Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2014 - 7 (vol. 45)

    • barbasia1 OT radiowy 14.07.14, 22:53
      W radiowej Dwójce właśnie nadają koncert z okazji 14 lipca z Paryża, z Pól Marsowych .

      Wzruszające "Parasolki z Cherbourga" - Les Parapluies de Cherbourg m.in.

      www.youtube.com/watch?v=19An9_8USQE


      • barbasia1 Re: OT radiowy 14.07.14, 23:55
        A w Trójce "Trzy kwadranse jazzu" się kończą.

        www.youtube.com/watch?v=ItSzKzLk3tg
        Jan Ptaszyn Wroblewski Quartet, Flyin Lady LP, "Bossa Nostra " Polish Jazz vol. 55/ Warsaw 1978





        • grek.grek Re: OT radiowy 15.07.14, 16:15
          świetne !

          stara dobra szkoła polskiego jazzowania. sama przyjemność tego słuchać :]
          • barbasia1 Re: OT radiowy 15.07.14, 16:35
            Prawda!? :))

            Wczoraj leciał jakiś inny utwór Quartetu Jana Ptaszyna Wróblewskiego, ale w tym klimacie. :)
            • grek.grek Re: OT radiowy 16.07.14, 13:44
              w Kulturze, na dniach, był jakiś dokument o Wróblewskim.

              może ktoś obejrzał i się dotąd nie pochwalił ? :]
              • barbasia1 Portrety - „Ptaszyn - życiorys jazzmena” 19.07.14, 18:04
                O! Tośmy przegapili! Wielka szkoda.

                Znalazłam notkę o tym dokumencie:
                www.tvp.pl/kultura/propozycje/portrety-ptaszyn-zyciorys-jazzmena/15964602
                Cóż trzeba czekać na powtórkę.

      • pepsic Re: OT radiowy 15.07.14, 19:30
        I tak samo wzruszający film o niespełnianiu uczuć, że aż w dołku ściska. Ciekawostka, od deski do deski zaśpiewany.
        • barbasia1 Re: OT radiowy 17.07.14, 17:36
          pepsic napisała:

          > I tak samo wzruszający film o niespełnianiu uczuć, że aż w dołku ściska. Ciekaw
          > ostka, od deski do deski zaśpiewany.

          Tak. :)
    • grek.grek "Szczęśliwego Nowego Jorku" dziś w KUlturze 15.07.14, 16:06
      pomundialowo :] o 20:10 i 0:40

      portret Polaka-emigranta w Ameryce - gorzki, ale i komiczny do bólu pępka. doskonałe dialogi, kapitalny monolog Lindy [po czym rozpoznać Polaka w Ameryce], kapitalna enta rola Gajosa - jak on interpretuje tekst... mistrz, po prostu mistrz, tego chce się słuchać i słuchać i nie przestawać; nie gorsza Zamachowskiego [i pełna swoistego poświęcenia, o czym się przekonacie w pewnym momencie :)]. znakomity językowo tekst [film adaptuje "Cud na Greenpoincie" Redlińskiego] podawany przez aktorów wysokiej klasy, to zawsze przepis na dobre kino, nieprawdaż ?

      mniej lub bardziej złośliwych obserwacji jest wiele, niektóre może nawet o stereotypy zahaczają, ale co tam - dialogi i doskonali aktorzy wszystko wynagradzają. poza tym, jak się niekiedy posłucha tych Polonusów, to można dojśc do wniosku, że wcale wiele przesadyzmu w takim przedstawieniu filmowych postaci nie ma :]

      zderzając ten obrazek z falą dzisiejszej emigracji, pewnie można by znaleźć niemało punktów wspólnych.

      rocznik 97, a dopóki ludzie jeżdzą za chlebam albo uciekają z kraju do kraju w poszukiwaniu lepszej pracy, zarobków, życia, karyjery - zawsze aktualny, nawet jeśli nie zawsze dostatecznie życzliwy wobec bohaterów. chociaż... myślę sobie, że tutaj tej życzliwości także nie brakuje, mimo że przykrywa ją solidna dawka ironii i zgryźliwości :].

      • barbasia1 Re: "Szczęśliwego Nowego Jorku" dziś w KUlturze 15.07.14, 18:06
        Malutka poprawka:
        Wydana w 1990 roku powieść Redlińskiego na podstawie, której powstał film "Szczęśliwego ..." nosi tytuł "Szczuropolacy"; w trzecim wydaniu z roku 1997 tytuł brzmiał: "Szczurojorczycy".

        "Cud na Greenpoincie" to tytuł teatralnej adaptacji "Szczuropolaków".

        >z nakomity językowo tekst [film adaptuje "Cud na Greenpoincie" Redlińskiego] poda
        > wany przez aktorów wysokiej klasy, to zawsze przepis na dobre kino, nieprawdaż?

        Prawdaż. :)
        • grek.grek Re: "Szczęśliwego Nowego Jorku" dziś w KUlturze 16.07.14, 13:42
          dzięki, Barbasiu :]
    • grek.grek polska "Pułapka" na bis w Kulturze 16.07.14, 15:45
      20:10 i 2:50

      kiedyś pisałem o tym filmie, ale nie zalinkuję Wam, z litości dla siebie samego i dlatego, że chyba parę spojlerów tam wrzuciłem :]

      ale spróbujcie, gdybyście akurat szukali filmu na wieczór.
      historia kryminalna, lecz w takich okolicznościach przyrody, w takiej jakiejś "zawianej" formule i stylu, że robi to ciekawe wrażenie [przynajmniej na mnie zrobiło, co może - fakt faktem - nie jest zbyt dobrą rekomendacją]. no i Marek Kondrat, w roli aktora wmanewrowanego w intrygę, której nie rozumie, jakaś taka bliska kinu noir; jest też femme fatale; jest i Leon Niemczyk jako glina wyjęty rodem z amerykańskiego filmu. a wszystko w plenerach polskiej przyrody nadmorskiej, z pustą plażą, starym klimatycznym domem i powiewami wiatru.
      • siostra_bronte Re: polska "Pułapka" na bis w Kulturze 16.07.14, 17:19
        Oj, słabe to było. Miałam wrażenie, że to jakiś amatorski film :)
        • grek.grek Re: polska "Pułapka" na bis w Kulturze 17.07.14, 17:01
          aż tak źle było ? :]
          • siostra_bronte Re: polska "Pułapka" na bis w Kulturze 18.07.14, 16:54
            Hehe. Sytuację pogorszył fakt, że widziałam ten film w kinie (na jakimś festiwalu, na szczęście nie płaciłam za bilety). Może w tv rozmiary tej klęski są mniejsze :)
      • barbasia1 Re: polska "Pułapka" na bis w Kulturze 17.07.14, 17:37
        Na kolejna powtórkę się szykuję. ;)
    • grek.grek Kobra w Kulturze "Śmierć w samochodzie" 17.07.14, 17:06
      sporo dzisiaj ciekawych propozycji.

      kolejna Kobra - tym razem o idealnej 20:10, zaplanowana na 70 minut.

      crime story kręcić się ma wokół dwóch spraw [zabójstwa i wypadku samochodowego], które wydają się być ze sobą powiązane. do prawdy ma dotrzeć major Downar.
      • barbasia1 Re: Kobra w Kulturze "Śmierć w samochodzie"- 20:10 17.07.14, 17:45
        Czyli dziś Kobra wcześniej!

        :)
      • pepsic Re: Kobra w Kulturze versus "Alfie" 17.07.14, 18:22
        Alternatywą może być komediodramat "Alfie" z 2004 r. o niepoprawnym uwodzicielu, w tej roli Jude Low i z muzyką Micka Jaggera. Bliżej nie określony remake. Tvn 7, 20:00.
        • grek.grek Re: Kobra w Kulturze versus "Alfie" 18.07.14, 14:50
          postawiłem jednak na Kobrę :]
          nieźle zapętlona crime story, i od początku brzydko pachniała ta para, która okazała się poszukiwanym celem policji - pan mąż jakoś tak namolnie mitygował żonę, żeby przypadkiem czegoś nie palnęła... zresztą - słusznie, bo w finale to właśnie ona wpadła w pułapkę chytrze zastawioną przez majora i wsypała ich oboje.

          kilka ładnych, w zachodnim stylu aktorek :] dzisiaj to rzadkość w polskich produkcjach telewizyjnych.

          wypada dziękować losowi, że w PRLu nie wiedziano, ze istnieje taki gatunek telewizyjny jak "telenowela".
          • barbasia1 Re: Kobra w Kulturze versus "Alfie" 18.07.14, 17:10
            Z przyjemnością obejrzałam.
            Świetny kryminał, właśnie, zawikłana historia, w którą pośrednio wplątanych było dużo osób, grupa znajomych, a zatem było wielu podejrzanych, w finale zaprawdę chytra pułapka zastawiona przez majora z pomocą Moniki; I chciwość została ukarana.

            A ja się oczywiście dałam oszukać, najbardziej podejrzani wydali mi się Wernerowie , właściciele mieszkania, w garażu których znaleziony został nieboszczyk,
            cały czas obrzucali się nerwowymi spojrzeniami. ;)



            Też zwróciłam uwagę na panie, a właściwie na efektowne stroje z lat 7O. Żałowałam, że nie było kolorów.

            A śliczną sekretarkę z komendy policji grała młodziutka Helena Rowicka, znana najbardziej w roli Ewy Talar w serialu "Dom".

            • grek.grek Re: Kobra w Kulturze versus "Alfie" 19.07.14, 13:30
              yes, zawikłanie spore, ale tempo żywe, więc oglądało się nieźle :]

              mnie się podobała siostra Sosnowskiegto, ta czarna - taka wystylizowana na francuską aktorkę egzystencjalistkę ;]]

          • pepsic "Alfie" mini reminiscencje. 18.07.14, 20:57
            I dobrze zrobiłeś:) Albowiem drętwo i bez polotu było. Monologujący bohater bez przerwy zamęcza widza i przekonuje, jakim jest pustakiem. Całkiem niepotrzebnie, bo to widać, słychać i czuć. I ponad 2 godziny z reklamami zajmuje mu dojście do oczywistych dla średnio rozgarniętego człowieka konkluzji.
    • grek.grek "Wygnanie" [2007] w Kocham Kino 17.07.14, 17:15
      zdaje się, że Kocham Kino na trwałe weszło w rytm : 3 powtórki + 1 dobra premiera ;]

      teraz ma być premiera.
      23:05 i nie będzie powtórki.

      "Wygnanie" w zapowiedzi jest dramatem z życia familijnego - mąż, żona i dwójka dzieci wyjeżdza na prowinicję, żeby pobyć razem i odświeżyć małżeńsko-rodzinne relacje. na miejscu zamiast spokoju wychodzą na jaw sekrety, które burzą całkowicie pożycie albo pożycie całkowicie.

      reżyserem jest Andriej Zwiagincew, mający swój brand w światowym kinie, nagradzany i oklaskiwany także w Cannes.

      "Powrót", o którym kiedyś rozmawialiśmy, był znakomity. "Elena" [nie pamiętam, czy mieliśmy okazję] ponoć jeszcze lepszy. tegoroczny "Lewiatan" w Cannes zrobił doskonałe wrażenie.

      tak czy siak, cokolwiek by się okazało, własnie po to, żeby pokazywać filmy takich reżyserów Kocham Kino być powinno, a nie do serwowania setnych powtórek z entych bisów, jak to w ostatnich czasach często bywa.

      • barbasia1 Re: "Wygnanie" [2007] w Kocham Kino 17.07.14, 17:40
        Brzmi ciekawie, ale strasznie późno jest ten film. Nie dam rady, chyba że przez naszą stronę z ...!??
        • grek.grek Re: "Wygnanie" [2007] w Kocham Kino 18.07.14, 13:14
          jeśli nie udało Ci się obejrzeć, możesz spróbować także tutaj [nawet bez logowania] :

          ogladam.tv/
          • barbasia1 Re: "Wygnanie" [2007] w Kocham Kino 18.07.14, 17:15
            A Ty, Greku, obejrzałeś???

            Dziękuję Ci za link. Postaram się obejrzeć jutro albo w niedzielę.
            A od poniedziałku na urlop się wybieram ... :)
            • barbasia1 Re: "Wygnanie" [2007] w Kocham Kino 18.07.14, 17:17
              Tak, tak, już widzę 3 słowa a'propos ! Świetnie. :))


              Za chwil kilka przeczytam, teraz muszę na chwilę wyjść.
            • grek.grek Re: "Wygnanie" [2007] w Kocham Kino 19.07.14, 17:03
              proszę bardzo.

              no to jutro będę Ci życzył udanego wypoczynku i wyrażę nadzieję, że w trakcie urlopowania będziesz nas odwiedzać :]
              • barbasia1 Re: "Wygnanie" [2007] w Kocham Kino 19.07.14, 17:40
                grek.grek napisał:

                > no to jutro będę Ci życzył udanego wypoczynku
                Miło miło, heh ... :)

                > i wyrażę nadzieję,
                że w trakcie urlopowania będziesz nas odwiedzać :]

                Hehehe! :))
                Oczywiście, że Was odwiedzę! Na klasykę obowiązkowo wpadnę! :)
                • barbasia1 Re: "Wygnanie" [2007] w Kocham Kino 19.07.14, 18:05
                  barbasia1 napisała:

                  > grek.grek napisał:
                  >
                  > > no to jutro będę Ci życzył udanego wypoczynku

                  > Miło miło, heh ... :)

                  już dziś... :))
                • grek.grek Re: "Wygnanie" [2007] w Kocham Kino 20.07.14, 16:56
                  tak więc - miłego wypoczynku, Barbasiu :]

                  brawo :]
                  • pani_lovett Re: "Wygnanie" [2007] w Kocham Kino 20.07.14, 17:59
                    Dziękuję ci za dobre słowo, Greku. :)

                    Dobrego tygodnia życzę Tobie, Wszystkim Paniom, Panom. :)
                    Niech Was upały nie zmęczą!
                    /U nas ŻAR TROPIKÓW 2 ;)/


                    Do zobaczenia, wpadnę za tydzień w niedzielę, a potem na chwilę jeszcze wypadnę ... :)
                    • pani_lovett Re: "Wygnanie" [2007] w Kocham Kino 20.07.14, 18:00
                      Ci
                    • siostra_bronte Re: "Wygnanie" [2007] w Kocham Kino 20.07.14, 18:04
                      Barbasiu, udanego urlopu!!

                      A ja lubię upały. Niestety, dzisiaj od rana leje :( Ech, to nasze lato...
                      • pani_lovett Re: "Wygnanie" [2007] w Kocham Kino 20.07.14, 18:36
                        Dziękuję, Bronte.
                        Upały jeszcze się nie skończyły, Bronte. Więc nie trać ducha. :)

                        A u nas dopiero teraz chmurki się pojawiły, zasłoniły słońce.

                        Do zobaczenia. Upałów na Warszawą życzę. / Mania chyba też lubi!? ;)/
                    • grek.grek Re: "Wygnanie" [2007] w Kocham Kino 21.07.14, 14:01
                      zawsze do usług :]

                      dzięki, Barbasiu, spróbuj wpaść w tygodniu, tak w formie urlopowego przerywnika :]

                      Żar Tropików - no, coś w tym stylu. pamiętam serial o tym tytule, główny bohater [detektyw na jakieś "florydzie"] był jednym z moich ulubionych.
        • grek.grek "Wygnanie" [2007] w Kocham Kino - 3 słowa a'propos 18.07.14, 13:59
          a'propos filmu :]
          czy oglądałaś ?
          oglądaliście ?

          wg mnie, znakomite kino, choć jeśli ktoś powie, że ciut manieryczne, to pewnie będzie miał rację.

          mnóstwo wspaniałych kadrów wolnej przestrzeni, zachwycających okoliczności przyrody, jakieś owce idące na wypas pośród morza trawy falującej, a błękit nieba styka się z zółcią zboża i tego typu atrakcje. reżyser wyraźnie nastawił się na stworzenie dzieła powalającego estetyką.

          doskonałe, ale znów można powiedzieć, że przesadnie wystylizowane, są także zdjęcia miasta. długie drogi, chodniki, kadry filmowane gdzieś lekko z odchylenia, tak żeby ująć jak najdłuższy pas drogi, ale i stworzyć wrażenie jej idealnej szerokości. industrialne milczące, ciemnostalowe kształty, beton, i zero ludzkości, jakby wymarłe. nic nie mozę przeszkadzać bohaterom, czy też w tym konkretnym momencie - bohaterowi. efektowna opozycja do sielskiej przyrody, sposób filmowania zaś, bardzo podobny.

          ludzie też ujmowani są w pozach godnych sztuki malarskiej - stojący lub siedzący, zastygli w swoim siedzeniu lub staniu, zastanawiający się nad czymś, razem a jednak osobno, patrzący w dwie rózne strony albo całkiem sami w akcie zamyślenia.

          przeciwwagą są nieliczne rozmowy i jeden podchmielony sąsiad, ktory nawet próbuje stawać na głowie, co w tym stanie nie jest wskazane.

          aktorzy, KOnstantin Ławronienko i Maria Bonnevie, zwłaszcza ona, wykazują mnóstwo cierpliwości robiąć nieco za figury symboliczne w symbolicznych ujęciach. z rzadka atakują momenty rozmów albo innych form relacji między nimi, które przełamują wzajemną obcość.

          są i dzieci, są drugoplanowi bohaterowie, ale cała oś fabularna jest w ich postaciach. męża i żony, którzy są sobie kompletnie nieznani. to nie jest tylko oddalenie chwilowe, wg niej oni zawsze byli po dwóch stronach rzeki. ona zatem zdradza mu nagle tajemnicję, która pociągnie za sobą szereg dramatycznych zdarzeń. ta wspomniana obcość pokazana jest doskonale, trudno o lepszy portret dwójki ludzi między którymi nie ma żadnej chemii i oboje na tym cierpią, choć w różny sposób starają sie sobie z tym radzić.

          przetykane są te sceny i obrazy rejwachem dzieci, przyjęciem dla sąsiadów i znajomych, wyjazdami i spotkaniami, ale zawsze w tle, w małym słowie, geście, rzucie oka - jest wyobcowanie we wzajemnej relacji, a tajemnica którą żona wyznaje mężowi nie poglębia już rowu między nimi - nie da się bowiem wykopać jeszcze głębszego podziału, ona przenosi ich w inny wymiar : rodzi wrogośc i może nawet nienawiść, kontrolowaną, z którą się walczy rozpaczliwie, ale która i tak nie odpuszcza.

          a te zdarzenia nadciągają nieubłaganie, ale reżyser ich nie przyspiesza, przeciwnie - spowalnia tę akcję, pozwala bohaterom na namysł, pozwala wydarzeniom wybrzmieć i nasycić swoim znaczeniem, dlatego wszystko co się dzieje ma swój właściwy wymiar, odpowiednie tempo, idealne - z tego punktu widzenia, film nie jest za długi. ta historia musi trwać 2 i pół godziny, inaczej byłaby źle opowiedziana, a sam film można by oskarżyć o skrótowość. wszystko jest tu dobrze zaplanowane i przemyślane.

          sama historia... końcowe sceny, zwłaszcza głównej rozmowy w długiej retrospekcji, odkrywają karty, które wcześniejszą tragedię czynią jeszcze tragiczniejszą. ale i pojawia się pytanie o to, jaki cel miała żona mówiąc męzowi coś, co poruszyło domino i doprowadziło do tragedii ? po co to powiedziała i dlaczego powiedziała w tak przedziwny sposób ? czy może winny jest, bo nie spytał o nic ? czy ona potraktowała to jako ostateczny dowód na jego obojętność ? dlaczego tak to zrobiła ?

          doskonałe zdjęcia Arvo Parta i Andrieja Dergaczewa, doskonała para głównych aktorów [chociaż drugi plan jest także świetny, a i dzieciaki sprawdzają się bardzo dobrze, zwłaszcza chłopak grający syna Aleksa i Wiery], a w finałowej części - jak również w niektórych momentach wcześniej - głucha, monotonna ni to muzyka, ni to.... rodzaj narastania czegoś w tle, stwarzające ciekawe wrażenie i budujące udanie nastrój niepokoju.

          słowem, jeśli nie widzieliście, to żałujcie :]]

          • pepsic Re: "Wygnanie" [2007] w Kocham Kino - 3 słowa a'p 18.07.14, 20:46
            Prawdziwie literacka opinia:) I nie pozostaje nic innego, jak sie zgodzić. Piękny film, niedopowiedziany, malowniczy, tyle że z konkluzją cokolwiek niezrozumiałą. Nie będę jej jednak rozwijać, bo przewiduję rychłą powtórkę w kulturze.
            • grek.grek Re: "Wygnanie" [2007] w Kocham Kino - 3 słowa a'p 19.07.14, 13:27
              haha, dzięki Pepsic :]

              mam wrażenie, że w scenariuszu jest jednak poważny błąd.
              to jak Wiera tłumaczy to, co powiedziała Aleksowi jest przedziwne.
              zwłaszcza w zestawieniu z następstwami tego wydarzenia.
              chcę wierzyć w wersję, w której ona to zrobiła, żeby na podstawie jego reakcji wysondować jego stosunek do niej i ich związku - wtedy miałoby to wytłumaczenie.
              kiedy jednak wziąć pod uwagę kolejne zdarzenia, także to z przeszłości, o którym powiadomiła tylko przyjaciela i prosiła go żeby męzowi nigdy nie mówił - nasuwa się pytanie, dlaczego tak łatwo i bez problemów zapomniała, że oni jeszcze mają dwójkę dzieci, a ona jest im matką ?
              nie widać w niej jakichś wewnętrznych dylematów z tego powodu.

              oprawa jest perfekcyjna, aktorzy znakomici, ale co do wydźwięku i sensu tej całej awantury mam - tak jak Ty - pewne wątpliwości.
      • siostra_bronte Re: "Wygnanie" [2007] w Kocham Kino 18.07.14, 16:44
        To nie dla mnie. Do tej pory odsypiam mundial :)
        • barbasia1 Re: "Wygnanie" [2007] w Kocham Kino 18.07.14, 17:18
          siostra_bronte napisał(a):

          > To nie dla mnie. Do tej pory odsypiam mundial :)

          Prawdziwa kibicka. :))
    • pepsic "Jak kochać, to we dwoje" made in France 17.07.14, 18:28
      Przyjemna i całkiem zabawna komedia, mimo że schematyczna, ze zgranymi trickami i tradycyjnie bez umocowania psychologicznego. Troszeczkę współczułam uroczej bohaterce dupowatego obiektu miłości;) No cóż, krew nie woda. Maman pojawiająca sie epizodycznie wydawała się bardziej charakterna. Przebojowo rozegrany drugi bohater rodzaju męskiego to zupełnie inna, aktorska liga. Obejrzane wczoraj na dwójce. Na wakacje może być:)
      • grek.grek Re: "Jak kochać, to we dwoje" made in France 18.07.14, 15:40
        chyba mi przemknął jakiś fragment, ale to było, zdaje się, we środę :]

        jeden gośc pokazywał drugiemu jak "patrzeć wackiem", aby uwodzić. może w dziale popularnonaukowym powinni ten film umieścić ? :]
        • pepsic Re: "Jak kochać, to we dwoje" made in France 18.07.14, 20:52
          Taj jest, w środę.
          He, he, to z wackiem rzeczywiście słabe było.
        • barbasia1 Re: "Jak kochać, to we dwoje" made in France 19.07.14, 17:42
          grek.grek napisał:

          > jeden gośc pokazywał drugiemu jak "patrzeć wackiem"

          Coraz mniej romantyczne te komedie romantyczne. ;)
      • maniaczytania Re: "Jak kochać, to we dwoje" made in France 20.07.14, 11:26
        ogladalam rowniez i rzeczywiscie calkiem przyjemnie spedzony wieczor to byl
    • grek.grek "Ojciec chrzestny" [1972] w... TVN :] 18.07.14, 15:37
      jesteście tak samo zaskoczeni jak ja ? ;]

      o 22:15.

      a w TVN7 "Rzymskie wakacje" od 22:00.
      • siostra_bronte Re: "Ojciec chrzestny" [1972]/ "Rzymskie wakacje" 18.07.14, 16:47
        Wow! Ale "Ojca chrzestnego" już chyba wszyscy widzieli i to nie raz.

        Za to jeżeli ktoś nie zna "Rzymskich wakacji" to musi obejrzeć koniecznie!!
        • grek.grek Re: "Ojciec chrzestny" [1972]/ "Rzymskie wakacje" 19.07.14, 13:32
          domyślam się :] ale żeby TVN taki klasyk nadawał ? :]

      • barbasia1 A lato z Bartotką? Viva Maria! TVP1 20:25 18.07.14, 17:23
        Reżyseria Louis Malle. Westernowe klimaty!??

        Republika San Miguel, Ameryka Środkowa, rok 1907. Przez kraj znękany bezwzględnymi rządami wędruje francuska trupa wodewilowa. Gwiazdą zespołu jest śpiewaczka Maria. Gdy do grupy dołącza córka irlandzkiego anarchisty, także Maria, śpiewaczka angażuje ją jako partnerkę. Wszystko idzie dobrze do czasu, gdy artyści zostają wplątani w wir rewolucji, która wybucha wśród gnębionego ludu. Kiedy ginie przywódca rebeliantów, Flores, obie kobiety stają na ich czele. W krótkim czasie panie rozprawiają się z wojskami reżimu i zostają bohaterkami narodu.
        www.telemagazyn.pl/film/54461/viva-maria
        Trzeba obejrzeć czy niekoniecznie?

        "Ojciec chrzestny" w TVN? - to jestem zaskoczona tak jak Ty.

        Jakaś wyprzedaż filmów była?
        • siostra_bronte Re: A lato z Bartotką? Viva Maria! TVP1 20:25 18.07.14, 17:27
          "Viva Maria" to zdecydowanie propozycja wakacyjna :)
          • barbasia1 Re: A lato z Bartotką? Viva Maria! TVP1 20:25 19.07.14, 18:09
            Przeczytałam Twój post i skusiłam się. :)

            Całkiem przyjemna rozrywka.
        • grek.grek Re: A lato z Bartotką? Viva Maria! TVP1 20:25 19.07.14, 13:34
          klasyk rozrywkowego kina, perła w porównaniu do tych dzisiejszych :]

          i ja dzisiaj sobie klasyka zaordynuję, kolejnego z mojej listy. jutro Wam o nim napiszę parę słów :]
          • barbasia1 Re: A lato z Bartotką? Viva Maria! TVP1 20:25 19.07.14, 17:52
            Otóż to.

            Świetnie! Czekam. :))


            Żar tropików dziś...

          • barbasia1 Re: A lato z Bartotką? Viva Maria! TVP1 20:25 19.07.14, 18:13
            Greku, Panowie dla Ciebie, dla Was striptiz w wykonaniu BB i Jean Moreau...

            www.youtube.com/watch?v=YirlGZKysPU
            / że ja to sama wklejam!?!? /

            • grek.grek Re: A lato z Bartotką? Viva Maria! TVP1 20:25 20.07.14, 16:59
              zabawna scena :]

              zawsze w takich momentach żałuję, że nie mam dwóch par oczu, żeby śledzić obie artystki naraz ;]
              • pani_lovett Re: A lato z Bartotką? Viva Maria! TVP1 20:25 20.07.14, 17:15
                > zawsze w takich momentach żałuję, że nie mam dwóch par oczu, żeby śledzić obie
                > artystki naraz ;]

                :/
                • mozambique Re: A lato z Bartotką? Viva Maria! TVP1 20:25 23.07.14, 12:45
                  niestey , duet z Moreau tylko dobitnie udowadnia jak marną aktorką była BB
    • maniaczytania Faceci od kuchni 20.07.14, 11:36
      baaardzo fajny film francuski z Jeanem Reno w roli glownej. Swietne pokazanie kulis pracy w wielkich restauracjach, do tego niezla satyra na kuchnie molekularna (jedne ze smieszniejszych scen), duzo humoru niewymuszonego (tak, jak to Francuzi potrafia) - no, polecam bardzo :)
      A obejrzalam, bo wlasnie w kioskach jest "Twoj Styl", do ktorego dolaczono plytke - kosztuje niecale 10 zl!


      PS - przy okazji chcialam rowniez wyrazic opinie, ze Grek nie docenia zdecydowanie reprezentacji Niemiec ;)))))
      • barbasia1 Re: Faceci od kuchni 20.07.14, 14:47
        Opowiedz, Maniu, więcej o tej scenie - satyrze na kuchnię molekularną. Nigdy jeszcze nie próbowałam i przyznam, że nie cieknie mi ślinka ns myśl o tej kuchni. To tak na marginesie. Dzięki za informację. Poszukam TS w kïosku.
        • maniaczytania Re: Faceci od kuchni 20.07.14, 17:20
          no to w wielkim skrocie - bohater grany przez Jeana Reno musi zaimponowac krytykom z Michelina, poniewaz jego szef (nie do konca zlapalam na jakich zasadach, chyba udzialowiec) chce sie wprowadzic nowoczesnosc do kuchni. Jean Reno przekonania oczywiscie nie ma, ten szef przyprowadza juz nowego szefa na jego miejsce, wlasnie gwiazde kuchni molekularnej. I Jean Reno chcac nie chcac wybiera sie incognito wraz z drugim glownym bohaterem, ktory mu pomaga, do restauracji tamtego - scena jest boska! I jeszcze druga, jak przyjezdza do nihc inny spec od takiej kuchni i probuje im pokazac, z czym to sie je ;)
          Barbasiu - musisz to zobaczyc! To jest najnowszy numer TS, wiec na pewno powinien byc w kioskach :)
          • pani_lovett Re: Faceci od kuchni 20.07.14, 17:47
            :)
            Dzięki, Maniu. Jutro poszukam. :)
      • grek.grek Re: Faceci od kuchni 20.07.14, 16:57
        haha ;]

    • grek.grek "Czterysta batów [Les quatre cents coups] 1959 [1] 20.07.14, 13:31
      1959 rok, debiut Francoisa Truffauta, sztandarowe dzieło francuskiej Nowej Fali, z wybitną, ponadczasową rolą 14-letniego wówczas Jeana-Pierre'a Leauda, wynalezionego podczas castingu [co ciekawe, chłopcy którzy nie dostali głównej roli zagrali kolegów z klasy głównego bohatera].

      Film zalatujący na kilometr autobiografią reżysera i współscenarzysty. Po latach Truffaut przyznał, że tak było w istocie, i że "pominął tylko kilka wydarzeń, w które i tak by nikt nie uwierzył" :]

      Historia jest prosta, ale poruszająca i uniwersalna. Fantastyczna, zapadająca w pamięć nostalgiczna [choć jakże często przetykana wstawkami lekkimi i podskakującymi] muzyka i czarno-białe zdjęcia normalnego Paryża, dalekiego od pocztówek, takiego Paryża, który podobno wpędza w rozczarowanie japońskich turystów, którzy na miejscu przekonują się, że oglądana z bliska stolica Francji niewiele ma wspólnego z folderami reklamowymi. Paryż pięknie w swojej prawdziwości ujęty.

      Pod tym linkiem cały film :
      www.efilmy.net/film,6788,400-batow-Les-Qautre-cents-coups-1959-Napisy-PL.html
      Sam tytuł. Znawcy francuskiego woleliby go przetłumaczyć jako np. "Z deszczu pod rynnę". Ponoć "Czterysta batów" to tytuł skrajnie nonsensowny. No ale... przyjęło się, więc nie ma chyba już na to rady.

      Tak to się zaczyna. Doskonałe wejście, piękny rajd paryskimi ulicami, filmowanymi "od kolan w górę"...
      www.youtube.com/watch?v=quGe0Aamsrc
      Bohaterem jest Antoine Doinel, grany wspaniale przez J.P Leauda. 13 lat, okres dojrzewania, dom, szkoła, słowem : rodzi się człowiek :]

      Już pierwsze sceny definiują postać Antoine'a. To pechowiec i romantyk. Trwa lekcja, między ławkami wędruje plakat z roznegliżowaną subtelnie dziewczyną. Dociera do Antoine'a i... właśnie wtedy zauważa to nauczyciel. Surowy stary pierdziel. Oczywiście Antoine idzie do kąta. NIe ma także prawa wyjśc na przerwę. Nie mając nic do roboty - smaruje na ścianie wiersz. Coś w ten deseń "Tutaj cierpiał Antoine Doinel, niesłusznie ukarany przez nauczyciela za plakat dziewczyny, który spadł mu z nieba".

      Jak można się łatwo domyśleć - ten wyczyn również nie przypada do gustu belfrowi. Zadaje on chłopcu karę do domu - ma odmienić przez wszystkie przypadki zdanie "Brudzę ściany i znęcam się nad językiem francuskim". A potem dyktuje całej klasie wiersz do nauczenia się na pamięć, wiersz ze śladową ilością erotyki, co wywołuje wśród dzieciaków komiczne reakcje, które nauczyciel próbuje tonować za pomocą rzucania kredą w wychwytywanych na chybił-trafił prowodyrów.

      Tak mniej więcej wygląda kontakt Antoine'a z francuskim szkolnictwem. Ale szkoła to nie tylko kiepski i nerwowy nauczyciel. To także przyjaźń z Rene Bigeyem. Rene jest elegancikiem, elokwentnym, ale tak samo zbuntowanym jak Antoine. Jest z dobrej rodziny, ale - o czym później - przy bliższym poznaniu ta rodzina jest tak samo dysfunkcyjna jak ta, w której wychowuje się Antoine. Rene jest najlepszym przyjacielem. Kiedy Antoine idzie do kąta za plakat, i nie może dokończyć pisania sprawdzianu - Rene pisze go za nich obu, narażając się na grube nieprzyjemności.

      Ale, ale, szkoła bywa też źrodłem niezłego ubawu. Oto jak wygląda klasyczna lekcja Wf, przezabawna scena :

      www.youtube.com/watch?=ptpLI57vsqQ
      Antoine mieszka w zwyczajnej czynszówce, może nawet mało wykwintnej, ściany korytarzy są odrapane Wyposażonej w małe, wręcz ciasne pokoiki, być może w jakiś sposób korelujące nie tylko ze wspomnieniami Truffauta, ale i z szerokością duszy młodego bohatera, ktora się dusi w systemie zasad, nakazów i zakazów, ktorych nie rozumie i nie może zaakceptować. Jego łózko stoi w czymś w rodzaju mini-hallu przy drzwiach, tak że jak matka wraca późno z pracy, to potyka się o jego nogi, gdy chłopak śpi.

      Antoine na nic nie narzeka. Jest w tym niesamowity. Na nic nie narzeka. Przyjmuje życie jakim jest. Przyjmuje bez słowa to, że matka - ładna blondynka pracująca jako sekretarka w firmie - wraca zawsze nerwowa, nerwowa być niemal nie przestaje, nigdy nie ma dla niego czasu, a jedynie pytanie o to czy spełnił swoje obowiązki a'la wyniesienie śmieci. Przyjmuje także to, że jest dzieckiem nieślubnym. Ojczym zaś - no cóż, bywa różnie. Raz jest uśmiechnięty i wesoły, a raz potrafi przylać. I też zdarza mu się irytować bez powodu. A to katalog Michellina zginął [i oskarża o kradzież Antoine'a, który zaprzecza, ale jak się okaże - kłamie jak z nut], a to nadąsana mamunia zepsuła mu humor, a "on by chciał tylko trochę spokoju !". Fan wyścigów samochodowych, na które scedował całą swoją energię. Pracownik jakiegoś biura. NIe są oboje ani źli ani dobrzy dla chłopaka :

      www.youtube.com/watch?v=PYgFdWeUGbA
      Kiedy Antoine idzie spać, rozmawiają - a on to słyszy przez drzwi - gdzie by go tutaj upchnąć na wakacje, bo przecież nie mogą się nim zająć ani zostawić go samemu. Może jakiś obóz ? Najchętniej umyliby ręce, dali go pod kuratelę i po prostu nie musieli sie martwić.

      Antoine czuje wręcz, że jest ciężarem. W dalszej częsci okaże się, że kiedy tylko się urodził matka oddała go pod opiekę babci. Babci, dzięki której go urodziła, bo sama chciała zrobić aborcję. Babcia zmarła kiedy Antoine miał 8 lat. Rodzice borykali się z problemami finansowymi, stąd ta decyzja. Potem matka, już rozwódka/wdowa?, wzięła go z powrotem. I znalazł się ojczym. Ojczym, które matka zdradza permanentnie. Z szefem swojego biura. Ojciec o tym wie, przy kolacji czyni do tego aluzje, ale matka nie reaguje. Wie też Antoine. POdczas wagarów z Rene, spotyka na mieście matkę zastygłą w pocałunku z kochankiem. Nie robi to na nim wrażenie. Zapewne nie jest to matki pierwszy romans.

      Kiedy matka spóźnia się z powrotem i Antoine z ojczymem przygotowują kolację razem - ojczym broni matki, tłumaczy ją przed dzieciakiem : "Ona cię kocha, ale po prostu dużo pracuje, jest zmęczona, stąd tak często jest zdenerwowana i nieprzyjemna. Musisz ją zrozumieć".

      Sam ojczym to cwaniak. Gdy Antoine prosi go o pieniądze na następny dzień i chce tysiąca franków, odpowiada "Prosisz mnie o 1,000, więc pewnie liczysz na 500, a to znaczy że potrzeba ci 300, więc dostaniesz 100" :].

      Znakomite są te kadry paryskich ulic. Prawdziwe, normalne, nie nastawione na epatowanie czymkolwiek. I wchodzi ta przyjemna muzyczka, taka lekka, bo właśnie Antoine i Rene - następnego dnia po awanturze z plakatem - postanawiają rankiem nie iśc do szkoły, a zamiast tego ruszyć w miasto.

      Idą do kina [Truffaut wspominał, że jako młodziak oglądał filmy nałogowo], pograć na flipperach, a potem do centrum rozrywki, gdzie Antoine kręci się na niecodziennej karuzeli :

      www/youtube.com/watch?v=ZcpjrRatyk8
      Dzień mija jakże przyjemnie, ale na końcu jest problem - jak to w szkole usprawiedliwić ? Rene powiada, że nie ma kłopotu, ma jeszcze przy sobie niewykorzystany blankiet, więc podaruje go Antoine'owi, żeby sam na nim napisał jakieś alibi i podrobił podpis matki. "To musi przejść, nie masz się czym przejmować", powiada. Rene ma coś kapitalnego w sposobie w jaki mówi, taką lekkość i ton dandysowski wręcz ;] Obaj są tak prawie-dorośli, a jednocześnie tak rewelacyjnie dzieciakowaci - ze świecą szukać drugiego takiego duetu.

      W domu Antoine znów słyszy zza drzwi kłótnię rodziców. Matka wróciła późno [Antoine i Rene widzieli ją właśnie tego dnia na chodniku, stojącą w pocałunku z kochankiem, więc wróciła późno nie dlatego, ze "musiała pracować długo"...], ojciec jej to wytknął, a na końcu i tak konflikt zszedł na osobę Antoine'a, który "kradnie, kłamie, i jest źle wychowany" - a centrum starcia staj
      • grek.grek "Czterysta batów [Les quatre cents coups]" [2] 20.07.14, 14:16
        Po wyrzutach matki, że muszą mieszkać w takiej klitce i ojczyma, że nie ma mu kto uprać skarpet i koszuli do pracy - polem bitwy staje się odpowiedź na pytanie "KTO jest odpowiedzialny za tak marne wychowanie chłopaka ?". Matka, że ojczym, oczym - że matka, żadne nie dochodzi do wniosku, że w takim układzie ofiarą jest Antoine. Bo jest sam ze swoimi problemami, bo nie ma z kim porozmawiac, bo sam musi siebie wychować. Bo jest SAM.

        Oczywiście, pechowiec Antoine tak wypisuje usprawiedliwienie na blankiecie, że nie nadaje się to potem już do niczego innego, jak tylko do spalenia w piecu. Wersję,że nie było go w szkole "z powodu choroby" zdązył już rozpuścić Rene, nie wiedząc, ze Antoine zmarnuje okazję.

        Idzie więc nasz bohater do szkoły "na wariata". I rzecz jasna już na dziedzińcu dopada go nauczyciel z pytaniem "Stój, Doinel ! dlaczego nie było cię wczoraj w szkole ?!". Antoine chwilę się zastanawia, a potem duka "MOja matka... ona... UMARŁA !" - i strzela tym "Umarła" z tak kapitalną miną... Nauczyciel momentalnie mięknie : "Wiesz, my tu wszyscy chcemy wam pomagać, wykazujcie odrobinę zaufania, przychodźcie do nas z takimi problemami" - zabawne ? Oczywiście, do rozpuku.

        Ale, jako się rzekło, Antoine Doinel spada zawsze z deszczu pod rynnę.

        Do domu Doinelów zagląda jeden z kolegów szkolnych. Odwiedzić chce Antoine'a, bo "podobno chory jest" :] Tak rodzice dowiadują sie, że Antoine znów nakłamał.

        Jeszcze na początku lekcji Antoine z wypiekami na twarzy czyta zdanie z wiersza, o ironio !, zapisanego przez tępegop belfra na tablicy "Lepsza wolność i groza z tym związana niż niewola w barwach kwietniowego poranka".

        Za chwilę każe się mu wyjśc z klasy. Na korytarzu czekają rodzice. Na dzień dobry dostaje od ojczyma w pysk z otwartej ręki. Aż się zatacza od tego. Ale nie płacze. Bo on nigdy nie płacze. Jak mógł nakłamać, ze "matka umarła" ?! Jak mógł "uciec ze szkoły ?!". Biedni rodzice, nic nie rozumiejący :]

        Antoine zwierza się Rene, że nie może wrócić do domu. Nie po tym, co się stało. "Musze stanąc na własnych nogach", powiada. I ucieka z domu, zostawiając rodzicom tylko list, w którym nic nie wyjaśnia, tłumaczy tylko "Muszę zacząc żyć własnym życiem, wrócę do was jako mężczyzna i wtedy wszystko sobie powiemy".

        Rene przytomnie pyta o to, gdzie Antoine zamierza spać, co jeść, to chyba okolice marca, bo woda w fontannie rankiem jest zamrożona, ale śnieg nie leży. Antoine odpowiada, że "nie dba o to". Dba za to Rene, przynosi mu materac, poduszkę ciepły sweter i jedzenie, a lokum znajduje gdzieś w bocznym skrzydle budynku mieszczącego drukarnię. Antoine spędza tam noc. Rano myje twarz w fontannie, kradnie butelkę mleka spod sklepu i wypija ją ukradkiem w bramie.

        Jakby nigdy nic zjawia się w szkole. Nauczyciel pyta "BYło manto w domu ?", Antoine swobodnie "Nic nie było, nic a nic", na co nauczyciel do swojego kolegi po fachu "CÓż za nieodpowiedzialni rodzice" :]

        Lekcja angielskiego jest przezabawna, bo krztusząc się ze śmiechu Rene nie może prawidłowo zaakcentować "father", a inny dzieciak zamiast "a girl in a beach" mówi "a girl is a bitch" :]

        Niespodziewanie pojawia się matka Antoine'a. Chłopak znów zostaje wywołany z klasy. Matka go obejmuje, głaszcze, pyta troskliwie gdzie był... MOże powód jej nagłej czułości jest w tym, że Antoine swój list zaadresował do ojczyma, a nie do niej, co ubodło jej miłośc własną.

        W domu matka szykuje mu kąpiel, kładzie go w łózku w pokoju, a nie w "hallu", a nawet opowiada o swoim dzieciństwie/młodości - że kiedyś i ona uciekła z domu, z chłopakiem/kolegą, ale morał jaki wyniosła z tego epizodu jest taki, że to matki mają zawsze rację. Pyta o problemy Antoine'a, a on mówi, że chodziło o szkołę i że tak naprawdę chciałby ją rzucić i zacząc żyć. Matka tłumaczy mu mało przekonująco, jak ważne jest wykształcenie, ot choćby język francuski. I proponuje mu dobrą zapłatę za dobre oceny :]

        KIedy Antoine trafia na powieśc Balzaca jest oczarowany językiem używanym przez mistrza. A moment jest właściwy, bo ma zadanie szkolne "OPisz sytuację, która wywarła na tobie wrażenie". Wykorzystuje więc Antoine fragment z Balzaca, aby opisać moment śmierci swojego dziadka. I w intencji powodzenia stawia w domu kapliczkę ku czci pisarza. Zapala przy niej świeczkę, nakrywa kocem i idzie na kolację...

        Z deszczu pod rynnę, los Antoine'a jest losem pechowca... Najpierw zapala się od świeczki koc - wybucha mały pożar. Ojczym i matka gaszą go w panice, a Antoine znów obrywa. Tym razem trzeba przyznać matce, że załagodziła sytuację... po prostu, nagle strzeliła pomysłem, żeby wybrali się do kina. Poszli we troje, a nawet pojechali, ojciec był wesoły, a nawet zalotny wobec niej, ona się śmiała, a Antoine ten jeden jedyny raz czuł się szczęśliwy z nimi.

        Nasatępnego dnia w szkole Antoine obrywa od nauczyciela za to, że splagiatował Balzaca. W istocie sparafrazował, przepisując wszelako częśc zdania słowo w słowo, ale... nauczyciel wpada w złośc. Wywala go z klasy i grozi zawieszeniem w prawach ucznia. Broniącego go Renego - też chce wywalić, a ten się z godnością broni : "O, przepraszam, ale to bezprawie, mam prawo tu być !", na co reakcją nauczyciela jest złapanie "bezczelnego typa" za kołnierz i wyrzucenie go na korytarz razem z jego majdanem.

        Tak więc, znów Antoine i Rene wędrują ulicą. PIękne to ujęcie. Piękna uliczka. Antoine przewiduje, że będzie z tego niezła chryja. Boi się, że ojczym spełni najgorsze zapowiedzi i wyśle go do akademii wojskowej. "Żeby chociaż nad morze... nigdy nie widziałem morza", powiada, na co Rene rzuca, że widział ich wiele. "Teraz NAPRAWDĘ nie mogę wrócić", mówi Antoine.

        Zatem, Rene zaprasza go do siebie. Inny świat. Wielkie pokoje, ładne wyposażenie, staroświeckośc na wzór uroczy niezwykle. Rene melinuje go w swoim pokoju. "I tak nikt tutaj nie zagląda", powiada. Potrzebują pieniędzy, więc Rene zapowiada "Wezmę sobie zaliczkę na poczet mojego przyszłego spadku" :]] - i podciąga parę banknotów z "tajnej" skrytki w dużej kasetce. Za chwilę zjawia się matka Rene - pani około 50-tki, nie wylewająca za kołnierz - i szpera w tej samej kasetce. Chłopcy kryją się za firanami.

        Ojciec Renego to również pan na oko 50-letni, który je z synem kolację, ale czym prędzej kończy, bo "W klubie już na mnie czekają" - lubi grać [w co - nie wiadomo]. Rene jest więc w tej samej sytuacji, co Antoine. MOże i rodzina "lepsza" i warunki też lepsze, ale to samo pozostawienie samemu sobie i obojętność, maskowana zdawkowymi pytaniami o szkołę, na które najlepiej nie udzielać odpowiedzi, aby nie zirytować pytającego :] To samo oddalenie rodziców od siebie.

        Chłopcy zostają więc sami - wychodzą na nocny seans do kina, po powrocie palą cygaro, grają w chińczyka, a kiedy wraca ojciec Renego w panice wietrzą pokój, co i tak nie pomaga, dym zostaje i Rene zbiera lekki ochrzan. Rankiem biegają po jakichś schodach przepastnych, a mijającego ich księdza pozdrawiają "Dzień dobry, pani !" :]

        I zastanawiają się, skąd wykombinować kasę. BO chcieliby wyjechać. Antoine ma ukradziony ojczymowi katalog Michellina, ale to mało warte. Lepiej jakby sprzedali stojącą w pokoju Renego rzeźbę konia, według ojca Renego - jest bardzo cenna. "MOglibyśmy kupić dom na plaży i mieć swoje życie", marzy Antoine, kiedy strzelają z okna przez rurkę plasteliną albo czymśtakim..

        Odwiedzają jakieś przedszkole, oglądają teatr kukiełkowy :
        www.youtube.com/watch?v=uP2eWHdZLDE
        cdn







      • grek.grek "Czterysta batów [Les quatre cents coups]" [3] 20.07.14, 14:59
        Rene wpada na myśl, żeby dać coś w zastaw, "Matka bez przerwy tak robi" :]

        Antoine wpada na, wydaje się idealny pomysł - zakrada się wieczorem do biura, w którym pracuje jego własny ojczym. I kradnie z niego, ot po prostu wynosi - maszynę do pisania. Uciekają z Rene triumfalnie ulicami, targając to cholerstwo. Kamera śledzi ich z niskiego lotu ptaka.

        Antoine zna pasera. Facet obiecuje im spieniężyć urządzenie, ale nabywca jednak odmawia. Chłopcy żądają zwrotu maszyny, ale paser nie chce oddać - "Za fatygę nalezy się 500 franków, a minimum 300". Nie mają takich pieniędzy, a ten chce odejść, ale Antoine zauważa policjanta spacerującego ulicą i grozi, że pójdzie do niego, żeby "rozsądził spór". Paser przestaje się upierać i oddaje im maszynę, sam ulatnia się czym prędzej.

        Po jakimś czasie cięzka maszyna staje się dla nich problemem. Zmieniają się przy jej noszeniu, ale w istocie obaj mają tego dość. Antoine decyduje, że odniesie ją z powrotem na miejsce.

        Pamiętacie ? Z deszczu pod rynnę, Antoine-pechowiec... Właśnie gdy odnosi maszynę, skradając się pośród ciemności, przystrojony w obszerny maskujący kapelusz... zostaje złapany przez jednego z pracowników, może woźnego. WOźny zaś telefonuje do ojczyma Antoine'a z żądaniem natychmiastowego przyjazdu.

        A ojczym litości nie ma. Tym razem Antoine naprawdę ma kłopoty. OJczym prowadzi go za kołnierz. Podstawia go pod nos czekającemu pod biurowcem Rene i powiada "Przypatrz się swojemu koledze, bo długo go nie zobaczysz".

        I prowadzi Antoine'a na policję. Wydział d/s nieletnich. Skarzy się, że nie może sobie dać rady z Antoinem, że dzieciak kłamie, kradnie, ucieka z domu, robi wstyd rodzinie... COŚ z nim trzeba zrobić ! Komisarz słucha, słucha, zapoznaje się ze sprawą kradzieży maszyny - i decyduje, że można oskarżyć chłopaka o włóczęgostwo i złodziejstwo io wysłać do czegos w rodzaju ośrodka resocjalizacyjnego.

        Antoine ląduje w celi policyjnej. Takiej z podmurówką i kratą od połowy w górę. Siedzi razem z jakimś dorosłym przestępcą. Potem dorzucają im dwie prostytutki zgarnięte z ulicy. Żeby Antoine z nimi nie siedział, zostaje przeprowadzony do "jedynki", gdzie sam garuje. I nie płacze. Nie boi się. On to wszystko bierze na klatę, przyjmuje życie, idzie dalej. MOże i myśli "dlaczego ?", "po co ?", ale ma w sobie ten naturalny instynkt życia.

        Wczesnym rankiem zostaje przewieziony do jakiegoś ośrodka młodzieżowego. Pakują go do policyjnego furgonu, razem z tymi dorosłymi. Przedziwnie to wygląda. Antoine patrzy przez kraty i widzi jak oddala się od niego Paryż, neony, życie uliczne... I wtedy pierwszy raz widać łzę na jego policzku. Ale nie wprost. Widać ją, kiedy odwraca twarz, w odblasku świateł na jego twarzy. Wspaniałe ujęcie.

        W ośrodku każa mu oddać sznurowadła, pasek, ściągają odciski palców, robią zdjęcia z numerem akt pod brodą, a potem zapuszkowują - jak normalnego przestępcę. Cela jest z surowej cegły, do dyspozycji ma materac, i dostaje do jedzenia jakieś badziewie w kubku, które od razu wyrzuca z obrzydzeniem. Zamiast tego kręci sobvie papieroska, może z herbaty, może z czegośtam. Zapala, kładzie się i rozmyśla.

        Matka się zjawia. Sędzia ją trochę bada - "MOże to wasze błędy wychowawcze przyczyniły się do tego, że chłopak jest jaki jest ?", pyta, matka niby się przyznaje, że czasu nie mieli dla niego, ale że w sumie mały trudny jest, bo "tylko te filmy by oglądał i nic innego go nie obchodzi". I najlepiej, jakby "sąd go postraszył porządnie". Sędzia decyduje o umieszczeniu Antoine'a w Centrum Resocjalizacji Młodych Przestępców. "Oj, a czy mógłby jechać nad morze ?", rozpromienia się matka. Sędzia na to "Proszę pani, on tam nie jedzie na wakacje" :}

        Okolica jest ładna. Budynek Centrum wygląda jak internat brytyjskiej uczelni z tradycjami, dookoła lasy, duże boiska, piękny szpaler drzew z parkiem, jadalnia z wielkimi oknami na ten park. A niedaleko... istotnie - morze. To miejsce w którym panuje reżim, posłuszeństwo, resocjalizacja poprzez pracę, wypełnianie obowiązków, sport itd.

        A dzieciaki same fajne. Zwłaszcza nowy kolega ANtoine'a. Dlaczego tu trafił ? "POdejmował błędne decyzje" - czy to nie kapitalna odpowiedź ? :]

        Policja właśnie wprowadza na dziedziniec uciekiniera. Cały brudny. Prowadzą go za kołnierz. Kiedy później siedzi on zamknięty w celi/pokoju, przez okno mówi kolegom "Warto było. Przez pięć dni byłem wolny. Zrobię to znów !".

        Rano musztra, potem zajęcia, potem obiad... Na salę wchodzi wychowca i każe chłopcom pokazać, czy wszyscy mają łyżkę i chleb. Antoine się ociąga albo nie dosłyszał. Wychowawca każe mu wystąpić i odłożyć chleb i łyżkę. Potem pyta "Lewa czy prawa ?", Antoine wybiera "lewą", a wychowawca ściąga zegarek i z całej siły bije go z otwartej dłoni w twarz - i zaraz potem robi wymowną minę "Zrozumiałes teraz, młody kolego, jakie tu panują zasady ?". I nawet wtedy Antoine nie płacze, nie robi płaczliwej miny. Wszystko znosi. Także to, że ten posiłek zje na stojąco.

        Następnego dnia Antoine ma iśc do psycholożki. KOlega go ostrzega "Jak upadnie jej długopis, a ty schylisz się, żeby go podnieść - nie patrz na jej nogi. To pójdzie do twoich akt i wszyscy się dowiedzą". I dodaje "W moich aktach jestem zakwalifikowany jako 'niestały psychopata o skłonnościach dewiacyjnych" :]] i robi do tego znakomitą minę młodego człowieka rozbawionego głupotą dorosłych.

        Psycholożka zadaje pytania Antoine'owi, taki kwestionariusz :
        www.youtube.com/watch?v=uyBvPcPFXyc
        Wspaniała scena. Fantastycznie zagrana przez Leauda. Może dlatego tak wyszło, że... to jest fragment castingu do roli, włączony później do filmu. Na pytanie o to "czy miał już seks z dziewczyną ?", odpowiedział więc zgodnie z prawdą własnego życia. "Dlaczego ukradł babci 10 tys frankow ?" - bo "była stara, a starsi ludzie nie potrzebują dużo pieniędzy, one jej były niepotrzebne... I dała mu przecież książkę. "Dlaczego kłamie ?" - "jak mówiłem prawdę, to i tak mi nie wierzyli, więc postanowiłem że będę ich okłamywał"?, "Dlaczego nie lubi matki ?" - "Bo ciągle jest wkurzona, robi awantury o byle co, bo oddała [go] na wychowanie babci, a wrócił do niej jak babcia umarła i już nie można było inaczej" i on wie, że "jest nieślubnym dzieckiem, niechcianym, matka nie abortowała płodu dlatego, bo babcia się sprzeciwiła".
        POruszająca, niezwykła, wspaniała scena zagrana wybitnie przez jakże młodego aktora.

        Odwiedziny. Antoine widzi Rene ! Ten próbuje sforsować zasieki w postaci portiera, ale widać jest za młody, żeby móc odwiedzić pensjonariusza. Antoine krzyczy do niego przez szybę i macha rękoma, ale Rene musi zrezygnować - pokazuje mu na migi "nie da rady, kurde bele". Wychodzi. Widać, że przyjechał rowerem, i miał paczkę dla Antoine'a. Nie pozwolono im się zobaczyć.

        Matka przyjechała. Ale bez ojczyma. Wyrzuty robi Antoine'owi, że "zranił ojczyma bardzo". A chłopiec widzi tylko jej nowy drogi kapelusz na jej głowie. Bez niego ją na stać na luksusowe zakupy... Jaka to przykra obserwacja. I matka nie pyta "Jak ci tu jest ?" - przejmuje się tylko tym, że "pewnie naopowiadałeś o mnie jaka jestem straszna i już wszyscy wiedzą". Znów ona jest pokrzywdzona, ojczym pokrzywdzony, a Antoine winny wszystkiemu.

        I ostatnia sekwencja. Sekwencja wybitna, która przeszła do historii kina. Cała grupa pod wodzą wychowawcy wychodzi pograć w piłkę na dużym boisku. Piłka wypada za linię. Antoine idzie po nią, wrzuca z autu i... ucieka. Pod ogrodzeniem i chodu. Wychowawca z gwizdkiem za nim, ale Antoine odstawia go daleko, tak że po chwili nawet gwizdka już nie słychać. Biegnie sam, biegnie długo, skrajem lasu, między polami, mija małe gospodarstwa, pola uprawne, aż dociera nad morze... Wbiega wolno po kostki w wodę, człapie z przyjemnością, patrzy w morze, potem w kamerę i tak kończy się ten film. To jest ta scena :

        <a href="
        • grek.grek "Czterysta batów [Les quatre cents coups]" [4] 20.07.14, 15:06
          scena finałowa :

          www.youtube.com/watch?v=N9I-gsap0po
          i trailer całego filmu :

          www.youtube.com/watch?v=i89oN8v7RdY
          Dez dwóch zdań, opowieść o instynktownym dążeniu do wolności, przełamania konwenansów, poszukiwaniu na własną rękę prawdy i szczęścia. W warunkach skrajnie niekorzystnych. Ale one nie załamuję Antoine'a, przeciwnie - on je traktuje jak doping. Finałowa scena jest jak bieg ku wolności, a wolnością jest dotknięcie morza, wody, bezkresu horyzontu. Spełnienie małego, a przecież jakże wielkiego, marzenia. Antoine jest jak symbol wyczucia, że w tym całym życiu jest coś więcej, do czego trzeba dązyć pokonując przeszkody i nie zwracając uwagi na terror społeczeństwa, zasad, reguł próbujący zatrzymać jednostkę w tym usiłowaniu. Jest młody, nieskażony pokorą wobec narzucanego reżimu zachowań i myślenia, ma wolnośc w genach. I dumę. Żaden policzek i kolejna kara jej nie może naruszyć.

          Wybitne kino.

          Dzięki za uwagę :]]
          • pani_lovett Re: "Czterysta batów [Les quatre cents coups]" [4 20.07.14, 16:59
            Wspaniały film!
            Piękna opowieść, Greku! Jesteś Mistrzem opowieści. :))

            Dziś będę oglądać. Przyznam się, że nie znałam tego tytułu.

            A dla mnie to przede wszystkim opowieść o samotności i zagubieniu młodego człowieka w trudnym okresie dojrzewania, nieznajdującego oparcia w dorosłych, zarówno w rodzicach, którzy nie okazują (nie są w stanie?) chłopakowi prawdziwej miłości, troski i zainteresowania, jak i w nauczycielach, pedagogach, którzy nie zadają sobie trudu, by rozpoznać właściwie sytuację chłopca .
            • grek.grek Re: "Czterysta batów [Les quatre cents coups]" [4 20.07.14, 17:34
              dzięki, Barbasiu :]

              jam tylko skromny wyrobnik :]

              bardzo świetnie, mam nadzieję że ten film spodoba Ci się w bezpośrednim kontakcie.
              napisz koniecznie o swoich wrażeniach.

              bardzo dobre odczytanie, tak sądzę.
              zdecydowanie, jest to film o trudach dojrzewania, niezrozumieniu otoczenia, wrażliwości zderzającej się z murem nieczułości i twardych reguł umniejszających jednostkę, przycinających ją do społecznej średniej.

              jednocześnie, w tym 13-latku rodzi się poeta, artysta, człowiek który ma coś do powiedzenia. intiucyjnie szukający wolności osobistej.
              • pani_lovett Re: "Czterysta batów [Les quatre cents coups]" [4 20.07.14, 20:46
                Mam wrażenie, być może mylne, że bardziej chłopca pozostawia się samemu sobie, nie wspiera w rozwoju, nie kształtuje, nie ukierunkowuje, nie pomaga w odkryciu drogi, którą by podążał, niż przycina go do społecznej średniej.

                Przeczytałam właśnie bardzo ciekawą rzecz - dalsze losy bohatera filmu "Les quatre cents coups" , Antoine'a Doinela (" swego rodzaju alter ego artysty") przedstawiają kolejne filmy Truffauta „Antonie i Colette" (1962), „Skradzione pocałunki" (1968), „Małżeństwo" (1970) oraz „Uciekająca miłość" (1979)!

                Prośba do TVPKultura o przegląd filmów Truffauta!

                • pani_lovett Re: "Czterysta batów [Les quatre cents coups]" [4 20.07.14, 20:47
                  Podpowiedź i prośba zatem do TVPKultura o przegląd filmów Truffauta!
                • grek.grek Re: "Czterysta batów [Les quatre cents coups]" [4 21.07.14, 13:34
                  ja odniosłem przeciwne wrażenie :] wszystkie zachowania, które on uskutecznia wyrózniają go w jakiś sposób z grupy, dla reszty są dowodem tylko na "niegrzeczność" - "grzeczność" zaś, do której próbuje się go nakłonić za pomocą kar i zakazów z nakazami, to właśnie wymarzona średnia.

                  ja bym w jakiś sposób zestawił Antoine'a z całym nurtem Nowej Fali, który negował taki właśnie uśredniony gust francuskiego widza filmowego, sprzeciwiał się twórcom dającym pożywkę tej zaszeregowanej jednowymiarowości. nie chodziło tylko o nowy sposób filmowania, ustawiania planu itp., ale i o nowego bohatera, buntownika, który wyraża postawy samych twórców przeciwko systemowo ukształtowanej wizji filmowej tzw. mainstreamu. tacy są np. bohaterowie "Do utraty tchu", taki jest też Antoine Doinel. troche moze nie wiedzą, czego naprawdę chcą, ale są wyposażeni w rodzaju instynktownego sprzeciwu przeciwko zastanej rzeczywistości.

                  zdecydowanie, parę filmów mogliby pokazać, jak nie samego Truffauta, to może zaprezentowaliby francuską Nową Falę ?
          • pani_lovett Re: "Czterysta batów [Les quatre cents coups]" [4 20.07.14, 17:28
            Polski tytuł "Czterysta batów", kto tak przetłumaczył, rzeczywiscie kuriozalny.
          • siostra_bronte Re: "Czterysta batów [Les quatre cents coups]" [4 20.07.14, 18:01
            Dzięki, Greku :)

            I znowu znakomity wybór! Zdecydowanie jeden z najważniejszych "dziecięcych" (ale na serio) filmów w historii kina.

            Na razie rzuciłam tylko okiem, przeczytam, jak będę miała więcej czasu :) Dobra okazja, żeby go sobie przypomnieć. Widziałam go w tv dosyć dawno, chyba po nocy, więc pamiętam tylko ogólną atmosferę i niektóre sceny.
            • grek.grek Re: "Czterysta batów [Les quatre cents coups]" [4 21.07.14, 13:35
              cała przyjemnośc po mojej stronie :]

              w porządku.
    • 82adrian Re: Ojej, co tu wybrac 2014 - 7 (vol. 45) 20.07.14, 15:19
      Dzisiaj w TVP1 o 23:20 będa ''Lekcje pana Kuki'' - no wiem, że to odgrzewany kotlet ale to film o chłopaku, który jest ciekawy świata i wyjeżdża do Niemiec. Powiem, że to film także o mnie, ponieważ niedawno byłem tam.
      • pani_lovett ''Lekcje pana Kuki'' 20.07.14, 17:15
        Tak, oglądaliśmy ''Lekcje pana Kuki''. Co więcej podobały nam się.

        forum.gazeta.pl/forum/w,14,126640432,128087567,_Lekcje_pana_Kuki_trzy_po_trzy_po_projekcji_.html
        Przeżyłeś w Niemczech jakąś filmowa przygodę , 82adrianie?
        • 82adrian Re: ''Lekcje pana Kuki'' 20.07.14, 18:02
          Jazda autokarem, spacer po parku podobnym jak w filmie, spotkanie z polskimi robolomi itp. Książkę czytałem i bardzo mi się spodobała.
          • pani_lovett Re: ''Lekcje pana Kuki'' 20.07.14, 20:02
            OK. :) Ale miałam na myśli sytuację, o których powiedziałbyś - to scena , która mogłaby się znaleźć w jakimś filmie.
            • pepsic Re: ''Lekcje pana Kuki'' 23.07.14, 16:49
              Ciekawy wątek Adrian zapodał: filmy, które robią wrażenie nie poziomem, nie estetyką etc. a doznaniami osobistymi. Kilku luźnych scen i wątków z naszego głębokiego archiwum pewnie bym się doliczyła.
              • pani_lovett Re: ''Lekcje pana Kuki'' 28.07.14, 18:51
                pepsic napisała:

                > Ciekawy wątek Adrian zapodał: filmy, które robią wrażenie nie poziomem, nie est
                > etyką etc. a doznaniami osobistymi.
                A właśnie.

                >Kilku luźnych scen i wątków z naszego głębo
                > kiego archiwum pewnie bym się doliczyła.

                I ja bym takie znalazła!

                Kiedyś musimy pogłębić ten wątek. :)
    • angazetka Meldunek kinowy - Frank 20.07.14, 19:00
      Reklamują "Franka" jako komedię, co zaiste jest żartem. Jest to najbardziej depresyjna i rozdzierająca serce komedia, jaką widziałam. Co nie zmienia faktu, że film godzien jest obejrzenia (a raczej się go na masową skalę nie doczeka - na sali było sześć sztuk ludzi).

      Rzecz traktuje o pewnym życiowym nieudaczniku, który ma ambicje być znanym muzykiem, ale talentu mu zdecydowanie nie starcza. Przypadkiem zyskuje szansę pracy z zespołem muzyki mocno alternatywnej, złożonym z ludzi... szczególnych, z nadwrażliwością jako cechą wspólną. I się zaczyna...
      Osią i punktem odniesienia dla reszty bohaterów jest Frank, facet, który nawet pod prysznicem nie zdejmuje wielkiej głowy z paper-mache. Ale że pod tą głową kryje się Fassbender, to brak mimiki absolutnie nie przeszkadza w stworzeniu bardzo wiarygodnego portretu psychologicznego postaci. Głos i mowa ciała wystarczają, a patrzy się na to... fascynująco. A ostatnie 10 minut filmu wbija w fotel i pozostawia człowieka (przynajmniej człowieka Angazetkę i z tuzin moich znajomych) w stanie bolesnego zachwytu.
      I tak naprawdę te ostatnie 10 minut przenosi film z kategorii "ciekawy i dziwaczny" do kategorii "to było COŚ".
      Więc warto.
      • pani_lovett Re: Meldunek kinowy - Frank 20.07.14, 20:00
        Brzmi szalenie intrygująco. Aż bym chciała wiedzieć, co takiego działo się w tym wbijającym w fotel finale!
        Dzięki! :) Może uda mi się upolować "Franka".

        Frank, facet, który nawet
        > pod prysznicem nie zdejmuje wielkiej głowy z paper-mache. Ale że pod tą głową k
        > ryje się Fassbender, to brak mimiki absolutnie nie przeszkadza w stworzeniu bar
        > dzo wiarygodnego portretu psychologicznego postaci. Głos i mowa ciała wystarcza
        > ją, a patrzy się na to... fascynująco.


        Pomysł chyba jednak nieco ryzykowny. Dobrze, że się udało.

      • grek.grek Re: Meldunek kinowy - Frank 21.07.14, 13:58
        ponoć papierogłowy istniał naprawdę i był maskotką całej Brytfanii :]

        brzmi to wszystko interesująco, bo postać [Franka] niecodzienna [twór chałupniczego marketingu czy jednak artysta, który ma coś do przekazania ?], psychologia must be there, a i zawsze ciekawe jest kreślenie relacji między aspirującym artystycznie podlotkiem i jego mistrzem/idolem/niepotrzebne skreślić.

        dzięki za relację... na gorąco ? ;] [teraz to się chyba nie da inaczej]
        • angazetka Re: Meldunek kinowy - Frank 22.07.14, 14:07
          Umiarkowanie na gorąco ;) Na gorąco to powinnam spod sali kinowej pisać (ale nie byłabym chyba w stanie).

          Ale uderzyło mnie, jak bardzo to, co napisałeś - jest w tym filmie. Który jest jednocześnie przede wszystkim filmem o czymś całkiem innym, idąc niejako obok tych tematów.
          • grek.grek Re: Meldunek kinowy - Frank 22.07.14, 15:31
            lato, lato wszędzie :]

            a to dopiero ciekawa uwaga z Twojej strony. intrygująca. jak zatem opisałabyś istotę tego filmu ?
            • angazetka Re: Meldunek kinowy - Frank 23.07.14, 13:13
              Jak napiszę, to już nikogo nie zachęcę ;)
              Film jest o samotności. Depresji. O tym, jak daleko można pójść, by zrealizować marzenia. O tym, gdzie jest granica, poza którą nie jesteśmy już sobą. O tym, co czyni artystę artystą.
              Dlaczego ktoś to nazwał komedią, to ja naprawdę nie wiem. Pewnym jest, że film nie wychodzi mi z głowy od soboty.
              • grek.grek Re: Meldunek kinowy - Frank 23.07.14, 16:56
                podejrzewam, że tutaj zainteresujesz wszystkich :]

                mnie na pewno. wszystkie wątki, które zaznaczyłaś są na mojej liście najciekawszych w kinie, życiu i całej reszcie.

                mówiąc wprost : producenci powinni ci zapłacić za tak świetną reklamę :]

                dlaczego "komedia" ? ja bym powiedział : biznes, asjużual.

                zapewne - wg speców od marketingu latem nie wypada zapowiadać tematów cięższych niż "beztroska rozrywka & niezłe jajka". no i... "facet chodzi w papierowej torbie na głowie" - czy to może NIE być "komiczne" ?! ;]

                wydaje mi się, że niefortunna jest data premiery. jesienią może dałoby się przedstawić ten film we właściwym świetle [w zapowiedziach i określeniu gatunkowym]. jak sądzisz ?
      • siostra_bronte Re: Meldunek kinowy - Frank 23.07.14, 18:41
        Dzięki za recenzję :)
    • siostra_bronte "Ostre psy" 21.07.14, 17:43
      Jutro na dwójce i to o 20.10! Co się nagle stało publicznej? Jestem w szoku :)

      Zapowiadałam ten film parę razy, bez efektu, bo leciał po nocach w tv7. Napiszę więc po raz kolejny, że to kapitalna komedia! Może tylko finał jest zbyt przeciągnięty i całość mogłaby być krótsza, ale to detale. Gorąco polecam!!!
      • grek.grek Re: "Ostre psy" 22.07.14, 13:13
        może tym razem się uda [obejrzeć] :]

        dzięki za przypomnienie.
        • siostra_bronte Re: "Ostre psy" 22.07.14, 18:19
          Zapowiadam ten film po raz...piąty. Jeżeli nikt go nie obejrzy to wyciągnę konsekwencje :)
          • grek.grek Re: "Ostre psy" 23.07.14, 13:21
            w takim razie ja będę pierwszym do ukarania [niestety] :]

            może jednak ktoś obejrzał i uratuje moją skórę ? :]
            • pepsic Re: "Ostre psy" 23.07.14, 16:38
              Ja uratuję, ale niekoniecznie swoją :(
              • grek.grek Re: "Ostre psy" 23.07.14, 16:57
                haha ;]

                Siostra nas pogoni, oj pogoni :]]
      • pepsic "Ostre psy" - mało zachowawczo;) 23.07.14, 16:37
        Melduję, że posłusznie obejrzałam. Niestety dalej będę niepokorna, aż strach się bać. Otóż nie porwało mnie i deczko znużyło, choć przyznaję parę zabawnych momentów sie zdarzyło w początkowych sekwencjach (linkowana scena w barze, spotkania z kolesiami z nowej pracy, niewygodni obywateli jako nieboszczycy, co nasuwa myśl, że w niejednym polskim zakątku przydałyby się takie porządki;) Przyznaję, groteskowa intryga kryminalna wypada interesująco, ale realizacja nie wypala do końca, albo wypala zbyt dosłownie. Całkiem możliwe, że ta mało przychylna opinia spowodowana jest umiarkowanymi uczuciami do odtwórcy gł. bohatera. Nie mam nic do człowieka, ale jakoś nie przepadam.
        Siostro wybacz:)
        • grek.grek Re: "Ostre psy" - mało zachowawczo;) 23.07.14, 17:00
          a jednak ! uratowałaś mnie przed cięzką, jak sądzę, karą.
          Siostro pewnie [?] nie powie, ale daję słowo, że w koszmarach widziałem już nakaz obejrzenia i streszczenie 10 odcinkow "Klanu" :]

          przepraszam, nie zauważyłem Twojej recenzji, dopiero po odświeżeniu strony.

          dzięki, Pepsic :]

          [ale "Ostre psy" kiedyś na pewno obejrzę]
          • siostra_bronte Re: "Ostre psy" - mało zachowawczo;) 23.07.14, 22:23
            Masz szczęście, Greku. Ale posądzasz mnie o takie okrucieństwo? :)
            • grek.grek Re: "Ostre psy" - mało zachowawczo;) 24.07.14, 13:37
              chyba z tego szczęścia straciłem kontrolę nad wyobraźnią ;]]

              ale - "Ostre psy" na pewno kiedyś obejrzę i dam Ci znać, jak mi się podobał ten film.
        • siostra_bronte Re: "Ostre psy" - mało zachowawczo;) 23.07.14, 18:21
          Wybaczam :) Grunt, że obejrzałaś. Z komediami tak już jest, to zależy od poczucia humoru. Nic nie poradzę, uwielbiam tę komedię. Owszem ma słabsze momenty (zwłaszcza końcówka, zbyt długa), ale w sumie rewelacja. Udanie sparodiowano amerykańskie kino akcji. Po raz kolejny zwróciłam uwagę na świetny montaż i pomysłowe wykorzystanie muzyki (np. fragment "Romeo and Juliet" Dire Straits w scenie na drodze po "wypadku" prawnika i jego kochanki, którzy grali w tej sztuce). No i te teksty. "Daj spokój, Nicholas. To Sandford" :))
    • grek.grek "Amerykanin" 20:00, Stopklatka 22.07.14, 13:27
      już 2 razy recenzowaliśmy, ale jakby co...
      nietypowy film sensacyjny, raczej bliższy dramatowi, choć i to zaszeregowanie wydaje się za wąskie.

      amerykański tajny agent szykujący się do odejścia ze służby przesiaduje w małym włoskim miasteczku, gdzieś na prowincji. żyje sobie z dnia na dzień pełen wątpliwości co do tego, jak pokierować swoją przyszłością. w nietypowych [mimo wszystko, w stosunku do późniejszej relacji jaka ich łączy] okolicznościach poznaje młodą żywiołową [jak to we Włoszech, hehe] kobietę, co dodaje jego życiu kolorów. problem w tym, że świat z którego chce się wymiksować, a który o nim nie zapomina i ciągle korzysta z jego doświadczenia i kunsztu, niespecjalnie ma chęć, by mu na to pozwolić.

      największą atrakcją jest urodziwe miasteczko, w dodatku perfekcyjnie w swoim uroku ogrywane przez autora zdjęć. główną rolę odtwarza Clooney, co zapewne dla wielu pań będzie atrakcją nie mniejszą. mnie się Clooney podobał chyba po raz pierwszy w historii - a to dlatego, że doskonale złapał chemię swojego bohatera, bez szarpania się i pozowania odegrał jego psyche i jakąs taką melancholię, niepewność, a poza tym - gośc jest dżentelmenem, co też w jakiś sposób ustawia tę postać w harmonii z otoczeniem, ale i z tym co przychodzi z zewnątrz tego mikrokosmosu, w którym poczuł się on już zadomowiony. to jest dobra rola.

      akcja się pojawia, przerywa co jakiś czas tę "filmową snujowatość codzienności" [ja lubię taką, zwłaszcza w podobnych warunkach scenograficznych i psychologicznych, nie wiem jak u Was to wygląda ?]. filmem akcji" nie sposób "Amerykanina" nazwać. ciekawa to kombinacja.

      • siostra_bronte Re: "Amerykanin" 20:00, Stopklatka 22.07.14, 18:20
        Jak już pisałam, z ekranu wieje nudą :)
        • grek.grek Re: "Amerykanin" 20:00, Stopklatka 23.07.14, 13:24
          ale wieje przyjemnie :]]
    • grek.grek "Vatel" [rep.] w Kulturze, 21:30 22.07.14, 13:36
      Druga połowa XVII wieku, Francja. Książę Jakiśtam ma gościć w swojej posiadłości samego króla Ludwika XIV. Dla księcia jest to jedyna i niepowtarzalna szansa na odzyskanie znaczących wpływów na dworze królewskim. Jest jeden warunek : król i jego orszak muszą się u księcia bawić jak nigdy, to musi być uczta i balet na sto fajerek. A sprostać temu wyzwaniu ma majordomus księcia, tytułowy [Francois] Vatel. Facet obdarzony nie tylko wyrafinowanym smakiem i błyskotliwą pomysłowością, ale także talentem organizacyjnym. Zaprzęga więc on do roboty całą służbę i dostawców, komponuje kolejne dania oraz zabawy i pokazy, omijając lub nie dziesiątki raf, na których całe przedsięwzięcie może wykopyrtnąć.

      Świetny film, doskonała rola Gerarda Depardieu'a, nie gorsza charakteryzacja oraz mistrzowsko zaaranżowana scenografia.
      Jesli nie mieliście przyjemności, jak dotąd, a akurat będzie padało czy coś ;] - rzecz godna polecenia.
      • mozambique Re: "Vatel" [rep.] w Kulturze, 21:30 23.07.14, 12:42
        film boski, boski, boski
        • mozambique a "Babcia GAndzia" cANAL + 23.07.14, 12:50
          widzieli ?
          jak to biednie zyjąca babcia z paryskeigo blokowiska handluje pokątnie trawką ( nosi ją w torbie zakupowej pod kalafiorem i porami)
          tym smieszniej ze jej zięc jest policjantem z wydziału narkoktykowego

          niektóre komedie Francuzom się udają
          dla smoakoszy - w roli córki gwiazda Carmen MAura - tak zaniedbana ze az nie do rozpoznania

          nie wiem tylko czy ten filma ma cos wspolnego z angielskim filmem z niesamowitą Brendą Blethlyn ?
          • grek.grek Re: a "Babcia GAndzia" cANAL + 23.07.14, 13:27
            czytałem kiedyś jakieś recenzje na okoliczność premiery.

            jedno jest pewne, w Polsce to by się nie mogło wydarzyć :] powiem więcej, w Polsce nikt by nie wpadł na taki pomysł, by film o dilującej babci nakręcić. niektóre tematy wciąż są tabu, heh.

            Carmen Maura w roli córki ? to ile ta babcia ma lat ? 110 ? ;]]

            • mozambique Re: a "Babcia GAndzia" cANAL + 23.07.14, 13:30
              nie wiem bo ma perugę :))))
              tez mnie zdiziwial lista płac bo MAura ma chyba po 50-tce i choc mocno pobrzydzona to jednak wygląda na młodszą bo jest w wersji blond
              albo tak juz ma
              • grek.grek Re: a "Babcia GAndzia" cANAL + 23.07.14, 14:04
                to się dopiero nazywa french-style, hehe.

                brunetki się szybciej starzeją ? czy brzydziej ? ;]
                • mozambique Re: a "Babcia GAndzia" cANAL + 24.07.14, 10:05
                  jasny kolor rozjaśnia ( czyli odswieza czyli odmładza twarz)
                  • grek.grek Re: a "Babcia GAndzia" cANAL + 24.07.14, 13:40
                    rozumiem.

                    patrz, a mówią, że "nie pomoże puder róż, kiedy... tego... stara już" ;] a tu jednak jest jakaś metoda przeciwdziałania.

                  • pepsic Re: a "Babcia GAndzia" cANAL + 24.07.14, 15:58
                    To nie takie oczywiste. Kolor włosów powinien być dostosowany do naturalnej karnacji. I tak Włoszki, Romki niekorzystnie i tandetnie wyglądają w jasnych włosach. Przywołana Carmen Maurę przyuważyłam, jako blondynkę w "Przerwanych objęciach". I nie było dobrze, i z pewnością nie odjęło lat.

                    Ps. A propos różnic wiekowych. Pomiędzy obgadywanymi paniami wynosi 6 lat. Maura liczy 68 wiosen, a Bernadette Lafont, gdyby żyła miałaby 74.
          • gryfny Re: " niektóre komedie Francuzom się udają " 24.07.14, 20:42
            No nie ,kraj Fernandela,Luisa de Funesa, Bourvila,Pierre Richarda, ma ogromne tradycje w temacie kina komediowego ,wlasnie maja bardzo dobry czas tego gatunku u siebie,przyklad:
            pl.wikipedia.org/wiki/Jeszcze_dalej_ni%C5%BC_P%C3%B3%C5%82noc
            O prawdziwej perełce ostatnich lat w sztuce rozsmieszania w kinie,tez warto pamietac:
            www.youtube.com/watch?v=si79Qhd8cL0
            • grek.grek Re: " niektóre komedie Francuzom się udają " 25.07.14, 14:37
              tradycja zacna, ale ostatnimi czasy jakoś te hity francuskie są głównie na użytek ich wewnętrznego rynku. zresztą, skąd my to znamy...
            • pepsic Re: " niektóre komedie Francuzom się udają " 25.07.14, 20:38
              W temacie "Jeszcze dalej,niż północ" wymieniałyśmy się opiniami Barbasia chwaliła, ja podeszłam sceptycznie zwracając uwagę na niezrozumiałe niuanse kulturowe dla obcokrajowca i mało emocjonującą się salę kinową.

              " Nietykalnych" również sympatycznie obgadywaliśmy. W sumie nie ma się do czego przyczepić, bo to czarująca i zabawna opowiastka, tyle że ciut przereklamowana.

              Wracając do tematu, "Wielka włóczęga" to moja ulubiona komedia z dzieciństwa, a ponadto uwielbiam wszystkie filmy z Louis de Funès z tym, że postaci przez niego odgrywanej to bym nie chciała na męża;)

              • gryfny Re: gdy o wilku mowa:wtorek.. 26.07.14, 15:11
                ..TVP Kultura godzina 22 : 00;
                www.filmweb.pl/reviews/Posterunek+graniczny-11376#
          • maniaczytania Re: a "Babcia GAndzia" cANAL + 25.07.14, 21:17
            mozambique napisała:

            > nie wiem tylko czy ten filma ma cos wspolnego z angielskim filmem z niesamowitą
            > Brendą Blethlyn ?

            Ooo tak, ten film byl znakomity!!!
    • grek.grek co na dziś ? 23.07.14, 15:51
      horror czy komedia ?

      a moze oba w jednym, czyli transmisja meczu polskiego mistrza piłkarskiego w eliminacjach Champions League ?

      środa komediowa :]
      "Rekin" będzie gryzł w TV Puls od 20:00, a "Tata..." robił z siebie wariata w TVP 2 od 20:10.

      "Łatwa dziewczyna", POlsat - zdaje się, chodzi tam o anatomię działania umiejętnie rozpuszczonej plotki, a nie o łatwość dziewczyny. szkoda, bo bym obejrzał ;]

      w Stopklatce komedia "Jak za dawnych czasów" z Goldie Hawn i Chevym Chasem, oldskul z '80.

      Kultura kulturzy "Tygodniem z życia mężczyzny".
      tak - znów :]

      "Korespondenta" z Kultury [22:55] nie znam, znacie może ?
      z opisu wynika,że to kooprodukcja rosyjsko-brytyjsko-polska o młodym reportażyście-amatorze aspirującym do pracy w mediach, wplątującym się w aferę ze szczytów władzy.
      brzmi nienajgorzej.

      za "Ludzi Boga" mogę ręczyć [jakby co, własną głowę, ale tylko głową, reszty nie oddam], ale kto to zobaczy... o 0:40 [Kultura również] ?

      • pepsic Re: co na dziś ? 23.07.14, 17:00
        Czyli cd. upokarzania polskiego widza;)

        Dorzucam mało pociągającą "Syrianę" z Clooneyem", tvn7 20:00, co stwierdzam subiektywnie, jako że nie oglądałam.
        • grek.grek Re: co na dziś ? 23.07.14, 17:03
          upokarzanie widza, to pół biedy, ale że niektóre telewizje robią to za jego własne pieniądze... ;]
    • grek.grek "Łatwa dziewczyna" z Polsatu 24.07.14, 14:06
      Nie wiem, dlaczego to obejrzałem, ale... leciało sobie w tiwi, a ja coś tam robiłem i przy okazji tak jakoś śledziłem.

      Typowa amerykańska high school, ale bez klasycznych postaci występujących zwykle w komediach z tego gatunku, więc... nie jest to high school comedy ;]

      Dziewczyna ma na imię Olive - jest oczytana, dobrze się uczy i przyszłość przed nią. Spędza właśnie klasyczny dla siebie weekend, czyli domowe solowe karaoke, czasami z psem, czasami w łazience, a czasami skacząc po pokoju. Tym się jednak nie da pochwalić przed koleżanką. OLive może nawet tego nie potrzebuje, ale... ale w tym momencie chce to zrobić, aby jej zagrać na nosie. Wymyśla więc historię, jak to romansowała weekendowo ze starszym chłopakiem, a nawet - facetem. No i się zaczyna. Mała zmyłka urasta do rangi informacji tygodnia, a nawet sezonu.

      Olive zaczyna być posądzana o rozwiązłość :] że dziwka z niej jest. Bronić się przed tym nie sposób, więc Olive - zainspirowana "Szkarłatną literą" - brnie w to dalej. Zaczyna ubierać się wyzywająco i przyszywa sobie czerwone "A" do bluzki. I nie prostuje lawiny kolejnych plotek. PO tygodniu okazuje się, ze spała już chyba z całą Ameryką. Na dodatek jej kolega, gej, prosi żeby odegrała z nim inscenizację seksu, żeby koledzy dali mu spokój, bo się nad nim znęcają z okazji podejrzewania go o homoseksualizm. No i co ma zrobić biedna Olive ? Na jakimś party ostatentacyjnie udają pijanych, a potem idą do pokoju i skaczą po łózku wydając dziwne niekontrolowane dźwięki, a całe towarzystwo podsłuchuje pod drzwiami "jakiż to oni tam dziki seks uprawiają !". potem zjawiają się następni zabiedzeni chłopcy pragnący, żeby Olive zaświadczyła że z nimi się zabawiała. Pojawiają się nawet propozycje finansowe :]

      Rodzice [wyluzowani nieco] nic nie wiedzą, nawet kiedy pojawia się informacja, że Olive ma chorobę weneryczną. Ofk, nie ma ona żadnej choroby, ale bierze ją na klatę, żeby uchronić przed utratą pracy szkolną psycholożkę, a prywatnie żonę ulubionego nauczyciela Olive, która zaraziła nią chłopaka licealnej przywódczyni Szkolnego atolickiego, "slubującego czystośc do ślubu", terroryzującego otoczenie ulotkami i modlitwami, a wreszcie przewodzącego krucjacie przeciw "siejącej powszechne zgorszenie" Olive :]

      W końcu czara się przelewa. Jakiś szkolny laluś zaprasza ją na randkę, jej się wydaje, że wreszcie wraca normalność. Laluś nawet funduje jej jakiś bilet na coś. Minutę później okazuje się, ze ten bilet, to taka forma zapłaty za seks. A konsumować chce już zaraz. Do Olive dociera, że ze "szkolnej zdziry" przeszła na poziom regularnej prostytutki.

      Trzeba więc wdrożyć plan awaryjny, aby się z tego wydobyć. A kluczem będzie absolutna szczerośc, zdolność do przeprosin, a także internet w którym wszystko to mozna powiedzieć, nagrać i wszystkim zainteresowanym zaprezentować. I nawet znajdzie się nowa, pierwsza, miłość.

      trailer :
      www.youtube.com/watch?v=-aTPf6xUqus
      Ilekroć nie trafię na tego typu film, to zastanawia mnie, że pośród tych szkolnych schematów i celowych jak sądzę wyolbrzymień oraz namolnych powtórzeń starych numerów, całkiem dobrze wypadają aktorki/aktorzy grający główne role. Tym razem jest to Emma Stone, którą oglądałem i której słuchałem z prawdziwą przyjemnością. Bawi się ona swoją bohaterką i całą sytuacją, w którą ją wplątuje scenariusz. Zabawnie wypada w zgrabnie napisanych, elokwentnych monologach, którymi z offu komentuje wszystkie okoliczności przyrody, a mowę ciała ma w sam raz nieprzegiętą, nawet w filmie który mógłby przegięcia usprawiedliwiać.
      • pepsic Re: "Łatwa dziewczyna" z Polsatu 24.07.14, 16:28
        Dzięki za opis,. Wypada dużo lepiej w porównaniu do mało zachęcającego trailera.

        Ps. Ambitniejszej "Syrianie" nie dałam rady po 5 rozpoczętym wątku, po który miałam groch z kapusta. No to sobie mało skomplikowane "07 zgłoś się" obejrzałam.
        • grek.grek Re: "Łatwa dziewczyna" z Polsatu 24.07.14, 17:53
          dzięki :]

          film zupełnie nie z półki "ambitne", ale widziałem gorsze zwłoki. tutaj atrakcją jest inteligentnie komentująca rzeczywistość [zasługa autora scenariusza] bohaterka, która prawie nie schodzi z ekranu, dzięki czemu całość trzyma się całkiem nieźle.

          widziałem "Syrianę" już kilka razy w ramówce, ale jakoś nigdy nie podszedłem. chyba z braku okazji. teraz dodatkowo będę miał w pamięci Twoją recenzję :]

          o, "07" nie starzeje się absolutnie.
    • grek.grek KObra : "Amerykańska guma do żucia Pinky" 24.07.14, 14:11
      Kultura, 20:10

      yup, taki jest przydługi tytuł dzisiejszego spektaklu.

      Wybrzeże, zabójstwo właściciela lodziarni, a guma do żucia Pinky przylepiona jest do podeszwy butów nieboszczyka. Śledztwo rusza, mocną pozycję ma motyw raubnkowy i jest nawet podejrzany, do którego wiodą poszlaki. Ale czy aby na pewno on zabił ?

      rzecz z 1972 roku.

      skaczemy, ma się rozumieć ? :]
      • pepsic Alternatywne "Elizabethtown" tvn7 20:00 24.07.14, 16:14
        Przyznaję uczciwe, że najpierw rzucę okiem, czy warto na "Elizabethtown", ulubiony mój gatunek tj. komediodramat w doborowej obsadzie m.in. z Alec Baldwinem (hm...), Jessicą Biel, etc. Motyw zgrany do bólu przez środowisko hollywoodzkie, czyli powrót japiszona w rodzinne strony skutkujący przewartościowaniem życia.
        Jakoś nie mam szczęścia do kóbr, jako że czwartki to jedyny dzień tygodnia, w którym jest wybór.
        • grek.grek Re: Alternatywne "Elizabethtown" tvn7 20:00 24.07.14, 17:42
          jest konkurencja zatem :]

          w TVN7 są cykliczne powtórki, a Kobry nie są powtarzane :], to taki argument za wyborem nr 2.
      • siostra_bronte Re: KObra : "Amerykańska guma do żucia Pinky" 24.07.14, 16:18
        Fajny tytuł :) W ubiegłym tygodniu przegapiłam Kobrę, dzisiaj oglądam.
        • grek.grek Re: KObra : "Amerykańska guma do żucia Pinky" 24.07.14, 17:49
          no to życzmy sobie dobrego odbioru :]

          nie dodałem propozycji KOcham Kino, bo "Chrzest" już przerabialiśmy, a na dodatek jest to enta powtórka.

          ciekawe, że TVP wysupłała kasę na kolejny Kabareton Skeczów Śmiertelnie Męczących w Koszalinie, a na atrakcyjną ofertę Kocham Kino już środków brak [bo w to, że p.Torbicka sama z siebie zasuwa powtórki powtórek z powtórek, to nie bardzo chce mi się wierzyć].

          a skoro TVP uważa, że wakacje to flauta w tej materii - jakim problemem byłoby zamiast powtórek wrzucenie jakichś "pereł z lamusa" ? pewnie nawet byłoby taniej. tylko jak ma na to wpaść dyrektor programowy, z wykształcenia ornitolog, z zawodu : syn znajomego ministra z rządu tego czy tamtego, który o telewizji wie tyle, że jak się włączy odbiornik, to wyskakuje obraz ?

          znów mi wyszło narzekactwo, ale nie umiem zrozumieć tej instytucji.

          btw, wczoraj widziałem program TVP z 1992 roku :] miałem do czynienia z rocznikami starych gazet. program kompletnie niepodobny do dzisiejszego. postaram się podrzucić kilka przykładów.
        • grek.grek Re: KObra : "Amerykańska guma do żucia Pinky" 25.07.14, 14:32
          no i ? obejrzałaś ? :]

          Czcigodni ?

          ja podejrzewałem wszystkich, nawet tego, co okazał się policjantem na wczasach, ale przecież był na poczcie, kiedy wyszło na jaw, że ofiara ma przy sobie te 75 tys., które - jak podejrzewano - miały być motywem zabójstwa.

          niewidomego podejrzewałem zaś o to, że coś widzi. za dobrze udawał, a kiedy córka rzuciła, ze "wie coś o nim" - opuściły mnie ostatnie wątpliwości :]

          plan zabójcy był dobry, nawet bardzo. a tutaj proszę - nowoczesne jak na 72 rok techniki dochodzeniowe kompletnie go pogrążyły. wiwat Milicja ;]

          Irena Karel - niech się schowają Monroe-ły i Bardotki.
          Emil Karewicz to kawał aktora. świetny w każdej swojej roli, doskonale mówi i zawsze ma ten brunerowski styl, hehe.

          nie znałem zwrotu "zabalsamowany jak faraon" na określenie kogoś nawalonego jak meserschmitt ;]
          • siostra_bronte Re: KObra : "Amerykańska guma do żucia Pinky" 25.07.14, 15:03
            Jak zobaczyłam, że scenariusz napisał Jerzy Janicki, to już wiedziałam, że będzie dobrze.

            Hehe, ja też podejrzewałam milicjanta na wczasach. Zauważyłeś, że żuł gumę? :) Ciekawa intryga, faktycznie każdy był podejrzany, jak u Chmielewskiej :) Zabawne teksty. Szkoda tylko, że dźwięk był taki kiepski i czasem nie mogłam zrozumieć, co mówią aktorzy.

            No i z przyjemnością ogląda się znakomitych aktorów z Karewiczem na czele. Zgadzam się co do Ireny Karel :)


            • grek.grek Re: KObra : "Amerykańska guma do żucia Pinky" 25.07.14, 15:48
              to prawda, u mnie wystarczy zwykle 15 kreska na volume, żeby słyszeć aż za dobrze, a ten spektakl oglądałem na 40 :]

              :]
    • siostra_bronte "Kuzyn, kuzynka" 24.07.14, 19:44
      W sobotę o 16.45 w Kulturze, ale zapowiadam z wyprzedzeniem, bo pora taka, że można przegapić.

      Francuski film z 1975 r. Widziałam go bardzo dawno, jako nieletnia kinomanka. Niewiele z niego pamiętam. Ale pamiętam, że bardzo mi się podobał :) Była w nim coś bardzo prawdziwego. Smutny i zabawny jednocześnie. Krótko o fabule. Para bohaterów poznaje się na jakimś rodzinnym ślubie. Zaczynają się spotykać, chociaż oboje mają swoje rodziny...

      Co ciekawe, film odniósł spory sukces w Stanach i miał nawet parę nominacji do Oskara. W obsadzie m.in. Marie Christine Barrault, Victor Lanoux i Guy Marchand.

      Pora emisji trochę nieszczęśliwa, ale polecam. Sama też postaram się obejrzeć.

      • grek.grek Re: "Kuzyn, kuzynka" 25.07.14, 14:34
        dzięki za zapowiedź, Siostro.

        Barbasia pewnie na wywyczasach leżakuje, wygrzewa się i grasuje na rowerze, ciekawe czy jakiś film zdołała obejrzeć w przerwach między przyprawianiem męskiej części świata o palpitacje sercowe ? ;]
        • siostra_bronte Re: "Kuzyn, kuzynka" 25.07.14, 15:04
          Dzięki, Greku. Warto zobaczyć ten film.

          Hehe. Barbasia jest chyba odcięta od świata, nawet do nas nie zagląda :)
          • grek.grek Re: "Kuzyn, kuzynka" 25.07.14, 15:49
            skoro nas nie odwiedza, to znaczy że świetnie się bawi :]

            • pani_lovett Re: "Kuzyn, kuzynka" 27.07.14, 17:32
              Mam WAS stale na oku, także dzięki mojemu małemu smartfonowi, co go szczęśliwym przypadkiem odkupiłam od kuzyna. :]

              Żar tropików 30 stopni w cieniu.

              Świetnie to ja się dopiero zacznę bawić. Jadę ... nad morzeeee! :))) Poszłam za radą Pepsic. Wyjazd w przyszłą niedzielę, niestety nie dało się wcześniej, więc urlop trzeba było ponaciągać.

              Ale za to będę tu wpadać w najbliższym tygodniu. :)

              Pozdrówka serdeczne oraz upalne, Greku, Bronte, Wam i Wszystkim
              przesyłam
              • grek.grek Re: "Kuzyn, kuzynka" 27.07.14, 18:08
                cześć, Barbasiu :]

                no proszę, czyli coś było na rzeczy, hehe :]

                wakacje Ci się szykują podrasowane do oporu, hehe. tak trzymać, po to są. świetnie, że między tymi tygodniami wyjazdowymi znajdziesz tydzień na obecność.

                pozdrowienia dla Ciebie, rozjedź dla nas rowerem jakiegoś pechowca, który za wolno biega :]]
              • maniaczytania Re: "Kuzyn, kuzynka" 27.07.14, 18:34
                Barbasiu - wypoczywaj, duzo slonca nad morzem :)
                • pani_lovett Re: "Kuzyn, kuzynka" 27.07.14, 19:46
                  Dziękuję serdecznie, Maniu! Pozdrawiam gorąco. :))
              • pepsic Re: "Kuzyn, kuzynka" 27.07.14, 21:22
                Poszłam za radą Pepsic.
                ??? Raczej za przykładem:)

                Morze już zaliczyłam, a właściwy urlop dla równowagi planuję w górach, tych surowych, gdzie towarzysz Walter, wiecie;)

                Alez po co wcześniej? Najlepsza pora do dni po 15 sierpnia, kiedy przewalą się tłumy, rzecz jasna, kiedy urlop na to pozwala.

                Pozdr. nawzajem.
                • pani_lovett Re: "Kuzyn, kuzynka" 27.07.14, 23:07
                  pepsic napisała:

                  > Poszłam za radą Pepsic.
                  > ??? Raczej za przykładem:)

                  Eh, ten upał, tak, tak. ZA PRZYKŁADEM Pepsic.


                  Kiedy teraz pogoda idealna na pobyt nad naszym morzem! Ciepło, upalnie. :)

                  Pozdrawiam serdeczne.
                  A kiedy planujesz wybrać się w góry?

                  Towarzysz Walter???
                  • pepsic Re: "Kuzyn, kuzynka" 28.07.14, 18:02
                    W połowie sierpnia.
                    Ps. Karol Świerczewski ikona komunistycznej propagandy, bohater wielu legend i mitów niewiele mających wspólnego z historycznymi realiami. W rzeczywistości alkoholik, nieudolny dowódca, z którego winy zginęły dziesiątki tysiące żołnierzy, ruski generał, który zatwierdzał wyroki śmierci wydane za „przestępstwa polityczne” na swoich podkomendnych wywodzących się z szeregów AK, mimo że przysługiwało mu prawo łaski. W Bieszczadach ma pomnik.
                    • pani_lovett Re: "Kuzyn, kuzynka" 28.07.14, 18:55
                      Dziękuję!
      • pepsic Re: "Kuzyn, kuzynka" 25.07.14, 20:52
        Tytuł znany, ale dalej widzę ciemność. No właśnie, upalne sobotnie popołudnie nie wydaje się trafne.
      • pepsic Re: "Kuzyn, kuzynka" 27.07.14, 21:13
        No, ale w końcu ktoś obejrzał? Ja rzuciłam okiem tuż przed wyjściem w plener. Za mało, aby coś napisać. Doszło do konsumpcji?
        ;)
        • siostra_bronte Re: "Kuzyn, kuzynka" 29.07.14, 18:29
          Ja :) Sympatyczna komedia i dosyć przewrotna, ale straciła trochę uroku. Ale i tak warto obejrzeć.
    • mozambique Re: Ojej, co tu wybrac 2014 - 7 (vol. 45) 25.07.14, 09:48
      a wczoraj , dla głodomorow " Julie i Julia"
      chyba najbardziej smakowity film ostatnich lat
      nigdy z w zyziu w kinie nie bylam tak głodna jak na tym filmie, kurrrcze ila tam jedzenia , az do mdłości

      no i ciekawy duet _:Stanley Tucci jako mąz wyzszej o 20 cm , uroczej, cieplej i roześmianej MEryl Streep ( jakże ona go całuje w czółko)
      i od razy dla przypomnienia ten sam duet w "Diabeł ubiera sie u Prady" - mniam mniam
      • siostra_bronte Re: Ojej, co tu wybrac 2014 - 7 (vol. 45) 25.07.14, 13:41
        Faktycznie, można było zgłodnieć. Trochę kłóciliśmy się tutaj o ten film. Moim zdaniem rola Streep była zbyt przerysowana, a już jej akcentu nie można było słuchać.

        Przy okazji, witamy i zapraszamy częściej :)
        • pani_lovett Re: Ojej, co tu wybrac 2014 - 7 (vol. 45) 27.07.14, 17:33
          > Przy okazji, witamy i zapraszamy częściej :)

          Yes! :) Zwłaszcza, że Mozambique to nasza dobra , nie obrażając, stara ;), znajoma . :))
          • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac 2014 - 7 (vol. 45) 27.07.14, 18:09
            właśnie. za długotrwałe niedawanie znaku życia powinna dostać jakąś karę, nie sądzisz ? :]
            • pani_lovett Re: Ojej, co tu wybrac 2014 - 7 (vol. 45) 27.07.14, 19:05
              Greku, nie bądź dla mnie taki surowy! Zaledwie 6 dni! Przeleciało jak z bicza strzelił. :}
              • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac 2014 - 7 (vol. 45) 28.07.14, 13:15
                czas jest pojęciem względnym ;]
                • pani_lovett Re: Ojej, co tu wybrac 2014 - 7 (vol. 45) 28.07.14, 18:28
                  AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!
                  Co ja tu wypisuję! Jak ja czytam!!!

                  Zdecydowanie wieli upał źle wpływa na pracę mojego umysłu.

                  A Ty widzisz i nie grzmisz, Greku!



            • mozambique Re: Ojej, co tu wybrac 2014 - 7 (vol. 45) 28.07.14, 11:07
              jesli to do mię to sękju sękju ale ostatnimi czasy taki maly siusiający krzykacz ze smoczkiem w gębie skutecznie mię zajmował :)

              ale w koncu wrociłam do pracy więc mogę spokojnie udzielac sie na forum :)))))
              • pani_lovett Re: Ojej, co tu wybrac 2014 - 7 (vol. 45) 28.07.14, 18:49
                Do Ciebie, Mozambique, o Tobie! :)

                Serdeczne gratulacje! :)
            • pani_lovett Re: Ojej, co tu wybrac 2014 - 7 (vol. 45) 28.07.14, 18:47
              grek.grek napisał:

              > właśnie. za długotrwałe niedawanie znaku życia powinna dostać jakąś karę, nie s
              > ądzisz ? :]

              Nie chciałam jej wypominać tej dłuższej nieobecności. I dobrze zrobiłam.
              Jak się okazało / post niżej/ w celu zwiększenia przyrostu naturalnego , a zatem dla dobra naszej ojczyny to zrobiła . :) Zatem żadna kara, raczej nagroda się należy.
              Heh, szczęśliwa kobieta! :))
    • grek.grek "Eden Lake" [2008] via Ct2 25.07.14, 13:24
      Jakbyście mieli ochotę :
      www.youtube.com/watch?v=O7wOy0L6EW8
      Nieoczekiwanie dobry thriller, z twistami niezłej klasy, z Fassbenderem w jednej z głównych ról, choć oczywiście scenarzyście zdarza się pomóc bohaterom, a prześladowcom odpowiednio często zaćmiewać rozum :]

      Zaczyna się przyjemnie i miło. Jenny [Kelly Riley, charakterystyczna uroda, do zapamiętania absolutnie] jest piękna, Steve jest Michaelem Fassbenderem in himself - jadą za miasto, gdzie mają przyjemnie spędzić weekend nad jeziorkiem. Miejscowość albo sama okolica nosi nazwę Eden Lake.

      Widzą bawiącego się chłopca, wyglądającego na Hindusa, ona z nim chwilę rozmawia, a potem są już tylko same problemy.

      Na nadbrzeżu pojawia się grupka łebków, tak z 12-15 lat, pięciu chłopaków i dziewczyna. Przeganiają małego Hindusa i rozkręcają się. Mają magentofon grający na pełny regulator i psa, imieniem Bonnie, bulteriera czy coś. I ten pies straszy Jenny. Rzuca się z pyskiem i śliną. Steve widzi to kąpiąc się w jeziorze. Wychodzi i idzie im zwrócić uwagę. Na próżno. Smieją się z niego, a wyłączoną przez niego muzykę włączają na nowo, jak tylko Steve odwraca się plecami. W dodatku zaczepiają Jenny, bo jest ładna. Ale po jakimś czasie sobie idą w cholerę i para zostaje sama. Namiot, łatanie opony i tak dalej.

      Rano ich samochód ma kapcia. Krew zalewa Steve'a, bo to pewne że to sprawka tej bandy. Na dodatek w jedzeniu, które ze sobą przywieźli i zostawili na noc na zewnątrz, zalęgły się jakieś mrówki. Jadą na śniadanie do miasteczka. Steve próbuje o tych dzieciaków się rozpytać, ale kelnerka reaguje dośc obcesowo. W drodze powrotnej znów ich napotykają. Tym razem jeżdzą sobie na rowerach po ulicy. Steve'owi puszczają nerwy i probuje ich rozjechać, a jeszcze chwilę później, jadąc autem, zauważają te rowery porzucone przed jednym z domów. Steve próbuje znaleźć tam rodziców któregoś ze szkodników, ale nie dośc, ze nikogo nie znajduje w środku, to musi się salwować ucieczką przez okno, kiedy wreszcie wraca jakiś rodzic [wyraźnie klasa robotnicza i to chyba z połowy XIX wieku]. Co by powiedział zastając obcego faceta w swoim domu, w dodatku w pokoju własnego syna ?

      Wieczorem problem znów rośnie - podczas gdy Jenny i Steve nurkowali w jeziorze, banda dzieciaków podprowadziła im samochód. TEraz jeżdzą po lesie i śmieją się z nich. Para łazi za nimi po tym lesie, aż robi się ciemno. Znajdują ich przy ognisku. Steve próbuje się z nimi dogadać. Wywiązuje się jednak sprzeczka, jakiś smark sięga po nóż, Steve próbuje go powstrzymać, ktoś puszcza psa i ofiarą zostaje właśnie ten pies - nadziewa się na nóż. Prowodyr i przywódca bandy, BRett, najpierw rozpacza nad swoim pieskiem, a potem cała banda rzuca się w pościg za Jenny i Stevem. Gdyby nie rozpaczał, to Jenny i Steve nie mieliby czasu na ucieczkę :]

      A uciekają oni odzyskanym samochodem, lecz terenu nie znają,w dodatku pełno tutaj zagłębień i nagłych uskoków. Od razu grzezną w jakiejś dziurze, łebki trafiają kamieniem w szybę. Steve nic nie widzi, uciekają na oślep, aż zderzają sie z drzewm. Gałąź przebija szybę i rani Steve'a, w dodatku unieruchamiając go w środku.

      Jenny nie chce go zostawić, ale Steve każe się jej ukryć. Tak też się dzieje. Rano Jenny wraca na miejsce i Steve'a już nie zastaje. Z samochodu łebki go wyciągnęli, przywiązali do drzewa, a teraz po kolei każdy - na żądanie Bretta - musi zranić go nożem. Dziewczyna wszystko nagrywa. Brett jej każe, żeby wszyscy byli umoczeni i nikt nie mógł się wycofać. A nie wszyscy w tej grupie są bandytami. Tylko Brett. Reszta to głupie bachory. Jenny ogląda ten cyrk z ukrycia, płacze, ale nic nie może zrobić. TO znaczy może - tylko nie wiadomo, o co jej chodzi. Ze swojej komórki łączy się z komórką Steve'a, którą ma Brett. A to sygnał, że jest ona w pobliżu. I od razu musi uciekać, bo ją znajdują po paru sekundach.

      Ucieka, chowa się, ucieka, chowa się... Oni na rowerach ją gonią. POwinni ją złapać prędko, nawet jeśli jej styl biegania wskazuje na pewne zaawansowanie :] W dodatku udaje się jej wybrać taką drogę, na której oni się po kolei wywracają. W tym czasie Steve odplątuje drut, którym był przywiązany, i ucieka. Przypadkiem spotykają się z Jenny. Steve jest poważnie ranny i od razu traci siły kiedy tylko Jenny może go podtrzymywać :]. Udaje się jej zataszczyć go do jakiejś starej chatynki nad stawem. Łebki tam docierają, ale Jenny i ledwie przytomny Steve kryją się pod podłogą, zanurzeni w wodzie po szyję. Potem Jenny go taska w jakieś krzaczory, Fassbender bardzo przekonująco odgrywa człowieka w ostatnim stadium przed śmiercią z upływu krwi i ustalają, że Jenny go tutaj zostawi, maskując gałęziami, a sama pobiegnie po pomoc.

      No i Jenny biegnie. Biegnie dzielnie, a nawet mądrze - nie zna terenu, ale wybiera drogę wzdłuż słupów telegraficznych czy telefoniczych czy jakichśtam. Pech chce, że biegnąć wdeptuje w jakiś żelazny kolec, który przebija jaj stopę na wylot. Łebki słyszą jej krzyk. Biegną w tym kierunku. Cierpiąca Jenny turla się zatem w rozpadlinę nieopodal miejsca jej wypadku. NIe znajdują jej. Jakim cudem ? POwinni przeszukać dobrze całą okolicę, zwłaszcza że znaleźli jej krew na trawie.

      Jenny najpierw traci przytomnośc, a potem zabiera się za wyciąganie kolca z nogi - z pomoca patyka wsadzonego między zęby, żeby nie wrzeszczeć oraz pnia drzewa, dzięki któremu może wyciągnąc to badziewie cisnąc stopą z całych sił w pień. NOga przebita, ale co tam - Jenny przecież musi iść.

      I wtedy zjawia się... anioł. Ten mały Hindus, co z nim tak miło rozmawiała, a którego potem przepędziła banda gnojków, która ją teraz ściga. Mały jest jakiś niegramotny, ale obiecuje ją zapropwadzić do swojej mamy. Pokazuje krótszą drogę. Fajnie. Na jakiejś polance mały siada i zaczyna coś stukac na telefonie. MÓwi, że po mamę dzwoni. PLącze się, bo najpierw ględził, że mama w pracy jest, teraz - że mama już po pracy. Jenny zaniepokojona siłą odbiera mu komórkę. Ale już za późno jest. Anioł okazał się regularnym zdrajcą. Wezwał bandę. Jenny dostaje sierpowy i znów traci przytomność.

      Budzi się przywiązana do drzewa. Obok niej siedzi Steve. Martwy Steve. I są obłożeni chrustem. Przygotowani jak do... yes - Brett chce ich puścić z dymem. Niektórzy jego smarkaci koledzy są przerażeni, ale przecież są na komórce jak zabawiali się w nożowników. Nie mają wyjścia. Podpalaczem ma być... Hindus. Małemu z wrażenia i strachu gasną zapałki. W końcu podpala. Ogień obejmuje zwłoki Steve'a, a Brett dostaje jakieś szajby radosnej. Jenny nie traci zaś głowy i dzięki temu,że ogień nadwątla jej pęta, ale jeszcze nie sięga jej ciała - udaje się jej uwolnić. Odganiając się gałęzią zapaloną - przewraca kanister z benzyną i odgradza się od Bretta ścianą ognia.Rzuca się do ucieczki. Z daleka widzi jak wściekły Brett podpala małego Hindusa.

      Dokąd tu teraz spie,przać ? Na oślep chyba. BŁąka się więc Jenny po tym lesie, brudna jak nieboskie stworzenie, kryje się przed depczącą jej po piętach zgrają smarkaczy - a choćby i w kontenerze na śmieci, nieopróżnianym od stuleci, w którym masa śmieciowa zamieniła się w zabójczą śmierdzącą maź.

      Jednego łebka rusza sumienie. Chce jej pomóc. Jenny zaskoczona przez niego w lesie, zabija go kawałkiem znalezionego szkła. W tym szaleństwie to zrozumiałe, i nikt już nie jest czysty.

      Wreszcie, nocą już, dociera do szosy. Wpada wprost pod samochód. Prowadzi go jakiś młodziak. Jenny prosi o podwózkę do miasta, ale on mówi, że to w drugą stronę droga, i teraz nie mozę zawrócić, bo jedzie na wezwanie brata. Jenny nie wie, że bratem jest jeden z jej prześladowców. Orientuje się w momencie, w którym może zrobić tylko jedno - desperacko przeskoczyć na siedzenie kierowcy, zawrócić i jechać przed siebie, do miasta. PO drodze z całą premedytacją rozjeżdza tę dziewczynę, co filmowała wszystko komórką.
      cdn.
      • grek.grek "Eden Lake" [2008] via Ct2 [2] 25.07.14, 13:44
        Jadąc już tylko na instynkcie i intuicji, Jenny wreszcie wyjeżdza z tego lasu i wpada od razu w jakieś podwórko, trafiają w stojące auto. Wyczołguje się z samochodu, półżywa, cała w błocie, zatacza się do ogrodu, gdzie akurat garden party. Pada wyczerpana prosząc o pomoc. Gospodarze i goście zajmują się nią bardzo troskliwie. Nie zważając na jej aromat i wygląd kładą ją troskliwie na kanapie, głaszczą po głowie, dają wodę...

        I wtedy Jenny przechodzi dreszcz przerażenia. Pamiętacie jak miał na imię pies Bretta ? Bonnie, nieprawdaż ? Otóż jest tutaj pies identyczny jak tamten, też bulterier, a w kącie stoją dwie miski psie, podpisane "Clyde" i... "Bonnie". Jenny jest w pułapce, trafiła do domu rodziców Bretta.

        MOmentalnie rwie się z tej kanapy, prosi o karetkę, i o policję, i że jej gorzej... Domownicy nie rozumieją jej zachowania. Nie chcą jej wypuścić, z troski o jej stan. Jenny cudem udaje się wywalczyć sobie drogę do łazienki. Zamyka się tam na cztery spusty. Lecz uciec nie może. Nie ma jak. W pudełku wiszącym na ścianie znajduje brzytwę do golenia. Wie, że po nią przyjdą...

        Za drzwiami słyszy nagle krzyki i rwetes. Za chwilę męskie głosy domagają się, by otworzyła. Jenny nie reaguje, desperacko przygotowując się do walki tą brzytwą. Sami otwierają, a raczej wyłamują drzwi.

        BRett stoi między dorosłymi. Grzeczny chłopiec. A jedna z kobiet jest w spazmach płaczu - to matka tej dziewczyny, którą Jenny rozjechała. Lincz wisi w powietrzu. Jenny broni się, tłumaczyć próbuje - że ona jest ofiarą, zabito jej narzeczonego, ją próbowano podpalić, ale na nic. Ojciec Bretta wysyła go na górę. I oczami Bretta, wychodzącego z tego zamieszania, widać jak mężczyźni obezwładniają Jennyi zamykają za sobą drzwi do łazienki. A potem, już z jego pokoju na górze, słychać jej krzyk.

        W ostatnim kadrze Brett patrzy w lustro, dwoma kliknięciami w telefon kasuje wszystkie nagrania jakie wykonano, czyli ew. obciążające go dowody get out, zakłada przeciwsłoneczne okulary, które zabrał Steve'owi i patrzy nagle prosto w kamerę.
        Koniec.

        I trzeba przyznać, że o ile Fassbender dał twarz i nazwisko, Kelly Reilly nabiegała się i dała wysmarować pastą do butów koloru czarnego, to właśnie młody aktor Jack O'Connell przyćmił ich aktorsko - ten jego psychopata jest naprawdę przekonujący. Zarówno w swoich wyczynach czubka, jak i w odgrywaniu psychologii, z jaką rozgrywa swoich młodocianych kompanów. Potrafi zarówno łagodnie poprosić trzęsącego się ze strachu zbuntowanego kolegę o oddanie noża, jak i za chwilę zadać mu serię ciosów pięścią, wyglądając wtedy jak gośc który stracił kontrolę z rzeczywistością. Bardzo dobry występ.

        Sam film, krótki, w tempie, z akcją, z paroma naciągnięciami, ale nie psują one ogólnego wrażenia, zaś zwroty i brak happy endu są tyleż obserwacją mówiącą, że zbrodnia może się obyć bez kary oraz że upragniony ratunek może okazać się śmiertelną pułapką, co dobrym chwytem filmowym, który nie naśladuje schematów, ale szuka oryginalnej puenty. Inna rzecz, że za niebawem brak happy endów stanie się normą :]

        w trailerze wygląda to tak :
        www.youtube.com/watch?v=-6j3K4MmOKs
        • pepsic Re: "Eden Lake" [2008] via Ct2 [2] 25.07.14, 20:48
          THX. Lubie czasami pooglądać thrillery, ale żeby tak bez happy endu, to niekoniecznie.
          • grek.grek Re: "Eden Lake" [2008] via Ct2 [2] 26.07.14, 13:43
            cała przyjemnośc z mojej strony :]

            wiesz, end jest zawsze dla kogoś happy, chociaż nie zawsze dla tego, dla którego być powinien. tutaj tak właśnie się dzieje.
    • pepsic Bez litości o "Elisabethtown" 25.07.14, 20:42
      Treść można streścić jednym zdaniem. Młody chłopak po wpadce w pracy podejmuje próbę samobójczą przerwaną wiadomością o śmierci ojca, co wiąże się z powrotem w rodzinne strony i nawiązaniem obiecującej znajomości ze stewardesą. Estetyczna bzdura, gdzie wszystko bez ładu i składu zostało poupychane do jednego worka, w konsekwencji czego wątki zostały przedstawione po łebkach. Za długi, za nudny, niespójny, bez treści. Na plus działa roześmiana, energetyzująca Kristin Dunst oraz śliczny, jak obrazek Orlando Bloom. Zmarnowany temat, zmarnowana gwiazdorska obsada( ww. plus Susan Sarandon, Jessica Biel, Alec Baldwin).

      No nie mam ostatnio szczęścia do filmów. Kobrę z fajnym tytułem trzeba było mi oglądać:(
      • maniaczytania Re: Bez litości o "Elisabethtown" 25.07.14, 21:14
        a mnie sie podobalo i to pomimo tego, ze grali tam Dunst i Bloom, za ktorymi nie przepadam :) Podeszlam bez oczekiwan wielkich i ujela mnie ta historyjka, taka powolna, pozornie o niczym, a tak naprawde o pogodzeniu sie ze soba i akceptowaniu swoich wyborow. I bardzo podobal mi sie "GPS" przygotowany przez Clare ;)

        Susan Sarandon byla zjawiskowo piekna, starzeje sie cudnie :)
        • pepsic Re: Bez litości o "Elisabethtown" 27.07.14, 21:41
          Susan Sarandon była zjawiskowo piękna, starzeje sie cudnie :)
          Słowa uznania należą się również panom chirurgom, a owacje na stojąco panu stomatologowi. Wygląda sto razy lepiej, niż 20 lat temu, a porównanie mam, bo miałam okazję onegdaj oglądać ją w "Mamuśce" z 1998 r. Zapewniam, że nie jest to żadna uszczypliwość, a stwierdzenie faktu, gdyż nie mam nic przeciwko poprawianiu urody przez panie 50+ . Sceptycznie natomiast podchodzę do młodych, urodziwych pań gmerających w wyglądzie.

          Wracając do wątku postać grana przez Sarandon (stepująca wdowa) została kompletnie skopana, moim skromnym zdaniem.
          • pani_lovett Re: Bez litości o "Elisabethtown" 27.07.14, 23:01
            > Wracając do wątku postać grana przez Sarandon (stepująca wdowa) została komplet
            > nie skopana, moim skromnym zdaniem.

            Co masz na myśli?

            A propos. Miałam wyżej wspomnieć o wątku osobliwej stypy , która ma miejsce w hotelu, w wielkiej sali, z czymś w rodzaju sceny; stypy, która , po banalnych tradycyjnych pożegnaniach, przeradza się, co może budzić kontrowersje ( a może jednak już nie budzi?) , w zabawę pełną śmiechu, kiedy to wdowa (Sarandon ), matka Drew (Bloom), zaczyna swoją pożegnalną przemowę. W zasadzie wygląda to na coś w rodzaju występu kabaretowego. Po wspomnieniach o mężu, o tym, jak się poznali, wdowa opowiada sprośna historyjkę o przygodzie , która spotkała ją, w pierwszych dniach po śmierci męża, a zgromadzeni goście, rodzina, przyjaciele, w większości pękają ze śmiechu, potem wdowa stepuje, tańczy przed wielkim zdjęciem zmarłego męża, wywołując aplauz sali.

            Jest też koncert miejscowej grupy rockowej, który kończy się pożarem (zapala się dekoracja, wielki papierowy ptak podwieszony u sufitu i latający nad salą) i ewakuacją gości.



            • pepsic Re: Bez litości o "Elisabethtown" 28.07.14, 17:56
              Motyw kobiety tryskającej dobrym humorem po utracie męża, tudzież musicalowa stypa z pompatycznymi filozoficznymi przemowami wg mnie nie był najlepszym pomysłem. Rozumiem, gdybyż to było utrzymane w konwencji groteski, jak w komedii "Bezlitośni ludzie", gdzie postać grana przez Danny deVito świętuje szampanem uprowadzenie jędzowatej małżonki;) Ale nie, tu rzecz traktowana jest na przemian raz śmiertelnie poważnie, raz głupkowato. Ja rozumiem, że różne są różne gusta, ale ja mówię stanowcze nie.
      • grek.grek Re: Bez litości o "Elisabethtown" 26.07.14, 13:46
        a namawiałem na Kobrę... namawiałem... ;]

        przy okazji : chciałem jutro zaprezentować [ładne słowo, nie ?] "Do utraty tchu" Godarda i po godzinnych poszukiwaniach dotarło do mnie, że chyba nie istnieje żadna polska wersja tłumaczenia tego filmu - nie znalazłem literalnie żadnego pliku z lektorem albo z napisami, mimo że w tytule stało jak wół "Lektor PL" albo "Napisy PL". poczułem się jak w powieści jakiegoś "beketa" ;]

      • pani_lovett Re: Bez litości o "Elisabethtown" 27.07.14, 22:14
        pepsic napisała:


        Obejrzałam spory kawałek tego filmu po "Kobrze". Brakowało mi chemii pomiędzy głównymi bohaterami, zwłaszcza w romantycznym finale.
        Lubię Kirsten Dunst ale nie pasowała mi do tej roli albo może do pięknego Orlando? (chłopka ślicznej modelki Mirandy Kerr).

        "GPS", przewodnik przygotowany przez Clare (ze zdjęciami i opisami miejsc, które mijał Drew, z komentarzami Clare oraz z licznymi płytami CD z muzyką pasującą do klimatu danego miejsca ) rzeczywiście niezwykły pomysł. Kiedy ona zdążyła go przygotować!?

        cdn.


    • pepsic Powtórkowy piątkowy wieczór 25.07.14, 21:01
      "Pół żartem, pół serio" z końcową frazą wszechczasów: "Cóż, nikt nie jest doskonały". I znowu trudno będzie sie oprzeć. Tvn7 22:00.

      Szwedzkie "Zło" -zatrważająco dramatyczny dramat o przemocy domowej i nie tylko. Tvp kultura 22:30. W zbiorze ojejkowym zajmuje wysoką lokatę.
      • maniaczytania Re: Powtórkowy piątkowy wieczór 25.07.14, 21:15
        ja ogladam z dzieckiem "Fantastyczna czworke" ;)
      • grek.grek Re: Powtórkowy piątkowy wieczór 26.07.14, 13:47
        było tego co niemiara wczoraj, to prawda.

        "4 m-ce, 3 tygodnie, 2 dni" w Kulturze, "Fan" w Stopklatce, chyba tylko "bardotka" w Jedynce na tyle stara, że aż nowa.

        "Zło" jest w przypominalni, pamiętam że kiedyś coś tam pisaliśmy o nim.

      • siostra_bronte "Pół żartem pół serio" 26.07.14, 14:56
        Miałam obejrzeć tylko kawałek z braku innych atrakcji. Ale tak się wciągnęłam, że oglądałam do końca. Nie pamiętam ile razy widziałam ten film, z dziesięć albo i więcej. I znowu świetnie się bawiłam. Co tu dużo pisać, genialna komedia!!! Nie zawaham się użyć słowa arcydzieło, rzadko używanego w stosunku do komedii.

        Właściwie to jeden ciąg niezapomnianych scen i kapitalnych dialogów. Przebieranki i gra z płciowym stereotypami przekomiczne. No i bardzo odważne jak na tamte czasy, w końcu to 1959 rok! Do tego zabawny wątek gangsterski. Kapitalne aktorskie trio: Monroe, Lemmon (moim zdaniem ukradł film!) Curtis, ale i świetny drugi plan. Całość iskrzy się humorem i to na najwyższym poziomie. Po tylu latach "Pół żartem..." w ogóle się nie starzeje!

        Nie mogę się powstrzymać, żeby nie zacytować paru tekstów, znam je na pamięć :)

        Daphne/Jerry: "Jak one w tym chodzą? Jak utrzymują równowagę?"
        Josephine/Joe: "To kwestia umiejscowienia środka ciężkości"

        Daphne: "Popatrz jak ona się rusza. Jak galaretka na sprężynach. Jakby miała wmontowany motorek. Mówię Ci, to zupełnie inna płeć!"
        Josephine: "Czego się boisz? Nikt nie każe Ci rodzić dzieci".

        Dapne: "Czuję się nagi. Czuję, że wszyscy się na mnie gapią"
        Josephine: " Na takie nogi? Oszalałeś?"

        Sugar: "Jak mogę Ci się odwdzięczyć?"
        Dapne: "Na milion sposobów"

        Osgood: "Osgood Fielding Trzeci"
        Dapne:" Kopciuszek Drugi"

        Osgood:" Wspaniale mieć trochę świeżej krwi obok siebie"
        Dapne:" Mam grupę 0"

        Sugar: "Co to za ryba?" (ogromna, wisi na ścianie)
        Joe/milioner: "Chyba coś z rodziny śledzi"
        Sugar: "Zdumiewające, jak te ryby mieszczą się w takim małych słoikach?"
        Joe: "Kurczą się w marynacie"

        Josephine: "Nie jesteś na to za młody?"
        młody pracownik hotelu, który go podrywa: "Chcesz zobaczyć ...moje prawo jazdy?"

        Daphe: " Jestem zaręczony"
        Josephine: "Gratuluję. Kto jest szczęśliwą wybranką?"
        Daphne: "Ja"

        Josephine: "To prawdziwe diamenty!"
        Daphne: "Pewnie. A co myślałeś? Mój narzeczony to nie dziad"

        :)))


        • grek.grek Re: "Pół żartem pół serio" 27.07.14, 18:20
          w zasadzie, nie wiem co powiedzieć, bo znam ten film bardzo słabo, choć oglądałem [dawno temu, za siedmioma górami był smok imieniem Grek, który oglądał filmy w swojej pieczarze...].

          Twój post inspiruje mnie, by go sobie przypomnieć.

          cytaty brzmią zabawnie, nawet bez znajomości filmu [sądzę po sobie, ofk] :]
          • siostra_bronte Re: "Pół żartem pół serio" 27.07.14, 18:30
            No to Greku, musisz koniecznie obejrzeć ponownie!!!

            Na zachętę jedna z najlepszych scen (trochę pocięta), Daphne i Osgood szaleją na parkiecie:
            www.youtube.com/watch?v=4-qdvZDua9k
            • pani_lovett Re: "Pół żartem pół serio" 27.07.14, 19:21
              A ja na zachętę MM w romantycznej piosence ...

              www.youtube.com/watch?v=WQIvhotZSUw
            • grek.grek Re: "Pół żartem pół serio" 28.07.14, 13:13
              Twoje, i Wasze, opinie sa tak entuzjastyczne, że chyba nie mam wyboru :]

              dzięki za "próbkę mocy".
          • pepsic Re: "Pół żartem pół serio" 27.07.14, 21:46
            znam ten film bardzo słabo,
            !!!??? Nieee, Ty musisz żartować;)
            • pani_lovett Re: "Pół żartem pół serio" 27.07.14, 23:08
              pepsic napisała:

              > znam ten film bardzo słabo,
              > !!!??? Nieee, Ty musisz żartować;)

              No właśnie, Grek, wytłumacz się! ;)
            • grek.grek Re: "Pół żartem pół serio" 28.07.14, 13:14
              ;]
        • pani_lovett Re: "Pół żartem pół serio" 27.07.14, 19:13
          Podpisuję się pod tym , co napisałaś, Bronte. Wspaniała komedia. Bawi za każdym razem.

          To ja dodam finałowy dialog / skopiowany z wiki/ ze słynną końcową frazą "Cóż, nikt nie jest doskonały!"

          Daphne: Nie możemy się pobrać.
          Osgood: Dlaczego nie?
          Daphne: Cóż, w pierwszej kolejności, nie jestem naturalną blondynką.
          Osgood: Nieważne.
          Daphne: Palę! Palę cały czas!
          Osgood: Nie dbam o to.
          Daphne: Cóż, mam straszną przeszłość. Od trzech lat, żyję z saksofonistą. /hehe:) - ja/
          Osgood: Wybaczam ci.
          Daphne: Nie mogę mieć dzieci.
          Osgood: Możemy adoptować.
          Daphne: Ale nie rozumiesz, Osgood! (zdejmuje perukę) Ja jestem mężczyzną!
          Osgood: Cóż, nikt nie jest doskonały!
          • siostra_bronte Re: "Pół żartem pół serio" 27.07.14, 19:27
            Hehe, kapitalny i chyba najbardziej znany dialog filmu. A te miny jakie stroi Lemmon :)))
            • 82adrian Re: "Nieoczekiwana zmiana miejsc" 27.07.14, 19:31
              Dzisiaj o 20 na TVN-ie ''Nieoczekiwana zmiana miejsc'' - komedia twórcy ''Blues Brothers'' z Eddiem Murphy i Danem Aykroyd w rolach głównych. ''Książę i żebrak'' w nowoczesnej wersji, w której dominuje intryga za 1$.
            • pani_lovett Re: "Pół żartem pół serio" 27.07.14, 19:56
              > Hehe, kapitalny i chyba najbardziej znany dialog filmu. A te miny jakie stroi Lemmon :)))

              Hehehehe! Prawda. Daphne / Jerry jest coraz bardziej przerażony widząc determinację z jaką Osgood pragnie ożenić się z nim. :))

              A Osgood z niezmąconym spokojem odpiera wszelkie argumenty Daphne / Jerry'ego.
              Oto prawdziwa miłość! Kochać pomimo wszystko. :))
        • pepsic Re: "Pół żartem pół serio" 27.07.14, 21:28
          Tu się nie ma co certolić, bo to po prostu jest arcydzieło. I choć wydaje sie niemożliwe, M.Monroe jednak w cieniu genialnego Lemmona.
          • siostra_bronte Re: "Pół żartem pół serio" 28.07.14, 17:14
            Czyli całkowicie się zgadzamy. Tak, Lemmon jest genialny. W ogóle moim zdaniem to jedna z najlepszych ról aktorskich ever! Uwielbiam Marilyn, ale widać, że nie była wtedy w najlepszej formy (może z powodu ciąży).
            • pepsic Re: "Pół żartem pół serio" 28.07.14, 18:05
              Tak jest!
              O, tego nie wiedziałam. Może to paradoksalnie zaważyło na klasie filmu?
            • pani_lovett Re: "Pół żartem pół serio" 28.07.14, 18:58
              Też nie widziałam o stanie MM.
    • grek.grek przegląd filmów Saury na bis w Kulturze 26.07.14, 16:05
      o 20:10 "Nakarmić kruki"
      22:20 "Mrożony peppermint"

      jakbyście nie widzieli "oryginałów", albo koniecznie musieli na drugą nogę.. :]

      • siostra_bronte Re: przegląd filmów Saury na bis w Kulturze 26.07.14, 16:24
        Dobrze, że przypominasz.
        • grek.grek Re: przegląd filmów Saury na bis w Kulturze 27.07.14, 11:36
          jakże bym mógł inaczej :]

          niestety, miałem dziś napisać o "Do utraty tchu", ale nie znalazłem żadnego pliku z tym filmem z napisami polskimi, nie mówiąc o lektorze. zatem - tym razem nie sterroryzuję Was "klasykiem" żadnym :]

          ale mam już nowy tytuł, sprawdziłem - jest polska wersja językowa [heh], więc z przyjemnością [zawsze mam nadzieję, ze obopólną] o tym filmie napiszę. na pewno go nie mamy na rozkładzie, a to też mi przyświeca w tej działalności - opisać te filmy które, wg mnie, warto byśmy mieli w archiwum.
          • siostra_bronte Re: przegląd filmów Saury na bis w Kulturze 27.07.14, 14:48
            Jestem bardzo ciekawa, jaki film wybrałeś :)
            • grek.grek Re: przegląd filmów Saury na bis w Kulturze 27.07.14, 15:33
              jak zawsze, ja z kolei jestem ciekaw, czy się Tobie - i Wam - spodoba ten wybór :]
            • grek.grek Re: przegląd filmów Saury na bis w Kulturze 27.07.14, 18:14
              źle napisałem.

              ma być :
              ja, jak zawsze, jestem ciekaw jak Wam się spodoba ten film [wybór].

              o, teraz jest alles gutes.
          • pani_lovett Re: przegląd filmów Saury na bis w Kulturze 27.07.14, 17:40
            Przyjmiemy z przyjemnością każdą opowieść, którą nam podarujesz. :)
            • grek.grek Re: przegląd filmów Saury na bis w Kulturze 27.07.14, 18:12
              jesteście najlepsi :]

              film będzie nieco młodszy niż ostatnie, ale nie młody, taki w średnim wieku. w ogóle, ten i następny jeszcze planuję własnie z tego przedziału... wiekowego.

              podejrzewam, że Was zaskoczę :]. już obejrzałem, postaram się jak najszybciej o nim napisać.
              • siostra_bronte Re: przegląd filmów Saury na bis w Kulturze 27.07.14, 18:14
                Miło nam :)

                Strasznie jestem ciekawa, co to za film.
                • grek.grek Re: przegląd filmów Saury na bis w Kulturze 27.07.14, 18:17
                  :]

                  reżyser z pierwszej ligi, film znany nieco mniej niż 2-3 jego najbardziej rozpoznawalne tytuły.
              • pani_lovett Re: przegląd filmów Saury na bis w Kulturze 27.07.14, 19:35
                Ha! Brzmi intrygująco. Czekamy zatem.

                > ogóle, ten i następny jeszcze planuję własnie z tego przedziału... wiekowego.

                Czy to znaczy ten film będzie Twoim rówieśnikiem?

                • grek.grek Re: przegląd filmów Saury na bis w Kulturze 28.07.14, 13:17
                  skądże, będzie starszy :]
                  • pani_lovett Re: przegląd filmów Saury na bis w Kulturze 28.07.14, 18:57
                    grek.grek napisał:

                    > skądże, będzie starszy :]

                    OK :)
            • siostra_bronte Re: przegląd filmów Saury na bis w Kulturze 27.07.14, 18:15
              Barbasiu, wróciłaś nareszcie :)
              • pani_lovett Re: przegląd filmów Saury na bis w Kulturze 27.07.14, 19:40
                Pozdrówka gorące, Bronte! :)
    • grek.grek Wenecja'14 już się zbliża, już puka do... 26.07.14, 16:10
      71. raz :] start dopiero za miesiąc, ale... dopiero czy już - czas jest pojęciem względnym, hehe.

      zapowiedź :
      film.wp.pl/id,144304,title,20-filmow-w-konkursie-o-Zlotego-Lwa-na-festiwalu-w-Wenecji,wiadomosc.html
      • pani_lovett Re: Wenecja'14 już się zbliża, już puka do... 27.07.14, 21:01
        Już za miesiąc! Zatem będziemy śledzić doniesienia z Wenecji.

        Wakacje w Wenecji , marzenie ... :))
    • grek.grek "Germinal" [i "Fan"] na bis w Stopklatce 27.07.14, 12:54
      "Germinal" o 22:05
      "Fan" o 1:25

      z tego, co pamiętam, "Germinalem" się zajadaliśmy.
      "Fan" przeszedł bez echa ;].

      po części słusznie, bo po dobrym początku scenariusz zaczyna szaleć i dochodzi do nieprawdopodobieństw kompletnie odbierających temu filmowi wartość, pchających go w wulgarną akcyjność i nawet surrealizm momentami. nie zawodzi wszakże Robert De Niro,
      grając mistrzowsko faceta z zaburzeniami psychicznymi, tym razem na punkcie sportowca,
      ze źródłem w zdziecinnieniu, a raczej niemożności wyjścia z dziecięcego świata własnej
      przeszłości.
      • siostra_bronte Re: "Germinal" [i "Fan"] na bis w Stopklatce 27.07.14, 14:33
        Tak, "Germinal" bardzo nam się podobał. Ale chyba mało kto się skusi, bo kończy się bardzo późno.
        • grek.grek Re: "Germinal" [i "Fan"] na bis w Stopklatce 27.07.14, 15:36
          wakacje są, może i czas wieczorową porą wydłużony jest u niektórych ? :]

          powtórki powtórki powtórki, Siostro :]; szkoda że telewizje wykorzystują "sezon ogórkowy" raczej na odgrzewanie kotletów niż na pokazywanie filmów, których nie chcą pokazywać w "sezonie właściwym" ze względu na ich brak walorów komercyjnych. ten rtodzaj tele-ignorancji chyba nigdy się nie zmieni.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka