsą. W hotelu dzieli ją na pół. Walizę zostawia w hotelu, a torbę z kasą ładuje do auta.

        Spotyka sie z Miguelem w hotelu. Próbuje blefować : słuchaj, buraku, wcale nie jestem jego matką, szczyl mnie w ogole nie obchodzi, mam kasę i teraz to on mi już niepotrzebny. Wykorzystałam cię. to ja go porwałam, baranie, sprawdź sobie informacje w mediach. Dam ci milion, ty mi go oddasz i będziemy kwita.

        Wyznaczają sobie następne spotkanie już z wymianą.
        Plan jest dobry - wieczor, ruchliwa ulica, Julia po jednej stronie, brudasy po drugiej. Oni mają malca, a ona ma worek z kasą i... pistolet. Yes, nie pokazała im wcześniej, ze go ma, nie użyła go, więc teraz calkowicie ich zaskakuje wycelowanym w nich gnatem.

        Miguel bierze torbę z kasą, zgodnie z umową. Teraz - dzieciak. Miguel już jest po drugiej stronie, ale mały nie może przebić się przez ruch samochodowy. Julia spanikowana go woła. Decyduje się sama do niego podejśc. Prawie potrąca ją samochod, w każdym razie wypada jej z ręki rewolwer.

        Miguel wykorzystuje okazję, ten drugi rzuca mu pistolet, i teraz Miguel ma kasę, pistolet wycelowany w bezbronną Julie, a małego w garści. Julia proponuje mu, zeby wziął drugi milion, który jest w aucie.

        [nie wiem, jakim cudem, skoro walizkę z jedna banką zostawiła w pokoju hotelowym, a wzięła tylko worek z drugim milyjonem na spotkanie ? a może wcale kasy nie było w tej "drugiej torbie" ? za cholerę nie mogę tego ogarnąc, a oglądałem uważnie...]

        Miguel biegiem do samochodu, bierze rzeczony worek i w długą, razem z tym swoim koleżką. Julia zostaje z Tomem na chodniku. Wróciła do punktu wyjścia. "Odwiozę cię" - mówi z rezygnacją. I kaniec fiłma.

        Za grzyba nie wiem, czy w samochodzie był ów "drugi milion", i Miguel go zabrał, czy to była zmyłka ? Jesli byl, to Julia wyszła na zero. Jesli nie, to wróci sobie po zabunkrowaną kasę w hotelowym pokoju...

        Po jej minie jednak wnioskuję, ze Miguelowi musiała oddać całość gotówki :] Jakaż by to była nieciekawa puenta, gdyby się okazało, że nie straciła szmalu, nie ? Chodziło chyba właśnie o to, że po tylu trudach i zawiłościach, koniec końców licznik się wyzerował, zatoczyła kółko i wróciła na start. Tyle tylko, ze z nalepką "kidnaperka" na czole i właściwie uniemożliwionym powrotem do domu, do Ameryki jako takiej. Ale za to... możliwe,ze wyleczyła się z nadużywania wyskokowego. Może jakoś zacznie na nowo.

        No nic, w każdym razie - dobra, sensacyjna opowieśc, ekspresyjna, naturalna i w formie oraz świetnie wyglądająca z rudymi lokami, i w dezabilu również,Tilda, zwroty akcji... Tijuana ;] Trochę podobna, ale tylko trochę, opowieśc do "Glorii" niedawno tutaj wspominanego Cassavetesa, co sam tytuł, nieoczywiście ale na bardzo daleki rzut oka, może nawet sugerować, jakby się tak uprzeć ;]





        • grek.grek Re: "JULia", dokończenie 29.03.12, 10:49
          "bierze rzeczony DRUGI MILION" - wykreślcie "worek", to przejęzyczenie było, nie zostało określone, w czym ten "drugi milion" był umieszczony :]
        • barbasia1 Re: "JULia", dokończenie 29.03.12, 19:19
          Nie mógł lepiej wybrać aktorki reżyser "Julii".

          "The film was inspired by the John Cassavetes film Gloria".
          en.wikipedia.org/wiki/Julia_(2008_film)
          Dobrego masz nosa Mr Grek!

          > Po jej minie jednak wnioskuję, ze Miguelowi musiała oddać całość gotówki :] Jak
          > aż by to była nieciekawa puenta, gdyby się okazało, że nie straciła szmalu, nie?
          Jasne, że tak.

          Dobra opowieść!
          Z czeskiej telewizji?

          :)
          • grek.grek Re: "JULia", dokończenie 30.03.12, 13:56
            hah, ale wcelowałem :] ostatnio pisaliśmy o "GLorii", a tutaj : kobieta po przejściach, malec, ona musi go chronić przed brzydkimi ludźmi, początkowo z niechęcią o obcesowo, później z coraz bardziej uruchamiającym się w niej instynktem macierzyńskim... nasunęęęło mi się.

            dzięki :]

            yes, via Ct2.

            • barbasia1 Re: "JULia", dokończenie 31.03.12, 17:03
              Brawo Grek.Holmesie! :)
              • grek.grek Re: "JULia", dokończenie 02.04.12, 10:21
                haha ;]
                dzięki, Barbasiu vel Watsonie ;]
                • barbasia1 Re: "JULia", dokończenie 02.04.12, 20:35
                  grek.grek napisał:

                  > haha ;]
                  > dzięki, Barbasiu vel Watsonie ;]

                  Hahaha :)
    • grek.grek Ładunek 200, 21:40 Kocham Kino 29.03.12, 15:50
      zapowiedzi Wasze są takie, że aż nie wiem, czy nie skoczyć po relanium przed projekcją ;]

      i od rana liczę palce u rąk, sprawdzając czy mam wszystkie, bo mogą być potrzebne, co do jednego, do zasłaniania sobie oczu w trudnych momentach.

      w razie czego, wspomogę się tymi u nóg, chociaż są znacząco krótsze, więc będę musiał ich używać jako wypelniaczy tych miejsc po bokach ;]

      żartuję, ale narobiłyście niezłej atmosfery.

      • rosemadder Re: Ładunek 200, 21:40 Kocham Kino 29.03.12, 15:57
        hihi, zaciekawić i przestraszyć greka- bezcenne:)))
        • barbasia1 Re: Ładunek 200, 21:40 Kocham Kino 30.03.12, 08:50
          Rzeczywiscie mało brakowało by zakrywać rękami i nogami oczy. ;)

          Świetny , mroczny, upiorny thriller, a jednocześnie i alegoryczny totalitarnej Rosji / z Pepsic się zgadzam/ tuż przed pierestrojką - czas akcji - rok 1984 - nieprzypadkowo jest wymieniony na końcu ...
          Mroczny potwornie, czarny smoliście obraz. Czy eizyta profesora ateizmu w cerkwi w sprawie chrztu, ma być chyba nikłym światełkiem nadziei w tej ciemności wg. reżysera, moze wskazówką.

          Sceny jak z Dodstojewskiego - rozmowy o Bogu przy wódce i kiszonych ogórkach profesora ateizmu naukowego ;) i ponurego zapitego producenta i handlarza bibmbrem z chaty na odludziu, marzącego o stworzeniu Miasta Słońca - krainy szczęśliwości.

          Postać komendanta z jego wmbirzą fizjonomią powinna trafić do galerii filmowych psychopatów i zająć miejsce obok Hanibala Lectera, Normana Batesa i innych.

          Tyle na goraąco. Do zobaczenie później.
          :)
          • barbasia1 Re: Ładunek 200, 21:40 Kocham Kino 30.03.12, 08:51
            wampirzą fizjonomią
          • grek.grek Ładunek 200, 21:40 Kocham Kino, po projekszyn 30.03.12, 13:50
            hehe, ja nie tyle nie zakrywałem oczu, ile żałowałem, ze nie mam drugiej pary ;]

            Jaka wyobraźnia scenarzysty & reżysera... powiedz [powiedzcie] mi, kto w polskim kinie zdobyłby się na scenę, w której przypięta kajdankami do poręczy łózka młoda pannica jest konsumowana w jakimś pijackim barłogu przez podpitego komsomolca, obok leży trup jej narzeczonego, odziany w mundur radziecki, a przygląda się tej scenie kamiennolicy kapitan milicji, który ją porwał, upił i rezolutnie uznaje, ze robi to, bo ją kocha; w sąsiednim zaś pokoju mama kapitana, o wyglądzie podstarzałej wiedźmy z horrorów, ogląda, nie rozumiejąc chyba ani słowa, obrady KPZR... przecież to majstersztyk :] Scena nie tyle przerażająca, co cudownie surrealistyczna i niemal dowcipna :] Ironiczne podsumowanie momentu przejścia - rok 84, zaraz politbiuro przejdzie w ręce Gorbaczowa, zacznie się pieriestrojka, koniec zimnej wojny, potem Jelcyn, pucz Janejewa, oligarchowie zrobią fortuny na zaszokowanym narodzie,powrócą tęsknoty nie tyle za Breżniewiem, co wręcz za Stalinem, Moskwa zostanie Nowym Jorkiem, Petersburg Paryżem, a cała reszta generalnie Zadu,piem, i pojawią się wszelkie patologie z Zachodu, z narkotykami na czele, z polityczną farsą, a jednocześnie z postępującym wzrostem gospodarczym, który nie przekłąd się na lepszy los ludzi. I to wszystko tutaj jest, jak na dłoni, ze sobą razem spiknięte : bagaż przeszłości, i prognoza, a raczej - z pkt widzenia roku powstani filmu : diagnoza, tego co nastąpiło później, oraz tego co wciąz trwa.

            Co zostawia ZSRR mlodemu, zagubionemu pokoleniu w 84 roku ? spadek w postaci trupów z Afganistanu, wszechobecności uśmierzającej i pokrzepiającej wódki i tęsknoty za sprawiedliwością społeczną, której nigdy nie zaznali, ale wobec burdelu pro-kapitalistycznej zmiany zamordyzm uosabia pożądany porządek i ład. I rozrywkę. I "nowych ruskich", którzy już przebierają przedsiębiorczymi nózkami do kasy, ktora ich zdaniem [rozmowa chłopaka z gospodarzem w moriaczce, przy spirycie] "wyłącznie się liczy, jak jest pieniądz, to jest wszystko". Im już metafizyczne rozważania i egzystencjalne smuteczki nie w głowie, za dużo jest do kupienia, zeby sobie tym głowę zawracać. Stare pokolenie zostanie przed tiwi wpatrzone w sekretarzy, którzy już dawno zmarli, i stary dobry porządek, średnie pogrązy się w chaosie i marzeniach o Mieście Słońca, szklance z wódeczkę i z tym, co "kiedyś tam [też] przeczytali" w glowie, w wiecznym bezproduktywnym konflikcie o coś, czego nie sposób ustalić i co już nikomuy do niczego nie jest potrzebne, czyli dylematem istnienia albo nieistnienia Boga; zaś nowe będzie albo bezsilnym obserwatorem rządów starych kegebistów, lub jw. "nową klasą posiadaczy i biznesmenów" z willami na Aruba.

            Wiesz, wiecie, co jest najgorsze ? że nie ma dla Rosji inne drogi. Musi przez to przejśc, by z chaosu wyłoniło się coś lepszego. Ponieśc ofiarę. Takiej stajni Augiasza nie oczyszcza się w dwa pokolenia, trzeba tzrech albo czterech, być może więc to co jest teraz - to najlepszy dostępny wariant ? część koniecznej do przejścia trasy.

            Moment przejścia, w którym rozluźniają się normy i środki kontroli, nikt nie wie na czym stoi, w oparach wódy decydują podstawowe instynkty, psychopatologie i cwaniactwo. Profesor ateizmu jest moralny do bólu załatwiając siostrzenicy dostanie się na studia; gospodarz wiejski na języku ma Boga żywego, pluje na komuchów, a w głowie owo Miasto Słońca, czyli - jak sam sugeruje - sektę, komunę, gdzie "wszysstko wspólne, także kobiety", a "bogiem" jest guru, pewnie sam marzyciel we własnej osobie :]; niewinny idzie siedzieć, winny zostaje zabity w akcie wendetty - nie ma dookoła żadnego prawa, jest Dziki Zachod, bez szeryfa. Już nie ZSRR, już wieje wiatr od zachodu, a przecież jeszcze nie w pełni demokratyczny i choićby w miarę zdrowy kraj.

            Barbasiu, połowę recenzji mi zakosiłaś ;]]

            Mnie też od razu Dostojewski przygalopował do głowy, z Braci Karamazow, kiedy bodaj Iwan z Aloszą siadają przy stole, z ojcem i od razu leci "no to jak, mów : jest Bóg czy go nie ma ?", żadnych wstępów, ring wolny, runda pierwsza :]

            Yes, kapitan Żurow istotnie ma miejsce wśród postaci odpowiednio mętnych :] Powiedziałbym, ze bardzo jest to ciekawy gośc. Ciekawe są jego ewentualne motywacje. chore pojmowanie miłości ? Chyba zbyt proste by to było ? Musi to być jakaś metafora ?

            Wiesz, może to wręćz postać tragiczna ? Symbol przetrąconego kręgosłupa moralnego radzieckiech funkcjonariuszy systemu ?

            bardzo dobry film, w każdym razie, zgadzam się z przyjemnością, z Tobą, i z wszystkimi poprzednimi recenzjami.

            Czekam z ciekawością na Twój zapowiedziany "cd". I na opinie wszystkie inne, piszcie, daragoje druzja :]

            P.s : co powiesz, powiecie, na muzykę ?

            • barbasia1 Re: Ładunek 200, 21:40 Kocham Kino, po projekszy 30.03.12, 22:40
              To znaczy, że tylko ja byłam taka dzielna i niewzruszona!?? ;)

              cdn.

              PS
              Kapitan Żurow żyje i ma się dziś bardzo dobrze w Rosji , jak się okazuje!

              W dzisiejszej Wyborczej korespondent rosyjski Waclaw Radzwinowicz pisze po raz drugi zresztą o skandalu z powszechnym torturowaniem zatrzymanych w komendach policji. "Rzecz zaczęła w stolicy Tatarstanu- pisze Radziwonowicz - gdzie świętujący Dzień Kobiet policjanci zamęczyli przesłuchiwanego, gwałcąc go butelką od szampana" (sic! -ja).
              "Wiadomość o tej zbrodni wywołała lawinę skarg i płynacych z całego kraju. Okazuje się, że funkcjonariusze, którzy ktorzy w ostatnim roku, kiedy milicję przekształcano w policję., przeszli powszechną werfikację i dzis zarabiaja niemal trzy razy więcej niz do tej pory, powszechni i na codzień katują obywateli"

              A pisze o tym ponownie, ponieważ głos w sprawie wybryków policji zabrał patriarcha Cyryl, który jak donosi Radzwinowicz "wyraził troskę nie o katowanych w komandach bliźnich, lecz o propagadowy wizerunek przedstawicieli panstwowego aparatu przemocy". (sic!! -ja)
              Patriarcha wyraził obawę, że skandale w służbach mundurowych mogą doprowadzić do dyskredytacji władzy jako instytucji". Wyraził też oburzenie, że policjne brudy prane są dziś (nie tak jak w złotych czasach ZSRR) publicznie. (sic!!!- ja)

              (cytaty z GW 30.03.2012, s. 11)
              • grek.grek Re: Ładunek 200, 21:40 Kocham Kino, po projekszy 31.03.12, 14:48
                czyżbyśmy, przed filmem, dziabnęli te same leki/drinka ? ;]

                hah, no proszę, profetyczne zdolności scenarzysty "Ładunku" ? czy może inspiratywne ?
                • barbasia1 Re: Ładunek 200, 21:40 Kocham Kino, po projekszy 31.03.12, 15:06
                  grek.grek napisał:

                  > czyżbyśmy, przed filmem, dziabnęli te same leki/drinka ? ;]

                  Znowu Cię źle przeczytałam!!!!!! &#x$@! Co jest!??

                  Oboje byliśmy dzielni i niezruszeni!!! /ja na trzeźwo! :)))/


                • barbasia1 " Ładunek 200 " - cały film 31.03.12, 17:18
                  Film jest na youtube!!! Po polsku. Właśnie znalazłam.

                  cz. 1.
                  www.youtube.com/watch?v=Ft1Y3-jxugM&feature=related
                  i dalsze na pasku


                  :)
                • barbasia1 Re: Ładunek 200, 21:40 Kocham Kino, po projekszy 31.03.12, 17:25
                  grek.grek napisał:

                  > hah, no proszę, profetyczne zdolności scenarzysty "Ładunku" ? czy może inspiratywne ?

                  Pewnie jedno i drugie.
        • grek.grek Re: Ładunek 200, 21:40 Kocham Kino 30.03.12, 13:53
          ładnie to tak, straszyć innych ? ;]
    • grek.grek Wątpliwość, TVp 1, 22:25 30.03.12, 13:52
      Szkoła katolicka w Ameryce, surowa siostra zakonna oskarża poczciwego księdza o pedofilię, rzekomo uprawianą z jednym z wychowanków - nieźle brzmi, prawdaż zawżdy ? Meryl Streep vs Philip Seymour Hoffman. Nie mam pytań :] biorę z pocałowaniem w rękę. Bierzecie też ?
      • barbasia1 Re: Wątpliwość, TVp 1, 22:25 30.03.12, 21:55
        Owszem, owszem, bierzemy, tzn. ja biorę.

        Czytałam kilka dni temu gdzieś, że obie role - Meryl Streep i Philipa Seymoura Hoffmana były nominowane do Oscara.


        Tego słucham właśnie, znane, linkowane, ale ostanio obsesyjnie wręcz słucham z uwielbieniem tej świetnej kompozycji Satanowskiego do napisów w "Ekstradycji" .
        www.youtube.com/watch?v=3FzW7RBOzBY
        :)
        • angazetka Re: Wątpliwość, TVp 1, 22:25 30.03.12, 22:33
          Poza tym nominowane były Amy Adams i Viola Davis. Uczta obowiązkowa. Właśnie się zaczyna :)
          • barbasia1 Re: Wątpliwość, TVp 1, 22:25 31.03.12, 14:01
            Viola Davis jednej długiej scenie bardzo przejmująco odegrała rolę matki chłopca.
            • barbasia1 Re: Wątpliwość, TVp 1, 22:25 31.03.12, 14:02
              korekta

              Viola Davis w jednej, długiej scenie bardzo przejmująco odegrała rolę matki chłopca.
          • grek.grek Re: Wątpliwość, TVp 1, 22:25 31.03.12, 14:48
            No i ? jak było ? :]
        • grek.grek Wątpliwość, TVp 1, 22:25, no to parę slów może ? 31.03.12, 13:21
          Ja złapałem się zań. A Ty ? a Wy ?

          kameralny, dobrze napisane dialogi dlla niejednoznacznych postaci, kreowanych za pomocą pierwszoligowego aktostwa.

          Ważna konfrontacja, komu uwierzyliście ? :]

          Niby siostra złapała księdza na ten blef z telefonem, ale jednak sama na końcu wyznaje, ze ma wątpliwości. Bardzo sztucznie wypadła ta scena, bo wcześniej wątpliwości nie miała żadnych, a pojawić by się miały w momencie, w którym winny się raczej rozproszyć ? trochę to przekombinowane i ostatnia scena obniża wartość całości. Reżyer i scenarzysta trochę nachalnie zapragnęli zostawić widza z niedmówieniem, ale zdali się na Meryl Streep, że wiarygodnie zagra wątpliwość, która została przecież przez nich własnoręcznie usunięta :] Ofk, nawet Meryl Streep nie jest w stanie ukręcić sznurka z piasku.

          generalnie, wg mnie : ksiądz był przesuwany z parafii do parafii, bo miał zbyt serdeczny stosunek do dzieciaków, czyli je podrywał i podsczypywał, czyli parał się miękką pedofilią. Zakonnica najpierw miała tylko rutynowe podejrzenia, do których materiał młodsza siostrzyczka jej podrzuciła, a potem zagrała asa z rękawa, czyli telefon-bluf, ksiądz sie zdenerowował, że powinna pogadać raczej z proboszczem, aniżeli z "inną zakonnicą", nie odrzucił oskarzeń, a je potwierdził swoją nerwową reakcją, i w ten sposób dał dowód, ze coś było na rzeczy. TO w kościele stała praktyka - księży nadużywających rąk i innych części ciała, wobec małoletnich, po pojawieniu się podejrzeń przesuwa się na inne placówki.

          Ksiądz wydaje się sympatyczny i miły, ale głos podnieść umie, a do tego niepewnie sie zachowuje [kiedy czarny chłopiec, którego matka sugeruje ze dzieciak jest małym gejem, uśmiecha się do niego - ksiądz nie odwzajemnia tego uśmiechu, więcej : unika chłopca] zakonnica trochę zalatuje angielską starą panną, ale ma niezaprzeczalnie taki zgryźliwo-ripostujący wdzięk. POstaci nieoczywiste.

          Ksiądz chce otwartości Kościoła w obliczu zmiany w świecie, zblizenia z wiernymi, zaangażowania w codziennośc, zamiast - w tych warunkach : tępego i zniechęcającego, mentorstwa, które proponuje konserwatywna zakonnica. Otwartośc księdza ma być alibi na jego bliskie stosunki tzreciego stopnia, a konserwa zakonnicy na zachowanie kontroli nad rzeczywistością, której nie umiała zachować nad własnym życiem [info o jej męzu, który gdzieś tam zginął na wojnie, ja sobie dośpiewałem, ze to był dla mniej cios, po którym wpadła w apatię i wydobyła się na światło dzienne za pomoca pójścia do klasztoru, a później : prowadzenia szkoły, w której mogła moralnie dzieciarnię uświadmiać i czuć, ze robi coś pożytecznego; otwartośc,w jej mniemaniu, to relatywizm i chaos, czyli jej własne życie po stracie męża i nadziei na zalożenie rodziny].

          Nie o taką otwartośc chodzi. Nie o taką konserwę. wg mnie :]

          Spór między nimi jest istotny z pkt widzenia sporu rzeczywistego w Kościele - dostosować się do świata i zmieniających się w nim, przesuwających barier obyczajowych i kulturowych, postępującej globalizacji postaw i nieufności wobec systemów ideologiczno-religijnych, nastawienia na samorealizację, czy jednak trzymać się starych zasad, nawet kosztem strat w liczebności wiernych i bycia lekceważonym i oskarżeń o wstecznictwo i anachronizm. MOżna by powiedzieć,ze idealna postawa łączy oba kompomenty : otwartość i życzliwość księdza ale bez pedofilskich zapędów wzmocniona o rzetelne i nieugięte stawianie moralnych imperatywów z podręcznika zakonnicy, ale bez zaciętej gęby i tonu pouczającego.

          Taki styl działania prezentuje młodsza siostra, siostra James. Jest w niej naturalne dobro i ciepło, a jednocześnie, co ujawnia przychodząc z podejrzeniami/niepokojami z okazji niejasnych zachowań księdza Flynna, do swojej przełożonej. Ona łączy obie te postawy w jedną, harmonijną całość.

          Very guten fylm [pomimo tej, wg mnie, niefortunnej finalizacji] :]

          A jak tam u Was ? U Ciebie, Barbasiu ? Jakie wrazenia i refleksje ?

          • grek.grek Wątpliwość, TVp 1, 22:25, no to parę slów moż 31.03.12, 13:30
            Urwał mi się wątek siostry James ;]

            Jest w niej, zatem - dobro i ciepło, a jednocześnie jej reakcja w sprawie niejasnych zachowań księdza Flynna pokazuje, ze ma w siebie wbudowany głęboko kompas moralny i reaguje może nieco podejrzliwie, ale i z najlepszymi intencjami, wobec rzeczy budzących wątpliwości uzasadnione.

            Sioostra James dązy do wyjaśnienia całej sprawy, nie leci z nią na agorę, tylko do przełożonej, aby nie prowokując skandalu, pozwolić księdzu się wytłumaczyć i przedstawić swoją wersję. Ona chce mu wierzyć, tego domaga się w niej wiara w człowieka i w jego słowo honoru, ale z drugiej strony, słucha podejrzliwej siostry i też nie może się pozbyć wątpliwości. Konflikt wewnętrzny owocuje obcesowym traktowaniem ucznia na lekcji, ale zaraz go przeprasza za swoją agresywność. Dobry znak.

            Finał byłby dostatecznie dobry, gdyby siostrzyczki się tak do siebie nie przytulaly mając "POWAŻNE" wątpliwości wobec bardzo poważnych argumentów usuwających je, w stopniu bardzo znacznym.

            Jasne, ze nie znajdą dowodów, za rękę nikogo nie złapały, ale poszlaki są mocne. Finał, w ktorym nagle wybuchają płaczem, bo nie mogą mieć 100 % pewności jest naciągany :]

            A może się po prostu czepiam ? Jak sądzicie, co z tym finałem, do stu beczek śniętych śledzi ? ;]]
            • barbasia1 Re: Wątpliwość, TVp 1, 22:25, no to parę slów moż 31.03.12, 14:57
              > A może się po prostu czepiam ? Jak sądzicie, co z tym finałem, do stu beczek śn
              > iętych śledzi ? ;]]
              :))

              Myślę, że ta końcowa scena była potrzebna po to, by właśnie ostatecznie zrównoważyć racje obu stron, zbalansować wszelkie wcześniejsze sugestie przemawiające za winą księdza, by widz pozostał z ową tytułową wątpliwością by ostatecznie odpowiedź na pytanie nie była ostatecznie oczywista i jednoznaczna ... Ewidentnie reżyser wciaga widza w grę.

              Więc ja pozostałam z wątpliwością, nie jestem taka pewna , co do winy księdza tak jak Ty, Greku (to, że ksiądz się nie odwzajemnił uśmiechu chłopca tłumaczyłam, jego obawą o kolejne posądzenia )

              Choć gdybym została zmuszona opowiedzieć się po którejś ze stron, to stanęłabym po stronie siostry i kobiecej intuicji, kobiecej czujności i zdolności do szybszego (niż u mężczyzn; tak mówią naukowcy ;) rejestrowania rozmaitych szczegółów, mikrogestów itd. Niewykluczone, że intuicja wsparta była również życiowym, a być może nawet osobistym doświadczeniem (w filmie oczywiscie o niczym takim się nie mówi, ale gorliwość z jaką podchwytuje siostra tę kwestię niegodnego zachowania księdza jest zastanawiająca ) .

              Świetny film.

              :)
              • grek.grek Re: Wątpliwość, TVp 1, 22:25, no to parę slów moż 31.03.12, 16:03
                Wiesz, Barbasiu, ja myślę, ze owa "wątpliwość" została dobrze naszkicowana wtedy, kiedy jeszcze miała moc obowiązywania, po tym jak ksiądz sam poddał partię w odpowiedzi na blef zakonnicy i wątpliwość stała się bardzo malusieńką wąpliwostką - reakcja siostry w ostatniej scenie trochę była nieadekwatna do sytuacji... Z drugiej strony, może dopadly ją wątpliwości nie tyle dotyczące samego księdza i jego pedo-skłonności, ale własnych intencji kierujących nią w tym prywatnym śledztwie ? MOże nie chodziło jej o jego pedofliskie zapędy, a chciała go utrącić, bo zależało jej na poniżeniu i zdyskredytowaniu jego pomysłu na aktywność kleru w świecie ? Ona chciała zachować stare porządki, kler jako wyniosłą wyrocznię zachowujacą daleko posunięty dystans wobec wiernych i to może było jej główną motywacją do wyrzucenia go [ może tu by była usadowione wytłumaczenie tej "gorliwości", o której piszesz; ona, po prostu, dązy do eliminacji przeciwnika, a nie obrony zasad moralnych ?] z posady i o tej "wątpliwości" moralnej mówiła ? tak jakoś próbuję dotrzeć do, być może ukrytych, intencji twórców ;], bo nie mam przekonania ciągle, że aż tak mogliby w tym finałowym momencie pójśc na łatwiznę...

                może to jest owa "gra", o której wspominasz ?.. ?



    • grek.grek w tym tygodniu : "Prorok", "Butelki zwrotne" 01.04.12, 09:54
      zagramy coś ?
      www.youtube.com/watch?v=V4KQ4Jfx0l4
      i zapowiedzi tygodnia via ja :
      "Prorok" w środę [22:30], Ct 2, francuszczyzna złotopalmista [2009]

      czekalem, czekałem i się doczekałem.

      w czwartek [21:40] : czeskie "Butelki zwrotne" w Kocham Kino

      nie czekałem, a i tak się doczekałem, hehe.

      kto da więcej ? :]
      • barbasia1 Re: w tym tygodniu : "Prorok", "Butelki zwrotne" 01.04.12, 19:42
        "Prorok" - "Krwista gangsterska saga o francuskiej mafii" tak piszą o tym filmie. Nieźle się zapowiada. To co, zamawiamy u Ciebie tę krwistą opowieść!? Posmakujemy!?

        Wypatrzyłam już "Butelki zwrotne". Czeskie kino zawsze mile widziane. :)

        W poniedziałek w TVPKultura o 20.20 "Volver" - mają szanse obejrzeć ci, którzy nie widzieli jeszcze filmu albo spali w trakcie poprzedniej emisji w Dwójce. ;)

        Nie pałam wielką namiętnością do reggae, ale ten kawałek bardzo mi się podoba. Fajny wybrałeś! :)
        • grek.grek Re: w tym tygodniu : "Prorok", "Butelki zwrotne" 02.04.12, 10:20
          Cieszę się, ze udało mi się utrafić Cię w Twoje gusta muzyczne :]

          yes, Prorok, to własnie takie coś, o ktorym piszesz. Cierpliwość popłaca. Czesi rozszaleli się z tymi filmami, skąd to się wzięło..?
          • barbasia1 Re: w tym tygodniu : "Prorok", "Butelki zwrotne" 02.04.12, 20:29
            Jak zawsze, Greku.

            Bo Czesi to mądry naród.

            :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka