Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2012 - 7 (vol. 24)

    • grek.grek czwartek: KK "Granice miłości" & Paradoks, Mad men 25.10.12, 13:32
      no to klasyczne danie czwartkowe :

      21:10 Paradoks, chyba już 8 odc, ależ to leci szybko...
      22:00 Kocham Kino : nie słyszałem wcześniej o "Granicach miłości", a Wy ?

      no i 21:15 "Mad men" w KUlturze

      Jedynka Dwójce w paradoks nie wchodzi i daje tylko setny raz powtarzany
      "Zabij mnie, glino" [22:25]. w ogole, Jedynka filmowo stoi na beznadziejnym
      poziomie. Wczorajsze "Pajęczarki", słaba wg mnie komedia o dwóch kumpelach, które
      umiejętności łazikowania po dachach i naśladownictwo Spidermana wykorzystują do
      kolejnych rozgrywek o pieniądze z róznymi biznesmenami i nie tylko... też enty raz już
      wałkowana. Przerysowana Biedrzyńska zarzyna ten film, intryga jest jakaś zupełnie
      pokićkana, i nic tego pokićkania nie usprawiedliwia, a jedynym jasnym punktem
      jest interesująco filmowany Nowy Jork początku lat 90-tych, niektóre ujęcia pocztówkowe,
      jak nocne światła wieżowców Manhattanu i WTC, ale już ujęcia in traffic - bardzo udane,
      plus parę razy zjazd z kamerą w mniej chętnie pokazywane w filmach zakątki, pomiędzy
      estakady i zdjęcia z auta zbliżającego się do tego molocha - bardzo dobre.

      swoją drogą, Woody Allen czy Spke Lee potrafią kochać to miasto, zapewne dlatego, ze
      poruszają się w nim po obszarze niewielkim, i dla nich odwiedzane codziennie rejony Manhattanu czy Brooklynu są czymś w rodzaju małego miasteczka. całego Nowego Jorku kochać nie moga, kochają swój "heimat" nowojorski, te kilkanaście ulic, które znają na wylot i których klimat potrafią z zaraźliwą tęsknotą odmalować. trywializując nieco, cały Nowy Jork robi raczej wrażenie mrowiska bez ducha, molocha babilońskiego, którego tak nienawidzili bitnicy.
      • barbasia1 Re: czwartek: KK "Granice miłości" & Paradoks, Ma 25.10.12, 20:37
        O filmie "Granice miłości, wiem tylko tyle, co Mania nam napisała niedawno zapowiadając październikowy cykl KK.

        W Gazecie Telewizyjnej GW piszą tak "Guillermo Arriaga, scenarzysta "21 gramów" i "Babel", próbuje sił jako reżyser: trzy kobiety w różnym wieku i w różnej sytuacji życiowej (niepowodzenia, choroba, wypadek bliskich) w poszukiwaniu utraconej harmonii. Plus aktorki popis [...]"
        W rolach głównych m.in. Charlize Theron, Kim Basinger.

        Nie wiem, jak dla Ciebie, dla Was, ale dla mnie brzmi zachęcająco. :)

        Jednym z ulubionych miejsc Woody'ego Allena w Nowym Yorku jest klub jazzowy Michael's Pub na Manhattanie, gdzie niemal od 40 lat w każdy poniedziałek grywa na klarnecie w swojej formacji New Orleans Jazz Band.

        Coś muzycznego w kontrze do bitników, pochwała Nowego Yorku ...

        www.youtube.com/watch?v=oMX1sc3eOTE&feature=related
        Jest w piosence energia tej wielkiej metropolii , prawda? :)

        To ja tradycyjnie już oglądam "Mad men" w TVPKulturze...

        :)
        • grek.grek o "Paradoksie" 8,"Granice miłości" jakie wrażenia? 26.10.12, 13:41
          może najpierw parę słów a'propos wczorajszego Paradoksu, 8 jesli dobrze liczę ? :]

          chyba skończyły się im sprawy z przeszłości, bo tym razem rzecz jest, na to
          wygląda, zupełnie aktualna : cztery zwłoki młodych dziewczyn, z charakterystycznym
          motywem odwróconego celtyckiego krzyża na kończynach i sensacyjne pytanie : czyja
          to robota ?, a wygląda na to, że to jeden i ten sam zabójca.

          pojawia się nowa postać : policyjny profiler, wykładowca uczelniany zresztą;
          trochę dandys przegięty, "dziwny", jak zauważa komisarka Joanna.
          Odegra zresztą istotną rolę przy całym śledztwie, nie tylko jako twórca psychologicznego
          portretu mordercy.

          dobre sceny zespołowych narad, chociaż chyba zbyt krótkie i zbyt mało... ja wiem ?...
          burzliwe ? pieprzne ? błyskotliwe ? MOżna by je wypełnić lepiej, takie mam wrażenie.
          A może się czepiam... Takie sceny zawsze mają w sobie potencjał, pasują do
          tej całej "kryminalnej roboty", łączenia faktów, szukania małych tropów, składania w
          całośc kolejnych puzzli, gubienia i odnajdywania nitki wiodącej do celu itd.

          "jaka pani piękna" - tekst odcinka, dobrze powiedziany przez LIndę.

          Niezłe dwiw krótki rozmowy w samochodzie, w obu Zieliński, który trochę nadobecny jest
          w tych polskich kryminałach, ale akurat tutaj sprzedaje się dobrze, ta jego postać
          na odpowiednią dozę cynizmu i skrywanej pod maską luzu bezwzględności.

          zaczyna się też wreszcie wyjaśniać, o co chodzi we właściwej grze, której celem
          jest m.in Kaszowski. pojawiają się wątki narkotykowe [świetna "licytacja" w samochodzie
          m/m Kaszowskim, a Zielińskim], dośc zagadkowy wątek z pojawiającym się
          Mariuszem Jakusem, łączony później z komisarką przez Zielińskiego - przyznam, ze
          nie zrozumiałem : dlaczego, ale pociesza mnie, że i ona nie załapała ;]

          kilka dobrych "miejskich" ujęć, jak zawsze klimatyczna scena wprowadzająca, postępujący
          wątek zbliżania się do siebie komisarki i jej policyjnego amanta.

          bardzo dobra scena przesłuchania z udziałem Kaszowskiego i pewnej blondynki - to CO się dzieje pod stołem i TO co się dzieje NAD stołem, dokładnie na wysokości OCZU :] jedna z lepszych scen w tym serialu, jak dotąd, wg mnie. Świetny synchron i ta sugestywność...

          w sumie, wg mnie : barwniejszy, energiczniejszy, i chyba lepszy odcinek niż poprzedni, ale
          nadal nie dorównujący trzem poprzedzającym ten ostatni.

          co do "Granic miłości" - nie miałem zielonego pojęcia, o co chodzi :]

          Nie zawiodłem się. Ciekawie wypadł manewr przenoszenia akcji z deszczowego, jesli dobrze rozpoznałem, Seattle do słonecznego... Nowego Meksyku ? ;] Whatever, te przejścia zwracały uwagę.

          Fabuła. Niby wszystko wiadomo : matka dzieciom i żona mężowi ma romans z obcym facetem, ojcem trójki synów, bo po mastektomii jej własny mąż brzydzi się nią [swoją drogą, w tej scenie łóżkowej, ona mu zadania nie ułatwia leżąc na kłoda]. Obcy facet to Latynos, który akurat ma fajną żonę, pytanie : dlaczego ją puszcza kantem ? Zakochana para w średnim wieku spotyka się na pustyni, w porzuconej przyczepie kempingowej, którą przerabia na "miłosne gniazdko". Córka zakochanej pani odkrywa prawdę i wykonuje bezmyślny numer : podpala budę. POwiedzcie mi : po co ? :] Żeby zakochanych wykonujących w środku gimnastykę dla podstarzałych - wypłoszyć ? Ale po co, znów powstaje pytanie ? Dziewczyna nie sprawia wrażenia opóźnionej w rozwoju, a nawet przeciwnie. Od ognia zajmują się butle z gazem, wielkie jak słoń afrykański, których dziewczyna cudem nie zauważyła. Buda wylatuje w powietrze, razem z zawartością.

          dziewczyna doznaje traumy. Takiej samej jak syn pana zakochanego latynosa. Ta para zaczyna się ze sobą spotykać. Wbrew swoim rodzinom, które żyją w nienawiści wobec
          siebie, chociaż na zdrowy rozum, to powinny nienawidzić swoich krewnych, bo przecież
          to nie "ona zabrała dzieciom ojca", ani nie "on zabrał dzieciom matkę" - to matka dzieciom
          i ojciec rodziny sami zdecydowali się na romans i siebie nikomu nie zabierali.

          Tak czy owak, córka pani i syn pana Latynosa - powtarzają droge rodziców, ona jakby z poczucia winy, a on z tęsknoty za ojcem, próbując zrozumieć : dlaczego ich rodzice
          wdali się w ten tragiczny romans, co ich do siebie przyciągneło i czy to coś może się
          odradzać w nich samych, jako... genetycznie zaprogramowany magnetyzm ? MOże chcą razem przepracować tę traumę, jaką w nich wywołała ta śmierć ? Powstaje z tego romans, a owocem jest młodociana ciąża i córka jaka im się rodzi. Już po tym, jak oboje uciekają z rodzinnego miasteczka, z powodu agresji jakiej doświadczają od własnych krewnych za to, że się ze sobą widują.

          Dziewczyna odchodzi nocą, po cichu, zostawia córkę i śpiącego kochanka.

          Po latach dziewczyna jest menadżerką w jakiejś restauracji, a poza godzinami pracy : zgorzkniałą dajką, robiącą za materac dla przypadkowych użytkowników, a dodatkowo : tnącą się dla uśmierzenia psychicznej niedoli. Ciągle ma traumę, "czuje swąd palących się ciał swojej matki i jej kochanka".

          W takiej formie znajduje ją przyjaciel jej latynoskiego kochanka sprzed lat. wraz z jej własną dorastającą córką. I z informacją, że jej kochanek sprzed lat jest w śpiącze po wypadku : samolot na którym pracował on jako opryskiwacz pól - rymnął na ziemię. Teraz kochankowi grozi śmierć, a jak nie ona, to amputacja nogi.

          Pani ucieka, chowa się, wije, ale w końcu podejmuje trud spotkania z córką. Tłumaczy jej, że "musiałam cię zostawić, bo bałam się, zebyś się we mnie nie wdała", ergo : taka ze mnie kanalia, że szok.

          Odwiedza nieprzytomnego kochanka w szpitalu, wraca do przeszłości, próbuje się córce tłumaczyć, a w ostatniej scenie - grucha wieśc, ze operacja na kochanku się udała, będzie żył, i to nawet z nogami obiema; w szpitalu córka bohaterki zaprasza ją wymownie, żeby razem poszły odwiedzić obunożnego latynoskiego ojca i kochanka, co ma być znakiem happy endu : jest szansa, możemy się jeszcze odnaleźć, jeszcze nie wszystko stracone, córka nie wini matki za nieobecnośc, matka przełamała się wobec córki i swojej "kanaliowatości", słowem - żyli długo i szczęśliwie.

          A cały greps na tym polega, że wszystko to opowiadane jest z zaburzoną chronologią.

          Przepraszam, że się tak naprodukowałem o tym, co widzieliśmy wszyscy, ale... może ktoś czyta, nie widział, a chciałby wiedzieć ? :] wiem, ze sprzedając takim bogu ducha winnym ludziom, moją koślawą wersję czynię im złośliwośc, ale... tak mnie jakoś napadło ;]

          No nic, serio - historia, wg mnie, niegłupia w swojej wymowie, chociaż nie bez naciąganych szczegółów, czemu starałem się dać wyraz powyżej.

          Po prostu, dwoje ludzi chciało szczęścia, pani miala powody, o powodach pana - nic nie wiadomo [wg mnie, to minus tego filmu], ale z ich szczęścia zrobił się karambol, kiedy wyszło
          szydło z wora.

          Bohaterka żyje z piętnem cięzkiej winy spowodowania ich śmierci, ale niechący to zrobiła, powinna pokutować nie za ich śmierć, a za głupotę bezbrzeżną z jaką działała. Zmaga się z nią
          sposobami dość sprawdzonymi, trochę brakło tutaj oryginalności metodologicznej, ale - przecież nie chodziło o metody, a o sam fakt, więc się znów czepiam :]

          Córka okazuje się być kluczem do zamknięcia kołowrotka kolejnych tragedii, szansą na uśmierzenie cierpień bohaterki i coś w rodzaju hołdu złożonego zmarłym - bo przecież to
          dziecko nie pojawiło by się na świecie, gdyby nie ciąg zdarzeń zapoczątkowany ich romansem, można by nawet zapędzić się do stwierdzenia, ze to niemal owoc ich zakazanego uczucia.

          dobra scena, kiedy Kim przyznaje się swojemu latino loverowi w średnim wieku,że nie ma piersi, a on przyjmuje ją z pelnym dobrodziejstwem inwentarza. Trudne to są sceny, bo łatwo, wg mnie, przesadzić, zagrać zbyt histerycznie, reżyser może nie ogarnąć ładunku emocjonalnego takich momentów - a tutaj wyszło bardzo naturalnie i co niektórych pewnie mogło wzruszyć, taka pełna akceptacja i wsparcie, którego ona potrzebuje, które jest dla niej nagrodą za odwagę odsłonięcia prawdy i strach przed odrzuceniem, jakiego już raz doznała.

          • maniaczytania Re: o "Paradoksie" 8,"Granice miłości" jakie wraż 26.10.12, 21:33
            I mnie sie film bardzo podobal! Swietny, sugestywny, o 'popapranych' przez zycie ludziach.
            Twoje streszczenie Greku tez mi sie spodoba, aczkolwiek musze sprostowac jedna rzecz.

            grek.grek napisał:
            > Córka zakochanej pani odkrywa prawdę i wykonuje bezmyślny numer : podpala budę. POwiedzcie mi : po co ? :] Żeby zakochanych wykonujących w środku gimnastykę dla podstarzałych - wypłoszyć ? Ale po co, znów powstaje pytanie ? Dziewczyna nie sprawia wrażenia opóźnionej w rozwoju, a nawet przeciwnie. Od ognia zajmują się butle z gazem, wielkie jak słoń afrykański, których dziewczyna cudem nie zauważyła. Buda wylatuje w powietrze, razem z zawartością.

            Jak to - nie zauwazyla? Przeciez ona dzien przed bodajze, poszla tam, zakrecila (!) butle, odciela, odlaczyla rury, ktore ten gaz z butli laczyly z domkiem - czyli nie chciala wybuchu. Mnie sie wydaje, ze ona chciala matke nastraszyc, nie przewidziala, ze ogien sie tak szybko rozprzestrzeni i dojdzie do tych butli i tak. Widac tez bylo, ze jakas obsesje na punkcie tego ognia - pozniej, wczesniej? - miala.

            A dodam jeszcze pare spostrzezen swoich :)
            -Mariana jako mloda dziewczyna - sporo w sumie musiala dzwigac - ojciec wiecznie w trasie, matka biegajaca do kochanka, a ona w domu z trojka rodzenstwa robi wlasciwie wiekszosc rzeczy, ktorymi powinna zajmowac sie matka;
            - Santiago - no aniol, nie mezczyzna ;), spodobala mi sie bardzo scena pod koniec, gdy Mariana/Sylvia scieli lozko razem z corka Maria - mala zauwaza na jej rece slad po oparzeniu, pyta - co to? M./S. - a to, kiedys sie oparzylam, Maria - moj tata tez taka ma, mowil, ze to po to, zeby o tobie nie zapomniec ;)
            - bardzo mi sie podobala wlasnie ta mala - taka oszczedna, a tak duzo przekazujaca doslownie w dwoch scenach; swietne sceny - pierwsza w samochodzie: Mariana - potrafisz mi wybaczyc, ze nie bylo mnie tyle lat?, Maria - chce isc zobaczyc tate (nie mowi nie :) ); druga ta w szpitalu na koncu, gdy oglada sie i pyta - idziesz?
            - tez mi sie podobala scena, gdy Kim pokazuje kochankowi blizne i pozniej, gdy mowi mu o tym, ze chce zrobic rekonstrukcje piersi...
            - i swietna, jak dla mnie scena, gdy wsciekly ojciec Mariany po tym, jak dowiaduje sie o jej romansie rusza autem do chlopaka, i jak mu ta zlosc powoli wyparowuje, samochod zwalnia, on sie zatrzymuje i zaczyna plakac ... i wtedy z przeciwka nadjezdza chlopak, wzywany rozpaczliwym telefonem Mariany, zwalnia, patrza na siebie i ojciec Mariany kiwa mu glowa...

            Fatalizm straszny, wszystko zapoczatkowane przez kobiete, ktora byla nieszczesliwa w malzenstwie, ktora przezyla swoj wielki dramat i ktorej romans tak sie odbil na kolejnych pokoleniach ... A przeciez byl moment, gdy corka dala jej do zrozumienia, ze wie, ze probowala zerwac z kochankiem, probowala wrocic do dawnego zycia ... Kim Basinger - tak, jak napisales pieknie ja zagrala plus to, ze milo sie patrzylo na aktorke w takim wieku, ktora na ten wiek wyglada i pieknie 'dojrzewa', nie naciagajac tego czy tamtego.
            Charlize Theron - na mnie akurat wrazenia wielkiego nie robi ;) , wiec i w tym filmie srednio mi sie podobalo (strasznie wielka z niej baba! ;) )
            - podobal mi sie tez ten mroczno-ponury kolega Santiago, ktory Mariane odnalazl

            Uch, troche chaotycznie, ale film naprawde warty obejrzenia!

            A za tydzien polski film - "Ogrod Luizy" - kto nie widzial, ma obowiazek obejrzec ;)))
            • barbasia1 Re: o "Paradoksie" 8,"Granice miłości" jakie wraż 26.10.12, 22:45
              Ładnieś Maniu podsumowała film! :)

            • grek.grek Re: o "Paradoksie" 8,"Granice miłości" jakie wraż 27.10.12, 13:55
              fakt.
              było tak, jak piszesz.

              ale :] nadal będę się lekko upierał przy tym, ze bawienie się ogniem w towarzystwie
              butli z gazem, to zajęcie niepasujące do dziewczyny, na pierwszy i drugi rzut oka,
              calkiem pojętnej i rozsądnej.

              rzeczywiście, udana była ta scena z robieniem blizn.
              ja sądziłem, że jakiś kozik będzie w robocie, a tutaj zapalniczka się pojawiła :]
              jesli pamiętam dobrze, to Mariane odpowiada córce, że jej blizna [też] "jest
              po to, żeby pamiętać [Santiago]".

              właśnie, do ostatniego aktu przesłanie filmu jest dość niewesołe : że ceną
              za szczęście dwojga, jest dramat wielu.

              finał zmienia, chociaz chyba nie zaciemnia całkowicie, tą prawdę/obserwację.
              a może tylko zbiera z podłogi to, co jeszcze się całkowicie nie stłukło, co można
              próbować skleić, zatrzymuje jakiś ciąg niszczących metamorfoz ?

              nie widziałem "Ogrodu", czuję się więc zobowiązany :]

              a co dalej ? propozycje na listopad są już znane ?

              btw, teraz Kocham Kino ma drugą nogę, w TVN, który w piatki serwuje jakiegoś
              hita z innej nieco przegródki.
          • barbasia1 Re: o "Paradoksie" 8,"Granice miłości" jakie wraż 26.10.12, 22:43
            > bardzo dobra scena przesłuchania z udziałem Kaszowskiego i pewnej blondynki - t
            > o CO się dzieje pod stołem i TO co się dzieje NAD stołem, dokładnie na wysokośc
            > i OCZU :] jedna z lepszych scen w tym serialu, jak dotąd, wg mnie.

            O! A to ciekawe!?? Co też tam się działo???

            Już mi się podoba ten odcinek. :)


            > Przepraszam, że się tak naprodukowałem o tym, co widzieliśmy wszyscy, [...] ale... tak
            > mnie jakoś napadło ;]

            A doskonale złożyło, bo, wstyd się przyznać ... przysnęłam na moment w środku filmu i straciłam kilka wątków. Tym tekstem rozwiałeś wszelkie moje wątpliwości.

            Guillermo Arriaga, scenarzysta i zarazem reżyser filmu "Granice miłości", który jest jego debiutem reżyserskim , wcześniej pisał scenariusze do filmów reżyserowanych przez Inarritu. np. do filmu "Babel", o którym mówiliśmy trochę. Mozaikowy sposób montażu na którym oparte są "Granice miłości" , niestandardowa wielowątkowe opowieści, w której losy bohaterów splatają się ze sobą w różny sposób znane jest z tych wcześniejszych produkcji Arriagi.



            Mnie wzruszyła i wbiła się w pamięć ta scena, o której wspominasz na końcu.

            cdn.
            :)
            • grek.grek Re: o "Paradoksie" 8,"Granice miłości" jakie wraż 27.10.12, 13:43
              haha, no wiesz, może to PODstołowe dzianie się nie będzie niczym oryginalnym, ale
              w połączeniu z tych co NAD stołem, tworzy - wg mnie - bardzo zajmującą i sugestywną
              scenkę.

              cieszy mnie to.
              żeby Cię tylko jakiś zwiastun nie dopadł :]

              [mnie sie udało, w ciągu tygodnia, umknąć przed dwoma.
              w popłochu łapałem piolota i przełączałem kanał]

              o, czyżbyś miała takie "nasenne" miejsce przed telewizorem ? :]

              Pamiętam "Babel".

              ta scena jakoś tak kontrastowała z dość ponurymi scenami "seksu", którym
              próbuje sobie wymierzać karę postać grana przez Theron.



              • barbasia1 Re: o "Paradoksie" 8,"Granice miłości" jakie wraż 27.10.12, 17:18
                Widziałam zwiastun w niedzielę, zaraz po 7. odcinku, ale nic z niego nie pamiętam.

                > o, czyżbyś miała takie "nasenne" miejsce przed telewizorem ? :]

                Właśnie tak, Greku, mam takie miejsce, wczoraj znów zasiadłam w tym miejscu i przespałam tym razem "Wyspę tajemnic". Niedobrze coś ze mną. Dziś będę chyba oglądać filmy siedząc na twardym taborecie. :/

                Tak. :)
          • barbasia1 Re: o "Paradoksie" 8,"Granice miłości" jakie wraż 28.10.12, 23:48
            > "jaka pani piękna" - tekst odcinka, dobrze powiedziany przez LIndę.
            O tak.
            A drugim tekstem odcinka wypowiedzianym przez Lindę, aż poczułam na plecach przyjemny dreszcz ;) było ... "Basia" (do pani patolog seksownie wydekoltowanej).

            No i Linda klejący model żaglowca, też ładna scena.

            > bardzo dobra scena przesłuchania z udziałem Kaszowskiego i pewnej blondynki - t
            > o CO się dzieje pod stołem i TO co się dzieje NAD stołem, dokładnie na wysokośc
            > i OCZU :] jedna z lepszych scen w tym serialu, jak dotąd, wg mnie. Świetny sync
            > hron i ta sugestywność...

            Taaak. Świetna scena. I niesamowita dziewczyna, a właściwie niesamowita, oryginalna twarz aktorki grającej studentkę zakręconą na punkcie owego wykładowcy uczelnianego i policyjnego profilera (konesera seksualnych trójkątów).


            > dobre sceny zespołowych narad, chociaż chyba zbyt krótkie i zbyt mało... ja wie
            > m ?... burzliwe ? pieprzne ? błyskotliwe ? MOżna by je wypełnić lepiej, takie mam >wrażenie
            Dobra sugestia.


            Dobrej nocy!
            :)
            • grek.grek Re: o "Paradoksie" 8,"Granice miłości" jakie wraż 30.10.12, 13:12
              haha, faktycznie, to Twoja [Wasza] imienniczka :]
              jak to brzmi, w takich okolicznościach, hehe.

              o widzisz, fakt, ponoć każdy detektyw musi miec niecodzienne hobby ?

              yes.
              I jak się mierzyli wzrokiem, bez słów : ona uwodzicielsko, dodając to
              do swoich podstołowych wyczynów i patrząc, czy wywołuje efekt, a on -
              badawczo, "o co jej chodzi ?" :]

              dobrego dnia :]

        • grek.grek czwartek: KK "Granice miłości" & Paradoks, Ma 26.10.12, 13:52
          wszystko to spokojnie, acz kunsztownie, sfotografowane, zarówno słoneczne pustynne
          krajobrazy, jak i ponurawe, słotne szarości Seattle.

          dużo zależy w takich filmach od aktorów, i - nie wiem, jak Wy - ale mnie się najbardziej
          podobala ta młoda Lawrence, jej postać łączyła zaskakującą dojrzałość z infantylizmem,
          szok i winę z zakochaniem i potrzebą czułości, i pannica nie dała, wg mnie, odczuć, że
          się zmusza, a przeciwnie : wypadała naturalnie i przekonywająco.

          miło widzieć, po tylu latach, Kim Basinger nadal w doskonałej formie i daleko lepszą aktorsko niż
          z czasów "9 i pół tygodnia", kiedy robiła głównie za symbo seksu.

          Theron wiarygodna, ale wg mnie rozbiła swój bank na role dramatyczne i tragiczne tym, co pokazała w "MOnster", gdzie była znakomita. Nie musi już niczego udowadniać, a mając
          już jedną "10" na koncie, każda następna "10" może być już tylko "9", jak dobrze pójdzie.
          świetna aktorka, piękna, a zarazem dla mnie całkowicie aseksualna, może dlatego tak łatwo przychodzi mi dostrzeganie jej właściwych zalet. w sumie, babka ma szczęście : miejsce
          w annałach kina już ma, zagrała rolę definiującą ją jako klasową aktorkę, teraz może
          się bawić w szukanie kolejnego wcielenia, tym razem... w thrillerze ? w kinie akcji ? w
          romansie ?
        • grek.grek Re: czwartek: KK "Granice miłości" & Paradoks, Ma 26.10.12, 14:38
          o, Barbasiu, Alicia Keys w Twojej muzycznej szafie ? :]
          dzięki :]
          ona pewnie też swoją przynależnośc do nowojorskiej małej ojczyzny
          łączy lub dzieli z sympatią dla całego miasta ;]]

          czyżbyś szykowała kolejny odcinek swoich wrażeń z "Mad mena" ?..
          jeśli tak, to wszystkimi kończynami - jestem ZA :]
          • pani_lovett Re: czwartek: KK "Granice miłości" & Paradoks, Ma 26.10.12, 18:47
            Uwielbiam głos i energię Alicji Keys i niezłe teksty piosenek...

            Jedna z moich ulubionych piosenek:
            "Superwoman"
            www.tekstowo.pl/piosenka,alicia_keys,superwoman.html
            /Superowman to ja. ;)/

            Owszem, owszem szykuję kolejny odcinek MM, za moment się pojawi...

            A Ty, Grekuniu, oglądasz "Mad Menów"?
            Coś jesteś podejrzanie wstrzemięźliwy w komentowaniu MM? ;)



            • pani_lovett Re: czwartek: KK "Granice miłości" & Paradoks, Ma 26.10.12, 19:15
              /korekszyn/

              Uwielbiam głos i energię Alicji Keys.

            • siostra.bronte Re: czwartek: KK "Granice miłości" & Paradoks, Ma 26.10.12, 20:02
              pani_lovett napisał(a):
              >
              > A Ty, Grekuniu, oglądasz "Mad Menów"?
              > Coś jesteś podejrzanie wstrzemięźliwy w komentowaniu MM? ;)

              Hehehe :)
              • barbasia1 Re: czwartek: KK "Granice miłości" & Paradoks, Ma 26.10.12, 22:46
                :)
            • grek.grek Re: czwartek: KK "Granice miłości" & Paradoks, Ma 27.10.12, 13:33
              o to chodzi - poztywne, afirmatywne myślenie i postrzeganie siebie :]

              heh, w istocie... z tych 4 odcinków obejrzałem wszystkiego... jakieś 1,5 odcinka,
              w sumie. Nie ma się czym chwalić, a tym bardziej zabierać się za komentowanie
              niuansów. Podoba mi się świat przedstawiony, ubiory, powiew "tamtych czasów",
              charakteryzacja etc.

              Ale już szczegóły relacji między postaciami, ich osobowości, konteksty, i inne rzeczy/wątki, które
              składają się na całokształt - za słabo w nich jestem zorientowany.

              Z ciekawością i przyjemnością czytam więc Twoje, Wasze, informacje, uwagi i przemyślenia, po pierwsze : są interesujące same w sobie, po drugie : dzięki nim tak całkiem we mgle nie błądzę, kiedy już łapię obraz :]
    • grek.grek "WYspa tajemnic", TVN, jak było, jakie wrażenie ? 27.10.12, 13:23
      bez "oficjalnej zapowiedzi" poszło, ale mam nadzieję - pamiętaliście i oglądaliście ?

      chciałbym rozpocząć jakąś wymianę zdań nt. tego fylma, ale, krucafaks, dotarłem
      do połowy nagrania wideofonicznego i... dzisiaj będę kończył, więc z własną opinią
      podsumowującą - wstrzymam się do czasu poznania drugiej połowy.

      zatem, jak Wasze wrażenia, co tam w trawie piszczało, kiedy oglądaliście ? :]

      [no nie, coś muszę wrzucić :) powiem więc od razu : muzyka nastrojowa bardzo, od razu złapałem klimat; plus umiejscowienie całej akcji, a i pierwsze pół godziny ociekające tajemnicą i
      sznytem łączycym crime story z kinem grozy - bardzo udane, słowem : dreszczowiec jak się
      patrzy].

      wspominałyście, Barbasiu i Siostro, że możecie mieć trudności z dotrwaniem do końca, ze względu na późną porę - jeśli tak się istotnie zdarzyło : zaznaczcie moment, w którym
      przerwałyście i, jeśli będziecie miały takie życzenie : chętnie dopowiem Wam resztę.
      • maniaczytania Re: "WYspa tajemnic", TVN, jak było, jakie wrażen 27.10.12, 13:44
        ja ogladalam, robiac sobie przerwe w polowie na Mad Men ;)
        ale czytalam ksiazke, wiec tresc znalam i tak

        film dobry, sugestywny bardzo, ale Greku - poczekaj, az skonczysz go ogladac ;)
        tylko ten Di Caprio ..., no nie pasowal mi ani troche ...
        • siostra.bronte Re: "WYspa tajemnic", TVN, jak było, jakie wrażen 27.10.12, 14:14
          Wiedziałam, że nie obejrzę tego filmu do końca, więc nawet nie podchodziłam do niego.
          Widzę, że nie tylko ja mam zastrzeżenia do Di Caprio :)
        • barbasia1 Re: "WYspa tajemnic", TVN, jak było, jakie wrażen 27.10.12, 18:33
          Masz, Maniu, coś o powieści Dennisa Lehane'a "Wyspa skazanców" na blogu, bo przeglądam spis i nie widzę?

          > tylko ten Di Caprio ..., no nie pasowal mi ani troche ...

          Przez książkę?

          :)
          • maniaczytania Re: "WYspa tajemnic", TVN, jak było, jakie wrażen 27.10.12, 19:43
            barbasia1 napisała:

            > Masz, Maniu, coś o powieści Dennisa Lehane'a "Wyspa skazanców" na blogu, bo przeglądam spis i nie widzę?

            :) czytalam to jeszcze w czasach przedblogowych ;)


            > > tylko ten Di Caprio ..., no nie pasowal mi ani troche ...
            >
            > Przez książkę?

            Mnie on generalnie nie bardzo pasuje ... nigdzie ;) Jedynie gdzie ostatnio nawet mi sie 'uwidzil" to bylo w "Infiltracji".
      • barbasia1 Re: "WYspa tajemnic", TVN, jak było, jakie wrażen 27.10.12, 18:24
        Więc, Greku, zamówimy u Ciebie jednak dłuższą opowieść, to znaczy cały film, jeśli można.

        Obejrzałam początek, potem film mi się urwał ... :/

        Entourage Ameryki lat 50 XX wieku, Ponury szpital psychiatryczny dla skazańców na skalistej wyspie, tajemniczy przypadek zniknięcia z celi pacjentki, morderczyni trójki dzieci, traumatyczne historie z przeszłości, z II wojny światowej, ukrywajacy sie zbrodniarz hitlerowski, śmierć żony i córki w obozie koncentracyjnym, oniryczne wizje - tyle udało mi się zarejestrować - wyglądało to wszystko bardzo tajemniczo, intrygująco, ale niestety nijak nie potrafię złożyć tego w całość ...

        Di Caprio imo wypadł tu całkiem przekonująco, a Ty co o nim myślisz Greku?


        Coś w klimacie dzisiejszego, ponurego deszczowego dnia:
        "Shutter Island" ("Wyspa tajemnic") On The Nature Of Daylight (With Rain)
        - kompozytor Max Richter
        www.youtube.com/watch?v=vSbR6y07MGI

        Greku, jutro wyjeżdżam na cały dzień, już w ramach 1-listopadowego święta,
        tak więc dopiero wieczorem będę Cię czytać ...
        Trzymaj się ciepło!
        :)

        • barbasia1 Re: "WYspa tajemnic", TVN, jak było, jakie wrażen 27.10.12, 19:43
          >śmierć żony i córki w obozie koncentracyjnym,

          /korekszyn /
          śmierć żony w pożarze wywołanym przez piromana niejakiego Ledisa, który gdzieś zniknął
          • barbasia1 Re: "WYspa tajemnic", TVN, jak było, jakie wrażen 27.10.12, 19:45
            Obóz koncentracyjny pojawia się we wspomnieniach Tedda.

            Ufff!
            • barbasia1 Re: "WYspa tajemnic", TVN, jak było, jakie wrażen 27.10.12, 19:46
              i zmarła żona tez pojawia się w dziwnych wizjach we śnie, na jawie...
        • grek.grek Re: "WYspa tajemnic", TVN, jak było, jakie wrażen 28.10.12, 13:24
          życzenie Twe starałem się zaspokoić, mam nadzieję, ze nie wyszło najgorzej :]

          o, mnie Di Caprio nie raził, wypadł dobrze, tak sądzę.
          Po chłopczyku z Titanica nie został nawet ślad.
          Aktorsko naprawde, moim okiem laika mierząc, zrobił kawał postępu.

          very gut music, Barbasiu :]

          zatem, wesołego pobytu... (około)halloweenowego, Barbasiu :]
          wracaj w formie.

          • barbasia1 Re: "WYspa tajemnic", TVN, jak było, jakie wrażen 28.10.12, 22:18
            > życzenie Twe starałem się zaspokoić, mam nadzieję, ze nie wyszło najgorzej :]

            Jestem! Wróciłam! Dziękuję!!! Dziękuję!!!
            Greku, opowieść znakomita ! :)))
            Jurto skomentuję. Lecę na "Paradoks"!

            Do jutra! :)
            • grek.grek Re: "WYspa tajemnic", TVN, jak było, jakie wrażen 29.10.12, 14:13
              mam nadzieję, że nie tylko jesteś, ale jesteś cała, zdrowa i uśmiechnięta :]

              dzięki, film bardzo dobry, pisało się lekko, hehe.
              czy Paradoks istotnie był na tyle dobry, na jaki się zapowiadał ? :]
              • barbasia1 Re: "WYspa tajemnic", TVN, jak było, jakie wrażen 30.10.12, 00:38
                > mam nadzieję, że nie tylko jesteś, ale jesteś cała, zdrowa i uśmiechnięta :]
                3 razy tak, mój Greku ! :)

                Droga była dobra, choć nieco śliska, dla nas szczęśliwa, dla innych mniej, rano mijaliśmy wypadek, zderzenie dwóch aut , wieczorem samochód , który dachował w rowie.


                > dzięki, film bardzo dobry, pisało się lekko, hehe.
                :))
                A wiesz, spodziewałam się większych zawiłości fabularnych (objerzałam dziś "Wyspę tajemnic", więc mogę się kompetentnie wypowiedzieć, jutro. ).

                O "Paradoksie" już wczoraj słówko dopisałam. Podobał mi się ten odcinek.
                forum.gazeta.pl/forum/w,14,139101884,139978480,Re_o_Paradoksie_8_Granice_milosci_jakie_wraz.html
                :)
                • grek.grek Re: "WYspa tajemnic", TVN, jak było, jakie wrażen 30.10.12, 13:59
                  no to teraz... tak trzymaj, jak najdłużej się da, Barbasiu :]

                  cholewa, no, dachowanie to ostatnio polski sport narodowy... ;]
                  [czarny humor w kontekście humoru calkiem białego ?]

                  świetnie, ciekawem Twoich uwag, wrażeń i obserwacji.

                  dzięki :]

                  • pani_lovett Re: "WYspa tajemnic", TVN, jak było, jakie wrażen 01.11.12, 00:06
                    Uśmiecham się do Ciebie, Greku! I zawsze będę. :)

                    > cholewa, no, dachowanie to ostatnio polski sport narodowy... ;]
                    > [czarny humor w kontekście humoru calkiem białego ?]

                    Dachowanie na Stadionie Narodowym, hehe, przejdzie do historii. :))

                    Wybacz, że jeszcze nie dotarłam do "Wyspy tajemnic".
                    Co się człowiek musi nalatać przed każdymi świętami, żeby potem móc trochę odpocząć! Heh.

                    Dobrej nocy, Greku.
                    • grek.grek Re: "WYspa tajemnic", TVN, jak było, jakie wrażen 01.11.12, 15:43
                      Trzymam Cię za słowo :]

                      nie ma problemu, w każdym momencie możemy do każdego
                      filmu, wątku wrócić.

                      heh, no a z tym lataniem to sama prawda, niemniej... jak już
                      przyjemnośc odpoczynku bez tego nalatania się uprzedniego
                      byłaby żadna :]

                      dobrego dnia, Barbasiu :]
    • siostra.bronte "Przejrzeć Harry'ego" /"Rok spokojnego słońca" 27.10.12, 13:45
      I znowu sobotni maraton :)
      Film Allena omawialiśmy tu nie tak dawno. Ale jeżeli ktoś nie widział, bardzo polecam. Moim zdaniem to ostatni "prawdziwy" Allen. Potem było już różnie :)
      Ten film Zanussiego już kiedyś widziałam. Jest na tyle przygnębiający, że chyba nie zdecyduję się na powtórkę. Pamiętam, że zakończenie i ogólna wymowa filmu wzbudziły we mnie zdecydowany sprzeciw. Ale nie będę teraz zdradzać szczegółów :)
      • grek.grek Re: "Przejrzeć Harry'ego" /"Rok spokojnego słońca 28.10.12, 13:16
        "Harry'ego" widziałem dwukrotnie wcześniej, ale powiem Ci, ze wczoraj tak dobrze smakował, że
        żałowałem, iż nie obejrzałem dwa razy, a wybrałem zaledwie nocną powtórkę :]

        żywy, gęste błyskotliwe dialogi, kapitalna wizja Piekła, doskonała Kirstie Alley w scenie, kiedy jako ma pacjenta na kozetce, ale co chwila wychodzi,zeby nakłaść mięsem po twarzy mężowi, zawodowa [skądinąd] postać czarnoskórej prostytutki, "niewyraźny aktor", no i sam szef zamieszania - chyba jedna z najintensywniejszych ról Allena, jakie sam sobie przeznaczył, równa tym z jego "młodych lat" [hehe].

        i co za teksty "twoje życie, to nihilizm cynizm, sarkazm i orgazm" - "mógłbym z takim hasłem wygrać wybory....we Francji".

        "Jestem najgorszym człowiekiem w hsitorii" - "nie, byli gorsi" - "kto ?" - "choćby Hitler" - "no dobrze, Htler, Goring, Goebels... a potem ja"

        "wiesz, co to jest czarna dziura" [do prostytutki] - "wiem, codziennie zarabiam nią na życie".

        "chcesz powiedzieć, ze co tydzień posuwałes ją w hotelu ?" - "Oszalaś ?... wynająłem mieszkanie"

        ale to tylko hajlajty, tego było, jak wiesz, znacznie więcej, a sam Woody w swoim żywiole, bo większość smakołykow zarezerwował dla siebie :]

        tak mi przyszło do głowy, banalne, że determinuje ten cały allenowski enturaż, emploi i całą resztę... jego wygląd, fizjonomia, małego chudego okularnika, który siłą i ciałem nic nie zdziała, więc posługuje się słowem i ekspresją. gdyby los sprawił, ze urodził by się jako 1,80 cm atleta - nie pasowałoby mu takie zachowanie, neuroza, gadatliwość, lekka histeria... Normy społeczne wymusiłyby na nim, co najwyżej, czasami "bondowską" puentę ;]
        • siostra.bronte Re: "Przejrzeć Harry'ego" /"Rok spokojnego słońca 28.10.12, 15:08
          Obejrzałam spory kawałek i znowu świetnie się bawiłam :))
          Masz rację, najważniejszy jest sam Allen. Już sam jego widok, kiedy wpada w ekscytację, wywija rękami i robi jeszcze inne, dziwne rzeczy wywołuje u mnie szeroki uśmiech :))
    • siostra.bronte "Kryjówka białego węża" 27.10.12, 13:58
      Dzisiaj, a właściwie tej nocy o 0.00 :) Film Kena Russela z 1988 r.
      Ten reżyser jest już trochę zapomniany, ale jest bardzo ważny dla historii brytyjskiego kina.
      Zasłynął oryginalnymi biografiami ("Lisztomania", "Mahler", "Kochankowie muzyki"). Inne ważne tytuły to "Diabły" i musical "Tommy".
      Jego filmy są trudne do opowiedzenia. Chaotyczna narracja, pomysły ocierające się o kicz, do tego wysmakowana strona wizualna.
      "Kryjówka.." to jeden z jego późniejszych filmów, pozbawiony dawnego pazura. Ale i tak jest kompletnie zwariowany. Najkrócej można go określić jako horror z przymrużeniem oka, balansujący na granicy kiczu. Scenariusz jest luźno oparty na opowiadaniu Brama Stokera, tego od "Drakuli".
      Widziałam ten film dawno temu, ale pamiętam, że dobrze się bawiłam.
      Polecam nocnym markom :)
      • siostra.bronte Re: "Kryjówka białego węża" 27.10.12, 13:59
        Zapomniałam dopisać, że w tv4. Powtórka we wtorek, też o północy.
      • barbasia1 Re: "Kryjówka białego węża" 27.10.12, 18:58
        Wpisuję na listę "Must see" . Może trafi się o lepszej porze ten lub inny z wymienionych przez Ciebie filmów Kena Russela.
    • maniaczytania KK - listopad 27.10.12, 14:20
      nasze ojejkowe fanki Allena powinny byc zachwycone ;) - az dwa "Alleny" beda ;)

      Bez ostatniego czwartku na razie (29.11.):

      1.11 - wspomniany juz "Ogrod Luizy"
      8.11 - "Scoop", czyli Allen po raz pierwszy
      15.11 - "Tajne przez poufne"- a to bracia Coen w akcji, tym razem komedii kryminalnej z gwiazdorska obsada ;)
      22.11 - Allen po raz drugi - "Vicky Cristina Barcelona"

      Co do tego piatkowego TVN-u - to jest bardzo, bardzo nierowny cykl, najczesciej z jakimis wielkimi hitami typu Xman, Godzilla itp. Taka perelka jak wczorajsza "Wyspa tajemnic" zdarza sie rzadko bardzo.
      • barbasia1 Klimatyczne horory na Wszystkich Świętych 27.10.12, 15:19
        Świetne wieści Maniu, na Allena bardzo się cieszę!

        A w najbliższy czwartek, świąteczny w TVPKultura pokaże "Kręgosłup diabła" (2001) - meksykańsko-hiszpański horror Guillermo del Toro (tego od "Labiryntu Fauna" ) . "Ogród Luizy" będzie miał konkurencję.

        Zresztą przez cały najbliższy tydzień ze w TVPKultura będą dominować hiszpańskie horrory, zapowiada Gazeta Telewizyjna. Wyjątkowo klimatycznie zapowiada się tegoroczny dzień Wszystkich Świętych! :).

        W środę o 21.00 jest "Sierociniec" , po nim francuski film dokumentalny poświęcony hiszpańskim horrorom - "Viva la muerte! Era hiszpańskich horrorów" (2009)., w piątek o 20:20 "Labirynt Fauna" (raz jeszcze).

        :)
    • maniaczytania dzisiejsza sobota 27.10.12, 14:35
      to ja uzupelnie propozycje na dzis ;)

      Greku - ja Ci tu polece dwie pozycje szczegolnie, jako filmy dla prawdziwych facetow, a nie jakies tam smety, co tu siostra proponuje ;)))

      ale lecimy po calosci:
      TVP 1 - 21.20 - Skarb narodow - Nicolas Cage w akcji - nie ogladalam, nie wiem;

      TVP2 - 22.05 - "Prawo zemsty" - to moja pierwsza propozycja dla prawdziwych mezczyzn, niektore sceny dla kobiet moga byc zbyt drastyczne (dalam rade!) - swietny film o mechanizmach prawa, ktore nie zawsze chroni porzadnych obywateli, o czym zreszta mowi amerykanski tytul - "Law obiding citizen", czyli obywatel przestrzegajacy prawa; ale uwaga - film z niezlym twistem, mozna sie zaskoczyc, naprawde niezla sensacja, a w rolach glownych Gerard Butler i Jamie Foxx;

      Polsat - poleca dzis starocie sprzed jakichs 15 juz lat - o 20.05 "Negocjator" - Kevin Spacey i Samuel L. Jackson - klasyka tego rodzaju filmow, swietny byl!; o 22.50 - "Podziemny krag";

      TVN - 0.10 - Greku pora Twoja ulubiona ;) - i druga moja propozycja - "Constantine" , oczywiscie, jesli jeszcze nie ogladales - troche horror, o egzorcyscie Johnie Constantine (w tej roli Keanu Reeves), mroczny, straszny, ach - jak sie fajnei mozna pobac! zrealizowany doskonale;

      No, dawno nie bylo takiej soboty, zeby miec dylematy ;)
      • siostra.bronte Re: dzisiejsza sobota 27.10.12, 15:09
        "Smęty"? Wypraszam sobie :)))
        A Greka powinna zachęcić seksowna wampirzyca :)

        www.youtube.com/watch?v=ZK61O6H3E9s
        • barbasia1 Re: dzisiejsza sobota 27.10.12, 16:18
          Kusicielka! ;)))

          • siostra.bronte Re: dzisiejsza sobota 27.10.12, 16:32
            Hehehe :))
      • grek.grek Re: dzisiejsza sobota 28.10.12, 13:20
        [tak czułem, ze Mania się będzie nade mną znęcać z tą "prawdziwościa facetową" w róznych
        wariantach ;))]

        "Constantine" widziałem kiedyś, ma klimat, wczoraj nie zdołałem już ogarnąć, okienka brakło :]
        "Negocjatora" widziałem takze.

        o, a POdziemy Krąg, to jest kult, rewelacja i za 50 lat nadal będzie kręcić ludźmi jak baranimi rogami. Miałem na video przez pewien czas, więc znam na wylot :] Trochę szkoda, bo po
        tylu seansach - najwcześniej sięgnę po niego, kiedy do reszty stracę pamięć ;]
    • grek.grek "Wyspa tajemnic" spojler, 1 [uff] 28.10.12, 11:56
      wobec powyższego, ekhmm, spróbuję jakoś ogarnąć temat ;]

      Dobra, więc tak : 1954 rok, na wyspę Shutter przybywa dwóch policjantów federalnych : Edward Daniels i Chuck Jakiśtam. Wyspa jest siedzibą ośrodka psychiatrycznego leczącego szczególnie trudne przypadki schizy, paranoi i innych trudnych słów. POlicaje mają zbadać sprawę sensacyjnego zniknięcia jednej z pacjentek, Rachel Solando, morderczyni trojga własnych dzieci. Siedziała se kobiecina w pokoju, zamknięta na cztery spusty i... wyparowała. Dosłownie. Nikt nic nie widział, nikt nie słyszał, nikt nic nie wie.
      Przesłuchania licznego personelu, części pozostałych pacjentów, jak i szefostwa, w osobie zagadkowego doktora Cawleya - nic nie dają. Żadnych sensownych informacji, poza tym,że jedna z przesłuchiwanych pacjentek pisze Danielsowi na kartce "Uciekaj !". jest nieźle.

      wyspa jest zupełnie odizolowana od świata. MOżna ją opuścić tylko w jeden sposób - promem. Poza tym - bezszansie. Szpital mieści się w dwóch budynkach : jeden zawiera pacjentów mniej groźnych, drugi - najgorszych z najgorszych. Jest jeszcze latarnia morska na skraju wyspy, jak się ma okazać później, również o znaczeniu medycznym.

      Po pierwszym dniu Daniels i Chuck mają jeden trop : karteczkę znalezioną w pokoju Rachel Solando, z zapisanym na niej tajemniczym szyfrem "zasada 4 + kim jest numer 67 ?".
      Poza tym - nul. Panowie chętnie by przejrzeli dokumenty, akta osobowe personelu, lekarzy i pacjentów, ale doktor Cawley i jego nie mniej enigmatyczny, przenikliwy towarzysz, doktor Naehring, Niemiec, miłośnik Mahlera - nie chcą się na to zgodzić, czym wpieniają Danielsa, który sądził, ze agent federalny może wleźć wszędzie i o każdej potrze dnia i nocy.

      Daniels jest postacią szczególną. Brał udział w II wś., wyzwalał Dachau, gdzie doznał szoku na widok zastanego stosów zwłok, rozstrzelał - wraz z kolegami - wszystkich niemieckich strażników, potem zaś świadkował agonii niemieckiego komendanta obozu, który tak niefortunnie popełniał samobójstwo, że się tylko postrzelił i godzinę mu zajęło odejście do krainy wiecznych łowów.

      Po wojnie Daniels został agentem federalnym, przeżył także osobistą tragedię - jego żona zmarła w pożarze, który wywołał, niejaki Andrew Leaddis, dozorca domu w którym oboje mieszkali.

      Agent zapada co i rusz na migreny, ma cięzkostrawne sny : widzi w nich Rachel Solando, z trupami jej dzieci, widzi swoją żonę pośród płomieni, ona mówi, żeby "zapomniał o niej i przestał jej szukać", on płacze, bo ją kochał bardzo; pojawia się pokancerowany na twarzy, cyniczny Leaddis, przypalający mu papierosa; naczelnik szpitala zaś, ma twarz łudząco podobną do tego komendanta z Dachau... które zresztą także Daniels "odwiedza" w snach, po to by spotkać tam leżące wśród trupów zwłoki Rachel i jej córki, z wyrzutem mówiącej do Danielsa "mogłeś nas uratować...". Koszmary, mówiąc krótko. Trauma, a może wpływ sztormu i deszczowej burzy, która rozpętuje się nad wyspą...

      Edwardo nie przypadkiem pojawił się na Shutter. OPrócz sprawy Rachel - ma swój osobisty cel : według niejakiego George'a Noyce'a, studenta osadzonego w więzieniu, na wyspie przebywa Leaddis, zemsta na ktorym jest życiową misją Danielsa. tak więc : szuka on dwóch osób. Poza tym, Noyce był studentem, co ważne : komunistą/socjalistą, pewnego razu wziął udział w teście pasty do zębów i od tego czasu... zwariował, zaczał się zachowywac agresywnie, atakować ludzi. Został zesłany na Shutter, po czym... zabił nożem trzy osoby w irracjonalnym napadzie szału. I skończył w więzieniu. Co ciekawe, zakład na wyspie finansuje rządowa komisja do walki z wrogami kraju. Zatem, czyżby na Shutter istniała specjalna psychuszka do "reedukacji" wrogów systemu, komunistów [lata 50, wiecie o co chodzi...], a mówiąc wprost : do testowania sposób robienia z nich wariatów i maszyn do zabijania ? Wobec takiej sytuacji, Edward sam zgłosił się do sprawy Solando, licząc, ze przy okazji załatwi swoje porachunki. Chuck przestrzega Danielsa, że możliwe, iż dostał tę sprawę nie tylko dlatego, ze chciał, ale dlatego, ze ONI chcieli, aby go zwabić w pułapkę, w końcu - węszył, zadawał pytania, stał się niewygodny...

      Trudno powiedzieć, czy coś jest na rzeczy, w każdym razie doktor Cawley wyznaje zasadę :docierania do pacjentów, łagodnej perswazji, leczenia torazyną, zamiast lobotomii czy innych drastycznych metod włażenia im do głowy i zmieniania osobowości.

      przypadkiem Daniels odcyfrowuje część szyfrogramu Rachel : otoż, na wyspie jest osadzonych 66 pacjentów. Zatem : numer 67, to... Edward podejrzewa, że musi to być Leaddis. Noyce nie dał mu żadnych konkretnych wskazówek, bo i ponoć Leaddisa przyjęto cichaczem.

      POtem sensacja : Rachel się znajduje. Cała i zdrowa. Wygląda na nieszkodliwą wariatkę, bierze Danielsa za swojego męża, a potem odrzuca, bo "on udaje mojego Jima". Cenniejszą obserrwacją jest to, że mimo iż uciekła boso, jej stopy nie noszą śladów sfatygowania, a i ona sama całkiem jest rumiana i zupełnie nie wyczerpana przebywaniem na dworze podczas burzy ulewnej.

      Burza owa uszkadza generator na wyspie, cele się otwierają, częśc pacjentów wyłazi, personel gania ich po dziedzińcu. Jest chaos. Dzięki temu Daniels i Chuck, przebrani [dostali łachy, bo ich cywilne zmokły] w ciuchy pielęgniarzy, dostają się do otwartego bloku z przestępcami niebezpiecznymi. Daniels szuka tam Leaddisa, ale znajduje... Noyce'a. Pobitego, zamkniętego w lochu, rzucającego w jego stronę oskarżeniami "to przez ciebie, to twoja wina". Z tego, co mówi Noyce wynika, że Leaddisa nie ma tutaj, jedyne inne miejsce, gdzie moze się znajdowac, to latarnia morska, na skraju wyspy, która jednocześnie jest, wg Noyce'a, miejscem szokujących operacji, krojenia mózgów, elektrowstrząsów i w ogole : nazistowskim niemalże ośrodkiem eksperymentów na psychicznie chorych "odpadach społecznych". Jednocześnie Daniels ma wizję, w celi Noyce'a zjawia się jego żona i znów sugeruje mu, zeby dał spokój całej sprawie.

      W tym samym czasie Chuck grzebie w archiwum papierów ośrodka i znajduje dokument lakonicznie potwierdzający fakt przyjęcia do szpitala Leaddisa. Zatem, połowa szyfru z kartki rozwiązana i rozstrzygnięta.

      Dla Danielsa, to jednak za mało. Chce się dostać do strzeżonej latarnii. Jako że znajdują się na wzgórzu skalnym, a latarnia jest kawałek stąd, jest pewien problem, a czas goni, bo ofiicjalnie Rachel się znalazła, a więc są tutaj ciut mało legalnie, powinni w zasadzie wyjechać zaraz.

      Wtyedy Chuck znika... Daniels opuszcza go zaledwie na chwilę, a kiedy wraca widzi, ze ciało parntera leży na dole, na skale, zupełnie jakby spadł i się zabił. Ryzykując życie, po stromym zboczu, Daniels schodzi na dół - ciała nie ma, ale przypływy i odpływy wody z otaczającego wyspę morza/oceanu? sugerują, ze zostalo ono przez nią właśnie zabrane. Jednoczesnie wśród skalnych złobień Daniels dostrzega nikłe światełko... Jakby w jednej z jaskiń ktoś palił ognisko. Rusza tam, brodzac wśród setek szczurów - wchodzi do srodka, a tam czai się kobieta w brudnych łachach i z nożem.

      Jest to prawdziwa Rachel Solando. Eks-lekarka z Shutter, z której zrobiono wariata, bo sprzeciwiała się metodom leczenia stosowanym na wyspie. Potwierdza ona, w barwnej opowieści, ze Shutter to miejsce barbarzyńskich eksperymentów na ludzkim mózgu, produkcji "ludzkich upiorów, zdolnych do rzeczy, do jakich normalny człowiek nie jest w stanie się posunąć". Ostrzega Danielsa,że i on jest w niebezpieczeństwie, bo uciec z wyspy będzie mu cięzko, a zrobić z niego durnia im z kolei - będzie dziecinnie łatwo, w końcu : ma on za sobą trudne przejścia, zatrzymać go i zasugerować "załamanie" moze być banalnie prosto. Pyta Danielsa, czy brał cokolwiek z rąk lekarzy i personelu [wg Rachel wszyscy są w ten proceder zaangazowani], Edwardo przypomina sobie, ze owszem, a to papieroska, a to proszek na migrenę, a to wodę do popicia, nawet ciuchy ma z ich demobilu... Wg Rachel może być już zainfekowany jakimiś prochami i wkrótce zacznie dziwnie się zachowywać.
      • grek.grek "Wyspa tajemnic", 2 28.10.12, 12:36
        Daniels opuszcza więc kryjówkę Rachel i wraca do ośrodka. Po drodze zabiera go naczelnik z twarzą komendanta Dachau i odbywają zajmującą pogawędkę o... przemocy. wg naczelnika, Bóg ją kocha, a ludzka moralnośc nie istnieje, istnieje tylko starcie dwóch przemocy, z ktorych ta mocniejsza zwycięza. I prowokacyjnie określa Danielsa mianem "tak agresywnego, jak to tylko możliwe", jak również pyta "czy mógłby pan mnie powstrzymać, gdybym postanowił wydłubać panu oko ?", Daniels z zimnym spojrzeniem odpowiada 'spróbuj pan", a tamten z równie zimnym uśmieszkiem odpuszcza "dobra postawa".

        W szpitalu nadal panuje rozgardiasz. Daniels pyta Cawleya, czy nie widział Chucka, na co Cawley pyta "a kto to jest ?", Daniels, ze to jego partner, Cawley mu na to, że "pan przyjechał sam, nie było z panem nikogo". Daniels podejrzewa, że zaczynają go tutaj wkręcać w jakąś paranoję.

        Decyduje się zaatakować latarnię. Najpierw wysadza w powietrze samochód należący do naczelnika [z pomocą zapalonego krawata włożonego w bak], aby odwrócić uwagę od celu swojej akcji. Przy okazji znów ma wizję Rachel i jej córki. POtem powala strażnika pod latarnią, zabiera mu karabin i włazi do środka. A w tym środku takie blaszane "wężowe" schody. Daniels biegnie w górę, zagląda na każde piętro, a tam wszedzie puste pokoje.

        Wreszcie na samej górze znajduje Cawleya siedzącego przy biurku. Dziwnie spokojnego wobec groźby wycelowanego weń karabiniu. "Nie ma tam nabojów", rzuca mimochodem. za chwilę Daniels przekona się o tym stzrelając do Cawleya, nie uczyniwszy mu w ten sposob żadnej krzywdy.
        Po chwili pojawia się... Chuck. Cawley przedstawia go jako... lekarza, który... nadzoruje leczenie... Danielsa. Lekarz ten nazywa się tak jak... lekarz Rachel Solando, który rzekomo, tuz po zaginięcu Rachel, wybral się na urlop. Sam zaś Daniels, to od 2 lat pacjent szpitala na wyspie Shutter. Daniels jest zupełnie zbity z tropu, o co tu chodzi...

        I wtedy następuje pełne wyjaśnienie spraw, głosem doktora Cawleya.

        Tak więc, "zasada 4" z szyfrogramu Rachel, to zasada anagramów : Edward Daniels - Andrew Leaddis i Rachel Solando - Dolores Chanal [nazwisko zmarłej żony Danielsa]. To tożsamościowe twory chorego mózgu samego Edwarda Danielsa.

        Wszystkie inne postaci i rzeczy, to również rozrzucone puzzle układanki.

        Andrew Leaddis [alias Edward Daniels] istotnie był policjantem federalnym, istotnie wyzwalał Dachau. Miał kłopoty z życiem osobistym, jego żona, Dolores Chanal, była schizoferniczką. Najpierw próbowała popełnić samobójstwo, a potem pewnego dnia podpaliła mieszkanie. Ledwie uszli z życiem. Przeprowadzili się na prowincję, do domu z ogrodem. Oni i... ich trójka dzieci.

        Jednego słonecznego dnia sobotniego - to już retrospekcja - Leaddis wrócił do domu po skutecznym pościgu za przestępcą i zastał żonę na bujaku w ogrodzie. Pyta ją, gdzie są dzieci, na co ona, ze w szkole. On jej na to, ze jest sobota. Ona zachowuje się dziwnie, więc on podejrzliwie się rozgląda i widzi, ze w stawie pośrodku ogrody coś pływa. A dokładnie - trzy małe trupy. Ich dzieci. Wyciąga je z wody, układa na trawie, jest zrozpaczony, a ukochana zona, z uśmiechem opowiada mu, ze będą te dzieci sadzać przy stole, ubierać, bawić się z nimi... na co Leaddis płacząc wyciąga pistolet i strzela jej prosto w serce.

        Tamta sytuacja zaważyła na jego życiu.
        NIgdy nie przestał siebie winić za tę tragedię. Zatem te teksty "mogłeś nas ocalić" w ustach córki [w chorych urojeniach Leaddisa - córek Rachel wyobrażającej jego żonę, Dolores], to jego własne wyrzuty sumenia. Uważał, ze mógł dzieci ocalić, i żonę też, gdyby jej pomógł uporać się z jej psychicznymi niedomaganiami. Andrew Leaddis, w jego wizji to podpalacz i morderca - to jego własne wyobrazenie o sobie. Aby od niego uciec stworzył postać Edwarda Danielsa, agenta federalnego, który owego Leaddisa szuka, czyli... wszystko jasne.

        W takim stanie wylądował na Shutter, jako tajemniczy 67 pacjent.

        Żona ukazująca się w jego wizjach sugerowała, zeby "odpuścił i przestał jej szukać" - czyli, żeby zostawił już tę całą sprawę, przestal wracać do niej w myślach, nie pogarszał swojego stanu.

        Wizje Rachel i dziecka, były odzwierciedleniem Dolores i jego/ich córki.

        Zaś cała jego odyseja paranoiczna - próbą pozbycia się wyrzutów sumienia, do czego z łatwością, jak sądzę,można dopasować poszczegolne elementy krajobrazu.

        Wyjaśnienia te następują w dwóch scenach : najpierw w wizji Leaddisa, w latarni się dziejącej, a potem już po przebudzeniu go przez lekarzy - wszystko bowiem, do A do Z, do tej pory było jego snem, w którym znaczenia i sensy pozostały te same, tyle, ze poprzeskakiwały na róznych ludzi i rózne postaci z jego otoczenie szpitalnego.

        Doktor Cawley jest zaniepokojony faktem, ze Leaddis ma kolejne nawroty swoich paranoicznych akcji, snów, i sugeruje, że jeśli nie zajdzie poprawa - zmuszeni będą leczyć go lobotomią. Szczegolnie po tym, jak.... pobił niejakiego George'a Noyce'a, swojego współpacjenta. Leaddis broni się, ze to nieprawda, ze Noyce [w jego śnie] tego nie powiedział, ze mówił tylko, iz "to przez ciebie [Danielsa/Leaddisa]", ale nie dał wprost do zrozumienia, ze te ślady pobicia, to robota Leaddisa. Prawda jest jednak taka, lekarze mu perswadują, ze to on, Leaddis, calkiem na jawie zlał mocno Noyce'a. A więc - paranoja, zanik pamięci, a w dodatku agresja...

        Lekarze wychodzą.
        Leaddis za nimi, siada na schodach obok "Chucka", czyli swojego lekarza prowadzącego.
        I zaczyna mu wkręcać tekst "Chuck, nikt nas nie zatrzyma, wyjasnimy wszystko, bo jesteśmy niezniszczalni" itd - znak, ze Leaddis ma kolejnu sezon schizy. "Chuck" odpowiada mu uspokajająco, ale zarazem kręci głową z rezygnacją w stronę Cawleya, Naehringa i tego naczelnika z twarzą z Dachau. Wyrok - facet jest stracony, bierzemy go na prucie głowy.

        I faktycznie.
        Leaddis dopala papierosa, wstaje, otaczają go lekarze i pielęniarze, idą... a następnie kadr przenosi się na latarnię - symbol ostatecznego rozwiązania.

        Uff :]

        mam nadzieję, że jakiśtam suspens udało mi się zachować i podskoczyliście ze dwa razy czytając ;]]

        parę uwag jeszcze dorzucę, więc to nie koniec tortur ;]
        • maniaczytania Re: "Wyspa tajemnic", 2 28.10.12, 12:55
          To ja uzupelnie :)

          grek.grek napisał:
          > Doktor Cawley jest zaniepokojony faktem, ze Leaddis ma kolejne nawroty swoich paranoicznych akcji, snów, i sugeruje, że jeśli nie zajdzie poprawa - zmuszeni będą leczyć go lobotomią.

          A tego doktor by nie chcial, dlatego probujac wyciagnac Andrew z jego nawrotow (bo juz raz wydawalo im sie, ze wszystko w porzadku), zdecydowali sie i uzyskali zgode na najdrozsza operacje - i to nie byl sen Greku, tylko taka jakby gra, odtworzenie tych jego wizji, do ktorej wciagnieto wszystkich pracownikow szpitala. Doktor mowi mu tez, ze jesli sie nie udalo, to bedzie ta lobotomia i wtedy nagle po takim jakby 'ocknieciu' Andrew zeznaje wszystko pieknie i ladnie, jak lekarze chcieli - ze jest pacjentem, ze nie wie, kto to Daniels itp. A potem tak, jak Grek napisal:

          > Lekarze wychodzą.
          > Leaddis za nimi, siada na schodach obok "Chucka", czyli swojego lekarza prowadzącego.
          > I zaczyna mu wkręcać tekst "Chuck, nikt nas nie zatrzyma, wyjasnimy wszystko, bo jesteśmy niezniszczalni" itd - znak, ze Leaddis ma kolejnu sezon schizy. "Chuck" odpowiada mu uspokajająco, ale zarazem kręci głową z rezygnacją w stronę Cawleya, Naehringa i tego naczelnika z twarzą z Dachau. Wyrok - facet jest stracony, bierzemy go na prucie głowy.
          > I faktycznie.
          > Leaddis dopala papierosa, wstaje, otaczają go lekarze i pielęniarze, idą... a następnie kadr przenosi się na latarnię - symbol ostatecznego rozwiązania.


          I zapomniales o kluczowym tekscie - jak tak siedza, "Chuck" kiwnal glowa, Andrew wstaje, widzi pielegniarzy zblizajacych sie, jeden ma narzedzia w reku - odwraca sie do "Chucka" i mowi - ' i tak sie tylko zastanawiam, czy lepiej zyc jako potwor (w domysle Laeddis), czy umrzec (bo lobotomia to duze ryzyko wtedy bylo) jako dobry czlowiek (czyli Daniels)?"

          Ja mam tylko jedno zastrzezenie wlasciwie do filmu - tak ladnie tu wszystko pasuje, ze to rzeczywiscie on jest tym Laeddisem, ze cala ta reszta to fantazje, w ksiazce tak nie bylo, ksiazka jest bardziej niejednoznaczna ...

          No i Leo mi jednak nie pasowal, oj nie pasowal.
          • grek.grek Re: "Wyspa tajemnic", 2 29.10.12, 14:10
            dzięki, Szefowo :]

            dzięki tym uwagom sam mogę wreszcie powiedzieć, że zajarzyłem całość :]
            • maniaczytania Re: "Wyspa tajemnic", 2 29.10.12, 18:42
              grek.grek napisał:

              > dzięki tym uwagom sam mogę wreszcie powiedzieć, że zajarzyłem całość :]

              Hehe, Ty sie przyznaj, ze sam przysnales, i dlatego wmowiles biednemu Andrew/ Edwardowi, ze to byl jego sen ;)))
              • grek.grek Re: "Wyspa tajemnic", 2 30.10.12, 13:22
                proszę o adwokata ;]

        • grek.grek "Wyspa tajemnic", 2 28.10.12, 13:05
          więc tak :

          Klimat ponuro-zagadkowy, prima sort. Od razu wpadłem po uszy. Miejsce : psychiatryczne "alcatraz' odizolowane od świata, z którego nie ucieknie nikt, kto ma tam pozostać - też niezłe. Samo wejście : ucieczka zupełnie niemożliwa, do wyjaśnienia - również klasa.

          Im dalej w las, tym więcej malinowych chruśniaków, aż do finałowego twista, który zręcznie Mania zapowiedziała :]

          Di Caprio, wg mnie wypadł klasowo. Ben Kingsley zawsze wypada klasowo. a cała reszta miała swoje bardzo udane momenty.

          Patricia Clarkson, grająca prawdziwą Rachel, niezwykle sugestywnie mono- i dialogowała w tej jaskini.
          Emily Mortimer, czyli fałszywa Rachel, pojawiająca się zarówno w akcji we śnie Leaddisa, jak i w jego wizjach jako ekwiwalwent jego zony - znakomita w jednej krótkiej scenie, kiedy - w wizji Leaddisa - prosi go o pomoc : jest wystylizowana na housewife z lat 50-tych, cała usmarowana krwią, a pod nogami ma trupy trojga dzieci... i prosi go o tę pomoc z taką miną zagubioną zakłopotanie pół-uśmiechniętą.

          Ted Levine, grający naczelnika, a jednocześnie w wizjach Leaddisa : komendanta z Dachau - jest rewelacyjny, w tej dyskusji podczas jazdy samochodem przez wyspę, kiedy sugeruje Danielsowi/Leaddisowi, że ten ma "naturę człowieka przemocy". ten cynizm na twarzy, tembr głosu, badawczo-ironiczo-złośliwy, i pewnie jeszcze parę innych słów można by dopasować.

          Max von Sydow pojawia sie jako doktor Neahring, w dwóch momentach : najpierw, przy dźwiękach Mahlera, rozmawia z Danielsem, prowadząc jednocześnie psychogrę, którą Daniels nazwie później, w rozmowie z prawdziwą Rachel : "zarzucaniem postawie samozachowawczej - instynktu obronnego", a później kiedy ze strzykawą w garści staje na drodze Danielsowi wybierającemu się do latarni, co się kończy tym, ze stary doktor sam zostaje potraktowany tą bronią [ze środkiem uspokajającym]. nie omieszka przedtem sprzedać Danielsowi tekstu o tym, czym jest "trauma", która w językach greckim i niemieckim oznacza "ranę" i "sen", i że "rany tworzą potwory" - co samo w sobie jest ciekawym bon motem i daje do myślenia ;]

          No i wg mnie najlepsza scena w tym filmie : w swojej wizji Daniels znajduje się nocą na terenie Dachau, pada drobny śnieg, cisza, nagle w tle wchodzi niesamowita muzyka, a właściwie takie pojedyncze uderzenia : ni to w cymbał, ni to lekko przyciszone walnięcia w dzwon... rewelacyjny pomysł. I Daniels spotyka wśród zamarzniętych ciał zwłoki Rachel i dziewczynki [tutaj : córki Rachel, co je niby zabiła, potem dowiemy się, ze Rachel = Dolores, mimo że Dolorres się pojawia osobno, jest grana przez Michelle Williams, a to dziecko, to jego i jej córka].
          Patrzy na nie i nagle trup Rachel otwiera oczy i patrzy na niego zimno. A zaraz po nim - trup dziewczynki otwera oczy i patrzy tak samo. CO za scena, lubię te momenty w kinie grozy, thrillerrze. Leży sobie trup i nagle - ciach, wybałusza gały :] albo leży worek jakiś - cisza, spokój, nic się nie dzieje, nagle - ciach, zaczyna się ruszać [nie pamętam co to za film] itd. TO są zawsze momenty Kodaka ;]
          A tutaj wsparte są tą kapitalną "muzyką" w tle, naprawdę znakomita scena.

          cóż, drogie Koleżanki, jeśli nie tym razem, to następnym - musicie obejrzeć, zaręczam Wam, ze film będzie lepszy niż ten mój spojler, przez który, mam słabą nadzieję, jakoś się przebiłyście, a jesli nie, to nie będę Wam miał tego za złe :]

          spojler zostanie dla potomności, jesli jakaś tu dotrze.
          a co, niech się pomęczą z tymi moimi zawijasami, haha :]
          • siostra.bronte Re: "Wyspa tajemnic", 2 28.10.12, 14:55
            Jestem pod wrażeniem. Jak Ty to wszystko zapamiętałeś?? :)
            • grek.grek Re: "Wyspa tajemnic", 2 29.10.12, 14:11
              I kto to mówi... ;]] hehe.
    • siostra.bronte "Sherlock" 1, odc. 1 28.10.12, 14:53
      Z lekkim poślizgiem, na specjalne życzenie Mani i Barbasi :)

      Pierwszy odcinek nosi tytuł "Studium w różu". Scenariusze serialu są zresztą luźno oparte na opowiadaniach Conan Doyle'a.
      John Watson (Martin Freeman) jest wojskowym lekarzem, który został ranny w Afganistanie. Wciąż śnią mu się koszmary z czasu wojny. Chodzi na psychoterapię, żeby jakoś wrócić do normalnego życia. Terapeutka proponuje mu, żeby pisał bloga o swoim życiu. Ale Watson twierdzi, że w jego życiu nic się nie dzieje.

      Tymczasem w Londynie dochodzi do serii samobójstw. Ich okoliczności są podobne. Ofiary są znajdowane w odludnych miejscach, a przyczyną ich śmierci jest ta sama trucizna. Inspektor Lestrade (Rupert Graves) zwołuje konferencję prasową. Twierdzi, że nie ma dowodów na udział osób trzecich. W tej samej chwili dziennikarze na sali dostają sms-y z wiadomością: "bzdura!". I powtarza się to jeszcze parę razy. Lastrade jest wściekły. Sam dostaje jeszcze jednego sms-a; "Wiesz, gdzie mnie znaleźć. SH".

      Dr Watson w czasie spaceru po parku spotyka przypadkiem swojego dawnego kolegę z pracy w szpitalu, Mike'a. Ten widzi, że John jest w kiepskiej formie psychicznej. John mówi, że będzie musiał wyprowadzić się z Londynu, bo wojskowego rencisty nie stać na mieszkanie w tak drogim mieście. A trudno byłoby mu znaleźć współlokatora. Mike uśmiecha się i mówi, że już dzisiaj słyszał to samo od kogoś innego. Ale nie zdradza szczegółów.

      Mike zabiera Watsona do laboratorium, w którym pracuje. Watson spotyka tam tajemniczego faceta, pracującego z mikroskopem. Ten rzuca okiem na Watsona i pyta, czy był w Afganistanie czy Iraku. Watson jest kompletnie zaskoczony. Nieznajomy mówi, że czasem, kiedy myśli, gra na skrzypcach i czy to nie będzie przeszkadzało Watsonowi. W końcu współlokatorzy powinni o sobie wiedzieć najgorsze rzeczy :)

      Zaskoczony Watson pyta Mike'a czy coś mu o nim mówił, ale ten zaprzecza. Tajemniczy facet mówi, że ma na oku świetne mieszkanie w centrum i razem będzie ich stać na wynajęcie. Watson próbuje się jeszcze bronić. Mówi, że przecież w ogóle się nie znają, a mają razem zamieszkać? Ale nieznajomy w kilku zdaniach opisuje jego sytuację życiową, tudzież problemy osobiste jego brata. Watson jest w takim szoku, że godzi się na wszystko. Na odchodnym nieznajomy rzuca: adres to Baker Street 221 B, nazwisko Sherlock Holmes :)

      Następnego dnia obaj wprowadzają się do mieszkania, którego właścicielką jest pani Hudson. Jest winna Sherlockowi przysługę, bo ten doprowadził do skazania jej męża na śmierć :) Watson wciąż jest pod wrażeniem ich pierwszego spotkania. Nie wierzy, że Holmes mógł go tak rozszyfrować tylko na podstawie jego wyglądu i jak twierdził Holmes, jego komórki.

      W tym momencie przyjeżdża inspektor Lestrade. Jest nowa ofiara i co ciekawe, zostawiła wiadomość. Sherlock jest zachwycony, że coś się wreszcie dzieje. Wybiera się na miejsce zbrodni. Ale przychodzi mu na myśl, żeby zabrać Watsona ze sobą, w końcu jest lekarzem. Sherlock mówi mu, że pewnie widział na wojnie wiele okropności, rannych i zabitych. Watson odpowiada, że tak, widział tyle, że starczy mu na całe życie. Sherlock pyta: "Chcesz zobaczyć więcej?". A Watson odpowiada: "O Boże, tak" :) Takich błyskotliwych dialogów jest zresztą w serialu znacznie więcej.

      W czasie podróży taksówką na miejsce zbrodni Watson pyta Sherlocka czym właściwie się zajmuje. Ten odpowiada, że jest "detektywem doradczym". Doradza policji, kiedy ta ma problemy, czyli zawsze :) John mówi, że przecież policja nie korzysta z pomocy amatorów. Wtedy Sherlock tłumaczy w jaki sposób rozszyfrował problemy osobiste jego brata tylko po wyglądzie komórki. Watson jest pod dużym wrażeniem i już nie wątpi w umiejętności Sherlocka.

      Na miejscu, w opuszczonym mieszkaniu znaleziono kobietę w różowym płaszczu. Przyczyną śmierci też była trucizna. Ale obok ciała, na drewnianej podłodze wyryty został napis: "Rache". Wydrapała go ofiara ostatkiem sił. Sherlock ogląda ciało i po chwili jest w stanie określić jej sytuację rodzinną (po wyglądzie obrączki- że często zdradzała męża) i miasto, z którego przyjechała :) Ale na miejscu brakuje jednej rzeczy - jej walizki. A to oznacza, że to nie samobójstwo, ale morderstwo. Sherlock wybiega z mieszkania, zostawiając osłupiałego z wrażenia Watsona :)

      John wychodząc spotyka policjantkę, która zna Sherlocka od dawna. Radzi mu, żeby trzymał się od niego z daleka, bo to psychopata. Zbrodnie go kręcą i pewnie kiedyś sam zacznie zabijać, żeby tylko się nie nudzić. Watson szuka taksówki, gdy w budce telefonicznej obok dzwoni telefon. Jest zdziwiony, ale idzie dalej. I znowu, w kolejne budce dzwoni telefon. Kiedy powtarza się to po raz trzeci, Watson nie wytrzymuje i odbiera telefon. Tajemniczy głos każe mu wsiąść do limuzyny. W środku siedzi młoda kobieta, która nie chce mu niczego wyjaśnić.

      Watson zostaje przywieziony do opuszczonego magazynu. Czeka na niego jakiś elegancki facet. Wie o Watsonie bardzo dużo, cytuje nawet notatki jego terapeutki, ale nie zdradza kim jest. Mówi tylko, że Sherlock uważa go za swojego największego wroga. Proponuje Johnowi duże pieniądze za informowanie go o tym, co robi Sherlock. Watson oczywiście odmawia. W międzyczasie dostaje sms-a: "Jeżeli możesz przyjedź na Baker Str. SH". Potem jeszcze kolejnego: "Jeżeli nie możesz, to też przyjedź" :) I jeszcze kolejnego: "Może być niebezpiecznie". Na koniec nieznajomy mówi Watsonowi, że wojna go nie prześladuje. Że tak naprawdę tęskni za nią. I po minie Johna widać, że chyba ma rację.

      Watson po drodze do domu, wstępuje do starego mieszkania i zabiera swój pistolet. Przyjeżdża na Baker Str. Sherlock prosi go, żeby wysłał ze swojej komórki (jego numer może być rozpoznany, bo jest podany na stronie internetowej) sms-a na numer ostatniej ofiary. Jego tekst brzmi: "Co się stało? Chyba urwał mi się film. Spotkajmy się o 22 na Northumberland Str,". Watson zdaje sobie sprawę, że ten sms to pułapka na mordercę. Bo telefonu ofiary nie znaleziono. Być może zabrał go, celowo lub nie, morderca. Watson jest przerażony. I kiedy dzwoni telefon, Sherlock wie, że morderca chwycił haczyk.

      cdn...


      • siostra.bronte Re: "Sherlock" 1, odc. 1 cd. 28.10.12, 18:51
        Wieczorem Watson i Holmes idą do włoskiej knajpki właśnie na Northumberland Str, aby obserwować z daleka adres, pod który zwabili mordercę. Właścicielem knajpki jest stary znajomy Sherlocka, którego ten uratował przed więzieniem. Uradowany ze spotkania funduje kolację i przynosi świecę, żeby było "bardziej romantycznie". Watson protestuje, że to nie randka, ale właściciel nie reaguje :)

        Watson próbuje dowiedzieć się czegoś więcej o Sherlocku. Ta rozmowa jest naprawdę zabawna i pełna podtekstów. John pyta czy ma dziewczynę, a Sherlock odpowiada, że: "nie, to nie jego rejon" :) Czekamy razem z zaskoczonym Watsonem na kolejne, sensacyjne wyznania, ale Sherlock mówi, że jest poślubiony swojej pracy i nic innego go nie interesuje. Ale od tego momentu kwestia życia osobistego Sherlocka budzi u fanów serialu duże emocje :)

        Tymczasem pod adresem podanym mordercy zatrzymuje się taksówka. Sherlock i John wybiegają z knajpki, ale taksówka szybko odjeżdża. Wtedy zaczyna się bieg na skróty przez pół dzielnicy. W końcu obaj dopadają taksówkę, a Sherlock podaje się za policjanta (ma wizytówkę skradzioną Lestrade'owi). Ale jeden rzut oka mu wystarczy, żeby stwierdzić, że pasażer w taksówce to Amerykanin, który właśnie przyjechał do Londynu. I taksówka zatrzymała się pod tamtym adresem przypadkowo. Czyli pułapka się nie udała.

        Obaj wracają do domu, a tam jest już Lestrade z grupą policjantów. Przeszukują mieszkanie w poszukiwaniu narkotyków. Bo Watson jeszcze nie wie, że Sherlock czasem z nich korzysta :)
        Sherlock jest wściekły, odbiera to jako próbę zastraszenia i zmuszenia do współpracy. Ale Lestrade nie chce, aby Sherlock robił coś na własną rękę. I miał nosa, bo policjanci znajdują w mieszkaniu różową walizkę ofiary (Sherlock znalazł ją wcześniej niedaleko miejsca zbrodni w kontenerze na śmieci).

        Lestarde potrzebuje jego pomocy. Wiadomo, że córka ofiary miała na imię Rachel. Sherlock zaczyna intensywnie myśleć, dlaczego ofiara wyryła na podłodze jej imię. W międzyczasie przychodzi pani Hudson i mówi, że czeka na niego taksówka. Sherlock twierdzi, że jej nie zamawiał. Nagle doznaje olśnienia: ofiara miała telefon z internetem i gps-em. I "Rachel" to hasło do tego adresu. W ten sposób kobieta, wiedząc, że umrze chciała doprowadzić do mordercy. Watson znajduje na przy walizce adres mailowy ofiary. W internecie Sherlock namierza telefon. Okazuje się, że jest gdzieś na Baker Str. Policjanci są zaskoczeni. Może jest gdzieś w mieszkaniu. I znowu przychodzi pani Hudson i mówi o taksówkarzu. Wściekły Sherlock krzyczy na nią, żeby mu nie przeszkadzała. Ale chwilę potem dostaje sms-a: "Chodź ze mną".

        I Sherlock domyśla się wszystkiego. To taksówkarz, czekający pod domem wysłał tego sms-a. To on wybierał swoje ofiary z ulic miasta, zupełnie niezauważony. Sherlock mówi, że musi się przewietrzyć i wychodzi. Na dole czeka na niego taksówkarz. Mówi, że jeżeli Sherlock wezwie policję przyzna się do wszystkiego, ale nie powie jak dokonał swoich zbrodni. Jeżeli Holmes chce się tego dowiedzieć musi z nim pojechać. Ciekawość zwycięża i Sherlock wsiada do taksówki. Watson widzi to przez okno, ale policjanci nie są tym zainteresowani. Nie znajdują telefonu i opuszczają mieszkanie.

        Tymczasem taksówkarz mówi Sherlockowi, że czytał jego stronę internetową i że jest naprawdę geniuszem. Twierdzi, że Sherlock ma "fana", który go przed nim ostrzegał, ale nie chce powiedzieć kogo. Przyjeżdżają do opuszczonej szkoły. Tam zaczynają rozmawiać. Taksówkarz opowiada, że dawał swoim ofiarom dwie kapsułki (w jednej była trucizna), musiały wybrać jedną z nich. Gdyby nie chciały tego zrobić, zastrzeliłby je. A taksówkarz, co ciekawe, sam połykał drugą kapsułkę. I jak dotąd udawało mu się przeżyć.

        Sherlock jest zaintrygowany, dlaczego to robił. Widocznie nie miał nic do stracenia. Domyśla się, że taksówkarz jest śmiertelnie chory i zostało mu niewiele życia. Ten to potwierdza. Przeżycie kogoś innego dawało mu, śmiertelnie choremu, ogromną przyjemność. I że on, taksówkarz był zawsze traktowany przez innych jak powietrze. Ale Sherlock domyśla się czegoś więcej. Taksówkarz robił i to dla swoich dzieci, które po rozwodzie zostały z matką. I faktycznie, morderca przyznaje, że miał "sponsora", który płacił mu za każdą ofiarę, a pieniądze szły na konto dzieci.

        Holmes wie już wszystko i chce wyjść. Ale taksówkarz celuje w niego pistoletem i karze mu wybierać kapsułkę. Sherlock mówi, że woli pistolet. I taksówkarz, kompletnie zaskoczony strzela. Tyle, że pistolet okazuje się atrapą-zapalniczką. Oczywiście Sherlock rozpoznał atrapę, ale wcześniejsze ofiary nie. Detektyw chce wyjść, ale taksówkarz rzuca mu wyzwanie, aby się z nim zmierzył. Czy wybierze właściwą kapsułkę? Holmes waha się przez chwilę, wraca do stołu i wybiera kapsułkę.

        Tymczasem Watson z laptopem w ręku jedzie taksówką śladem gps-a. Dojeżdża do szkoły i zaczyna szukać Sherlocka, biegając po całym budynku.

        A Sherlock i taksówkarz mają już kapsułki w rękach. Morderca mówi mu, że ten zrobi wszystko, żeby się nie nudzić. I teraz z pewnością się nie nudzi. I już, już mają połykać kapsułki, kiedy nagle ktoś strzela z zewnątrz, przez okno i trafia taksówkarza. Sherlock dobiega do okna, ale nikogo już nie tam nie ma. Chce zmusić taksówkarza do wyznania, czy wybrał właściwą kapsułkę, ale ten nie odpowiada. Ale przed śmiercią przyciśnięty przez Sherlocka mówi, że jego sponsorem i wrogiem detektywa jest niejaki Moriarty.

        Na miejscu zjawia się policja. Lestrade wypytuje Sherlocka co może powiedzieć o zabójcy taksówkarza. Ten zaczyna go opisywać: specjalista, pewnie żołnierz. I w tej chwili widzi z daleka Watsona. Domyśla się wszystkiego. Mówi Lestrade'owi żeby go nie słuchał, bo jest w szoku :)

        Watson udaje, że dopiero przyjechał, ale Sherlock mówi, że wie wszystko. Pyta Johna czy dobrze się czuje, przecież przed chwilą zabił człowieka. A ten odpowiada, że to nie był miły człowiek. Zaczynają się śmiać i idą na obiad, bo zgłodnieli :) Ale po drodze spotykają tajemniczego faceta, który "porwał" Watsona. Ten prosi Holmesa, żeby "przeszedł na jego stronę". I że "mamusia" się o niego martwi. Bo okazuje się, że to jego starszy brat, Mycroft Holmes, wysoko postawiony urzędnik w brytyjskim rządzie. Kiedy Holmes i Watson odchodzą Mycroft prosi swoją asystentkę o zanotowanie informacji o podwyższonym statusie obserwacji dla ich obu.
        Koniec :)

        Dla ciekawych trailer:

        www.youtube.com/watch?v=MiglWGPP0nA&list=FLQ2Oq7WfOSxDLBwqKY8CF1A&index=6&feature=plpp_video

        • barbasia1 Re: "Sherlock" 1, odc. 1 cd. 28.10.12, 22:26
          Świetne, Bronte! Dzieki! . :)

          Tytuł odcinka "Studium w różu" to aluzja do powieści "Studium w szkarłacie". Pierwsza jej części zaczyna się podobnie jak ten pierwszy odcinek. Doktor Watson, weteran II wojny afgańskiej (1878-1878), powraca do Anglii , szukając niedrogiego lokum w Londynie, poznaje ekscentrycznego detektywa, Sherlocka Holmesa i panowie decydują się zamieszkać wspólnie .
          • siostra.bronte Re: "Sherlock" 1, odc. 1 cd. 28.10.12, 23:33
            Dzięki :)
            Jeszcze parę słów o samym serialu. Świetny scenariusz i błyskotliwe dialogi. Nie ma tu gadania o niczym i niepotrzebnych scen. Wszystko jest dopracowane w najmniejszym szczególe.
            Bohaterowie są ciekawi i wiarygodni psychologicznie. Duża w tym zasługa dwójki głównych aktorów. Sherlock w wykonaniu Benedicta Cumberbatcha jest ekstrawagancki, błyskotliwy i przekonany o swoim geniuszu. Może mógłby być trochę mniej wredny, mniej "House'owaty", ale mam nadzieję, że ta postać się rozwinie i pokaże jeszcze swoje ludzkie oblicze :)
            No i co tu dużo mówić, Cumberbatch ma taką charyzmę, że trudno oderwać od niego oczy. Trudno określić, czy jest bardzo przystojny, czy wręcz brzydki, młody czy w nieokreślonym wieku. Rewelacyjna rola. Przyznaję się, że BC zrobił na mnie wrażenie nie tylko umiejętnościami aktorskimi :))
            Martin Freeman w roli Watsona też jest świetny. Spokojny, wycofany, mocno stąpający po ziemi, ale kiedy trzeba idzie na całość. Freeman gra dyskretnie, ale jest bardzo sugestywny.
            Oczywiście, serial jest znakomicie zrealizowany. Londyn przedstawiony jest jako mroczne, niebezpieczne miasto. Do tego naprawdę wspaniała muzyka.
            Można by się przyczepić do paru rzeczy, np. drugi plan jest trochę nierówny aktorsko (niewyraźny Rupert Graves), ale nie ma co narzekać.
            Szukałam informacji o serialu w sieci i okazuje się, że serial ma wręcz kultowy status. To co się dzieje na forach mu poświęconych to kompletne szaleństwo. Musi być w nim coś jeszcze, co wywołało tak gorące emocje wśród widzów. Ale jestem na tropie :)
            Oczywiście nie każdemu spodoba się specyficzny klimat jaki ma ten serial. Sama wciągnęłam się dopiero po ponownym obejrzeniu pierwszego odcinka.

            I jeszcze link do zdjęcia BC. Nie mogłam się powstrzymać. Barbasiu, mam nadzieję, że mnie zrozumiesz :)
            24.media.tumblr.com/tumblr_m7sdeiXzqA1qer7x9o1_500.jpg

            • barbasia1 Re: "Sherlock" 1, odc. 1 cd. 28.10.12, 23:59
              Żałuję bardzo, że nie mogę oglądać tego nowego Holmesa.

              Sherlock w wykonaniu Benedicta Cumberbatcha jest ekstrawaganc
              > ki, błyskotliwy i przekonany o swoim geniuszu.

              To właściwie podobnie jak książkowy Holmes, który lubił być podziwiany za swoje wybitne zdolności dedukcyjne. :)

              Chyba nie widziałam Benedicta Cumberbatcha wcześniej, nie przypominam sobie żadnego z nim filmu. Podoba mi się, pasuje do roli Holmesa.

              Dobrej nocy, Bronte! :)
              • siostra.bronte Re: "Sherlock" 1, odc. 1 cd. 29.10.12, 00:10
                Dobrej nocy, Barbasiu :)
              • mia72 Re: "Sherlock" 1, odc. 1 cd. 29.10.12, 08:18
                Cumberbatcha można będzie też obejrzeć w czwartek 1.XI. w filmie "Trzecia gwiazda" (Ale kino po 20.00, nb gdy zobaczyłam wczoraj zajawkę, to myślałam, że to znów Sherlock;). A obu aktorów oczywiście w "Hobbicie", który już niedługo:)
                Mam nadzieję, że Ale Kino kupi też następne odcinki, bo ta seria Sherlocka skończyła się z fajerwerkiem (prawie;)
                • siostra.bronte Re: "Sherlock" 1, odc. 1 cd. 29.10.12, 13:24
                  Witaj, zapraszamy częściej :)
                  Tak, wypatrzyłam "Trzecią gwiazdę" już wcześniej. I na pewno wybiorę się na "Hobbita", chociaż Tolkien to zupełnie nie moja bajka :)
                  Liczyłam na to, że od razu będzie pokazana druga seria. Ale dziś sprawdziłam w programie, że niestety nie.
              • angazetka Re: "Sherlock" 1, odc. 1 cd. 29.10.12, 11:19
                "Pokuta"? "Szpieg"? Te dwa bardzo warto, bo i świetne role, i świetne filmy.
                "Trzecia gwiazda" nie jest tak dobra, ale BC bez zarzutu.
                • siostra.bronte Re: "Sherlock" 1, odc. 1 cd. 29.10.12, 13:36
                  "Szpiega" muszę koniecznie gdzieś zobaczyć, bo gra tam też mój ukochany Gary Oldman :) I w ogóle obsada tego filmu jest rewelacyjna.
            • angazetka Re: "Sherlock" 1, odc. 1 cd. 29.10.12, 11:22
              Aż mruczę z zadowolenia na widok nowej fanki "Sherlocka" :) I Benedicta.

              > Szukałam informacji o serialu w sieci i okazuje się, że serial ma wręcz kultowy
              > status. To co się dzieje na forach mu poświęconych to kompletne szaleństwo. Mu
              > si być w nim coś jeszcze, co wywołało tak gorące emocje wśród widzów. Ale jeste
              > m na tropie :)

              Ja oszalałam na punkcie serialu przy trzecim odcinku ;) A druga seria okazała się być jeszcze lepsza niż pierwsza.
              • siostra.bronte Re: "Sherlock" 1, odc. 1 cd. 29.10.12, 13:28
                angazetka napisała:

                > Aż mruczę z zadowolenia na widok nowej fanki "Sherlocka" :) I Benedicta.

                Hehehe :))
                Coś w tym jest, potrzeba trochę czasu, żeby wkręcić się w specyficzny klimat tego serialu. A potem to już trudno się uwolnić. Wstyd się przyznać, ale nawet uzależniłam się od pewnego bloga o "Sherlocku" :)
                • angazetka Re: "Sherlock" 1, odc. 1 cd. 29.10.12, 14:05
                  Który to blog? :)
                  • siostra.bronte Re: "Sherlock" 1, odc. 1 cd. 29.10.12, 14:09
                    O, ten :)
                    bbcsherlockftw.tumblr.com/
              • barbasia1 Re: "Sherlock" 1, odc. 1 cd. 30.10.12, 17:30
                Mnie też wpiszcie, Koleżanki, na listę fanek najnowszego "Sherlocka"!
                Opwoieści Bronte to zasługa.

                Nie widziałam jednak żadnego z wymienionych przez Angazetkę filmów z Benedictem.

                Benedict tak poważnie wyglądał na zdjęciu zalinkowanym przez Bronte, myślałam, że on jest starszy.
                :)
        • grek.grek Re: "Sherlock" 1, odc. 1 cd. 29.10.12, 15:39
          bardzo dobry, precyzyjny, rzeczowy opis, Siostro, czyta się pierwszorzędnie.

          z trailera do-widzuję, że niby współczesna otoczka [o czym zresztą nadmieniłaś pisząc
          o blogach, internecie, komórkach etc.], ale taka-jakaś-pachnąca-starodawnością-brytyjską, czy to wrażenie moje ma coś wspólnego z rzeczywistością seralowej estetyki , czy jednak czuć dużo bardziej tę XXI wieczną realność ?

          heh, tak się zastanawiam - czy możliwy będzie jeszcze jakiś inny klucz do Sherlocka i Watsona, ktory zdetronizuje ten "house'owy", bo nastąpiła ciekawa przewrotka : o ile House miał być, pierwotnie, współczesną wariacją na temat Sherlocka, to obecne warianty Sherlocka zdają się być wariacją na temat HOuse'a, takie odwrócenie pozycji nastąpiło, jak w berku ;]

          plusem, wg mnie, jest to że Holmes jest tutaj bardzo młody, obaj są, jak widzę, młodzi.
          Ani chybi, za parę lat doczekamy się wersji "Szkolne przygody Sherlocka", którego zagra Bieber, idol 10-latek dziś i jutro :]

          Kobiety ?
          Gdzież oni zapodziali kobiety w tym serialu ?
          Czy był tam jakiś... kobiety cień ? ;]
          [nie wierzę, że Sherlock "w tych rejonach" nie operuje, hehe, ta wersja musi runąć w następnych odcinkach...i to z hukiem].
          [a może się pojawi jakaś femme fatale, wszak była owa jedna taka, która nawet
          w pole go umiała wyprowadzić, i w tej jednej umiał się zadurzyć]

          No i jest doktor Moriarty, czyli sami swoi :], ciekawe - też w wieku młodszym niż
          w klasycznych wersjach ?

          Zdajesz sobie sprawę, jakiego nam tutaj smaku narobiłaś tym pierwszym odcinkiem ?
          I że na nie damy Ci żyć, jeśli nam następnym nie opowiesz ? :]

          Życie jest cięzkie, przypominamy teraz stado gawronów na galęzi, z otwartymi dziobami
          i domagamy się : kontynuacji, Siostro :]







          • angazetka Re: "Sherlock" 1, odc. 1 cd. 29.10.12, 16:20
            > plusem, wg mnie, jest to że Holmes jest tutaj bardzo młody, obaj są, jak widzę, młodzi.

            Cumberbatch ma lat 36, tylko tak wygląda ;)

            > heh, tak się zastanawiam - czy możliwy będzie jeszcze jakiś inny klucz do Sherl
            > ocka i Watsona, ktory zdetronizuje ten "house'owy", bo nastąpiła ciekawa przewr
            > otka : o ile House miał być, pierwotnie, współczesną wariacją na temat Sherlock
            > a, to obecne warianty Sherlocka zdają się być wariacją na temat HOuse'a, takie
            > odwrócenie pozycji nastąpiło, jak w berku ;]

            A to jest ciekawe pytanie. Nawiasem mówiąc, House'a zaczęłam oglądać teraz (jakoś wcześniej mnie nie ciągnęło, a obecnie jestem na sherlockowym głodzie, więc się ratuję wariacją na temat). I, między innymi, obserwuję relację House'a z Wilsonem pod kątem właśnie podobieństw do Sherlocka. I to jednak są inaczej prowadzone relacje.

            > Kobiety ? Gdzież oni zapodziali kobiety w tym serialu ?

            Hm. Trochę ich jest. Tak tylko powiem, żeby nie zdradzać. Trzy większe role, bardzo różne. Ale jednak to serial przede wszystkim o relacjach męsko-męskich (jakkolwiek to brzmi).

            > Zdajesz sobie sprawę, jakiego nam tutaj smaku narobiłaś tym pierwszym odcinkiem ?

            Nawet mnie, znającej serial na pamięć. Czytało się bosko i chcę przeczytać podobne relacje z kolejnych odcinków.
            • grek.grek Re: "Sherlock" 1, odc. 1 cd. 30.10.12, 13:19
              to jak w "KObiecie samotnej".
              Jacek : pani Ireno, wyjdzie pani za mnie ?
              Irena : pan jest dla mnie za młody...
              Jacek : ja nie jestem młody ! ja tylko tak wyglądam.
              ;]

              No i House ma twarz Hugh Laurie'ego, nieprawdaż ?
              Ikona.

              czekam zatem z ciekawością na kolejne odcinki [w opisie].

              hehe, gawrony... mówiłem, gawrony :]
          • siostra.bronte Re: "Sherlock" 1, odc. 1 cd. 29.10.12, 16:51
            Dzięki :))
            Ślęczałam pół niedzieli, bo wcale nie było łatwo opisać tyle szczegółów. W moim wieku pamięć już szwankuje :) A odcinki są długie, 1,5 godzinne.

            Wiesz, tej starodawności raczej nie ma. Bohaterowie wykorzystują nowoczesną technikę na każdym kroku. Może sposób w jaki przedstawiony jest Londyn, głównie nocą, z różnymi mrocznymi zaułkami sprawia, że odniosłeś takie wrażenie.

            Hehe, masz rację z tym "berkiem". House tak mocno wrył się nam wszystkim w pamięć, że stanowi punkt odniesienia do kolejnych postaci serialowych :)

            Co do młodości bohaterów to sprawa względna. Cumberbatch ma 36 lat (ale wygląda znacznie młodziej), a Freeman jest po 40 tce. Ale są młodzi duchem :)

            Kobiety. No tak, wiedziałam, że poruszysz ten problem :) Na drugim planie mamy panią patolog, Molly, która robi maślane oczy do Holmesa, ale ten nie jest specjalnie zainteresowany. Za to wykorzystuje jej słabość i dzięki temu ma dostęp do świeżych zwłok, na których przeprowadza swoje eksperymenty. Serce się kraje, jak arogancko ją traktuje. Mam nadzieję, że Molly kiedyś się odegra :)

            Watson poznał w pracy (chociaż nie wiem, kiedy ma czas pracować) uroczą lekarkę i spędza z nią coraz więcej czasu. Ale do niczego więcej na razie nie doszło.

            No i nie ma ukrywać, twórcy serialu co i rusz podrzucają różne aluzje, że być może Sherlock i Watson, no...mają się ku sobie :) Ale jak na razie mocnych dowodów brak. I coś mi się wydaje, że paradoksalnie, kompletny brak seksu w tym serialu, zrobił tak duże wrażenie. Wielu widzów ma już dość epatowania golizną i seksem pozbawionym jakiegokolwiek znaczenia emocjonalnego (jak w serialach, które świetnie nam tutaj opisujesz). Szukają czegoś innego, prawdziwych, może nawet platoniczno-romantycznych uczuć w tym brutalnym świecie :)

            Ale piękna i niebezpieczna kobieta, Irene Adler, pojawi się w drugiej serii. Będzie na co popatrzeć :) A Jim Moriarty będzie młodym, szalenie niebezpiecznym facetem, prawdziwym psychopatą.

            Bardzo mi miło, że Tobie, Wam się podobało :))



            • grek.grek Re: "Sherlock" 1, odc. 1 cd. 30.10.12, 13:45
              tym większe wyrazy uznania i podziękowania, dla Ciebie :]
              wyszło świetnie.

              no to stwierdzam, jeśli fragmenty z trailera oddają estetykę całośc, że to
              dobry trop i już czuję ten klimat :]

              otoż to.
              i to House...
              ... ekstremalnie wyrazisty aktorsko i twarzowo, prawdaż ?
              jak tu teraz znaleźć lepszy egzemplarz, do podobnego typu roli, od Hugh Lauriego ?

              takie twarze jakieś mają młodawe, hehe...

              o, to może być z nim krucho, kobiety mają z czego przyładować w akcie zemsty ;]
              [Barbasia mi o tym pisała nie tak dawno; Barbasiu, pamiętasz ? ;))]

              wiesz, to może działać na zasadzie sprzężenia zwrotnego.
              Seks jest tak nadobecny, że przestaje sprawiać wrażenie.
              wrazenie zaczyna sprawiać... brak seksu.
              Brak seksu, czyli... poszukiwanie seksu [wszak my zawsze o tym samym, taka już
              nasza matka natura rozpustna, heh].
              poszukiwanie seksu w aluzjach, czyli subtelny erotyzm :]
              nie wiem, co powiesz na takie... równanie ? ;]

              ciekawa rzecz.
              zauważyłaś, że dwóch facetów blisko siebie, to zawsze snujący się w powietrzu
              wątek podejrzeń o homoseksualizm ?
              Dwie kobiety, to może być wszystko : przyjaźń, siostrzeństwo,... girls power ;]...
              feminizm ;]
              Ale dwóch facetów ? braterstwo ? męska przyjaźń ? Słabe tłumaczenia.
              Dwóch facetów = podtekst homoseksualny.
              Nie żebym sądził, iż to uwłaczające i trzeba z tym się brać za bary, ale to
              dość dziwna postać społecznej paranoi.

              świetnie. Irene Adler, yup, jak powiedziałaś, to od razu sobie przypomniałem
              to nazwisko :]

              mało powiedziane :] po cichu, a co tam - głośno i namolnie ;] - mam/y nadzieję, że
              i następnymi odcinkami nas poczęstujesz...









              • siostra.bronte Re: "Sherlock" 1, odc. 1 cd. 30.10.12, 14:34
                Jeszcze raz dzięki :)

                Tak, masz rację, seks jest zdecydowanie nadobecny w tv. Dlatego duże wrażenie robi właśnie erotyzm, że tak powiem ... unoszący się w powietrzu, ukryty w aluzjach, gestach i błyskotliwych dialogach. Dlatego pewne podejrzenia nie są zupełnie bezpodstawne. Jest to z pewnością świadoma i perfidna gra twórców serialu i trzeba przyznać, że to działa. Na tyle skutecznie, że wszyscy czekamy, kiedy wreszcie do czegoś dojdzie, ale niestety chyba się nie doczekamy :)

                Zgadzam się, że dwie kobiety nie wywołują takich emocji. Girls power, hehe :)
                A tak swoją drogą, fakt, że bohaterowie Conan Doyle'a mieszkali razem może jednak wywoływać pewne domysły :)

                Moja recenzja została przyjęta z takim entuzjazmem, że nie mogę Was zawieść :))

                • grek.grek Re: "Sherlock" 1, odc. 1 cd. 30.10.12, 15:54
                  w "Z Archiwum X" to erotyczne nadciśnienie między zapiętymi pod szyję Mulderem, a Scully sięgnął
                  już takiego zenitu, że fani domagali się wręcz,zeby wreszcie COŚ się stało między nimi :]

                  hmm, wiesz, może komorne było uciążliwie wysokie ? ;]

                  Na taką właśnie odpowiedź miałem cichą nadzieję :]







                  • siostra.bronte Re: "Sherlock" 1, odc. 1 cd. 30.10.12, 16:00
                    Hehe! Chciałam nawet napisać o Archiwum X właśnie w tym kontekście. Tutaj też fani prośbą i groźbą próbują wymusić na twórcach serialu jakiś przełom :)
                    No, na pewno czynnik finansowy odgrywał znaczącą rolę :)
    • grek.grek "BOrgiowie", 8 odcinek 29.10.12, 14:01
      w 8 odcinku : seksu coraz mniej, bo wojna ruszyła na calego i figle nikomu nie w głowie :]

      Zwłaszcza Rodrigo Papie. Facet jest w panice zupełnej. Wojska francuskie są zbliżają, sojusznicy opuścili papiestwo, ba - nawet lud opuszcza miasto, przerażony wizją krwawej zadymy rodem z Lucco [odc 7].

      Papa szuka na gwałt jakieś pomocy. Zwraca się do Hiszpanii [miałaś nosa z tym tropem, Barbasiu], szybko przybywa konsul, ambasador, czy posłaniec z wieścią, że nie zaryzykuje ona wojny z Francją, żeby utrzymać papieża na tronie.

      W rozsypkę idą także kardynałowie. Większość chce po prostu wiać z Rzymu. Rodrigo zbiera ich na naradę, sprzedaje hasła o "dzielności", "szlachetności', "trwaniu na posterunku Naszego Pana", ale nikt z nich nie zamierza kłaść głowy dlatego, że Borgiom tyłek się kopci; Rodrigo wspomaga Cesare swoją płomienną deklaracją "pozostania aż do końca", ale to na nic. Kardynałowie uciekają, jeden za drugim, większość ucieka w dość żółwim tempie, ponieważ za dużo klejnotów, pucharów i cennej biżuterii ze sobą taszczy.

      W którymś momencie Rodrigo, w poczuciu bezradności, rzuca patetycznie "jestem jak Jezus Chrystus, i mnie opuścili wszyscy uczniowie" ;] Hiszpana, który mu odmawia, w imieniu swojej ojczyzny, pomocy wojskowej - nazywa "JUdaszem",znaczy się - Hiszpanię całą, w jego osobie reprezentowaną.

      Nie dośc, że purpuraci są w odwrocie, to jeszcze Rodrigo nie może zlokalizować głównodowodzącego wojskami rzymskimi - Juana, swojego syna. Odnajduje go dopiero Cesare, w, a jakżeby inaczej, w... agencji towarzyskiej ;] Na lekkim rauszu. Cuci go wodą, bierze za kołnierz i prowadzi do ojca.

      Jak Juan zamierza stawić czoła Francuzom, uzbrojonym w cięzkie armaty ? Plan Juana jest prosty : użyje kawalerii, która otoczy francuską piechotę, zaatakuje jej tyły i rozproszy. Armaty ? Ten atut Francuzów, zdaniem Juana, zostanie zniwelowany za pomocą wypowiedzenia im bitwy w otwartym polu. Armaty były dobre do kruszenia murów twierdzy, ale w szczerym polu, zdaniem Juana, będą bezużyteczne, bo cięzko będzie kulom trafiać w szybko przesuwające się szeregi wojsk rzymskich. Rodrigo jest pełen uznania dla tego planu, Cesare też, oddając, z trudem, racje ojcu, ze kierowanie wojskiem powierzył bratu, a nie jemu samemu, o co Cesare niejednokrotnie prosił.

      W międzyczasie Giulia Farnese, przebywająca z misją u Sforzów [odc 7] odkrywszy, ze Lukrecja jest w ciąży [odc 7] planuje ucieczkę, razem z nią. Wtajemnicza w to Paolo, kochanka Lukrecji, który szykuje im kobyły, i obie rankiem dają dyla. Mąż Lukrecji, Giovanni Sforza, jest wściekły, obija co nieco Paola za to że pomógł zwiać jego żonie, a młodzieniec jeszcze bezczelnie mu cedzi prosto w twarz "twoja żona, panie, nie mogła już na ciebie patrzeć, tak samo zresztą, jak ja". Pewnie Paolo powędruje do krainy wiecznych łowów.

      W drodze do Rzymu, Lukrecja i Giulia napotykają przednie straże wojsk francuskich. Zostają zatrzymane i prowadzone przed oblicze francuskiego króla. Nie kryją swojej tożsamości, a co więcej - obie świetnie wiedzą, o co się toczy gra, i że Karol idzie na Rzym. Postanawiają pomóc swojej rodzinie, w sposób, jaki kiedyś Giulia sama Lukrecji sugerowała, jako pomysł na wywieranie wpływu na mężczyzn - za pomocą urody i uroku osobistego.

      Karol dostaje info o tym, ze "pojmano córkę i kochankę papieża Borgii" - dziwi się niueco i rzuca 'on ma kochankę ? co za hańba" :], ale za chwilę przymierza się do mycia dzioba, patrzy w wodę i pyta sam siebie "dlaczego ja nie mam kochanki ?" ;]

      Lukrecja i Giulia dostają swój własny namiot, są traktowane z atencją, zaproszeone na kolację, a przed kolacją odwiedza je kardynał Della Rovere. Obie traktują go z lekką złośliwością, sugerując, że prowadza się z żołdakami, bo i sam ma zapędy żołnierskie, a nie duchowe, że "odwrócil się od Boga' [skoro uznawać, że papiestwo zdobyte na drodze bezczelej korupcji, to nadal byt "nadany z boskiej woli"... ;)]. Kardynał broni się, że chce zmiany na papieskim tronie nie z powodu własnych ambicji, ale dlatego,ze Borgowie grzeszą rozpustą i materializmem.

      POdczas kolacji Lukrecja adoruje z wdziękiem francuskiego króla, zupełnie go sobie owijając wokół palca. Karol uczesał się, umył, jak przedtem przypominał buldoga, tak teraz upodobnia się raczej do spaniela z nadwagą, a wobec Lukrecji zachowuje jak nieśmiały zahipnotyzowany jej wdziękiem student :] Ona zaś żartuje sobie, czasami dotyka jego dłoni, kokietuje, a potem wróży z tafli wina w pucharze, kto wygra bitwę o Rzym - wróżba dla Karola nie jest najlepsza,
      ale przy okazji zostaje on nazwany "przystojnym", więc i tak pęka z dumy i przewraca oczami ze szczęscia. Wszyscy pozostali przy stole są oczarowani Lukrecją i jej charmem, z wyjatkiem Della Rovere, który jej, w gruncie rzeczy, kiczowate lekko kokietowanie ogląda z irytacją "jak też ci Francuzi są niepowazni, ze dają się na tak grubymi nićmi szyte historyjki nabierać" :]

      Karol zaprasza LUkrecję i Giulię na bitwę, dnia nastąpnego. Oczywiście w odpowiednio bezpiecznym miejscu, jako obserwatorki.

      Tak więc, stają naprzeciw siebie obie armie. Rzymska zupełnie przetraszona, francuska jak stary wiarus doświadczony licznymi bojami. Juan stojąc na czele swojego wojska nie wie nawet,ze to do niego należy danie sygnału do ataku :] KOmiczna scena.

      za moment żarty się kończą.
      Oto biorą w łeb rachuby JUana związane z użyciem armat przez Francuzów. Karol wpadł na koncept, aby używać ich w otwartym polu z pewną modyfikacją : dwie kule są razem połączone łańcuchem, co sprawia, że nie lecą sobie wprost i na oślep po linii prostej, skutkiem czego ruchliwe wojsko może ich uniknąc, albo zbagatelizować straty - połączone łańcuchem lecą sobie ruchem wirowym i nie musza trafiać bezpośrednio, po prostu... łapią w łańcuch żołnierzy i przecinają ich na pół.
      I tak też to działa.
      Scena jest naturalistyczna bardzo, a cięte na pół ciała fruwają w powietrzu.
      Rzymianie się zszokowani skalą i brutalnością ataku.

      Karol pyta Lukrecję, jak jej sie widzi jego sztuka wojenna, a ona na to, ze : "zbyt cięzkie rany zadaje". I prosi Karola, żeby na chwilę przerwał ostrzał.Niespodziewanie wyjeżdza zza szeregów francuskiego wojska i jedzie ku Rzymianom. Zauważa ją Juan. Spotykają się w połowie drogi. Lukrecja stanowczo przedstawia mu sytuację : Francuzi trzymają nas jako jeńców, ale to szczegól : jedyna szansa na przeżycie, to odstąpienie od walki, i otwarcie dla Francuzów drzwi miasta, niech jadą dalej, do Neapolu. Inaczej grozi Rzymowi klęska. Ale : co z papiestwem ? wszak cele Francuzów, to i korona Neapolu i obalenie papiestwa. Tutaj Lukrecja zdaje się sama ma dla siebie rolę do odegrania, bo w rozmowach z nią Karol wydaje się dopuszczać możliwość zachowania tronu watykańskiego dla Borgiów, a zatem odmowę kardynałowi Della Rovere.

      Juan zżyma się na słowa siostry. Ona wraca na swoje miejsce i kominikuje Karolowi, że "Rzym zaprasza cię, królu, w swoje progi", a Juan.. czeka jeszcze moment i daje sygnał do odwrotu. WOjska papieskie wracają do Rzymu, i tak jak były żegnane okrzykami nadziei, tak teraz witane są z niepokojem, bo w końcu... poddali się, za chwilę wlezie do miasta okupant, który w Lucco urządził jatkę na sto dwa... Cesare, wraz z Micheletto, patrzą z balkonu na powracającą armię, Cesare szuka wzrokiem jakichś jeńców francuskich, ale Micheletto uświadamia go "oni wracają, bo przegrali, poddali się".

      Rodrigo nie ma pretensji do Juana, który tłumaczy całą sytuację, i sugeruje,ze "nie było innego wyjścia".

      Zamiast panikować, spotyka się ze swoim spowiednikiem [Rafaelem].
      Utyskuje, ze został sam, opuszczony i nie wie, jak ratować siebie, rodzinę, innych ludzi, że Bóg wystawia go na zbyt cięzką próbę itd. I w pewnym momencie przychodzi mu do głowy doskonała myśl... a gdyby tak pokazać się tym francuskim barbarzyńcom w skromnym, wręcz nędznym ubiorze ?

      Co za idea :] Rodrigo zdejmuje po kolei te swoje złote łańcuchy, szaty za miliard dolców, laczki z krokodyla i...


      • grek.grek "BOrgiowie", 8 odcinek 29.10.12, 14:07
        ... i zakłada prostą mnisią włosienicę, zwykły drewniany krzyżyk na zwykłym rzemieniu wokół szyi, zwykle proste sandały, zwykła zbolala twarz i jeszcze zwyklejsza fryzura nieuczesana... Normalnie, nie papież\-zbytnik i rozpustnik, a... święty mąz, skromniś, uduchowiony skromny do bólu mnich :]

        Kumaty gość, nie ma co :]

        Della Rovere zdązył nagadać królowi i jego ludziom, że trzeba Borgiów obalić, bo to materialiści i rozpasańcy, a teraz krola powita taki okaz mnisiej nędzy i bidy :] haha.

        Dobre posunięcie, panie papież ;]

        Za tydzień ostatni odcinek, ale wydaje mi się, że oto mamy wyjście z sytuacji : to Rzym porzuci Neapol, ugości Francuzów, kobiety Borgiów zaczarują króla francuskiego, a papież pokaże się w sposób zupełnie wybijający z ręki atuty jego wrogom politycznym.

        a to chytrusy ;]]
      • barbasia1 Re: "BOrgiowie", 8 odcinek 30.10.12, 00:25
        Świetny odcinek. :)))

        Karol uczesał się, umył, jak przedtem przypominał bul
        > doga, tak teraz upodobnia się raczej do spaniela z nadwagą, a wobec Lukrecji za
        > chowuje jak nieśmiały zahipnotyzowany jej wdziękiem student
        :))))
        Jak to czasami mało potrzeba do szczęścia mężczyznom. :)

        Kardynałowie uciekają, jeden za dr
        > ugim, większość ucieka w dość żółwim tempie, ponieważ za dużo klejnotów, puchar
        > ów i cennej biżuterii ze sobą taszczy.
        Hahaha :)))

        > Co za idea :] Rodrigo zdejmuje po kolei te swoje złote łańcuchy, szaty za milia
        > rd dolców, laczki z krokodyla i...
        Hahaha :)))

        Jak nie mieczem, podstępem pokonać wroga. :)

        Szkoda, że już tylko jednen odcinek został.
        • grek.grek Re: "BOrgiowie", 8 odcinek 30.10.12, 13:52
          hehe, a wiesz, ze najzabwniejszą postacią jest sam Rodrigo, papież :]
          Wizualnie.
          Nie wiem, jak to wytłumaczyć, ale Jeremy Irons nadaje mu dziwny rys
          komizmu, jak jest chytry jak lis w swoich knowaniach i intrygach,
          tak i owego liska przypomina w mowie ciała.
          Nie ma w sobie widocznej bewzględności, a bywa śmiesznie spanikowany i
          zabawnie bezradny, co oczywiście uniejednoznacznia tę postać, i wydaje mi się, ze
          m.in na tym polega znakomitośc aktorskiej kreacji. TO nie jest negatywna postać,
          ma różne barwy, czasami wygląda nawet na kogoś, kto wierzy w Boga ;]

          ano prawda to, za tydzień finał serii.

          Ale, bądźmy dobrej myśli, 2 seezon zapewne Czesi mają w planach, a w międzyczasie...
          może jakiś następny hit wyświetlą ? :]
          • barbasia1 Re: "BOrgiowie", 8 odcinek 30.10.12, 17:14
            Wspaniały aktor. :)

            >TO nie jest negatywna postać
            > ma różne barwy, czasami wygląda nawet na kogoś, kto wierzy w Boga ;]
            :))

            Podobno współcześni Borgii chwalili jego ujmujący sposób bycia! I dyplomatyczną zręczność, piszą na stronie poświeconej papieżom.

            Właściwie, jak tak przyjrzeć się ich życiorysom, wielu , jak nie wszyscy spośród renesansowych papieży, to faktycznie ludzie świeccy (Rodrigo Borgia był prawnikiem, ukończył prawo w Bolonii) , którzy dzięki koneksjom rodzinnym czy swym zasługom dla Kościoła otrzymywali intratne stanowiska kościelne, początkowo stanowiska kardynała, czy biskupa, a stąd już była prosta droga do Watykaniu .

            Nasz bohater był bliskim krewniakiem papieża Kaliksta III - Alfonsa Borgii, który 25-letniego Rodriga "mianował kardynałem i legatem w Marchii Ankonitańskiej, następnie wicekanclerzem Kościoła rzymskiego i wodzem wojsk papieskich", dopiero w wieku 37 lat, jak podaje wiki , w 1468 roku Rodrigo Borgia przyjął święcenia kapłańskie, nic więc dziwnego, że potem owi papieże tak sobie lekko podchodzili do kwestii powołania, kapłaństwa, wiary, do kwestii moralności, itd.

            Czesi są konsekwentni, dbają o swojego widza, jak zaczną pokazywać, jakiś serial, to nie poprzestają na jednej serii jak to u nas bywa, to się chwali.

            :)
            • grek.grek Re: "BOrgiowie", 8 odcinek 31.10.12, 13:48
              o, widzisz, to się nawet zgadza :]
              gość wygląda na takiego, co z jednej strony ma chrapkę na gabinety i stołki, ale
              z drugiej : nie chce się wyrzekać dla nich przyjemności życia.
              skoro już to papiestwo sobie załatwił, to nie po to, żeby się umartwiać ;]

              właśnie.
              Niestety [bo jako ateista doceniam społeczną rolę, czy raczej niewykorzystany potencjał w tej materii, Kościoła], problem owej wielowiekowej kościelnej gry o stołki, o ktorej wspominasz, w której stopniowo ginęły ideały i odpowiedzialność, a górę brała pazeność i politykierstwo, doprowadziły do tego, że dzisiaj to zaufanie dla niego jest niskie. Nawet w Polandzie to zaczyna być bardzo widoczne. Borgiowie swoją cegłę do tego postępującej degrengolady przyłożyli, tak sobie imaginuję :]

              to prawda.
              i jak już biorą jakiś serial, to pokazują kolejne jego serie, czego przykładem Californication w Ct1, True Blood w Ct 2, a w Prima Cool Dexter - wszystkie 6 serii, to robi wrażenie, jak sądzę :]

              w miejsce Borgiów, w niedzielę 11/XI będą "Pillars of The Earth".
              KOjarzysz może ? [ponoć to ekranizacja powieści].
              8 odcinków.

              • barbasia1 Re: "BOrgiowie"/ "Pillars of The Earth" 04.11.12, 14:18
                No tak, ciężko zrezygnować z przyjemności życia komuś, kto całe życie z racji wysokiego urodzenia był do nich przyzwyczajony. :)

                > Niestety [bo jako ateista doceniam społeczną rolę, czy raczej niewykorzystany p
                > otencjał w tej materii, Kościoła], problem owej wielowiekowej kościelnej gry o
                > stołki, o ktorej wspominasz, w której stopniowo ginęły ideały i odpowiedzialnoś
                > ć, a górę brała pazeność i politykierstwo, doprowadziły do tego, że dzisiaj to
                > zaufanie dla niego jest niskie
                Niestety prawda.
                PS
                A po drodze w XVI wieku doprowadziły jeszcze do podtężnego ruchu reformacji.


                Borgia swoją cegłę do degrengolady przyłożył za co zdobył opinię najgorszego papieża w całej historii papiestwa. :)


                > w miejsce Borgiów, w niedzielę 11/XI będą "Pillars of The Earth".
                > KOjarzysz może ? [ponoć to ekranizacja powieści].
                > 8 odcinków.

                Nie kojarzę, nie słyszałam wcześniej.
                Opisy podają, że to serial historyczy :
                www.filmweb.pl/serial/Filary+Ziemi-2010-534068
                Przynam ,nie palę się do zapoznawania się teraz z tym serialem, choć pewnie ciekawy, mamy ostanio nadzwyczajny urodzaj różnych popozycji filmowo-serialowych, że aż głowa mała. Co oczywiście nie znaczy, że Ty nie możesz dzielić swoimi wrażeniami na temat serialu na Forum.

                :)


                • grek.grek Re: "BOrgiowie"/ "Pillars of The Earth" 05.11.12, 15:07
                  hehe, ano tak :] wybrał dobry fach, nie ma co, heh.

                  dzięki za link, Barbasiu.
                  nie wiem, czy będę go oglądał - w ogole albo regularnie,
                  zwłaszcza, że w międzyczasie Prima Cool puszcza Dextera.

                  póki co, z powodu BOrgiów, oglądałem Dexa powtórkowo [1:00 w nocy], co z
                  kolei sprawiało, że tu i tam omijały mnie fabuły, reakcja łańcuchowa :]
    • maniaczytania Mad Men / Borgiowie 29.10.12, 18:47
      Barbasiu i inni oczywiscie tez :), jesli bedziecie zainteresowani, to chetnie Wam tu streszcze pewne artykuly o tych serialach. Kupuje takie czasopismo "Ksiazki. Magazyn do czytania" wydawany przez Agore, dosyc nieregularnie i sa tam artykuly o tych kultowych nowych amerykanskich serialach, nie pamietam, czy w kazdym numerze, ale kojarze, ze na pewno w 1 bylo o Madmenach (bo nawet go po ktoryms z odcinkow przeczytalam ;) ), a w 3 o Borgiach.
      Jak bedziecie chcieli, to przejrze je i zobacze, co sie da z tego wycisnac ;)
      • barbasia1 Re: Mad Men / Borgiowie 29.10.12, 23:27
        O! Świetnie, Maniu! :) Słyszałam o tym czasopiśmie, niestety nie miałam w rękach jeszcze żadnego numeru. Dobra to rzecz?

        Interesują mnie oba artykuły, ale jeśli mogłabym wybierać kolejność, to w jako pierwszy chciłałabym poznać tekst o "Mad Men", o "Rodzinie Borgiów" czytaliśmy już co nienico w "Przeglądzie". więc nie ma pośpiechu.
        Czekam zatem cierpliwie, Maniu.


        :)
      • barbasia1 Re: Mad Men / Borgiowie 30.10.12, 00:14
        O! Świetnie, Maniu! :) Słyszałam o tym czasopiśmie, niestety nie miałam w rękach jeszcze żadnego numeru.

        Interesują mnie oba artykuły, ale jeśli mogłabym wybierać kolejność, to w jako pierwszy chciłałabym poznać tekst o "Mad Men", o "Rodzinie Borgiów" czytaliśmy już co nienico w "Przeglądzie". więc nie ma pośpiechu.
        Czekam zatem cierpliwie, Maniu.


        :)
      • grek.grek Re: Mad Men / Borgiowie 30.10.12, 15:57
        zgłaszam zainteresowanie Twoim wyciskaniem ;:]
        • pani_lovett Re: Mad Men / Borgiowie 30.10.12, 16:14
          grek.grek napisał:

          > zgłaszam zainteresowanie Twoim wyciskaniem ;:]

          Streszczaniem! Wyrażaj się Pan elegancko przy damie! :))
          • siostra.bronte Re: Mad Men / Borgiowie 30.10.12, 16:16
            Ale to Mania sama zaczęła :))
            • barbasia1 Re: Mad Men / Borgiowie 30.10.12, 17:19
              No tak, Mania obrazowo rzecz ujęła.
              I ja sobie sobie wczoraj wyobraziłam wyciag z artykułu (podobny do wyciągu z dziurawca, który czasem piję, jak mam problem z żołądkiem).


              ;)
              • maniaczytania Re: Mad Men / Borgiowie 30.10.12, 19:31
                Uwielbiam Was wszystkich :)))

                Nawet nie wiecie, jak mi ten watek czasem humor poprawia ;)))
                • siostra.bronte Re: Mad Men / Borgiowie 31.10.12, 16:04
                  Podpisuję się:))
                  • barbasia1 Re: Mad Men / Borgiowie 31.10.12, 23:43
                    Cieszę się bardzo, że do nas dołączyłaś, Bronte! :)))
                    • siostra.bronte Re: Mad Men / Borgiowie 01.11.12, 12:54
                      :)))))))
                • barbasia1 Re: Mad Men / Borgiowie 31.10.12, 23:37
                  Lejesz, Maniu, miód na me serce.

                  Jak dobrze, że tu jesteś! :)))

            • grek.grek Re: Mad Men / Borgiowie 31.10.12, 14:12
              właśnie, nie zaznaczyła tylko, czy ofiary będą w ludziach, czy w sprzęcie domowym ;]
          • grek.grek Re: Mad Men / Borgiowie 31.10.12, 13:37
            tak jest !, Milady :]
            • pani_lovett Re: Mad Men / Borgiowie 31.10.12, 23:47
              grek.grek napisał:

              > tak jest !, Milady :]

              W takim razie, jestem kontenta, Słodziutki! ;))
    • grek.grek CAlifornication 5, odcinek 5 31.10.12, 11:48
      trochę seksu, ale za to - jakiego ;], męska golizna i atak serca.

      Moody spotyka się z Samurajem, znowu, tym razem na strzelnicy. Temat : ten sam.
      Wszak, Moody ma mu napisać scenariusz filmu, w ktorym ówże raper będzie mógł
      zagrać policaja, w stylu Eddie'ego Murphy'ego w BH Cop. Tutaj Gliniarz ma być z
      Santa Monica. Strzelają do tarczy, i wychodzi temat Kali, piosenkarki z którą romansuje
      zarówno jeden jak i drugi [yup, Hank w tym odcinku, który opuściłem, miał z nią
      randkę, o czym zaświadczał wstęp "w poprzednich odcinkach..."]. CO gorsza, Samuraj
      informuje Hanka, że Kali ma jakiegoś faceta, a w dodatku : wyprowadziła się z jego willi,
      bo "nie chce łączyć biznesu z życiem osobistym".

      Ten Samuraj, to aktor pełną gębą ;] Ma grać gliniarza, więc aranżuje nocną eskapadę
      u boku prawdziwego policjanta, żeby podpatrzeć z bliska jak wygląda policyjna robota.Zaprasza
      na tę nocną jazdę Hanka. A Hank oczywiście zabiera ze sobą Łysego, bo ten marzył całe
      życie, żeby być gliną i jeździć radiowozem.

      Hank mu ulega, po starej przyjaźni. POwitanie jest wystrzałowe : Łysego dopada od znienacka ubrany w strój policyjny Samuraj i boleśnie ustawia jak do przeszukania - wczuł się w swoją rolę wyraźnie, a w dodatku, to taki "żarcik" miał być.
      Charliego czeka cięzka noc, bardzo cięzka, i wstępne żarty, jakie sobie z niego stroją Samuraj i Hank - z powodu tego video [seria 2], na którym Charlie szaleńczo, i przekomicznie, masturbuje się w swoim biurze, za to później został wyrzucony z pracy, a ktore to nagranie trafiło do sieci - to betka przy tym, co go czeka. Samuraj próbuje Łysego naśladować krztusząc się śmiechem, zdegsutowany Łysy mu przerywa "to nie tak było - było : o tak !" i wykonuje te swoje ewolucje, z jedną ręką nad głową, jakby kręcił lassem, a drugą... mniejsza z tym, co robi drugą ;]

      Praca gliniarza jest nieciekawa. Tak po prostu Nasza trójka siedzi w aucie i liczy barany. Nic się nie dzieje. Zero akcji. A nie, przepraszam - Łysy jest bardzo żywy, kręci się na przednim fotelu, wszstkiego chce dotykać, aż mu prawidziwy glina, któremu towarzyszą, musi lać po łapach :] "Jest pan jak dziecko", zwraca mu uwagę, a Łysy ma na to minę prawdziwie zaaferowanego malca. Bardzo chciałby kogoś złapać i zakuć w dyby, rozgląda się więc gorączkowo w poszukiwanu celu takiej aktywności : mija ich auto, którego kierowca rozmawia przez komórkę. Łysy zwraca na to uwagę policajowi, a ten mu na to,że to żadne przestępstwo "nie jestem hipokrytą, sam rozmawiam przez telefon, kiedy prowadzę; jakbyśmy go zatrzymali, to by nas zabił śmiechem".

      wreszcie pada pytanie wieczoru. Samuraj do policjanta : zabiłeś kogoś na służbie ? ten im sprzedaje historię o jakiejś jatce, w której brał udział. Zabił dzieciaka, przez pomyłkę, myślał, że ma on broń, a to był IPod. Łysy jęczy ze strachu, "mój syn ma IPoda, zabronię mu go nosić". Generalnie słuchają w skupieniu, a na końcu dowiadują się od niego, że... żartował. "NIgdy nie wyciągnąłem w pracy pistoletu z kabury", mówi im śmiejąc się. Chwila ciszy i Hank rzuca grobowym głosem "TO zupełnie inaczej niż Charlie...", znów nawiązujac do masturbacyjnych popisów Łysego, i obaj z Samurajem na tylnym siedzeniu próbują te Łysego wygibasy naśladować ryjąc ze śmiechu.

      Wreszcie przerwa, jedzą pączki w restauracji. "twoja robota, to szajs", mówi wprost rozczarowany Samuraj do policjanta. Wtóruje mu MOody. Na co policjant "a czego się spodziewaliście ? jeżdzę, krecę się, zaglądam po zaułkach, jadam pączki... spróbujcie wykazać więcej dziecięcego entuzjazmu, jak wasz kolega } I wtem... gliniarz zaczyna się dusić, ma atak serca,pada na podłogę, Łysy dzwoni po karetkę...

      Gliniarza zatem odwieźli, ale... policyjna bryka została, a Samuraj ma na sobie strój policaja i... kluczyki do tego auta :]

      No i cała trójka rusza w miasto policyjnym autem. Hank zabawia się megafonem i krzyczy z niego na przypadkowych kierowców, Łysy wszystko maca, a Samuraj chętnie by tu komuś nakopał w szmaty.

      Nawet ma pomysł - komu :] Temu kochasowi jego Kali. Zaczajają się pod klubem. Ona z niego wychodzi, w towarzystwie kolegi, wsiadają w samochód i odjeżdzają. A Wielka Trójka za nimi. I za moment włączają koguta, Hank komicznie piskliwym głosem przez megafon każe im się zatrzymać. Kali nie rozumie, co jej znajomi robią w policyjnym samochodzie i w ogole. Hank zabawia ją rozmową z jednej strony auta, a po drugej : Samuraj od razu zabiera się do przeszukiwania jej chłopaka. Oczywiście, jest możliwie jak najbardziej agresywny, pyta go "pewnei chciałeś się jej dobrać do majtek, co ?", na co tamten odpowiada z nonszalancją "nie ukrywam, ze taki mam plan, i myślę, że jestem bardzo blisko realizacji", za co Samuraj wali go policyjną pałką w nogę i rzuca na kolana. W tym momencie chłopak poznaje Samuraja, jakby nie było gwiazdę rapu i to być może ratuje mu skórę, jak również interwencja Kali.

      Tymczasem biedny Łysy siedzi w aucie. Nie sam. Chwilę wcześniej panowie mieli rozmowę z prostytutką, Samuraj udając gliniarza pytał "jak tam na ulicy ?", a ona, że ją nogi bolą, na co dżentelmeński Łysy zaprosiłł ją do auta. Kiedy Hank i Samuraj idą rozprawiać się z Kali i jej chłopakiem, córa Koryntu zaczyna komplementować Łysego, ujęta jego manierami, aż wreszcie propoonuje mu oralne przyjemności, i to za darmo. Charlie nawet nie zdąza się zastanowić, ale... jest nieźle, a jego okrzyki są radosne :] Ujęty sytuacją zaczyna obmacywać swoją dobrodziejkę i... natrafia na męskie urzędzenie w jej majtkach. Transseksualista :] Łysy panikuje, krzyczy, nie moze się wydostać z uścisku... jego... jej... cholera - JEGOŻ :]]... ust ! Maca bezradnie rękoma przed sobą... jej... jemu... JEMUŻ zsuwa się z głowy peruka ukazując łysą jak kolano czaszkę... KOszmar. Łysy drze sie wniebogłosy z trwogi :]]

      Kiedy Hank i Samuraj, puściwszy Kali z jej kochankiem wolno ;], wracają do auta Łysy dzieli si,ę z nimi swoją wstrząsającą historią, haha. Oczywiście, rozbawia ich do łez, a sam leży na tylnym siedzeniu, w pozycji embronalnej, człowiek po traumie, a oni jeszcze z niego się nabijają.

      Hank dostaje telefon. Dzwoni Tyler, chłopak Beccy. Prosi, zeby Hank szybko przyjechał "to zobaczy coś niesamowitego". Moody z resztą ferajny jedzie pod wskazane miejsce i co widzi... Richard, nowy facet Karen, tańczy na golasa na stole w kawiarni. Tam - na golasa... Na golasa, ale swoje męskie przymioty chowa między zaciśniętymi udami i udaje powabną dziewoję ;] Pamiętasz, Barbasiu, początek 3 serii i przyjęcie w domu dziekana ? :] NO to jest ten sam dokładnie numer w wykonaniu Richara.

      Ludzie patrzą w ciszy, skonsternowani, Becca z grobową miną, Karen pali się ze wstydu... Samuraj patrzy zadziwiony... Hank składnia Richarda do zejścia z kontuaru, rozmawia się z nim, próbuje jakos opanować sytuację, chce go ubrać w swoją kurtkę, Richard wyraźnie świetnie się bawi, mówi Hankowi, że "ne ma to jak pierwsza powieśc, jak ją kończyłem, to miałem erekcję, i ilekroć ten moment sobie przypominam, to mam erekcję.... słuchaj, własnie się zbliża, zaraz nie schowam GO między nogi, bo nie bedę mógł..." ;] Ten alarmujący komunikat, nomen omen - stawia co niektórym włosy na głowie, ale Richard chwilę kontempluje, chwilę jeszcze rozkłada ramiona w kołyszącym tańcu, a potem zrywa się i wybiega z lokalu, żegnany - wprawdzie nielicznymi, ale dobrze słyszalnymi brawami klientów. Ciekawe, za odwagę, czy za to, ze wreszcie sobie poszedł ? ;]

      Tymczasem Tyler, chłopak Beccy, patrzy na Samuraja, na Hanka i nagle kojarzy ich obu. "Hej, to ty mi złamałeś nogę", rzuca do Samuraja, na co ten sugeruje, ze zaraz może mu drugą złamać, skoro tak dobrze mu idzie rehabilitacja pierwszej. Wtedy Tyler pyta Hanka, czy zna Samuraja. Hank, ze wcale. Na co Samuraj woła go po imieniu, jak starego kumpla... Becca i Karen wszystko słyszą. Becca pyta, czy ojciec miał coś wspólnego z połamaniem nogi jej chlopakowi, Hank składa się do odpowiedzi, ale wyręcza go Samuraj "nie miał nic, ale ja wiedziałem czego on chce".
      • grek.grek CAlifornication 5, odcinek 5 31.10.12, 11:54
        No i Becca znów jest śmiertelnie obrażona na starego, podobnie jak Karen.
        "wielkie dzięki", kwituje kwaśno sytuację Hank. Jego położenie pogarsza jeszcze
        fakt, ze chciał Samuraja, którego ofk "nie zna" ;], bronić sugerując, że Tyler
        "to na pewno rasista i za to oberwał", haha.

        Nic to, Hank i Samuraj odpalają auto, rzucają dowcip o "Charliem i transwestycie
        robiącym mu laskę", poprawia im się humor, Łysy wyje na tylnym siedzeniu
        dwa razy głośniej ;] - ruszają dalej. Widzą Richarda biegnącego nago ulicą.
        Zatrzymują się przy nim : "podwieźć cię ?" - "a chętnie skorzystam" i wsiada
        do tyłu... Pewnie dla Łysego to kolejny szok, hehe.

        NIe ujeżdzają daleko... rozlega sieę syrena policyjna i wezwanie do zatrzymania się,
        skierowane do nich :]

        koniec.

        świetny odcinek, Evan Handler, Charlie alias Łysy - po prostu przezabawny.
        • barbasia1 Re: CAlifornication 5, odcinek 5 01.11.12, 00:31
          Tak, pamiętam dobrze pocztek serii 3. R przyjęcie w domu dziekana i Richarda latającego na golasa i jego popisowy numer. ;)) Coś czuje, ze stracił sporo punktów u Karen na korzyść Hanka.

          Evanowi Handlerowi, Charliemu alias Łysemu w każdym odcinku trafiają się same trudne przypadki, he,he.

          Dzięki! :)
          • barbasia1 PeeSy filmowe i około Świąteczne 01.11.12, 13:42

            forum.gazeta.pl/forum/w,14,139101884,140088059,_Spirala_.html
            :)
            • barbasia1 Re: PeeSy filmowe i okołoświąteczne 01.11.12, 13:43
              /koreta/
              • barbasia1 Muzycznie - Adele "Skyfall " 01.11.12, 13:48
                www.youtube.com/watch?v=Cs2_Ws0G45w
                /z polskim tłumaczeniem!/

                :)
                • grek.grek Re: Muzycznie - Adele "Skyfall " 01.11.12, 15:48
                  dzięki :]
                  bardzo bondowski kawałek, przypomina klimatem Goldeneye, który chyba Tina śpiewała.

                  swoją drogą, nie tak dawno w CT oglądałem kawałek koncertu Tiny sprzed roku... nie wiem, ile
                  ona ma lat, 85 czy 126... niewazne - laska niemożliwa :]
                  • barbasia1 Re: Muzycznie - Adele "Skyfall " 01.11.12, 16:01
                    Hahaha! :)
                    O! To Tina jeszcze koncertuje!? To jest Superwoman! :)


          • grek.grek Re: CAlifornication 5, odcinek 5 01.11.12, 15:46
            docieram powoli do heretyckiego wrażenia, że Łysy w niezrównanej kreacji Handlera zaczyna
            kraść Hankowi alias Duchovnemu całą tę serię, o ile już IV mu nie zakosił ;]

            you welcome :]
            miałem kiepskie rokowania na tę 5 serię, a tu proszę : same pozytywy.
    • grek.grek "Gainsbourgh, [Vie heroique]" z CT2, 01.11.12, 13:51
      W CT2 wczoraj wyświetlali.

      Serge Gainsboburgh, czyli paryska ikona, kompozytor, muzyk, enfant terrible.

      Biografia, jak już mówiliśmy, rzadko kiedy wychodzi sensacyjnie i zupełnie nieprzewidywalnie,
      zwykle polega na odbębnieniu paru[nastu] epizodów z życia danej postaci, jakimśtam zahaczeniu
      o główne rysy jej charakteru, w otoczeniu epoki historycznej, w której to żyła, albo i nawet tworzyła.

      z "Gainsbourgh, Vie heroiique", jest mniej więcej podobnie.

      A więc dzieciństwo, w Paryżu pod okupacją niemiecką, oznakowanie żołtą żydowską nalepką przez faszystów; pod okiem ojca : frustrująca go wówczas nauka gry na fortepianie, pasje malarskie, potem, już po wojnie : muzykowanie do kotleta w kawiarni, aż do przełomowego występu podczas którego Serge włazi na scenę, śpiewa swoją autorską piosenkę, czym zaskarbia sobie uznanie akurat przebywającego w lokalu Borisa Viana i całej publiczności zgromadzonej w klubie; a dalej : pisanie dla kolejnych swoich muz, romans z Brigite Bardot; hit, który zapewnił mu rozgłos w całej Europie, wówczas skandalizujący i w wielu krajach zakazany [m.in we Włoszech, Szwecji, HIszpanii, na Wyspach] : "Je t'aime...moi non plus", który wymruczał i wystękał z Jane Barkin, z którą zresztą także był związany; później kolejna chryja, kiedy przerobił Marsyliankę na kawałek w rytmie reagge, za co omal nie został zlinczowany przez wściekłą ciżbę.

      W międzyczasie : pojawiają się dzieci ze związku z Jane, umiera jego ojciec, co Serge odreagowuje popijawą, a potem ostrym koncertem w jakimś klubiku - jakiś czas później zdycha jego pies, Serge płacze nad jego padliną, a matka mówi mu "płaczesz nad głupim psem, a własnego ojca nawet nie pożałowałeś" : nie miała biedaczka pojęcia, że faceta nie jest łatwo rozgryźć :]. Trunki. Papierosy odpalane jeden od drugiego. Noce zarywane z dziewczynami, w klubach, przy fortepianie, na paryskich bulwarach... Serge nie prowadził higienicznego stylu życia, żadna z jego partnerek nie wytrzymywała tempa. Z czasem traci kontakt z dziećmi, wreszcie Jane je zabiera, kiedy odchodzi, a Serge leczy frustrację z jakąś Azjatką.

      Interesujacym zabiegiem jest tutaj dodanie Serge'owi animowanego towarzysza życia. Jest wysoki, chudy, w płaszczyku z kołnierzem wysoko postawionym, ma ogromne uszy i gigantyczny nos. To Serge'owe alter ego : śmiałe, prowokacyjne, popychające do przekraczania barier, być może osobowośc ukształtowana w dzieciństwie, które zajmuje pierwsze pół godziny filmu. Już w pierwszej scenie, mały Serge siedzi z rówieśnicą na plaży, i pyta : mogę cię wziąć za rękę ? na co ona : nie, jesteś zbyt brzydki, i odchodzi. Ale Serge był
      za mały, żeby sobie wziąć do serca tę odmowę. Po co sobie zawracać głowę małolatą, skoro jest do wyhaczenia lepsza sztuka :]

      Ruda, piękna i seksowna 20-tka ;] A ściślej : modelka pozująca do aktów dorosłym adeptom malarstwa w jednej z paryskich szkółek. Mały Serge maluje tam martwą naturę, ale że w tym samym pokoju, za jego plecami pręzy się naga modelka dla dorosłych pędzlarzy... co chwila się ku niej odwraca, ona się do niego uśmiecha, a później, w "szatni", on ją prosi, żeby mu pozowała do nagiego aktu, na co ona : dlaczego miałabym to zrobić ? a on : bo jestem na tyle odważny, żeby cię o to poprosić. Drogie Panie, odmówiłybyście na jej miejscu takiemu uroczemu zuchwalcowi ? ;]

      Zresztą, kiedy on ją prosi,zeby zdjęła stanik, ona znów pyta : a dlaczego mam to zrobić ?, a on jej na to : bo nie umiem namalować stanika, ale za to świetnie radzę sobie z rysowaniem damskiego biustu :]

      To właśnie prawdziwy Serge/ CHłopiec uciekający w rysowanych przez siebie obrazkach w świat wyobraźni, będący w nim kimś innym, nie "piekniejszym", ale ciekawszym, mądrzejszym, intrygującym. Jego uszato-nosate alter ego, z pewnością także wyrażające w niemy sposób jego żydowskie kompleksy czy może świadomośc pochodzenia [z wszelkimi tego konsekwencjami], jest wygadane, bystre, dowcipne, ciągle mu przygaduje i skłania do wchodzenia w nieznane, do pokonywania słabości, do wiary w siebie. W którymś momencie, na fotelu i fryzjera, Serge i jego animowany towarzysz, stają się jedną osobą. TO wtedy Serge przestaje panować nad drinkami, ilością wypalanego tytoniu i w ogole nad własnym życiem, staje się bardziej kreatywny niż kiedykolwiek, ale jednocześnie także zupełnie traci z oczu swoje prywatne życie. Wywołuje z pomocą muzyki skandale obyczajowe, "plugawi" narodowy hymn, zakłada czarne okulary i nosi kilkudniowy zarost, zupełnie zmienia wizerunek wewnętrzny i zewnętrzny. Kiedy ląduje w szpitalu z powodu problemów z sercem, bierze za telefon i dzwoni do gazety, żeby ją anonimowo poinformować o całym wydarzeniu, a kiedy przybiega kilku dziennikarzy z kamerami, przyjmuje ich w nonszalanckiej pozie, w piżamie, paląc, z drinkiem w garści, i na pytanie, jak zamierza zadbać o swoje podupadające zdrowie, odpowiada : zrobię to, zwiększając ilośc wypalanych papierosów i wypijanego alkoholu. Kiedy wybucha skandal z przeróbką Marsylianki, którą wykonał niemal ad hoc, z grupą rastamanów, zostaje zaatakowany przez tłum oburzonych ludzi, w tym jakichś kombatantów w czerwonych beretach - ledwie się przez te wzburzone fale ludzkie przeciska, chroniony przez policję i bodyguardów. Ale nie ucieka, zatrzymuje się i wygłasza do tej gromady przemówienie, zapewnia o swoim szacunku dla kraju, o czystości intencji, aż wreszcie... intonuje ten hymn, na właściwą nutę... skonsternowana ciżba milknie, wyzwiska przestają się sypać i po chwili wszyscy, wzruszeni niemalże, śpiewają razem z nim,a na koniec żegnają go brawami. Miał styl, nie ma co :]

      "Klimt sypiał z modelkami, a dopiero później je malował"- słowa jego pierwszej dorosłej modelki i kochanki zaważają na jego relacjach z kobietami. Najpierw z nimi romansował, a dopiero potem pisał, poznawał je i dostosowywał do ich temperamentu i charakteru uczuć, jakie go łączyły z nimi - styl muzyczny i tekst. Film jest gęsto usiany autentycznymi nagraniami Serge'a i "jego" piosenkarek.

      Kiedy Gainsbourgh idzie do domu młodej France Gall, żeby zapropoonować jej nagranie wspólnego utworu, wita go jej ojciec, kierujący jej wyborami zawodowymi. Serge przychodzi w... dwóch osobach : razem ze swoim alter ego. I ten spokojny, uczesany Serge idzie rozmawiać z France, a jego śmiałe i wyszczekane alter ego z jej ojcem. MOżna założyć, że rozmawiał z obydwojgiem osobno, ale na innych rejestrach. Tutaj jest to pokazane zabawnie, jako osobne rozmowy, ale odbywane w tym samym momencie, w jednym pokoju, po których France śpiewa jego piosenkę, żywą i energiczną, bujając się solidnie do taktu.

      Gdy przyjmuje zaproszenie od Juliette Greco, idzie również rozdwojony... U progu wita ich... mówiący kot piosenkarki. Oczywiście : czarny. Tak jak Greco : zawsze na czarno. W tej wersji, wszelako, z seksownie odsłoniętymi plecami z łańcuszkiem przerzuconym z dekoltu na grzbiet. Mieszkanie jest tajemnicze, nastrojowe, klimatyczne, a sama Greco piękna jak bajka. Kiedy ludzki Serge gra dla niej kawałek muzyczny na fortepianie, jego animowane alter ego porywa ją do intymnego tańca, na co ludzki Serge przerywa granie, daje po łapach animowanemu, sadza go do grania, a sam rusza do tańca z Greco. Ostatecznie, wizyta kończy się sceną, bo na miejsce przybywa jego aktualna, zazdrosna, kochanka, jakaś blondynka z zaciętą twarzą :] Wtedy jeszcze Serge dawał się zamieśc pod pantofelek :]

      Bardot jest chyba najsłabiej pokazana, jako dość prosta blondyna z huraganem blond loków, wywijająca w prześcieradle tancory przy fortepianie, na którym gra dla niej Serge. O ile Greco dostała się Annie Mouglalis, i urodziwej i utalentowanej, o tyle do roli Bardot zaangażowana została modelka, Leaticia Casta i to nie był dobry wybór. Bardot jest zbyt siermięzna i widać, ze nie jest naturalną blondynką ;]

      najzabawniejsza jest tutaj scena, kiedy przez telefon ojciec Serge'a [rodzice bardzo mu kibicowali] dowiaduje się, ze syn chodzi z Bardot i dostaje "pomieszania zmysłów"...
      • siostra.bronte Re: "Gainsbourgh, [Vie heroique]" z CT2, 01.11.12, 14:21
        O, chętnie zobaczyłabym ten film! Przyznam, że mam słabość do Gainsbourga.
        Jego cynizm, skłonność do skandali to tylko maska ukrywająca niesamowicie wrażliwego człowieka. Podziwiam go za to, że ze swoich słabości uczynił siłę.

        Tutaj dwie piękne piosenki Serge'a:

        www.youtube.com/watch?v=lw2hCK3zfZI
        www.youtube.com/watch?v=4DzNQPkGmeA&list=FLQ2Oq7WfOSxDLBwqKY8CF1A&index=119&feature=plpp_video
        • grek.grek Re: "Gainsbourgh, [Vie heroique]" z CT2, 01.11.12, 14:27
          świetne, teraz się tak nie pisze, no i te skandale... dzisiaj nie do pomyślenia, żeby z jakichś stęków-jęków w piosence robić halo... dzisiaj poł świata tańczy jakieś dziwne głupstwa pewnego podtatusiałego młodego KOreańczyka - o tempora :].

          pardon, za to "h" na końcu nazwiska człowieka , no włazło mi do głowy i nie chce wyjść.
          niestety, edycja jest niemożliwe, więc pozostaje jakoś to zdzierżyć jakoś, pociesza mnie, że
          możliwe, iż to ja będę miał z tym największy problem, heh.
          • siostra.bronte Re: "Gainsbourgh, [Vie heroique]" z CT2, 01.11.12, 14:34
            Taktownie przemilczałam ten błąd w nazwisku :)
            • grek.grek Re: "Gainsbourgh, [Vie heroique]" z CT2, 01.11.12, 15:50
              podziwiam, Siostro :]

              ja bym sobie osobiście krzywdę zrobił, gdybym miał czym.
              na szczęście, albo nieszczęście, wszystkie noże mam tępe, a
              pistoletu od Ruska z bazaru nie chciałem kupić ;]
              • barbasia1 Re: "Gainsbourgh, [Vie heroique]" z CT2, 01.11.12, 16:13
                > pistoletu od Ruska z bazaru nie chciałem kupić ;]

                Taka okazja zmarnowana! Teraz Ruskich już nie ma na bazarkach. :/
      • grek.grek "Gainsbourgh, [Vie heroique]" z CT2, 01.11.12, 14:22
        ... szalej więc po pokoju, wykrzykuje we wszystkich intonacjach swiata "Bardot, Brigitte,Brigitte Bardot !", jego żona patrzy ze śmiechem, a on pląsa, imituje jakieś tańce, zupełnie jakby Serge zrobił coś w imieniu ich obu, a nie dla siebie ;] Potem zresztą dochodzi do spotkania jego rodziców z BB.

        Ojciec wydaje się ciepłym czlowiekiem, stojącym zawsze po stronie syna. W dzieciństwie pędził go do nauki gry na fortepianie, czy tam pianinie, Serge nie rozumiał tego, traktował ojcowskie zabiegi jak jakąś karę, ale - koniec końców : przydało mu się, najpierw jako środek zarobkowania, a potem : instrument przy którym, na ktrym, realizował swoje artystyczne osobiste wizje. Matka była Rosjanką, generalnie jej postać zajmuje mniej miejsca, i to śmierć ojca zostaje tutaj zaznaczona jako ważne zdarzene, śmierć matki pojawia się tylko w jakimś monologu, przelotnie wymieniona.

        W ostatniej scenie, mały Serge wciąz siedzi na plaży z tą rudowłosą modelką. Zupełnie jakby nigdy się stamtąd tak naprawdę nie ruszył, był tylko on, kobieta i wyobraźnia. Dlaczego, skąd się wziął, z tego przebojowego malcn ten spokojny młody Serge, który potrzebował swojego drugiego ja, żeby epatować pewnością siebie, pisać piosenki, podrywać piękne kobiety i nie żałować sobie... środków dopingujących ? no własnie, tutaj brakuje wyjaśnienia, i wg mnie jest to istotna wada tego filmu, a jeśli nawet nie filmu, który jest dobrze nakręcony i ma atmosferę, to portretu bohatera, czyli scenariusza.

        Eric Elmosnino, który gra Serge'a, rozkręca się powoli, by w drugiej połowie filmu dać naprawdę, wg mnie-laika, świetne aktorstwo, do tego jest doskonale ucharakteryzowany i naprawdę podobny do oryginału. Serge w jego wykonaniu ma jakiś męski charm, a jednocześnie pozostaje wrażliwym artysta, odkrywającym w kobietach ich prawdziwe "ja", interesujący się ich duszą i emocjami, na równi z ich ciałem.

        Owe kobiety u jego boku - rózne, wyraziste w tej inności, i nawet jesli Bardot zostaje skrzywdzona, bo sprowadzona do seksbombki : to generalnie ma to rece i nogi, Anna Mouglalis, Lucy Gordon [Jane Birkin] i MYlene Jampanoi [Bambou] wystarczają aż nadto.
        chociaż... romans z Bardot był jedną z 3 rzeczy, które powinny być tutaj najważniejsze, w
        tej sferze publicznego istnienia bohatera, więc zepsucie tego wątku - trochę jednak waży
        w kontekście całokształtu.

        słowem : dobry film, z całych sił Joann Sfar ucieka od schematów, próbuje łączyć wątki bez zapowiedzi i fanfarów: BB pojawia się znikąd w zyciu Gainsbourgha, Jane poznaje wieczorem na paryskim bulwarze, najpierw zobaczywszy jej zjawiskowe nogi w sukience krótkiej, jak życie szczęśliwca, którego do ich depilowania ona wyznaczy ;], i podążywszy ich śladem, śmierć ojca przychodzi nagle, inspiracja do nagrania Marsylianki w rytmie reagge pochodzi z rozmowy z dzieciakami na jakiejś plaży, być mozę działo się to zagranicą [one pytaja, kim jest Serge, a on na to, że pisuje piosenki, one że znają tylko jedną francuską piosenkę i nucą Marsyliankę ową, a Serge na to żartem, ze to on napisał, na co one : ooo, to musisz być bardzo znany w swoim kraju ;), a cała rzecz naprowadza Serge'a na koncept, żeby hymn potraktować, jak normalną piosenkę, bez znaczeń patriotycznych], nie jest to dopisane, późniejsza scena konfrontacji z rozeźlonym tłumem może być rozgrywana na lotnisku, ale pomieszczenie jest na tyle kameralnie fotografowane, ze trudno to rozpoznać itd.

        Ciekawe pomysły animacyjne, z tym całym alter ego, ale i również z człowiekiem-warzywem. W pewnym momencie, Serge stoi przed wystawą sklepową i mówi : jestem hybrydą, pół-człowiekiem, pół-kapustą... i nagle jego głowa zamienia się w wielki kapuściany... łeb. I idzie z tym łbem do fryzjera, siada na fotelu, odłupuje kolejne liście kapusty i zostaje głowa ludzka z tymi uszami i nosem alter ego, Serge staje się wreszcie człowiekiem zintegrowaanym, co, jak wspomniałem, ma swoje skutki.

        No i dużo piosenek Gainsbourgha & piosenkarek-kochanek w oryginalnym wykonaniu.

        ale o tym już pisałem, zaczynam się dublować, więc... to tyle :]
        • barbasia1 Re: "Gainsbourg, [Vie heroique]" z CT2, 01.11.12, 18:21
          Wielki skandal Gainsbourg wywołał kolejnym prowokacyjnym teledyskiem nakręconym do piosenki "Lemon Incest' , w którym wystąpiła 13-letnia wówczas córka Serge'a i Jane Birkin Charlotte. Charlotte i Serge leży na wielkim czarnym łożu, ona ubrana jest tu w koszulkę i majtki on jest w samych tylko dżinsach. Wyglądają jak para kochanków.

          Gainsbourga oskarżano potem o propagowanie pedofilii i kazirodztwa. Próbowano doszukiwać się wątków autobiograficznych. Musiał tłumaczyć się potem mocno w mediach. a Charlotte potwierdzać, że to tylko prowokacja

          Pod tym linkiem można zobaczyć ten teledysk:
          www.youtube.com/watch?v=FnKt84AdUHA
          (Okropnie śpiewała tu Charlotte, nie sądzicie? :)

          Dwa lata później powstaje kolejny kontrowersyjny teledysk 'Charlotte For Ever', w którym Charlotte i Serge tańczą w objęciach jak para kochanków, on potem dotyka jej twarzy czarną skórzaną rękawicą
          www.youtube.com/watch?v=0g-NhUk_voc
          oraz film fabularny o tym samym tytule. Gainsbourg gra tu alkoholika, scenarzystę, który najlepsze lata ma już za sobą, a Charlotte jego córkę, z która z nim mieszka i która obwinia go o śmierć matki. Ich relacja nie jest jednoznaczna. Na koniec, jak wyczytałam ... lądują w łóżku!

          Czy postać Charlotte pojawiła się w ogóle w tym filmie?


          :)
          • barbasia1 Re: "Gainsbourg, [Vie heroique]" z CT2, 01.11.12, 18:23
            korekta:

            Dwa lata później powstaje kolejny kontrowersyjny teledysk 'Charlotte For Ever'
            w którym Serge dotyka twarzy Charlotte czarną skórzaną rękawicą, potem tańczą w objęciach jak para kochanków, ...
          • grek.grek Re: "Gainsbourg, [Vie heroique]" z CT2, 02.11.12, 13:53
            świetne, Barbasiu.
            interesujący wątek, w filmie ominięty, taktownie - jak sądzę.

            jest jedna scena, kiedy Serge śpi ze swoim psem, w pozie "na Yoko i Johna", tylko, że
            pies plecami, czy co on tam ma poniżej pleców, do niego, a Jane chodzi po łózku i
            robi im fotki. Serge jest nago. Pies też.

            Charlotte pojawia się, ale tylko jako parolatka, w kilku scenach, głównie po to, żeby
            zaraz ją matka zabrała, mimo że tata nie chce.

            Jest zaznaczona z imienia, inne dzieci nie, z tego co pamiętam, więc została
            wyróżniona, niemniej : ten wątek taty i lolity, który opisujesz - nie występuje.

            Tak sobie myślę, że film sam w sobie zalatuje sporą sympatią, jaką reżyser &
            scenarzysta w jednej osobie darzy swojego bohatera. wg mnie, ta nieskrywana
            admiracja mogła nie pozwolić na umieszczenie w scenario tej rzeczywiście
            dwuznacznej historii. Papierosy, trunki, Marsylianka w rytmie jamajskim, orgazm
            w piosence - wszystko do przyjęcia. Sugerowana pedofilia z własnym dzieckiem -
            to już krok za daleko, zdaje się, chociaż pewnie byla to prowokacja, żeby bulwarówki
            paryskie miały się czym pożywić.
            • siostra.bronte Re: "Gainsbourg, [Vie heroique]" z CT2, 02.11.12, 15:46
              No, Gainsbourg czasem przeginał (zwłaszcza pod koniec życia), ale to nie zmienia mojej sympatii dla niego.
              Przypomniałam sobie, że w "Samotnym mężczyźnie" jest scena, kiedy Charley rozmawia przez telefon z George'm, a w tle słychać piosenkę Gainsbourga "Baudelaire". Widocznie był dla niej symbolem europejskiej dekadencji :)
              • barbasia1 Re: "Gainsbourg, [Vie heroique]" z CT2, 03.11.12, 15:32
                >Widocznie był dla niej symbolem europejskiej dekadencji :)

                Coś w tym jest!

                Na pogrzebie Gainsbourga Francois Mitterand ówczesny prezydent Francji, powiedział: "Był naszym Baudelaire'em i Appolinaire'm. Z piosenki uczynił dzieło sztuki."


                www.rmf.fm/muzyka/biografia,1527,Serge,Gainsbourg.html
                • barbasia1 Re: "Gainsbourg, [Vie heroique]" z CT2, 03.11.12, 15:36
                  Serge Gainsbourg : Baudelaire

                  www.youtube.com/watch?v=qcDn7nkMuk8
            • barbasia1 Re: "Gainsbourg, [Vie heroique]" z CT2, 02.11.12, 15:56
              grek.grek napisał:

              > jest jedna scena, kiedy Serge śpi ze swoim psem, w pozie "na Yoko i Johna",[...]

              Serge jest >nago. Pies też.

              :))))))))))))))))))))))
              Popłakałam się ze śmiechu
              Ten Serge to miał pomysły.
              Fajna scena.



              Tak, oczywiście, że to była prowokacja medialna!!!
              Charlotte do dzisiaj tak twierdzi. I z nieskrywaną czułością wspomina swego ojca (odziedziczyła jego mieszkanie, które często odwiedza "szukając w nim ojca") . Zresztą w domu Serge, jak mówiła Jane Birkin, był pruderyjny, dzieci nigdy nie widziały rodziców nago. Skandale były tylko dla mediów.

              Motyw miłości lolitki i starszego pana w piosence, teledysku potem w filmie (ojca i córki) to wciąż ta sama twarz prowokatora, który wcześniej przerobił Marsyliankę i umieścił w piosence ekstatyczne odgłosy kochającej się kobiety , pary. Ale prowokacja mocno kontrowersyjna i dzisiaj byłaby.


              Charlotte , była chyba z Gainsburgiem najbliżej ze wszystkich dzieci, w dodatku współprawcowała przy głośnych projektach , można by się spodziewać ,że w filmie biograficznym poświęconym ojcu jej postać będzie bardziej wyróżniona niż tylko wymieniona z imienia.

              O Charlotte Gainsbourg, o Sergu, o Jane Birkin artykuł z WO polecam jako uzupełnienie do filmowej biografii:
              www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53581,3739069.html
              :)


              Greku, miałam zapytać, czy i w tym roku u Ciebie żywa była ta młoda tradycja halloweenowa, chodziły po domach poprzebierane dzieci ? Częstowałeś cukierkami, jak w ubiegłym roku?

              Teraz lecę, będę później!

              • grek.grek Re: "Gainsbourg, [Vie heroique]" z CT2, 03.11.12, 15:39
                hehe :]

                otóż to, prowokatorzy zwykle okazują się prawdziwie konserwatywni w domowych pieleszach, na codzień, w intymnych relacjach. Jak ktoś robi zadyme, to z góry można założyć, że
                poza "ringiem" ma skłonność do owej pruderii.

                świetnie, dzięki za link.

                haha, a to się udało :]
                Zapytałaś w tym Ojeju, a w najnowszym odpowiedziałem - w innej rozmowie z Tobą ;]

                hah, wiesz, w tym roku miałem ambitniejszy plan : chciałem ich przestraszyć, do tych
                cukierków, ale u mnie nie byli, w ogóle w moim rewirze nie chodzili, mam pewne podejrzenia, że generalnie w kraju kler się wziął za rozprawianie z Halloween i możliwe,że w tutejszej parafii
                też padły z ambony, albo na lekcjach religii, słowa krytyki, które zostały potraktowane jako przykaz, żeby halloweenowym psotom położyć kres, bardziej nawet do dorosłych, rodziców, żeby zakazali dzieciom takich akcji. Dzieciak wraca do domu, "mama, tata, a ksiądz powiedział...", potem kazanie niedzielne i przygana, że "szerzy się pogańska tradycja"... no i gotowe :]

                a jak bylo, i czy było tak jak imaginuję - nie wiem, może coś mi się o uszy obije. w kościele od 15 lat nie byłem, więc nie wiem nic z autopsji :]
                • barbasia1 Re: "Gainsbourg, [Vie heroique]" z CT2, 03.11.12, 17:12
                  Tak, a jednak na co dzień Gainsbourg był trudną osobowością, ciężką we współżyciu,
                  jak zresztą znakomita większość artystów, wybitnych osobowości .

                  > haha, a to się udało :]
                  > Zapytałaś w tym Ojeju, a w najnowszym odpowiedziałem - w innej rozmowie z Tobą ;]

                  Czyli odpowiedziałeś nie przeczytawszy mojego pytanie, tak!? A to ci historia! :)))

                  Oczywiście, przeczytałam! Tylko nie zdążyłam Ci odpowiedzieć. (moje zwoje mózgowe jak również moje raczki stukające w klawiaturę pracuj wolniej niż Twoje ;)


                  Owszem słyszałam o tym, , że biskupi występują przeciwko Halloween, apelują o nieuczestniczenie w zabawach, przebierankach, ale tylko w telewizji, tuż przed dniem Wszystkich Świętych w jakichś wieczornych wiadomościach. Natomiast u nas w kościele, żadnych tego rodzaju apeli nie było.

                  Jakoś w tym roku nie zwróciłam uwagi na halloweenowych przebierańców, pewnie gdzieś latali po mieście, po domach raczej nie, wiem natomiast, że 31 października organizowana była u nas specjalna edycja Nocnego Rajdu Rowerowego (startującego o godzinie 22.30), tu nawet zachęcano do przebierania się w halloweenowe stroje, najlepsze stroje miały być nagrodzone ( nie, nie nie wzięłam udziału w rajdzie i nie stawałam w konkursie na najlepszy halloweenowy strój ;).
                  • grek.grek Re: "Gainsbourg, [Vie heroique]" z CT2, 04.11.12, 14:59
                    coś w tym stylu wyszło :]

                    nie bądź taka skromna :]

                    ha, powtórzę zatem i teraz : myślę, że miałabyś szansę wygrać ten konkurs, gdybyś
                    miała na to ochotę, może za rok wystartujesz ?

      • barbasia1 Re: "Gainsbourgh, [Vie heroique]" z CT2, 03.11.12, 16:13
        >Interesujacym zabiegiem jest tutaj dodanie Serge'owi animowanego towarzysza życia. Jest >wysoki, chudy, w płaszczyku z kołnierzem wysoko postawionym, ma ogromne uszy i >gigantyczny nos. To Serge'owe alter ego : śmiałe, prowokacyjne, popychające do >przekraczania barier, być może osobowośc ukształtowana w dzieciństwie,[...]

        Wątek alter ego zaiste ciekawy.

        A może to groteskowe alter ego jest też wyrazem kompleksów Serge'a na punkcie wyglądu?

        Jane Birkin opowiadała, że S. przez całe życie miał kompleksy na punkcie swojego wyglądu.
        Podobno dlatego też zaczął pić – dopiero po alkoholu miał śmiałość, żeby zaprosić dziewczynę na randkę, a później zabrać do łóżka.

        Kompleks z jednej strony popychał go do przekraczania barier, z drugiej strony niszczył?

        www.youtube.com/watch?v=UdlfDTD2rs0
        • siostra.bronte Re: "Gainsbourgh, [Vie heroique]" z CT2, 03.11.12, 18:43
          Zaryzykuję twierdzenie, że źródłem artystycznej weny nader często są jakieś braki i kompleksy. A sztuka to sposób na wyrażenie siebie w sposób, w jaki ktoś nie potrafiłoby się wyrazić w "normalnym" życiu :)
          • barbasia1 Re: "Gainsbourgh, [Vie heroique]" z CT2, 04.11.12, 13:54
            Zgadzam się. Ładnie powiedziane, Bronte. :)
            • siostra.bronte Re: "Gainsbourgh, [Vie heroique]" z CT2, 05.11.12, 15:01
              Dzięki:)
        • grek.grek Re: "Gainsbourgh, [Vie heroique]" z CT2, 04.11.12, 15:11
          o, na pewno, po części także, ja odczytałem tę postać także jako
          przypominenie o jego żydowskich korzeniach, a zatem także o
          dziecięcych przeżyciach w czasie wojny, chociaż - przeciwna temu
          mojemu postrzeganiu byłaby wymowa scen, które rozgrywają się
          własnie podczas okupacji Paryża, w których mały Serge nie wygląda
          na specjalnie uciskanego i tępionego przez nazistów, a rzuca się
          w oczy raczej jego małoletni spryt, śmiałość i elokwencja.

          o proszę...

          o, to klasyk, dzięki za link, Barbasiu :] za wszystkie linki zresztą, jak zawsze, nawet
          jesli nie zawsze zostawiam pod nimi komentarz.

          nadal będę się upierał, że dzisiaj nie byłby to taki skandal, jak kiedyś... jednak jesteśmy
          w dobie internetu, dostępu masowego do pornografii, mamy za sobą z dziesięć rewolucji
          obyczajowych... wtedy to była inna, purytańska dużo bardziej, wyobraźnia. dzisiaj nie tylko
          wrażliwość się stępiła od nadmiaru bodźców, nie tylko nagie ciała wiszą na wielkich
          bilboardach, choćby z reklamami bielizny czy... czegotam dowolnego [dzisiaj golizną można reklamować nawet długopisy czy ołówki], nie tylko można już wszystko znaleźć w mediach, a nie pod kołdrą w przemycanych świerszczykach... kino poszło do przodu, wideoklipy do piosenek ocierają się o porno... Ten kawałek Gainsbourga, na tle tego, co współcześnie już nikogo nie dziwi i nie uruchamia, wręcz subtelnością sie wykazuje :]

          to prawda, ten kompleks działał w dwie strony, dodawał śmiałości, a jednocześnie
          skłaniał do, choćby, rujnowania sobie zdrowia za pomocą przesadnego dawkowania
          używek. tak odczytałem tę filmową kreację...
    • vasilip Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 7 (vol. 24) 03.01.14, 09:17
      ?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka