Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2012 - 2 (vol. 28)

02.02.13, 15:15
Karygodnie sie zachowalam, a nikt mi uwagi nie zwraca, no ;)
Zapomnialam wczoraj nowego watku zalozyc.

Styczen wlasciwie chyba niezle nas rozpiescil i dal jakas nadzieje, pod koniec jednakze jakby zamierajaca - w jeden miesiac prawie 900 postow! Tyle to nieraz i przez dwa nie mielismy.

I choc dzis raczej mizeria, jak juz Grek zapowiedzial jeszcze w starym - to zycze nam, zeby luty obfitowal w ciekawe nowe filmy - a niedlugo beda nowe ramowki, wiec kto wie, co sie pojawi?
Obserwuj wątek
    • siostra.bronte Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 2 (vol. 28) 02.02.13, 15:19
      Właśnie miałam zamiar Ci przypomnieć :)
      Dzięki!
    • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 2 (vol. 28) 02.02.13, 16:52
      A gdzie zapowiedzi czwartkowego Kocham Kino na najbliższe tygodnie?
      • maniaczytania KK - luty 02.02.13, 18:37
        No Barbasiu - niniejszym dostajesz uwage do dzienniczka za gapiostwo i nieuwazanie na lekcjach ;)

        Ale specjalnie dla Ciebie i innych jeszcze raz w nowym miejscu i z uaktualnieniem o jeszcze jeden tydzien:
        07.02. - "Powrot do Brideshead" - na to sie szykuje obowiazkowo, mam nadzieje, ze mi sie uda :)
        14.02. - Walentynki :) - "Byla sobie dziewczyna" - i tego tez jestem ciekawa :)
        21.02. - cos odbrze Wam znanego, ja nie ogladalam, moze sie skusze - "Rysa"
        28.02. - ach! cos dla nas kobitki :))) - "Hawana. Miasto utracone" - w rezyserii i w glownej roli - Andy Garcia :) Z tego, co kojarze i pamietam - swietna muzyka!
        • barbasia1 Re: KK - luty 02.02.13, 21:42
          I ja ten post nawet przeczytałam, Maniu! I zapomniałam o tym w momencie. Ożeż! :/



          • siostra.bronte Re: KK - luty 02.02.13, 23:51
            Hehe :)
            • barbasia1 Re: KK - luty 03.02.13, 14:45
              Zakręcony łeb barani. ;)
            • barbasia1 Re: KK - luty 03.02.13, 15:27
              Rzuciłam nawet okiem na Twoją Bronte rozmowę z Er.pa na temat filmu "Powrót do Brideshead!
    • grek.grek Mapa na niedzielyję :] 03.02.13, 13:05
      klik z lewej, plusem dla nas :]

      styczeń fakt obfitujący był, cały czas się jednak dopiero rozpędzamy, jak mniemam :]

      co mamy na dziś ?
      Ctv2 22:00 & 3:10 "Forbydelsen" - cały jestem w ciekawości, co tam się stanie teraz.
      Czesi poszli też za przykładem polskim i pokazują "The Doors" [Ctv2,0:55]

      TVP jak co niedzielę terroryzuje romantycznymi komedyjami, ale na szczęście, późno
      bo późno, "Pornografię" daje - 1:05. [a nie mówiłem, że powtórka będzie rychło ? hehe]

      W KUlturze "Koniec z Hollywood" dla "allenistów" [Barbasiu,Siostro...] - 20:20 & 2:00.

      "12 małp" w TVN warto zobaczyć, choćby dla pokręconej świetnej roli Brada Pitta i ciekawej wizji s-f [23:00]

      ha, i to chyba tyle mojego detektorystycznego widzenia :]
      aha, 21:55 na Puls-ie "Anatomia upadku" powtórkowo.
      Niestety, nie mogę nagrać, a będę wtedy oglądał kryminał, więc ja odpadam.
      a jak Wy, zapoznaliście się już ?

      [ładna pogoda, hej kto żyw na wycieczki, spacery i... rowery-dextery(Barbasiu)]
      • siostra.bronte Re: Mapa na niedzielyję :] 03.02.13, 13:35
        I znowu nie ma co oglądać.

        "Koniec z Hollywood" akurat mi się nie podobał. "12 małp" było już wiele razy w tv, ale jakoś nie mogę się do niego zabrać.

        Czekam z niecierpliwością na Twoje wrażenia z kolejnego odcinka "Forbrydelsen" :)
      • barbasia1 TVKultura 20:20 "Koniec z Hollywood" 03.02.13, 14:44
        > W KUlturze "Koniec z Hollywood" dla "allenistów" [Barbasiu,Siostro...] - 20:20
        > & 2:00.

        Hurra! :)
        Czekałam na powtórkę "Koniec z Hollywood". Wywąchałam ją przed wczoraj, nawet miałam o tym tu napisać, ale mnie ubiegłeś (i dobrze). Będę oglądać, szykuję mój pendrive (kupileś już?), zamierzam raz jeszcze go nagrać, bo ostanio ucięłam sobie początek.

        Proszę jeszcze TVPKulturę o powtórkę "Celebrity" o dobrej porze.

        I powrót sobotniego cyklu filmów Allena z kolejnymi zestawem filmów w sezonie wiosennym. (Nie wiem, czy TVPKultura też ma teraz przerwę zimową?)

        "Forbydelsen" - też czekam z niecierpliwością, na ciąg dalszy.

        > [ładna pogoda, hej kto żyw na wycieczki, spacery i... rowery-dextery(Barbasiu)]

        Greku, u nas na niebie ciężkie, ciemne chmury i biało wszedzie. Od rana padało, na termometrze -1 stopień. Przyjemniej siedzieć w ciepłym domu i rozmawiać. :)
        Piątek był dość ładny, liczyłam, że sobota będzie taka sama, albo nawet lepsza, że uda mi się wyciągnąć dexterka, ale niestety pogoda radykalnie się zmieniła, było już zimno, mokro, pochmurno.

        > aha, 21:55 na Puls-ie "Anatomia upadku" powtórkowo.

        Oczywiście widziałam, rozmawiam na ten temat z Pepsic w starym wątku. Uwagę moją zwróciły wypowiedzi dwóch świadków, Rosjan, mieszkanców Smoleńska, którzy widzieli samolot z prezydentem lecący na skandalicznie niskiej wysokości!!! ( tuż nad drzewami leciał, mówił jeden ze świadków, drugiego, jak wyznał, że omal nie zaczadziły spaliny z samolotu) z dala od pasa startowego. To by potwierdzało ustalenia komisji Millera - zeszli za nisko w złym, miejscu.

        Świadkowie mówili też o częściach, które miały odpadać z samolotu jeszcze w powietrzu, o czarnym dymie czy nawet ogniu (była mowa o ogniu, nie myle się?), wydobywającycm się z ogona samolotu. !?

        Te zeznania świadków budzą wątpliwości , ponieważ czarne skrzynki ( a i pewnie jeszcze inne urządzenia) nie potwierdzają tak poważnej awarii w samolocie. Nie ma też paniki pilotów i okrzyków w stylu "Houston mamy problem", alarmowania przełożonych o awarii w ogonie samolotu oraz w innych częściach. Nie ma informacji, że są problemy ze sterownością samolotu w wyniku problemów z ogonem.
        Jest za to - powtarzam - samolot na niskiej wysokości w miejscu, gdzie absolutnie nie powinien sie znaleźć.


        Konieczna jest uważam konfrontacja naukowców z obu komisji, w spokoju zaciszu naukowych gabinetów, a potem przełożenie wyników ich ustaleń z naukowego na nasze, tak by raz na zawsze objaśnić ludziom przyczyny wypadku i uciąć (albo potwiedzić - w co szczerze wątpię) wszelkie teorie o wybuchach, zamachach.

        :)
        • grek.grek Re: TVKultura 20:20 "Koniec z Hollywood" 04.02.13, 14:13
          nie mam jeszcze "pendka" :] ale rozglądam się i porównuję ceny.
          jak Ty masz ?

          na pewno powtórzą.

          [Czesi dają dziś "Motyl i skafander", hehe, czyżby patrzyli w polsKIE ramówKIE ?]

          świetnie by było, tym razem mogliby pokazać te stare "alleny", bo jak który
          młody kinoman popatrzyłby na te filmy, którte pokazali jesienią, to kompletnie
          by nie zajarzył, dlaczego Woody to taka ikona. To dobre filmy, ale jednak to te stare są
          najlepsze w jego dorobku i to przez pryzmat tych starych będzie oceniany zawsze.

          tutaj śnieg padał dopiero w nocy, zresztą - już stopniał.
          a po południu było słonecznie, wietrznie i chłodno.
          nie przewiało mnie, bo się ubrałem jakbym udawał się na misję survivalową
          w syberyjską tajgę ;]; generalnie, dobry spacer nigdy nie jest zły, hehe.

          czytam Waszą rozmowę.
          właśnie, bardzo celna jest ta Twoja uwaga, Barbasiu.
          trzeba komuś uwierzyć : albo urządzeniom pokładowym, technologii, albo ludzkiemu
          oku.

          wątpliwości budzi też to, że, jakby nie patrzeć, minęło dużo czasu, pamięć ludzka
          jest zawodna, poza tym - czasami ludzie "widzą" rzeczy, które nie miały miejsca
          w rzeczywistości, ot - zdaje się im/nam. czas lubi wyolbrzymiać i ufantastyczniać w
          naszej pamięci rózne rzeczy.

          słusznie myślisz.
          przychylam się - niech obie strony pokażą co mają, w kwestiach spornych dokonają
          obiektywnych wyliczeń czy eksperymentów i niech jakiś komunikat pójdzie w świat.

          Tylko obawiam się,że polityka nie zniesie prożni w tej kwestii i żadne dowody nie
          przekonają jakieś grupy ludzi, nie odwiodą ich od wersji, którą uznają za prawdę.
          Źycie :]

          • barbasia1 Re: TVKultura 20:20 "Koniec z Hollywood" 05.02.13, 17:06
            Oprócz cen trzeba jeszcze porówanć prędkość odczytu i zapisu, im wyższe prędkości tym lepsiej (tak słyszałam, ale nie pytaj mnie o szczegóły tej kwestii).

            Mój pendrive - scandisk 8GB -
            www.empik.com/pendrive-sandisk-cruzer-blade-8gb-sandisk,p1045607955,elektronika-p
            nie ma najwyższych prędkości, ale dobrze nagrywa oraz odtwarza. Minusem jest tu jedynie za małą pojemność. Trzeba przed nagraniem kolejnego filmu kasować, to co wcześniej zostało nagrane na pendrivie.

            cdn.
            :)
            • grek.grek Re: TVKultura 20:20 "Koniec z Hollywood" 08.02.13, 14:15
              świetnie, dzięki Ci za wszystkie informacje, będę się przymierzał do zakupu :]
              na razie, wzruszając się niczym mecenas Prado [czyli : na dyskretnie], chwalę
              sobie ostatnie miesiące możliwości nagrywania na magnetowidzie kasetowym...
              ach, to se nevrati...
              • barbasia1 Re: TVKultura 20:20 "Koniec z Hollywood" 11.02.13, 15:27
                grek.grek napisał:

                > świetnie, dzięki Ci za wszystkie informacje, będę się przymierzał do zakupu :]
                > na razie, wzruszając się niczym mecenas Prado [czyli : na dyskretnie], chwalę
                > sobie ostatnie miesiące możliwości nagrywania na magnetowidzie kasetowym...
                > ach, to se nevrati...

                Ależ Ty jesteś sentymentalny! Przy pierwszym spotkaniu nic na to nie wskazywało. ;)

                Mierz w Kingstona to dobra firma, i oczywiście min. 16 BG.

                :)
        • barbasia1 Re: TVKultura 20:20 "Koniec z Hollywood" 04.02.13, 16:08
          Sifininja i oszust z tego pendrive'a 8GB! Nie nagrał mi całego filmu Allena, choć zajęte było 38% pamięci! A cały film miał zająć niecałe 3 GB. Powinnam była wszytsko wyrzucić. Zostawiłam Teatr Telewizji o Arendt , A przecież mogłam go na twardy dysk zrzucić! :/

          Poproszę o kolejną powtórkę "Koniec z Hollywood"!!!
          • siostra.bronte Re: TVKultura 20:20 "Koniec z Hollywood" 04.02.13, 18:40
            Współczuję. Tak z ciekawości, skąd wiadomo ile pamięci film zajmie na pendrivie?
            Nie ma to jak stare dobre kasety video :)
            • barbasia1 Re: TVKultura 20:20 "Koniec z Hollywood" 04.02.13, 23:14
              Dzięki. Przyznam Ci się, że tego nigdy nie wiem, nagrałam z dekodera już kilkanaście filmów i zauważyłam, że półtora godzinne zajmują nieco powyżej 2GB, dłuższe więcej. Pendrive prawdopodobnie potrzebuje więcej miejsca dla pamięci operacyjnej, dlatego w miejsca do nagrywania w rzeczywistości jest o wiele mniej niż to na to wskazują dane o pojemności dysku!? Przepraszam, jeśli mówię coś źle.

              Pendrive ma tę przewagę nad kasetą video, że możesz film wrzucić do komputera, przegrać na płytę. Większa pojemność pendrive'a przynajmniej 16 GB i będzie dobrze.

              :)
        • pepsic Re: TVKultura 20:20 "Koniec z Hollywood" 04.02.13, 18:42
          Wszystko byłoby dobrze, bo dialogi udane, środowisko hollywoodzkie obśmiane, gdyby nie nazbyt nachalnie poprowadzony, dodam mało zabawny wątek niewidomego reżysera, jakby Allenowi zabrakło pomysłów.
          • siostra.bronte Re: TVKultura 20:20 "Koniec z Hollywood" 04.02.13, 18:54
            Tak, pisałam o tym filmie dosyć krytycznie.
      • barbasia1 Re: Mapa na niedzielyję :] OT PS 03.02.13, 15:31
        grek.grek napisał:

        > klik z lewej, plusem dla nas :]

        Też kliknęłam. :)

        PS
        Ale nie straszne mi chłodne dni. W zimne dni też chodzę na spacery.

        Wybrałeś sięjuż na spacer, Greku?
      • pepsic Zapytanie natury technicznje do Greka 04.02.13, 19:10
        klik z lewej, plusem dla nas :]
        Ulegle i posłusznie klikam, ale możesz mnie oświecić, o co chodzi ?


        • grek.grek Re: Zapytanie natury technicznje do Greka 05.02.13, 13:10
          sam nie wiem... ale chyba : im więcej tych plusów - tym lepiej ;]
          • barbasia1 Re: Zapytanie natury technicznje do Greka 05.02.13, 15:51
            Czytałam, że wątki z największą ilością punktów miały być promowane , w jakiś sposób, niestety nie doczytałam. Tak czy owak, jak napisał Grek, im więcej tych plusów - tym lepiej.
            Fajny wątek zasługuje na plusy. ;)
            • grek.grek Re: Zapytanie natury technicznje do Greka 05.02.13, 16:16
              w rzeczy samej.

              promujmy się, a co ! :]
              • barbasia1 Re: Zapytanie natury technicznje do Greka 05.02.13, 16:25
                Otóż to.
                Moja koleżanka zawsze mawiała, jak się sama nie pochwalisz, to cię nie pochwalą,
                więc chwaliła siebie. ;)

                Cześć Grekuuuuu! :)))
                • grek.grek Re: Zapytanie natury technicznje do Greka 06.02.13, 14:31
                  mamy już 7 punktów, po 3 więcej niż w calym rekordowym styczniu, jest nieźle ;]

                  cześć, Barbasiu, hop hop :]
                  • barbasia1 Re: Zapytanie natury technicznje do Greka 06.02.13, 23:32
                    W styczniu zapomniałam kliknąć!? :/

                    To dobrej nocy!

                    :)
                    • grek.grek Re: Zapytanie natury technicznje do Greka 08.02.13, 14:16
                      w grudniu mieliśmy aż 10 pkt :]
                      • barbasia1 Re: Zapytanie natury technicznje do Greka 09.02.13, 18:21
                        grek.grek napisał:

                        > w grudniu mieliśmy aż 10 pkt :]

                        Ho, ho! Szaleństwo! :))
    • grek.grek "FOrbrydelsen" [5 odc] [1] 04.02.13, 10:30
      Pamiętacie poprzedni odcinek ? Skończyło się na znalezieniu przez Meyera, podczas przeszukania domu "Wojewódzkiego" ;], video z wieczorku halloweenowego w szkole, po którym znikła, a potem została odnaleziona martwa Nanna Larsen - video nagranego telefonem komórkowym, na którym rudy Oliver ma seks z jakąś zamaskowaną dziewoją w tej kanciapie w szkolnej suterenie, gdzie policja odkryła ślady narkotyków, krwi i sporo odcisków paluchów.

      I teraz dalej...

      Ofk, Meyer od razu ściąga za ucho rudego Olivera na komisariat. Sadza go przed monitorem, wyświetla mu ten film z komórki "Wojewódzkiego" [nie mogę inaczej... haha] i sączy w ucho "motywacyjną" gadkę : wiemy obaj, że to zrobiłeś, ze swoim kumplem, przyznaj się i będzie po sprawie, zanim twój adwokat tutaj się zwlecze, zrzuć to z klaty, przyznaj się... i tak ciągle :] Gdyby Meyer prowadził śledztwo zapewne już by je zamknął.

      Tyle, że prowadzi je z Sarą Lund, a z niej jest dociekliwa bestia. Oto Sara jedzie wieczorową porą do szkoły, do której chodziła Nanna. Strażnik ją wpuszcza do środka i Sara jeszcze raz przegląda tę kanciapę w suterenie. Ciemno, latarka i... jakieś dwa tajemnicze stuknięcia. Ale nikogo nie widać. Sara grrzebie w tym kanciapowym śmietnisku i znajduje tam fragment naszyjnika. Trzy koraliki. Szybko porównuje znalezisko ze zdjęciami z wieczorka halloweenowego. Taki sam naszyjnik miała na sobie... Lisa, najlepsza koleżanka Nanny. I Sara już wie, że to nie Nanna urzędowała wtedy erotycznie z Oliverem. Była to Lisa [ w tym samym momencie jest krótka przebitka na przesłuchanie Olivera przez Meyera, akurat leci ten seks z komórki i Oliver mówi do Meyera, że "to nie TA dziewczyna", czyli że nie była to Nanna. Trop i kurs na dwóch młodocianych killerów - chwilowo można uznać za nieaktualny.

      Stuknięcie w ciemnościach znów się odzywa. Sara idzie na przeszpiegi i zgadnijcie kogo znajduje ? Bingo, właścicielkę zgubionego naszyjnika. To Lisa przychodzi nocami zapalać znicz przy ołtarzyku żałobnym Nanny postawionym na korytarzu; wchodzi przez drzwi do siłowni, które nie są zamykane, o czym szkoła nie wie. Sara wypytuje ją o prawdę na temat jej relacji z Nanną. Lisa opowiada, że poznały się jeszcze w podstawowej szkole, że to Nanna wybrała liceum, a Lisa poszła za nią. Jakiś czas temu ich relacje się trochę ochłodziły. Nanna rzuciła Olivera, a Lisa się w nim zakochała i zaczęli się spotykać, co zdaje się Nannie się niespecjalnie podobało. Tak czy owak : tamtego feralnego wieczora halloweenowego - Nanna miała z kimś randkę, z kimś o kim nie powiedziała nawet najlepszej przyjaciółce, i to do niego się wtedy wymknęła.

      Policmajstry muszą więc znów zaczynać od nowa.

      Szef policajowy podsuwa im inny trop : jesli nie uczniowie, to może...nauczycieli trzeba prześwietlić ?

      Życie rodzinne Sary, tymczasem, zaczyna trzeszczeć. Jej matka wypomina jej,że nawet nie wie, iż jej syn ma dziewczynę, chłopak ma 12 lat, a matka nie wie o nim niemal nic... Sara odbija piłeczkę, że interrsuje się życiem syna i oczywiście wie o tej dziewczynie. Ale to odruch obronny, Sara nie ma pojęcia o czym mowa. Próbuje rozmawiać z chłopcem, dowiaduje się, że ta "dziewczyna" - dała mu kosza. Próbuje go zapewniac, że jest dla niej ważny, że interesują ją jego sprawy, ale chłopak odpala jej z grubej rury : "ciebie interesują tylko te twoje...trupy !" - i zostawia ją na środku ulicy.

      W robocie też nie lepiej. Meyer jest na Sarę wściekły, że robi śledztwo za jego plecami, że nie powiedziała mu o swoim odkryciu, a raczej - że powiedziała mu za późno i wyszedł na durnia naciskając na Olivera, który wydaje się, w tej sytuacji, niewinny. Jest czwartek, w piątek Sara kończy służbę, w sobotę leci do Sztokholmu - taki jest plan [i oczywiście spali on na panewce, będzie jakaś bombata w 6 odcinku, która zatrzyma Sarę aż do 20 ;)]. Meyer powiada temu szefowi policji, w obecności Sary : "nasz [jego i Sary] związek partnerski się nie sprawdza, niech ona kończy robotę i zostawi mi tę sprawę, bardzo dobrze że od soboty jej tu nie będzie" - nie powiedział tak dosłownie, ale prawie tak :]

      Przy okazji Sara poznaje... żonę Meyera. Babka przynosi na komisariat jakieś pigułki na lepsze trawienie i banany dla męzusia. I tłumaczy Sarze jak te medykkamenty i frykasy Meyer ma zażywać, jakby Sara była opiekunką albo pielęgniarką faceta:] Pani Meyer mówi też, że mąz sporo jej o Sarze opowiadał, Sara na to "już sobie wyobrażam", na co ona : on bardzo panią chwali. No i tu się naszej komisarzycy mina wydłuża.

      Polityk Hartmann bierze udział w spotkaniu w Parlamencie. Wychodzi tutaj na jaw, że ojciec Rie, jego asystentki, to jakiś eks polityk i go zdaje się niepośledniej rangi. Na raucie Hartmann wykorzystuje okazję, bierze na stronę swojego konkurenta wyborczego, Brehmera, i dowala mu, że "jesli jeszcze raz wpuści mu kreta i spróbuje skompromitować", to Hartmann by dokopie. Chodzi o Mortena, z którego komputera, jak sprawdziła łamiąc prawo Rie - wysłany został mail przeciekowy do mediów o tym, że auto,w którym znaleziono zwłoki Nanny należał do sztabu Hartmanna. Brehmer jest mocno zdziwiony agresją Hartmann i zarzutami jakie tamten wysuwa. Zaprzecza by miał cokolwiek wspólnego z tym, o czym mówi Hartmann i dodaje, że Hartmanna "zawsze lubił, podziwiał" i "gdyby chciał zniszczyć, to już dawno by to zrobił".

      U Larsenów, rodziców Nanny, siedzą jej starzy.Ojciec wygląda na spokojnego człowieka, ale matka nie ukrywa, że ma pretensje do Theisa - że "powinien chronić Pernille", że to,że śmo. Generalnie, widać że mamusia trzyma kurs córki, że trzeba aktywnie uczestniczyć w policyjnym śledztwie, być na bieżąco, co Theis uznaje za rozdrapywanie ran, niebezpieczne dla dwójki małych synów, którzy mogą zostać ochlapani tym błotem, skażeni tą śmiercią.

      Kolega Theisa, jego prawa ręka w firmie, składa mu propozycję: twierdzi, że żona jednego z jego kolegów [zresztą, byłego współpracownika w firmie Larsena] pracuje w szkole i mogłaby informować go o tym, co policja robi w tejże szkole, kogo przesłuchuje, w czym grzebie itd., ale Theis urywa temat : nie chce nic wiedzieć, o niczym słyszeć.

      Sara i Meyer biorą się więc za przesłuchania nauczycieli, którzy uczyli Nannę. Hartmann dowiaduje się o tym za pięć dwunasta i wkurzony robi scenę policajom = tak się bowiem składa, że to "jego" szkoła [chyba jest to finansista, w każdym razie Hartmann okazuje się być właścicielem tej szkoły, cokolwiek to znaczy]. Jest wnerwiony, sądził, że to już koniec nękania go w tej śliskiej sprawie, a tu znów wyłazi coś,co na pewno media podłapią i będą go atakować pytaniami - w czasie kampanii wyborczek : wyjątkowo niewygodna sytuacja. Hartmann trochę histeryzuje, Sara przywołuje go do porządku, a potem zapewnia,że będą działali dyskretnie, o wszystkim go informując. Hartmann się uspokaja i zgadza się na takie postawienie sprawy. NIe bez znaczenia jest fakt,że Sara wyraźnie mu się podoba.

      Dyrektorka szkoły zbiera nauczycieli w jednym miejscu i najpierw informuje ich że rudy Oliver i "Wojewódzki" [niech mi ktoś łapy utnie, haha]zostają zawieszeni z powodu narkotyków, a potem - że nauczyciele Nanny zostaną przesłuchani przez policję. Wśród nauczycieli jest nasz pan Turek ;] - Rama. Jakaś blondynka w widocznej ciązy mówi mu "jak będą cię przesłuchiwali - powiedz im to,sam powiedz", na co Rama przecząco kręci głową, że "nie może". Słucha tego brodaty nauczyciel z fajką w zębach i ma dwuznaczną minę.

      Hartmann spotyka się z Mortenem, przypadkiem go widzi wsiadając do auta po jakimś spotkaniu. Pada deszcz, panowie pod parasolami i Morten znów mu się spowiada, że to nie on puścił ten przeciek : "[W czasie kiedy wysłano tego maila] nie ma mnie w pokoju - medytuję wtedy, ty to wiesz, wszyscy to wiedzą". I ostrzega Hartmanna, że w tamtego wieczora paliło się światło w pokoju urzędników ratusza. "uważaj na nich", ostrzega Hartmanna.

      Sztab polityczny Hartmanna sam zamierza też prześwietlić nauczycieli - nie chcą być zaskoczeni,gdyby policja odkryła coś sensacyjnego.
      • grek.grek "FOrbrydelsen" [5 odc] [2] 04.02.13, 11:08
        Rie [czemu mam ciągle wrażenie, że jej zalezy na tej kampanii politycznej bardziej niż Hartmannowi ?] zleca ściągnięcie danych osobowych, umów o pracę, CV i wszystkiego, o
        tych psorach. Roobtę tę dostaje niejaki OLav - to ten młodzian podejrzanie operujący
        ślepiami,którego kamera wyeksponowała w końcówce 4 odcinka, sugerując, że może on
        mieć coś wspólnego z przeciekiem, o który Rie i Hartmann oskarżyli Mortena [dowody
        były/są...]. Wywiązuje się z zadania śpiewająco.

        A Sara z Meyerem ruszają z tymi przesłuchaniami ciała pedagogicznego. Ta posępna muzyczka w tle jest niesamowita, prawie nonstop unosi się w tle. jak to robi klimat zawodowo.
        Jeden po drugim nauczyciele przychodzą, odchodzą, nie słychać o czym mowa, ale mowa ciała Sary i Meyera wskazuje, że są to rozmowy bezowocne. Siedzą w bibliotece, rozmawiają, Meyer je swoje pigułki, Sara podjada mu banany [podczas następnego przesłuchania Meyer znienacka wypala do Sary : "zjadłaś mi moje banany", a Sara ma minę uczennicy złapanej na paleniu za szkołą, hehe], coraz większa dopada ich frustracja...

        Wreszcie przychodzi pora na pana Turka Ramę. OPisuje on Nannę jako bystrą, otwartą dziewczynę, Meyer podejrzliwie pyta, czy Rama swoje infomacje czerpie może również z kontaktów pozaszkolnych z uczniami, ale Rama odpowiada, że poza szkołą nie widuje się z uczniami, a sam ma żonę w ciązy i to jej poświęca swój czas. Na wieczorek haloweenowy ma alibi - był do ósmej, a potem miał randkę właśnie ze swoją ciężarną żoną.

        I byliby go puścili i wyszliby na zero... gdyby Rama sam im nie podrzucił tropu -opowiada im o wypracowaniu, które w ramach zajęć szkolnych napisała Nanna : traktowało ono o romansie uczennicy i starszego od niej mężczyzny. Wg Ramy, "było tak zaangażowane i nasyscone erotyką, że uznałem je za niezwykle autentyczne" - czy Nanna opisała prawdziwe życie,czy opisała tego kogo policja poszukuje ? Czy o "powiedzenie im" tego właśnie prosiła Ramę jego żona ?

        Meyer i Sara od razu rzucają się na do archiwów ze szkolnymi wypracowaniami. Pracy Nanny tam nie ma. Dyrektorka sugeruje, że może ona być u jednego z profesorów, który pisze jakieś leksykony językowe i często przetrzymuje prace uczniów. Policmajstry biorą jego namiary i mimo iż to wieczór późny jadą do niego do domu.

        Ten profesor to ów brodacz z fajką, który usłyszał jak żona Ramy mówi męzowi o "powiedzeniu [czegoś] policji". Na imię ma Henning.

        Tak więc biorą się za tego Henninga. Facet wygląda na zupełnie nieszkodliwego miłośnika języka duńskiego, całkowicie pochłoniętego swoją pracą [chyba nawet dla ministerstwa kultury], takiego poczciwego pozytywnego świra. Zaczyna im nawet klarować, o co chodzi z tym jego językowym fisiem, a oni się do siebie uśmiechają "co za pańcio..." - ale pańcio wcale nie jest takim pańciem w rozdeptanym kapciu... Jego chałupa tonie w papierach, ksiązkach, i kiedy Henning szpera po szufladach w poszukiwaniu tej pracy Nanny - Meyer zauważa leżące na podłodze świerszczyki z nastolatkami... Bezgłośnie daje znać Sarze, która podchodzi bliżej, żeby zobaczyć co tam Meyer wywęszył... Henning struchlały widzi kątem oka, że oni się kapnęli... znajduje to opowiadanie Nanny, szybko im je podaje i chce prowadzić do wyjścia, ale przecież nie wyjdą zanim go nie przemaglują...

        Henning broni się, że te pisma są dozwolone, on jest dorosły, więc o co chodzi ? Meyer w swoim stylu zaczyna go straszyć "uważaj, kolego, bo zaraz możemy ci się dobrać do twardego dysku komputera i jak sądzisz, co ciekawego tam znajdziemy ? A wiesz,jak w więzieniach witani są tacy przestępcy, jak ty..." [Meyer wyraźnie sugeruje mu posiadania
        materiałów pedofilskich]. Sara nie tonuje Meyera, patrzy jak zareaguje Henning - a ten jest przestraszony, i mówi "ja jestem czysty, to nie ja byłem zamieszany..." - Sara od razu wyłapuje " w co "zamieszany" ? I Henning informuje ich, że swego czasu wylazła sprawa rzekomego romansu Nanny z nauczycielem, rzecz została umorzona, nauczyciel oczyszczony z zarzutów. Tym nauczycielem był... pan Turek Rama.

        Jest to ciekawe,bo jesli tak było,to jak wyjaśnić niezwykle pozytywny stosunek Ramy do Nanny i fakt, że także w tym odcinku Rama odwiedza dom Larsenów, na okoliczność przyszłego pogrzebu, skonsultować się i znów spędza czas na rozmowie z Pernille o Nannie. Czy po takiej chryji jak oskarżenie o romans, i to przez Nannę, możliwe by były takie jej i jej rodziny relacje z oskarżonym nauczycielem i jego taki przyjazny do nich stosunek ?

        Larsenowie tymczasem zanoszą do policyjnej kostnicy sukienkę, w którą ciało Nanny ma zostać ubrane na pogrzeb. Przyjmuje ich ten patolog z brodą, ubrany w garnitur i pod krawatką. Bierze od nich sukienkę i za parę minut prosi ich żeby zobaczyli córkę.

        Wracają w milczeniu, bardzo poruszeni, Theis zatrzymuje samochód przy stacji bezynowej, pod pretekstem,że musi kupić płyn do spryskiwacza. Idzie do przystacjowego sklepu, wchodzi do toalety i tam puszczają hamulce - płacze jak dziecko. Żona siedzi "na sucho" w aucie, a on wyrzuca z siebie wszystko, co pod powierzchnią się kumolowało.

        Tego samego dnia wieczorem Theis mówi temu swojemu współpracownikowi, że jeśli żona tamtego kolegi może przekazywać jakieś informacje, to on chce je znać. czyli, nastepuje zmiana postawy człowieka - zobaczył córkę ["to nie była ona... widziałem Nannę jak wychodziła wtedy, na ten wieczorek... i widziałem ją dzisiaj - to nie była już ona"] i doznał wstrząsu.

        Hartmann ma w swojej szkole tzw.spotkanie integracyjne. W jego ramach rozgrywa mecz koszykówki z uczniami. W tym meczu bierze udział Rama. Wszystko pod publiczkę trochę, żeby media mogły pyknąć parę fotek, Hartmann nie zakłada nawet sportowego stroju [specjalnie, ofk], tylko buty zmienia na koszykarskie. Gra się toczy, Hartmann wrzuca kosza i przybija piątkę z Ramą, wygląda jakby panowie się już bardzo dobrze znali...

        Kanjec :]

        Znów pytania, znów nowe tropy, znów twist za twistem i znów widać jak się bohaterom życie kotłuje przez tę jedną śmierć.

        Ale ta muzyka kapitalna...
        • grek.grek Re: "FOrbrydelsen" [5 odc] [2] 04.02.13, 11:19
          powiedzcie sami czy nie "Wojewódzki" ;]:
          images3.wikia.nocookie.net/__cb20120610223926/forbrydelsen/images/4/4a/Jeppe_Hald_1x04.jpg
          chciałbym sypnąć czymś więcej, ale ni grzyba żadnych trailerów odcinka, fragmentów etc nie widać...

          PS : znów zapomniałem, tradycja...

          Ślady krwi w suterenie.
          Są to ślady krwi Lisy. Kiedy Jeppe podszedł z tym telefonem filmując ją z Oliverem, nagle zerwała się, żeby go odpędzić, potknęła się i zraniła o butelkę. POkazuje Sarze ślady na przedramieniu.

          Plus.
          Larsen sprzedaje od dwóch odcinków dom. Ten,który kupił dla rodziny, z calym górnym piętrem dla Nanny. Ma z tym mały problem, bo zdaje się wypada zrobić tam jakiś remont.Odwiedza go babka od domów, a on sam w poprzednim [4] odcinku wizytował jakiegoś innego Turka w jego restauracji i rozmawiał z nim o ewentualnym kupnie. Ten "Turek" na jakiegoś mafiosa wyglądał, mimo że pozował na szefa kuchni. W każdym razie Larsen i ten gość mieli jakiś zatarg w przeszłości, tak wynikło z ich wymiany zdań.

          • grek.grek Re: "FOrbrydelsen" [5 odc] [2] 04.02.13, 11:23
            jestem idiotą.

            przecież jest 5 odc cały :
            www.youtube.com/watch?v=cSgSctAD8BU
            trochę od d...strony to wszystko - ten link powinien być na początku, ale
            mam nadzieję, że i tak może ujdzie [mi to płazem u Was].
            • siostra.bronte Re: "FOrbrydelsen" [5 odc] [2] 04.02.13, 14:54
              Hehe :)

              Dzięki Greku! Jak zawsze wyczerpujący opis :)

              Drobne sprostowanie. Rama został kiedyś oskarżony o molestowanie przez jakąś inną uczennicę, nie Nannę. Wyglądało na to, że to dziewczyna nalegała na romans, ale dostała kosza, więc chciała się zemścić.

              Jeżeli można Cię prosić, nie pisz o Ramie per Turek. To szczegół, ale może wprowadzać w błąd czytelników, którzy nie śledzą wszystkich wpisów :)

              A, ta scena z żoną Meyera. Mam wrażenie, że informacja o jego chorobie (chyba cukrzyca, z tego co pamiętam) zrobiła wrażenie na Sarze, jakby zobaczyła w nim człowieka, a nie tylko kolegę z pracy.

              • siostra.bronte Re: "FOrbrydelsen" [5 odc] [2] 04.02.13, 14:59
                I jeszcze o Rie. Jest taka scena (może dopiero w kolejnych odcinkach), kiedy mówi Hartmannowi, że zainwestowała w kampanię bardzo dużo pracy i nie chce, żeby to poszło na marne. Z pewnością ewentualny sukces byłby ważny dla jej dalszej pracy i kariery.
                • pepsic Re: "FOrbrydelsen" [5 odc] [2] 04.02.13, 18:59
                  Znowu muszę sie o Rie upomnieć. To chyba normalne, że jak ktoś oddaje pracy całe serce, to chce, aby odniosła sukces. I nie sądzę, aby musiała się obawiać o karierę, skoro posiadała wysoko usytuowanego politycznie tatusia. Jeśli już, raczej Hartmanna podejrzewałabym o interesowność i chęć wykorzystania koneksji tatki polityka.
              • grek.grek Re: "FOrbrydelsen" [5 odc] [2] 05.02.13, 13:13
                cała przyejmność po mojej stronie :]

                to jest sprostowanie bardzo istotne, Siostro.
                musiałem źle usłyszeć i trochę namieszałem [szkoda, że nie można edytować postów].

                o, i to też mi umknęło podczas oglądania.
                Sara się poczuła jak nauczycielka, której matka przyprowadza ucznia i prosi o opiekę, hehe.
                • siostra.bronte Re: "FOrbrydelsen" [5 odc] [2] 05.02.13, 15:13
                  I tak jestem pod wrażeniem, że tak dokładnie wszystko opisujesz. Dużo tu szczegółów, szybkie tempo akcji. Musisz dobrze znać czeski, wbrew temu co pisałeś :)
                  • barbasia1 Re: "FOrbrydelsen" [5 odc] [2] 05.02.13, 15:47
                    Grek urodził się z czeskim we krwi. ;)
                    • grek.grek Re: "FOrbrydelsen" [5 odc] [2] 05.02.13, 16:10
                      hehe ;]
                      jako dzieciak tyle razy przemycałem czekoladę i lentilki przez granicę, że pragnienie
                      zrozumienia, co mówią czescy celnicy i czy przypadkiem chcą mnie aresztować, istotnie zostawiło swój ślad w żarłocznym pochłanianiu słówek w ich narzeczu ;]
                      • barbasia1 Re: "FOrbrydelsen" [5 odc] [2] 05.02.13, 16:28
                        Czeska czekolada płynie mu / płynie Ci we krwi, stąd doskonale rozumie czeski. ;)

                        • grek.grek Re: "FOrbrydelsen" [5 odc] [2] 06.02.13, 12:31
                          hehe, u mnie to raczej polska krew płynie w czeskiej czekoladzie ;]
                          [szkoda, że genetykę mam taką nieużytą... bo mógłbym zostać najmłodszym
                          cukrzykiem w historii]
                          • barbasia1 Re: "FOrbrydelsen" [5 odc] [2] OT 06.02.13, 23:14
                            >hehe, u mnie to raczej polska krew płynie w czeskiej czekoladzie ;]
                            :))

                            > [szkoda, że genetykę mam taką nieużytą... bo mógłbym zostać najmłodszym>
                            > cukrzykiem w historii]

                            Też mi powód do przejścia do historii! Odpukaj w niemalowane, natychmiast!
                            • grek.grek Re: "FOrbrydelsen" [5 odc] [2] OT 07.02.13, 14:34
                              rokaz !
                              odpukowywowuję ;]
                              • barbasia1 Re: "FOrbrydelsen" [5 odc] [2] OT 09.02.13, 18:19
                                No!

                                ;)))))
                  • grek.grek Re: "FOrbrydelsen" [5 odc] [2] 05.02.13, 16:07
                    Dzięki :]

                    coś tam rozumiem ;], wytężam uszy jak zając stepowy.
                    [to ja, w trakcie oglądania : tapety.tja.pl/obrazki/tja_normalne/116518.jpg ]

                    chociaż zdarzają się słowa, których ni w ząb nie mogę ruszyć, glównie jakieś techniczne określenia, ale na szczęście rzadkie bardzo, w cieniu, a jeśli nawet coś znaczą istotnego, to udaje mi się ich znaczenie wywnioskować z kontekstu zdania albo sprawy jakiej dotyczą.
                    • barbasia1 Re: "FOrbrydelsen" [5 odc] [2] 05.02.13, 16:29
                      Hahahahahahaha :)))))))))))))

                      Grekuniu, ale Ty masz wielkie uszy!? ;)
                      • grek.grek Re: "FOrbrydelsen" [5 odc] [2] 06.02.13, 12:29
                        no mam takie... wiesz, to... dary... dary LOssssuuu ;]
                        • barbasia1 Re: "FOrbrydelsen" [5 odc] [2] 06.02.13, 23:02
                          Hahahahahahaha :)))))

                          Tak, natura czasem bywa hojna, aż za bardzo. :))
          • barbasia1 Re: "FOrbrydelsen" [5 odc] [2] 04.02.13, 23:01
            grek.grek napisał:

            > powiedzcie sami czy nie "Wojewódzki" ;]:
            Hehe! Wojewódzki jako żywy! Racja. :)
            Jeśli o mnie chodzi możesz bohaterowi pozostawić tę ksywkę. :)

            Właściwa kolejność, najpierw Twoja opowieść, potem link do filmu.

            No proszę, można sobie obejrzeć Forbrydelsen z angielskimi napisami! Nie wiedziałam, dzięki za link! :) Oczywiście nie mam najmniejszego zamiaru rezygnować z czytania na rzecz oglądania .

            Bardzo mi się podoba. :)

            • grek.grek Re: "FOrbrydelsen" [5 odc] [2] 05.02.13, 13:25
              haha, gdzieś słyszałem teorię, że każdy człowiek ma, miał lub będzie miał swojego
              niemal dokładnego sobowtóra - taki ktoś albo żyje aktualnie,albo żył kiedyś albo będzie
              żył w przyszłości :] wygląda na to, że sobowtór pana Kuby mieszka współcześnie w Danii, hehe.

              dzięki :]

              yes, fajna wersja, idealna, lepsza od czeskiej, i to także dlatego, że czeska jest dubbingowana.
              Dubbingowana bardzo dobrze, głosy świetnie są dobrane, ale dopiero tutaj są prawdziwe
              wokalizy aktorów.

              świetnie, akcja się rozkręca, 5 odcinków, a już kilka mocnych twistów, jest ta robota policyjna, żmudne znajdowanie i gubienie drobiazgów, a wraz z nimi kolejnych tropów, ciekawe charaktery
              ludzkie, gęsta atmosfera niedomówień, doskonały klimat robiony przez zdjęcia i rewelacyjną muzykę, kilka różnych wątków kręcących się wokół głównego.

              Jesli "Paradoks" miał choć częściowo czerpać ze wzorów m.in "Forbrydelsen", to jednak powiem, że oryginał jest nie do podrobienia... nawet przez Amerykanów [a może zwłaszcza,bo im się chyba nigdy żaden remake nie udał].
        • pepsic Re: "FOrbrydelsen" [5 odc] [2] 04.02.13, 18:49
          Bo Rie jest obowiązkowym, odpowiedzialnym i doświadczonym pracownikiem w przeciwieństwie do swojego pryncypała, na dodatek w nim zakochaną.

          Przyznam sie, że ten odcinek słabo pamiętam, jakoś sie wówczas pogubiłam.

          Zatem THX:)
          • siostra.bronte Re: "FOrbrydelsen" [5 odc] [2] 04.02.13, 18:58
            Czy przy każdej okazji musisz krytykować Troelsa? :)
            • pepsic Re: "FOrbrydelsen" [5 odc] [2] 04.02.13, 19:03
              He, he:) Właśnie sie łapię, że coraz bardziej go nie lubię i jeszcze ten nudny popielaty garnitur;)

              Ps. Powyżej pozwoliłam sobie na jeszcze więcej;))
              • siostra.bronte Re: "FOrbrydelsen" [5 odc] [2] 04.02.13, 19:45
                Strach pomyśleć, co będzie dalej :)
                A popielaty garnitur pasuje do jego niebieskich oczu :)
                • pepsic Re: "FOrbrydelsen" [5 odc] [2] 04.02.13, 22:56
                  A oto Troels Hartmann w pełnej krasie:
                  www.filmweb.pl/serial/Forbrydelsen-2007-365605/photos#picture-103
                  Dla udobruchania Siostry:))
                  • barbasia1 Re: "FOrbrydelsen" [5 odc] [2] 04.02.13, 23:16
                    :)
    • grek.grek "Głuchy telefon" [via TVP2] 05.02.13, 14:04
      Jest to film,w którym reżyser udaje Zanussiego, a Maciej Orłoś nie udaje, że jest kim
      więcej niż zapiewajłą teleexpressowym :]

      Rzecz o zdegradowanym inteligencie, tuż po przełomie 89 r.
      Człowiek ma dyplom socjologa, jakieś naukowe papiery, ale zarabia na chleb jeżdząc
      taksówką, mieszka z żoną w domu użyczonym im wspaniałomyślnie przez teściów i
      generalnie nie dostrzega w sobie aspiracji do tego by robić karierę albocośtam. Od 6 lat
      okłamuje żonę, że pisze doktorat, w rzeczywistości stukając na maszynie swoje egzystencjalne
      rozterki i dylematy [kim jestem ? po co jestem ? itd.], a prawdziwe szczęście odnajdując w swojej wielkiej pasji jaką jest muzyka Mozarta [nawet zna na pamięć kilkaset pozycji z jakiegoś specjalistycznego katalogu] i wieczornym samotnym krążeniu autem w ciemnościach miasta. Przyszłość rysuje się marnie, a i przeszłość nie jest dla niego powodem do dumy - ciązy nad nią jego opozycyjny epizod w Solidarności : był wprawdzie internowany, ale jego przyjaciel, Łukasz, siedział dłużej, a jego oskarżał o jakieś konszachty ze służbami. Od tej pory Tomasz jest na niego śmiertelnie obrażony i nie odbiera telefonów, kiedy tamten dzwoni.

      Największy kryzys dotyka jednak małżeństwa Tomasza. On i żona nie mają sobie nic do powiedzenia, zero seksu, zero sympatii, zero podziwu, zero czegokolwiek. Obcy ludzie połączeni rutyną, oddaleni od siebie.

      W tę rzeczywistość wkracza ich przyjaciółka sprzed lat, Agata - właśnie wróciła z Ameryki, gdzie przeżyła nieudany związek, uprawia życie singla, wnosi energię, otwartość, ożywia dom, ale jednocześnie badając życie swoich przyjaciół, rozmawiając z Katarzyną o jej nieudanym małżeństwie - podnosi ciśnienie relacji między nią, a Tomaszem. Co i rusz prowokuje spięcia, drobne konflikty, słowne tarcia. Ze zgodnego ponurego milczenia małżonkowie przechodzą do coraz bardziej otwartego wypominania sobie słabości charakteru i generalnie niedopasowania.
      Pierwszy ma dośc Tomasz, chce wyrzucić Agatę z domu, ale w jej obronie staje Katarzyna.

      POtem front się zmienia, kiedy Agata zaczyna z Tomaszem flirtować, jakby się upewniła, że Katarzyna go nie chce i jest do wzięcia. Tomasz odpowiada na te zaloty pozytywnie, coraz więcej czasu spędzają razem, dla niego to prawdziwa odmiana, a ona sprawia wrażenie, że znalazła faceta dla siebie, nawet mu proponuje wspólny wyjazd do Ameryki, żeby tam wspólnie zacząć sobie układać życie. Katarzyna patrzy na to i mimo że na Tomaszu jej nie zależy - żąda od niego, żeby wykopał Agatę z domu. Sama zaś zaczyna romansować z tym Łukaszem, eks-przyjacielem Tomasza. I to z kolei psuje humor Tomaszowi - już go tak nie cieszy flirt z Agatą, kiedy żona też ma kogoś innego. Widać już w tym momencie, że skoro dotyka ich, że drugie romansuje na boku, to może jednak tak całkiem nie są dla siebie straceni, a Agata uruchomiła nie tyle proces ostatecznego rozpadu, co oczyszczenia atmosfery ich związku, z powrotem odkrycia siebie - dla siebie nawzajem.

      Tomasz popada w złośc,kiedy dowiaduje się z kim kręci Katarzyna.Próbuje wyładować się w gwałtownym akcie z Agatą : chyba zahaczającym o gwaałt, aczkolwiek tak wstydliwie scena została pokazana i ucięta, że można się tylko domyślać,co się stało, i że nie było to dla obojga przyjemne. Potem ostro pije, aż do wylądowania w izbie wytrzeźwień. Nie zazna szczęścia z Agatą. Ale i Katarzyna nie będzie z Łukaszem, który stwierdza, że ona go nie kocha, raczej wciąz czuje coś do Tomasza, a w związku z tym nic z tego nie będzie. Tomaszowi klapka się przestawia, wykorzystuje całą sytuację, aby odwiedzić Łukasza i zakopać topór wojenny.

      a potem spotykają się na ulicy, on i Katarzyna, i dochodzi do pojednania i powrotu, jakby ten ostatni okres uświadomił im, że jednak jeszcze coś ich łączy i zalezy im na sobie. Kryzys zażegnany.

      Monologi Orłosia, dziwny trójkąt pod jednym dachem, muzyka Mozarta i chyba próba rozrachunku z nieudanym losem dzielnego inteligenta polskiego w nowym systemie, który
      nie daje szans awansu zawodowego, wyjaławia z aspiracji, a nawet zasadza się na stosunki
      małżeńskie.
      • siostra.bronte Re: "Głuchy telefon" [via TVP2] 05.02.13, 15:08
        Dzięki :)
        Tytuł obił mi się o uszy. Możliwe, że kiedyś ten film widziałam.
        • grek.grek Re: "Głuchy telefon" [via TVP2] 05.02.13, 16:14
          drobiazg :]

          chciałbym dodać jakieś multimedia ;], ale nijak żadnych nie mogę znaleźć, ani fragmentów
          filmowych ani nawet fotografii.
          [ z drugiej strony, może to i dobrze, a nuż byłyby jakieś ujęcia z zabiedzoną golizną Orłosia, którą
          parokrotnie niemiłosiernie ogrywa kamera, jakby bezlitosna dla pana Macieja, przy którym inny Maciej - Stuhr z "33 scen", to naprawdę... kawał chłopa (Barbasiu, ty będziesz wiedziała o jakie porównanie chodzi)]
          • barbasia1 Re: "Głuchy telefon" [via TVP2] 05.02.13, 16:40
            Ożeż aż takie momenty były??? 8-O
            Chętnie obejrzę to dzieło. ;))

            • siostra.bronte Re: "Głuchy telefon" [via TVP2] 05.02.13, 19:25
              Greku, Barbasiu, zlitujcie się i napiszcie co w końcu pokazał młody Stuhr w tej legendarnej scenie :))
              • grek.grek Re: "Głuchy telefon" [via TVP2] 06.02.13, 12:36
                co pokazał ?.. jakby to nazwać... dowód na to, że scena była kręcona w bardzo wychłodzonym pomieszczeniu ? ;]

                • siostra.bronte Re: "Głuchy telefon" [via TVP2] 06.02.13, 13:13
                  Haha! Ale dlaczego nie napiszesz wprost? Czy dobrze rozumiem, że to był pełny "front" ? :)
                  • grek.grek Re: "Głuchy telefon" [via TVP2] 06.02.13, 14:21
                    yes, dobrze rozumiesz, Siostro - front w całej pełni swojej... lapidarności ;]]
                    • siostra.bronte Re: "Głuchy telefon" [via TVP2] 06.02.13, 15:01
                      Jestem pod wrażeniem :) Rzadki widok w filmach w ogóle, nie mówiąc już o polskim kinie.
            • grek.grek Re: "Głuchy telefon" [via TVP2] 06.02.13, 12:34
              haha, yes - były, zwłaszcza jeden, w "wytrzeźwiałce".
              za to damska golizna znacznie oszczędniej prezentowana...
              można by postawić pytanie o zachowanie jakichś parytetów w tym filmie.

              hoho, czułem że tak będzie ;;]
      • barbasia1 Re: "Głuchy telefon" [via TVP2] 05.02.13, 16:21
        Piotr Mikucki - tak nazywa się reżyser filmu, sprawdziłam z ciekawości.


        Dzięki. :)
        • grek.grek Re: "Głuchy telefon" [via TVP2] 06.02.13, 14:29
          pan ten ma w swojej filmografii głównie "spektakle telewizyjne", i rzeczywiście
          ten teatralizm widać było w "Głuchym telefonie"

          cała przyjemność po mojej stronie, Barbasiu.

          próbuję coś łapać, bo zasadniczo słaba oferta w ostatnich dniach, powtórka "Pana życia i śmierci", dzisiaj będzie powtórka "Wszystko za życie", a poza tym same jakieś komiedyjki, jak to w środowej ramówce. Dopiero jutro Kocham Kino. dzisiaj plaża, co stwarza mi okazję obejrzenia "Pornografii" Kolskiego, co to się nawinęła powtórkowo. Szkoda tylko, że tyle jest możliwych premier, polskich i niepolskich, a telewizje uparły się nonstop powtarzać pokazywane już filmy, albo dają nowe tytuły... z niższych półek :] O, TVN dzisiaj -znów powtórka, "Rocky Balboa" [21:30]. A tak dobrze zaczęli sezon, "Sherlockiem" i "Wyspą Tajemnic". I skończyli się prędko, hehe. Postuluję, żeby Kocham Kino miało 3 wieczory w tygodniu, tylko tam premiery zdarzają się w jakimś większym procencie :]

          • barbasia1 Re: "Głuchy telefon" [via TVP2] 06.02.13, 23:28
            Nie widziałam "Pornografii" Kolskiego / nie czytałam książki Gombrowicza :/ . Opowiesz?

            Mnie akurat chwilowo pasuje ten senny sezon powtórkowy ,
            ale podpiszę się pod Twoim postulatem ...

            :)
            • grek.grek "POrnografia" [Kolskiego] [1] 07.02.13, 13:40
              Mogę spróbować.

              Rzecz zaczyna się w Warszawie, w 43 roku. Trwa wojna, a w mieszkaniu na ul Kruczej spotyka
              się inteligencja, pisarze malarze, poeci etc. TUtaj narrator Witold [Adam Ferency] poznaje Fryderyka [Krzysztof Majchrzak], nie wie kto zacz, ale gość ujmuje go sposobem bycia i, czy ja wiem, "portretem ogólnym" ;]

              Witold ma zaproszenie od swojego starego przyjaciela, Hipolita [Krzysztof Globisz], właściciela ziemiańskiego dworku z całym obejściem i polem. Jedzie więc w odwiedziny zabierając ze sobą Fryderyka.

              W okolicy kręcą się wprawdzie Niemcy, ale dostają od gnącego się w ukłonach Hipolita czapkę [w rzeczywistości : hełm] jajek i zadowoleni znikają; bywają również polscy partyzanci ukrywajacy się w lasach okolicznych.

              Witold i Fryderyk jakoś chcą sobie zorganizować czas na miejscu. W oko wpada im para dojrzewających blond-młodziaków : Henia, córka Hipolita i Karol, syn zarządcy w majątku Hipolitowym [chłopiec ma za sobą epizod w partyzantce]. Dzieciaki wychowują się razem od małego, nic ich nie łączy, co najwyżej typowo koleżeńskie żarty. Zwłaszcza, że Henia jest już zaręczona, z niejakim Wacławem - "bardzo porządnym, odpowiedzialnym, z dobrej rodziny". OPrócz tego dziewczyna uważa, że Karol zainteresowany jest raczej seksem niż związkiem, co prowadzi ją do pogardliwego stwierdzenia "to dzieciak". Sama już dziewicą nie jest, przynajmniej wedle tego, co mówi - ma za sobą przelotny romans z żołnierzem, którego kiedyś Hipolit ukrywał w majątku. Fryderyk chce zmienić sytuację, tak zakręcić i zamieszać, żeby Henia i Karol się ze sobą spiknęli. Wciąga w to Witolda, ale przecież wcale nie na siłę. Witold, tak jak Fryderyk, jest zaintrygowany świeżością i młodością Heni i Karola, ich erotyczne spotkanie ma być niemal hołdem dla natury i czymś należącym wręcz do właściwego porządku świata.

              Zaczyna się od drobnych gestów. Kiedy Witold, Fryderek i Henia spacerują wokół dworku i zatrzymują się przy Karolu naprawiającym zepsute koło powozu, Fryderyk nakłania ją, żeby podwinęła nogawkę spodni Karola, który niechcący ją rozdarł.

              Potem Fryderyk idzie dalej - pod pretekstem, że "będzie kręcić film" namawia Henię i Karola do
              odgrywania dwuznacznych, zmysłowych scen [w stodole : Karol lezy i coś tam robi, Henia nadjeżdza, yes :), na jakimś takim kawalku deski na kółkach, jej twarz pojawia się ponad jego twarzą i wysypuje ona z ust źdźbła zboża, które on pochłania].

              Fryderyk sam ma okazję do romansu,a nawet -ów. Z sympatią traktuje młodą córkę gospodyni. Po tym jak zaprasza ją do wspólnej gry na fortepianie [wspólnej w znaczniu : Fryderyk gra sam i tylko pozwala sobie używać jej palca do zaakcentowania niektórych dźwięków]
              dziewczyna gotowa jest mu się oddać, ale Fryderyk odmawia mówiąc "mam córkę w twoim wieku". Na "tak" wydaje się być również żona Hipolita. Ona wprawdzie aż tak otwarta jak młoda panna nie jest, poza tym - lubi sobie chlapnąć z gwinta, niemniej - kręci się przy Fryderyku i mury jej małżeńskiej wierności wydają się nader kruche [przepraszam za tę grafomanię, heh] i to nawet nie tylko dlatego, że nadwątlone wodą ognistą w ilościach wystarczających. Fryderyk jednak nie przejawia ochoty na bliższe zapoznanie się z jejmością.

              W majątku pojawia się narzeczony Heni, Wacław. Z wąsem i falą włosów zaczesanych na bok, taki "szopĘ" trochę ;]. Okazuje się być, istotnie - przyzwoitym facetem, z tym że dość trywialnym i ugrzecznionym. Później zjawia się także jego matka, której do gustu przypada towarzystwo Fryderyka. Do momentu, kiedy odkrywa że jest on ateistą, co dla żarliwie wierzącej katoliczki jest przeszkodą nie do przebycia i argumentem za przerwaniem znajomości [scena spacerowa w polu].

              Dochodzi do wypadku. Kiedy wszyscy siedzą w jadalni przy kolacji, matka Wacława niespodziewania zostaje zasztyletowana w swojej sypialni przez chłopca, który wkradł się do środka, żeby ukraśc coś do jedzenia. Trudno powiedzieć, że czy to on ją dźgnął, czy może
              był to nieszczęśliwy wypadek, w każdym razie kobiecina nie żyje. Chłopca zaś łapią domownicy i zamykają w składziku jakimś gospodarczym. Nie ma tam źle... Fryderyk podrzuca mu niedopałki papierosów, a wyraźnie szukająca seksualnej relacji córka służącej przychodzi do niego w celu, który w efekcie usprawiedliwia dopalenie tego papierosa ;]

              Wacław cięzko znosi śmierć matki. Chce zabić jej oprawcę, ale Witold i Fryderyk ratują jeńca. Wacław biadoli, że nie wie, jak się do tej matczynej śmierci ustawić - wcześniej spacerując w polu z Fryderykiem łaził w rozpaczy na czworakach niczym pies [Fryderyk w tym czasie dostojnie podążał obok, komiczna scena], a teraz Fryderyk wypala mu prosto w twarz : "jak to - nie wiesz, co zrobić ? Przeżyj to !!! wypij każdą kroplę jej śmierci, do dna !!!".

              w efekcie tego wybuchu, jak sam twierdzi, Fryderyk traci głos. porozumiewając się z Witoldem za pomocą listów zostawianych w umówionym miejscu - namawia go, żeby wkręcili Wacława. Fryderyk ma "reżysersko" zaaranżować w stodole "filmową" scenę z udziałem Heni i Karola, a Witold ma ją Wacławowi pokazać, że niby Witold "przypadkiem odkrył randki Karola i Heni, no i czuje się w obowiązku powiadomić prawowitego narzeczonego", oczywiście : Fryderyk "reżyseruje" z ukrycia, a Wacław ma tę scenę wziąć na prawdziwe życie.

              Tak też się odbywa, ale Wacław nie doznaje żadnego szoku. "Oni się znają od dziecka, nie ma w tym nic dziwnego", powiada. TYle, że niektóre sceny działają z efektem opóźnionym. Wacława zaczyna sytuacja niepokoić, jest w fatalnej formie z powodu tragicznej śmierci matki, a teraz jeszcze Henia i Karol... Odwiedza Witolda, próbuje się dowiedzieć, co on o tym sądzi, ale Witold nie udziela mu żadnej wiążącej odpowiedzi. Wacław zostaje w zasadzie sam z tą zagwozdką w głowie. Jest rozklejony zupełnie, bo jednak w takiej sytuacji trudno o zaufanie do drugiej osoby, a racjonalne wyjaśnienia ulegają podejrzeniom niecnym.

              W majątku Hipolita pojawia się pułkownik Siemion [Jan Frycz], z leśnej i nie tylko konspiry. Zmęczony, przerażony [jak wyjawia Witoldowi w rozmowie] wojną pragnie się wycofać z całego zamieszania, uciec, zdezerterować. Hipolit daje mu gościnę, ale jako że jest to ziemianin pod tytułem "dobrze żyć z tymi, co więcej mogą" - kiedy przychodzi rozkaz od ruchu oporu, żeby zdrajcę i dezertera Siemiona zlikwidować : zbiera domowników, mówi im że "wszyscy są teraz żołnierzami" i bada,który gotów byłby zabić pułkownika. NOżem, w nocy i bezlitośnie.

              Fryderyk odmawia "ja bym nie mógł" i od razu zwraca się do Wacława z dobitnym stwierdzeniem "pan też by nie potrafił". Wacław nieśmiało oponuje, ale kiedy pada otwarta propozycja, żeby zatem zabił - opuszcza głowę. Witold też odmawia. Hipolit najpierw mówi, że sam to zrobi, ale chwilę później zmienia zdanie - niemal wydaje rozkaz zabicia Siemiona... Karolowi. Ten się specjalnie nie waha. Pytanie tylko : jak wejśc nocą do pokoju Siemiona, facet jest w takiej paranoi i strachu, że zamyka się na cztery spusty i niemal nie sypia ?

              Fryderyk ma pewien plan... Ale najpierw opowiada żonie Hipolita historię swojego [mówi o "przyjacielu", ale tak naprawdę - o sobie] upadku życiowego. Miał córkę, Żydówkę. Po śmierci żony, a jej matki, ukrywał ją przed światem, czasy niepewne, Zydzi prześladowani... Nie był jednak dobrym ojcem - wychodził wieczorami, balował w knajpach, a ona siedziała zamknięta i czekała na niego. Któregoś razu bardzo się spóźnił,ona wyszła na poszukiwanie go, i na ulicy została schwytana przez Niemców. Zbyt charakterstyczną miałą urodę... On wrócił do domu i zobaczywszy, że jej nie ma pobiegł jej szukać. Wedle słów Fryderyka "zobaczył ją, na rampie, przed wagonem bydlęcym... i kiedy wyciągała do niego ręce - schował się, uciekł, schował się przed własnym dzieckiem". Po małej został mu tylko okrągły zielony przedmiot. Jedyna rzecz w jego walizce... poza stertą kamieni.

              Plan Fryderyka jest prosty : strach nie pozwoli mu otwoirzyć drzwi przed mężczyzną, niech więc niewinna Henia zajdzie do niego nocą...
              • grek.grek "POrnografia" [Kolskiego] [2] 07.02.13, 14:10
                Henia zapuka, Siemion otworzy, a wtedy Karol go zaskoczy z nożem.

                Fryderyk wpadl na ten pomysł [to już ksiązka dopowiada, jak czytam w bryku - na razie, niestety tylko w bryku] patrząc jak zgodnie wspolnie Henia i Karol zabijają dżdżownicę rozdeptując ją butami. Wtedy powstała w jego głowie myśl, że właśnie morderstwo jest
                tym, co tych dwoje może ze sobą związać zmysłowo, erotycznie i w ogóle.

                Dla Fryderyka będzie to więc jednocześnie urzeczywistnienie jego wizji połączenia miłosnego
                nastolatków - "ta śmierć, krew ich połączy". I o ile na bazie ducha, to się stanie po
                akcji, to fizycznie dzieje się tuż przed, Karol konsumuje Henię tuż przed rozpoczęciem
                całego przedsięwzięcia, a Fryderyk z Witoldem nasłuchują przez prześwity w deskach sufitu, który jest zarazem podłogą w pokoju wyżej.

                Henia puka do drzwi pokoju Siemiona. Jest ciemno, a światło świeczki blade. Męska postać otwiera drzwi. Na to zza winkla wypada Karol i pakuje w nią nóż. Po chwili okazuje się, że zamordowanym nie jest Siemion, a... Wacław. To Wacław był w pokoju. Siemion lezy na tapczanie. Jest martwy, nóż tkwi w jego nerce. Wacław zabił więc Siemiona [aby ukoić ból ? czy dowieść coś światu ?],a potem pozwolił ? się zabić Karolowi [i Heni w sumie też].

                Fryderyk w ostatniej scenie odwiedza tę dziuplę gdzie trzymają domniemanego zabójcę matki Witolda. Siedzi tam córka służącej. Fryderyk pokazuje jej to zielone okrągłe coś, pamiątkę po córce [pojawia się fotografia Fryderyka z tą niby córką - ma ona kropka w kropkę twarz, a zwłaszzca uszy, podobną do twarzy tej dziewczyny, tylko młodszą nieco, a w ręku trzyma właśnie ten zielony przedmiot] i że "zostawi to jej na drodze". Potem wychodzi, zamaszystymi ruchami podcina sobie żyły i wlokąc się noga za nogą, kapiąc krwią wychodzi na dukt, zostawia to zielone i idzie dalej.

                W książce - ponoć, bo i ja nie czytałem - Fryderyk zabija tego chłopaka co niby matkę Wacława kozikiem strugnął, tutaj finał jest inny, o ile jest w książce tak, jak słyszałem/czytałem.

                Ponoć Fryderyk

                w powieści wygląda to następująco:
                mariola.wordpress.com/2006/12/08/witold-gombrowicz-pornografia/
                o ile to dobry adres :]

                TYle co do fabuły.
                Film dodaje oczywiście obraz i wg mnie jest on świetny : stonowana kolorystyka [bodaj jedyną jaskrawością jest ta zieleń okrągłego przedmiotu córki Fryderyka] i gustownie dobrane okoliczności przyrody polskiej - znakomity styl, wraz z muzyką i pewnym nawet poetyckim miejscami rysem narracji - tworzą intrygującą całość. Scena "reżyserii filmowej "Fryderyka jest tak nakręcona i tak umuzykalniona, że zostaje w pamięci. Scena, kiedy Witold mówi Fryderykowi, z zacięciem pielącemu zaniedbane grządki w ogródku, "co ty właściwie robisz",a on mu zachwycony odpowiada "zobacz jak tu pięknie", a potem zjada dżdżownicę, którą zadeptali wspolnie Henia i Karol, i dodaje "... i jest co jeść" - też poprowadzona mistrzowsko.Globisz kapitalny w efektownej scenie, kiedy histerycznie się popisując uśmiechami i przyjaznymi słowami i gestami obdarowuje hitlerowca jajkami i robi co może,żeby tylko sobie szybko poszedł razem z kolegą. Frycz w swoim epizodzie - sama klasa. Zakończenie mocne, puenta wyrazista, nie wiem jak to się ma do powieści i czy w pełni oddaje zamiary autora, ale jako film - robi wrażenie, wg mnie.

                Aktorzy są wspaniali, a Fryderyk-Majchrzak oscarowy, naprawdę - choćby dla klimatu całej opowieści i właśnie nieodpartego Majchrzaka warto ten film zobaczyć.
                • grek.grek Re: "POrnografia" [Kolskiego] [2] 07.02.13, 14:16
                  www.youtube.com/watch?v=1r_pOpxWV4I
                  www.youtube.com/watch?v=F7jS81qsby4
                  www.youtube.com/watch?v=4loHcUiJtJA
                  • barbasia1 Re: "POrnografia" [Kolskiego] [2] 09.02.13, 17:07
                    Dzięki Greku! Niełatwe to było zadanie opowiedzieć "Pornografię" (tak czułam), ale pięknie sobie poradziłeś, jak zawsze.

                    W miejsce komentarza podam bibliografię. Dobrym wprowadzeniem do powieści "Pornografia" jest esej Jana Błońskiego „Gombrowicz i rzeczy ostateczne” w: J. Błoński, Forma, śmiech i rzeczy ostateczne. Studia o Gombrowiczu, Kraków 2003.

                    Wczoraj znalazłam też bardzo interesującą rzecz w internecie, a mianowicie atrykuł z Dekady Literackiej w której autor prównuje powieść z jej adaptacją filmową. Polecam go Twojej /Waszej uwadze.
                    dekadaliteracka.pl/?id=3947



                    A jak znajdę na półce Dzienniki Gobrowicza, to przepiszę tu jego własny komentarz na temat tego dzieła.
                • pepsic Re: "POrnografia" [Kolskiego] [2] 07.02.13, 20:39
                  Pokręcona i przekombinowana ta historia. Sama nie wiem, czy chciałabym obejrzeć. Doceniam, że podjąłeś się spisania tej niełatwej do opowiedzenia fabuły, rzecz jasna z mojego punktu widzenia.
                  :)
                  • grek.grek Re: "POrnografia" [Kolskiego] [2] 08.02.13, 14:11
                    Dzięki, Pepsic :]
                    myślę, że na ekranie wygląda to lepiej niż w opowieści.
                    spróbuj, jeśli kiedyś nadarzy się okazja, ot tak - dla zweryfikowania
                    podejrzeń :]
                    • siostra.bronte Re: "POrnografia" [Kolskiego] [2] 08.02.13, 15:42
                      Też doceniam :) Ale przyznam się, że tylko przebiegłam wzrokiem.
                      • maniaczytania Pornografia i muzyka filmowa (i o RMF Classic) 09.02.13, 12:31
                        Greku - ja tez Ci bardzo dziekuje za streszczenie. Jakos do obejrzenia tego filmu nic mnie nigdy nie ciagnelo i dalej nie ciagnie, a teraz wiem dokladnie 'ococho' ;)

                        Ale chcialam o jedno zapytac - o muzyke. Slucham albowiem gdyz poniewaz radia RMF Classic w drodze do i z pracy, a tam procz klasycznych kawalkow Chopina itp., ogromne maja rowniez zasoby kawalkow filmowych (i to najbardziej lubie) i czesto tam bywa utwor z "Pornografii" wlasnie i bardzo mnie sie spodobal. Wiec jak z ta muzyko panie?

                        A przy okazji to chcialabym bardzo towarzystwo niniejsze do tegoz radia zachecic - wiadomosci (denerwujacych) w nich bardzo malo, wiadomosci kulturalnych duzo, ciekawe audycje o architekturze, muzyce, filmie, sztuce, a w piatkowe popoludnie mozna by rzec dzien filmowy - bo najpierw audycja - wywiad z jakims czlowiekiem filmu, ktory opowiada o swojej pracy, o kulisach wspolpracy z roznymi tworcami (i tak poznalam m.in. dzwiekowca, kostiumografa, castingowca), a o 17.30 w audycji "Odeon" Stanislaw Janicki opowiada o starym kinie (wczoraj bylo np. o Avie Gardner). A co do samej muzyki, ktora sie tam pojawia, filmowej jest mnostwo, odkrylam wiele perelek, jak rowniez filmow, o ktorych nie slyszalam wczesniej. I duzy plus za to, ze na ich stronie mozna odnalezc tytul utworu, wystarczy pamietac, o ktorej mniej wiecej godzinie byl emitowany.
                        • barbasia1 Re: Pornografia i muzyka filmowa Z. Konieczny 09.02.13, 16:52
                          Temat główny go filmu Jana Jakuba Kolskiego "Pornografia" skomponował Zygmunt Konieczny.

                          www.youtube.com/watch?v=vKEC3qThV0c
                          Piękny motyw.

                          A propos Chopina, fragment z "Pornografii"
                          www.youtube.com/watch?v=4loHcUiJtJA
                          :)


                          :)

                        • barbasia1 o RMF Classic 09.02.13, 16:56
                          Też uwielbiam słuchać RMF Classic w czasie podróży. Moje "stacjonarne" radio, ani radio w komórce niestety nie łapie tej stacji.
                        • pepsic Re: Pornografia i muzyka filmowa (i o RMF Classic 09.02.13, 21:36
                          Mnie nie trzeba zachęcać, znam i również jestem na tak. Potwierdzam, świetne standardy puszczają, niektóre w ogóle nie znane.
    • grek.grek kinowe premiery ost. tygodni 06.02.13, 12:59
      coś zapomnieliśmy o kinach.
      parę filmów z ostatnich tygodni brzmi nieźle.

      "HOly Motors", ten jakoś szczególnie nietuzinkowo :
      opium.org.pl/2013/01/09/holy-motors-recenzja/
      Nowy Tarantino :
      stacjakultura.pl/4,21,30367,Django_recenzja_filmu,artykul.html
      no i "Drogówka" Smarzowskiego, z zeszłego tygodnia, ponoć znów
      petarda :
      film.interia.pl/recenzje/news/drogowka-powtorka-z-wesela,1889253,6290
      Barbasiu, ciekawe czy rozpoznasz swojego [zgaduję ?] ulubieńca w nowym wydaniu ?:
      bi.gazeta.pl/im/b2/c0/c6/z13025458Q,Arkadiusz-Jakubik-w--Drogowce-.jpg
      nieco wcześniej :
      film.interia.pl/recenzje/news/pokusa-plastikowy-duszacy-erotyzm,1878732,6290
      [podobno Kidman w całkowicie nowym imidżu ekranowym, jako przerysowana prowincjonalna seksbomba]

      jako miłośnik [od momentu obejrzenia "Barw"/Colors, wg mnie tytułu niedościgionego w tym gatunku] policyjnych filmów w klimacie kalifornijskim, i ten tytuł nie przeszedł mnie bokiem :

      kulisykultury.pl/film/2012/bogowie-ulicy-recenzja-filmu/
      podobno hicior :
      film.org.pl/r/recenzje/7-psychopatow-18641/
      • barbasia1 Jedną z tych premier zaliczyłam wczoraj, ha! :) 06.02.13, 17:07
        Obejrzałam wczoraj wieczorem w kinie "Drogówkę"!

        Mocne męskie kino policyjne, niepozbawione poczucia humoru, oczywiście dopasowanego do stylistyki, a zatem czarnegu i wulgarnego humoru. Z ekrany zwłaszcza w pierwszej części leją się przekleństwa, wulgarne sceny seksu rodem z filmów porno. Leje się wóda. Bohaterowie żyją w świecie przeżartym, korupcją, nieuczciwością, zdradą. Kombinują i oszukują wszyscy począwszy od ludzi na wysokich stanowiskach, poslów, urzędników państwowych, przez policjantów, lekarzy, prokuratorów, kombinatorstwem skażone są nawet małe dzieci z podstawówk (syn policjanta mówi, że dzieciaki z drużyny piłkarskiej chcą sprzedać mecz!).

        Arkadiusz Jakubik miał chyba najmocniejszą rolę, zagrał u Smarzowskiego policjanta erotomana (tło na zalinkowanym zdjęciu wszytsko o nim mówi), ku...arza, śliniącego się na wiodok bab, zdradzającego na każdym kroku sympatyczną skadinąd i kochającą żonę z prostystutkami, brzydkimi tirówkami. Obrzydliwy, obleśny typ z farbowanymi na czarno włoskami i solarkiem na twarzy z ku...mi nieustannie wiszącymi u rozporka (sorry!), co się w koncu dla niego źle skończy - ( tu goteskowa scena, krwisty czarny humor, he,he, jakiego w kinie chyba jeszcze nie było, przynajmniej w naszym kinie :)). Oprócz tego nie odmawia brania łapówek w zamian za niewypisanie mandatu. Mimo to jednak da się odrobinę (ale dorobinę) polubić tę postać, w dużej mierze dzięki znakomitej kreacji Jakubika, poza tym sierżant Pertycki, ma jedna kilka pozytywnych cech, które ratują go; jest lojany wobec kupmpli, pomaga koledze, kiedy ten ma kłopoty, kocha i dba o żonę, dzieci, troszczy się i martwi o swoją siostrę, też policjantkę...

        Tyle pierwszych wrażeń ... cdn.


        Dzięki za wszytskie linki! Poprzeglądam później.

        PS Co za zbieg okoliczności, że Ty właśnie dziś o kinie, o filmie Smarzowskiego.
        • siostra.bronte Re: Jedną z tych premier zaliczyłam wczoraj, ha! 06.02.13, 18:11
          Nie czuję się zachęcona, wręcz przeciwnie :)
          • barbasia1 Re: Jedną z tych premier zaliczyłam wczoraj, ha! 06.02.13, 22:27
            :)

            Nie dziwię się, "ta zabawa nie jest dla dziewczynek ..."

            www.youtube.com/watch?v=30Hd9Dk5TEM
            Jutro wieczorem pozniechęcam Cię jeszcze trochę . ;)
            • siostra.bronte Re: Jedną z tych premier zaliczyłam wczoraj, ha! 07.02.13, 00:08
              Oj tam, widziałam w kinie znacznie gorsze rzeczy :)
              Po prostu temat filmu mnie nie interesuje.
          • maniaczytania Re: Jedną z tych premier zaliczyłam wczoraj, ha! 06.02.13, 22:32
            siostra.bronte napisała:

            > Nie czuję się zachęcona, wręcz przeciwnie :)

            A ja zupelnie odwrotnie ;) Sie nie moge doczekac :D
            • barbasia1 Re: Jedną z tych premier zaliczyłam wczoraj, ha! 06.02.13, 22:34
              O! Fajnie! Jutro wieczorem, pozachęcam Cie jeszcze, Maniu. Wybierasz się do kina na "Drogówkę"?
              • maniaczytania Re: Jedną z tych premier zaliczyłam wczoraj, ha! 07.02.13, 17:48
                barbasia1 napisała:

                > O! Fajnie! Jutro wieczorem, pozachęcam Cie jeszcze, Maniu.

                Licze na to :)

                > Wybierasz się do kina na "Drogówkę"?

                Bardzo bym chciala, ale u mnie kino to albo na filmy dzieciece (co tez jest fajne :) ) albo czekamy na dziadkow ;)

                A jeszcze tak bym chciala na "Django" :)
        • grek.grek Re: Jedną z tych premier zaliczyłam wczoraj, ha! 07.02.13, 14:39
          o proszę, Barbasiu jesteś na czasie :]
          nie ma to jak informacje i [w Twoim wykonaniu - jak zawsze barwne i ciekawie ujęte] wrażenia z pierwszej ręki, dzięki Ci.

          ha, podejrzeam, że Jakubik nawet grajac ostatniego łapserdaka, chuuuu...ligana i erotUmana da się na swój sposób polubić.

          z przyjemnością czekać będę na obiecany [nie wywiniesz się, nie pozwolimy Ci] ciąg dalszy Twoich obserwacji, spostrzeżeń i opinii :]



          • barbasia1 Re: Jedną z tych premier zaliczyłam wczoraj, ha! 07.02.13, 23:06
            Dzięki! Dzięki! Greku! :)))
            Jutro dokończe, dobrze?

            Jutro też przeczytam posty o "Pornografii" i o kolejnym filmie Allena! :))
            • grek.grek Re: Jedną z tych premier zaliczyłam wczoraj, ha! 08.02.13, 14:13
              oczywiście :]

              orajt, posty nie Gołota - nie uciekną ;]
          • barbasia1 Re: Jedną z tych premier zaliczyłam wczoraj, ha! 07.02.13, 23:16
            grek.grek napisał:

            > ha, podejrzeam, że Jakubik nawet grajac ostatniego łapserdaka, chuuuu...ligana
            > i erotUmana da się na swój sposób polubić.

            Oczywiście, także dlatego, że to właściwie tragikomiczna postać. :)
        • pepsic "Drogówka" 07.02.13, 20:49
          Jak nie przepadam za brudnymi filmami Smarzowskiego, niespodziewanie nabrałam ochoty na wyprawę do kina, tyle, że poczekam na na kino studyjne. Dzięki Barbasiu:)
          I słówko nt. Jakubika. Nie mam pojęcia, dlaczego ten mało apatyczny aktor (na zdjęciu faktycznie nie podobny in plus) wzbudza tak liczne zachwyty. (?)
          • maniaczytania Re: "Drogówka" 07.02.13, 21:22
            pepsic napisała:

            > I słówko nt. Jakubika. Nie mam pojęcia, dlaczego ten mało apatyczny aktor (na zdjęciu faktycznie nie podobny in plus) wzbudza tak liczne zachwyty. (?)

            Mialo byc "apetyczny" czy nie? :)

            A odpowiedz na pytanie brzmi - bo to swietny aktor jest, jeden z lepszych. Potrafi w kazdym filmie stworzyc znakomita kreacje, ktorej sie nie da zapomniec (z roznych wzgledow ;) ) i za kazdym razem jest inny.
            • barbasia1 Re: "Drogówka" 07.02.13, 22:55
              Dobrze mówisz, Maniu.

              Dodałabym jeszcze, że to wszechstronny aktor, który z powodzeniem występuje zarówno w dramacie, jak i w komedii, czy właśnie w kryminałach.

              Bardzo mnie cieszy Wasz, Pepsic, Maniu, Greku pozytywny odzew.

              Pozwolicie, że ciąg dalszy na temat filmu pojawi się dopiero jutro?

              Pepsic się wybiera do kina ( polecam), Mania może też trafi przy dobrym wietrze, nie wiem, czy w takim razie mogę spojlerować???



              Padam skonana, mam nadzieję, że nie zasnę dziś na filmie.

              :)

    • grek.grek KOcham Kino "POwrót do Brideshead" 07.02.13, 15:29
      Dwójka, 22:30 & 3:10
      chyba główny hicior na dziś, prawdaż zawżdy ?
      już rozebrałyście trochę rzecz na części w poprzednim volume OCTW, więc
      z pewnym przytotowaniem można do niej przystąpić.
      Abstrahując od fabuły - mam też nadzieję także na stylowe wnętrza, plenery, oldskulowy styl i w ogóle niech fruwa marynara.
      [mam nadzieję, Er.po, i Maniu, że napiszecie jeszcze o róznicach między ksiązką, serialem a samym filmem]

      "Miasto prywatne" jak zwykle w środku nocy [dzisiaj 0:30,TVP1], a szkoda, początki prowincjonalnej mafii w Polsce po 89, przyjaźnie wystawiane na próbę w obliczu interesów, niepowtarzalna atmosfera małomiasteczkowej POlski tuż po przełomie, pan Boguś w kreszowym dresiku...;]

      Mad Men 21:10 Kultura, dla fanek :]


      • maniaczytania Re: KOcham Kino "POwrót do Brideshead" 07.02.13, 17:40
        grek.grek napisał:

        > [mam nadzieję, Er.po, i Maniu, że napiszecie jeszcze o róznicach między ksiązką
        > , serialem a samym filmem]

        To raczej Er.pa i siostra - bo ja serialu nie widzialam i ksiazk tez nie czytalam (jakos nie wpadla mi nigdy w rece ;) )
        • er.pa Re: KOcham Kino "POwrót do Brideshead" 07.02.13, 21:58
          To ja grzecznie poczekam na Wasze wrażenia, a potem wyjaśnimy, gdzie tkwi problem :)
          • maniaczytania Re: KOcham Kino "POwrót do Brideshead" 07.02.13, 22:04
            ja chyba sobie odpuszczam. Wlasnie zerknelam do programu i troche pozno sie konczy ..., no i wolalabym jednak najpierw przeczytac ksiazke :)
            • er.pa Re: KOcham Kino "POwrót do Brideshead" 07.02.13, 22:09
              Wydaje mi się, że lepiej najpierw obejrzeć tę wersję, jeśli w ogóle, bo po przeczytaniu ksiązki bardziej irytuje :)
            • barbasia1 Re: KOcham Kino "POwrót do Brideshead" 07.02.13, 22:57
              Nie wymiękaj , Maniusiu! Słuchaj osoby doświadczonej.
              Książkę zdobędziesz później.
              • angazetka Re: KOcham Kino "POwrót do Brideshead" 08.02.13, 09:42
                I jak wrażenia? Bo wczoraj się skusiłam i wysiedziałam do końca. Film mnie trochę wymęczył, ale nie żałuję seansu ze względu na Bena Whishawa. Cóż za interesująca jednostka aktorska! (tak, mam słabość do zdolnych Brytyjczyków)
                • grek.grek KOcham Kino "POwrót do Brideshead" -wrażenia 08.02.13, 14:09
                  Estetyczne - jak najbardziej. Ten Oksford od środka, i to całe Brideshead - uczta dla oka.
                  Angielskie kino ma jednak wielki atut w postaci własnie tych zachowanych staroci, które co
                  i rusz może zaprzęgać do kinowego rydwanu [ jestem z grafomanią na ty, proszę ja Was, hehe].
                  I te scenograficzne specyfiki od razu nadają tym filmom własną osobowość i charakter.

                  No i jak udanie w takich okolicznościach architektoniczo--ogrodowo-wnętrzarskich istnieją te wszystkie konflikty i namiętności, co to są podstawą fabuły.

                  Oskarżonym jest tutaj relikt epoki wiktoriańskiej, w postaci toksycznej matki, ale generalnie cała familija jest zarażona jakimś niezrozumiałym całkowicie wirusem, który objawia się w postaci fanatycznej dewocji. Matka bigotka pierwszej wody, córka idąca w jej ślady, a razem z synem-alkoholikiem odczuwająca nieustanne wyrzuty sumienia z powodu własnych instynktów seksualnych, zresztą syn znajduje ukojenie w jakimś klasztorku, jako furtian, czy coś - nawet zatem uciekając od matki i jej zaborczości odnajduje spokój w oparach religijnych. Ojciec pryska do Wenecji, gdzie żyje radośnie i znajduje kobietę znacznie przyjemniejszą niż kostyczna i zasadnicza żona, ale i nawet on przywieziony do Brideshead, aby tam umrzeć - na łożu śmierci pęka jak guma w majtkach i żegna się znakiem krzyża. Braciszek Sebastiana i Julii - ma takie zaćmienie mózgu, że powiada, iż "ojciec nie chce księdza i ostatniego namaszczenia, ale i tak dostanie, bo jako katolik mam obowiązek ratowania bliźniego nawet wbrew jego woli" :] - znamy to, znamy... ze stosów rozpalanych pod niewiernymi, a dzisiaj z ustawodawstawa RP, gdzie wszyscy mają się stosować do reguł wyznaniowych. I jeszcze ten dobrotliwy uśmieszek inkwizytora... Księdza proboszcza o wyglądzie mini beczkowozu - pominę z litości :]

                  Autor[ka] ksiązki, scenarzyści i reżyser filmu mają wyraźny zatarg mentalny z kościołem, z religią jako taką, coś mi się wydaje.

                  Przytomnie używają tutak określenia "katolik", nie - chrześcijanin.
                  Chrześcijaństwo miało być religią szczęścia, życia i radości, na modłę franciszkańską; katolicyzm jest jego pokurczonym, brzydkim bękartem - wyprodukowanym przez zachłanny kler i kopniętych teologów, akcentujący moralną winę, grzech, konieczność nieustannej pokuty.

                  W tych bohaterach objawiają się iskry tego pragnienia szczęścia, jak zresztą sam Sebastian mówi [pod drzewem, siedząc z Charlesem, "chcę być szcześliwy"], a Julia okazuje choćby w Wenecji całując się z Charlesem, wiedząc, że jako ateista jest nieakceptowany przez rodzinę, ale cięzkim młotkiem wbijane im całe życie do głowy posłuszeństwo wobec nakazów katolickiej wiary ich hamuje, ogranicza i co się wespną trochę do wyjścia, to zaraz ich kapciem, w postaci mamuśki [swoją drogą, Emma Thompson jest świetna], do rzeczywistości przywraca wzbudzając obrzydzenie do samych siebie.

                  Jasne, mozna by to potraktować jak opowieść o opresji jako takiej, o skandalicznych błędach wychowawczych, można by przyznać matce nawet odrobinę racji - źle dla nie chciała - ale jednak jest to rzecz o negatywnym wpływie religii, utożsamianej z systemem zakazów, nakazów i absolutnego posłuszeństwa, narzędzia które jednym chorym służy do obarczania swoją chorobą także innych. Zamiast franciszkańskiej wolności, rozwoju i otwartości - ten rygorystyczny katolicyzm niesie wyłącznie destrukcję. Nałóg albo podejmowanie decyzji skutkujących nieszczęściem [Julia i jej małżeństwo]. Zadziwia pewna bezwolnośc postaci. Sebastian niby próbuje uciekać, ale jednak głowę ma już zainfekowaną. Julia niespecjalnie się próbuje bronić. Jest tylko "popalanie w łazience", bez próby prawdziwej zmiany swojego losu. Wygląda na to, że te postaci mają po prostu przetrącony kręgosłup.

                  Julia zadaje w końcówce pytanie Charlesowi : czego chce ? I że niby, poprzez wykorzystanie faktu, że jej małżeństwo to fikcja i można ją "odkupić" od męża za dwa płótna początkującego talentu malarskiego, ma chrapkę na przejęcie Brideshead. Jesli tak, to co miałby chcieć osiągnąć ? Egzorcyzmować to miejsce ?

                  Trochę na siłę wydało mi się to komplikowanie motywacji Charlesa, m.in własnie poprzez to pytanie Julii i taką pokerową twarz samego Charlesa, która mogłaby sugerowac,że istotnie coś tam w zanadrzu chowa. Ostatecznie odchodzi po tym, jak ojciec Jullii i Sebastiana korzy się przed katolicką formułą na łożu śmierci, a Julia klepie różaniec i wpatruje się w starego jakby chciała go popędzić,żeby przeżegnał się zanim kojfnie. Wie, że nic tam już po nim, że Julia się nie zmieni, śmierć matki wcale jej nie uwalnia, matka była tylko symbolem, a problem tkwi w głowie dziewczyny.

                  Matka mówi w pewnym momencie do Charlesa: "życie tutaj jest nieważne, liczy się tylko życie wieczne", ale nie mówi tego tonem człowieka wierzącego. Ona naucza. Mówi o tym jakby przekazywała wiedzę obiektywną. Przyzwyczajona do posłuchu i dominacji nawet na ateistę się zasadza :]

                  Charles wg mnie jest postacią nieco niedopracowaną - z jednej strony, ma własne zdanie i kiedy wszyscy się modlą, klękają czy co tam : on nie probuje się dostosować. Nie rezuygnuje ze swojego światopoglądu nawet z powodu uczucia do Julii, wiedząc, że jego ateizm jest przeszkodą i dla niej i dla jej rodziny w ewentualnej akceptacji jego kandydatury na męża. Zostaje przy swoim. Jak później się okazuje : słusznie, jego poświęcenie i kłamstwo nie byłoby warte zachodu. Julia idzie wyraźnie w ślady matki. Jako jedyny ma odwagę bez kompleksów rozmawiać z przerażającą mamuśką. A jednak robi dziwne wrażenie gogusia, wymuskanego, zagubionego, ta pewnośc siebie jego i charakter nie są dostatecznie wyeksponowane. Brak tej postaci dodatkowego kwantu energii. Nie sądzę, żeby to była wina aktora, raczej reżyser nie dosypał pieprzu do tej zupy, może nie chciał,żeby jedyny racjonalista na ekranie choćby na metr zalatywał plebsem ? ;]

                  w sumie - bardzo dobry film.

                  Erpo, Siostro - z wielką ciekawością czekam Waszych uwag :]
                  • siostra.bronte Re: KOcham Kino "POwrót do Brideshead" -wrażenia 08.02.13, 17:02
                    Tak jak pisałam wcześniej wrażenia mam mieszane.

                    Pewnie byłoby inaczej, gdybym nie czytała książki i nie obejrzała serialu. Fakt, że to było wieki temu, więc nie pamiętam szczegółów, raczej ogólne wrażenia. Może więc lepiej oceniać sam film jako całość?

                    Tak, jest na co popatrzeć. Jak wiecie uwielbiam te klimaty :) Przy kolejnej projekcji zwróciłam uwagę na piękną muzykę.

                    Sama historia wydaje mi się trochę przekombinowana. Zabrakło miejsca na pogłębienie psychologii postaci. Wyszedł trochę banalny miłosny trójkąt. Nie do końca rozumiem np. nagłą fascynację Charlesa Julią.

                    Wiesz, Charles sprawiał takie wrażenie i w książce, i w serialu. Tak jakby chciał się "wżenić" w rodzinę ze wspaniałą posiadłością. Niby miły i sympatyczny, ale była w nim jakaś przebiegłość. Zresztą jest taka scena, kiedy Anthony na wernisażu mówi Charlesowi, że jest "żarłoczny".

                    Serial był przesycony smutkiem i nostalgią za utraconą młodością. Całą historię opowiadał zza kadru Charles i to jeszcze podkreślało nastrój. A Jeremy Irons ma cudowny głos :) Ciekawe, że to właśnie pozostało mi w pamięci, a nie problemy rodziny Sebastiana z religią. Mam zresztą wrażenie, że w filmie ten temat został uwypuklony. I choć bardzo ciekawy, trochę przesłonił inne wątki.

                    Obejrzałam ten film ponownie z przyjemnością, chociaż jak napisałam, nie wszystko mi się podobało.


                    Dla ciekawych video z pamiętnego serialu Charlesa Sturridge'a, z oryginalną muzyką:

                    www.youtube.com/watch?v=RYsMO3rBtYY&list=FLQ2Oq7WfOSxDLBwqKY8CF1A&index=1












                    • er.pa Powrót do Brideshead - od początku świata 08.02.13, 18:25
                      Aby dojść do meritum, musze przedstawic rozbudowany wstęp :)
                      Waugh (to jest samczyk, mimo nieco niewieściego imienia Evelyn) wydał te powieść jako swoją siódmą, i skonsternował towarzystwo. Do tego momentu jego teksty były z zacięciem satyrycznym, dowcipne, trochę zjadliwe. A tu nagle z grubej rury – poważna, miejscami dramatyczna, o religii, prawie w ogóle bez akcentów humorystycznych. Zupełnie inny kaliber. Stąd przyjęcie było dość chłodne, i początkowo uważano, że to najsłabszy tekst Waugh. Był rok 1945. A Wagh przeszedł był na katolicyzm – stąd temat.
                      Z czasem rzecz trochę okrzepła, była nawet propozycja sfilmowania tego w USA, ale ostatecznie Waugh się nie zgodził, bo scenariusz bardzo spłycał temat. Serialu nie doczekał, zmarł w 1966. Powieść była umiarkowanie popularna, ale miała swoje grono wielbicieli, a wśród nich Dereka Granegera, który został producentem serialu, oraz Charlesa Sturridge’a, który w wieku 28 lat został jego reżyserem – drugim, zaraz wyjaśnię dlaczego.
                      Po zabiegach Graneger’a Granada zdecydowała się na produkcję serialu. Wybrano amerykańskiego reżysera o brytyjskich korzeniach, Michaela Lindsey-Hogga, zrobiono casting, wybrano lokalizacje, zlecono adaptację. Zdecydowano się na rzecz bez precedensu – cały serial nakręcono nie w studio, ale „w terenie”, czyli w Oksfordzie, Castle Howard, Wenecji i część wnętrz w Manchesterze, gdzie jest siedziba Granady. Ogólnie jest to moment, kiedy telewizja jest obrzydliwie bogata, i ma pieniądze na takie programy z wysokiej półki. No i wydaje na ten projekt, początkowo przewidziany na 6 godzin, a ostatecznie rozbuchany do 13. Ksiązka ma tylko 345 stron! Rusza produkcja, jest rok 1979. I bodaj po miesiącu czy dwóch zaczyna się strajk techników, i trwa trzy miesiące. Cały harmonogram idzie się paść. Rezyser ma zobowiązania w Hollywood, i żegna się z towarzystwem. Blady strach – co teraz. Zgłasza się Sturridge, młodziak prawie bez doświadczenia, ale katolik po Oksfordzie, znający książkę na pamięć! Irons w międzyczasie zaczyna zdjęcia do Kochanicy Francuza. Szansa życia. Tu nakręcona już spora część serialu. No i kombinacje alpejskie, jak mu umożliwić udział w obu projektach. Udaje się to, ale jak mówi Irons nic tylko mu przyklejają i odrywają zarost :) Ale za to dzięki opóźnieniu udaje się zgrać grafik z Lawrencem Olivierem, który zagra Lorda.
                      Całość trwa dwa lata. I jest to adaptacja, która naprawdę strona po stronie ilustruje książkę. Czego nie ma w dialogach, i nie da się pokazać obrazkiem, Irons czyta z offu, prosto z książki. Odeszli od pierwotnej wersji adaptacji, wrócili bezpośrednio do tekstu. Dekoracje tez są według opisu Waugh. Oczywiście mają mase wątpliwości, m.in. Granger i Sturridge zastanawiają się, kto to będzie oglądał – Sturridge na to, że pewnie ich matki :) jest to z resztą zgodne ze stereotypem widza brytyjskiego filmu kostiumowego – kobiety z klasy średniej, w średnim wieku.
                      Ale wydarza się cud – serial wciąga widzów jak bagno. Do tego fenomenalnie sprzedaje się w USA, powodując modę na lata 20-te. A książka Waugh ląduje w kategorii „modern classics”. To jest przykład na to, jak tzw. serial klasyczny, czyli adaptacja zrobiona w konwencji znanej od początku powojennej telewizji i przewidzianej dla powieści klasycznej typu Dickens, powoduje „kanonizację” powieści dwudziestowiecznej.
                      cdn
                      • er.pa Re: Powrót do Brideshead - 2 08.02.13, 19:04
                        No to teraz do brzegu – czyli na czym polega problem z filmem.
                        Narratorem powieści jest Charles z perspektywy 1943 roku. Cała powieść i (i serial) to opowieść o tym, jak Charles pamięta swoją młodość, i potem wiek wczesnośredni. Postacią najważniejszą jest Sebastian, choć znika w połowie książki i serialu.
                        Ktoś zgrabnie napisał, że historia Charles’a to historia Kopciuszka zaproszonego na bal. Jest to chłopak z klasy średniej, którego matka zginęła jako pracownica czerwonego krzyża w Serbii, a ojciec jest oschły, zyje w swoim świecie, i jest dość cyniczny. (Charles wraca do domu ze studiów w Paryżu. Ojciec: „O, już jesteś? Tak szybko? Ilez to Cię nie było?” „15 miesięcy …”. Inna rozmowa: „Synu, już masz 21 lat…” „Mam 20.” „O, a wydaje się, że to już trwa znacznie dłużej…”) Charles wyjeżdża do Oksfordu, i zanim pozna Sebastiana, ten już mu wpada w oko, bo jest arystokratą, jest piękny, ma w sobie nonszalancję, wyróżnia się. Kiedy narzyganie przez okno powoduje ich spotkanie się, Charles jest zauroczony. Ani serial, ani powieśc nie odpowiadają na pytanie, czy jest to tylko „romantyczna przyjaźń” przesycona homoerotyzmem, czy jest to też seks. Jest na pewno miłośc w sensie duchowym. Sebastian „uwodzi” Charlesa najpierw kwiatami, potem wystawnym lunchem, potem pokazaniem mu Brideshead, po czym ściąga go tam do towarzystwa na lato. Film dopowiada seksualny kontekst pocałunkiem. Powieśc i film tego nie robią. Jest pełen zachwytu wzrok Charlesa, jest opalanie się na golasa na dachu (całkiem interesujące ujęcie obu panów od tyłu :), jest cała seria romantycznych spacerów po Wenecji, jest rozmowa z konkubiną ojca o miłości która jest między Charlesem a Sebastianem (Cara sugeruje, że to częste wśród młodych Anglików i Niemców :), i co ważne - nia ma tam Julii. Julia nigdy nie staje między Sebastianem a Charlesem. Julia jest 10 lal później substytutem Sebastiana. Jest do niego bardzo podobna. Charles co prawda sugeruje, że to Sebastian był takim „zwiastunem” jego miłości do Julii, ale mnie bardziej przekonuje wersja odwrotna.
                        Po idyllicznym lecie przychodzi znowu jesień w Oksfordzie, i Sebastian zaczyna więcej pić. On już pił wcześniej, i jak zauważyła Cara, pił na smutno, tak jak kiedyś ojciec. Główny konflikt jest taki sam jak w filmie, czyli „Święta” lodowata matka, która swoją religijnością skrzywia psychicznie wszystkie swoje dzieci. Poza Brideym, Sebastianem i Julia, jest jeszcze Cordelia, nieobecna w filmie, a szkoda, bo to fajna postać. Jest dzieckiem na początku, kochającym Sebastiana, religijnym na „wesoło”, chodzi do szkoły u zakonnic. Jest śliczna scena gdy mówi Charlesowi, że za chyba funta można sobie kupić chrześnicę w Afryce. Wysyła się pieniądze, a oni danym mieniem chrzczą dziecko afrykańskie. I ona ma już 6 Cordelii! Cordelia jest autentyczna, ma w sobie radość i szczerość, mimo religijności, potrafi np. przynieść whisky Sebastianowi. Nie zostaje zakonnica, ale czymś na kształt, pracuje w jakichś takich korpusach pomocy, i to ona odnajduje ostatecznie Sebastiana żyjącego na progu klasztoru. Jest najrozsądniejsza z tego towarzystwa.
                        Sebastian pogrąża się w alkoholizmie, ucieka w pułapek zastawionych przez matkę. Religia nie pozwala mu się uwolnić od ciągłego poczucia winy. To ważne, że to katolicyzm – to mniejszość w Anglii, oni dorastają w poczuciu inności, i w świadomości grzechu. I ta świadomośc grzechu odsunie ostatecznie Julię od Charlesa – ona po nawróceniu się ojca nie umie już być szczęśliwa z Charlesem, żyjąc w grzechu – po wcześniejszym zyciu w grzechu z Rexem, który był rozwodnikiem. Ona jest cały czas rozdarta między wychowaniem, a buntem, chęcią życia własnym życiem. I wygrywa wiara – u wszystkich czworga rodzeństwa. I co ciekawe – i w książce i w serialu jest jasna sugestia, że i Charles przechodzi na katolicyzm. Czyli jest to tekst o nawróceniu. Jednak takim głęboko nieszczęśliwym. Trudno oskarżyć Waugh o propagowanie katolicyzmu – to religijne wychowanie niszczy Sebastiana i niszczy Julię. Julia będąc w ciąży z Rexem rodzi martwe dziecko. Z tej traumy nigdy nie wychodzi.
                        • er.pa Re: Powrót do Brideshead - 3 i już 08.02.13, 19:25
                          Charles jest przede wszystkim narratorem, i osoba do której mówią inni. Mówi Sebastian, Anthony, lady Marchmain, Rex, Julia, Cara, Cordelia. Sam Charles głównie slucha, ale my jego myśli dostajemy w narracji. Trochę irytuje jego nieumiejętnośc pomocy Sebastianowi. Charles poddaje się – nie pamiętam, czy jest to w filmie. Jest impreza na której chowają pieniądze przed Sebastianem, a on wyłudza od Charlesa, jedzie niby na polowanie, po czym zawija do pubu. Charles na drugi dzień, po opierniczeniu na lodowato przez Lady Marchmain, wyjeżdża. Nie radzi sobie z cierpieniem Sebastiana, ucieka.
                          Ciekawy jest tez seksualizm Charlesa. Żeni się z siostrą kolegi, ale to ona mu się oświadcza. Gdy żona jest w drugiej ciąży, Charles wyjeżdża w południowoamerykańskie plenery. W drodze powrotnej wiąże się z Julią, nie jedzie zobaczyć dzieci, zostaje w Londynie, potem jedzie do Brideshead. Julia to aAlter ego Sebastiana. Ale to Julia mówi dwa lata później, że chciałaby wyjść Charlesa za mąż, i mieć dzieci. Czyli Charles wcale ku temu nie podąża, choć związek z Julią w Brideshead jest przez dwa lata szczęśliwy. Właśnie – Brideshead – to jest część atrakcyjności tej rodziny. Charles zostaje malarzem dzięki Brideshead, „nawraca się na barok.” Zakochuje się w domu, w dobrych winach, wystawnym jedzeniu, arystokratycznym stylu życia.
                          Ogólnie – Sebastian jest postacią tragiczną, a Charles rozmemłaną. Julia jest chwilami zbyt groteskowa, by być tragiczną.
                          Teraz jeszcze słowo o sposobie filmowania i plenerach – to ten właśnie serial ustanowił pewien standard filmowania atrakcyjnych panoram, budynków, eksponowania piękna wnętrz, rekwizytów, pejzażu. Kilka lat póxniej powstanie film Maurice kręcony w Cambridge – bardzo podobnie. Inspektor Morse osadzony w Oksfordzie, wyprodukowany też przez Granadę, tez ma podobne ujęcia miasta. Ten serial zapoczątkował styl filmowania stosowany później w produkcjach Merchan/Ivory, które to produkcje z kolei rozpętały całą dyskusję na temat tzw. „kina dziedzictwa”, bardzo ideologiczną, w kontekście panującej wtedy Tatcher – jeśli kogoś interesuje za co krytykowano angielskie filmy kostiumowe w latach 90-tych, to chętnie napisze, choć już nie dziś, bo trochę się zdyszałam
                          • siostra.bronte Re: Powrót do Brideshead - 3 i już 08.02.13, 19:38
                            Nie wiedziałam, że będzie jeszcze trzecia część :)

                            O właśnie, nie do końca rozumiem dlaczego Charles nie potrafił pomóc Sebastianowi. I specjalnie się to nie starał. Przecież byli bliskimi przyjaciółmi. Ta znajomość jakoś zbyt nagle się urywa.

                            Charles jest rozmemłany, to dobre określenie. Wydaje się, że bezwolnie poddaje się biegowi wydarzeń. Chyba jest mu z tym wygodnie.

                            O "Maurycym" pisałam entuzjastycznie nie raz :)
                            • er.pa Re: Powrót do Brideshead - 3 i już 08.02.13, 19:57
                              No właśnie Maurycy, Pokój z widokiem, Howards End - te filmy poszły pod obstrzal rzeczonej krytyki, a i Brideshea sie dostało. Ale dysputa wygasła, a filmy dalej są wyświetlane. Najzabawniejsze jest to, że najbardziej "angielskie" produkcje były kręcone przez Merchant Ivory productions, gdzie mamy: Jamesa Ivory - Amerykanina, Ismaila Merchant - Muzułmanina z Indii oraz współpracująca z nimi scenarzystkę Ruth Prawer Jhabvala - Żydówka której rodzice uciekli z Polski, a która wyszła za Hindusa. I ta drużyna wyprodukowała filmy o największym stężeniu angielskości w angielskości :)
                              • siostra.bronte Re: Powrót do Brideshead - 3 i już 08.02.13, 20:07
                                Tak, to była wspaniała ekipa.

                                Teraz moda na takie produkcje powróciła przy okazji sukcesu "Downton Abbey", chociaż z pewnością to już nie ten sam poziom.
                          • grek.grek Re: Powrót do Brideshead - 3 i już 09.02.13, 13:27
                            czy Charles naprawdę ma chętkę na "zagarnięcie" Brideshead, co sugeruje mu Julia w scenie filmowej ?

                            w filmie,wg mnie, też da się zauważyć, że Charles jest pod wrażeniem Brideshead, jego klasy i przepychu. To pewnie też ma wpływ na jego stosunek do rodzeństwa, jeśli darzy ich uczuciem, to także przez pryzmat tego, że czas mogą spędzać właśnie tam. Wrażliwość estetyczna artysty czy spełnione sny plebeja "z okolic dworca Paddington" ? :]

                            tak to działa... Ty się "zadyszałaś", a my pełni przyjemności z efektów tej zadyszki :]]
                            • er.pa Re: Powrót do Brideshead - 3 i już 09.02.13, 15:14
                              "czy Charles naprawdę ma chętkę na "zagarnięcie" Brideshead, co sugeruje mu Juli
                              > a w scenie filmowej ? "
                              Nie pamiętam tej sceny z filmu, ale nie ma takich sugestii w ksiązce. Charles jest tam dla Julii, z gracją korzysta z dobrodziejstw i pławi się w luksusie, ale nigy nie wykazuje jakiejś pazerności.
                              • grek.grek Re: Powrót do Brideshead - 3 i już 09.02.13, 15:45
                                zatem, zapewne są to jakieś jej [filmowe] wątpliwości.

                                dzięki :]
                        • siostra.bronte Re: Powrót do Brideshead - 2 08.02.13, 19:30
                          Dzięki, er.pa :)

                          Ciekawa historia powstania serialu. Czasem trudno przewidzieć co osiągnie sukces. Z pewnością to jeden z najlepszych angielskich seriali w historii.

                          Nie miałam pewności co do szczegółów, ale teraz przypominam sobie całą historię. Tak jest, w książce i serialu były tylko aluzje, że Charlesa i Sebastiana łączy coś więcej niż przyjaźń. I nie było żadnej "zdrady" ze strony Charlesa. Jego związek z Julią zaczyna się o wiele później.

                          W ogóle to było mi żal Sebastiana. Że sam siebie zniszczył. Szkoda, że nie próbował jakiejś innej drogi, może ucieczki od tej przeklętej rodziny.

                          Er.pa, wpadaj częściej :)

                          • er.pa Re: Powrót do Brideshead - 2 08.02.13, 19:39
                            Dziekuję za dobre słowo :) Porblem w tym, że ja mam wiedze wąsko skanalizowaną :)
                            Ale o dramacie kostiumowym chętnie jeszcze napiszę, bo to, co grek pochwalił wyżej - to eksponowanie zachowanych staroci - stało się przedmiotem ostrej krytyki wewnątrz UK pod koniec lat 80-tych i 90-tych, i to jest dośc ciekawa historia. Ale to już nie dziś :)
                            • barbasia1 Re: Powrót do Brideshead - serial poszukiwany 09.02.13, 00:22
                              Szalenie ciekawy Twój komentarz, i porównania filmu z powieścią i serialem, Er.pa!

                              Po tym wyczerpującym komentarzu trudno nie przyznać Ci racji, że nowa filmowa adaptacja blado wypada na tle książkowego oryginalu i serialu . Choć oczywiście film dobrze się ogląda przede wszytskim właśnie ze względu na efektowną stronę wizualną - scenografię, kostiumy z epoki (które wszyscy już zdążyli pochwalić ).

                              Aleście drogie panie Bronte i Er.pa narobiły ochoty na obejrzenie serialu !!! Trzeba by złożyć zamówienie do TVPKultura!?


                              >Jeśli obejrzycie film, i ktoś będzie chciał bym wyjaśniła na czym polega wyższośc serialu, to >chętnie wtedy wyjaśnię, ale się nie narzucam. przypadek, nazwijmy to zawodowy, sprawia, >że jestem nieprzyzwoicie w temacie :)

                              Pracujesz przy serialach brytyjskich??? Kostiumach??? Jeśli nie możesz głośno odpowiedzieć skiń głową jak Charles w "Powrocie do Brideshead", kiedy zgadza się oddać Rexowi swoje dwa obrazy w zamian za udzielenie rozwodu z Julią. ;)

                              Ale o dramacie kostiumowym chętnie jeszcze napiszę, bo to, co grek pochwalił wy
                              > żej - to eksponowanie zachowanych staroci - stało się przedmiotem ostrej krytyk
                              > i wewnątrz UK pod koniec lat 80-tych i 90-tych, i to jest dośc ciekawa historia.

                              Koniecznie napisz!

                              Też w pierwszej kolejności po obejrzeniu filmu myślałam o wspaniałej, pełnej przepychu scenografii, kostiumach.
                              • er.pa Re: Powrót do Brideshead - serial poszukiwany 09.02.13, 08:27
                                "Pracujesz przy serialach brytyjskich??? Kostiumach???"
                                Barbasiu, jakże bym chciała :) Ja niestety tylko teoretycznie się tym tematem zajmuje, ale przypadek sprawił, że akurat ostatnimi dniami miałam "na warsztacie" Brideshead :)
                                Co do zamówienia na tvp Kultura - no, chyba rzeczywiście, tylko tam ten serial by się wpaspwał, bo "normalna" telewizja tego spacerowego tempa by nie wytrzymała :)
                                Taka jeszcze ciekawostka mi się przypomniała - Sebastian odnaleziony przez Charlesa w Maroko jest wyniszczony przez alkohol, wychudzony, zapada na różne infekcje, bo nie ma odporności. Kiedy przywozi go ze szpitala do mieszkania, on ledwo idzie, kaszle. W przypadku serialu to jest rok 1981 - sam początek epidemii AIDS. To zbieg okoliczności, ale w kontekście jego stylu życia, i tego, co zaczynało być wiadomo o AIDS w chwili emisji serialu, stał się jego stan zdrowia niechcący sugestywną ilustracją choroby osoby z grupy największego ryzyka.
                                A o obiecanych produkcjach kostiumowych napiszę albo jeszcze dziś, albo jutro.
                                • angazetka Re: Powrót do Brideshead - serial poszukiwany 09.02.13, 11:32
                                  > A o obiecanych produkcjach kostiumowych napiszę albo jeszcze dziś, albo jutro.

                                  Cudownie :) Ja tu głównie podczytuję, ale czuję potrzebę wyrażenia zachwytu dyskusją o "Brideshead" i w ogóle. A te na wskroś angielskie filmy są bardzo bliskie memu sercu, więc jestem ciekawa, co napiszesz.
                                  • maniaczytania Re: Powrót do Brideshead - serial poszukiwany 09.02.13, 12:44
                                    i ja sie przylaczam do podziekowan i zachwytow nad obszernym komentarzem Er.pa - pisz czesciej, zdecydowanie! Zwlaszca, ze film, zgodnie z zapowiedzia, jednak odpuscilam. Zdobede ksiazke i wtedy moze film obejrze :)


                                    Tez jestem fanka wielka angielskich seriali i filmow kostiumowych :)
                                • barbasia1 Re: Powrót do Brideshead - serial poszukiwany 09.02.13, 15:25
                                  Dzięki za wyjaśnienia, przepraszam za ciekawskość. Teoria - też pasjonująca sprawa.

                                  Z całą pewnością taka reinterpretacja wątku choroby Sebastana w momencie powstania serialu jest jak najbardziej uprawomocniona.

                                  :)
                        • grek.grek Re: Powrót do Brideshead - 2 09.02.13, 13:21
                          Toż to wykład prawdziwy :]
                          i jakże zajmujący.

                          Cordelia pojawia się w filmie, jeśli dobrze pamiętam ?
                          Jest istotnie w cieniu, gdzieniegdzie się przemazuje po ekranie, choć np.
                          w scenie przyjęcia w Brideshead, na którym ogłoszeone zostają zaręczyny Julii, pijany Sebastian robi scenę, a jego matka wyrzuca Charlesa, nie mogąc mu wybaczyć, że przyniósł
                          tamtemu wódeczkę - to chyba owa Cordelia prosi Charlesa do tańca, a potem
                          zmienia go na narzeczonego Julii, bo "potrzebuje lepszego tancerza".
                          Czy ja dobrze kombinuję, Czcigodne ?:]

                          to jest niezmiernie ciekawy wątek Julii jako "substytutu" Sebastiana albo pre-uczucia do Julii.
                          Fakt zagwozdka, może ci dwoje w istocie tworzą jedną osobę,
                          to by dowodziło biseksualizmu Charlesa ?

                          yes, to wygrzebywanie się Julii w stronę "własnego życia" jest widoczne.

                          Co wiadomo o jej relacjach z ojcem ?
                          W filmie widać, że ma mu ona za złe, że ich zostawił i wyjechał.
                          Można by z tego wyciągnąć opinię, że jego nieobecność, ucieczka tym bardziej skłaniają ją
                          w stronę trzymania się matczynych nauk, a zniechęcają do takiej właśnie jak jego - ucieczki ?
                          słowem : jaki wpływ ma ojcowska zrywka na determinację/demotywację Julii w poszukiwaniu
                          owego "własnego życia" ?

                          no proszę... Charles się łamie jednak :]
                          czy przechodzi on na katolicyzm w jakimś konkretnym celu, czy z potrzeby serca ?

                          [napisało mi się, że scenarzyści i reżyser filmu chcą ugryźć religię, miałem na myśli to,że nawet jeśli ksiązka [czy serial, który na pewno znają] nie łagodzą sprawy, to zawsze scenarzysta i reżyser filmu mogą coś opuścić, ominąć, zmienić. I proszę, jak teraz wiadomo z Twojego opisu - nie tyle nie złagodzili, co zaostrzyli ton, bo w filmie, jak pamiętam, Charles nie przechodzi tego nawrócenia]

                          jeszcze raz brawo za świetny przewodnik po całej tej historii, Er.pa :]

                          • er.pa Re: Powrót do Brideshead - 2 09.02.13, 15:37
                            Bardzo dziekuję - wszystkim - za dobre słowa, i za uwagę :)

                            Nie pamiętałam, że Cordelia w ogóle jest w filmie, ale z tego co piszesz, to wygląda na to, że jakiś ochłap jej został.

                            Ja myślę, że Charles jest biseksulany, a Sebastain tylko homoseksualny. Jest taka piękna scena w serialu i książce - w filmie tego wątku chyba nie ma - gdy chłopcy idą n imprezę charytatywną w Londynie, skąd kolega zabiera ich na "gorącą" imprezę. A tam próbują naszych pięknych chłopców "zarwać" dwa "lachony" wątpliwej reputacji. Ten trzeci kolega oczywiście takie lachony tam wyhacza, a nasi chłopcy odgrywają cudną lekko obrzydzoną, obojętność. Sposób w jaki poprowadzona jest ta scena nie pozostawia złudeń, że ani Charlesa ani Sebastiana dziewczyny w ogóle nie interesują. Z resztą oni zrywają się na pierwszą wycieczkę do Brideshead właśnie dlatego, że do Oksfordy zjeżdżają dziewczyny na zawody wioślarskie.

                            Relacje z ojcem ... Cóż, po pierwsze nie wiem, czy to było powiedziane w filmie, ale ojciec przeszedł na katolicyzm przed ślubem, dla narzeczonej. No i po wojnie się zerwał. Julii to komplikuje poszukiwanie godnego narzeczonego z rodziny arystokratycznej, bo trudno o takiego, gdy przyszły teśc żyje w grzechu. Świadomośc buntu ojca przekłada się na chęć buntu u Julii i Sebastiana. Sebastian pije, jak pił ojciec, ale ojca uratowała Cara. Fakt, że ojciec w końcu czyni znak krzyża staje się dla Julii potwierdzeniem, że od wiary nie ucieknie. No to przestaje uciekać, i przestaje żyć w grzechu. Nie wiem, czy w filmie była taka scena, gdy Bridey mówi, że się żeni z wdową, ale że tej narzeczonej tu nie przywiezie, bo Julia żyjąca w grzechu już z drugim mężczyzną stanowi przeszkodę dla spotkania się tych dwóch pań. Julie to ogromnie rusza, rozsypuje się w rozmowie z Charlesem, ale potem otrzepuje piórka, i wraca do konwersacji z bratem jak by nigdy nic.

                            Nawrócenie Charlesa jest bardzo subtelnie zasygnalizowane w epilogu, gdy idzie do kaplicy będąc w Brideshead jako żołnierz. To, że przeszedł "na jasną stronę mocy" jest zasugerowane w narracji, i oczywiście tak samo jest to zrobione w serialu, głosem z offu czytającym tekst. Zarzucano nawet Waugh, że nie jest to przekonywujące, że nic w prologu tego nie sugeruje, że jakoś tak bez uzasadnienia to zostawił.

                            Polecam się na przyszłość :)
                            • grek.grek Re: Powrót do Brideshead - 2 09.02.13, 15:56
                              w filmie Julia przyjmuje ten znak krzyża uczyniony przez ojca z ulgą, nawet się o
                              to chyba modli :] - jest to zgodne z oryginałem ? wygląda na to, że nie czeka na
                              decyzję ojca, ale że czeka na TĘ decyzję właśnie.

                              myślisz, że żal wobec ojca za to, że ją "zostawił" przekłada się w jakiś sposób na
                              niedostateczną determinację Julii w tym buncie ?
                              [mnie się wydało, że chciała, ale brakowało jej woli, coś ją limitowało, ciekaw jestem
                              jakie były proporcje między wpływami matki i ojca].

                              dyskretny gość, a szkoda - ta zmiana podejścia Charlesa, jej strona motywacyjna, to
                              przeca byłaby dość istotna sprawa.

                              ...nie miej wątpliwości, że będziemy Cię maglować :]
                              a przede wszystkim - pisz kiedy chcesz, o czym chcesz i bez żadnej konkretnej okazji :]

                              • er.pa Re: Powrót do Brideshead - 2 09.02.13, 16:27
                                No, żebys tej zachęty nie żałował :)

                                Ale odpowiadam na pytania:
                                tak, Julia bardzo chce, by ojciec dał znak. I co ciekawe, w szczytowym momencie modli się o to tez i Charles. Błaga siłe wyższą o znak - dla Julii - i ten znak nadchodzi. Mozna założyc, ze to przesądza i o jego pózniejszym nawróceniu. Wczesniej Charles ały czas jest w opozycji, próbuje zracjonalizować potrzebe ostatniego namaszczenia - ta próba zracjonalizowania wiary jest nawet dośc zabawna. Żeby zilustrować szczegółowośc tego momentu w serialu - Lord Marchmain przyjeżdża do Brideshead na początku odcinka 11, a umiera około 90 minuty (odcinek ma podwójną długość). Zapewniam Was, jest czas na bardzo wiele rozważań :)

                                Troszkę nie umiem odpowiedziec jasno na to pytanie o bunt Julii. Ona jakoś mało o ojcu mówi, wspomina, że byli u niego w Mote Carlo, aha - ojciec umozliwia jej ślub z Rexem, bo matka po odkryciu jego bycia rozwodnikiem nie zgadza się na ślub. Nie wiem, czemu Julia musi mieć formalną zgode rodziców, ale otrzymuje ją od ojca, pisemnie, na slubie jest tylko przyczajona Cordelia, zrozpaczona, że nia ma slubu w katedrze, i nie może być druhną. Czyli ojciec pozostaje dla Julii i dla Sebastiana taką deską ratunku gdy trzeba pokonać matkę. Natomiast ojciec ostatecznie faworyzuje Julię zapisujac jej Brideshead - odbiera dom Brideyowie, bo go nie lubi, i nie lubi jego dominującej żony. Pomyślę jeszcze nad tą relację ojciec - Julia :)
                                • grek.grek Re: Powrót do Brideshead - 2 11.02.13, 13:45
                                  bez oooobaw :]
                                  raczej już obmyślam nazwy i laudacje dla Twoich spodziewanych Ojejasów :]

                                  ciekawa jest to róznica ["krzyżoróbna"] w stosunku do filmu.

                                  dużo interesujących szczegółów, dzięki.
                                  Gdybyś coś sobie przypomniała - koniecznie napisz:]


                  • barbasia1 Re: KOcham Kino "POwrót do Brideshead" -wrażenia 09.02.13, 00:44
                    > Przytomnie używają tutak określenia "katolik", nie - chrześcijanin.

                    :)

                    Ten wątek religijny, religii katolickiej ma silny rys biograficzny!?

                    Autor powieści, pan, jak zwraca uwagę Er.pa, Evelyn Waugh, Arthur Evelyn Waugh, w wieku 27 lat, jeszcze przed napisaniem "Powrotu ..." przeszedł na katolicyzm, wywołując tym w swojej anglikańskiej rodzinie i pośród znajomych niemały szok ...
                    • grek.grek Re: KOcham Kino "POwrót do Brideshead" -wrażenia 09.02.13, 13:31
                      zauważyłem, Barbasiu, i też jestem nieco zdziwiony :]

                      spodziewałem się z Twojej strony pomidorów za moje uwagi o religii takie i owakie,
                      na wszelki wypadek :

                      www.justdesktopwallpapers.com/images/filmstv/shrek/1024/shrek2_03.jpg
                      • barbasia1 Re: KOcham Kino "POwrót do Brideshead" -wrażenia 09.02.13, 14:43
                        O mój Drogi! Pomidory szykowałam na dzisiaj, jako że wczoraj w nocy nie miałam już wiele sił, to raz. Dwa, zastanowiło mnie ujęcie wątku religijnego (i Twoja interpretacja, tak surowa ) w filmie w kontekście informacji o przejściu autora na katolicyzm!?


                        Tylko nie patrz tak ma mnie, bo bo mi pomidory wypadają z rąk ! ;/

                        Cat Queen
                        • grek.grek Re: KOcham Kino "POwrót do Brideshead" -wrażenia 09.02.13, 16:01
                          no własnie, tak się trochę zadziwiłem, że nie przydzwoniłaś mi ;]

                          wiesz, wg mnie istnieje taki właśnie rodział między chrześcijaństwem, a
                          katolicyzmem, ale tak jak Ty nie wiem, jak wyjaśnić motywacje pana
                          literarta w związku z jego życiowymi wyborami. Może na katolicyzm przeszedł
                          pod przymusem albo dla wygody/interesu, i swojej frustracji z powodu takiego
                          obrotu rzeczy dał wyraz właśnie w tej powieści ?

                          hahaha :]

                          yes, to tytuł dożywotni :]
                          • barbasia1 Re: KOcham Kino "POwrót do Brideshead" -wrażenia 09.02.13, 19:15
                            Co się odwlecze nie uciecze! ;))

                            Więc właśnie, odnoszę wrażenie, że adaptacja filmowa całkowicie zmienia intencje pana autora.

                            Nie, nie nikt go nie przymusił do przejścia na katolicyzm. Waugh doszedł do wniosku, że w religii katolickiej najpełniej wyrażają się wartości chrześcijańskie , póżniej w 1949 roku (po napisaniu ("Powrotu do...") tłumaczył, swoją konwesję tym, że jego wczesniejsze życie wydało mu się niezrozumiałe i nieznośne bez Boga ( "unintelligible and unendurable without God").


                            > yes, to tytuł dożywotni :]
                            Cieszy mnie to niezmiernie. :}

                            • grek.grek Re: KOcham Kino "POwrót do Brideshead" -wrażenia 10.02.13, 15:32
                              haha ;]

                              zagadkowa historia, mówiąc krótko.

                              mnie tym bardziej :]
                              • barbasia1 Re: KOcham Kino "POwrót do Brideshead" -wrażenia 11.02.13, 16:48
                                Zwiał, jak słowo daję! Zostały tylko buty i kapelusz.

                                Wracaj natychmiast, Panie Rycerzu, jeszcze z Tobą nie skończyłam.

                                Żadna zagadkowa historia. Zechciej, Pan, spojrzeć do anglojezycznej wikipedii , piszą tam, że "Brideshead Revisited" to dzieło głęboko przesiąknięte teologią katolicką (pojęcia łaski bożej, pojednania są motywem przewodnim powieści),zreszta sam autor zwraca uwagę na ten aspekt w liście do swego agenta.
                                Na wiki nawet piszą dalej, że powieść to"apologia katolicyzmu".

                                W filmie chyba inaczej są rozłożone akcenty, inna zdaje się jest jego końcowa wymowa /Twoje interpretacja dała mi do myślenia/. Piszę 'chyba', bo nie widziłam filmu od początku, nie do końca odczytałam jego wymowę. Raz jeszcze koniecznie muszę obejrzeć film.

                                Mała ciekawostka, trafiłam w necie przypadkiem na blog Tomasza Raczka, na komentarz na temat "Powrotu ...", ku memu zdziwieniu, przeczytałam, że pan Tomasz uznaje powieść Waugha za dzieło głęboko antyreligijne i antykatolickie!!???
                                • grek.grek Re: KOcham Kino "POwrót do Brideshead" -wrażenia 12.02.13, 13:29
                                  ;]]

                                  na pewno jest to "dzieło przesiątknięte teologią katolicką", tylko... ta teologia wprawiona
                                  w ruch przyczynia się do zrujnowania życia bohaterom :]

                                  "apologia katolicyzmu" - w takim ujęciu, w jakim ja postrzegam katolicyzm, to nawet by pasowało, hehe.

                                  no proszę, pan Tomasz podziela moje zdanie.
                                  [film pokazuje ludzi zniszczonych przez rygoryzm wzięty wprost z jądra katolicyzmu].
                                  Barbasiu, chyba pomidorów będziesz musiała dokupić ;]
                                  • barbasia1 Re: KOcham Kino "POwrót do Brideshead" -wrażenia 17.02.13, 11:25

                                    > [film pokazuje ludzi zniszczonych przez rygoryzm wzięty wprost z jądra katolicy
                                    > zmu].

                                    Tylo dlaczego Ci ludzie po okresie błądzenia, wracają na łono katolicyzmu, hę!? Stary ojciec, jako ten syn marnotrawny nawraca się na łóżu śmierci, córka rezygnuje ze związku w imię zasad katolickich, nawet brat gej odnajduje spokój jako furtian w klasztorze (sic!); a w powieści nawet ateista Charles zostaje katolikiem.


                                    > Barbasiu, chyba pomidorów będziesz musiała dokupić ;]
                                    He,he! Dokupę, dokupię!

                                    > no proszę, pan Tomasz podziela moje zdanie.

                                    cdn.
                                    • grek.grek Re: KOcham Kino "POwrót do Brideshead" -wrażenia 17.02.13, 13:52
                                      czemu zaraz "błądzenia"... ;]]

                                      według mnie, kwestia wychowania i niedojrzałego buntu, u żadnej z tych postaci
                                      akt sprzeciwu nie doprowadził do wytworzenia się nowej postawy życiowej, był raczej
                                      eskapistyczny, beztreściowy, nie szła za nim żadna głębsza zmiana.

                                      hehe, rozejrzę się w tym czasie za szczelniejszą zbroją... i poćwiczę kocie miny ;]
                • barbasia1 Ben Whishaw 09.02.13, 19:45
                  angazetka napisała:

                  > I jak wrażenia? Bo wczoraj się skusiłam i wysiedziałam do końca. Film mnie troc
                  > hę wymęczył, ale nie żałuję seansu ze względu na Bena Whishawa. Cóż za interesu
                  > jąca jednostka aktorska! (tak, mam słabość do zdolnych Brytyjczyków)


                  Fantastyczny Jan Baptysta Grenouille z "Pachnidła"!
                  Tak, świetny aktor.
        • grek.grek Re: KOcham Kino "POwrót do Brideshead" 08.02.13, 13:15
          Masz rację.
          A mnie skleroza dopada...

          przepraszam Cię, Siostro - to fakt Ty byłaś w tamtej dyskusji.
          muszę się nauczyć sprawdzać zanim napiszę, bo wyraźnie pamięć szwankuje.

          • siostra.bronte Re: KOcham Kino "POwrót do Brideshead" 08.02.13, 17:30
            Nie ma za co :)
            • grek.grek Re: KOcham Kino "POwrót do Brideshead" 09.02.13, 13:32
              jest jest :]
              ale dzięki za wyrozumiałość.
    • siostra.bronte "Danny Rose z Broadwayu" (1) 07.02.13, 16:04
      Kolejny film Allena w Europie! Mało znany, z 1984 roku. Kiedyś widziałam kawałek, ale jakoś mnie nie zainteresował, może dlatego, że to film czarno-biały. Ale postanowiłam podejść do niego jeszcze raz.

      Film rozpoczyna się od spotkania grupy przyjaciół (artystów i komików z nowojorskich klubów), którzy wspominają zabawne historie z przeszłości. Ktoś rzuca nazwisko Danny'ego Rose'a i panowie zaczynają opowiadać o nim różne anegdoty. I w ten sposób poznajemy bohatera filmu.

      Danny (Woody Allen) to kiepsko prosperujący agent artystów występujących w klubach i hotelach na Broadwayu. Staje na głowie, żeby przekonać właścicieli klubów o talentach swoich podopiecznych, ale słabo mu to wychodzi. Bo kogo ma pod swoją opieką? Niewidomego ksylofonistę, jednorękiego żonglera, jednonogiego tancerza, panią grającą na kieliszkach, gościa z ptakami grającymi na fortepianie i jeszcze faceta z pingwinem przebranym za rabina :))

      Tutaj scena, kiedy próbuje przekonać właściciela hotelu do swoich artystów :)
      www.youtube.com/watch?v=pflAdRYqpRY
      Panowie przy stole opowiadają też o czasach, kiedy Danny sam występował jako komik w klubach. Zabawna jest anegdota o tym, jak Danny zahipnotyzował jakąś starszą panią, ale potem nie mógł jej dobudzić. Nieszczęsna została przeniesiona za kulisy, a tam Danny pocieszał jej męża :"Ciało jest ciepłe, to dobry znak! "

      Danny ma zresztą zwyczaj wykorzystywania swoich scenicznych tekstów w normalnym życiu. Każdej nowo poznanej osobie zadaje te same pytania: "Ile masz lat, skarbie? Spod jakiego jesteś znaku?" :)

      Prawdziwe kłopoty zaczynają się, kiedy Lou Canova, piosenkarz, którym Danny się opiekuje, zaczyna odnosić sukcesy. Dawno temu miał jeden hit, jak to określa jeden z opowiadających: "Jego piosenka była na listach przebojów przez kwadrans" :) Teraz ma szansę na come back. Danny załatwił mu występ w klubie, na którym będą ważni ludzie z show biznesu.

      Jednak Lou boi się, że sobie nie poradzi. Żąda od Danny'ego, aby ściągnął na koncert jego kochankę, Tinę, bo przy niej zaśpiewa wspaniale. Oczywiście, sam jest żonaty, więc Tina będzie udawać przyjaciółkę Danny'ego. Ten nie chce się zgodzić, ale Lou mówi, że inaczej koncert się nie uda.

      Chcąc nie chcąc Danny jedzie do Tiny. Babka jest akurat wściekła na Lou, bo podobno widziano go na mieście z jakąś blondynką. Danny próbuje ją uspokoić: "On ma klasę. Jednocześnie oszukuje tylko jedną kobietę" :) Ale to niewiele daje. Tina nie ma zamiaru pójść na koncert.

      Wściekła Tina idzie po poradę do znajomej wróżki i słyszy, że powinna wyjechać do przyjaciół. Wsiada do samochodu i odjeżdża z piskiem opon. A Danny akurat dzwoni do Lou, że sytuacja jest pod kontrolą :) Jedzie więc za nią. W końcu dociera do dużego, luksusowego domu, akurat trwa jakieś przyjęcie w ogrodzie.

      Danny podaje się za przyjaciela Tiny, ale wszyscy myślą, że jest jej kochankiem. A Tina, jak się okazuje, miała kiedyś romans z włoskim mafioso i to jest właśnie dom jego rodziny. Facet próbuje namówić Tinę do powrotu, ale ta mówi, że to już dawno skończone. Mafioso, o duszy romantyka, czyta nawet wiersz, jaki dla niej napisał. W tym momencie wpada Danny. Mafioso jest przekonany, że jest jej kochankiem. Tina ma już dosyć i wychodzi z Dannym.

      Mafioso z rozpaczy próbuje się zabić, pijąc jodynę :) Wychodzi przy tym na balkon domu i informuje wszystkich, że to Danny zabrał mu Tinę. Danny próbuje się bronić, ale sytuacja robi się groźna. Oboje z Tiną uciekają samochodem. Tymczasem bracia Lou, który jest cały i zdrowy obiecują zemstę. I ruszają za Dannym i Tiną.

      A ci, niczego nieświadomi, zatrzymują się w barze, żeby coś zjeść. Rozmawiają sobie o życiu. Tina pyta: "Wierzysz w Boga?". A Danny na to: "Nie, ale czuję się winny z tego powodu" :) Nagle widzą za oknem braci mafiosa z kijami bejsbolowymi w rękach. Uciekają więc tylnym wyjściem. Niestety, to bezludna okolica i muszą się przedzierać przez jakieś chaszcze. Danny komentuje: "Nigdy nie widziałem tyle trzcin. Czuję się jak Mojżesz: :)

      Tina dzwoni z automatu do rodziny mafiosa, żeby im powiedzieć, że Danny jest niewinny. Ale pościg już ruszył i trochę to potrwa, zanim uda się odwołać braci mafiosa.

      Na szczęście Danny i Tina spotykają na tym odludziu jakiegoś faceta i ten kieruje ich do miejsca, gdzie mogą wynająć łódź. Danny jest przerażony. "Łódź? Ja nie pływam po wodzie. Jestem lądowym Żydem" :)

      Ale nie ma innego wyjścia i oboje przepływają rzekę Hudson łodzią. W czasie podróży Tina przypomina sobie ostatnie dni. Okazuje się, że namówiła Lou do spotkania z innym agentem. Bo uważa, że z Dannym kariery nie zrobi. I tenże agent ma być właśnie na wieczornym koncercie.

      Tina i Danny docierają do miasta. Tina mówi, mu, że na razie nie może wrócić do domu i powinien znaleźć jakiś hotel. Ale Danny chce zabrać bieliznę i osobiste rzeczy, więc jadą do domu. Tina, dekoratorka wnętrz (choć bez żadnych sukcesów) krytykuje Danny'ego, że mieszka w takiej norze. Ale Danny chwali się zdjęciami z gwiazdami, wiszącymi na ścianach : "O, tutaj jestem z Judy Garland". A Tina pyta gdzie, bo go nie widzi na zdjęciu. Na to Danny: "Stoję zaraz za ramką. Gdyby zdjęcie było większe to byłoby mnie widać" :))


      cdn...






      • siostra.bronte Re: "Danny Rose z Broadwayu" (2) 07.02.13, 18:18
        Danny i Tina szukają hotelu, ale gangsterzy porywają ich z ulicy w środku miasta i ładują do samochodu. Docierają do jakiegoś opuszczonego budynku. Danny krzyczy, że jest niewinny, a Tina to potwierdza. Nie można jej do niczego zmusić, bo mafioso prosił, żeby włos nie spadł jej z głowy. Jeden z gangsterów przystawia Danny'emu pistolet do głowy i żąda odpowiedzi, kto jest kochankiem Tiny. Przerażony Danny szybko kombinuje i rzuca nazwisko niejakiego Barneya.

        Barney to nieudany brzuchomówca, którym nawet Danny nie chciał się opiekować. Przypadkiem spotkał go na ulicy parę dni wcześniej. Barney wybierał się na rejs (miał tam występować) na wycieczkowcu na Karaiby. Danny pomyślał więc, że to dobry pomysł.

        Bracia pojechali szukać Barneya, a tymczasem Danny i Tina, związani razem sznurami, próbują się oswobodzić. Trzeci z porywaczy miał ich pilnować, ale gdzieś poszedł i dwójka naszych bohaterów wykorzystuję okazję, aby uciec. Facet ich zauważa i strzela, na szczęście niecelnie. Danny i Tina wracają do miasta.

        Danny dzwoni do Lou, który wykończony psychicznie przed występem kompletnie się upił. Danny i Tina jadą do klubu. Danny ordynuję mu jakąś obrzydliwą miksturę, która stawia go na nogi. Lou śpiewa wspaniale i koncert jest wielkim sukcesem.

        Po koncercie Lou zbiera się na odwagę i mówi Danny'emu, że chce wprowadzić zmiany w swoim życiu. Odchodzi od żony do Tiny. I chce zmienić agenta. Danny jest w szoku. Po tym wszystkim co dla niego zrobił przez te lata? Lou mówi, że Tina go do tego namówiła i załatwiła spotkanie z agentem. Danny nie może w to uwierzyć. Patrzy na Tinę, oczekując jej wparcia, ale ta się wykręca, że to nie jej sprawy.

        Danny, załamany, idzie do baru, żeby się napić. Znajomy barman mówi mu, że Barney, ten brzuchomówca, został ciężko pobity. Okazuje się, że wyjazd nie wypalił, więc dranie od mafiosa go dopadli. Danny jedzie do szpitala. Połamany Barney jest zaskoczony jego wizytą. A Danny, gnębiony wyrzutami sumienia obiecuje mu pomoc.

        Tymczasem życie Lou i Tiny nie układa się najlepiej. W końcu rozstają się, a Lou wyjeżdża do Kalifornii. Tina spotyka się z jakimś facetem, ale wciąż jest nieszczęśliwa. Wybiera się do znajomej wróżki po radę. Ta mówi jej, że to wyrzuty sumienia ją gnębią i powinna zamknąć sprawę do końca.

        Jest akurat święto dziękczynienia. Danny organizuje u siebie imprezę, na którą zaprasza swoich oryginalnych podopiecznych i Barneya. Dzwonek do drzwi, to Tina. Danny jest zaskoczony, ale nie cieszy się z tej wizyty. Tina przeprasza go za wszystko i oferuje przyjaźń. Chce dołączyć do przyjęcia. Danny się nie zgadza, więc Tina wychodzi. Ale po chwili Danny wybiega z mieszkania i dogania Tinę. Nie wiemy co mówią, bo widzimy ich z daleka, ale Tina wraca z Dannym do mieszkania. Koniec.

        Teraz ogólnie o filmie. Najzabawniejszy jest początek, kiedy poznajemy Danny'ego. Później mamy pastisz kina gangsterskiego, a na końcu film robi się całkiem poważny. Fabuła nie jest zbyt wyrafinowana, to raczej pretekst dla zabawnych scenek i tekstów, więc to raczej film dla fanów Allena. Na pewno będą zadowoleni :)

        Zwłaszcza, że Danny to typowy Allen: rozgadany, nerwowy i ironiczny. Zapomniałam napisać, że Tinę gra Mia Farrow i wyjątkowo mi się tu podobała. Bo gra wbrew swojemu emploi u Allena. Jest energiczna i żywiołowa, w dodatku nie do poznania przez perukę i ciemne okulary.

        Film jest też rodzajem hołdu dla artystów ze scen i klubów Nowego Jorku, kilku z nich gra tu samych siebie. Z pewnością to był ważny etap w życiu samego Allena.

        Jeszcze kilka zabawnych tekstów, które zapamiętałam:

        "Nie była piękna. Przypominała przynętę w sklepie wędkarskim." (Danny o swojej ciotce)

        "Nie chcę nikogo obgadywać, ale ten facet to straszna, nieuczciwa i niemoralna wesz. I mówię to z całym szacunkiem" (Danny o swoim byłym podopiecznym)

        "Osiem i pół dolara napiwku? Za tyle mógłbym się przespać z kelnerką" (Danny w pośpiechu zostawia napiwek, uciekając przed ludźmi mafiosa)

        "Potrzebuję valium wielkości krążka hokejowego" (Danny po powrocie do domu)

        "Ile masz lat, skarbie?". "81". "Nie dałbym Ci więcej niż 80" (Danny w rozmowie z widzką w czasie występu)

        "Facet ma siekierę. Jest nas dwoje, a niedługo będzie czworo" (Danny do Tiny, obmyślając plan ucieczki)



        Tutaj trailer:
        www.youtube.com/watch?v=MQshyrB_sD8




        • pepsic Re: "Danny Rose z Broadwayu" (2) 07.02.13, 20:35
          Przyjemna opowieść, gdzie można zobaczyć?

          Ps. To z siekierą jest dobre:)) Zdopingowało mnie do zabrania głosu, a ciężki dzień miałam.

          • siostra.bronte Re: "Danny Rose z Broadwayu" (2) 08.02.13, 17:21
            Miło mi :)

            Film krąży na CBS Europa (która to już zmiana nazwy?). Pewnie będzie jeszcze powtarzany nie raz.
            • pepsic Re: "Danny Rose z Broadwayu" (2) 10.02.13, 20:30
              CBS? Niech zgadnę, dawna Zone Europe, która u mnie przemknęła, jak błyskawica i zniknęła? W zamian otrzymałam kanał TLC ze starymi, często kultowymi filmami, czyli coś dla Ciebie:)
              • siostra.bronte Re: "Danny Rose z Broadwayu" (2) 10.02.13, 20:33
                Tak, to ten kanał. Myślałam, że go masz. Zazdroszczę TLC :)
                • siostra.bronte Re: "Danny Rose z Broadwayu" (2) 10.02.13, 20:40
                  Oj, czy ten kanał to nie TCM? :)
                  • pepsic Re: "Danny Rose z Broadwayu" (2) 11.02.13, 18:51
                    Wkrótce po wysłaniu posta uświadomiłam sobie kolejną we wczorajszym dniu gafę. Tak, chodzi o TCM, a nie kanał specjalizujący sie w cygańskich weselach:)
        • barbasia1 Re: "Danny Rose z Broadwayu" (2) 07.02.13, 23:17
          Jutro będę czytać. Już się cieszę na nowego Allena! :)
        • grek.grek Re: "Danny Rose z Broadwayu" (2) 08.02.13, 13:11
          W czarno-białym Woody wygląda jakoś tak korzystniej ;]

          Gdzie Ty to znalazłaś, Siostro ? To naprawdę jeden z mało znanych allenów.
          najwyższe uznanie dla Twoich zdolności detektywistycznych. Masz je z Sherlocka
          zapewne ? :]

          opowieść prima sort, bardzo dobrze się czyta, dzięki :].
          No i jakże liczne puenty i riposty.
          Co ciekawe, czytając stale miałem wrażenie, że Tina to murzynka :]
          Nie wiem skąd, i wcale nie z powodu Tiny Turner, hehe. Jakoś tak mi się to imię
          kojarzy.

          pomysł ten sam, co np.w "Bierz forsę i w nogi", albo w "Słodkim draniu", opowieść
          o człowieku wywiedziona z tego, co zapamiętali inni.

          Jednak, bez Woody'ego filmy Allena są jakieś niekompletne, a nawet chwilami
          całkiem nierozpoznawalne. Np. "VIcky..." lubię pasjami, ale wystarczy, że sobie
          przypomnę, iż to Allen nakręcił, żeby zacząć odczuwać jakiś brak - ofk, właśnie
          tego małego histeryka na ekranie, który robi całe zamieszanie.



          • siostra.bronte Re: "Danny Rose z Broadwayu" (2) 08.02.13, 17:30
            Dzięki, Greku :)

            Haha, tak, to wpływ Sherlocka! Ale tak poważnie, zawsze sprawdzam program Ale Kino i Europy. Można czasem znaleźć takie rarytasy jak ten film Allena.

            Wiesz, ta czarno-biała taśma może trochę zniechęcać na początku. Ale pasuje do nostalgicznego klimatu filmu, pokazującego czasy, gdy w showbiznesie pracowali ludzie tacy jak Danny. Ceniący lojalność i kochający swoich artystów.

            Co do Tiny, to ona chyba była Włoszką, tak przynajmniej sugeruje nazwisko :)

            Tak, pisałam o tym, filmy bez Allena to nie to samo :)
            • grek.grek Re: "Danny Rose z Broadwayu" (2) 09.02.13, 13:38
              spostrzegawczość plus skrupulatność = dobry Sherlock :]

              ha, w którymś filmie Woody gra faceta, który startuje w standupingu ?
              pamiętasz może, który to był ? za chińskiego boga nie mogę sobie przypomnieć...

              o, Tina i jeszcze Włoszka, to dopiero połączenie zabójcze :]
    • angazetka Brytyjska rozpusta w przyszłym tygodniu 09.02.13, 11:39
      Przeglądam ci ja "Gazetę Telewizyjną" i co widzę? W poniedziałkowym Teatrze TV "Ostateczne rozwiązanie". Wprawdzie było raptem z rok temu, ale i tak chętnie wrócę. Temat, obsada (Branagh! Firth! Tucci!) i wykonanie - mocne połączenie.
      A w czwartkowym "Kocham kino" będzie "Była sobie dziewczyna" (kolejny z serii tytułów przetłumaczonych bez sensu). Cudowny film. Byłam w kinie, pokochałam Carey Mulligan, chętnie wrócę.
      Bardzo zacny tydzień dla brytofilki się szykuje.
      • siostra.bronte Re: Brytyjska rozpusta w przyszłym tygodniu 09.02.13, 13:37
        Tak, "Ostateczne rozwiązanie" warto obejrzeć. Świetna obsada (dodam jeszcze Brendana Coyle'a, znanego z "Downton Abbey").

        A posiadacze Ale Kino mogą obejrzeć w środę "Kochanicę Francuza" Reisza, z Ironsem i Streep, o której wspomniała ostatnio er.pa.

        :)


        • er.pa Re: Brytyjska rozpusta w przyszłym tygodniu 09.02.13, 15:12
          Ja tez się swego czasu zachwyciłam "Ostatecznym rozwiązaniem - obsada fantastyczna.
          Co do Kochanicy - to bardzo zachęcam, bo to niezwykła adaptacja niezwykłej książki. Za scenariusz odpowiada sam Harold Pinter, który wykombinował sposób na oddanie w filmie dystansu do wiktoriańskiej historii - w powieści mamy ironiczny komentarz narratora z XX wieku, który wyszydza hipokryzję epoki wiktoriańskiej. W filmie zdecydowano się na dwutorowość fabuły - mamy historię Sary i Charlesa , i mamy romans aktorów ich grających. Widok Meryl Streep z burzą rudych loków stojącej na falochronie w angielskiej gwiździawicy - bezcenny :)
          • siostra.bronte Re: Brytyjska rozpusta w przyszłym tygodniu 09.02.13, 16:27
            "Kochanicę" widziałam wieki temu i w pamięci pozostała mi właśnie sceny z Meryl Streep na falochronie. Bardzo podobał mi się Irons, a Streep jak wiadomo, nie lubię :) I do roli amantki nie pasowała mi kompletnie.
      • pepsic Re: Brytyjska rozpusta w przyszłym tygodniu 12.02.13, 18:21
        Dzięki za wrzutkę, bo polowałam od dawna. Tak, Kenneth Branagh zagrał g e n i a l n i e !

        Na "Dziewczynę..." też ostrzę pazurki, byle tylko nie zasnąć;))
        • er.pa Re: Brytyjska rozpusta w przyszłym tygodniu 12.02.13, 19:30
          Oglądałam poprzednio, teraz już nie miałam czasu, ale zgadzam się w pełni z zachwytem nad Kennethem Branaghem. Gośc ma tak niezwykłą charyzmę, że kupuje się go w roli czarnych charakterów tak samo jak w roli bohaterów. Muszę kiedyś obejrzeć Otella z Branaghem w roli Jago, wszak to wybitnie wredna postać.
          • siostra.bronte Re: Brytyjska rozpusta w przyszłym tygodniu 12.02.13, 19:38
            A ja obejrzałam ponownie. I zgadzam się, że Branagh był fantastyczny.
            • angazetka Re: Brytyjska rozpusta w przyszłym tygodniu 13.02.13, 09:50
              Był. I w ogóle spektakl jest niesamowity, przez tę oszczędność formy (i genialną obsadę). Taka tam zwykła urzędnicza narada. Słabo się robi.
    • grek.grek premiera : "Gran Torino" w TVN & dobre repety 09.02.13, 15:44
      Jak się okazuje raz na kwartał nawey TVN zaserwować umie premierę, hehe.

      "Gran Torino" - Clinta to film, film to jest Clinta Eastwooda, czy jak niektórzy mówią :
      Klina Isłuda. Klin gra tutaj starego rednecka, nazwiskiem Kowalski [yup] weterana wojennego i rasistę, który mało przychylnym okiem patrzy na coraz większe gromady imigrantów osiedlających się w okolicy, zwłaszcza Azjatów [Kowalski jest weteranem wojny w KOrei]. Między Klinem, a
      małymi skośnymi musi nastąpić jakaś interakcja, jak się domyślić mozna. I znając Eastwooda pewnie nie będzie to ckliwe ani czułostkowe, ale możliwe, że pójdzie torem "Million dollar Baby".
      Gran Torino, to marka samochodu, który pielęgnuje Klin KOwalski, a który zapewne będzie
      miał swoje znaczenie w całej fabule.

      Premiera, więc chyba oglądamy, nie ? [znaczy się : klin-ujemy ?] :]
      22:15 [i nawet godzilla całkiem niestraszna].

      Poza tym, co mamy :
      22:15 POlsat "Obcy, ósmy pasażer NOstromo" - legenda,klasyk i rzecz wybitna.
      Film wielokrotnego użytku, wspaniała scenografia, nastrój tajemnicy, groza i oryginalny Obcy.

      Po "Gran Torino" [0:45] - "KUla" wTVN.
      Dobre, nie na poziomie "Obcego...", ale ciekawy pomysł, dobre poprowadzenie wątku i świetna obsada.

      Dwójka 22:25& 3:25 "15:10 Yuma" - było w Kulturze, teraz lata po Dwójce :]
      chyba chcą zadusić ten film...albo go upowszechnić masowo... albo jedno i drugie.
      Dla naprawdę uwodzicielskiej [nie bójmy się tego słowa] roli Crowe'a i interesującego
      postawienia paru dylematów moralnych, swoistej gry sprytnego kusiciela z człowiekiem na krawędzi życiowej klęski, której stawką jest coś więćej niż duża kasa - warto, wg mnie.

      Generalnie, jest to godna oferta, i to nawet konkurencyjnie usytuowana.

      a u mnie dochodzi jeszcze nowy "Dorian Gray" [bodaj 2009 rok] w CT1 o 0:10.
      czytałem powieść i jestem ciekaw.
      Wspomniałyście miejscami, że nie jest to ani wierna ani dobra adaptacja, ale nie
      chciałbym przegapić, mimo to :]

      o motyla noga, jak to wszystko pomieścić...

      • barbasia1 Re: premiera : "Gran Torino" w TVN & dobre repety 09.02.13, 16:01
        Oglądamy oczywiście! Czekam z niecierpliwościa na dzisiejsza premierę. :))
        Wiesz, nie spodziewałam się, że to TVN pokaże "Gran Torino"!

        Na podkrecenie atmosfery piosenka z filmu, kompozycja Jamiego Culluma i samego Clinta Eastwooda /linkowałam ją już kiedyś/

        www.youtube.com/watch?v=MItMDkc343M
        :)
        • barbasia1 Re: premiera : "Gran Torino" w TVN & korekta 09.02.13, 16:11
          Na podkrecenie atmosfery piosenka z filmu w wykonaniu Jamiego Culluma i samego
          Clinta Eastwooda /linkowałam ją już kiedyś/

          www.youtube.com/watch?v=MItMDkc343M
          • er.pa Re: premiera : "Gran Torino" w TVN & korekta 09.02.13, 16:31
            Film jak najbardziej godny polecenia, potwierdzam :) Przede wszystkim dla Klina. I trochę zahacza o "mój" temat powyżej - Klin przeprowadza świetne rozmowy z młodym księdzem :)
            • er.pa na życzenieza co oberwało się filmom kostumowym 09.02.13, 17:25
              No to ja znów by dojść do meritum muszę od początku świata …
              A świat, o którym chcę napisać zaczął się z chwilą, gdy BBC sprzedało do USA Sagę Rodu Forsyteów w roku Pańskim 1969. Chwilę się wahały obie strony (serial jest z 1967), ale zaryzykowali. No i sukces nad sukcesy. W związku z tym Brytyjczycy doszli do wniosku, że taki typ serialu kostiumowego może być produktem eksportowym. Z ciekawostek – 1) Forsyetowie byli ostatnim serialem kostiumowym kręconym czarno-biało ; 2) amerykańskie Dynastia i Dallas są w gruncie rzeczy wzorowane na Forsyteach w ogólnym zamyśle.
              I tak brytyjskie produkcje kostiumowe zaczęły być sztandarowym produktem popularnym i w kraju, i zagranicą. Prawdziwy bum zaczął się w latach 80-tych, przy jednoczesnym rozsiądnięciu się na stołkach konserwatystów pod wodzą pani Margarety T. Jak wiadomo, ta żelazna niewiasta wraz ze świtą poszła na udry ze związkami zawodowymi, i ogólnie późne lata 70-te i wczesne 80-te do łatwych społecznie i politycznie nie należały. A tymczasem w telewizji pojawia się Brideshead, a trzy lata później kolejna wysokobudżetowa produkcja Granady, czyli Klejnot w koronie. Ta druga produkcja wpisuje się w jakiś dziwny powrót do tematu Indii i wspomnień o przeszłym imperium (a w tym czasie GB wygrywa wojnę na Falklandach!). W kinach pojawiają się „Droga do Indii”, Ghandi i jeszcze kilka innych telewizyjnych produkcji. No, ale największe sukcesy przypadają filmom kostiumowym wyprodukowanym przez Merchant Ivory Productions. I mamy tu kolejno (m.in.): 1985 Pokój z widokiem, 1987 Maurycy, 1992 Powrót do Howards End, 1993 Okruchy dnia. Zachwyty w prasie nad pierwszym z tych filmów wywołują reakcję dziennikarzy, a potem literaturoznawców/filmoznawców lewicujących. Zaczyna funkcjonować określenie „heritage films”, czyli filmy dziedzictwa. Jednocześnie rząd przyjmuje dwie ustawy wspierające National Trust, czyli organizację zajmująca się ochroną budowli zabytkowych i miejsc unikatowych krajobrazowo, której to organizacji po wojnie bardzo wiele arystokratycznych rodów przekazało swoje posiadłości, nie będąc w stanie ich utrzymać – w zamian za możliwość mieszkania w części pałacu, lub jakiejś innej formy użytkowania. Państwowe pieniądze zaczynają iśc na utrzymywanie takich posiadłości, co lewicy nie cieszy. I w tym kontekście produkcjom kostiumowym obrywa się za następujące rzeczy:
              1) Po pierwsze przerost formy nad treścią. Nadmierna estetyzacja. Dbałość o szczegóły wystroju wnętrz, dopracowane kostiumy, stają się ważniejsze niż fabuła/konflikt/problem. Pojawiają się określenia „szkoła filmowa wg Laury Ashley”. Pokazywanie długich ujęć pejzaży południowej Anglii, słonecznej, zielonej, pięknych posiadłości, wysmakowanych wnętrz. Czyli to, za co my m.in. cenimy te produkcje staje się obszarem krytyki. Za ładne są. Sprzedają obraz Anglii muzealnej, skostniałej.
              2) Taaaa – dziedzictwo – a niby czyje to dziedzictwo? Te filmy sugerują, że klasy wyższej i arystokracji. Przecież dziedzictwo narodowe nie ogranicza się tylko do tego. Wielka Brytania to twór wieloklasowy i wielokulturowy, a te filmy sprzedają brytyjskość jako coś, co kojarzy się z paniami w pięknych sukniach i panami w cylindrach, polowaniami, krykietem, jak edukacja, to Oxbridge, jeśli pojawia się klasa robotnicza, to jeno jako element wystroju wnętrza.
              3) Filmy powinny pokazywać współczesne problemy GB, a nie kisić się w przeszłości. Te filmy wzbudzają nostalgię, odciągają od problemów bieżących, od tego zamieszania, które rząd wprowadza, promują wartości konserwatywne, co jest bardzo na rękę rządowi. Innymi słowy, są narzędziem w rękach rządu. A do tego National Trust zaczyna na nich zarabiać, wykorzystane w filmach i serialach posiadłości wykorzystują to w swoich folderach, tym się reklamują – następuje „utowarowienie” dziedzictwa narodowego, taż to zgroza. (nawiasem mówiąc przykładem takiej reklamy są miejsca które grały w „Dumie i uprzedzeniu” (1995), należące do NT. Ten serial z resztą tez jest dawany za przykład czerpiącego z modelu wypracowanego przez Brideshead – wszystko zrobione na filmie, w autentycznych wnętrzach, eksponujące urodę posiadłości)
              4) Te filmy robią wrażenie bycia odcinkami tego samego serialu. Nawet aktorzy się powtarzają. To się robi wtórne. Strasznie homogeniczny gatunek. Nic, tylko Helena Bonham Carter. Albo Hopkins. Jakby się cały czas ten sam film oglądało, w tej same j stylistyce.
              Obrywa się tutaj też kilku produkcjom telewizyjnym, w tym oczywiście Brideshead, Klejnotowi, nawet później Dumie i uprzedzeniu.
              Teksty w tym tonie pojawiały się końcem lat 80-tych i początkiem 90-tych. Ale potem do władzy dochodzą labourzyści i próbują odmłodzić GB na eksport – mamy akcję Cool Brytania, mamy Brit Pop, ograniczone zostają fundusze na „heritage”. A interesującej nas dyskusji pojawiają się – co ciekawe – kobiece głosy w obronie produkcji kostiumowych. Uważa się, z resztą, że pewne lekceważenie takich produkcji wśród filmoznawców wynika z tego, że jest to gatunek postrzegany jako „kobiecy.” No i kilka pań-akademików pisze tak: A czy panowie nie łaskawi zauważyć, że te filmy to nie tylko obrazki, tylko poruszają bardzo wiele społecznych problemów, choć nie są to problemy klasy robotniczej? Że w tej „egzotycznej” formie łatwiej przepchnąć temat homoseksualizmu, różnych tabu, pozycji kobiet? Że te filmy bronią się same, bo są po prostu znakomite warsztatowo, świetnie zagrane, z wyrazistymi postaciami, z dobrą fabuła (to, nawiasem mówiąc wynikało z tego, że były adaptacjami dobrych tekstów). Wciąż mają widownię, czy za Thatcher, czy nie. Dylematy w nich są uniwersalne, jak się zdejmie ideologiczne okulary. Częśc z wcześniejszych krytyków odpowiedziała, trochę spuszczając z tonu. Z czasem okazało się, że jednak kontekst polityczny odegrał w tej krytyce najważniejsza rolę, choć część z tych zarzutów o nadmierną estetyzację jest w sumie słusznych.
              Lata 90-te przynoszą też filmy „post-heritage”, czyli takie jak Orlando, czy Portret damy zrobiony przez Campion, z muzyka Kilara. Te filmy już zawierają pewien współczesny komentarz, bardziej eksperymentują z formą.
              A w telewizji? BBC zebrało bęcki, bo Granada zostawiła ich znacznie w tyle dzięki rozmachowi Brideshead i Klejnotu. Kiedy emitowany był Klejnot, BBC emitowało Ptaki ciernistych krzewów :) Wywołało to wielką dyskusję na temat misyjności BBC oraz tego co to jest „quality television”. No i BBC wpadło w depresję serialową, wygrzebywało się spod mułu do 1994, kiedy puszczono Middlemarch, zrobiony „po nowemu”, w plenerze, dynamicznie. Plan był – jak się spodoba, to kręcimy inne, jak nie, to zastanawiamy się, czy ten gatunek nie idzie do lamusa. Ale spodobało się, bardzo. No to zakasali rękawy, i wyprodukowali na rok 1995 Perswazje oraz hiciora nad hiciory, czyli Dume i uprzedzenie. No i się zaczęło :). Rewolucja. Ekranizacja była:
              a) Dynamiczna – jak mówią, to chodzą
              b) Estetyczna
              c) Darcy zostaje useksualniony – nie tylko słynna koszula na mokro, ale i scena w wannie, i frustracja wyładowana w scenie szermierki (tego nie ma w książce)
              d) No i ta gra spojrzeń…
              Producentka serialu powiedziała, ze dla niej to ksiązka o seksie i pieniądzach, i tak zrobią ten serial. W prasie pojawił się dowcip rysunkowy pokazujący Jane Austen u wydawcy, który mówi: „Nie, pani Austen, scenę zdzierania sukni zostawimy dla serialu.” Scenarzystą Middlemarch, Perswazji i DiU jest Andrew Davis, który zostaje królem scenarzystów telewizyjnych. Sam się śmieje, że do historii i tak przejdzie jako ten, który włożył Darcy’ego w mokrą koszulę.
              Ogólnie seriale BBC po DiU rozkwitły na nowo. Tak to połowy lat 2000. Teraz trochę kręca się w kółko, znowu jakiś Dickens. I tu znowu Granada wyszła na prowadzenie, z Downtown Abbey, czyli nie adaptacją, ale serialem utrzymanym w konwenc
              • er.pa ZA co oberwało się filmom kostumowym 09.02.13, 17:27
                Taki miał być tytuł :)
                I urwało mi kocówkę postu:
                ... w konwencji wypracowanej przez lata przez te dwie korporacje.
                I tyle na dziś :)
                • barbasia1 Re: ZA co oberwało się filmom kostumowym 09.02.13, 19:38
                  Bardzo ciekawe rzeczy nam tu piszesz, Er.pa. :)
                  • siostra.bronte Re: ZA co oberwało się filmom kostumowym 10.02.13, 17:24
                    Dzięki :)
                    Widziałam "Klejnot w koronie", świetny serial. I "Podróż do Indii" też i to w kinie. Piękny film, ale ja uwielbiam Davida Leana.
                    • er.pa Re: ZA co oberwało się filmom kostumowym 10.02.13, 21:15
                      Dziękuję Drogie Panie za uwagę, miło mi było, przepraszam za niechlujny tytuł (wiem, że słowo kostiumowy ma jeszcze literkę 'i' w sobie...), oraz urwany koniec ...
                      "Klejnot w koronie" tez mam "rozpracowany," ale o ile sam serial znacznie "mocniejszy" od Brideshead, o tyle historia jego powstawania jest już mniej ciekawa, niż w poprzednim przypadku. Tam gwiazdą ze starszego pokolenia była Peggy Ashcroft grająca (przejmująco!) Barbie. Co ciekawe, z młodego pokolenia większą karierę zrobił tylko Charles Dance grajacy Perrona. Natomiast Tim Pigott-Smith grający Merricka, czyli czarny charakter serialu, żartował, że potem otrzymywał już tylko propozycja grania jednorękich sadystów, a jego agent musiał publicznie zapewniać, ze aktor jest miłym człowiekiem, ma rodzinę, i przyjaciół Hindusów :)
                      Tak sobie myślę, że chyba ten serial jest odpowiedzialny za moją rezerwę w stosunku do Indii. Oglądając go po latach przypomniałam sobie emocje z przeszłości.
              • grek.grek Re: na życzenieza co oberwało się filmom kostumow 11.02.13, 13:54
                czyta się jednym tchem, a ja sobie przeczytałem 2 razy i to nie będzie dość.
                jako kompletny laik w temacie tymże, ale żądny wiedzy - dzięki za treściwy i
                językowo przystępny ubogacający... artykuł - to chyba dobre słowo, Er.pa :]

                nie mam nic do dodania, ani uwag polemicznych, nie znam materii:]
                zdobywam wiedzę.

                • er.pa Re: na życzenieza co oberwało się filmom kostumow 11.02.13, 16:03
                  Cieszę się, że mogłam się moją - co tu owijać w bawełnę - niszową wiedzą podzielić z tak miłym gronem forumowiczów, wdzięcznych w odbiorze :)
                  • barbasia1 Re: na życzenieza co oberwało się filmom kostumow 11.02.13, 16:16
                    Arcyciekawe były te informacje, Er.pa. Lubię wszytskie te okołofilmowe historie. Zdarza się, że bywają ciekawsze od samego filmu.

                    :)
            • barbasia1 Re: premiera : "Gran Torino" w TVN & korekta 09.02.13, 18:34
              er.pa napisała:

              > Klin przeprowadza świetne rozmowy z
              > młodym księdzem :)

              Zwrócimy uwagę. :)
        • grek.grek Re: premiera : "Gran Torino" w TVN & dobre repety 09.02.13, 16:30
          długo oszczędzali na ten zakup ;]

          dobre, pani Maestro :] [maestrina... jest taki tytuł ?].
          liryczno-nostalgiczno-lajtbluesowe.
          • barbasia1 Re: premiera : "Gran Torino" w TVN & dobre repety 09.02.13, 18:33
            grek.grek napisał:

            > długo oszczędzali na ten zakup ;]

            He,he,he! :)
            Zarobili nadlicznymi powtórkami "Władcy Pierścieni" i "Harry'ego Pottera".

            > dobre, pani Maestro :] [maestrina... jest taki tytuł ?].
            Jest, z tym, że maestrina w języku włoskim to "młoda, początkująca nauczycielka"
            Rodzaj żeński od maestro to 'maestra'. :)


            > liryczno-nostalgiczno-lajtbluesowe.

            Film bedzie świetny, czuję to. :)
            Chyba to Clint był kompozytorem utworu, który śpiewa (pomrukuje !? ;) z Jamiem Cullumem.
      • barbasia1 Re: premiera : "Gran Torino" w TVN & OT 09.02.13, 16:04
        > o motyla noga, jak to wszystko pomieścić...

        He,he! Tośmy się dobrych czasów doczekali...

      • siostra.bronte Re: premiera : "Gran Torino" w TVN & dobre repety 09.02.13, 16:40
        "Gran Torino" może bym obejrzała, chociaż nie przepadam za Eastwoodem. Godzina całkiem dobra, ale kończy się jednak późno (przez te przeklęte reklamy).

        "Obcego" widziałam kilka razy. Tak jest, absolutny klasyk sci-fe. Jeżeli ktoś nie widział, w co wątpię, to koniecznie!

        Tak, pisałyśmy tutaj o "Dorianie" bardzo krytycznie. Ale brawo dla Czechów, że dają całkiem nowe filmy :)
        • pepsic Re: premiera : "Gran Torino" w TVN & dobre repety 09.02.13, 17:22
          Jestem przykładem, że wątpliwości Twoje niesłuszne, jako że nigdy porządnie nie obejrzałam spoglądając na poszczególne sceny tylko dla towarzystwa i zza gazety, choć okazji nie brakowało.

          Ps. Mi się wydaje, że Grek już kiedyś pisał i zachęcał do "Gran Torino", wiec czuję się zaproszona do projekcji:)
          • barbasia1 Re: premiera : "Gran Torino" w TVN & dobre repety 09.02.13, 19:41
            Dawno temu zwrócilismy uwagę na "Gran Torino" Clinta przy okazji jakiegoś festiwalu, o ile dobrze pamiętam.
    • barbasia1 Festiwal W Berlinie 2013 09.02.13, 15:48
      Zaczął się dwa dni temu 7 lutego i potrwa do 17 lutego, kiedy to zostaną wręczone nagrody.
      O tym, co będzie można zobaczyć pisze Janusz Wróblewski w Polityce:

      www.polityka.pl/kultura/aktualnoscikulturalne/1535371,1,berlinale-2013-czas-start.read
      oraz Tadeusz Sobolewski w Gazecie Wyborczej
      wyborcza.pl/2029020,75475,13362708.html


      Wczoraj, jak donosiły media, pokazno, startujący w konkursie, film Małgorzaty Szumowskiej zatytułowany „W imię…” , który, jak pisze Wróblewski, "przełamuje tabu na temat homoseksualizmu polskich księży".
      Film zdobył bardzo pozytywne recenzje, stawiany jest nawet w gronie faworytów do nagrody o Złotego Niedźwiedzia .

      O filmie pisze Tadeusz Sobolewski: / niestety dostąpny jest tylko fragment tekstu/
      wyborcza.pl/piatekekstra/1,130894,13365730,Trzy_kropki__utrata_orientacji.html


      :)
      • barbasia1 Re: Festiwal W Berlinie 2013 09.02.13, 16:08
        Gdyby komuś nie otwierał się link do artykuły T. Sobolewskiego, poniżej wklejam cały jego artykuł:

        Dziś początek 63. Berlinale. Wreszcie konkurs z polskim filmem

        ''W imię...'' Małgorzaty Szumowskiej będzie rywalizować o Złotego Niedźwiedzia m.in. z filmami Seidla, Van Santa, Dumonta i Soderbergha


        Ładny dowód ciągłości kina: co dziewięć lat na ekranie spotykają się na Berlinale Ethan Hawke i Julie Delpy w filmach Richarda Linklatera. Osiemnaście lat temu oglądałem na tym festiwalu "Przed wschodem słońca". Potem było "Przed zachodem słońca". A teraz już jako nie najmłodsza para spotkają się znowu w "Przed północą". Ciąg dalszy nastąpi?

        Program 63. festiwalu w Berlinie tworzy panoramę współczesnego świata o wiele ciekawszą niż w roku ubiegłym. Na tegoroczne dobre samopoczucie wpływa też to, że mamy wreszcie polski film w głównym konkursie. Nie jest to dzieło uznanego klasyka, ale autorki, która z impetem toruje sobie drogę do światowego kina, w kraju budząc czasem nieufność - Małgorzaty Szumowskiej.

        Widocznie selekcjonerzy Berlinale znaleźli wreszcie w Polsce film, który łączy dwie cechy pożądane na wielkich festiwalach - jest zarazem osobisty i uniwersalny. A na dodatek prowokujący. "W imię..." Szumowskiej na podstawie streszczenia można opowiedzieć jako historię zakazanej miłości księdza. Ale streszczenia zwykle zabijają prawdziwy sens filmu. O co chodzi tym razem? O skandal - jeżeli coś takiego jest jeszcze możliwe w mediach żyjących niemal wyłącznie skandalami. O ukazanie kryzysu w Kościele? A jeśli tak, to z czyjego punktu widzenia? O polskie "Brokeback Mountain"? O przekroczenie tabu? Pokazanie, że tabu istnieje? Kim jest ksiądz kreowany przez Andrzeja Chyrę? Odpowiemy sobie na to już jutro, po konkursowej projekcji.


        Szumowska staje w szranki z Austriakiem Ulrichem Seidlem, który przedstawi trzecią część swojej trylogii "Raj". Temat zaczerpnął z ironicznej sztuki Ödöna von Horvátha "Wiara, nadzieja, miłość". W kolejnych filmach, które miały swoje premiery w Cannes, Wenecji, a teraz w Berlinie, Seidl pokazuje w tonacji tragigroteski, jak boskie cnoty, stając się częścią transakcji kupna-sprzedaży, obracają się w swoje przeciwieństwo. W "Raju: wierze" miłość chrześcijańska przeniknięta jest odrazą do ludzi i samouwielbieniem. W "Raju: miłości" seksturystyka jest okrutną karykaturą miłości. W trzeciej części córka tamtej turystki będzie szukać Nadziei na wczasach odchudzających.

        Tytuły filmów konkursowych tworzą przemyślaną układankę. Te filmy uderzają w społeczny konserwatyzm, we wszelkie formy opresji, w kapitalistyczny wyzysk - taka jest specyfika berlińskiego festiwalu. Nawet dziecięca animacja z Dreamworks "Krudowie" Kirka De Micco i Chrisa Sandersa ukazuje patriarchalną rodzinę praludzi, w której ojciec powtarza wciąż, że "co nowe, to złe" ("Nasza rodzina przetrwała dlatego, że nigdy nie wychodziliśmy z jaskini"). Katastrofa uruchomi w nich nową energię. Poznają innych ludzi, outsiderów, wędrowców, myśliwych - tak się rodzi prehistoryczny postęp.

        Steven Soderbergh przywiózł "Skutek uboczny" - thriller, w którym Jude Law jest psychiatrą odkrywającym metody producentów psychotropów. Gus Van Sant pokaże antykapitalistyczną "Ziemię obiecaną". Matt Damon i Frances McDormand wystąpią jako para hochsztaplerów, naciągaczy. Eksploatacja gazu łupkowego budząca u nas tyle nadziei okazuje się tu rujnującym procederem wyniszczającym środowisko naturalne (o tym samym opowiadał już nominowany do Oscara amerykański dokument Josha Foxa; Van Sant idzie być może jego śladem).

        River Phoenix, bohater wczesnego filmu Van Santa "Moje własne Idaho", wraca pośmiertnie w filmie "Dark Blood" George'a Sluizera ukończonym po latach (aktor zmarł w wyniku przedawkowania narkotyków w 1993 r., w trakcie jego realizacji).

        O tym, że kino amerykańskie wciąż stanowi wolnościowy wzór, przypomni Borys Chlebnikow, który w filmie "Długie, szczęśliwe życie" ukazuje walkę farmera z Karelii broniącego swojej ziemi przed zakusami państwa, inspirując się westernem "W samo południe".

        Danis Tanović, twórca słynnej "Ziemi niczyjej" z 2001 r. - czarnej komedii o bezradności świata wobec wojny jugosłowiańskiej - powraca z filmem "Epizod z życia zbieracza złomu". Odtwarza w nim autentyczny dramat ubogiego Bośniaka i jego romskiej żony, którzy w muzułmańskim kraju usiłują zdobyć pieniądze na zabieg aborcyjny, który ma uratować życie kobiecie noszącej martwy płód.

        Kompletną niespodzianką jest obecność w programie "Closed Curtain" - nowego filmu irańskiego neorealisty Jafara Panahiego, dla którego wzorem pozostaje Vittorio De Sica. W jaki sposób udało się go zrobić reżyserowi będącemu więźniem sumienia, skazanemu w 2010 r. na sześć lat za "głoszenie poglądów zagrażających państwu"? Dwa lata temu w Cannes pokazano przemycony na pendrivie dokument Panahiego "To nie jest film", który zrealizował m.in. za pomocą iPhone'a w areszcie domowym.

        O uwolnienie Panahiego zabiegają od lat czołowi filmowcy świata i wielkie festiwale. W Berlinie przed siedmioma laty nagrodzono jego ostatni robiony na wolności film "Offside" o dziewczętach z Teheranu przebierających się w męskie stroje po to, by móc wejść na stadion i oglądać futbolowe mistrzostwa. Zdjęcia do "Spalonego" nakręcił bez zgody władz. Sugerowano mu po tym emigrację, a gdy się na to nie zgodził, wytoczono mu proces. Dramat Panahiego toczącego swoją upartą, przekorną walkę odsłania przepaść, jaka dzieli samych Irańczyków - religijnych ortodoksów i liberalną inteligencję. W świecie zachodnim, także podzielonym, choć inaczej, festiwale odgrywają podobną rolę jak dawniej - pomagają rozmiękczać dyktatury. Tak jak wtedy, gdy pokazywano bez zezwolenia władz państwowych zakazane filmy radzieckie ("Andriej Rublow") czy polskie ("Człowiek z marmuru").

        W tegorocznym programie Berlinale widać silny nurt kobiecy, feministyczny. Juliette Binoche ćwierć wieku po Isabelle Adjani wciela się w Camille Claudel, genialną rzeźbiarkę, uczennicę i kochankę Rodina. Chora psychicznie, spędziła trzydzieści lat w odosobnieniu, w zakładzie psychiatrycznym. Bruno Dumont w swoim filmie ukazuje jeden rok jej życia - 1915. Zdjęcia robiono w tym samym szpitalu, w którym kiedyś przebywał van Gogh. Binoche towarzyszą w filmie prawdziwi pacjenci. Eksperyment aktorski? Pewien psychiatra powiedział o Camille: "Jej szaleństwo też było kreacją". Taką właśnie - nie tyle ofiarę, ile kreatorkę, rzeźbiarkę samej siebie - chciała Binoche zagrać w filmie Dumonta.

        Zobaczymy męczennice i kobiety wyzwolone. Guillaume Nicloux nakręcił "Zakonnice" według słynnej XVIII-wiecznej, ale wciąż skandalizującej powiastki Diderota o dziewczynie siłą umieszczonej w klasztorze. Vic i Flo - dwie przyjaciółki po przejściach, po więzieniu - razem zamieszkały w puszczy (kanadyjski "Vic+Flo zobaczyły niedźwiedzia" Denisa Cčté). Dwie francuskie gwiazdy: Catherine Deneuve (70 lat) i Mylene Demongeot (77 lat) w filmie Emmanuelle Bercot zaczynają życie na nowo ("Elle s'en va"). Doroczną nagrodę za całokształt twórczości odbierze, oprócz Isabelli Rossellini Rosa von Praunheim. Pod takim pseudonimem znany jest od czterdziestu paru lat pionier ruchu gejowskiego, uciekinier z NRD, autor słynnego w latach 70. filmu "To nie homoseksualizm jest perwersyjny, ale sytuacja, w jakiej żyjemy".

        Przeglądam tytuły konkursowych i pozakonkursowych filmów, programy poszczególnych sekcji, w tym "Panoramy" (w której uczestniczy "Bejbi blues" Kasi Rosłaniec) i Forum (m.in. "Sieniawka" berlińskiego Polaka Marcina Malaszczaka). Streszczenia zapowiadają jednak filmy nieodmiennie słuszne, prezentują komplet postępowych idei będących aktualnie w obiegu i tworzących nasz spolaryzowany świat. W otwartości Berlinale skądinąd imponującej czegoś mi jednak brakuje.

        A przecież konkurs główny wygląda naprawdę ciekawie. Jury pod przewodnictwem Wong Kar-waia (którego "The Grandmaster" - film o mistrzu kung-fu Yip Manie - otworzy dziś 63. Berlinale) będzie miało z czego wybierać. Jeżeli
        • barbasia1 Re: Festiwal W Berlinie 2013 09.02.13, 16:10
          . Jeżeli nawet po kolejnych premierach nastąpią upadki, to przynajmniej z wysokiego konia. Ale ja czekam na coś więcej - na kino nieoczywiste, na dylematy, których nie da się rozstrzygnąć. Na sztukę. Małgorzata Szumowska, kiedy z nią o tym rozmawiam, mówi trzeźwo, że nam się tylko wydaje, że świat jest gotowy na zmiany, a idee wolnościowe, którymi się podniecamy na festiwalach, wyznaje stosunkowo wąska grupa ludzi.

          W tym roku najbardziej czekam na to, jak zostanie przyjęty polski film.
          wyborcza.pl/2029020,75475,13362708.html
          • grek.grek Re: Festiwal W Berlinie 2013 09.02.13, 16:44
            jesteś niezawodna, Barbasiu, i dodatkowo masz najlepszy refleks :]

            zaraz czytam.
            "W imię" dobrze został przyjęty.

            nie wiem, czy pamiętasz/pamiętacie, jakie cyrki były w Polsce z filmem "Ksiądz" [taki był
            chyba tytuł], bodaj na początku lat 90-tych. BYła to opowieść o księdzu geju, ale zarazem
            bardzo dobrym człowieku, a na pewno rzetelnym i z powołania kapłanie. Czyli, trudna sprawa
            dla krytykantów, bo jak tu jechać po księdzu za orientację, skoro porządny z niego pasterz ?

            Tyle, że u nas nikt sobie nie łamał głowy takimi sprawami.
            Jakie tam się wtedy w Polandzie cuda bratki odbywały przed kinami... uff :] babcie z różańcami,
            protesty aktywistów katolickich, petycje, śpiewy, manifestacje, klęczony, akcje sabotażowe, normalnie groteska - odwołać, nie wyświetlać, zdjąć z afisza, wyrzucić. I ludzie walili do kina na ten film aż się kurzyło :]. Wobec "W imię" chyba już takie akcje się nie
            odbędą, myślę że trochę normalniejemy, nieprawdaż ? Wiesz, wydaje mi sie, że gdyby takie
            dzieło powstało 10 lat choćby, miałoby swoją wymowę, dzisiaj jest trochę po herbacie, choć chyba Szumowska nie chce też prowokować [?].

            ja czekam na film o pedofilii wśród kleru.
            to dopiero będzie coś odważniejszego.
            Tylko, tak sobie imaginuję, nasze towarzystwo filmowe znów nie będzie w awangardzie :]
            Raczej poczeka trochę i włączy się do tematu, kiedy to już nie będzie dla nikogo nie będzie
            głęboko poruszające. Na razie jesteśmy na etapie odkrywania, że ksiądz też człowiek:]
            Dobre i to.
            • siostra.bronte Re: Festiwal W Berlinie 2013 09.02.13, 16:56
              Hehe, pamiętam akcje z "Księdzem". To była najlepsza reklama dla filmu :)

              Podpisuję się pod Twoim komentarzem. Jak zwykle wleczemy się w ogonie. U nas pewnie będzie skandal, na zachodzie żadna rewelacja.

              Oj, chyba długo będziesz czekał :)
              • grek.grek Re: Festiwal W Berlinie 2013 10.02.13, 15:36
                podobnie było z kiczowatym "KOdem Da Vinci" :] taki gniot, a rozpętali burzę po nieboskłon
                i ksiązka z filmem poszły jak woda.

                dobrze i całe szczęście, że jesteśmy w Europie, w końcu : co ich to i nasze.
                tylko pytanie, czy ich w ogole ten temat zajmue, zdaje się kościoły są puste,wiatr po
                nich hula, to i pedofilia kleru mało kogo obchodzi jako temat filmowy. Może powstanie
                jakiś dramat sądowy na ten temat ?


            • pepsic Re: Festiwal W Berlinie 2013 09.02.13, 17:13
              czekam na film o pedofilii wśród kleru.
              Tyle, że pedofilia nie tylko w tym zawodzie występuje, ale gazeta wyborcza nie wiedzieć czemu tę grupę zawodową sobie wybitnie upodobała do obsmarowywania.
              • barbasia1 Re: Festiwal W Berlinie 2013 09.02.13, 17:20
                pepsic napisała:
                Otóż to.
              • siostra.bronte Re: Festiwal W Berlinie 2013 09.02.13, 17:20
                Nie chcę rozpętywać dyskusji, ale problem polega na tym, że w Kościele takie przypadki były/są nader często zamiatane pod dywan, z karą w postaci przeniesienia do innej parafii. Każdy inny człowiek odpowiada za swoje przestępstwa przed sądem.
                Nie czytam wyborczej, więc nie wiem co tam wypisują.
                • barbasia1 Re: Festiwal W Berlinie 2013 09.02.13, 18:17
                  siostra.bronte napisała:
                  Tak, też racja.
                • pepsic Re: Festiwal W Berlinie 2013 09.02.13, 21:20
                  Nie wiadomo, co mówią statystyki, byłabym więc ostrożna. Temat jest śliski i drażliwy, trudny do udowodnienia i zamiatany pod dywan nie tylko w tym środowisku, bo czarne owce zdarzają się w każdym. Przypuszczam, że wiedzę czerpiesz z mediów, które na moje oko z czwartej władzy uplasowany się na pierwszą, a nie od dziś wiadomo, że w wielu z nich toczy się bezpardonowa walka z kościołem, więc nie zawsze wierze w ich obiektywizm.

                  Ps. Nie czytam od kiedy zaczęła się bezczelna nagonka na PiS, ale rzucam okiem na tytuły, gdyż przez moje ręce przechodzi wersja papierowa oraz internetowa, kiedy podążam na forum. Nie napiszą, że prezes PiS składa zawiadomienie do prokuratury, tylko wielkimi literami w tytule: donosi do prokuratury. Ot, socjotechnika. Już ich dawno rozszyfrowałam.
                  • siostra.bronte Re: Festiwal W Berlinie 2013 10.02.13, 16:09
                    Tak, wiedzę czerpię z mediów. Bo skąd? Ale tłumaczenie wszystkiego nagonką na Kościół jest zbyt proste.
                    Choćby historia biskupa Paetza. W akcję jego byli zaangażowani rektorzy uczelni i wiele innych środowisk, więc to nie była akcja wymyślona przez media. O tym czy biskup jest winny czy nie debatowała jakaś komisja przysłana z Watykanu (co świadczy o tym, że coś było na rzeczy). A gdzie była policja i prokuratura? Takie historie to tylko u nas. Na zachodzie już sobie z tym poradzono.
                    • siostra.bronte Re: Festiwal W Berlinie 2013 10.02.13, 16:10
                      Miało być: "w akcję jego odwołania".
                    • pepsic Re: Festiwal W Berlinie 2013 10.02.13, 16:54
                      Nigdzie nie napisałam, że afery pedofilskie wymyślone zostały przez media, a że są wykorzystywane, aby obrzydzić kościół.
                      • grek.grek Re: Festiwal W Berlinie 2013 11.02.13, 14:04
                        wiesz, ja myślę, że Kosciół sam robi dostatecznie wiele w tej dziedzinie :]
                        ludzie zaczynają powoli mieć dośc tego anachronizmu, betonowej ideologii nie liczącej się
                        z człowiekiem, wpychania się wszędzie i w każdą sprawę.
                        szanują i lubią ojca Mateusza, ale kler jako taki im zaczyna wadzić, a sama religia jako
                        zestaw zakazów produkujący poczucie winy przestaje mieć cokolwiek wspólnego ze
                        współczesnością.

                        Kler kreuje sam siebie na grupę ludzi prowadzących innych do zbawienia, nauczycieli,
                        wybrańców - jeżeli tacy wybrańcy i nauczyciele, dobierają się tyłków dzieciaków, to
                        nie ma się co dziwić, że spada na nich większe oburzenie.

                        Kler chciałby stać powyżej społeczeństwa, ale jednocześnie nie potrafi zaakceptować
                        faktu, że im nachalniej ktoś ustawia siebie w roli autorytetu, tym większy kaliber ma
                        krytyka kiedy popełni błąd albo przestępstwo. Kler nic nie rozumie, po prostu, to
                        jest ekipa, która obudzi się dopiero wtedy,kiedy zaczną odprawiać msze dla 10 osób i
                        przyjdzie im wynajmować te przepyszne świątynie na dyskoteki, a z merców będą
                        musieli się przesiąść do maluchów. A to już blisko. Nie jesteśmy sami we wszechświecie,
                        wszędzie w Europie Kościół przeżywa cięzki kryzys i już nie zostanie on zażegnany. To
                        prostu nowa rzeczywistość. Polscy biskupi i księza sądzą, że tutaj da się zatrzymać czas,
                        uczynić z Polski skansen. Nie da się. Oni już przegrali.

                        co ciekawe, to nie komunizm ich pokonał, on ich wzmacniał; pokonała ich popkultura :]
                        • barbasia1 OT Abdykacja papieża Benedykta XVI 11.02.13, 14:08
                          "Papież Benedykt XVI abdykuje. Ogłosił to dziś podczas konsystorza. Informacje potwierdził już Watykan. To pierwsza taka sytuacja od 700 lat.

                          Papież abdykuje 28 lutego - donosi "Corriere della Sera". Poinformował o tym osobiście podczas konsystorza w sprawie kanonizacji męczenników z Otranto. Zebranie rozpoczęło się o godzinie 11 w sali Konsystorzy Pałacu Apostolskiego."

                          wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,13382336,Papiez_Benedykt_XVI_zamierza_abdykowac.html#MT
                          :)
                        • siostra.bronte Re: Festiwal W Berlinie 2013 11.02.13, 14:25
                          Podpisuję się :)
                        • pepsic Re: Festiwal W Berlinie 2013 11.02.13, 18:36
                          Spoko, ja bym się nie martwiła o kościół. Przetrwał tyle lat, to i następne setki lat przetrwa. Księża na mszach wcale nie głupio mówią i można sie podbudować, poza tym dysponują najlepszym kodeksem moralnym w pigułce, bo jak dotąd nikt nic lepszego nie wymyślił. Owszem, część społeczeństwa ta na drodze do laicyzacji szuka wymówki i usprawiedliwienia, bo uwiera go 10 przykazań trudnych do realizacji w dobie konsumpcjonizmu i pomieszania wartości. Oj, jeszcze się duszyczki nawrócą do świata wartości moralnych:)
                          • siostra.bronte Re: Festiwal W Berlinie 2013 11.02.13, 19:20
                            Nie zgadzam się :)

                            Twierdzenie, że ateiści są zwolennikami zabójstw, kłamstwa, cudzołóstwa, tudzież innych grzechów z dekalogu jest nader często stosowanym nadużyciem. Nie trzeba być katolikiem, aby być porządnym człowiekiem.

                            Wartość człowieka nie zależy od tego, czy wierzy w Boga, Mahometa czy Światowida. I czy w ogóle wierzy w jakiegoś boga. Liczy się tylko to, jak żyje na co dzień, czy jest po prostu dobrym człowiekiem.

                            Mamy w naszym kraju ok. 95% katolików (czy jakoś tak). Mam przykre wrażenie, że wiara jaką wyznają nie ma większego wpływu na ich codzienne życie. I nie wiem czy to "wina" samej religii, że umożliwia tak duży rozdźwięk między zasadami, a życiem, czy to jeszcze coś innego. Zresztą, to sami katolicy nie do końca zgadzają się z wymaganiami religii, wybierają sobie to, co im pasuje. I to już chyba problem Kościoła co z tym zrobić.

                            Niestety, nie wierzę, że malutka grupka ateistów dokonuje wszystkich zbrodni, przestępstw, zdrad tudzież innych grzechów jakie znamy z codziennego życia :)
                            • pepsic Re: Festiwal W Berlinie 2013 12.02.13, 17:33
                              Moja wypowiedź odnosiła się do osób odchodzących od wiary oraz powodów ich postępowania z mojego punktu widzenia, a już na pewno nikomu nic nie insynuowałam. Dlatego nie pojmuję Twojego toku myślenia, ani tym bardziej użytego przeciwko mi słowa "nadużycie".
                              • siostra.bronte Re: Festiwal W Berlinie 2013 12.02.13, 18:19
                                To była moja ogólna opinia na temat w jaki sposób widzi się ateistów. Była okazja to się wypowiedziałam :)
                                • siostra.bronte Re: Festiwal W Berlinie 2013 12.02.13, 19:52
                                  PS: Jeżeli poczułaś się urażona to przepraszam :)
                                  • pepsic Re: Festiwal W Berlinie 2013 12.02.13, 20:35
                                    Ok:))
                                    • siostra.bronte Re: Festiwal W Berlinie 2013 12.02.13, 20:39
                                      :))
                          • grek.grek Re: Festiwal W Berlinie 2013 12.02.13, 14:14
                            wiesz, przetrwał w innych warunkach niż obecne, z faszyzmem nierzadko współpracując, a z komunizmem [np.w polskich warunkach] dzieląc purytanizm obyczajowy i miłośc do cenzury, a przeciw obu żywiołom będąc dla wielu obywateli ostoją.

                            Tyle, że teraz nie ma wojen ani prześladowań, "wrogiem" jest kultura, zmiana myślenia o sobie i świecie samych ludzi. Kościoł nie ma wrogów, którzy byliby jego największymi sojusznikami zarazem. Po prostu, stał się anachroniczny i ten jego kodeks zasad - w takiej formie w jakiej istnieje i jest "sprzedawany" - zaczął ludziom być niemiły.

                            wielu się kapnęło,że wcale nie musi chodzić na msze, dawać na tacę, brać kościelnych ślubów, że może życzyć sobie kremacji zamiast trumiennego szoł itd. Nie wierzą w Boga albo wierzą w Boga, który rozlicza czyny a nie wiarę i jest dostępny wszędzie, w naturze, w dobrym życiu z ludźmi, a nie w światynnych murach i pod knutem rozpasanego kleru.

                            Wg mnie, dziś jednym motorem istnienia katolicyzmu w Polsce są pewne wpływy i obecnośc pokolenia 65+ oraz rytualizm zaszczepiony w części ludzi, który sprawia, że kontrolują oni siebie nawzajem i wytwarzają toksyczne środowisko społeczne, co powoduje, że np. trudno młodym rodzicom podjąć decyzję o nieposyłaniu dziecka na lekcje religi albo na jakieś kościelne jasełka. A dzieci to klucz, dlatego Kościół tak się boi o religię w szkole. Jesli dzieci wyrosną w atmosferze liberalizmu, to klapa. Nachalna obecnośc w szkole - też działa wbrew kościołowi, ale myśli on, że może da się choć część młodych "uratować", czyli po prostu wytworzyć w nich odruch bezwarunkowy, słabsze charaktery wytresować,w końcu bardzo ważne jest wychowanie w przedziale 5-10 lat. Jeśli tych kilkulatków odpowiednio się zindoktrynuje, to jest nadzieja, że będą utrzymywać kler i chodzić do kościoła z samego "wyszkolenia".

                            wiesz, 10 przykazań Kościół przedstawia w formie zakazów, a nie nauk.
                            piekło, smoła, umarł za WASZE grzechy, co by papież Polak powiedział, jesteście
                            istotami skazonymi i brudnymi od dnia narodzenia, musicie się modlić za grzechy - oto repertuar kleru... Iwan Karamazow nie umiał zrozumieć, jakim cudem dziecko może być grzeszne. Ja też nie rozumiem.

                            Katolicyzm właściwie zabił radość życia w człowieku, zastępując ją poczuciem winy za grzechy, koniecznością nieustannego przepraszania i bicia się w piersi, doszukiwania się w sobie brudu, epatując swoją wyższością podczas gdy jednocześnie skala nadużyć wszelakich w Kościele sięgneła wyżyn hipokryzji, dlatego ludzie się od niego wszędzie odwracają.
                            WSZĘDZIE. Róznica jest tylko taka, że gdzieniegdzie jeszcze przychodzą się spowiadać i
                            modlić, zachowania w zasadzie są takie same.

                            czym jest "wartość moralna" ? :]
                            czy każdy kto poza kościołem ma od razu ciągoty do tego by gwałcić, kraść i zabijać ?
                            nie wydaje mi się.
                            jakie wartości moralne oferuje ludziom Kościół ?
                            bo wg mnie, takie same jak świecki humanim.
                            Tyle, że świecki humanizm mówi : żyj godnie i bądź dla innych dobry i uczciwy NIE LICZĄC na żadne zbawienie, nie dla jakiegoś Boga, ale z siebie samego, z powodu tego, że jesteś człowiekiem.
                            Kościół daje zaś wierzącym marchewkę - Raj. Bądź dobry,to pójdziesz do Raju.Będziesz zły - pójdziesz do Piekła. W efekcie człowiek postępuje dobrze, ale nie dlatego,ze jest szlachetny, ale dlatego,że woli iśc do Raju niż do Piekła. To wymuszanie dobroci, a dobroć wymuszona nie jest zasługą.

                            wiesz, wartości są nadal, istnieją, wartości humanistyczne.
                            KOściół nie ma monopolu na głoszenie tychże wartości, ludzie okdkrywają,że istnieją one poza instytucją, która każe sobie płacić i klękać przed sobą - wolą więc to pierwsze, realizować swoje wartości w małych, świeckich środowiskach. I co ciekawe,w tych krajach, w których Kościół nie ma wpływu na politykę i ustawodawstwo - ludzkie potrzeby są lepiej zaspokajane. Większe znaczenie ma osobista odpowiedzialnośc ludzi za siebie. W Polsce ciągle zakazuje się wielu rzeczy, co ludzie odczuwają jako działanie ideologiczne, a przy okazji traktowanie ich z wyższością, jak głupców, którzy nie wiedzą, co czynią i trzeba im blokować dostęp do róznych spraw, żeby sobie krzywdy nie zrobili.




                            • siostra.bronte Re: Festiwal W Berlinie 2013 12.02.13, 15:00
                              Dokładnie to miałam napisać. Katolicyzm nie ma monopolu na wartości moralne. To są wartości humanistyczne, znane na długo przed pojawieniem się religii chrześcijańskiej.

                              Moja "pretensja" jaką mam do wszelkich religii (chociaż pewnie są różnice między nimi) jest taka, że miłość do drugiego człowieka zastąpiły miłością do boga. Że dogmaty są najważniejsze. Łatwo jest przekroczyć cienią linię za którą jest hipokryzja i fanatyzm. I wtedy mamy katolicyzm w wersji hardkorowej, a la posłanka Pawłowicz, pełen nienawiści i pogardy.
                              • grek.grek Re: Festiwal W Berlinie 2013 13.02.13, 13:17
                                dlatego tak ichnp. wkurza WOŚP :]
                                zamach na pozycję monopolisty.

                                najgorsze, że dla tych ludzi "Bóg" to tylko pretekst do uprawiania całkowicie osobistymi powodami
                                motywowanej wrogości do innych ludzi i poglądów; wygodny bardzo - "Bóg" dla nich ma być
                                immunitetem od wszelkiej odpowiedzialności i dowodem na to, że mają rację.
                            • pepsic Re: Festiwal W Berlinie 2013 12.02.13, 17:49
                              trudno młodym rodzicom podjąć decyzję o nieposyłaniu dziecka na lekcje religii
                              O wiele łatwiej wychodzą im nawalanki na kościół w domowych pieleszach przy jednoczesnym korzystaniu z sakramentów, w czystej postaci hipokryzja.

                              słabsze charaktery wytresować
                              Znam parę osób, zapewniam nie wyglądają na tresowane małpki.

                              Jeszcze nigdy nie słyszałam, aby na lekcji religii bądź w kościele namawiano do złych rzeczy.
                              • grek.grek Re: Festiwal W Berlinie 2013 13.02.13, 13:26
                                zgadza się.
                                ale kler ich lubi, bo zostawiają dutki :]

                                wiesz, wychowanie czyni cuda :]
                                albo cuda czynią wychowanie - niektórzy rozmaite uśmiechy losu są skłonni przypisywać
                                "palcowi Bożemu", co rodzi w nich wiarę, że On istnieje. Tresura, stereotyp czy "przebudzenie" - w zasadzie prowadzą do tego samego.

                                wystarczy, że na mszy ludzie walą się w klatę i recytują po trzykroć "moja wina", nawet
                                małe dzieci.

                                zresztą, jesli ktoś musi chodzić do kościoła, żeby dowiedzieć się, iż nie należy zabijać i kraśc, to
                                coś tu jest nie teges ;]

                                btw, wiesz... trudno jest słuchać nauk moralnych z ust przedstawicieli instytucji, która paliła ludzi na stosach za to, że byli inni, mieli inne poglądy albo ośmielali się głosić naukowe teorie, a i dzisiaj parę ognisk by rozpaliła pod tymi, którzy chcą in vitro, równych praw dla gejów albo wycofania religii ze szkół :] Starego konia nowych sztuczek nie nauczysz :]
            • barbasia1 Re: Festiwal W Berlinie 2013 09.02.13, 18:15
              Maj pleże! :)))
              Oglądałam wczoraj wiadomości późno wieczorem i tam właśnie usłyszłam o festiwalu w Berlinie. I pomyślałam, że koniecznie musimy o nim tu wspomnieć, zwłaszcza, że w konkusie wreszcie polski film.

              Dobrze, że wspominasz o filmie "Ksiądz", właśnie, "W imię ..." Szumowskiej nie jest w naszym kinie pierwszym filmem, który porusza kwestię homoseksualizmu księży.

              Przynam Ci się, że wyleciał mi z głowy zupelnie ten tytuł i cała ta okołofilmowa historia, czy może właściwie powinnam powiedzieć okołofilmowa histeria.


              O , dziś na pewno już reakcja na ten film nie będzie już ostra, co najwyżej film spotka się z krytycznymi i niechętnymi recenzjami prawicowych środowisk.

              Mimo wszytsko film Szumowskiej doskonale wpisuje w aktualną i przebiegającą niesłychanie burzliwie dyskusję nad popozycją legalizacji związków homoseksualnych. Emocje jakie towarzyszą politycznej dyskusji świadcza, że potrzebny jest taki film.
              • grek.grek Re: Festiwal W Berlinie 2013 10.02.13, 15:27
                ciekawe, że znacznie lepiej zostały przyjęte "PTaki ciernistych krzewów", prawda ? Mimo, że tam też ksiądz się oddaje zakazanej miłości, aczkolwiek tak akurat do kobiety :]

                prawda.
                dotykają też coraz częściej dyskutowanego, na razie na Zachodzie, u nas pewnie za dziesięć lat [jak zwykle], tematu zasadności celibatu i tego czy w Biblii w ogole jest to gdzieś zapisane, czy też jest tylko wymysłem ojców założycieli, dbających oto, żeby majątki księzy i biskupów nie wpadały w ręce świeckich, po ich śmierci.
    • maniaczytania Wszystkie odloty Cheyenne'a 09.02.13, 16:20
      chcialam dac znac, ze obejrzalam. Dziwny to bardzo film, ale wart zobaczenia na pewno.

      W krotkim streszczeniu (a ono, jak wiemy z zalinkowanego przez Barbasie artykulu o Berlinale, nie oddaje wcale sensu filmu) wygladaloby to tak: podstarzaly gwiazdor rockowy (Sean Penn wystylizowany na Roberta Smitha) z tajemnica (dlaczego przestal wystepowac) jedzie z Anglii do USA na pogrzeb ojca, a potem probuje wypelnic jego testament i odnalezc zbrodniarza z Auschwitz, ktorego jego ojciec (dawny wiezien obozu) przez cale zycie probowal namierzyc.

      No, to skrot, ktory naprawde nie oddaje nic. Trudno streszczac ten film, bo zlozony jest z obrazow i rozmow-dialogow, niektorych bardzo blyskotliwych. To film bardzo powolny, baaardzo dziwny i troche 'egzotyczny'. Polecam i ciekawam bardzo Waszych opinii :)
      • grek.grek Re: Wszystkie odloty Cheyenne'a 09.02.13, 16:47
        Pokusisz się wkrótce o rozwinięcie ? :]

        widziałem stylizację Seana Penna - klasa sama w sobie :]
        • siostra.bronte Re: Wszystkie odloty Cheyenne'a 09.02.13, 17:01
          Maniu, a gdzie widziałaś ten film?
          • pepsic Re: Wszystkie odloty Cheyenne'a 09.02.13, 17:08
            U mnie lata po "Canale+".
            • siostra.bronte Re: Wszystkie odloty Cheyenne'a 09.02.13, 17:16
              Tak mi się wydawało :)
          • maniaczytania Re: Wszystkie odloty Cheyenne'a 09.02.13, 17:14
            kolezanka pozyczyla mi na dvd :)
            • siostra.bronte Re: Wszystkie odloty Cheyenne'a 09.02.13, 17:21
              Aha :)
        • maniaczytania Re: Wszystkie odloty Cheyenne'a 09.02.13, 17:13
          grek.grek napisał:

          > Pokusisz się wkrótce o rozwinięcie ? :]

          nie czuje sie na silach ;)
      • pepsic Re: Wszystkie odloty Cheyenne'a 09.02.13, 17:07
        Wybacz Maniu, będę bezwzględna, bo dla mnie to napompowana wydmuszka aspirującą do dzieła stulecia z dość głupawą fabułą, zaczerpniętą bezmyślnie z poradnika pisania dobrego scenariusza wystawiającą widza na ciężką próbę. Na deser Sean Penn na mocno zużytych bateriach i wątpliwej jakości bon moty typu: człowiek staje się się dorosły, dopiero wtedy, jak zapali papierosa (!), bądź: szminkę, aby trzymała nakłada się na przypudrowane usta (błąd, wcześniej musi być podkład, tudzież produkt dobrej jakości i ew. konturówka).
        Litości!

        Ps. Żeby nie było, ze wyztsko na nie. cena z palącym sie drogocennym samochodem znajdującym się pod opieką Cheyenne'a była niezła. Byłam przekonana, że rewolwer kupił w w samoobronie przed rozjuszonym właścicielem.
        • maniaczytania Re: Wszystkie odloty Cheyenne'a 09.02.13, 17:18
          Pepsic - nie mam czego wybaczac :) Nie napisalam, ze mi sie podobal :) Jedynie, ze wart obejrzenia. Bo jednak wart, dla kilku scen.

          Scena z plonacym samochodem tez mi sie podobala, i jeszcze ta, gdy odwiedzil zone nazisty (to byla genialnie ulozona scena w domku dla lalek, nawet on byl tak nakrecony, jakby byl od nich duzo wiekszy), i jeszcze te z lowca nazistow, i ta z gosciem od walizek.
          I jednak scisnela mnie w gardle scena zemsty Cheyenne'a.
          A poza tym to zgadzam sie z Toba, wiekszosc bon motow baaardzo banalna, ale czasem ciekawie podana.
          • pepsic Re: Wszystkie odloty Cheyenne'a 09.02.13, 20:56
            Jeśli masz na myśli scenę (notabene od czapy), kiedy wysokiej klasy spec od wyszukiwania zbrodniarzy wojennych zatrzaskuje się w toalecie, a Cheyenne ironicznie rzuca: taki wyka, a nie potrafi sobie poradzić, to tak:)

            Motyw zemsty mnie nie powalił, raczej zniesmaczył, bo wywleczenie niewidomego, bezradnego i nagiego ponad 90-letniego staruszka na siarczysty mróz na pewną śmierć - nie uważam za wielki wyczyn.

            Powód, dla którego ojciec ścigał prześladowcę w jakimś sensie wydaje sie groteskowy, do tego stopnia, że mi nie przejdzie przez gardło. Ich tam w Hollywood naprawdę porąbało, do tego wszędzie wietrzą holocaust.

            Nie no, film coraz bardziej wydaje się żałosny. Miałam wspomnieć w zeszłym tygodniu, ale zeszło na inne tematy.

            Co do walizki... widzę ciemność (?)
            • maniaczytania Re: Wszystkie odloty Cheyenne'a 10.02.13, 17:36
              pepsic napisała:

              > Jeśli masz na myśli scenę (notabene od czapy), kiedy wysokiej klasy spec od wyszukiwania zbrodniarzy wojennych zatrzaskuje się w toalecie, a Cheyenne ironicznie rzuca: taki wyka, a nie potrafi sobie poradzić, to tak:)

              yes, to ta scena :)

              > Motyw zemsty mnie nie powalił, raczej zniesmaczył, bo wywleczenie niewidomego,
              > bezradnego i nagiego ponad 90-letniego staruszka na siarczysty mróz na pewną śmierć - nie uważam za wielki wyczyn.
              > Powód, dla którego ojciec ścigał prześladowcę w jakimś sensie wydaje sie groteskowy, do tego stopnia, że mi nie przejdzie przez gardło. Ich tam w Hollywood naprawdę porąbało, do tego wszędzie wietrzą holocaust.

              Czy ja wiem, czy porabalo? Zwlaszcza, ze to nie film hollywodzki ;) Zemsta jest taka wlasnie, jak ten powod - groteskowa. Bo to jest upokorzenie za upokorzenie.


              > Co do walizki... widzę ciemność (?)

              Cheyenne siada przy stoliku goscia w tej miejscowosci, gdzie juz znajda naziste. Gosc patryz na jego walizke i mowi - swietna, zwlaszcza, ze na kolkach. Codziennie zadaje sobie pytanie - dlaczego tak pozno wymyslono te kolka?
              Juz kojarzysz? :)
              • pepsic Re: Wszystkie odloty Cheyenne'a 10.02.13, 17:54
                To było coś więcej, bo wysłanie na śmierć zniedołężniałego starca i tak stojącego nad grobem.

                Ps. Ups, zmylili mnie amerykańcy aktorzy Sean Penn i Frances McDormand:(

                Tak, przypominam sobie wynalazcę kółek. Ale nie mam pojęcia, co scena miała wnieść do filmu.
                • maniaczytania Re: Wszystkie odloty Cheyenne'a 10.02.13, 18:26
                  pepsic napisała:

                  > To było coś więcej, bo wysłanie na śmierć zniedołężniałego starca i tak stojącego nad grobem.

                  Ej no, ale to, ze nie pokazali, jak nazista wrocil do przyczepy, nie znaczy, ze tak nie bylo. Moim zdaniem, absolutnie mowy nie ma, ze oni go zostawili na smierc.

                  > Ps. Ups, zmylili mnie amerykańcy aktorzy Sean Penn i Frances McDormand:(

                  A, a to Wloch rezyserowal, taki troche specyficzny Wloch.

                  > Tak, przypominam sobie wynalazcę kółek. Ale nie mam pojęcia, co scena miała wnieść do filmu.

                  Pewnie to samo dziesiatki innych wczesniejszych ;)
    • grek.grek "Gran TOrino" -jakie wrażenia ? & "Dorian Gray" 10.02.13, 15:21
      orajt.

      Wg mnie, w "GRan Torino" Klin na szablon z "Million dollar Baby" nałożył tylko inne postaci i
      enturaż. Tu i tam jego bohater ma ten sam konserwatywny, staromodny [staro-męski] fason, chropowaty język i mowa ciała w relacjach z męską częścią populacji ,ma obowiązkowo zapaćkane relacje rodzinne i tajemnicę z przeszłości [w "MdB" nie wydusza jej z siebie aż do końca, ale zapewne chodzi o coś związanego z córką]. Tak samo wycofany, z przymrużonym okiem i opryskliwy, co stanowi tylko warstwę wierzchnią, która, jak ją dobrze zetrzeć, kryje wrażliwego i dobrego człeka. Tam opiekuje się dziewczyną znikąd, która w sportowo podeszłym wieku chce zostać mistrzynią świata w boksie, a tutaj rodziną "żółtków" molestowanych przez gang,a dodatkowo wprowadza w życie młodego Wietnamczyka, któremu brak męskiego wzorca.
      Zaczyna się od niechęci, chociaż druga strona robią podchody, żeby ocieplić relacje, przełom, coraz cieplej i cieplej, aż do dramatycznego finału. I ani przez moment nie jest czułostkowo i egzaltowanie, co gwarantuje sam Eastwood, który jest wielkim mistrzem w pokazywaniu i odgrywaniu wzruszeń i ciepełka po staro-męsku.

      Tu ma do towarzystwa psa, a tam miał Morgana Freemana ;], to jest jakaś róznica.

      W finale staromęski strażnik dawnych zasad i stylów życia poświęca własne życie dla innych. W MdB skazuje się na banicję i być może duchową wegetację, tutaj - ginie dosłownie. Ale kontekst i ofiara jest taka sama, przynosi ukojenie innym ludziom i jest dla niego samego odkupieniem grzechów z przeszłości.

      I mnie to wcale nie razi jakoś, że "Gran Torino" jest kalką "MdB". Bo to naprawdę dobra, wg mnie, robota filmowa. A Clint jak zwykle świetny. I nawet jesli sprzedaje on swoje poparcie republikańskim kandydatom na prezia, demonstrując i głosząc swój konserwatyzm, to w tych filmach widać jednak, że jest on po stronie społeczeństwa otwartego, człowieka starej daty -nostalgicznie oddanego starym kanonom i zasadom wychowania i życiowego ukierunkowania, ale akceptującego już, choć z trudem, że świat się zmienia i sens ma tylko jakaś próba dialogu i porozumienia z nim.

      Gran Torino przekazywane mocą testamentu młodemu azjatyckiemu imigrantowi wygląda jak gest symbolicznego przekazania kluczy do przyszłości Ameryki tym właśnie nowym - Latynosom, Afroamerykanom i Azjatom, którzy już stanowią wspólnie większą część populacji w Stanach, to oni wybrali sobie prezydenta już po raz drugi z rzędu. W nich istnieje potencjał, świeżość,która może dać Ameryce impuls do rozwoju. Starsi muszą ich tylko poprowadzić, wykazać zyczliwość, zamiast rękoma i nogYMA bronić starego świata, który musi odejśc wraz z nimi, bo w formie niezmienionej skazuje się na margines i zapomnienie, na wegetowanie na ganeczku z piwkiem w garści.

      Plus banalna, ale zawsze ważna myśl - tego drugiego, innego najpierw trzeba poznać,żeby go ocenić, a żeby poznać - trzeba odrzucić stereotypy i uprzedzenia, wyleźć z szafy. I można wtedy doznać przyjemnego zaskoczenia, a nawet poczuć się za niego odpowiedzialnym.

      Tekst filmu :
      nastoletnia Azjatka do Kowalskiego : organizujemy grilla...
      Kowalski : trzymajcie się z daleka od mojego psa !
      :]

      Obejrzałem też "Doriana Graya" w CTv.
      Dobrze, że ostrzegłyście zawczasu - zaprawdę powiadam Wam, zupełnie zepsuta i w sumie wstydliwie słaba ekranizacja znakomitej powieści.

      Wiadomo o co chodzi, młodzian urodziwy przybywa do Londynu,gdzie odziedziczył spadek po krewnym. Zwraca na siebie uwagę malarza Bazyla, dla którego staje się synonimem piękna, oraz lorda Wottona, cynicznego mistrza monologu, celnej puenty i złotych myśli, który mu pakuje do głowy, żeby korzystał ze swoich zalet i wszystko miał za nic. Lord jest chytrusem - sam sprzyja mieszczańskim konformizmom, a swoje być może marzenia i ukryte chęci sprzedaje w chwytliwych formułkach, aby inni je realizowali w praktyce. Zahukany Dorian ulega jego gadkom, i kiedy ogląda namalowany przez Bazyla własny porrtet wypowiada życzenie - niech ten portret się starzeje zamiast mnie. Dziwnym trafem spełnia się ta żarliwa prośba, Dorian jara, pije, ma powodzenie u kobiet, z których jedna zabija się przez niego, i na twarzy zero śladów niehigienicznego i stresującego trybu życia. Inni się starzeją na potęgę, a on wciąż młody i gładkolicy. Portret zaś, przypomina coraz bardziej przerażającą karykaturę, każda akcja Doriana, każdy kolejny wyczyn wykoślawiają jego malarski wizerunek. Dorian ukrywa przed światem swoją tajemnicę, portret trzyma na strychu. Kiedy dociera do niego Bazyl i zszokowany widzi, co się dzieje - Gray morduje go,a potem rozpuszcza ciało w kwasie, do czego szantażem zmusza swojego kolegę, i tak już przez niego zdemoralizowanego, z zszarganą reputacją. Sam nadal pali opium po spelunach,gromadzi obrazy, bibeloty, drogie kamienie, biżuterię, chodzą o nim ponure plotki, a socjeta się od niego odwraca, poza Wottonem, który pięknie pomaga mu zdusić w zarodku wszystkie rodzące się wątpliwości. Po latach róbuje go dopaśc brat dziewczyny, która się przez niego zabiła, ale Dorian przekonuje go, że gdyby był Grayem, to przecież musiałby być już starym człowiekiem, a nie 20-letnim młodzieńcem. Trudno mu nie uwierzyć. Brat jednak odkrywa, że Dorian to Dorian, ale śledząc Graya ginie przypadkiem. Dorianowi zapala się lampka - było blisko. Potem probuje łatać koło, ale nie da rady, tego kapcia się już nie poskłada.Nawet próba zapanowania nad sobą i szlachetnego odstąpienia od uwiedzenia dziewczyny - dodaje portretowi kolejną bruzdę na twarzy, Dorian zrobił to z powodu pychy. W akcie desperacji Gray traktuje obraz nożem. Popełnia w ten sposób samobójstwo. Po tym akcie rzeczy wracają na swoje miejsce : portret znów przedstawia młodego Doriana, a stary,pomarszczony, sfatygowany Gray leży martwy na podłodze.

      Tak było... w ksiązce, jak wiecie. Film kompletnie to przeinacza : pomijam postać brata samobójczyni, który atakuje Graya już w połowie filmu, a potem atakuje drugi raz, ale nie pamięta,że Dorian to Dorian, bo w więzieniu zrobili mu operację mózgu i Gray naciąga go na ten numer z "jakby był Grayem, to bym był stary, a patrz jaki jestem dzieciak". Pomijam wprowadzenie z powietrza postaci córki lorda Wottona, która niby ma sprowadzić Doriana na drogę cnoty. Pomijam fatalne i zbyteczne efekty specjalne, charczący portret którego metamorfozy są raczej śmieszne niż straszne. Pomijam obraz używania życia przed Doriana, który sprowadza się do scen seksu z coraz to nowymi pannami i panami i to pokazywanego w sposób zachowawczy, jak dla dzieci pierwszokomunijnych. Pomijam aktora Barnesa, grającego Doriana, który jest przepisowo ładny, ale nawet w scenie szlachtowania Bazylego - niemęski, niedramatyczny, nie ma grama temperamentu; jakiś taki fircyk.

      Najgorsze jest całkowite pominięcie tego, co Wilde chciał przekazać w tej powieści, całej jej przewrotnej natury. Przyczynia się do tego obcięcie do minimum postaci i tekstów wygłaszanych przez lorda Wottona. To jakby "Faust" w którym Mefistofeles pojawia się na pięc minut i wygłasza pół zdania. Nonsens. Dorian jest tutaj główną postacią, podczas gdy w powieści za sznurki pociąga Wotton, rzuca błyskotliwe uwagi, rozwija monologi, cały pomysł na sens istnienia. Tutaj reżyser Parker wyprawia nawet Wottona do burdelu i każe mu jarać opium, czego w powieści lord nie zrobiłby nawet pod karą śmierci. Jest bowiem chłodnym demiurgiem, a Dorian naiwnym zwierzątkiem chłonącym jego opowieści dziwnej treści. W filmie, koszmarnie sztucznym i pozbawionym odrobiny pikanterii, jest to ledwie przemazane. Jest za to skupienie na tym, co miało być "obrazem rozpustnego dramatu Doriana Graya", a nie zgorszyłoby nawet papieża.

      Wottona gra Colin Firth i aż przykro patrzeć jak jest marginalizowany i spętany. W prawdziwej adeptacji to on powinien być główną postacią.

      Finał mozna potraktować salwą śmiechu : postać z portertu zaczyna wirować,pojawiają się jakieś kolorowe fale, zamieszanie, science fiction dla ubogich. Słabe to bardzo.
      • grek.grek Re: "Gran TOrino" -jakie wrażenia ? & "Dorian Gra 10.02.13, 15:23
        ale dzisiaj nas przetrzymało, nie ? ;]

        • siostra.bronte Re: "Gran TOrino" -jakie wrażenia ? & "Dorian Gra 10.02.13, 16:13
          Ale się zdenerwowałam!
          Zaraz zabieram się do czytania Twoich recenzji.
          • barbasia1 Re: "Gran TOrino" -jakie wrażenia ? & "Dorian Gra 10.02.13, 16:41
            U Was też nie było dostepu do FORUM? Jeszcze teraz pojawił się komunikat, że Forum nie ma albo zostało skasowane! Skandal!

            Teraz znikam, wrócę za chwil kilka.

            Piękna postać filmowa ten Walt Kowalski! :)
          • maniaczytania Re: "Gran TOrino" -jakie wrażenia ? & "Dorian Gra 10.02.13, 16:49
            nooo, zaserwowano nam dzis niezly 'error' ;)

            A co do samego filmu "Gran Torino" - podobal mi sie bardzo! Mnie kalka z "MdB" nie przeszkadzala, bo ja tamtego jeszcze nie obejrzalam ...

            Tez zwrocilam uwage na to, co Ty Greku - to nie bylo nawet przez moment za ckliwe, nadmiernie patetyczne czy 'rozczulajace'. Bylo po prostu swietnie wywazone. I sceny finalowe tak, jak trzeba. Ale, ja nie jestem obiektywna, bo ja Clinta kocham wielka i czysta miloscia maloletnia, odkad dziecieciem ok. 9 lat bedac zobaczylam w kinie "Niesamowitego jezdzca" (nie pytajcie, bo nie pamietam, jak ja wtedy na film od 15 lat weszlam;) ). I choc dawno go nie ogladalam, to musze stwierdzic po wczorajszym seansie, ze choc oczywiscie uplyw czasu widac (w koncu ma juz ponad 80 lat!), to nic a nic dla mnie na uroku swoim, jak to Grek nazwal, "szorstko-meskim" nie stracil.

            Ale, jaka ciekawostka, jak to sprytnie bylo pokazane, ta nasza okropna cecha narodowa - to 'obgadywanie' i nadawanie latek innym narodowosciom (co swietnie tez kiedys pokazali w jakims skeczu w Kabaretowym Klubie Dwojki chlopcy z KMN). Walt Kowalski brylowal w tym, czyz nie? I Greku, to byloby zbyt proste, gdyby chodzilo tylko o niechec do 'zoltkow", przeciez on z rowna latwoscia wyzywal bialych - Wlochow, Irlandczykow - wiec to nie do konca niechec do nowego naplywu.

            I, nie wiem, czy tylko ja mam takie odczucie, ale watek jego z synem jednym tez byl ciekawy - ten syn byl jakby miedzy mlotem a kowadlem. I widac bylo, ze chyba nie byl niezadowolony, ze Gran Torino przypadlo Tao.

            Swietny film, naprawde ogladalo sie z prawdziwa przyjemnoscia, z taka, gdy sie wie, ze oglada sie po prostu dobry, dobrze zrobiony film 'z trescia'.
            • barbasia1 Re: "Gran TOrino" -jakie wrażenia ? & "Dorian Gra 10.02.13, 22:26
              maniaczytania napisała:
              > Ale, jaka ciekawostka, jak to sprytnie bylo pokazane, ta nasza okropna cecha na
              > rodowa - to 'obgadywanie' i nadawanie latek innym narodowosciom [...]
              >Walt Kowalski brylowal w tym, czyz nie?


              Ja bym nie powiedzła, że pozkazna została tu n a s z a "okropna cecha narodowa 'obgadywanie' i nadawanie latek innym narodowosciom ". Nazwisko Walta Kowalskiego wskazuje na polskie korzenie, owszem, ale Walt (nomen omen) to jednak Amerykanin pełną gębą, nie Polak, co najwymowniej symbolizuje flaga amerykańska dumnie powiewająca na maszcie przed jego domem.
              Dwa, inni bohaterowie w filmi też nie żałują epitetów, czarni wyzywają Walta od "białasów", a "włoska menda", czyli fryzjer i dobry kupel naszego Kowalskiego żegna czy wita go stereotypowymi powiedzeniami: "głupi Polaczek", "skąpy Polaczek, pożydził (sic!) ...".

              Clint Eastwood znany jest w Hollywood ze swej wielkiej niechęci do poprawności politycznej. Bohater, film jest tego wyrazem.

              >ale watek jego z synem jednym tez
              > byl ciekawy - ten syn byl jakby miedzy mlotem a kowadlem

              W gruncie rzeczy tragiczny wątek . Nieumiejetności okazania miłości synom, brak bliskości między nimi to dla Walta przecież nieustający powód udręki i braku spokoju.

              :)

            • grek.grek Re: "Gran TOrino" -jakie wrażenia ? & "Dorian Gra 11.02.13, 13:34
              W "Gran Torino" nie ma jednak Hillary Swank, to duża róznica. Ogromna.
              Na pewno rzuci Ci się to w oczy,kiedy obejrzysz "MDB" i porównasz.
              I ostatni akt dramatu w "MDB" jest jednak z półki wyższej.
              Plus MOrgan Freeman jako narrator i wszystkie historie o boksie, które
              mówią w istocie o życiu.
              To mi się nasunęło tak samotrzeć jakoś :]

              yes yes, masz rację, Kowalski jedzie po wszystkich :]
              to ciekawe, bo przecież jedynymi rdzennymi Amerykanami w Ameryce są Indianie, cała
              reszta to napływowi :]

              ja odniosłem raczej wrażenie takie, że ten wątek syna nie został dostatecznie pogłębiony.

              • barbasia1 Re: "Gran TOrino" -jakie wrażenia ? & "Dorian Gra 11.02.13, 14:01
                > yes yes, masz rację, Kowalski jedzie po wszystkich :]

                A właśnie - trzy, najważniejsza sprawa: Kowalski jest wyrazicielem poglądów starej, tradycjonalistycznie nastawionej części społeczeństwa amerykańskiego, krytycznym okiem spoglądającej (przestraszonej?) na zmiany zachodzące w społeczeństwie i wzrost liczby wszelkiej maści imigrantów.

                > to ciekawe, bo przecież jedynymi rdzennymi Amerykanami w Ameryce są Indianie, c
                > ała reszta to napływowi :]

                Zapomniał o tym na początku. ;)


                > I ostatni akt dramatu w "MDB" jest jednak z półki wyższej.

                Zakończenie w "Gran Torino" stawiam wyżej.
                • grek.grek Re: "Gran TOrino" -jakie wrażenia ? & "Dorian Gra 11.02.13, 16:24
                  to prawda.
                  zapominają o istocie powstania społeczeństwa amerykańskiego, które zrodziło
                  się właśnie z idei imigracyjnej, poszukiwania szczęścia i lepszego życia.
                  Z drugiej strony, tłumy Meksykanów, Kubańczyków, Portorykańczyków i Azjatów
                  zjeżdzająych do Stanów i coraz częściej nie mających żadnego wykształcenia i
                  nadających się do najprostszych prac najwyżej, a jesli nie - do zasilenia szeregów
                  gangów ulicznych - w sytuacji, gdy pracy jest coraz mniej- naprawdę mogą martwić
                  speców od bezpieczeństwa publicznego i socjalnego.

                  Ooo :]
                  ciekawa opinia.
                  Nie przekonuje Cię, kiedy Clint mówi Hillary co to znaczy "Mo cushle" ? :}
                  • barbasia1 Re: "Gran TOrino" -jakie wrażenia ? & "Dorian Gra 12.02.13, 15:58
                    Walt w porę się zreflektował! :)

                    To martwi nie tylko speców od bezpieczeństwa publicznego i socjalnego,ale też zwykłych obywateli, pokazał to dosadnie Clint, nie przejmując się kwestiami poprawności politycznej.

                    Właśnie z powodu tej niepoprawności politycznej film "Gran Torino" pominięto przy nominacjach do Oscara, jak czytałam.

                    Bardzo wzruszające jest zakończenie filmu "Za wszelką cenę". Jeśli chodzi o emocje, wzruszenia to stawiam wyżej "Za wszelką cenę". Jeśli zaś chodzi o przesłanie, wartości jakie niesie film itd. oraz siłę zaskoczenia finału to zdecydowanie "Gran Torino".

                    Zakończenie jest w GT jest absolutnie zaskakujące, niesamowite, zwłaszcza, jeśli przypomni się wcześniejsze filmy Clinta, w których jego bohater czy to jako samotny mściciel znikąd w westernach, czy jako stróż prawa Harry Callahan brutalnie i krwawo rozprawiał się z bandytami, przestępcami, zło złem pokonywał.

                    Walt Kowalski, który zresztą też ma krew na rękach (i to krew niewinnych ludzi), jako weteran wojny w Korei , już nie uważa jest to dobra metoda walki!!!



                    Zło dobrem zwyciężaj mówił święty Paweł Apostoł...


                    :)




                    Dziś Walt Kowalski wcale nie ma pewności, że zło należy złem zwyciężać
              • pepsic Re: "Gran TOrino" -jakie wrażenia ? & "Dorian Gra 11.02.13, 18:45
                "MDB" nie tylko w finale, ale w całości bije na głowę "Gran Torino". Nie ta klasa.
          • siostra.bronte Re: "Gran TOrino" -jakie wrażenia ? & "Dorian Gra 10.02.13, 17:18
            Niestety, "Gran Torino" nie obejrzałam. Może będzie jeszcze okazja.

            Ten "Dorian" to profanacja arcydzieła Wilde'a. Jak widzę nie znalazłeś żadnych plusów.
            • grek.grek Re: "Gran TOrino" -jakie wrażenia ? & "Dorian Gra 11.02.13, 13:40
              podobała mi się londyńska ulica XIXwieczna, kiedy Dorian przyjeżdza do miasta.
              i scena, kiedy Dorian po latach wraca do Londynu z wojaży zagranicznych - wchodzi do
              salonu, wciąz tak samo młody i nie draśnięty zębem czasu, a tam jego dawni znajomi,
              już pomarszczeni, wypłowiali, stare pierniki po prostu - i oni aż wstają jeden po drugim
              na jego widok. To udany moment, wg mnie, sugestywny bardzo. plus : sporo ładnych
              dziewczyn.

              "profanacja" świetnie to ujęłaś, Siostro.
              ja bym dodał, że o ile oryginał Wilde'a to Dorian Gray, to ta filmowa adaptacja jest jego
              sfatygowanym portretem :]
      • barbasia1 Re: "Gran TOrino" -jakie wrażenia ? & "Dorian Gra 10.02.13, 16:50
        > Tekst filmu :
        > nastoletnia Azjatka do Kowalskiego : organizujemy grilla...
        > Kowalski : trzymajcie się z daleka od mojego psa !
        > :]

        Haha! :)))

        Zdecydowanie najlepszy tekst, filmu!

        On ma jeszcze ciąg dalszy:
        "Psów nie jemy, jemy tylko koty", ripostuje żartobliwie rezolutna dziewczyna.

        :)
        • grek.grek Re: "Gran TOrino" -jakie wrażenia ? & "Dorian Gra 11.02.13, 13:35
          znielubiłem ją za to :]
          • barbasia1 Re: "Gran TOrino" -jakie wrażenia ? & "Dorian Gra 11.02.13, 14:03
            He,he! Ale przecież ona też żartowała! :)
        • grek.grek Re: "Gran TOrino" -jakie wrażenia ? & "Dorian Gra 11.02.13, 13:35
          nas się nie je.
          nas się drapie za uchem.
          ;]]
          • barbasia1 Re: "Gran TOrino" -jakie wrażenia ? & "Dorian Gra 11.02.13, 14:04
            :)))

      • pepsic Re: "Gran TOrino" -jakie wrażenia ? 10.02.13, 17:34
        Moje sa dużo mniej entuzjastyczne. Film trąci naiwnością i schematycznością pokazując świat czarno-biały bez odcieni szarości. Kolor czarny to rzecz jasna przejaskrawiona rodzina Klinta przedstawiona groteskowo, a biały, przeidealizowani wietnamscy sąsiedzi. Przyjaźń z młodym Wietnamczykiem, który nie wzbudzał sympatii wypadła mało wiarygodnie, tak, jak nawrócenie głównego bohatera od nienawiści i opluwania dosłownego i do pełnej harmonii, ale siostra Wietnamka wypadła wspaniale. Podobało mi sie nieprzewidywalne i przejrzyste zakończenie,a przede wszystkim sam Klint, który ładnie się starzeje.
        Tak, Mania ma rację. Wątek związany z rodzina, której Klint nie cierpiał i czego nie omieszkiwał wytykać na każdym kroku wydawał o wiele bardziej interesujący, do pociągnięcia. Podczas odczytywania testamentu poczułam taki sam zawód, jak synowie.

        Moim zdaniem w porównaniu do "MDB" zabrakło subtelności i budowania emocji.

        OT
        Ma koleżankę, która od dawien dawna zakochana była w Clincie Eastwoodzie, aby zakomunikować ostatnio, ze teraz kocha Pierca Brosnana, na okoliczność czego "Aferę Thomasa Crowe" obejrzała... 20 razy. I ja się skusiłam, choć wolałabym pierwowzór ze St. McQueen'em.
        :)
        • maniaczytania Re: "Gran TOrino" - OT 10.02.13, 17:41
          pepsic napisała:

          > OT
          > Ma koleżankę, która od dawien dawna zakochana była w Clincie Eastwoodzie, aby zakomunikować ostatnio, ze teraz kocha Pierca Brosnana, na okoliczność czego "Aferę Thomasa Crowe" obejrzała... 20 razy. I ja się skusiłam, choć wolałabym pierwowzór ze St. McQueen'em. :)

          To ja, to ja! :) Tzn. i ja kocham ich obydwu :) Pierce'a tez, co prawda "Afere ..." obejrzalam na razie tylko trzy czy cztery razy, ale uwilebiam ta wersje - muzyka jest genialna!!!
          • pepsic Re: "Gran TOrino" - OT 10.02.13, 17:58
            No to jestem spalona;)

            Ps. Myślę, że ta dwudziestka została użyta do podkreślenia efektu. Mi np. 1 raz wystarczył.

            • er.pa Re: "Gran TOrino" - OT 10.02.13, 18:03
              A'propos kochania się w Clincie, przypomniał mi się wywiad z nim po tym, jak zagrał w "Mostach z Madison County." Rzekł był: "Na filmy akcji już jestem za stary, teraz będę grał amantów" :)
              • maniaczytania Re: "Gran TOrino" - OT 10.02.13, 18:58
                er.pa napisała:

                > A'propos kochania się w Clincie, przypomniał mi się wywiad z nim po tym, jak zagrał w "Mostach z Madison County." Rzekł był: "Na filmy akcji już jestem za stary, teraz będę grał amantów" :)

                Piekne :) I jak bardzo w stylu Clinta :)

                I tylko male sprostowanko - ten film mial u nas tytul - "Co sie wydarzylo w Madison County".
                • er.pa Re: "Gran TOrino" - OT 10.02.13, 19:03
                  Tak, przepraszam za pomyłkę w tytule, chwilę po wysłaniu mi się przypomniało. Jak zwykle u mnie, połączenie sklerozy i lenistwa.
              • pepsic "Co się wydarzyło w Madison Country" 10.02.13, 20:10
                A propos, to jeden z nielicznych przypadków, gdy film przewyższa książkę. I tu się zgodzę z Siostrą, że Meryl Streep słabo wypada, jako amantka.
        • siostra.bronte Re: "Gran TOrino" -jakie wrażenia ? 10.02.13, 17:46
          Pepsic, oryginalna "Afera Thomasa Crowna" krążyła ostatnio w Ale kino. Sam film to raczej konfekcja, ale duet McQueen i Dunaway bardzo atrakcyjny :)
          • pepsic Re: "Gran TOrino" -jakie wrażenia ? 10.02.13, 18:01
            A to mam pecha, bo trafiłam na tę z Brosnanem.

            Ps. Się zgodzę na podstawie magnetyzującego fragmentu ich gry w szachy.
        • grek.grek Re: "Gran TOrino" -jakie wrażenia ? 11.02.13, 14:08
          bardzo celna krytyka, Pepsic.
          istotnie, Klin za łatwo jakoś przechodzi od wrogości do przyjaźni.
          brakło tu jakiegoś mocnego akcentu, parę piwek i dobre jedzenie na imprezie u
          Wietnamczyka, to jednak za mało chyba jak na ten duży pierwszy krok.
          Normalnie, to on powinien raczej na czworakach pełznąć po piwo do sklepu niż
          do nielubianych sąsiadów podąźać choćby i w lektyce ;]
          • barbasia1 Re: "Gran TOrino" -jakie wrażenia ? 11.02.13, 16:10
            grek.grek napisał:

            Nienienienienie!

            forum.gazeta.pl/forum/w,14,142254766,142465831,Re_Gran_TOrino_jakie_wrazenia_.html
        • barbasia1 Re: "Gran TOrino" -jakie wrażenia ? 11.02.13, 16:09
          pepsic napisała:

          > Moje sa dużo mniej entuzjastyczne. Film trąci naiwnością i schematycznością pok
          > azując świat czarno-biały bez odcieni szarości. [...]


          Więc właśnie. Film ma cechy paraboli, inaczej przypowieści, gatunku, który w literaturze wywodzi się z Biblii / powtarzałyśmy niedawno z moją licealistką motywy biblijne/ i charateryzuje się właśnie uproszczonym czarno-białym widzeniem świata, a także schematyczną fabułą. fundamentalną cechą paraboli jest to, że postaci i zdarzenia są pokazne po to , by wyjaśnić nadrzędne prawdy uniwersalne - religijne, moralne ! (dobro i zło, wina i odpowiedzialność człowieka).

          Jeśli w ten sposób podejdziemy do tego filmu, to okaże się, że "Gran Torino" to wspaniała przypowieść o winie i odkupieniu. (zakończenie to przykład wspaniałej chrześcijańskiej postawy).

          >mało wiarygodnie, tak, jak nawrócenie głównego bohatera od nienawiści i opluwania dosłownego i do pełnej harmonii

          Walt Kowalski to jeszcze jedna wariacja typowego Clintowego bohatera, który pod maską szorstkiego, cynicznego twardziela, skrywa wrażliwość, dobroć.

          > Tak, Mania ma rację. Wątek związany z rodzina, której Klint nie cierpiał i czeg
          > o nie omieszkiwał wytykać na każdym kroku wydawał o wiele bardziej interesują
          > cy, do pociągnięcia.


          To nie tak, że nie cierpiał rodziny. Irytowała go pazerność synowej, bezczelność wnuczki, która usiłowala dysponować jego majątkiem, jakby on już nie żył.
          Poza tym, jak sam wyznał, nie potrafił nigdy okazać miłości synom, zbudować dobrej relacji z nimi, a potem z ich rodzinami. I to jak sie okazało w finale nie dawało mu spokoju przez całe życie.
          • barbasia1 Re: "Gran TOrino" -jakie wrażenia ? 11.02.13, 16:55
            Walt Kowalski to jeszcze jedna wariacja na temat typowego bohatera kreowanego przez Eastwooda, który pod maską szorstkiego, cynicznego twardziela, skrywa wrażliwość, dobroć.
          • pepsic Re: "Gran TOrino" -jakie wrażenia ? 11.02.13, 18:13
            charateryzuje się właśnie uproszczonym czarno-białym widzeniem świata, a także schematyczną fabułą. fundamentalną cechą paraboli jest to, że postaci i zdarzenia są pokazne po to , by wyjaśnić nadrzędne prawdy uniwersale - religijne, moralne ! (dobro i zło, wina i odpowiedzialność człowieka).

            Można to było przedstawić trochę bardziej subtelnie, a mniej łopatologicznie.

            No właśnie, czuł sie winny złych relacji z synami, tylko że w efekcie nic z tego nie wniknęło, jako że dom przepisał na obce, ledwo co poznane osoby, wiec ta chrześcijańska postawa jednak w tym momencie zazgrzytała. I zauważ, jak pomiatał synem.
            • pepsic Re: "Gran TOrino" -jakie wrażenia ? 11.02.13, 23:07
              No i znowu pomyłka: dom przepisał na kościół, a dla obcych tj. młodego Wietnamczyka drogocenny samochód.
            • barbasia1 Re: "Gran TOrino" -jakie wrażenia ? 11.02.13, 23:15
              pepsic napisała:
              > No właśnie, czuł sie winny złych relacji z synami, tylko że w efekcie nic z teg
              > o nie wniknęło, jako że dom przepisał na obce, ledwo co poznane osoby, wiec ta
              > chrześcijańska postawa jednak w tym momencie zazgrzytała. I zauważ, jak pomia
              > tał synem
              .

              Walt zapisał dom kościołowi, bo, jak powiedział, tak by chciała jego żona, zaś Gran Torino dostał Tao, ten który bardziej go potrzebował. To prawdziwie chrześcijańska postawa dzielić się z tymi, którzy naprawdę potrzebują pomocy. Rodziny synów Walta były dobrze sytuowane. Bez tego spadku, bez domu, bez auta oni doskonale sobie poradzą. Natomiast biednemu Tao auto bardzo się przyda. Doda mu pewności siebie, zmobilizuje dla lepszej pracy. Poza tym Tao zasłużył sobie na nagrodę swoją postawą, niezgodą na nieuczciwe życie, na przystąpienie do gangu .

              Płynie z tego piękna nauka nie tylko dla kolorowych imigrantów w Ameryce, że warto postępować uczciwie, warto być dobrym człowiekiem.

              Na odbudowę relacji z synami w tej sytuacji było już za późno. A przekazanie w spadku majątku, samochodu nic już by zmieniło w relacjach synowsko-ojcowckich?

              Tao stał się takim zastępczym synem. A Walt ojcem jakim powinien być dla swoich synów. W relacji z Tao Walt poniekąd odkupił swoje grzechy, jakie popełnił wychowując synów.



              > I zauważ, jak pomiatał synem.

              Szorstki w obejściu - taki miał niestety sposób bycia.

              I oczywiście nie zgadzam się, że film łopatologicznie przekazuje treści.

              :)
    • grek.grek "Forbrydelsen" odc 6 11.02.13, 10:48
      Tym razem link na początku :]
      www.youtube.com/watch?v=T6NyfHVt6Gk
      A tutaj... wersja graficzna ;]
      Na czym to stanęło ?.. Policaje odkrywają, że nauczyciel Rama ma szemraną przeszłość, oskarżenia o romans z uczennicą, niby odwołane, ale jednak coś takiego się zdarzyło; w ręce komisarzy wpada też opowiadanie napisane przez Nannę, w którym bohaterka, młoda dziewczyna, romansuje ze starszym jegomościem.

      I teraz...
      Właśnie Sara czyta to opowiadanie. Nanna opisuje tam, w pierwszej osobie, losy panienki, która w hotelach spotyka się z tajemniczym starszym od siebie męzczyzną. "W domu jestem dziewczynką, małą i grzeczną, tam - z nim, jestem dorosła". MOżliwe, że pisze o sobie i o tym kimś z kim miała się spotkać tamtego wieczora, kiedy zaginęła i znaleziono jej zwłoki. Nie padają jednak żadne nazwiska, daty, nazwy, miejsca. Nic, co można by uznać za jakikolwiek trop.

      Przeglądają informacje o tym całym Ramie, i mają to info o oskarżeniu o romans, ale nie z papierów, które dostali od Hartmanna i jego urzędasów, ale z tego, co im powiedział ten nauczyciel w poprzednim odcinku. Nie dostali tych papierów o Ramie. Wszystkie inne tak, ale tego nie. Zastanawiające.

      Nie zasypiają gruszek w popiele, tylko od razu odwiedzają dom Ramy. Człowieka nie ma w domu, ale jest jego żona, w ciąży. Wedle jej zeznań, tamtego piątkowego wieczora wyjechali razem na weekend za miasto. Na wieczorku kobiecina nic podejrzanego nie widziała.I kiedy Meyer ją grzecznie przepytuje na okolicznośc, Sara - pod pretekstem skorzystania z łazienki - kręci się po chałupie. W jakimś starym składziku znajduje pokrytye zachniętym błotem buciory i coś w rodzaju druta czy cienkiej czarnej gumowej linki, łudząco podobne do tego, czy skrępowana była Nanna, kiedy znaleziono jej ciało. Babka ją nakrywa na myszkowaniu, więc nic więcej nie udaje się jej znaleźć.

      Hartmanna czeka telewizyjna debata ze swoim kontrkandydatem do fotela burmistrza Kopenhagi - Brehmerem. Ustalają, wraz z przedstawicielami telewizorni, o czym będą mówić, w jakiej kolejności i rózne takie. Rie przynosi info, że z Hartmannem chce rozmawiać dyrektorka szkoły. I że to pilne.. Odprawia on zatem towarzystwo, tylnym wyjściem Brehmera, żeby nie widział, kto przyszedł, i przyjmuje dyrektorkę. Ta mu klaruje, że policja interersuje się Ramą, najpewniej jest ich pierwszym podejrzanym. Hartmann próbuje człowieka skojarzyć... "to nasz nauczyciel ? na pewno ?",potem uspokaja dyrektorkę, a kiedy ta wychodzi facet blady na twarzy jest, bo dotarło do niego, że chwilę wcześniej grał z nim w koszykówkę i telewizja to filmowała [było to spotkanie integracyjne,w ramach kampanii wyborczej, sam koniec 5 odc.]. Gościowi robi się od razu ciepło, bo jesli przedostanie się do mediów, że przybijał sobie piątki na boisku z podejrzanym o morderstwo, to rywale go zjedzą. Rie jest równie zaskoczona co on, powiada że prześwietliła papierzyska wszystkich nauczycieli, ale... nie było tam dokumentów Ramy. Nie dostarczono im ich. Dokumenty zbierał i przyniósł Olav, ten młody podejrzany urzędasek, co to go kamera pokazuje stale w takim dziwnie żmijowatym zachowaniu.

      Larsenowie zbierają się do pogrzebu Nanny. Pernille próbuje małym synom tłumaczyć co się stało z siostrą, że "do aniołków" i takie tam, ale dzisiaj dzieci szybciej dojrzewają i jeden z chłopców mówi jej, że wiedzą, iż Nanna została zamordowana.Matkę to lekko ścina. Idzie do Larsena, który przygotowuje parter na stypę, przestawia jakieś krzesła i coś tam. Każe mu przestać i mówię, że dzieciaki "wiedzą". Dodatkowa bombka na tej upiornej choince.

      Sara pakuje mandżur, to jej ostatnie godziny w pracy, ma lecieć do Sztokholmu, do swojego Szweda, razem z synem i własną matką. Niespodziewanie odwiedza ją w domu Hartmann. Wychodzą na stronę, Sara zwraca mu uwagę, że nie dostarczyli im papierów Ramy. Hartmann jednak też o nich nie miał pojęcia i na oczy nie widział, więc oboje są zaskoczeni jednakowo. Sara prosi go, żeby nic nie robił, czekał cierpliwie, a oni dyskretnie będą działać. To znaczy : że Meyer będzie działać,bo ona wyjeżdza. Na co Hartmann zgadza się ["poczekamy z decyzjami na was"] i pyta ją "czy pani zastępca będzie miał ten pani spokój ?". Bez dwóch zdań, ona mu się podoba :]

      Rie i Hartmann zastanawiają się, czy może tę debatę odwołać, cholera wie, może Brehmer i jego sztab jest poinformowany o sprawie, dyskusja ma dotyczyć polityki integracyjnej, wydaje się, że cała prowokacja może być szyta na miarę. Ona go uspokaja, on jest niepewny, jedno wiedzą : trzeba wybadać tego OLava całego.

      Policja i Hartmann mają tylko podstawowe papiery Ramy, bez tego dokumentu o sprawie rzekomego uwiedzenia uczennicy,no i wynika z nich [policja je przegląda], że gość jest imigrantem, był w wojsku, wykształcił się, jak wiadomo - ożenił się, jest lubiany. Natomiast ta uczennica, która go oskarżała -wyjechała zagranicę, nie ma z nią kontaktu, trudno więc dowiedzieć się czegoś więcej o tamtej sprawie.

      Policaje ofk sprawdzają, czy Rama z żoną tamtego wieczora istotnie byli w swoim domku za miastem. Zjawia się ich sąsiad, z chałupy obok tej ich daczy. Pan grubszy ze skłonnością do piltolenia trzy po trzy i palenia petów. Sara ciekawa co ma do powiedzenia w temacie, nie przeszkadza mu trochę pomęczyć gadką, a nawet pozwala zapalić [co Meyer przyjmuje z niedowierzaniem, bo on dostaje ochrzan za każdym razem, kiedy próbuje odpalić].GOśc zeznaje, że w tamten piątkowy wieczór istotnie byli oni w swoim domku, ALE Rama wyjeżdzał nocą, około wpół do dziesiątej [to by było na rzeczy...]. Człowiek nie wie, kiedy Rama wrócił, ale rano samochód stał na miejscu. ŻOna nic o tym nie mówiła. Jadą więc do niej żeby spytać.

      Po drodze ich szef podsuwa Sarze trop Theisa Larsena, był on kiedyś zamieszany w rózne przestępcze historie. Sara zwraca uwagę, że to było 20 lat temu i w zasadzie trudno to łączyć z obecną historią.

      Hartmann z Rie podpytują tego całego OLava. Dlaczego nie było w papierach Ramy, które im dostarczył, informacji o tamtej sytuacji w uczennicą. Olav nie wydaje się zmieszany, ale naturalnie zaskoczony. Powiada, że widać jakaś usterka nastąpiła na linii : szkoła-archium-jego łapy. Hartmann na to, jaka usterka, skoro papierzyska było zamknięte szczelnie i nikt nie powinien mieć do nich formalnego dostępu, jak mogło coś zaginąć. Olav na to,że widać ktoś grzebał w katalogu i on to osobiście sprawdzi. Wychodzi, oni go przyjemnie żegnają, Hartmann życzy mu nawet miłego weekendu,ale kiedy tylko drzwi za nim się zamykają - oboje, z Rie, wiedzą, że chłopina kręci. A Olav, po wyjściu rozmawia z kimś przez telefon, mówiąc "chcą te papiery". jego rozmówca się rozłącza.

      Odbywa się pogrzeb. jak to na pogrzebie : pastor nawija, wszyscy siedzą i słuchają, Theis Larsen zupełnie otępiały i chyba już na skraju wyczerpania całą historią. Sara jest w tłumie i obserwuje. Rzuca się jej w oczy, że Rama podchodzi do trumny razem z Lisą, najlepszą koleżanką Nanny, co to pali w szkole znicze ku jej pamięci.

      Meyer tymczasem rozmawia z żoną Ramy, u niej w domu. Pyta o tamten wieczór piątkowy i noc. Mówi o zeznaniach sąsiada. Żona na to, że sąsiada nie przepada za nimi. Co do męza -istotnie, Rama wyjeżdzał załatwić jakąs sprawę [ktoś miał chba przyjechać do nich, nie przyjechał, więc on pojechał do tego kogoś]. Kiedy wrócił ? Tego żona dokładnie nie wie. O 3 w nocy na pewno leżał obok niej. Obudziła się, a on był w łózku. A wcześniej ? Mówi ona, że nie widziała go, leżała w sypialni, ale na pewno był, świeciło się, czytał na pewno, oglądał telewizję. Meyer jeszcze chciałby popytać, ale grzecznie zostaje poproszony o wyjście. Babka tęgiej miny nie ma. Ale tak mi się zdaje, że ona raczej wietrzy w tym zdradę małżeńską, możliwą, a nie to, że mąz mógłby zabić kogoś. CO z kolei sugeruje, że ta sprawa z uczennicą, sprzed lat, wcale taka oczywista nie musiała być i jej się kontrolka zaczyna zapalać - kolejny romansik mężusia ? Ona w ciąz
      • grek.grek "Forbrydelsen" odc 6 11.02.13, 11:15
        Hartmann odbywa dość nieprzyjemną rozmowę z ojcem Rie, zdaje się eks-, albo wciąż- wpływowym politykiem. I zdaje się zostaje zrugany co nieco, za to że kolejny raz jego
        sztab zalicza wpadkę i nie umie zapobiec błędom, które mogą kosztować ICH fotel
        burmistrza stolicy. Coś mi się zdaje,że Hartmann robi tutaj za marionetkę jakichś
        politycznych ważniaków z ichniego Sejmu. Stary pierdziel coś tam mamrocze nawet, że w towarzystwo go popierające w Parlamencie nie będzie zachwycone jesli przegra, a jeszcze gorzej jeśli przegra głupio i wskutek własnej nieudolności.

        Sara zatem odchodzi. Zostawia sprawę Meyerowi, który już głośno dopasowuje fakty i wychodzi mu, że Rama jest zabójcą. Szef policji słucha tego jego głośnomyślenia i poczciwie przerywa "a jak zdobył samochód spod szkoły, kluczyki ?", Meyer wybity z tropu "znalazł...", ale już wie,że znów się zbłaźnił. Sara żegna towarzystwo, bez wylewności, krótko i węzłowato. Zostawia Meyerowi swój numer telefonu, na wszelki wypadek.

        Jest ona już w samochodzie jadąc na lotnisko, z synem i matką, kiedy dostaje telefon z policyjnego archiwum. Przejrzeli tam papiery Theisa Larsena. Był on mocno zamieszany w morderstwo [jakiegoś "dilera" ?] przed 20 laty. Sprawa była tajemnicza, chyba nie udowodniono mu niczego, niemniej - tamten facet został zabity. Sara tego słucha, widać mocno pokierszowane zwłoki tamtego gostka na zdjęciach w rękach tego policjanta. Sara natychmiast próbuje skontaktować się z Meyerem, bo sytuacja może się powtórzyć.

        Tymczasem u Larsenów trwa stypa. Theis spotyka się z tym eks-pracownikiem, Jannikiem, o którym mówił mu [w poprzednim odcinku] najbliższy kolega - że żona tego Jannika [czy Jamnika ?] pracuje w szkole i może coś wiedzieć o sprawie. Jannik bierze Theisa na stronę i mówi mu : "on tu jest, ten podejrzany". I pokazuje mu ukradkiem Ramę, który też jest na tej stypie. Jamnik i Theis stoją za szybą, nie słychać co mówią, ale widać jak Theis zza tej szyby przyszpila wzrokiem Ramę.

        Rama właśnie rozmawia z żoną Larsena. Dziękuje, że został zaproszony, kondolencje raz kolejny... Theis pochodzi milcząc, ze zwieszoną głowa, widać w nim jakąś ponurą determinację...

        Sara tarabani do Meyera. Dowiaduje się,że znaleziono rower, którym feralnego wieczora na szkolne przyjęcie przyjechała Nanna. Mówi mu, żeby pilnował Larsena, bo mu może odwalić i zechce sam coś zrobić. Meyer na to, że nie ma strachu, bo przecież Larsen nie wie nic o tym, że Rama jest podejrzany. Ale Sara ma w głowie to, że 20 lat temu Larsen mógł być zabójcą... Meyer jednak uspokaja dalej, że facet nie wie, więc nie zrobi niczego.

        Samolot już szykuje się do startu, pasy zapiąć... Sara nie może jednak usiedzieć na miejscu. Wreszcie woła, że wysiada. Matka i syn są skonsternowani, a ona po prostu na nogi i do wyjścia...

        W telewizji trwa debata Hartmanna z Brehmerem. Hartmann, jako liberał, przekonuje o zaletach polityki sprzyjającej środowiskom imigranckim i ich integracji, ile z tego pożytku i jacy to są udani ludzie,ci imigranci. Brehmer na to wytacza kolubrynę - że Hartmann lubi się otaczać,a nawet pokazywać z imigrantami, który mają zarzuty kryminalne, w oczywisty sposób pije do Ramy... Hartmann nerwowo pyta, o co chodzi. Brehmer na to spokojnie, że nie będzie tego tematu rozwijał, dla dobra Hartmanna. I Troels popełnia wielki błąd - zamiast zaprzeczyć, zejśc na inny temat, zaczyna się plątać "może są jakieś wyjątki, czarne owce, ale to nie zmienia faktu,że..." - i już płynie. Histerycznie niemal się produkuje o zaletach politycznego ułatwiania imigrantom życia i ich wartości dla społeczeństwa, ale Brehmer uśmiecha się tylko z wyższością, wie że Hartmann nie zagada już tego co wylazło jak szydło z wora. Nie zaprzeczył.

        Rie jest na Hartmanna wściekła. Nie chce z nim rozmawiać.

        A tymczasem Larsen znika. Prowadzi samochód. Obok niego siedzi... Rama. Larsen ma minę desperata, Rama coś tam mówi, ale szybko milknie, wydaje się ciut zaniepokojony... Zdaje się,że Larsen "odwozi go do domu" :]

        Sara pospiesznie wysiada z samolotu...

        koniec :]
        • siostra.bronte Re: "Forbrydelsen" odc 6 11.02.13, 14:18
          Dzięki :)

          Końcówka bardzo emocjonująca. Do końca nie wierzyłam, że Sara wysiądzie z samolotu.
          Tak, Rama zdecydowanie ma się czego obawiać. Larsena trochę podpuszczała żona. Że policji nie można ufać, że powinien coś zrobić. No i zabrał się do roboty...

          Też zauważyłeś, że między Sarą i Hartmannem iskrzy? Dyskretnie, ale jednak. Bardzo mi się ten subtelny wątek podobał :)
          • grek.grek Re: "Forbrydelsen" odc 6 11.02.13, 16:31
            ha, właśnie - niby powinna wysiąść, bo jednak w 6 odcinku z 20 główna bohaterka nie może odpaść, ALE z drugiej strony - mogłaby wyjechać i wrócić :]

            ja coś czułem, pisałem przy okazji 5 odc., że coś ją zatrzyma, nie pozwoli jej nawet na moment
            się oddalić :]

            yes, bardziej chyba z jego strony płyną komunikaty, gdyby nie ona - pewnie nie byłby dla policji tak wyrozumiały i skłonny do współpracy; ona jest po prostu miła, chociaż... kto tam wie, może ma większe skrupuły, bo przecież Szweda w Sztokholmie ma w zanadrzu, więc stara się nie schodzić zanadto z kursu i ze ścieżki. A może także nie ma natury uwodzicielki i flirciary, taka jest profesjonalna bardziej, chociaż zarazem przyjemna bardzo.
          • pepsic Re: "Forbrydelsen" odc 6 11.02.13, 17:57
            Ja wręcz przeciwnie, miałam nadzieję, że na przekór filmowym kalkom jednak nie wysiądzie:)

            Aha, miałam ostatnio napisać coś o młodym Wojewódzkim, ale byłoby to pewnego rodzaju spojlerem. Eh, Grek wystawia nas tu na ciężką próbę ;)
            • grek.grek Re: "Forbrydelsen" odc 6 12.02.13, 13:32
              tym bardziej podziwiam Waszą dzielnośc w pozostawianiu w dyskrecji :]
              • barbasia1 Re: "Forbrydelsen" odc 6 12.02.13, 16:01
                Dzięki. Świetna opowieść!

                :)
                • grek.grek Re: "Forbrydelsen" odc 6 13.02.13, 13:28
                  dzięki, Barbasiu :]

                  oglądasz odcinki na jutubie ?
                  • barbasia1 Re: "Forbrydelsen" odc 6 13.02.13, 23:25
                    Jeszcze nie. Przeglądałam tylko ten zalinkowany tydzień temu.

                    Ostatnio na youtube oglądam dodatkowo lektury licealne. ;))
                    Ostatnio oglądałam premierowo "Cudzoziemkę"( z roku 1986) na podstawie powieści Marii Kuncewiczowej z Ewa Wiśniewską w roli gównej. Oglądałeś?

                    • grek.grek Re: "Forbrydelsen" odc 6 14.02.13, 15:28
                      I jak Ci się spodobała scenografia, styl bycia postaci [aktorów], no i muzyka ?

                      aaa :]
                      Nie, nie widziałem "Cudzoziemki", w ogóle każdy [mający literackie konotacje] polski
                      film z lat 70 i 80-tych wydaje mi się dzisiaj znakomitością - jakże inna klasa, forma i
                      aktorstwo niż w tych dzisiejszych... niebo a ziemia... pewnie i CUdzoziemka mi się spodoba
                      oraz przypadnie do gustu, mam nadzieję obejrzeć... oby jak najwcześniej :]
          • mia72 Re: "Forbrydelsen" odc 6 11.02.13, 20:21
            W drugiej serii bardzo mi Hartmanna brakowało...;)
            A następny odcinek to będzie ten, przy którym się tak strasznie denerwowałam, czyli Rama w opałach. Może ze względów poniekąd osobistych, bo mam nauczyciela w rodzinie;)
            • barbasia1 Re: "Forbrydelsen" odc 6 12.02.13, 16:00
              A druga seria to ciąg dalszy czy nowe śledztwo?
              • siostra.bronte Re: "Forbrydelsen" odc 6 12.02.13, 16:22
                Nowe śledztwo.
                • barbasia1 Re: "Forbrydelsen" odc 6 13.02.13, 23:08
                  ThNX, Bronte! :)
    • siostra.bronte Nagrody BAFTA 11.02.13, 14:34
      Najważniejsze nagrody Brytyjskiej Akademii Filmowej:

      Film - "Operacja Argo"
      Film Brytyjski - "Skyfall"
      Film zagraniczny - "Miłość"
      Reżyser - Ben Affleck
      Aktorzy w rolach głównych - Daniel Day-Lewis ("Lincoln") i Emmanuelle Riva ("Miłość")
      Aktorzy w rolach drugoplanowych - Christoph Waltz ("Django") i Anne Hathaway ("Nędznicy")

      :)

      • barbasia1 Re: Nagrody BAFTA 11.02.13, 15:35
        O tym samym dziś myślę!
        Złote Globy i nagrody BAFTA to podpowiedzi dla nas do naszej forumowej zabawy w typowania Oscarowe!

        Tu pełna lista (i coś dla oka, BAFTA'owe kreacje pięknych pań)
        www.plotek.pl/plotek/56,79592,13379884,Ben_Affleck_znowu_triumfuje__Nagrody_BAFTA_rozdane_.html#BoxSlotIIMT
        No właśnie Oscary! Nominacje muzyczne! Stay Tuned! :)
        :)
      • grek.grek Re: Nagrody BAFTA 11.02.13, 16:19
        Czesi w CT2 lecieli wczoraj live z Grammy :]
        jakoś nie skusiłem się, heh.
        Ale... mam dla nich szacun za ofertę.
        I do tego reklam prawie wcale nie ma.

        Fajny patent wprowadzili.
        u nas między pozycjami programowymi jest 10 minut na zwiastuny i 2-3 bloki reklamowe.
        u nich są dwie reklamy - ale nie jakichś płynów do mycia naczyń tylko światowej marki
        koncernów samochodowych czy czegoś takiego, A JEŚLi nie ma żadnej reklamy, to
        wpuszczają planszę z jakąś fajną grafiką i ciekawostką - np., strzelam : że słoni indyjskich jest więcej niż krokodyli australijskch,czy cośtakiego ;] Taka informacja, która mogłaby być
        w formie pytanie w 1z10 :]

        świetny pomysł. u nas raczej nie do przeprowadzenia. TVP musi w pocie czoła zarabiać na gargantuiczne pensje politycznych i innych krewnych i znajomych królika. zatem : reklamy,reklamy i jeszcze więcej reklam. Między nimi jakiś film czasami :]

        Od czwartku Czesi ruszają z 2 sezonem "Borgiów", zatem możecie być pewni, że będę Was terroryzował sprawozdaniami z kolejnych odcinków:]
        • barbasia1 "Rodzina Borgiów" 11.02.13, 17:02
          Od czwartku Czesi ruszają z 2 sezonem "Borgiów", zatem możecie być pewni, że bę
          > dę Was terroryzował sprawozdaniami z kolejnych odcinków:]

          Już się cieszę! :)))
          • siostra.bronte "Downton Abbey" 11.02.13, 17:21
            Już się boję :))
            A propos zapowiedzi. Dzisiaj wyczytałam w gazecie z programem, że jedynka pokazuje od marca "Downton Abbey". Jestem pod wrażeniem. Wreszcie publiczna się ocknęła, szkoda, że tak późno. Może będą też jeszcze inne atrakcje w nowym sezonie :)
            • er.pa Re: "Downton Abbey" 11.02.13, 18:58
              Bardzo mnie ta informacja ucieszyła, jako że udało mi sie kiedyś zobaczyć kawałek odcinka na TVN Style, a potem rozstaliśmy się z satelitą. Z ciekawości zaczęłam szukać informacji o dniu emisjo, i znalazłam na jakimś forum:
              "Od 4 marca o 21:50 na TVP 1 emisja brytyjskiego "Downton Abbey". W końcu coś godnego uwagi. Na Dwójce natomiast zapowiadany już wcześniej finałowy sezon "Dr House'a" ( od 7 marca o 20:40 po 2 odcinki)"
              Czyli dwa marcowe wieczory obstawione :)
              • siostra.bronte Re: "Downton Abbey" 11.02.13, 19:37
                Też się cieszę :) Obejrzałam cały pierwszy sezon i drugi bez kilku pierwszych odcinków ( bo za późno się zorientowałam, tvn style nie robił specjalnej reklamy).
                • barbasia1 Re: "Downton Abbey" 11.02.13, 22:48
                  Przyznam, że niewiele wiem na temat tego serialu. Ale podoba mi się, co właśnie czytam o nim.
                  Dzięki za informację!
                  :)
          • grek.grek Re: "Rodzina Borgiów" 12.02.13, 13:30
            tym razem 10 odcinków.

            postaram się nie zawieść :]
            • barbasia1 Re: "Rodzina Borgiów" 12.02.13, 15:11
              grek.grek napisał:

              > tym razem 10 odcinków.
              >
              > postaram się nie zawieść :]

              Od zawodzenie jestem ja. ;)
            • barbasia1 Re: "Rodzina Borgiów" 12.02.13, 15:11
              grek.grek napisał:

              > tym razem 10 odcinków.
              >
              > postaram się nie zawieść :]

              Od zawodzenia jestem ja. ;)
              • grek.grek Re: "Rodzina Borgiów" 13.02.13, 13:30
                kokietujesz na całego :]
                • barbasia1 Re: "Rodzina Borgiów" 13.02.13, 23:14
                  He,he! :)))

                  Kokietowania /Ciebie/ jest może 10% , reszta to szczera prawda . ;)))
                  • grek.grek Re: "Rodzina Borgiów" 14.02.13, 15:25
                    pozwolę sobie się z tym nie zgodzić.
                    raczej odwróciłbym proporcje :]
                    • barbasia1 Re: "Rodzina Borgiów" 14.02.13, 21:49
                      To teraz już nie wiem, która wersja gorsza dla mnie! ;))
      • angazetka Re: Nagrody BAFTA 11.02.13, 16:40
        Ach! Uwielbiam BAFTy i ich klimat.
        I to, że w tym roku "Skyfall" dostało nagrodę dla najlepszego filmu brytyjskiego... :)
        • siostra.bronte Re: Nagrody BAFTA 11.02.13, 17:06
          Ja też. Szkoda, że na nagrody telewizyjne trzeba czekać aż do maja.
          "Skyfall" to dziwaczny wybór :) Czyżby nie było jakiegoś sensownego filmu w ub.r.?
          • angazetka Re: Nagrody BAFTA 11.02.13, 17:54
            Dziwaczny jak dziwaczny, największy kasowy sukces brytyjskiego kina w dziejach. No i 50-lecie Bonda. I dobry film. Myślę, że splot tych trzech czynników zdecydował.
    • barbasia1 Oscary 201-nominacje w kat. najlepsza muzyka 1. 11.02.13, 22:42
      Noc Oscarowa 2013 zbliża się wielkimi krokami, więc zgodnie z naszą forumową tradycją przedstawiam Wam kolejne nominacje w kategoriach najlepsza muzyka oraz najlepsza piosenka.

      Prezentację zacznę od Johna Williamsa znanego Wam już amerykańskiego kompozytora, dyrygenta i pianisty,ulubionego kompozytora Stevena Spielberga, prawdziwego giganta pośród kompozytorów muzyki filmowej z 47(!) nominacjami do Oscara i 5 Oscarami na koncie (za muzykę do filmów:" Lista Schindlera", "Szczęki"/ Twoje ulubione, Greku/, " E.T.", "Gwiezdne wojny, część IV: Nowa nadzieja" oraz adaptację musicalu "Skrzypek na dachu"), autora wielu, wielu cudownych niezapomnianych kompozycji, które przeszły do historii muzyki filmowej i kina.

      Williams ma rozpoznawalny styl, ulubione motywy za co jedni go kochają, a inni wypominają, że się znów powtarza, że ta czy inna kompozycja jest mieszanką wcześniejszych kompozycji. Tak jest w przypadku tegorocznej nominacji w 28 sekundzie "Suity" ci z dobrym uchem słyszą fragment motywu z "Władcy Pierścieni" !? albo w innym miejscu motyw z cudownej muzyki z JFK (pewnie o werbelki chodzi ;).
      Ale tak czy inaczej John William jest wielki. :)

      John Williams, jak pamiętacie, w ubiegłym roku był nominowany do Oscara za dwie ścieżki dźwiękowe do dwóch filmów: "Czas wojny" (2011) oraz do filmu animowanego "Przygody Tintina" (2011).

      W tym roku roku otrzymał nominację za muzykę do filmu "Lincoln" w reżyserii Stevena Spielberga.
      Oto fragment:
      "Lincoln" - Suite

      www.youtube.com/watch?v=5CTDsXF2aRg

      Co ciekawe" Lincoln" to dla Williamsa trzeci film, którego bohaterem jest prezydent Ameryki. Wcześniej skomponował muzykę do filmów o JFK i Nixonie (oba w reż. Oliviera Stone'a).


      :)
      • barbasia1 Oscary 2013-nominacje w kat. najlepsza muzyka 1. 11.02.13, 22:43
        tak miał wyglądać nagłówek postu!
      • grek.grek Re: Oscary 201-nominacje w kat. najlepsza muzyka 12.02.13, 14:32
        no właśnie, tak czekałem niecierpliwie, i czekaliśmy jak sądzę, na Twoje tradycyjne przedoscarowe prezentacje muzyczne :]

        muzyka do Lincolna bardzo sugestywna : ok 3 minuty wchodzą dynamiczne irlandzkie "skrzypki", potem klasyczne odgłosy marszu grupy wojska w towarzystwie koedukacyjnego chóru... pod nóżkę :], są też fragmenty skupione, dramaturgiczne, z w drugiej części, po 10 minucie... żywy square dance z karczmy, "patataje" rozmaite, western country ;], tu i tam momenty patetyczne, nastrojowe. Bardzo róznorodny kwadrans muzyki.

        dzięki, Barbasiu :]

        • barbasia1 Re: Oscary 201-nominacje w kat. najlepsza muzyka 12.02.13, 14:59
          Śliczna interpretacja muzyki, Greku!

          Ci co widzieli film chwalą, że muzyka doskonale współgra z obrazem (zdjęcia robił Janusz Kamiński)

          Klimaty marszowe, wojskowe chóry, werble nie dziwią wszak, jak wiesz/ jak wiecie, albo nie wiesz / nie wiecie, boście już zapomnieli Lincoln był prezydentem przez prawie cały okres wojny secesyjnej. Urzędowanie skończył w dramatycznych okolicznościach postrzelony 14 kwietnia 1865 roku w Teatrze Forda w Waszyngtonie przez aktora, Johna Wilkesa Bootha, swego zagorzałego wroga, zwolennika Południa i zmarł następnego dnia. Booth, jak się okazało był szpiegiem zatrudnionym przez Konfederatów.

          Daniel Day-Lewis za role w "Lincolnie" otrzymał Złotego Globa i nagrodę BAFTA, przypominam.

          Dziękuję! :)))
      • barbasia1 Re: Oscary 2013-nominacje najlepsza muzyka 2 12.02.13, 15:10
        Dziś Dario Marianelli muzyka do filmu "Anna Karenina" .

        Dario Marianelli (rocznik 1963) uznawany jest za jednego z najlepszych kompozytorów w Wielkiej Brytanii. Marianelli urodził się we Włoszech, ale zaraz po dyplomie przeniósł się do Londynu, gdzie do dziś mieszka i pracuje.

        Marianelli skomponował muzykę do na znanych szeroko produkcji m.in. do "Nieustraszonych Braci Grimm" Terry'ego Gilliam'sa (2005), do "V jak Vendetty" (2005) w reż. Jamesa McTeigue’a oraz "Dumy i uprzedzenia" (2005) /adaptacja z Keirą Knightley w roli Elizabeth Bennet oraz Matthew Macfadyenem w roli Pana Darcy’ego/, za którą dostał pierwszą nominację do Oscara, w 2008 roku dostał drugą nominację i Oscara za muzykę do filmu "Pokuta" (2007) w reż. Joe Wrighta.

        W tym roku nominowany został do Oscara za przepiękną muzykę do filmu „ Anna Karenina”:

        Anna Karenina OST - 01. Overture

        www.youtube.com/watch?v=3D_fjWhCxtk
        Anna Karenina Soundtrack- 07 - Dance With Me

        www.youtube.com/watch?v=hgIc3fj9iuU
        :)
        • grek.grek Re: Oscary 2013-nominacje najlepsza muzyka 2 13.02.13, 13:47
          słychać rzetelną próbę [udaną] nadania tej muzyce "rosyjskości", ale takiej
          okrzesanej, z salonów petersburskich; nie jest ckliwa, ani egzaltowana, może brakuje
          trochę akcentów róznicujących, jest dośc monotonna. Ale - urodziwa, dokładnie tak
          jak napisałaś, Barbasiu :]

          dzięki za kolejną propozycję.
          • barbasia1 Re: Oscary 2013-nominacje najlepsza muzyka 2 13.02.13, 22:22
            Dziękuję Ci pięknie za ten komentarz.

            Muszę podrzucić jeszcze dwa linki z muzyką do Anny Kareniny,
            żebyśmy mieli pełniejszy wgląd (albo wsłuch), :


            (08) The Girl And The Birch (na motywach rosyjskiej ludowej piosenki, dla odmiany)

            www.youtube.com/watch?v=D4HJGU3r1Yc

            (17) Masha's Song

            www.youtube.com/watch?v=QqUTEyuAjqc
            I jeszcze jeden na koniec, bardzo dramatyczny motyw ...

            (21) - Anna's Last Train
            www.youtube.com/watch?v=HKRzDTgcr38



            :)
            • grek.grek Re: Oscary 2013-nominacje najlepsza muzyka 2 14.02.13, 13:15
              pierwszy brzmi orientalno-lirycznie, głos pani pieśniarki z dobrym akcentem :]
              drugi refleksyjno-nostalgiczny.
              ostatni, rzeczywiście ma nuty najpierw wyczekujące, potem dramaturgiczne, a następnie - tak mi się zdaje - funeralne, no i jakże wymowny, w świetle losów bohaterki [powieści; czy w filmie kończy ona tak samo ?], tytuł.

              dzięki, Barbasiu :]
              • barbasia1 Re: Oscary 2013-nominacje najlepsza muzyka 2 14.02.13, 22:13
                Chyba "Anna Karenina" nie może mieć alternatywnego innego niż dramatyczne zakończenia ...

                Tak się zastanawiam czy ta druga piosenka nie czasem śpiewana w języku Romów? Nawet szukałam w necie jakichś informacji, ale na razie nie zdobyłam.

                Dzięki Ci.
                :)))
                • grek.grek Re: Oscary 2013-nominacje najlepsza muzyka 2 15.02.13, 15:13
                  obiła mi się o uszy wersja z happy endem, ofk amerykańska :]
                  ale nie wiem czy to był fakt czy tylko zjadliwy przykład na to, do czego mogliBY się posunąć Amerykanie w swoim cugu do kończenia wszystkiego w sposób prymitywnie pozytywny.
            • barbasia1 Re: Oscary 2013-nominacje najlepsza muzyka 3 14.02.13, 22:56
              Dziś trzecia nominacja - muzyka do filmu "Operacja Argo", której kompozytorem jest Aleksander Desplat (rocznik 1961), urodzony w Paryżu, autor ścieżek dźwiękowych do blisko 100 filmów, ma na koncie wiele nagród i nomniancji, w tym cztery do Oscara (ale jeszcze żadnego Oscara na koncie). Jak pewnie pamiętacie dwie z tych nominacji zobył w ostatnich dwóch latach , w 2011 za film "Jak zostać królem" (2010), a rok wcześniej za film animowany "Fantastyczny Pan Lis" (2009).

              Jeszcze Wam powiem , że Desplat ostatnio skomponował muzykę m.in. do dwóch ostatnich filmów Romana Polańskiego -" Autor widmo" i "Rzeź", oraz do filmu dokumentalnego o Polańskim! w reż. Laurenta Bouzereau, a także do ostaniej części przygód "Harry'ego Pottera" - Insygnia Śmierci"( cz. I i cz. II.).
              Muyzka do "Proroka" także jest jego kompozycją.

              Oto fragmenty ścieżki dźwiękowej do "Operacji Argo":

              Argo (2012) A Spy in Tehran
              www.youtube.com/watch?v=qjbAXxQuEKw
              Argo (2012) Main Theme
              www.youtube.com/watch?v=j8rnhVty_F0

              Argo (2012) Drive to the Airport
              www.youtube.com/watch?v=_dSRQfmF3Nw
              Na koniec jeszcze jeden piękny utwór z tego filmu, który nie jest kompozycją Desplata. Utwór "Hace Tuto Guagua" pochodzi z albumu "The Planet Sleeps (1997)" artysty grupy?, pod nazwą Familion. Utwór ten ma korzenie chilijskie.

              Argo (2012) Hace Tuto Guagua (performed by Familion)
              www.youtube.com/watch?v=iFpwce-5jr0

              :)
              • barbasia1 Re: Oscary 2013-nominacje najlepsza muzyka 3 14.02.13, 22:58
                artysty czy grupy ukrywającej się pod nazwą
              • grek.grek Re: Oscary 2013-nominacje najlepsza muzyka 3 15.02.13, 15:44
                tutaj, stosownie do tematyki, rytmy z Bliskiego Wschodu.
                odglosy ulicy w pierwszym, monotonne ale intrygujące.
                w trzecim klasyczna "mandolina pustynna" :], z nagłym przyspieszeniem
                około 1 minuty, potem powrót do spokojnego rytmu, są piszczałki, fujarki,
                są nieznaczne zmiany tempa także i później.
                drugi, to całkowita enigma :]
                ostatni, rzeczywiście rytmy południowoamerykańskie, jakby grane przez
                chuchanie w wydrążoną tubę :], potem murmurando głośne, a potem jeszcze
                trochę szaman przygrywa :]

                na razie wszystkie SDT oddają klimat miejsca i rodzaju akcji filmów.
                cięzki wybór na razie, w połowie konkurencji.

                dzięki, Barbasiu, za przedstawienie kolejnej propozycji.
                • barbasia1 Re: Oscary 2013-nominacje najlepsza muzyka 3 15.02.13, 16:46
                  Dziękuję, Grekuniu, mój wierny słuchaczu za to, żeś po raz kolejny zechciał skomentować zalinkowaną muzykę. :}}

                  "Operacja Argo" - przypomnę - "film oparty na prawdziwych wydarzeniach. Historia tajnej operacji ratowania sześciu amerykańskich zakładników porwanych w Teheranie w 1979 roku".

                  :)
                  • grek.grek Re: Oscary 2013-nominacje najlepsza muzyka 3 16.02.13, 13:07
                    cała przyjemnośc stanowczo po mojej stronie, Barbasiu :]
                    • barbasia1 Re: Oscary 2013-nominacje najlepsza muzyka 3 17.02.13, 11:16
                      :)))
                      Po mojej także.

                      Przepraszam Ciebie i Wszytskich , pozostałe nominowane ścieżki dziwiękowe pojawią się dopiero wieczorem. Miałam je teraz zalinkować, ale niespodziewany lot za płot się wydarzył. Wracam wieczorem. See U later!
                      • barbasia1 Re: Oscary 2013-nominacje najlepsza muzyka 4 18.02.13, 17:59
                        Czwartą nominację otrzymała ścieżka dźwiękowa do filmu "Atlas Chmur". Muzyka ma trzech ojców. Autorami są Tom Tykwer, Johnny Klimek i Reinhold Heil .
                        Panowie współpracują ze sobą od dawna, wspólnie skomponowali muzykę m.in do filmów Toma Tykwera m.in.: "Biegnij Lola, biegnij" (1998), "Księżniczka i wojownik"(2000) , czy "Pachnidło: Historia mordercy" (2006) . Tom Tykwer, jak widać, jest wszechstronnie utalentowanym człowiekiem, reżyseruje, komponuje.

                        Jak podaje filmweb "Atlas chmur" to" film oparty na epopei Davida Mitchella. Opowiada o postaciach z różnych epok i zakątków świata, których decyzje i czyny mają duży wpływ na teraźniejszość, przyszłość i przeszłość naszej planety".

                        Oto fragment nominowanej ścieżki dźwiękowej:

                        Cloud Atlas Soundtrack - 16 All Boundaries Are Conventions
                        www.youtube.com/watch?v=hVc4feKudF8

                        Cloud Atlas Soundtrack - 23 Cloud Atlas End Title
                        www.filmweb.pl/film/Atlas+chmur-2012-580801
                        Cloud Atlas Soundtrack - 15 New Direction
                        www.youtube.com/watch?v=VUGTxkgBP_k

                        Cloud Atlas - Sextet (extended version)
                        www.youtube.com/watch?v=rdiLxyGH8Lg&NR=1&feature=endscreen
                        Przepraszam za opóźnienie! Małe komplikacje nastąpiły.
                        • barbasia1 Re: Oscary 2013-nominacje najlepsza muzyka 5 18.02.13, 18:57
                          Piąta nominacja dla Thomasa Newmana.

                          Thomas Newman (rocznik 1955) amerykański kompozytor, pochodzi z rodziny o zacnych muzycznych tradycjach. Jego ojciec Alfred Newman (1901-1970) jest jedenym z najważniejszych i najbardziej uznanych kompozytorów filmowych w historii Hollywood. Muzyka zajmują się także brat i siostra Thomasa oraz ich kuzyn Randy Newman. Brat David Newman jest kompozytorem, siostra Maria Newman, skrzypaczką i kompozytorką. Randy Newman jest wokalistą, pianistą i kompozytor muzyki filmowej.

                          Newman nie zdobył jeszcze w swojej karierze Oscara, ale ma na swoim koncie 10 nominacji do tej nagrody, w tym m.in. za muzykę do takich filmów jak: "Skazani na Shawshank" (1994), "American Beauty" (1999) (właśnie za te dwie ścieżki dźwiękowe jest najbardziej ceniony) oraz do filmów animowanych "Gdzie jest Nemo? (2003) oraz "WALL·E" (2008). W tym roku zdobył nominację za muzykę do "Skyfall", kolejnego filmu o przygodach agenta Jamesa Bonda w reżyserii Sama Mendesa.

                          Tak na marginesie, niektórzy polscy wielbiciele serii bondowskiej narzekają na Newmana, woleliby widzieć, słyszeć na jego miejscu Davida Arnolda, który specjalizuje się w filmach z dynamiczną akcją. Arnold sprawdził się zresztą już w bondowskiej serii, skomponował muzykę do kilku ostanich filmów: "007 Quantum of Solace" (2008), Casino Royale (2006), Śmierć nadejdzie jutro (2002), "Świat to za mało"(1999).

                          Muzyka Newmana do "Skyfall" została jednak docenioniona, otrzymała już nagrodę BAFTA. (To już druga nagroda BAFTA dla Newmana, w 2000 roku otrzymał ją za "American Beauty").


                          Oto fragmenty ściężki dźwiękowej do filmu "Skyfall"

                          Thomas Newman - Grand Bazaar, Istanbul
                          www.youtube.com/watch?v=o_dwx2J_WK8
                          Thomas Newman - Adrenaline
                          www.youtube.com/watch?v=KSWuu62fe0M
                          Thomas Newman - Severine
                          www.youtube.com/watch?v=Eg9UbnmYk4E

                          Thomas Newman - She's Mine
                          www.youtube.com/watch?v=5L7LMu2EoI8
                          :)
                          • barbasia1 Re: Oscary 2013-nominacje najlepsza muzyka 6 18.02.13, 19:25
                            Ostania nominacja Mychael Danna za film "Życie Pi" (Life Of Pi )

                            "Życie Pi" tak nosi tytuł najnowszego filmu Anga Lee, jest to "ekranizacja powieści Yanna Martela. Podczas morskiej podróży z Indii do Kanady statek z całą rodziną Pi Patela tonie. Bohaterowi udaje się przetrwać na łodzi z hieną, orangutanem, zebrą i tygrysem". (filmweb)

                            To pierwsza nominacja do Oscara dla urodzonego w Kanadzie kompozytora (rocznik 1958). Muzyka do filmu "Życie Pi" w tym roku, przypominam, zdobyła już inną ważną nagrodę Złotego Globa! (to zresztą też była dla Danna'y pierwsza nominacja, jakże szczęśliwa)

                            Oto fragmenty kompozycji Mychaela Danna'y:
                            01 - Pi's Lullaby

                            www.youtube.com/watch?v=8vbxdqCi_AQ
                            (zakochałam się w tej kołysance ;)

                            04 - Meeting Krishna
                            www.youtube.com/watch?v=0EjMiY6Zmjc
                            12 - Tsimtsum (piękne !!!)
                            www.youtube.com/watch?v=M4Yo7hWhGwM
                            Life Of Pi OST - 26. Back To The World (piękne!!!)
                            www.youtube.com/watch?v=pYyn0xjmgbU
                            :)


                            Danna zkomponował muzykę do do wielu znanych filmów m.in. "Przerwana lekcja muzyki" (1999), "Monsunowe wesele" (2001) Miry Nair, "Vanity Fair. Targowisko próżności" (2004), Capote (2005), do naszego ulubionego, Greku, filmu "Samotne serca" (2006), do wspomnianego przez Bronte filmu "Mała Miss" (2006), do Parnassusa (2009), "Moneyball" (2011).


                            KONIEC
                            :)
                            • barbasia1 Re: Oscary 2013-nominacje najlepsza piosenka 18.02.13, 19:43
                              1."Before my Time" z filmu "Chasing Ice" - wyk. Scarlett Johansson !!!!!! & Joshua Bell
                              www.youtube.com/watch?v=qB4UEQzUmWc
                              (podoba mi się od pierwszego wysłuchania)

                              2. "Pi's Lullaby" z filmu "Życie Pi" - wyk. Bombay Jayashri
                              www.youtube.com/watch?v=_4ZaDu2zfWI
                              3. "Suddenly" z filmu "Les Misérables" ("Nędznicy") - wyk. Hayden Allred
                              www.youtube.com/watch?v=Vjm3yFBUVH0
                              "Suddenly" z filmu "Les Misérables" ("Nędznicy") - wyk. Hugh Jackman
                              www.youtube.com/watch?v=Lvi-ylOHRP8

                              4. "Everybody needs a best friend" z filmu "Ted" - wyk. Norah Jones
                              www.youtube.com/watch?v=CKJDSEv_IPs
                              (to moja ulubiona :))

                              5. "Skyfall" z filmu "Skyfall" - wyk. Adele
                              www.youtube.com/watch?v=sAiJK1IMqj0
                              "Złotego Globa" otrzymała piosenka "Skyfall" w wykonaniu Adele
                              :)
                              • barbasia1 Re: Oscary 2013-nominacje najlepsza piosenka 18.02.13, 19:44
                                > 2. "Pi's Lullaby" z filmu "Życie Pi" - wyk. Bombay Jayashri

                                ( a w tej się zakochałam, jak już mówiłam, to druga moja ulubiona piosenka :)
                            • pepsic Re: Oscary 2013-nominacje najlepsza muzyka 6 18.02.13, 19:50
                              Przepraszam, ze się wtrącę" nie na temat, ale motyw "Życia PI" mnie bardzo słabi i uważam, ze powinien pretendować do Złotej Maliny. No bo powiedzcie szczerze, mielibyście ochotę wydać pieniądze na coś takiego?

                              Ps. Barbasiu, pilnie śledzę obrobione przez Ciebie propozycje muzyczno-oskarowe, niestety jestem chwilowo zdana na laptop, więc i odtwarzanie muzyki leży i kwiczy:)
                              • barbasia1 Właśnie miałam zaprosić Was, Drogie Panie, 18.02.13, 19:59
                                do słuchania muzyki! :)))
                                • barbasia1 Drogiego Pana też zapraszam do posłuchania 18.02.13, 20:05
                                  pozostałych zalinkowanych utworów.

                                  :)
                              • barbasia1 Re: Oscary 2013-nominacje najlepsza muzyka 6 18.02.13, 20:03
                                pepsic napisała:

                                > Przepraszam, ze się wtrącę" nie na temat, ale motyw "Życia PI" mnie bardzo sła
                                > bi i uważam, ze powinien pretendować do Złotej Maliny. No bo powiedzcie szczerz
                                > e, mielibyście ochotę wydać pieniądze na coś takiego?

                                :)))
                                O kołysance myślisz? Nie wiem, może? Ale mnie się i tak strasznie podoooooba. :)


                                > Ps. Barbasiu, pilnie śledzę obrobione przez Ciebie propozycje muzyczno-oskarowe
                                > , niestety jestem chwilowo zdana na laptop, więc i odtwarzanie muzyki leży i k
                                > wiczy:)

                                Bardzo, bardzo mnie to cieszy, miła Pepsic.
                                Rozumiem. Nadrobisz zaległości, kiedy będziesz mogła. Nie ma problemu. :)
                                • pepsic Re: Oscary 2013-nominacje najlepsza muzyka 6 18.02.13, 20:48
                                  Nie o kołysankę niczego winną chodzi, bo muzyki nie odsłuchałam. O temat filmu, o biedaka, który pozostał sam na sam z drapieżnikami. Nie nazbyt ryzykowny pomysł?

                                  Namieszałam. Sorki za wprowadzenie w błąd.
                                  • barbasia1 Re: Oscary 2013-nominacje najlepsza muzyka 6 19.02.13, 19:27
                                    pepsic napisała:

                                    > Nie o kołysankę niczego winną chodzi, bo muzyki nie odsłuchałam. O temat filmu,
                                    > o biedaka, który pozostał sam na sam z drapieżnikami. Nie nazbyt ryzykowny pomysł?

                                    Trudno powiedzieć!?

                                    Wiem, że film powstał na podstawie książki kanadyjskiego pisarza Yanna Martela. Powieść w 2002 roku została wyróżniona Nagrodą Bookera, czyli najbardziej prestiżową nagrodą literacką w Wielkiej Brytanii.

                                    Wczoraj szukałam informacji na temat tej książki i znalazłam m.in tekst Stefana Chwina, który daje pewne wyobrażenie, czego można się spodziewać w filmie:

                                    wyborcza.pl/1,75517,1761364.html

                                    Życie Pi, Martel, Yann
                                    Stefan Chwin

                                    05.11.2003 , aktualizacja: 05.11.2003 18:51

                                    Wyobraźcie sobie hinduskiego chłopca, który jest buddystą, muzułmaninem i chrześcijaninem jednocześnie.

                                    W świątyni, w meczecie i kościele modli się równie żarliwie do Buddy, Allaha i Jezusa. Niemożliwe? A jednak. Wyróżniona Nagrodą Bookera 2002 powieść kanadyjskiego pisarza Yanna Martela "Życie Pi" przekonuje, że mogą się na tym świecie zdarzyć nie takie rzeczy. Duch paradoksu, fantazji i szlachetnej utopii unosi się nad tą odlotową historią, w której możliwe jest wszystko. Twierdzicie, że ogród zoologiczny jest dla zwierząt torturą? Miejcie się na baczności. Yann Martel bez trudu dowiedzie, że zwierzęta kochają być w zoo, a Prawda i Opowieść to jedno.
                                    Jest w tej książce coś z "Przygód Robinsona Crusoe" i coś z filmu "Cast Away" z Tomem Hanksem, ale zamiast Piętaszka hinduski chłopiec o dziwacznym imieniu Piscine (w skrócie Pi), dryfujący jako rozbitek po Oceanie Indyjskim w szalupie ratunkowej, ma za jedynego towarzysza podróży wspaniałego mięsożernego tygrysa bengalskiego. Cóż to za zwariowany, napędzający wyobraźnię pomysł! Yann Martel jest znawcą religii i błyskotliwym znawcą zwierząt. Można się z jego powieści dowiedzieć sporo o tym, w co ludzie będą wierzyć za lat sto lub dwieście, ale także nauczyć się, jak wytresować dziką bestię, by zmieniła się w partnera filozoficznych rozmówek.
                                    Są tu sceny wielkiej urody. Poezja oceanu, wspaniałe porównanie ruchu ryb w głębinach morza do ruchu ulicznego w Tokio w godzinach szczytu, niesłychane spotkanie chłopca z pływającą wyspą glonów, na której drzewa owocują ludzkimi zębami. Dlaczego owocują, nie zdradzę. Zresztą w życiu Pi nie brak i innych - bardzo krwawych - tajemnic. W jego historię nie chcą uwierzyć urzędnicy japońskiego rządu badający przyczynę morskiej katastrofy, z której chłopiec się uratował, ale nawet w ich technokratycznych głowach coś drgnie, gdy usłyszą dwie wersje życia Pi, choć która z tych wersji jest prawdziwa, nie dowiedzą się nigdy.

                                    Gdyby Martel był mniej rozrywkowy, a bardziej poszedł w stronę dużo głębszego "Piętaszka" Michela Tourniera, kto wie, może powstałoby arcydzieło. Ale i tak jest nieźle. Napisał błyskotliwą powieść z filozoficzno-utopijnym podtekstem - w sam raz na koniec wakacji".



                                    Tak czułam, że to opowieść z drugim dnem. ;)

    • barbasia1 "Habemus papam" "proroczy film" 12.02.13, 00:06
      "Habemus papam" - " proroczy film" - dokładnie ta sama myśl mi chodzi po głowie, od kiedy usłyszałam informację o abdykacji Benedykta XVI, miałam nawet napisać pod linkiem (wyżej) odsyłającym do tej informacji.


      Jerzy Stuhr o abdykacji Benedykta XVI: No bez przerwy dostaję SMS-y, żeśmy proroczy film zrobili

      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,13385938,Jerzy_Stuhr_o_abdykacji_Benedykta_XVI__No_bez_przerwy.html#BoxSlotIIMT




      • pepsic Re: "Habemus papam" "proroczy film" 12.02.13, 17:23
        Albo będący inspiracją:)
        • barbasia1 Re: "Habemus papam" "proroczy film" 13.02.13, 22:08
          pepsic napisała:

          > Albo będący inspiracją:)

          To byłoby dopiero niesamowite!
          :)
      • grek.grek Re: "Habemus papam" "proroczy film" 13.02.13, 13:52
        a na mnie decyzja starszego pana zrobiła świetne wrażenie.
        przyznam, że to nieprzytomne trzymanie się stołka przez Wojtyłę było
        w ostatnim okresie jego pontyfikatu dość przykrym widowiskiem.
        Pan Ratzinger wymyślił to lepiej : rezygnuję, póki jestem przy zdrowych
        zmysłach, żeby nie dopuścić do walk buldogów pod dywanem, nie
        firmować swoją osobą, a nade wszystko - autorytetem papieskim, róznych
        horrendów i przewałów, które pod egidą mojego pontyfikatu mogliby uprawiać
        różni cwaniacy, co się zainstalowali dookoła. Przytomny facet.
    • grek.grek pierwsze typowanie oscar[d]owe ;]] 13.02.13, 14:16
      www.youtube.com/watch?v=nCmpv4u_kRw
      i któremu tu dać Oscara ? ;]
      • barbasia1 Re: pierwsze typowanie oscar[d]owe ;]] 13.02.13, 22:45
        Się dałam nabrać na nagłówek, nie zauważyłam puszczonego oczka, he,he!

        Śliczna historia filmowa! :))))))))))

        Ja bym dała Oscara ex aequo obu kotom.
        Wyjadali sobie z miski, ale ostatecznie się nie pożarli. ;))))

        A'propos ...
        Opowiadała niezawno znajoma mamy, jak to jej kotka podstęp niezwykły wymyśliła, by zdobyć dodatkową porcję jedzenia. Otóż zjadłszy na śniadanie jedno kurze serduszko, dawała znak pani, żeby jej otworzyła okno w pokoju i pozwoliła wyjść na parapet, czy do ogródka. Kiedy znajoma szła za kotką otworzyć okno, ta spryciara robiła w tył zwrot i leciała w te pędy do kuchni i pożerała odłożone na później drugie serduszko.

        :)
        • grek.grek Re: pierwsze typowanie oscar[d]owe ;]] 14.02.13, 15:23
          hehe :]

          zauważyłaś, że proporcjonalnie do zmniejszania się zawartości jadła w misce rosła
          niecierpliwość obu kotów i skłonność do ponaglania tego drugiego ?

          haha, zabawna historia :]
          takie są koty, koty takie są, hehe.
    • grek.grek "Westerplatte" czy Wester... klappe ? ;] 13.02.13, 15:20
      pierwsze opinie tych, którzy dostąpili :] :
      kultura.gazeta.pl/kultura/1,114438,13393844,_Tajemnica_Westerplatte___juz_dzieli_krytykow__kino.html#BoxSlotIIMT
      • siostra.bronte Re: "Westerplatte" czy Wester... klappe ? ;] 13.02.13, 16:29
        Ten film powstawał bardzo długo, a to nie wróży najlepiej. Oczywiście nie ma sensu go oceniać przed obejrzeniem.

        Zwiastun nie jest zbyt zachęcający, jakoś to wszystko biednie wygląda. No i po raz kolejny okazuje się, że w polskich filmach gra ciągle ta sama grupa 10 aktorów :)

        Tutaj trailer:
        www.youtube.com/watch?v=XzpDCpMii9U
        • siostra.bronte Re: "Westerplatte" czy Wester... klappe ? ;] 13.02.13, 18:08
          Ale z pewnością nie przebije klasycznego filmu Stanisława Różewicza z 1967 r. ze znakomitą rolą Zygmunta Hubnera w roli majora Sucharskiego.
        • angazetka Re: "Westerplatte" czy Wester... klappe ? ;] 14.02.13, 11:29
          > No i po
          > raz kolejny okazuje się, że w polskich filmach gra ciągle ta sama grupa 10 aktorów :)

          Ciekawe, że ta sama zasada dotycząca filmów brytyjskich (BBC, jak wiadomo, ma sześciu aktorów i trzy plenery) jakoś nigdy mi nie przeszkadza... ;)
          • siostra.bronte Re: "Westerplatte" czy Wester... klappe ? ;] 14.02.13, 14:33
            Hehe, coś w tym jest. Zaryzykuję twierdzenie, że brytyjscy aktorzy są po prostu bardziej utalentowani, łatwiej wcielają się w różne role. A u nas, jak się już do aktora przyklei łatka, to ciągle gra to samo i tak samo.
            • maniaczytania Re: "Westerplatte" czy Wester... klappe ? ;] 14.02.13, 21:22
              siostra.bronte napisała:

              > Hehe, coś w tym jest. Zaryzykuję twierdzenie, że brytyjscy aktorzy są po prostu
              > bardziej utalentowani, łatwiej wcielają się w różne role. A u nas, jak się już
              > do aktora przyklei łatka, to ciągle gra to samo i tak samo.

              Pozwole sobie nie zgodzic sie calkowicie ;) a najbardziej z tym zdaniem o talencie. Talent nie zalezy bowiem od narodowosci na pewno ;)
              Zreszta, mnie powtarzajacy sie w kolko aktorzy przeszkadzaja i w produkcjach BBC tez.
              • barbasia1 Re: "Westerplatte" czy Wester... klappe ? ;] 14.02.13, 21:48
                A ja się całkowicie zgodzę z tym, co Maniusia pisze.
              • siostra.bronte Re: "Westerplatte" czy Wester... klappe ? ;] 14.02.13, 22:08
                Ok, może nie chodzi o talent, ale o warsztat. W każdym razie widzę różnicę. Ale pewnie nie jestem obiektywna, bo uwielbiam brytyjskich aktorów :)
                • maniaczytania Re: "Westerplatte" czy Wester... klappe ? ;] 14.02.13, 22:25
                  ale nawet jesli chodzi o warsztat, to i tak sie nie zgadzam ;)
                  Po prostu i tu i tu sa aktorzy utalentowani, ktorzy graja swietnie i tacy, ktorzy w jakim filmie jakiej roli by nie grali zawsze sa tacy sami.
                • barbasia1 Re: "Westerplatte" czy Wester... klappe ? ;] 15.02.13, 15:22
                  A może po prostu Brytyjczycy kręcą ciekawsze fabuły, więc aktorzy mają więcej okazji, by popisać się swoimi umiejętnościami.
                  • barbasia1 Re: "Westerplatte" czy Wester... klappe ? ;] 15.02.13, 15:22
                    A może po prostu Brytyjczycy kręcą ciekawsze fabuły, więc aktorzy brytyjscy mają więcej okazji, by popisać się swoimi umiejętnościami.
                    • siostra.bronte Re: "Westerplatte" czy Wester... klappe ? ;] 15.02.13, 15:33
                      To też :)
                      • maniaczytania Re: "Westerplatte" czy Wester... klappe ? ;] 15.02.13, 20:38
                        e tam :) Cudze chwalicie, swego nie znacie :)))

                        U mnie ostatnio BBC podpadla koncertowo spapranymi "Szpiegami w Warszawie" ... Tego sie nie dalo ogladac ...

                        A jesli chodzi o angielskich aktorow to ja np. lubie bardzo Kristin Scott-Thomas (ha, chyba sobie dzis zapuszcze "Gosford Park"), ale np. Colin Firth czy Mathew Macfadyen dla mnie w kazdym filmie sa jednakowi i jakos chyba ich talent aktorski nei robi na mnie wrazenia ;)
                        • siostra.bronte Re: "Westerplatte" czy Wester... klappe ? ;] 15.02.13, 21:12
                          Ze "Szpiegami" to jakaś dziwna sprawa. Chyba BBC oddelegowało jakieś rezerwy :)
                          No, ja też niektórych brytyjskich aktorów nie lubię :)
                          • maniaczytania Re: "Westerplatte" czy Wester... klappe ? ;] 15.02.13, 21:27
                            a ktorych nie lubisz? :)
                            • siostra.bronte Re: "Westerplatte" czy Wester... klappe ? ;] 15.02.13, 22:09
                              Wiedziałam :)
                              Może nie tyle, że nie lubię. Raczej są mi obojętni, np.: Hugh Grant, Clive Owen, Jude Law, Ewan McGregor.
                        • barbasia1 Re: "Westerplatte" / "Szpiedzy w Warszawie" PS 15.02.13, 22:45
                          maniaczytania napisała:

                          > e tam :) Cudze chwalicie, swego nie znacie :)))

                          Oczywiście. W żadnym wypadku nasi aktorzy nie musza się wstydzić przed tymi z Anglii czy Ameryki.

                          > U mnie ostatnio BBC podpadla koncertowo spapranymi "Szpiegami w Warszawie" ...
                          > Tego sie nie dalo ogladac ...

                          BBC o tyle zawiniło, że wybrało marną książkę do adaptacji (powieść o tym samym tytule amerykańskiego pisarza Alana Fursta, autora historycznych powieści szpiegowskich ; stanowi ona, jak przeczytałam, jedną z części większego cyklu powieściowego pt. "Nocni żołnierze" (Night Soldiers). Miniserial obnarzył boleśnie wszytkie jej słabości / nie czytałam powieści, domyślam się tylko/ , przede wszytskim brak wciągającej, pasjonującej, trzymającej w napięciu przez wszystkie odcinki akcji, brak dobrych dialogów , brak pełnokrwistych bohaterów, w zamian dostaliśmy postaci szeleszczące papierem aż uszy bolały (wcale to nie dubbing był winny niepowodzenia serialu), zwłaszcza postaci kobiece były tragicznie napisane. W serialu niemal wszytskie wystąpiły w charakterze ozoby. ;)

                          Poza tym serial obnarzył słabe umocowanie powieści w realiach Warszawy, stąd pewnie tak mało Warszawy w Warszawie, jak narzekali forumowicze z FS.

                          :)
                          • siostra.bronte Re: "Westerplatte" / "Szpiedzy w Warszawie" PS 16.02.13, 00:43
                            Ale coś podejrzanie często narzekamy tutaj na naszych aktorów, że grają trzema minami na krzyż :)
                            • barbasia1 Re: "Westerplatte" / "Szpiedzy w Warszawie" PS 16.02.13, 14:30
                              siostra.bronte napisała:

                              > Ale coś podejrzanie często narzekamy tutaj na naszych aktorów, że grają trzema
                              > minami na krzyż :)

                              Ja nie. To Greku! ;) On ma bystre oko! ;))
                              • barbasia1 Re: "Westerplatte" / "Szpiedzy w Warszawie" PS 16.02.13, 16:19
                                Żartowałam oczywiście., Grekuniu!

                                Mówiąc serio, Grek i my narzekaliśmy, że aktorzy będący na fali , biorą wszytskie role jak popadnie, często bardzo podobne jedna do drugiej. W efekcie nadobecność aktora na ekranach zaczyna nudzić, nużyć. Ma się właśnie wrażenie, jakby grał jedną i to samą role jedną i tę samą miną.

                                :)
                          • maniaczytania Re: "Westerplatte" / "Szpiedzy w Warszawie" PS 16.02.13, 09:49
                            barbasia1 napisała:

                            > BBC o tyle zawiniło, że wybrało marną książkę do adaptacji (powieść o tym samym
                            > tytule amerykańskiego pisarza Alana Fursta, autora historycznych powieści szpiegowskich ; stanowi ona, jak przeczytałam, jedną z części większego cyklu powieściowego pt. "Nocni żołnierze" (Night Soldiers). Miniserial obnarzył boleśnie wszytkie jej słabości / nie czytałam powieści, domyślam się tylko/ , przede wszytskim brak wciągającej, pasjonującej, trzymającej w napięciu przez wszystkie odcinki akcji, brak dobrych dialogów , brak pełnokrwistych bohaterów, w zamian dostaliśmy postaci szeleszczące papierem aż uszy bolały (wcale to nie dubbing był winny niepowodzenia serialu), zwłaszcza postaci kobiece były tragicznie napisane. W serialu niemal wszytskie wystąpiły w charakterze ozoby. ;)


                            Barbasiu, ale od tego sa scenarzysci, zeby z najmarniejszej ksiazki zrobic dobry film czy serial. A akurat BBC co jak co, ale scenarzystow ma na stanie wysmienitych (wystarczy popatrzec, jak potrafia na nowo wciaz opowiadac Austen, czy Bronte, czy Dickensa). Chyba tu rzeczywiscie jakies rezerwy oddelegowali.
                            • barbasia1 Re: "Westerplatte" / "Szpiedzy w Warszawie" PS 16.02.13, 14:29
                              > Barbasiu, ale od tego sa scenarzysci, zeby z najmarniejszej ksiazki zrobic dobr
                              > y film czy serial. A akurat BBC co jak co, ale scenarzystow ma na stanie wysmie
                              > nitych.

                              Nie Maniu, nawet najlepszy scenarzysta w takim wypadku nic nie pomoże. Chyba, że napisałby powieść od nowa, a potem dopiero na tej podstawie stworzył scenariusz. Ale wtedy nie można byłoby się powoływać w reklamach na "bestsellerową powieść" i znane nazwisko pisarza.
                              W Ameryce, zaryzykuję twierdzenie, mają jeszcze lepszych specjalistów od scenariuszy i dzieje się dokładnie to samo przy adaptacjach marnie napisanych powieści.

                              :)
                              • maniaczytania Re: "Westerplatte" / "Szpiedzy w Warszawie" PS 16.02.13, 15:15
                                widzisz ja sie jednak nie zgodze. Ogladalam wile filmow bardziej lub mniej luzno opartych na ksiazkach i nie da sie stwierdzic jednoznacznie, ze zawsze ksiazka jest lepsza niz film, ani ze film zawsze lepszy od ksiazki, ALE! zdarzaja sie prawdziwie wielcy scenarzysci, ktorzy z dosc slabej fabuly potrafia zrobic swietny scenariusz, ktory w efekcie daje znakomity film ;)
                                • barbasia1 Re: "Westerplatte" / "Szpiedzy w Warszawie" PS 16.02.13, 17:36
                                  Książka w przekładzie na film zawsze traci, to nie jest tylko moja opinia, albowiem niemożliwością jest oddanie całego bogactwa jej treści w półtoragodzinnym czy dwugodzinnym obrazie, a nawet w kilkuodcinkowym serialu. Dotyczy to zwłaszcza adaptacji litearatury pięknej.
                                  Na palcach jednej ręki można policzyć adaptacje, które są udane, adaptacje lepsze od oryginału książkowego zdarzają się bardzo wyjątkowo.

                                  Pewnie nieco inaczej sprawa wygląda z literaturą popularną. Tę chyba o wiele łatwiej przekładać na film bez szkody dla pierwowzoru.



                                  :)
                                  • barbasia1 Re: "Westerplatte" / "Szpiedzy w Warszawie" PS 16.02.13, 17:54
                                    > Pewnie nieco inaczej sprawa wygląda z literaturą popularną. Tę chyba o wiele ł
                                    > atwiej przekładać na film bez szkody dla pierwowzoru.

                                    A jednka i tu jakość adaptacji filmowej zależy w dużej mierze od pierwowzoru książkowego.



        • grek.grek Re: "Westerplatte" czy Wester... klappe ? ;] 14.02.13, 13:19
          ja się bardziej spodziewałem sporów dotyczących kondycji polskich żołnierzy podczas tej
          heroicznej bitwy.
          co tam miało się dziać... zołnierskie napady histerii, pornograficzne zdjęcia i golasy męskie, akty tchórzostwa :] słowem - szykowałem się na taki dyskusję dotyczącą tego, czy autorzy obrażają chwałę polskiego oręża i "zakłamują historię", czy wręcz przeciwnie - odkłamują ją.

          a tutaj... jaka, popatrz, normalność - jedni uważają, że film kiepski, a drudzy, że całkiem niezły ;]
          • barbasia1 Re: "Westerplatte" 16.02.13, 16:31
            grek.grek napisał:

            > ja się bardziej spodziewałem sporów dotyczących kondycji polskich żołnierzy pod
            > czas tej heroicznej bitwy [...]

            Będą na pewno tego rodzaju dyskusje, choć może ich apogeum już miało miesce, na długo przed premierą, jak pamietasz.


            Wybackspceowałam "klappe", albowiem przypuszczam po przeczytaniu wypowiedzi dyrektora Muzeum Historii Polskiej Roberta Kostro że nie bedzie to zły film:

            www.tokfm.pl/Tokfm/1,102433,13411992,Historyk_o__Tajemnicy_Westerplatte___Nie_ma_tu_bohaterow.html#BoxSlotII3img
            "Dzieło nie jest jednoznaczne. Stawia pytania. Jest głosem w powracającej wciąż na nowo w polskiej historiografii i kulturze dyskusji o sens walki skazanej na przegraną. Pokazany jest konflikt Sucharskiego z Dąbrowskim jako konflikt dwóch racji, ale nie daje prostego rozstrzygnięcia, który miał rację.

            Dobra rola Żebrowskiego dodaje wiarygodności Sucharskiemu, ale z drugiej strony jest on tam pokazany jako człowiek w gruncie rzeczy słaby. W pewnym momencie jego brak zdecydowania zaczyna irytować. Dlaczego on tak daje sobą pomiatać? Dlaczego daje sobą rządzić Dąbrowskiemu? I chociaż rola Dąbrowskiego (Robert Żołędziewski) jest dużo słabsza od Żebrowskiego czy Baki, to w końcu nabieramy do niego sympatii - jako do tego, który miał pewną wizję i determinację, kto chce ostro i zdecydowanie walczyć dalej i nie ulega wahaniom. Podkreślam - i myślę, że to jest wartość tego filmu - iż nie tworzy jednoznacznego obrazu, który z dowódców miał rację".


            "[film] raczej pokazuje bardziej ludzki wymiar wojny. Nie pokazuje żołnierzy w formie pomnikowej, którzy jedyne, co robią, to dzielnie walczą. Są też sytuacje konfliktu, jest scena, gdzie pojawiają się karty pornograficzne, wreszcie jedną z kluczowych scen jest moment rozstrzelania dekowników i dramat podoficera, który musi wykonać ten rozkaz. Mocniej wyeksponowany jest konflikt Sucharski - Dąbrowski, który znamy już z filmu Różewicza.

            Jest tu bez wątpienia podważenie mitu Henryka Sucharskiego, chociaż dla historyka jest to sprawa znana od ładnych kilkunastu lat. Na początku lat 90. pojawiły się artykuły, które kwestionowały rolę Sucharskiego; zwłaszcza kiedy została upubliczniona relacja Franciszka Dąbrowskiego. Dąbrowski złożył ją jeszcze w latach 60., ale zastrzegł publikację na 25 lat. To na podstawie tej relacji ukazało się kilka publikacji, które opowiadały o załamaniu psychicznym Sucharskiego".

            :)
            • maniaczytania Re: "Westerplatte" 16.02.13, 17:06
              barbasia1 napisała:

              > grek.grek napisał:
              >
              > > ja się bardziej spodziewałem sporów dotyczących kondycji polskich żołnierzy pod
              > > czas tej heroicznej bitwy [...]
              >
              > Będą na pewno tego rodzaju dyskusje, choć może ich apogeum już miało miesce, na
              > długo przed premierą, jak pamietasz.

              Raczej nie bedzie, bo to, co wzbudzalo swego czasu najwieksze kontrowersje zostalo jednak w ostatecznej wersji zmienione i zlagodzone.
              • barbasia1 Re: "Westerplatte" 16.02.13, 17:24
                Aaaa czyli ugięto sie pod presją opinii publicznej, złagodzono kontrowersje. Może to i dobra decyzja, z korzyścią dla filmu. Dzięki Maniu za info.
                :)
                • siostra.bronte Re: "Westerplatte" 16.02.13, 17:38
                  To nie była presja opinii publicznej, ale środowisk politycznych i nie tylko. Twórcy filmu bez sensu zwrócili się do kancelarii premiera o objęcie filmu patronatem. Kancelaria wysłała scenariusz do konsultacji grupie historyków. Ci się oburzyli, że godzi w honor polskiego żołnierza. No i zaczęły się problemy. Gdyby scenariusza nie złagodzono, to film nie dostałby dofinansowania z budżetu. Takie mamy powiązania polityczno-filmowe. Pisano o tym ostatnio przy okazji premiery filmu.
                  • barbasia1 Re: "Westerplatte" 16.02.13, 17:45
                    A tak, rzeczywiście. Dzięki za sprostowanie.

                    Nie wgryzłam się jeszcze dogłębnie jeszcze w komentarze popremierowe.
    • grek.grek KK "Była sobie dziewczyna", Klin,Hugh,bisy,seriale 14.02.13, 13:44
      Kocham Kino premierowo 22:30 & 2:25].
      "Była sobie dziewczyna", to chyba takie nawiązanie do "Był sobie chłopiec", przy
      okazji mające zdradzać podobieństwo kontekstów i ilustracji filmowych ?
      Niektóre z Was, Czcigidne, oglądały już, z tego co dawałyście znać.
      Jakaś zajawka..?

      [ech, jakkolwiek, tytuł "An Education" przełożyć na "Była sobie dziewczyna"... hehe,
      polscy dystrybutorzy... angielski mniej więcej ludzie znają, mozna by zaprzestać tych
      przekładów i zacząć puszczać filmy w oryginalnym zatytułowaniu]

      "Borgiowie" startują w CTv o 22:15.
      za niebawem rusza "House", też w czwartki i traf chce, że w tym samym
      przedziale czasowym.
      Gdzie to wszystko nagrywać, jak to oglądać wszystko ? hehe.
      "Mad men" w Kulturze [21:10].
      I niech ktoś powie, że powtórki się nie przydają ? :]

      0:40 "Samowolka" [TVP1], 2:50 "Psy" [Kultura] - proszę, a nocami kanon polskiego
      kina dla TFUrdzieli ;] żaartuję, to są ważne, świetne, żywe filmy, omawialiśmy wiele razy;
      szkoda że traktowane tak jakoś bez szacunku i puszczane 40 razy w roku i zwykle w
      egzotycznych godzinach.

      1:10, Kultura : "Peryferie", bardzo interesujący, w autentycznych barwach nakręcony rumuński film, z bardzo dobrą kobiecą rolą Any Ulari.
      forum.gazeta.pl/forum/w,14,130276386,130663779,Re_festiwal_powtorek_i_najnowsza_nowosc.html
      POlsat, 20:00 "Dziewięć miesięcy", amerykańska komedyja z Hugh Grantem, a to ci połączenie, hehe. Facet w panice i strachu spodziewa się przyjścia na świat własnego dziecka.

      TVN daje znów Klina Isłuta w filmie Clinta Eastwooda - "Krwawa profesja", rekomendacja-zajawka "Brudny Harry po sześćdziesiątce", niezłe :] Esk-agent FBI, zawałowiec, na tropie seryjnego mordercy. [22:35, super, 3 w jednym, naprawdę : ojej, co tu wybrać, nie wiem jak ty, ale ja mam zaledwie jeden telewizor z jednym wideo, i sam jestem jeden, przez co mogę ogllądać i nagrywać jednocześnie góra 2 filmy - zapewne wybiorę "Dziewczynę...", mimo że jest powtórka nocna, ale... a jak ta noc będzie jedną z tych 3 w roku, kiedy wywali prąd ? ;)]

      TV4 "Mr Brooks" z Kevinem Costnerem i świetnym Johnem Hurtem, niedawno opisywany. Warto zajrzeć. Thriller zdecydowanie nietypowy i zdecydowanie bardzo dobry.

      Uff, sporo tego... Problemy bogactwa :]







      • grek.grek Re: KK "Była sobie dziewczyna", Klin,Hugh,bisy,se 14.02.13, 13:47
        * nie wiem jak WY, tak miało być.

        z tego wszystkiego już gadam do siebie ;]]]
      • siostra.bronte Re: KK "Była sobie dziewczyna", Klin,Hugh,bisy,se 14.02.13, 14:30
        W "Mr. Brooks" gra William Hurt! Nie mylić z Johnem, którego bardzo lubię :)
        • grek.grek Re: KK "Była sobie dziewczyna", Klin,Hugh,bisy,se 14.02.13, 15:30
          prawda prawda :]
          palnąłem gafę.
          Hurtów się strasznie namnożyło ostatnimi czasy ;]]
      • er.pa Re: KK "Była sobie dziewczyna", Klin,Hugh,bisy,se 14.02.13, 16:16
        To ja spróbuję uzasadnić logikę tłumaczenia Education na Była sobie dziewczyna.
        Otóż:
        Powieśc Nicka Hornby'ego "About a Boy' przetłumaczono na "Był sobie chłopiec." Scenariusz do "Education" napisał Nick Hornby. Film jest o dziewczynie ... No to droga luźnych skojarzeń mamy "Była sobie dziewczyna". Jest jakaś logika? Jest. Kojarzy się z Hornby'm (jak komu, jak komu :)? Kojarzy. Przynajmniej tłumaczom ...
        Film z fajnym klimatem, zgrabnie zrobiony, ładnie zagrany ... Z powiedzmy, że zaskakującym rozwiązaniem głównego watku, choc tak naprawdę, to rozwiazaniem przerobionym i przez film, i przez życie wielokrotnie :)
        Urocza Carey Mulligan, troszkę tu podobna do młodej Katie Holmes.
        • barbasia1 Re: KK "Była sobie dziewczyna", Klin,Hugh,bisy,se 14.02.13, 21:53
          :)
          Przekonujące wyjaśnienie. :)
        • angazetka Re: KK "Była sobie dziewczyna", Klin,Hugh,bisy,se 15.02.13, 09:58
          Bardzo uroczy, kochany film. Z przyjemnością go sobie wczoraj przypomniałam.
          A logika tłumaczeniowa, choć pokrętna, ale jakaś jest ;)
    • siostra.bronte "Mała miss" 14.02.13, 14:26
      Dzisiaj rzeczywiście klęska urodzaju :)

      Dodam "Małą miss". Podobno świetny film. Tragikomedia o nader oryginalnej rodzince, która wybiera się na wybory miss, w których ma startować ich mała pociecha. Alan Arkin, którego bardzo lubię, dostał Oskara za rolę drugoplanową. Ale pora emisji skandaliczna, równo o północy w Polsacie! Kto to obejrzy?!

      Tutaj trailer:
      www.youtube.com/watch?v=VWyH_twcMl0
      • er.pa Re: "Mała miss" 14.02.13, 15:12
        Oglądałam kiedyś "Małą miss", sympatyczne, z przewrotnym końcem, fajnym Alanem Arkinem w roli dziadka, i przedziwnym młodym człowiekiem w roli nastoletniego brata. Ale co za pora nadawania ... To naprawdę nie jest film z gatunku "różowa landrynka" ....
      • barbasia1 Re: "Mała miss" - 15.02.13, 15:36
        Fajny trailer.

        Mam nadzieję, że Polsat powtórzy go o lepszej porze.

        :)
    • grek.grek BOrgiowie sez 2, odc 1 [1] 15.02.13, 11:15
      ech, no i nie mogło się obyć bez wpadki, pierwszą scenę przegapiłem :] Oby to były złe miłego początki.

      Sezon 1 kończył się politycznym triumfem Rzymu - królestwo Francji podbija wprawdzie część Italii, ale dzięki kobiecym wdziękom i taktycznym talentom Borgiów papiestwo udaje się zachować w mocy, Borgowie pozostają na tronie, a Francja składa akt zawierzenia siebie Rzymowi. Czy można odnieśc pełniejsze zwycięstwo ? Zdradzeni przez sojuszników, a jednak triumfujący.

      Przegapiłem scenę 1, szkoda, bo z samej zajawki wynika, że Borgiowie zamachnęli się na życie kardynała Della Rovere [ich głównego przeciwnika, stylu życia i sprawowania urzędu jaki prezentują, który gorąco namawiał Francuzów do wzięcia Rzymu siłą i wysłania Borgiów do diaska, jako ludzi niemoralnych i szkodzących kościołowi - Rodrigo Borgia przyjmując francuskiego króla, Karola, w ubożuchnym mnisim habicie i umiejętnie rozgrywając politycznie - zneutralizował knowania kardynała]. Nie znam więc szczegółów, poza tym, że kardynał umknął z życiem. Miał zostać otruty. W 1 sezonie próbowali go zasztyletować. Co dalej ? Wyślą eskadrę myśliwców ?

      Rodrigo zażywa owoców swojego politycznego zwycięstwa. Czas spędza przy łóżku Lukrecji, która urodziła dziecko [końcówka 1 sezonu], spłodzone z chłopcem stajennym jej eks-męża, Giovanniego Sforzy, za którego wydał ją ojciec, aby zyskać sojusznika militarnego, a od którego ostatecznie uciekła, i to w momencie, kiedy wreszcie przestał ją traktować obcesowo i zaczął w niej dostrzegać człowieka. Kiedy w Rzymie pojawia się wysłannik francuskiego króla Karola - Rodrigo, zabezpieczony francuskimi ślubami poddaństwa, przyjmuje go wręcz lekceważąco. Tamten klęczy, a Rodrigo wchodzi do sali z dzieckiem na ręku, każe wysłannikowi ściszać głos ["pianissimo !"], gromi go, generalnie traktuje jak psa, w dodatku ubrany jest już... normalnie - czyli w najlepsze atłasy i złote łańchuchy. Chytrus.

      Francuzi mają problem. Przejęli wprawdzie koronę Neapolu, ale miasto jest w stanie tragicznym, głównie z powodu epidemii, która dziesiątkuje mieszkańców, a i sam Karol został zainfekowany - ma jednak znakomitą opiekę, w postaci... neapolitańskiego lekarza królewskiego :] Właśnie ten lekarz stawia mu bańki, które mają przywrócić króla do stanu używalności. Karol jest wkurzony na Rzym i Borgiów, uważa, że go wpuścili w maliny, ale chyba niewiele może z tym zrobić, pacta sum servanta, może pchać posłańców do papieża i za ich pomocą wyrażać swoje pretensje. Swój gniew kieruje przeciw młodemu następcy tronu Neapolu, który umknął z miasta tuż przed przybyciem Francuzów. Wypuszcza swoje wojska za miasto i każe go szukać. Szpiedzy donoszą, że ukrywa się on w okolicach Wezuwiusza - istotnie, jest tam : brudny jak świnia i przestraszony. Francuzi łapią go i przywozą do zamku. Tam Karol niespodziewanie każe zdjąc mu kajdanki [takie prototypowe ;)] i podejmuje obfitą kolacją. Neapolitański królewicz z miejsca odzyskuje rezon, pożera mięso, chichocze i drobnymi kroczkami zasuwa do Karola, siada przy nim jakby nigdy nic i snuje plany, jak to razem doprowadzą miasto do rozwkitu i pełnej świetności.

      Ale Karol wcale nie zamierza z nim się bratać.Pozwala mu zjeść, a potem zabiera na przechadzkę po zamku - wspólnie oglądają upiorną jadalnię zmarłego króla Neapolu, w której urządził on sobie specyficzną rzecz : mianowicie, ściągał i sadzał zmumifikowane trupy swoich wrogów w pozach z "Ostatniej wieczerzy". Tylko miejsce dla Judasza jest wciąz wolne... Czyżby młody królewicz ? A może jednak Borgia będzie celem Karola ?

      Później Karol ze swoimi siepaczami zwiedza kolejne stanowiska tortur... królewicz jest coraz bardzej przerażony - Karol spokojnie prosi go o wytłumaczenie, jak działają kolejne urządzenia, grzecznie się przysłuchuje i przechodzą dalej. Królewicz domyśla się, że Karol za chwilę go nimi potraktuje, myśl ta wzbudza w nim trwogę, gośc trzęsie i płacze jak dziecko. Nie myli się, Karol istotnie każe go poddać tymże torturom. I kiedy sam siedzi sobie na wózeczku, grajek mu przygrywa na mandolinie, a król w zamyśleniu obmacuje zgrabne nogi miejscowych...niewolnic ? kurtyzan ? w sąsiednich pokojów dobiegają wrzaski królewicza.

      Wśród Borgiów narasta konflikt Cesare z Juanem,synów Rodrigo. Juan jest dowódcą wojska rzymskiego, Cesare - kardynałem, z nadania ojca, któremu potrzebny był dodatkowy głos w radzie kardynalskiej. Cesare uważa, że Juan się nie nadaje na swoją funkcję, najchętniej by go zastąpił, ojciec nie chce o tym słyszeć, Juan powiada mu "Kardynałowie się modlą - nie walczą" - i Cesare jest rozczarowany i poddenerwowany. Ma duszę polityka,taktyka, żołnierza, a nie purpurata. Bracia staczają ze sobą dwa pojedynki - pierwszy na szable w podziemiach papieskiego pałacu, oczywiście nie chcą się pozabijać, chcą raczej udowodnić sobie który jest lepszym szermierzem. Kibicuje im cała gwardia papieska, ale w którymś momencie wkracza do akcji MIcheletto, zausznik, sługa i morderca na zlecenie Cesara - przerywa pojedynek, uważając że panowie zbytnio się nakręcili i może któremuś stać się krzywda.

      Nikt by tego nie chciał, zwłaszcza Rodrigo, który zaprasza ich do siebie i w ponurej scenie, w półmroku, przy świecach i złowrogiej pomrukującej muzyce w tle - namawia ich do jedności, "razem, tylko razem jesteśmy silni". A jednośc ta skierowana ma być przeciw wrogom Borgiów, przeciw tym którzy ich zdradzili, mimo sojuszniczych zobowiązań, którzy się na nich wypięli. Della ROvere na razie umknął, ale zaciekła mina Rodrigo [ale Irons go świetnie gra] wskazuje na to, że będzie się działo już wkrótce :]

      Drugi pojedynek między braćmi odbywa się przy okazji święta ku czci... Byka, które organizuje Rodrigo.

      POmysł rodzi się w nim podczas...polowania w lesie. Strzela z łuku do jelenia [czy czegoś takiego], ale nie trafia, zwierzę umyka w coś w rodzaju groty, Rodrigo, wraz z towarzyszącą mu Giulią Farnese [kochanką] idzie za nim. Jeleń stoi w środku i jakby na nich czekał. Kiedy oboje znajdują się już w środku zwierzak umyka tylnym wyjściem, a oni nagle widzą dookoła siebie liczne obrazy... Okazuje się, że odkryli zamelinowane od setek lat malunki starorzymskie. Nie byle jakie : erotyczne. Rodrigo jest nimi tak przejęty, tak zdumiony odkryciem i jego okolicznościami, że : a] natychmiast każe wszystkie te bezcenne malowidła zebrać i zwieźć do pałacu papieskiego, a następnie opisać, skatalogować i zrobić graficzne kopie, 2] wpada na myśl, by skorzystać z tego, że rodzina Borgiów ma w swoim herbie, czy czymśtakim : byka. Symbol rodziny. I decyduje się wyprawić święto dla plebsu :] Kardynałowie sarkają, że będzie to droga impreza, ale Rodrigo jest zdecydowany,kasa nie gra roli, a dodatkowo przecież zyska sympatię ludnoości.

      Istotnie, święto jest jego sukcesem. Odbywa się wyścig konny - w którym to właśnie mierzą się Juan i Cesare, zwycięza Juan, ale tylko dlatego,że sprytnie rozsypuje pod nogami wierzchowca Cesare żelazne "pinezki", o które ten rani sobie kopyto i przewraca się razem z jeźdźcem, przez co Cesare przegrywa wyścig. PLebs tańcuje na ulicach, wiwatuje, rzuca "konfetti", a w pałacu ucztuje elyta : za pomocą balu tanecznego w konwencji maskarady. Tutaj Cesare odnosi małe zwycięstwo nad Juanem, rzucając mu pod nogi jakieś "pinezki", które powodują chaotyczny wygibas brata,mający dowodzić jego tanecznej indolencji, a na pewno ośmieszający go nieco. Wszyscy przysłaniają facjaty maseczkami na patyku, które wyobrażają oblicza rzymskich bogów. A na końcu świątecznych obchodów Rodrigo podpala ogromnnego byka, zrobionego ze słomy i postawionego w centrum miasta, lud zaś krzyczy i podskakuje ze szczęscia ;]

      Pojawia się nowa postać.
      Rodrigo zauważa chłopca, który pracuje przy kopiowaniu malunków z groty. Coś mu w nim nie pasuje. KOrzystając z sytuacji sam na sam, prosi go do siebie. Chłopiec ma coś zbyt delikatną twarz, jak na oko Borgii. Rodrigo manipuluje przy jego czapce i czuprynie, aż ściąga mu z głowy... perukę, spod której rozsypują się długi blond loki...
      cdn
      • grek.grek BOrgiowie sez 2, odc 1 [2] 15.02.13, 11:35
        jednocześnie Rodrigo ręcznie sprawdza typ walorów tajemniczego gościa ;]
        chłopiec okazuje się piękną dziewczyną. Vittoria [jako chłopiec - Vittorio] przyznaje się papciowi, że marzy o tym by malować, realizować się artystycznie, ale może to robić tylko jako chłopak, bo dziewczyny nie mają prawa studiować w szkołach. Rodrigo zaręcza,że jej nie wyda, i wyraźnie jest zainteresowany nią nie tylko jako artystką. W przebraniu i peruce Vittoria uczestniczy w balu maskowym, skąd na chwilę porywa ją Giulia Farnese. Ona też zna jej sekret, widziała całą scenę między Rodrigo, a nią - na stronie dobiera się do dziewczyny, całuje ją bynajmniej nie po przyjacielsku, rozbiera, a Vittoria specjalnie się nie opiera. Scenę obserwuje Rodrigo, który zauważył jak wychodziły i poszedł za nimi, przez cały wieczór nie odrywając oczu od Vittorii.

        Giulia Farnese może być ważną postacią w tym2 sezonie. Wyraźnie zaznacza swoje terytorium jako główna faworyta Rodrigo, spychając w cień Vanozzę, matkę dzieci Rodrigo; podczas balu maskowego Giulia prosi ją o radę, co zrobić z faktem,że pojawiła się jej rywalka [Vittoria] do względów Rodrigo. Vanozza odpowiada, że póki za tamtą się ogląda, ale i Giulię chce przy sobie mieć - najlepiej zostawić to w takiej postaci. Wydaje się,że Giulia jest spryciarą - znając tajemnicę Vittori, w razie czego będzie mogła ją szantażować, a nawiązując z nią romans i sugerując Rodrigo trójkąt, nie dośc, że ożywi jego zmysły, być może zmęczone jedną kobietą w łóżu madejowym, a dodatkowo zapewni sobie bezpieczeństwo.

        I tak to wygląda na starcie 2 sezonu.
        Ofk, przepych strojów, kilka niemal malarskich kadrów [np Zatoka Neapolitańska], wnętrza wypasione, doskonale sfilmowane świętowanie rzymskiej ulicy, dynamiczne sekwencje pojedynku i wyścigu konnego skontrastowane ze statycznymi, ale jakże pelnymi znaczeń kryjących się w słowach, gestach i spojrzeniach, scenami pałacowymi i zamkowymi. Aktorstwo pierwsza klasa. Generalnie, trzyma poziom estetyczny 1 sezonu. Co do zakrętów i iskrzeń fabularnych - jest nieźle, jak na 1 odcinek, schody zaczną się w następnych zapewne. Stay tuned :]
        • grek.grek BOrgiowie sez 2, odc 1 [2] 15.02.13, 11:47
          tu ponoć jest ten odcinek,ale nie wiem, jak to działa, boć i noga jestem techniczna:
          serialnet.pl/ogladaj/1-24425/the-borgias-sezon-2-odcinek-1#_
          tu są fotosy z tego odc :
          www.tvequals.com/2012/04/08/the-borgias-the-borgia-bull-season-2-premiere/episode-201-34/
          Julia, Vittoria, a w srodku Rodrigo :
          images5.fanpop.com/image/photos/31900000/The-Borgias-jemima-west-31992666-250-192.gif
          • barbasia1 Re: BOrgiowie sez 2, odc 1 [2] 15.02.13, 15:11
            JEST! Jest ten odcinek, trzeba tylko trochę poczekać, aż się zładuje!!! Możesz sam obejrzeć początek, który straciłeś. Wszytsko działa, są polskie napisy! Greku jest nawet cały 2. sezon !
            Aleś znalazł! Dzięki! Dzięki! :))
            • grek.grek Re: BOrgiowie sez 2, odc 1 [2] 15.02.13, 15:46
              cieszy mnie to :]
              udanej projekcji, Barbasiu, rzecz jest warta poświęconego jej czasu.
              I polskie napisy, rewelacja :]
              • barbasia1 Re: BOrgiowie sez 2, odc 1 [2] 15.02.13, 16:12
                Cześć Greku, ale fajnie, że jesteś jeszcze! :))))))))))))
                Obejrzę na pewno pierwszy odcinek, żeby dopowiedzieć Ci początek.

                Oczywiście czekam na kolejne opowieści o Brogiach! Żebyś nie myślał, że zamierzam wymienić Twoje opowieści na filmy. Onienienie!

                A u Ciebie otwiera się ten odcinek?
                • grek.grek Re: BOrgiowie sez 2, odc 1 [2] 16.02.13, 13:13
                  świetnie, dzięki Ci :].
                  przyznam Ci się, że czekałem momentt, istotnie coś tam się kotłowało, ale
                  nie kontynuowałem na razie, więc trudno mi powiedzieć, czy u mnie działa.
                  MOże właśnie się ładowało, tylko za krótko czekałem. Spróbuję raz jeszcze przy
                  okazji jakiejś.

                  dobra jest, skoro tak, to ja będę pisał, a Ty dopisuj, poprawiaj, dodawaj, no
                  i koniecznie pisz o swoich wrażeniach :]
                  • barbasia1 Re: BOrgiowie sez 2, odc 1 [2] 16.02.13, 15:59
                    Więc mnie się wczoraj załadował odcinek i obejrzałam prawie cały, bo niestety ok. 10 minut coś się zawiesiło albo zostało przerwane połączenie. Potem póżnym wieczorem próbowałam jeszcze raz załadować, ale się nie udało. W tej chwili film też nie jest dostępny. Tak więc, Greku, mogą wystąpić utrudnienia.

                    Jak obiecałam tak opisuję :

                    Odcinek pierwszy zaczyna się od sceny w zachrystii, w której ministrant, chłopak lat ok. 14 /15 wsypuje pospiesznie do, uwaga, wina mszalnego jakiś biały proszek, kiedy słyszy kroki osoby zbliżającej się do zachrystii ze zdenerwowoania wypada mu z rąk buteleczka, w której znajdował się ów proszek. Chłopak jednak nie ma już czasu, by po nią sięgnąć, bo duchowny, Della Rovere już przekracza próg zachrystii, więc tylko nogą niepostrzeżenie przesuwa buteleczkę pod stół, tak by Della Rovere jej nie zauważył. Ten zaś bierze dzbanuszki z wodą i winem i zanosi je na ołtarz. Podczas mszy wypija przelane do kielicha wino z tajemniczym proszkiem. Po chwili rozdając komunię świętą, ma zawroty głowy, duszności, ministrant z niewinną miną dopytuje, czy aby upał mu nie zaszkodził , na to Della Rovere pada, jak długi. Zostaje przeniesiony do swego łoża, leży z goraczką, odrętwiałym językiem, nie może mówić. Siostry zakonne, kręca się wokół niego, robią mu okłady na głowę. Po chwili zjawia się ... Cesare. Wygnia siostry z komnaty, do przerażonego Della Rovere, który ruszyć się nie może, zwraca sie w te słowa: widzisz, nigdzie się nie ukryjesz, wszedzie cę znajdziemy. I namawia go by przyłączył do Borgiów. Po czym odchodzi.

                    W tym czasie na murku studni chyba przy plebanii siedzi ministrant z jakimś mężczyzną i rozmawiają. Tym mężczyzną jest, tu wybacz nie jestem pewna nie znam dobrze wszytskich twarzy (a nie udało mi się obejrzec powtórki), jest najprawdopodobaniej MIcheletto. Mimistrant pyta czy Della Rovere przeżyje i czy on dostanie zapłatę za wykonane zadanie. MIcheletto potwierdza, że Della Rovere przeżyje , po czym szybkim ruchem popycha chłopaka do studni , po czym przytrzymuje dłuższą chwilę jego głowę pod wodą ...

                    Do Michelleto wraca Cesare. Cesare wzdycha na nieudolność młodego ministranta, który wybrał nieodpowiednią, za słabą truciznę ( tu pada jej nazwa, ale nie zapamietałam niestety) . Jak człowiek sam nie dopilnuje spraw , to nie zostaną dobrze załatwione - komnetuje (mniej wiecej tymi słowy).

                    Potem Cezare z bratem stawiają się przed Rodrigo, swoim ojcem. Juan naigrywa się z brata, że zawalił sprawę z Della Rovere. Kłócą się, szarpia , ale papież ich godzi. Rodzina jest najważniejsza, w rodzinie siła. Nie ma specjalnych pretensji do Cesare, że ten nie zabił Della Rovere.

                    :)


                    cdn.
                    • barbasia1 Re: BOrgiowie sez 2, odc 1 [2] 16.02.13, 16:49
                      Stawianie baniek choremu królowi Francji przez naepolitanskiego medyka zwróciło moją uwagę, abowiem medyk źle stawiał bańki. Powinien był je podpalić, żeby zassały skórę , a on stawiła okopcone, takie nie mogły się trzymać!? A szkoda, bo scena z palącymi się bańkami mogła być efektowniejsza. Ale pewnie pan aktor grający króla miała stracha, bał się, że udawany medyk, go poparzy. ;))

                      Bardzo, bardzo efektowny serial od strony scenograficznej, fantastyczny Irons w roli Borgii,
                      zresztą wszyscy aktorzy, których widzialam bardzo przypadli mo do gustu. Świetne dialogi, wciagająca akcja, nietuzinkowi bohaterowie! Znakomity serial. Ciesze się, że dzięki Tobie utrwalimy go tu. :)))
                      • grek.grek Re: BOrgiowie sez 2, odc 1 [2] 17.02.13, 13:48
                        ach,tu jest ciąg dalszy, mea culpa.

                        hehe, aktor może uznał, że skoro jest zdrowy całkowicie, to te bańki
                        można jedynie zaimprowizować ?;]

                        czuję się wyrózniony :]
                        Twoja ocena w samych superlatywach, jak widzę; mnie również nie udało
                        się znaleźć żadnego minusa.

                        a co powiesz o postaci Giulii Farnese, która wydaje się być zdeterminowaną
                        i inteligentną zawodniczką w tych całych rozgrywkach ? mnie się wydaje, że
                        numer z wdaniem w romans z nowo odkrytą kandydatką na faworytę papieską,
                        aby jednocześnie nie zostać na łózkowym aucie, a zarazem seksualną nowość
                        papieżowi zapewnić - majstersztyk :]

                        • barbasia1 Re: BOrgiowie sez 2, odc 1 [2] 20.02.13, 14:52
                          Bańki zdrowemu nie zaszkodzą. :)

                          Profilaktycznie stosują je lekarze medycyny chińskiej!


                          Sprytne posunięcie, skoro chciała utrzymać swoją pozycje na dworze papieskim.

                          Ale ciekawe, że Giulia Farnese zgodziła się na to, mogła wrócić do swego męż, człowieka z pozycją - Orsino Orsiniego, pana Bassanello (krewnego Rodriga Borgii), który niechętnym okiem patrzył na pobyt Giulii w Rzymie. W końcu to jednak, jak tu / w wiki/ czytam, to zrobiła, powróciła do męża, po tym jak na przełomie 1499 i 1500 rozstała się z Aleksandrem VI .

                          Powiem Ci, że mimo, że już naopowiadałeś tyle o seksulanych wyczynach papieża Borgii to jednak zrobiła na mnie potężne wrażenie scena na początku, kiedy ten klęczy przy wielkiej balii i myje nagą kochankę ... :))

                          PS
                          Niedługo cieszył się Orsino Orsini z powrotu żony, w tym samym roku zginął przygnieciony podczas snu przez sufit, który się na niego zawalił.
                          Cozapech!

                          :)

                          • grek.grek Re: BOrgiowie sez 2, odc 1 [2] 21.02.13, 14:01
                            ale mogą przestraszyć, nie ? ;]

                            o, ciekawe dlaczego odeszła ? czyżby intrygi pałacowe ?

                            o kruca, że ja akurat przegapiłem tę scenę... ;]
                            w sumie, spodziewałem się większych seks-wyczynów na ekranie, po tym co
                            zapowiadano, a tymczasem po 1 sezonie i 1 odcinku drugiego zupełnie tego
                            nie widać - rzekłbym nawet, że jest to serial konserwatywny w ukazywaniu
                            obyczajowości :]

                            haha, razem ze szczęściem przygniótł go sufit ;]
                            • barbasia1 Re: BOrgiowie sez 2, odc 1 [2] 21.02.13, 15:29
                              O taka płonąca żywym ogniem bańka, która trzeba przystawić do ciała może przestraszyć zwłaszcza właściciela owego ciała, to prawda, he,he. A propos, moja mam niedawno przystawiła takie bańki na prośbę swej zachorzałej znajomej , starszej pani.

                              Może nie mogła znieść kolejnych kochanek, może inna faworyta zajęła jej miejsce?

                              > o kruca, że ja akurat przegapiłem tę scenę... ;]
                              To jest scena zaraz po tej pierwszej, którą Ci dopowiadałam.

                              Świetna scena, Borgia myje młodą ciemnowłosą pannę, klęcząc za nią, za chwilę wchodzi sługa! i zapowiada nadejście Giulii Farnese. Rodrigo spanikowany każe kochance natychmist opuścić jego komnaty, ale ta spryciaranie nie spieszy się z wyjściem, tylko spokojnie wstaje odwraca się się i prosi o obiecaną zapłatę. Borgia w panice szuka pieniędzy, a kiedy je znajduje wręcza dziewczynie i naciska, by wyszła już , ale ta ociąga się, uśmieca tylko się figlarnie i dopytuje , kiedy się znowu zobaczą. Borgia coś jej odpowiada, już nie pamiętam co, wtedy dopiero dziewczyna wychodzi bocznym wyjściem, w ostatniej chwili, bo Giulia Farnese już jest w drzwiach.


                              Ja myślę, że to dobrze, że serial nie epatuje nadmiernie seksem.

                              > haha, razem ze szczęściem przygniótł go sufit ;]

                              He, he ;)

                              Link do Giulii Farnese:

                              pl.wikipedia.org/wiki/Giulia_Farnese
                              :)
                              :)))
                              • barbasia1 Re: BOrgiowie sez 2, odc 1 [2] 21.02.13, 15:37
                                W anglojęzycznej wiki piszą, że Giulia Farnese mogła być już za STARA dla Borgii(w roku 1499 miała 25 lar!!!) !!! Albo, że do przyjacielskiego?! rozstania z Borgią doszło dzięki pomocy!? niejakiej Adriany de Mila.

                                "Giulia remained the Pope's mistress until 1499 or 1500. At this time, she seems to have fallen out of his favour due to her age. Bellonci believes that the break between the two was probably made amicably with the help of Adriana de Mila".
                                en.wikipedia.org/wiki/Giulia_Farnese
                                :)
                              • grek.grek Re: BOrgiowie sez 2, odc 1 [2] 21.02.13, 16:14
                                można się instynktownie rzucić do ucieczki ;]

                                czyli, dwie sceny przegapiłem... ech,dzisiaj będę warował od dziesiątej [22:15 początek].

                                dzięki za barwny opis :]
                                heh, z jednej strony dobrego seksu nigdy za wiele, z drugiej - na pewno jego nadmiar mógłby
                                przyćmić inne wątki i sprawić, że zamiast o scenariuszu, aktorstwie i scenograficznych popisach mówiono by głównie o goliznie, więc masz rację.

                                dzięki, ciekawa postać, w 1 sezonie lekko z boku, myślę, że w drugim może być już
                                dużo bardziej wyeksponowana. Wydaje się bystra i póki co trudno powiedzieć jakie są jej
                                intencje, co czyni ją interesującą.

                                • barbasia1 Re: BOrgiowie sez 2, odc 1 [2] 22.02.13, 15:20
                                  > dzięki za barwny opis :]

                                  Cała przyjemność po mojej stronie.

                                  > heh, z jednej strony dobrego seksu nigdy za wiele, z drugiej - na pewno jego na
                                  > dmiar mógłby
                                  > przyćmić inne wątki i sprawić, że zamiast o scenariuszu, aktorstwie i scenograf
                                  > icznych popisach mówiono by głównie o goliznie, więc masz rację.

                                  Właśnie o tym myślałam.
                    • barbasia1 Re: BOrgiowie sez 2, odc 1 [2] 16.02.13, 17:42
                      KOREKSZYN
                      SORRY, ZMIENIAŁAM POCZĄTEK ZE TRZY RAZY , AZ W KONCU NIE ZAUWAŻYŁAM RAŻĄCEJ USTERKI

                      > Odcinek pierwszy zaczyna się od sceny w zachrystii, w której ministrant, chłop
                      > ak lat ok. 14 /15 wsypuje pospiesznie do, uwaga, wina mszalnego jakiś biały pr
                      > oszek, kiedy słyszy kroki osoby zbliżającej się do zachrystii ze zdenerwowania
                      > upuszcza buteleczkę
                      , w której znajdował się ów proszek
                    • grek.grek Re: BOrgiowie sez 2, odc 1 [2] 17.02.13, 13:39
                      Dzięki, Barbasiu, raz jeszcze za szczegółowy i barwny opis
                      [albo jego pierwszą część, bo dodałaś "cdn" na końcu]
                      :]
                      zatem, tak to się odbyło.
                      mocny początek sezonu, bez dwóch zdań.

                      szkoda, że są jakieś kłopoty z pobieraniem odcinków, mam nadzieję, że
                      tylko chwilowe.

                      • barbasia1 Re: BOrgiowie sez 2, odc 1 [2] 20.02.13, 14:53
                        Maj pleże. :)))

                        Będę próbować.

                        :)
    • grek.grek "BYła sobie dziewczyna", jakie wrażenia ? 15.02.13, 14:06
      i jak po projekcji ? :]

      1] ujął mnie sposób pokazania całej historii, zarówno brak patosu, łatwego moralizowania jak i wielkich liter, jak również świetnie i na pastelowo pokazany kontrast między światem, z którego Jenny chce uciec, a tym - do którego uciekać chce. Wielka tutaj zasługa koncertowo zagranych rodziców, uosabiających wręcz przeciętność, choć znów - nie jest to przeciętność smutna, bo przecież są to postaci zgrabnie przełamane rysami komicznymi, zwłaszcza ojciec.

      2] udanie odtworzona atmosfera lat 60-tych [tak sądzę przynajmniej], w ogole kapitalna atmosfera, z przemieszaniem wpływów francuszczyzny wszelakiej

      3] kiedy Jenny w rozmowie z nauczycielką buntuje się ze łzami w oczach przeciw schematowi życia jaki dla niej skrojono - dociera do mnie, że Carey Mulligan, to jest naprawdę aktorski talent, zagrała z łatwością, naturalnie, wcale nie taką sobie prostą rólkę, bo przecież Jenny ma być nad wiek rozgarniętą 17-latką [widać róznicę miedzy nią, a jej koleżankami], w dodatku ma przejśc przez sytuacje, które i dwa-trzy razy starszą kobietę mogłyby trzepnąć, a więc musiała pokazać jej charakter w tych trudnych momentach, kiedy z jednej strony jest ciągle rozumna ponad swój wiek, a zarazem takie rozczarowania budzą w niej zepchniętą trochę na bok ciągle miejscami naiwną dziewczynę.

      4] to właśnie było ciekawe, jej naiwność w zestawieniu z dojrzałością. Czy nie było naiwnym zaufać ślepo dwa razy starszemu facetowi ? a z drugiej strony, czy nie jest wyrazem dojrzałości umiejętność świadomego podejmowania decyzji, rezygnowania nawet jesli burzą one cały dotychczasowy porządek i plany ?

      4] ten moment, kiedy Jenny znajduje listy w skrytce w samochodzie i odkrywa, że jej facio jest żonaty... powrót i zerwania - żadnych tłumaczeń nie przyjmuje z jego strony,nawet zapowiedzi, że się z żoną rozwiedzie. Łatwo by przecież było przemóc się i zaufać mu, bo mógł "zasłabnąć", może jeszcze nam się uda itd., zaś stawką w grze jest Paryż, kluby jazzowe, licytacje, gustowne restauracje, czyli to wszystko, za co Jenny chciała odpuścić swoją przyszłośc oksfordzko-wszelaką. A tu proszę jaka odpowiedzialna decyzja. Zdecydowanie. To pewnie część tej tytułowej "edukacji", którą odebrała.

      5] skończy jak jej nauczycielka, z mieszkaniem wypełnionym reprodukcjami obrazów, ślęcząc nad kiepskimi wypracowaniami uczennic, wśród których będzie być może jakaś jej własna Jenny.
      Czy to jest porażka ? Czy Jenny nie za łatwo rozstaje się z Paryżem i resztą ? czy nie za szybko mówi dyrektorce "byłam głupia" ? Miała prawo wierzyć,że los się do niej uśmiechnął, może powinna sprawdzić człowieka i dowiedzieć się, że - bagatela - mieszka za rogiem, rzut nadgryzionym beretem od jej domu. Ale może marzenia zabierają część dojrzałości, każą ufać w szczęśliwy traf, odsuwają w tył podejrzliwość, nie popychają do detektywistycznej roboty.

      6] dziewczyna bierze się w garść dośc szybko. Czy nie za szybko, jak na tak gwałtownie utracony sen o wymarzonym życiu ?

      7] piękne miała marzenia, miała odwagę, żeby w drodze do ich realizacji przewracać wszystko na swojej drodze, szkołę, studia, opinię. jak dla mnie, to pozytywne, to nawet jest objaw dojrzałości, bo nie robiła tego z zamkniętymi oczami. Doskonale wiedziała, na co się pisze, umiała wybrać, zdając sobie sprawę z tego,że wszystkich srok za ogony nie złapie. Akceptowała nawet to, że jej wybranek para się wyłudzaniem i złodziejowaniem. Świadomie przesunęła granice.

      8] świetnie napisany scenariusz. Wyłania się z całego filmu przesłanie : idź za marzeniami, ale kiedy zawiodą - nie załamuj się, znajdź nową drogę. Pytanie wg mnie : czy to jednak nie nazbyt optymistyczne ? czy informacja od żony Davida, że mąz co i rusz skacze w bok, a nawet jest sprawcą ciąż, może poprawić nastrój zwichnięty utratą takiego kolorowego snu ? Jenny się wybudziła dośc sprawnie. To by potwierdzało tezę o jej dorosłości, ale z drugiej strony - nie pasuje mi, że bardziej zabolało ją oszustwo niż jego skutki, czyli to że musi wrócić ze snów na ziemię, szarą i nieatrakcyjną. Co sądzicie ?

      9] bardzo dobrze, chwytliwie, zrealizowana sekwencja paryska, pod odpowiednią muzykę.

      10] "łacina nie będzie niebawem użwana nawet przez Łacińczyków" - hehe, kto powiedział, że nie ;]]

      11] ciekawe, czy Jenny zakochała się w Davidzie czy w obietnicy sposobu życia, jaki niósł związek z nim ? nie widziałem w tym wszystkim urzeczenia człowiekiem. A Wy ?

      • siostra.bronte Re: "BYła sobie dziewczyna", jakie wrażenia ? 15.02.13, 14:35
        O, czekałam na Twoją recenzję :) Mam kilka zastrzeżeń.

        Po pierwsze, dziwię się, że rodzice Jenny bez zmrużenia oka zaakceptowali absztyfikanta ok. 20 lat starszego od Jenny. Wyglądają na dosyć konserwatywnych, zwłaszcza ojciec. No i mamy lata 60-te. Nawet teraz niejednym rodzicom zapaliłaby się czerwona lampka, a co dopiero wtedy. Jakoś nie wygląda to przekonująco.

        Tak, nie do końca wiadomo, czy Jenny zakochała się w Davidzie, czy w jego stylu życia. Bo facet od razu jej zaimponował. Fajny samochód, koncerty, kolacje itd. A co by było, gdyby był skromnym urzędnikiem? Nie słyszymy też ani razu, aby Jenny mówiła, że jest zakochana lub kocha Davida. Chwali się przed koleżankami kolacjami, Paryżem i to wszystko.

        Postać Jenny jest zbudowana trochę niekonsekwentnie. Jest taka scena (rozmowa z nauczycielką lub dyrektorką, nie pamiętam), kiedy Jenny mówi z emfazą, że nie chce nudnego życia, ciągłej nauki. Chce się bawić, chodzić do jazzowych klubów itd. A potem, kiedy z małżeństwa nici, to się okazuje, że studia już nie wydają się jej nudne. Jakoś szybko zmienia zdanie. To jest co o czym napisałeś.

        Tak, Jenny coś szybko się pozbierała. Na podstawie tego, co słyszałam o filmie, spodziewałam się jakiegoś dramatu. A tu mamy raczej dramacik, który szybko mija i kończy się happy endem. Wygląda na to, że Jenny dobrze wyszła na całej historii. Poużywała trochę życia. No i na końcu filmu może z dumą mówić jaka to z niej dojrzała i doświadczona życiem kobieta, bo przecież miała romans z żonatym facetem :)

        O wiele bardziej było mi żal rodziców, niż bohaterki, co chyba nie było zamierzeniem twórców. Ale to pewnie też zasługa aktorów, zwłaszcza Alfreda Moliny w roli ojca.

        W sumie przyjemny film, dobrze zagrany, ale byłam trochę rozczarowana.

        Faktycznie, Carey Mulligan jest podobna do Katie Holmes. A Peter Sarsgaard w wiekiem upodabnia się do Colina Firtha :)



        • siostra.bronte Re: "BYła sobie dziewczyna", jakie wrażenia ? 15.02.13, 14:48
          A, jeszcze uwaga do punktu nr 4. Jenny nie podejmuje wcale decyzji o zerwaniu. Przecież daje 2 min. Davidowi, aby powiedział rodzicom prawdę. Sama wraca do domu. A więc wciąż daje mu szansę. Po raz kolejny. Tak samo jak to było z kradzieżą mapy. Ale David odjeżdża.
          • siostra.bronte Re: "BYła sobie dziewczyna", jakie wrażenia ? 15.02.13, 15:42
            I żeby nie było, że potępiam Jenny za romans ze starszym facetem. Samo życie. A dziewczyna jest młoda i naiwna.

            Tyle, że nie widzę z jej strony głębszych uczuć, raczej kalkulację, że David będzie jej przepustką do bardziej atrakcyjnego życia. Gdyby miała złamane serce, to tak szybko by się nie pozbierała. Ale o to też nie mam do niej pretensji. Oboje z Davidem wzajemnie się wykorzystali.

            W ogóle to się zastanawiam nad Davidem. Po co dał jej zaręczynowy pierścionek? Powinien chyba grać na czas w swojej sytuacji. Przez chwilę, kiedy siedział w samochodzie i zastanawiał się czy pójść do rodziców Jenny, wydawało się, że naprawdę jest mu ciężko. A wcześniej mówi swemu przyjacielowi: "to ta jedyna". Nie wiem, co tak naprawdę do niej czuł.
            • barbasia1 Re: "BYła sobie dziewczyna", jakie wrażenia ? 15.02.13, 16:19
              O takiej m.in. sytuacji myślałam, pisząc , że ryzykowne są znajomości , które zaczynają się od seksu, a nie od gruntownego poznania partnera.
              Większość kończy się w najlepszym wypadku, jak jak tu, potężnym rozczarowaniem.

              Cześć Bronte. :)))
              • siostra.bronte Re: "BYła sobie dziewczyna", jakie wrażenia ? 15.02.13, 16:23
                Zaraz, zaraz, ale przecież Jenny i David nie poszli od razu do łóżka :) Z tego co pamiętam to Jenny nalegała, aby to się stało w jej 17 urodziny, a więc już po dłuższej znajomości. A może coś pokręciłam?

                Cześć, Barbasiu :)))
                • barbasia1 Re: "BYła sobie dziewczyna", jakie wrażenia ? 15.02.13, 23:33
                  Właśnie, mało brakowało, a poszliby do łóżka dużo wczesniej, gdyby panna nie postanowiła czekać do urodzin. ;)

                  To nie jest istotne, że nie poszli zaraz do łóżka, do łózka poszli troszkę później, prawda, ale poszli przed wyjściem na jaw ważnych faktów z życia Davida; więc mnie chodzi o coś innego, Bronte, o bolesne zderzenie złudzeń z rzeczywistością, o bolesne rozczarowanie osobą, w którą się zaangażowało (seksulanie, i /lub emojonalnie, jak tu, bo z seksem trzeba było czekać do urodzin) , nie poznawszy jej się dobrze wcześniej.

                  Inne panny Davida miały mniej szczęścia, bo zaciążyły po upojnych z nim chwilach rozkoszy. I zostały z owocami tej rozkoszy same, jak się można domyślać ... :)

                  To miałam na myśli pisząc w wątku "W chmurach" o ryzyku takich kontaktów, na co Ty się ku memu wielkiemu zdziwieniu obruszyłaś, pisząc "czy to wojna jest?" , "ja żyję".
                  To, że jedna czy nawet pięć osób miało szczęscie trafić na porządnych osobników, nie znaczy przecież, że znajomości zaczynające się od seksu, a nie od poznania człowieka, nie są obarczone ryzykiem.

                  :)
                  :)
                  • siostra.bronte Re: "BYła sobie dziewczyna", jakie wrażenia ? 16.02.13, 00:42
                    O Boże, znowu "W chmurach" :) Lepiej pamiętasz co napisałam niż ja sama :)

                    Moim zdaniem nie da się porównać tych sytuacji. W tamtym filmie para bohaterów umówiła się (chociaż moim zdaniem nie do końca), że to będzie tylko przelotny romans. I zaczął się od seksu. A tutaj mamy co innego. Są koncerty, spotkania. Typowy rozwój znajomości. Jenny może mieć pretensje do siebie, że zaufała tak łatwo facetowi o podejrzanej reputacji. Już po akcji z kradzieżą powinna się wycofać. Ale nie, marzył się jej Paryż :)

                    Potrzeba czasu, żeby dobrze poznać drugiego człowieka. Kiedy możemy powiedzieć, że to już skończony proces? A po drodze można się już zaangażować.

                    :)
                    • siostra.bronte Re: "BYła sobie dziewczyna", jakie wrażenia ? 16.02.13, 09:24
                      Jestem konsekwentna. W obu przypadkach zatajenie sytuacji rodzinnej było świństwem.
          • grek.grek Re: "BYła sobie dziewczyna", jakie wrażenia ? 15.02.13, 16:07
            Twoja interpretacja podoba mi się bardziej niż moja własna :]
            mnie się wydawało, że Jenny chce tylko, żeby David sam wytłumaczył jej rodzicom
            dlaczego nie mogą być razem i że to nie jest kaprys Jenny.
            Ale fakt, to bardziej mogła być szansa dla niego, aby się zadeklarował, że nawalił, ale
            to naprawi.
            • siostra.bronte Re: "BYła sobie dziewczyna", jakie wrażenia ? 15.02.13, 16:26
              Hehe, dzięki :)
              Kiedy ojciec mówi, że David odjechał na twarzy Jenny widać niedowierzanie. Tak jakby do końca wierzyła, że będzie inaczej. Przynajmniej tak to odebrałam.
        • grek.grek Re: "BYła sobie dziewczyna", jakie wrażenia ? 15.02.13, 16:05
          to prawda, rodzice są konserwatywni, ale nadający w tym tandemie ton ojciec ma swoją logikę.
          On chce, żeby córka się po prostu ustawiła w życiu. Czy to za pomocą zdobycia dyplomu Oksfordu czy to za sprawą wczesnego bogatego zamążpójścia - mówi "jesli wyjdziesz za mąz za Davida, to już nie musisz zdawać na uczelnię". Myślę, że dlatego została ta decyzja zaakceptowana, no i oczywiście z powodu umiejętności wciskania im kitu przez Davida ;]

          otóż to - on jej otworzył możliwości, o których zawsze marzyła.
          Też tak to widzę, on był w cieniu i nie przekonuje mnie nawet to, że zdecydowała się
          z nim pożegnać dziewictwo.

          Słuszna uwaga.
          ja sobie myślę, że wykazuje ona duże zdolności adaptacyjne.
          potrafi rzucić wszystko dla konkretnego celu, ale tracąc go równie sprawnie ocenia
          sytuację i wybiera najkorzystniejsze rozwiązanie. Racjonalna jest. MOże "marzenia" to
          niedobre słowo na definicję jej podejścia do tego całego Paris lifestyle ? może to
          tak samo racjonalna rzecz - chcę tak, tak mi się podoba, to mój żywioł. Ona chyba
          nawet nie przypomina oszołomionego Kopciuszka, co to się na bal zabłąkał, nie ? :]

          yes, wiesz... edukacja :] odebrała lekcję życia, przykrą w swoim finale, ale przecież
          urokliwą po drodze.

          Wg mnie, ci rodzice wyszli tutaj na kozły ofiarne :]
          Paryskie widoczki, bulwary, londyńskie kluby, restauracje i licytacje mają swój charm
          także dlatego, że po drugiej stronie są właśnie ci starzy Jenny, zaaresztowani w
          kuchni i w saloniku, bez żadnej energii życiowej, a jedynie z umiejętnością szybkiego
          mówienia :] Plus nauczycielka, jak mówi Jenny, "nieżywa", ale ona została
          zrehabilitowana, jako, w sugestii, wzorzec do naśladowania dla Jenny pozbawionej już
          paryskich złudzeń.

          fakt, dobrze wychwyciłaś te podobieństwa.
          • siostra.bronte Re: "BYła sobie dziewczyna", jakie wrażenia ? 15.02.13, 16:20
            Łatwo jest korzystać z życia za cudze pieniądze :) David płaci za kolacje, prezenty. Wyjazd do Paryża tani na pewno nie był. Jenny tak się to podoba, że łatwo przymyka oko na ciemne sprawki Davida. I jest skłonna wybaczyć mu kolejne kłamstwo, dotyczące stany cywilnego. Panna była wyraźnie zdeterminowana :)

            • grek.grek Re: "BYła sobie dziewczyna", jakie wrażenia ? 16.02.13, 13:23
              lepiej korzystać za cudze niż nie korzystać wcale ;]

              otóż to, otóż to.
              zaakceptowała podejrzane okoliczności w imię realizacji własnych marzeń.

              padło to pytanie, chyba z Twojej strony, wcześniej : dlaczego on się
              jej oświadczył, skoro nie zamierzał się żenić ? chyba, że był bardzo postępowy i
              zamierzał mieć "żonę na każdej ulicy" :]

              Jenny nie posuwa się do ostateczności : zawsze mogła go szantażować, że
              doniesie na policję, że ją uwiódł i chciał popełnić bigamię. W zamian za milczenie
              żądałaby sponsoringu - raz na 2 tygodnie wycieczka do Paryża, hehe. Ale
              to lata 60-te, a nie 2010-te ;]
        • barbasia1 Re: "BYła sobie dziewczyna", jakie wrażenia ? 20.02.13, 15:04
          siostra.bronte napisała:

          > W sumie przyjemny film, dobrze zagrany, ale byłam trochę rozczarowana.

          Podpiszę się pod tą opinią.

          :)
      • maniaczytania Carey Mulligan 15.02.13, 20:49
        ja sobie odpuscilam wczorajszy film, ale mozna powiedziec, ze prawie pozostalam w klimatach brytyjskich ;), bo obejrzalam sobie z dvd "Dume i uprzedzenie" ... w wersji bollywood :)))
        I to mi skierowalo mysli na ciekawie przez Carey budowana sciezke kariery - pamietam ja z "Dumy i uprzedzenia" wlasnie, tej wersji filmowej z 2005r., gdy grala jedna z mlodszych siostr Keiry Knightley, potem grala (i cudnie w tej roli wygladala) Ade Clare w "Samotni" na podst. powiesci Dickensa, pozniej w 2007r. byla kolejna rola austenowska w nowej adaptacji "Opactwa Northanger" , a potem poszla kompletnie w inna strone zrywajac z rolami grzecznych dziewczynek. "Byla sobie dziewczyna" wlasnie, kontrowersyjny wielce "Wstyd". Warto ja zapamietac, zwlaszcza, ze w tym roku zobaczymy ja w jednej z glosniejszych ostatnio adaptacji filmowych - nowej wersji "Wielkiego Gatsby'ego".
        • pepsic Re: Carey Mulligan 18.02.13, 20:59
          Wypada przypomnieć udział w "Drivi'e" , gdzie jeszcze nie zerwała z wizerunkiem grzecznej dziewczynki. Mi przypomina żonę jednego z braci Golców, tę grająca na skrzypcach, ale gdy oglądałam Driv'a, nie mogłam się odpędzić od myśli, że ma typ urody Weroniki Pazury, tj. Marczuk.
          Ps." Była sobie dziewczyna" przemknęła mi koło nosa. Liczę po cichu na tvp kulturę.
    • grek.grek "Star Trek" 2009 w TVN [22:45] 15.02.13, 16:11
      wersja serialowa - klasyk, rzadko oglądałem, ale znam scenografię i nawet Patricka Stewarta
      pamiętam ;]
      To co TVN pokaże, to kinowa wersja z 2009, wówczas niezły hit [czy hardkorowi fani
      tak to znaleźli - nie mam bladego pojęcia, wolałbym nawet nie wiedzieć, lepiej obejrzeć to
      jak normalny film, bez odwoływania się do szczegółów i szczególików wiązących go z-, lub
      oddalających od serialowego oryginału.

      22:45.

      TVN idzie do przodu, świeże tytuły, po przerwie znów szasta premierami :]
      oglądacie ?
      • barbasia1 Re: "Star Trek" 2009 w TVN [22:45] 15.02.13, 16:24
        Tylko tyle na dziś popozycji?

        A ja oglądam dziś "Mad Men" (coraz bardziej lubię ten serial) o 23:35, zaczyna się dzisiejsza powtórka, heh, więc o "Star Trek" zahaczę tylko na początku. Dawno nie oglądaliśmy żadnego filmu SF!?

        Nic nie wiem, co słychać w Berlinie? Masz jakieś wieści, Greku?
      • siostra.bronte Re: "Star Trek" 2009 w TVN [22:45] 15.02.13, 16:34
        Też wypatrzyłam "Star Treka". Kultowego serialu nie oglądałam, ale kojarzę Spoka, Kirka i "Enterpise" :)
        Obejrzę przynajmniej cześć, bo jednak kończy się bardzo późno. Z tego co słyszałam to taka kosmiczna nawalanka, bez większego związku z kultowym serialem. Może być ciężko :) Ale chcę się zorientować co i jak, bo w czerwcu wejdzie u nas "Star Trek: Into Darkness". Zrobiony przez tę samą ekipę. Wybieram się na niego z wiadomych względów :)
        • pepsic Re: "Star Trek" 2009 w TVN [22:45] 15.02.13, 19:24
          Wiadomych komu? Hę?
          ;)
          • siostra.bronte Re: "Star Trek" 2009 w TVN [22:45] 15.02.13, 19:30
            Bo już kiedyś wspominałam o tym, zdaje się w dyskusji z Grekiem, więc nie chciałam się powtarzać :)

            Powód jest jeden i nazywa się Benedict Cumberbatch :) Ta fotka już była, ale nie zaszkodzi powtórka:
            24.media.tumblr.com/49453cf9abb927c96982af92d647c92a/tumblr_metyg0dWbl1qdyeteo1_500.jpg
            • pepsic Re: "Star Trek" 2009 w TVN [22:45] 15.02.13, 19:48
              Tak, tak teraz pamiętam. Nie skojarzyłam, że to ten film, notabene, jakoś nie bardzo do Ciebie pasuje:)
              • siostra.bronte Re: "Star Trek" 2009 w TVN [22:45] 15.02.13, 19:51
                Bo to faktycznie nie moja bajka. Ale dla tego aktora jestem skłonna się poświęcić :)
                • siostra.bronte Re: "Star Trek" 2009 w TVN [22:45] 15.02.13, 20:09
                  Dla ciekawych trailer "Star Treka" z 2009 r.:
                  www.youtube.com/watch?v=8ETDE0VGJY4
                  • siostra.bronte Re: "Star Trek" 2009 w TVN [22:45] 16.02.13, 00:45
                    Obejrzałam kawałek i wymęczyłam się okrutnie :)
                    • grek.grek Re: "Star Trek" 2009 w TVN [22:45] 16.02.13, 15:54
                      obejrzałem większość [resztę spróbuję w najbliższych dniach] i też dostawałem
                      oczopląsu - ciągle statki powietrzne, wybuchy, dramatyczne komendy, jakieś
                      bijatyki, komputerowo wykreowane planety... W rozsądnej dawce te scenograficzno-konstrukcyjne efekty byłyby znośne, w stężeniu takim jak w filmie - szybko przejadają się. Fabuła kompletnie pretekstowa, żeby pokazać, jak to panowie od efektów spisali na medal.
                      Liczyłem na tego łysgo z tatuażami, granego przez Erica Banę, że narobi trochę
                      zamieszania, ale zupełnie statyczny był. Te "kosmologiczne" terminy latające w powietrzu...
                      miałem wrażenie, że scenariusz skrojono pod wypieki na twarzy nastoletnich chłopców w okularach z grubymi oprawkami zajadających sobie ciasteczko z mleczkiem, ale tak żeby nowego tużurka od cioci nie pobrudzić ;] Główni bohaterowie kompletnie bez osobowości, żadnego
                      psychologizowania, żadnych poboczności, żadnych treści poukrywanych pod tą akcją i
                      kosmo-stuff. W sumie, zrobili film akcji i tylko akcji.

                      Jeden moment wyglądał nieźle.
                      Czarna dziura wciągająca planetę :]

                      • siostra.bronte Re: "Star Trek" 2009 w TVN [22:45] 16.02.13, 17:17
                        Podpisuję się :)

                        Obejrzałam co prawda tylko pierwszą godzinę, ale nie sądzę, żeby potem było lepiej.

                        Film jest męczący i przeładowany efektami specjalnymi. Fabuła cieniutka. Do tego non-stop hałaśliwa muzyka. Całość podlana typowo amerykańskim, pompatycznym sosem. Aktorstwo fatalne, może z wyjątkiem Spocka. Brak jakiegokolwiek klimatu, nastroju, tudzież psychologii. Kino wyłącznie dla nastolatków wychowanych na grach komputerowych.

                        Nie mam nic przeciwko dobrej rozrywce, ale ten film jest naprawdę słabiutki. Żal patrzeć, jak Amerykanie wykorzystują dużą kasę na takie dzieła. Jeżeli kolejny film z serii będzie podobny to chyba ucieknę z kina :)

                        Tak, czarna dziura była fajna. I teleportacja :)
                        • barbasia1 Re: "Star Trek" 2009 w TVN [22:45] 16.02.13, 17:39
                          > l patrzeć, jak Amerykanie wykorzystują dużą kasę na takie dzieła.

                          Dla kasy to robią. ;)

                          >Jeżeli kolejny film z serii będzie podobny to chyba ucieknę z kina :)

                          Benedict Cumberbatch będzie zawiedziony. ;)
                          • siostra.bronte Re: "Star Trek" 2009 w TVN [22:45] 16.02.13, 17:43
                            No niestety, właśnie takie filmy robią dużą kasę.

                            Hehe, żartowałam, wytrzymam :)
                            • barbasia1 Re: "Star Trek" 2009 w TVN [22:45] 16.02.13, 17:46
                              :)))
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka