Gość: m
IP: *.com.pl / *.zetosa.com.pl
16.07.04, 07:58
Pożar wybuchł już dawno, a lewica dopiero teraz biegnie z sikawkami - mówi
poseł Piotr Gadzinowski (SLD) o mocno spóźnionej reakcji własnej partii na
prawicową rewolucję w telewizji publicznej. Politycy Sojuszu ospale szukają
odpowiedzialnych za zaprószenie ognia zamiast walczyć z nim.
Mam wrażenie, że my zgodnie działamy, z wiarą w słowa naszego szanownego
przewodniczącego, który zapowiedział, że w grudniu osiągniemy 15 proc.
poparcia. Czekamy na nie jak na mannę z nieba, nie zdając sobie sprawy, że
każdy procent poparcia wymaga ogromnej aktywności, ogromnej roztropności i
odwagi. Faktycznie zaniechania, na przykład w przestrzeni medialnej, są
przejawem właśnie takiego oczekiwania na mannę z nieba - uważa Krzysztof
Martens, szef podkarpackiego SLD.
Krzysztof Janik, szef Sojuszu, ma zamiar napisać list do przewodniczącej
KRRiTV Danuty Waniek dotyczący - jak mówi Bronisław Cieślak, rzecznik SLD -
"wątpliwości lewicy w sprawie tego, co dzieje się w telewizji". Zarzuty o
bezczynność polityków lewicy Cieślak odrzuca. - Nie jest prawdą, że jesteśmy
obojętni, że nie widzimy tej deklarowanej chęci do przeprowadzenia kadrowej
czystki w TVP. Tu padają konkretne nazwiska, do szeregowych dziennikarzy
włącznie. SLD przygląda się temu z narastającym zdumieniem, ale też i niejaką
bezradnością - tłumaczy. Zapowiada, że w najbliższym czasie Klub
Parlamentarny Sojuszu zwoła w tej sprawie konferencję prasową.
- List Janika będzie tylko cerowaniem skarpetek - zżyma się Gadzinowski.
- A cóż my możemy zrobić? - załamuje ręce Franciszek Wołowicz (SLD) z
sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu. - Każde nasze odezwanie się w
sprawie mediów publicznych wywołuje furię po drugiej stronie. Jak my mówimy,
to uprawiamy wyłącznie politykę, jak mówi prawica, to tylko w trosce o dobro
wspólne i publiczne media - podkreśla. - To, co się ostatnio dzieje, w sposób
jaskrawy pokazuje, że możemy zapomnieć o odpolitycznieniu publicznych mediów.
Owszem, "TRYBUNA" może coś napisze, natomiast nikt inny się o tym nie
zająknie, bo wszystkie pozostałe media mają założony plan polityczny
zniszczenia Sojuszu. Dochodzi do kuriozalnej sytuacji, że nawet związki
zawodowe działające w TVP domagają się wyrzucenia z pracy całej masy ludzi.
Związki, które powinny pracowników bronić. Wszędzie jest polityka.
Za prezesury kojarzonego z SLD Roberta Kwiatkowskiego telewizja publiczna -
co by jej nie zarzucać - lewicowa na pewno nie była. Była otwarta na kilku
prominentnych polityków Sojuszu i prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Teraz
nowe kierownictwo TVP powieli model "bezstronnej i apolitycznej telewizji"
Wiesława Walendziaka.
Według Piotra Gadzinowskiego, w sprawie telewizji powinna interweniować
sejmowa Komisja ds. Kultury i Środków Przekazu. Szef komisji, poseł Sojuszu
Jerzy Wenderlich winnych szuka w KRRiTV. - Miałem rozmaite pretensje do
Krajowej Rady. Okazało się jednak, że w samym moim ugrupowaniu zwracano mi
uwagę, że się czepiam. Dziś czarno na białym widać, dlaczego się "czepiałem" -
mówi. - Chciałbym, żeby KRRiTV zechciała dostrzec swoją rolę i skorzystać ze
swoich prerogatyw. Niektóre posunięcia kadrowe każą przypuszczać, że
telewizja staje się narzędziem politycznym. Okazuje się, że być może KRRiTV
pobłądziła powołując radęĘnadzorczą w takim składzie. Tej radzie nadzorczej
nie przeszkadzają różne polityczne posunięcia kadrowe, które są podejmowane
przez zarząd TVP. Jeśli Krajowa Rada tego nie dostrzega, a rada nadzorcza
zdaje się akceptować, to trzeba tym ciałom przypomnieć, o co powinny dbać i
do przestrzegania czego przekonać powinny zarząd tej telewizji. Przecież były
takie zastrzeżenia, że telewizja pachnie polityką. Dziś ten polityczny zapach
zdaje się być bardziej wyrazisty, a miało go nie być wcale.
Zdaniem Martensa, "w tej chwili w SLD dominują egoizm, granie na samego
siebie, rozwiązywanie własnych problemów, swojej kariery, swojej
przyszłości". - Przyszłość nie rysuje sięĘzaś w jasnych kolorach. Możemy się
więc spotykać z takimi zjawiskami, że ktoś rekomendowany kiedyś przez Sojusz
na wysokie stanowisko dzisiaj podejmuje decyzje niezgodne z długofalowym
interesem lewicy - tłumaczy.
* * *
Wizja prawicy
Uważam, że telewizję lepiej robią ludzie o nastawieniu liberalno-prawicowym,
bo mają zakodowany pluralizm. Ludzie o rodowodzie totalitarno-lewicowym
czynią z mediów tubę propagandową - oświadczył wczoraj w wywiadzie
dla "Gazety Wyborczej" Maciej Grzywaczewski, nowy szef Jedynki TVP. Jego
zdaniem, telewizja Wiesława Walendziaka, ojca duchowego tzw. pampersów, z
którą niegdyś współpracował, "nie była jednostronna".
Grzywaczewski to kolega prezesa TVP Jana Dworaka, który do objęcia posady był
członkiem PO, a wcześniej wielu innych prawicowych partii. Dworak wszedł na
Woronicza bocznym wejściem, bo przepadł w konkursowej rywalizacji.
Grzywaczewski w ogóle w konkursie nie brał udziału. Stało się to możliwe, bo
prawica opanowała radę nadzorczą TVP i zarząd telewizji. Prawicę zasilił w RN
związany wcześniej z PSL Marian Pilot. Jego córkę - jak poinformował
tygodnik "Nie" - za 11 tys. zł miesięcznej pensji zatrudnił w pionie ds.
marketingu członek zarządu TVP Piotr Gaweł kojarzony z pampersami.
Zastępcą Grzywaczewskiego w telewizyjnej Jedynce została Dorota Warakomska,
żona Jarosława Szczepańskiego, rzecznika TVP, który przyszedł na Woronicza z
prawicowej gazety "Życie". Szczepański wywodzi się z tego samego
solidarnościowego układu co Dworak i Grzywaczewski.
Nowy szef Jedynki zapowiedział rewolucję kadrową i programową. Zniknąć mają
m.in. "Monitor Wiadomości" i "Tygodnik polityczny Jedynki". Jego zdaniem, na
antenie brakuje takich publicystów jak Bronisław Wildstein czy Piotr Zaremba,
czołowych piór radykalnej, antykomunistycznej prawicy. Prawica naciska, by
pracę w TVP stracili: Piotr Sławiński, który został niedawno zastępcą szefa
publicystyki w Jedynce, Sławomir Zieliński, były szef Programu 1, Rafał
Rastawicki, zastępca szefa publicystyki w TVP (w tym przypadku jednym z
zarzutów jest to, że pracował kiedyś w "TRYBUNIE"), Piotr Gembarowski,
prowadzący "Gościa Jedynki", Andrzej Kwiatkowski, prowadzący "Tygodnik
polityczny Jedynki", Przemysław Orcholski, dziennikarz "Wiadomości", oraz
twórca filmu o Kaczyńskich Witold Krasucki.
Sztandarową zapowiedzią nowych porządków w TVP jest program "Warto rozmawiać"
Jana Pospieszalskiego, nabytku z katolickiej telewizji Puls. Nowe
kierownictwo telewizji zawarło ugodę z braćmi Kaczyńskimi w sprawie emisji
głośnego filmu "Dramat w trzech aktach" o związkach Porozumienia Centrum z
FOZZ. Szefem biura prawnego TVP, które przygotowywało ugodę, jest była żona
pełnomocnika Kaczyńskich. TVP podpisała umowę o współpracy z Instytutem
Pamięci Narodowej. (JK)
------------------------------------------------------------------------------
--
JAROSŁAW KARPIŃSKI, JAN ZŁOTOROWICZ