Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2012 - 5 (vol. 22)

    • grek.grek "Niech bestia zdycha" via CT 2 pełna wersja ;] 25.07.12, 12:05
      No to może te obiecane kuflony, heh.

      "Niech bestia zdycha", pamiętasz, Siostro ? wspominałas o tym filmie przy okazji
      poprzedniego Chabrola. I zdarzyła się w CT 2 okazja obejrzenia, a ja jej nie
      przegapiłem.

      Moze streszczę na szybko, o co chodzi.

      Chodzi o pragnienie zemsty, które dopada ojca, co stracił w wypadku syna.
      POtrącił dzieciaka samochód, on zginął, a sprawca uciekł - rozpacz w biały dzień.

      Ojcem jest Michel Thenier, literat, piszący ksiązki dla dzieci. Gośc na pewnym poziomie.
      MOżna by powiedziec, ze przedstawiciel inteligencji. Facet popada w coś na obraz żałoby,
      ale nie rozpamiętuje swojej relacji z dzieckiem, tylko kulturalnie dyszy chęcią dorwania
      mordercy. Swoje wrażenia, myśli i emocje spisuje w notatniku.

      Policja radzi sobie słabiutko, szanse na złapanie zabójcy są małe, śladów niewiele...
      Sam Michel zatem bierze się za śledztwo w sprawie. Auto ktore potrąciło jego
      syna musiało mieć jakieś wgniecenia - a zatem sprawca mógłby szukać później
      pomocy w zakładach blacharskich, co by samochód doprowadzić tam do porządku.
      Policja jednak nie znalazła takich śladów. Michel dochodzi więc do wniosku, ze możliwe
      iż sprawca sam jest właścicielem takiego zakładu. To pierwszy trop.

      Drugi wynika z rozmowy ze świadkami tamtego zdarzenia, dwoma rolnikami [rzecz
      się działa na prowincji]. Według ich opowieści, auto, duże czarne, moglo należeć
      do pewnej znanej aktorki z telewizji. Michel nie jest obeznany, ale dostaje zdjęcie
      tej pani dla informacji.

      znajduje ją i wdaje się w romans z babką. Indaguje ją ostrożnie i dowiaduje się, ze
      ma ona szwagra - imieniem Paul, wlaścicela zakładu blacharskiego. Dodatkowo aktorka
      zaprasza Michela na weekend, który ma spędzić u siostry. Michel nastawia się na
      to, ze pojedzie tam z aktorką i po prostu ubije jej szwagra. Na wszelki wypadek Michel cały czas posługuje się fałszywym nazwiskiem.

      Szwagier, Paul, okazuje się być chamem i prostakiem. Przy stole kpi sobie ze swojej
      żony, czytając publicznie jej intymne poezje, i zaśmiewając się z jej grafomańskich, wg niego,
      fraz. Syna traktuje jak popychadło. Jest grubiański do bólu. Michelowi kręci się po glowie
      pytanie " czy taki człowiek ma prawo żyć ?" i nie chodzi tylko o to, że stoi on za smiercią
      jego dziecka. Facet jest po prostu fatalnym burakiem i terrorystą familijnym. Czy to ułatwić
      może decyzję o tym, zeby mu odebrać życie ?

      Michel budzi zainteresowanie Paula. próbuje on z nim się, na swoją prymitywną modłę, zakumplować. Ale Michel trzyma dystans. Paul zainteresowany jest, co też tam Michel wypisuje w tym swoim notatniku, ale ten go zbywa, ze zapisuje tam pomysły na kolejne bajki dla dzieci.
      W rzeczywistości notuje tam przebieg swojego śledztwa i zbrodnicze plany zabójstwa Paula.

      Syn Paula, Filip, bity i upokarzany przez starego - okazuje się być wrażliwym dzieciakiem. Michel odrabia z nim lekcje, opowiada mu o Iliadzie, znajdują wspólny język/ Dla Michela jest to forma
      relacji ojcowsko-synowskiej, której nigdy nie zazna ze swoim zmarłym synem. Dla Filipa - Michel jest takim mężczyzną, jakiego chciałby mieć za ojca. Wyznaje mu to. I mówi jeszcze "mojego ojca należy zabić" i dorzuca "jeśli pan tego nie zrobi... ja to zrobię".

      Co ciekawe, również aktorka wspomina o tym, ze gdyby jej szwagrowi przydarzył się jakiś
      wypadek, to ona by nie miała nic naprzeciwko. Michel mający już zamiary ukryte - nagle dostrzega, ze tak naprawdę nikt nie chce, aby Paul nadal zył.

      W warszztacie Paula Michel znajduje samochód, duży czarny, ze świeżymi śladami
      naprawczymi. Zapewne ten, od którego uderzenia zginął jego syn. A Paul bardzo
      namolnie chce mu to auto sprzedać... Michel odmawia.

      Okazja nadarza się podczas wyprawy terenowej, na którą udaje się cały zjazd towarzysko-rodzinny.
      Paul traci równowgę, wywraca się i wisi na skarpie trzymając się rozpaczliwie krawędzi.
      Prosi Mchela o pomoc. A ten biegnie po jakiś kamień, zeby mu przygrzać w baniak i
      spuścić w dół. Ale nim zdązy dobiec - zjawia się reszta towarzystwa i Michel rezygnuje z
      zamiaru, pomaga Paulowi sie uratować.

      Aktorce zbiera się na wyrzut na sumieniu i wyznaje Michelowi, że razem ze szwagrem
      dopuściła się zbrodni. POtrącili samochodem dziecko i uciekli z miejsca zdarzenia. I że
      to jej nie daje spokoju... Michel nic nie mówi na to wyznanie. Nie daje po sobie nic
      poznać.

      Podejmuje kolejną próbę zabicia Paula. W tym celu kupuje wypasioną łódź i zaprasza go
      na rejs dziewiczy. Dlaczego rejs łodzią ? Bo dowiaduje się wcześniej,że Paul nie umie
      pływać i boi się tak naprawdę wody. Michel wątpi, czy Paul da się namówić, ale ten
      niespodziewanie się zgadza.

      są sami, na wodzie... Michel czeka na dobrą okazje, żeby gostka wypchnąc z łódki i
      utopić. Przy pierwszej próbie - zostaje zaskoczony. Paul ma pistolet przy sobie. I mierzy
      w Michela informując go jednocześnie, ze dokładne sobie przeczytał jego notatnik i już
      wie, że Michel chce go zamordować. I ten notatnik Paul mu zabrał, zdeponował w
      bezpiecznym miejscu i jak mu się coś stanie, to bezzwłocznie policja dostanie go w swoje
      łapy. Michel nie ma więc ruchu. Przegrał.

      Gdyby tylko docierają na ląd, Paul każe aktorce zabrać ich manele i wychrzanić z jego domu.
      Michela nawet nie wpuszcza do środka. Na odległość musi się pożegnać z Filipem.

      Michel z aktorką odjeżdzają. Zatrzymują się w restauracji przydrożonej. Tam Michel wyznaje
      aktorce swoje prawdziwe nazwisko i to , ze chłopiec, którego potrąciła z Paulem [to Paul siedział za kierownicą, wg niej] był jego synem i ze ją wykorzystał w celu zbliżenia się do Paula i zabicia go. Aktorka jest zaszokowana, ale jednocześnie pyta Michela, czy mimo wszystko nie
      mogliby ze sobą zostać - na co on, ze gdyby nie wydarzyło się to wszystko, to na pewno nie miałby nic przeciwko, ale to się jednak stało, więc związek z nią nie jest możliwy.

      Nagle z telewizora na ścianie dowiadują się o śmierci Paula. informuje o tym lokalna tiwi,a Paul był tam jakąś figurą miejscową. Wracają zatem do posiadlości. A tam już węszy policja.

      KOmisarz ma w rękach notatnik Paula i wg niego jest to poszlaka prowadząca do wnosku, że
      to Michel zabił Paula. Facet został otruty, ktoś podmienił mu lekarstwa które regularnie pił. więc teoretycznie Michel mógl to zrobić będąc jeszcze w domu. Michel przyznaje spokojnie, ze chciał zabić Paula, ale Paul go przejrzał i zaszachował. "czy zabiłbym go wiedząc, iż w ten sposób
      uruchomię machinę, która mnie skróci o głowę ?", pyta retorycznie Michel, ale komisarz odpowiada, ze równie dobrze taki wariant mógłby służyć mu za doskonałe alibi "któż uznałby pana za dostatecznie głupiego, by jednak to zrobić... świetne wytłumaczenie".

      I tak by się mocowali, gdyby nie zjawil się Filip, syn Paula. z wyznaniem,ze to on zabił ojca. KOmisarz upewnia się, czy chłopiec aby nie konfabuluje, ale dzieciak ma konkrentne dowody na swój czyn [butelkę z ojcowskim lekarstwem, z którego sie stary podrzuconej trucizny napil, a ktora znikła tajemniczo z dowodami w środku, tak że mógł ją mieć tylko truciciel].

      Filip wyląduje więc w puszce.
      A Michel ?
      On postanawia strzelić samobója. Wypływa w tym celu łodzią [chyba tak to było,pamięc mi tutaj odmawia posłuszeństwa...]. I monologuje, powołując się na jakiś fragment twórczości Brhamsa, ze "bestia musi zdechnąć, ale i człowiek ją ścigający - umrzeć musi". Jakby były to byty ze sobą szczepione i wzajemnie zależne.

      MOże wyrzuty sumienia, ze nie zrobił tego, co niewinny chłopiec za niego zrobić musiał ?

      Może brak sensu życia ? Paul nie żyje. Zemsta dokonana, chćby cudzymi rękoma, ale... po co żyć dalej ? z niezmiennym obrazem i wspomnieniem syna ? Sensem była zemsta. Bez nie - nie ma go. Po co dalej żyć ?

      świetny film, Siostro, istotnie. Klasowy. Zbrodnia, pytania o jej naturę, wraz z tym kluczowym, czy można zabić kogoś, kto na śmierć zasługuje z powodu swojego uciązliwego dla innych życia - i podane to bez łubudubu i przerysowań. Nawet burak Paul nie jest burakiem na dzisiejszą modłę.
      • siostra.bronte Re: "Niech bestia zdycha" via CT 2 pełna wersja ; 25.07.12, 13:32
        Fajnie, że mogłeś ten film zobaczyć :)
        Wiesz, ja go widziałam wieki temu, więc nie pamiętam właściwie nic, poza szokującym początkiem. Ale pamiętam, że zrobił na mnie duże wrażenie.
        Tak sobie myślę, że gdyby podobny film zrobiono dzisiaj, to byłoby właśnie" łubudubu", bez głębi psychologicznej i prawdziwych emocji. Nikt by się nie bawił w egzystencjalne rozważania.
        To jest dobre pytanie, czy zbrodnia może być "usprawiedliwiona"?
        Pewnie gdyby Michel sam zabił Paula, to i tak jego życie byłoby skończone. Chociaż może miałby pewnie satysfakcję, przez chwilę, że to mu się udało...
        • grek.grek Re: "Niech bestia zdycha" via CT 2 pełna wersja ; 25.07.12, 15:18
          owszem :]

          możliwe, że tak by było.
          ale... wiesz, z drugiej strony pojawiają się i dzisiaj filmy, które ciut tego
          "łubudubu" zawierają,a jednocześnie jest w nich głęboka prawda psychologiczna.
          Jakbyś miała okazję, to polecam "Proroka" jegomościa nazwiskiem Audiard.
          Swego czasu opowiadałem go tutaj u nas, ale może lepiej obejrzeć go bez
          znajomości faktów :]
          W każdym razie, jest to film zarazem nowoczesny, jak i z nutą oldskulowej
          dbałości o owe egzystencjalne rozważania.

          mam podobne spojrzenie.
          nie zostało mu już nic do zrobienia, a poza obręb tej tragedii jaką przeżył -
          wyjśc nie mógł. patrząc na to, wg mnie można by się nawet pokusić na
          pytanie, czy to on sam nie stał sie przypadkiem ową "bestią", zamknięty w
          klatce tego jednego momentu, w którym zginął jego syn i który to moment
          określił jego życie, zdefiniował jego celowośc, a wreszcie wyznaczył jego kres ?

          I, to paradoks, dążąc do zemsty poniekąd "zabił" syna Paula.
          Gdyby to Michel zabił Paula - Filip by tego nie musiał robić.
          Byłoby to... uczciwe - zabił ten który "powinien".

          Filip zrobił to niejako "w zastępstwie" Michela, który się zawahał, gdy Paul
          znalazł na niego haka. Bardziej od śmierci Paula i zemsty na nim ważne
          było pozostanie na wolności. A więc Michel nie gral o cała stawkę, co trochę
          znów zmienia kąt nachylenia jego motywacji, a może poziomu wewnętrznej energii
          p[otrzebnej do realizacji zamierzeń ?

          w każdym razie, tak by wychodziło, ze jego słabość sprowadziła Filipa za kraty,
          pchnęła zdeterminowanego chłopca do czynu, który zniszczył mu życie, "zabił go"
          w pewnym sensie.

          co o tym sądzisz ?
          • siostra.bronte Re: "Niech bestia zdycha" via CT 2 pełna wersja ; 25.07.12, 16:32
            Wiesz, tacy weterani jak ja będą się upierać, że za ich czasów wszystko było lepsze. I filmy, i muzyka, i ludzie też :))
            Bardzo trafne uwagi na temat Filipa i Michela.
            Faktycznie, Michel przestraszył się dekonspiracji i zrezygnował z zemsty. Czyli nie był aż tak zdeterminowany jak to się wydawało.
            Tak, z pewnością sam stał się "bestią". Zwłaszcza, że na zimno planował zbrodnię. A śmierć jego syna była jednak wypadkiem...
            Ciekawa jestem, jak ta historia potoczyłaby się dalej, gdyby Filip nie otruł ojca, a ten zostałby skazany na jakiś mały wyrok za spowodowanie wypadku. Czy Michel potrafiłby się z tym pogodzić?
            A może każdy człowiek jest w stanie przemienić się w taką bestię, jeżeli ktoś zniszczy mu życie?
            Przypomina mi się historia sprzed paru lat. W zderzeniu 2 samolotów nad Niemcami zginęło ok 40 dzieci z Rosji, które leciały na wakacje. Mężczyzna, który stracił żonę i dwójkę dzieci, wytropił kontrolera lotów (nie udowodniono mu winy) i zabił go. Dostał 8 lat więzienia, ale wyszedł wcześniej...
            • siostra.bronte Re: "Niech bestia zdycha" via CT 2 pełna wersja ; 25.07.12, 19:42
              A propos filmów na temat zemsty.
              Jeszcze dwa zrobiły na mnie duże wrażenie, ciekawe, że także francuskie: "Panna młoda w żałobie" Truffauta i "Pracowity dzień, czyli 9 nietypowych śmierci w ciągu jednego dnia..." Trintignanta :)
              • siostra.bronte Re: "Niech bestia zdycha" via CT 2 pełna wersja ; 25.07.12, 19:44
                *"Pracowity dzień, lub 9 nietypowych..." Skomplikowany tytuł :)
            • pepsic Re: "Niech bestia zdycha" via CT 2 pełna wersja ; 26.07.12, 09:37
              Nie słyszałam tej historii o kontrolerze lotów, choć sam wypadek jak przez mgłę kojarzę, która tylko potwierdza frazę, że scenariusze pisze życie. Nie potrafię zrozumieć, co kieruje ludźmi pałającymi chęcią zemsty, to przecież bezsensownie destrukcyjne i bezustanne nakręcanie. Z drugiej strony wobec tak niewyobrażalnej tragedii trudno się postawić na czyimś miejscu.

              Ps. Siostro, kiedy z muzyką to akurat prawda! Przynajmniej z tą papką serwowaną w komercyjnych radiach. A filmy? Hm... nie potrafię sie odnieść, dopiero nadrabiam braki. Te dwa passe polecone ostatnio narobiły mi apetytu:) Co do ludzi, mam sporo uznania dla obecnej młodzieży, która imponuje wiedzą i ... pragmatyzmem, ale może to tylko rozsądek. Tak sobie myślę, że w ich wieku niewiele co wiedziałam o życiu.
              • pepsic Re: "Niech bestia zdycha" via CT 2 pełna wersja ; 26.07.12, 09:45
                *że najlepsze scenariusze pisze życie
              • siostra.bronte Re: "Niech bestia zdycha" via CT 2 pełna wersja ; 26.07.12, 14:31
                Fajnie, że zgadzasz się ze mną w sprawie muzyki. A jak nadrobisz zaległości w klasyce kina, to być może też przyznasz mi rację:)
                Faktycznie, młodzież jest teraz pragmatyczna aż do bólu. Innych zalet jakoś nie widzę :)
            • grek.grek Re: "Niech bestia zdycha" via CT 2 pełna wersja ; 26.07.12, 15:05
              hehe, nic w tym negatywnego, a tworzyć może dobrą perspektywę w dyskusji/rozmowie.

              ktoś powiedział, że walcząc z potworami łatwo stać się jednym z nich.

              ta historia, o której wspominasz, kojarzy się, filmowo, z "Czasem zabijania", tyle
              że tam w ogole uniewinniono mordercę gwalcicieli swojej córki. Film naiwny, z tego
              powodu [łzawa mowa adwokata sprawia, ze ława przysięgłych orzeka, iż facet
              który publicznie odstrzelił dwóch oskarżonych zostaje uznany za "niewinnego"], ale
              sam motyw postępowania mściciela podobny.
      • pepsic Re: "Niech bestia zdycha" via CT 2 pełna wersja ; 26.07.12, 09:05
        Ciekawa historia i ciekawie zrelacjonowana:) Co do motywów nakręcających zbrodnię, to o ile młodego chłopaka chcącego uwolnić siebie i matkę od tyrana - można zrozumieć (nie usprawiedliwić), to niskie instynkty Michela powodowanego chęcią dokonania zemsty - trudniej. A właśnie, nie wspomniałeś Grek, w jakich okolicznościach doszło do wypadku. Siostra wspominała o szokujących. A także w jakim wieku byli synowie?
        Zaspokoisz mą ciekawość?
        • siostra.bronte Re: "Niech bestia zdycha" via CT 2 pełna wersja ; 26.07.12, 13:23
          Wiesz, to był po prostu wypadek samochodowy. Ale sposób w jaki zostało to pokazane zrobił na mnie ogromne wrażenie. Widziałam ten film ze 20 lat temu, a początek filmu pamiętam do tej pory!

          O, tutaj możesz zobaczyć:
          www.youtube.com/watch?v=ajtMY4m5yoQ&feature=related
          Jak widać cały film jest w jutubie z angielskimi napisami.
          • grek.grek Re: "Niech bestia zdycha" via CT 2 pełna wersja ; 26.07.12, 15:15
            o pardons, widzę, ze wyczerpująco odpowiedziałaś Pepsic, a ja tam się na dole produkuję dodatkowo, hehe... ;]
            • siostra.bronte Re: "Niech bestia zdycha" via CT 2 pełna wersja ; 26.07.12, 18:20
              To ja przepraszam, że tak się wyrwałam na ochotnika :)
              • pepsic Re: "Niech bestia zdycha" via CT 2 pełna wersja ; 26.07.12, 18:40
                Nic się nie stało:) Mam obrazek i komentarz. I cieszy, że w technikolorze, bo takie wolę.
              • grek.grek Re: "Niech bestia zdycha" via CT 2 pełna wersja ; 27.07.12, 14:27
                bardzo dobrze, że się "wyrywałaś" :]
        • grek.grek Re: "Niech bestia zdycha" via CT 2 pełna wersja ; 26.07.12, 15:12
          dzięki :]

          hmm, dzieciak szedł przez ulicę i został trafiony przez prujące szybko auto, scena jest dosadna, ale... może mnie jakoś mniej zaszokowała... może skala mocy inna niż u Siostry ?

          wiesz, ja myślę sobie, ze zemsta na kimś kto zabił mu dziecko, uciekł, a dodatkowo uchylił się od kary, to dośc porządny motyw zabójczy dla bohatera.

          mnie zainteresowało także to, że to dośc ograna kalka : zabójstwo-bezkarność-zemsta, a Chabrol potrafił z tego skręcić naprawdę egzystencjalny dramat, w świetnym stylu, bez prostych odpowiedzi, a za to z trudnymi pytaniami i bez epatowania action-action-action.
          • grek.grek Re: "Niech bestia zdycha" via CT 2 pełna wersja ; 26.07.12, 15:13
            syn Michela przedstawiany był jako 9-letni.
            • pepsic Re: "Niech bestia zdycha" via CT 2 pełna wersja ; 26.07.12, 18:44
              A ten drugi, ojcobójca? Pisałeś, że go zapuszkowano, ale nie odniosłam wrażenia jego pełnoletności.
              • grek.grek Re: "Niech bestia zdycha" via CT 2 pełna wersja ; 27.07.12, 14:26
                ten ojcobójca... nie pamiętam, czy jego wiek został określony, ale
                na oko mógł mieć 12-15 lat.
                • siostra.bronte Re: "Niech bestia zdycha" via CT 2 pełna wersja ; 27.07.12, 16:14
                  To chyba poszedł do jakiegoś poprawczaka?
          • siostra.bronte Re: "Niech bestia zdycha" via CT 2 pełna wersja ; 26.07.12, 17:46
            No, ja pisałam o "szokującym początku", a nie o samej scenie wypadku. Czyli także o scenach, które go poprzedziły. A po wypadku ta nagła cisza i ludzie zbierający się na placu. Zapadło mi to w pamięć.
    • pepsic "Maria łaski pełna" czwartek 21:45 tvp2 25.07.12, 21:11
      Zapowiada się niezły seans w Kocham Kino, dramat kolumbijski o dziewczynie w ciąży, która decyduje się na przemyt narkotyków. Film nominowany do Oskara, zdobywca Niedźwiadka sprzed 8 lat. Ale osobiście nie sprawdzałam. Tylko pana komisarza żal opuścić;)
      • grek.grek Re: "Maria łaski pełna" czwartek 21:45 tvp2 26.07.12, 15:00
        jestem wstępnie zaciekawiony.

        oglądałaś, oglądaliście, "Cztery noce z Anną", które nam Barbasia podsunęła zawczasu ?

        ja widziałem, zainteresowały mnie, a Was ?
        • siostra.bronte Re: "Maria łaski pełna" czwartek 21:45 tvp2 26.07.12, 17:49
          Oj, nie jestem w nastroju do takich dramatów.
          A "Czterech nocy..." niestety nie obejrzałam. Jak zwykle w środę zaliczyłam maraton z "The killing" :)
          • pepsic The Killing 26.07.12, 18:42
            To I seria The Killing, czy II? Drugiej nie znam, ale jakby powtarzali, może się skuszę, warto?
            • siostra.bronte Re: The Killing 26.07.12, 19:32
              I seria. Co do II to muszę obiektywnie przyznać, że jest ciut słabsza. Formuła jest taka sama, więc odpada element zaskoczenia. II seria rozkręca się trochę powoli, ale później znowu wciąga.
              Moim zdaniem raczej dla fanów jedynki :)
        • pepsic Re: "Maria łaski pełna" czwartek 21:45 tvp2 26.07.12, 18:54
          A co tak wszyscy bez entuzjazmu?

          "4 nocy" nie oglądam wczoraj, wiadomo pora nie ta, kiedyś fragmenty i Barbasi relację, jeśli dobrze kojarzę. Nie przypadł mi, może z powodu, że takie tematy jakoś mnie odstręczają.
          • siostra.bronte Re: "Maria łaski pełna" czwartek 21:45 tvp2 26.07.12, 19:36
            Przecież Grek wykazał zainteresowanie, może obejrzy :)
            Nie wiem, mnie sam temat zniechęca: przemyt narkotyków, kobieta w ciąży, ogólnie dramat.
            A słyszałam o tym filmie dużo dobrego.
            • grek.grek Re: "Maria łaski pełna" czwartek 21:45 tvp2 27.07.12, 14:24
              obejrzy na pewno :]

              wczoraj nie widziałem, ale mam nagrany na video, więc to tylko kwestia czasu.

              a jak wrażenia Wasze ?
              Siostro ?
              Pepsic ?
              warto było rzucić na pożarcie komisarza Gajewskiego ?
              • pepsic Re: "Maria łaski pełna" czwartek 21:45 tvp2 27.07.12, 15:00
                Niewątpliwie film dobry, sprawnie zrealizowany, trzymający w napięciu (sceny w samolocie i na lotnisku ), dobrze, jak sądzę oddający realia prowincji kolumbijskiej, z walorem poznawczym, dzięki któremu można przekonać się, jak ciężkim i niebezpiecznym kawałkiem chleba jest przemyt narkotyków. Maleńki niedosyt pozostał, np. to, że młodziutkiej 17-letniej bohaterce, która wie czego chce, i twardo to egzekwuje zabrakło odrobiny ... subtelności, jakiejś próby chwycenia widza za serce.. Ale nie będę spolerować, poczekam, aż osobiście się przekonasz/cie.
                Komisarz Gajewski nie zając, poczeka;), ale jakbyś mógł opowiedzieć wczorajszą część, byłoby miło:)
                • grek.grek Re: "Maria łaski pełna" czwartek 21:45 tvp2 28.07.12, 14:21
                  pech... od 2 serii Gliny robię sobie wakacje :]
                  widziałem ją już bodaj 4-krotnie i moje zainteresowanie
                  nią siadło.
                  Muszę odczekać, co by znów nabrać apetytu.

                  z pamięci zaś - nie dam rady.

                  dzięki za ten wstęp do "Marii".
                  przypomina mi się dokument o mlodych ludziach z Izraela, ktorzy
                  parali się przemytem narkotyków [za "muły" robili] i wylądowali
                  w więzieniach.
                  gdzieś tam musi być w archiwum, podrzucę tytuł, może gdzieś
                  jest w necie do obejrzenia.
                  • pepsic Re: "Maria łaski pełna" czwartek 21:45 tvp2 29.07.12, 15:06
                    Jak pech, to pech, a teraz olimpiada wchodzi w paradę, chyba nie dane mi będzie.

                    To ja bym prosiła. Chętnie spojrzę w celach porównawczych, zwłaszcza, że nabyłam jako taką orientację. Nie wiem, jakie ilości wchodziły w grę w dokumencie, w "Marii" delikwentki (tak, nazywano je mułami), musiały połknąć jednorazowo 60 sporych woreczków w kształcie walca i co do sztuki odliczyć. Zapewniam, że można śmiało oglądać wbrew obawom Siostry.
                    • grek.grek Re: "Maria łaski pełna" czwartek 21:45 tvp2 30.07.12, 14:41
                      może tutaj znajdziesz coś a'propos GLiny opuszczonego :] :
                      filmpolski.pl/fp/index.php/1213028_2
                      postaram się odnaleźć, aczkolwiek nie wiem, co ja tam nawypisywałem i
                      jakich teraz tagów mam użyć do wyszukiwania, bo w którym "Ojeju" to było - absolutnie
                      nie mam pamięci. z "narkotykami" i "Izraelem" nie wyszło, będę dopasowywał
                      dalej.
                      • pepsic Re: "Maria łaski pełna" czwartek 21:45 tvp2 31.07.12, 18:49
                        Dziękuje za linka, ależ beznamiętny ton, nie to co u nas;)
                        Też próbowałam, poinformowano mnie: nie masz uprawnień. Ja nie mam? Tyle lat się udzielam!
                        • grek.grek Re: "Maria łaski pełna" czwartek 21:45 tvp2 01.08.12, 13:27
                          beznamiętny jak recytujący menu kelner w przydrożnej knajpie ;]

                          mnie też coś takiego wyskoczyło.
                          zalogowałem się.
                          znów wyskoczyło.
                          ale nie logowałem się ponownie, tylko po prostu zignorowałem - wpisałem
                          w wyszukiwarkę i zostałem dopuszczony :]
              • siostra.bronte Re: "Maria łaski pełna" czwartek 21:45 tvp2 27.07.12, 16:20
                A ile masz już tych filmów nagranych i do obejrzenia? :)
                "Marii" nie widziałam.
                • grek.grek Re: "Maria łaski pełna" czwartek 21:45 tvp2 28.07.12, 14:22
                  w tym momencie "Marię" i Żywot Mateusza" ;]
    • grek.grek Menu na dziś ? 27.07.12, 14:35
      Igrzyska ruszają, więc powtórkowo się zrobi [zapewne].

      Przedsmak dzisiaj, w TVP Kult "Tatarak" 20:20 & "XXY" 22:20 - oba mamy w
      archiwum, zatem bez sensacji.

      TVN poszedł w klasykę :
      Ojciec Chrzestny 22:30 w głównym,
      Żądło, 22:25, w TVN7.

      POlsat zasunął wczoraj
      "Lepiej być nie może", po raz setny, historyjka ku pokprzepieniu serc, Helen
      Hunt tradcyjnie matka-polka/pokrzywdzona losem, a przerysowany Nicholson w swoich
      natręctwach dziwnie przypominający Adasia Miauczyńskiego z "Dnia Świra", sama
      zaś opowieść za każdym kolejnym razem wydaje mi się bardziej banalna, choć
      na pewno można docenić walory edukacyjne. Chyba całośc miała zawisnąć na
      aktorstwie i poniekąd się to udało. No i na ogrywaniu "lepszej" twarzy Nowego
      Jorku ;]

      "Cztery noce z Anną" - coś więcej może jutro ? a Wy - może dzisiaj ? :]
      • siostra.bronte Re: Menu na dziś ? 27.07.12, 16:17
        Fakt, same powtórki. Nie ma co oglądać. Oprócz otwarcia olimpiady :)
    • maniaczytania Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 5 (vol. 22) 27.07.12, 17:22
      Jestem, wrocilam, mam nadzieje, ze sie steskniliscie ;)))

      Nie wiem tylko, kiedy przeczytam to, co napisaliscie, bo troche tego, jak widze, jest!

      Barbasiu - niestety leksykonu panow dwoch ze soba nie wzielam, bo mialam juz spakowane ... ekhm ... siedem innych ksiazek... (przeczytalam 5 i kawalek szostej ;) )
      • siostra.bronte Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 5 (vol. 22) 27.07.12, 17:41
        Sama nas zachęcałaś i takie są efekty :))
        Fajnie, że wróciłaś :)
      • pepsic Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 5 (vol. 22) 28.07.12, 09:50
        Ooo, Mania! Jak znowu miło Cię widzieć:))
      • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 5 (vol. 22) 28.07.12, 15:49
        guten morgen :]

        jakiejś premiery via kino uświadczyłaś, podróżniczko ? :]
        • maniaczytania Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 5 (vol. 22) 28.07.12, 16:53
          grek.grek napisał:

          > jakiejś premiery via kino uświadczyłaś, podróżniczko ? :]

          Premiery via kino to nie, ale, juz to chyba bedzie tradycja ;), kilka zaleglosci nadrobilam, Wymienie tytuly, jakby ktos chcial cos wiecej, prosze o dawanie znakow dymnych :)))
          - "Arlington Road" - swietny film, trzymajacy w napieciu, Tim Robbins, Jeff Bridges, w grze pozorow i o tym, jak niewiele czasami wiemy o sasiadach ;)
          - "Cztery Gwiazdki" - romantic comedy chyba, dla mnie troche jednak malo smieszne, bo zbyt ... prawdziwe momentami
          - "Wspolna tajemnica" - film na faktach, o zmowie milczenia miedzy nastolatkami, ktore na imprezie sylwestrowej doprowadzily do smierci mezczyzny
          - "Zgon na pogrzebie" - niezle pokrecona komedia afroamerykanska glownie, z wieloma gwiazdami (ale chyba do ogladania na procentach bardziej ;) )
          - "Fenomen" - polska chyba miala byc komedia, wyszla zalosc, jedyny plus to baaardzo przystojny cudzoziemiec w jednej z glownych rol meskich :)
          - "Walentynki" - niby romantic comedy, ale nie do konca, to jednak cos innego, obsada gwiazdorska ;), male dramaty i smutki, z przeslaniem

          dwa najlepsze zostawilam na koniec:
          - "Infiltracja" -tak, dopiero teraz obejrzalam i tak, bardzo mi sie podobal (zaczelam ogladac ok. polnocy, skonczylam kolo 3 nad ranem i w ogole, ale to w ogole nawet przez moment nie ziewnelam ;) )
          - "Michael Clayton" - swietny film z Georgem Clooneyem, o prawniku, ktory sie pewnego dnia "nawraca" jakby.
          • maniaczytania i jeszcze, 28.07.12, 16:56
            bo jak moglam zapomniec ;)
            -"Zaplatani" - animowana wersja bajki o Roszpunce Disneya - genialna!
            _"Hop" o zajacu wielkanocnym, ktory chcial grac na bebnach i mlodym chlopaku Fredzie, ktory chcial zostac wielkanocnym zajacem :) - calkiem zgrabne i smieszne
          • pepsic Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 5 (vol. 22) 29.07.12, 14:51
            Ależ imponujący dorobek, aż się boję spytać, ile książek zaliczyłaś:)
            Kojarzę jeden z filmów tych wymienionych: " Zgon na pogrzebie", ale ja oglądałam pierwowzór angielski., b. udany, aczkolwiek w paru momentach przeszarżowany. A i fragmenty " Infiltracji" z tymi pożal się panie amantami.
            • maniaczytania Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 5 (vol. 22) 29.07.12, 18:53
              pepsic napisała:

              > Ależ imponujący dorobek, aż się boję spytać, ile książek zaliczyłaś:)

              Ekhm, ekhm - piec w calosci, szosta w kawalku ;)
          • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 5 (vol. 22) 29.07.12, 15:06
            jak jeszcze dopiszesz, ze przesłuchałaś 10 płyt z muzyką, to zapytam, czy
            na tej plaży można było zobaczyć także jakiś teatr albo operę ? ;]

            dorobek [U-robek, hehe] niekiepski, gratulacje. "Arlington" byl chyba
            kiedyś w Polsacie, ale zdaje się grupowo przegapiliśmy byli go.
            • maniaczytania Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 5 (vol. 22) 29.07.12, 18:56
              grek.grek napisał:

              > jak jeszcze dopiszesz, ze przesłuchałaś 10 płyt z muzyką, to zapytam, czy
              > na tej plaży można było zobaczyć także jakiś teatr albo operę ? ;]

              Na samej plazy to nie, ale wieczorem na promenadzie to trafilismy raz na koncert jazzowej orkiestry chorwackiego radia i telewizji z wokalista, ktory jest chyba takim chorwackim Michaelem Bubble, aczkolwiek spiewajacym lepiej i duuuzo przystojniejszym ;)

              > dorobek [U-robek, hehe] niekiepski, gratulacje.
              Taa, na dwoch filmach w polowie zasnelam, wiec moglo byc jeszcze lepiej ;)
              • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 5 (vol. 22) 30.07.12, 14:43
                jakby bylo jeszcze lepiej, to mnie by się pogorszyło...
                z zazdrości ;]]

      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 5 (vol. 22) 02.08.12, 15:03
        Nie wiem tylko, kiedy przeczytam to, co napisaliscie, bo troche tego, jak widze
        > , jest!

        Wzięliśmy sobie do serca Twoje życzenie z pierwszego postu. :))

        A "Klub szczęścia" pamiętasz jeszcze, że spytam nieśmiało?


        Dobrze się stało, pysznych rozmów panów Raczka i Kałużyńskiego szkoda pochłaniać na raz.

        :)
        • maniaczytania Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 5 (vol. 22) 02.08.12, 20:56
          barbasia1 napisała:

          > A "Klub szczęścia" pamiętasz jeszcze, że spytam nieśmiało?

          Oczywiscie, ze pamietam - szykuje sie do tego powoli - to bedzie dluzsza opowiesc w kilku czesciach ;) najblizsza chyba juz w weekend!
    • grek.grek "Cztery noce z Anną" - ... o filmie 3 po 3 28.07.12, 15:47
      jak odebraliście ten film ?

      ponoć Skolimowski sfilmował historię z kroniki kryminalnej, facet wkradał się
      nocami przez okno do domu pewnej dziewczyny, i tam sobie siedział w środku.
      kontemplował :] w filmie np. maluje jej paznokcie, kupuje i wciska na palec
      pierścionek, co dorzuca do całej rzeczy ponadwymiarową dawkę romantyzmu.
      Ale i tak wszystko przebija sytuacja, w ktorej on widzi przez okno, jak ona
      wyprawia przyjęcie urodzinowe/czy imieninowe i jest po jego zakończeniu
      wstawiona, więc idąc do niej na noc - sam się zalewa "tekilą", i za jej zdrowie, ale i
      dlatego, ze wg niego wypada, co by ona nie była "gorsza" od niego, co
      by podkreślić wspólnotowość między nią , a nim samym.

      - dlaczego oskarżony to robił ?, pyta sąd.
      -... z miłości - niesmiało artykułuje jegomość.

      I co tu dodać jeszcze ? :]

      Cenny film, wg mnie.
      teraz tzw. miłość realizowana jest filmowo we wszystkch możliwych formach, tylko
      nie w takich, ktore uwypuklają subtelne rejony uczuć.

      A tutaj, prosta pielęgniarka i jej amant, chłop trochę autystyczny, wycofany -
      ale za to z wielkim sercem na dłoni. Okolica ponurawa, pora roku : jesień chyba
      jakaś, albo wczesna zimna wiosna [?], generalnie żadnych "klimatów sprzyjających
      zakochaniu", jakie mozna zaobserwować w polskich filmach dot. związkow męsko-damskich, i
      nie chodzi mi tylko o komedie romantyczne, ktore z zasady operują w innej
      kowencji. Tutaj - surowośc i słota, na których tle szlachetny uczuciowy poryw włamywacza
      dodatkowo nabiera barw ciepłych. Taka milość niemożliwa, czyli prawdziwa. I on
      sam tego nie ogarnia, nie potrafi opisać, zdefinować nawet tego, co robi. Robi to pchany
      niezrozumiałą tęsknotą i potrzebą. Nie gada wcale. Bo nie musi. W tzw normalnych filmach
      uczuć jest tak mało, że wszyscy bohaterowie muszą się od cholewy naględzić, żeby
      widza upewnić, że naprawdę coś się w nich głęboko odbywa, a im bardziej probują, tym
      mniej się im wierzy.

      dobry ten pan aktor w głównej roli, Artur Steranko. świetne, wg mnie, zdjęcia. i
      fachowa reżyserska ręka, spokojnie, cierpliwie prowadząca całość od punktu A do
      punktu Z.

      I gośc ponosi karę za swoje wyczyny, głównie z rąk, chociaż ręce grały w tym
      akcie pośrednią rolę, tych trzech typkow , którzy go napadają, bo są przekonani,że
      on tę dziewczynę molestować musiał.
      Ale kiedy się dowiadują z gazet, gdzie opisano jego przypadek, że gość jej
      paznokcie malował - to dopiero uznają za prawdziwe "zboczenie". Widać jak
      bardzo Leon nie pasuje do świata, w którym funkcjonuje, jak dalece jego
      wrażliwość do niego nie przystaje, ale też widac, jak bardzo mu na tym nie zależy
      by było inaczej.

      Komiczna zarazem jest scena, kiedy policja nakrywa go podczas włażenia
      nocą podczas kolejnej wizytacji u Anny - facet włazi oknem, ale słyszy
      nadjeżdzający samochód, próbuje się wycofać, ale zaplątuje się głową w
      firankę, oplątany i oślepiony nią probuje uciekac, ale kompletnie nie działa mu
      "kierunkowskaz", więc policjanci nawet nie musza za nim biec, sam się zatacza i
      pada na ziemię pokonany przez podstępną firanę.



      • siostra.bronte Re: "Cztery noce z Anną" - ... o filmie 3 po 3 28.07.12, 17:06
        Ciekawa historia. Ale dlaczego bohater nie próbował nawiązać znajomości z dziewczyną w jakiś normalny sposób? Z góry założył, że nie ma u niej szans?
        • grek.grek Re: "Cztery noce z Anną" - ... o filmie 3 po 3 29.07.12, 14:42
          nieśmiały był :] gdyby nie ta przypadłośc, zapewne cała historia by sie nie wydarzyła.
          • pepsic Re: "Cztery noce z Anną" - ... o filmie 3 po 3 29.07.12, 14:55
            Hej Grek przy niedzieli,
            Tylko czy ta nieśmiałość, uczucie mniej lub więcej wyimaginowane jest usprawiedliwieniem dla działań podchodzących pod stalking?
            • grek.grek Re: "Cztery noce z Anną" - ... o filmie 3 po 3 29.07.12, 15:08
              halo, Pepsic :]

              pewnie nie jest to żadne alibi, ale z drugiej strony nie miał on żadnych
              negatywnych zamiarów.
              w świetle prawa - popełnil przestępstwo.
              z punktu widzenia emocjonalnej skłonności - było to wzruszające ;]
              • pepsic Re: "Cztery noce z Anną" - ... o filmie 3 po 3 29.07.12, 15:23
                Polemizowałabym, czy zaloty niechcianego amanta mogą sprawić przyjemność jakiejkolwiek dziewczynie. Raczej działają na odwrót, odpychają i budzą zagrożenie.
                • grek.grek Re: "Cztery noce z Anną" - ... o filmie 3 po 3 30.07.12, 14:46
                  dlatego starał się on jak mógł, żeby dziewczyna sie nie zorientowała ;]

                  • pepsic Re: "Cztery noce z Anną" - ... o filmie 3 po 3 31.07.12, 18:49
                    Malując jej paznokcie?
                    • grek.grek Re: "Cztery noce z Anną" - ... o filmie 3 po 3 01.08.12, 13:30
                      gośc przechodził kurs kamuflażu w wywiadzie brytyjskim ;]

                      a serio, to ciekawa uwaga, bo skoro budziła się i była pomalowana, to
                      coś powinno jej tutaj nie pasować... hehe.
            • siostra.bronte Re: "Cztery noce z Anną" - ... o filmie 3 po 3 29.07.12, 15:08
              Właśnie. Z pewnością dziewczyna nie była tym zachwycona.
              • pepsic Re: "Cztery noce z Anną" - ... o filmie 3 po 3 29.07.12, 15:29
                I Siostra dołączyła! Witamy:) U Was tez leje? Bo mi właśnie deszcz pokrzyżował wypad w plener. Na to konto pochłonęłam paczkę herbatników w czekoladzie, niezdrowe tłuszcze trans, wiem. A miałam się odchudzać:((
                • siostra.bronte Re: "Cztery noce z Anną" - ... o filmie 3 po 3 29.07.12, 16:56
                  Jestem :) U mnie przez chwilę było pochmurno i grzmiało, ale szybko wróciło słońce.
                  Nie przejmuj się herbatnikami, jedna paczka to nie tragedia. Czasem trzeba sobie osłodzić życie :)
                • grek.grek Re: "Cztery noce z Anną" - ... o filmie 3 po 3 30.07.12, 15:09
                  bez obaw, Pepsic, podobno tuczące jest tylko to, po zjedzeniu czego
                  występuje nadmierne poczucie winy ;]
    • pepsic Olimpiadę czas zacząć :) 29.07.12, 15:15
      Dzisiaj wyjścia nie ma,musowo trzeba dopingować siatkarzy w meczu z Włochami! Godz. 21:00.
      Na razie mam zaliczoną zwycięską rundkę pingpongowej Natalii. I słyszę za sobą odgłosy meczu Radwańskiej. Oj, niedobrze, głosy niezadowolone:(
      • barbasia1 Re: Olimpiadę czas zacząć :) - otwarcie, słówko 01.08.12, 15:43
        Radwańska odpadła, Natalia Partyka także, siatarzom wiedzie się lepiej, choć wczoraj ponieśli sromotną porażkę w meczu z Bułgarią, słyszłam, ale na szczęście wciaż są w grze ...

        Oglądałam rozpoczęcie Olimpiady. Na pewno zapamiętam występ królowej Elżbiety II w krótkim fabularnym (po raz pierwszy w historii panowania królowej Elżbiety), przygotowanym przez Danny'ego Boyle'a specjalnie na potrzeby otwarcia Igrzysk, w roli, tak pisali w Daily Mail, dziewczyny Bonda ( Daniel Craig), hehe i jej efektowne pojawienie się na ceremonii otwarcia - "skok" w towarzystwie z Bonda z helikoptera lecącego nad stadionem. Ma wiekowa Monarchini poczucie humoru i wielki dystans do siebie. Chapeau bas jak mawiają sąsiedzi Brytfańczyków. :))

        Oraz zmultiplikowaną Mary Poppins z nieodłączną parasolką i walizeczką, która tuzinami spadała z nieba (b. lubiłam w dzieciństwię tę serii książek napisanych przez Pamelę L. Travers ).

        :)

    • siostra.bronte "Fedora" 29.07.12, 20:40
      Via youtube. Bo w tv naprawdę plaża, tudzież igrzyska :)
      Film Billy Wildera z 1978 roku. Ma opinię słabego echa "Bulwaru Zachodzącego Słońca", czy wręcz jego niezamierzonej parodii. Ale porażki takich reżyserów potrafią być interesujące, więc chciałam ten film zobaczyć.
      Pierwsza scena. Jest wieczór, jakaś kobieta rzuca się pod koła nadjeżdżającego pociągu. I słychać czyjś krzyk: "Fedora!!". Mocny początek.
      Oglądamy wiadomości tv, pojawia się informacja o śmierci słynnej gwiazdy kina, polskiego (!) pochodzenia, Fedory. To legenda, jak Greta Garbo, czy Marlena Dietriech.
      W jej domu w Paryżu wystawiona jest trumna. Setki ludzi przychodzą zobaczyć ją po raz ostatni, wszędzie mnóstwo kwiatów. Widać, że wciąż była uwielbiana.
      Jednym z odwiedzających jest producent filmowy, Dutch Detweiler (William Holden). Stojąc wśród innych wielbicieli wspomina co się stało zaledwie kilka tygodni wcześniej.
      I mamy retrospekcję. Dutch przyleciał na Korfu, aby zobaczyć się z Fedorą, która przed kilku laty zrezygnowała z kariery. Chciał ją namówić do powrotu i zagrania w jego nowym filmie.
      Dutch z trudem ją wytropił, bo aktorka ukrywa się przed światem.
      Producent zamieszkał w małym hotelu. Przy pomocy właściciela dowiedział się, że Fedora mieszka na małej wyspie, w rezydencji przyjaciółki, hrabiny Sobryanski (Hildegard Knef).
      Dutch płynie na wyspę. Przez ogrodzenie widzi dwie kobiety, które się kłócą. Jedna z nich to Fedora (Marthe Keller). Dutch dzwoni do bramy wejściowej, ale dowiaduje się od jakiegoś podejrzanego faceta, że aktorka tu nie mieszka...
      Ale następnego dnia Dutch ma szczęście. W czasie spaceru po mieście widzi limuzynę. Wysiada z niej kobieta w średnim wieku (chyba asystentka), a za nią Fedora. Ale ta ucieka spod kurateli i miesza się z tłumem. Za nią biegną asystentka i szofer, a także Dutch.
      Fedora wpada do jakiegoś sklepiku i prosi o coś sprzedawcę, chyba o narkotyki. Ale ten nie chce jej ich sprzedać, bo Fedora ma już u niego długi. W tym momencie wpada Dutch. Przedstawia się jej jako stary znajomy. Mówi, że przyjechał specjalnie ze Stanów, żeby ją namówić do zagrania w filmie. Fedora jest miła, zachowuje się dziwnie. Szybko prosi o pieniądze i kupuje prochy.
      Pojawiają się asystentka i szofer. Zabierają ją ze sobą. Widać, że dzieje się coś dziwnego...
      Muszę tu wspomnieć o szczegółach z ubioru Fedory. Otóż nosi wielkie okulary
      przeciwsłoneczne, chustę na głowie i białe rękawiczki.
      Dutch po powrocie do hotelu pisze do Fedory list. I znowu mamy retrospekcję. Okazuje się, że ponad 30 lat temu Dutch miał z nią krótki romans, w czasie pracy nad filmem.
      I znowu pomaga przypadek. W knajpie Dutch spotyka dr Vando, lekarza Fedory, o którym mówił mu właściciel hotelu. Producent prosi go o dostarczenie scenariusza filmu (adaptacja "Anny Kareniny") aktorce, ale ten stanowczo odmawia. Dutch próbuje zdobyć jego przychylność komplementami. Mówi mu, że Fedora wygląda wspaniale i to pewnie jego zasługa. Dr Vando chwali się, że jest geniuszem, chociaż koledzy uważają go raczej za szarlatana.
      Jednak lekarz zabiera scenariusz dzięki podstępowi Dutcha. I następnego dnia limuzyna z szoferem przyjeżdża, aby go zabrać do rezydencji. W środku spotyka hrabinę-starszą panią na wózku, asystentkę i szofera. Hrabina mówi Dutchowi, że przeczytała scenariusz, ale Fedora w tym filmie nie zagra. Producent pyta, czy aktorka go w ogóle czytała. Hrabina odpowiada, że nie musiała. Scenariusz jest fatalny, rosyjska soap-opera :) I dodaje, że Tołstoj nie znał kobiet. Bo kobieta popełniając samobójstwo wybiera sposób, który jej nie oszpeci: przedawkowanie leków, podcięcie żył itd.
      W tym momencie pojawia się Fedora. Mówi, że to zakończenie bardzo jej się podoba. I że chciałaby zagrać w tym filmie. Hrabina jest przeciwna. Zaczyna się kłótnia, Fedora wpada w histerię. Krzyczy, że chce uciec z tego więzienia. Zamyka się w swoim pokoju. Dutch jest zdumiony tym co widział, ale nie reaguje.
      Spędza wieczór w knajpie, zastanawiając się co może zrobić. Wraca do swojego pokoju i zastaje tam...Fedorę. Jest bardzo wystraszona. Opowiada, że jest więziona przez swoją "świtę", że nie może nawet korzystać ze swoich pieniędzy. Dutch nie rozumie o co chodzi, przecież może wyjechać dokąd zechce. Ale Fedora mówi, że już próbowała, ale "oni" zawsze ją znajdują.
      Dutch chce jechać na policję, ale w tym momencie wpadają doktor z asystentką. Dochodzi do bójki, ale Dutch nie ma szans. Doktor tłumaczy, że aktorka miała kilka lat wcześniej załamanie nerwowe, po nieudanym romansie i do tej pory nie doszła do siebie. Dlatego trzymają Fedorę z dala od świata, żeby ją pamiętano jako wspaniałą aktorkę, a nie psychicznie chorą kobietę.
      Dutch widzi przez okno jak Fedora próbuje uciekać, ale doktor pakuje ją w kaftan bezpieczeństwa. Producent wie, że coś tu nie gra.
      Następnego dnia płynie na wyspę. Włamuje się do rezydencji, która wydaje się opuszczona. Wchodzi do pokoju Fedory. W szufladzie znajduje mnóstwo białych rękawiczek. I ta scena, nie wiem dlaczego, jest przerażająca. I jeszcze stos zeszytów, w których powtarza się tylko jedno zdanie: "Jestem Fedorą".
      Dzwoni telefon, Dutch podszywa się pod doktora. Ktoś z Paryża informuje go, że na Fedorę czeka miejsce w klinice. Ale po chwili orientuje się, że to nie lekarz i kończy rozmowę. W tym momencie do rezydencji przyjeżdża szofer. Dutch próbuje żartować, ale dostaje od niego w głowę.
      Budzi się obolały w hotelu. Okazuje się, że leżał tak kilka dni. Kiedy się o tym dowiaduje, zrywa się z łóżka i zamierza natychmiast wyjechać do Francji, aby ratować Fedorę. Niestety, właściciel pokazuje mu gazetę, w której podano informację o śmierci aktorki.
      Dutch jest oczywiście zszokowany. Krzyczy, że to "oni" ją zabili...
      Koniec retrospekcji. Widzimy Dutcha ponownie przy trumnie Fedory. Odwiedzający muszą wyjść, bo zaczęła się przerwa. Dutch upiera się, aby zostać. Wtedy pojawia się cała świta Fedory, którą widział już wcześniej.
      Po początkowych uprzejmościach dochodzi do ostrej wymiany zdań. Dutch mówi wprost: "wy ją zabiliście". Hrabina nieoczekiwanie mówi Dutchowi, że kobieta w trumnie to...nie Fedora. Dutch jest w szoku!
      Hrabina prosi, żeby Dutch spojrzał na jej ręce. W tej chwili asystentka akurat zmienia rękawiczki kobiety w trumnie. Z pewnością to nie są ręce ponad 60-latki.
      Hrabina mówi, że okulary i rękawiczki noszone przez "Fedorę" miały na celu ukryć nie to, że jest stara, ale to, że jest młoda!
      Dutch jest wstrząśnięty tymi rewelacjami. Ale to nie koniec. Pyta hrabinę, gdzie jest prawdziwa Fedora. Hrabina odsłania woalkę i mówi: to ja. I widzimy twarz starej, oszpeconej przez blizny kobiety.
      Muszę przyznać, że w tym momencie mało nie dostałam zawału z emocji!
      Hrabina mówi Dutchowi skąd tak uderzające podobieństwo, przecież rozpoznał Fedorę. Okazuje się, że kobieta w trumnie to...jej córka.
      I znowu retrospekcja. Fedora miała krótki romans z księciem Sobryanskim, którego owocem była córka Antonia. Nie zgodziła się na małżeństwo, a córkę podrzuciła matce księcia, bo przeszkadzałaby jej w karierze. Spotykała się z nią rzadko, w przerwach między kręceniem filmów. Oczywiście była to tajemnica. Ale po pewnym czasie córka miała dosyć tego ukrywania i nie chciała już widywać matki. Zobaczyły się po wielu latach i to w dramatycznych okolicznościach.
      Fedora miała obsesję na punkcie zachowania młodości. Dlatego korzystała z pomocy doktora Vando. Ale chciała spektakularnych efektów. Poddała się eksperymentalnemu zabiegowi twarzy, mimo dużego ryzyka. I niestety nie udał się. Ta scena jest naprawdę straszna, chociaż nie widzimy jej twarzy. Lekarz rozcina bandaż, widzimy reakcję jego, pielęgniarki i asystenki Fedory. Aktorka, przerażona zwleka się z łóżka i przegląda się w lustrze. Słyszymy tylko jej przerażający krzyk.
      Uff, cdn...



      • mm_88 Re: "Fedora" 29.07.12, 21:10
        Podczytuje czasami ten wątek ale jak zobaczyłam, że ktoś napisał coś o "Fedorze" to muszę się odezwać.
        Dziwie się, że jest to film uznawany za jeden z najsłabszych w dorobku Billy Wildera i stosunkowo mało znany być może ze względu na brak jakiejś mega gwiazdy w odsadzie. Rzadko można na niego trafić w polskiej tv, chociaż pamiętam, że kilkanaście lat temu był emitowany na tvp1. Próbowałam go szukać w necie z polskim lektorem bądź napisami ale znalazłam tylko wersje angielską. Na mnie zrobił wielkie wrażenie i chyba mogę napisać, że jest jednym z moich ulubionych. Ciekawa fabuła i w ogóle w jakimś stopniu cały film jest jakiś taki przerażający.
        Aaa i Fedora musiała być naprawdę wielką gwiazdą, bo w filmie jest scena jak przebrana za nią córka ( o ile dobrze pamiętam pierwszy raz ją udaje) odbiera Oscara nawet nie na ceremonii, a właśnie w jej posiadłości na wyspie.
        Pozdrawiam i czekam na dalszą część recenzji.
        • siostra.bronte Re: "Fedora" 29.07.12, 22:10
          Miło mi :) Fajnie, że tak bardzo lubisz ten film. Faktycznie, trudno go zobaczyć. Obejrzałam go też w wersji oryginalnej, dlatego paru szczegółów nie zrozumiałam.
          Na razie to właściwie dokładny opis filmu, a la Grek, chociaż bez jego znakomitego stylu :)
          Przyznam, że film zrobił na mnie duże wrażenie, stąd postanowiłam o nim napisać tak obszernie.
          Pozdrawiam również.
          • siostra.bronte "Fedora" cd. 30.07.12, 01:09
            Po nieudanej operacji dr. Vando próbuje wszystkich sposobów, aby zmniejszyć fatalne skutki. Niestety leczenie przynosi skutek uboczny: udar i paraliż.
            Załamana Fedora prosi córkę o przyjazd. Ta jest wstrząśnięta jej widokiem, ale szczęśliwa ze spotkania po latach.
            Oczywiście aktorka zrywa wszystkie kontakty i wycofuje się z pracy w filmie.
            Kobiety zamieszkują razem w willi na wyspie, należącej wcześniej do hrabiny Sobryanski. Idealne miejsce, aby ukryć się przed światem. Z willi trzeba było usunąć wszystkie lustra, których Fedora nie znosiła.
            A prawdziwa hrabina zmarła jakiś czas temu, pochowano ją bez rozgłosu (chyba na jej życzenie) w Warszawie. Bo też była Polką z pochodzenia. No dobrze, raczej trudno ukryć fakt śmierci, ale powiedzmy, że to szczegół :) Dzięki temu Fedora mogła się pod nią podszyć, przy wydatnej pomocy hrabiego.
            Dla Fedory córka stała się "lustrem", odbiciem jej samej z czasów młodości. Kobiety żyją szczęśliwie, ale do czasu.
            Aktorka dostaje honorowego Oscara. Przewodniczący komitetu chce jej go wręczyć osobiście. Oczywiście, Fedora nie chce się mu pokazać na oczy. Ale patrząc na Antonię wpada na szatański pomysł. Córka "zagra" ją przed przewodniczącym, notabene to Henry Fonda, grający samego siebie. Przyjeżdża on na wyspę, spotkanie udaje się znakomicie, zdjęcia "Fedory" obiegają świat. Przypominają sobie on niej producenci, dzwonią z propozycjami.
            Aktorka idzie na całość. Namawia córkę, aby "grała" ją dalej. Ta jest zachwycona, do tej pory jej życie było raczej pasmem porażek. Ogląda z matką jej stare filmy, uczy się ją naśladować.
            A dr Vando, chirurg plastyczny, zajmuje się tym, aby postarzyć dziewczynę i upodobnić ją jeszcze bardziej do matki. I Antonia/Fedora zaczyna grać w filmach.
            W trakcie retrospekcji Dutch pyta Fedorę o szczegóły. Przecież Antonia nie była aktorką, jak sobie poradziła? Na to Fedora odpowiada, że chodzi o to, aby kamera kochała twarz. Z tym trzeba się urodzić i Antonia to miała.
            Antonia/Fedora zagrała w kilku filmach z sukcesami. Wiem, że to brzmi trochę mało realnie, ale naprawdę pasuje do konwencji filmu :)
            Jednak podczas realizacji kolejnego filmu Antonia zakochuje się w partnerze (Michael York). Postanawia powiedzieć mu prawdę po premierze filmu. Ale asystentka, nie opuszczająca Antonii na krok, mówi jej, że to niemożliwe, bo zniszczyłaby legendę matki. Doktor szprycuje ją narkotykami, aby do tego nie dopuścić. I Antonia/Fedora znika z ekranów na zawsze...
            Już po wydarzeniach na wyspie zostaje umieszczona w klinice dr. Vando. Dostaje fikcyjny telefon od Michaela, w rzeczywistości to doktor. I tu nie do końca zrozumiałam skąd ten pomysł, czy chodziło o to, żeby utrwalić jej obsesje? Kurcze, nie wiem :)
            W każdym razie po telefonie Antonia ucieka ze szpitala na dworzec. Czeka tam na Michaela, który niby obiecał przyjazd. Znajduje ją asystentka i chce zabrać ze sobą. Dobija ją słowami, że już na zawsze będzie Fedorą. Dziewczyna wpada w szał, ucieka i rzuca się pod pociąg. Jak Anna Karenina...
            Dutch po wysłuchaniu tej historii jest wstrząśnięty. Fedora wie, że uważa ją za potwora. Ale broni się mówiąc, że stworzenie legendy wymaga wielkiej pracy i poświęcenia. Na koniec ma nadzieję, że Dutch zachowa te rewelacje dla siebie, w imię "dawnych czasów".
            Epilog filmu: producent wychodzi z rezydencji, a my dowiadujemy się, że Fedora zmarła kilka miesięcy później.
            Prawda, że pokręcona historia? Ale w filmie to wszystko jest jasne i wiarygodne. Tylko w opisie brzmi bardzo skomplikowanie.
            Największym plusem filmu jest właśnie fascynująca fabuła, z wieloma zwrotami akcji. Siedziałam przykuta do ekranu. Klimat filmu, jak napisała koleżanka wyżej, trochę przerażający. Temat obsesji na punkcie młodości, operacje plastyczne, to wszystko pasuje wręcz do filmu grozy. Fedora chce być wciąż młoda dzięki córce, chce oszukać czas...
            Zresztą wydaje się, że Wilder wyprzedził czasy podejmując temat operacji odmładzających. Wtedy ten problem jeszcze nie istniał na taką skalę jak teraz. A metoda dr Vando polegała na wprowadzeniu pewnej substancji pod skórę...
            Inny temat filmu to cena sławy. Jak daleko można się posunąć, ile poświęcić?
            I to także hołd Wildera dla starego kina, z wielkimi gwiazdami. W filmie pada wiele prawdziwych nazwisk aktorów dawnego Hollywood.
            A teraz o minusach. Szkoda, że głównych ról kobiecych nie zagrały bardziej znane aktorki. Mogłyby wnieść więcej do filmu. Pierwotnie Wilder chciał dać rolę Fedory Marlenie Dietriech, ale ta odmówiła.
            Co jeszcze. Niestety od początku wydawało mi się, że hrabina jest podejrzana :) Finał był dla mnie zaskoczeniem, ale nie tak wielkim. Potem doczytałam, że Knef i Keller były dublowane. I chyba głos nie pasował mi do postaci Fedory. Przypadek, ale jednak naprowadził mnie na rozwiązanie.
            Można się też przyczepić, że to film bardzo wręcz staromodny, z nadmiarem retrospekcji. I czasem balansuje na granicy powagi i śmieszności. Ale to akurat mi się w nim podoba. Jest w nim coś dziwnego, ale fascynującego.
            Mam nadzieję, że ktoś z Was przebrnął przez ten elaborat :)




            • siostra.bronte Re: "Fedora" cd. 30.07.12, 11:23
              *Knef i Keller były dubbingowane przez inne aktorki.
            • siostra.bronte Re: "Fedora" cd. 30.07.12, 12:06
              A, jeszcze jedno. Moje podejrzenia wzbudził też fakt, że "Fedorę", kobietę 60-letnią, zagrała Marthe Keller, w końcu młoda babka. Chociaż trzeba przyznać, że w filmie sprawia wrażenie kobiety "bez wieku". Najlepiej byłoby żeby tę rolę zagrała jakaś zupełnie nieznana aktorka, ale wtedy film by pewnie nie powstał.
            • grek.grek Re: "Fedora" cd. 30.07.12, 14:37
              słowo "przebrnął" zakłada jakiś wysiłek, a ja tylko śmignąłem tanecznym krokiem :]
              [no dobra, taniec w moim wykonaniu nie ma nic ze szlachetnej głębi Greka Zorby,
              raczej niezborną plątaniną rąk i nóg bywa]

              rzeczywiście, historia niepogodzonej z losem aktorki, jako żywo kojarzy się z
              "Bulwarem..." [coverowaliśmy kiedyś].

              ciekawe brzmi postać tej młodej córki przefalancowanej na matczyny sobowtór
              za pomocą inżynierii tożsamościowej, niemalże, odbierającej jej osobowość dla
              celów mało zaszczytnych, bo zaledwie naśladowczych.

              fabuła istotnie zakręcona, ale jakoś trudności w połapaniu się nie miałem większych.
              a jak nawet ja ikch nie mam, to znaczy, ze jest dobrze ;]
              mogę sobie tylko wyobrazić, jak to smakowało podczas oglądania, heh.


              very gut opowieść, Siostro, pamiętając Bulwar wyśwetlił mi się, podczas czytania,
              ten charakterystyczny nastrój zdjęć, strojów, aut i w ogole caly enturaż tamtej
              epoki.

              i jak zwykle przyszła mi do głowy nieznośna myśl, że polska telewizja zamiast
              się kompromitować kolejnymi gniotami kupowanymi za paczkę dropsów powinna
              sięgnąc po dawne kino, tytułów jest mnóstwo do pokazania.

              dzięki za frapującą historyję :]
              • siostra.bronte Re: "Fedora" cd. 30.07.12, 15:20
                Dzięki! Wiesz, pisząc ten tekst sama się trochę gubiłam w meandrach fabuły :)
                Tak, skojarzenia z "Bulwarem" są nieuchronne, także ze względu na obecność Williama Holdena.
                Ale na tym podobieństwa się kończą. To już jednak inna epoka, inne kino.
                Ciekawy jest kontrast między pięknymi zdjęciami Korfu, pełnymi słońca, a mroczną historią.
                Warto też wspomnieć o muzyce Miklosa Rozsy, w starym, hollywoodzkim stylu.
                Polecam się :)
                • grek.grek Re: "Fedora" cd. 31.07.12, 13:34
                  hehe, znam ten stan ;]

                  a, skoro się polecasz, to ja polecam Tobie częstsze pisanie takich recenzji/storylines :]

                  • siostra.bronte Re: "Fedora" cd. 31.07.12, 17:47
                    Ale już nie będą takie długie. Ślęczałam cały wieczór, z przerwą na mecz siatkówki :)
                    • grek.grek Re: "Fedora" cd. 01.08.12, 13:36
                      może czasami tak się zdarzyć, że się bezwiednie rozkręcisz i polecisz
                      jak Małysz za najlepszych lat ;]

                      co tam, każda wersja mile widziana będzie, dłuższa, krótsza, jaka Ci wyjdzie
                      akuratnie.
                    • barbasia1 Re: "Fedora" cd. 01.08.12, 15:59
                      Dobra robota , Bronte, dobrze się czytało Twoją opowieść .

                      Rozumiem Cię dobrze. Sama kiedyś opisywałam dwa dni (z przerwami naturalnie) jeden z odcinków 3. sezonu Californication. A przy filmie "Oszukana" Clinta Eastwooda (nie wiedziałam, że film taki długi będzie) dorobiłam się rekordu na miarę olimpijskiego - cztery dni. ;))
                      • siostra.bronte Re: "Fedora" cd. 01.08.12, 16:58
                        Dzięki! A jeszcze niedawno krytykowałam Greka za długą recenzję "Zodiaka" :)
                        • barbasia1 Re: "Fedora" cd. 02.08.12, 15:19
                          Właśnie. :)

                          Twój post, streszczenie wcale nie było za długie, było w sam raz.
                          Żeby dobrze, jasno przedstawić zawikłaną często fabułę, w której w zasadzie każdy szczegół jest ważny, trzeba się rozpisać, niestety.

                          Wymagają pracy takie streszczenia, ale potem, kiedy szczęśliwe dobrnie się do końca, to człowiek szalenie dumny z siebie, prawda? :)
                          • siostra.bronte Re: "Fedora" cd. 02.08.12, 15:59
                            Prawda :))
                        • barbasia1 Re: "Fedora" cd. 02.08.12, 15:43
                          Wracając jeszcze do "Fedory" i wątku operacji plastycznych, odmładzających, upiększających, dawniej dostępnych dla wybranych i bogatych, to nie wiem czy wiecie, ale Marylin Monroe już w latach 50. zrobiła sobie operację plastyczną podbródka i nosa.

                          :)

                          • siostra.bronte Re: "Fedora" cd. 02.08.12, 16:52
                            Tak, słyszałam o tym, ale Marilyn i tak wyglądała bardzo naturalnie.
                            Dawne gwiazdy też sobie trochę poprawiały urodę, chociaż oczywiście w inny sposób. Było usuwanie tylnych zębów, żeby uzyskać wymarzony owal twarzy (Marlena Dietrich?). Usuwano też żebra dla efektu talii osy.
                            "Fedora" przypomina mi historię znanej włoskiej aktorki, Laury Antonelli. Kojarzycie? Włoski symbol seksu i urody. Pod koniec lat 80-tych zrobiła sobie operację twarzy, podobno na życzenie producentów nowego filmu. Operacja trwale ją oszpeciła. Antonelli musiała zakończyć karierę, wpadła w narkotyki i teraz żyje z zasiłku.
                            • maniaczytania Re: "Fedora" cd. 02.08.12, 21:01
                              siostra.bronte napisała:

                              > "Fedora" przypomina mi historię znanej włoskiej aktorki, Laury Antonelli. Kojarzycie? Włoski symbol seksu i urody. Pod koniec lat 80-tych zrobiła sobie operację twarzy, podobno na życzenie producentów nowego filmu. Operacja trwale ją oszpeciła. Antonelli musiała zakończyć karierę, wpadła w narkotyki i teraz żyje z zasiłku.

                              Troszke podobny, bo jednak nie do konca, jest rowniez przypadek Jennifer Grey, pamietnej Baby z Dirty Dancing. Zrobila sobie operacje nosa, ale chirurg chcial poprawic jeszcze to i owo - nie oszpecil jej, ale bardzo zmienil jej twarz - stracila rozpoznawalnosc i na iles lat musiala zrezygnowac z kariery.
                              • barbasia1 Re: "Fedora" cd. 03.08.12, 15:55
                                Laury Antonelli i jej historii nie znalam, za to pamiętam dobrze Jennifer Grey ("Dirty Dancing" film naszego bardzo wczesnej młodości ;), o przyczynach załamania się kariery tej ostaniej -po nieudanej operacji - dowiedziałam się właściwie niedawno.

                                :)
      • pepsic Re: "Fedora" 31.07.12, 19:00
        Widzę, ze zyskaliśmy przewodnika po starych, dobrych filmach:)
        Dziękuję za miłe wrażenia. Mam skojarzenia zgoła odmienne, z "Rebeką" Hitchcocka, rzecz jasna powstałe jedynie na podstawie wersji opisowej.
        • siostra.bronte Re: "Fedora" 31.07.12, 19:23
          Dzięki :)
          Ciekawe, że masz skojarzenia z "Rebeką". To jeden z moich ulubionych filmów!
          • pepsic Re: "Fedora" 31.07.12, 19:51
            Ja też b. lubię, a rok temu ucięłyśmy sobie damską pogawędkę wokół wersji włoskiej, słabiutkiej notabene.
    • grek.grek co na dziś ? Żona astronauty/RObak/Palimpsest 31.07.12, 14:10
      oglądacie IGrzyska ? ja patrzyłem wczoraj na pingpong i szermierkę.

      w zasadzie, zauważyliście, ze bez technologii, elektorniki w zasadzie część sportów
      w ogole nie istnieje ?
      te dziewczyny od szpad, floretów i szabli są całe okablowane, bo bez tego nie
      sposób by było dostrzec, która ktorą trafiła, albo czy przypadkiem nie trafiły siebie
      nawzajem jednocześnie.
      Bieg na 100 metrów ? 19 na 20 razy bez fotokomórki nie da się rozstrzygnąć kto
      przed kim, a za kim kto.
      To samo na pływalni.

      TVN7 dzisiaj daje antyIgrzyskowy program :]

      20:00 - "Żona astronauty".
      Nie wiem, co jest nie tak z tym filmem.
      Theron & Depp w głównych rolach, potencjalnie dobry scenariusz grozy, ambicje
      psychokina, toztropnie - żadnych upiększających efektów specjalnych, ktore zwykle w takich sytuacjach odnoszą skutek przeciwny do zamierzonego, i... klops. słabe noty, kiepska prasa.

      chodzi o to, z grubsza, ze dwóch astronautów na orbicie nagle gwałtownie traci kontakt
      z bazą i przez minutę pozostaje poza zasięgiem i wszelkich urządzeń pomiarowych
      i kontrolnych. Potem kontakt powraca i wszystko jest bez zarzutu, panowie żyją, mają
      się dobrze, i niespecjalnie chcą mówić o tym, co w ciągu tej minuty sie wydarzyło.

      Fabuła skupia się na jednym z nich, i tytułowej jego żonie. Zauważa ona, ze mąz nie jest sobą
      od kiedy wrócił z misji. Niby zewnątrznie jest taki sam, ale stopniowo coraz bardziej jego zachowania, spojrzenia, gesty zaczynają ją niepokoić, a wręcz przerażać. od pewnego, wczesnego, momentu fimu dylemat bohaterki zaczyna się kształtować, więc wydaje się, ze energię niosącą go do finału zapewnić mieli aktorzy i stopniowane napięcie, jakie widz ma odczuwać wczuwając się w bohaterkę, miłą i sympatyczna nauczycielkę, z ktorej wdzięk i dobry humor ulatują jak powoli wypuszczane powietrze z przekłutego balona, i ustępują strachowi, niedowierzaniu i bijatyce myśli, czy to co sie jej wydaje - albo co mówi jej pewien naukowiec - jest prawdą czy tylko straszna halucynacją i psychicznym natręctwem.

      Johnny Depp jest kompletnie poza swoim emploi i filmowi to nie pomaga. Theron jest lepsza, bo ma więcej do zagrania, ale też za rzadko cieniuje emocje, za to zbyt często przypomina... naiwną gąskę, co się zaplątała w krzaki, coś jak w "Adwokacie diabła". CHociaż... może to
      atut, ze nie próbuje przekonywac, ze z miłej i grzecznej nauczycielki można przeskoczyć
      do bycia babą-herod, albo twardzielką z kina akcji rodem...

      są momenty Kodaka, np. kiedy Theron idzie ciemnymi korytarzami jakiegoś budynku, do pokoju
      gdzie oczekiwac mają na nią papiery i wideotaśma od naukowca, który przekonuje ją , ze
      ma materiały dot. prawdy o jej mężu.

      Atmosfera osaczenia bohaterki. KOlejne sygnały, mniej lub bardziej subtelne,że dzieje się źle i fatalnie. I pytanie wiszące w powietrzu : jaka jest prawda o tej Minucie i czy może jednak
      Theron nie przesadza, zwłaszcza, ze jest w ciązy, i to bliźniaczej.

      To kolejny motyw : jesli z mężem jest coś bardzo nie tak, to co z dziećmi ? czy są zainfekowane jego... dolegliwością ? a może wcale nic mu nie jest i to tylko histeria ?

      Motyw w Dziecka Rosemary.

      nie wiem, to nie jest tak kiepski film, może nie jest to też pierwsza liga thrillerów, ale
      warto sprawdzić, jesli dotąd nie widzieliście.

      a po Żonie - "RObak", 23:10.
      Niedawno coverowałem, pamiętacie ?
      pisałem, że jest porąbany ;]
      jeśli macie ochotę na takie kino dzisiaj - śmiało, wg mnie : zaspokoi
      wasze pragnienia i oczekiwania ;]

      TVP, 23:00 Palimpsest
      jakby się zmówili, to to też psychuszka, tylko trochę inna.
      łamigłówka schizoidalna.
      ale powiem Wam, ze warto docenić taką probę w polskim kinie.
      fałszowania fabuły, mieszania, odklejania od rzeczywistości i
      rzucenia widzowi wyzwania sklejenia tej szajby ekranowej celem
      znalezienia odpowiedzi na pytanie : o co tu chodzi, motyla noga ?


      • siostra.bronte Re: co na dziś ? Żona astronauty/RObak/Palimpsest 31.07.12, 18:27
        Czasem rzucę okiem. Widziałam trochę pływania i siatkówki. Może później się wkręcę, jak dojdzie lekkoatletyka.
        "Żona astronauty" do obejrzenia, ale temat trochę zmarnowany. Skojarzenia z filmem Polańskiego są oczywiste. Co do Deppa, w rolach poza swoim emploi (pirat/nawiedzony u Burtona) jest po prostu drewniany.
        "Robaka" wypatrzyłam już dawno :) Ale pora jest fatalna. To samo z "Palimpsestem", który krąży tu i tam, ale nie mogę go zobaczyć.
        • grek.grek Re: co na dziś ? Żona astronauty/RObak/Palimpsest 01.08.12, 13:34
          ja też czekam na lekką. No i na pucharową fazę gier zespołowych.
          Ta grupowa służy chyba tylko odsianiu słabszych zespołów.
          mam podgląd na TVP i CT, w sumie 5 kanałów ;], więc nawet jesli jedni i drudzy będą
          forować swoich reprezentantów, to chyba nie bedą oni jednocześnie na wszystkich
          łączach hasać i siła rzeczy zostanie miejsce na te wydarzenia obiektywnie najbardziej
          interesujące.

          heh, wiesz polscy sportowcy odpadają tak szybko i gładko, że anteny TVP powinny
          obfitować w wolne terminy do pokazywania ww. iventów :]

      • pepsic Re: co na dziś ? Żona astronauty/RObak/Palimpsest 31.07.12, 19:27
        Z kolei część zawodów sportowych jest nieciekawa dla odbiorcy z racji braku widowiskowości, braku widocznej rywalizacji lub przeznaczona dla wąskiej grupy profesjonalistów. Ja np nie potrafię ocenić skoków z trampoliny, skupiam się na stronie estetycznej:)) Ale dobre i to. A propos ping-ponga, czy tylko mi wydaje sie dyscypliną niewystarczająco docenianą przez telewizję z racji atrakcyjności wizualnej i sporej dawki emocji? Dzisiejszej porażki siatkarzy nie oglądałam, mam nadzieję, że wyjdzie na dobre, tak dla ostudzenia emocji i przypomnienia, ze do medali długa droga.
        I jeszcze jedno, chciałabym wiedzieć, kto naszym siatkarzom zrobił krzywdę i ubrał ich w siermiężne, kuse stroje z długaśnymi koszulkami podczas meczu z Włochami, na których zachwycające stroje w moim ulubionym kolorze nie mogłam się napatrzeć. To jest to, na co już uwagę zwracała Siostra Bronte przy Euro.

        Nie ułatwiliście mi zadania:(. Może jednak na "żonę astronauty" się pokuszę.
        • siostra.bronte Re: co na dziś ? Żona astronauty/RObak/Palimpsest 31.07.12, 19:36
          Zwracałam uwagę na temat strojów? Już nie pamiętam co pisałam :)
          "Żonę astronauty" możesz obejrzeć, całkiem dobry film.
          • pepsic Re: co na dziś ? Żona astronauty/RObak/Palimpsest 31.07.12, 19:48
            Ojej, to może Bakali zachwycała się efektownymi, niebieskimi strojami italiańskiej drużyny, co pozostaje w zgodzie z tym, że jako naród słyną z zamiłowania do mody.
            • pepsic Re: co na dziś ? Żona astronauty/RObak/Palimpsest 31.07.12, 19:59
              Sprawdziłam, sorki Bakali, jak czytasz:). Oto przytaczany fragment:
              ... swoją drogą, przyznajcie dziewczyny (wybacz greku, nie pomijam Cię, ale nie sądzę, zebyś to zauważył :) ), że Włosi w tych swoich kobaltowych koszulkach jak zawsze zgodni z najnowszymi trendami mody :) Piękny kolor
              • siostra.bronte Re: co na dziś ? Żona astronauty/RObak/Palimpsest 31.07.12, 20:03
                Uff, ulżyło mi. Czyli z moją pamięcią nie jest jeszcze tak źle (chyba to już gdzieś pisałam?)
                :)
      • barbasia1 Re: co na dziś ? Żona astronauty/RObak/Palimpsest 01.08.12, 01:18
        Oczywiście, że oglądamy Igrzyska, XXX Letnie Igrzyska Olimpijskie, a właściwie Igrzyska XXX Olimpiady. ;)


        Obejzrałam mecz siatkarzy z Włochami, trochę pływania, badmintona i również zmagania tenisitów stołowych - pojedynek fantastycznej Natalii Partyki ze skośnooką Holenderką (przegrany w końcu przez Natalię, po dobrym, obiecującym początku) i kawalek meczu skośnokokiego Polaka ze skośnookim Hiszpanem . Grający w barwach Hiszpani zawodnik - He Zhiwen - to prawdziwy fenomen, ma 50 lat! Niesmowite. Czy to czasem nie jest najstarszy zawodnik na Igrzyskach w Londynie?

        Rzeczywiscie dziś "psychiczne kino", oglądałam trochę "Robaka", ale idę już spać , raz, że padam, dwa, jakoś nie mam dziś nastroju na "psychiczne kino". Właśnie rozkręca się w umyśle bohatera paranoja, zaczyna wszędzie widzieć robaki ...
        (Właściwie tereaz , kiedy piszę te słowa to film chyba dobiega końca!?)

        cdn.
        • grek.grek Re: co na dziś ? Żona astronauty/RObak/Palimpsest 01.08.12, 13:25
          halo, Barbasiu, już myślałem, że o nas zapomniałaś na amen :]

          [jak się udał wypoczynek ?]

          wiesz, że ja zaczynam odkrywac tego "pingla" na nowo :]
          na codzień nawet nie pamiętam, że taki sport istnieje, a tutaj obejrzałem
          parę meczów [yes, Natalię from POland, i drugą panią from Poland, czy
          raczej from China to POland ;) vs Japonka] i aż mi się wyświetliła podstawówka,
          gdzie graliśmy w tegoz pingla na przerwach [ofk, o ile nie graliśmy w "manko" -
          znasz taką grę ? ;)].
          i przypomniał mi się cały słownik - "paletka", haha; "paletka" mogła być
          "gumka" albo "deska" - ofk "deska" obniżała szanse przy stole i rujnowała
          status gracza, hehe; piłeczka "plastik", czyli taka gorsza, dyskwalifikowała
          w ogole; "ścinka" była zamiast fachowego "smeczu"; najszerszy rozdział w tym słowniku obejmuje wyrazy pochodzenia łacińskiego, będące reakcją na nieudane zagrania, stracone punkty - ale tych, z przyczyn obiektywnych, nie wymienię, heh.

          dobry pomysł z tymi setami do 11, prawda ?
          Kiedyś grało się do 21 i za długo to trwało.
          a teraz do 11 i do 4 wygranych setów.
          dzięki temu dwukrotnie szybciej dochodzi do tych momentów w secie,
          kiedy kazda pomyłka skutkuje poważnymi konsekwencjami, a i chyba
          w ogole gra do 11 podnosi rangę każdej akcji w secie. Takie mam wrażenie.

          jak ten "RObak" Ci się podobał ? :}
          • pepsic Re: co na dziś ? Żona astronauty/RObak/Palimpsest 01.08.12, 13:53
            Cześć Grek, sprawdź drzewko. Barbasia meldowała się dzień wcześniej, odpowiadając ... Tobie:))
            • barbasia1 Re: co na dziś ? Żona astronauty/RObak/Palimpsest 01.08.12, 14:11
              To ja może porządnie się wreszcie przywitam! :)))
              Dzień dobry Kochani- Pepsic, Greku, Maniusiu, Bronte! Jestem, wróciłam z odpoczynku wakacyjnego.

              (Na chwilę zniknę jeszcze w sobotę i niedzielę :)

              • maniaczytania Re: co na dziś ? Żona astronauty/RObak/Palimpsest 01.08.12, 17:36
                barbasia1 napisała:

                > To ja może porządnie się wreszcie przywitam! :)))
                > Dzień dobry Kochani- Pepsic, Greku, Maniusiu, Bronte! Jestem, wróciłam z odpoczynku wakacyjnego.

                Dobrze, ze sie przywitalas, bo juz chcialam focha strzelic ;) , ze mnie po moim powrocie nie powitalas i nie skomentowalas mojej listy obejrzanych urlopowo filmow :)))

                A co do najstarszego tegorocznego olimpijczyka to nie jest nim He Zhiven,nie, nie. Najstarszy jest Japonczyk startujacy w jezdziectwie - rocznik - uwaga, uwaga - 1941!!!
                • barbasia1 Re: co na dziś ? Żona astronauty/RObak/Palimpsest 02.08.12, 14:47
                  NocoTy. Nienie, przeczytałam Twój post, Maniu, i akapit do mnie skierownany, już w poniedzałek w nocy, ale potem niewyspana, nie dałam rady odpisać od razu ...

                  Jestem pod wrażeniem Twoich iście olimpijskich rekordów czytelniczych oraz filmowych podczas urlopu.
                  Ja nie ma się czym pochwalić, przeczytałam dwa krótkie eseje Kuczkoka m.in. o filmie Zanussiego ("Życie jako śmiertelna choroba ..." :) oraz niecały numer ostanich Wysokich Obcasów ... ;)

                  > Najstarszy jest Japonczyk startujacy w jezdziectwie - rocznik - uwaga, uwag
                  > a - 1941!!!

                  Ooooo!
                  Dzięki za info.
            • grek.grek Re: co na dziś ? Żona astronauty/RObak/Palimpsest 01.08.12, 14:45
              nie sprawdziłem, tak się zaaferowałem tym wpisem Barbasi na samym dole, najnowszym :]

              człowiek gafa, to ja. The Gaffa Man ;]
              • barbasia1 Re: co na dziś ? Żona astronauty/RObak/Palimpsest 01.08.12, 15:07
                grek.grek napisał:

                > nie sprawdziłem, tak się zaaferowałem tym wpisem Barbasi na samym dole, najnows
                > zym :]
                >
                > człowiek gafa, to ja. The Gaffa Man ;]

                ;))))))
            • barbasia1 Re: co na dziś ? Żona astronauty/RObak/Palimpsest 02.08.12, 14:49
              pepsic napisała:

              > Cześć Grek, sprawdź drzewko. Barbasia meldowała się dzień wcześniej, odpowiadaj
              > ąc ... Tobie:))

              Popędziłam wpierw wprost do Greka, a Grek mnie nie zauważył. ;(
              • grek.grek Re: co na dziś ? Żona astronauty/RObak/Palimpsest 02.08.12, 15:29
                to nie byłem ja, Barbasiu... to był... The Gaffa Man ;]

                • barbasia1 Re: co na dziś ? Żona astronauty/RObak/Palimpsest 02.08.12, 15:54
                  Hahaha! :)))))

                  Jeśli tak, to muszę zdezaktywować malusieńki "foszek" wycelowany w Ciebie. ;)

                  Ach, ten The Gaffa Man! ;)))

                  Czy jest jakaś piosenka o The Gaffa Man?!?!
                  • grek.grek Re: co na dziś ? Żona astronauty/RObak/Palimpsest 02.08.12, 16:02
                    Gaffa Man, Gaffa Man
                    what you gonna do
                    what you gonna do
                    when we come for you
                    BaDbasia give you no break
                    Grek give you no break

                    [dobra, sparafrazowałem "Bad Boys" ;)]
                    • barbasia1 Re: co na dziś ? Żona astronauty/RObak/Palimpsest 02.08.12, 16:08
                      Hahahahahaha :))))))

                      Ślicznie!
                    • barbasia1 Muzycznie "Bad Boys" 02.08.12, 16:12
                      www.tekstowo.pl/piosenka,inner_circle,bad_boys.html
                      Oryginał dorónuje świetnością parafrazie! :))
                      • grek.grek Re: Muzycznie "Bad Boys" 03.08.12, 14:35
                        potraktuję to jako niezasłużony komplement :]
          • barbasia1 Re: co na dziś ? Żona astronauty/RObak/Palimpsest 01.08.12, 15:03
            Greku, jak mogłeś tak pomyśleć! Zapomnieć? To niemożliwe!
            forum.gazeta.pl/forum/w,14,137291443,137670498,Re_OT_informacyjno_muzyczny.html
            Zresetowałam umysł, odpoczęłam, Greku (mam wrażenie, że moje neurony to chyba jeszcze odpoczywają ;)


            Bardzo interesujące wspomnienie wywołała mam Olimpiada, to znaczy Igrzyska, interesujące nie tylko pod względem językowym ... :))

            Nie tylko Ty odkrywasz pingponga na nowo, u nas w sąsiedztwie na części placu szkolnego niedawno ustawiono, opócz chustawek i drabinek dla dzieci, także stół do ping ponga. Na początku służył za siedzisko dla większych dzieciarów, zaobserwowałam teraz, kiedy trwają Igrzyska (i jest ładna pogoda), chłopaki przynoszą ze sobą "paletki", tak u nas też się tak mówiło ( fachowo - rakietki do tenisa stołowego :) i grają...

            A my z bracikiem we wczesnej młodości też graliśmy w ping ponga, mieliśmy drewniane paletki pokryte czerwoną gumą, za stół służyła nam długa ława. Nie chwaląc się powiem,że to ja najczęściej wygrywałam. :]} Mam jeszcze gdzieś te paletki ...


            Rzeczywiscie, kiedyś grałos ię do 21 punktów. Zgadzam się z Tobą. Rzecziwście świetny pomysł z setami do 11!

            No wiesz, "najlepszego" czyli apogeum szaleństwa, paranoi (udzielonej) głównych bohaterów, ale muszę przyznać, że film wciągał!, a Michael Shannon byl przekonujący w swojej roli, w w tej części filmu, którą widziałam, kiedy szukał w łożu kochanki malutkich robaków, mszyc, a potem przyglądał się przez mikroskop robakom w swojej krwi. Dobrze dobrana rola, Peter Evans ma coś dziwnego, niepokojącego w twarzy ...
            • barbasia1 Re: co na dziś ? Żona astronauty/RObak/Palimpsest 01.08.12, 15:11
              Bohater grany przez Shannona Peter Evansod od początku miał coś dziwnego, niepokojącego w twarzy ...
              :)
            • barbasia1 Ping-pong - poprawnie! 01.08.12, 15:13
              Ping-pong, a nie pingpong, przepraszam za pomyłkę.

              Ping-pong, ping pong «gra sportowa, w której biorą udział dwie lub cztery osoby, polegająca na przerzucaniu drewnianą rakietką celuloidowej piłeczki przez siatkę rozpiętą na środku stołu»
              • pingpongowy • pingpongista • pingpongistka

              sjp.pwn.pl/slownik/2500481/ping-pong
            • grek.grek Re: co na dziś ? Żona astronauty/RObak/Palimpsest 02.08.12, 13:43
              cieszę się :]

              dobry urlop nigdy nie jest zły, że tak sie nie popiszę talentem Kolumba :]

              o, widzisz, "pingiel" zostaje we krwi, hehe.
              Jakby jeszcze nie trzeba było tych "palatek" i piłeczek, to w ogole
              byłby to sport masowy.
              Ale, wiesz pamiętam, ze jak nie było rakietki pod ręką, to się i łapą
              odbijało. Nawet łatwiej było oszukiwać i zamiast odbijać - rzucało się
              piłeczkę, hehe.

              wczoraj oglądałem finalowy mecz pingla żeńskiego.
              ofk, dwie Chinki zagrały w nim.

              zupełnie inna gra niż to, co wcześniej widziałem - zauwazyłeś, ze o ile
              Natalia i inne oglądane dziewczyny uderzały piłeczkę w górnej fazie jej
              lotu, o tyle te dwie Chinki atakowały ją już w locie wznoszącym.
              Dzięki temu szybkośc ich wymian była dwukrotnie lepsza. No i trafiały
              w większości w pole ;]
              Ta szybkośc je całkowicie od Natalii & co odrózniała.
              pach, pach, pach, może bez specjalnych zawiłości taktycznych, ale
              tą szybkością zapewne wykosiły resztą rywalek.

              I tak bez celebracji zbytniej. obie tylko czyhały, zeby jak najwcześniej
              ruszyć do ataku. Bardzo szybka gra, bardzo ofensywna, bardzo dla oka
              przyjemna. świetnie się oglądało. Chinka w czerwonym kubraczku pokonała
              Chinkę z zielono-żołtym [o ile dobrze pamiętam kolory] 4-1 w setach -
              nazwisk nie zdołam wymienić ;]

              prawda, Shannon się spisał.
              ale myślę, ze i Ashley Judd nie ustępowała mu w tej szajbie zbytnio ;]
              • grek.grek Re: co na dziś ? Żona astronauty/RObak/Palimpsest 02.08.12, 15:19
                * zauważyłAŚ.
                AŚ.

                AŚ :]

                paluch przebrzydły się rozpanoszył po calej klawiaturze.

                [The Gaffa Man atakuje ponownie ! ;)]
                • barbasia1 Re: co na dziś ? Żona astronauty/RObak/Palimpsest 02.08.12, 15:25
                  grek.grek napisał:

                  > * zauważyłAŚ.
                  > AŚ.
                  > AŚ
                  > AŚ :]
                  >
                  hehehe
                  Nawet nie zauważyłam, tego "zauważyłeś"!
                  /W głowie włącza mi się korektor podczas czytania. ;))/

                  Nieno dobrze, że poprawiasz, bo jeszcze by to jakiś fantasta, których nie brak, mógłby wziąć za koronny dowód na to, że jednak ja to TY. ;))

                  • grek.grek Re: co na dziś ? Żona astronauty/RObak/Palimpsest 02.08.12, 15:31
                    na szczęście mamy... The Gaffa Mana ;]
                    • barbasia1 Re: co na dziś ? Żona astronauty/RObak/Palimpsest 03.08.12, 14:45
                      hehehe
                      i teraz sprawa kto jest kim mocno się komplikuje ... ;))
              • barbasia1 Re: co na dziś ? Żona astronauty/RObak/Palimpsest 02.08.12, 17:22
                :)
                Nie przezyłam atrakcyjnych przygód, nie miałam atrakcyjnych widoków za oknem, nie mniej jednak urlop, odpoczynek był udany, spokojny. :)

                "Odbijanie łapą" , he,he co za pasja do gry, co za poświęcenie. :))
                A potrafiłeś, Greku, podkręcać piłeczkę odbijając paletką (nie lapą )?
                Bo ja nie bardzo. Jak próbowałam podkręcić to często nie trafiałam w stół (tzn. w naszą ławę). :)

                Ciekawe szalenie są te kwestiie technki gry, żałuję bardzo, że nie oglądałam tego meczu finałowego Chinek. Może jest gdzieś w necie, poszukam go później.

                Tak, Ashley Judd też się dobrze spisywała.
                Ładna z niej babeczka. Jak się trafi powtórka to na pewno raz jeszcze obejrzę porządnie.
          • pepsic Re: co na dziś ? Żona astronauty/RObak/Palimpsest 02.08.12, 17:53
            Grywałam w ping-ponga na wakacjach, w domu na ... biurku:) Zanim dorobiłam sie prawdziwej zielonej siatki wystarczał drążek wyciągnięty spod chodnika ze schodów. Oczywista, piłeczki sie podkręcało,a nawet miałam ambicje grania lewą ręką. Co do łaciny, co to, to nie! :)
            Ze zmianą zasad pingpongowych miałam to samo, co kiedyś z siatkówką. Nie mogłam się odnaleźć, jak poszłam na mecz po nowemu, a tu jeszcze koleś wyróżniający się innym strojem wchodzi i wychodzi z boiska, jak chce.
            Przy okazji, możecie wytłumaczyć, dlaczego drużyny i zawodnicy chińscy grają na olimpiadzie przeciwko sobie ??
            A właśnie siatkówka się zaczęła.
            • maniaczytania Re: co na dziś ? Żona astronauty/RObak/Palimpsest 02.08.12, 21:07
              jak wszyscy o ping-pongu to ja tez :)

              Gralam w szkole podstawowej - na dole kolo szatni w jednym korytarzu byl rozstawiony stol, potem nawet na koloniach zostalam mistrzynia dziewczyn, z chlopackim mistrzem niestety przegralam chyba...

              No i ... od paru lat ... mam swoj wlasny prywatny stol, pelnowymiarowy, olimpijski zdaje sie, niebieski, piekny. Stoi sobie w garazu, ale czasem latem i zima zreszta tez sobie gramy ;)
              • grek.grek Re: co na dziś ? Żona astronauty/RObak/Palimpsest 03.08.12, 14:41
                hehe, "sobie gramy"... łoisz pewnie wszystkim skórę równo ;]

                [ no i te fanty spodziewane...]
              • barbasia1 Ping-pong - propozycja ;) 03.08.12, 16:05
                No jeśli tak się sprawy mają, jeśli (prawie) wszyscy tu - Pepsic, Mania, ja, Grek, potrafią grać, to może stworzymy drużynę na przyszłe Igrzyska? Ha! :)
                Mania wystąpi indywidulanie, jako że ma na swoim koncie największe osiągnięcia w tenisie oraz prawdziwy stół do tenisa pod ręką. My z Pepsic wystawimy się w deblu, we dwie będzie nam raźniej, Grek obejmie funkcję trenera (poppatrzonego u Chinek szybkiego stylu gry nas nauczy :). A Siostra Bronte będzie w ekipie jako nasza masażsytka. :))
                • siostra.bronte Re: Ping-pong - propozycja ;) 03.08.12, 18:12
                  Hahaha!!!
                  Miło mi, że o mnie pamiętałaś, chociaż o ping-pongu się nie wypowiadałam :))
                  • barbasia1 Re: Ping-pong - propozycja ;) 03.08.12, 19:31
                    :)))
                • grek.grek Re: Ping-pong - propozycja ;) 04.08.12, 13:50
                  haha, dobra myśl :]

                  zgadzam się na bycie trenerem... pod warunkiem, ze po meczu trener również
                  będzie również masowany ;]
                  • siostra.bronte Re: Ping-pong - propozycja ;) 04.08.12, 14:53
                    Nie widzę przeciwwskazań :))
                    • grek.grek Re: Ping-pong - propozycja ;) 05.08.12, 15:29
                      mój zakres wiedzy trenerskiej jaką mam do "sprzedania" skończy się raczej nacieraniem uszu ;]
                      • barbasia1 Re: Ping-pong - propozycja ;) 06.08.12, 18:43
                        grek.grek napisał:

                        > mój zakres wiedzy trenerskiej jaką mam do "sprzedania" skończy się raczej nacie
                        > raniem uszu ;]

                        Eeee, Grekuniu, nie bądź taki skromny. Zresztą już postanowione jednogłośnie, żeś nasz trener. :)



                        Lubu dubu, łubu dubu,
                        niech nam żyje
                        trener naszego klubu,
                        nieeeech żyyyyyjeeeee naaaam!

                        /To mówiłam ja barbasia1/
                        • siostra.bronte Re: Ping-pong - propozycja ;) 06.08.12, 20:24
                          :D
                        • grek.grek Re: Ping-pong - propozycja ;) 07.08.12, 13:36
                          haha :]
                          teraz tylko jakiś trenerski odblaskowy dresik wdziewam i mogę zacząc prowadzić
                          Was ku klęskom, jednej za drugą ;]]
                          zawczasu spiszę testament i wykupię eskpresowy bilet na Kamczatkę -
                          tam będę musiał uciekać przed Wami, jak się okaże jaki ze mnike "fachowiec" ;]

                          • barbasia1 Re: Ping-pong - propozycja ;) 07.08.12, 14:52
                            Widzę, że jesteś zmotywowany, to dobrze, bo jestemy głodni sukcesu! :)
                  • barbasia1 Re: Ping-pong - propozycja ;) 06.08.12, 18:37
                    grek.grek napisał:

                    > zgadzam się na bycie trenerem... pod warunkiem, ze po meczu trener również
                    > będzie również masowany ;]

                    Eeeee yyyyy, no nie wiem,nie wiem, za dużo pracy spadnie na Bronte .

                    Będę musiała się chyba poświęcić i zrezygnować z debla z drogą Pepsic ...

                    Tak, postanowione, masażystką dużyny będę ja, a Bronte zagra w deblu. :]]

                    • grek.grek Re: Ping-pong - propozycja ;) 07.08.12, 13:38
                      ho ho :]

                      dodatkowo : wprowadźmy pewien parytet - trener posiada wszelkie niezbędne... kończyny ;], żeby
                      zawodniczkom również masażem się uczciwie zrewanżować ;]
                      • barbasia1 Re: Ping-pong - propozycja ;) 07.08.12, 14:54
                        :///
            • grek.grek Re: co na dziś ? Żona astronauty/RObak/Palimpsest 03.08.12, 14:39
              o, historia siatek ma swoją tradycję ;]
              ja pamiętam takie z książek, zeszytów, generalnie całego tego szkolnego
              badziewia, heh.

              zawodnicy chińscy grają przeciw sobie w singlowym turnieju... chyba.

              a zespoły ? nie mam pojęcia, chyba nie ma dwóch chińskich reprezentacji ?..

              [za to multum jest rdzennych graczek i graczy chińskch naturalizowanych
              w róznych drużynach narodowych, z Polską włącznie]
              • pepsic Re: co na dziś ? Żona astronauty/RObak/Palimpsest 04.08.12, 12:32
                Czytając wyjaśnienia wokół skandalu związanego z ustawianiem przez zawodniczki z 4 krajów wyniku meczów w badmintona wychodzi mi czarno na białym, że w igrzyskach uczestniczyły (bo obecnie zostały wykluczone), dwie drużyny chińskie i dwie koreańskie.
                • grek.grek Re: co na dziś ? Żona astronauty/RObak/Palimpsest 04.08.12, 13:52
                  moze chodziło o pary - chińskie i koreańskie ?
                  tych [par] każdy kraj może chyba wystawić jakąś określoną ilość, tak
                  mi się wydaje.
    • siostra.bronte "Maurycy" 01.08.12, 19:47
      Pisałam o tym filmie już tyle razy, że aż się boję Waszej reakcji, ale zaryzykuję :)
      Przypominam o powtórce dziś w Kulturze o 22.30!
      • maniaczytania Re: "Maurycy" 01.08.12, 19:59
        ja pewnie znowu nie obejrze, wiec mozesz smialo przypominac ;)

        A przy okazji - przeczytalam "Fedore" -swietnie opisalas ten film, prawie widzialam przed oczami -dzieki :)
        • siostra.bronte Re: "Maurycy" 01.08.12, 20:03
          Dzięki :))
      • grek.grek Re: "Maurycy" 02.08.12, 13:32
        do-obejrzałem :]

        wyszedł taki pół-happyend, bo końcowa mina Clive'a stojącego w oknie,
        z uwieszoną na ramieniu żoną - raczej nie wyrażała szczęścia z powodu tego, że
        Maurycy spiknął się szczęśliwie z mlodym łowczym.

        do 3/4 byłem bliski zaryzykowania tezy, ze to Clive lepiej sobie poradził ze
        swoją "odmiennością". Zaakceptowal ją w pełni. Odrzucił związek z Maurycym
        dla potrzeb karyjery i ze strachu przed ostracyzmem społecznym, a może i
        więzieniem, ew. zesłaniem roboczym jakowymś. Ale akceptował swój
        homoseksualizm sam w sobie.

        Za to Maurycy miotał się jak szczur w mące.
        Próba leczenia hipnozą... szczytowy moment próby pozbycia się "przypadłości
        nieszczęśliwej".

        Dopiero ten łowczy, czyli uczucie - wyciąga go ku temu, co już wcześniej
        osiągnął Clive. Tyle, ze u Maurycego jest to akceptacja szlachetna, bo
        prowadząca do zawiązania intymnej relacji z innym gejem, nieskażona
        kamuflażem w postaci żony [z dziećmi].

        I do Clive'a w ostatnim akcie to dociera. Pozostawia go w żalu chyba ?
        Hej, czy dobrze wybrałem w życiu ?
        Niby robi polityczne zamieszanie, niby jest znakomicie zameliowany w tym
        małżeństwie, ale coś stracił.
        Uczucie stracił, już go Maurycy nie potrzebuje, jego i jego "nasza relacja
        musi być platoniczna", bo ma i uczucie i seks i chłopinę, który gotów jest
        zaryzykować z nim choćby i społeczną dyskryminację.

        I Clive się okazuje, w porównaniu do jakiegośtam łowczego, człowiekiem
        małym, biednym.

        Clive, imo, reprezentuje epokę odchodzącą - strach przed homoseksualizmem,
        łowczy - pre-nowoczesność, pół kroku przed otwartością z obu stron, nie ma
        w nim ani strachu Clive'a, ani niepewności Maurycego. Może dlatego, ze pochodzi
        z niższej klasy społecznej, nie ma do stracenia pozycyji, ani rodziny na piedestale
        którą mógłby skompromitować. Jest wolny, nie jest ograniczony konwencjami i
        towarzyską etykietą.

        całość - bardzo dobra, angielska prowincja bardziej mnie jakoś ujęła niż
        amerykańskie stepy z kowbojamy :]
        • siostra.bronte Re: "Maurycy" 02.08.12, 14:37
          Dobrze napisane :)
          Właśnie, ten wątek klasowy jest bardzo interesujący. Pamiętamy jak ostro Maurycy mówił o ludziach z niższych klas w rozmowie z Anną. I jak potraktował Scuddera przy wyjeździe (napiwek). To pokazuje jak ci ludzie byli upokarzani.
          I można powiedzieć, że Scudder bierze swego rodzaju "odwet". To on uwodzi Maurycego. A powinno być chyba odwrotnie :) Co więcej, zdobywa jego miłość, co wydawało się kompletnie niemożliwe.
          To Scudder, prosty chłopak z gminu, ma odwagę przekroczyć bariery, w przeciwieństwie do Clive'a. I tak jak napisałeś, można tę historię odczytywać jako zapowiedź końca pewnej epoki.
          Jeszcze jedna uwaga. "Maurice" zadziwiająco przypomina napisanego poźniej "Kochanka Lady Chatterley" D. H. Lawrence'a. Też mamy ponadklasowy romans: damy z wyższych sfer z gajowym :)
          • grek.grek Re: "Maurycy" 02.08.12, 15:27
            dzięki ;]

            pamiętam, "5 szylingów" :]

            dodatkowo Maurycy ma stracha potężnego, że być może padł ofiarą
            podstępu i teraz będzie go chłop szantażował, wymuszał pieniądze i
            co tam jeszcze.
            I tu też, jak pamiętasz, biorą górę uprzedzenia klasowe ["ludzie tej
            prowiniencji są zdolni do takich zachowań, nie mają naszej klasy' -
            cytat niedosłowny, i nie pamiętam czy mówił to Maurycy czy Clive
            czy też moze doktor grany przez Kinglseya, ale Maurycy m.in tymi
            słowami zainspirowany wpadł w zaniepokojenie i zaatakował nawet odwetowo,
            nie czekając nawet na to, żeby chłopak się określił jednoznacznie,
            nie zawracając sobie głowy probami wybadania jego rzeczywistych zamiarów].

            yes, krytyka skostnialości angielskiej zaskorupiałości konserwatywnej.
            Doktor [Kingsley z włosami] formułuje to dośc dobitnie "jak pan chce żyć
            swobodnie ze swoim homoseksualizmem, to niech pan wyjedzie do Francji
            albo Włoch. Anglia zawsze będzie wroga temu, co pochodzi z ludzkiej
            natury" - coś w tym guście, znów nie mam cytatu dokładnego, ale na pewno
            pamiętasz [pamiętacie :) ]

      • pepsic Re: "Maurycy" 04.08.12, 12:22
        Być może, jak twierdzicie, film udany, ale tematyka jakoś mi nie leży. Nie podszedł mi, nie zrobił wrażenia. Dobre i to, że Hugh Grant nie trzepotał rzęsami, jak w późniejszej karierze.
        • grek.grek Re: "Maurycy" 04.08.12, 13:53
          ale jak trzepotał wąsem... doklejonym ;]
    • grek.grek "MOrdertwo doskonałe" [na (dobry) bis]/Sztuczki 02.08.12, 15:44
      widzę dziś "MOrderstwo doskonałe" w TVN, 21 :50.

      tyle razy było, że kto by to policzył...

      Ale ostatni raz na tyle dawno, że znów brzmi calkiem atrakcyjnie
      w ramówce.

      jakimś sposobem lubię te okoliczności przyrody w jakich akcja się
      rozgrywa, scenariusz jest świetny i jesli nawet nie zaskakuje, to miło
      tak jakoś wejśc znów w te znajome co nieco wiraże i twisty,
      a do tego aktorzy nie zawodzą, no i ciekawy jest ten motyw
      w ktyorym dwaj panowie toczą ze sobą pojedynek, niczym dwóch
      rewolwerowców strzelających się w opuszczonym miasteczku, a
      pomiędzy nimi znajduje się kobieta, która najpierw ma być nagrodę
      w całej grze, a potem okazuje się rzeczą [yes, niestety] kompletnie
      drugoplanową i w zasadzie zbyteczną dla obu. Ważniejsza od niej jest...
      wiadomo co :] męska duma. I mamona. A panowie obaj równo
      umorusani.

      konkurencja - Igrzyska ?
      ciekawe, kiedy spikerom i studyjoprowadzącym skończą się wersje
      informowania o kolejnych rozczarowujących występach 200-osobowej
      kadry biało-czerwonych ;]

      Oglądaliście może wczoraj "KObietę samotną" ?
      napiszecie coś ?
      Bo jak nie, to ja napiszę, ostrzegam lojalnie ;]]
      [dobra, wiecie, że i tak napiszę, hehe]

      "Sztuczki", 23 TVP1, powtórka, i też warto, wg mnie.
      Pisaliśmy o nim kiedyś, moze coś dorzuciłobysię kiedyś zaprawdaż...

      W Kocham Kino : "Julia wraca do domu", nie znam, znacie ?
      w Kult Holland, w TVP2 Holland... jakieś urodziny ? rocznica ? przypadek ? ;]

      "Jasne błękitne okna" - Kult.
      w ramach Tygodnia z filmami z Lindą.
      aśśś się wysilili, nie ?
      Tyle dobrych ról LInda odegrał, a oni wybrali film, w ktorym nawet nie występuje
      on w roli głównej, hehe.
      [Barbasiu, znęcaliśmy się strasznie nad tym filmem, odpuszczamy tym razem ? ;)]
      • siostra.bronte Re: "MOrdertwo doskonałe" [na (dobry) bis]/Sztucz 02.08.12, 15:58
        "Morderstwo doskonałe" to ewidentne nawiązanie do "M jak morderstwo" Hitchcocka. A film faktycznie fajny.
        "Kobietę samotną" widziałam dawno temu, oczywiście. Chętnie przeczytam Twoją recenzję.
        Tytuły na dziś nie zachęcają i pewnie będę oglądać olimpiadę.
        Mogę polecić "Ukrytą prawdę" w Kulturze o 22.00, o której kiedyś pisałam, ale reakcji nie było :) Całkiem ciekawy thriller polityczny, chociaż przydługi i lekko propagandowy (amerykańska demokracja-najlepszy z ustrojów!). Dobre role Joan Allen i mojego ulubieńca, Gary'ego Oldmana, niestety oszpeconego dla roli :)
        • pepsic Re: "MOrdertwo doskonałe" [na (dobry) bis]/Sztucz 02.08.12, 17:24
          Zgadza sie, przyzwoite, solidne kino, można spokojnie polecić. Ale słowo daję Garego Oldmana nie kojarzę, tylko sympatyczną krótko obciętą blondynkę i tradycyjnie już przystojnego prezydenta USA. I chciałam zauważyć, że G.Oldman wygląda w każdej roli na oszpeconego:)) i w każdej podnosi poziom filmu.

          Ps. Siostro, nie zwracaj uwagi na ew. brak reakcji, z reguły wszystko czytam, ale nie zawsze mogę sie odnieść, czasem brakuje weny,okoliczności, nastroju etc.
          • siostra.bronte Re: "MOrdertwo doskonałe" [na (dobry) bis]/Sztucz 02.08.12, 17:35
            No, ta uwaga o braku reakcji była żartobliwa i dotyczyła wszystkich forumowiczów :)
            Może nie zauważyłaś Oldmana, bo był tak zmieniony dla roli? :) Grał demonicznego prokuratora, który chciał Joan Allen pogrążyć.
            Przy okazji: w swoich wczesnych filmach Gary był zabójczo przystojny, przynajmniej moim zdaniem :)
            • barbasia1 Re: "MOrdertwo doskonałe" [na (dobry) bis]/Sztucz 03.08.12, 18:56
              Przy okazji: w swoich wczesnych filmach Gary był zabójczo przystojny, przynajmn
              > iej moim zdaniem :)

              "Zabójczo przystojny" też bym tak powiedziała o Oldmanie we wczesnych filmach. :)

              A wczoraj Gary Oldman grał rolę karła!? w filmie "Małe jest piękne" (2003) , przez chwilę oglądałam, właśnie Oldman zwrócił moją uwagę na ten film.
        • barbasia1 Re: "MOrdertwo doskonałe" [na (dobry) bis]/Sztucz 02.08.12, 18:12
          Mogę polecić "Ukrytą prawdę" w Kulturze o 22.00, o której kiedyś pisałam, ale r
          > eakcji nie było :) Całkiem ciekawy thriller polityczny, chociaż przydługi i lek
          > ko propagandowy (amerykańska demokracja-najlepszy z ustrojów!).

          Co się odwlecze, to nie uciecze , Bronte.

          Choć przyznam, że do thrillerów politycznych nie zywię wielkiej namietności.
      • pepsic Re: "MOrdertwo doskonałe" [na (dobry) bis]/Sztucz 02.08.12, 17:11
        "Kobietę samotną" oglądałam wieki temu, a dokładniej w ubiegłym. Strasznie przygnębiający film. Nigdy więcej:( Ale poczytać, czemu nie?

        Doceń, że "Dzikiego" z żenującą rola Lindy nie pokazują:) Swoją drogą, kariera mu się gwałtownie załamała, a miał niezłe predyspozycje na amanta/twardziela.

        "JUlia wraca do domu" - tez jestem ciekawa, kto i co zacz??

        "Morderstwo doskonałe"- sprawna rzemieślnicza robot, i ... oziębli bohaterowie.

        Ja zdaje się bardziej przychylnym okiem potraktowałam "Jasne błękitne oka ", a jednak ... nie mam ochoty na powtórkę, co jest dość wymowne.
        • grek.grek Re: "MOrdertwo doskonałe" [na (dobry) bis]/Sztucz 03.08.12, 14:29
          ale to ciekawe, słuchaj, starsi widzowie będą go pamiętać z Przypadku, Gorączki
          czy właśnie Kobiety samotnej, a już młodsi z Psów [generalizuję], a jedni
          i drudzy właśnie z takich żenad nieodrzecznych, jak to, co wymieniłaś, albo
          np. ten serial w tiiwi, w którym ganiał w różowych kapciach i robił za nianię.

          o, nie odstraszyła cię aktorka Brodzik w scenach agonalnych ? ;]
      • barbasia1 Re: "MOrdertwo doskonałe" [na (dobry) bis]/Sztucz 02.08.12, 18:04
        "MOrderstwo doskonałe"
        A aktorzy świetni, Michael Douglas, Viggo Mortensen, Gwyneth Paltrow.
        Ach, ci mężczyźni!

        Może dziś po meczu siatkarzy z Argentyną wreszcie optymizmem powieje z Londynu?

        Tak, oglądałam wczoraj "Kobietę samotną" , po raz pierwszy zresztą (rzadko ją wyświetlano do tej pory w telewizji, prawda?). Miałam wczoraj wspomnieć na Forum o "Kobiecie ..." ale wyleciało mi to zupelnie z głowy z emocji powitalnych, z niewyspania, a wieczorem, spóźniłam się na początek filmu, więc już w ogóle nie było czasu na uruchominaie kompa i instalowanie się na Forum, pisanie postów. Tak więc Twoja opowieść o "Kobiecie ..." , mile widziana jest , a nawet powiedziałabym pożądana .

        O tak, Greku, niech nas nikt dziś nie namawia do oglądania "Jasnych błękitnych okien", jutro też nie. ;)


        > "Sztuczki", 23 TVP1, powtórka, i też warto, wg mnie.
        > Pisaliśmy o nim kiedyś, moze coś dorzuciłobysię kiedyś zaprawdaż...

        Zaprawdaż. Innym razem.
        • grek.grek Re: "MOrdertwo doskonałe" [na (dobry) bis]/Sztucz 03.08.12, 14:33
          ... tacy trochę perfidni [ w tym filmie ;]

          z Argentyną wygrali, hehe, ale ten medal taki się zrobił
          jakiś niepewny, prawda, po meczu z Bułgarią ?

          spróbowałem coś nadziobać.

          hehe, jak widzę... zgodność stanowisk wystąpiła między nami ;]
          • barbasia1 Re: "MOrdertwo doskonałe" [na (dobry) bis]/Sztucz 03.08.12, 16:34
            He, he, he. ;))
            Pani też taka niewinna nie była, zdradziła męża.

            Ale nie przypomniałam sobie wczoraj "Morderstwa doskonałego" , obejrzałam za to film Holland "Julia wraca do domu". Niestey muszę niestety wyznać ze smutkiem, że film rozczarowujący.

            Tak, tak, jest mały niepokój, jeśli chodzi o grę naszych ,
            aleee jest ryzyko, jest przyjmeność, jak mawia klasyk ... ;)


            > spróbowałem coś nadziobać.
            Czytałam, czytałam ...
            Zaraz coś dorzucę.
            Mam wrażenie, że nie jesteś pewny końcowej oceny filmu?


            > hehe, jak widzę... zgodność stanowisk wystąpiła między nami ;]

            Zgadzać się z Tobą to prawdziwa przyjemność. Nie zgadzać jeszcze większa. Albo odwrotnie. ;))

            • barbasia1 Re: "MOrdertwo doskonałe" [na (dobry) bis]/Sztucz 03.08.12, 20:01
              Ale nie przypomniałam sobie wczoraj "Morderstwa doskonałego" , obejrzałam za to film Holland "Julia wraca do domu". Niestey muszę niestety wyznać ze smutkiem, że film rozczarowujący nieco, niemniej warto o nim kilka słów powiedzieć ... Moze w przyszłym tygodniu.

              Miranda Otto w roli Juli świetna.

              • pepsic "Julia wraca do domu" 04.08.12, 12:18
                Nie obejrzałam w całości, ale początek wydawał się całkiem zachęcający, czego nie mogę powiedzieć o jednej z bohaterek drugoplanowych usposabiającej wizerunek Polki za granicą, na który spoglądałam z niedowierzaniem i zażenowaniem. Nie wspominając o długotrwałej orgii z 75-takiem zafundowaną jej na pierwszym spotkaniu. Nie popisała się pani reżyserka Holland., kabaret z tego epizodu wyszedł. Swoją drogą pozazdrościć jurności starszym panom z Kanady. Co za spontan i kondycja;)
                Ps. Barbasiu, miłego weekendu :))
            • grek.grek Re: "MOrdertwo doskonałe" [na (dobry) bis]/Sztucz 04.08.12, 14:00
              o wiesz, Barbasiu, dla kobiet zwykle scenarzyści szyją bardzo solidne alibi :]
              mąz nieczuły, mąż niefajny, mąż niegrzeczny, w zasadzie to nie ona
              zdradziła, tylko została do tego zmuszona, hehe. I tutaj również niewinna
              Gwyneth dorabia męzowi poroże w akcie słusznej niewierności.

              przyznam, że tych ostatnich trzech meczów w grupie nie oglądałem/nie będę
              oglądał. czekam na ćwierćfinał. jak sie zaczyna gra, w której przegrywający
              definitywnie odpadają, to się zaczyna robić dopiero ciekawie :]

              film jest dobry, tak mi wychodzi.
              co do wymowy - nie bardzo wiem, czy to miała być krytyka systemu, czy
              ludzi jako takich, czy opis konkretnego przypadku... niektórzy odczytują
              "KObietę" jako uderzenie łopatą między oczy tzw. komuny,która szanse
              ludziom odbierała, pogrążała w marazmie i apatii.

              hehe, wzajemnie.
              obie wersje pochlebne :]
              • pepsic Re: "MOrdertwo doskonałe" [na (dobry) bis]/Sztucz 05.08.12, 20:14
                Może nie scenarzyści, a życie?
                ;))
    • siostra.bronte "List od nieznanej kobiety" 02.08.12, 19:31
      Wypatrzyłam w Kulturze, jutro o 16.20.
      To film Maxa Ophulsa z 1948 roku. Ten niemiecki reżyser, wyemigrował w czasie wojny do Stanów. Później kręcił też filmy w Europie.
      Ophuls był ceniony przez innych reżyserów, np. Kubricka ze względu na stronę wizualną swoich filmów, a zwłaszcza nowoczesne zdjęcia. Wyczytałam w Wikipedii :)
      Z opisu wynika, że to melodramat w stylu noir. Akcja toczy się na początku wieku w Wiedniu. Bohater, znany pianista musi wyjechać z miasta, aby uniknąć pojedynku. Przed wyjazdem dostaje list od jakiejś kobiety, która opisuje swoją wieloletnią miłość do niego. Ale bohater nie ma pojęcia, kto ten list napisał...
      W rolach głównych Joan Fontaine i Louis Jourdan.
      Nie widziałam tego filmu, więc trudno mi go ocenić. Ale jest uważany za jeden z najlepszych filmów lat 40-tych, więc dla wielbicieli klasyki to pozycja obowiązkowa.
      Pozostaje tylko liczyć na powtórkę filmu o jakiejś ludzkiej porze :)
      • barbasia1 Re: "List od nieznanej kobiety" 03.08.12, 17:22
        Ale masz dobre oko! Ciekawa rzecz. Koniecznie trzeba przypilnować powtórki.

        :)


        • siostra.bronte Re: "List od nieznanej kobiety" 03.08.12, 18:33
          Dzięki! Zawsze dokładnie sprawdzam program Kultury :)
    • grek.grek "Kobieta samotna", słów parę 03.08.12, 13:56
      wiecie, co mnie w "Kobiecie samotnej" najbardziej trafiło ?
      ambicja scenariusza.

      kiedy tytułowa Irena poznaje Jacka wydaje się, że oto może
      być z tego ascetyczna w formie, ale kolorowa w treści love story.

      a tu - żadnych takich historyji, że się spotkali, pokochali i razem
      przez życie etc.

      Bo oto pan Jacek się okazuje frustratem.
      patrzy w nią jak w obrazek, ale generalnie nie za bardzo mu w głowie
      codzienność w jej domu i z jej synem.
      człowiek upokorzony swoim kalectwem własnym, obwiniający o nie
      wszystkie "czynniki" dookoła, zupełnie dziabnięty na punkcie pieniądza,
      mniemający, że "jakbym miał samochód i mieszkanie, to bym był
      inny", a tak "kuleję i nic nie mogę". Ofiara systemu czy własnej
      apatii ?

      Gośc wydaje mi się najciekawszą postacią z tego całego interesu.
      Irena - wiadomo, matka Polka, same ciosy na głowę i jak trzeba to
      i w plecy dostanie, bo, jak sądzi "nikt za nią nie stoi, więc można nią, i
      jej synem, pomiatać !". Może i tak, a może to już bezsiła. Czy
      zmianę rejonu w pracy, na gorszy, dostaje też z powodu bezpartyjności,
      czy też jednak dlatego, że siedzi przy stole i duma, podczas gdy
      robota czeka ? to nie jest jednoznacznie określone, jak również oskarżenie
      jej syna w szkole o demolkę jakiejś czołobitnej wobec socjalizmu
      wystawy korytarzowej - czy dzieciak, bo mi wypadło z głowy - przypadkiem
      sam się nie przyznał, że jednak maczał w tym palce ? Niby mówi, ze
      "to nie on", ale ona sama niespecjalnie mu wierzy i ochrzania go.

      Jacek się ożywia, jak widzi kasę :]
      dobre, nie ?
      Ona do niego przychodzi, on ją wita w rezerwą i najchętniej wyprosiłby ją
      za drzwi w drugiej minucie, ale oto ląduje na stole woreczek z mamoną i
      facet się zmienia nie do poznania.

      I hejda - gruchot z giełdy i jedziem do "rajchu". Jedyna opcja ?

      Potem, wiadomo... i nagle w Jacku rodzi się Samarytanin i ją dusi, bo
      ona go poprosiła o to, żeby "coś zrobił, iżby mogła odpocząć wreszcie".
      No to jej zafundował wieczne wczasy, a sam dał się zapuszkować
      sugerując terrorystyczne zamiary w ambasadzie. pogłos z "Gorączki"
      mi się wyświetlił, gdzie LInda terroryzował na serio.

      kto traci na całej eskapadzie, na próbie oszukania losu przez tych dwoje ?
      syn Ireny.
      Klasyka.

      generalnie, samo pasmo problemów i utrapień Ireny nie starczyloby na dobry film.
      Postać Jacka nadaje mu decydujące piętno.
      I tutaj pan Boguś się wytęża medalowo, kapitalna rola.

      surowy klimat. jej klitka przy-kolejowa, jego graciarnia, budynek partii
      zimny i bezduszny, budynki - brudne i obszarpane. Pełna symbioza
      obrazu i fabuły. niby inaczej się nie dało, banał, film nie miałby takiej
      wiarygodnośc, ordnung must sein in scenaHHHriusz, ale wrażenie robi
      tak czy inaczej :]

      jest zaduch.
      No bo, co tam można zrobić tak naprawdę ?
      gdyby jeszcze nie miała dziecka, była wolna, mogłaby się zawinąć i już,
      przez zieloną granicę...
      A tutaj - moment pozostawienia syna wydaje mi się szczytem dramatyzmu
      tego filmu. świadectwem desperacji. Nawet nie kradzież pieniędzy - to był
      moment postawienia wszystkiego na jedną kartę, ryzyk-fizyk. Dopiero
      kiedy Irena musi porzucić dziecko i odgonić je wręcz od siebie, kiedy wychodzi
      z tego bidula - to jest dramat prawdziwy. Albo nie - prawdziwy dramat to
      chwila, kiedy jadą z tym Jackiem samochodem, deliberują jak to tam na
      Zachodzie jest i jak im się może udać, i ona jest ożywiona, energetyczna,
      uśmiecha się, ani przez moment nie daje znaku, że ma z tym problem.
      Nie dlatego, ze jest fatalną matką, ale dlatego, ze jej determinacja doszła
      do krańcowego punktu. NIby chłopiec zostaje pod opieką, ale jednocześnie
      kobieta z którą Irena go pozostawia sugeruje, ze wiecznie go tam nie będą
      karmić i opierać. Irena wierzy, ze wróci po niego, tak bardzo jej rosną skrzydła, że
      nie bierze pod uwagę żadnej możliwości zmiany planów w biegu.

      w sumie, mocne kino.
      oskarżenie systemu ?
      a może oskarżenie ludzkiego losu - Irena całe życie miała pod górkę, jak sama
      opowiada : ojciec bił, mąż się znęcał, a i teraz co chwila jakaś akcja, jak nie sąsiad,
      to ksiądz na pogrzebie ciotki przymilnym głosem informuje, ze trzeba za pochówek
      zabulić, rodzina się nie dokłada, sąsiadka naciąga ją na jakies pieniądze, które rzekomo
      na jej ciotkę wydała... świat otaczający Irenę tworzą same hieny i świnie.

      może więc - uderzenie w odwieczne słabości człowieka, jego kondycję, ówczesną ?
      zapewne tak, ale czy dzisiaj takich "Iren" brakuje ? uniwersalna story ?

      no i właściwie to mi się koci, kiedy probuję ogarnąć ten film.

      A jak u Was ? co sądzicie o tej historii i w ogole ?

      • siostra.bronte Re: "Kobieta samotna", słów parę 03.08.12, 14:26
        Widziałam ten film, bardzo dawno, więc nie pamiętam szczegółów.
        Ale pamiętam ogólną atmosferę beznadziei. Na pewno jeden z najbardziej przygnębiających polskich filmów jakie widziałam.
        Podobną historię można by spokojnie nakręcić i teraz. Czasy się zmieniły, ale ludzie pozostają tacy sami.
        • grek.grek Re: "Kobieta samotna", słów parę 04.08.12, 14:01
          czyli, jednak postrzegasz ten film jako opowieść o ludziach ? czy może o systemie, o czasach ?..
          • pepsic Re: "Kobieta samotna", słów parę 05.08.12, 20:08
            Stawiam, że człowiek, słaba istota zawiniła. A i zycie realne pokazuje, że sa matki zdolne popełnić największe zbrodnię, byle się pozbyć niechcianego, przeszkadzającego dziecka (sprawa Michałka utopionego w Wiśle, czy ostatnia małej Madzi, ta wprawdzie poszlakowa).
            Wątek pozostawienie dziecka na łasce losu, notabene wstrząsający, przewija sie również w filmie "Lilja 4 ever".
            A właściwie dlaczego on ją ta poduszką udusił? Chciał ulżyć w niedoli, czy najnormalniej zgarnąć kasę? Ale w takim razie po co sie przyznał od razu?
            • grek.grek Re: "Kobieta samotna", słów parę 06.08.12, 14:32
              ja odniosłem wrażenie, że z jego strony to był "ludzki gest".
              w rzeczywistości, to ona się znalazła w naprawdę tragicznym
              położeniu.
              poszukiwana za kradzież pocztowych pieniędzy, bez szans znalezienia
              pracy, obarczona [w tym wypadku, to słowo adekwatne, wg mnie]
              dzieckiem... nie chcę mówić, ze dobrze zrobił, ale w rozpaczy albo
              tępej desperacji zrobił to, co mógł, aby jej ulżyć w niedoli.

              kasy, w moim odczuciu, już wtedy nie było, oni wydali ją na zakup
              tego auta, którym próbowali wyjechać.
      • barbasia1 Re: "Kobieta samotna", słów parę 03.08.12, 19:16
        Świetna scena -kiedy podekscytowani oboje pędzą autem zakupionym za skradzone z poczty pieniądze (za granicę jadą?), Irena w trakcie jazdy poi z butelki czymś swego kochasia , kierującego autem, ten się dekoncentruje , auto wypada z drogi i rozbija się ...

        Wieczny pech czy głupota?

        cdn.
    • barbasia1 Fridrik Thor Fridriksson - migawka 03.08.12, 17:14
      W oko i ucho wpadł mi dnia pewnego fragment rozmowy Grażynki Torbickiej z Fridrikiem Thorem Fridrikssonem, najwybitniejszym islandzkim reżyserem, jednym z ojców założycieli islandzkiej kinematografii!, zaproszonym na tegoroczny festiwal Dwa Brzegi" do Kazimierza Dolnego-Janowca w ramach specjalnie przygotowanej retrospektywy jego twórczości.

      Co ciekawe Fridriksson jest samoukiem, nie skończył żadej szkoły filmowej. Spytany o początki swej drogi filmowej odpowiedział, że "najlepszą szkołą filmową było oglądanie po kilka razy tego samego filmu".

      Tu nieco więcej o tym reżyserze -
      www.dwabrzegi.pl/retrospektywa-fridrika-thor-fridrikssona/
      • barbasia1 Do zobaczenia, do poniedzałku! :) 03.08.12, 20:06
        Mili Greku, Koleżanki, musze znikąć na dwa weekendowe dni.

        Miejcie się dobrze i
        czekajcie na mnie! :)

        "Kobieta samotna" ledwo zaczęta, heh.
        ale ciągi dalsze niestety dopiero w poniedziałek , sorry.


        www.youtube.com/watch?v=9rfEas8T6tM
        :)
        • grek.grek Re: Do zobaczenia, do poniedzałku! :) 04.08.12, 15:45
          poczekam na dalszy ciąg, zatem :]

          dobrej zabawy czy też... udanych przedwięwzięć biznesowych, lub też
          wypoczynku równie korzystnego, Barbasiu :]

          gut link.
          • barbasia1 Re: Do zobaczenia, do poniedzałku! :) 06.08.12, 20:08
            > dobrej zabawy czy też... udanych przedwięwzięć biznesowych, lub też
            > wypoczynku równie korzystnego, Barbasiu :]

            :))))

            "udanych przedwięwzięć biznesowych"
            Hehehe

            Wypoczynku połączonego z wizytacją u koleżanki.
            Dzięki, dzięki, Greku! :)



            > poczekam na dalszy ciąg, zatem :]

            Jutro, dobrze?
            • grek.grek Re: Do zobaczenia, do poniedzałku! :) 07.08.12, 13:42
              ach, no jak wypoczynek to alles richtig.

              a ciąg dalszy może być w dowolnie przez Ciebie wybranym momencie :]
              • barbasia1 Re: Do zobaczenia, do poniedzałku! :) 08.08.12, 19:11
                Wyjątkowo męczące były upały tego lata ...


                Narasta mi tych ciągów dalszych, heh.
                ThnX.
    • maniaczytania dzis wieczorem 03.08.12, 23:01
      tylko igrzyska mialam na tapecie, ale bylo warto!
      Co za emocje! I dwa zlote medale dla Polski!
      • siostra.bronte Re: dzis wieczorem 04.08.12, 00:07
        Też oglądałam :)
        • barbasia1 Re: dzis wieczorem We are tha champions, myfriends 04.08.12, 09:27
          www.youtube.com/watch?v=xdCrZfTkG1c

          Pozdróweczka! :)))
          • siostra.bronte Re: dzis wieczorem We are tha champions, myfriend 04.08.12, 14:56
            Kocham! Wychowałam się na tej muzyce.
            Udanego weekendu :)
            • barbasia1 Re: dzis wieczorem We are tha champions, myfriend 06.08.12, 20:49
              Dzięki! :)

    • siostra.bronte "Sprawa życia i śmierci" 04.08.12, 16:14
      Via youtube. I znowu będzie długo :)
      Absolutny klasyk brytyjskiego kina, zawsze w czołówce ichniejszych zestawień. Film duetu reżyserów: Michaela Powella i Emerica Pressburgera z 1948 roku.
      Z tajemniczych powodów są oni u nas kompletnie nieznani. A mieli duży wpływ na wielu reżyserów, np. Martina Scorsese. Legenda głosi, że to Powell, zaprzyjaźniony ze Scorsese, zasugerował mu wybór czarno-białych zdjęć, po obejrzeniu pierwszych materiałów "Wściekłego byka'.
      Duet P&P tworzył oryginalne, efektowne wizualnie filmy, które można określić jako filmowe fantazje. I taki jest też ten film.
      Już początek jest oryginalny, pasuje raczej do filmu sci-fi. Widzimy kosmos, gwiazdy i planety. Zbliżamy się do ziemi. Trwa wojna. Jeden z brytyjskich samolotów został trafiony. Pilot Peter Carter (David Niven) łączy się przez radio z radiotelegrafistką (?) RAF-u. To Amerykanka, June.
      Ta próbuje mu pomóc, ale Peter mówi, że sytuacja jest beznadziejna. Samolot płonie, jego technik, Bob, nie żyje, a spadochron jest uszkodzony. Peter dyktuje June telegram do matki. Stara się zachować spokój i typowo brytyjskie poczucie humoru. Żartuje, że będzie straszył June jako duch, ale tej nie do śmiechu. Na koniec, w obliczu śmierci, Peter mówi, że ją kocha, chociaż nigdy jej nie widział.
      Połączenie się urywa. June płacze, wstrząśnięta rozmową.
      W następnej scenie widzimy Petera, dryfującego po morzu, ale nie wiemy czy żyje.
      I nagle obraz staje się czarno-biały. Widzimy setki białych skrzydeł. I nowoczesne wnętrze z recepcją. Wchodzą do niego grupy lotników, niektórzy taszczą ze sobą skrzydła. W recepcji elegancka kobieta prosi ich o wpisywanie się do wielkiej księgi.
      Pojawia się też Bob, który wypytuje rejestratorkę o Petera. Upewnia się czy to "sekcja pilotów". Twierdzi, że Peter musi tu być, bo nie miał spadochronu i nie mógł przeżyć.
      Rejestratorka mówi, że sprawdziła dokumenty i Petera tu nie ma. Jest zaskoczona :" Od tysiąca lat nie mieliśmy pomyłki".
      Musiało dojść do fatalnego niedopatrzenia. Faktura na Petera została wystawiona, ale on sam nie dotarł. Rachunki się nie zgadzają :)
      Oczywiście wiemy już, że to zaświaty, albo "inny świat". Raczej nie niebo, bo nie ma tu żadnych religijnych odniesień.
      Wracamy na ziemię, do kolorowego obrazu. Peter budzi się na plaży. Nie może uwierzyć, że żyje. Wędruje po plaży i spotyka chłopca. Dowiaduje się, że jest blisko bazy, gdzie mieszka June.
      Dociera na miejsce i widzi kobietę w mundurze, jadącą na rowerze. Jest zaskoczona, że mężczyzna zna jej imię. Rozpoznaje Petera i padają sobie w objęcia.
      Wracamy do czarno-białych zaświatów. Elegancka kobieta, chyba szefowa "biura" prowadzi dochodzenie w sprawie pomyłki z Peterem. Winny okazuje się wysłannik 71. Nieszczęśnik tłumaczy się, że była mgła i Peter zniknął mu z oczu.
      Zirytowana szefowa domyśla się, że wysłannik pracuje od niedawna. Faktycznie, dopiero od czasów Rewolucji Francuskiej. Jest arystokratą, który został ścięty. Oczywiście występuje w stroju z epoki :) Szefowa wysyła go, żeby sprowadził Petera.
      Wracamy na ziemię. June i Peter miło spędzają czas w ogrodzie. Pojawia się wysłannik 71. Zatrzymuje czas, co sprawia że June niczego nie widzi. Peter nie wierzy w jego historię, ale ten przekazuje mu pozdrowienia od Boba. Oczywiście Peter odmawia udania się na "górę". Mówi, że jest zakochany i musi zostać z June.
      Zbity z tropu wysłannik 71 zapowiada, że zapyta o instrukcje i jeszcze wróci.
      Peter opowiada o tym spotkaniu June, ale ta oczywiście niczego nie widziała. Martwi się o jego zdrowie i prosi znajomego lekarza, neurologa o pomoc.
      Dr Reeves po wstępnym badaniu stwierdza, że Peter ma halucynacje, spowodowane urazem mózgu. Ale jest też zafascynowany jego opowieścią. Zabiera go do swojego domu, aby mieć go pod kontrolą.
      Tam Peter nagle budzi się ze snu i twierdzi, że wysłannik 71 znowu go odwiedził. Powiedział, że na "górze" podjęto decyzję o procesie Petera. Proces zdecyduje, czy Peter może zostać na ziemi, czy też nie. Ma się zacząć jeszcze tego wieczoru.
      Lekarz i June bardzo się martwią o Petera. June wierzy we wszystko co mówi.
      Wcześniej lekarz zrobił badania, które wykazały uszkodzenie mózgu. Jedzie wiec do szpitala, żeby załatwić operację wcześniej, jeszcze na ten wieczór.
      Ale ambulans nie przyjeżdża. Lekarz jedzie motorem po pomoc, ale ginie w wypadku.
      Znowu jesteśmy w zaświatach. Tłumy ludzi wchodzą do ogromnej sali, między nimi jest także lekarz. Wysłannik 71 szybko go wyłapuje i zabiera ze sobą. Dr Reeves będzie obrońcą Petera na procesie.
      Tymczasem na ziemi stan Petera bardzo się pogarsza. June udaje się go zawieźć do szpitala. Zaczyna się operacja.
      I wracamy na "górę". W dużej sali, z mnóstwem widzów, rozpoczyna się proces. Prowadzi go Sędzia, jest też ława przysięgłych, lekarz i oskarżyciel, notabene Amerykanin (ofiara wojny w Brytyjczykami w 18 wieku).
      Pominę szczegóły. W pewnej chwili lekarz prosi o możliwość powrotu na ziemię, aby zebrać dowody na korzyść Petera. Wraca razem z Bobem i wysłannikiem 71.
      Spotykają się z Peterem. Czas się zatrzymuje, a nikt na sali operacyjnej oczywiście ich nie widzi. Peter znajduje dowód: łzę na policzku June, która przygląda się operacji. Wysłannik 71 zabiera ją na pąku róży. Romantyk :)
      Grupa wraca na "górę". Ale to jednak za mało. Sędzia chce przesłuchać June. I wszyscy wracają na ziemię niekończącymi się, ruchomymi schodami.
      June i Peter stają przed sądem. Sędzia pyta ją, czy kocha Petera. Odpowiada, że tak. Jednak musi to udowodnić. Tylko jak? Oskarżyciel chce, aby poświęciła się dla Petera i zamiast niego pojechała w zaświaty.
      June zgadza się, mimo protestów Petera. Wchodzi na schody i żegna się z nim. Schody ruszają. Ale szybko się zatrzymują. Bo w ten sposób June udowodniła swoją miłość. I może wrócić w objęcia Petera
      W tym momencie wracamy do szpitala. Operacja Petera kończy się. I ostatnia scena: Peter budzi się na łóżku, obok niego siedzi szczęśliwa June.
      I tak naprawdę nie wiemy, czy to wszytko były halucynacje chorego Petera, czy zaświaty faktycznie walczyły o niego. Widz może wybrać sam.
      Co prawda June w ostatniej scenie znajduje w kurtce Petera książkę o szachach, którą jakoby zabrał ze sobą wysłannik 71, namiętny szachista, ale czy tak rzeczywiście było?
      Niesamowita historia. Wim, że brzmi absurdalnie, a może i śmiesznie. Jak taki film mógł się udać?
      cdn.




      • siostra.bronte Re: "Sprawa życia i śmierci" cd. 04.08.12, 16:39
        A jednak, powstał film, który wręcz oszałamia fantazją i rozmachem. Wchodzimy w ten świat bez żadnych zastrzeżeń. Wydaje się, że wyobraźnia twórców nie zna granic. I widz przekracza te granice razem z nimi. Prawdziwa magia kina.
        To co robi największe wrażenie: strona wizualna filmu. Zdjęcia w Techincolorze są bajecznie piękne. Wizja zaświatów jest pomysłowa i efektowna. Choćby te niekończące się, ruchome schody.
        Zdjęcia są efektowne i nowoczesne, wyprzedzają swoje czasy. Na przykład cała sekwencja "kosmiczna". Albo przygotowania do operacji Petera. Jest tam ujęcie z wnętrza zamykanego oka. Rewelacja.
        I jeszcze protoplasta dzisiejszej "zamrożonej" klatki. Sceny, w których zatrzymany był czas. Aktorzy po prostu stoją w bezruchu :)
        Aż trudno uwierzyć, że to film z 1948 roku!! Autorem wspaniałych zdjęć jest stały współpracownik duetu, Jack Cardiff (później także reżyser).
        David Niven i Kim Hunter (June) tworzą cudowny duet. Między nimi jest taka chemia, że wierzymy bez trudy w ich uczucia.
        Warto dodać, że ten film zainspirował wiele innych filmów o "życiu po życiu". Choćby "Na zawsze" Spielberga, czy nasze "Niebo i piekło" Różewicza.
        Z pewnością to jeden z najdziwniejszych, ale i najpiękniejszych filmów, jakie w życiu widziałam :)
        • siostra.bronte Re: "Sprawa życia i śmierci" cd. 04.08.12, 16:42
          Znalazłam świetne video z fragmentami filmu. Oryginalny dźwięk jest zagłuszony przez pieśń Robbiego Williamsa, ale i tak całość jest fantastyczna :)
          www.youtube.com/watch?v=CTRyawBIF5k
        • grek.grek Re: "Sprawa życia i śmierci" cd. 05.08.12, 14:43
          co za lovestory :]
          nietypowa taka, w nietypowym kostiumie.
          [ciekaw byłem zwłaszcza tych schodów - pomysłowe, nie powiem,
          wygladają imponująco, jak na tamten poziom techniki filmowej;
          w ogole, te stare efekty specjalne mają urok, te nowe wyglądają
          czasami jak ostentacyjne popisywanie się możliwościami współczesnej
          technologii w służbie kina]

          I co za twist w zakończeniu.

          Kobieta gotowa oddać życie za mężczyznę... Niby rzecz constans [no bo facet
          oddaje życie za kobietę dośc rzadko w kinie, chyba że w jakimś pojedynku - nie
          wiedząc, czy do tego dojdzie, a najwyżej, ze tak może się stać;, a
          tutaj czyste osiągnięcie wolnej woli to jest, pełna świadomość jednoznacznej konsekwencji
          podjętej decyzji.

          i happy end. niby się wie, ze musi tak być, prawda ?, ale jakoś tak nie kręci
          się nosem, kiedy już do tego dochodzi :] Przewidywalne, ale za to w jakim stylu
          przeprowadzone z pkt A do Z :]

          rzeczywiście, Technicolor zrobił dla historii kina kawal dobrej roboty, te zdjęcia
          mają swój niezaprzeczalny wdzięk. I ta muzyka.

          Starocie, jak sklep z bibelotami, zawsze ten sam zapach, taki wehikuł w przeszłość.
          Wchodzisz i znikasz :] Tak samo tutaj, i z ogóle, takie mam wrazenie, w obcowaniu
          z tymi filmami z dawnych epok.

          bardzo dobra opowieść, Siostro, tak trzymaj. Twoje wycieczki w kinową klasykę mają
          styl :]




          .

          • siostra.bronte Re: "Sprawa życia i śmierci" cd. 05.08.12, 15:06
            Dzięki! Czuję się zachęcona :)
            Mam kilka kolejnych filmów na oku.
            • grek.grek Re: "Sprawa życia i śmierci" cd. 05.08.12, 15:33
              brzmi nader obiecująco, znając Twój gust i styl :]
              • siostra.bronte Re: "Sprawa życia i śmierci" cd. 05.08.12, 15:41
                Dzięki :)
          • siostra.bronte Re: "Sprawa życia i śmierci" cd. 05.08.12, 15:37
            Faktycznie, stare filmy, oczywiście te najlepsze, mają w sobie jakąś magię. Widz zapomina, że to tylko film :)
            Tak jest też w przypadku "Sprawy...". Miałam wrażenie, że to jakaś inna rzeczywistość, może sen?
            Kinomaniak nie musi brać żadnych zakazanych substancji, żeby się przenieść w inny wymiar :))
            Ale w tym przypadku to raczej nie "sklep z bibelotami". Ten film naprawdę robi wrażenie swoją nowoczesnością. Parę dni później widziałam "List od nieznanej kobiety", z tego samego roku. Wydaje się, że te filmy dzieli cała epoka!
            • siostra.bronte Re: "Sprawa życia i śmierci" cd. 05.08.12, 17:24
              Pokręciłam. "Sprawa..." z 1946 r., a "List..." z 1948 r.
      • pepsic Re: "Sprawa życia i śmierci" 05.08.12, 19:45
        No, przybywa nam filmów w starym kinie:) Na marginesie, może ktoś mnie przebije, ale najstarszy tu omawiany film to zdaje się "Pies andaluzyjski" z 1928 r.

        Ps. Od jutra nie będzie mnie na forum. Bawcie sie, oglądajcie, recenzujcie, ale z masażami bardzo proszę wstrzymać się do mojego powrotu. :))
        • siostra.bronte Re: "Sprawa życia i śmierci" 05.08.12, 19:50
          Widzę, że propozycja Barbasi zrobiła na Was wrażenie :)
          Udanego urlopu :)
          • pepsic Re: "Sprawa życia i śmierci" 05.08.12, 20:12
            Co poniektórzy olimpijczycy (np. lekkoatleci) działają na wyobraźnię;)
            Podziękowania!
        • barbasia1 Pepsic, przyjemnego urlopowania! :) 06.08.12, 19:59
          Do zobaczenia.
          Acha, chyba ja Cię będę masować , jak wrócisz. Niestety musiałam przejąć funkcję masażysty. ;))


          > No, przybywa nam filmów w starym kinie:) Na marginesie, może ktoś mnie przebije
          > , ale najstarszy tu omawiany film to zdaje się "Pies andaluzyjski" z 1928 r.

          Racja.
          • siostra.bronte Re: Pepsic, przyjemnego urlopowania! :) 06.08.12, 20:03
            Wcale nie musiałaś :))
            W ogóle to ja się nie zgadzam na żadne zmiany. Już się nastawiłam psychicznie :)
            • barbasia1 Re: Pepsic, przyjemnego urlopowania! :) 06.08.12, 20:30
              siostra.bronte napisała:

              > Wcale nie musiałaś :))
              > W ogóle to ja się nie zgadzam na żadne zmiany. Już się nastawiłam psychicznie :)

              :))
              Bronte, tyle osób jest w kolejce do masowania, za nic nie mogę pozwolić, żebyś się przemęczyła!? Kto nam potem wystuka na klawiaturze opowieści o filmach z klasyki kina?
              Zobaczysz, Bronte, że szybko przekonasz się do tenisa stołowego, jak tylko zaczniesz treningi. Będę Cię doping(pong)ować gorąco.
      • pani_lovett Re: "Sprawa życia i śmierci" by Barry Norman 09.08.12, 15:22
        Znany angielski krytyk filmowy Barry Norman umieścił i ten film na swojej liście 100 najlepszych filmów stulecia.

        W komentarzu zwraca uwagę, że temat, "historia człowieka, który ma umrzeć przed czasem i walczy o odroczenie wyroku, został już wyeksplatowany w filmie "Awantura w zaświatach" z 1941 roku. Ale - mówi Norman - Powell i Pressburger nigdy nie przejmowali się tym , co już było zrobione: po prostu zrobili to po raz drugi i lepiej".

        I pisze dalej tak:
        "Nawet dziś jest to olśniewający film, fantazja, satyra, historia miłosna, mądra prezentacja angielskiego mistycyzmu i romantyzmu. Łączy dowcip słowny i wizulaną odkrywczość , jakich oczekujemy od Powella i Pressburgera, z użyciem koloru i efektów specjalnych w sposób, który robi wrażenie takze w ielku technologii komputerowej, dominującej w nowoczesnym kinie".

        Prześwietna opwoieść, Bronte, jakbym ten film oglądała na własne oczy. :)

        Historia o wierze w potęgę miłości, właściwie nic nowego, jednak tu zdaje się nabierać nowego blasku.

        Śliczne, heh.

        :)


        • pani_lovett Re: "Sprawa życia i śmierci" by Barry Norman 09.08.12, 15:25
          Film "Sprawa życia i śmierci" (org. A Matter of Live and Death") jest z roku 1946.
          • siostra.bronte Re: "Sprawa życia i śmierci" by Barry Norman 09.08.12, 17:07
            Dziękuję! Bardzo mi miło :))
            Ciekawy cytat, czyżbyś miała książkę?
            Tak, pomyliłam datę, ale później gdzieś sprostowałam ten błąd.
            Przyznam, że musiałam zajrzeć do wcześniejszego ojejka, bo nie wiedziałam kim jesteś :)
            • barbasia1 Re: "Sprawa życia i śmierci" by Barry Norman 10.08.12, 15:46
              Tak, pani_lovett to ja. ;)
              Przepraszam, że Ci się nie przedstawiłam.
              Zdaje się naprawiałaś komputer, kiedy ja przebrałam się w nowy nick.

              Tak mam książkę Barry'ego Normana, kupilam kiedyś tanio na Allegro.

              Umknęło mi jakoś Twoje sprostowanie daty powstanie filmu, choć czytałam wszytskie Wasze posty.

              :)
    • grek.grek "3:10 do Yumy" pełna wersja ;] 06.08.12, 11:42
      remake klasyki.
      pierwowzór nazywał się "15:10 do Yumy" ;]

      w zasadzie, byłby to dobry film, gdyby nie spartolony akt finałowy.

      fabuła na oko jest prosta : pewien farmer stoi na progu upadłości -
      susza zdziesiątkowala jego zbiory, żeby się w ogole utrzymać najpewniej
      będzie musiał sprzedać ostatnie krowiszony [i to za pół-darmo], a do tego
      ciągle nachodzą go typy, ktore chcą przejąć jego ziemię, żeby później
      zarobić krocie odsprzedając ją kompanii kolejowej, która zechce wykupić
      ją układając tory dla kolei szynowej. słowem, Dziki Zachód.

      Facet ma żonę, ładną cokolwiek, ma dwóch synów, a po udziale w wojnie
      secesyjnej została mu jedna noga, u drugiej ma amputowaną stopę.

      I oto spada mu jak z nieba szansa na uratowanie siebie, bliskich i finansowe
      odbicie się od dna. Może zarobić 200 dolków na dostarczeniu do tytułowego
      pociągu do Yumy niejakiego Bena Wade'a, znanego rzezimieszka. POciąg
      ma specjalną celę, a zawieźć ma Wade'a do sądu, gdzie zostanie niezwłocznie
      skazany i powieszony.

      Poznaje on Wade'a już wcześniej. TUż po napadzie na dyliżans famer szukający
      swoich krów, które się spłoszyły i chyba kilka padło, natrafia na Bena i jego ludzi. Wade okazuje sie być gościem honorowym, a nawet uczciwym, chętnie płaci farmerowi za straty.
      Jest to ciekawa scena - Wade płaci, a farmer patrząc na monety żąda zapłaty za
      kolejne dolegliwości, aż wreszcie cierpliwie wysupłujący dolce Wade pyta cicho "no, to za co jescze mam ci zapłacić ?".

      Droga jest daleka, przez ziemie Apaczów, do
      towarzystwa ludzie mało doswiadczeni [doktorek, urzędas, chorowity
      łowca nagród], a na dodatek pewne jak amen w pacierzu jest to, że
      banda Wade'a zechce odbić swojego herszta, ale farmer bierze tę fuchę w ciemno.
      200 papierów, to być albo nie być dla jego rodziny.

      Dodatkową zaś motywacją jest chęć zaimponowania starszemu synowi, bohatera wojennego, za mięczaka i lamusa, co grzebie w ziemi jak byle wieśniak, a za to z ledwie skrywanym podziwem patrzy na Wade'a, ktory nie pracuje, nie sieje, nie orze, a za to widział kawał świata i pugilares
      ma zawsze pelny. dodać wypada, ze ten status "bohatera wojennego", to ściema.
      Farmer, owszem - stracił nogę na wojnie, ale... uciekając w popłochu przed
      wrogiem, a nie w bohaterskiej walce. Nikt o tym nie wie, ale farmer ma poczucie winy i
      życia, w którym ponosi same porażki. Eskortowanie z sukcesem Wade'a do pociągu do
      Yumy ma być także dla niego wreszcie jakimś osiągnięciem zyciowym.

      No i ruszają w drogę. Wade łatwym więźniem nie jest, mimo że związane ma łapy potrafić
      udusić gościa, co ubliża jego matce, a nawet zdobyć karabin i wziąć na muszkę
      swoich eskorterów. Wtedy jednak z pomocą przychodzi ojcu et consortes - starszy
      syn famera, który ukradkiem podązał za całą kompanią, mimo że ojciec stanowczo
      mu nakazał zostanie w domu, i opiekowanie się matką i młodszym bratem.

      Unikają panowie róznych niebezpieczeństw, na czele z gromadą typków pracujących
      przy budowie kolei. jeden z nich rozpoznaje Wade'a, i chce się zemścić za to, ze ten
      zabił mu kiedyś brata. Eskorta Wade'a musi go odbić i uciekać przed pościgiem.

      Najciekawszą historią w tym całym interesie jest partyjka psychopokera jaką
      proponuje farmerowi Wade.

      a Wade to nie byle sobie jakiś łotrzyk. To facet oczytany, inteligentny nad wyraz,
      mający swoistą klasę, można by nawet rzec "dzentelmen". zabija jak spluwa, ale
      ma klasę.

      Żonie famera patrzy w oczy, coś tam mruczy romantycznego - i gotowa jest...
      synowi farmera opowiada, co można mieć za pieniądze, jakie miejsca odwiedzić,
      jakie kobiety poznać i posiąść - i chlopak wyceluje w niego broń chroniąc ojca, ale
      nie przestanie go podziwiać nigdy... Russell Crowe gra go świetnie, w jego charmie
      nie ma nic tandetnego, wysilonego, nachalnego.

      Farmer w zasadzie ma w nosie Wade'a. Zależy ma na kasie. Dlatego gotow
      jest zasłonić go choćby własnym ciałem. I Wade wie to doskonale. CO i rusz
      stara się wpływać na motywację farmera. Np. sugeruje mu, ze jego żona nie
      zasługuje na takie życie, jakie jej zafundował. Powinna nosić drogie suknie, pić
      szampana i bywać w towarzystwie, a nie gnieździć się na jakimś zad,piu w
      blockhauzie ordynarnym, synowie powinni pójśc do najlepszych szkół i wyrosnąć
      na porządnych obywateli, a on sam - zostać ranczerem i mieć stada koni i bydła.

      I Wade mu to może załatwić, im bliżej Yumy tym farmer ma większy zamęt w
      okolicy potylicy, aż wreszcie stawka rośnie do dziesięciu tysięcy dolców gotówką.
      Wade niedawno obrabował dyliżans, gdzie było sto tysięcy. Ta dycha to dla
      niego pestka.

      Farmer ma problem, w zasadzie to by się mógł zgodzić, ale zaczyna dywagować :
      a co będzie jak cię wypuszczę, jakoś to wytłumaczę ludziom, a potem oni zobaczą
      jak nagle się gigantycznie wzbogaciłem ? za chwilę wątpliwość dotyczy tego, czy
      Wade dotrzyma słowa, "jak mi dasz te pieniądze, kiedy już będziesz wolny, czekiem ?";
      ale nie daje się skorumpować, bo... jest uczciwy i nie chce dać marnego przykładu
      swojemu synowi.

      I przychodzi moment ostatecznej rozgrywki.
      Yuma. 20 minut do przyjazdu pociągu. Zjawia się banda Wade'a. Jest ich siedmiu. Eskorterów
      zostalo dwóch, ale szeryf miejscowy i jego dwaj zastępcy ofiarują pomoc. Czyli, szanse w miare równe. Do momentu, kiedy ludzie Wade'a nie zaczynają oferować po 200 dolarów dla każdego z mieszkańców i przejezdnych w Yumie, który zastrzeli "prześladowców" ich wodza. Od razu liczba zainteresowanych odbiciem Wade'a rośnie wielokrotnie. A z tym pasztetem zostaje w końću samotny farmer. Szeryf i jego ludzie próbują negocjować z zastępcą Wade'a - zostają od razu zastrzeleni. swojego syna farmer odsyła, każe mu się bezpiecznie ukryć.

      No i wjeżdza pociąg i farmer ostrzeliwując się, i unikając kanonady, biegnie do tego pociągu
      chowając się i wykonując tysiąc fikołków. A z nim Wade. Czemu Wade nie wykorzystuje okazji i nie ucieka ? nikt tego nie wie :]

      Oczywiście, cudem się udaje obu panom dotrzeć do drzwi pociągowym, ale farmer dostaje
      kulkę w plecy, a Wade zostaje od razu uwolniony przez swoich ludzi. I wiecie, co robi pan Wade ? Patrzy z podziwem na martwego farmera i na opłakującego go syna i... zabija
      swoich ludzi. Wszystkich. swoich wiernych chłopaków. A potem wsiada do celi i pozwala
      się powieźć na stryczek.

      Finał co najmniej niezrozumiały.
      Tak samo jak historia zlapania Wade'a - otóż najpierw jego ludzie sprytnie wywabili z miasteczka szeryfa i jego ekipę [sugerując ze Wade bawi parę mil od miasta i tam go można złapać], żeby się w spokoju napić w saloonie. Tam Wade spotyka kobietę, którą kiedyś podziwiał za jej
      śpiew i "zielone oczy" w Atlantic City. Uwodzi ją nienagannie. Idą na piętro. A kiedy on maluje jej akt w swoim szkicowniku, pojawiają się ludzie szeryfa. Wade widzi ich przed okno, ale zamiast uciekać czy się z nimi strzelać - uśmiecha się i wraca do malowania. A oni go zawijają jak dziecko. Po co ? dlaczego ? Nie wiadomo. Chyba po to, zeby film można było skręcić ;]

      Potem ten bieg, kiedy Wade zamiast uciec farmerowi biegnie i kryje się przed kulami razem z nim, chociaż nie do Wade'a strzelają, a do farmera... No i ostatni akt powyżej... Miało być
      oryginalnie, a wyszło kuriozalnie :]

      Jedyne co mi przychodzi do głowy jako wyjaśnienie, to to, ze Wade chciał dopełnić niepisany testament farmera - jego życiową misją i pamiątką miało być "dostarczenie Bena Wade'a do pociągu do Yumy". Ale to nadal zupełnie nie przekonuje mnie do całej historyji.

      Crowe panuje na ekranie, jego Wade jest intrygującą mieszanką sprzeczności, sprytnym
      graczem, psychologiem, ma ujmujący sposób bycia i cytuje Księgę Przysłów, szarmancko traktuje kobiety, a wreszcie czuje do farmera sympatię i docenia jego uczciwość [jak widac, aż za bardzo] a zarazem "ma na sumieniu więcej ludzi niż dżuma". Na sugestię syna famera - "pan nie jest zły", Wade odpowiada z typową dla siebie nutką : "czy móglbym przewodzić bandzie tych łotrów gdybym nie był zepsuty do szpiku kości ?".



      • siostra.bronte Re: "3:10 do Yumy" pełna wersja ;] 06.08.12, 13:45
        Jak zwykle, dobrze napisane :)
        Widziałam oryginał wieki temu i na remeke nie mam ochoty.
        Przyznam się zresztą, że nie lubię westernów :)
        • siostra.bronte Re: "3:10 do Yumy" pełna wersja ;] 06.08.12, 13:49
          A, ten film był pokazany w sobotę :)
        • grek.grek Re: "3:10 do Yumy" pełna wersja ;] 06.08.12, 14:42
          dzięki :]

          ha, ja właśnie oryginału nie znam, a zawsze chciałem znać.
          jak byłem mały, to czytałem tomami powieści o Dzikim Zachodzie
          pióra Wernica i Szklarskiego, jeszcze jako stary 11-letni rozgrrywałem bitwy ołowianymi żołnierzami Indianie kontra armia ;], no i zbierałem zdjęcia z westernów z wszelkich dostępnych
          gazet. W jednym zeszycie gołe baby, a w drugim westerny i Indianie ;]
          i właśnie z "15:10 do Yumy" nigdy nie udało mi sie zdobyć żadnego
          zdjęcia, nawet tyciego. O oglądaniu to już w ogole moglem zapomniec,
          nie pokazywali wcale westernów, no chyba ze "W samo południe",albo
          "Rio Bravo", a ja miałem tyle tytułów zanotowanych i tylko fotki wydarte z
          jakichś gazecisk... ;] Pozostawało mi ganianie z kolegami i strzelanie z
          kupionych w sklepach łuków i rewolerów na plastikowe kulki.

          hehe, ja też wyrosłem z tego kina., schematycznego cokolwiek.

          ale "3:10" ma swój rys psychologiczny, ma ciekawą postać Wade'a, dotyczy
          ludzkich wyborów, pragnień i całej strony mentalnej, można by nawet zaryzykować, że
          Wade odgrywa tu rolę kusiciela, a farmer przechodzi próbę swojej moralności
          i uczciwości, wiary w porządek świata. To czyni ten film interesującym, wg mnie.

          • siostra.bronte Re: "3:10 do Yumy" pełna wersja ;] 06.08.12, 14:50
            Ech, fajnie się bawiliśmy w dzieciństwie! Też czytałam Szklarskiego :)
            • grek.grek Re: "3:10 do Yumy" pełna wersja ;] 07.08.12, 13:43
              no proszę :]
              co lubiłaś najbardziej ?

              [ja się zaczytywałem w trylogii o Dakotach, zwłaszcza w "ZŁocie Gór Czarnych"]
              • siostra.bronte Re: "3:10 do Yumy" pełna wersja ;] 07.08.12, 19:52
                Przygody Tomka :)
      • barbasia1 Re: "3:10 do Yumy" pełna wersja ;] 07.08.12, 15:31
        Tyle razy widziałam ten tytuł w gazecie telewizyjnej, a jakoś nigdy nie zdecydowałam się, żeby zasiąć przed telewizorem i obejrzeć film, ale może zrobię to przy najbliższej okazji.

        Coś mi nie pasuje w tym?/Twym? zakończeniu!?

        Wiesz, jestem nawet skłonna uwierzyć w tę nagłą przemianę Bena Wade'a, który przecież, jak sugeruje film, nie jest skończonym łajdakiem, bezdusznym zabójcą, nie jest, w przeciweństwie do swych kompanów, wyprany z moralności, ma w sobie zdolność do odróżniania dobra od zła, jestem też sklonna uwierzyć nawet w zabójstwo kompanów, bandytów, może miała ich dość, może miał już dość takiego życia, może postanowił ustakować się (to wcale nie takie rzadkie pragnienie u ludzi ze świata przestępczego).

        Trudno jednak mi uwierzyć, że jego przemiana sięga tak daleko, że Ben da(je) się powieźć na stryczek ...
        Coś mi tu nie pasuje!?


        Dobra opowieść.

        :)




        • mia72 Re: "3:10 do Yumy" pełna wersja ;] 07.08.12, 16:48
          Co do tego zakończenia - w ostatniej scenie Wade gwiżdże na swojego konia, ten zaczyna galopować równolegle do pociągu, więc przypuszczalnie Wade znowu ucieknie - tak to rozumiem.
          Przy okazji witam wszystkich - od dawna śledzę Wasze "ojeje", wiele filmów dzięki nim obejrzałam:)
          • barbasia1 Re: "3:10 do Yumy" pełna wersja ;] 07.08.12, 20:34
            mia72 napisała:

            O! A jednak! :)
            To mi się podoba. Nawet bardzo. :)
            Dzięki za dopowiedzenie!
            Greku, co Ty na to?

            O to nam właśnie tu chodzi, by zwracać uwagę na dobrze filmy i zachęcać do ich oglądania. Dobrze mówię?

            Pozdawiam serdecznie.

            Oczywiście wszelkie komentarze, uwagi, wrażenia pofilmowe, streszczenie zawsze będą mile widziane.
            • grek.grek Re: "3:10 do Yumy" pełna wersja ;] 08.08.12, 13:54
              hah, Barbasiu, no co ja mogę..?
              wtopa moja aż po uszy.

              Mia uratowała temat; pokrzepiające, koniec końców, że
              to ja zapadłem w śpiączkę chwilową, a nie bohater flmowy
              został pozbawiony podstawowego zestawu instynktu samozachowawczego ;]
              • barbasia1 Re: "3:10 do Yumy" pełna wersja ;] 08.08.12, 14:46
                Greku, przecież nic się nie stało! Drobny błąd. Zdarza się każdemu.

                Pytałam , co Ty na to, nie w celu wytknięcia paluchem błędu, Boże broń, ale dlatego, że przyszło mi do glowy, że możesz mieć ten film na taśmie irzucić ponownie okiem na samo zakończenie. Choć przecież nie ma żadnego powodu, by nie dowierzać Mii. Zwłaszcza, że takie zakończenie, jak przedstawiła Mia jest spójne z charakterystyką bohatera.

                :)


                • grek.grek Re: "3:10 do Yumy" pełna wersja ;] 08.08.12, 15:09
                  każdemu... a zwłaszcza mnie ;]

                  myślę, ze to jedno ujęcie jednak zmienia zasadniczo całe odczytanie finału.

                  I ja go pamiętam, Barbasiu, po prostu zupełnie się w nim nie połapałem
                  i nie dopisałem go na dodatek, co by Wam ułatwiło, być może zbieżną
                  z Mii, interpretację. A to już niedopatrzenie :]

                  Ja tego wierzchowca kłusującego obok pociągu odczytałem jak jakiś
                  romantyczny gest westernowy, notabene który też mi się wydał od czapy zupełnie -
                  teraz już wiem dlaczego :]



                  • barbasia1 Re: "3:10 do Yumy" pełna wersja ;] 08.08.12, 16:24
                    Akurat Ty najmniej tego rodzaju błędów popełniasz.
                    I chyba właśnie dlatego tak mnie zastanowiło, zadziwiło to zakończenie.

                    Dziękujmy serdecznie, Mia, raz jeszcze za cenne wyjaśnienia.


                    Nic się nie stało.
                    Grek.Greku,
                    nic się nie stało.
                    Nic się nie stało,
                    Grek.Greku,
                    nic się nie stałoooo!

                    Naprawdę miłe , że ludzie czytają, i w razie potrzeby reagują! Dzięki!
                    • grek.grek Re: "3:10 do Yumy" pełna wersja ;] 09.08.12, 13:55
                      o, błądzę, błądzę, nie ukrywajmy tego.
                      ale to mnie motywuje, zeby następnym razem
                      zbłądzić trochę później, skoro tak całkiem uniknąć
                      się nie da, hehe.

                      haha, dzięki Barbasiu, to podnosząca na duchu
                      pieśń bojowa ;]

                      zdecydowanie, reagują, a może nawet będą reGGAEe'ować kiedyś :]
                      • pani_lovett Re: "3:10 do Yumy" pełna wersja ;]/ regge 09.08.12, 14:55
                        Nie błądzi ten, kto nic nie robi. :)

                        To może zrobię Ci niespodziankę zareGGAEe'uję. ;)

                        www.youtube.com/watch?v=rdlt7ghLFa4
                        Maleo Reggae Rockers - Każda minuta
                        Piosenka z przesłaniem! Niezła, niezła. :)

                        • pani_lovett Re: "3:10 do Yumy" pełna wersja ;]/ regge 09.08.12, 14:57
                          ReGGAEe'owałam ja barbasia1, przypominam, jeśli kto zapomniał.
                        • grek.grek Re: "3:10 do Yumy" pełna wersja ;]/ regge 09.08.12, 15:50
                          nie tylko niespodziankę, ale i przyjemność :]

                          ja na jutro szykuję coś muzycznego dla Ciebie, i dla Was.
                          wpadło mi coś do ucha niedawno i spróbuję to znaleźć
                          i zaskoczyć Ciebie i Was jednocześnie.
                          • pani_lovett Re: "3:10 do Yumy" pełna wersja ;]/ regge 09.08.12, 15:57
                            O! Świetnie! Czekam. :)

          • grek.grek Re: "3:10 do Yumy" pełna wersja ;] 08.08.12, 13:49
            witam Ciebie :]

            dobre wejście.
            ten moment, który opisujesz rzeczywiście rysuje całkiem nową
            perspektywę. i to logicznie uzasadnioną.

            alibi nie mam, zagapiłem się fatalnie i ponownie :]
            świetnie, że sprostowałaś.
            dzięki.
    • barbasia1 Jeszcze gorący utwór zespołu Ultravox na powitanie 06.08.12, 18:19
      w upalne popołudnie sierpniowe .
      Dzień dobry! :)

      "Live" z płyty "Brilliant" (premiera: 28 maja 2012) zespołu Ultravox reaktywowanego w "klasycznym" składzie Ure-Cross-Currie-Cann.

      www.youtube.com/watch?v=umi9pNZdzsY&feature=related

      A tak grał Ultravox prawie trzydzieści lat temu - "Dancing With Tears In My Eyes " (z albumu wydanego w 1984 roku). Pamiętam z radia ...

      www.youtube.com/watch?v=tKZEkOXomNo
      :)




      • siostra.bronte Re: Jeszcze gorący utwór zespołu Ultravox na powi 06.08.12, 18:34
        Witamy :)
        Ultravox! Aż łza się w oku kręci. To były piękne czasy dla muzyki. Potem było już tylko gorzej.
        Ten utwór jest trochę wcześniejszy, może Ci się spodoba:
        www.youtube.com/watch?v=2v6IFkLoE5w
        :)
        • barbasia1 Re: Jeszcze gorący utwór zespołu Ultravox na powi 06.08.12, 19:09
          Cześć, Bronte. :)

          Gary Numan - Complex - bardzo mi się podoba!
          Nie znałam tego wcześniej ani utworu, ani wykonawcy.

          Dziś, dzięki komputerowi, netowi, youtube duża część dorobku muzycznego kolejnych pokoleń dostępna jest tak łatwo, jak nigdy dotąd, to wspaniałe. :)


          • barbasia1 Re: Jeszcze gorący utwór zespołu Ultravox na powi 06.08.12, 19:20
            Ja załapałam się, jeśli chodzi o muzykę, dopiero na początek lat 90, ale wtedy brzmienia lat 80. jeszcze często można było słyszeć w radio . :)
            • barbasia1 Re: Jeszcze gorący utwór zespołu Ultravox na powi 06.08.12, 20:51
              właściwie załapałam się jeszcze na końcówkę lat 80. ...
          • siostra.bronte Re: Jeszcze gorący utwór zespołu Ultravox na powi 06.08.12, 19:33
            Cieszę się, że Ci się podoba :)
            To prawda, w youtube można znaleźć prawie wszystko!
    • grek.grek "Azyl" - [na bis] dziś & londyńkie impresje ;] 07.08.12, 14:17
      "Azyl" robi dobre wrażenie za pierwszym razem, potem chyba jednak brakuje
      smaczków, zeby maniakalnie doń wracać. ALE raz na 2-3 lata - idealna rutyna.
      Fincher jednak rzadko partaczy robotę,a Jodie Foster w firmowym dla siebie
      ekranowym kostiumie pod tytułem : dzielna-samotna-kobieta-opierająca-się-męskiej--przemocy
      jest w pełnio wiarygodna.
      Poza tym, jakoś lubię te thrillery które dzieją się w "pudełku po zapałkach".
      Tutaj jest to wielki dom, wystarczająco wielki, żeby można było po nim kazać biegać i
      ścigać się bohaterom, a jednocześnie dostatecznie mały, zeby film miał kameralny,
      momentami klaustrofobiczny nawet charakter.
      dla mnie - propozycja interesująca.
      A dla Was ?

      Trochę się wetnie w Igrzyska, no ale konkurencja ma swoje wymogi :]

      Oglądaliście wczoraj relacyje z B-Londyna ?

      ależ konkurs tyczkarek był ciekawy.
      Wydawało się, ze jednak Isinbajeva swoje złoto wyskacze, że te młode wilczyce
      odpadną na wyższych pułapach. a tu - nic z tych rzeczy. Pierwsza odpadła sama
      Isinibajeva. A potem Amerykanka z jakże efektowną Kubanką, która miała białe
      tylko paski na spodenkach, stoczyły pojedynek o złoto, który ważył się do ostatniego
      skoku. Osiągnęły tę samą wysokość, ale ostatecznie wygrała Amerykanka z powodu
      faktu, ze dokonała tego w mniejszej ilości prób.
      MOże jakaś zmiana warty sie szykuje w tej konkurencji i zmierzch rekordzistki i
      multimistrzyni ?

      kobiece biegi na 200 oraz 400 m przez płotki.
      jak tak przedstawiali zawodniczki, to stwierdziłem, że
      poziom się znacznie podniósł.
      Urody startujących :]
      I wiecie co, dałbym głowę, ze najwięcej ładnych sportsmenek
      przyjechało z Rosji.
      Ale i tak pozornie nie-misskowata pani mistrzyni 100 metrów z Jamajki jednym uśmiechem
      je zdystansowała o milę, a druga pani, z Amerykowa, mistrzyni 400 m [Sanya Richards chyba] - jeszcze do symilarnych walorów, co Jamajka, dołożyła sylwetkę, której się żadna
      modelka nie powstydziła. By :]

      a potem realizator przeniósł obraz w miejsce, gdzie zwiewne niewiasty pchały kulą. I jakże odmienne wrażenia ;]

      [usłyszane w kolejce : - Nie wiesz kto wygrał pchnięcie kulą kobiet w Londynie ? - Chyba jakiś Białorusin, a drugi był Chińczyk ;] - to nie ja, to oni, ci gruboskórni i nietaktowni, ja nie ;]

      męskich konkurencji nie oglądałem tak wnikliwie, heh.
      ale jegomość, który wygrał 400 m p [Sanchez ?] wzruszył się podczas
      dekoracji tak, ze mecenas Prado byłby z niego dumny :]

      Nie wiem jak Wy, ?, ale ja nie oglądam tego w TVP.
      Nie sposób.
      Reklama za reklamą, a pomiędzy nimi jakieś chaotyczne przeskoki z
      parkuru do hali ze sztangami, z hali ze sztangami na stadion, ze stadionu
      do studia, a tam gadające głowy...

      Oglądam w CT i chwała Czechom za sposób realizacji. Studio wchodzi
      tam na zakończenie dnia. Podsumowania, dyskusje. I wiecie, gdzie to
      studio się znajduje ? w Londynie :] Wczoraj po zakończeniu dnia na
      stadionie prowadzący rozmawiał z dwiema Czeszkami, wtym jedną która
      skakała o tyczce.

      Poza tym - zero reklam, na jednym kanale : lekka, na drugim : sztanga,
      na trzecim : gry zespolowe. Wszystko poukładane, nie ma przeskoków,
      żadnej nagłej szalonej zmiany planów, "bo NASZA/NASZ startuje !" i rzuca
      się w kąt wszystko, zeby pokazać jak zajmuje ostatnie miejsce robiąc
      kiepski wynik ;]

      Inna bajka, mówiąc krótko.




      • siostra.bronte Re: "Azyl" - [na bis] dziś & londyńkie impresje ; 07.08.12, 14:51
        Widziałam "Azyl", całkiem dobry, ale na powtórkę nie mam ochoty.
        Oglądam wieczorami olimpiadę. Twoje opinie na temat urody zawodniczek są bardzo interesujące :) Już dawno zauważyłam, że Rosjanki, Ukrainki są zwykle najładniejsze.
        A na drugim miejscu w pchnięciu kulą była kobitka z Nowej Zelandii :)
        Oglądam w tvp. Faktycznie za dużo reklam i gadania w studio.
        • grek.grek Re: "Azyl" - [na bis] dziś & londyńkie impresje ; 08.08.12, 13:43
          cieszę się, że mój szowinizm i seksizm jakoś "przechodzi" dzięki Twojej
          olimpijskiej tolerancji ;]

          dzisiaj siatkówka - Polacy z Rosjanami. 10 mln widownia ? :]

          • siostra.bronte Re: "Azyl" - [na bis] dziś & londyńkie impresje ; 08.08.12, 14:03
            Nie chciałam zaczynać awantury :)
            Czarno widzę ten mecz z Rosją, ale zobaczymy.
            • grek.grek Re: "Azyl" - [na bis] dziś & londyńkie impresje ; 08.08.12, 15:11
              doceniam Twoją powściągliwość :]

              i mnie się zdaje, że limit szczęścia, i chyba szczyt formy przy okazji,
              siatkarzy się wyczerpał przed Igrzyskami, kiedy gromili kogo popadło,
              a gromieni chyba niewiele sobie z tego robili, bo wiedzieli, ze prawdziwe
              frukta będą do wygrania dopiero w Londynie.
              • siostra.bronte Re: "Azyl" - [na bis] dziś & londyńkie impresje ; 08.08.12, 15:20
                Miło mi :)
                Ano właśnie, chyba Liga Światowa ich wymęczyła. Zresztą kilka dobrych drużyn w ogóle w niej nie grało.
                • barbasia1 Igrzyska - Siatkówka Polska:Rosja godz. 20:30 08.08.12, 18:48
                  Wynik wielką niewiadomą.


                  :)


                  • pani_lovett Re: Igrzyska - Siatkówka Polska:Rosja godz. 20:3 09.08.12, 14:46
                    Grek, jako jedyny pewnie przewidział, jaki będzie wynik !?

                    Zmiażdżyli polską drużynę "atomowym atakiem" i "betonowym blokiem" Rosjanie.

                    Rosja i Brazylia będą grać w finale o złoto?


                    :)
                    • grek.grek Re: Igrzyska - Siatkówka Polska:Rosja godz. 20:3 09.08.12, 15:11
                      no nie nie, Siostra tez miala czarnowidzenie :]

                      za dużo bylo tego hurraoptymizmu, za mało zaś mówiono
                      o tym, żeby jednak poczekać, nie szaleć i wziąć pod uwagę
                      "czynniki ryzyka".

                      możliwe, ale powiem Ci, ze patrzyłem przez jakiś czas, wczoraj,
                      na Włochów i kto wie, czy Brazylia nie padnie ich ofiarą.

                      ja bym postawił na finał Wlochy-Rosja :]
                      • pani_lovett Re: Igrzyska - Siatkówka Polska:Rosja godz. 20:3 09.08.12, 15:45
                        A tak, Bronte chyba też,
                        przy czym w jej czarnowidzieniu dużo wyrozumiałości wyczułam. :)

                        O! To ciekawe!

                        Pokażą finałowe rozgrywki w telewizji?
                        :)
                        • grek.grek Re: Igrzyska - Siatkówka Polska:Rosja godz. 20:3 09.08.12, 15:52
                          mam nadzieję, a nawet wydaje mi się, że pokażą na pewno.
                          oby TVP się nie obraziła, że Polska odpadła i nie zignorowała
                          decydujących meczów :]
                          • pani_lovett Re: Igrzyska - Siatkówka Polska:Rosja godz. 20:3 09.08.12, 16:04
                            Byłoby szkoda.
                            W razie czego internet zostaje (mi).

                            :)

      • barbasia1 Re: "Azyl" 08.08.12, 14:17
        Przypomniałam sobie wczoraj "Azyl", w oryginale "Panic room" - dobitniej określa miejsce akcji.

        A tak na marginesie, czy jest w języku polskim odpowiednik wyrażenia /terminu "panic room"? Bo schron chyba nie zupełnie odpowiada temu angielskiemu wyrażeniu.

        Udany thriller, choć fabuła przewidywalna i nie ma tu niczego nowego, czego byśmy już wcześniej nie widzieli, poza , jak zauważa Tomasz Raczek (w Leksykonie filmowym na XXI wiek, t.1), "nowoczesnym i niesłychanie wciągającym sposobem filmowania historii.
        Wciągające, prawda.

        Jodie Foster wzięła tę rolę w nagłym zastępstwie, za koleżankę Nicole Kidman, która nabawiła się kontuzji nogi na planie "Mouiln Rouge". Film stał sie przebijem kasowym w Ameryce. Czasem zastępstwo może prowadzić do wielkiego sukcesu.


        :)




        • siostra.bronte Re: "Azyl" 08.08.12, 15:17
          A my nieustająco czekamy na obiecane parę słów o "Maurycym :)
          Chyba, że w międzyczasie zrezygnowałaś :)
          • barbasia1 Re: "Azyl" 08.08.12, 16:40
            Nie, nie, że nie zrezygnowałam. Sorry, nie nadążam.

            :)


        • grek.grek Re: "Azyl" 08.08.12, 15:19
          "Panic room" ? może... mysiadziura [od "schować się w mysą dziurę"] ? ;]

          no i ja się z cytowanym przez Ciebie imć Raczkiem zgodzę.
          [a Ty ?]
          Nihil novi, ale styl akceptowalny i przyjazny dla oka.

          tak sobie pomyślałem, ze Kidman może by była ciekawsza w tej roli
          o tyle, że nie jest to jej emploi, jako aktorka jest bardziej "krucha" od Foster,
          mogłaby pogłębić psychologię bohaterki, w jej wykonaniu te wszystkie
          heroiczne wyczyny miałyby inny charakter i dramaturgię. w sumie, Fincher
          dobrze kombinował z obsadą, chociaż jak odpadła Kidman, to zmienił
          koncepcję jakoś tak dość radykalnie :]
          • siostra.bronte Re: "Azyl" 08.08.12, 15:36
            W ogóle Jodie Foster rozmieniła talent na drobne w ostatnich latach.
            • pani_lovett Re: "Azyl" 09.08.12, 14:12
              Może i masz rację. Z drugiej strony dla aktorek po czterdziestce nawet i Hollywood nie ma zbyt wiele ciekawych ról do zaoferowania. Nie raz skarżyły się na to strasze aktorki.
          • barbasia1 Re: "Azyl" 08.08.12, 16:13
            chichichi :))))

            Ja tu poważne lingiwstyczne pytanie zadaję, a Ty tu jakieś śmichy chichy urządzasz !? :))

            Też się zgadzam.

            Tak, to bardzo prawdopodobne. / też słowo "kruchość" przychodzi mi do glowy, kiedy myślę o Kidman/

            Foster wygląda na taką, która da sobie radę, nawet w sytuacji bez wyjścia, zresztą nie jedną już tego rodzaju rolę zagrała, na czele z pamiętną agentką Clarice Starling w "Milczeniu owiec" .

            :)



            PS Mysia dziura nie jest zaopatrzona w telefon, a panic room jest.
            • grek.grek Re: "Azyl" 09.08.12, 13:50
              haha, no tak, mysie dziury były projektowane w czasach cokolwiek
              odległych i technologicznie zacofanych ;]

              o, to prawda, Starling ją zdefiniowala w... a do tego : rzeczona osaczona kobieta
              w wielkim domu, w "Oskarżonych" była zgwałconą publicznie dziewczyną stawiającą
              czoła w sądzie swoim prześladowcom; w "Planie lotu" ganiała po samolocie
              szukając swojej zaginionej córki, mimo że uznawano ją za wariatkę;
              w "Odważnej" samotnie polowała na ulicznych rozrabiaków i morderców męża.

              z jednej strony, wiarygodna jest dzięki tej mnogości podobnych postaci, a
              z drugiej - chyba zaskakiwac przestaje, coś jak Sandra Bullock jako "dziewczyna
              z sasiędztwa". Jak Bullock zacznie na ekranie zabijać, a Foster mizdrzyć -
              wtedy będzie to zauważalna zmiana ;]

              • siostra.bronte Re: "Azyl" 09.08.12, 14:24
                Te wcześniejsze role były ciekawsze psychologicznie. A ostatnio Foster dała zamknąć się w szufladzie silnej kobity w filmach akcji.
                • siostra.bronte Re: "Azyl" 09.08.12, 14:25
                  *silnej kobiety :)
                  • pani_lovett Re: "Azyl" 09.08.12, 15:35
                    Zanim o Maurycym słówko o "Sprawie życia i śmierci"...
                    forum.gazeta.pl/forum/w,14,137291443,138062812,Re_Sprawa_zycia_i_smierci_by_Barry_Norman.html
                    • grek.grek Re: "Azyl" 10.08.12, 15:05
                      bardzo ciekawe "słówko", Barbasiu :]
                      • barbasia1 Re: "Azyl" 10.08.12, 15:40
                        To cieszę się, że i Tobie się podobało. :))
                • grek.grek Re: "Azyl" 09.08.12, 15:12
                  to prawda, jakkolwiek ponoć w "Rzezi" Polański dał jej scenariusz z dialogami,
                  w odrożnieniu od planu biegów i diety, które dostawała do poprzednich filmów ;]
              • pani_lovett Re: "Azyl" 09.08.12, 14:42
                Hehehe! Co prawda, to prawda. :)))

                O! O! Świetne przypomnienie. :)

                >Jak Bullock zacznie na ekranie zabijać, a Foster mizdrzyć -
                > wtedy będzie to zauważalna zmiana ;]

                He, he! Tak, to dobry pomysł. :)
                Wypada zatem czekać na odważnego, który wpadnie na ten pomysł.

                Obsadzanie aktorów, aktorek na przekór filowemu empoli nie raz i nie dwa opłaciło się twórcom filmu i w rozwoju kariery aktorskiej pomogło (Travolta w "Pulp Fiction" Tarantino).

                :)

                • grek.grek Re: "Azyl" 09.08.12, 15:16
                  hehe, to będzie klęska, kiedy Foster zagra słodka idiotkę ;]
                  a Sandrę,np jako psychopatyczną dzieciobójczynię, chętnie bym zobaczył.
                  wiesz, wg mnie niewiele jest ciekawszych rzeczy w kinie od ról, w których
                  zdawałoby się na amen zaszufladkowani aktorzy pokazują całkowicie
                  nową twarz. I gest Kozakiewicza pseudokrytykom takim jak ja ;]

                  [znakomity przykład Travolty, Pani L. alias Pani B. ;)]
                  • pani_lovett Re: "Azyl" 09.08.12, 15:52
                    Prawda.
                    Przecież Ty pierwszy byś dojrzał i docenił taką voltę wizerunkową.


                    Dziękuję, Mój Słodziutki! ;))
                    • grek.grek Re: "Azyl" 10.08.12, 15:04
                      postarałbym się nie przegapić ;]

                      hohoho ;]
                      • barbasia1 Re: "Azyl" 10.08.12, 15:39
                        :)

                        Pani Lovett może tak mówić. Bo może prawda? ;)

                        • grek.grek Re: "Azyl" 11.08.12, 14:00
                          hehe, ktoś kiedyś powiedział, że bycie sobą, to akceptacja
                          wielu własnych twarzy :]
                          • barbasia1 Re: "Azyl" 11.08.12, 14:39
                            Interesujące!
      • barbasia1 & londyńkie impresje - Isinbajewa 11.08.12, 20:23
        Właśnie, przywyczaiła nas Isinbajewa do tego, że wygrywa wszytsko, a do tego jeszcze rekordy świata z wdziękiem i lekkością zgrania.

        A zdobyła do tej pory w karierze aż 28 rekordów świata, jak przeczytałam, o jeden więcej niż w męskiej tyczce, Sergiej Bubka, zwany carem tyczki .
        Jako kobieta jestem z niej szalenie dumna. ;)

        Trafiłam na końcówkę skoków o tycze i byłam szczerze zdziwona, że zamiast Isinbajewej sięgającej po kolejny rekord widzę reprezentantki Kuby i Ameryki oddające serie bardzo nieudanych skoków. I zadowoloną minę Isinbajewę , która uplasowała się na trzecim miejscu, jak poinformował zaraz komentator.

        Potem przeczytałam o majowej kontuzji nogi, jakiej doznała Isinbajewa i wszytsko stało się jasne. Może więc nie należy jeszcze w tym brązowym medalu upatrywać końca kariery carycy tyczki. Choć oczywiście koniec kariery Isinbajewej zbliża się nieuchronnie wielkimi krokami, niestety.

        Zawsze starałam się oglądać jej skoki,
        Efektownie koncentowała się przed skokiem, naciągnąwczy czapeczkę z daszkiem na oczy, albo kocyk na głowę, zupełnie nie obchodziły jej skoki konkurentek, których tak naparwdę nie miała.
        Potem trzymając tyczkę w dłoni wymawiała jeszcze pod nosem jakiąś formułę, chyba magiczną (? ;) i skakała pięknie technicznie / co nawet ja, kompletna dyletantka dostrzegałam/ pewnie i swobodnie, jakby skok o tyczce na wysokość kilku metrów był najprostszą na świecie rzeczą do wykonania. I rzadko który jej skok był nieudany.
        Wielką z przyjemnością oglądało się takie skoki.

        :)
        Obie z mamą jesteśmy fankami Isinbajewej.

        :)


        > [usłyszane w kolejce : - Nie wiesz kto wygrał pchnięcie kulą kobiet w Londynie
        > ? - Chyba jakiś Białorusin, a drugi był Chińczyk ;] - to nie ja, to oni, ci gru
        > boskórni i nietaktowni, ja nie ;]

        Gruboskórne chłopy!

        • grek.grek Re: & londyńkie impresje - Isinbajewa 13.08.12, 15:19
          bardzo gustowny wpis, Barbasiu.

          właśnie, ciekawe co ona tam mamrotała przed skokiem ? :]
          spece od czytania z ust powinni to jakoś rozgryźć, heh.

          zdecydowanie, jest ona tym dla tyczki kobiecej kim był BUbka
          dla męskiej. i to tylko dlatego, że Bubka był przed nią :]

          te jej rekordy jeszcze się długo utrzymają. do 5 metrów żadna
          z tych nowych dziewczyn się nawet nie zbliża wzrokiem.
          A kto wiem, może sama Isinbajeva raz jeszcze poprawi rekord
          świata. To by było niezłe, rekord świata w ostatnim skoku w karierze, nie ?

          chociaż sportowcy zwykle nie potrafią wyczuć dobrego momentu
          na odejście. Kiedy wygrywają pojawia się przekonanie, ze jeszcze
          mogą to kontynuować, że właściwie starzy jeszcze nie są, że konkurencja
          taka sobie i zwykle marnują okazję, zeby w najlepszym stylu zakończyć
          występy. ochodzą zwykle po jakiejś naprawdę spektakularnej klęsce.
          ostatni akt bywa mało urodziwy.
          • barbasia1 Re: & londyńkie impresje - Isinbajewa 13.08.12, 18:34
            Miło mi, Greku. :)
            Z sympatii dla Isinbajewej.
            Oczywiście mnóstwa usterek nie uniknęłam, jak zwykle, kiedy post wysyłam bez dokładniejszej korekty.

            Skorzystam z okazji i jedną rzecz poprawię, bo mi zginął fragment zdania:
            Efektownie koncentowała się przed każdym skokiem - siadała na uboczu i naciągała czapeczkę z daszkiem na oczy albo kocyk na głowę. Zupełnie nie obchodziły ją skoki konkurentek, których tak naparwdę nie miała.


            Niedalej jak kilka miesięcy temu, w lutym tego roku Isinbajewa zrobyła w Sztokholmie kolejny, halowy rekord świata w skoku o tyczce, osiągnąwszy wysokość 5,01 m.
            Jestem przekonana, że nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa pomimo niezbyt udanych dla niej zawodów na Igrzyskach w Londynie. Choć ... w jednym z wywiadów wyznała, że osiagnęła już to czego najbardziej pragnęła w swojej karierze, pokonując cara tyczki w ilości zdobytych rekordów. :)

            To prawda, ciągle nie widać kandydatek, które próbowałyby zbliżyć się do rekorów Isinbajewej nie mówiąc już o ich odebraniu..

            > właśnie, ciekawe co ona tam mamrotała przed skokiem ? :]
            > spece od czytania z ust powinni to jakoś rozgryźć, heh.

            Dobry pomysł. :))





            [usłyszane w kolejce : - Nie wiesz kto wygrał pchnięcie kulą kobiet w Londynie
            > ? - Chyba jakiś Białorusin, a drugi był Chińczyk ;] - to nie ja, to oni, ci gru
            > boskórni i nietaktowni, ja nie ;]

            Gruboskórne chłopy!
            Jakby ich tak kulomiotka dajmy na to przed złodziejami cz napastnikami obroniła, to by taką na rękach nosili. ;)
            • grek.grek Re: & londyńkie impresje - Isinbajewa 14.08.12, 13:46
              domyśliłem się o co Ci chodziło, ten jej styl zachowania podczas zawodów
              jest charakterystyczny od lat :]

              5,01 - to jest rzecz na którą w najbliższych latach żadna inna-niż-sama-Isinbajeva
              skoczkini się nie porwie, nawet się być może specjalnie przymierzy. Wyskakała babka
              inną epokę.

              hehe, gruchnęło dziś info, że tej białoruskiej kulomiotce złoty medal odbiorą, bo
              na dopingu miotała :]
              • barbasia1 Re: & londyńkie impresje - Isinbajewa 14.08.12, 16:23
                Na to liczyłam. :)

                To prawda.

                Ależ! A to cwany babochłop!
                Albo ofiara swoich szkoleniowców!?
                • grek.grek Re: & londyńkie impresje - Isinbajewa 15.08.12, 14:01
                  jesli tak, to nie chcę wiedzieć, czym oni ją karmili ;]
                  • siostra.bronte Re: & londyńkie impresje - Isinbajewa 15.08.12, 16:17
                    Wydaje mi się, że to jednak powszechniejszy proceder, ale nie wszyscy dają się złapać.
                    • barbasia1 Re: & londyńkie impresje - Isinbajewa 15.08.12, 18:00
                      Jako idealistka , chcę wierzyć, że jednak nie tak powszechny. ;)
                  • barbasia1 Re: & londyńkie impresje 15.08.12, 18:03
                    grek.grek napisał:

                    > jesli tak, to nie chcę wiedzieć, czym oni ją karmili ;]

                    Nie mam pojęcia czym ją faszerowano, ale stanowczo nie powinna tego brać, nie opłaci jej się.

                    :)
    • siostra.bronte "Okruchy dnia" 10.08.12, 11:22
      Dziś w Polsacie, niestety po nocy. Kto to obejrzy?!
      A to film naprawdę wart zobaczenia. Kolejna opowieść Amerykanina, Jamesa Ivory'ego, zakochanego w starej Anglii. Wspaniały duet: Emma Thompson i Anthony Hopkins.
      Polecam nocnym markom :)
      • grek.grek Re: "Okruchy dnia" 10.08.12, 13:32
        nocny marek, o - to ja :]
        [nightmare(k)]

        sprobuję. może sobie chociaż nagram i obejrzę przy jakiejś okazji,
        a później coś nadziobię.

        dzięki za cynk.

        muzycznie.
        słuchałem tego nocą, brzmiało rewelacyjnie.
        nie wiem, czy ten sam klimat da się przenieśc na porę dzienną, chyba niekoniecznie...
        ale... spróbujcie, albo poczekajcie na noc;
        to tylko jeden kawałek, w radio leciało ich killka z rzędu, możliwe, ze skumulowany
        efekt działa, więc - spróbujmy; to specyficzna muzyka, nawet nie wiem, jakby
        to zakwalifikować gatunkowo... :

        www.youtube.com/watch?v=v3vstmR0XYU
        • siostra.bronte Re: "Okruchy dnia" 10.08.12, 15:00
          Nocny marek, nocny grek. Brzmi podobnie :)
          Muzyka faktycznie chyba na noc.
          Dziś króluje siatkówka. O 15.45 półfinał Brazylia-Rosja :)
          • grek.grek Re: "Okruchy dnia" 10.08.12, 15:09
            hyhy ;]

            cała płyta nazywa się "Dies irae".

            Brazylię zastąpi Bułgaria, bo Brazylia ma wieczorem inny mecz ;]
            ja stawiam, powtórzę się, ze w finale zagrają Rosjanie z Włochami.
            coś ta Brazylia niepewna ostatnimi czasy, a Włosi są na fali.

            za to ani dudu w telewizorni o powrocie polskich orłów szybujących
            nad siatkami po Londynach róznych, hehe.
            czyżby wrócili... po angielsku ?

            • siostra.bronte Re: "Okruchy dnia" 10.08.12, 15:17
              Czułam, że coś pokręciłam z tymi meczami :)
        • barbasia1 Atrium Animae / Signum Iudicii 10.08.12, 16:33
          O! Niezykła rzecz, inspirowana muzyką dawną .
          Zdecydowanie do słuchania nocą, wieczorami.
          Klimatyczne. Mistyczne. Apokaliptyczne (tytuł płyty "Dies Irae")
          Piękne.
          Dzięki, Greku. :)))
          • grek.grek Re: Atrium Animae / Signum Iudicii 11.08.12, 14:02
            cała przyjemność po mojej stronie, Barbasiu :]

            nocą brzmi to znakomicie, to jest prawda - dzień pozbawia tę
            muzykę osobowości.
            Wagner, Doorsi, Atrium... to co najlepsze, zawsze nocą się ujawnia... ;]
      • barbasia1 Re: "Okruchy dnia" 10.08.12, 16:20
        Chętnie bym sobie przypomniała "Okruchy dnia", bo wieki temu ogladałam, ale nie w porze dla nocnych marków. Jestem przeciwieństwem nocnego marka. ;)

        A propos, a o "Maurycym", to chyba żeście z Grekiem wszytsko już powiedzieli!?!?!?!








        • siostra.bronte Re: "Okruchy dnia" 10.08.12, 18:04
          Oj, Barbasiu, próbujesz się wykręcić :)
          Ale jeżeli nie możesz się zmobilizować do dłuższej recenzji, to napisz przynajmniej czy film Ci się podobał :)
          • pepsic Re: "Okruchy dnia" 10.08.12, 18:45
            Popieram Siostrę, Barbasiu w krótkich żołnierskich słowach: tak, czy nie?
            ;)
            • barbasia1 Re: "Okruchy dnia" 11.08.12, 18:44
              Tak , oczywiście podobal mi się film.

              cdn. :)


              • siostra.bronte Re: "Okruchy dnia" 11.08.12, 19:01
                Nareszcie :)
                • barbasia1 Re: "Okruchy dnia" 11.08.12, 19:34
                  Eee, Bronte , jedno słowo, nie liczy się. ;)

    • barbasia1 "Miejsce zbrodni" (1986) reż. André Téchiné 10.08.12, 15:31
      Upolowałam wczoraj dla Was/Nas ciekawy film , francuski, „Miejsce zbrodni” z roku 1986, w reż. Andre Techine (reżysera Nowej Fali, jak mi podpowiada wiki) z Catherine Denevue w głównej roli.

      Na filmwebie we wstępie o tym filmie tak piszą:
      „W charakterystyczny dla siebie sposób André Téchiné, zaczynając od banalnej na pozór fabuły, wprowadza widza w świat kobiety (sic! - ja) (Catherine Deneuve), która, stając przed wyborem: wolność (przy braku jakichkolwiek konsekwencji) lub więzienie - wybiera to drugie. Paradoksalnie, dotychczasowe życie jest dla niej celą dużo gorszą od tej, do jakiej może trafić.”

      Jeśli chcecie poznać szczegóły, to siadajcie i posłuchajcie ...

      Film rozpoczyna się ujęciem - chłopiec o inteligentnym wyrazie twarzy , podjeżdża rowerem pod miejscowy cmentarz , kładzie rower na trawie i zaczyna zrywać białe kwiatki rosnące tuż przy cmentarnym murze, a właściwie ścina je małym nożykiem. Po chwili słyszy jakiś dźwięk dobywający się zza drzwi wyglądającej na zrujnowaną kaplicy cmentarnej. Chłopiec otwiera drzwi, wchodzi ostrożnie do ciemnej kaplicy, ale drzwi nagle się za nim zamykają. A przed nim duch wyrasta młody blady mężczyzna. Mężczyzna wypytuje nerwowo chłopca, skąd jest, dla kogo zbiera kwiatki , chłopiec odpowiada, że są dla zmarłych rodziców. Mężczyzna odbiera mu nożyk, "żeby się czasem nie skaleczył". Ale po chwili przestaje silić się na uprzejmość i szorstko każde chłopakowi zdobyć dla niego pieniądze, mężczyzna potrzebuje ich na bilet, żeby wydostać się z tej małej mieściny ( sielskiej leżącej gdzieś na południu Francji). A jak chłopak mu nie przyniesie pieniędzy, to go odnajdzie i się zemści, a jak przyniesie pieniądze, to on wyjedzie i nie będzie go nigdy więcej niepokoić. Oczywiście zastrzega, że nie może nikomu zdradzić, że go widział. Chłopak obiecuje, ze przyniesie pieniądze , umawiają się na wieczór, nad rzeką, w ustronnym miejscu, potem roztrzęsiony wsiada na rower i pędzi co sił do domu. W domu dziadków zastaje swojego ... ojca., który przyszedł go się z nim zobaczyć.

      Chłopiec – Thomas (lat 11) jest bardzo niemiły dla ojca, nie chce z nim rozmawiać, potem jednak, mówi, że zostanie i porozmawia z ojcem jak ten da mu kasę. Babcia robi przerażone oczy, po co mu „kasa” , przecież ma wszystko, co tylko chce. Ojciec na to, ze pieniądze można dostać , tylko jak się na nie uczciwie zarobi. Chłopak wkurzony, że nie dostanie pieniędzy, odpowiada bezczelnie ojcu, że jak zwykle gada głupoty. Więc ojciec zdenerwowany daje mu w twarz, chłopak ucieka do swojego pokoju zamyka się. Ojciec opuszcza dom dziadków, a babacia idzie na górę do chłopca.

      Chłopak ją wpuszcza do pokoju chwilę rozmawiają. po czym babcia pokazuje mu odświętne ubranie, garniturek, koszulę, które kupiła mu na komunię, mającą się odbyć następnego dnia.

      Potem Thomas wsiada na rower i jedzie do domu swojej matki (Denevue). U matki jest ksiądz nauczyciel ze szkoły katolickiej, do której chodzi Thomas, (tak zadecydował jego ojciec), zdaje się to szkoła z internatem. Ksiądz skarży matce, że chłopak jest niegrzeczny, bije innych chłopców, oszukuje, konfabuluje okrutnie (powiedział nawet kiedyś, że matka, nie jest jego prawdziwą matką i ze prawdziwa po niego kiedyś przyjedzie) i mówi wprost, że niegodziwca trzeba będzie usunąć ze szkoły dla dobra innych dzieci. Thomas, podczas kiedy matka zajęta jest rozmową z księdzem nauczycielem, wyciąga z torby przytroczonej do motoru wielebnego kapownik i wydziera z niego kartkę z uwagami na temat swojej osoby, po czym pędzi do kuchni i wyciąga z porcelanowej miseczki pieniądze. Ale kiedy widzi zapłakana matkę wchodzącą do domu, postanawia przyznać się do kradzieży i zwrócić jej pieniądze.

      Po krótkiej pełnej wyrzutów ze strony matki rozmowie, pędzi do dziadka nad rzekę, gdzie ten łowi ryby i prosi go pieniądze, kiedy dziadek, nie chce dać, chłopak siada na brzegu łódeczki i zaczyna rzewnie zaczyna płakać, dziadek dla świętego spokoju wyciąga z kieszenie banknot i mu podaje. Thomas uszczęśliwony przgaduje coś dziadkowi , a potem wsiada na rower i pędzi w dal.

      Wieczorem Thomas zjawia się nad rzeką z pieniędzmi, daje pieniądze Martinowi, tak się nazywa blady mężcznyzna z kaplicy cmentarnej , i chce wracać do domu, ale z krzaków wyskakuje jeszcze jeden młody mężczyzna - Luc i zatrzymuje Thomasa . Nie chce go puścić, obawia się, ze mały może ich zdradzić, wydać. Martin protestuje, chce puścić wolno Thomasa. Chłopak wyszarpnąwszy się Luckowi ucieka , ale Luc, go dopada i zaczyna dusić ...

      cdn.
      • barbasia1 Re: "Miejsce zbrodni" (1986) reż. André Téchiné 10.08.12, 16:09
        Film pokazywała TVPKultura wczoraj o 22.00, trafiłam przypadkiem.

        A po kwiaty, które mały zrywał pod cmentarnym murem wysłala go babcia. Kwiaty miały udekorować stół na imprezę komunijną.

        ;)

        cd. jutro
        • pepsic Re: "Miejsce zbrodni" (1986) reż. André Téchiné 10.08.12, 18:13
          Hejka!
          Kiedyś oglądałam. Bardzo dobrze sie zaczyna, zaostrza apetyt, jednak po czasie daje się zauważyć brak pomysłu na porządne, uzasadnione psychologicznie rozwiniecie. Niewątpliwym walorem jest francuskojęzyczność, z tego powodu było warto, ale czy Catherine Deneuve - wtedy miałam wątpliwości.
          • siostra.bronte Re: "Miejsce zbrodni" (1986) reż. André Téchiné 10.08.12, 18:31
            O, fajnie, że wróciłaś :)
            Widziałam ten film parę lat temu. I podobnie, miałam mieszane uczucia. Catherine Deneuve nie przekonała mnie w tej roli.
            • barbasia1 Re: "Miejsce zbrodni" (1986) reż. André Téchiné 11.08.12, 14:33
              Okazuje się nie jestem sama w swych odczuciach. :) Dzięki, Kobiety, za te komentarze. :)
              • barbasia1 Re: "Miejsce zbrodni" (1986) reż. André Téchiné 11.08.12, 14:33
                Okazuje się więc, że nie jestem sama w swych odczuciach. :) Dzięki, Kobiety, za te komentarze. :)
                • barbasia1 Re: "Miejsce zbrodni" (1986) reż. André Téchiné cd 11.08.12, 18:39
                  Lecz niespodziewanie Martin rzuca się na wspólnika i go zabija Luca, wbija mu w plecy nożyk, który rankim na cementarzu zabrał chłopcu. Chłopak ledwo żywy ucieka ...

                  Luc i Martin, jak się później się okaże (wieści z gazet) są przestępcami, którzy uciekli z więzienia.

                  Po zabójstwie wspólnika i przyjaciela, oszołomiony Martin udaje się do baru/ knajpy nad rzeką, która prowadził matka Thomasa - Lili Ravenel. Lili jest w separacji z ojcem Thomasa - Mauricem ( albo po rozwodzie). Do ślubu z Mauricem niegdyś skłoniła ją matka, mówiąc, że będzie miała opiekę i bezpieczeństwo, wygodne życie (Maurice jest majętnym człowiekiem). Maurice mimo rozstania nadal jej pragnie, chce by wróciła. Zdaje się, że nawet posuwa się do szantażu i grozi, że odbierze jej Thomasa, wini ją, że zaniedbuje syna. / nie jestem pewna musiałam na chwilę wyjść z pokoju, kiedy odbyła się kluczowa rozmowa Lili i Maurice’a;)/. Powrotu Lili do męża pragnie też jej matka. Na przyjęciu po komunii wyraża pragnienie, by byli normalną rodziną, spotykali się u niej na (nudnych ;) rodzinnych niedzielnych obiadkach i innych imprezach rodzinnych. Thomas natomiast w ramach pierwszokomunijnego życzenia (!?) pragnie, by kataklizm rozwalił jego szkołę oraz cały świat. Jedo słowa doprowadzają do irytacji całą rodzinę.

                  Maurice podchodzi do baru prosi Lili o drobne na telefon. Dzwoni do Alicji, przyjaciółki obu mężczyzn jeszcze z dzieciństwa, która ma im pomóc w dalszej ucieczce. Zamierzali we trójkę uciec do Tangeru (Maroko).

                  Lili zaintrygowana młodym mężczyzną (dość przystojnym , i jakże różnym od jej męża), „bladym jak upiór”, pomaga załatwić mu nocleg w miejscowym hotelu.

                  Na drugi dzień (dzień pierwszej komunii Thomasa), Thomas po koszmarnej nocy opowiada matce o śnie, w którym spotkał „bladego jak upiór” mężczyznę, o tym, że drugi chciał go udusić, ale zabił go ten pierwszy. Nie jestem pewna czy Thomas wyznał w końcu matce, że to jednak nie był sen czy ona domyśliła się , że nie działo się to we śnie. W każdym razie matka później odprowadzając go do szkoły, poprosiła go, by nic nikomu nie mówił. A Thomas uznał, że całą prawdę o zdarzeniu najlepiej wyznać księdzu na spowiedzi przed pierwszą komunią. I tak też zrobił.


                  Do hotelu, w którym nocował Martin przyjeżdża czerwonym kabrioletem po niego Alicja. Martin nie ejst specjalnie uradowany jej widokiem. Po intymnościach (które musiały nastąpić po tym jak Alicja ochoczo zdjęła bluzeczkę i spod niej wyskoczyły małe piersi ;) Martin opowiada Alicji, co się stało z Luckiem. Ta jest wstrząśnięta, śmiecią Luca, kochała go, kochał ich obu, od dzieciństwa.


                  Rankiem szybko opuszczają hotel. Kiedy Lili rano przychodzi , by zobaczyć Martina, już ich nie ma. Znajoma z hotelu mówi o dziewczynie w czerwonym kabriolecie , z którą odjechał i radzi jej by dała sobie spokój z tym podejrzanym mężczyzną, który wyglądał tak, jakby co dopiero opuścił więzienie. Tego samego dnia gazety zamieściły notatkę o poszukiwaniach dwóch przestępców, którzy uciekli z więzienia...

                  Alicja z Martinem są cmentarzu, gdzie w starym grobowcu pod płytą nagrobną chowają zwłoki Luca. W momencie , kiedy Martin zasuwał płytę na cmentarzu zjawiała się Lili, widząc, co robią, Lili odwróciła się i zaczęła uciekać, za nią zaraz popędzili Martin , potem i Alicja. Martin dopadł Lili, razem przewrócili się w gęste krzewy tak, że Alicja ich nie mogła dostrzec i przycisnął rękami usta, by nie krzyczała. Alicja minęła miejsce, gdzie leżeli ukryci i poszła dalej. Kiedy się oddaliła Martin kazał Lili uciekać. Kiedy Alicja wróciła, wsiedli natychmiast do auta i odjechali .

                  Na jakieś stacji benzynowej , gdzie mieli postój Martin oświadczył, że stanowczo nie ma zamiaru kontynuować planu, uciekać z Alicją do Tagneru. Alicja zrozpaczona protestowała, ale on zostawił jej pistolet, a sam zabrał się z kierowcą tira w przeciwnym kierunku. I tak dotarł z powrotem do miejscowości, gdzie spotkał Lili. I znów trafił do jej baru. Bar był już pusty nie licząc jednego pracownika, który zaraz poszedł sobie, odprawiony przez Lili. Martin zaproponował Lili rozpoczęcie wspólnie nowego życia . Lili najpierw odmówiła, kiedy ten wyszedł z baru, pobiegła za nim zapłakana.

                  Zanim oboje wylądowali w łóżku, Lili udała się do swojej matki i oświadczyła, że ma zamiar uciec z Martinem i rozpocząć nowe życie. Oczywiście matka struchlała z przerażenia na tę wiadomość.

                  Jest noc, leje ulewny deszcz w domu Lili i Martin nadzy konsumują się (scena dosadna, ale nie wulgarna; nagości pana , jako że był na górze było więcej niż nagości madame Denevue), w tym samym czasie ulewnym deszczu do domu matki ( z internatu) maszeruje Thomas, któremu ksiądz kazał wyznać prawdę o zdarzeniu policji.

                  Ale to nie jedyna osoba, która chce zakłócić spokój kochankom tej nocy. Do domu Lili zmierza również czerwonym kabrioletem Alicja z żądzą zemsty na twarzy, która jakoś domyśliła się, że Martin wrócił do tej miejscowości. Kilka chwil wcześniej wydobyła z kobiety z hotelu, tej znajomej Lili informację u kogo Martin może teraz przebywać.

                  Pierwszy do domu wpada Thomas, widzi nagą matkę kochającą się z podejrzanym typem, zaszokowany natychmiast wybiega z domu. Za nim na ścieżkę przed dom wybiega nagi Martin (światłocienie wydobywają twarz, a skrywaja inne części ciała ;). Wtedy zjawia się Alicja i strzela do Martina. Martin pada , a zrozpaczona Lili klęka przy nim...

                  Alicja odjeżdza natychmiast, po drodze zabiera Thomasa biegnącego ulicą, Chłopak nie widział całego zdarzenia. Alcija pyta Thomasa, ile ma lat, ten odpowiada, że 11 . Alicja na to , że ona w jego wieku kochała już dwóch chłopców. Thomas prosi, by Alicja zabrała go ze sobą, ale ta nie chce, każe mu w końcu wysiąść z auta. Sama po chwili wjeżdża autem w mur i ginie.

                  Po wszytskim Thomas zostaje w domu ojca pod jego opieką. Ojciec informuje chłopca, że matka udaje się w podróż. Lili przychodzi do domu Maurice’a , chce zobaczyć syna, ale jego ojciec nie pozwala na to. Kiedy chłopak schodzi na dół włącza mu film , który nakręcił, kiedy Thomas był jeszcze malutki, kiedy byli szczęśliwą rodziną. Pyta chłopaka, czy chce spotkać się z matką przed jej wyjazdem . Ten mówi, że nie. Słyszy to wszystko Lili, stojąca pod oknem.

                  Tego samego dnia Lili udaje się na policję złożyć zeznania. Martin żyje, leży ranny w szpitalu, wcześniej już złożył zeznania. By ją chronić zeznał, że Lili o niczym nie wiedziała, nie wiedziała, że jest przestępcą, uciekinierem z wiezienia i że groźbami zmusił ją, by wykonywała wszystkie jego polecenia. Wysłuchawszy zeznań, Lili oświadcza , że to nie prawda, co zeznał Martin, że ona o wszystkim wiedziała, i że zamierzała uciec z Martinem. Policjant jest wstrząśnięty tym , co powiedziała, próbuje tłumaczyć Lili, jakie konsekwencje będzie miało to jej zeznanie, że niechybnie grozi jej więzienie za pomaganie przestępcy. Lili jednak domaga się stanowczo, by policjant spisał jej wersję zeznań.

                  Ostania scena – Lili jedzie więzienną furgonetką malowniczymi drogami południowej Francji, na jej zadumanej twarzy maluje się delikatny uśmiech zadowolenia.

                  FIN


                  Mały komentarz w poniedziałek. :)
                  • grek.grek Re: "Miejsce zbrodni" (1986) reż. André Téchiné c 12.08.12, 13:40
                    przede wszystkiom, bardzo dobrze się czyta ten tekst, Barbasiu :]

                    po drugie, do Alicji [3 akapit] dzwoni Martin, prawdaż ? [nie Maurice]

                    fakt faktem, historyja we francuskim stylu, z seksem, z nieoczekiwanym
                    zakończeniem, z fabułą próbującą zgłębiać meandry międzyludzkich
                    relacji, no i francuski film bez buzujących namiętności [tutaj prowadzących do
                    śmierci i zamachów Alicji - chyba najciekawsza postać w całym zamieszaniu,
                    takie odniosłem wrazenie], to film stracony.

                    ciekawe zakończenie, istotnie, dlaczego dała się zapuszkować ?
                    w ucieczce przed życiem na wolności ?
                    dla 'wspólnoty przeżyć" z Martinem, którego pewnie też posadzą
                    jak tylko dojdzie do siebie ?

                    hehe, "wyskakujące małe piersi" jakże upikantniły całą opowieść,
                    Barbasiu :]
      • grek.grek Re: "Miejsce zbrodni" (1986) reż. André Téchiné 11.08.12, 13:57
        nie oglądałem tego filmu i jestem niezmiernie ciekaw, co dalej, Barbasiu :]

        [ b dobrze napisane, przy okazji]
        • siostra.bronte Re: "Miejsce zbrodni" (1986) reż. André Téchiné 11.08.12, 14:37
          Tak jest, dobrze napisane :)
          • barbasia1 Re: "Miejsce zbrodni" (1986) reż. André Téchiné 11.08.12, 14:41
            :)

            Dzięki! :)

            Całe szczęście, że fabuła nie była nazyt skomplikowana.
    • pepsic "Rodzina" tvp kultur, 22:20 10.08.12, 18:38
      Raz już wspominałam, enigmatycznie. Obyczajowy z zachęcającym startem i dylematem życiowym młodych małżonków całkowicie niezarozumiałym dla mnie. Pomimo, że akcja i przesłanie rozłazi sie po kątach warto dla duńskich klimatów.
      • barbasia1 Re: "Rodzina" tvp kultur, 22:20 11.08.12, 14:22
        Przegapiłam wczoraj niestety. Będę pilnować powtórki.

        Patrzyłam za to jak brazylijscy siatkarze robią manto włoskim w meczu o finał
        i na rzuty srebrnej Anity Włodarczyk.

        A propos rzutów czy ktoś wie, z jakich powodów Niemce nie uznano od razu jej dalekiego rzutu, a potem zaraz po zakończeniu konkurencji po kolejnych prostestach zawodniczki uznano , mimo, że w czasie zawodów wykonała dodatkowy rzut (rzut jednka nie był tak daleki, jak ten nieuznany) , czym zepchęto z podium cieszącą się już z trzeciego miejsca Chinkę. Skandaliczne sędziowanie!



        :)
        • grek.grek Re: "Rodzina" tvp kultur, 22:20 12.08.12, 13:47
          z tego co Czesi mówili : zepsuł się sprzęt elektroniczny do mierzenia
          długości rzutów i dopiero po rzucie Chinki, przy upartym naleganiu Niemki,
          zmierzono jej wynik za pomocą zwykłej taśmu pomiarowej i wyszedł
          wynik, który jej dał 3 miejsce.

          początkowo sędziowie próbowali anulować ten rzut i dac Niemce dodatkową
          próbę, ale ona się uparła, żeby jednak zmierzyć ten już oddany - młot wylądował
          daleko, wiadomo było, że wynik będzie dobry, więc miała rację nie zgadzając
          się na zamianę. Opłaciło się jej :]

          tak zrozumiałem ten czeski wywód, może coś pokręciłem, albo oni, nie moge
          zagwarantować.
          • barbasia1 Re: "Rodzina" tvp kultur, 22:20 13.08.12, 19:04
            > więc miała rację nie zgadzając się na zamianę. Opłaciło się jej :]

            Więc jednak mnie zgodziła się na dodatkowy, zastępczy rzut? Słusznie zrobiła.

            Dzięki za wyjaśnienia. :)

      • barbasia1 Re: "Rodzina" tvp kultur, 22:20 11.08.12, 14:23
        Cześć, Pepsic! :))
    • grek.grek misz-masz i takie rózne moje dziwactwa 11.08.12, 14:49
      trzymacie poziom, Czcigodne, oglądając i opowiadając filmy.

      [ja sobie pozwolę wrócić na szlak pojutrze,
      na jutro Czesi zapowiadają "GŁód", irlandzki głośny dramat więzienny -
      na który, przyznam, czekałem od dłuższego czasu, no i jak widzicie
      dane mi będzie dostąpić, a potem Wam opowiedzieć, o ile bierzecie
      przed czytaniem moich storylines jakieś Relanium albo pijecie melisę, bo
      wiecie jak jest. Jesli macie CT, to jutro w Ct2 0:20]

      no i Włosi przegrali z Brazylią.
      czyli, Pani LOvett ustrzeliła finałową rozgrywkę, brawo :]

      oglądaliście wczorajszy kobiecy finał rzutu młotem ?
      tak sobie kombinowałem, ze kula... młot... w sumie jedno i to samo,
      więc skoro kulą pchały damy o powierzchowności cokolwiek zaskakującej
      [doceniacie mam nadzieję, jak się wiję i jęzor sobie przycinam, uprawiając
      tę słowną woltyżerkę, hehe], to i tutaj przyjdzie podobnymi obrazkami się
      obejśc ze smakiem.

      a tymczasem... kto wie, czy to nie była naj-atrakcyjniej obsadzona
      konkurencja kobieca na tych Igrzyskach. serio piszę :]
      I to ja piszę, sympatyk "jolant fraszyńskich" tego świata, haha.

      odtłuszczone i perfekcyjnie wyrzeźbione, albo i napakowane [jka sprinterek] ciało kobiece niekoniecznie afrodyzjakiem być musi.
      a panie od miotania młotem restrykcyjnej diety nie trzymają, co wcale
      nie skutkuje kształtami obłymi alboteż nadwagą jakąkolwiek.
      Trafiają zatem w złoty środek.
      Trochę odstawała pani z Węgier, która sprawiała wrażenie, że
      jak tym młotem wymachnie, to on ją zdradziecko w powietrze uniesie i
      będzie to młot rzucający zawodniczką, a to wbrew przepisom.
      Udało się jej jakoś nie oderwać od ziemi, młot pofrunął, fakt że
      niedaleko, ale w tej specyficznej sytuacji nie było to najważniejsze.

      zauważyliście ciekawą rzecz ?
      na końcu każdej konkurencji, głównie w biegach to widać, wszyscy umierają
      ze zmęczenia, a tylko zwycięzca ma mnóstwo energii i niekończąco się
      pląsa z narodową flagą, pozuje do zdjęć, pozdrawia kibiców, ściska się
      z rodziną i trenerem, gra na nosie pokonanym rywalom ;), zasadniczo :
      albo zwycięstwo powoduje błyskawiczną regenerację sił - co prowadzi do
      wniosku, ze jak kto zmęczony po pracy, to niech sobie zagra, choćby z własnym królikiem, w
      pokera, oczywiście wygra i od razu mu przejdzie [ i w ten sposób do 67 rż można dojśc
      wręcz tanecznym krokiem Michaela Jacksona; przy okazji każdy w aptece, jako
      środek na poprawę sił witalnych dostać będzie mógł na receptę krolika i talię
      kart, za symboliczne 2 zł, ofk zanim się koncerny farmaceutyczne nie dowiedza,
      wtedy ceny królików i talii kart sprawia, ze staną się one dobrem luksusowym], albo też : zwycięstwo działa jak narkotyk : wówczas powinno zostać zakazane, co sprawi, że
      za każde zwycięstwo na własny użytek będzie można dostać 3 lata odsiadki, co sprawi, ze
      zwycięzanie odtąd będzie się odbywało w katakumbach podczas podziemnych
      zawodów w pluciu i łapaniu wraz z wiązaniem na supełki, bo przecież wszelki
      sprzęt do uprawiania sportu zostanie zakazany, jako prowadzący potencjalnie do
      przestępstwa; kokosy zrobią na tym oczywiście mafiosi i nielegalne wytwórnie.
      ech, ten widok ścigających się małolatów, które mogłyby odrzucić piwo, gry komputerowe
      i inne używki... wszak wiadomo, ze narkotyki wtedy są atrakcyjne, gdy są zakazane.
      Jakże by się pprawiła kondycja polskiego sportu, wyobrażacie sobie ?
      tylko wtedy, to już psu na budę taka poprawa ;] No chyba, ze po to, zeby rząd,
      świadom zagrożeń, ale i zdający sobie sprawę, jak masowo rozpowszcechniło się
      zażywanie narkotyku zwyciężania, i dążenia do zdobycia go ambitnie, podniósł
      wiek emerytalny do 75 rż wychodząc z załozenia, ze skoro młodzież się szprycuje, to
      będzie wydajniejsza w pracy, a że ludzie dłużej żyją coraz bardziej...

      dobra, to było z cyklu : absurdalne pomysły topielca z Wisły ;]

      zasadniczo, to zdaje się ostatnie 48 godzin z b-Londynem, po których...
      wrócimy, to znaczy - Wy trzymacie formę, ja się ostatnio opuściłem, do
      filmów all the way, zgodnie z rytmem ramówkowym. Czesi całkiem zawiesili
      filmotekę. Dzisiaj dają "SEkretne okno", ale to już znamy, opisywaliśmy, i
      żadna to sensacja ni rewelacja. Jutro ruszają z przytupem.

      • siostra.bronte Re: misz-masz i takie rózne moje dziwactwa 11.08.12, 18:13
        Ciekawe refleksje, chociaż przyznaję, że nie wszystko zrozumiałam :)
        Jeżeli mówimy o "atrakcyjnej obsadzie" to konkurencjach męskich podobał mi się dziesięciobój i skok o tyczce.
        O czym będziemy pisać jak się olimpiada skończy?? :)
        • grek.grek Re: misz-masz i takie rózne moje dziwactwa 12.08.12, 13:42
          ja też nie całkiem ustaliłem kierunek, w którym mnie zawiało ;]

          o, po b-Londynie tematów nie zabraknie, jako żywo i jako zawsze.
      • barbasia1 Re: misz-masz i takie rózne moje dziwactwa 11.08.12, 19:33
        A propos rzutów, czy wiesz może, z jakich powodów Niemce nie uznano od razu jej dalekiego rzutu, a dopiero po zakończeniu konkurencji po kolejnych prostestach zawodniczki ?
        Skandaliczne sędziowanie!


        Pani Lovett od początku wierzyła w Brazylię. :)


        Usain Bolt po zakończeniu jednego z biegów robił przed kamerami pompki, figlarz,
        ale ten ma najkrótsze dystanse ma pokonania.


        A właśnie, jutro wieczorem ceremonia zakończenia Londyńskich Igrzysk.


        Do zobaczenia w poniedziałek, jutro odpoczywam.

        :)
        • grek.grek Re: misz-masz i takie rózne moje dziwactwa 12.08.12, 13:54
          już wyżej próbowałem opisać rzecz całą, powtórzę tylko : przy rzucie Niemki
          popsuł się elektorniczny sprzęt do pomiaru wyniku. Chciano dać jej dodatkową
          próbę, ale ona się uparła żeby zmierzyć jakoś tę już wykonaną. Zmierzono ją
          zwykłą taśmą. JUż po zakończeniu zawodów. I wyszedł wynik dający jej 3 miejsce.

          hehe, Pani Lovett ma nosa.

          a ciekawe, nie wiem czy zauważyłaś, Bolt z kolegami pobił rekord świata w
          sztafecie 4 razy 100 metrów i po biegu chciał zachować na pamiątkę pałeczkę
          co ją tam sobie przekazują w trakcie zmian - i sędzia się uparł, zeby mu ją
          zabrać :] co komu po takim kawałku plastiku ? przecież mają tego stuffu na
          pęczki w magazynach. Jakaż angielska dokładność, hehe.

          ostatecznie oczywiście szybko nad-skrupulatnośc sędziego skorygowano i
          Bolt tę pałeczkę pamiątkową dostał od organizatorów.

          hehe, sędzia sie chyba bał, ze jakby tak spontanicznie oddał sprzęt, to by
          mu kazali zań zapłacić ;]
          MOże to i brak zrozumienia ducha sportu i nastroju chwili, ale z drugiej
          strony : sumienny ten sędzia, takiemu mozna by dać własne pieniądze do
          przypilnowania ;]

          zatem, do poniedziałku, Barbasiu, udanego weekendu.
          • maniaczytania Re: misz-masz i takie rózne moje dziwactwa 12.08.12, 17:18
            grek.grek napisał:

            > a ciekawe, nie wiem czy zauważyłaś, Bolt z kolegami pobił rekord świata w
            > sztafecie 4 razy 100 metrów i po biegu chciał zachować na pamiątkę pałeczkę
            > co ją tam sobie przekazują w trakcie zmian - i sędzia się uparł, zeby mu ją
            > zabrać :] co komu po takim kawałku plastiku ? przecież mają tego stuffu na
            > pęczki w magazynach. Jakaż angielska dokładność, hehe.
            >
            > ostatecznie oczywiście szybko nad-skrupulatnośc sędziego skorygowano i
            > Bolt tę pałeczkę pamiątkową dostał od organizatorów.

            Pytanie tylko, czy rzeczywiscie dostal wlasnie ta paleczke, bo przeciez Bolta stac by bylo na milion takich palek, jemu chodzilo o ta jedna konkretna, a jesli sedzia wrzucil ja do jedengo wspolnego pojemnika na palki i potem ktos wzial jakakolwiek, zeby Boltowi dac, to juz nie to ... Lipa, panowie Anglicy, lipa, dobrze, ze widownia wybuczala od razu.
            • grek.grek Re: misz-masz i takie rózne moje dziwactwa 13.08.12, 15:11
              wiesz, ja tak sobie myślę, ze te pałeczki są bardzo dokładnie oznaczane przed startem - która,
              kiedy, po co i dla kogo, i stąd podejrzewam, że jednak dali mu tę właściwą :]
          • barbasia1 Re: misz-masz i takie rózne moje dziwactwa 13.08.12, 19:01
            Widziałam, przesadnie pryncypilany był ten sędzia. Miło, że gospodarze jednak podarowali Boltowi tę pałeczkę, mam nadzieję, że była to ta wlaściwa.


            > zatem, do poniedziałku, Barbasiu, udanego weekendu.
            Dziękuję, Greku!
            Miłego wieczoru poniedziałkowego. Ja spędzę go z ... Gajewskim. :)
            Powoli serial zmierza do końca ...
      • barbasia1 Re: misz-masz i takie rózne moje dziwactwa 11.08.12, 20:29
        Londyńskie impresje, cd.
        forum.gazeta.pl/forum/w,14,137291443,138124293,_londynkie_impresje_Isinbajewa.html
        Atrakcyjnie obsadzone to były np. męskie zawody w pływaniu, męskie biegi długo i krótkodstansowe, tyczkarze wczoraj też całkiem przystojni się prezentowali. A na szczególną uwagę zasługuje brazylijska drużyna siatkarzy. ;)
        • barbasia1 Re: misz-masz i takie rózne moje dziwactwa 11.08.12, 21:44
          Z biegaczami długodystansowymi to się zapędziłam. Wymieniam ich na oszczepników, szczególnie, jednego Czecha. ;)

        • pepsic Re: misz-masz i takie rózne moje dziwactwa 12.08.12, 10:35
          Toteż się zdziwiłam, że w kurczakach gustujesz;) Co do sprinterów to i owszem nieźle się prezentują w tych swoich dekoncentrujących strojach, również tyczkarze są bardzo ok,. w tym nasz polski, a z siatkarzy Zb. Bartman i ... ciemnoskóry Brytyjczyk. W ubiegłym tygodniu olimpiady nie oglądałam, poza przegranym meczem siatkówki z Rosją, podczas którego nie widziałam ani linii boiska, ani wyniku w lewym górnym rogu, a wczoraj gimnastykę damska podziwiałam u mamy. Tak więc przekrój mam szczątkowy.
          • barbasia1 Re: misz-masz i takie rózne moje dziwactwa 13.08.12, 18:50
            pepsic napisała:

            > Toteż się zdziwiłam, że w kurczakach gustujesz;)
            He,he,he!
            wiesz, zapatrzyłam się na ich nóżki, cienkie i zgrabne jak u sarenki... :)

            Zb. Bartman - owszem. :)

            Też nie śledziłam wielu dyscyplin.

            :)
      • barbasia1 Re: misz-masz i takie rózne moje dziwactwa 11.08.12, 20:35
        Jakby wszyscy zwyciężali (dzięki pigułce zwycięstwa), to nikt by już nie doceniał zwycięstwa, w ogóle by nawet nie wiedział, że zwycięża.
        Nie było by już Igrzysk, nie było by już tak wesolo. ;)

        Do poniedzałku.
        • grek.grek Re: misz-masz i takie rózne moje dziwactwa 12.08.12, 13:58
          to prawda.
          ale jakby się wszyscy zwiedzieli, jaki to dobry towar,to rywalizowaliby
          jak nakręceni ;]
          wyobrażasz sobie : starsze panie, emeryci, wszyscy gdzieś po ciemnych
          kątach ganiający się do utraty tchu, grający w warcaby i tnący w karciochy
          w upalonych szulerniach, a na ulicach patrole w detektorami
          potu, wykrywające wszelkie odruchy współzawodnictwa ;]

          dobrego weekendu :]
          • barbasia1 Re: misz-masz i takie rózne moje dziwactwa 13.08.12, 19:05
            :)))
      • pepsic Re: misz-masz i takie rózne moje dziwactwa 12.08.12, 11:10
        Greku, ta ciekawa rzecz to po prostu adrenalina:)
        • grek.grek Re: misz-masz i takie rózne moje dziwactwa 12.08.12, 13:59
          tak właśnie, Pepsic :]
          • siostra.bronte Finał siatkówki 12.08.12, 18:14
            Ależ to był mecz. Brawo dla Rosjan!! Wygrali, chociaż po dwóch pierwszych setach wydawało się, że już po meczu. Poszłam do kuchni robić obiad :)
            • barbasia1 Re: Finał siatkówki 13.08.12, 18:41
              Co tu dużo mówić, fantastyczny finał.

              Kibicowałam Brazylii, długo utwierdzali mnie w pewności, że wygrają. :)

    • siostra.bronte "Niedziele w Avray" 11.08.12, 20:33
      Via youtube. Ale tym razem postaram się streszczać :)
      Film bliżej nieznanego reżysera Serge'a Bourguignona z 1962 roku. Angielski tytuł: "Sundays and Cybele". Oscar dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego, co oczywiście jeszcze o niczym nie świadczy. Ale ten film jest naprawdę ciekawy i robi wrażenie.
      Bohaterem jest Pierre (b.dobry Hardy Kruger), który po wojnie w Indochinach wraca do domu. Pilotowany przez niego bombowiec miał wypadek, zginęła w nim mała dziewczynka. Te przeżycia powodują, że Pierre ma amnezję, cierpi też na zawroty głowy. Nie potrafi zapomnieć o tym, co się stało.
      Zakochana w nim Madelaine, pielęgniarka, próbuje mu pomóc. Ale bez skutku. Pierre nie potrafi nawiązać z nią bliskiej relacji, żyje przeszłością. Czasem Pierre spotyka się ze swoim przyjacielem, artystą Carlosem, który zdaje się rozumieć go najlepiej.
      Przypadkiem Pierre spotyka na dworcu małą dziewczynkę, Francoise. Zwraca na nią uwagę, bo płacze i kłóci się z ojcem. Ten pyta Pierre'a jak trafić do szkoły u zakonnic.
      Pierre poruszony tym widokiem śledzi ich oboje. Ojciec żegna się w bramie z córką mówiąc, że ją odwiedzi. Ale jego nerwowe zachowanie wskazuje, że chyba chce ją tam zostawić na zawsze. Gdy widzi obserwującego go Pierre'a ucieka w popłochu. Widać, że ma coś na sumieniu.
      Pierre znajduje teczkę dla dziewczynki, którą ojciec porzucił pod bramą. Zabiera ją ze sobą do domu. Znajduje tam list ojca do córki, w którym tłumaczy, że nie może się nią dłużej opiekować, bo nie zgadza się na to jego matka.
      Pierre przychodzi do szkoły zakonnej i widzi smutną Francoise. Podaje się za przyjaciela ojca, który nie mógł przyjechać osobiście. Tak, wiem, dzisiaj to by nie przeszło. Ale wygląda to całkiem wiarygodnie.
      Zabiera ją na spacer do parku. Dziewczynka wierzy w historię Pierre'a i cieszy się z tej wizyty. Oboje spacerują i rozmawiają o wszystkim. Francoise ma 12 lat, ale jest przedwcześnie dojrzała. Dobrze rozumie, że ojciec i babka traktują ją jak zbędny bagaż.
      Mimo tych doświadczeń mała jest pogodna i rezolutna. Na koniec spotkania prosi Pierre'a, żeby mogła z nim zostać, bo nie chce wracać do szkoły i surowych zakonnic.
      Oczywiście to jest niemożliwe. Pierre mówi jej o Madelaine. Mała sądzi, że ta byłaby o nią zazdrosna. Wpada więc na pomysł, aby spotykali się w tajemnicy przed nią, w niedziele, kiedy Madelaine pracuje w szpitalu.
      I tak się też staje. Pierre zabiera dziewczynkę na spacery po pięknym parku. Cieszy się z tych spotkań coraz bardziej. Nawet Madelaine zauważa, że jest w lepszym nastroju.
      Oczywiście, zadajemy sobie pytanie o co tu naprawdę chodzi. Już na pierwszym spotkaniu Pierre mówi małej, że ma wrażenie jakby ją znał i może jest w stanie mu pomóc.
      Może "grając" ojca niekochanemu dziecku, chce odkupić śmierć dziewczynki w Wietnamie? Może wchodząc w jej niewinny, naiwny świat próbuje zapomnieć o koszmarze wojny? Dużo pytań, ale Pierre nie ułatwia nam zadania, bo z nikim o tym nie rozmawia.
      Jest bardzo zamknięty w sobie, enigmatyczny. Wzbudza współczucie, ale czasem i niepokój.
      I jego relacja z Francoise z czasem się komplikuje. Kiedy dziewczynka bawi się z innymi dziećmi w parku, Pierre uderza chłopca, który tylko się z nią droczył. Mała jest zszokowana i ucieka od niego. Ale Pierre tłumaczy, że chciał ją chronić. Francoise domyśla się, że jest o nią zazdrosny.
      Sama żartuje, że jak dorośnie to się wyjdzie za niego za mąż. To typowe dla "córeczek tatusiów" , więc nie wzbudza naszego niepokoju. Chociaż raz Francoise mówi o swojej miłości do Pierre'a raczej jak dorosła kobieta. Ale w czasie ich spotkań nie ma żadnych aluzji seksualnych.
      Tymczasem niczego nieświadoma Madelaine dowiaduje się od znajomego sklepikarza, że widział Pierre'a z jakąś dziewczynką w parku. A że to mała miejscowość, właściwie przedmieścia Paryża, to wszyscy się znają.
      Madelaine kojarzy fakty i zaniepokojona odwiedza Carlosa. Boi się, że to coś więcej, bo dlaczego Pierre ukrywałby te spotkania? Carlos ją uspokaja, że to na pewno nic złego czy chorego. Ale Madelaine postanawia śledzić Pierre'a.
      Widzi go w parku z dziewczynką i jest nawet wzruszona tym widokiem. Nie widzi w tym nic niepokojącego i wraca do domu. Postanawia nie naciskać Pierre'a. Liczy na to, że sam jej powie o wszystkim.
      Zbliżają się święta. Pierre obiecał małej choinkę i prezenty. Włamuje się do pracowni Carlosa i kradnie choinkę. Ten, zaniepokojony, dzwoni do Madelaine. Dziewczyna, niepotrzebnie wpada w panikę. Ma złe przeczucia. Dzwoni do swojego przyjaciela-lekarza (i wielbiciela) z prośbą o pomoc.
      A Pierre i dziewczynka miło spędzają świąteczny czas w małej chatce w parku. Mała zdradza mu prawdziwe imię: Cydele.
      Niestety, lekarz zawiadamia szkołę i policję. Madelaine jest wściekła. Facet twierdzi, że Pierre może być niebezpieczny. Zresztą wcześniej zdarzały mu się dziwne zachowania, raz nawet uderzył Madelaine. Ta jednak stoi po jego stronie. Zarzuca lekarzowi, że tak jak jego znajomi nie potrafi znieść szczęścia innych, jeżeli choć trochę różni się od "normy".
      Oboje czekają na jakieś wiadomości. I dostają telefon z policji, że Pierre nie żyje.
      Ostatnie scena: widzimy martwego Pierre'a. Policjant tłumaczy wstrząśniętej Madelaine i lekarzowi, że nie było wyjścia, bo Pierre zbliżał się z nożem do śpiącej dziewczynki. I to jest trochę naciągany finał, bo na pewno był sposób, aby zatrzymać go żywego.
      A Pierre wcześniej ukradł dla Cybele kogucika z kościelnej wieży, o którym marzyła i użył do tego noża. Czyli zginął przez pomyłkę, chociaż do końca nie mamy pewności.
      Zrozpaczona Cybele, pytana przez policjanta o imię, mówi, że nie ma już imienia i nie wie, kim jest.
      Ten dramatyczny finał był pewnie potrzebny, aby pokazać, jak ludzie, społeczeństwo potrafią zniszczyć kogoś, kto choć trochę wykracza poza tzw. "normę". Ta dwójka samotnych ludzi, Pierre i Cybele, bardzo siebie potrzebowała. Ale to był "związek" niemożliwy.
      Ciekawe jest to, że do końca nie wiemy jakie były motywy Pierre'a. Mimo wszystko wierzę, że jego intencje były czyste, mimo, że czasami jego troska o Cybele wydawała się przesadna i trochę "chora".
      Na uwagę zwracają piękne, melancholijne, czarno-białe zdjęcia. Sceny spacerów w parku na długo pozostają w pamięci.
      Bardzo dobre role Hardy Krugera i dziewczynki, Patricii Gozzi. To chyba najlepsza rola dziecięca jaką widziałam, oprócz Any Torrent w "Nakarmić kruki".

      Znalazłam video z fragmentem filmu dla zainteresowanych :)
      www.youtube.com/watch?v=OLcrOpRo3XI
      • siostra.bronte Re: "Niedziele w Avray" 11.08.12, 22:21
        *na uwagę zasługują
      • pepsic Re: "Niedziele w Avray" 12.08.12, 11:04
        Oglądałaś w originale, znaczy w wersji francuskiej?
        Mam wrażenie, że stare filmy wydają się bardziej dopracowane, nie kierowane pod szeroką publiczkę, a bardziej wymagającego widza. Dodatkowo tu pobrzmiewa ładny podkład muzyczny na skrzypcach. A tymczasem od dwóch dni staram się bezskutecznie wybrać coś w miarę dobrego i nic.
        A przy okazji, oglądałaś/liście słynny melodramat z 1967 r. "Kobietę i mężczyznę" Leloucha z niezapomnianą muzyką Legranda? Co ja pytam, na pewno tak! Ja wprawdzie dawno, dzieckiem w kolebce. Eh. rozmarzyłam się. Ciekawe, czy nadal po latach wzbudza taki entuzjazm?
        • siostra.bronte Re: "Niedziele w Avray" 12.08.12, 12:03
          Niestety, aż taką poliglotką nie jestem :) Film miał angielskie napisy, jak sporo francuskich filmów w sieci.
          Myślę, że kiedyś świat i ludzie byli trochę inni. Jak to ładnie ujął Grek: żyli wolniej, ale bardziej świadomie. I filmy to odzwierciedlały.
          "Kobietę i mężczyznę" oczywiście widziałam, wieki temu. Kto nie pamięta słynnego "szabadabada"? :) Nie oglądałam go ponownie.
      • grek.grek Re: "Niedziele w Avray" 12.08.12, 14:57
        rozpuszczasz nas, Siostro [rozpuszczać od : rozpusty, oczywiście].
        kolejna wycieczka w historyję kina.

        opowieść zajmująca, od startu do mety.

        skojarzyła mi się z "Leonem Zawodowcem", gdzie - w innym kontekście ofk -
        relacja mężczyzna-małoletnia jest również niejednoznaczna, jakkolwiek podtekst
        erotyczny występuje w tle bardzo dalekim, przy czym pierwiastek platoniczny -
        już znacznie śmielej jest zaznaczony, choć może chwilami nie do końca serio.

        też mi się wydaje, że Pierre dostaje szansę odkupienia win, występując w roli ojca i próbuje
        ją wykorzystać, może trochę instynktownie, a już na pewno zachłannie i zaborczo.
        A mała - ma okazję doznac spełnienia w roli córki swego ojca, i to takiego jakiego naprawdę chciałaby mieć.

        yup, wygląda to na napiętnowanie [drobno]mieszczańskich norm i konwenansów,
        każących się dopatrywać we wszystkich zboczeń i potencjalnych innych patologii.

        przy okazji, na czasie temat; dzisisj strach na dziecko popatrzeć, żeby nie wzbudzić
        podejrzenia o pedofilskie skłonności ;]
        przesadzam, ale jest jakiś rodzaj szajby na tym punkcie; w jednym z gazetowych
        rysunkowych dowcipów facet w białym kitlu ucieka przerażony wyciągając nogi,
        za nim pędzi ciżba z widłami i pochodniami, facet krzyczy "nie jestem pedofilem ! jestem
        pediatrą !!!".
        Jak zabrać ojcu prawo do zajmowania się dzieckiem ? oskarżyc o pedofilię.
        wystarczy samo oskarżenie. broń taka, ze nie warto kobietom z dziećmi wchodzić w drogę ;]

        jak mężczyzna, rozgarnięta dziewczynka itd., jak on jest zazdrosny o nią, to się
        od razu "LOlita" przypomina, ale nie dostrzegłem jednak śmiałości scenarzystów i
        reżysera, co by pchnąć film w te rejony; jako coveratorce, Siostro, przemknęło Ci
        takie skojarzenia przez głowę, chociaż na sekundę ?

        bardzo dobra opowieść, Siostro i jak klasowo sfilmowana, co widać na załączonym
        obrazku. Te obrazy mają ten ładunek sentymentu. jakoś to było subtelniej pokazywane
        kiedyś. Wszystko. Nie trzeba było naturalizmów przesadnych, liczyła się energia
        wyobraźni i skojarzenia. MOże to my, widownia, obcując - jako masa - z codzienną
        dosadnością zmieniliśmy kino, środki wyrazu jakimi operują filmowcy ?
        • siostra.bronte Re: "Niedziele w Avray" 12.08.12, 17:50
          Dzięki :)
          Ciekawe skojarzenie z "Leonem zawodowcem" i trafne!
          Od początku oczywiste wydawało mi się, że Pierre chce być dla Cybele ojcem, nikim innym. Faktycznie dziewczynce zdarzało się mówić w egzaltowany sposób o miłości do Pierre'a, ale było to zrozumiałe. A ze strony Pierre'a nie było żadnych podejrzanych zachowań.
          Dopiero Madelaine w rozmowie z Carlosem powiedziała wprost, że może Pierre jest w dziewczynce zakochany.
          A potem lekarz twierdził, że Pierre może być niebezpieczny ze względu na stan psychiczny i może nawet zabić.
          Czyli tak jak napisałeś, to otoczenie dopatrywało się czegoś podejrzanego w tej znajomości.
          Czy tak trudno było uwierzyć, że Pierre chciał po prostu zastąpić ojca tej dziewczynce? Okazuje się, że jednak tak.
          Myślę, że gdyby podobny film powstał teraz, to padłyby zarzuty wręcz o promowanie pedofilii. Masz sporo racji, że ten temat jest "modny", także w kinie. Co nie oznacza oczywiście, żeby o tym nie mówić w rozsądny sposób.
          Prawda, że zdjęcia są piękne. Nawet bez dialogów w video czujemy emocje bohaterów.
          Nie odkryję Ameryki pisząc, że nowoczesna technika, internet zmieniły świat, ludzi i kino też. Bardziej ważna jest forma niż treść. Efektowne opakowanie niż sens.
          Lubię Was rozpuszczać :))
          • grek.grek Re: "Niedziele w Avray" 13.08.12, 15:02
            a my nie mamy nic przeciwko byciu rozpuszczanymi przez Ciebie ;]

            dorosły facet i dziewczynka z gruntu stanowią podejrzaną parę dla otoczenia.
            w Ameryce wzięli nawet za twarz gościa, który swoja własną córkę
            kąpał i gąbką mył ją w tzw miejscach intymnych. Paranoja na pokojach.

            poza tym, czy dorosły facet nie może się platonicznie zakochać w
            dziecku ?

            serio. czy miłośc wybiera ? przecież to ślepe jak kret jest ;]
            Nie mówię od razu o jakichś erotycznych pląsach, ale o zakochaniu
            jako takim, emocjonalnym.
            Rozumiem, ze seks może być problematyczną historyją, ale samo zakochanie ?..
            wg mnie, byłaby to zupełnie naturalna sprawa.
            Jak w "Lolicie", z tego co pamiętam Humbert Humbert jakoś się nie pchał
            z łapami, i całą resztą, jego uczucie było... szlachetne i bynajmniej nie
            patologiczne. [jakkolwiek, czytałem, owszem... dawno i być może pamięć
            płata mi figla].

            • siostra.bronte Re: "Niedziele w Avray" 13.08.12, 16:11
              Oj, Humbert Humbert nie był taki niewinny :)
              Książki co prawda nie czytałam, ale widziałam film Lyne'a z Jeremy Ironsem. To nie było platoniczne uczucie. Pamiętam nawet scenę seksu! Nie sądzę, żeby tak wyraźnie zmieniono fabułę.
              Czytając recenzje "Niedziel w Avray" znalazłam ambitny trop mitologiczny :) Dziewczynka ma na imę Cybele, którego zresztą się wstydziła i nie chciała zdradzić Pierre'owi. Imię pochodzi o frygijskiej boginii płodności Kybele. Jej kapłani, przed przyjęciem święceń musieli zostać wykastrowani.
              I może coś podobnego, oczywiście nie dosłownie, stało się z Pierre'm po wojennych przeżyciach. Znajomość z Cybele staje się dla niego ważniejsza i bardziej sastysfakcjonująca, niż dojrzały związek z Madelaine.
              • barbasia1 Re: "Niedziele w Avray" 13.08.12, 19:38
                >Czytając recenzje "Niedziel w Avray" znalazłam ambitny trop mitologiczny :)

                A to ładne. :)

                Też wolę przyjąć, że Pierre nie miał złych intencji.

                Ciekawy film.

                Bronte dzięki wielkie za kolejną fantastyczną opowieść! :)))
                • siostra.bronte Re: "Niedziele w Avray" 13.08.12, 19:49
                  Dziękuję, Barbasiu :))
              • grek.grek Re: "Niedziele w Avray" 14.08.12, 13:41
                ooo ! :]
                słaba ma pamięć zatem znów dała o sobie znać.
                ale jednak uczucie Humberta, samo w sobie, było patologiczne
                tylko, jakby to powiedzieć... w sensie społecznym.
                Tak to odebrałem.
                I, kto wie... może dlatego ta ksiązka narobiła tyle szumu :]

                masz żyłkę detektywa :]
                skojarzenie rzeczywiście ciekawe i wiele, być może, wyjaśniające.
                • pepsic "Niedziele w Avray" / "Lolita" 14.08.12, 16:08
                  Szum medialny zapewne wynikał z charakteru powieści ociekającej pożądaniem i erotyzmem wobec nieletniej. Facet dostał kręćka na jej punkcie od pierwszego spotkania, a wspólne noce w motelu były zdecydowanie czymś więcej, niż zwykłym noclegiem, choć kawy na ławę nie wyłożono, ale tak wynikało z kontekstu, czy spotkania po latach (z tym, ze ja też szczegółów nie pamiętam). Jeśli zatem mówisz o uczuciu patologicznym to skonsumowanym, a to już... paragraf;)
                  • grek.grek Re: "Niedziele w Avray" / "Lolita" 15.08.12, 13:59
                    Pepsic, powiedz sama, jak rozróznić, czy dziewczyna ma 16 lat czy 18 ? ;]
                    a namiętność nie tak łatwo wyhamować jak już się z głupia frant urodzi;
                    metryka może działać jak straszak, ale będzie to zawsze sztuczne i niczego
                    nie załatwi.

                    No właśnie, czy tam się odbyła konsumpcja ? :]
                    Bo, z tego co słabo pamiętam, Humbert konsumował raczej matkę dziewczyny, mając
                    wtedy poczucie, że w ten sposób konsumuje ową... czy coś mi sie pokręciło ?..
                    • siostra.bronte Re: "Niedziele w Avray" / "Lolita" 15.08.12, 14:15
                      grek.grek napisał:

                      > Pepsic, powiedz sama, jak rozróznić, czy dziewczyna ma 16 lat czy 18 ? ;]

                      To może ja się wtrącę. Znamy te argumenty :)
                      Akurat Lolita ma, zdaję się 12 lat i naprawdę trudno uznać ją za pełnoletnią.
                      Książki nie czytałam, ale sądzę, że konsumpcja jednak była. Bo dlaczego książka wywołałaby taki skandal?
                      Nie brnij dalej w te niebezpieczne rejony, Greku :)
                      • grek.grek Re: "Niedziele w Avray" / "Lolita" 16.08.12, 13:40
                        haha :]

                        wiesz, sama sugestia, że mogło [chociaż nie musiało]
                        zdaje się wystarczała [mogłaby wystarczyć] jako powód
                        do skandalu.

                    • barbasia1 Re: "Niedziele w Avray" / "Lolita" 15.08.12, 15:19
                      > [...] powiedz sama, jak rozróznić, czy dziewczyna ma 16 lat czy 18 ? ;]
                      > a namiętność nie tak łatwo wyhamować jak już się z głupia frant urodzi;

                      Może najpierw zamiast brać się do konsumowania trzeba by trochę poznać człowieka, zacząć od pytania o wiek?


                      Oczywiście, że tak.
                      Pani Charlotte Haze, matka Lolity szybko się usunęła się z drogi, zginęła w wypadku przejechana przez samochód.
                      • grek.grek Re: "Niedziele w Avray" / "Lolita" 16.08.12, 13:45
                        no wiesz, Barbasiu... to mogłoby działać w dwie strony.

                        np. jakby jakiś
                        namiętny pan spojrzał w dowód namiętnej pani i dostrzegł, że ma ona
                        jednak 58 lat, a nie 44 [strzelam ot tak sobie, wszelkie skojarzenia
                        przypadkowe], a tylko nieźle wygląda, i natenczas odstąpił od konsumpcji ? ;]
                        to mogłoby mieć przykre skutki, hehe.
                        • barbasia1 Re: "Niedziele w Avray" / "Lolita" 16.08.12, 14:17
                          Zależy jak na to patrzeć.
                          Wszytsko ma swoje złe idobre strony, dobra było by to, że w ten sposób namiętny pan, oszczędziłby namiętnej pani rozczarowań, złudzeń itp. ;)


                          • grek.grek Re: "Niedziele w Avray" / "Lolita" 17.08.12, 13:46
                            zabawne, by było, że jego namiętnośc by wyparowała z powodu metryki
                            pani, mimo że jeszcze przed chwilą była dla niego szalenie atrakcyjna ;]

                            wiesz, chodzi mi o to, że jak w grę wchodzi ww. namiętnośc, to pal licho
                            wszystko inne, bo tak naprawdę : jako hamulec będą one zawsze sztuczne.
                        • pepsic Re: "Niedziele w Avray" / "Lolita" 16.08.12, 16:01
                          Panie w "tym wieku" powinny mieć na tyle oleju w głowie, aby wystrzegać się kłopotliwych sytuacji mogących je upokorzyć, co wcale nie oznacza, że maja paradować z metryką na czole.
                          • grek.grek Re: "Niedziele w Avray" / "Lolita" 17.08.12, 13:47
                            to byl tylko przykład, jak metryka może w kuriozalny sposób zgasić pożądanie, albo
                            na to, że zgasić go nie jest w stanie ;]

                            ech tam, "ten wiek"... tyle talentów się marnuje z tego powodu ;]
                        • siostra.bronte Re: "Niedziele w Avray" / "Lolita" 17.08.12, 14:36
                          A propos : "działać w obie strony".
                          Jest taki kapitalny film Hala Ashby'ego z lat 70-tych "Harold i Maude". Love story 20-latka i 80-latki :)
                    • pepsic Re: "Niedziele w Avray" / "Lolita" 15.08.12, 18:39
                      Greku, Lolita była jego pasierbicą, fakt że krótko. Niemożliwe, żeby nie znał jej wieku. Masz rację, namiętność poczuł tak ogromną, że w ekspresowym tempie ożenił się z jej matką, i tyko dlatego, aby móc przebywać w jej pobliżu i żeby mogła np. bez podtekstów siadać mu na kolanach. Małżonka po miesiącu "szczęśliwie" zginęła w wypadku, o czym Barbasia przypomniała. Z tą namiętnością może i nie łatwo, zwłaszcza panom (sorki), ale na Boga, w cywilizowanym świecie nikt nie rzuca się na nikogo z łapami wbrew woli, tym bardziej na 12-letnie dziecko. Nie, namiętność, pożądanie nie jest tu żadnym usprawiedliwieniem, mimo prowokacyjnego zachowania Lolity.

                      Konsumpcja była na bank. Niuanse na to wskazują. np. dwuznaczny, emocjonalny szantaż stosowany przez dziewczynę podczas podróży. Pod koniec powieści jest taki moment, kiedy Humbert ją odnajduje, już jako mężatkę w ciąży, rozmowa nie klei się, ale gdzieś w podtekstach czai się pytanie, czy ma do niego pretensje za tamto. Czyli, było coś na rzeczy.

                      Ps. Mogłam pomieszać powieść z filmem (choć bardziej odnoszę się do książki), i poplątać w swoich zwojach mózgowych, ale tak zapamiętałam kontekst.


                      • barbasia1 Re: "Niedziele w Avray" / "Lolita" 15.08.12, 19:17
                        Nie mylisz się Pepsic, w powieści wszytsko jest wprost powiedziane, nie ma żadnych dwuznaczności, pozostawiajacych miejsce do dywagowania, czy była konsumpcja czy nie, w razie czego mam pod ręką ksiązkę.
                        • barbasia1 "Lolita" - Co ja bredzę! 16.08.12, 14:00
                          barbasia1 napisała:

                          > Nie mylisz się Pepsic, w powieści wszytsko jest wprost powiedziane, nie ma żad
                          > nych dwuznaczności, pozostawiajacych miejsce do dywagowania, czy była konsumpcj
                          > a czy nie, w razie czego mam pod ręką ksiązkę.


                          Co ja bredzę!
                          I to z książką pod ręką! Oczywiście, że jest aluzyjnie, dwuznacznie w specyficzny sposób!

                          Ale "Lolity" nie nalże odczytywać jako
                      • grek.grek Re: "Niedziele w Avray" / "Lolita" 16.08.12, 13:51
                        w przypadku Humberta nie ma więc alibii w postaci nieznajomości metryki
                        dziewczyny [ki ?]. ale życie pisze rózne scenariusze ;]

                        to prawda, ale tytułowa lolita taka skromna i niewinna też zdaje się nie
                        była, jak sama wspominasz ;]
                        Jasne, to dorosły ma być tym odpowiedzialnym.
                        Czy jednak nie jest tak, że dojrzałość płciowa na poziomie emocjonalnym
                        występuje u małoletnich, a kompletnie jej brak osobom metrykalnie
                        dorosłym ?

                        zmierzam go tego, czy to metryka decyduje o stopniu rozwoju [dowolnie :
                        psychicznego, mentalnego, emocjonalnego itd] oraz o poziomie
                        gotowości do róznych czynności [erotycznych także] czy jest to
                        rozróżnienie absolutnie sztuczne ?

                        być moze konsumpcja była, a może wcale nie... nie ma tego kawa na ławę,
                        ale jak widać sama sugestia, że to nie wykluczone narobiła niezłego bigosu ;]
                        • pepsic Re: "Niedziele w Avray" / "Lolita" 16.08.12, 15:09
                          Oczywiście, że metryka nie decyduje do końca, ale jakimś tam wyznacznikiem i granicą jest.

                          Moim zdaniem to było więcej, niż sugestia, a temat zbyt drażliwy do podania na tacy.
                        • barbasia1 Re: "Niedziele w Avray" / "Lolita" 16.08.12, 16:56
                          Psychologia rozwojowa wskazuje, że mertyka ma znaczenia.

                          Czy jednak nie jest tak, że dojrzałość płciowa na poziomie emocjonalnym
                          > występuje u małoletnich, a kompletnie jej brak osobom metrykalnie
                          > dorosłym ?

                          Czego jest brak osobom metrykalnie dorosłym ?

                          • grek.grek Re: "Niedziele w Avray" / "Lolita" 17.08.12, 13:54
                            no wlaśnie, chroni większość [być możę], ale pęta jednostki :]

                            wiesz, jak widzisz tatusia i mamusię, którzy płodzą 8 dziecko, mimo
                            że tych siedmiu już posiadanych nie umieją wychować, albo zapewniają
                            im tylko biedę i brak perspektyw, zaś całą sytuacją kwitują tekstem :
                            "Bozia dopuściła", to nic prócz myśli o braku dojrzałości nie przychodzi
                            mi do głowy.

                            zaś co do sedna : ja sobie tak myślę, że seks a'la Poland ma spore braki
                            w edukacji, mnóstwo zahamowań, a przede wszystkim albo jest traktowany
                            ze śmiertelną powagą, albo głupio, moze dlatego, ze większośc Polakow
                            nie posiada poczucia humoru i otwartości w ich właściwej formie i postaci.
                            Polska wesołkowatość, pijacka poufałość i rubaszność, to nie jest ani humor ani otwartość :]
    • grek.grek "GŁód/Hunger" - storyline & parę uwag 13.08.12, 13:14
      intensywny film, to przede wszystkim. Oparty na faktach, co tylko pogłębia wrażenie.

      w pierwszym akcie : nakreśla sytuację i obraz miejsca, w którym się rzecz dzieje. Jest nim
      więzienie brytyjskie, w którym osadzeni są wyłapani i osądzeni terroryści z IRA. Trafia tam
      młody chłopak i przechodzi całą procedurę : musi się rozebrać, dostanie koc, jakiś łach
      i tak zostaje odstawiony do celi.

      trafia on w sam środek gwałtownego konfliktu, bo własnie więźniowie się zbuntowali przeciw
      prawu obligującemy ich do noszenia więziennych ciuchów. Oni się uważają za bojowników, za więźniów sumienia, więźniów politycznych - a jako tacy nie chcą nosić uniformów, które w sposob symboliczny zrównywałyby ich statusem z pospolitymi opryszkami.

      Protest jest drastyczny : garownicy wylewają na podłogę mocz, który następnie wycieka na korytarz - policjant w masce sprząta ten syf; kałem smarują ściany cel - tu również wkracza
      gostek ze specjalną sikawką i w ochronnym kombinezonie i zmywa to barachło.

      poza tym, więźniowie nie golą się i pozostają w negliżu, z czym strażnicy radzą sobie w taki oto sposób, ze najpierw ich wyciągają z cel, walą w czajnik, rzucają o ścianę, potem pałują na "ścieżce zdrowia", a na koniec po prostu na siłę strzygą i wrzucają do wanny, żeby jakoś czystość, a i także po to, zeby złamać być może ich opór. Bezskutecznie. Brutalne, mocne sceny.

      Przy okazji kamera przygląda się strażnikom, próbuje uchwycić codziennośc tych ludzi - na przykładzie jednego z nich. Facet wstaje rano, je, ubiera się, przed wyjściem z domu do pracy sprawdza czy pod samochodem nie ma przyczepionej do podwozia bomby, on w aucie a jego żona w oknie przeżywają moment grozy, kiedy on przekręca kluczyk w stacyjce : wybuchnie coś czy jednak nie ? Nie ? No to mamy kolejny dzień pracy. A w pracy : trzeba stawić czoła zagorzałym ideowcom, agresywnym typom którzy siedzą w tym więźniu nie za to, ze ukradli z piwnicy słoik typu wek - oni siedzą za planowanie i popełnianie morderstw, za terroryzm.

      Strażnik musi uderzyć, spałować, brać się za bary z ludźmi, którzy bez skrupułów, w innych okolicznościach, zabiliby go w jednym momencie. Myje poranione dłonie, je drugie śniadanie wśród kolegów, potem odwiedza matkę w domu opieki , kobiecina najwyraźniej cierpi na Alzhaimera, bo siedzi i nie kontaktuje... i tam strażnika dopada terrorysta : wchodzi za nim, strzela mu w głowe i wychodzi jakby nigdy nic. Facet pada na kolana własnej matce, ona nadal siedzi jak mumia, tylko wszyscy dookoła krzyczą w panice, a krew jest wszędzie...

      Pierwsza ta część odbywa się z minimalną ilością slów, właściwie jest niemal jak zapis paradokumentalny, fabularyzowany dokument.

      Drugi akt, to rozmowa w pokoju widzeń.
      Bobby Sands, przywódca więziennego buntu prosi o spotkanie z księdzem. Przez kilkanaście minut kamera stoi nieruchomo w jednym ujęciu, a tych dwóch rozmawia ze sobą. Bobby informuje księdza, ze zamierza rozpocząc protest głodowy. On i 75 innych więźniów. Żądają przyznania im statusu więźniów politycznych. Bedą głodować pojedynczo, śmierć jednego pociągać będzie za sobą rozpoczęcie głodówki przez następnego na liście. Aż do skutku.

      Ksiądz sugeruje mu, ze to szaleństwo, a w zasadzie sposób na efektowne samobójstwo. Co jesli Brytyjczycy zgodzą się na ich warunki... po śmierci # 9 albo 10 albo następnej ? Czy te życia będą warte jakiejkolwiek idei ?

      Wyraźnie padre nie rozumie Bobby'ego. Nie rozumie jego idealizmu i wiary we własne przekonania. "Bez tej wiary nie mam nic i jestem nikim" - powiada Bobby. Nie chodzi mu o rozgłos czy o samozniszczenie. Chodzi o to w co naprawde głęboko wierzy. W polityczne
      cele, ale i osobistą odpowiedzialnośc za innych. Opowiada księdzu historię z dzieciństwa : brał udział w biegu długodystansowym, razem z chłopcami z róznych okolic Belfastu, katolikami, protestantami... nad jeziorem natknęli się na dogorywającego w wodzie człowieka. Rannego cięzko, ale wciąż żyjącego. Nikt nie umiał się zdecydować, co z tym zrobić. Tylko mały Bobby potrafił zanurzyć głowę tego człowieka w wodzie i pomóc mu po prostu umrzeć. Skrócić jego cierpienie. Teraz też o to chodzi : "o to by zrobić to, co właściwe".

      Ksiądz i Bobby strzelają w siebie słowami jak ping pongu. świetna sekwencja dialogowa. siedzi dwóch chłopa i po prostu rozmawia. Ksiądz który pół zartem pół serio mówi "my, w Kościele, prowadzimy biznes, a towarem są dusze" próbuje zdroworozsądkowo podchodzić do sprawy, staje po stronie życia i jego świętości, ale Bobby nadaje życiu inny wymiar i cel : w jego mniemaniu wyższy, a jest nim gotowośc do poświęcenia go dla wartości w których upatruje się
      porządku świata i moralności.

      Ksiądz odchodzi pokonany w swoich próbach odwiedzenia Bobby'ego od zamiaru. Jest bezsilny wobec energii zaangażowania swojego rozmówcy.

      Trzeci akt, to własnie zapis protestu głodowego Bobby Sandsa. Trwało to 66 dni, aż do jego śmierci. Codziennie dostawał świeży posiłek, ale nigdy żadnego nie przyjął. Słaby jak dziecko, coraz bardziej wycieńczony, głównie leżał, co owocowało paskudnymi ranami odleżynowymi na całym ciele. Opiekowali się nim lekarze, zresztą pełni troski i wstrząśnięci jego determinacją, cały czas był badany, zmieniano mu pościel [w ostatnich chwilach już nawet go nią nie przykrywano, tylko ustawiano nad nim taki stojak, żeby pościel nie drażniła boleśnie ciała; leżał zaś na specjalnym miękkim materacu], pobierano krew do analizy, noszono i przynoszono z łazienki. A on lezał i wracał w myślach do obrazów z dzieciństwa, kiedy biegał sobie pośród
      pól zbożowych, zielonych krzaczorów a no niebie ptaszyska fruwały. Sentymentalne ? na pewno, ale tutaj, o dziwo, wobec tej całej potworności śmierci - zupełnie niedrażniące, no i sfilmowane bez ckliwości i chęci epatowania eskapizmem kiczowatym jakimś.

      Pojawiają się jego rodzice. Kamera zjeżdza na jego oko, jedno, ledwie je otwiera, obraz z trudem zyskuje ostrość, widzi matkę... I niedługo to już trwa. Umiera z otwartymi oczami. Ciało zostaje przykryte i wywiezione furgonetką.

      Koniec. Ten akt też obywa się minimalną ilością słów. A najbardziej poruszającym obrazkiem, wśród samych poruszających, jest moment, kiedy Bobby mdleje w łazience, na ręce bierze go potężny strażnik i przynosi go delikatnie do celi, w pozie niczym Chrystusa zdjętego z krzyża. Wrogowie zjednoczeni w obliczu śmierci. Jeden nie mający siły, zeby się sprzeciwić okazywanej mu litości, i drugi - nie mający sumienia tej litości nie okazac, zdjęty współczuciem i być może szacunkiem dla wiary i żarliwości tamtego.

      To co robi największe wrażenie, to chyba surowość całości, minimalizm środków, długie momenty ciszy, ktore dają możliwość skupienia się na obrazie i jego wymowie.

      No i aktor w głównej roli, Michael Fassbender.
      facet do roli głodującego Bobby Sandsa doprowadził swoje ciało do wyglądu szkieletu.
      odchudził się ekstremalnie, stosując wyniszczającą dietę.
      dodając do tej anorektycznej prezencji jeszcze charakteryzację : strupy, rany,
      naprawdę wygląda dramatycznie.
      Gra znakomicie, świetnie mówi, jest ekspresyjny a zarazem ma w sobie skupienie, a w
      ostatnim akcie kiedy próbuje - słaby już jak niemowlak - wyjśc z wanny i robi to sam, chwiejąc się i w końcu padając na twarz, a jednocześnie patrząc niemal wyzywająco w oczy strażnikowi, który przy nim siedzi - nadzwyczajny moment.

      reżyserował Steve McQueen ;] Czarnoskóry, duży, w okularach. Co ciekawe, ta sama para aktor-reżyser spotkała się później we "Wstydzie". nowy duet.

      ciało. ono tu jest na pierwszym planie. Więźniowie je bezczeszczą żyjąc w gnoju i smrodzie, dając się bić strażnikom, co jest karą za ich bunt; a potem Bobby degraduje je swoją głódówką. Mają tylko ciało i tylko narażając je na razy i zniszczenie mogą wyrazić swoje poglądy i zamanifestowac swoją dumę. Oddają ciało na ołtarzu wartości w które wierzą. skojarzenie z postacią Chrystusa - jak najbardziej właściwe. z jedną uwagą: "Chrystus" jest tutaj... terrorystą.
      • siostra.bronte Re: "GŁód/Hunger" - storyline & parę uwag 13.08.12, 14:21
        Ciekawa historia. Jak zwykle świetnie napisane :)
        Ale ja bym chyba nie wytrzymała nadmiaru brutalności.
        Słyszałam o Fassbenderze same pochwały, ale jak dotąd nie miałam okazji go zobaczyć.
        • grek.grek Re: "GŁód/Hunger" - storyline & parę uwag 13.08.12, 15:09
          dzięki, Siostro :]

          o, jest hardkor, ale myślę, ze owa ciekawość utrzymałby Cię
          przy tym filmie.

          Fassbender bardzo dobry.
          żadnych tanicg fajerwerków, warsztatowe aktorstwo pełną gębą.
          No i to jak bardzo się fizycznie zmienił do tej roli - robi wrazenie,
          zwłaszcza, że w pierwszych scenach [z jego udziałem] wygląda
          normalnie, naturalnie, a kilka/kilkanaście minut później - szokująco
          inaczej. Sama owa metamorfoza jest warta doceniania. Niby nie
          brakowało przeobrażeń estetycznych dla potrzeb filmu, ale ta tutaj
          szczególnie mogła być dla zdrowia szkodliwa. wiadomo, ze tak
          radykalna kuracja odchudzająca, kiedy nie tyle w sposób kontrolowany spada waga, co
          na łeb na szyję lecą mięśnie, a cały aparat ruchowy, organy
          wewnętrzne, układ nerwowy i odpornościowy dostają w kość, to rzecz niebezpieczna.
        • pepsic Re: "GŁód/Hunger" - storyline & parę uwag 14.08.12, 15:39
          Masz okazje zobaczyć go w " Fish Tank" powielanym w Ale Kino. Jeśli trafisz, polecam, pozycja z nurtu kina społecznego.
          • siostra.bronte Re: "GŁód/Hunger" - storyline & parę uwag 14.08.12, 19:39
            O, dzięki za info! Oglądałam kawałek "Fish Tank" i niestety, nie rozpoznałam Fassbendera :)
            • pepsic Re: "GŁód/Hunger" - storyline & parę uwag 14.08.12, 22:49
              To jest ten gostek, który ... jednocześnie i matkę i córkę. Czasownik celowo pominęłam, bałam sie ze znowu mnie skarcisz;)
              • siostra.bronte Re: "GŁód/Hunger" - storyline & parę uwag 15.08.12, 13:55
                Tak, skojarzyłam, że to o niego chodzi. A wtedy, w sprawie Agaty, to miałam jakiś gorszy dzień :)
                • pepsic Re: "GŁód/Hunger" - storyline & parę uwag 15.08.12, 19:19
                  Ktoś musi czuwać na straży moralności (żart!).
                  :))
                  • siostra.bronte Re: "GŁód/Hunger" - storyline & parę uwag 15.08.12, 19:21
                    :D
              • grek.grek Re: "GŁód/Hunger" - storyline & parę uwag 15.08.12, 14:02
                ajhhhh, a ja właśnie tego czasownika najbardziej byłem ciekaw ;]]
                • pepsic Re: "GŁód/Hunger" - storyline & parę uwag 15.08.12, 19:11
                  No więc sie zebrałam na odwagę. Nie było to słowo na p..., ani na p...., (co to, to nie), a na p... (od ruchu posuwistego) Ależ brnę;) Na usprawiedliwienie: jakbym napisała, ze współżył z jedna i z drugą, i jeszcze z trzecią, jakoś głupio i statystycznie by zabrzmiało, bez emocji;)

                  Ps. I jeszcze muszę usprawiedliwić tego pana, którego Fassbender zagrał (ładnie brzmiące nazwisko i wpadające w ucho), tak naprawdę z córką był tylko jeden raz, kiedy sytuacja wymknęła się spod kontroli. Z resztą z tego powodu opuścił jej matkę. Z tym, że do prawdziwego aniołka dużo mu brakowało, jako że na podorędziu czekała żona i córeczka, eh, ludzie potrafią sobie życie komplikować. Zachęciłam? Jeśli film pojawi się w paśmie bardziej dostępnym będę sygnalizować, obiecuję. Tam każda z drugoplanowych postaci stanowi odrębny materiał na film.
                  • grek.grek Re: "GŁód/Hunger" - storyline & parę uwag 16.08.12, 13:54
                    haha, zabrzmiałoby to... rozczarowująco ;]

                    zachęciłaś, Pepsic, jak najbardziej.
                    ciekawe, ze na różnych kanałach pewne nowe [relatywnie] filmy lecą po kilka razy, a
                    np niezrównana TVP ciągle serwuje powtórki zamiast trzymać rękę na pulsie i
                    nowościami sypać jak z rękawa, choćby nawet takimi, które już na jakichś "HBO,
                    Canal+ i innych" zostały pokazane.
                    • pepsic Re: "GŁód/Hunger" - storyline & parę uwag 16.08.12, 15:52
                      Nie wierzę, że w tym kolosie na glinianych nogach sterowanym politycznie z układami cokolwiek i kiedykolwiek sie zmieni, i który razem z PZPN powinien zostać zrównany z ziemią i wybudowany od podstaw. Na kablówce pod względem repertuaru tez nie jest za różowo. Nie wiem, czy wpływa na to okres wakacyjny, czy kryzys, czy tylko sie czepiam. Ale naprawdę trudno znaleźć coś godnego uwagi, nie powtórkowego. Wczoraj pełna nadziei rzuciłam okiem na "Obsesję" z 1995 roku z J. Nicholsonem! i A. Huston!,, która okazała się sentymentalnym gniotem z pretensjami do wielkiego kina. Pozostaje tylko zastanowić się, co tam robił Nicholson, bo wg mnie sprawiał wrażenie, jakby pomylił plany filmowe.
                      "Ale Kino" też traci impet i zmierza w kierunku seriali. Choć dzisiaj ma szanse na mała rehabilitacje z racji filmu "Fanatyk" z R.Goslingiem.
                      • grek.grek Re: "GŁód/Hunger" - storyline & parę uwag 17.08.12, 14:02
                        no to zima ;]

                        i ja straciłem nadzieję na to, ze TVP da radę, w tej formie i z tymi ludźmi, oderwać
                        od polityki i oddać ludziom.

                        to żenada, kiedy z jednej strony szefostwo płacze, że zaraz zbankrutuja, ale nie ma
                        oporów, zeby placić 30 tys miesięcznicy prezenterce za czytanie z kartki
                        dziennika telewizyjnego. Albo buduja nowe studia, nowe siedziby, zawierają gwiazdorskie
                        kontrakty z jakimis, co tu dużo mówić... pajacami; ramówkę wypełniają programy
                        nonsensowne, 60 seriali z ambicjami pukania w dno od spodu, reklamy leją się
                        zewsząd... Swoja drogą, mam wrażenie, ze TVP po prostu... świadomie mija się z
                        prawdą na temat swojej kondycji finansowej. Po prostu, ich deklaracje z praktyką
                        mi się jakoś nie spinają ;]

                        Nicholson ostatnimi czasy w ogole przestał grać jakieś dobre role. Co i rusz dają
                        "ten nowsze" filmy z jego udziałem i bije po oczach ich pastelowa, naiwna konstrukcja i
                        scenariusz, jakby były robione dla grzecznej rodzinki w sweterkach w serek, żeby sobie
                        mogła obejrzeć po obiedzie u cioci Kloci.
      • barbasia1 Re: "GŁód/Hunger" - storyline & parę uwag 13.08.12, 22:17
        Mocna historia ...

        Zwiastun filmu "Głód" -
        www.youtube.com/watch?v=MPqlJGqwI5w
        ThnX.
        • barbasia1 Re: "GŁód/Hunger" - storyline & parę uwag 13.08.12, 23:44
          i kontorowersyjna ( "Chrystus" jest tutaj... terrorystą.").

          • grek.grek Re: "GŁód/Hunger" - storyline & parę uwag 14.08.12, 13:51
            dzięki za ten link, Barbasiu, daje szansę zapozania się z estetyką całego filmu.

            no tak, brzmi prowokująco, ale na pewnej płaszczyźnie takie mam skojarzenie -
            i Chrystus, jesli przyjąć, ze żył naprawdę/ew. potraktować jego historię jako
            legendę a postać jako symbol, i Bobby Sands w destrukcyjny sposób
            używają swojego ciała jak narzędzia manifestacji własnej wiary w wyznawane
            wartości. na tym poziomie ich wcześniejsze czyny przestają mieć znaczenie.
            Zrównuje i upodadnia ich do siebie właśnie ten akt wiary.
            • barbasia1 Re: "GŁód/Hunger" - storyline & parę uwag 14.08.12, 17:47
              > i Chrystus, jesli przyjąć, ze żył naprawdę/ew. potraktować jego historię jako legendę a postać jako symbol

              Teraz do dopiero zabrzmiało prowokująco. ;))

              Nie w samym posłużeniu się przez Ciebie postacią Chrystusa dostrzegłam kontrowersję, ile ile w tym, że męka Chrystusa zestawiana jest, jak sam to zresztą powiedziałeś na końcu, z męką człowieka należącego do organizacji, która ma na swoim koncie akty terrorystyczne, krew niewinnych ludzi na rękach.

              Ale w tym filmie wszyscy są ofiarami i więźniowie, i strażnicy (ten zamordowny wykonujący swoje obowiązki, ale w sposób nadgorliwy, a wręcz wynaturzony), to jest ciekawe.

              :)
              • barbasia1 Re: "GŁód/Hunger" - storyline & parę uwag 14.08.12, 19:40
                >"Facet pada na kolana własnej matce, ona nadal siedzi jak mumia,"

                Nie widziałam filmu, wyobrażam sobie tylko tę scenę, ale nasunęły mi się tu na myśl przedstawienia Matki Boskiej trzymającej na kolanach martwego Chrystusa ( pieta watykańska).
                Chrystus jest i w strażniku?

                • grek.grek Re: "GŁód/Hunger" - storyline & parę uwag 15.08.12, 13:56
                  myślę, żę strażnik na Chrystusa niespecjalnie pasowałby ;]

                  bardziej mi chodziło o tę scenę, kiedy strażnik niesie do pokoju
                  szpitalnego omdlałego Sandsa, wtedy to bardzo pasuje do
                  tej ikonografii, o którym wspomniałaś. Nawet Sands ma taką
                  przepaskę biodrową, żeby skojarzenie było bliższe :]
                  • barbasia1 Re: "GŁód/Hunger" - storyline & parę uwag 15.08.12, 15:34
                    To było tylko głośne zastanawianie się.


                    Tak, pamiętam. :)
                  • barbasia1 Re: "GŁód/Hunger" - storyline & parę uwag i PIETA! 15.08.12, 18:59
                    Byłam ciekawa, co pisano na świecie o filmie "Głód" postanowłam więc pogrzebać trochę w sieci, no i wiłąśnie znalazłam fantastyczny cytat, który wskazuje, że moje skojarzenie z pietą nie było od rzeczy , że tylko mnie ta scena nasunęła to skojarzenie! :)))

                    To fragment relacji dla Guardiana Charlotte Higgins z festiwalu w Cannes (15 May 2008 ):

                    It also shows the summary execution of a prison officer as he visits an old people's home, crumpling into his bewildered mother's blood-drenched lap like a vision of a modern pieta.

                    www.guardian.co.uk/film/2008/may/15/cannesfilmfestival.festivals2
                    Dziękuję pani! ;))

                    Analogiami pasyjnymi przesiąknięty jest cały film, nie tylko sceny z przedstawiające umierającego z głodu Sandsa.

                    :)
                    • grek.grek Re: "GŁód/Hunger" - storyline & parę uwag i PIETA 16.08.12, 13:58
                      brawo, Sherlocku :]

                      trochę mi ten policjant nie pasował z uwagi na jego nie-chrystusowatość,
                      zapomniałem że przecież obrazek sam w sobie może nosić znaczenie.

                      • grek.grek Re: "GŁód/Hunger" - storyline & parę uwag i PIETA 16.08.12, 13:58
                        a Ty o tym pamiętałaś :]
                      • barbasia1 Re: "GŁód/Hunger" - storyline & parę uwag i PIETA 16.08.12, 14:46
                        > trochę mi ten policjant nie pasował z uwagi na jego nie-chrystusowatość,
                        > zapomniałem że przecież obrazek sam w sobie może nosić znaczenie.

                        Otóż.
                        Powtórzę się, wszyscy są tu ofiarmi (walki politycznej, terroru), i więźniowie, na czele z Sandsem i strażnicy. Jedni i drudzy walczą o swoją prawdę , o swoją sprawiedliwość.
                        Znakomity film.



                        • grek.grek Re: "GŁód/Hunger" - storyline & parę uwag i PIETA 17.08.12, 14:03
                          prawda to, Barbasiu, co do jednego :}
                          • barbasia1 Re: "GŁód/Hunger" - storyline & parę uwag i PIETA 17.08.12, 18:16
                            He, he! :)
                            To bardzo cieszę się, że się zgadzamy.

                            Wymądrzam się, choć filmu nie widziałam (znów), a Ty jeszcze przyznajesz mi rację.
                            Ja to chyba jestem genialna. ;)


                            Muszę wypożyczyć "Głód".

                            • grek.grek Re: "GŁód/Hunger" - storyline & parę uwag i PIETA 18.08.12, 15:10
                              Akurat w takim kontekście trafność tego, co piszesz nie jest
                              uzależniona od wymogu "zobaczenia filmu" :]
                              Odczytałaś rzecz, wg mnie, celnie, i to się liczy.

                              a film - jeśli tylko gdzieś zauważysz : koniecznie wypożycz, jest mocny, ale i
                              inspirujący.
                              • barbasia1 Re: "GŁód/Hunger" - storyline & parę uwag i PIETA 19.08.12, 12:08
                                To dzięki Tobie i Twoim wspaniałym opowieściom.

                                Uwielbiam niezmienie.

                                Tak.
                                :)
                                • grek.grek Re: "GŁód/Hunger" - storyline & parę uwag i PIETA 21.08.12, 13:38
                                  to dla mnie nobilitacja :]

                                  inspiracja.
                                  • barbasia1 Re: "GŁód/Hunger" - storyline & parę uwag i PIETA 22.08.12, 14:48
                                    grek.grek napisał:

                                    > inspiracja.

                                    O to, to! :)))

                                    A dla mnie radość z czytania!
                                    I rozmowy. :)

                        • barbasia1 Re: "GŁód/Hunger" - storyline & parę uwag i PIETA 17.08.12, 18:18
                          >trochę mi ten policjant nie pasował z uwagi na jego nie-chrystusowatość,


                          W tym filmie nie ma prostych wykładni.
              • grek.grek Re: "GŁód/Hunger" - storyline & parę uwag 15.08.12, 13:53
                a czy są dowody na istnienie Jezusa-człowieka ? :]

                być może, ale wg mnie oba przypadki mają te same motywacje i
                - śmierć w imię wiary we własne przekonania. Sands nie umiera w
                akcie terroru, on umiera w akcie buntu i samozagłady. Jezus [jakkoolwiek
                już traktować jego postać] też
                mógl, wg opowieści, wyrzec się swoich poglądów, "odszczekać", ale
                nie zrobił tego wiedząc jaka kara go za to moze spotkać.

                to prawda.
                Czy "nadgorliwie wykonujący swoje obowiązki", wiesz, to też można
                róznie traktować.
                Gdyby to byli więźniowie, z którymi można pogadać, ponegocjować...
                ale to ludzie zupełnie nieprzejednani, tkwiący w nienawiści do strażników,
                fanatycy. Na tym polega cała rzecz, ze językiem rozmowy między nimi
                jest pałkarstwo. tak daleko to zaszło i nie ma szans na zmianę mentalności
                jednych i drugich.
                • barbasia1 Re: "GŁód/Hunger" - storyline & parę uwag 15.08.12, 17:58
                  > a czy są dowody na istnienie Jezusa-człowieka ? :]

                  Dowodem na istnienie Jezusa-człowieka są historie spisane w Ewangeliach, a także wzmianki w pismach zamienitych żydowskich oraz rzymskich historyków i kronikarzy pochodzących mniej więcej z czasów kiedy żył Chrystus. Jezus wspomniany jest też w Koranie.
                  Być może na odkrycie czekają jeszcze bardziej przekonujące niedowiarków dokumenty. :)

                  >ale wg mnie oba przypadki mają te same motywacje i
                  > - śmierć w imię wiary we własne przekonania.
                  Zgadzam się z Tobą.


                  cdn.
                  • grek.grek Re: "GŁód/Hunger" - storyline & parę uwag 16.08.12, 14:00
                    no wiesz, Barbasiu, Ewangelie mogą być jednak kreacją.
                    bardziej się zastanawiałem nad dowodami obiektywnymi, czyli
                    jakimiś relacjami historyków, dziejopisów, kronikarzy etc.

                    • barbasia1 Re: "GŁód/Hunger" - storyline & parę uwag 16.08.12, 14:59
                      Są wzmianki w pismach zamienitych żydowskich historyków i kronikarzy m.in. Józefa Flawiusza oraz rzymskich - Tacyta, Swetoniusza, Pliniusza Młodszego . (patrz: wikipedia)

                      Być może na odkrycie czekają jeszcze bardziej przekonujące niedowiarków dokumenty. :)
                      • grek.grek Re: "GŁód/Hunger" - storyline & parę uwag 17.08.12, 14:05
                        masz na myśli jakieś sensacyjne taśmy video ? ;]]
                        • barbasia1 Re: "GŁód/Hunger" - storyline & parę uwag 17.08.12, 18:27
                          Hahahahaha! :)))

                          Och, Greku, nie. To niestety niemożliwe. Myślałam o jakichś zwojach pergaminów ukrytych gdzieś głęboko w pod ziemią!?

                          :)


      • pepsic Re: "GŁód/Hunger" - storyline & parę uwag 14.08.12, 15:35
        Kino na światowym poziomie wraz z załącznikiem tj. opisem:) Podobnie jak siostra Bronte usztywniam się wobec więziennej hardcorowej tematyki. Takiemu np. "Midnigthy Express" nie dałam rady, no... stchórzyłam.
        • grek.grek Re: "GŁód/Hunger" - storyline & parę uwag 15.08.12, 14:00
          Odwagi, Pepsic :]
    • barbasia1 Woody Allen dał na zapowiedzi! 14.08.12, 16:37
      ;) Na stronie naszego kina wiszą zapowiedzi, a pośród nich w tym premiera najnowszego filmu Woody'ego Allena "Zakochani w Rzymie" / "To Rome With Love" (2012) , już 24 sierpnia! Ożeż!
      A ja jeszcze nie opowiedziałam poprzedniego filmu Allena "O północy w Paryżu"! Ożeż!

      Słyszłam gdzieś, że Kraków miałby chęć zaprosić Allena do nakręcenia w mieście filmu, ale na razie funduszy na to brak!?

      :)
      • siostra.bronte Re: Woody Allen dał na zapowiedzi! 14.08.12, 19:45
        Widziałam zwiastuny w tv. Nie wiem czego się spodziewać. Ostatnim filmem Allena jaki widziałam była "Vicky, Christina..." i jak pisałam, byłam rozczarowana.
        Ktoś napisał złośliwie, że Allen kręci teraz przewodniki po Europie :) W sierpniowym filmie jest artykuł "Za ile Europa kupiła Allena", ale jeszcze go nie czytałam
        • siostra.bronte Re: Woody Allen dał na zapowiedzi! 14.08.12, 19:46
          *w sierpniowym Filmie
        • pepsic Re: Woody Allen dał na zapowiedzi! 14.08.12, 22:52
          Co do "Vicky..." pełna zgoda, ale filmem "O północy w Paryżu" sie zauroczyłam.
          • barbasia1 Re: Woody Allen dał na zapowiedzi! 15.08.12, 16:11
            Ja też się zauroczyłam filmem "O północy w Paryżu"

            To urocza, pomysłowa, efektowna i dobrze zagrana komedia. Bardzo udany film.

            Jeśli chodzi o Vicky, napisałam już pod postem Bronte, że
            kiedy pierwszy raz obejrzałam VCB była lellko rozczarowana, zmieniałam zdanie, kiedy obejrzałam po raz drugi. Nawet zaczęłam pisać komentarz , jak go znajdę i dokończę to Wam go tu przedstawię .

            :)
        • barbasia1 Re: Woody Allen dał na zapowiedzi! 15.08.12, 16:02
          Kiedy pierwszy raz obejrzałam VCB też miałam mieszane odczucia, bliskie nawet rozczarowaniu, zmieniałam zdanie, kiedy obejrzałam po raz drugi. Nawet zaczęłam pisać komentarz , jak go znajdę i dokończę to Wam go tu przedstawię .

          > Ktoś napisał złośliwie, że Allen kręci teraz przewodniki po Europie :)

          A tak, słyszłam tę złośliwą opinię. :) Oczywiście, nie zgadzam sią.

          >W sierpniowym filmie jest artykuł "Za ile Europa kupiła Allena", ale jeszcze go nie czy
          > tałam

          O! Bronte, jak przeczytasz ten arykuł, to opowiedz (w wielkim skrócie oczywiście), co tam piszą.
      • grek.grek Re: Woody Allen dał na zapowiedzi! 16.08.12, 14:03
        czytałem gdzieś kiedyś, że ten "rzymski" epizod będzie z Roberto Begninim ?

        hoho, to by była reklama dla Krakowa, że hej, ale podobno Woody Allen
        kręci w tych miastach europejskich, które go zachwyciły, więc najpierw
        musieliby go chyba przekonać do tego, żeby zaczął bywać w Krakowie, dzięki
        czemu - być może - udałoby się mu miasto docenić i napisac odpowiedni
        scenariusz :]
        • barbasia1 Re: Woody Allen dał na zapowiedzi! 16.08.12, 14:43
          Podobno ktoś z ekipy Allena przekazał, że można rozmawiać na temat ewentualnego filmu w Krakowie "gdyby strona polska dorzuciła do produkcji ok. 10 mln dolarów." !?

          www.gazetakrakowska.pl/artykul/625351,woody-allen-w-krakowie,id,t.html?cookie=1
          Tak, film uświetnił występem Roberto Begnini. Po raz kolejny w filmie Allena wystąpiła też Penelope Cruz.
          • pepsic Re: Woody Allen dał na zapowiedzi! 16.08.12, 15:16
            można rozmawiać na temat ewentualneg o filmu w Krakowie gdyby strona polska dorzuciła do produkcji ok. 10 mln dolarów." !?
            Niech sie zwrócą do Amber Gold, koniecznie za pośrednictwem przedstawiciela obozu rządzącego;)

            Ps. Benigni? Jestem rozczarowana:(
            • barbasia1 Re: Woody Allen dał na zapowiedzi i inne 16.08.12, 16:29
              > Niech sie zwrócą do Amber Gold, koniecznie za pośrednictwem przedstawiciela obo
              > zu rządzącego;)

              Tak, tak, koniecznie! Ten pucłowaty, poczciwy misiek Pilicha, co dał wielebnemu milion na tacę i raz pokazął się na konferencji prasowej, to tylko figurant, wydany na odstrzał ABW i żer oszukanych, wystawiony po to, by usunąć wszelkie podejrzenia z prawdziwego właściela Amber Gold, którym w rzeczywistości jest syn głównego przedstawiciela obozu rządzcego. To on jest tym sprytnym oszustem, który ukradł oszczędności całego życia biednych Polaków i wyprowadził podstępnie 50 milionów ze spólki (po sfałszowaniu czeku) oraz nielegalnie handluje 100 kg złota. On oczywiscie był też właścicelem lini lotniczych OLT, które doprowadził do upadku.
              Jak tylko za figurantem Plichtą zatrzaśnie się więzienna brama, premierowicz będzie inwestował kasę w kolejne przedsięwzięcie, może być nawet film. ;))


              > Ps. Benigni? Jestem rozczarowana:(
              Eeee, dlaczego?

              A propos, chodzi mi od rana po głowie myśl, że film Wajdy o "Wałęsie" ze scenariuszem Głowackiego, okaże się w opinii wielu zły, na nawet bardzo zły, co tam okaże się, już teraz to wiadomo. ;)
              Trzeba koniecznie wybrać się na ten film. :)

              Że też żaden z młodych dobrze zapowiadających się reżyserów nie wpadł na pomysł nakręcenia filmu o Wałęsie, skandale wokół filmu są na wagę złota i sukcesu w branży.

              :)
              • pepsic Re: Woody Allen dał na zapowiedzi i inne 16.08.12, 17:39
                Miałam na myśli prezydenta miasta Gdańsk Pawła Abramowicza z ramienia PO, który w imieniu Wajdy zwrócił sie do Amber Gold o sfinansowanie filmu o Wałęsie, a nie Michała Tuska vel Josefa Bąka, który w żadnym stopniu nie jest przedstawicielem rządu.

                Ten pucłowaty, poczciwy misiek Pilicha,
                Az musiałam poguglować;)

                Nie leży mi aktorstwo Benigniego. Miałam okazje oglądać go w "Życie jest piękne", w mocno kontrowersyjnej konwencji, trudnej dla mnie do przyjęcia.

                Barbasiu, trudno z góry wyrokować, o efekcie końcowym filmu, ale ostatnie "dzieła" pana reżysera, co to do braci Moskali jeździ skarżyć się na brzydką opozycje, ten od zaprzyjaźnionych mediów - dobrze nie wróżą. Filmowcy sami przyznają, ze jest to laurka dla b. prezydenta. Prawicowcy maja podstawy sądzić, że pełna przekłamań - i ja się do tych dwóch opinii przychylam.

                Barbasiu, to nie tak. Nie wiem, czy słyszałaś, że pierwotnie "Katyń" chciał nakręcić wg swojego pomysłu któryś z młodszych kolegów, nawet zaczął produkcję, którą musiano wstrzymać na wyraźny protest Wajdy! No bo jakże to tak, tak nośny temat na cały świat ktoś by sprzątnął sprzed nosa.

                Skandale z pewnością tak, ale nie tej miary, nie tej kategorii, bo to błoto obryzguje wszystkich dookoła. Sam Wałęsa to wyczuwa, apelując dziś o przywrócenie dobrego imienia.

                Trzeba koniecznie wybrać się na ten film. :)
                Kiedyś obruszyłyśmy się na przekłamania w zagranicznym filmie dot. Enigmy dezawuujące sukcesy naszych polskich szyfrantów i wspólnie w ramach protestu zbojkotowałyśmy film. Pamiętasz? Niech to będzie moja odpowiedź:))
                • siostra.bronte Re: Woody Allen dał na zapowiedzi i inne 16.08.12, 17:53
                  Tak, film o Katyniu chciał zrobić Robert Gliński, ale produkcję wstrzymano.
                  Z całym szacunkiem dla Wajdy, powinien się już chyba udać na zasłużoną emeryturę.
                  • barbasia1 Re: Woody Allen dał na zapowiedzi i inne 17.08.12, 19:20
                    Kto wie może powstanie jeszcze lepszy film o Katyniu.
                • barbasia1 Re: Woody Allen dał na zapowiedzi i inne 17.08.12, 19:19
                  pepsic napisała:

                  > Ten pucłowaty, poczciwy misiek Pilicha,
                  > Az musiałam poguglować;)
                  :)
                  To w ostatniej chwili zążyłaś, bo teraz Plichta ma czarny pasek zasłania mu oczy.

                  > Skandale z pewnością tak, ale nie tej miary, nie tej kategorii,

                  Nie miałam na myśli tego skandalu z finansowaniem przez Amer Gold, bo to rzeczywiście bardziej szkodzi niż pomaga, ale całe kontrowersje związane z postacią bohatera, historią.



                  > Miałam na myśli prezydenta miasta Gdańsk Pawła Abramowicza z ramienia PO, który
                  > w imieniu Wajdy zwrócił sie do Amber Gold o sfinansowanie filmu o Wałęsie.

                  O tym nie wiedziałam.

                  Afera z finansowaniem przez Amber Gold filmu o Wałęsie już zakończona.

                  Jak podaje właśnie na stronie Wyborcza:
                  "Spółka Amber Gold nie będzie sponsorem filmu o Lechu Wałęsie w reż. Andrzeja Wajdy - poinformował na konferencji prasowej w Warszawie Michał Kwieciński z Akson Studio, które jest producentem tego filmu. Jak tłumaczył Kwieciński, pieniądze przekazane producentom filmu przez spółkę zostaną złożone w depozycie bankowym do czasu wyjaśnienia sprawy Amber Gold. [...] Kwieciński uspokajał jednak, że rozpoczyna właśnie poszukiwanie nowych sponsorów dla filmu. Zapowiedział, że premiera filmu "Wałęsa", którą pierwotnie planowano na początek 2013 roku, zostanie przesunięta - na kwiecień lub wrzesień 2013 r."

                  > [...] pana reżysera, co to do braci Moskali jeździ skarżyć się na brzydką opozycje,

                  A komu to się w Moskwie poskarżył pan reżyser? Nie podano czasem, że Putinowi?
                  Opozycyjne gazety jak zwykle coś poprzekręcały!

                  Wajda owszem opowiadał o współczesnym życiu politycznym, ale w Warszawie na spotkaniu ze studentami z Rosji, Ukrainy i Białorusi uczestniczącymi w szkole letniej zorganizowanej na Uniwersytecie Warszawskim.


                  cdn.

                  • pepsic Re: Woody Allen dał na zapowiedzi i inne 17.08.12, 23:16
                    Opozycyjne gazety jak zwykle coś poprzekręcały!

                    Moja pomyłka, rozpędziłam się. Nadawał na swoich w W-wie.

                    Nie sądzę, żeby jakiekolwiek media, czy mainstreamowe, czy drugiego obiegu mogły pozwolić sobie na przekłamania i utratę wiarygodności.
                    • barbasia1 Re: Woody Allen dał na zapowiedzi i inne 18.08.12, 14:20
                      > Opozycyjne gazety jak zwykle coś poprzekręcały!
                      >
                      > Moja pomyłka, rozpędziłam się. Nadawał na swoich w W-wie.
                      >
                      > Nie sądzę, żeby jakiekolwiek media, czy mainstreamowe, czy drugiego obiegu mog
                      > ły pozwolić sobie na przekłamania i utratę wiarygodności.

                      Prędzej uwierzę w błąd mediów niż Twoją pomyłkę.


                      :)

                      cdn.
              • siostra.bronte Re: Woody Allen dał na zapowiedzi i inne 16.08.12, 17:40
                Benigni pewnie dla przyciągnięcia włoskiej publiczności :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka