Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2013 - 10 (vol.36)

    • siostra_bronte "Ostre psy" 20.10.13, 13:54
      Zapowiadam ten film po raz czwarty :) Tradycyjnie, emisja po nocy, 23.10 w tvn7. Może jednak ktoś to obejrzy?
      • pani_lovett Re: "Ostre psy" 20.10.13, 14:03
        siostra_bronte napisał(a):

        > Zapowiadam ten film po raz czwarty :) Tradycyjnie, emisja po nocy, 23.10 w tvn7
        > . Może jednak ktoś to obejrzy?

        Ja jestem bardzo zachęcona do obejrzenia Twoimi komentarzami, zalinkowanymi przez Ciebie fragmentami (ostatnio przy okazji kolejnej Grekowej zapowiedzi filmu "Na fali"!). Ale ta pora mnie zniechęca.
        Bronte, nie ustawaj , w przypominaniu! Może trafi się wreszcie lepsza pora.
        Żeby dobrą komedię pokazywać w środku nocy!?
        • siostra_bronte Re: "Ostre psy" 20.10.13, 15:11
          Miło mi :)
          No właśnie, nie mam pojęcia dlaczego ten film jest puszczany po nocy! Owszem, jest tu sporo przemocy, ale potraktowanej z przymrużeniem oka.
    • siostra_bronte "House of cards" 20.10.13, 15:05
      Obejrzałam dwa pierwsze odcinki i zgodnie z obietnicą napiszę kilka słów.

      Przypomnę, że to nowa wersja brytyjskiego serialu z 1990 r., zaadaptowana do amerykańskich warunków. Ale Kino pokazywało zresztą niedawno oryginał, ale go nie widziałam, poza krótkim fragmentami.

      Bohaterem jest Frank Underwood (Kevin Spacey), kongresman o wielkiej władzy. Nowo wybrany prezydent obiecał mu wcześniej stanowisko Sekretarza Stanu, w zamian za pomoc w kampanii. Niestety, prezydent zmienia zdanie, Underwood jest potrzebny w kongresie, a stanowisko obejmuje ktoś inny.

      Frank jest kompletnie zaskoczony. Wraca do domu przybity. Jego żona, Claire (wyrazista Robin Wright) po usłyszeniu wieści ma do niego pretensje, że się poddaje zamiast działać. Frank po pierwszym szoku bierze się garść i wkrótce mówi żonie, że ma plan. Przed nimi ciężki okres, ale Claire będzie go wspierać.

      Underwood to polityk bezwzględny, nie cofający się przed żadnymi metodami, łącznie z szantażem, żeby tylko osiągnąć swoje cele. Aż wzbudza swoisty podziw :) Prawdziwy szwarccharakter. Kevin Spacey pasuje do tej roli idealnie. Chociaż może brakuje tej postaci wielowymiarowości. Jego żona, prowadząca jakąś fundację, to też kobieta wyrachowana i cyniczna. Oboje świetnie się dobrali.

      Frank ma zamiar zemścić się za doznane upokorzenie. Wciąga do tego swoich pracowników. Podejmuje współpracę z ambitną dziennikarką, Zoey. Przekazuje jej tajne informacje z prac rządu, które Zoey drukuje, oczywiście nie ujawniając źródła. Projekt ustawy o oświacie wywołuje sensację, bo jest daleki od wcześniejszych zapowiedzi prezydenta-elekta. Oczywiście to cios dla prezydenta w pierwszych dniach pracy. Twórca ustawy musi podać się do dymisji, a całą sprawę przejmuje Frank. Zatrudnia grupę młodych, zdolnych którzy w tydzień piszą ustawę, a sam zbiera za to laury.

      Kolejny cel to Kerr, który wygryzł Franka z posady Sekretarza Stanu. Sztab Franka wynajduje jakiś tekst z studenckiej gazetki, której szefem był kiedyś Kerr. Ktoś napisał w nim krytycznie o Izraelu, ale Kerr jako naczelny musiał ten tekst zaakceptować. Frank przekazuje informację Zoey, ta zamieszcza ją na stronie internetowej gazety. Wieść szybko się rozchodzi. W czasie telewizyjnego wywiadu jakiś dziennikarz pyta Kerra o zdanie na ten temat. Ten jest kompletnie zaskoczony, śmieje się nerwowo i to jest jego błąd. Media podchwytują temat, że Kern żartuje sobie z problematyki bliskowschodniej :) Politycy tego regionu stanowczo protestują przeciwko wyborowi Kerna na Sekretarza Stanu. No i facet musi się wycofać. W międzyczasie Frank dogaduje się z zaprzyjaźnioną panią polityk (nazwiska nie pamiętam) i lobbuje za jej wybraniem, znowu wykorzystując pomoc dziennikarki Zoey.

      Świat polityki przedstawiony w serialu to korupcja, układy i intrygi. Żadnych ideałów, tylko interesy i walka o władzę.

      Teraz o wrażeniach. Całość trzyma Spacey, na nim koncentruje się cała uwaga. Akcję śledziłam z zainteresowaniem, chociaż początkowo trudno mi się było połapać w nazwiskach i stanowiskach :) Co do fabuły, mam wrażenie, że trochę zbyt łatwo przychodzi Frankowi realizowanie swoich szatańskich planów. Mało to prawdopodobne. Brakuje mi też jakiejś przeciwwagi dla Franka, jakiejś pozytywnej postaci w tym całym bagnie. Kogoś kto byłby godnym przeciwnikiem.

      Ciekawym zabiegiem jest to, że Frank bardzo często zwraca się bezpośrednio do kamery, komentując wydarzenia. Tak samo było zresztą w wersji brytyjskiej.

      Dwa pierwsze odcinki reżyserował David Fincher, który jest też współproducentem.

      W sumie dobrze się to ogląda, ale nie jest to taka rewelacja, jak wynikałoby z wielkiego komercyjnego sukcesu serialu. Ale po dwóch odcinkach trudno wydawać opinię. Może to także kwestia tematyki, bardziej zrozumiałej dla Amerykanów.

      Tutaj trailer:
      www.youtube.com/watch?v=ULwUzF1q5w4
      • grek.grek Re: "House of cards" 20.10.13, 16:25
        dzęki, Siostro, za bardzo ciekawe wprowadzenie :]
        rzecz brzmi, i wygląda, interesująco.
        wreszcie serial o prawdziwej polityce, hehe.
        nie to, co u nas, pamiętam jakiś czas temu serial "Ekipa".
        premier Polski rozwiązywał problemy globalne, za pomocą
        mostu telefonicznego z prezydentem Ameryki :]]
        kto by uwierzył w takie cuda...
        w ogole, to była raczej instrukcja prawidłowej obsługi urzędu premierowskiego,
        w okolicznościach które w świecie realnym nie byłyby tak łatwe do okiełznania, ani
        nawet [jak powyższa] Polsce/w Polsce najpewniej nie miałyby szansy się wydarzyć.

        a tutaj... brudne chwyty, zagrywki poniżej pasa, cel uświęca środki - samo życie :]

        obsada też dobra, już samo to, że udało się pozyskać Spaceya do projektu internetowego, to
        sukces. w ogole, jak widać aktorzy z dużego ekranu wchodzą w seriale bez żadnego
        obciachu, kiedyś sprawa całkowicie nie do pomyślenia. dzisiaj - jak mówią fachowcy, a
        obserwacja potwierdza : telewizyjne produkcje są najlepiej napisane, dają największe
        możliwości aktorom. jeszcze 4-5 lat temu bym w to nie uwierzył, ale ostatnie lata zupełnie mnie do tego przekonują. szkoda, że jak chodzi o polskie produkcje ciągle "serial" kojarzy się z
        "M jak Miłość" i innymi telenowelami, czy to obyczajowymi czy to komediowymi.


      • pani_lovett Re: "House of cards" 20.10.13, 19:05
        A pośród brudnych chwytów i zagrywek poniżej pasa - instrumentalne traktowanie prasy i dziennikarzy, manipulowanie opinią publiczną. Zawsze znajdzie się jakiś użyteczny dziennikarz, który dla kariery będzie gotowy na wiele .
        Doskonały serial dla wszystkich, którzy wierzą w prawdomówność, szczerość , uczciwość i dobre intencje swoich polityków. ;)

        A propos pozytywnej postaci, której Bronte, poszukujesz. Krzysztof Varga podpowiada mi ;), że jedynym w miarę porządnym facetem jest tu kongresmen Peter Russo -"ćpun i alkoholik" (pojawił się już?), ale jednak, jak pisze Varga, "niepozbawiony uczuć, oraz - rzecz niesłychana - wyrzutów sumienia. Za ową swoista uczciwość spotyka go straszna kara"
        Gazeta Telewizyjna 18-24 października 2013, s.3.

        I jeszcze jedna ciekawa uwaga autora "Gulaszu z turula" dotycząca tego, czego z "House od Cards" może nauczyć się polski widz obserwujący naszą scenę polityczną . Nade wszystko tego - mówi Varga - że w świecie Franka Underwooda, owszem gra się brzydko, ale jednak do polityki podchodzi się poważnie. Wszystko, czym zajmują się politycy w tym serialu, to są jednak rzeczy ważne dla kraju i przyszłości Ameryki".

        :)
      • pepsic Re: "House of cards" 24.10.13, 19:30
        Gdzie to leci i kiedy? W Ale Kino?
        • siostra_bronte Re: "House of cards" 24.10.13, 19:39
          Tak, w Ale Kino, w soboty o 22.00. Po dwa odcinki.
      • poprostumaro Re: "House of cards" 25.10.13, 15:15
        Czy ktoś wie czy będzie 2 sezon House of Cards? I jeśli tak to kiedy?
        • barbasia1 Re: "House of cards" 25.10.13, 22:55
          en.wikipedia.org/wiki/House_of_Cards_%28U.S._TV_series%29
          Na wikipedii podają, że sezon drugi jest obecnie w produkcji .
          Będzie emitowany w nowym roku, ale konkretnych dat jeszcze nie ma.
      • pepsic Re: "House of cards" 02.12.13, 19:21
        Prawdziwa wyższa półka i uczta dla kinomana. Niestety nie mogę się wkomponować z terminami, więc oglądam chaotycznie. Masz rację, Kevin Spacey i świetnie ubrana kobieta z klasą Robin Wright spisują się doskonale, na miarę Oscarów.

        Dziękuję za wprowadzenie. Tych odcinków nie oglądałam.
    • grek.grek Homeland 7 odc [prev] 21.10.13, 16:12
      po nocnej projekcji...
      7 odcinek trzyma poziom.
      dwa główne wątki przeplatające się ze sobą : z jednego robi się mini-film drogi, w drugim akcja rozgrywa się w chatynce za miastem.
      najważniejsze słowa padną w końcówce, ale całe to preludium jest konieczne, żeby odpowiednio zabrzmiały i miały właściwy kontekst sytuacyjny [zwłaszcza nagły moment w chatce kiedy jedna z osób popełnia znienacka błąd komunikacyjny, który jest katalizatorem wyłożenia kart na stół].
      w każdym razie, oba wątki zapętlają się na finiszu, wiedza z jednego i drugiego - nie nakładają się na siebie, ew. odsłaniają mistyfikację.
      tak czy owak, ten odcinek wyznacza położenie, które powinno zaowocować świetnymi ostatnimi trzema częściami.
      zaczynam coraz bardziej doceniać aktora grającego Brody'ego, im bardziej niuansują tę postać - tym bardziej właśnie aktor się wybija, wg mnie.
    • grek.grek "Sędzia i morderca" [1976] 22.10.13, 14:33
      film z 76 roku, właściwie nie podejrzewam, że do obejrzenia gdziekolwiek w tiwi, poza CTv ;]

      Trochę uciekł mi początek, w ogole - chciałbym go zobaczyć ponownie, ale pomyślałem sobie, że to może prędko nie nastąpić, więc napiszę już teraz, a kiedyś ewentualnie, Wy lub ja, pokusimy się o uzupełnienie.

      nie jest to kino dynamiczne.
      istotne są tutaj postawy ludzkie, a nie akcja.

      Głównych bohaterów jest dwóch. Bouvier, jest eks-żołnierzem. Nie widziałem wstępu, ale doczytałem, że traci on narzeczoną, ponoć sam do niej strzela. Odbija mu i rusza na włóczęgę po świecie, czyli po francuskiej prowincji końca XIX wieku. Żywi się tym, co znajdzie i ukradnie, a przy okazji zabija ludzi, ściślej - młode kobiety, a nawet dziewczynki. Jak później mówi, jego ulubiony przedział wiekowy, to 14-15 lat. Łączna liczba jego ofiar przekracza 20, a w tym 12 to właśnie młode dziewczyny, nastolatki. Nie tylko je zabijał, najpierw gwałcił. Wpada podczas kolejnej próby popełnienia zabójstwa - nie wie, że napadnięta dziewczyna nie jest sama. Kiedy skacze na nią od tyłu, dziewoja robi mnóstwo krzyku, alarmuje swoich towarzyszy, którzy po krótkim pościgu dopadają Bouviera. Zostaje pojmany i aresztowany w miejscowości Privas.

      Tam własnie mieszka sędzia nazwiskiem Rousseau, konserwatysta, lat pewnie ok 50. Nie jest żonaty, mieszka z matką, zdaje się mającą jakieś tam korzenie arystokratyczne. Rousseau jest facetem zupełnie oddanym swojej pracy, pasjonatem. Słyszał już wcześniej o tajemniczych zabójstwach i teraz, mając w areszcie podejrzanego o nie - pragnie nie tyle udowodnić mu winę, bo o to trudno będzie [wiecie, techniki policyjne w końcówce XIX w. nie były jeszcze na dośc wysokim poziomie ;)]. Rousseau chce, żeby Bouvier sam się przyznał. Po pierwszym spotkaniu z więźniem, zdaje sobie sprawę także z tego, że potrzebne będzie orzeczenie o jego poczytalności, inaczej nie uda się położyć jego głowy pod gilotyną.

      Bouvier i Rosseau są kompletnymi przeciwieństwami. Pierwszy pochodzi z nizin, z plebsu, wychowany w biedzie i niedostatku, eks-wojak, generalnie uciskana większośc, która nigdy nie dostała szansy. Sędzia jest wykształcony, ogładzony, pełen manier, nie zaznał w życiu chłodu ni głodu.

      Jak wspomniałem, od razu Rosseau dostrzega, że Bouvier to szczególny typ. Osobowośc pokręcona. Sam siebie nazywa "bożym anarchistą", wykrzykuje zbuntowane wyzwiska i płomienne manifesty pod adresem mieszczaństwa, kpi z Rosseau i jego zahamowań, gloryfikuje własną zwierzęcość, "podczas gdy pan całe życie spędził na tłamszeniu instynktów, ja szedłem w odwrotnym kierunku - uwalniania ich", powiada. Raz zachowuje się racjonalnie, mówi spokojnie, jasno formułuje myśli, innym razem - plącze się, rwie, zapomina się zupełnie. W jednej chwili grozi Rosseau nożem [strażnicy mają z nim urwanie głowy, jak nie zdobywa noża - czy go przemycił, czy jak... nie wiadomo; to znów próbuje uciekać, chociaż drzwi są dokładnie pozamykane, strażnicy uzbrojeni i w znacznej przewadze - przypomina to kabaret], aby za chwilę płakać i obejmować go prosząc o wybaczenie i pomoc. Jedno jest niezmienne - Bouvier wyznaje wiarę w Boga, zaufanie do boskiej ręki, która go prowadzi, pełne oddanie boskiej sprawiedliwości, stawia się poza społeczeństwem, ono nie ma mocy go sądzić.

      Sędzia odwiedza go co i rusz, próbuje wszelkich metod, by skłonić go do przyznania się. Najpierw wykrzykuje jego winę, próbuje znienacka stłamsić, ale Bouvier tylko się zamyka. Sięga więc po inne metody, daje się prowadzic Bouvierowi. Kluczową rzeczą jest pragnienie więźnia by znaleźc się w gazecie. Rosseau dostrzega w tym pewną ideę. Załatwia więc fotografa, pozwala nawet aby Bouvier pozował z pękiem kluczy [więziennych], które mają go stylizować na anioła z kluczami do raju.

      Po kilku dniach Rosseau odwiedza go i powiada, że ludzie nie bardzo wierzą w jego winę, a skoro nie wierzą, ze to naprawdę Bouvier jest sprawcą tych wszystkich morderstw, to i jako gazeciana sensacja wypada on dośc marnie. Wtedy Bouvier przyznaje się do swoich win, jako dowód wskazuje ciało zabitego chłopca, które ukrył w studni, o tym nikt nie wie - tylko on. Pech chce, że nie wiadomo w której. Tutaj przyznaję bez bicia, że nie wiem, czy odnaleziono to ciało, faktem jest, że na JEDNO spośród tych 20 morderstw są dowody. Bouvier ma odpowiedzieć właśnie za to jedno. Wystarczające by skazac go na śmierć. Oczywiście, o ile zostanie mu udowodniona poczytalność. A to wcale nie jest takie proste, bo jego zachowania znamionują jednak szaleństwo.

      Rosseau nie jest w stanie zrobić tego sam, potrzebuje lekarza, który oficjalnie stwierdzi jaki jest stan pacjenta. Udaje mu się takiego pozyskać. Kiedy przybywają na spotkanie z Bouvierem, ten wychodzi z celi i odczytuje kolejny manifest anarchistyczny, dodaje do tego, że "jest szalony, bo kiedyś ugryzł go pies". Lekarz słucha tego w milczeniu, obserwuje Bouviera i rzecze krótko "Tyle wystarczy". Pomimo wyraźnego ideologicznego sfiksowania zmieszanego z dewocją, które podnoszą więźniowi temperaturę - nie widać oznak sugerujących, jakoby nie umiał on myśleć racjonalnie i posiadać świadomości swoich czynów. Nie żałuje ich, ale czy ludzie normalni zawsze mają wyrzuty sumienia ? Może być zamiłowany w tym, co zrobił, to nie czyni go wariatem w znaczeniu klinicznym.

      Tuż później Bouvier prosi Rosseau o przeniesienie go z celi do szpitala, gdzie chciałby być leczony. "Jeśli chce być leczony, to zdaje sobie sprawę z tego, co zrobił, a więc posiada jasną świadomośc swojego położenia i swoich czynów", wyrokuje lekarz, przy obiedzie w domu Rosseau'ów. Sędzia wydaje wyrok skazujący. W ostatnich chwilach Bouvier wspomina swoją ukochaną, z którą nigdy nie dane mu było się spotkać czy też związać - pojawia się jakąś iskra która sprawia, że wygląda inaczej niż zwykle, jeszcze jeden element osobowości... złożonej ? zwichrowanej ?

      Sędzia związuje się z Różą, z którą od jakiegoś czasu się spotyka. Jest to dziewczyna z niższej klasy społecznej. Przyprowadza ją do domu, przedstawia matce. Poprzedza ten moment coś w rodzaju gwałtownego wybuchu żądzy sędziego. Pada nawet sugestia, że próbuje zgwałcić Różę, albo po prostu - domaga się seksu, a ona chociaż jest zdzwiwiona i nie tak to sobie wyobraża, nie broni się. Trudno to zakwalifikować, z powodu sposobu pokazania tej sceny i nagłego jej urwania. Potem Rosseau obejmuje ją za nogi siędząc u jej stóp i wydaje się ją przepraszać. MOżliwe, że po prostu miesiące obcowania z gwałcicielem i zabójcą uruchomiły w nim niepożądane reakcje. W porę sie jednak opamiętał, jak sugeruje ta powyższa scena.

      Bouvier zostaje odstawiony do więziennego pojazdu, który odwozi go na egzekucję. Stojąc na schodkach, żegnany okrzykami "na szafot, morderco !, giń !" tłumu, wygłasza kolejną antymieszczańską tyradę, znów ogłasza się "boskim anarchistą", a stojącemu tuż obok Rosseasu - zarzuca "zdradę". Tak, zbliżyli się do siebie. I chyba Bouvier zaufał sędziemu. Uznał go za swojego przyjaciela. Kogoś, kto chce mu pomóc, z kim może być szczery. Nie sądził, że Rosseau jest po prostu w pracy, a jego celem jest wysłanie Bouviera na śmierć, a te spotkanie, odwiedziny, rozmowy - były tylko po to, by znaleźć słabe punkty więźnia i wykorzystać je do wymierzenia mu sprawiedliwości, tu na ziemi jeszcze, jakkolwiek Bouvier by tego nie przyjmował do wiadomości.

      Potem Rose, która była świadkiem tej sceny, odwiedza kobietę, którą Bouvier wskazywał jako ową ukochaną, z którą nie dane mu było życiowe spełnienie. Rozmawiają chwilę, ona nic nie wie, jakoby cokolwiek ją z nim łączyło. Tak jakby ją gdzieś zobaczył i dopisał sobie cały kontekst, stworzył mit we własnej głowie. Ale kiedy Róza mówi jej, że Bouvier wspomniał o niej i prosił, żeby ją pozdrowić, jest poruszona.

      Tymczasem polityczna burza, pokłosie afery Dreyfusa, ogarnia Francję i dociera także do Privas. Sędzia, dotychczas bohater, który ukarał zbrodniarza, zostaje uznany przez zyskującą decydujące wpływy lewicę komunistyczną za "Judasza" i oprawcę.
      • grek.grek "Sędzia i morderca" [1976] 22.10.13, 14:57
        Bouvier nie tyle jest świętym świeckim, antyburżuazyjnym męczennikiem [czego sam by chciał], ile raczej o deklasacji sędziego mają świadczyć jego podstępność oraz pochodzenie, róznice klasowe : wychowany w dobrym domu sługus ustroju - skazał biednego pariasa, którego społeczeństwo sytych odrzuciło i skazało na zgubę. Coś w tym stylu [chyba, bo scenariusz nie wkłada w usta żadnego z bohaterów podobnych sugestii, próbuję więc zgadywać - dlaczego sędzia zostaje okrzyknięty "judaszem"].

        W ostatnich scenach samobójstwo popełnia przyjaciel domu i towarzysz rozmów sędziego, de Villedieu; po ulicach galopują jeźdźcy z czerwonymi sztandarami, sędzia ukrywa w ramionach matkę, schodząc im z drogi i przywierając do muru za rogiem ulicy. Patrzy jak za bramami zakładu pracy - występują przed tłum pod flagami czerwonymi dziewczyny, z francuska trzymając się pod boki, i intonują dumną pieśń, głoszącą chwałę nowych porządków.

        Zatem, jest kontekst polityczny, społeczny, ale przede wszystkim rzecz się rozgrywa na polu psychologii, pojedynku dwóch ludzi, za ktorymi stoją określone racje, a z ktorych jeden tylko na określony jasno cel. Czy Bouvier był szalony ? Czy grał i przegrał ?

        Jest to postać autentyczna, jak również cała historia.
        Film wyreżyserrował Bertrand Tavernier, a naprawdę mistrzowskie role odpalili Phillpe Noiret/Rosseau oraz zupełnie brawurowy Michel Galabru/Bouvier. Pojawia się też młoda Isabelle Huppert, jako Róza. Kapitalnie filmowany, przejrzyście, spokojnie, ujęcia odpowiednio długie, żadnych przeskoków niepotrzebnych, żadnego efekciarstwa - stara dobra szkoła, pozwalająca skupić się na bohaterach i ich zachowaniach, poczuć moment; gustowne pejzaże w pierwszej części i z pietyzmem dobrane wnętrza - w drugiej, kiedy akcja przenosi się do miasteczka. Wplecione są dwie czy trzy sceny, kiedy piosenki opisują sytuację, w jednej facet upozowany na kogoś w rodzaju barda - śpiewa o losie Bouviera w więzieniu, tak jakby opisywał sposób relacjonowania jego sprawy przez gazety; druga, jak wyżej : dziewczyny śpiewają rewolucyjną pieść uliczną.

        Powiedziałbym, że to prawdziwie klasyczne dzieło, dzisiaj się juz tak nie kręci :]

        www.youtube.com/watch?v=webWtkGmULY
        www.youtube.com/watch?v=0iq74c7V2dY
        i obie pieśni :
        www.youtube.com/watch?v=a0ZprHtrhX8
        www.youtube.com/watch?v=eEDKwLOpIR4
        • siostra_bronte Re: "Sędzia i morderca" [1976] 22.10.13, 19:00
          Dzięki, Greku :)

          Czytałam o tym filmie same superlatywy, zwłaszcza o duecie Noiret-Galabru. Niestety, nigdy nie udało mi się zobaczyć tego filmu. Nawet krótkie fragmenty, które zalinkowałeś pokazują jego klasę. Masz rację, takiego kina już się nie robi, niestety.

          Szkoda, że kino francuskie lat 70-tych (i nie tylko) jest kompletnie nieobecne w tv. Czy właśnie nie takie filmy powinna pokazywać Kultura??

          A propos Taverniera. Kiedyś przyjechał do Polski zokazji premiery swojego filmu (chyba "Córka D'Artagniana"). Byłam na spotkaniu z reżyserem, ale niczego już nie pamiętam :)
          • grek.grek Re: "Sędzia i morderca" [1976] 23.10.13, 16:08
            drobiazg, Siostro :]

            wcześniej była "Klatka szaleńców" z 78, podobno prima sort komedia - niestety nie udało mi się obejrzeć. patrząc na te filmy w CTv żałuję, że to jednak nie [jakaś] polska telewizja, na myśl przychodzi mi publiczna, jako to miejsce, w ktorym takie klasyki powinny znajdowac swoją niszę.

            tak się zastanawiam, ile kosztuje pokazanie takiego filmu ? i czy aby na pewno są to większe sumy od tych za ktore publiczna kupuje te wszystkie filmy, co je pokazuje po 10 razy albo watuje ramówkę o 20:00.

            yes, zdjęcia, prowadzenie narracji, aranżacja scen, płynność - dobre stare czasy :] romantyczna epoka kina.

            niezłe wspomnienie.
            gratuluję :]
            pal licho pamięć, co mówił - grunt, że byłaś.
            ja kiedyś, pacholęciem będąc, miałem okazję zaczepić się na spotkanie z
            śp. Kazimierzem Górskim.
            wiem, ze bylo dużo ludzi, a potem ojciec wziął mnie pod pachę i "poszliśmy"
            po autograf :]
            pamiętam z tego wszystkiego mniej więcej tyle, co Ty ze spotkania z Tavernierem...
            podobno Górski podał mi rękę i poklepał po glacy ;] podobno... :]

        • barbasia1 Re: "Sędzia i morderca" [1976] 23.10.13, 16:14
          Interesujący film.


          :)
          • grek.grek Re: "Sędzia i morderca" [1976] 24.10.13, 16:59
            yes :]
            i szata graficzna w stylu older romantic ;]
    • grek.grek Californication sez 6 odc 8 [1] 23.10.13, 13:40
      Kolejna porcja cierpień Charliego, a że odcinek nosi tytuł "Everybody is a fuckin critics !", to będzie cos o literaturze.

      Hank spotyka się z Beccą w restauracji, gdzie ona chyba pracuje [ma fartuszek] - dała mu swoją powieść i poprosiła o szczerą ocenę, więc nadszedł moment prawdy. Moody chce być uczciwy, a wychodzi jak zawsze... Becca poznaje po jego mowie ciała, że to co przeczytał niespecjalnie go zachwyciło. W ujęciu Hanka wygląda to tak "Weź ten maszynopis, prawdziwy ale i wirtualny, zamknij go w szufladzie, przekręć klucz, wznieś toast, a potem wyrzuć klucz od tej szuflady, zapomnij i zacznij pisać od nowa". Becca jest podłamana "znaczy się - g.wno ?". Ojciec tłumaczy jej, że nie tyle "g.wno", ile po prostu jej pierwsze próby pisarskie. Nie muszą albo nawet nie mogą być doskonałe. "Nie jestem pisarką ?", pyta rozczarowana, na co Hank odpowiada, że jeśli przestanie pisać, to nią nie będzie, jeśli zdecyduje się by pisać dalej - ma szansę. Nie takiej odpowiedzi Becca się spodziewała. I Hank nie tak chyba chciał to rozegrać, ale to mu się wyświetla dopiero po fakcie.

      Sam Moody pracuje nad tym libretto do rockopery, którą ma tworzyć z rockowym idolem, Atticusem. Właśnie kończy dzieło. Oparte ma ono być o jego bestseller "Bóg nienawidzi nas wszystkich". Łysy jest zadowolnięty, prowizja w drodze, proponuje Hankowi drinka i skręta, tyle że skrętów nie ma, bo towaru brak. Do drzwi dobija się Karen. Nie jest w najlepszym humorze. Robi Moody'emu wyrzuty z powodu bezceremonialnego potraktowania ich wspólnej córki. Powiadamia Hanka, że Becca tak się podłamała, że aż zaczyna rozważać pójście na studia prawnicze. Hank broni się, że chciał po prostu potraktować ją odpowiedzialnie i jak dorosłego. Nie powiedział jej nic zdrożnego. Każdy musi przejśc przed pierwszą porażkę, pisarz nie powstaje na pstryknięcie palcem, zwłaszcza w tak młodym wieku. Ale Karen jest wkurzona i nie daje sobie niczego wytłumaczyć.

      Łysy spotyka się z Marcy, u niej w domu. Marcy nie mieszka sama. Siedzi u niej ta wojująca feministka, pisarka Ofelia. I kiedy Łysy grzecznie sobie rozmawia z eks-żoną, do której by chciał wrócić - przepraszając za swoje ostatnie wyczyny - Ofelia ładuje się im w paradę i wymyśla Łysemu od najgorszych, że zdrajca i co on tu w ogóle robi. Marcy robi się nagle bardzo skruszona, jest pod dużym wpływem Ofelii i jej antymęskich teorii, mówi "przepraszam, Charlie, ale nie mogę sie z tobą widywać" :] Jak mała dziewczynka przywoływana przez matkę do porządku. Łysy próbuje grzecznie przetłumaczyć Ofelii, żeby pozwoliła im na osobności porozmawiać, zamiast się bezsensownie wcinać - w odpowiedzi Ofelia strzela go z liścia :]] Łysy jest zdumiony. Co to za baba-potwór ?! Ofelia prowokuje go "co, uderzysz mnie teraz ? jesteś z tych co biją kobiety ?", na co Łysy "skądże... czasami tak... klapsy, w seksie... ale tylko w seksie... niektóre to lubią, prawda Marcy ?". Ale Ofelia go nie słucha, zabiera Marcy do środka, zamyka drzwi i Łysy zostaje sam jak pietruszka w barze dla kierowców.

      Łysy z Hankiem odwiedzają Atticusa. Hank chce mu zaprezentować skończone libretto. Jest tam także Stu [aktualny mąż Marcy], który całość ma produkować. Hank pyta obu jegomościów czy czytali to, co napisał - potwierdzają obaj. "I jak oceniacie ?", pyta Hank - oni, że dobre, a nawet bardzo dobre, takie... "w twoim stylu". Czyli - są na tak.

      Pojawia się Atticus. Spieszy się, bo ma w planie wyjazd do Londynu, na jakiś koncert. Jakby przypadkiem zauważa, że ma ze sobą maszynopis z librettem Hanka. "Aha... - powiada... a to [libretto] możesz sobie wsadzić w d..ę !", wydziera się. Jest na nie :]] Uważa, że to co napisał Moody jest zbyt ponure, zbyt smutne. "To musical, do diaska, ma być optymistycznie !". Hank pytająco patrzy na Łysego i Stu - panowie, dajcie mu wsparcie. Łysy taktycznie wbija wzrok w ziemię, nie zabiera głosu, w końcu jest agentem tak Hanka jak i Atticusa, z tym że to Atticus jest jedynym z tej dwójki, który może mu przynieść jakąś prowizję :]

      Stu, który przed chwilą był na tak - momentalnie zmienia zdanie. Jest na nie :] - wkurzającym tonem belfra instruuje Hanka, żeby wziął to, co napisał, spalił, golnął setkę i napisał od nowa. Hank czuje się prawdopodobnie dokładnie tak, jak Becca po wysłuchaniu jego dobrych rad :] Stu mówi coś, co Hanka najpewniej zupełnie dobija - "napisz to tak, żeby było jak w filmie" :] Chodzi o tę ekranizację "Bóg nienawidzi nas wszystkich", której Hank nie znosi, za którą mścił się na jego reżyserze, który zrobił z powieści o egzystencjalnym charakterze - harlekinowe romansidło. Moody jest zdegustowany, wstaje i wychodzi, żegnany przez Atticusa tekstem "nie umiesz przyjąć prawdy", na co pozostała dwójka "judaszów" :] reaguje mniej lub bardziej głośnym śmiechem.

      Gdziez w chwilach próby może udać się Hanka ? Bingo - do Faith, jakby nie było - muzy prima sort. Faith akurat siedzi przy basenie, w którym za 5 minut będą mieli z Hankiem seks. Ale Moody tak naprawdę chcę, by przeczytała i oceniła to, co Atticus odrzucił. Więc siedzą później w łózku [ciekawa scena : ona jest nago, on też, w środku tylko mała poduszka i gitara, a mimo to nie widać prawie nic ;), bo to co widać, to nic specjalnego, hehe]. Faith w zasadzie powtarza to, co powiedział Atticus - że nie ma w tym optymizmu. Tyle że ona jest dla Hanka wiarygodna i mówi to z uczuciem i sympatią dla niego, a nie rzucając kartkami po pokoju. "Napisz to z sercem, a wiem, ze je masz i to wielkie", proponuje. Hank zwierza się jej z historii z Beccą. Ona w zamian opowiada story z własnego dzieciństwa - śpiewała w kościelnym zespole muzycznym, wraz z kolegą, plumkającym na gitarze, mieli przygotować występ; zaśpiewała piosenkę Joni Mitchell, oboje włożyli w to całą duszę, popełnili błędy, ale była w tym pasja - po występie rodzice Faith poradzili jej, żeby raczej dbała o swoją pracę w jakimśtam sklepie. Nie docenili jej, skrytykowali, zabili w niej nadzieje na śpiewanie. Jedyny pozytyw był taki, że z tym gitarzysta straciła dziewictwo :] I Hank wie już, co ma robić...

      Splatają się ścieżki Łysego i Stu. JUż w domu Atticusa rozmowa schodzi na Marcy. Obaj mieli okazję poznać Ofelię, więc sa zgodni, że to potwór. Stu zwierza się, że aby udowodnił, że kocha Marcy Ofelia założyła mu pas cnoty. Łysy słucha z niedowierzaniem, a potem sam opowiada, że dostał od Ofelii z liścia :] Uznają obaj, że Marcy stała się jej duchową niewolnicą.

      Potem idą razem do baru. I kontynuują rozmowę. Łysy powiada "chciałbym o czymś porozmawiać...", na co Stu automatycznie reaguje "Nie dam ci kasy, dośc pożyczania" :]] Ale Łysemu nie chodzi o kasę. Chce jakoś odzyskać Marcy. Stu na to równie automatycznie jak przed chwilą wyjmuje książeczkę czekową i gotów jest wypisać Łysemu blankiet na dowolną sumę, byle przestał nachodzić Marcy i starać się o nią. Łysy odmawia. Stu przekonuje go, że na dłuższą metę nie ma on szans w tej rywalizacji - "wybierze mnie, bo mam więcej pieniędzy i większy... rozmiar" ;] Łysy jest nieźle zgnębiony. Dochodzi do wniosku, że jesli Ofelia się od Marcy nie odczepi, to obaj nie będą mieli szans by ją odzyskać, któregokolwiek by nie wybrała. Stu proponuje, że "znajdzie kogoś, kto zastrzeli Ofelię" :]] Łysy "to dość... radykalne rozwiązanie". Ostatecznie pojawia się idea, aby zwabić Marcy do baru/klubu i po prostu trochę "od-ofeliować".

      Przynęta ma być trawka. Marcy lubi zapalić, a że zawsze ma niedostatek zapasów... Stu dzwoni do niej z taką właśnie propozycją. Marcy pojawia się w trymiga, ale nie chce z nimi rozmawiać. Chce wziąc obiecane zioła i wypalić je sobie w domu. Stu i Łysy zasypują ją pretensjami. Stu skarzy się, ze musi nosić ten bolesny pas cnoty. Pyta, czy Marcy aby przypadkiem nie ma kluczyka, co by go uwolnić z tej udręki. Ale kluczyk ma Ofelia :]] Załamka. Łysy klaruje Marcy, że powinna z nimi pobyć trochę, a Stu przeważa szalę na ich stronę argumentem, że akurat stół bilardowy stoi wolny i mogliby sobie pograć...
      • grek.grek Californication sez 6 odc 8 [2] 23.10.13, 14:07
        ...a przy okazji pofantazjować erotycznie, np. a'propos sceny z Jodie Foster w "Oskarżonych" [w stylu Californication uwaga :) w Oskarżonych postać grana przez Jodie Foster zostaje zgwałcona].
        Marcy przygląda się im obu, pewnie sama też trochę ma już dosyć klasztoru jaki jej funduje Ofelia - i zgadza się.

        Grają więc sobie w najlepsze, Marcy wygrywa i znęca się werbalnie nad przegranymi, kiedy... pojawia się Ofelia. Jest wzburzona, że Marcy wyszła z domu bez pytania, a zamiast wrócić - z MĘŻCZYZNAMI !! śmie grać sobie w kulki. "Wracamy do domu", komendruje Ofelia, ale Marcy tak średnio się uśmiecha taki wariant. I w ogóle, skąd Ofelia wie o tym, gdzie Marcy chadza ? Wychodzi na jaw, że Ofelia szpieguje Marcy, podsłuchuje ją, a nawet włamuje się do jej poczty internetowej - nota bene hasło jakie chroni dostępu związane jest z genitaliami męża Marcy ;] [Stu triumfuje w tym momencie] - "to było łatwe do odgadnięcia", mówi Ofelia i tonem guru klaruje Marcy, że jeszcze wiele pracy ją czeka, aby osiagnąc osobistą niezależność. Ofelia ma na myśli niezależnośc od wszelkiego zła, czyli dokładnie : od mężczyzn i ich żądz seksualnych. Na to wtrąca się Łysy i niezrażony tym, że Ofelia od razu wymyśla mu od "małp upokarzających kobietę" sugeruje, że Ofelia powinna Marcy pozwolić samej zdecydować, co zrobić z tym wieczorem i gdzie spędzić noc. Inaczej Marcy będzie zależna od Ofelii i jej teorii.

        "Znów dasz mi z liścia", prowokuje Łysy Ofelię i zbiera tego owoce - tyle, że tym razem nie obrywa odnóżem damskim, a zostaje porażony paralizatorem :] Ląduje w konwulsjach na stole bilardowym. Stu próbuje interweniować - i on również obrywa, Ofelia wykorzystuje, że ma on pod spodniami ten metalowy pas cnoty, razi go właśnie w tamto miejsce. Pandemonium :] Marcy jest zdumiona przebiegiem wypadków, "chyba przesadzasz !", mówi do Ofelii, pochylając się nad nieprzytomnymi "mężczyznami swojego życia'. Ofelia chce ją zabrać do domu, ale Marcy odmawia. Ofelia jest urażona - "pożałujesz tego", grozi Marcy i opuszcza lokal.

        Łysy się budzi, leży na tym stole, reakcja organizmu na dawkę prądu spowodowała, że Łysy nasikał w pantalony. "Co ten stół taki mokry...", majaczy budząc się, Marcy z niesmakiem krzyczy "Charlie, zsikałeś się !". Łysy coś bajdurzy, cięgle dochodząc do siebie, wreszcie rozumie co się stało i drze się "KTOŚ !! na mnie nasikał !!" - przekomiczna scena :]

        Hank wieczorową porą odwiedza Beccę. Dach, wieczór, scena niczym w domu na przedmieściach. Becca akurat szykuje się do spalenia maszynopisu swojej powieści. Hank przyłącza się do niej ze swoim maszynopisem, który też "krytycy" odrzucili. Jadą na jednym wózku. Hank przekonuje ją, że 'zrobiłaś coś wspaniałego, w tym wieku napisałaś powieść, twoi rówieśnicy twittują, facebookują, a ty piszesz", i dodaje, że robocza wersja zawsze jest do niczego, trzeba ją długo wygładzać, a tak w ogole, to w jej powieści wątek "relacji bohaterki z ojcem-d,pkiem" jest udany i jakby go wykroić i popracować nad nim - byłaby z tego pierwszorzędna nowela. Wszystkie te historie i uwagi Hanka rozchmurzają Beccę. Nadal nie ma jednak pewności, co do tego, czy "jest pisarką". Hank na to, że przekona się o tym, pisząc dalej, przechodząc ten konieczny pierwszy okres. Namawia ją do optymizmu, zamiast bezproduktywnej załamki. Aż ją zadziwia, gdzie stary dobry ojciec, co to epatował zawsze "zwisem" i pesymizmem ustrojonym w dowcip ? :] Wyraźnie i zdecydowanie widać wpływy Faith :]

        Hank proponuje jej, zeby przeczytała to jego libretto i "powiedziała co o tym sądzi". Becca na to, że jej ocena może być mało istotna, przecież "nie jest pisarką".

        Wtedy Moody namawia ją, żeby nie szła na studia, "zostaw to prawo, dośc jest prawników na świecie, musisz robić to, do czego zostałaś powołana, co ci sprawia radość" - którego ojca na to stać, żeby tak powiedziec ? Najlepszego :] Becca żartem mówi "krytykując moją powieść wylałeś tonę g.wna na całe moje pokolenie", na co Hank "chrzanię pokolenie, kocham ciebie". Klasyka zatem, ojco-córczana scena klasyczna #... kolejny :]

        www.youtube.com/watch?v=bhwL4hehpM4
        www.youtube.com/watch?v=HstHlJcCesA
        • pani_lovett Re: Californication sez 6 odc 8 [2] 23.10.13, 16:57
          Fantazja na temat feministek chyba z najmroczniejszych męskich koszmarów pochodzi!? He,he! ;))
          Biedny Łysy znów najbardziej poszkodowany.

          Moim zdaniem opinia Hanka na temat pierwszych prób pisarskich Beccy była bardzo wyważona i rzeczowa , ale młodzież teraz taka rozhisteryzowana, przewrażliwiona na swoim punkcie. A może zawsze była!? ;)

          Dowcip w Cali czasem przekracza granicę dobrego smaku.

          THnX! :)

          • grek.grek Re: Californication sez 6 odc 8 [2] 23.10.13, 17:06
            z samego dna piekła ;]

            Łysy przeżywa najtragiczniejszy sezon z dotychczasowych ;]

            coś w tym jest.
            inna rzecz, że zamiast zacząć od pochwał i ewentualnie później wprowadzić
            elementy krytyczne, zaczął od razu z grubej rury.
            i nie wytłumaczył, co ma na myśli.
            [inaczej wątek by się nie rozwinął, hehe]
            jak mu Faith mówi później "z dziewczynami trzeba delikatnie" ;]

            czasami tak, o to [także] w tym chodzi.
            ale zwykle jest to w szacie komicznej, egorcyzmuje pewne tabu, lekko do
            pewnych krępujących [tu i tam, tych i owych] tematów podchodzi.
            wielka w tym zasługa aktorów i całej atmosfery jaką kreują.

            dzięki, Barbasiu :]

            na Kinomaniaku zapewne znajdziesz pełną wersję tego, i innych odcinkow, hehe :}]

            • pani_lovett Re: Californication sez 6 odc 8 [2] 24.10.13, 16:26
              Ha,ha! :))


              > jak mu Faith mówi później "z dziewczynami trzeba delikatnie" ;]

              Czy ja też tego kiedyś nie mówiłam? ;)

              Yes!
              • grek.grek Re: Californication sez 6 odc 8 [2] 24.10.13, 16:49
                pamiętam, pamiętam :]
                od razu skojarzyłem :]
                • pani_lovett Re: Californication sez 6 odc 8 [2] 24.10.13, 17:15
                  Tak czułam. :)
    • grek.grek kto ukradł nam Pepsic ? :] 23.10.13, 16:17
      dwie żony się spotykają.
      pierwsza : słuchaj, mój mąz coś długo z pracy nie wraca...
      druga : może ma kochankę ?
      pierwsza : ty to zaraz najgorszy wariant podejrzewasz... moze po prostu wpadł pod samochód.

      miejmy nadzieję, ze Pepsic nie ma kochanka, a tylko wpadła pod samochód... :]

      www.youtube.com/watch?v=BxeQIX5tFYw
      • pani_lovett Re: kto ukradł nam Pepsic ? :] 23.10.13, 16:37
        Stanowczo wolę wariant z kochankiem!

        Ale stawiam , że Pepsic szaleje gdzieś na dodatkowym urlopie!?

        :)
        • grek.grek Re: kto ukradł nam Pepsic ? :] 23.10.13, 17:01
          jakaś bezludna wyspa ? bez komputerów ? :]
          • pani_lovett Re: kto ukradł nam Pepsic ? :] 24.10.13, 16:23
            Po to się jedzie na urlop, by nie mieć dostępu do komputera. ;)

            Jednak nie ma to jak męski donośny głos! :))
      • pepsic Re: kto ukradł nam Pepsic ? :] 23.10.13, 20:12
        Aluzju poniał;)
        Gwoli wyjaśnienia. Na moja absencję kilka przyczyn się złożyło, nie warto wszystkich wspominać. Trochę sie przemieszczałam, trochę wypadłam z obiegu i telewizyjnego i wirtualnego, tudzież wpadłam w wir starych obowiązków etc. Ale już jestem, przeczytałam ojejkowe co nieco:)

        W rewanżu:
        Tato, tato, dlaczego jestem czarny?
        Synku, ty sie ciesz, że nie szczekasz, ... taka była impreza.

        Wiem, z brodą:)
        • maniaczytania Re: kto ukradł nam Pepsic ? :] 23.10.13, 20:15
          uff, dobrze, ze jestes :)))
          • pepsic Re: kto ukradł nam Pepsic ? :] 23.10.13, 20:56
            Hejka:)

            W ramach zadośćuczynienia wkleiłam dwa posty o "Millenium" (w drzewku) i "Przeszłości".
            • pani_lovett Re: kto ukradł nam Pepsic ? :] 24.10.13, 16:30
              Cześć Pepsic! Fajnie Cię znów czytać! :)))
              • pepsic Re: kto ukradł nam Pepsic ? :] 24.10.13, 18:57
                Miło słyszeć:)
        • pepsic Re: kto ukradł nam Pepsic ? :] 23.10.13, 21:00
          * czytam ojejkowe co nieco:) Nadrabiam "Homeland", i chciałabym tez "Forbydydelsen", jeśli znajdę, gdzie sie podziały pozostałe odcinki.
          • grek.grek Re: kto ukradł nam Pepsic ? :] 24.10.13, 14:50
            własnie, ciekaw jestem co sądzić o rozwoju akcji w "Homeland" [ i rozkwicie postaci poszczególnych, zwłaszcza obojga protagonistów].

            "Forbrydelsen" - są wszystkie odcinki :]
            jak oceniasz scenariusz [w porównaniu do 1 serii, która, jak - z tego co pamiętam : zgodnie - ocenialiśmy : była majstersztykiem] ?
            no i - kogo typujesz na killera ?
            [o ile jest to ktoś z tych, którzy już na ekranie się pojawili]

            a w razie czego :
            www.kinomaniak.tv/seriale/forbrydelsen/s2e7#SEZON2
            • pepsic Re: kto ukradł nam Pepsic ? :] 24.10.13, 18:36
              Szczerze mówiąc zaczyna mnie drażnić nieodgadniony, nieobecny duchem Brody w pretensjach do żony (laleczka, jak mi szepczą do ucha), tudzież nieprofesjonalna agentka o botoksowej i pospolitej urodzie w mało oryginalnym garniturze.

              Co do Forbydelsen - stanęłam na 6 odcinku, o którym wspominałam, że wreszcie ruszył z kopyta, oraz że major lepiej prezentuje sie bez munduru. Wiem, wiem linkujesz poszczególne odcinki, ja jednak jestem skazana na ekran telewizyjny. Jak tyko znajdę zgubę i nadrobię dwa (?) brakujące odcinki odniosę się. Jak pamiętasz na początku podejrzewałam pułkownika/ojca, a potem przez moment Rabena w kontekście amnezji. W sumie ten duet trzymałby sie kupy.
              • grek.grek Re: kto ukradł nam Pepsic ? :] 25.10.13, 16:36
                uaa, ostro ;]
                a ja mam odwrotnie, coraz bardziej mnie ci bohaterowie zaciekawiają, zapewne
                dzięki temu, że jedno poluje na drugie, a jednocześnie mają intymny kontakt i
                gdzieś tam są sobą wzajemnie zainteresowani [mam wrażenie, że to jednak
                obopólna relacja, że Carrie jest zainteresowana Brodym takze pozazawodowo].

                hehe, czułem że ta scena z gołym majorem zrobi furorę ;]

                jestem po 8 odcinku i nie wiem, jak oni to wszystko wytlumaczą, ale wiem, że
                ten 2 sezon, wg mnie, nie ustępuje pierwszemu.
                ofk, zawsze możliwa jest jakaś wywrotka na ostatniej prostej, ale nie wierzę w nią, heh.

                ja mam kilku podejrzanych, sam nie wiem ktory bardziej się nadaje.
                Raben chyba odpada, bo pierwsza ofiara, Anne Drausholm została zamordowana
                kiedy on siedział w tym szpitalowięzieniu wojskowym.
                ten "Perk" możliwe, że faktycznie nie istniał, możliwe że to Raben zabił tych cywilów
                w Afganistanie - pytanie : kto zabił tych 5 osób już współcześnie ?
          • grek.grek Re: kto ukradł nam Pepsic ? :] 24.10.13, 14:51
            * poprawka

            "co sądziSZ o rozwoju..."
        • grek.grek Re: kto ukradł nam Pepsic ? :] 24.10.13, 14:44
          ale nas przetrzymałaś :]
          witaj z powrotem :]

          hehe ;]
    • pepsic "Przeszłość" dla Barbasi, uwaga zuchwały spojler! 23.10.13, 20:51
      Na specjalne życzenie kilka słów w temacie. Z opowiadaniem fabuł Farhadiego pewnie tylko Grek by sobie skutecznie poradził. Niemniej jednak spróbuję. Typowy, acz nie do końca czworokąt małżeński: ona - farmaceutka pozostająca w separacji z mężem od 4 lat (nie mam pojęcia, czy Berenice Bejo gra Irankę, bo nosi się po europejsku, a raczej po parysku: prosto i naturalne). Mieszka w podupadającej willi na przedmieściu z dwoma córkami z pierwszego małżeństwa, a od niedawna również z przyjacielem, właścicielem pralni i jego synkiem. Radzi sobie średnio. On - mieszka od 4 lat w Iraku z mężczyzną (wątku bliżej nie doprecyzowano, tudzież pozycji zawodowej). Teraz przylatuje na wezwanie małżonki do Paryża na rozprawę rozwodową. Okazuje się, że kobieta mości sobie nowe gniazdko, bo jest w ciąży i chce zalegalizować nowy związek, z tym że jest "małe ale", o czym za chwilę. Dziewczyna liczy, że małżonek (aktualny jeszcze przez kilka godzin) pomoże okiełznać córkę sprawiającą kłopoty wychowawcze, gdyż łączą go z przyszywanymi córkami serdeczne więzi. Tak się staje, i pomimo początkowych oporów mężczyzna podejmuje sie próby uzdrowienia sytuacji. Dogorywające małżeństwo nadal coś łączy, bo jak słusznie zauważa przyjaciel (suchy szwagier) obydwoje wciąż się o coś sie dochodzą. Pojawiające sie nagle nowe aspekty typu: nowy przyjaciel, ciąża skutecznie zagęszczają atmosferę. To nie koniec niespodzianek. Pretendent do kolejnego małżeństwa, tudzież kolejnego potomka jest żonaty. Ale to jeszcze nic, otóż małżonka owa od 8 miesięcy pozostaje w śpiączce po niedualnej próbie samobójczej, którą podjęła, kiedy dowiedziała się o romansie męża. Zrobiła to na oczach 5-letniego dziecka. Zagadką pozostaje, kto zabawił się w życzliwego przyjaciela. Bohaterowie się miotają, analizują uczucia, szukają wyjścia z nieciekawej sytuacji. O ujawnienie zdradzanej żonie romansu obwinia się zbuntowana nastolatka. Jak się później okazuje niesłusznie, bo sensacyjny donos trafił pomyłkowo w inne ręce. Tu tkwi błąd scenariuszowy, i to w suspensie, o czym wspominałam.,
      Myśl wiodąca filmu jest banalna: życie niektórych przerasta i wymyka się z rąk.

      W moim wydaniu wygląda to skomplikowanie, jednak irański reżyser znakomicie i przejrzyście oddał ludzkie słabostki i namiętności.
      :)
      • grek.grek Re: "Przeszłość" dla Barbasi, uwaga zuchwały spoj 24.10.13, 16:58
        [co ? ja ? Książę Chaosu ? ;)]

        prima sort opis, Pepsic.
        wszystko zrozumiałe i jasne.

        zapętlenie rzeczywiście niekiepskie.
        pomysl z zaśpiączkowaną po próbie samobójczej żoną nowego amanta - zmyślny.
        podoba mi się sama idea piętrzących się kłopotów, problemów i zagadek, które
        komplikują coś, co - nie wiem, czy dobrze odczytuję ? - miało być dopełnieniem
        pewnych formalności prawno-administracyjnych [procedura rozwodowa].

        w każdym razie, z Twojego opisu i oceny, wychodzi że to kawałek dobrego
        obyczajowo-psychologicznego kina.

        tytuł do zapisania.

        dzięki :]

        częsciej musisz nas raczyć swoimi opisami, zdecydowanie częsciej :]


        • pepsic Re: "Przeszłość" dla Barbasi, uwaga zuchwały spoj 24.10.13, 18:46
          Rozwód był kwestią techniczną, bezdyskusyjną i momentem wyjścia. Suspensem była śpiączka niedoszłej samobójczyni i poczucie winy tych, którzy pośrednio i bezpośrednio się przyczynili i stopniowe odkrywanie kart.

          Jak tylko coś obejrzę w miarę interesującego dam znać, tak jak do tej pory. Tu sie nic nie zmieniło.
          • siostra_bronte Re: "Przeszłość" dla Barbasi, uwaga zuchwały spoj 24.10.13, 19:35
            Dzięki, Pepsic :)
            Ale muszę przyznać, że intryga jest trochę zawikłana :)
            • pepsic Re: "Przeszłość" dla Barbasi, uwaga zuchwały spoj 24.10.13, 19:44
              Gdyby nie poważna wpadka scenariuszowa w końcówce film byłby czytelny. Nie precyzuję problemu, aby jeszcze bardziej nie gmatwać. Choć kto tam wie, jak z artystami jest.

              Starałam się, jak mogłam:)

      • pani_lovett Re: "Przeszłość" dla Barbasi, uwaga zuchwały spoj 24.10.13, 17:14
        Prześliczny spojler! :)))

        Tak sobie teraz pomyślałam, jakby spojrzeć na film z perspektywy kulturowej, to Farhadi, przedstawiciel restrykcyjnej irańskiej kultury, pokazuje rzecz bardzo ciekawą, że (upragniona) wolność (utożsamiania z kulturą zachodu) może nieść ze sobą wiele pułapek i komplikacji. ("życie niektórych przerasta i wymyka się z rąk").

        Świetny film. Muszę sprawdzić czy jest jeszcze gdzieś w kinie.
        Dzięki.
        • pepsic Re: "Przeszłość" dla Barbasi, uwaga zuchwały spoj 24.10.13, 18:55
          Barbasiu, Ty mnie nie bierz pod włos:)
          Mnie w filmach Farhadiego, których zaliczyłam w liczbie 4 uderza to, że poza drobnymi różnicami kulturowymi ich problemy niczym nie różnią sie od naszych, no może za wyjątkiem motywu z "Co wiesz o Elly".
          Ja zaczynam polować na "Blue Jasmine" i "Chce się żyć", które mi jakoś umknęły. Mówią, że ten drugi spokojnie mógłby kandydować do Oskara.
          • siostra_bronte Re: "Przeszłość" dla Barbasi, uwaga zuchwały spoj 24.10.13, 19:37
            A propos, Pepsic, może delikatnie przyciśnij Barbasię, żeby w końcu napisała o "Blue Jasmine", "Chce się żyć", że nie wspomnę o "Wałęsie". Ja już się poddałam :)
            • pepsic Re: "Przeszłość" dla Barbasi, uwaga zuchwały spoj 24.10.13, 19:49
              Ok co do dwóch pierwszych pozycji, ale nie wymagaj, abym o tym trzecim wspominała;)
              Ps. Jak by dobrze pogrzebać w pamięci, Barbasi by sie więcej uzbierało;)
          • barbasia1 Re: "Przeszłość" dla Barbasi, uwaga zuchwały spoj 25.10.13, 23:08
            > Mnie w filmach Farhadiego,
            Słówko na ten temat w niedzielę.


            Też jestem tego zdania, że "Chce się żyć" byłby doskonałym kandydatem do Oscara, i to z dużymi szansami na powodzenie. Ale o tym później ...
    • grek.grek Zakazane Imperium s 1 odc 8 [1] 24.10.13, 13:43
      Duża polityka i kolejne małe sprawy i sprawki.

      Nucky Thompson wyjeżdza do Chicago. Ma się tam odbyć zjazd wyborczy Republikanów, na czele z głosowaniem przyznającym nominacje w wyścigu prezydenckim. W hallu szef hotelu wita go z honorami, Nucky'emu dostaje się apartament prezydencki, lepszy niż ten przeznaczony dla jednego z kandydatów startujących w wyborach - cóż, Thompson robi tu za szarą eminencję, marionetki skaczą na scenie, a decydują ci, którzy stoją w cieniu i trzymają bank :]

      W hotelowej restauracji Nucky spotyka się ze swoim "koniem" w tej politycznej Wielkiej Pardubickiej, czyli z senatorem Edge'em. Edge przeczuwa sukces, "jak już wygramy, to nic nas nie powstrzyma", snuje mocarstwowe plany, które Nucky kwituje krótko "ja chcę pieniądze na drogi" [dojazdowe do Atlantic City]; Edge prosi Nucky'ego aby, w jego zastępstwie, spotkał się z niejakim Daughertym, który jest menadżerem Warrena Hardinga, również jednego z kandydatów, ale przy okazji sam w sobie - gościem, którego trzeba znać i znać warto. Nucky zgadza się, rzucając "spotykam się z każdym". Edge zapewne ma spotkanie z jakąś kochanką, co Nucky odgaduje w lot

      Z Daughertym spotyka się na jublu zorganizowanym w ramach tej całej konwencji wyborczej. Człowiek robi dobre wrażenie, jest inteligentny, komunikatywny, konkretny ale dobrze umie budować atmosferę. I chyba doskonale rozumie, jakie priorytety wyborcze ma sam Thompson. Rozmawiają o kandydaturach i Daugherty przekonuje Nucky'ego, że jego człowiek ma realne szanse by wygrać. Nucky poznaje tego jego "podopiecznego", Hardinga - nie jest to jakiś adonis, swoje lata ma, ale kobiety stoją wokół niego i słuchają z zapartym tchem i uśmiechami jak peroruje. "Pomysl, bo by było, jakby mogły głosować", podrzuca mu myśl Daugherty. Kiedy Daugherty go przedstawia - Harding jak katarynka zaczyna sadzić polityczne komunały, wyklepane na blachę. Nucky'ego zęby od tego bolą, ta gadka ma być dla wyborców, jego obchodzą zakulisowe sojusze - ile może ugrać na zwycięstwie danego "wierzchowca". Przy okazji Thompson dostrzega młodą kobietę z dzieckiem na ręku, która próbuje dostać się na salę balową, powołując się na znajomośc z Hardingiem, ale nie zostaje wpuszczona przez "bramkarzy". Dzieciak kwili, ona patrzy wymownie w stronę Hardinga i po chwili Daugherty - który ją zauważa - zabiera Hardinga i wychodzą. Nucky orientuje się, że babka z dzieckiem musi być kochanką Hardinga, a Daugherty po prostu dba o wizerunek swojego klienta :]

      Nucky wychodzi z przyjęcia i przy windzie spotyka tę kobietę. Zamienia z nią kilka kurtazyjnych słów, ot niby przypadkiem, o jej dziecku. Sam wyznaje, że "jego dziecko zmarło".

      Następnego dnia Nucky odwiedza Torrio, czołowego mafiosa w mieście. Bawi u niego niejaki sędzia Graves. Nucky pyta go o Daugherty'ego, a ten odpowiada, że to bystry gośc i warto z nim trzymać. Sam zaś Harding to kukła, ale za to pociągana za sznurki przez właściwych macherów, z Cleveland. "Od czasu wojny secesyjnej wypromowali 5 prezydentów", dodaje Graves.

      W Chicago muszą się skrzyżować drogi Nucky'ego i Jima Darmody'ego. Jim pracuje dla Torrio, mieszka w tym lokalu [hotel z agencją towarzyską w jednym], w którym własnie rozmawiają, więc to tylko kwestia czasu. Moment wybija, kiedy Nucky i Torrio rozmawiają w najlepsze, a Jimmy akurat wyrzuca jakiegoś niesubordynowanego klienta agencjowego. Zauważa Nucky'ego, podchodzi się przywitać, Nucky zauważa, że Jim ma elegenckie wdzianko, że generalnie zmienił się, przynajmniej wizualnie. Rozmowa jest krótka, Jim pyta o swoją rodzinę, a Nucky odpowiada, że "zamiast się stroić, powinieneś wysłać im trochę pieniędzy". Jimmy jest zdziwiony, bo co i rusz pakuje kasę w kopertę i puszcza pod domowy adres...

      W Atlantic City interesami zarządza chwilowo Elias, mniej zdolny brat Nucky'ego. Siedzi w jego fotelu w biurze i dziwi się "co to za robota ? siedzieć, czasami kogoś poklepać po plecach, uścisnąc rękę", bułka z masłem; problem w tym, że do Eliasa nikt nie przychodzi, żeby go "poklepał po ramieniu", gros interesantów przełożyło swoje wizyty, dowiedziawszy się, że Nucky wyjeżdza na kilka dni. Zjawia się tylko jeden facet, który prosi o wolny dzień z okazji jakiejś rodzinnej uroczystości. Elias się zgadza, facet nie dowierza, a Eliasa od razu go wkurza. Nie ma lekkości swojego brata :] Stanowisko szeryfa to szczyt jego kompetencji.

      W buirze Elias urządza popijawy dla kolegów, ubarawiane projekcjami filmów porno [przekomicznych :)], a po zakończonym dniu izie do kasyna z którego skarbiec miasta zbiera utarg, czy podatek, czy co tam. Wchodzi w sam środek napadu. W kasynie panoszą się faceci z bronią. W poprzednim odcinku ta właśnie szajka planowała napad na owo kasyno i oto własnie go realizuje. Elias staje jak wryty, za nim wyrasta jegomośc z karabinem i strzela mu w plecy. Kula trafia go w płuco. Elias pada, a gangsterzy zabierają pieniądze i znikają, odjeżdzają autem zaparkowanym pod kasynem. Co ciekawe, żona czekająca na Eliasa w samochodzie - nic nie zauważyła, zajęta poprawianiem makijażu.

      Nucky właśnie prowadzi z Chicago kolejną rozmowę dotyczącą wyborczych układów i układzików, kiedy dostaje informację o tym, co sie stało w Atlantic. Jest oczywiście mocno zaniepokojony. Rzecz układa się w logiczną całość : napad na kuriera przenoszącego pieniądze należące do skarbca miasta, potem próba ugadania się z Chalky White'em w sprawie dostaw alkoholu z pominięciem pośrednika, a więc próba wykolegowania z interesu Thompsona, teraz zuchwały napad na całe 150 tysiaków... Nucky wie, że wyrosła mu konkurencja. I to groźna, bo operująca brutalną przemocą. Dzwoni więc do domu Margaret, prosi ją, żeby poszła do jego gabinetu, wyciągnęła z biurka książkę tam leżącą i nie zaglądając do niej - zabezpieczyła w sejfie. Margaret oczywiście zgadza się wykonać to polecenie.

      Nucky wie, że nowy gang zachowuje się tak bezczelnie i atakuje otwarcie, bo wie, iż Thompson nie ma "cyngli". Potrafi tworzyć układ interesów i pozyskiwać sojuszników obietnicami zysków, ale nie ma prostych zołnierzy do wykonywania brudnej roboty. Odwiedza zatem Nucky raz jeszcze hotel Torrio i odczekawszy niczym na audiencję, spotyka się z Jimem - opisuje mu sytuację i proponuje powrót do Atlantic w charakterze gościa od fizycznego eliminowania konkurencji. Jimmy wyczuwa, że Nucky jest w potrzebie, więc przeciąga negocacje, mimo że chce wrócić i to bardzo, dzięki czemu Nucky obiecuje mu kilka procent zyskow z dystrybucji alkoholu. Jimmy powiada, że się zastanowi nad tą propozycją. Pyta, co będzie z agentem Van Aldenem, który przecież ma zeznania świadkow obciązających Jima winą za morderstwo 5 ludzi Rothsteina, za co nie tylko Nucky wydalił go z AC, ale i federalni chcą go zgarnąć - Nucky odpowiada, że jakoś to załatwi. Żegna Jima uwagą "cokolwiek postanowisz - nigdy więcej nie każ mi na siebie czekać".

      Nucky decyduje się opuścić konwencję wyborczą. Sala jest gotowa, flagi powywieszane, scena przygotowana, krzesła ustawione. Na tym tle Nucky spotyka się z Daughertym. Wymowna scena, dwóch faktycznych macherów i beneficjentów układu dogaduje się ze sobą, przed rozpoczęciem oficjalnego cyrku :] Nucky rezygnuje z popierania Edge'a. Wyznaje Daugherty'emu, że Edge to szuja, człowiek chwiejny. W poprzednich odcinkach istotnie Nucky mial z nim problemy, obwiniał go o współpracę z burmistrzem AC, wywodzącym się z Demokratów, przez co Nucky nigdy nie doczekał się pieniędzy na budowę nowych dróg dzięki którym do Atlantic City mogłoby przyjeżdzać więcej turystów, gotowych zostawić kasę w kasynach, barach i klubach z których Nucky czerpie zyski. Nie tylko on, zresztą, ale i jego wspólnicy, liczący przecież na niego. Jesli nie pokaże im, że potrafi kręcić odpowiednimi kółkami, to mogą sobie poszukać lepszego.

      Przeprowadzając szybką kalkukację, uwzględniając że najlepsi kandydaci odpadną z powodu uchybień w finansowaniu kampanii, przez co są obiektem sledztwa senackiej komisji wyborczej - Harding dostanie nominację w 7 turze głosowań.
      • grek.grek Zakazane Imperium s 1 odc 8 [2] 24.10.13, 14:36
        Przy okazji Nucky proponuje Daugherty'emu, że zabierze do Atlantic City tę dzieciatą kochankę Hardinga. W czasie wyborów może być ona problemem, rywale będą prześwietlać Hardinga i jesli dowiedzą się, ze ma dziecko nieślubne - będzie klapa. Po wyborach Nucky ma ją "zwrócić" Daugherty'emu, żeby samodzielnie łamał sobie głowę co z nią dalej robić. Daugherty skwapliwie przystaje na ten dil.

        Opuszczając hotel Nucky spotyka Edge'a. Ten czuje, co się dzieje, domyśla się, że Nucky wycofał dla niego poparcie, wspomina coś o swojej prezydenturze spodziewanej, ale Nucky lepje od niego wie, jaki jest układ kart na stole. Kiedy Edge zapowiada, ze "będzie w Białym Domu", Nucky na zimno ripostuje "Biały Dom, to sobie obejrzysz podczas wycieczki, jako turysta".

        Jako się rzekło, kochanka Hardinga, panna Briton ląduje u boku Nucky'ego i jego lokaja, w pociągu jadącym do Atlantic City. Zamęcza ich czytaniem grafomańskich wierszy miłosnych, jakie Harding dla niej napisał. Kiedy przed stacją docelową kobiecina na moment wychodzi z dzieckiem, Nucky mówi do swojego lokaja "i pomyśleć, ż taki kretyn [Hardind] będzie prezydentem...". Informacja dnia jest taka, że Harding wygrywa nominację republikańską, przeszedł w 10 turze.

        Margaret Shroder ma kolejne starcie z zazdrosną kochanką Nucky'ego, Lucy. Coraz bardziej odstawiana na boczny tor, coraz bardziej zaniepokojona sytuacją Lucy robi raban w tym eksluzywnym sklepie z francuską odzieżą, w którym jeszcze przed chwilą pracowała Margaret. Teraz, jako flama Nucky'ego, Margaret bywa w tym... centrum handlowym ;] wyłącznie na spotkaniach towarzyskich. Teraz madame prowadząca sklep, która jeszcze przed chwilą pouczała Margaret, przychodzi do niej, siedzącej sobie kulturalnie z koleżanką przy stoliku, i prosi o interwencję, bo Lucy zachowuje się hałaśliwie, a do tego chce wykupić pół sklepu podczas, gdy "Pan Thompson" zablokował jej płatności. Co tu robić ? Lucy przychodzi za nią, widać że jest podpita - robi Margaret awanturę, ironizując z jej pochodzenia, a potem nazywając ją "dziwką" - Margaret próbuje ją uspokoić, ale kiedy Lucy znów ją brzydko tytułuje : Margaret wstaje i wymierza jej siarczysty policzek. Potem dodaje "spróbuj jeszcze raz mnie tak nazwac, a zapewniam cię, że tak miło nie będzie" :] Irlandzki charakter, hehe.

        Co z tymi pieniędzmi, które Jim Darmody wysyła z Chicago swojej zonie i synowi, a oni cierpią biedę ? Tak się składa, ze listy przechwytuje agent federalny Van Alden, który ma zamiar wsadzić Jima do pudła za w.op zabójstwa. Wraz z zawartością pieniężną, listy ląduje w szufladzie jego biurka.

        W tym samym czasie agent boryka się z problemami rodzinnymi - jego żona bardzo chce zajść w ciąże, ale im się nie udaje. Od dawna. Żona podejrzewa, że nie mogą mieć dzieci metodą tradycyjną, ale niedawno dowiedziała się o lekarzu, który stosuje nowoczesna terapię dzięki której bezpłodne dotąd pary zachodzą w ciążę. Trzeba na to tylko funduszy. Van Alden nie chce słuchać tych opowieści, nawet kiedy żona wybucha płaczem. Ich życie istotnie nie wygląda na specjalnie frapujące, on jest sztywny, ona neurotyczna, rozmowy drewniane... dziecko, zdaniem żony, mogłoby ich małżeństwo ożywić.

        Na nazwisko Van Aldena przychodzi pocztą broszura z reklamą tego ośrodka terapeutycznego. Agent czyta, czyta i sięga do szuflady - wyciąga pieniądze z kopert listów Jima.

        I niebawem do żony Van Aldena przychodzi list od... męza - a zawiera moralną naukę, aby żona "pokładała ufnośc w Bogu, jesli On zehce pobłogosławić ich dzieckiem - tak się stanie". Kobiecina wybucha płaczem.

        A pieniądze Van Alden pakuje do jednej koperty i zamiast dać żonie na terapię - wysyła je tam, gdzie ich miejsce : do rąk żony Jima Darmody'ego. Ciekawe, czy odesłał je dlatego, że ruszyło go sumienie, czy dlatego, żeby odegnać od siebie pokusę niezgodnego z jego religijnymi przekonaniami uszcześliwienia kochanej żony ? cóż za konflikt interesów... :]

        Żona Jima, Angela, istotnie boryka się z problemami finansowymi, nawet teściowa, matka Jima, proponuje jej znalezienie pracy, np. w charakterze komiwojażerki. Angela jest artystyką, maluje obrazy, a miała łazić po ludziach i sprzedawac jakies pachnidła i kremy na noc ? Marzy jej się raczej wyjazd do Nowego Jorku, gdzie miałaby szansę swoje malarstwo sprzedawać [w ost. odcinku rozmawia o tym ze swoją kochanką, wtedy zdaawało mi się, ze chodzi raczej o obrazy kochanki :) to Angela jest malarką, o czym zaświadcza dobitnie scena w której sporządza jedno ze swoich dzieł sztuki].

        Jimmy dzwoni do Chicago, rozmawia ze swoją matką, chce się dowiedzieć czegoś o Luciano, człowieku Rothsteina, którego podejrzewa o to, że stoi za tym napadem na kasyno i postrzeleniem Eliasa Thompsona.

        Pryncypał Luciano, Rothstein, w NYC przygotowuje się ze swoim prawnikiem do zeznań w sprawie ujawnionej afery z ustawianiem meczów baseballa - ma świetnie przygotowaną mowę, zaświadczającą o swojej, ekhmmm... absolutnej niewinności.

        Nucky wraca do domu, odwiedza brata w szpitalu. "CO za czasy... tyle lat prowadzimy ten biznes i jak dotąd nic takiego nam się nie przytrafiło...", mówi.

        Margaret spełnia telefoniczną prośbę Nucky'ego, chodzi jednak wokół tej tajemniczej księgi z szuflady biurka, przygląda się jej, pomna ciągle prośby Nucky'ego, żeby tylko zadbała o jej bezpieczeństwo, ale NIE zaglądała do niej. No i sama mu obiecała, i bardzo tego przecież chce, że może jej zaufać. Ciekawość jest jednak silniejsza : Margaret otwiera książkę. Jest to księga rachunkowa. Opis poszczególnych słupków liczb nie pozostawia wątpliwości : te liczby dotyczą nielegalnego obrotu alkoholem. Nucky to przestępca. Co ma zrobić Margaret - z jednej strony, jest w Nuckym zakochana i dzięki niemu ma zapewniony materialny standard, z drugiej - jest przecież idealistka, aktywistką organizacji opowiadającej się za prohibicją ?

        Swoja drogą, humor tego serialu polega na tym, że oficjalnie obowiązuje prohibicja, federalni ścigają dilerów, tropią wytwórnie, a i tak wszedzie alkohol płynie strumieniami i nikt nawet nie pomysli o tym, że obowiązuje zakaz :] Kpina. W hotelu w Chicago Nucky zamawia u szefa przybytku 3 butelki trunku do swojego pokoju, ten przyjmuje to bez zmrużenia oka... jaka prohibicja ? Wszyscy się z niej śmieją, a agenci mogą złapać co najwyżej płotki i dobrze wiedza, ze walczą z wiatrakami.

        www.youtube.com/watch?v=qYYCtPB-kvs


        • barbasia1 Re: Zakazane Imperium s 1 odc 8 [2] 25.10.13, 23:50
          Co ma zrobić Margaret - z jednej
          > strony, jest w Nuckym zakochana i dzięki niemu ma zapewniony materialny standa
          > rd, z drugiej - jest przecież idealistka, aktywistką organizacji opowiadającej
          > się za prohibicją ?

          To teraz przed Margaret test charakteru. :)





          Do zobaczenia w niedzielę, Greku!

          :)
          • grek.grek Re: Zakazane Imperium s 1 odc 8 [2] 26.10.13, 14:58
            i to jaki :]
            będzie to mocne starcie wewnętrzne, zapewne, o ile wolno nam sądzić o stanach
            ducha i umysly postaci fikcyjnych.

            udanego weekendu, Barbasiu :]
            udanego... polowania ;]
            • pani_lovett Re: Zakazane Imperium s 1 odc 8 [2] 27.10.13, 13:31
              Swoja drogą, humor tego serialu polega na tym, że oficjalnie obowiązuje prohibicja, federalni ścigają dilerów, tropią wytwórnie, a i tak wszedzie alkohol płynie strumieniami i nikt nawet nie pomysli o tym, że obowiązuje zakaz :] Kpina. W hotelu w Chicago Nucky zamawia u szefa przybytku 3 butelki trunku do swojego pokoju, ten przyjmuje to bez zmrużenia oka... jaka prohibicja ? Wszyscy się z niej śmieją, a agenci mogą złapać co najwyżej płotki i dobrze wiedza, ze walczą z wiatrakami.

              Prohibicja jednak przyczyniła się do rozkwitu podziemnego handlu. A skorumpowana policja władze , które również czerpią z niego zyski, pozwoliły mu świetnie funkcjonować, i to znakomicie pokazuje ten film.


              > udanego weekendu, Barbasiu :]
              > udanego... polowania ;]

              Dzięki Grekuniu!
              Jakie polowanie masz na myśli?

              :)
              • pani_lovett Re: Zakazane Imperium s 1 odc 8 [2] 27.10.13, 13:31
                czerpały zyski
              • grek.grek Re: Zakazane Imperium s 1 odc 8 [2] 27.10.13, 14:42
                otóz to :]
                przypomina to dzisiejszą sytuację z polityką antynarkotykową np. w Polsce.
                wszędzie unosi się znajomy aromat trawki, dilerka kwitnie, bossowie koszą kasę,
                policja łapie płotki, a wszyscy się śmieją z donkiszoterii państwa.

                haha ;]
                no wiesz...
                budzący grozę jednoślad...
                uciekający w popłochu emeryci i renciści...

                www.zastavki.com/pictures/1280x800/2009/3D_graphics_3D_Girls_Female_Pirate_014783_.jpg
                [tylko na rowerze ;}

                generalnie, Girl Power ;]


                • pani_lovett Re: Zakazane Imperium s 1 odc 8 [2] 27.10.13, 14:48
                  Ty to jesteś! Zapędziłeś mnie w kozi róg! ;)
                  Ale przecież nie aż na taką skalę, jak handel alkoholem w czasach prohibicji?

                  Grekuniu, ale ja wczoraj na cmentarzu byłam, ciężko pracowałam, tu i tam.
                  Nie czytasz moich postów! Jestem n i e s z c z ę ś l i w a! :/

                  Zdjęcie nie wyświetla się. mówią mi, że jest "Ошибкa 404"!

                  :))

                  Wracam za godzinkę...
                  • grek.grek Re: Zakazane Imperium s 1 odc 8 [2] 27.10.13, 15:06
                    niemożliiiiiiweeeee :]
                    skala może troszkę rózna, ale wydaje mi sie, ze kontekst chyba niezmienny.

                    czytam uważnie, najwyraźniej coś szwankuje w moim systemie operacyjnym.
                    ten cmentarz to z okazji 1 XI, mam nadzieję ?

                    może tym razem bez "aszybki" sie uda, ale w tym samym kontekście co w poście wyżej :
                    m.flikie.com/ImagesData/WallPapers/d1b4609d04504977a9a7049259673f83.jpg
                    • grek.grek Re: Zakazane Imperium s 1 odc 8 [2] 27.10.13, 15:07
                      nie działa, no czysty pech.
                      sprobuję za chwilę znaleźć coś równie pasującego.
                    • grek.grek Re: Zakazane Imperium s 1 odc 8 [2] 27.10.13, 17:07
                      no to jeszcze jedna próba ilustracyjna :}

                      i626.photobucket.com/albums/tt346/Kurious2469/FemalePirate-1.jpg
                      • pani_lovett Re: Zakazane Imperium s 1 odc 8 [2] 28.10.13, 16:54
                        Cała ja! Tylko rurki mam wiśniowe. ;)))
                        • grek.grek Re: Zakazane Imperium s 1 odc 8 [2] 28.10.13, 17:17
                          aaa, w takim układzie, to co ja plotę, że ty ich ganiasz... oni sami wskakują radośnie Tobie pod koła ;]
                          • pani_lovett Re: Zakazane Imperium s 1 odc 8 [2] 28.10.13, 17:22
                            Popłakałam się ze śmiechu. :)))

                            No usiłują wskoczyć, ale ja jestem szybsza i ich sprytnie wymijam. ;)
                            • grek.grek Re: Zakazane Imperium s 1 odc 8 [2] 29.10.13, 14:55
                              a oni zrywają się na równe nogi i gonią za Tobą, zeby ponownie spróbować ? ;]
                              • pani_lovett Re: Zakazane Imperium s 1 odc 8 [2] 29.10.13, 16:11
                                Nie mają już sił, mogę spokojnie pojeździć. Do następnego razu. ;)
                                • grek.grek Re: Zakazane Imperium s 1 odc 8 [2] 29.10.13, 16:17
                                  haha :]
                                  jak sie zmobilizują finansowo, to wynajmą mlodszych tragarzy - będą ich brać na barana, gonić za Tobą i rzucać pod Twoje koła jak worki ziemniaków; będziesz mogła potrenować zwrotność :]
                                  • pani_lovett Re: Zakazane Imperium s 1 odc 8 [2] 29.10.13, 16:48
                                    He,he, trzeba będzie się zakamuflować, albo zmienić , trasę i las.
                                    Pomyślę o tym w nowym sezonie.
                                    A tak było przyjemnie.
                                    • grek.grek Re: Zakazane Imperium s 1 odc 8 [2] 30.10.13, 15:10
                                      ładnie to tak, Barbasiu, przed wielbicielami się chować ? ;]]
                                      • pani_lovett OT 30.10.13, 16:59
                                        grek.grek napisał:

                                        > ładnie to tak, Barbasiu, przed wielbicielami się chować ? ;]]

                                        No nieładnie. ;)


                                        Aleeee, "[...] w tym cały jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz"- jak powiada klasyk - azaliż nieprawdaż? ;))
                                        • grek.grek Re: OT 30.10.13, 17:08
                                          haha :] prawdaż, a jakżeż :]
                                          • pani_lovett Re: OT 30.10.13, 19:47
                                            :))
                      • pani_lovett Re: Zakazane Imperium s 1 odc 8 [2] 28.10.13, 17:04
                        Sorry wróciłam wczoraj , jak zapowiedziałam , godzinę później, ale przytrafiła się wizytacja. W ogóle jakaś ta niedziele zajęta była strasznie.
                        Dopiero późnym wieczorem usiadłam na tyłku, przy poczcie dla odmiany.

                        :)
                • pani_lovett Re: Zakazane Imperium s 1 odc 8 [2] 27.10.13, 14:49
                  > uciekający w popłochu emeryci i renciści...

                  Okropny jesteś! Już Ci więcej o przygodach w lesie nie opowiem.
                  ;)
                  • grek.grek Re: Zakazane Imperium s 1 odc 8 [2] 27.10.13, 15:08
                    dopiero będę mial pole do spekulacji i puszczania w ruch wyobraźni ;]
                    • pani_lovett Re: Zakazane Imperium s 1 odc 8 [2] 28.10.13, 16:52
                      :)
                      Sezon rowerowy się kończy niedługo. Emeryci i renciści zaraz zapadną w sen zimowy. ;)
                      • grek.grek Re: Zakazane Imperium s 1 odc 8 [2] 28.10.13, 17:15
                        moze się któryś wygrzebie spod liści, to go pogonisz grzecznościowo ;]
                        • pani_lovett Re: Zakazane Imperium s 1 odc 8 [2] 28.10.13, 17:17
                          Hahahaha! :)))

                          Oni zapadają sen zimowy w swoich mieszkankach, przy telewizorach i swoich troskliwych żonkach.
                          • grek.grek Re: Zakazane Imperium s 1 odc 8 [2] 28.10.13, 17:18
                            bez obaw, na pewno się zdarzy jakiś maruder zamglony :]
                            • pani_lovett Re: Zakazane Imperium s 1 odc 8 [2] 28.10.13, 17:28
                              Trzeba będzie przygarnąć do domu na zimę? ;)
                              • grek.grek Re: Zakazane Imperium s 1 odc 8 [2] 29.10.13, 14:52
                                karmnik wystarczy ;]
                                • pani_lovett Re: Zakazane Imperium s 1 odc 8 [2] 29.10.13, 16:04
                                  Hahaha! :)))))))

                                  To dobrze. Siedziałby i marudził, od komputera odciągał. ;)
                                  • grek.grek Re: Zakazane Imperium s 1 odc 8 [2] 29.10.13, 16:14
                                    ;]

                                    zacząłby uwodzić zapraszając na romantyczny spacer do apteki po lekarstwa na prostatę ;]
                                    • pani_lovett Re: Zakazane Imperium s 1 odc 8 [2] 29.10.13, 16:25
                                      Hahahaha! :)))

                                      Czuje się zniechęcona do romantycznych spacerów!
                                      • grek.grek Re: Zakazane Imperium s 1 odc 8 [2] 30.10.13, 15:13
                                        złamiesz tym wyznaniem parę serc...

                                        ...

                                        i rozruszników ;]]
                                        • pani_lovett OT 30.10.13, 16:17
                                          Hahahaha! :)))))
    • pepsic Szanowna Pani Barbasiu 24.10.13, 20:15
      W imieniu forumowej społeczności zgromadzonej na wątku "Ojej..." oraz na podstawie upoważnienia otrzymanego od Pani B. Bronte w dniu 24 października br. zwracam sie z gorącym apelem o niezwłoczne zaopiniowanie nw. filmów:
      1. "Blue Jasmine"
      2. "Chce się żyć"
      3. "Wałęsa człowiek z nadziei" (napisałam to!)
      Przedmiotowe opinie są niezbędne do dalszego, prawidłowego funkcjonowania na forum, jak również zapewnienia dobrego samopoczucia osób tu piszących i zaglądających. Ponadto będą zaspakajać zwykłe, ludzkie potrzeby typu ciekawość i wychodzić naprzeciw zainteresowaniom z kręgu kultury.
      Z góry dziękuję za pozytywne ustosunkowane sie do ww. wniosku z prośbą o realizację w jak najszybszym możliwym terminie. Liczę na dalszą, owocną współpracę.

      Z poważaniem !
      pepsic

      Ps. Barbasiu, to rzecz jasna żart:)) Z mojej strony nie ma pośpiechu, może tez być krótko w żołnierskich słowach.
      • siostra_bronte Re: Szanowna Pani Barbasiu 25.10.13, 00:34
        Hehe :)
      • pani_lovett Re: Szanowna Pani Barbasiu 25.10.13, 16:11
        O matko! Po takiej prośbie to już odwlekać nawet nie wypada. ;))

        Pozwolisz, Pepsic, pozwolicie, że zacznę od filmu "Chce się, żyć" ("Wałęsę", ho, ho, na końcu). Ten film najwięcej emocji wywołał i najlepiej go pamiętam. Ale opowiem Wam go w niedzielę. Dziś wieczorem idę na otwarcie wystawy, a jutro wyjeżdżam na cały dzień na coroczne sprzątanie grobów.


        Pepsic, jak będę jutro (ok. 9.30) przejeżdżać przez Twoje miasto, pomacham Ci. ;)
        • pepsic Re: Szanowna Pani Barbasiu 25.10.13, 20:11
          Ok. Będę wypatrywać przez okno:)


          • barbasia1 Re: Szanowna Pani Barbasiu 25.10.13, 22:50
            He,he! Świetnie! :))
          • pani_lovett Przepraszam, obiecane rzeczy niedługo! 28.10.13, 17:55
            Niedziela niespodziewanie zrobiła bardzo zajęta, heh.

            Życie dopisało niemiłe post scriptum do "Chce się żyć", ale o tym później ...


            Machałam do Ciebie, ale godzinę później niestety, więc mogłaś mnie nie widzieć. :)
            • pepsic Re: Przepraszam, obiecane rzeczy niedługo! 28.10.13, 18:18
              Wiem, co masz na myśli. Może lepiej wstrzymać się z osądami. Sprawa jest delikatna, dotyczy osoby niepełnosprawnej, gdzie każda konfrontacja stoi na przegranej pozycji, rzecz jasna największym przegranym jest taka osoba. Stwierdzenie "wcale mi się nie chce żyć" rzeczywiście jest przejmująco smutne, tym bardziej w kontekście filmu robiącego furorę.

              Widziałam;)
              • maniaczytania Re: Przepraszam, obiecane rzeczy niedługo! 28.10.13, 19:41
                tez wiem, o co chodzi i uwazam podobnie jak Pepsic, ze sprawa jest delikatna,
                zwlaszcza, ze zrodlo zdaje sie nie jest zbyt wiarygodne i lubie takie historie rozdmuchiwac pisanymi przez siebie kwestiami
              • pani_lovett Re: Przepraszam, obiecane rzeczy niedługo! 29.10.13, 16:51
                Macie racje, Pepsic, Maniu.

                Mnie tylko bardzo żal człowieka. Chciałam wierzyć, że jest mu w tym ośrodku w miarę dobrze.

    • maniaczytania KK - tytulem uzupelnienia 24.10.13, 20:47
      31.10 - film polski, chyba premiera tv, o ile dobrze kojarze - "Daas" z Andrzejem Chyra i Mariuszem Bonaszewskim
      • grek.grek Re: KK - tytulem uzupelnienia 25.10.13, 16:39
        kostiumowy dramat historyczny.
        dużo dobrego czytałem a'propos.

        [jakkolwiek wypadnie ocena, pozwolę sobie awansem powiedzieć, że premiera, to... to premiera; powtórka "Pachnidła", wiele razy pokazywanego w Kulturze, to było jednak małe faux pas, tak uważam; jednak KK ma taki status, że powinno raczyć nowościami, świeżynkami czy innymi rzeczami niesfatygowanymi, jakkolwiek ta fatyga piękna jest i urocza]
    • grek.grek Forbrydelsen sez 2 odc 8 [1] 25.10.13, 12:39
      No to, lecim na Szczecin, bo dużo się dzieje, karuzela niemożliwa.

      www.kinomaniak.tv/seriale/forbrydelsen/s2e8#SEZON2
      A w ujęciu słownym...
      Stanęło na tym, jak zdesperowany Raben próbuje wydusić z niejakiego Skanniga, eks-oficera Egger, przyznanie się do bycia Perkiem, sprawcą masakry 2 lata temu w Afganistanie - Raben wcześniej twierdził, że jest w stanie rozpoznać Perka, więc : po co mu przyznanie się tego faceta ? Idący tropem Skanninga Sara Lund i Strange docierają za nimi - w dramatycznej scenie, Raben najpierw przystawia sobie broń do podbródka, jakby chciał się zabić, ale dzięki perswazji Sary rezygnuje z tego pomysłu. Pojawia się Strange. Raben patrzy na niego szepcząc w zdumieniu "Perk !". Potem podnosi broń, chociaż Sara krzyczy, żeby odłożył - Strange strzela, Raben pada i traci przytomność.

      I teraz...
      Raben jest ranny. Karetka zawozi go do szpitala, lekarze uwijają się, żeby uratować mu życie, w szpitalu od razu przystępują do operacji. Człowiek jest ranny w okolicy obojczyka, stracił sporo krwi. Gdyby Strange był Perkiem, czy nie rąbnąłby go w serce albo w głowę ? Ale, z drugiej strony, jesli jest Perkiem, to nie byłby aż taki obcesowy, raczej - właśnie - postrzeliłby go tak, aby gośc się wykrwawił i lekarze nie mogli mu już pomóc ?

      [Skanning, którego Raben molestował - zostaje zabrany na przesłuchanie]

      Strange ciągle powtarza, że Raben powinien był odłożyć pistolet, gdyby tak zrobił - nie robiąc tego zmusił go do strzału. Sara Lund patrząc na niego uważnie mówi "On wziął cię za Perka...", co Strange przyjmuje ze zdziwieniem. Bardziej się zdziwić nie może, chwilowo, bo pojawia się Briggs i trzeba mu objaśnić sytuację i zrelacjonowac wydarzenia, co też Sara czyni.

      W koszarach dzieją się tymczasem ciekawe rzeczy : najpierw Pułkownik woła dowódcę kompanii, Bilala, i wysyła go po papiery z komendy głównej wojska - dotyczyć mają zapisów rozmów telefonicznych z dnia, w którym doszło do tego krytycznego incydentu w Afganistanie, wokół którego kręci się cała akcja, oraz z 3 tygodni poprzedzających go. Pułkownik jest coraz bardziej zaaferowany sprawą. A może ma coś do ukrycia ?

      Dociera do niego informacja o postrzeleniu Rabena. Idzie z nią do Louise, która właśnie realizuje się erotycznie z majorem Sygo [Sogard, tak chyba brzmi to w oryginale :)]. Babka od razu zasuwa do szpitala, gdzie spotyka Sarę Lund, a ta zdaje jej relację z tego, co się stało, podkreślając, że mieli wszelkie powody, aby do jej męza strzelać.

      Dokumenty wskazują, ze Skanning mówił prawdę. Został 3 m-ce przed terminem odesłany do domu, z powodu załamania nerwowego. Jesli dobrze rozumiem - wrócił do kraju ZANIM doszło do tego całego incydentu.

      W batalionie Egger nie ma już żadnych nie przesłuchanych oficerów. Zaden nie pasuje do opisu "Perka", żadne dokumenty nie pasują. Dobra informacja jest taka, że Raben już następnego dnia będzie zdatny do wstępnego przesłuchania.

      Sara Lund informuje Briggsa, że Raben wskazał Strangego jako "Perka". Ona to słyszała zanim strzelił, ale i słyszał lekarz reanimujący mamroczącego Rabena w karetce, trzeba o tym będzie raportować. Sara uważa, że nie można słów Rabena traktować w 100 % serio - trzeba mieć wątpliwości, moment wcześniej chciał się zabić, generalnie wyglądał na dość szalonego. Briggs wspomina, że Strange był w wojsku [Sara to wie], służył jako oficer w oddziale komandosów.

      Od razu biorą go na przesłuchanie. Strange opowiada o zawiłych kolejach swoich życiowych wyborów. Był w wojsku, potem odszedł, zgłosił się do policji, potem znów był w wojsku, a potem ponownie odszedł i wrócił do policji. Był 3 razy w Afganistanie, to zniszczyło mu życie osobiste, odeszła żona, zabrała dzieci, gośc sam się długo wygrzebywał z dołka w jaki wpadł.
      Kategorycznie zaprzecza, że miał kiedykolwiek cokolwiek wspólnego z batalionem Egger, z którego ponoć ma się wywodzi ów "Perk", a Rabena wcześniej na oczy nie widział.

      Briggs przypomina sobie, że Raben mówił, iż "Perk" ma tatuaż Akademii Wojskowej na ramieniu. Każe Strangemu pokazać ramię - widnieje na nim rzeczony tatuaż. Strange spokojnie odpowiada, że "Takie coś ma wielu innych". Fakt, dowód żaden. Ale Briggs zawiesza go, na czas wyjaśnienia sprawy, zabiera mu broń i odznakę. Sara Lund dostaje nowego partnera, dopóki się rzeczy nie ustalą. Sama nie wierzy w winę Strangego, podtrzymuje swoją opinię, że
      musiał strzelać, sytuacja to usprawiedliwiała. Briggs powiada, ze są 2 warianty : albo Rabenowi odbiło albo Strange kłamie jak z nut. Nie inaczej :]

      W szpitalu Louise, zachęcona przez pielęgniarkę ["On potrzebuje teraz pani obecności"] siedzi przy nieprzytomnym Rabenie, mówi do niego, wspomina stare dobre czasy, które niedawno oglądała na video na starych filmach sprzed lat, kiedy byli razem na plaży i beztrosko się bawili. Kiedy próbuje wstać i odejśc, ściska jego dłoń, i czuje, że instynktownie on odwzajemnia uścisk. Zostaje więc z nim.

      Zawieszony Strange czeka na Sarę na klatce schodowej jej mieszkania. Przynosi jej jakieś zaległe papiery. Nie skarżąc się, ale z nutką rozczarowania, mówi, że powinna mu bardziej ufać. Wspomina, że kiedy zaczął z nią pracowac, powtarzano mu, że jest ona winna śmierci swojego partnera - mimo to nigdy nie był wobec niej podejrzliwy albo nielojalny. I wytacza cięzką artylerię : "Moje dzieci zapytały mnie, dlaczego jestem taki szczęśliwy, a ja im odpowiedziałem, że dlatego, bo poznałem ciebie". Zostawia Sarę w krępującej sytuacji. Po takim wyznaniu, hehe... :]

      Na komisariacie zjawia się ważniak z wojska [ten co zawsze]. Sara Lund molestuje go o akta oddziałów komandosów, które stacjonowały w Afganistanie w czasie, gdy doszło tam do tego tajemniczego incydentu. Ważniak się zasłania tajemnicą. Sara chce mieć pełne dane tych komandosów i chce żeby sprawdzić natychmiast, czy Strange wtedy mógł być na misji. Ważniak zasłania się jeszcze bardziej, więc Lund grozi mu poufnie, że jak nie załatwi jej tych dokumentów, to pójdzie do mediów i rozdmucha aferę na sto dwa, a później znajdzie sobie kogoś, kto będzie "bardziej pomocny". Ważniak duka, ze zobaczy co się da zrobić, a więc niebawem papiery będą, hehe.

      Briggs przynosi informację, ze Raben sie obudził i chce niezwłocznie zeznawać. Bez adwokata.

      No to Lund z Briggsem biorą go na tapetę. Raben opowiada im dramatyczną historię tego afgańskiego incydentu : najpierw to co już wiadomo - jego oddział dostał wezwanie i pojechał na pomoc oficerowi duńskiemu, który odseparowany od oddziału i ścigany przez Talibów schronił się we wsi, gdzie zabunkrował się w jednym z domów. "Perk" - tak im się przedstawił ten oficer. Miał nieśmiertelnik potwierdzający tę wersję [zapewne to ten Pera K. Mollera, nigdy tej blaszki nie odnaleziono]. Talibowie atakowali ich, oni się bronili, w drodze ponieśli starty, a Thomsen została z rannym Grunerem, potem przyszła po nich pomoc. Raben i 3 kolegów bronili się, razem z Perkiem, w samym domu. Czyli, wszystko potwierdza zeznania składane wcześniej m.in przez Lisbeth Thomsen.

      Raben opowiada, jak po 2 dniach obleżenia, Perk nagle dostał palmy - chciał zmusić ojca tej rodziny, w której domu byli, żeby znalazł jakieś radio, z którego by można się połączyc z dowództwem i przyspieszyć przybycie ekipy ratunkowej. Afgańczyk odparł, że nie ma żadnego radia. Perk zwariował, zabił po kolei 4 osoby : całą rodzinę, łącznie z małymi dziećmi. Pierwsza była dziewczynka, którą akurat trzymał sam Raben. Jak mówi, "nie wierzył, że Perk może strzelić". Reszta kolegów zareagowała szokiem, najmocniej przeżył całą historię niejaki Sebastian Holst, najmłodszy w oddziale, aż się popłakał. Tego samego dnia, wieczorem, nastąpił zamach samobójczy, terrorysta wjechał na motorze w okolice domu i wysadził się. Raben stracił przytomnośc, nic więcej nie pamięta. Uratowało ich wojsko [dowodził nim major Sygo]. Perk zniknał. Podobnie jak zwłoki tej zabitej rodziny.

      • grek.grek Forbrydelsen sez 2 odc 8 [2] 25.10.13, 13:05
        Sara Lund pyta "gdzie się podział Perk ? jak mogły zniknąć zwłoki ?", na co Raben odpowiada "Sami go spytajcie, to wasz kolega". Sara przypomina mu dyskretnie, że za Perka wziął zarówno Skanninga jak i Strangego, jak można mu zatem wierzyć ? Podsuwa Rabenowi zdjęcia kilku mężczyzn, m.in dwóch ww. - prosi go, żeby się namyślił i wybrał to, na którym wg niego jest Perk. Raben bez wahania wybiera fotografię Strangego.

        Po przesłuchaniu Briggs mówi do tej swojej brunetki [Headeby, o ile dobrze odsłuchałem nazwisko], że uważa Rabena za rąbniętego, i że koniecznie trzeba wyjaśnić, czy Strange wtedy mógł w ogóle tam się znajdować.

        Sara zaś, przypomina sobie, że przy okazji niemal każdego z morderstw jakie dotąd się wydarzyły, była jakaś luka, jakiś fakt, który świadczy na niekorzyśc Strangego. Kiedy zginał Myg Poulsen - zanim do niego przyjechali po telefonie : mineła godzina, Strange miał ten czas na ewentualnie zabicie go; jak chodzi o Grunera - został spalony w podziemnym parkingu, zapalnik był na telefon, a telefonu nie znaleziono, ani nie zlokalizowano numeru; kiedy byli w Szwecji u Thomsen - Strange znikł jej na pewien czas z oczu. Wreszcie - był tego wieczoru w koszarach, skąd skradziono materiały wybuchowe, których użyto do zabicia Thomsen. Przy okazji zabójstwa pastora - Strange był na wyjeździe, przesłuchiwał imigrantów kilkaset km od miasta. Inna rzecz, ze nie ma na to żadnego potwierdzenia.

        Headeby przypomina Briggsowi, ze to on przyjmował do pracy Strangego, jesli okaże się on killerem, to Briggs będzie miał problem. Briggs na to, że on go nie 'przyjmował", on go dostał niejako - w efekcie reformy policji. Niech się zatem inni martwią, zwłaszcza ci z wyższych grzęd.

        Sara Lund odwiedza dom rodzinny tego młodego żołnierza, Sebastiana Holsta. Przyjmuje ją jego ojciec. Grobowym głosem opowiada, że na wojnie stracił dwóch synów : Sebastian zginął, a drugi syn zupełnie się zatracił w tej wojnie i nie mają kontaktu. Raben zeznał, że Sebastian nie rozstawał się z aparatem fotograficznym. Sara pyta, czy rodzina dostała ten aparat, razem z rzeczami po Sebastianie. Ojciec odpowiada, ze owszem. Sarę to dziwi, bo w wojsku napisali, że ten aparat zaginął. Ojciec tłumaczy, ze to Sebastian go odesłał do domu, bo się zepsuł i prosił o jego naprawienie.

        Ojciec Sebastiana ma jednak lepszą rzecz : videodziennik, który syn prowadził regularnie. Nie zgłosił go na policję, ale teraz, kiedy ludzie padają jak muchy...

        DO Rabena przyjeżdza Louise. Przedtem odbywa dośc nieprzyjemną rozmowę z ojcem. Pułkownik wyraża troskę o Jensa, a Louise wytyka mu, ze "ma czego chciał, Jens jest w areszcie, pod zarzutami, cieszysz się ?". Pułkownik, po jej wyjściu, dowiaduje się od majora, ze zapisy rozmów, o które prosił, niebawem zostaną mu dostarczone.

        Odwiedziny są krótkie. Rabena zaraz zabiera policja, z powrotem do szpitala, i ofk pod policyjnym nadzorem. W tej krótkiej rozmowie, Jens zwierza się Louise, jak cięzkie chwile przechodził, i że ona i syn są dla niego jedynie ważni i że zrobi wszystko, zeby ułożyć z nimi wspolne życie. Na to Louise wyznaje mu, że spotyka sie z majorem. I że to nie dlatego, iż major taki fajny jest, bo ona czekała zawsze na Jensa, ale dlatego, bo "nie może tak dalej żyć" [jak rozumiem, sama i w ciągłej niepewności]. Raben lekko się podłamuje.

        Briggs i Sara Lund wzywają go na kolejne spotkanie. Sara odpala od razu ten videodziennik Sebastiana Holsta - chłopak do kamery opowiada, w jakim porąbanym świecie przychodzi mu żyć, w tym Afganistanie, i że najgorszy w oddziale jest... Raben - Sebastian klasyfikuje go jako paranoika, owładniętego manią spisków i gotowego zabijać na zawołanie. Sebastian wspomina, że odwiedzili pewną rodzinę afgańską we wsi, Raben próbował wymóc na ojcu tej familiji przyznanie się do współpracy z talibami. Nie miał żadnych podstaw do tego. I że Raben zapowiedział, ze ZNÓW tam pójdą. Jens ogląda ten materiał niewzruszony, ale zaciekawiony.

        Po obejrzeniu, Sara upewnia się, że rodzina o której mówił Sebastian, to TA rodzina, którą później, wedle zeznań Rabena, zabił Perk. Raben potwierdza. Na to Sara, że jesli tak, to coś tu nie gra - jesli Sebastian mówi prawdę, to oddział Rabena odwiedział tę rodzinę WIELE razy. zatem - nie może być przypadku, że nagle "dostali wezwanie i AKURAT w domu TEJ rodziny zastali Perka". Dodaje, ze nie ma żadnych dowodów na to, ze wezwanie przyszło, tylko Raben je słyszał, nikt tego nie mozę potwierdzić. Druga rzecz - nie ma żadnych dowodów, ze Perk kiedykolwiek istniał.

        W międzyczasie ktoś wchodzi do pokoju. Przekazuje coś Briggsowi.

        PO chwili Briggs mowi Rabenowi, że wedle informacji z głownej komendy wojskowej - Strangego NIE było wtedy w Afganistanie. Tak więc - wersja Rabena się chwieje.

        Sara Lund pyta go jeszcze o brata Sebastiana Holsta, o którym wspominał jego ojciec. Brat ów ma na imię Fredrik i jest wojskowym lekarzem, pracował w ich bazie w Afganistanie.

        Pułkownik odprawia kolejną zmianę na misję w Afganistanie. Potem rozmawia z majorem.
        • grek.grek Forbrydelsen sez 2 odc 8 [3] 25.10.13, 13:39
          Wedle papierów [policja też je ma] - w okolicy, gdzie stacjonował Egger, w promieniu 150 km byli wtedy INNI duńscy zołnierze, siły specjalne, komandosi. A zatem : Raben moze mieć rację, że "ktoś wzywał pomocy", to mógł być ktoś ze specsłużb. Pułkownik ma wyrzuty sumienia : nabijaliśmy się z Rabena i jego ludzi, ze "widzieli ducha", a tymczasem mogli miec rację. Zarzuca majorowi, że go o niczym nie poinformował. Pułkownik, jak już wiemy, był wtedy, gdy zdarzył się ten incydent we wsi - w Kabulu, major dowodził i trzymał bank informacji. Major twierdzi, ze niczego nie zataił, bo o niczym - takim - nie wiedział. Ale Pułkownik średnio mu wierzy.

          Tego samego wieczora Pułkownik spotyka sie z ważniakiem wojskowym - ważniak koniecznie chce wydusić z Pułkownika, czy powiedział Rabenowi o tym, ze go śledzi kontrwywiad, co doprowadziło do tego, ze Raben zniknał im z radarów. Pułkownik nie odpowiada, ale wiemy, że
          na Balu Kadetów Raben i Pułkownik spotkali się i Pulkownik faktycznie ostrzegł Rabena.

          Według informacji wojskowych Fredrik Holst jest w Afganistanie. Przeszukano jego dom. Znaleziono fotografię oddziału Rabena, wszyscy na tym zdjęciu, prócz Rabena, są zakreśleni czarnymi krzyżykami. Zabójca odfajkował tych, których zabił ? czy raczej odfajkował ludzi, o ktorych śmierci słyszał z mediów ?

          Druga odsłona dzieje się wciąz w gabinetach politycznych.

          Węszący wokół sprawy minister sprawiedliwości, Thomas Buch, ponosi porażkę. Zwołuje konferencję prasową, na której wyraża nieufnośc wobec ministra obrony narodowej, Rossinga. Weg Bucha, Rossing zataił dokumenty o tym, co się stalo w Afganistanie. Pojawia się dziennikarka, która daje mu do ręki dowód : fax z centrum medycznego, wedle którego w Afganistanie wraz z ciałami żołnierzy duńskich, którzy zgineli w tym incydencie, znalazła się reka cywila. To by potwierdziało wersję Rabena, ze zabici zostali zwykli ludzie. Buch robi rejwach, wywołuje kryzys rządowy, zawiesza pracę na ustawą antyterrorystyczną, ale na zwołanej Radzie Bezpieczeństwa - Rossing odpiera jego zarzuty, pokazując drugą, poprawioną, wersję tego raportu medycznego. MÓwi ona, ze ta ręka cywila nalezała go zamachowca-samobójcy.
          Thomas ponosi porażkę.

          Jedno jest zadziwiające - Rossing przyszedł na Radę przygotowany. Jakby wiedział o czym będzie mowa. Ale skąd ? Bucha odwiedza Krabbe, lider Ludowców, i sugeruje, ze mógł Rossinga ostrzec premier. Buch przypomina sobie, ze faktycznie - o faxie wiedzieli tylko on, dwójka jego ludzi i własnie premier. Ale - wiedziała przecież sama dziennikarka. Buch podejrzewa, że po prostu Rossing ją podstawił, sprowokował go i po prostu ograł jak dzieciaka.

          Tak to wyglądało po 7 rundach :]

          I oto premier spotyka się z Buchem. Thomas próbuje go przekonać, że jest gotów cofnąc publicznie wszystkie zarzuty, nawiązać wspólpracę z Rossingiem, a potem ugiąć się przed Ludowcami i przeprowadzic ustawę w Parlamencie. Ale premier ma inne plany - mówi "Jesteś ministrem od 7 dni. Bóg w tym czasie stworzył świat. A ty wszystko rozwaliłeś" [fajny tekst, hehe]. I decyzja premiera jest następująca : Buch przyyjmuje ustawę, a potem zwołuje konferencję prasową i grzecznie podaje się do dymisji. "UKryjemy cię na parę lat, a potem wrócisz do polityki", "pociesza" go premier.

          Buch się załamuje. Karina i Plough nie mogą go znaleźć. Zniknął.

          Odnajduje się w ministerstwie integracji, gdzie pijany w trzy de siedzi wśród skonsternowanych urzędników i zabawia rozmową ich samych oraz chyba jakąs egzotyczną delegację o fizonomiach multikulturowych. Opowiada im o tym, jak przegrał z Rossingiem. Karina i Plough przerywają mu, zabierają go na stronę, próbują perswadować, zeby wziął się w garśc, że w tym co odkryli COŚ musi byc, motyla noga. Ale Buch jest pijany i zrezygnowany. JUż w nic nie wierzy, uważa że mylił się na całej linii. Karina mowi mu, że ta dziennikarka chce z nim rozmawiac. TYLKO z nim. Ale Buch jest niedysponowany, po prostu. Informuje ich, ze odchodzi, że to już pewne, że przegrał...

          Jeszcze lekko na gazie, Buch odwiedza Krabbego, w jego domu. W środku nocy. Krabbe nie posiada się ze zdziwienia widząc Bucha. Przygotowuje mu jakies jedzenie i kawę, a Buch tłumaczy, że jak się dobrze zastanowić, to jest cholernie podejrzane, że Rossing wiedział PRZED Radą o czym będzie mowa, przyszedł z tym poprawionym raportem medycznym w łapie. Kto go ostrzegł ? Krabbe przypomina sobie, że zaraz PO tym jak Buch wystąpił z zarzutami w tiwi - zamierzał zwołać posiedzenie partii, żeby zając stanowisko, ALE dostal informację z kancelarii premiera, że wszystko pod kontrolą, że Rossing jest czysty, a zarzuty Bucha są nietrafione. Wszystko to PRZED Radą, na której Rossing przedstawił oczyszczający go dowód. Zatem - kto wiedział ? Krabbe uważa, ze premier działał w ciemno, wierzył w Rossinga i po prostu awansem uspokoił Krabbego, ufając, ze Rossing się wybroni. Ale jeśli wiedział i nie miało to nic wspólnego z wiarą w swojego ministra ?

          Następnego dnia rano już trzeźwy Buch przeprasza swoich wspólpracowników, dziękuje im, prosi o godne przyjęcie następcy - dostaje oklaski. Potem zostaje z najbliższą dwójką, Kariną i Ploughem. Im szczególnie dziękuje, całą winę bierze na siebie, wręcz im prezenty pożegnalne. Nie słucha specjalnie ich namowy, żeby się nie poddawał. Przecież tego dnia ma się podać do dymisji, nawet tekst wystąpienia już dostał... Dowiaduje się, że Plough zostanie przeniesiony do Skopje, na placówkę związaną z Unią. Karina dodaje, ze jak Plough poleciał, to i ją wywalą albo przeniosą. Buch obiecuje im, ze spróbuje załatwić im pozostanie na miejscu.Kiedy wychodzi, Plough mówi do Kariny "trzeba było go nie popierać, a tak... Skopje ? gdzie to leży ?!" [hehe, klasyk]. Karina uspokaja go, żeby za wcześnie nie panikował.

          Buch chce porozmawiać z premierem przed konferencją. Pyta o Plougha, dlaczego jego ludzie płacą za błędy ktore to on popełnił ? premier mówi, ze "to nowy początek, nowi ludzie, wie pan...". Rossing, stojący obok, dodaje, ze przyjmuje przeprosiny Bucha, wystosowane za pośrednictwem premiera :], że nie żywi urazy itd.

          Plough przekazuje Buchowi, że przyszła do niego żona, czeka na parkingu, Karina z nią jest. Buch wychodzi, widzi Karinę stojącą przy aucie. W aucie jest... bynajmjniej nie żona Bucha, ale ta dziennikarka od faxu. Zostają sami. dziennikarka prosi Thomasa o rozmowę. Buch bez słowa ucieka. Nie chce z nią rozmawiac, uważa że jest podstawiona przez Rossinga. Dziennikarka goni go, mowi "czemu pan uwaznie nie przyjrzal się DATOM na tych raportach ?!". Buch znika za drzwiami, ale za moment ponownie się wyłania i pyta "DATOM ?".



          • grek.grek Forbrydelsen sez 2 odc 8 [4] 25.10.13, 13:52
            Zostaje 10 minut do głosowania Sejmie, a zaraz później ma się odbyć konferencja prasowa na której Thomas ma ogłosić swoją dymisję.

            Buch szuka Krabbego. Nigdzie go nie ma. Thomas znajduje go w męskiej toalecie. Na czworakach przechadza się między kabinami, żeby zobaczyć, w której są nogi :] Lokalizuje je. To Krabbe. Ciągle na czworakach, a kiedy Krabbe wychodzi [zdumiony zachowaniem kolegi] - już w pozycji bardziej godnej homo sapiens : Buch informuje go o tym, co odkrył.

            1 raport przyszedł w sierpniu, 2 raport, poprawiony - w październiku. Co w tym zastanawiającego ? DWA miesiące róznicy. Całe DWA miesiące podczas ktorych nikogo nie obeszło, że jakaś ręka cywila była wśród szczątków zebranych po wydarzeniach w wiosce.

            Buch łączy to z faktami - zaraz po 1 raporcie premier poprosił w Parlamencie o wsparcie dla duńskiego kontygentu, czyli kasa misiu kasa. I dostał co chciał, opozycja poparła temat. Czy dlatego raport nr 1 był honorowany, bo to się opłacało politycznie i finansowo ? I kto z tego wziąl do własnej kielni ? Według Bucha, tylko on i Krabbe mogą tę sprawę roszyfrować i zapobiec przyjęciu ustawy antyterrorystycznej, która w takim układzie będzie bublem, a przesłanki do jej przepchnięcia będą żadne, w dodatku - uderzy w zupełnie nie majace z całą chryją nic wspólnego środowiska imigranckie. Wychodzą z tej łazienki razem, idą pewnym krokiem i mijają bez słowa przyglądającego się im uważnie Rossinga.

            W ostatniej scenie, Briggs prowadzi korytarzem Sarę Lund i swieżo oczyszczonego z podejrzeń Strangego - lecą oni do Afganistanu, aby spotkac się i przesłuchać Fredrika Holsta. Mają nakaz aresztowania. I mają 36 godzin na wykonanie misji. Lecą samolotem wojskowym.

            Do następnego odcinka powinni dolecieć ;]

            Scenariusz daje po uszach, w tym momencie mam 6 albo i 7 podejrzanych, a Wy ? :]
            sceny uczuciowe z Sarą Lund, scena z Thomasem na czworakach ganiającym po toalecie...
            w żaden sposób nie zwalniają tempa, nie rozmywają klimatu kryminalnego.
            Klasa.

            A miałem wątpliwości, czy 2 sezon moze dorównać pierwszemu, heh.
            • pani_lovett Re: Forbrydelsen sez 2 odc 8 [4] 25.10.13, 16:43
              Nie mam wcale podejrzanych, mimo, że zajrzałam w chwili słabości do 9. odcinka.
              Powiem tylko -nie zabijesz mnie Greku? - że blaszka, nieśmiertelnik Perka odnajdzie się ! W Afganistanie. Więcej nic nie wiem.

              Sara wie o "ręce cywila" , bo n ie pamiętam?

              : "Moje dzieci zapytały mnie, dlaczego jestem taki szczęśliwy, a ja im odpowiedziałem, że dlatego, bo poznałem ciebie". Zostawia Sarę w krępującej sytuacji. Po takim wyznaniu, hehe... :]

              Ale ładne wyznanie! Dobrześ wypatrzył w pierwszym czy drugim odcinku ciepłe spojrzenia Strangego rzucane w kierunku Sary. :)

              • siostra_bronte Re: Forbrydelsen sez 2 odc 8 [4] 25.10.13, 19:43
                Barbasiu, przestań spojlerować :)
                • pepsic Re: Forbrydelsen sez 2 odc 8 [4] 25.10.13, 20:08
                  Popieram Siostro. Mam do obejrzenia jeszcze 4 odcinki, powstrzymuję sie od przeczytania grekowych opowieści, a tu wciąż coś miga mi przed oczami.
                • barbasia1 Re: Forbrydelsen sez 2 odc 8 [4] 25.10.13, 22:49
                  Milczę w 30 językach. :-#
              • grek.grek Re: Forbrydelsen sez 2 odc 8 [4] 26.10.13, 14:15
                jakoś to przeboleję ;]

                cholewa, chyba nie.
                ona wnioskowała o przesłuchanie politykow [ministrów], ale Briggs kazał jej
                nie szarżować.
                wg mnie - nie wie o żadnej z wersji raportu.

                cały czas ciepło się w stosunku do niej zachowywał.
                taki to serial, że nawet ciepłe zachowanie jest podejrzane, hehe.
                przynajmniej przez moment było, kiedy Strange uchodził za podejrzanego.
                zresztą, będzie nim chyba do końca, bo - tak ja to widzę - kto raz został
                upaćkany, ten upaćkany będzie pląsal aż do ostatecznego rozstrzygnięcia, hehe.
                • siostra_bronte Re: Forbrydelsen sez 2 odc 8 [4] 26.10.13, 15:04
                  Dzięki, Greku :)
                  Mówiłam, że ostatnie odcinki będą świetne!
                  • grek.grek Re: Forbrydelsen sez 2 odc 8 [4] 27.10.13, 14:45
                    Dzięki :]
                    jak ja przetrwam te ostatnie 2 tygodnie ;]
                    dawkuję sobie oczekiwanie, w nadziei większej satysfakcji, hehe.
                • pani_lovett Re: Forbrydelsen sez 2 odc 8 [4] 27.10.13, 13:49
                  grek.grek napisał:

                  > jakoś to przeboleję ;]

                  ;))
                  Człowiek o nazwisko Per.K żył przecież ! Sara odwiedziła jego rodziców. Więc to oczywiste, że jego blaszka musiała się odnaleźć. Było to kwestią czasu. O okolicznościach jej znalezienia milczę w 50 językach.
                  Pytanie, kto się nią posługiwał? Kto?

                  Ach tak.

                  > cały czas ciepło się w stosunku do niej zachowywał.
                  > taki to serial, że nawet ciepłe zachowanie jest podejrzane, hehe.
                  :)
                  Fakt.

                  • grek.grek Re: Forbrydelsen sez 2 odc 8 [4] 27.10.13, 14:50
                    wydaje mi się, że jednak Per K.Moller zginał w Afganistanie.
                    jego rzeczy wróciły do domu.
                    Sara Lund i Strange odwiedzili jego matkę i dowiedzieli się, że syn nie żyje.
                    wątpliwości budziło to, że ciała Per K.Mollera wojsko nie chciało matce pokazać,
                    z powodu, jak tłumaczyli, "drastycznego rozczłonkowania zwłok [efekt wybuchu]".
                    już policaje chcieli wyjśc, kiedy matka powiedziała im o tym, że na nazwisko
                    nieżyjącego syna ktoś robi internetowe zakupy, a rachunki przychodzą na jej adres.
                    to skłonilo Sarę Lund do podjęcia decyzji o ekshumacji trumny z ciałem Per K.Mollera.
                    Oględziny zwłok, po zębach, wskazały, że to jednak było jego ciało. za te
                    spektakularną wpadkę, Sara została odsunięta od śledztwa.

                    tak ja to zapamiętałem :], ale też nie dam głowy, że właściwie.

                    • pani_lovett Re: Forbrydelsen sez 2 odc 8 [4] 28.10.13, 16:38
                      Tak, to właśnie wyczytałam z Twoich opowieści.

                      Przepraszam za skróty myślowe!

                      Chodziło mi o to, że w Twojej opowieści, ktoś, któryś z bohaterów, (a może to byłeś Ty? - nie pamiętam teraz ) w pewnym momencie zwątpił w prawdziwość zeznań Rabena , w to, jakoby Per K.Moller, a właściwie człowiek podający się za Per K.Mollera ( wiemy, na podstawie zeznań rodziny, że prawdziwy Per K.Moller zginął kilka miesięcy wcześniej w Afganistanie ) rzeczywiście prosił o pomoc oddział Rabena.
                      Ufff!

                      Więc nieśmiertelnik znaleziony w Afganistanie świadczyłby o tym, że Raben mówi prawdę, że ktoś posługiwał się danymi i nieśmiertelnikiem Per K. Mollera w Afganistanie.

                      Chyba, że to był sam Raben, który miał rozdwojenie jaźni?

                      :)



                      • grek.grek Re: Forbrydelsen sez 2 odc 8 [4] 28.10.13, 17:03
                        Cześć :]

                        fakt faktem, że wątki tak są rozległe, pełne drobiazgowych ustaleń, które na dodatek potem
                        ulegają modyfikacjom, że łatwo dostać oczopląsu ;]

                        yes.
                        wątpliwości są zasadnicze, bo oprócz Rabena nikt nie słyszał tego komunikatu, to
                        on go rzekomo odebrał i poprowadził swój oddział do akcji uwalniającej. oficer
                        zastany w wiosce "wylegitymował" się nieśmiertelnikiem identyifkującym go właśnie
                        jako Per K.Mollera, czyli "Perka". potem okazało się, ze Moller jednak nie żyje,
                        zginał w wybuchu bomby, LECZ jego nieśmiertelnik się nie odnalazł, nie wrócił
                        wraz z jego zwłokami do kraju [jak wspomniałaś, znajduje się od w 9 odcinku].

                        zatem, wątpliwości co do zeznań Rabena są powszechne :]

                        a to fakt :] jeśli znajduje się ów zagubiony? niesmiertelnik, to znaczy, że ktoś
                        go sobie wziął i się nim posługiwał, być może już w wiosce, a na pewno później -
                        kiedy na adres rodziny Mollera zaczęły przychodzić rachunki za zakupy w sieci,
                        czynione na konto syna, w momencie gdy on już nie żył.

                        w tym stanie rzeczy, wszystko jest możliwe :]
                        Raben trochę nie pasuje do postaci killera, bo jednak kiedy zabito Anne Drausholm
                        siedział on w zamknięciu w tym więzieniu-szpitalu wojskowym.
                        pytanie : czy naprawdę zginęli wtedy cywile ? zołnierze tak twierdzili, ale nie
                        ma nadal na to dowodów.
                        ciekawe, że Sara Lund et consortes nie próbują jakoś przekopać rzeczy i papierów
                        Anne Drausholm, która, jako adwokat przed sądem, wierzyła w opowieść żołnierzy,
                        próbowała się z nimi skontaktować, a także zidentyfikowała "Perka".
                        chociaż... gdyby Drausholm swoje odkrycia i dowody wszelakie zostawiła w jakiejś
                        skrytce pocztowej, do której kluczyk ukrywałby się pod wycieraczką, to chyba byłoby
                        to zbyt banalne, nie sądzisz ? ;]

                        tropy mogą prowadzić w srodowisko wojskowe, ale również polityczne, chociaż wydaje się, że
                        killerska sprawnośc raczej sugeruje żołnierza.

                        znow wydaje m się decydujące pytanie o motyw, kto miał motyw by zabijać tych wszystkich żołnierzy z oddziału Rabena. na razie, przyznam, nie znajduję podejrzanego z naprawdę mocnym motywem. a Ty ?

                        [jakkolwiek, najpewniej także nie wiemy jeszcze wszystkiego, więc możliwe, że ten motyw
                        będzie do zlokalizowania dopiero na samym finiszu]
                        • pani_lovett Re: Forbrydelsen sez 2 odc 8 [4] 28.10.13, 17:41
                          Tak.

                          znow wydaje m się decydujące pytanie o motyw, kto miał motyw by zabijać tych wszystkich żołnierzy z oddziału Rabena. na razie, przyznam, nie znajduję podejrzanego z naprawdę mocnym motywem. a Ty ?

                          Żołnierze z oddziału Rabena byli świadkami brutalnego i bezsensownego mordu afgańskiej rodziny dokonanego przez duńskiego żołnierza podającego się za Per K ... Ale kto to mógł być, nie mam pojęcia.

                          >[jakkolwiek, najpewniej także nie wiemy jeszcze wszystkiego, więc możliwe, że ten motyw
                          >będzie do zlokalizowania dopiero na samym finiszu]


                          Otóż to, nie wiemy wszystkiego, a kolejne ślady odkrywane są na naszych oczach.
            • pepsic Forbrydelsen II podsumowanie 26.10.13, 21:59
              Miałam sie odnieść do porównania dwóch serii, kiedy już będę po. No wiec, o ile rozpoczęta z rozmachem I seria pod koniec traci tempo i zaczyna nużyć, II nabiera prędkości w połowie i nie zwalnia ani na moment do końca. Wydaje się jeszcze bardziej dopracowana pod względem scenariuszowym. Świetne rozegrane poszczególne sceny. Na pewno te ciekawsze w 2 pozostałych odcinkach Grek sumiennie wychwyci (Sara z matką w taksówce, akcja w Afganistanie, posiedzenie klubu poselskiego etc.). Aktor grający Bucha robi prawdziwe show. Mieliście rację, pomyliłam sie co do jego osoby, hm... może nie do końca. No i Sara promienieje coraz bardziej (troskliwy mężczyzna przy boku dobrze wpływa na wygląd). Oj, będzie się działo i trzymało w napięciu, zaskakując zwrotami na każdym kroku. I jaka smakowita, symboliczna scena kończąca wątek polityczny się szykuje, że sobie pozwolę na delikatny spojlerek (wybaczcie). Jednym słowem doskonały serial:)
              • grek.grek Re: Forbrydelsen II podsumowanie 27.10.13, 15:00
                ale szybko zafiniszowałaś :]

                też mam, po 8 odcinkach, takie wrażenie, że obie serie miały podobnej
                obojętości scenariusz, tyle że w drugiej maksymalnie te wątki wszystkie
                skondensowano. o ile w 1 serii sporo miejsca zabierał wątek rodziny Larsenów,
                wewnętrznych niepokojów i dramatów, to w 2 wątek Jensa & Louise
                jest przycięty. i w 2 serii nie ma nonstop pojawiających się nowych podejrzanych,
                ktorzy w zasadzie sa z góry przeznaczeni na odstrzał - ktoś na kogo wskazują
                poszlaki w 5, a nawet 10 odcinku 20-odcinkowej serii - nie mogą być poważnie
                traktowani jako kandydaci do zwycięstwa w konkursie : raz, dwa trzy, killerem jesteś ty :]
                w 2 serii te tropy dużej się trzymają, np. w politycznej rozgrywce właściwie cały
                czas trzymana jest linia pojedynczego wątku, wyznaczanego przez dążenie do
                wyjaśnienia prawdy przez Thomasa.

                o yes, hehe :] Thomas Buch jest świetny.
                e tam, w kontekście fizys - w ogole się nie pomyliłaś :]
                za to, jak widzę/sądzę, przekonała Cię jego osobowość i energia, a nawet
                może trochę poczucie humoru z jakim tę postać narysowali scenarzyści ?

                hehe, trochę Sarę Lund... ucywilzowali ;]

                czekam cały w gotowości bojowej, hehe, na te finałowe 2 odcinki.
                dzięki za dobrą zapowiedź.

                • pepsic Re: Forbrydelsen II podsumowanie 27.10.13, 17:21
                  Parafrazując cytat z "Misia". Nie miałam w domu, co robić, to obejrzałam;) Ale rzeczywiście wciągnęło mnie. A zatem Greku czekają Cię 2 odcinki pełne wrażań i zaskakujących zwrotów. Zazdraszczam:)

                  Co do Thomasa Bucha - nie chodzi tylko o fizys. Bije się w piersi, ogólnie nie doceniłam go, jako aktora. Facet ma, za przeproszeniem jaja. Jeszcze trochę, a ukradłby całą serię. Jednocześnie popełniłam karygodną gafę. Nie rozpoznałam, że wcześniej zagrał sfiksowanego tenisistę w rewelacyjnych i z lekka absurdalnych "Jabłkach Adama" .

                  Dodam, że w I serii gros zawirowań, aż do zmęczenia materiału toczy sęi wokół średnio energetycznego polityka Hartmana. Siostro, staram sie nie zawieść;)
                  • siostra_bronte Re: Forbrydelsen II podsumowanie 27.10.13, 18:07
                    Przyznam, że czuję satysfakcję w kwestii Bucha.
                    Pepsic, chyba masz obsesję na punkcie Hartmanna :) Ale są postępy, nie użyłaś tego słowa na "o" :)
                    • pepsic Re: Forbrydelsen II podsumowanie 28.10.13, 20:25
                      Ja również:)

                      Zaraz obsesję. To był tylko żartobliwy wpis zważywszy na Twą słabość:) Aczkolwiek bezustanne zwroty akcji wokół osoby Hartmana i mnożenie tropów powodowały u mnie paradoksalne zmeczenie materiału. Nota bene, nie wyjaśniono do końca, co w tajnym służbowym mieszkaniu się zadziało.

                      "O" jak obślizgły? A jednak mnie poniosło:)
                      Ps. Podobno II serię "Forbrydelsen" ukończono. Mam refleks szachisty?
                      • pepsic Re: Forbrydelsen II podsumowanie 28.10.13, 20:34
                        * III serię
                        • barbasia1 Re: Forbrydelsen II podsumowanie 28.10.13, 20:54
                          Dobra wiadomość.
                  • grek.grek Re: Forbrydelsen II podsumowanie 28.10.13, 13:49
                    i ja sobie zazdraszczam ;]

                    słyszałem o takich metodach, jak oglądanie całego sezonu serialu w jeden wieczór/noc, ale przyznam, że osobiście nie praktykowałem [ a Ty ?]. hołduję oldskulowej metodzie po-jednym-odcinkowej.

                    coś czuję, że Sara Lund musi nieźle zaszalała w finale, skoro Buch nie ukradł serii [jej ?, jak sądzę ?].

                    mnie się podobał wątek Hartmanna, cały ten wjazd na zaplecze robienia polityki i samo rostrzygnięcie, które zostawiało go niby zwycięskiego, ale jednocześnie będącego zakładnikiem szarych eminencji, czyli... na remis, bez wskazania.
                    • siostra_bronte Re: Forbrydelsen II podsumowanie 28.10.13, 18:57
                      Greku, dzięki za wsparcie dla Troelsa :)
                      • grek.grek Re: Forbrydelsen II podsumowanie 29.10.13, 14:58
                        zasłużył :]
                        żonę stracił, w depresji był, samobója chcial strzelić, był niesłusznie oskarżany, wmanerwowany w całą sprawę pokryjomu, i tak naprawdę był uczciwy, udzielał się w sledztwie, ale polityka wplątała go w swoje macki - chciał tego czy nie.
                        rozumiem, że Pepsic nie przypadł do gustu jest styl bycia :]
                    • pepsic Re: Forbrydelsen II podsumowanie, ukryty spojler!! 28.10.13, 19:45
                      Mój rekord to dwa odcinki naraz. I może lepiej by było, gdybyś obejrzał brakujące dwa zanim przeczytasz poniżej;)

                      Sara Lund i Thomas Buch są tak diametralnie różni pod kątem temperamentu, że w żadnym razie nie mogą ze sobą konkurować. Choć ostrożnie zgodziłabym się, że to jednak Buch bardziej zaskakuje w końcówce, bo Sara finiszuje stylowo po amerykańsku.



                      • grek.grek Re: Forbrydelsen II podsumowanie, ukryty spojler! 29.10.13, 16:21
                        dwa to jest rozsądny środek :]

                        no problem, nie zdradziłaś nic z fabuły, a "amerykańskiego" finiszu Lund spodziewam się, od
                        momentu kiedy w ostatniej scenie 8 odcinka ona i Strange sa odprowadzani przez instruującego ich Brixa, kamera filmuje ich z/od dołu i dowiadują się oni, i my, że mają "36 godzin" na wykonanie zadania. scena jak z amerykańskich sensacyjnych filmów :]
                        • pani_lovett Re: Forbrydelsen II podsumowanie, ukryty spojler! 29.10.13, 16:26
                          >mają "36 godzin" na wykonanie zadania. scena jak z amerykańskich sensacyjnych filmów :]

                          Tak.
    • siostra_bronte "Tora! Tora! Tora!" 25.10.13, 19:42
      Wiem, że nikt nie obejrzy tego filmu (poza cierpiącymi na bezsenność), ale i tak o nim napiszę :) O północy w Polsacie.

      Jeden z najlepszych, amerykańskich filmów wojennych. Pokazuje z dokumentalną dokładnością jak doszło do ataku na Pearl Harbour (duże zaniedbania ze strony samych Amerykanów), no i sam atak. Film jest widowiskowy i emocjonujący. Ale przyznaję się bez bicia, że lubię filmy wojenne z tamtych czasów. Kawał świetnego kina, jakiego już się teraz nie robi.

      Ciekawe, że Japończycy są tu przedstawieni z dużym szacunkiem. Są pełnoprawnymi bohaterami filmu. Nawet mówią po japońsku :) Zresztą film podpisało, obok Richarda Fleischera dwóch japońskich reżyserów. Takie przedstawienie wroga jest w kinie amerykańskim (i nie tylko rzadkością). Polecam.
      • grek.grek Re: "Tora! Tora! Tora!" 26.10.13, 14:30
        oglądałem jak byłem mały :]
        od kiedy nie jestem - jakoś okazja mnie ciągle mija.

        btw, w czwartek w nocy [właściwie to w piątek już] Polsat pokazywał
        "Zbrodnię i karę", wersję z Johnem Hurtem i Vanessą Redgrave.

        niestety, w 5 minucie filmu zrobił się bum ! trach ! ciach ! i nagle lektor
        zaczął wyprzedzać akcję, słowem : na wizji Rodion puka do drzwi Alony, a
        na fonii - już ją naparza siekierą przy wibrującej muzyce :] nie dalo się
        tego oglądać.

        czy oni w tym Polsacie nie monitorują tego, co nadają ?
        wystarczyło przerwać, wyświetlić 3 zwiastuny,w tym czasie naprawić usterkę,
        i puścić dalej.
        a tak... trudno było się zdecydować : wyłączyć fonię i czytać aktorom z ust,
        czy wyłączyć wizję i urządzić sobie słuchowisko ?, zwłaszcza, ze obie opcje
        były dośc marnego sortu.
        chciałem doczałapać do reklam i zobaczyć, co się stanie po przerwie, ale
        przyszlo mi do głowy że przerwa może w ogole nie nastąpić, więc... poczekam
        na lepsze czasy i lepszą formę nadającego :]

        z tego, co zauważyłem, bardzo dobrze dobrani aktorzy, niezła scenografia,
        prawie przywodząca na myśl rosyjskie oryginały, ale zupełnie nie mogłem się
        odnaleźć w sytuacji, gdy postaci z kanonu rosyjskiej literatury i tak bardzo
        rosyjskie same w sobie - posługują się nienaganną angielszczyzną :]

        • siostra_bronte Re: "Tora! Tora! Tora!" 26.10.13, 15:03
          Też widziałam ten film wiele lat temu. Niedawno już leciał w Polsacie, też późną porą. Natknęłam się na początek przypadkowo i nie mogłam się oderwać! Nawet teraz świetnie się to ogląda.

          Faktycznie, karygodnie niedbalstwo Polsatu!

          A propos rosyjskich klimatów, wczoraj w Kulturze leciało "Dziecko wojny" Tarkowskiego. Wypatrzyłam ten film jakiś czas temu, ale byłam wczoraj tak padnięta, że kompletnie o nim zapomniałam. Przyznam, że jestem pod wrażeniem. Czyżby Kultura zaczęła sięgać po klasykę i to rzadko pokazywaną?? Oby to nie był jednorazowy skok w bok.
          • grek.grek Re: "Tora! Tora! Tora!" 27.10.13, 14:26
            przegapiłem także.
            ale faktycznie, to dobry zwiastun, że być moze Kultura zacznie odkurzać klasykę
            kina.

            szkoda, że jest to kanał tak bardzo niedofinansowany.
            lwią część pieniędzy pożerają dwa główne kanały, sporo idzie na Info, a Kultura
            dostaje ogryzki. hierarchia priorytetów, proszę ja Ciebie :]
    • pepsic "Popiełuszko. Wolność jest w nas" - odc. 2 25.10.13, 20:02
      Nikt nic do tej pory, a to już drugi odcinek miniserialu. Przepiękny, wzruszający film z genialną rolą Woronowicza. Nie sposób powstrzymać łez podczas epizodu dotyczącego śmierci Grzegorza Przemyka i zagęszczającej sie przerażająco atmosfery wokół księdza Jerzego pod koniec życia. Bardzo wymowna scena, kiedy przyjaciel Popiełuszki (b. szef proboszcz) na komendzie milicji (może była to nawet ubecja) odważnie wykrzykuje milicjantowi w twarz: że plami polski mundur, bo jest w Polsce tradycja, że do księdza nie mówi sie per pan (scena przywołana z pamięci, zwyczajowo nie dosłowna).
      • grek.grek Re: "Popiełuszko. Wolność jest w nas" - odc. 2 26.10.13, 15:11
        mam nadzieję, że niebawem gdzieś powtórzą, bo chciałbym obejrzeć.

        nie będę ukrywał, że moje intencje są ciemne, mroczne i zdradzieckie ;]
        chciałbym się poznęcać nad infantylizmem i bohaterszczyzną całej opowieści ;]

        swoją drogą, czytam jedną za drugą recenzję "Idy" reżysera Pawlikowskiego i
        zastanawiam się, czy to nie jest aby cud jakiś, że film zbierający tak doskonałe
        oceny w kraju i poza jego granicami - nie zostaje wystawiony jako polski kandydat do
        Oscara, bo grupka mędrców wpadła na koncept, żeby jednak postawić na "Wałęsę",
        z tego co słychać będącego raczej laurką i filmem na zamówienie. tak jakby postać
        nobilisty skaczącego przez mur miała zastąpić walory techniczne i wartośc scenariusza.

        nie rozumiem jeszcze innej rzeczy.
        dlaczego "Ida" nie została pokazana jakieś wąskiej grupie ludzi, poza oficjalnymi kołami,
        i po zebraniu dobrych ocen, reżyser nie zdecydował sie zgłosić filmu do Cannes czy
        Wenecji ? jasne, musiałby poczekać z pokazaniem filmy publiczności, bo zdaje się w Cannes mogą brać udział tylko filmy, które nie miały jeszcze premiery, ale chyba gra warta
        by była świeczki, nie sądzicie ?

        błąd, wg mnie, duży błąd. dopuszczenie do konkursu głównego w Cannes to byłby wzlot w stratosferę.

        tak czy owak, jak już nam sie trafia perełka, to i tak manujemy jej potencjał.
        ja wiem, że nagrody to nie wszystko, ale jednak polskie kino jest tak mało zauważane w
        świecie, że nam tego blasku potrzeba bardzo.

        podobnie z filmem "Chce się żyć", o ktorym również czytam same dobre rzeczy.
        jesli nie "Ida" do Oscarów, to "Chce się żyć".
        ale nie, lepszy jest "Wałęsa", bo przecież ministerstwo i PISF postanowiły.
        dżizus, może kiedyś zaczną decydować ludzie, którzy się znają na kinie, zamiast
        politykow i instytucji, które od polityków zależą ?
        marzenia, nie ? :]]
        • siostra_bronte Re: "Popiełuszko. Wolność jest w nas" - odc. 2 26.10.13, 15:40
          Tak, Twoja recenzja tego serialu byłaby ciekawa :)

          Też zwróciłam uwagę na "Idę", bo jest mocno reklamowana w tv. Recenzje rzeczywiście ma świetne. Z tego co czytałam film wygrał festiwale w Toronto i Londynie, więc jakoś zaistniał na rynku międzynarodowym. Co do Wenecji i Cannes, bardzo trudno tam się dostać. Z tysięcy zgłoszonych filmów wybierana jest tylko garstka.

          Zdecydowanie, fatalnie wybierani są kandydaci do Oscara. Pewnie Wajda ma duże wpływy w kręgach, podejmujących decyzję.
          • maniaczytania Re: "Popiełuszko. Wolność jest w nas" - odc. 2 26.10.13, 16:37
            ale paradoksalnie to wlasnie "Walesa..." ma najwieksze szanse w tych Oscarach - rezyser znany szerokiej publicznosci, laureat Oscara, historia tez znana, glowny bohater znany
            i tak, jak mam swoje zdanie o bohaterze filmu i na film raczej nie pojde, tak mysle sobie, ze jesli przy okazji swiat sobie przypomni, ze to nie berlinski mur jest wyznacznikiem upadku komuny, to bardzo dobrze.
            • siostra_bronte Re: "Popiełuszko. Wolność jest w nas" - odc. 2 26.10.13, 18:08
              Coś w tym jest. Z ciekawości sprawdziłam historię polskich filmów zgłoszonych do Oscarów. W ciągu ostatnich 35 lat mieliśmy tylko cztery nominacje: dla Holland i trzy dla Wajdy. Może decydenci liczą, że znowu zadziała magia nazwiska reżysera, no i samego Wałęsy.

              Przy okazji, od dawna nie cenię zbyt wysoko Oscarów. Jeżeli chodzi o kategorię filmu zagranicznego to często decyduje dobry marketing. Swoją drogą to byłyby niezły numer, gdyby "Wałęsa" dostał jednak nominację. Forumowicze mieliby niezły orzech do zgryzienia :)
              • maniaczytania Re: "Popiełuszko. Wolność jest w nas" - odc. 2 26.10.13, 22:02
                siostra_bronte napisał(a):

                > Przy okazji, od dawna nie cenię zbyt wysoko Oscarów. Jeżeli chodzi o kategorię filmu zagranicznego to często decyduje dobry marketing. Swoją drogą to byłyby niezły numer, gdyby "Wałęsa" dostał jednak nominację. Forumowicze mieliby niezły orzech do zgryzienia :)

                Na pewno z tym marketingiem to prawda. Ale i tak akurat w tej kategorii wpadek wiekszych nie bylo.
          • grek.grek Re: "Popiełuszko. Wolność jest w nas" - odc. 2 27.10.13, 14:30
            haha ;] na pewno zjadliwa by była, może - będzie, bo zapewne powtórzą ten serial
            jeszcze parę razy i w końcu uda mi się obejrzeć.

            wg mnie, nie umiemy opowiadać o postaciach pomnikowych, zawsze to się osuwa w
            patos i gloryfikację, nie pokazuje sie człowieka, a wyłącznie symbol i to przez wołami
            wygryzmolone S.

            masz rację, dostać się do konkursu głównego w Cannes to wygrać 6 w Totka.
            ale... może warto było zaryzykować ? :]
            ile razy zdarzy się podobnie znakomity film, która stwarzałby chociażby niskoprocentową szansę ?

            hehe, to na pewno :]
            ciekawe też, ile PISF i ministerstwo kultury włożyło kasy w "Walesę" i jak bardzo im
            zależy na jego sukcesie, frekwencyjnym oraz honorowym ?

            • pepsic Re: "Popiełuszko. Wolność jest w nas" - odc. 2 27.10.13, 17:58
              Mi sie wydaje, że film właśnie pokazuje człowieka, rzecz jasna na tyle, na ile mieści sie w konwencji filmowej, człowieka w moim przekonaniu 100%-owo dobrego. Przyznaję, gros scen z okresu stanu wojennego nie jest pozbawiona patosu. Skoro Amerykanie mogą, dlaczego my nie? Ale przecież tak było, naród się obudził i solidaryzował przeciw wspólnemu wrogowi. Powtórki sa nadawane w niedzielne przedpołudnia. Mogę śmiało polecić trzeci odcinek za tydzień. Ne przeszkadza w odbiorze, bo akcja nie jest specjalnie zwarta i poczekać na ew. opinie. Zapewniam, ks. Jerzy wcale nie miał łatwo z hierarchami kościelnymi, nie raz stawał na dywaniku i był bezceremonialnie odsuwany w kąt. I tak zwyczajnie po ludzku się bał. Nie na darmo kard. Glemp prosił o wybaczenie przed śmiercią.
              • grek.grek Re: "Popiełuszko. Wolność jest w nas" - odc. 2 28.10.13, 14:17
                własnie o to chodzi, już pokazanie "100 % dobrego człowieka" jest trudne. pokazanie
                zaś "100 % dobrego człowieka", który stał się świętym - nieprzeskakiwalne. Problem w
                tym, że : a] trudno szukać na siłę kontrowersji, b] polscy filmowcy nie potrafią wykroić
                takiej formy pokazywania owej postaci, w której dałoby się uniknąć ckliwości, murmurando i
                adoracji, a wkręcić trochę humoru, który nie byłby kopią wzorców z KLanu, oraz zbawiennego
                dystansu, który wychodziłby poza "kremówki po maturze" :]

                wiesz, częśc się zbudziła, częsci było dobrze w PRL, jakkolwiek by to klasyfikować.
                nie wszyscy przyjęli z radością zmiany 89 roku. podejrzewam, że gdyby Polacy wiedzieli, co ich czeka w związku z wejściem w system wolnorynkowy, to można by było zobaczyć
                kontrmanifestacje przeciw zwolennikom demokracji i kapitalizmu. podejrzewam nawet, że
                byłyby one liczniejsze i dominowaliby w nich robotnicy. wystarczyłoby żeby obejrzeli jak żyją
                ich odpowiednicy w przemysłowych dzielnicach Detroit. niestety, sądzili, że "będzie jak w Ameryce" oznacza, że każdy będzie miał willę, rolsrojsa i jacht, jak Carringtonowie. to z nimi oraz wieżowcami Manhattanu Polakom kojarzyła się Ameryka i nowy system, 'wolność'.

                yes, towarzysze partyjni i towarzysze w sutannach mieli z grubsza ten sam cel : utrzymywać społeczeństwo w posłuszeństwie wobec ideologii. znów : podejrzewam ;], że z perspektywy ćwierć wieku kler polski dostrzega jak niekorzystna dla niego zmiana nastąpiła. w PRL ksiądz miał mir i posłuch, dzisiaj biskup płacze, że "zadaje mu się śmierć medialną i moralną", a internet kopie leżącego. nie tego chyba oczekiwali. im też przydałaby się 30 lat temu wycieczka po Ameryce, i przyjrzenie się jak tam kaznodzieje telewizyjni muszą się namachać, żeby z wiernego parę dolków wyczesać :]]

                o, to jest ciekawa rzecz - napisałaś, że się "po ludzku bał".
                to może być ten element scenariusza, który go uczłowieczy, zdejmie z pomnika.
                jesli jest to nalezycie wyeksponowane, a nie tylko potraktowane z grubsza i po łebkach, to
                może będę zmuszony dać tej produkcji dużego plusa ;]

                • pepsic Re: "Popiełuszko. Wolność jest w nas" - odc. 2 28.10.13, 19:10
                  Uwierz, Woronowicz dał radę, stworzył człowieka, nie pomnik, rzecz jasna podkolorowanego pod potrzeby filmu. I zapewniam, nie brakuje humoru, np. kiedy ks. Jerzy ucieka przed esbekami syrenką i zaciekawiony pyta przypadkowego kierowcę, ile wyciągnie. Ten z dumą odpowiada: 90 km. Popiełuszko: a na trasie? A to już mniej:)


                  • grek.grek Re: "Popiełuszko. Wolność jest w nas" - odc. 2 29.10.13, 15:00
                    american jokes :]
                    czyli, sytuacja dramatyczna, życie na włosku wisi, a my sobie dowcipkujemy na tematy niezwiązane... ;] coraz bardziej chciałbym to zobaczyć, hehe.
    • grek.grek "Millennium, dziewczyna która igrała z ogniem" 27.10.13, 14:20
      [będa spoilery :)]

      Mania trafiła w punkt, pisząc o oryginale literackim, co filmowa ekranizacja potwierdza [wg mnie] - o ile pierwsza część była filmem dochodzeniowym, detektywistycznym, kryminalnym, o tyle druga zahacza juz o sensacyjny thriller, jakkolwiek z elementami kryminału, bo i tutaj jest do rozwiązania sprawa pod tytułem : kto chce wrobić Lisbeth Salander w trzy morderstwa [pary dziennikarz-studentka zajmujących się procederem przywożenia do Szwecji młodocianych prostytutek ze wschodu Europy i nie tylko, a także tego kuratora sądowego, ktory zgwałcił ją w pierwszej części, a ona wywarła na nim swoją zemstę i wymusiła preparowanie korzystnych dla niej opinii dla sądu] ?

      rozwiązanie jest ciekawe, i jak zwykle chodzi o zemstę po latach. przy okazji, jak zapowiadała już Pepsic, rozwiązuje się sprawa przeszlości Lisbeth. JAKKOLWIEK, już w "Millennium, męzczyźni którzy..." informacja o tym, za co Salander została skazana na zakład poprawczy, została przekazana. Jej wizyta w domu pomocy społecznej, gdzie przebywa jej matka - była kolejną wskazówka. W "Dziewczynie..." scena z Salander i zapałkami zostaje powtórzona, tym razem przy wyczerpująco podanym, pełnym kontekście sytuacyjnym.

      są pościgi, pojedynki kung fu, Salander nonstop kogoś powala za pomocą paralizatora, i
      zwykle są to chłopy wysokości 2 metry, 150 kg i z brzuchalem większym od niej samej ;]

      tym razem kontakt Mikaela z Lis jest ograniczony, działają równolegle, ale spotkanie następuje w samym finale, ba - w ostatniej scenie.

      niesamowite z jakich opresji wychodzi Salander. przywodzi na myśl Mambę z Kill Billa, chociaz efektownie "powstanie z martwych" Tarantino sprzedał ciekawiej, aczkolwiek wcale tym sposobem nie zdobył przewagi w konkurencji na racjonalnośc takiego rozwiązania, hehe. uzasadnił jednak coś, czego film nie uzasadnia, a stawia przed faktem dokonanym.

      świetna jest scena, kiedy Lisbeth idzie sobie z zakupami i widzi nagle na słupie ogłoszeniowym na ulicy swoją twarz i pod nią list gończy, wedle którego jest poszukwiania za morderstwa.

      już wiem, czego mi brakuje w całym "Millennium" :] gubionych tropów. Zauważyliście, ze bohaterowie tylko je odnajdują ? nigdy nie okazują się one mylne, nietrafione, fałszywe itd. zawsze sa pozytywne, czyli jak juz coś znajdą, to jest to prawdą i pozwala im zrobić kolejny krok naprzód celem wyjaśnienia zagadki albo i nawet zagadek.

      "Dziewczyna..." powiela schemat "Mężczyzn..." - czyli, znów mężczyźni polują na kobiety, upokarzają je, próbują zabić albo znieważyć przynajmniej. czy to aż taki problem społeczny w Szwecji, tudziez Skandynawii, albo w Europie ? przemoc wobec kobiet istnieje i nie ma co do tego wątpliwości, ale tutaj męskie instynkty zostają sprowadzone do istnienia takich egzemplarzy, które znajdują jakąś satysfekszyn w dominowaniu nad kobietami i to nigdy w sposób symboliczny, zawsze dosadny i bezpośredni, a nawet brutalny.

      sama Salander zmienia się, jak to Mania napisała, "w kobietę".
      dłuższe włosy, jakby mniej najeżenia bez powodu, scena seksualna z Azjatką - bardziej chyba liryczna niż dynamiczna, więcej delikatności [np. kiedy karmi swojego eks-kuratora, tego który się nią zajmował przed tym chamem, co ją zgwałcił, traktuje go jak ojca/dziadka].
      może te ciepłe kraje, co je wizytowała rok cały, okoliczności przyrody przecudne i ciepłe, tak ją nastroiły, że przeszłość udało się jej nieco z siebie wyegzorcyzmować :]
      w każdym razie, później musi jednak przywidzać dawny kostium, zmusza ją do tego dramatyczne położenie i koniecznośc bezpardnowej walki o życie.

      jest ta druga częśc bardziej... motoryczna, i bynajmniej nie chodzi o to, że na ekranie więcej jest sprzętów mechanicznych służacych przemieszczaniu się :] jest więcej akcji, po prostu, ale narracja nadal budowana jest bez podbijania bębenka. sceny walk - efektowne, lecz nie idą w parze z jakąś mocniej zaznaczoną sensacją i grozą odkryć tropów i śladów, jakie czynią Lisbeth oraz Mikael.

      a może się po prostu czepiam, bo czegoś mi brakuje, a nie umiem tego nazwać. możliwe też, ze brakuje mi czegoś, czego w ogole nie brakuje, a mnie się ten brak po prostu ubzdurał :]

      porównując jednak "Millennium" np. z... naszym swojskim "Gliną", zauważając liczne podobieństwa w sposobie pokazywania akcji i tworzenia klimatu - "Glina" ma podnoszące temperaturę akcenty momentów dokonywania kluczowych odkryć tropów i śladów, bez osuwania się w amerykanizację !, a "Millennium" tego brakuje. W "Glinie" są klimatyczne miejsca, dialogi, jest atmosfera niepokoju, w "Millennium", ubijcie mnie śrutem, ale brakuje mi takich ziaren pieprzu. Kiedy Gajewski odkrywa ciało Nany Petru, kiedy rozmawia z siedzibie IPN [chyba] nt zabójstwa studenta sprzed lat, kiedy czeka na Magdę Lipiec w klubie nocnym - to ma ładunek tajemniczości, słowa i miejsca tworzą poczucie zagrożenia. Tutaj elementy owe występują w deficycie.

      pojawia się Erika, którą Pepsic reklamowala, szefowa z którą romansuje Mikael. istotnie, atrakcyjna, w mundurku i bez niego :] jest także owa scena, gdy Mikael jest nagabywany przez ciotkę o to, kiedy się wreszcie ożeni.
      Ciotka : dlaczego taki miły facet jak ty jest sam ?
      M : mam dziewczynę.
      ciotka : ożeń sie z nią !
      M : chętnie, ale ona już ma męża.
      :]
      klasyk.

      słowem : dobre, sprawne kino, ale bez tego "czegoś", wg mnie, co dobre rzeczy oddziela od wybitnych.


      • siostra_bronte Re: "Millennium, dziewczyna która igrała z ogniem 27.10.13, 15:04
        Dzięki, Greku :)
        Chętnie bym obejrzała obie części.
        • grek.grek Re: "Millennium, dziewczyna która igrała z ogniem 27.10.13, 15:10
          dzięki, Siostro :]

          jesli miałabyś ochotę obejrzeć na monitorze, tutaj są obydwie części już omawiane :
          www.kinomaniak.tv/szukaj?q=millennium
      • pepsic Re: "Millennium, dziewczyna która igrała z ogniem 27.10.13, 17:38
        Mi tez sie II część mniej podobała.

        Nawet nie chcę sprawdzać, co powyżej naopowiadałam o cytowanej scenie;)

        A nie mówiłam, że potrafisz być dżentelmenem:)
        • grek.grek Re: "Millennium, dziewczyna która igrała z ogniem 28.10.13, 14:30
          hehe ;]

          o, to by wskazywało, że nie chcę uchybić damie i pilnie przestrzegam konwenansu, a ja
          naprawdę i bez savoir vivre'u, bo w sposób zupełnie samorzutny, doceniać i pożądać
          kobiety dojrzale potrafię ;]
    • pepsic A co na dzisiaj? 27.10.13, 16:59
      Oferta wiodących mediów nie powala. Chyba sie przeproszę z "Ale Kino" i rzucę okiem na Wallandera III. Siostra wspominała, że ma problemy z pamięcią, doczytałam, że dopadł go (postać) alzheimer. Jakie to smutne.

      Na jedynce "Mój Nikifor", bardzo późno, 23.10. Szkoda, bo chętnie zerknęłabym na powtórkę z powodów turystyczno-krajoznawczych, jako że na dniach bawiłam w Krynicy:) Jestem nią zauroczona.
      • grek.grek Re: A co na dzisiaj? 27.10.13, 17:04
        uderzam w gong o 23, co by wstać o 1:00 na HOmeland [jutro Was zapowiem, bo pewnie nastawiacie się na poniedziałkowy termin ?, tak że Wam laczki pospadają, hehe ;)].

        w TVN jest jakiś "Przypadek 39" z Renee Zellwegger.
        nic nie wiem o filmie, ale aktorka dośc wzięta, więc może coś jest na rzeczy ?

        "Czarna Wenus" [20:20] % "Życie i cała reszta" [1:15], czyli powtórki na Kulturze.

        co z tą Krynicą ? :]
        • pepsic Re: A co na dzisiaj? 27.10.13, 17:30
          Jeden z powodów mojej niedawnej absencji.

          "Przypadek 39" pouczający horror wg zapowiedzi internetowej (po sąsiedzku). Tylko dla kogo? Godzina nieludzka, bo 23.00 (wczorajsza 24.00!).

          "Czarnej Venus" nadawanej po raz enty nawet nie komentuję, ani późnej pory Woody Allena, na którego w innych okolicznościach miałabym ochotę.
          • siostra_bronte Re: A co na dzisiaj? 27.10.13, 18:15
            Namiętnie oglądam "Wallandera". Tak, w poprzednim odcinku okazało się (podejrzewałam to), że to Alzheimer. Krister Henriksson miał kilka takich scen (kiedy czyta wyniki, albo spotyka się z córką, która już wie o chorobie) że zasłużył na wszystkie Oscary świata. Przyznaję się, że potrzebne były chusteczki.
            • siostra_bronte Pożegnanie z "Wallanderem" 27.10.13, 22:29
              Dzisiaj pokazano ostatni odcinek serialu. 3 sezon był ostatni. Wielka szkoda.

              • pani_lovett Re: Pożegnanie z "Wallanderem" 28.10.13, 17:12
                Jaką sprawę prowadził Wallander w ostatnim odcinku?



                • pepsic Re: Pożegnanie z "Wallanderem" 28.10.13, 19:28
                  Barbasiu, tym razem historia dość powierzchowna jest tłem do pokazania, jak wielkim upokorzeniem dla Wallandera jest ciężka choroba, która jednocześnie jest powodem do odejścia na emeryturę. W skrócie. Porwany zostaje restaurator, jak sie okazuje przez policjantkę, która szuka winnego śmierci jej partnerki zawodowej i jednocześnie życiowej, czyli przecieku w policji. Porwany przetrzymywany jest w skrzyni, po kilku dniach wypuszczony na wolność przez sprawczynię. Po drodze ginie umoczony policjant, kolejny, szef komendy też umoczony zostaje rozszyfrowany.
                  Siostra ma rację, było to przejmująco smutne rozstanie z Wallanderem i sugestywnie zagrane.
                  • barbasia1 Re: Pożegnanie z "Wallanderem" 28.10.13, 20:53
                    Dzięki, Pepsic! :)

                    Sądziłam, że ten odcinek (albo może i nawet cała seria) powstała na podstawie ostatniej powieści z cyklu o Wallandrze pt."Niespokojny człowiek" . Wallander prowadzi tu sprawę zagadkowego zaginięcia szwedzkiego oficera marynarki, von Enkego, który jest zresztą teściem córki Kurta. Tropy prowadzą do do czasów zimnej wojny , do afery szpiegowskiej , w której tajemnicze łodzie podwodne wtargnęły na szwedzkie wody terytorialne .

                    W tej powieści Wallander (instynktownie?) rozlicza się ze swoim życiem i zaczyna tracić pamięć.
                    Nie mogę jej skończyć.

                    Niebyt kolorowe życie miał Wallander . Na koniec jeszcze dotknęła go ciężka choroba. Samo życie, heh.
                    • mia72 Re: Pożegnanie z "Wallanderem" 29.10.13, 07:41
                      Ja nawet powieści nie zaczęłam;(, właśnie z tych powodów, zresztą zimnowojenno-wojskowe klimaty średnio mnie interesują. Na podstawie "Niespokojnego człowieka" nakręcony był pierwszy odcinek tej serii, pozostałe to już twórczość scenarzystów, choć wspartych przez autora podobno.
                      Nb ta seria chyba najbardziej mi się podobała, ostatni odcinek mam nagrany i obejrzę go, jak się odpowiednio nastroję;(
                      A jeśli ktoś akceptuje Kennetha B. jako Wallandera, to nadal może go oglądać, bo kolejne części wejdą na ekran w przyszłym roku, np. "Biała lwica"-ciekawe, jak to przeniosą do współczesności;)
                      • pani_lovett Re: Pożegnanie z "Wallanderem" 29.10.13, 16:02
                        mia72 napisała:

                        >Na podstawie "Niespokojnego człowieka" nakręcony był pierwszy odcinek tej serii,

                        Jednak. Dzięki za tę informację.


                        Do Kristera Henrikssona mam większy sentyment.
          • grek.grek Re: A co na dzisiaj? 28.10.13, 13:54
            a co z tym "zauroczeniem [nią]" ?

            wcześniej musieli widocznie jakiś szoł spod znaku garnka i patelni wyemitować.
            był sezon na taniec, i "cała Polska" tańczyła, teraz jest sezon na pichcenie.

            dobra wiadomośc ;]
            "Wenus" pokazywali pod hasłem "pożegnanie z filmem", więc możliwe, że ta
            379 emisja była ostatnią, hehe.
            • pepsic Re: A co na dzisiaj? 28.10.13, 18:41
              Ładnie tam, urokliwie. Czas zatrzymał się w miejscu, kuracjusze pochłonięci mało prozaicznymi sprawami i pełne po brzegi sale dancingowe na wzór PRL-u.
              • barbasia1 Re: A co na dzisiaj? 28.10.13, 21:26
                pepsic napisała:

                > Ładnie tam, urokliwie. Czas zatrzymał się w miejscu,

                Strasznie lubię takie miejsca, gdzie czas się zatrzymał.

                >kuracjusze pochłonięci mało prozaicznymi sprawami
                >i pełne po brzegi sale dancingowe na wzór PRL-u.
                :))
              • grek.grek Re: A co na dzisiaj? 29.10.13, 16:07
                nurtuje mnie pytanie : co to za "mało prozaiczne sprawy" ? :]
                • pani_lovett Re: A co na dzisiaj? 29.10.13, 16:12
                  grek.grek napisał:

                  > nurtuje mnie pytanie : co to za "mało prozaiczne sprawy" ? :]

                  No właśnie, mnie też to nurtuje. :)
                • pepsic Re: A co na dzisiaj? 31.10.13, 18:55
                  He, he, od dwóch dni głowię się, co by tu napisać, abyście nie poczuli się zawiedzeni;))
                  • pani_lovett Re: A co na dzisiaj? 31.10.13, 22:57
                    Ha, ha! :)))
                    Nie mogę się doczekać.

                    Ale chętnie pomogę -
                    Podejrzewam, że kryniczni kuracjusze unosili się pół metra nad ziemią, przeżywając swoją czwartą czy piątą miłość ...
                    Może być taka wersja? ;)
                    • pepsic Re: A co na dzisiaj? 01.11.13, 17:04
                      Raczej chodziło mi o nieśpieszne tempo i kontemplacyjny styl bycia, choć faktycznie pęd za tańcami i zabawą zaobserwowałam. A żeby nie było podejrzeń o drugą, trzecią... młodość - nie występowałam tam w roli kuracjuszki, jeśli nie liczyć wypitego pół kubka paskudnego zubera (więcej się nie dało), a turystki.
                      • pani_lovett Re: A co na dzisiaj? 01.11.13, 17:33
                        pepsic napisała:

                        > Raczej chodziło mi o nieśpieszne tempo i kontemplacyjny styl bycia,

                        Podoba mi się. :)


                        >choć faktycznie pęd za tańcami i zabawą zaobserwowałam.

                        :)

                        >A żeby nie było podejrzeń o drugą
                        > , trzecią... młodość - nie występowałam tam w roli kuracjuszki,
                        > jeśli nie liczyć wypitego pół kubka paskudnego zubera (więcej się nie dało), a turystki.

                        :)
            • siostra_bronte Re: A co na dzisiaj? 28.10.13, 19:20
              Faktycznie, "Wenus" chodziła ostatnio w kółko :)
        • grek.grek Re: A co na dzisiaj? 28.10.13, 16:14
          9 odcinek Homeland nie daje się zapowiedzieć tak, by z laczków ktokolwiek wyskoczył :]
          jest coś w tych amerykańskich serialach, że 8, 9, czasami jeszcze 10 odcinek mają lekko
          obniżone tempo, tylko po to, by dwa ostatnie dały naprawdę do wiwatu i były szalenie
          interesujące.

          tutaj, 9 odcinek skupia się jakoś bardziej na relacjach rodzinnych zarówno Saula, jak i
          sierżanta, a także pojawia się u Carrie refleksja dotycząca jej własnej przyszłości, wypowiedziana grobowym tonem. jest też akcja, skupiająca się na poszukiwaniach czarnoskórego kolegi sierżanta, tego co miał być martwy, a w 8 odcinku okazało się, że
          jednak żyje i co gorsza jest wspólnikiem terrorystów. tu też nie zabraknie familijnego wtrętu,
          można nawet powiedzieć, że będzie miał on kluczowe znaczenie dla całej sekwencji.

          mocna ostatnia scena, znów dająca pole do spekulacji : czy jednak sierżant jest...a może nie jest jednak ?

          upomni sie też o sierżanta wielka polityka :]
          • pepsic "Homeland" - który odcinek omawiamy? 31.10.13, 18:52
            Hej Grek, coś jest nie tak z numeracją. Obejrzałam z poślizgiem odc. nr 9. Nijak sie odnosi do Twojego wprowadzenia, tudzież mojej wcześniejszej wiedzy. Akcja wyraźnie poszła do przodu, albo raczej do tyłu, jako że zawiera reminiscencje z Iraku. Na moje oko pominęłam nr 8 ewentualnie wprowadzono mnie w błąd i obejrzałam nr 10.,
            • grek.grek Re: "Homeland" - który odcinek omawiamy? 01.11.13, 16:15
              o kurde balans, fakt - pomyliłem się.
              chodziło oczywiście o 8 odcinek.
              pomroczność mnie złapała :]]

              podsumujmy : w poniedziałek w TVP leciał ÓSMY odcinek :]
              czy to ten oglądałaś ?
              [ten właśnie zapowiadałem]
              • pepsic Re: "Homeland" - który odcinek omawiamy? 01.11.13, 16:45
                Oglądałam nr 9, który zapodałeś, zamiast nr 8 :(
                Ps. Zastanawiam się nad sensem śledzenia dalszych losów sierżanta Brod'ego, które zaczynają mnie nużyć. Może sie przerzucę na "House of cards".
                • pepsic Re: "Homeland" - który odcinek omawiamy? 06.11.13, 09:08
                  Hej Grek, nic nie piszesz o odcinku poniedziałkowym, czyli nr 9. Mam nadzieje, że Cię nie zniechęciłam.
                  :)

                  Ps. Nr 8 oscylujący wokół relacji rodzinnych całkiem w porzo. Carry mogłaby mieć trochę więcej ambicji i sie za przeproszeniem odczepić od żonatego faceta;) No bo do domu podjeżdżać, to już przesada.
                  • grek.grek Re: "Homeland" - który odcinek omawiamy? 06.11.13, 16:16
                    bez obaw, nie widziałem pierwszych 20 minut, muszę nadrobić, dlatego póki co milczę a'propos.

                    pracoholiczka, ot co ;]
                    • pepsic Re: "Homeland" - który odcinek omawiamy? 06.11.13, 19:37
                      Jak coś, służę pomocą:)

                      Ps. Zapomniałam napisać, co w nr 8 urzekło mnie. Otóż perturbacje osobiste i rodzinne bohaterów, tudzież kreacje cocktailowe.
                      Sierżant kongesmenem? Uuaa...
                      • grek.grek Re: "Homeland" - który odcinek omawiamy? 07.11.13, 17:01
                        dzięki :]

                        jako persona medialna ma duże szanse się załapać.
    • barbasia1 Zmarł Tadeusz Mazowiecki 28.10.13, 20:23
      Człowiek historia ...

      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,14854217,Tadeusz_Mazowiecki_nie_zyje__Pierwszy_niekomunistyczny.html#TRNajCzytSST
      • pepsic Re: Zmarł Tadeusz Mazowiecki 28.10.13, 20:37
        I niestety twórca grubej kreski.
        • barbasia1 Re: Zmarł Tadeusz Mazowiecki 28.10.13, 21:02
          O grubej kresce :

          wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,14033823,_Grubej_kreski__nigdy_nie_bylo__Co_naprawde_powiedzial.html
          • pepsic Re: Zmarł Tadeusz Mazowiecki 28.10.13, 21:15
            Wiem, co powiedział
        • grek.grek Re: Zmarł Tadeusz Mazowiecki 29.10.13, 15:08
          ... bez której pokojowa zmiana byłaby bardzo utrudniona.
          opozycja i kler miały eczki, towarzysze mieli życiorysy - obie strony były upaprane.
          a w pojedynkę, bez zgody drugiej strony, nie miało prawa się nic stać.
          uznano, że jest remis, zapominamy o przeszłości i gramy od nowa.
          próba dojścia do ładu z tymi wszystkimi niedomówieniami i bagażami kompleksów, win i
          wstydu - byłaby zarzewiem wojny domowej.

          • pani_lovett Re: Zmarł Tadeusz Mazowiecki 29.10.13, 16:18
            Tak. Pokojowe, spokojne przeprowadzenie narodu z jednego ustroju w drugi to ogromna, nie do przecenienia zasługa Mazowieckiego.
            Ten argument imo powinien przeważyć wszystkie krytyczne opinie.

            korekta:
            "teczki"
          • pepsic Re: Zmarł Tadeusz Mazowiecki 04.11.13, 17:46
            ... a która zafundowała nam:
            uwłaszczoną ubecję i tysiące magistrów na zmywakach w UK. Coraz większe bezrobocie, szczególnie wśród młodzieży, montownie zamiast zakładów, wielkie kołchozowe markety zamiast miejscowych sklepików, degrengoladę w prawie w każdej dziedzinie połączonej z pseudofilozofią życiową lansowaną przez pseudofilozofów, zakłamane media wspierające właściwie układ mafijny...

            ~komentarz zapożyczony z onetu.
            • grek.grek Re: Zmarł Tadeusz Mazowiecki 06.11.13, 16:02
              czyli kapitalizm ?:]
              • pepsic Re: Zmarł Tadeusz Mazowiecki 06.11.13, 19:22
                Raczej kolonializm:(
                • grek.grek Re: Zmarł Tadeusz Mazowiecki 07.11.13, 17:11
                  wiesz, raczej niespecjalnie jest na co sie tutaj zasadzać, bo mamy niewiele do zaoferowania
                  potencjalnym wykorzystawczom. toniemy za to w bagnie przerostów administracji, płacimy
                  corocznie haracz klerowi, rolnikom, mundurowi idą na wysokie emerytury w wieku 35 lat, a
                  politycy to nieudolne złogi solidarnościowe, które rządzą za zasługi za spanie na styropianie, a
                  że wychowali się w tzw.komunie, to stosują metody komuny, czyli etatyzm i partia matuszka.
                  a to tylko wierzchołek góry lodowej.

                  jesteśmy inni niż Skandynawowie czy Niemcy, inna mentalnośc, skłonność do cwaniactwa, gestów Kozakiewicza i zgarniania pod siebie.

                  więc, tak sobie imaginuję, że musimy najpierw sprzątnąć własne podwórko.

                  poza tym, wiesz, trudno dzisiaj być całkowicie samodzielnym krajem, nie jesteśmy
                  Szwajcarią ani Norwegią, zawsze będziemy w jakiś sposób w strefie wpływów tych czy
                  tamtych; będąc w Unii trudno drzeć koty z Niemcami, lepiej z nimi współpracować.
                  • pepsic Re: Zmarł Tadeusz Mazowiecki 07.11.13, 19:19
                    To, że jesteśmy pachołkami Europu to raczej fakt dokonany. Tylko dziwne, że nie dostrzegasz głównego winowajcy.

                    Tu tez jest dobry kawałek:
                    Żeby tak widzieć sytuację w Polsce jak Olbrychski - trzeba być idiotą lub kanalią. Nasi umiłowani, obecni przywódcy zadłużyli każdego z Polaków na kilkadziesiąt tysięcy dolarów i nasz dług stale rośnie. Nasze wnuki będą jeszcze harować na słodkie życie międzynarodowych banksterów, którzy nie popuszczą ani centa. Polski przemysł nie istnieje a pośredniak oferuje rodakom zajęcie dojarza w Germanii pod warunkiem znajomości języka Goebbelsa, aby o 4 rano mogli pogadać ze szkopską krową jak równy z równym. Krajem rządzi antypolska mafia ignorantów sterowana przez obcych konfidentów. Majątek narodowy rozkradziony, miliony emerytów będą żreć kit bo ZUS jest bankrutem, tylko władze boją się to ogłosić. Chciwi i bogaci Żydzi wyciągają (prawem kaduka) - łapska po kilkadziesiąt miliardów dolarów naszych podatków. Kaduk to wg dawnego prawa - spadek pozostawiony bez spadkobiercy. Niektórzy śmiertelnie chorzy są bez opieki medycznej, bo państwa zobowiązanego do tej opieki - nie stać na nią z braku środków. Armię praktycznie rozwiązano w nadziei, że przed potomkami bolszewików i stalinowców obronią nas potomkowie SS-manów. Itp., itd. A ten cymbał cieszy się z cudzych blaszanych hipermarketów, które stosując marże do 300% nie płacą w Polsce podatków. Idiota lub kanalia. Tertium non datur."
                    Komentarz z portalu Karnowskich "wPolityce" zamieszczony pod rozmową z aktorem D. Olbrychskim.

                    Ps.W czasach przed ojejkowych przejechałeś sie kiedyś po Olbrychskim, a ja naiwna go broniłam. Pamiętasz?
                    • grek.grek Re: Zmarł Tadeusz Mazowiecki 09.11.13, 15:05
                      to skrajna wypowiedź :]
                      ani nie jest tak dobrze jak twierdzi aktor, ani tak tragicznie jak sugeruje autor cytowanego
                      wpisu [swoją drogą, dość zdecydowany w swoim stosunku do sąsiadów i mniejszości].

                      co mają powiedziec np. Hiszpanie, którzy w poszukiwaniu pracy przyjeżdzają do Polski, a bezrobocie wśród młodych w ich kraju bije rekordy ? jeśli Polacy są "pachołkami Europy", to kim, w świetle powyższego, są Hiszpanie ? całe południe Europy tonie w długach. u nas może i ZUS budzi uśmiechy irytacji, ale jednocześnie polscy emeryci zbudowali własnymi pieniędzmi imperium ojca Rydzyka, więc może nie jest tak strasznie źle :]

                      wiesz, to jest naturalna rzecz, że w Unii jeździ się za pracą. granice są otwarte. znajomośc języka obcego to dzisiaj, z wielu powodów, umiejętność podstawowa.

                      armia nie została rozwiązana.
                      doszło do uzawodowienia.
                      dzisiaj walka nie polega już na wysyłaniu milionowych oddziałów "szarej piechoty" i naparzaniu się po krzakach. dzisiaj działania wojenne prowadzi się za pomocą elektroniki i wyszkolonych specoddziałów.
                      poza tym, jesteśmy w NATO.
                      i najważniejsze - moglibyśmy armię naprawdę rozwiązać, bo nikt nie ma zamiaru Polski najeżdzać :] co my takiego mamy, co innym by było potrzebne ? kto w XXI wieku będzie rozpoczynał wojnę w tej części świata ? silni nawzajem siebie nie ruszą, wszyscy mają broń atomową, panuje równowaga strachu. czasy pały bejsbolowej minęły. gdyby w 39 tyle krajów miały atomice, to Niemcy nawet by nie pomyśleli o jakiejś napaści na Europę. autor wpisu myśli kategoriami XIX wiecznymi :]

                      dzisiaj polem bitwy jest gospodarka, ekonomia, dostęp i możliwości wydobywania i eksplotacji surowców naturalnych; wzajemne interesy. czy taka Brazylia narzeka, że Chiny biorą od nich rudy żelaza i inne ? - skąd, handel z Chinami winduje Brazylię do czołówki najlepiej rozwijających się krajów świata. my nie mamy czym handlować, nie jesteśmy Szwajcarią, nie mamy statusu mocarstwa, nie mamy się o co pultać :] jako jednostki możemy sięgać nieba, ale jako państwo powinniśmy trzeźwo szacować własny potencjał, szukać raczej współpracy niż konfliktu.

                      autor wpisu nie powinien się specjalnie popisywać tekstamni o "potomkach bolszewików", bo rynek zbytu dla polskiego mięsa, u tych "potomkow..." daje pracę i zysk wielu ludziom w prywatnych firmach. gdyby byli "potomkami...", to by rynek zamknęli i udusili "wrogów polaczków".

                      praca u "ziomkow Goebbelsa" to tez zadna hańba. taki jest dzisiaj świat. nie zawsze kapitał jest we własnym kraju, czasami trzeba pojechać te 300 km dalej.

                      czy to nie zabawne... przed 89 ludzie pokroju autora wpisu pluli na tzw. komunę, bo nie pozwalała jechać na Zachód, teraz granice otwarte, można pracować gdzie się chce, to znów źle, bo w Polsce powinna być praca :]] zawsze coś nie tak.

                      ludzie jadą do Niemiec, na Wyspy, do Holandii i widzą inny świat niż w Polsce, zakładają tam rodziny i budują domy. czy Polska ich wypycha ? czym ?

                      inni z kolei znajdują dom w Polsce. wracają tutaj.
                      miasta się rozrastają, liczba samochodów rośnie, ludzie jeżdzą setkami tysięcy na wczasy w dowolne miejsce świata, sklepy prosperują. a to kryzysowy czas jest.

                      pewnie, że istnieje sfera ubóstwa, że starszym ludziom brakuje w portfelu, że w służbie zdrowia się nie dzieje dobrze itd.
                      rzecz w tym, że sfery ubóstwa będą zawsze.
                      chciałbym żeby każdy miał co jeść i gdzie mieszkać, ale nie jestem utopistą, wiem jakie są realia. nie wszystkim da się pomóc.
                      system emerytalny będzie miał problemy, ale nie z powodu tego czy innego rządu, ale dlatego, że na pokolenia wyżu demograficznego będą zarabiały pokolenia obecnego niżu, więc na 2 emerytów zasuwać będzie 1 pracownik.
                      rząd nie ma z tym akurat faktem nic wspólnego.
                      a dzietnośc spada, bo czasy się zmieniły, modele życia, wizje osobistego rozwoju i kariery.
                      rozmnażanie się już nie jest dla wielu młodych ludzi priorytetem.
                      tu żadne becikowe ani ulgi nie pomogą, ludzie chcą inaczej żyć niż się tego od nich wymaga.
                      i nie obchodzi ich system emerytalny.
                      trzeba szukać innych rozwiązań, np. korzystnych warunków sprowadzania imigrantów i tworzenie polityki asymilacyjnej.

                      słowem, jest sporo do zrobienia, ale po primo - nie żyjemy w próżni, problemy innych państw odbijają się na tempie rozwoju Polski, a po drugo - fanem tego rządu nie jestem, ale nie jestem też fanem opcji którą, jak mniemam, wspiera autor wpisu. kłopot w tym właśnie, że oba warianty róznią się w warstwie deklaratywnej i świetnie się kłócą. jak chodzi o kompetencje są do siebie bardzo podobne, czyli słabo z tym u nich.

                      tu naprawdę "chciwymi żydami" nie da się wyjaśnić kiepskich rozwiązań systemowych, na których istotnie Polska traci, ale których zmiana wymagałaby myślenia ponad podziałami, wzajemnego wsparcia wszystkich opcji politycznych i szukania consensusu. główne partie chorują zaś na konfitury państwowe, reszta ich nie obchodzi, a dodatkowo zawsze jest PSL który zablokuje każdą zmianę, która uderzałaby w niezasłużone przywileje jego elektoratu, albo potencjalnego elektoratu konkurencji politycznej, zwiększając jej wpływy kosztem ich własnych.

                      mamy politykierów, a nie polityków. uważam, że tym ludziom stołki sejmowe pomyliły się ze stołkami mafijnymi, po obu stronach obecnego sporu. toczą rywalizację o to, kto będzie zbierał haracz na dzielnicy, a zapomnieli ze są w pierwszym rzędzie urzędnikami na Twojej, mojej, naszej pensji. jeśli miałbym wskazać największych złodzieji w tym kraju, to bez wahania wskażę palcem na Wiejską.

                      do tego mamy skrajnie upolitycznione media, które znajdują cel i namiętność w okładaniu się pałami, a o podwyżkach podatków czy planach wprowadzenia ACTA dowiadujemy się z internetu od ludzi i instytucji niezwiązanych z żadną ze stron aktualnie trwająćego konfliktu. nota bene, konfliktu z której obie główne partie świetnie żyją :] jedna drugiej gwarantuje pensje budżetowe, a na zmianę co kadencję albo dwie dorywanie się do cycka i dojenie z niego dla siebie i ziomali - aż im się ulewa.

                      przykro to powiedzieć, ale polityka w Polsce to domena ludzi mało bystrych, zakompleksionych, pozbawionych odpowiedzialności. ostatnim politykiem, który stwarzał nadzieję był Andrzej Lepper. prosty chłop, ale jednoczesnie inteligentny facet, który dużo się uczył, miał ambicję bycia politykiem poważnym i chciał coś zrobić, nie interesowały go frukta same w sobie. tez europejska 4 liga, ale jak na polskie warunki ekstraklasa. jako minister rolnictwa był najlepszym ministrem w rządzie ówczesnej koalicji, bardzo docenianym w UE. może własnie to, ze Lepper lewą ręką kładł, jak chodzi o energię i propaństwowe myślenie oraz najzwyczajniej w świecie racjonalizm myślenia, na łopatki Kaczora i Donalda jest najsmutniejszą recenzją polskiej polityki.


                    • barbasia1 Re: Zmarł Tadeusz Mazowiecki 09.11.13, 15:39
                      Post bardzo emocjonalny, pełen frustracji, co gorsza pełen pogardy dla naszych sąsiadów ("język Goebbelsa", "szkopska krowa" , "potomkowie bolszewików") i innych ("chciwi Żydzi"). (Skąd? Dlaczego?)
                      A nadmierna emocjonalność nie sprzyja racjonalnemu osądowi sprawy.

                      >Krajem rządzi antypolska mafia ignorantów sterowana przez obcych konfidentów.
                      Bardzo bym chciała wiedzieć, kim są i skąd pochodzą ci "obcy konfidenci".
                      • pepsic Re: Zmarł Tadeusz Mazowiecki 09.11.13, 20:08
                        Bo to nie imieniny u cioci;)
            • pani_lovett Re: Zmarł Tadeusz Mazowiecki 07.11.13, 15:16
              pepsic napisała:
              [...] ~komentarz zapożyczony z onetu.

              Ad vocem komentarz Jerzego Baczyńskiego z Polityki, napisany przed kilku laty w związku z 20-leciem 'pierwszego niekomunistycznego rządu' :

              Uroczystości 20-lecia „pierwszego niekomunistycznego rządu" boleśnie przypominają, jak bardzo w ciągu tych dwóch dekad popsuła się jakość polskich polityków i polityki. Można to, oczywiście, nazwać normalnością, w kontraście do tamtych niezwykłych, groźnych i romantycznych czasów. Werbalna agresja, populizm, partyjniactwo, to codzienność polityki, nie tylko zresztą w Polsce. Na tym tle ekipa Mazowieckiego (z Kuroniem, Balcerowiczem, Geremkiem i tylu innymi wybitnymi postaciami) jawi się dziś jak wyrzut sumienia. Wolno dziś wobec tej ekipy wygłaszać różne krytyczne opinie, tym dosadniejsze im bardziej oderwane od historycznego kontekstu - [...] - ale nikt uczciwy nie odbierze „ludziom Mazowieckiego" odwagi, wyobraźni, determinacji, etosu służby publicznej. Mamy w naszej najnowszej historii standard, do którego warto się odwoływać. A błędy? Dobrze, że Jerzy Buzek przypomniał, iż wtedy byliśmy pierwsi i przez długi czas kompletnie osamotnieni, że zmagając się z najcięższym w historii kryzysem musieliśmy od podstaw zbudować rynkowa gospodarkę i podstawowe instytucje demokratycznego państwa. Jeśli pamiętamy gdzie i w jakim stanie byliśmy wtedy i gdzie jesteśmy teraz, trzeba powiedzieć, że udało się nadzwyczajnie. A Tadeusz Mazowiecki okazał się naszym mężem opatrznościowym. Dobrze, że Sejm RP, po burzliwej debacie, uchwalił słowo „dziękujemy".
              www.polityka.pl/kraj/opinie/301677,1,baczynski-o-mazowieckim.read
              • pepsic Re: Zmarł Tadeusz Mazowiecki 07.11.13, 19:04
                Pierwszy niekomunistyczny rząd'
                He, he, może przypomnę, prezydentem RP byl wówczas Jaruzelski, a ministrem spraw wewnętrznych Kiszczak.

                Jakimże autorytetem jest konfident SB Jerzy Baczyński, czyli TW Bogusław?
                • pani_lovett Re: Zmarł Tadeusz Mazowiecki 07.11.13, 20:02
                  > Jakimże autorytetem jest konfident SB Jerzy Baczyński, czyli TW Bogusław?

                  Jesteś pewna, że Jerzy Baczyński był "konfident SB"? Są na to dowody?
                • pani_lovett Jerzy Baczyński 09.11.13, 14:28

                  > Jakimże autorytetem jest konfident SB Jerzy Baczyński, czyli TW Bogusław?

                  Jerzy Baczyński: nie byłem współpracownikiem służb PRL
                  2008-01-22

                  "Redaktor naczelny tygodnika "Polityka" Jerzy Baczyński zapewnia, że "nigdy nie był ani tajnym, ani jawnym, ani świadomym, współpracownikiem żadnej ze służb PRL; przeciwnie - przez kilka lat był przez te służby szykanowany i inwigilowany".

                  Baczyński wydał w poniedziałek oświadczenie w tej sprawie, w reakcji na artykuł "Wprost". Według tygodnika, Baczyński w lipcu 1981 r. został zarejestrowany przez SB jako kontakt operacyjny "Bogusław".

                  Autorka publikacji Dorota Kania przyznaje, że "w aktach bezpieki nie ma jednak żadnych podpisanych przez Baczyńskiego donosów", jest natomiast "kilka napisanych przez niego oświadczeń, raporty funkcjonariuszy i notatki agentów bezpieki z jego inwigilacji".

                  [...]

                  Jak napisał w poniedziałek Baczyński, Kania podczas rozmowy z nim jako powód sięgnięcia do IPN "po jego papiery dość otwarcie podała chęć odpłacenia mu za krytyczne stanowisko +Polityki+ w sprawie lustracji".

                  Baczyński przyznał, że przed wyjazdem do Francji w połowie 1981 r. został wezwany na rozmowę z dwoma mężczyznami, którzy zapewniali go, że "są z kontrwywiadu i nie mają nic wspólnego z SB". Mieli ostrzec go, że za granicą zetknie się z próbami werbunku przez zagraniczne wywiady. Zapowiedzieli, że na miejscu skontaktuje się z nim oficer, aby dowiedzieć się czy do takich prób doszło. "Po rozmowie podpisałem coś, co było (miało być) protokołem rozmowy i +instruktaż+ uznałem za zaliczony. Ani przez moment nie myślałem, czy będę jakoś zarejestrowany" - napisał Baczyński.

                  Jak dodał, po przyjeździe do Paryża zgłosił się w biurze prasowym ambasady, gdzie spotkał swego kolegę ze studiów, zwany Fałatem. "Spotykaliśmy się dosyć często (...) Kiedy, bodaj po trzech miesiącach, powiedział mi, że jest oficerem wywiadu i że to on ma mnie zapytać o ewentualne próby werbunku, powiedziałem, a on szczęśliwie to też zaraportował, że za takie podchody powinien dostać w mordę" - wspomina Baczyński.

                  Jak napisał, że w materiałach IPN, które streszczała mu dziennikarka, pojawiły zapiski dotyczące m.in. jego działania w Komitecie Koordynacyjnym Solidarności we Francji, zatrzymania na lotnisku w Warszawie, gdy zdecydował się wrócić do kraju i o tym, że władze podjęły decyzje, iż po powrocie nie może pracować jako dziennikarz (był pomocnikiem krawieckim, szyjącym kurtki na Bazar Różyckiego)".

                  www.wirtualnemedia.pl/artykul/jerzy-baczynski-nie-bylem-wspolpracownikiem-sluzb-prl
                  • pepsic Re: Jerzy Baczyński 09.11.13, 20:10
                    Nikt nie jest sędzią we własnej sprawie. Tłumczy się, jak Bolek.
                    • pani_lovett Re: Jerzy Baczyński 10.11.13, 13:05
                      Oczywiście, racja.
                      Ale dlaczego nie dopuszczasz możliwości, że Baczyński mówi prawdę? Albo choć nie jesteś mniej kategoryczna w formułowaniu oskarżycielskich sądów?
                      Zwłaszcza, że zawartość teczek, jak przyznała sama pani dziennikarka śledcza, mówi sama za siebie. Nie byłby to przecież jedyny przypadek, kiedy służby PRL-u, UB rejestrują potencjalnie wartościowego dla nich człowieka i próbują bezskutecznie zwerbować go różnymi sposobami, lub choć wydobyć bez jego świadomości cenne informacje.
                      • pepsic Re: Jerzy Baczyński 10.11.13, 15:05
                        Miały być dowody, oto są: Zatem co warta opinia człowieka współpracującego z SB w ramach tzw. kontaktu operacyjnego?

                        Kolejny raz podważasz moją wiarygodność, teraz doszły niemiłe przytyki. Chyba będę musiała dać Wam odpocząć na jakiś czas.
                        • pani_lovett Re: Jerzy Baczyński - do Pepsic 10.11.13, 16:24
                          Coś mnie tchnęło, żeby jednak zajrzeć tu jeszcze raz dziś...


                          > Kolejny raz podważasz moją wiarygodność, teraz doszły niemiłe przytyki.

                          Nie podważam Twojej wiarygodności, Pepsic, tylko rozmawiam, dopytuję, oczekując rozwinięcia myśli, kontrrargumnetów, które pozwoliłyby mi zrozumieć Twój punkt widzenia.

                          Pepsic, przepraszałam Cię już kilka razy. Przepraszam Cie teraz. Nigdy nie było moją intencją obrażanie Ciebie. Ale teraz zupełnie nie rozumiem tych zarzutów. Z całych sił zawsze staram się rozmawiać z szacunkiem dla rozmówcy, a już szczególnie z Tobą, którą od dawna, od zawsze lubię i cenię.

                          Kompletnie nie wiem , jak mam rozmawiać , żeby nie być ciągle posądzanym o obrażanie, o najgorsze.


                          >Chyba będę musiała dać Wam odpocząć na jakiś czas.

                          Nie rób tego, Pepsic, ja to nie są Wszyscy - Grek, Mania, Bronte i inni. Dlaczego oni mają cierpieć. Poczułaś się obrażona (ponownie) przeze mnie, więc tym razem ja powinnam zniknąć na kilka dni.

                          • pepsic Barbaro:) 16.11.13, 22:39
                            Masz rację, zachowuję się, jak dziecko, przepraszam
                            Na dodatek wszyscy zamilkli, Mania całkowicie, Siostra odzywa się zdawkowo, Grek cichutki, musiał go pan dentysta przemusztrować:)
                            Dziękuję za dowcipne limeryki nagrobne. Jestem pod wrażeniem:)
                            • barbasia1 Re: Barbaro:) 17.11.13, 12:47
                              Ożeż! Nie zauważyłam wczoraj tego postu! (prowadziłam w nocy intensywną mailową korespondencję biznesową ... ;)).

                              Pepsic, tak się cieszę, że jesteś! :)

                              Nie musisz przepraszać, wszystko rozumiem, polityka to bardzo drażliwy temat, budzi emocje, nawet jeśli tego nie chcemy.
                              A Bronte tyle razy przestrzegała, żeby tu nie dyskutować o polityce.

                              Forum zdaje się dostosowało się do sennej listopadowej aury. To przejściowy stan, mam nadzieję. :) Poza tym koniec listopada to też koniec sezonu jesiennego, koniec emisji różnych seriali, jeszcze więcej powtórek filmowych. Pozostaje więc tylko cierpliwie przeczekać.
                              Ja ma różne rzeczy na głowie, więc lekki przestój jest mi na rękę...

                              Ogromnie się cieszę, że spodobały Ci się nagrobki, które wymyśliłam dla Ciebie. :))))))))
                            • barbasia1 Re: Barbaro:) 17.11.13, 13:25
                              Wzruszyłam się dołączoną piosenką.
                              :)
    • barbasia1 Dziś premiera w Teatrze Telewizji-"Bezdech" 21:20 28.10.13, 20:29
      autorski spektakl Andrzeja Barta (którego jestem fanką) z Bogusławem Lindą w roli głównej i specjalnym udziałem Tadeusza Konwickiego.


      www.teatrtelewizji.tvp.pl/teatr_tv/aktualnosci/artykul/bezdech_12639864/
      • pepsic Re: Dziś premiera w Teatrze Telewizji-"Bezdech" 2 28.10.13, 20:36
        Miało być po dwudziestej. Nie zdążę na "Ojczyznę":)
        • barbasia1 Re: Dziś premiera w Teatrze Telewizji-"Bezdech" 2 28.10.13, 20:59
          Zdążysz! "Homeland" zaczyna się o 22:50 , choć niewykluczone, że będzie poślizg.
          Teraz w Jedynce jest dokument poświęcony Tadeuszowi Mazowieckiemu.
      • pepsic Re: Dziś premiera w Teatrze Telewizji-"Bezdech" 2 03.11.13, 15:54
        Nie rozumiem, jaki jest sens przenoszenia na ekran sztuki teatralnej, i marnotrawienia pieniędzy publicznych, skoro 80% dialogów jest niezrozumiałe.
        • pani_lovett Re: Dziś premiera w Teatrze Telewizji-"Bezdech" 2 03.11.13, 16:12
          pepsic napisała:

          > Nie rozumiem, jaki jest sens przenoszenia na ekran sztuki teatralnej, i marnotr
          > awienia pieniędzy publicznych, skoro 80% dialogów jest niezrozumiałe.

          Dźwięk?
          • pepsic Re: Dziś premiera w Teatrze Telewizji-"Bezdech" 2 04.11.13, 17:10
            Tak, niestety dźwięk w większości polskich produkcji leży i kwiczy:(
            • maniaczytania Re: Dziś premiera w Teatrze Telewizji-"Bezdech" 2 04.11.13, 17:48
              pepsic napisała:

              > Tak, niestety dźwięk w większości polskich produkcji leży i kwiczy:(

              niestety prawda, a szkoda, bo przeciez slyniemy w swiecie ze znakomitych np. operatorow filmowych ...
    • grek.grek Californication sez 6 odc 9 [1] 30.10.13, 11:45
      seks, zdrady, prawie-zdrady i pół-zdrady, a do tego jeszcze więcej seksu :]

      Moody zasypia nad, a właściwie - na maszynie do pisania. Kończy libretto do tej rockopery, co ją ma tworzyć z rockmanem Atticusem. Kiedy się budzi, w pokoju są Atticus, jego ochroniarz i naturalnie Łysy. Zasypują Hanka komplementami, znaczy się : to co napisał wreszcie się spodobało. Atticus mówi, że żona go wywaliła z domu za to, że, jakby to cenzuralnie napisać, żeby przeszło... wyjadał batona z wnętrza pokojówki ;]] Atticus chwali się, że podpatrzył ten "numer" u Marilyna Mansona. Hank i Łysy słuchają z zadziwieniem. Potem Atticus poleca Łysemu żeby załatwił koks, panienki i pianino, bo zamierza u Łysego trochę pomieszkać, jako że na razie nie ma domu, a ponad to - będzie tworzyć. Łysy delikatnie sugeruje, że może lepiej byłoby cały jubel zorganizować w hotelu, ale Atticus odpowiada "A od czego mam ciebie ? pomieszkam w twoim domu, bo nic nie muszę ci za to płacić" :] siła prostoty, hehe.

      Hank i Łysy wychodzą, a kiedy wracają wieczorem - jakaś na biało ubrana postać skacze niespodziewanie na Hanka i przygniata go do ziemi. Łysy zapala światło, postacią okazuje sie być Eddie Nero, aktor [Barbasiu, pamiętasz go z, bodajże, 4 serii ?, ten z brodą]. "Wzruszające" powitanie. Atticus podnosi sie z kanapy i też by chciał skakać na Hanka, ale Eddie zastrzega, że to jego patent i nikt inny nie moze tego robić. Moody oczywiście nie ma tu nic do powiedzenia, jest obiektem naskakiwanym. Wywiązuje się rozmowa, która w trymiga schodzi na tematy okołoseksualne. Eddie ma zagrać w tej rockoperze, daje pokaz swojego wokalnego talentu. Pyta Łysego, co u niego, na co Hank powiada, ze Łysy prawie zaliczył epizod homoseksualny. Eddie, a później Atticus opowiadają o tym jak, nie - prawie, o swoim przygodach z męskim seksem :] Atticus pyta Łysego, gdzie jest to, czego chciał : koks i dziewczyny ? Łysy "słucham ?", na co Atticus wścieka się i zaczyna demolować mu kuchnię. Ratuje chatę Łysego wejście towarzystwa : ochroniarza Atticusa, tego grubego dilera narkotyków, który pomagał Łysemu i Hankowi znaleźć jakaś zapomnianą gitarę dla Atticusa [3 albo 4 odcinek tej serii], no i oczywiście tabun kobiet, czy moze "lasek" ? Jest też Faith, która od razu wita się z Hankiem. Potem dołączają także Marcy i Karen. Zjawia się także wdowa po rockmanie pochowanym niedawno, ta wiecznie upalona i napalona. Od razu na wejściu wspomina epizod seksualny z Łysym, w samolocie przechodzącym turbulencje [6 albo 7 odc.]. Chwali Łysego, że się sprawdził i od razu porywa go na stronę, żeby ciachnąc na drugą nogę.

      Wyłazą chwilę później i wdowa znów zachwala Łysego, i to przy Marcy, i dorzuca "pierwszy raz miałam seks w pokoju dziecinnym" :]]

      Hank zamyka się w pokoju z Faith. Daje jej do przeczytania nową wersję swojego libretta i Faith ocenia ją pozytywnie. Hank liczy na jakiś seks, ale Faith mówi "moja rola skończona". Hank nie odpuszcza i kto wie czy nie udaje mu się jednak jej jakoś zachęcić do... pożycia :] A moze tylko się całują. Scena tego nie wyjaśnia.

      Karen jest zaskoczona, kiedy widzi Hanka z Faith, już w salonie. Faith na chwilę znika, a Karen od razu pyta Hanka : "nowa koleżanka ?", on na to "Muza... ale powiedz tylko słowo, a roztopię się w tobie". Karen jednak nigdy nie mówi "słowa", więc serial moze się kręcić bez przerwy wokół tego wątku ;]

      Zabawa się rozkręca. Marcy chce poznać Atticusa, ma słabośc do rockmanów. Tylko jak załatwić wejście do "prywatnego" pokoju Atticusa, skoro na straży stoi ochroniarz ? I to ochroniarz który nie chce przepuścić Marcy bez... powiedzmy - ustnej przysługi. Na to wkracza Łysy i dumnie wyciąga banknot z kieszeni, wrecza go ochroniarzowi i chce wprowadzić Marcy. Na nic. Na to wkracza Stu [wszyscy są, jak widać, hehe] i wyciąga PLIK banknotów. To lepiej działa.

      W środku jest Atticus i kilka topless dziewczyn, wyraźnie zmęczonych tym, co zdązyły już wypalić. Łysy przedstawia Atticusowi Marcy, która wygląda jakby przeżywała przygodę dekady. Kiedy Atticus dowiaduje się, ze zarówno Stu jak i Łysy byli/są męzami Marcy śmieje się do rozpuku. W półzamyśleniu mówi, że lubi raczej wysokie blondynki, ale Marcy jest całkiem niezła. Na to wyskakuje zza jej pleców Stu i zachwala jej seksualne talenta. Marcy każe mu się zamknąć. Kiedy wychodzi na jaw, że miała romans z Rickiem Springfieldem [pamiętasz, Barbasiu ? 3 seria :)], Stu nie moze się powstrzymać od wyrazów żalu, z powodu niewtajemniczenia w przeszłość żony. Atticus każe ochroniarzowi wyprowadzić obu panów, a Marcy może zostać. Wychodza niechętnie, zwłaszcza Łysy, który do końca próbuje, niczym czapla wyciągając głowę i robiąc miny, kontrolować co się dzieje w pokoju. Drzwi się jednak zamykają i szlus.

      Karen zamienia kilka słów z Faith. "Ty i Hank ?", pyta Karen, na co Faith "Okazyjnie" i sama podpytuje "Ty i Hank ?". Karen ostrzega ją, że była kiedyś na jej miejscu, że "potencjał twórczy Hanka", które obie mają/miały ambicję uruchomić, to pułapka, że w zasadzie Moody to taki gość, którego nie da się tak łatwo zostawić, a relacja z nim przynosić może także, a moze - głównie, cierpienie.

      Przy okazji, widząc że Hank kręci z Faith - Karen przylepia się do Eddiego Nero. Eddie ma na sobie jakiś biały kostium i czapeczkę, jakby z Indii wrócił i uprawiał jakąś religię, w każdym razie mówi komicznie patetyczno-półnawiedzonym tonem upalonego pseudohindusa. Karen idzie z nim konwersować, a Hank jest zazdrosny. Przy okazji pada nazwisko Richarda Batesa i Eddie wspomina, ze to własnie z nim miał swój homoseksualny epizod, zaraz po tym jak Bates napisał jakiś scenariusz, który Nero reżyserował :] Przy okazji udało mu się nakręcić scenę "orgazmu osiąganego za pomocą rąk i nóg jednocześnie" [hahaha] :]

      W pokoju Atticusa rockman i Marcy przymierzają się do skonsumowania znajomości, Atticus zastanawia się, jak by to zrobić, żeby było możliwie najciekawiej. Przy okazji mówi Marcy "daję ci szansę odsunięcia na bok tego szarego życia jakie prowadzisz, za pomocą seksu z rockmanem, który będziesz wspominać i opowiadać o nim potomnym" :] Komiczny jest nieoparcie. Wreszcie Marcy przerywa jego wywody i poleca "przestań gadać i bierz mnie". Konkretna kobiecina :]

      Rzeczy, już stojące na głowie, za chwilę stają na rzęsach. Oto bowiem w domu pojawia się zona Atticusa. Szczęśliwa, bo "już zamierzała złożyć papiery rozwodowe", kiedy nagle... zjawiły się czeki z kasą z tantiem [tantiemów ?], a nic tak nie rozmiękcza żony rockmana jak świezy dopływ gotówki za JEGO twórczość.

      ŻOna szuka Atticusa, brutalnie [bijąc tam gdzie boli mężczyznę najbardziej] forsuje zasieki ochroniarskie i wkracza do pokoju, gdzie Atticus, no cóż... wyjada batona z wnętrza Marcy :]] Żona klnie na czym świat stoi, już miała mu wybaczyć, a tu znowu TO SAMO za co się obraziła :] Wściekła drze czeki na strzępy i wypada z pokoju.

      Szuka ofiary. Ofiarą jest... yes - Hank. Hank, który od momentu, gdy Karen zaczęła flirtowac z Eddiem - nie odstępuje jej/ich na krok. I przestrzega Karen przed Eddiem, który, cytuję "defekował na ludzi !" [nie wiem, skąd ta informacja, może w 4 sezonie coś o tym było, heh].
      Zdradzona [hehe, przecież jej rockman zawsze ją zdradzał] żona bierze za ucho Hanka i prowadzi go do pierwszego lepszego wolnego pokoju. Moody ogląda się na Karen i Eddiego, aby po chwili wylądować w... pokoju dziecinnym [syna Łysego, kiedy akurat jest u ojca]. Jakiś misiek spada mu na twarz, a zona Atticusa go dosiada i domaga się seksu. Hank odmawia, ale podobno jeden z jego narządów, ten strategiczny, wcale nie ma nic przeciwko. Hank "on nie ma prawa głosu". Na co zona zachwala swoje umiejętności seksualne i Hank jest bliski kapitulacji. Ostatkiem woli rzuca "przecież kochasz męża", a do tego przychodzi odsiecz w postaci Faith. ZOna każe jej wyjśc, ona nie wychodzi, a tylko staje w drzwiach bokiem oparta o framugę, za to argument o mężu podziałał i Hank zostaje uratowany.


      • grek.grek Californication sez 6 odc 9 [2] 30.10.13, 12:04
        Wstaje z wysiłkiem z łózka i zabiera się do dziękowania Faith za pomoc, czemu ona bynajmniej nie jest przeciwna. Na to wchodzi Karen i widzi ich całujacych się. Na twarzy ma wielkie rozczarowanie. Wychodzi. "Biegnij za nią", mówi Faith do Hanka, który faktycznie koniecznie tego chce. Coś tutaj zapachniało sytuacją, w której Hank kocha Karen, a Faith zdązyła się zakochać w Hanku, ale wie, że on jej nie kocha, i że jakkolwiek by się nie lubili, to Karen jest # 1.

        Hank biegnie za Karen, a ona już łapie za rękę Eddiego Nero. I idzie z nim do pokoju. W celach wiadomych. TEraz Moody widzi chyba siebie w niej. Jest szczerze zaniepokojony. Siedzi z tym grubym dilerem, który na stole rozłożył milion działek kokainy i kto chce przychodzi sobie wciągnąć. I własnie Hank wciąga, żeby ukoić nerwy. "Co oni tam tak długo robią ? Rozmawiają, prawda ?", pyta Hank grubego, a gruby wyprowadza go od razu z naiwności - "rozmawiają... tak, akurat, jasne, Eddie Nero to przystojniak, czego ty oczekiwałeś".

        Wreszcie drzwi się otwierają. Wychodzi Eddie, cały rozanielony, widać że Karen wdziewa buty siedząc na łózku. Eddie podchodzi do Hanka i mówi o Karen 'wspaniała kobieta !", na co Hank wali go pięscią w nos. Eddie rewanżuje się kopniakiem. Hanka zarzuca na zakręcie i wpada tyłkiem i plecami prosto na tej stół z kokainą, która rozsypuje się na prawo i lewo, diler klnie i wygląda jakby ktoś go posypał cukrem pudrem. Eddie rusza do ataku na Hanka - imituje styl "pijanego mistrza", wygląda to przezabawnie. Wreszcie Hank ma dosyć tych wężowych ruchów Eddiego i po prostu powala go na podłogę, a ścislej - na stolik, który pęka pod cięzarem Nero. MOody kończy dzieło rozbijając na głowie Eddiego jakiś szklany wazon.

        I ledwie jedna akcja się kończy, juz zaczyna się następna. Z pokoju wychodzi upalony Atticus, włazi na krzesło i oznajmia, ze kocha swoją żonę, tylko ją, robi "rachunek sumienia" i zeznaje, ze był fatalnym mężem i człowiekiem. Wyjmuje pistolet, towarzystwo z krzykiem rozstępuje się na boki i staje w [ciągle mało bezpiecznej] odleglości. Żona każe mu przestać pajacować. Ale Atticus kontynuuje - że stworzył siebie jako rockmana zyjącego w taki, a nie inny sposób i zamierza siebie unicestwić, zanim to rockowe wcielenie unicestwi jego. Wkłada sobie lufę do ust. Żona widząc co się święci - wybacza mu. A on jest cały szczęśliwy, złazi z krzesła i dopomina się, ze potrzebuje kogoś, kto go w życiu bedzie dyscyplinował. Zona specjalnie mu nie wierzy i za seks pozamałżeński oraz szopkę jaką odstawił - powala go prawym sierpowym, a gdy dodatkowo okazuje sie, ze pistolet, ktorym Atticus wymachiwał był nienabity - krewka żona przystępuje do glanowania leżącego rockmana :]]

        Wszyscy na to patrzą, wreszcie Karen zabiera torebkę, wstaje z kanapy, patrzy z wyrzutem na Hanka i wychodzi. On za nią.

        Jest noc, są na plaży, Karen wyznaje mu, że przyszła, bo miała nadzieję, że w końcu "coś się stanie" między nimi, że "trach i zaskoczą tryby" ich związku. Hank mówi jej, żeby się zadeklarowała. Jesli chce, żeby nie spotykał się z innymi, to niech to wreszcie powie, okresli swój stosunek do niego, bo on nie może siedziec, siedzić i czekac na 'trach". Karen na to, że wie, iż nie są oficjalnie razem, więc nie ma pretensji o to, ze Hank sypia z innymi, ale... nie może znieść żalu, że "inna patrzy na niego tak, jak ona patrzyła dawno temu". Czyli, może Faith zainspiruje takze ich związek ? :] Karen dodaje, ze próbowała tego wieczora zachowywac się, jak Hank, ale to nie dla niej, ona tak nie umie. Chciałaby raczej, żeby siebie nawzajem nie ranili. Jak wiadomo, Hank także tego chce, więc kończą odcinek w objęciach, przy taktach "Notthing Else Matters".

        www.youtube.com/watch?v=ViCdvAkaYYU
        • pani_lovett Re: Californication sez 6 odc 9 [2] 30.10.13, 16:03
          Ale romantycznie zrobiło się na zakończenie ... :))

          www.tekstowo.pl/piosenka,metallica,nothing_else_matters.html
          Po tym momentami obrzydliwym odcinku to ja się boję , co pokażą w 7. sezonie, jakie fantazje ...


          Oczywiście, że pamiętam Eddiego Nero ( przypominał Brada Pitta, kiedy ten sobie brodę zapuścił). I Ricka Springfielda z 3. serii. Jakże bym mogła zapomnieć, sezon 3 i jego bohaterów, to mój sezon, specjalnie i tylko dla Ciebie opowiadałam go, bo naszym miłym koleżankom ten serial jakoś nie przypadł do gustu!??
          Dlatego przeboleć nie mogę, że te sezon 3. nie podobał Ci się za bardzo.

          Polubiłam żonę Atticusa. ;))



          :)
          • grek.grek Re: Californication sez 6 odc 9 [2] 30.10.13, 17:03
            owszem owszem :] zostały już tylo 3 odcinki, więc : albo jest to zapowiedź happy endu serii, którym byłoby chyba choćby tylko pozostawianie Karen i Hanka w stanie pokoju ;], albo też jest to sprytne podpuszczenie, po ktorym nastąpi jakiś mocny twist, czyli tradycyjnie Hank wszystko zepsuje, aby mógł powstać 7 sezon.

            haha :]
            no tak, w tym odcinku poszło na noże.
            zresztą, seria sama w sobie sięga już do głębin nieużywanych zbyt często w telewizji/kinie
            pomysłów w obszarze erotyki.
            ale przy okazji jest to wszystko z takim fajnym przymrużeniem oka napisane i zagrane.
            no i jakie obśmianie tzw.rockandrolowego stylu życia, prawda ? :]
            [a zdaje się, ze przeszło to do historii razem z rockiem lat 80-tych, dzisiaj muzycy to
            biznesmeni, dbający o kondycję, której wymaga zarabianie pieniędzy w tym fachu, dlatego dłuzej żyją, dłużej koncertują, udzielają się w wielu projektach naraz, a coraz rzadsze opowieści o "balangach stulecia', to już tylko wyssany z palca marketing. hmm, z tego punktu widzenia, pokazany w serialu rockstar lifestyle byłby tylko powiewem zapomnianej... romantycznej epoki, prawdaż ?]

            yes, to ten sam :]

            och, pamiętam doskonale, zaczytywałem się w Twoich opisach, były one lepsze niż sam sezon, ale naprawdę wiele z niego zapamiętałem i wspominam z sympatią - 3 ostatnie odcinki, the best of Sue Collini, Łysy w walce karate, wizyta nowojorskiego kumpla Hanka, kiedy powiało nostalgią bardzo plastyczną, itd itd, no i przecież "trzy gracje" kręcące się wokół Hanka i ta świetna scena, kiedy trzyma on jabłko w dłoni, one trzy [to było podczas lekcji prowadzonej przez profesora Moody'ego] wdzięczą się do niego, a on zastanawia się, której jabłko dac, co przypomina mitologiczne "jablko dla najpiękniejszej"; ścięcia Hanka z tym sztywniakiem dyrektorem, Hank i Łysy budzący się w samochodzie rankiem na deptaku przy Venice Beach [moja ulubiona scena z tej serii, mam nadzieję że to z tej ???i]... było tego sporo, naprawdę dobrze wspominam, ale cieniem kładzie się ta scenografia szkolna, która odebrała tej serii część klimatu. ale to jedyny minus, no może jeszcze zapięta pod szyję pani dyrektorowa ;]

            haha :]
            przebojowa jest, bez wątpliwości.

        • pani_lovett Re: Californication sez 6 odc 9 [2] 30.10.13, 16:07
          >Coś tutaj zapachniało sytuacją, w której Hank kocha Karen, a Faith zdązyła się zakochać w >Hanku, ale wie, że on jej nie kocha, i że jakkolwiek by się nie lubili,
          >to Karen jest # 1.

          I to jest mój ulubiony motyw serialu. :))
          • grek.grek Re: Californication sez 6 odc 9 [2] 30.10.13, 17:05
            :]
            bardziej współczujesz Faith [jakkolwiek jej zakochanie nie jest pewniakiem, ale mocną sugestią] czy admirujesz dozgonne uczucie na linii Hank-Karen ? :]
            • pani_lovett Re: Californication sez 6 odc 9 [2] 30.10.13, 17:19
              Oczywiście, że admiruję dozgonne uczucie na linii Hank-Karen . :)

              A Faith pewnie wkrótce pocieszy się innym artystą. Ma łatwość zakochiwania się. :)

              >"jakkolwiek jej zakochanie nie jest pewniakiem, ale mocną sugestią" - na pewno, nawet Karen zauważyła jej zakochane spojrzenie skierowane na Hanka.
              • grek.grek Re: Californication sez 6 odc 9 [2] 31.10.13, 16:35
                tak czułem :]

                Faith to muza, znajduje talent, który - wg niej - potrzebuje inspiracji, by zrealizować
                swój potencjał i pomaga mu w tej sztuce. Tyle, że rozstanie na pewno i ją trochę
                kosztuje, bo zapewne nie sposób traktować takich związków "na zimno", jakis rodzaj
                przywiązania musi się zrodzić.

                właśnie, trudno orzec o jaki rodzaj "patrzenia" chodziło ? "tak jak ja na ciebie kiedyś", to może mieć wiele znaczeń, wg mnie - od zakochania po jakiś rodzaj świeżego zaintrygowania, wszak Karen ma na koncie wiele lat życia z Hankiem i patrzy na niego, dosłownie i w przenośni, przez pryzmat tych przejść. a moze chodzi o to, że jej samej jest siebie szkoda, tego co utraciła przez te lata, a czego w ich związku brakuje ? może dostrzega, że o ile Hank ciągle ma entuzjazm w stosunku do niej i ich związku, to własnie ona i jej zwietrzałe uczucia są przeszkodą ?

                [luźny serial, a proszę - tu i tam kryja się liczne złożoności, prawdaż ? hehe]
    • grek.grek Zakazane Imperium sez 1 odc 9 [1] 31.10.13, 12:08
      Stop nastąpił w momencie, gdy Margaret odkrywa księgę rachunkową Nucky'ego, z której dowiaduje się, że jej... konkubent-dobrodziej handluje na zawrotną skalę alkoholem. Idealistka i aktywistka kobiecego ugrupowania popierającego prohibicję będzie musiała zdecydować, co z tym zrobić. Uczucia i wygodę położyć na ołtarzu uczciwości obywatelskiej i donieśc łapsom federalnym ? A może raczej zachować to dla siebie, na czarną godzinę :], ewentualnie potraktowac to bez konsekwencji, jako kolejny etap odkrywania i akceptowania uwikłań swojego mężczyzny, z których sama przecież czerpie niepośledni zysk, czyli pójśc na kompromis między egiozmem, a służbą społeczeństwu. Co komu przyjdzie z wpadki Nucky'ego Thomspona ? Rynek przejmą inni i sytuacja się nie zmieni, bo cała ta prohibicja to walka z wiatrakami prowadzona przez głupców za pomocą naiwniaków :]

      Margaret, póki co, nic nie robi z pozyskaną wiedzą, nie wydaje się też specjalnie zaskoczona, podejrzenia miała już wcześniej [przy okazji Wieczoru Celtyckiego, 5 albo 6 odcinek].

      Nucky ma na głowie ważniejsze problemy. Ktoś zasadza się na jego pozycję w mieście. Gang włoskich imigrantów, braci D'Alessio, wspierany przez Lucky Luciano, człowieka nowojorskiego gangstera Rothsteina, mającego poważne rachunki do wyrównania z Nuckym. W ostatnim odcinku napadają oni na nielegalne kasyno, które płaci haracz miastu, czyli także, a może głównie Nucky'emu, skarbnikowi-szarej eminencji Atlantic. Ranią poważnie Eliasa, szeryfa i brata Nucky'ego.

      Elias leży w szpitalu, będzie żył, ale trochę to potrwa zanim wyjdzie. Jest nieźle wkurzony tym, ze dał się zaskoczyć i postrzelić jakimś "makaroniarzom". W rozmowie sam na sam, Nucky mówi, że nie jest problemem kasa, która przepadła, ale to, ze gazety piszą o tym napadzie, a kandydat Demokratów na burmistrza Atlantic, niejaki Fletcher, zadaje bardzo kłopotliwe pytania, np. a'propos tego, co robił szeryf miasta późnym wieczorem w nielegalnym kasynie,; stawia poważne zarzuty obecnemu burmistrzowi. A wiadomo, ze zarówno szeryf jak i burmistrz są kukłami, którymi steruje Nucky. Jesli w zbliżajacych się wyborach wygra Fletcher, to sytuacja bardzo się skomplikuje, bo wygląda na to, ze jest to gość, który nie będzie tańczył jak mu skarbnik zagra. To Nucky'ego martwi najbardziej w tej całej sytuacji.

      Problem z braćmi D'Alessio [mają imiona po papieżach, hehe] ma rozwiązać powrót do Atlantic City Jimmy'ego Darmody'ego. Przyjeżdza przedpołudniowym pociągiem, i kiedy Nucky zjawia się w biurze - już tam jest. Nucky sugeruje, ze Jim mógł go uprzedzić o swoim przyjeździe, Jim na to, że wysłał telegram. Nucky go jednak nie dostał. Rozmawiają o przyszłej wspołpracy, Jimmy chce gwarancji, ze będzie mógł pracować ze swoim przyjacielem Harrowem. Nucky interesujee się nim, pyta o to, dlaczego nosi on maskę na twarzy. Jimmy wyjaśnia, ze facet na wojnie stracił lewą połowę twarzy. Siedzący z nimi zastępca szeryfa głupkowato wtrąca sie "I nadal żyje ?". Jimmy prosi Nucky'ego o rozmowę w cztery oczy. Policaj więc opuszcza lokal, a Jimmy chce od Nucky'ego wprost usłyszec, co ma zrobić z braćmi D'Alessio. "Mam ich zabić, tego chcesz ? powiedz mi to wprost, żebyś później nie miał obiekcji", naciska. Nucky się wykręca, Jimmy kręci głowę "Polityk z ciebie, zawsze polityk..." i dodaje "Nie chcesz tego powiedzieć, ale od prawdy nie uciekniesz, jesteś mordercą". Nucky słucha tego w milczeniu, a kiedy Jimmy powtarza pytanie "mam ich zabić ?", odpowiada wreszcie "Tak". Jimmy ogląda jeszcze raz ich zdjęcia, wybiera fotografię najmłodszego z braci i pyta wymownie "Tego dzieciaka też ?". I to pytanie pozostaje juz zawieszone w powietrzu. Taki biznes.

      Jimmy wraca do domu. Zastaje swoją żonę, Angelę, wraz z małżeństwem Dittrichów.

      Chwilę przed pojawianiem się Jima - cała trojka bardzo wesoło sobie poczyna. Dittrich ogląda obrazy malowane przez Angelę - zachwala i mówi o swoim znajomym marszandzie, który akurat jest w Paryżu, ale kiedy tylko będzie w Ameryce - odwiedzi ich, przyjrzy się dziełom Angeli, jest duża nadzieja, że znajdzie kupca. Są też plany przeprowadzki, Angela marzy o Nowym Jorku, gdzie mogłaby się rozwinąć jako artystka.

      Żona Dittricha i Angela mają romans. Ale co ciekawe, kiedy otwierają winko, i przy okazji obie panie zaczynają się całować - pan Dittrich dołącza do nich, Angela niby chce się wycofać, ale żona Dittricha ją zatrzymuje i Angela przyłącza się do nich. Zaczyna się robić gorąco... no i właśnie wtedy pukanie do drzwi i staje w nich Jimmy, ktorego Angela miała nadzieję nigdy już nie zobaczyć.

      Jego wyjazd, a właściwie - ucieczka, z miasta były jej bardzo na rękę. Nie kochała go chyba nigdy, a kiedy wrócił z wojny, wycofany i z głową nabitą koszmarnymi obrazami - nie kochała go tym bardziej.

      Dittrichowie wychodzą, Angela jest niemile zaskoczona, zaledwie trochę tylko to ukrywa. Seks zamiast z nimi, ma z nim, ale kiedy następnego dnia przy śniadaniu Jimmy zwierza sie z tego, że dostał świetnie płatną pracę u Nucky'ego, snuje plany przeprowadzki w lepsze okolice miasta - Angela nie ma najbardziej zadowolonej miny. Jej plany legły w gruzach. Znów ma perspektywę bycia matką, żoną i pomocą kuchenna, a nie wyzwoloną malarką romansująca z kobietą, a nawet ocierająca się o pikantny trojkąt :] Jimmy się zmienił : ubiera się lepiej, z troską i miłością podchodzi do syna, którego wcześniej nie traktował zbyt dobrze, a wręcz irytowała go jego obecność [efekt pobytu w Chicago, gdzie sporo przemyślał i przekonał się, ile znaczy rodzina]. Najlepszy pomysł zostawia na koniec : radośnie proponuje Angeli, żeby postarali się o drugie dziecko. I zadaje pytanie synowi jedzącego śniadanie "Chciałbyś mieć braciszka ?", na co ten oczywiście krzyczy, ze chciałby. To dopiero ją trafia w punkt. Nie daje nic po sobie poznać, milczy, ale w oczach ma strach : co on jeszcze planuje, żeby mnie uwiązać przy kuchni i pieluchach ?

      Jimmy odwiedza swoją matkę, Gillian. A u Gillian przebywa jej kochanek, Luciano. Trudno teraz orzec, czy Gillian wdała się w romans z nim, wiedząc, że Luciano jest w Atlantic żeby szkodzić Nucky'emu i przy okazji zabić jej syna, ktory przecież odpowiada za kradzież alkoholu należącego do Rothsteina, bossa u którego Luciano jest zatrudniony, a przy tej okazji - zastrzelenie 5 kurierów, w tym członków rodziny Rothsteina. MOże jednak chciała się przy okazji zabawić ? :]

      Tak czy owak, kiedy Luciano leży w betach - Gilian pokryjomu wpuszcza JImmy'ego i za moment Jim celując z pistoletu w Luciano, każe mu się ubrać. Luciano widzi, że Gillian go wystawiła [wiedział, ze to matka Jimmy'ego, ale o zdradę jej nie podejrzewał, naiwniak ?], cedzi "ty ku...", na co Jimmy reaguje "Licz się ze słowami, mówisz o mojej matce". UBranego Luciano Jimmy wyprowadza z mieszkania, idą schodami w dół, Jimmy cały czas kontroluje sytuację ukrytym pod marynarką pistoletem. Na dole czeka na nich... agent Van Alden i jego dwóch współpracowników - z wycelowanymi w Jimmy'ego pistoletami.

      Jak do tego doszło ?

      Oto dzień wcześniej do biura agenta Van Aldena dzwoni telefon. Z zarządu kolei. Tam też rządowi mają swoich ludzi. Van Alden dowiaduje się, ze tarabanił do nich lokaj NUcky'ego Thompsona z pretensjami o to, że przepadł gdzieś telegram wysłany z Chicago przez Jimmy'ego Darmody'ego z do pana Thompsona. Van Alden dowiaduje się teraz dopiero, ze zarząd kolei przekazał ten telegram jego współpracownikowi, agentowi Sebso.

      Kiedy więc Sebso wchodzi do pokoju, Van Alden wściekły naskakuje na niego, co z tym telegramem, motyla noga ? Sebso wygląda jakby wracał z dalekiej podróży... puka sie w czoło, no jasne - zapomniał ! Wyciąga ten telegram z szuflady. Van Alden wkurza się jeszcze bardziej, kiedy jego treśc dotyczy daty i godziny przyjazdu Jima do Atlantic. Gdyby wiedział - mógłby go zgarnąc już na dworcu, a tak...

      ... zaczaja się przy domu matki Jimmy'ego, słusznie przeczuwając, że musi się on tam pojawić.
      • grek.grek Zakazane Imperium sez 1 odc 9 [2] 31.10.13, 12:49
        I tak oto dochodzi do sytuacji, w której Van Alden i jego ludzie celują w Jima, a on w Luciano. Ktoś musi odpuścić, i jest to Jimmy. Luciano nie posiada się ze szczęścia - nie ma wątpliwości, że Jimmy prowadził go w jakieś ustronne miejsce, żeby posłać do krainy wiecznych łowów. Van Alden, aresztując podejrzanego o 5 zabójstw Jimmyego ratuje przy okazji życie gangsterowi.

        Na komisariacie Van Alden przesłuchuje Jimmy'ego, ale ten ma alibi na ten wieczór, kiedy napadnięto na konwój Rothsteina i zabito jego 5 kurierów. Jimmy opowiada, że był tamtego wieczoru [mięsdzy 19, a 23:00] w kinie, oglądał film, podaje nawet tytuł. Van Alden odpowiada, ze ten film ma niewiele ponad godzinę, co więc Jimmy robił w kinie przez bite 4 godziny ? Jimmy na to, że usnął podczas projekcji, obudził się o 23 i poszedł do domu. Van Alden jest wpieniony, naskakuje na niego ostro i żąda przyznania się do winy i zaprzestania odgrywania marnej komedii. Ale Jimmy nie wygląda na przestrasznego, twardo trzyma się swojej wersji. Van Alden każe odprowadzić go do aresztu.

        Kilka godzin później odwiedza tam Jimmy'ego Nucky. Jimmy bardzo by chciał wyjśc, a jesli nie, to przynajumniej pogadać z adwokatem, omówić jakąś linię obrony przed sądem. Nucky spokojnie tłumaczy mu, że to nie jest najlepszy pomysł. Jimmy denerwuje się "miałes wszystko załatwić ! mówiłeś, że mogę wrócić, bo wszystko załatwisz !". Najgorsze jest to, że Van Alden ma świadka, niejakiego Billy'ego, którego wtedy Jimmy i Capone wykorzystali do zatarsowania autem drogi konwojowi Rothsteina. Istotnie, od kilku odcinków wiadomo, że Billy jest w rękach fedsów, w związku z zatrzymaniem w sprawie innego przestępstwa. Zgodził się zeznawać przeciw Jimmy'emu w zamian za złagodzenie kary.

        Nucky jeszcze bardziej spokojnie mówi mu, że tego nie da się załatwić PRZED SĄDEM, żadnego adwokata tu nie trzeba, ale Jimmy musi posiedziec w tym areszcie. Cierpliwości.

        Van Alden, po zatrzymaniu Jima, dzwoni do swojego przełożonego, bodaj w Filadelfii. Powiadamia o zatrzymaniu Jimmy'ego. Zawierają umowę, wedle której Jim oraz Billy mają zostać przewiezieni do Filadelfii, dla bezpieczeństwa, aby pozostawali poza wpływami tych, którzy ewentualnie chcieliby ich odbić albo uwolnić w inny sposób. Facet z ktorym rozmawia Van Alden, słysząc, że aresztował on Jimmy'ego - ma nietęgę minę... już wiadomo, że coś tu nie gra.

        Margaret zaprzyjaźnia się z Nan Britton, kochanką [ i matką jego dziecka] kandydata na prezydenta Hardinga, przywiezioną do Atlantic City "na przechowanie", na czas wyborów. Margaret chodzi z nią na spacery, rozmawia, a potem prowadzi do sklepu z eksluzywną francuską galaneterią, w którym pracowała. Żeby kobiecinę ubrać w najlepsze ciuchy jakie oferuje rynek :] Właścicielka madame traktuje teraz Margaret jak księżniczkę. Od razu woła garderobianę ["Maryśka !" - yes, Maryśka, czyli Polka, pucołowata, zajadąca coś pod nosem, naburmuszona, o której Madame mówi z przekąsem "Polka... zero gracji, zero wdzięku... stoi jak krowa do wydojenia" :))], ktgóra prowadzi Nan na zaplecze, aby mogła poprzymierzać do lepsze wdzianka.

        Kiedy zostają same, madame zwierza się Margaret, że jej sklep chyli się ku upadkowi. Wszystko przez cholerycznie wysokie opłaty, jakie musi odprowadzać do miejskiego skarbca. Margaret proponuje, żeby porozmawiała z którymś z radnych miasta. Ale madame wie, że to na nic, prosi Margaret, żeby pogadała z Nuckym, on może pomóc od ręki. Margaret zmieszana jest nieco, ale madame nie słysząc odmowy mówi jej prosto do ucha : nie zdajesz sobie sprawy jakie masz wpływy, powiedz mu jaki jest przystojny, powiedz jak go kochasz i ile dla ciebie znaczy... w ten sposób możesz uzyskać, co zechcesz. Margaret słucha tego zawstydzona co nieco.

        Wieczorem podejmuje pierwszą próbę. Opowiada Nucky'emu o problemach jakie ma madame ze swoim sklepem. Nucky beznamiętnie poleca rozmowę z radnym. Ale Margaret mówi, że madame już próbowała i to na nic. Nucky na to, że jeśli nie daje rady płacić, ile trzeba, to musi zwinąć biznes, "to Atlantic City, takie sa tutaj ceny". Margaret próbuje nakłonić go, żeby osobiście zredukował opłaty dla sklepu, ale Nucky odmawia i nie jest zadowolony z tego, że Margaret próbuje od niego coś wydębić. Nie ma przekonania do jej motywacji, bo istotnie Margaret zdobywa się tylko na "kiedyś mi pomogła, chciałabym się odwdzięczyć" - to nie brzmi wiarygodnie.

        Druga próba jest już skuteczna. Margaret jest inteligentna, więc uderza we właściwym momencie. Nucky prosi ją o to, zeby zabrała głos w imieniu kobiet na spotkaniu przedwyborczym. Ona się kryguje, że specjalnie wymowna nie jest, ale robi to tylko po to, żeby podbić cenę. Kiedy Nucky zaprzecza jej słowom, ona podejmuje znów temat sklepu. Mówi, że jesli ma być reprezentacyjną kobietą wpływowego polityka, jesli ma występować na takich jublach, to musi się ładnie ubrać. A jesli madame zbankrutuje, to KTO jej doradzi jak się ubrać właściwie ? "Ufam tylko madame, jak ona odejdzie, to kto mi pomoże ?", pyta Nucky'ego. I to jest dobry argument. "Czemu od razu tak nie powiedziałaś ?", pyta Nucky, a Margaret odpowiada "Bałam się, ze to zbyt egoistyczny powód...", na co on "Takie powody z chęcią akceptuję". Margaret siedzi na łózku, i widać jak dociera do niej wiedza, która daje jej przyjemność nieznaną dotychczas : oto wpływowy gość, a ja jestem w stanie uzyskać od niego to, co chcę. jesli on tutaj rządzi, a ja umiem rządzić nim, to kto naprawdę rządzi ? :]

        Kiedy Margaret pojawia sie ponownie w sklepie - madame, cała radosna, informuje ja, ze jej opłaty zmalały bardzo i jest w stanie dalej prowadzić sklep. Z ramach podziękowania ofiaruje Margaret ubranie dla córki i drogą jak cholera szczoteczkę do włosów dziecka. Ale Margaret patrzy na nią i mówi "To ja pani pomogłam, nie moja córka". I madame spogląda na nią w połowie zaskoczona, w połowie z podziwem. Margaret szybko się uczy.

        Zabawny jest moment, kiedy madame wychwala Margaret "Od razu kiedy pierwszy raz cię ujrzałam wiedziałam, ze jesteś z lepszego kruszczu, szlachetniejszego", na co Margaret przypomina jej, zgodnie z prawdą, ze kiedy przyszła do pracy madame potraktowała ją szorstko, obcesowo i poleciła jej "myć się częściej, bo śmierdzi". Madame wpada w panikę, zwala wszystko na swój "beznadziejny angielski". Ale Margaret nie ma jej tego za złe. Wszelako zaczyna mieć świadomośc tego, na co ją teraz stać. Nie jest już skromną dziewczyną, której pomaga wpływowe panisko. Zaczyna rozumieć możliwości jakie się przed nią otwierają i jak należy postępować z ludźmi, zaznaczać swoją pozycję i przewagę. I to ją wyraźnie kręci :]

        W Nowym Jorku Rothstein spotyka się w swojej sali bilardowej [komnata lepsza niż kiedyś mieli królowie ;)] z paroma ludźmi. Podpisują kontrakt, na dostawy alkoholu. Nie bimbru pędzonego pokątnie, ale dobrej brytyjskiej whisky. Rothstein planuje ją przywozić z Wysp, przemycać do punktów kontaktowych w Ameryce i stamtąd rozprowadzać. Ma to być towar dla elity, drogi, ale/i zyskowny. Najlepszą bazą dla tej działalności jest wg niego Atlantic City. Problemem : Nucky Thompson. Jeden z gości mówi "Kulka w oko i po problemie", ale Rothstein tylko się uśmiecha. Potem podpisują umowy, wszak Rothstein pakuje w to dużo swoich pieniędzy, którymi oni mają bezpośrednio dysponować. "Dzięki tym papierkom będziecie mieli motywację, zeby niczego nie spartolić", powiada. Oni mają średnio zadowolone miny, bo już wiedzą, ze jedna pomyłka, na której Roithstein straci - i idą do piachu.

        Jimmy Darmody jest więc przewożony do Filadelfii. Razem z Billym. Samochód prowadzi agent Sebso. Zatrzymuje go tuż za rogatkami Atlantic City. Toaleta. Jimmy zostaje w aucie. Billy wychodzi. Sebso rozkuwa go, żeby mógł zrobić, co tam potrzebuje. I chwilę później - Sebso strzela do Billy'ego. Zabija go na miejscu. Potem bierze kamień i wali się nim z całej siły w głowę.


        • grek.grek Zakazane Imperium sez 1 odc 9 [3] 31.10.13, 13:15
          Nic więc nie było przypadkiem : ani "zapomnienie" przez Sebso o telegramie z Chicago, ani mina zwierzchnika federalnego na wieść o aresztowaniu Jimmy'ego przez Van Aldena.

          Sebso likwiduje świadka oskarżenia, fingując, ze został przez niego napadnięty i musiał się bronić. Nucky mówił, ze załatwi Jimmy'emu oczyszczenie i wyjście z aresztu - i załatwił. Generralnie, jeśli Van Alden nie domyśli się, że jest robiony w bambo przez swoich kolegów, to będzie ostatnim naiwniakiem.

          [ wtrącając... kiedy Angela Darmody, po powrocie Jima, odwiedza Dittrichów u nich w zakładzie fotograficznym, są bardzo oficjalni. Zwłaszcza on. MÓwi, że ten marszand nie wraca do Ameryki, póki co, a poza tym... tak naprawdę obrazy Angeli są dośc wtórne, są kopią stylu pewnej uznanej już artystki francuskiej [słowo daję, nie pamiętam nazwiska]. Dodaje też, że skoro mąz wrócił, to Angela nie potrzebuje już pieniędzy... Pani Dittrich nie odzywa się, patrzy na nią z boku trochę pod tytułem "przepraszam za niego", a trochę jakby się z nim zgadzała... w każdym razie - po powrocie Jimmy'ego stosunki Angeli z Dittrichami momentalnie się ochładzają i Angela bardzo to przeżywa. Pytanie : kiedy kłamali na temat jej obrazów ? Wtedy czy robią to dopiero teraz ?]

          Wieczorem Nucky i Margaret idą do klubu, wraz z drugą parą. W klubie jejmośc śpiewa standard lat 20-tych, dookoła gwarek, stoliki, muzyczka i klimat; jeśli cały serial jest wspaniałym freskiem epoki, to ta scena malowana jest szczegolnie gustownie. Kiedy panie idą gdzieś na stronę, Nucky przekonuje swojego gościa, że powinien kandydowac na burmistrza. Facet trzeźwo odpowiada "Miałbym zostać burmistrzem ? Z tobą jako skarbnikiem ? moja władza byłaby na poziomie sprzątaczki", ale Nucky nie zrażony przekonuje go, że to byłaby finansowo i politycznie bardzo dobra dla niego opcja, niech pomyśli o tym, co może mieć i zyskać dzięki byciu burmistrzem. GOśc zaczyna myśleć :] "Burmistrz Baylor..." mówi do siebie... Nucky widzi, ze człowiek połknął przynętę. Zostawia mu czas do namysłu, "zadzwonię'. I wychodzi.

          Na promenadzie, pełnej ruchu wieczornego, kiedy Margret i Nucky wolno spacerują, nagle w kierunku Thompsona idzie jakiś facet z wycelowaną w niego bronią. Próbuje interweniować lokaj Nucky'ego [zawsze w pobliżu, hehe]. W ostatniej chwili na drodze zamachowca wyrasta jakaś kobieta. Kula z pistoletu nie dosięga Nucky'ego i trafia w ramię tej kobiety, która pada jak długa. Wybucha panika. Lokaj goni zamachowca, powala go na ziemię strzałem z pistolettu. Margaret, upaprna krwią, trzyma w ramionach tę postrzeloną kobietę, a Nucky ma minę zaskoczną i zaniepokojoną. KOnkurencja braci D'Alessio działa bardzo ostro i bezpardonowo, a jego nie ma naweet kto chronić.

          Tytuł odcinka to "Belle Femme".
          jest to nazwa sklepu prowadzonego przez madame, ale przede wszystkim dotyczy Margaret, i tego jak znakomicie zaczyna się odnajdywać w swojej nowej życiowej roli, jak prędko dorasta do zrozumienia ile jest warta i jakie może mieć wpływy, jeśli będzie umiejętnie rozgrywać swoje karty, co wcale nie musi stać w sprzeczności z prawdziwością jej uczuć względem Nucky'ego Thompsona.

          www.youtube.com/watch?v=9oxJgp_LWGg
          a wersja pełna i niezmącona, choćby na
          www.kinomaniak.tv

          • pani_lovett Re: Zakazane Imperium sez 1 odc 9 [3] 06.11.13, 18:16
            Właścicielka madame traktuje teraz Margaret jak księżniczkę. Od razu woła garderobianę ["Maryśka !" - yes, Maryśka, czyli Polka, pucołowata, zajadąca coś pod nosem, naburmuszona, o której Madame mówi z przekąsem "Polka... zero gracji, zero wdzięku... stoi jak krowa do wydojenia" :))], ktgóra prowadzi Nan na zaplecze, aby mogła poprzymierzać do lepsze wdzianka.

            Świetny wątek polski, Polki w Ameryce. :))

            W czasach, kiedy dzieje się akcja filmu, z Polski do Ameryki emigrowało w poszukiwaniu lepszego życia dużo prostych ludzi ze wsi, Maryśka jest typową przedstawicielką.

            :)

    • grek.grek wesołego Halloween :] 31.10.13, 17:19
      images.forwallpaper.com/files/images/1/140b/140b1a3a/1132705/halloween-black-cat-on-a-pumpkin.jpg
      :]

      śmierć jest tylko po to, żeby docenić wartość i urodę życia :]
      nieśmiertelnośc byłaby koszmarem, więc podwójnie dobrze, że jest :]

      świętujmy więc, na wesoło, nigdy na smutno :]
      • siostra_bronte Re: wesołego Halloween :] 31.10.13, 17:44
        Nie zgadzam się z Tobą w obu punktach :)
        • siostra_bronte Re: wesołego Halloween :] 31.10.13, 19:37
          Nie mam nic przeciwko nieśmiertelności, pod warunkiem, że byłabym zawsze młoda, jak Dorian Gray :)
          • pani_lovett Re: wesołego Halloween :] 31.10.13, 22:44
            Ja bym się ku opinii Bronte skłaniała. A jeśli nie nieśmiertelność, to przynajmniej znacznie, choć dwa razy dłuższe życie i dłuższa młodość.

            Byłam dziś na pogrzebie. Zacna pani dożyła pięknego wieku (choć pod koniec życia cierpiała na demencję) . Ale sami powiedzcie, co to jest 83 lata!?
            • siostra_bronte Re: wesołego Halloween :] 01.11.13, 11:58
              Tak jest. Te marne przeciętne 70 lat życia (jeżeli wcześniej nie wykończy nas jakieś choróbsko), do tego upokarzająca starość. Mam być za to wdzięczna? O nie. Moim skromnym zdaniem nasze życie to mało, zbyt mało w stosunku do ceny, jaką trzeba zapłacić.
              • pani_lovett Re: wesołego Halloween :] 01.11.13, 14:50
                No właśnie.
          • grek.grek Re: wesołego Halloween :] 01.11.13, 16:17
            logiczne wymagania :}
      • pepsic Re: wesołego Halloween :] 31.10.13, 18:45
        Otóż Grek,pewnie się zdziwisz, ale masz trochę racji. Dzień 1 listopada jest świętem radosnym, kiedy KK wspomina świętych, a księża odprawiają msze w szatach w kolorze białym przeznaczonym dla najważniejszych świąt. 2 listopada natomiast obchodzony jest dzień zaduszny, w czasie którego KK i wierni modlą się i wspominają wszystkich zmarłych, przy czym zapalanie świeczek tez ma być czasem radosnym.
        A to, co piszesz, co to zaklinanie rzeczywistości, choć faktycznie, co do nieśmiertelności mam uczucia ambiwalentne.

        • grek.grek Re: wesołego Halloween :] 01.11.13, 16:24
          przepraszam Cię, ale ja tej radości nie dostrzegam, 1.11 każdego roku wygląda
          tak samo smutno i paździerzowo ;] śmierć traktowana jest jak coś strasznego, a nie
          jak nagroda za bogate życie i szansa na jedyne sensowne zamknięcie tej opowieści
          poprzez zostanie historią.

          Halloween pasuje mi bardziej, bo nie traktuje tego wszystkiego serio, jest ironiczne i
          wolę dzieciaki które bawią się dyniami i cukierkami zamiast smutaśnego czuwania przy
          tych pretensjonalnych nagrobkach i kopcach :]

          why ? :]
          "zaklinam rzeczywistość" przyznając śmierci ważną rolę w ubogacaniu życia ?
          wiesz, świadomośc śmierci pobudza do lepszego życia, tak uważam [nie zagłębiając się w tym momencie w meandry tej filozofii :)].

          • pani_lovett Re: wesołego Halloween :] 01.11.13, 18:39
            > przepraszam Cię, ale ja tej radości nie dostrzegam, 1.11 każdego roku wygląda
            > tak samo smutno i paździerzowo ;]

            Absolutnie się nie zgadzam, nie jest smutno, ani paździerzowo, choć na pewno refleksyjnie.


            > Halloween pasuje mi bardziej, bo nie traktuje tego wszystkiego serio, jest iron
            > iczne i wolę dzieciaki które bawią się dyniami i cukierkami zamiast smutaśnego czuwania
            > przy tych pretensjonalnych nagrobkach i kopcach :]

            Ale te zabawy z dyniami, przebierankami i cukierkami są przeraźliwie puste i bezrefleksyjne.

            Jak w takiej zabawie ma się narodzić refleksja, że śmierć to "nagroda za bogate życie i szansa na jedyne sensowne [jego] zamknięcie / dla niektórych rozpoczęcie nowego życia w wieczności i nadzieja na spotkanie z bliskimi /, że śmierć powinna mobilizować do dobrego wykorzystania czasu, jaki został nam dany. Prędzej owe refleksje przyjdą do głowy w trakcie wizyty na cmentarzu, przy grobach w trakcie zapalania zniczy niż w podczas biegania po cukierki z dynią na głowie .

            • grek.grek Re: wesołego Halloween :] 02.11.13, 17:28
              mnie się wydaje ta refleksja dośc pozorną.
              większa uwaga dotyczy ilości zniczy, kwiatków i wieńców które ludzie kupują
              tonami i setkami.

              możliwe,że tak właśnie jest, jak piszesz :]
              ale dzieciaki mają czas na poznanie natury, sensu i wydźwięku śmierci.
              tak uważam :]
              kiedy mają kilka lat, powinny się bawić, zwłaszcza jak chodzi o tak trudne
              i wieloznaczne pojęcia, obarczone tyloma symbolami i naleciałościami
              kulturowymi.

              wiesz, ja mam wrażenie, że ludziom do głowy częsciej jednak przychodzi, że...
              trumna, płacz, żałoba, czerń [fajny kolor, ale nie jako kolor śmierci], woalka,
              powaga ataku serca, koniec, smutek, gorycz, ściśnięta gęba ;], buzia w ciup...
              nie kupuję tego :] takie mamy tradycje, i wydaje mi się, że im prędzej wychowamy
              pokolenie, które zrozumie sens śmierci i nauczy się z niej kpić, tym lepiej.

              a to przecież nie wyklucza jednoczesnej pamięci i uczucia wobec tych którzy umarli.
              tylko z materialnych przejawów przejdziemy na te wewnętrzne :]

              • siostra_bronte Re: wesołego Halloween :] 02.11.13, 19:00
                Mimo wszystko, po stracie bliskiej osoby trudno chyba skakać z radości?
                Zaryzykuję twierdzenie, że śmierć nie ma żadnego głębszego sensu.
                • grek.grek Re: wesołego Halloween :] 03.11.13, 16:49
                  to zależy od wysokości spadku jaki się po zmarłym dziedziczy ;]

                  ale serio : na pewno skakać nie wypada, ale i absurdem jest smutek z tego powodu, że
                  umarł ktoś, kto ogromnie cierpiał w ostatnich latach życia, a ludzie raczej nie cieniują - zwykle
                  śmierć to śmierć, sama w sobie będąca czymś najgorszym. a mnie chodzi własnie o to, że pomijajac okoliczności, śmierć w swej istotnej istotności nie jest wcale czymś tak okropnym. ma swoje odcienie, sensy i znaczenia, a nie jedną przygnębiającą gombrowiczowską gębę, którą jej dorobiono :]

                  sens śmierci jest biologiczny choćby.
                  organizm starzeje się, starzeje, aż przestaje działać.
                  pomijając choroby i nagłe przypadki mechaniczne.

                  z pumktu widzenia filozofii, wydaje mi się, że jej sens jest taki, jak sens
                  końcowego gwizdka w meczu piłkarskim.
                  co to byłby za mecz, gdyby wiecznie trwał ?
                  nie bylo wyniku.
                  nie można by go wspominać.
                  nie byłoby historii, na której inni mogliby się uczyć.
                  nie można by było przeprowadzić analizy zdarzeń.

                  śmierć zamyka całośc, jak epilog w książce. ksiązka pisana wiecznie, bez zakończenia nie
                  mogłaby się nigdy ukazać. muzyka tworzona bez końcowego aktu nie mogłaby stanowić
                  utworu, serial kręcony bez końca przypominałby "Modę na sukces" ;] itd.

                  Śmierć musi nastąpić, jeśli chcemy stanowić logiczną całość. Jako ludzie, jednostki. Tak
                  ja to widzę.


                  • pani_lovett Re: wesołego Halloween :] 03.11.13, 17:11
                    grek.grek napisał:

                    > to zależy od wysokości spadku jaki się po zmarłym dziedziczy ;]

                    :)

                    > ale serio : na pewno skakać nie wypada, ale i absurdem jest smutek z tego powod
                    > u, że
                    > umarł ktoś, kto ogromnie cierpiał w ostatnich latach życia, a ludzie raczej nie
                    > cieniują - zwykle
                    > śmierć to śmierć, sama w sobie będąca czymś najgorszym. a mnie chodzi własnie o
                    > to, że pomijajac okoliczności, śmierć w swej istotnej istotności nie jest wcal
                    > e czymś tak okropnym. ma swoje odcienie, sensy i znaczenia, a nie jedną przygnę
                    > biającą gombrowiczowską gębę, którą jej dorobiono :]


                    Taka racjonalizacja śmieci bliskiej osoby przychodzi prędzej czy później, jest ona dalszym etapem procesu żałoby, po początkowej fazie rozpaczy, bólu.

                    :)

                    • siostra_bronte Re: wesołego Halloween :] 03.11.13, 17:21
                      Nie kupuję tego :)
                      Dla mnie to dorabianie ideologii, szukanie jakiegoś sensu w absurdzie śmierci.
                      • siostra_bronte Re: wesołego Halloween :] 03.11.13, 17:23
                        To było do Greka, oczywiście :)
                        • pani_lovett Re: wesołego Halloween :] 06.11.13, 16:42
                          Tak, zrozumiałam.

                          Nam katolikom nieco łatwiej oswoić się z myślą o śmierci. Wierzymy, że ze śmiercią życie się nie kończy.

                          :)
                    • grek.grek Re: wesołego Halloween :] 06.11.13, 16:19
                      poczucie pustego miejsca po kimś nie jest wesołe ani fajne, to na pewno.
                      może dlatego istotna jest, wg mnie, ogólna refleksja na temat śmierci jako takiej ?
                      mając taki punkt zaczepienia/odniesienia łatwiej przyjąć inną postawę w osobistej
                      sytuacji.
                      • pani_lovett Re: wesołego Halloween - życie wieczne :) 06.11.13, 16:39
                        grek.grek napisał:

                        > poczucie pustego miejsca po kimś nie jest wesołe ani fajne, to na pewno.
                        > może dlatego istotna jest, wg mnie, ogólna refleksja na temat śmierci jako taki
                        > ej ?
                        > mając taki punkt zaczepienia/odniesienia łatwiej przyjąć inną postawę w osobist
                        > ej sytuacji.


                        Ale dla nas katolików śmierć nie jest, nie powinna być powodem do zmartwienia, smutku, wierzymy w życie wieczne, wierzymy, że spotkamy się znowu z ludźmi, których kochamy, kochaliśmy. Trudno o bardziej optymistyczną wizję. :)
                        I dlatego listopadowe święta, odwiedzanie grobów bliskich, imo, nie są, świętami ponurymi.
                        • grek.grek Re: wesołego Halloween - życie wieczne :) 07.11.13, 16:57
                          na pewno idea ma walory pozytywne, tylko... realizacja osuwa się zwykle w maliny :}

                          • pani_lovett Re: wesołego Halloween - życie wieczne :) 07.11.13, 17:58
                            Hehehe! Nie masz na to dowodów. ;))
                      • pani_lovett Re: wesołego Halloween :] 06.11.13, 17:57
                        Byłeś w tym roku na cmentarzu 1 listopada, Greku?
                        • grek.grek Re: wesołego Halloween :] 07.11.13, 16:58
                          pod bronią mnie zaprowadzili ;]]

                          • grek.grek Re: wesołego Halloween :] 07.11.13, 16:59
                            wiesz, ja mam swój cmentarz w głowie.
                            codziennie odwiedzam zmarłych swoimi wspomnieniami o nich.
                            groby są dla mnie mało ważną społeczną manifestacją.
                          • pani_lovett Re: wesołego Halloween :] 07.11.13, 17:45
                            Ho, ho! :)))
              • pani_lovett Re: wesołego Halloween :] 03.11.13, 14:11
                > większa uwaga dotyczy ilości zniczy, kwiatków i wieńców które ludzie kupują
                > tonami i setkami.

                Ludzie mają skłonności do przesady i kiczu, nic na to nie poradzisz.

                Ale żywe chryzantemy są takie piękne...


                Filozof ze sztuki Andrzeja Barda "Bezdech" (pokazywanej teraz w TT), którego odwiedza główny bohater (gra go Bogusława Linda) , człowiek umierający i przerażony tym, że odchodzi, na pytanie o to, jak pokonać strach przed śmiercią, odpowiada nieco wymijająco (nie jest to cytat dosłowny), że ze śmiercią należy się oswajać od dziecka, wtedy człowiek w jej obliczu, nie będzie się bał...

                cdn.
                • pani_lovett Re: wesołego Halloween :] 03.11.13, 15:23

                  /korekszyn/
                  odpowiada nieco wymijająco acz znacząco
              • pani_lovett Re: wesołego Halloween :] 03.11.13, 14:49
                > mnie się wydaje ta refleksja dośc pozorną.
                Można by dyskutować.

                Oczywiście, że dzieci powinny bawić się, cieszyć, żyć beztrosko jak najdłużej.

                Jednak przed tematem śmierci nie da się dziecka uchronić. Prędzej czy później dziecko zapyta o śmierć, umieranie,np. jak usłyszy informację w telewizji albo na podwórku od innych dzieci lub gdy umrze ktoś bliski w rodzinie, np. ukochana babcia czy dziadek. Czy jak pójdzie na z rodziną cmentarz odwiedzić groby bliskich 1 listopada.
                I wtedy trzeba wyjaśnić mądrze i uczciwie, oczywiście stosownie do wieku, na czym istota śmierci polega.

                cdn.

                • grek.grek Re: wesołego Halloween :] 03.11.13, 16:39
                  wiesz, w tym rzecz, że kiedy dziecko spyta o śmierć, to zwykle dostanie odpowiedź taką,
                  jaką rodzice sami mają wdrukowaną poprzez kulturę i tradycję, czyli zwykle infantylną, podyktowaną wiarą, że "aniołki" to dla dziecka najmniej szokująca informacja i w miarę bajkowa, a potem dzieciakowi i tak się wkręci nastroj towarzyszący 1 listopada albo stypie z okazji śmierci w rodzinie, czyli smutek i żałoba. może odkryje kiedyś inne sposoby odczytywania śmierci, ale jak wskazuje polska norma widziana w okolicznościach ww. : raczej mało które i mało kiedy odkrywa alternatywne warianty i wyrastają kolejne pokolenia, które nie umieją wyjśc poza sprzedawany kulturowo kanon.
                • pepsic Re: wesołego Halloween :] 04.11.13, 17:59
                  I wtedy trzeba wyjaśnić mądrze i uczciwie, oczywiście stosownie do wieku, na czym istota śmierci polega.
                  He, he wymagasz od rodziców przynajmniej trzech fakultetów z filozofii życia.
                  • pani_lovett Re: wesołego Halloween :] 06.11.13, 17:40
                    pepsic napisała:

                    > I wtedy trzeba wyjaśnić mądrze i uczciwie, oczywiście stosownie do wieku, na
                    > czym istota śmierci polega.

                    > He, he wymagasz od rodziców przynajmniej trzech fakultetów z filozofii życia.

                    Hehehe! :)
                    Niech rodzice wysilają mózgownice, wszak wychowują młodego człowieka. ;)
              • pani_lovett Re: wesołego Halloween :] 03.11.13, 15:20
                > wiesz, ja mam wrażenie, że ludziom do głowy częsciej jednak przychodzi, że...
                > trumna, płacz, żałoba, czerń [fajny kolor, ale nie jako kolor śmierci], woalka,
                > powaga ataku serca, koniec, smutek, gorycz, ściśnięta gęba ;], buzia w ciup...
                > nie kupuję tego :] takie mamy tradycje, i wydaje mi się, że im prędzej wychowamy
                > pokolenie, które zrozumie sens śmierci i nauczy się z niej kpić, tym lepiej.

                To nie tylko tradycja. Żal, smutek, ból, rozpacz to przede wszystkim naturalne ludzkie odruchy, ludzkie emocje w obliczu śmierci osoby, którą darzyło głębszymi uczuciami.

                Zabawa, kpina ze śmierci jako sposób na jej oswajanie jest czymś bardzo pozytywnym, ale moim zdaniem, nie w każdej sytuacji jest stosowna, na pewno nie w trakcie pogrzebu, nie przed ludźmi, którzy prawdziwie przeżywają śmierć bliskiego .

                Myślę, że nie powinno się nikomu narzucać sposobu przeżywania śmierci bliskich.

                :)
                • siostra_bronte Re: wesołego Halloween :] 03.11.13, 15:53
                  Podpisuję się.
                  • pani_lovett Re: wesołego Halloween :] 03.11.13, 16:16
                    Good!
                    • pani_lovett Re: wesołego Halloween :] 03.11.13, 16:38
                      To zakładamy teraz kaski na głowę. ;)
            • pepsic Re: wesołego Halloween :] 04.11.13, 17:52
              ja tej radości nie dostrzegam, 1.11 każdego roku wygląda tak samo smutno i paździerzowo
              Popieram Barbasię. Mylisz zaduszki z pogrzebem.

              Ps. Greku, rzecz w tym, że Halloween w Polsce się nie przyjął, choćbyś nie wiem jak zaklinał rzeczywistość.
              • grek.grek Re: wesołego Halloween :] 06.11.13, 16:05
                hehe :]
                naprawdę, mówię całym tym, w tym roku, weekendzie świętozmarłozaduszkowym.

                o pogrzebach też ;]

                wiesz, początek został zrobiony. na razie jest idea, pojawiają się gadżety, wraz ze
                słabnącą rolą kościoła katolickiego, co następuje, Halloween będzie zyskiwał sympatię.
                zmiana pokoleniowa też się przyczyni do tego.
                • grek.grek Re: wesołego Halloween :] 06.11.13, 16:10
                  źle napisałem.

                  powtórka.

                  chodzi mi o cały ten - w tym roku : weekendowy - okres obejmujący 1 i 2 listopada.

                  widzę raczej klasyczną pozę na zasmuconego smutasa, a poza nią co najwyżej zabieganie w celach zakupów zniczy i kwiatków. nie to, zebym zmuszał innych do myślenia radosnego o
                  idei śmierci, jako odpoczynku po wspaniałym życiu, jako motywacji do życia, ile raczej w tym rzecz, że ja w te całe smutki nie wierzę. wierzę w ukrytą obojętność albo emfazę dyktowaną nastrojem chwili.
                  • pani_lovett Re: wesołego Halloween :] 07.11.13, 15:58
                    grek.grek napisał:


                    > widzę raczej klasyczną pozę na zasmuconego smutasa, a poza nią co najwyżej zabi
                    > eganie w celach zakupów zniczy i kwiatków. [...]. wierzę w ukrytą obojętn
                    > ość albo emfazę dyktowaną nastrojem chwili.

                    Ale może to jest właśnie normalne zachowanie? Ani przesadny smutek, bo pogodzenie się ze śmiercią bliskich, na których grobach stawia się donice z chryzantemami dawno nastąpiło, ani specjalna radość, wobec nasuwających się naturalnie myśli o było nie było odejściu z tego świata.
                    Może nie ma co się doszukiwać złego?
                    • grek.grek Re: wesołego Halloween :] 07.11.13, 17:13
                      możliwe, że masz rację, Barbasiu.

                      wiesz, ja filtruję obraz przez własne poglądy, siłą rzeczy.
                      stąd prawdopodobieństwo, że pewne rzeczy wyostrzają mi się
                      w zupełnie krzywdzący sposób.
      • pani_lovett Re: wesołego Halloween :] 31.10.13, 22:53
        O! Jakie urocze zdjęcie :)

        i święte słowa (skoro nieśmiertelność jest niemożliwa),

        dodałabym tylko - doceniać życie , nawet jeśli ono nie rozpieszcza (łatwo powiedzieć ;).

        Radosnego świętowania, Greku. Muszę Ci nowy wesoły nagrobek napisać!


        Nie obejrzę dziś "Daas" . Opowiesz mi/ nam? Nie dam rady.
        Przeziębiłam się okrutnie. W głowie mnie łupie, w gardle pali, dreszcze latają po plecach. Idę spać, może jutro będzie lepiej.

        /Upiekłam dziś wieczorem w piekarniku dynię z miodem i cynamonem/
        • siostra_bronte Re: wesołego Halloween :] 01.11.13, 12:05
          Barbasiu, życzę zdrowia! Też jestem przeziębiona, a niedawno przecież chorowałam :(
          • pani_lovett Re: wesołego Halloween :] 01.11.13, 14:44
            Dziękuję, Bronte. Doprawiłam się wczoraj na pogrzebie.
            I ja Tobie życzę zdrowia. Niezmiennie polecam kapsułki tranowe na odporoność.


            Po raz pierwszy w życiu nie byłam na cmentarzu 1 listopada. :/
            • siostra_bronte Re: wesołego Halloween :] 01.11.13, 15:11
              Dzięki, Barbasiu. Wiesz, nawet miałam zapytać o jakieś sposoby na podniesienie odporności, bo mam z nią duże problemy. Chyba spróbuję z tranem :)
              • pani_lovett Re: wesołego Halloween :] 01.11.13, 15:59
                Koniecznie, Bronte. Przy okazji tran działa dobrze na skórę, cerę. Na serce!


                :)
          • pepsic Re: wesołego Halloween :] 01.11.13, 16:50
            Witam w klubie! Mnie tez juz po raz drugi dopadło w ciągu miesiąca.
            • pani_lovett Re: wesołego Halloween :] 01.11.13, 17:22
              Zdrowia, Pepsic! Tobie również polecam tran na odporność szczególnie, w okresie jesienno-zimowym.
              :)
              • pepsic Re: wesołego Halloween :] 03.11.13, 15:57
                Dzięki, miejmy nadzieję, że za kilka dni wszystkie trzy staniemy na nogi:))
                • siostra_bronte Re: wesołego Halloween :] 03.11.13, 16:09
                  Przyłączam się do życzeń :)
                  • pani_lovett Re: wesołego Halloween :] 03.11.13, 16:15
                    Aleśmy się zsynchronizowały, hehe. :))

                    Zdrówka, Drogie Panie...

                    Maniusia, nie daj się przeziębieniom i grypom!

                    Ja jestem dziś już głucha na oba ucha. ;)
                    Już dawno nie byłam tak chora.
                    • maniaczytania Re: wesołego Halloween :] 03.11.13, 16:59
                      pani_lovett napisał(a):

                      > Aleśmy się zsynchronizowały, hehe. :))
                      >
                      > Zdrówka, Drogie Panie...
                      >
                      > Maniusia, nie daj się przeziębieniom i grypom!

                      Zdrowia Dziewczyny i Chlopaki ;)

                      Mnie jakos nie bierze, tfu, tfu ;)
                      • pani_lovett Re: wesołego Halloween :] 05.11.13, 16:18
                        Chłopakom też. :)
        • grek.grek Re: wesołego Halloween :] 01.11.13, 16:33
          hehe ;]

          no pewnie, przecież wszystko moze byc ciekawe i intrygujące, o ile myśli się pozytywnie i nie ucieka przed tym, co nadchodzi. wszystkiemu można przydać wartość, jesli się tego chce.

          dzięki, Barbasiu ! Nawzajem :]

          hehe, nie moge się doczekać :]
          takie nagrobki mają prawdziwą wartość.
          nie te materialne, kamienne czy inne.

          moja dyspozycja na przyszłośc [dla kogokolwiek kto będzie miał okazję moje truchło zacne
          ekspediować z tego świata] : skremować, wrzucić do sedesu i spuścić wodę :]]

          500 zł kremacja.
          a za pozostałe 3,5 tysiąca niech sobie zrobią imprezę na moją cześć :]

          nie rozumiem, po prostu nie jestem w stanie pojąć, jak ludzie mogę tak się spinać w tej
          materii... po śmierci, w tej waertej cięzkie pieniądze trumnie, ciało zamienia się w błoto, łażą tam robale i się napychają... ohyda... Śmieszy mnie też pomnikomania i inne takie.

          jedyna pamięć o zmarłym jest w głowie potomnych.
          jeśli wspominają, jeśli pomyślą raz na jakiś czas, jesli coś im się skojarzy - oto miara wszystkiego :]

          niestety, Barbasiu, nie obejrzałem "Daas", żałuję, także dlatego, że chciałbym go zobaczyć. Mam nadzieję, że powtórkę dadzą niebawem. gwarantuję, że o tym filmie jeszcze pogadamy :]

          o, btw - może jednak ktoś oglądał ? :]
          czy ktoś się przyzna ? ;]

          Zdrowiej, Barbasiu, zdrowiej !
          • pani_lovett Re: wesołego Halloween :] 01.11.13, 18:17
            nie rozumiem, po prostu nie jestem w stanie pojąć, jak ludzie mogę tak się spin
            > ać w tej materii ... po śmierci [...] Śmieszy mnie też pomnikomania i inne takie.

            Wiesz, to wszystko potrzebne jest chyba raczej żyjącym niż zmarłym.

            Jest u nas na cmentarzu przy jednej z głównych alei pewien grób, na którym zawsze jest dużo kwiatów. Grób szczególnie zastawiony jest kwiatami w listopadowe święto. Kwiaty przynosi od kilku lat starszy pan swojej żonie, która jest tam pochowana. Ilekroć tam przechodzę i widzę ten grób, ogarnia mnie wzruszenie... ;)


            >moja dyspozycja na przyszłośc [dla kogokolwiek kto będzie miał okazję >moje truchło zacne ekspediować z tego świata]
            > skremować, wrzucić do sedesu i spuścić wodę :]]

            No teraz mi się naprawdę zrobiło smutno. :/


            Może i dobrze, że tak się stało. Obejrzymy zatem wspólnie "Daas" przy innej okazji, jak się nadarzy powtórka.



            > hehe, nie moge się doczekać :]

            Dzisiaj muza się rozchorowała. Ale powinna być w lepszej kondycji jutro. ;)

            Dziękuję za dobre słowo, Greku. :)
            • grek.grek Re: wesołego Halloween :] 02.11.13, 16:23
              otóż to :]

              w takim razie ma to wartośc, skoro te zewnętrzne przejawy jego pamięci
              wzruszyły Ciebie i poruszyły jakieś struny w Tobie.

              no coś Ty :]] a ja chciałem Cię wyluzować i rozbawić... :]] no to mi wyszło... heh.

              ewentualnie rozważę decyzję o wsypaniu mnie do puszki po kawie, takiej ładnej,
              zagranicznej ;]]

              o, i to jest dobry pomysł.
              oby pokazali kiedyś jeszcze, hehe.

              Muzie życzę zdrowia :]

              zawsze do usług :]
              • pani_lovett Re: wesołego Halloween :] 02.11.13, 16:37
                > w takim razie ma to wartośc, skoro te zewnętrzne przejawy jego pamięci
                > wzruszyły Ciebie i poruszyły jakieś struny w Tobie.

                Dzięki.


                > ewentualnie rozważę decyzję o wsypaniu mnie do puszki po kawie, takiej ładnej,
                > zagranicznej ;]]

                No już trochę lepiej. :)


                Muzę w nocy rozbolało ucho, nie dość, że nie może mówić od wczoraj to jest jeszcze dziś w połowie głucha...

                :)
          • pepsic Re: wesołego Halloween :] 04.11.13, 17:55
            Do tych 500 z musisz doliczyć mandat, bo rozrzucanie prochów w RP w miejscach nie wskazanych przepisami jest karalne;)
            • grek.grek Re: wesołego Halloween :] 06.11.13, 16:13
              :]]
            • pani_lovett Re: wesołego Halloween :] 06.11.13, 16:28
              pepsic napisała:

              > Do tych 500 z musisz doliczyć mandat, bo rozrzucanie prochów w RP w miejscach
              > nie wskazanych przepisami jest karalne;)

              To całe szczęście, że ON nie może kazać rozrzucić swoich prochów ! :))
    • grek.grek FOrbrydelsen sez 2 odc 9 [1] 01.11.13, 11:39
      Zapewne już wszystko wiecie, znacie rozwiązanie/a :], ale jako że wlokę się jak zawsze w ogonie, a ordnung must sein... rzutem na tamśę tego volume - 9 odcinek.

      Zatem, Sara Lund i Strange zostają wysłani do Afganistanu, aby przesłuchać Fredrika Holsta, brata Sebastiana, ktory zginął w trakcie awantury w wiosce, w której - wg Jensa Rabena, dowódcy oddziału - doszło do masakry cywilów dokonanej przez tajemniczego "Perka". Za Holstem przemawia fakt, że jako lekarz w miejscowym szpitalu polowym odbierał ciało swojego martwego brata, widział jego videoblog, na którym Sebastian oskarża Rabena o paranoję i skłonności sadystyczne, a także fotografia znaleziona w domu Fredrika [ostatnie kilka tygodni spędził w kraju, do Afganistanu wrócił wraz z wysłaną przedwczoraj nową zmianą duńskiego kontygentu, a zatem - był w Danii, gdy popełniano wszystkie 5 morderstw, ktore obejmuje śledztwo] - jest to zdjęcie oddziału Rabena, osoby zmarłe/zamordowane są przekreślone czarnymi krzyżykami. Czy to Fredrik Holst jest zabójcą, bo mści się za śmierć brata ? Kim był, o ile był, Perk ? Czy w wiosce naprawdę doszło do zabójstwa cywilow przez "szalonego" oficera ?

      Po primo, kłopoty ma Brix, który wreszcie przestał się oglądać na sztywne procedury i to, co powie "góra". W trymiga wysłał Strangego i Sarę Lund do Afgana, omijając całą tę biurokratyczną machinę. Ma mu to za złe ta jego koleżanka z góry, Hedeby. Suszy mu głowę, że sobie z niej zakpił, powinna wiedzieć o jego działaniach, cała akcja powinna być z nią skonsultowana. Brix broni się, że musiał działać natychmiast, nie było czasu na bawienie się w zezwolenia i inne pierdety. Zdaje się, że kochankowie się pokłócą ;] Cóz, jej stołek wisi na włosku, jesli się górka dowie, że nie zapanowała nad swoim podwładnym [jest ona zastępcą komendanta głównego policji i, jak się wydaje, protektorką Brixa].

      Sara Lund i Strange dostają na miejscu eskortę żołnierzy i jadą ocętkowanym wojskowym jeepem przez pustynię do bazy wojskowego szpitala, gdzie mają nadzieję zastać Fredrika Holsta. Dookoła tubylcy w kubrakach, sceneria charakterystyczna, a na miejscu ryneczek gdzie się handluje i oprawia padlinę. Szpital jest mały, prymitywny, klasyczna placówka w miejscu, w którym diabeł mówi dobranoc. W środku panują półciemności i trwają operacje rannych żołnierzy.

      Fredrik Holst zostaje ściągnięty na przesłuchanie. Sara Lund odpytuje go, gdzie się podziewał podczas pobytu w kraju - u rodziców go nie było, u przyjaciół też nie, więc gdzie ? Holst odpowiada, że był na jakiejś wyspie, w samotności, nie ma nikogo kto mógłby to potwierdzić. Strange informuje go, o co jest podejrzewany, pokazuje fotografie zabitych zołnierzy. Holst nie przyznaje się do winy. Na stół wyjeżdza fotografia znaleziona w jego domu : ta z oddziałem Rabena przekreślanym czarnymi krzyżykami. Holst nie przywiązuje go tego wagi, "taka zabawa", mówi. Okazuje się [w poprzednim odcinku nie było o tym mowy], że Holst od wielu dni próbował skontaktować się z Rabenem - pisał listy, a także 5-krotnie prosił osobiście o spotkanie w cztery oczy. Raben listów nie otwierał, wracały do adresata, a na spotkanie uparcie się nie zgadzał.

      Sara sugeruje, że sytuacja wyglądała następująco : po akcji w wiosce przywieziono martwego Sebastiana, Holst przyjmował zwłoki, doznał szoku, wpadł w gniew i postanowił ukarać Rabena i resztę oddziału, winnych - wg niego - śmierci brata.

      Holst odpowiada, że owszem - byl wściekły, ale nikogo nie zamordował. Opowiada jak znalazł wśród zabitych tajemniczą dłoń, w raporcie [o raporcie wiadomo z równolegle toczącego się śledztwa w politycznych gabinetach, o którego ciągu dalszym - później] o tym napisał, zawiadomił dowódcę, wówczas majora Sygo [Soogard, ale Sygo lepiej brzmi, haha], żeby rzucić podejrzenie, iż oddział Rabena zabił cywilów. Owszem, wybuchła afera, ale wbrew nadziejom Holsta Raben i jego ludzie nie poszli siedzieć, zostali uniewinnieni, a główną role odegrała Anne Drausholm. Chciał ich zniszczyć, wsadzić do puszki, ale ich nie zabił. Uznał, że jedyne co moze dla brata zrobić, to "ratować go codziennie na stole operacyjnym", czyli leczyć ludzi, spełniać swoją misję i przysięgę zawodową. Nie moze się pogodzić z tym, że brat nie został zastrzelony bezpośrednio i na amen, był cięzko ranny i po prostu się wykrwawił. Gdyby go przywieziono na czas, umiałby go uratować. Ale to przeszłośc, nie ma na to rady, nic mu życia nie wróci, tym bardziej zabijanie potencjalnie winnych całej sytuacji.

      Brix nie jest szczęśliwy, kiedy Sara Lund dzwoni do niego z Afganistanu i informuje, że "najpewniej Holst jest niewinny". I że co i rusz w zeznaniach świadków pojawia się uparcie major Sygo alias Soogard ;] Brix na to, ze maglowali człowieka, przesłuchiwali i nic na niego nie ma. To raczej mylny trop. Jego koleżanka Hedeby znów truje, że są pod ostrzałem Kontrywywiadu, kół rządowych i że wszyscy chcą wiedzieć, co się dzieje i czy nastąpił jakiś przelom w śledztwie. A tutaj nie ma nic. Zero przełomu.

      Brix i reszta policajów główkują nad tymi zamówieniami internetowymi, które ktoś wykonywał na nazwisko Pera K.Mollera. Głównie byly to transakcje z osobami prywatnymi, opłacane przelewami pocztowymi; laptop, kamera video, ksiązka kucharska... Jest adres skrzynki pocztowej. Mają też jakiś tajemniczny klucz [skąd się pojawił ? przyznam, że musiałem przegapić ? wiecie może ?] Brix podejrzewa, że gość mógł wynając jakieś mieszkanie, moze magazyn. Do zabicia 3 ofiary, niejakiego Grunera [jeździł na wózku, sprawca zamontował na nim odpowiednie urządzenie, które uruchomił telefonem komórkowym i facet się spalił] użyto telefonu, który do tej pory uznawany był za nieodnaleziony. Ale oto ten telefon, stale będący na radarze policyjnym, nagle się odezwał. Wykonano połączenie z nim. Nie odebrane. Sygnał wysłany był z budki, a odebrany gdzieś w pobliżu koszar wojskowych, moze nawet w samych koszarach. Pytanie : po grzyba ten telefon ciągle jest włączony, skoro sprawca musi wiedzieć, że to może być dla niego niebezpieczne ? I kto się z nim łączył ? Brix decyduje od razu, by jechać do koszarów i przeszukać je od strychu po piwnicę. To, w tym momencie, jedyny możliwy trop. Reszta padła.

      Przyjeżdza więc kilka wozów policyjnych, na kogutach i przejmuje koszary we władanie. Jako, że Pułkownika nie ma na miejscu, przyznal sie, że to on ostrzegł Rabena o tym, że jest śledzony przez kontrywywiad, co doprowadziło, jak pamiętacie, do szeregu cięzkiego kalibru zdarzeń; Pułkownik jest w tym momencie przesłuchiwany na okolicznośc powyższego, a dowodzi Major. Tyle, że Brix każe mu tylko współpracować albo się przynajmniej zamknąć, i major nie ma większych szans by mu w czymkolwiek przeszkodzić. Jedyna nadzieja majora w tym, ze może wyższe instancje się ujmą za czcia wojska i każa przerwać Brixowi całą akcję.

      Przeszukanie z początku niewiele daje. POlicjantów jest mało, a koszaru rozległe. Nie da się wszystkiego przeszukać. Brix jest nieugięty "szukamy do skutku", komunikuje swoim ludziom. Problem w tym, że na miejscu pojawia się generalissimus wojskowy i przekazuje słuchawkę telefonu Brixowi. Po drugiej stronie jest ta cała Hedeby i strofuje Brixa ostro, żeby przestał robić to, co robi, bo wkurzył górę i został zawieszony w czynnościach, ma zakaz podejmowania jakichkolwiek kroków w całej sprawie. Generalissimus mówi do Brixa "macie 5 minut, zeby zabrać swoje zabawki i spadać".

      W tym momencie którys z policjantów namierza COŚ w piwnicy. Idą tam. Sygnał dobiega z szafki. Jest w niej telefon, TEN telefon. I jest czerwona skrzynka. Po przecięciu kłódki, okazuje się, ze w środku są połówki nieśmiertelników wszystkich ofiar poszukiwanego killera [drugie połówki zostawiał na miejscu zbrodni]. Szafka należy do Majora.

      W Afganistanie, Sara Lund, Strange i ich eskorta jada z poowrotem. Holst jest niewinny, pora wracać. Ale to by nie pasowało do Lund.
      • grek.grek FOrbrydelsen sez 2 odc 9 [2] 01.11.13, 12:19
        Mają jeszcze kilka godzin do godziny odlotu, więc Sara proponuje, zeby odwiedzili tę wioskę, w której doszło do całej incydentu z rzekomym zabójstwem cywilów. Strange stara się ja od tego odwieśc, żołnierz który dowodzi ich eskortą mówi, że to niezgodne z przepisami, ta wioska leży poza terenem, na poruszanie się w obrębie którego Lund dostała zezwolenie. Sara ostro kłamie, że ma zezwolenie na pląsanie po dowolnie wybranym terenie i wydało go jej ministerstwo sprawiedliwości. Zołnierz twierdzi, przeszukując papiery, że nie ma takiego czegoś. Lund na to twardo, ze musi być, a jak nie, to ona zaraz dzwoni do kraju. Każe żołnierzowi podać swoje nazwisko. Człowiek jest mocno przestraszony, że to ona ma rację, a nie on :] Blef jest skuteczny. Zołnierz zgadza się, by pojechali do wioski. Sara nie musi więc telefonować... doniką :], a zamiast tego każe żeby żołnierz zawiadomił o ich przybyciu szefa miejscowej policji, ktorego nazwisko zawiera raport asesora [dotyczący całego zajścia w tej wiosce].

        Dom, w ktorym doszło do całej akcji o której opowiadał Raben, jest klasyczny dla tego kręgu kulturowego ;] cos między lepianka, a altaną działkową. Nic tam generalnie nie ma, oprócz szefa policji, Afgańczyka w błękitnym mundurku i czapce. LUnd pyta, co z tymi ciała zabitych cyywilów. Jeśli naprawdę zostali zabici, to przecież te ciała nie mogły wyparować. Gdzies muszą być, albo ich nigdy nie było. Zołnierze nie mogli ich wynieśc z domu, bo byli pod ostrzałem talibów, zjeść - pewnie nie zjedli, więc o co chodzi ? Nic nie znaleziono, ci którzy odbili Rabena i jego ludzi - nic nie znaleźli. Szef policji [Sara rozmawia z nim za pośrednictwem zołnierza pełniącego rolę tłumacza] twierdzi, ze rodzina z tego domku po prostu znikła.

        I niczym w filmach o poruczniku Columbo, już wychodząc, już godząc się z sytuacją, Sara Lund nagle odkrywa wazny szczegól. Widzi leżącą pod ścianą taką paletę drewnianą. Coś się jej kojarzy. Szef policji mówi, że rodzina z tego domku prowadziła piekarnię. Sara od razu na to, żeby jej pokazali PIEC. Skoro piekli chleb, bo piec musi być, logika tak wskazuje ;]

        Jadąc przeplatanką... W koszarach Brix przesłuchuje Majora. Znaleziska w jego szafce nie skłanają go do przyznania się do winy jakiejkolwiek. Major twardo obstaje przy tym, że nic go z zabójstwami nie łączy. Nie zabijałby własnych ludzi ! Nie jest idiotą, który zostawia włączony telefon w swojej szafce, nota bene szafce, której od bardzo dawna nie używa. Brix kwituje to krotko : sąd nie będzie się nad tym rozwodził. Major przyznaje, że znał Anne Drausholm, spootkal się z nia, ale szybko wyszedl, kiedy ta zaczęła oskarżać armię o zatajanie śmierci cywilów w tej wiosce. Nie był jednak sam, razem z nim był dowódca kompanii Bilal. Brix zaciekawia się tym faktem, pyta jak Billal przyjmował oskarżenia rzucane przz Drausholm. Major odpowiada, ze Bilal był wnerwiony, jest bardzo oddany wojsku, mimo że jest islamistą, to nie znosi talibów jak psów, i chyba przeraził się, że armia może doznać uszczerbku na reputacji. Brix drązy dalej, czy Bilal miał dostęp do piwnicy ? Na to Major, że oczywiście, ale ostatnimi czasy rozgłaszał informację, żeby tam nie schodzić, bo sufit grozi zawaleniem. No to ciach, Bilal wydaje się spełniać w tym momencie wszystkie cechy prawie pewnego winnego.

        Sam Billal spotyka sie z Louise Raben. POmieszczenie w koszarach jest przygaszone, klimatyczna atmosfera. Billal czyści broń, Louise szuka ojca, pyta o to, co ustaliła policja, sugeruje że Major może byc zamieszany w sprawę, bo jako dowódca to on być może zataił, że naprawdę z tej wioski nadeszło wezwanie o pomoc, na które zareagował oddział Rabena. zatem, Raben mówił prawdę ! Bilal zimno odpowiada, ze rozmowy rejestruje automat. LOuise - że ktos mógł je wykasować, aby zatrzeć ślady. Bilal niewzruszony czyści karabin, a Louise prosi go, żeby zadzwonił do generalissimusa [zwanego w poprzednich odcinkach "Ważniakiem", hehe], spytal o kto, kto nakablował na Pułkownika, że ostrzegł Rabena. Ten kto nakablował, musi być killerem. Bilal wstaje, staje przed nia i gapi się na nią chłodno i niepokojąco...

        W Afganie Sara i Strange razem z towarzystwem przetrząsają dom w poszukiwaniu pieca. Nic nie ma. Sara wsiada na tego szefa policji, że on musi coś wiedzieć, dlaczego ukrywa prawdę, o co mu chodzi ? On ją nazywa "wariatką", prawie się za łby biora, aż trzeba ich rozdzielać :]]
        Dzwoni telefon Lund. To Brix, z informacją, że mają mocne dowody na to, ze Billal jest zabójcą. KLucz [skąd ten klucz, kruca ?] moze być od szafki wynajętej na nazwisko Pera K.Mollera przez tajemniczego podszywacza.

        Jens Raben zostaje raz jeszcze przesłuchany. Przez Brixa. Nie chce mówić o powodach odrzucania wizyt i listów Holsta. Poczucie winy ? Teraz interesuje go tylko spotkanie z żoną, Louise. Wydaje się być zupełnie wyjęty z kontekstu całej sprawy killera i tych zabójstw, której przecież tak wiele poświęcił zdrowia i czasu, zaryzykował nawet wolnośc.

        Podczas spotkania ze swoją adwokat Raben też pyta tylko o żonę. Zbywa milczeniem jej namowy, by odwołał swoje zeznania dotyczące tego epizodu afgańskiego. JUtro ma się odbyć rozprawa, jeśli będzie trzymał się swojej wersji, to, w połączeniu z całą jego szarżą w ostatnich dniach, może zostać uznany za niebezpiecznego i zamknięty w tym szpitalo-więzieniu na tak długo, jak inni uznają za stosowne, a więc możliwe, że na bardzo długo, albo i na zawsze.

        Adwokatka wychodzi i w drzwiach mija się z generalissimusem. Przyszedł on, nieoficjalnie, żeby zaproponowac Rabenowi rozwiązanie kompromisowe. Proponuje, że wojsko zmieni zapisy w kontrakcie jaki Raben podpisał z nimi - jego żona i syn otrzymają dostęp do pieniędzy z ubezpieczenia Jensa. Dotąd mieli by do nich prawo tylko w wypadku śmierci Rabena. Po zmianie - będą mogli z nich korzystać takze w przypadku jego "długotrwałej choroby". "Pomozesz swojej rodzinie", znaczącym tonem mówi generał, "musisz tylko odwołać swoje zeznania o tym Perku i o masakrze cywilów". Raben ma zgryz.

        Wieczorem policjanci, w towarzystwie adwokatki, wyprowadzają go z budynku, do samochodu. Ma być przewieziony do tego wojskowego szpitalowięzienia, z którego uciekł. Adwokatka ciągle go poucza, ze na rozprawie ma odwołać swoją wersję wydarzeń z wioski. Ale nagle dostaje ona telefon, dowiaduje się z niego, że oskarżony jest Major i że rozprawa zostaje odroczona. Raben uważa, że to brednia "Major jest niewinny, to nie on". Ona na to, ze znaleziono odpowiednie dowody. Raben zaczyna sie awanturować, zdaje sobie chyba nagle sprawę z tego, że zabójca czai się w koszarach i domaga się pomocy dla Louise i syna. Robi się zamieszanie, szaarpanina, Raben się przewraca, traci przytomność. Adwokatka krzyczy na policjantów, zeby przestali szaleć.

        W Parlamencie odbywa się równolegle znakomita rozgrywka w kulisach polityki. Minister sprawiedliwości Buch dochodzi do wniosku, że premier stal za utajnieniem raportu donoszącego o wydarzeniach w Afganistanie, zawiera cichy sojusz z liderem partii koalicyjnej. Właściwie bedać już na wylocie, po serii kompromitacji i obalonych oskarżeń pod adresem ministra obrony, Rossinga, podejmuje jeszzce jedną próbę wydobycia na światło dzienne prawdy.

        Głosowanie nad ustawą antyterrorystyczną zostaje odłożone, dzieki sojuszowi ministra z Ludowcami. Buch idzie za ciosem, żąda zwołania specjalnego posiedzenia z udziałem premiera, ministrów i liderów partii politycznych. Współpracownicy Bucha nie wiedzą, czy go podziwiać czy szykowac dla niego trumnę, przecież gośc zasadza się na samego premiera, chce mu udowodnić decydującą winę. "Gram vabank, chcieliście tego ode mnie, prawda ?" , odpowiada Buch. Wie juz, ze policja wysłała nagle dwoje ludzi do Afganistanu, wie że chyba nikt z góry już nie panuje nad calą akcją.

        Na spotkaniu Buch referuje co wie : raport medyczny z zapisem o znalezionej wśród martwych ciał zołnierzy ręce cywila - czekał az 2 miesiące na sprostowanie, a w międzyczasie premier wysłał 200 nowych żołnierzy do Afganistanu.
        • grek.grek FOrbrydelsen sez 2 odc 9 [3] 01.11.13, 12:56
          Buch oskarża premiera, że to on podejmowal decyzje [zatajenie raportu o śmierci Drausholm, o okolicznościach tego zabójstwa], ktore przyczyniły się do rozpętania spirali morderstw. Reszta jednak jakby tego nie słuchała uważnie. Zamiast tego, co mówi Buch interesuje ich bardziej to, że koledzy Bucha z partii wystąpili o wyrzucenie go z Parlamentu, a także postawienie przed ichnim trybunałem w oskarżeniu o zdradę stanu. Buch mówi im, że działania policji zdają się potwierdzać, że w Afganistanie doszło do masakry cywilów, wysłała tam ludzi, aby przesłuchali lekarza, który pisał raport. Towarzystwo chce głosowania nad wykluczeniem Bucha spośród posłów. W ostatnim momencie świta coś w głowie ministra spraw wewnętrznych. Mówi, że jeśli policja, wedle słów Bucha, wróci z tego rekonensansu jutro, to niech Buch przedstawi raport z tej "wycieczki", i wtedy ewentualnie odbędzie się głosowania. Premier się na to zgadza.

          Po spotkaniu sekretarka Karina mówi Buchowi, że jedyna szansa, to przekonac Rossinga, zeby wystapił przeciw premierowi. Jesli coś było na rzeczy, to premier musiał wiedzieć, a Rossing nie działał sam, nie mógł zataić czegoś przed premierem, ale mógł taić na polecenie premiera. Buch poleca też pomagać policji, na ile to tylko możliwe.

          Thomas, nie przejmuje się tym że grozi mu proces o zdradę stanu [znacie to "mnie już nic nie mogą zrobić, ja mam raka" ;) ?], nie ma już nic do stracenia, a ustalenie prawdy może uratowac nie tylko jego. Sekretarka znajduje, jak mówi, "tajemnicę pana premiera".

          Buch bierze tę "tajemnicę" w kieszeń i drałuje by spotkać się z Rossingiem. Ten jest w kościele, gdzie ma się odbyć msza za poległych żołnierzy [trumny okryte flagami stoją już w gotowości]. Kościół jest pusty, zołnierze się spóźniają, bo Brix szaleje w koaszarach, spóźniają się takze rodziny. Rossing siedzi sam w pierwszej ławce. Buch namawia go do współpracy. Pokazuje co znaleźli : potwierdzenie francuskiej agencji prasowej, że premier jest kandydatem na stanowisko sekretarza generalnego ONZ. I dlatego własnie, żeby podlizac się decydującym w tych sprawach Amerykanom, zataił prawdę z raportu 1 i wysłał do Afganistanu dodatkowych 200 żołnierzy. Rossing beznamiętnym zgaszonym głosem mówi mu, że premier odrzucił propozycję tego stanowiska. Kolejny mylny ślad. Buch mu na to "nie wierzę, że pan działał na własną rękę, ale trzymając się swojej wersji bierze pan na siebie odpowiedzialnośc za śmierć wielu osób !", ostatnie słowa wykrzykuje, na co wkracza na salę pastor i prosi Bucha, żeby wyszedł, bo 'zachowuje się nieodpowiednio".

          Kiedy do ministerstwa dociera informacja, że policjanci w Afganistanie borykają się z problemami z zezwoleniami, Buch od razu każe swoim ludziom udzielić im wszelkich zezwoleń jakich tylko zażądają. To się nazywa minister :]

          Rossing, bijący się z myślami, odwiedza Bucha. Opowiada o tym jak dotarła informacja o możliwym fakcie zabicia cywilów w tej wiosce. MOwi, że mieli wtedy na głowie wazne decyzje, "wiecej żołnierzy, pieniędzy...", więc postanowili zająć się sprawą później [cóz za eufemizm na zwykłe kłamstwo]. Skruszony powiada, że nie miał pojęcia, że tak się to rozwinie, że zginie tyle osób, że Monberg umrze...

          Dodaje, że same badania tej tajemniczej dłoni dostarczyły problemów. Pokazuje Buchowi jej zdjęcie : dłoń jest pokryta tatuażami z henny, co moze wskazywać na to, ze nie jest dłoń taliba [w raporcie napisane było "ręka zamachowca"], a raczej hazara, czyli kogoś kto darzy talibów nienawiścią; druga wątpliwość - na palcu ręki tej dłoni jest złoty pierścień. Talibowie nie noszą złota. A zatem wersja że "była to dłoń zamachowca-samobójcy" jest kłamstwem. Buch pyta, czy premier wiedział o tym. Rossing z wolna odpowiada "on rządzi, wie o wszystkim...".

          Wieczorem odbywa się to zapowiedziane spotkanie. Buch próbuje opowiedzieć zebranym, co ustalił, ale znienacka wjeżdza mu w słowo premier. Oznajmia, że Rossing jest zdrajcą, zataił opinię lekarską z 1 raportu, naraził państwo na szwank, a ludzi na śmierć. Rossing nie moze wydusić słowa, a Buch jest wstrząsnięty. Premier dodaje, ze Rossing natychmiastowo wylatuje ze stanowiska, a specsłużby zbadają jego działania pod kątem popelnienia licznych przestępstw. Buch próbuje obudzić Rossinga, żeby się bronił, "niech pan powie, że premier panu kazał to zrobić !", ale już na sali jest kilku smutnych panów, którzy wyprowadzają złamanego Rossinga.

          Dla Bucha premier też ma coś miłego... Oskarża go o nadużywanie uprawnień przeciw własnemu rządowi i państwu, prowadzenie kampanii pomówień i szastanie tajnymi dokumentami. Buch też ma zostać prześwietlony na okoliczność zdrady stanu. I jego również wyprowadzają tajniacy.

          W korytarzu kłębią się media, błyskają flesze, sypią się gorączkowe pytania dziennikarzy, Buch i Rossing są wyprowadzani w atmosferze skandalu.

          Afganistan.
          Po nieudanych poszukiwaniach, Sara, Strange i zołnierze wracają nocą do bazy, gdzie ma czekać samolot, którym policjanci odlecą do kraju.

          Ale niespodziewanie ich samochód zostaje zatrzymany przez grupkę talibów. Szwargocząc w swoim narzeczu zabierają Lund i Strangego na pakę swojego Żuka ;] i wiozą dokądś.

          Jak się okazuje jada do wioski. Z powrotem do tego domu, ktory przeszukiwano. Jest tam ciemno, tylko lampa na podłodze, odwalona góra kamieni i gratów. Szef policji, i paru innych, kiepską angielszczyzną mówią do Sary LUnd "mamy dla ciebie prezent, Pani Ciekawska". Tym prezentem jest PIEC. A w piecu ludzkie kości. I czaszka, którą uroczyście szef policji jej wręcz. Sara jest oczywiście zaniemówiona z wrażenia. Grzebiąc w piecu znajduje nieśmiertelnik z nazwiskiem "Per K.Moller". Co za scena :] Co za muzyka w tle, te dzwony bijące w oddali, w takim przytłumieniu intrygującym.

          W ostatnich fleszach widać, jak Brix znajduje w koszarach jakieś pomieszczenie, świeci latarką, a na ścianie są fotografie... Pułkownik wraca do koszar i znajduje zdemolowaną salą, połamane krzesło - podejrzewam, ze Bilal porywał Louise Raben, i że odbyło się to nie bez oporu z jej strony... Wreszcie, na parkingu przez komendą stoi zdemolowany samochód policyjny, a wezwane pogotowie wywozi kogoś na noszach, czyżby Raben dał czadu ?

          powiedziałbym Wam : stay tuned, ale coś czuję, ze to raczej Wy możecie tak powiedzieć mnie :]]

          btw, zapomniałem o linku...
          www.kinomaniak.tv/seriale/forbrydelsen/s2e9#SEZON2
          btw, jeśli to Bilal jest mordercą, to jego motywacje, a także pozycja w całej układance, są łudząco analogiczne do pozycji mordercy z 1 serii, Vagna.
          ale mam nadzieję, że zweryfikujemy to wspólnie po 10 odcinku, dobrze ? :]]
        • grek.grek FOrbrydelsen sez 2 odc 9 [3] 01.11.13, 13:28
          Oskarża Rossinga o utajnienie faktu, ze znaleziono tę rękę, co by sugerowało skandal z zabiciem cywilów. Rossing broni się, że śledztwo trwalo dłuzej i raport 2 zweryfikował fakty. Buch dobitnie twierdzi, ze ta cyniczna zagrywka kosztowała życie kilku osób.

          Premier zabiera głos i oznajmia Buchowi, że jego koledzy z partii i z Parlamentu chcą go wyrzucić ze swojego grona, z powodu działania na niekorzyść państwa. Są podpisy, może się odbyć głosowanie, i to teraz. Buch mowi, że policja wysłała do Afganistanu ludzi, aby przesłuchali tego lekarza od raportu [wiemy, że wysłali go w innym celu, ale Buch gra tym, co ma]. Wtrąca się minister spr. wewnętrznych i proponuje, aby Buch sporządził raport, po powrocie policjantów, zademonstrował go na następnym spotkaniu, i wtedy zdecydują. Premier się na to zgadza.

          Buch i jego ludzie czują, ze policja nic nie przywiezie. Trzeba przekonać Rossinga, aby wystąpił przeciw premierowi.

          W stosie papierów, które zalegają czyszczoną kancelarię ministerialna, Karina znajduje coś, co okresla mianem "tajemnicy premiera".

          Buch bierze tę "tajemnicę" w kieszeń i szuka Rossinga. Znajduje go w kościele. Ma się tam odbyć msza za poległych zołnierzy, Trumny okryte flagami już czekają, ale kościół jest pusty [kaplica ?], bo zołnierze czekają w koszaracj aż policja przestanie tam grzebać, spóźniają się także rodziny. Jest samotny Rossing, siedzący w pierwszym rzędzie. Buch namawia go do współpracy. Pokazuje co znaleźli : depeszę francuską, z której wynika, że premier dostal propozycję objęcia stanowiska sekretarza generalnego ONZ. To był motyw, dla którego zataił informację z 1 raportu. Zrobił to po to, by móc wysłać dodatkowych 200 żołnierzy i w ten sposób przypodobać się Amerykanom, gwarantujących przecież w ONZ wszystkie stołki.
          Rossing beznamiętnie odpowiada, ze premier odmówił oficjalnie tej propozycji. Buch na to "nie wierzę, ze działał pan sam, niech pan powie prawdę, bo inaczej będzie pan nosił na sobie odpowiedzialność za śmierć wielu ludzi !", mówi glośno, krzyczy niemal, więc pastor wychodzi z kantorka i sugeruje, żeby Buch opuścił lokal, bo to nie miejsce na wrzaski.

          Kiedy pojawia sie informacja, że policjanci w AQfganistanie borykają się z problemami jakichś zezwoleń, Buch od razu każe swoim ludziom udzielic im pełnego wsparcia. Minister pierwsza klasa, hehe.

          Dręczony wyrzutami na sumieniu Rossing odwiedza Bucha. Wyznaje mu, że tę sprawę wydarzeń w wiosce odłożyli na później, mieli wtedy "ważne sprawy, więcej wojska, więcej pieniędzy...". Skruszony mówi, że nie zdawał sobie sprawy z tego, jakie moga być tego konsekwencje, ile ofiar, Monberg... Wyraźnie widać że ma poczucie winy. MIęknie.

          Opowiada też Buchowi o tym, że sama owa dłoń znaleziona w Afganistanie wśród ciał żołnierzy była problematyczna. Po pierwsze - była wytatuowana henną, co wskazuje, ze jej właściciel nie był talibem, a hazarem, a oni nienawidzą talibów jak psów. Raport mówił o "dloni zamachowca-samobójcy", dla przypomnienia. Druga rzecz - na palcu jest złoty pierścień [Rossing pokazuje zdjęcie tej dłoni], a talibowie nie noszą złota. Zatem, werrsja o 'zamachowcu" jest kłamliwa, z punktu widzenia wiedzy eksperckiej.

          Buch z zapartym tchem pyta, czy premier o tym wszystkim wiedział. Rossing z wolna odpowiada "On tu rządzi... musiał wiedzieć, wie o wszystkim..."

          I oto na spotkaniu następnym, znów z premierem, ministrami i liderami parlamentarnych parttii, Buch zaczyna swoją przemowę, chce ujawnić prawdę, ale znienacka premier zabiera głos. Oskarża Rossinga o złamanie prawda, zatajenie informacji z raportu, działanie na szkode państwa, odpowiedzialnośc za smierć ludzi. Oznajmia, ze Rossing zostaje wydalony ze stanowiska, a jego działania zostaną ocenione przez specsłużby pod kątem przestępstwa zamachu stanu. Wkraczają do sali smutni panowie i wyprowadzają Rossinga. Topwarzystwo jest zdumione, a najbardziej Buch. Krzyczy do Rossinga, zeby powiedział, iż "premier kazał tak mówić !", ale Rossing jest zbyt zaskoczony sytuacją i chyba zgaszony swoim poczuciem winy, żeby się bronić.

          Dla Bucha premier też ma coś miłeego. Oskarża go o rzucanie pomówień, działanie na szkodę racjji stanu, przeciw własnemu państwu, szastanie tajnymi informacjami, prowadzenie kampanii ataków na rząd. I jego też przetrzepią specłużby, na okoliczność zdrady stanu. Bucha również wyprowadzają tajniacy.

          W korytarzu kłębią się dziennikarze i kamerzyści, błyskają gorączkowo flesze, sypią się pytania, Buch i Rossing zostają wyprowadzenie w atmosferze skandalu stulecia.

          Afganistan.
          Sara Lund, Strange i ich obstawa jadą nocą do bazy, gdzie ma czekac samolot, którym policjanci odlecą z powrotem. Jest noc. Nagle zatrzymuje ich kilku talibów. Dogadują się jakoś. "Róbcie co każą", ,mówią zołnierze. POrwanie ?

          Nic z tych rzeczy. Sara i Strange zostają załadowani na pakę talibskiego... Żuka ;] i zawiezieni z powrotem do wioski. Do tego domu, ktory przeszukiwali. Ciemno tam, tylko lampa na podłodze, ale za to jaka muzyka w tle :] klimat pełną gębą. Szef policji i paru innych łamaną angielszyczną mówią do Lund "mamy prezent dla ciebie, Pani Ciekawska". Prowadzą ją w głąb chałupy. Za odwalonymi kamieniami i innymi gratami jest PIEC. Szef policji wręcza jej czaszkę. Małą, dziecięcą. W środku pieca są kości ludzkie. Sara ledwie skrywa wrażenie. Grzebiąc w środku pieca znaduje nieśmiertelnik "Per K.Moller".

          I szybki flesze w finale. Brix znajduje [otwiera kluczem, czyżby to TEN klucz ?] pomieszczenie na ścianie którego wiszą fotografie. Jest ono w koszarach ?

          Pułkowniik wraca do koszarów i zastaje salę z przewróconym krzesłem, generalnie - z rozgardiaszem. Bilal porwał Louise ? [po walce]

          Przed komendą stoi rozwalony wóz policyjny. Wybita szyba itd. Sanitariusze wiozą kogoś na noszach. Raben zaszalał ?

          Stay tuned... powiedziałbym, gdyby nie to, ze raczej Wy możecie powiedziec to mnie, hehe :]

          btw, link zapomniany :
          www.kinomaniak.tv/seriale/forbrydelsen/s2e9#SEZON2
          btw, JEŚLI [nie mówcie mi jeszcze] to Bilal jest zabójcą, to wydaje mi się to sytuacja bardzo podobna do tej z 1 sezonu. Tam zabójca, Vagn, działał z podobnych pobudek i pełnił mniej wiecej podobnie mało eksponowaną rolę w całej układance.
          • grek.grek Re: FOrbrydelsen sez 2 odc 9 [3] 01.11.13, 13:30
            a niech to jasny szlag :]
            myślalem, że pierwsza wersja nie weszła, bo przypadkiem kliknałem w "zamknij", kiedy jeszcze wchodziła. po ponownym otwarciu - nie było tego posta. napisałem więc od nowa, a po wysłaniu - okazało się, że tamten post jednak wszedł. co za jazda, hehe ;]
            • siostra_bronte Re: FOrbrydelsen sez 2 odc 9 [3] 01.11.13, 14:43
              Nie szkodzi, lepsze dwa takie posty, niż żaden :)
              Dzięki, Greku :)
              Kapitalny odcinek. Zwłaszcza sceny w afgańskiej wiosce!
              • grek.grek Re: FOrbrydelsen sez 2 odc 9 [3] 01.11.13, 16:06
                hehe, tak jest, Siostro :]

                cała przyjemnośc po mojej stronie.

                to prawda, twisty są świetne, a Sara Lund i Buch dzielnie przeciągają linę w rywalizacji
                szlachetnej o palmę pierwszeństwa wśród bohaterów.
            • pani_lovett Re: FOrbrydelsen sez 2 odc 9 [3] 01.11.13, 15:48
              Możesz przypomnieć, Greku, kim jest Bilal? Pamiętam, że już w pierwszym odcinku odsunięte zostały od niego podejrzenia. Ale wtedy badano sprawę w innym kontekście.

              A w piecu ludzkie kości. I czaszka, którą uroczyście szef policji jej wręcz. Sara jest oczywiście zaniemówiona z wrażenia. Grzebiąc w piecu znajduje nieśmiertelnik z nazwiskiem "Per K.Moller". Co za scena :] Co za muzyka w tle, te dzwony bijące w oddali, w takim przytłumieniu intrygującym.

              Fakt, niesamowita scena.

              Ja 10. odcinka nie widziałam, nie mam pojęcia, kto ostatecznie okaże się mordercą ...

              :)
              • grek.grek Re: FOrbrydelsen sez 2 odc 9 [3] 01.11.13, 16:12
                z tego co pamiętam jest to dowódca jednej z kompanii w wojsku, pojawił się w śledztwie po zabójstwie Myga Poulsena, kiedy uciekal przez Sarą Lund i Strangem z miejsca zdarzenia. Miał jednak dobre alibi, potwierdzone przez Pułkownika, nic nie wskazywało na jego winę, wszystko co robił w sprawie - miało charakter działania na polecenie zwierzchników. Pytanie : czy Bilal naprawdę jest zabójcą ? skoro w ciągu jednego odcinka moze zostać głównym podejrzanym, to w przeciągu następnego moze się to okazać kolejną zmyłką :] inna rzecz, że elementy uklładanki zaczynają pasować do siebie, a wydaje się także, że Billal porwał Louise, żonę Rabena i córkę Pułkownika, co by było przypięcztowaniem jego winy.

                przyznam, że Bilal wygląda na pewniaka, w tym momencie [ a u Ciebie ? ].

                ciekawa będzie rozgrywka polityczna i czy szczwany lis premier zostanie zdemaskowany ?

                • pani_lovett Re: FOrbrydelsen sez 2 odc 9 [3] 01.11.13, 16:46
                  Dzięki, już sobie przypomniałam. :)
                  Zresztą pogrzebałam w archiwum:

                  forum.gazeta.pl/forum/w,14,146664740,146878757,FOrbrydelsen_sez_2_odc_2_2_.html
                  Tak, wydaje się, że to Bilal jest tym, którego poszukuje policja.
                  Chyba, że major Sygo, ale Raben go wykluczył .

                  :)

            • pepsic Re: FOrbrydelsen sez 2 odc 9 [3] 01.11.13, 17:48
              Ja podobnie nie ma pojęcia, skąd się wziął tajemniczy klucz, może ze skrytki majora w koszarach? Jeszcze bardziej mnie nurtuje, jak trafiono do pomieszczenia nim otwieranego, które będzie przedmiotem uwagi policji w następnym odcinku.

              Greku, drobna uwaga, nie można posła pozbawić mandatu. Można tylko wykluczyć z koła/klubu poselskiego. A Thomas Buch, jak się można domyślać musi nim być. Ta blondlaska w żakiecie z krótkimi rękawami i fioletowej bluzce to zapewne szefowa klubu.

              Sceny w Afganistanie, jak wcześniej wspominałam i jak Siostra wspomina faktycznie sa rewelacyjne (rozmowa Sary z szefem miejscowej policji, któremu wyraźnie wjechała na ambicję, czy odnalezienie właściwego tropu - szpachli do piekarni).
              THX:)



              • grek.grek Re: FOrbrydelsen sez 2 odc 9 [3] 02.11.13, 16:11
                chyba masz rację, w każdym razie lepszej od Twojej propozycji nie znajduję :]
                musiał kluczyk być w tej szafce.

                dzięki za sprostowanie :] faktycznie, mowa tam jest o wykluczeniu z "grupy parlamentarnej". zagalopowałem się w dramatyzowaniu ;]

                dokładnie tak jak mówiłaś, sceny są świetne, a Sara Lud alias Sofie Grabol znakomita.

                drobiazg, cała przyjemnośc z mojej strony :]
    • pani_lovett Coś muzycznego na dziś ... 01.11.13, 16:11
      Z serialu "Czas honoru" ...

      www.youtube.com/watch?v=dnVDmsncv9Y
      :)
      • pani_lovett Re: Coś muzycznego na dziś ... 01.11.13, 16:13
        www.youtube.com/watch?v=Um23izRRPUs
        • pani_lovett Re: Coś muzycznego na dziś ... 01.11.13, 16:18
          Mój ulubiony motyw - "Spotkanie"

          www.youtube.com/watch?v=PiF7B1nkzNM
          Kompozytor - Bartosz Chajdecki
    • kd OLD BOY 02.11.13, 22:08
      Mega super film. Polecam. Trzeba koniecznie zobaczyć. To już jest film kultowy
      • pani_lovett Re: OLD BOY 03.11.13, 14:16
        kd napisała:

        > Mega super film. Polecam. Trzeba koniecznie zobaczyć. To już jest film kultowy\

        Przegapiłam! :// A nic ciekawego nie właściwie nie oglądałam wczoraj ...

        Szkoda, że Twój post nie pojawił się odrobinę wcześniej!!!
        Nie mniej dzięki za tę zapowiedź. Będę pamiętać o tym tytule.

        Ktoś obejrzał?
    • vasilip Re: Ojej, co tu wybrac 2013 - 10 (vol.36) 03.01.14, 09:16
      ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka