Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2014 - 8 (vol 46)

    • pani_lovett Robin Williams nie żyje 12.08.14, 22:56
      wyborcza.pl/1,75475,16463399,Nie_zyje_znany_aktor_Robin_Williams__Mial_63_lata.html
      Ależ smutna wiadomość!

      Poznałam i polubiłam Robina Williamsa od pierwszego wejrzenia dawno temu, oglądając film "Stowarzyszenie umarłych poetów"...

      Żegnaj Robinie!
      [']

      • grek.grek Re: Robin Williams nie żyje 13.08.14, 12:15
        trudno coś rzec.
        dziś jest oficjalnie potwierdzenie samobójstwa.

        zostawił swoje role filmowe, więc... non omnis moriar :

        www.rp.pl/artykul/9146,1132826-Role-Robina-Williamsa.html
        trudne życie, ale lepsze trudne niż nijakie. nie zmarnował czasu.
      • grek.grek Re: Robin Williams nie żyje 13.08.14, 15:52
        z dzisiejszej GW, dużo linków do stosownych wywiadów ze Świętej Pamięci :

        wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,164654274,Robin_Williams_nie_zyje__Swiat_czeka_na_wyniki_sekcji.html#cuk
        może TVP powtórzy "Stowarzyszenie..." ? albo "Buntownika..." ? na razie chyba jeszcze... myślą ;]
      • siostra_bronte Re: Robin Williams nie żyje 13.08.14, 18:16
        Smutna wiadomość.
        • gryfny Re:R.I.P. Robin Williams 13.08.14, 20:06
          potwierdzam smutna,choc nie mam litosci dla samobojcow a jak to byla "choroba" to rodzina dala ciala na calego,kasy to tam chyba nie brakowalo na opiekuna-straznika?
          Pare fotosow z jego dorobku filmowego w smutku jednak "wklejam" .
          www.cinefacts.de/News-Features/Features/R-I-P-Robin-Williams-Die-15-staerksten-Rollen-des-Oscar-Preistraegers,1348227
          • pepsic Re:R.I.P. Robin Williams 14.08.14, 16:55
            Mi się wydaje, że jesteś zbyt surowy dla rodziny.
          • siostra_bronte Re:R.I.P. Robin Williams 15.08.14, 12:48
            Ostre i niesprawiedliwe. Mieli go pilnować non-stop? Przecież nie był ubezwłasnowolniony. Nigdy nie dowiemy się całej prawdy. Żona wydała oświadczenie, że miał początki choroby Parkinsona, to też zmienia trochę sytuację.
          • grek.grek Re:R.I.P. Robin Williams 15.08.14, 14:08
            "nie mam litosci dla samobojcow"

            pozostaje mieć nadzieję, ze nigdy nie będziesz miał raka, który sprawi Ci taki ból, jakby dzień po dniu obdzierano Cię żywcem ze skóry, a morfina będzie już za słaba, żeby Ci ulżyć.

            życie weryfikuje najbardziej nawet harde zapowiedzi i buńczuczne deklaracje.


            • gryfny Re:R.I.P. Robin Williams 15.08.14, 14:53
              dokladnie,trzeba mieć nadzieję
              • pepsic Re:R.I.P. Robin Williams 15.08.14, 23:56
                Gryfny, bez urazy, że tak wszyscy naskoczyli.
                • gryfny Re:R.I.P. Robin Williams 17.08.14, 13:29
                  eee tam ,nie ma urazy.
                  Znalazlem inne "przypadki "w histori....z tym Tolkiem Bananem jestem zaskoczony
                  film.wp.pl/idGallery,14782,idPhoto,397916,galeria.html?ticaid=11347d
    • grek.grek "Rysa", "Oczy bez twarzy" - powtórki Kulturowe 13.08.14, 12:27
      "Rysa", 20:10 w Kulturze.
      enty raz, ale świetnie jest wykreowany nastrój rosnącej paranoi i duchoty, z którego nie ma wyjścia, bo tropy są sprzeczne, a poszlaki, jak to one, zostawiają zawsze mały znak zapytania nawet przy okolicznościach czy materiałach wydawałoby się stuprocentowo przekonujących - i ten znak zapytania dominuje nad całą resztą; zaś aktorzy [Jankowska-Cieślak i Stroiński] tak znakomici, profesjonalni w swoich rolach, że i 3 raz można spróbować... prawdaż ? :]]

      Stopklatka mnie trochę zawodzi, a Was ?
      miałem nadzieję na więcej premier, liczne zmiany repertuaru, a tymczasem wybrali 50 filmów i wśród nich się nieustannie obracają.
      zapewne zależne to jest od pieniędzy, ale póki co dość średnio to wygląda.
      jak sądzicie ?

      21:45 "Oczy bez twarzy", w Kulturze.

      omawialiśmy kiedyś. nie tak całkiem dawno.
      świetny francuski dreszczowiec z 1960 roku, doskonale wymyślony, sugestywnie zmontowany, jeszcze z tej romantycznej epoki kina, kiedy chodziło nie o efekciarstwo i "zrobienie wrażenia", a o pobudzenie wyobraźni i intelektu widza.
      • siostra_bronte Re: "Rysa", "Oczy bez twarzy" - powtórki Kulturow 13.08.14, 18:15
        Jakoś do tej pory nie widziałam "Rysy". Pamiętam krótką, ale chyba krzywdzącą opinię o tym filmie jakiegoś krytyka, że żona przestaje sypiać z mężem, bo patriotyzm jej na to nie pozwala :)

        Zgadzam się, Stopklatka miała parę dobrych tytułów, ale o dłuższego czasu nic ciekawego nie pokazali. Ale wypatrzyłam kolejną powtórkę "Królowej Margot" w przyszłym tygodniu, oczywiście po nocy. Może wreszcie obejrzysz?

        Jeżeli ktoś nie widział "Oczu bez twarzy" to również polecam!
        • barbasia1 Re: "Rysa", "Oczy bez twarzy" - powtórki Kulturow 13.08.14, 21:22
          siostra_bronte napisał(a):

          > Jakoś do tej pory nie widziałam "Rysy". Pamiętam krótką, ale chyba krzywdzącą o
          > pinię o tym filmie jakiegoś krytyka, że żona przestaje sypiać z mężem, bo patri
          > otyzm jej na to nie pozwala :)


          Zdecydowanie krzywdząca opinia.
          I pan krytyk kompletnie nie rozumie kobiet.

        • grek.grek Re: "Rysa", "Oczy bez twarzy" - powtórki Kulturow 14.08.14, 11:58
          szczęściara z Ciebie, Siostro :] - za pierwszym razem "Rysa" wypada naprawdę bardzo dobrze, zatem - wg mnie, całe dobro przed Tobą :]

          pamiętam, Siostro, mam ten film na "mojej liście".

      • barbasia1 Re: "Rysa", "Oczy bez twarzy" - powtórki Kulturow 13.08.14, 21:48
        tak znakomici, profesjonalni
        > w swoich rolach, że i 3 raz można spróbować... prawdaż ? :]]
        Prawdaż.

        A mnie się wydaje, że pomimo zawieszonego znaku zapytania, pomimo niedopowiedzeń, niewyznanej prawdy wszystko wskazuje na to, że mąż nie jest bez winy.

        > 21:45 "Oczy bez twarzy", w Kulturze.

        Zamierzam oglądać.
        • grek.grek Re: "Rysa", "Oczy bez twarzy" - powtórki Kulturow 14.08.14, 12:06
          zdecydowanie masz rację, Barbasiu. jest wiele tropów wskazujących ten właśnie kierunek poszukiwań. ale... :]] no właśnie - zawsze to "ale", nie ma jednak - wg mnie - dowodów,
          czegoś co przesądzałoby rzecz.

          ale wiesz co jest sprytnego w tym filmie - ja myślę, że to iż w pewnym momencie cała ta opowieśc skręca w stronę psychiki bohaterki, jej osobistej wewnętrznej reakcji na całą sytuację.
          instrynktownego poszukiwania nowej tożsamości, nowego życia, pozostawienia za sobą tej całej
          przeszłości. może nie w 100 procentach wyjaśnionej, ale - jak celnie zauważyłaś : wskazującej że mąż ma za kołnierzem niejedno.

          swoją drogą, sytuacja naprawdę obciążająca głowę : oni się przecież kochali, on był jej wierny, troskliwy, opiekuńczy, mają dzieci, zgodnie żyli, wspierali się... aż tu nagle - trach, i jakże możliwa-możliwość, że to punktem wyjściowym całego tego udanego życia była prowokacja Bezpieki... prawdaż ? co zrobić z takim złamanym życiem ? może tylko to, co bohaterka w finale ?
          • barbasia1 Re: "Rysa", "Oczy bez twarzy" - powtórki Kulturow 14.08.14, 18:32
            Jest wiele dowodów / patrz: post Pepsic/, brakuje tylko wyznania całej prawdy, wyjaśnienia pana męża, któremu chyba brakuje na to odwagi.


            > ale wiesz co jest sprytnego w tym filmie - ja myślę, że to iż w pewnym momencie
            > cała ta opowieśc skręca w stronę psychiki bohaterki, jej osobistej wewnętrznej
            > reakcji na całą sytuację.


            Tak.

            > swoją drogą, sytuacja naprawdę obciążająca głowę : oni się przecież kochali, on
            > był jej wierny, troskliwy, opiekuńczy, mają dzieci, zgodnie żyli, wspierali si
            > ę... aż tu nagle - trach, i jakże możliwa-możliwość, że to punktem wyjściowym c
            > ałego tego udanego życia była prowokacja Bezpieki... prawdaż ?

            Prawdaż!

            > co zrobić z taki
            > m złamanym życiem ? może tylko to, co bohaterka w finale ?


            Tak. Zwłaszcza, że bohaterka zdaje się być osobą z zasadami, szczególnie czułą na punkcie lojalności.
            • grek.grek Re: "Rysa", "Oczy bez twarzy" - powtórki Kulturow 15.08.14, 14:04
              zaczynam się skłaniać ku Waszej wersji :]

              i jak sobie przypominam ten film, to chyba JEDNAK, wbrew temu co mi sie wydawało, kwestia winy męża zaczyna schodzić na drugi plan, a jego linia obrony w istocie nie dotyczy już tego, czy faktycznie był szpiegiem i podstawionym agentem, ale tego że przecież później spędzili ze sobą całe życie i on wiele razy udowodnił jej swoją miłośc, oddanie i szacunek.

              mąż mówi o tym trochę jako o rzeczach, które mają negować podejrzenie, że mógł on być esbekiem, ale chyba jednak bardziej już chodzi nie o obronę jego prowieniencji, ale o obronę tych właśnie dowodów troski i poświęcenia, które dał na przestrzeni kolejnych lat i dekad.

              w sumie, film o tym jak bezmyślna, tępo robiona lustracja niszczy losy ludzi. poszkodowanymi nie są esbecy, oni sobie siedzą na werandzie i piją herbatę, a drugi raz w tyłek dostają ich ofiary. tym razem od tzw. poszukiwaczy prawdy i zwolenników pełnej otwartości.

              po co żonie wiedza o tym, co było kiedyś ? ma dobre życie, świetnie się dogaduje z mężem, przeszłości nie da się odwrócić, wiedza o niej jest szkodliwa i zbyteczna, destrukcyjna.

              to tak jakby mąz dowiedział się, ze wspaniała i cudowna żona, z którą od 40 lat jest szczęsliwy, jak miała 20 lat to przez rok była prostytutką - po co mu taka wiedza ? po co ten Życzliwy przekazuje mu tę "prawdę" ? co to ma za znaczenie, co było 40 lat temu ? czy te 40 lat nie dowiodło, że był to tylko epizod, moment w życiu, coś czego już dawno nie ma i co kompletnie nie ma już znaczenia dla tych dwojga ludzi ? a jesli trafiłoby na wrażliwego gościa, to mógłby poczuć do żony obrzydzenie takie samo, jakie żona czuje do męza w "Rysie".

              absolutnie potrzebny film i przenikliwy, nieprawdaż ?
              • pani_lovett Re: "Rysa", "Oczy bez twarzy" - powtórki Kulturow 16.08.14, 18:28
                > w sumie, film o tym jak bezmyślna, tępo robiona lustracja niszczy losy ludzi. p
                > oszkodowanymi nie są esbecy, oni sobie siedzą na werandzie i piją herbatę, a dr
                > ugi raz w tyłek dostają ich ofiary. tym razem od tzw. poszukiwaczy prawdy i zwo
                > lenników pełnej otwartości.


                Wg mnie odwrotnie. To film o tym, że warto postępować przyzwoicie, warto być uczciwym wobec innych, odpowiedzialnym za swoje czyny człowiekiem, bowiem prawda o nieuczciwości prędzej czy później wyjdzie na światło dzienne i to w momencie, kiedy człowiek najmniej się tego spodziewa.


                Ja z kolei broniłabym postawy żony. To osoba z zasadami, dla której uczciwość , lojalność, odpowiedzialność za swoje czyny to nie są puste hasła i dlatego nie może poradzić sobie ze świadomością, że jej związek (miłość) został ufundowany na fałszu, kłamstwie, na zdradzie. Zresztą owa gra, w którą uwikłany został jej mąż, trwać musiała przecież jeszcze wiele lat. Trudno w takiej sytuacji nie nie myśleć z przerażeniem , co w takim związku było prawdą, a co fałszem, cynicznym udawaniem.


                Nie poczułbyś obrzydzenia do kobiety, gdybyś dowiedział się, że przez lata donosiła służbom także o waszym intymnym pożyciu, o nieudanym seksie, o intymnych szczegółach?

                > to tak jakby mąz dowiedział się, ze wspaniała i cudowna żona, z którą od 40 lat
                > jest szczęsliwy, jak miała 20 lat to przez rok była prostytutką - po co mu tak
                > a wiedza ? po co ten Życzliwy przekazuje mu tę "prawdę" ? co to ma za znaczenie
                > , co było 40 lat temu ? czy te 40 lat nie dowiodło, że był to tylko epizod, mom
                > ent w życiu, coś czego już dawno nie ma i co kompletnie nie ma już znaczenia dl
                > a tych dwojga ludzi ? a jesli trafiłoby na wrażliwego gościa, to mógłby poczuć
                > do żony obrzydzenie takie samo, jakie żona czuje do męza w "Rysie".


                Mógłby poczuć obrzydzenie i miałby do tego prawo, imo.




              • pepsic Re: "Rysa", "Oczy bez twarzy" - powtórki Kulturow 17.08.14, 16:50
                lustracja niszczy losy ludzi.
                Można pójść dalej, morderców i złodziei też nie osądzać, bo życie prywatne i zawodowe im się posypie.
      • pepsic "Oczy bez twarzy" /"Rysa" 14.08.14, 17:14
        Dzięki za podpowiedź. Obejrzałam "Oczy..." z prawdziwą przyjemnością, jeśli jest to właściwe słowo. Myślę, że Almodóvar też w swoim czasie oglądał. Skojarzenia są jednoznaczne.

        Co do "Rysy", Greku, jeśli pamiętasz. Dowodem niepodważalnym świadczącym na niekorzyść jest materiał w groszki (kremplina - zdjęcia i kwity).

        Zgadzam się, co do Stopklatki, nie dość, że wciąż serwuje powtórki, to podkrada tematy z innych kanałów, jak Kino Polska i jeszcze te reklamy.
        • barbasia1 Re: "Oczy bez twarzy" /"Rysa" 14.08.14, 17:46
          pepsic napisała:

          > Myślę, że Almodóvar też w swoim czasie oglądał. Skojarzenia są jednoznaczne.

          Yes. Almodovar inspirował się tym filmem.


          > Co do "Rysy", Greku, jeśli pamiętasz. Dowodem niepodważalnym świadczącym na nie
          > korzyść jest materiał w groszki (kremplina - zdjęcia i kwity)

          Tak to jeden z mocnych dowodów. Niemniej mąż nie zdobył się na przyznanie się do winy.
        • grek.grek Re: "Oczy bez twarzy" /"Rysa" 15.08.14, 13:55
          yes :]
          świetnie, że Ci się podobał ten film.

          to mocna rzecz, w materiale dowodowym z pewnością nie do podważenia, bez dwóch zdań.
          świetnie, że zwróciłaś na to uwagę.

          może zatem chodzi w tym wszystkim już nawet nie o to, czy on był tym bezpieczniakiem podstawionym, ale o to, czy przez te wszystkie lata spędzone z nią - nie zrehabilitował się ?

          orajt, związek zaaranżowany był na zasadzie podstawienia pannie szpiega, który miał mieć dostęp do jej ojca, ale przecież później ten szpieg został jej mężem, ojcem dzieci, wykazał się w wielu sytuacjach życiowych prawdziwą troską wobec niej, wspierał ją, ona jego - czy wspólne życie nie wymazuje tego prologu ? czy on nie dowiódł swego oddania jej, może nawet miłości ?
          zaczął od szpiega, ale później mógł się przecież w to naprawdę zaangażować i ją pokochać, dał na to liczne świadectwa.

          może więc tutaj jest kluczowa rzecz w tym filmie ?

    • grek.grek Kobra : "Mord w hurtowni" 20:10 14.08.14, 12:10
      skoro dziś czwartek, to mamy Kobrę w Kulturze.

      tytułowe zabójstwo.
      ofiara - sekretarz Rady Zakładowej.
      śledztwo prowadzone przez kapitana milicji, tym razem dzielnego MO-owca gra Czesław Wołłejko.

      jak sądzę, skaczemy w ciemno ? :]]
      • pani_lovett Re: Kobra : "Mord w hurtowni" 20:10 14.08.14, 16:43
        Skaczemy! :)
      • pepsic Re: Kobra : "Mord w hurtowni" 20:10 14.08.14, 16:51
        Cóż za wyrafinowany tytuł i jakowyż wdzięczne postaci;)
        • barbasia1 Re: Kobra : "Mord w hurtowni" 20:10 14.08.14, 17:40

          pepsic napisała:

          > Cóż za wyrafinowany tytuł i jakowyż wdzięczne postaci;)

          Hehehe!
      • siostra_bronte Re: Kobra : "Mord w hurtowni" 20:10 14.08.14, 17:35
        Ostatnio oglądam tylko Kobry :)
        • grek.grek Re: Kobra : "Mord w hurtowni" 20:10 15.08.14, 13:45
          i jak Ci się podobała wczorajsza, Siostro ?

          jak się Wam podobała, Czcigodni ?

          wg mnie, Wołłejko zagrał brawurowo - ciekawe, czy jego postać zgrywa się w tej swojej na wpół histerycznej, chaotycznej gmatwaninie gestów i załamywań rąk, nie mówiąc o głosie :]], czy to tylko sprytna poza, która ma uśpić czujność podejrzanych, by umożliwić złapanie ich na jakimś kłamstewku czy nieścisłości w zeznaniach ? jakkolwiek by jednak nie było, Wołłejko dał popis.

          w sumie, wyszła z tego akcja całkiem zabawna. takich komicznych przekrętasów, jak ta czwórka podejrzanych, to ze świecą szukać w kinie czy teleteatrze :] a Wołłejko celebrujący i mocno akcentujący komiczne oraz efektowne załamywanie-się-z-powodu-ich-cynizmu dodawał tylko barw tej hucpie.

          w sumie, rozwiązanie jakżeż banalne, prawda ? mnie się zdawało, że próba ukrycia tego przycisku do papieru, czy to było ? [głowię się i nie mogę sobie przypomnieć..? swoją drogą, ten numer z kupnem 500 tych "przycisków" i cała dalsza procedura przekrętu - też chytra, hehe], przez troje z podejrzanych dowodzi tego, że zabili gościa zespołowo, bo ich przejrzał, bo miejsce na liście, bo jeden mniej do podziału łupów z kolejnych akcji za publiczne pieniądze, bo inne rzeczy... Zabili go razem - wydawało się, że teraz tylko milicjant musi z nich wyciągnąc, kto mu dał po głowie tym "przyciskiem do papieru", bo że reszta jest współwinna, to pewne jak amen w pacierzu.

          podstęp milicjanta trochę naiwny, nie uważacie ?
          ale w sumie, cała ta sztuka była lekka, jak na kryminał, więc - why not ?
          a wnioski ?
          wypadki chodzą po ludziach ? :]

      • barbasia1 Re: Kobra : "Mord w hurtowni" 20:10 15.08.14, 13:42
        Kobra z przymrużeniem oka. :) Rozwiązanie sprawy "mordu z hurtowni" idealnie pasowało do przyjętej konwencji.

        I fajny tekst -
        - Ma pani męża?
        - Mam samochód. :))
        • grek.grek Re: Kobra : "Mord w hurtowni" 20:10 15.08.14, 13:49
          hehe, świetne :]

          albo kiedy milicjant mówi do tej jejmości pod tytułem, Lolobrigida To MOże Ze MNie NIe Jest ;] [pani Lipiec ?] sugerująco :
          "Ja mogę o wszystkim zapomnieć, ale tylko wtedy, jesli pani musi sobie wszystko przypomni"

          świetny też gość grany przez Bogdana Baera - typowy bezczułkowaty cwaniaczek z wąsikiem i "hihihi"-charakterem cynika i małego cinkciarza ;]] rewelacyjnie zagrana rola.
          • barbasia1 Re: Kobra : "Mord w hurtowni" 20:10 15.08.14, 13:58
            > albo kiedy milicjant mówi do tej jejmości pod tytułem, Lolobrigida To MOże Ze M
            > Nie NIe Jest ;] [pani Lipiec ?]

            Pani Łapka!

            Tak. Tak. :)

            Jeszcze dobry tekst miała księgowa, dosłowny cytat mi z głowy niestety, a mniej więcej chodziło o to, że "miś" / futerko z misia podarowane przez kochanka księgowej, kierownika hurtowni/ nie przesądza o zachowaniu wierności.
            Księgowa zdradzała kierownika hurtowni z magazynierem.

            • grek.grek Re: Kobra : "Mord w hurtowni" 20:10 15.08.14, 17:41
              yes ! masz świetną pamięć, Barbasiu :]

              haha, tak, coś takiego padło, świetne to było. w ogóle, dialogi są doskonałe, no i tych onelinerów też by się nazbierało, jakby wszystkie zliczyć.

              tytuł obcesowy, ale zawartość znacznie lżejsza, w związku z czym ten "mord" brzmi bardzo ironicznie.
              • barbasia1 Re: Kobra : "Mord w hurtowni" 20:10 16.08.14, 16:10
                grek.grek napisał:

                > yes ! masz świetną pamięć, Barbasiu :]
                Podgłośniłam telewizor, żeby lepiej słyszeć dialogi i przy okazji dobrze usłyszałam nazwisko pani.


                > haha, tak, coś takiego padło, świetne to było. w ogóle, dialogi są doskonałe, n
                > o i tych onelinerów też by się nazbierało, jakby wszystkie zliczyć.

                O tak. :)

                > tytuł obcesowy, ale zawartość znacznie lżejsza, w związku z czym ten "mord" brz
                > mi bardzo ironicznie.

                Zwłaszcza, że mordu nie było.
                Zrozumiałam z dochodzenia / kiedy kapitan ukrył się pod czarna folia by podsłuchać pracowników hurtowni /, że sekretarz Rady Zakładowej zmarł na zawał serca, dowiedziawszy się o licznych nadużyciach finansowych i przestępstwach gospodarczych dokonywanych przez pracowników hurtowni!??


                • grek.grek Re: Kobra : "Mord w hurtowni" 20:10 16.08.14, 17:44
                  i ja miałem głośnośc 4 razy wyższą niż zazwyczaj ;]

                  yes, podsłuchał ich na osobności i w ten sposób zrozumiał, że sekretarz zdenerwował się, zasłabł, wyrżnął głową w ten "przycisk do papieru" i padł martwy.
                  • pani_lovett Re: Kobra : "Mord w hurtowni" 20:10 16.08.14, 17:48
                    Czyli dobrze zrozumiałam. Dzięki! :)
            • pepsic Re: Kobra : "Mord w hurtowni" 20:10 15.08.14, 23:28
              Księgowa zdradzała kierownika hurtowni z magazynierem.
              Tekst miesiąca :)))
              • barbasia1 Re: Kobra : "Mord w hurtowni" 20:10 16.08.14, 15:55
                Na język przetłumaczyłam żart sytuacyjny. ;)

                Magazynier zresztą w w zabawny sposób komentuje niewierność księgowej. Mówi coś takiego do kierownika hurtowni: "Ona najpierw zdradzała mnie z panem. A potem zdradzała pana ze mną". ;)
        • barbasia1 Re: Kobra : "Mord w hurtowni" 20:10 15.08.14, 13:50
          W rolę kierownika hurtowni wcielił się Mieczysław Pawlikowski, niezapomniany pan Zagłoba. A'propos znalazłam wczoraj wielce ciekawą informację o Pawlikowskim. Otóż podczas II wojny światowej był on lotnikiem RAF-u w polskich Dywizjonach 300 i 301.
    • grek.grek kino czwartkowe - bardzo powtórkowe 14.08.14, 12:24
      poza Kobrą - same filmowe powtórki :

      TVP 2, 23:05 "Uwikłanie" - wg mnie, nieudany film, pastelowa sensacja bez atmosfery zagrożenia, z marnie rozrysowanymi postaciami.

      TVP2, 1:20 : późno bardzo, "Miasto prywatne" - jest w archiwum, a zawsze można spróbowac obejrzeć :] skok wstecz, początek Nowej Polski, po 89 - w chaosie postsocjalistycznym zaczyna się rodzić cwana i bezkarna mafia, wchodzi w układy z politykami. polskie koleje losy na przykładzie grupy kolegów z podwórka - kiedyś chuliganów i drobnych kryminalistów, a po upadku systemu szukających swojego miejsca w nielegalnej kontrabandzie, ściganiu haraczy i brataniu się ze skorumpowanymi posłami i senatorami. pośrodku - wątek przyjaźni i rywalizacji dwóch kolegów [dobre role Lindy i Kozłowskiego].

      Kultura.
      21:35 "Do szpiku kości" z Jennifer Lawrence,
      23:25 "Ostatnie dni" Van Santa z Michaelem Pittem, luźno nawiązujące do biografii Cobaina. mało dialogów, mało akcji, generalnie film skupiony na obserwacji zachowań odseparowanego od społeczeństwa, w swoim dużym domu, bohatera [muzyka]. najpewniej pogrązonego w depresji.

      oba omawialiśmy już kiedyś, więc tak jakoś nie dodaję komentarza, może Wy się pokusicie o kilka słów ? :]

      w każdym razie - dobre, niezłe filmy, ale pokazywane nonstop od 2-3 lat.
      • barbasia1 Re: kino czwartkowe - bardzo powtórkowe 14.08.14, 17:41
        Dobrze, że jest Kobra. :)
    • grek.grek "Uprowadzona Alice Creed" riplej w Kulturze 15.08.14, 14:47
      0 22:35

      w takich momentach żałuję, że oglądałem jakiś film i nie zostanę znów zaskoczony.

      jeśli nie oglądaliście "Uprowadzonej..." - zachęcam Was, bardzo ciekawa konstrukcja, świetny scenariusz, gra psychologiczna i twisty, które co i rusz zmieniają perspektywę. naprawdę doskonale się to ogląda. pierwszorządny thriller.

      w archiwum jest spoiler, ale ma 2 wady :
      a] jest mojego autorstwa
      b] w naturalny sposób w tym momencie byłby niestosownością ;]

      udanego seansu, Czcigodni.
      • pepsic Re: "Uprowadzona Alice Creed" riplej w Kulturze 15.08.14, 23:49
        Moja opinia była dużo mniej entuzjastyczna, również uroda głównej bohaterki jakoś mnie nie powalała;) Owszem całkiem interesujący początek z nadziejami na więcej, a potem proza życia, nuda i powielanie kopii.
        • grek.grek Re: "Uprowadzona Alice Creed" riplej w Kulturze 16.08.14, 14:36
          ja do pani aktorki nie mam najmniejszych zastrzeżeń :]

          obejrzałem wczoraj po raz drugi i już na spokojnie[j] zauważyłem jednak kilka błędów scenariuszowych.

          primo, jakim trafem policja nie namierzyła ich komputera, z którego wysłali ojcu dziewczyny zdjęcia porwanej ?

          secundo, jakim cudem Vic zdołał podjąć okup, skoro policja cały czas [sam to stwierdził] współpracowała z ojcem porwanej ? to się w realu nie udaje - zawsze przestępcy wpadają właśnie podczas podejmowania okupu, co jest rzeczą, wydaje się, naturalną, biorąc pod uwagę wszelkie okoliczności sytuacyjne.

          tertio, jakim trafem Vic nie zauważył leżącej przy łózku łuski po naboju ? idąc do łózka z zupą dla dziewczyny powinien był zauważyć, a tymczasem Danny i ona czynią starania by tę łuskę jakoś sprzątnąć niepostrzeżenie JUŻ w momencie, kiedy Vic siedzi przy łózku i karmi ją.

          quatro, jakim cudem Vic nie zauważył naboju tkwiącego w ścianie ? przez cały czas podkreślana jest na sto sposobów jego czujność i wręcz paranoiczna podejrzliwość, a także spostrzegawczość, a TO ! tak widoczne jak kotlet na patelni - przeoczył ? :]

          uff, parę gaf jest, ale - wg mnie, to jednak jest niezły thriller. będę w kontrze do Ciebie :]
          troje aktorów, akcja przez 90 % czasu w dwóch pokojach i łazience, minimum środków, liczne zmiany sytuacji, dobra psychologia i uzasadnione twisty, wreszcie dobra puenta, ironiczna i przewrotna. no i, wg mnie, znakomici aktorzy, wszyscy troje :]]
          • pepsic Re: "Uprowadzona Alice Creed" riplej w Kulturze 16.08.14, 16:07
            Jakoś nie mam ani cienia wątpliwości.

            Ps. Przy kolejnje powtórce spróbuję się zmierzyć z Twoimi zapytaniami, bo bez tego ani rusz:)
    • grek.grek co tam w kinie, Chińczyki mocno się trzymają ? 15.08.14, 14:54
      primo, nowa odsłona Scarlett Johanson w "Lucy" Luca Bessona :

      film.onet.pl/artykuly-i-wywiady/scarlett-johanssson-koniec-z-sekssymbolem/zlbks
      www.rp.pl/artykul/9146,1133467-Lucy--Wrog-i-Bobry-w-kinach.html
      secundo, ostatni film Phillipa Seymoura Hoffmana "Bardzo poszukiwany człowiek", ponoć zagrał wybitnie, więc kto wie - Oscar pośmiertny ? :
      film.wp.pl/id,30897,rid,64680,title,Czlowiek-kontra-system,type,editor,film_recenzja.html
      wybieracie się ? :]
      • barbasia1 Re: co tam w kinie, Chińczyki mocno się trzymają 15.08.14, 16:27
        A w naszym Multikinie chwilowo brak repertuaru! Żenujące.


        Na ostatni film Phillipa Seymoura Hoffmana można by się wybrać!?

        Dzięki za wieści kinowe. :)
        • grek.grek Re: co tam w kinie, Chińczyki mocno się trzymają 15.08.14, 17:46
          dzięki :]

          na pewno za chwilę wrzucą jakieś tytuły, musi się kręcić :]

          o, na pewno, ponoć ostatnia scena jest bardzo sugestywna, pięknie się symbolicznie odnosi do
          faktu, że to ostatni film Hoffmana.

          a co powiesz nt. nowego imidżu Scarlett jako lokowanej brunetki ?
          zaś fabuła "Lucy" wygląda mi na powtórkę z "Nikity" ? czyżby Besson zaczął odcinać kupony od swoich klasyków ?
          • pani_lovett Re: co tam w kinie, Chińczyki mocno się trzymają 16.08.14, 18:45
            Jeśli wrzucą, to będą to bajki dla dzieci oraz amerykańskie superprodukcje tyleż kosztowne, co puste. Taki repertuar dominuje po zmianie i przejęciu kina przez MULTIKINO. Na palcach jednej ręki można zliczyć wartościowe produkcje, jakie pojawiły się w ubiegłym roku. :/

            > a co powiesz nt. nowego imidżu Scarlett jako lokowanej brunetki ?

            Brunetka? Na zdjęciach z filmu ma blond włosy!? Raz chyba ma perukę z długimi ciemnymi włosami (zdjęcie nr 9), ale nie jest to chyba zmiana, która może zrobić wrażenie na kimkolwiek. ;)

            www.filmweb.pl/film/Lucy-2014-687712/photos/504745
            Film można zobaczyć ze względu na nazwisko reżysera, ale żeby zaraz iść na niego do kina, to nie koniecznie, myślę.

            Właśnie. Jak to jednak trudno wymyślić coś oryginalnego!
            • grek.grek Re: co tam w kinie, Chińczyki mocno się trzymają 17.08.14, 17:55
              pech ! no ale kto wie, może i jakieś warte obejrzenia superprodukcje się objawią i wtedy będzie jak znalazł :}

              o, faktycznie.
              zasugerowałem się fotografią w tym linkowanym artykule z Onetu, a to najwyraźniej nie było jednak zdjęcie z "Lucy".
              cofam zatem sugestię :]]

              ha, w tym "skoku na Nikitę", chyba nazwisko SCarlett Johansson miało być całą nowością ;] ale tak zupełnie serio, to możliwe iż sam koncept wedle którego dziewczyna nagle zaczyna "wykorzystywać max możliwości mózgu" prowadzi do jakichś ciekawych obserwacji antropolgocznych ? chociaż, coś czuję, że to jednak będzie/jest zdecydowanie film zdecydowanej akcji, a Ty ? :]
              • pani_lovett Mam! Mam! Idę do kina na ... :))} 17.08.14, 23:06
                najnowszy film Woody'ego Allena - "Magię w blasku księżyca". Właśnie dziś wpadła mi w oczy i uszy reklama tego filmu w Polsacie.

                www.filmweb.pl/film/Magia+w+blasku+ksi%C4%99%C5%BCyca-2014-691927

                > pech ! no ale kto wie, może i jakieś warte obejrzenia superprodukcje się objawi
                > ą i wtedy będzie jak znalazł :}

                Hehehe! :)

                ale tak zupełnie serio, to możliwe iż sam koncept wedle którego dzie
                > wczyna nagle zaczyna "wykorzystywać max możliwości mózgu" prowadzi do jakichś c
                > iekawych obserwacji antropolgocznych ?

                Nie dziewczyna tylko c z ł o w i e k! ;)

                Słyszałam kiedyś wypowiedź jakiegoś naukowca, że z niewykorzystywaniem przez człowieka całego potencjału mózgu to bzdura. Gdyby człowiek mógł wykorzystywać więcej owych mitycznych procent, to już dawno, by to robił.

                chociaż, coś czuję, że to jednak będzie/
                > jest zdecydowanie film zdecydowanej akcji, a Ty ? :]


                Po obejrzeniu trailera też tak myślę. :)
                www.filmweb.pl/video/zwiastun/nr+1-33154
                • pani_lovett Re: Mam! Mam! Idę do kina na ... :))} 17.08.14, 23:13
                  Już się cieszę! :)))
                  Ciekawe czy w naszym MULTImarnymKINIE pokażą? Jeszcze nie ma repertuaru na przyszły piątek!?
    • grek.grek na okolicznośc Alfredowej 115-tki 15.08.14, 14:58
      gość kręcił stylowe filmy, wykreował stuprocentowo skuteczny sposób narracji, parę gatunkowych majstersztyków wydziobał, i zapewne nie byłoby tego wszystkiego bez drugiej strony medalu :

      www.rp.pl/artykul/9155,1132952-115-urodziny-Alfreda-Hitchcocka.html
    • grek.grek zm. Lauren Bacall 15.08.14, 15:07
      Mr Williams zawinął się efektownie, a w tle niepostrzeżenie ostatnie tchnienie wydała Lauren Bacall.

      httpL//wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,16469740,Nie_zyje_Lauren_Bacall__Gwiazda_kina_miala_89_lat.html


      pamiętam przegląd filmów z Bogartem, który kiedyś... trzymajcie się mocno, TVP zaserwowała. tam właśnie poznałem tę znakomitą aktorkę - konkretnie w filmie "Wielki sen" Howarda Hawksa.
      a później jeszcze w "Mrocznym przejściu".

      wiele zatem nie mogę powiedzieć, to raptem dwa filmy... ale w tych dwóch filmach grała naprawdę wspaniale i urodą zachwycała. zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że przyćmiewała Humphreya Bogarta, co można by uznać za prawdziwe osiągnięcie, ze względu na ekranowy styl bycia tego aktora.

      jakie są Wasze wspomnienia ?
      • siostra_bronte Re: zm. Lauren Bacall 15.08.14, 15:28
        Dzięki, Greku.

        Sama chciałam coś napisać, ale pomyślałam, że o Bacall mało kto już pamięta. Nie doceniłam Cię :) Widziałam kilka wczesnych filmów Bacall, ale dosyć dawno. Kojarzy mi się z wielką klasą i niebanalną urodą. Głównie jest znana jako partnerka Bogarta, ale zagrała też parę "solowych" ról, pamiętam ją z "Jak poślubić milionera" z Marilyn Monroe.
        • grek.grek Re: zm. Lauren Bacall 15.08.14, 17:50
          miło mi, Siostro :]

          pamiętamy :]
          w sumie, jak złożymy w całośc nasze doświadczenia z Bacall, to wyjdzie na to, że obejrzeliśMY całkiem sporo i znaMY ją całkiem nienajgorzej. praca zespołowa ;]
      • barbasia1 Re: zm. Lauren Bacall 15.08.14, 16:05
        A właśnie Lauren Bacall! Pięknego wieku dożyła.

        Zapamiętałam ją najbardziej w słynnej komedii pt. "Jak poślubić milionera", w którym grała z Marylin Monroe i Betty Grable. /Trzy piękne panie poszukują bogatych kandydatów na męża, najchętniej, jak w tytule, milionerów./ Nie wiem, czy ten film nie był też czasem pokazywany jeszcze w słynnym cyklu "Perły z lamusa". Pamiętam, że był kilkakrotnie powtarzany w naszej telewizji.

        Bohaterka grana przez Bacall Schatze Page to kobieta piękna, elegancka, inteligentna, to ona uświadamia mniej bystre koleżanki i przekazuje im swoją filozofię życiową, którą dobrze oddaje np. ten dialog :

        Loco Dempsey ( Betty Grable ) - Nie sądzisz, że jest on trochę za stary?
        Schatze Page - Bogaci mężczyźni nigdy nie są starzy. :))


        [']

        • barbasia1 Re: zm. Lauren Bacall 15.08.14, 16:10
          Schatze Page miał zresztą więcej tego rodzaju świetnych tekstów w tym filmie. Przydała by się powtórka filmu ...
        • barbasia1 Re: zm. Lauren Bacall 15.08.14, 16:31
          PS Panie są modelkami - jak doczytałam.
        • grek.grek Re: zm. Lauren Bacall 15.08.14, 17:57
          hahaha, świetna wymiana zdań :]

          co ciekawe, te aktorki naprawdę kapitalnie podawały te teksty, ten cynizm i oportunizm potrafiły sprzedać w tak lekki sposób, że budziło to tylko uśmiech.

          w artykule o Hitchocku i Grace Kelly, zalinkowanym powyżej, jest anegdota, która głosi jak to panna Kelly związała się z jakimś aktorem filmowym, a Hitchcock, który skrycie się w niej podkochiwał był strasznie zazdrosny.

          kiedy się spotkali we troje, przy jakiejś okazji, Hitchcock nagle zaczął prowokować oboje, seriami wygadując wulgaryzmy wszelakie. i nagle pyta złośliwie Kelly "Nie razi pani moje słownictwo ?", na co ona "Kiedyś chodziłam do szkoły klasztornej, i słyszałam tam rzeczy znacznie gorsze, a miałam wtedy 13 lat" :] podobno po tej ripoście poczciwy Alfred kochał się w niej jeszcze bardziej ;]
          • barbasia1 Re: zm. Lauren Bacall 16.08.14, 16:45
            Świetna anegdota. :) Dziś będę czytać ten zalinkowany przez Ciebie artykuł.
      • pepsic Re: zm. Lauren Bacall 15.08.14, 23:41
        Też jestem w szoku, bo to chyba pierwszy nekrolog zapodany przez Greka. Tak, Lauren Bacall to piękna kobieta, magnetyzująca, od której nie sposób oderwać oczy na ekranie.
    • pepsic "Pulp Fiction" wczoraj na stopklatce 15.08.14, 23:55
      Jakoś nie ma tu szczęścia, a moim zdaniem arcydzieło w swoim gatunku.
      • siostra_bronte Re: "Pulp Fiction" wczoraj na stopklatce 16.08.14, 13:43
        Chyba założyliśmy, że wszyscy widzieli ten film i to kilka razy :)
        • grek.grek Re: "Pulp Fiction" wczoraj na stopklatce 16.08.14, 14:37
          mój jutrzejszy klasyk, Siostro, z czasów technicoloru :] mam nadzieję, że Ci się spodoba.
          • grek.grek Re: "Pulp Fiction" wczoraj na stopklatce 16.08.14, 14:50
            ...i ofk Wszystkim ! :]
          • siostra_bronte Re: "Pulp Fiction" wczoraj na stopklatce 16.08.14, 14:55
            Brzmi świetnie! Czekam z niecierpliwością :)
      • grek.grek Re: "Pulp Fiction" wczoraj na stopklatce 16.08.14, 14:27
        absolutny majstersztyk :]

        ja nie mogę się przekonać do tych wersji tłumaczeń puszczanych w TV. dialogi są tam przecież [:)] najważniejsze, są solą tej całej awantury.

        "Pulp Fiction" pierwszy raz oglądałem z jakiejś pirackiej kopii, co mi ją sąsiad podrzucił mówiąc "Musisz to obejrzeć". no i wsiąkłem. miałem nawet plan, żeby mu nie oddać taśmy [to nie była jego, tylko pożyczona], udać że umarłem albo wyjechałem na zawsze, żeby tylko pozostać w jej posiadaniu :] nie pomyślałem, że można po prostu przegrać ją ;]]

        Ujęło mnie tłumaczenie dialogów, po prostu brawurowe, facet tak się wczuł w te teksty, tak kapitalnie sypał wulgaryzmami, że po prostu... symfonia dla uszu :] to jeden z tych filmów, w których przekleństwa są tak urzekające i tak kapitalnie wstawione w akcję i całą resztę, ze nie tylko nie rażą, ale bawią i... uczą, hehe.

        tak mi się ta pierwsza wersja wdrukowała w pamięć, że teraz każda kolejna telewizyjna mierna podróbka odstręcza mnie od oglądania tego filmu. nie umiem się w nim rozgościć. klątwa doskonałego tłumaczenia ;]
        • pepsic Re: "Pulp Fiction" wczoraj na stopklatce 16.08.14, 15:51
          Mam podobnie z dialogami w "Desperado" zabijającymi dowcip, gdzie kolejne tłumaczenia rozczarowują. Natomiast PF w wersji puszczanej na stopklatcee nie czepiałabym się. Dialogi oddają właściwego ducha, co stwierdzam na podstawie obejrzanej najbardziej kultowej etiudy, czyli randki z małżonką Marcusa. Ach, jak ten film jest dopracowany w każdym szczególe.

          "Pulp Fiction" oglądałam nawet w Niemczech bez znajomości języka;)
          • grek.grek Re: "Pulp Fiction" wczoraj na stopklatce 16.08.14, 17:45
            skoro tak, spróbuje może wersji Stopklatkowej. ostrożnie. i z otwartymi drzwiami za plecami ;]
        • barbasia1 Re: "Pulp Fiction" wczoraj na stopklatce 16.08.14, 16:18
          :)
          Świetne wspomnienie.
          • grek.grek Re: "Pulp Fiction" wczoraj na stopklatce 16.08.14, 17:48
            to wspomnienie odbiera mi 99 % przyjemności z oglądania Pulp Fiction w każdym innym tłumaczeniu ;]]
            • pani_lovett Re: "Pulp Fiction" wczoraj na stopklatce 16.08.14, 17:49
              Zatem nie jest świetne. Musisz je z głowy wyrzucić!
    • 82adrian Kogel-Mogel 16.08.14, 12:30
      Już jutro w TVP1 o godz. 20:25 po raz enty ''Kogel-Mogel'', do którego scenariusz napisała Ilona ''tasiemiec'' Łepkowska. To historia zwykłej dziewczyny ze wsi, która ucieka w przeddzień swojego ślubu do stolicy, by studiować pedagogikę, a przy okazji zaopiekować się pięcioletnim synkiem jej nauczyciela, gdzie jego żona jest alergiczna na Kasie (tak się nazywa ta dziewczyna ze wsi). Pod koniec filmu poznaje rolnika, który po ukończeniu SGGW wyjechał do Holandii i wrócił po kilku latach do Polski, gdzie zabiera ją do swojego domu i prosi ją o rękę, gdzie świadkami są oboje ich rodzice.

      W filmie najlepszy jest Jerzy Turek w roli awanturującego się tatusia i Katarzyna ''Babcia Józia'' Łaniewska w roli matki, która tylko mówi ''Łoj Córciu, Córciu, Ty już długo panieńką nie zostaniesz''. A denna jest piosenka ''Szukaj mnie'' w wykonaniu Edyty Geppert, gdzie najlepiej by ją zaśpiewała sama Ałła Pugaczowa, gdyż ta piosenka jest w jej rytmie.

      • pepsic Re: Kogel-Mogel 16.08.14, 15:54
        A po raz pierwszy ze smutnym kontekstem.
        • barbasia1 Re: Kogel-Mogel 16.08.14, 16:17
          O tym samym myślę...
    • pepsic "Penelopa" tvn7 21:15 16.08.14, 16:04
      A może ktoś skusi się na zmianę repertuaru i pójdzie w stronę krainy baśni wespół z Christiną Ricci? Albo choć podpowie, czy to właściwy kierunek?
      • barbasia1 Re: "Penelopa" tvn7 21:15 16.08.14, 16:29
        Zdecydowanie to właściwy kierunek. Oglądałam kiedyś "Penelopę", przez przypadek trafiłam. Bardzo sympatyczna historia w klimacie bajkowym (w wyniku klątwy rzuconej przed laty Penelopa córka swoich arystokratycznych i bogatych rodziców rodzi się ze świńskim ryjkiem w miejscu nosa), z wątkiem miłosnym, oczywiście, jak się można domyślać, zakończonym happy endem. Oraz mądrym przesłaniem, że samoakceptacja i wiara w siebie są kluczem do szczęścia.


        Christina Ricchi nie traci swego uroku nawet ze świńskim ryjkiem!!! :)
        • barbasia1 Re: "Penelopa" tvn7 21:15 16.08.14, 16:30
          Christina Ricci! Przepraszam za pomyłkę.
        • pepsic Re: "Penelopa" tvn7 21:15 17.08.14, 17:15
          Niestety przeliczyłam się z siłami, więc tylko deczko obejrzałam, ale na tyle, aby się z Tobą zgodzić, że sympatyczne to dzieło, a także na czasie w związku z dyskusjami o aborcji, in vitro, czy eugenice. Chociaż nie sądzę, aby taka idea przyświecała twórcy.
          • pani_lovett Re: "Penelopa" tvn7 21:15 17.08.14, 21:21
            a także na czasie w związku
            > z dyskusjami o aborcji, in vitro, czy eugenice.

            O! Ciekawe skojarzenie! Może wrócimy kiedyś do tego wątku.

            >Chociaż nie sądzę, aby taka idea przyświecała twórcy.

            Nie sądzę.
    • grek.grek "Złoty wiek" [Bunuel] 1930, via Kultura 16.08.14, 16:14
      Dziwne, symboliczne, w 30 roku ponoć wywołało oburzenie :]

      jakbyście mieli ochotę - trwa godzinę :
      www.youtube.com/watch?v=6NnKODuRmPc
      Zaczyna się jak film przyrodniczy - seria obrazków z życia skorpionów, z planszami informującymi o budowie, podstawowych instynktach tych skorupiaków oraz o tym jacy z nich "wirtuozi ataku" w pojedynku z o wiele większymi wrogami [szczur].

      Potem są ludzie - gromada jakichś obdartusów z bronią, chowająca się w starej szopie na jakiejś wyspie. Sami kontuzjowani, jeden o kulach, drugi o lasce, trzeci o lasce i o kulach... A na plaży siedzą kardynałowie w piasku. Jeden obdartus, zwiadowca, przybiega z wieścią, że nadciągają wrogowie. Cała ekipa wychodzi z szopy, chyba po to żeby wrogom dowalić ? Mają karabiny, jakieś szabelki.

      Są jednak tak wyczerpani, że zanim dotrą na plażę - jeden po drugim padają jak muchy. Kiedy na wyspie lądują przywiezieni kutrami rybackimi i małymi stateczkami goście - znajdują zbielałe szkielety wyspiarzy. A goście to zacnie ubrani, z rodzajów tekstyliów sądząc : elity - religijne, polityczne, wojskowe i kulturalne. Kobiety i mężczyźni.

      Kładą jakiś kamień węgielny, czy to co ? Proklamują początek jakiegoś państwa, czy regionu ? Ich odświętny nastrój burzy... namiętnie kotłująca się w pocałunkach para. GDzieś wśród skał, w błocie. Natychmiast otaczają ich i wyrażają skrajne oburzenie ich zachowaniem. Mężczyzna zostaje okrzyknięty łotrem i zabrany przez dwóch siepaczy. KObieta wyraźnie tęskni za nim... A on z wściekłości po drodze sprzedaje kopa jakiemuś pudelkowi wystrojonej paniusi i rozdeptuje chrabąszcza. Dokąd go prowadzą na tej bezludnej wyspie ?

      I nagle... akcja przenosi się do Rzymu z czasów nowożytnych. Kamera przelatuje wzdłuż panoramy miasta. PLansza z odnośnikami do Rzymu.

      Mężczyzna nadal jest prowadzony przez "żandarmów". Choidnikami rzymskimi. Nagle każe się im zatrzymać i pokazuje papier z glejtem jakiegoś ważnego ministerstwa czy czegośtakiego - że jest "misjonarzem, wysłanym w szczytnym celu". Oni go zaraz puszczają, a on idzie na drugą stronę chodnika i sprzedaje kopa niewidomemu :] Potem pakuje się to taksówki i odjeżdza.

      Spotyka swoją wybrankę na jakimś raucie w pałacu. Sama śmietanka towarzyska, mimo że środkiem ogromnego salonu przejeżdza wóz drabiniasty, na którym dwóch chłopów doi wino marki wino :] W komnacie zaś na łózku leży krowa, którą panienka, córka właściciela, zgania z posłania.

      Smietanka zachowuje wszelkie normy i zasady, stoi, popija, ładnie ubrana, konwersuje dzielnie i elegancko. Na chwilę odrywają się od tego dobrostanu, bo na dziedzińcu jakiś gośc zastrzelił z dubeltówki psotnego chłopca, który go zirytował. Niby są zbulwersowani, niby wymieniają uwagi, ale zaraz wracają do formy wypasionego rautu w wypasionym miejscu.

      Mężczyzna zjawia się tam w smokingu i odnajduje kochankę. Patrzą na siebie, ona cała zachwycona, ale nie mogą porozmawiać, bo ciągle ktoś im przeszkadza. Jakaś damula zajmuje mężczyznę rozmową, i tak go wkurza, ze ten jej wymierza siarczysty policzek. Reszta towarzystwa rusza jej z pomocą, a męska częśc chce bić sprawcę. KOchanka przygląda się temu z dystansu i kocha go jeszcze bardziej :]

      Wyprowadzają go z przyjęcia, ale on wraca i chyłkiem przemyka między gośćmi, żeby wreszcie spotkać się z nią. Udaje się im to w ogrodach, pośród wysokich żywopłotów pod pomnikiem jakiegoś bożka starorzymskiego. Oczywiście, obłapiają się, całują, wyznają sobie uczucia, spadają z ławki, to się na nią wdrapują, to znów uwagę mężczyzny przykuwają... smakowite palce posągu, jak również pakują sobie wzajemnie palce do ust, co sugeruje fetyszyzm pełną, nomen omen, gębą. Wreszcie na dobre lądują na trawie spleceni w uścisku.

      Przerywa im wyprostowany jak struna kamerdyner, który wzywa mężczyznę do telefonu, bo dzwoni minister. mężczyzna nie jest kontent, ale poprawia poburdzony smoking i idzie. KObieta zostaje sama i oddaje się lizaniu palców bożka na postumencie.

      Mężczyzna dowiaduje się, on i kobieta, że są odpowiedzialni za liczne zbrodnie. Za zabicie iluśtam dzieci. Tutaj wchodzą archiwalne zdjęcia jakiegoś tłumu na jakimś placu, spychanego przez wojsko [odniesienie zapewne do jakiegoś wydarzenia z pierwszych 30 lat XX w. - we Włoszech ? w Europie jako takiej ? I wś ?]. Kochankom zupełnie to nie przeszkadza. Mężczyzna wraca i kontynuują swoje uciechy. Nawet jeśli nagle mężczyzna ma całą twarz zachlapaną krwią.Na moment tylko, ale jednak.

      W ogrodzie tymczasem odbywa się koncert, gra orkiestra w pięknych okolicznościach ogrodowej zieleni, a elegancja francja goście na krzesłach tworzą wdzięczną i zasłuchaną widownię. Tam koncert, a tutaj kochankowie w pokrzywach. Nagle maestro od orkiestry doznaje ataku bólu głowy. Wypada mu batuta, maestro łapie się teatralnie za głowę i wyprostowany z dłońmi na skroniach porzuca swoje miejsce, skonsternowaną widownię i idzie przed siebie w ogrody.

      KOchanek mężczyzna próbuje wstać z trawy i wali głową prosto w wiszącą doniczkę. Nie wiadomo skąd się wzięła, bo przed chwilą jej nie było. Mężczyzna przybiera identtyczną pozę, co maestro i w niej idzie do domu. Zamyka się w pokoju, krązy po nim, na spodniach kamera eksponuje jakiś mikroślad, tak jakby mikro...erekcję. Wyglądało to jak jakieś oko kamery ? No nic, w każdym razie za moment mężczyzna otwiera okno i zaczyna wywalać z niego : choinkę, sztruczną żyrafę, biskupa - żywego najzupełniej, jakieś sprzęty i rózne graty [symboliczne zapewne], aż wreszcie z okna bucha ogień i dym. BIskup ląduje na ziemi pod oknem, ale już żyrafa ląduje w... jeziorze w jaskini górskiej.

      I epilog.

      Opowieśc o tym jak czterech zbereźników urządziło sobie w zamku orgię z ośmioma porwanymi nastoletnimi pannami. I z czterema dojrzałymi kobietami, których zadaniem było nieustanne snucie erotycznych opowiadań, co by stymulacji nie zabrakło do orgiastycznych wyczynów.

      I teraz orgia is over i z zamku wyłażą "zbereźnicy" :] Pierwszy... jako żywo facet wyglądający jak Jezus. CIuchy, poza, broda, włosy... Jak żywy z obrazka. A po nim trzech gostków wyglądających jakby wpadli pod walec drogowy. Ledwie żywi. "Jezus" zaprasza ich za sobą - w góry panowie, w góry idziemy... Dookoła lekki śnieg. Ale oto za nimi, z zamku, wychodzi pannica jakaś. Też ledwie żyje. I woła za nimi... "Jezus" wraca i troskliwie zabiera ją z powrotem do zamku. Idzie z nią. Drzwi się zamykają. Słychać krótki urywany krzyk dziewczyny.

      "Jezus" wychodzi znowu, ale tym razem bez brody. A potem jakieś ujęcie kardynałów i rzut kamery na krzyż - na którym nikt nie wisi, ale za to wiszą jakieś... włosy ? skalpy ?! I koniec.

      Co sądzicie ? :] POnoć chryja była niekiepska, kiedy Bunuel pokazał ten film, w 1930 roku. Zwłaszcza o tego "Jezusa" :} MOżna by odczytać symboliczne krytyki Kościoła, religii, społeczeństwa mieszczańskiego, starcia instynków z kulturą, prawda ? Tak nawet na oko :] Ale co te skorpiony mają wspólnego ? Analogia do władzy ? Macie jakieś skojarzenia ?

      [wyguglałem coś takiego :
      www.film.org.pl/prace/zlotywiek.html

      • pani_lovett Re: "Złoty wiek" [Bunuel] 1930, via Kultura 16.08.14, 17:31
        Nawet nie ośmielę się poszukiwać interpretacji dla skorpionów. Najlepiej poczytać o Bunuelu i jego twórczości w fachowych publikacjach, np. w książce E. KRÓLIKOWSKIEJ: Śladami Buñuela. Kino hiszpańskie.

        Na zalinkowany artykuł rzuciłam okiem, też wydaje się ciekawy.

        Dzięki za Bunuela!
        • grek.grek Re: "Złoty wiek" [Bunuel] 1930, via Kultura 16.08.14, 17:40
          w surrealizmie wszystko może znaczyć nic, a nic - wszystko ;]

          dzięki, Barbasiu :]
          w każdym razie, ciekawym było przekonać się, co tak poruszało kulturę europejską 85 lat temu. jak to się granice przesunęły, nie ?
          • pani_lovett Re: "Złoty wiek" [Bunuel] 1930, via Kultura 16.08.14, 19:41
            Dobre! :)



            "Nadrealizm (surrealizm - ja) nie był bufonadą w stylu dadaistycznym; chciał być w intencji twórców tego ruchu próbą poznania i określenia losu człowieka, przeznaczenia i sensu życia w świecie współczesnym. U podstaw filozofii i poetyki nadrealizmu kryło się przekonanie o wciąż pogłębiającej się dezintegracji świata, uwikłanego w nieprzezwyciężalnych sprzecznościach, o społecznej i duchowej alienacji człowieka. Breton wielokroć to podkreślał, że pomiędzy człowiekiem, a naturą stanęła jakaś przegroda nie do przebycia, która nie pozwala mu jej poznać, zrozumieć zbliżyć się do istoty rzeczywistości. Konwencje i nawyki społeczne uczyniły nas niewolnikami działań, myśli i postępków, którym poświęcamy całe nasze istnienie, nie wiedząc po co i na co. Człowiek postępuje tak, jak postępować wypada, jak jest powszechnie przyjęte, ale ma niejednokrotnie świadomość, że to jego działanie jest w istocie absurdem.

            Ale nie tylko usankcjonowany powszechną umową ład i porządek społeczny wydaje się wątpliwej jakości; zawodzi również nauka, tak zawsze zdawałoby się obiektywna i tak godna tego, aby jej bez reszty zaufać. Tymczasem sztywny i schematyczny, skonwencjonalizowany język enuncjacji naukowych ukazuje nam również konwencjonalny i schematyczny obraz rzeczywistości, obraz powierzchowny i jednostronny, niesłychanie daleki od autentycznego wyglądu rzeczy. Nie lepiej jest ze sztuka i literaturą. Ile razy artysta usiłuje ujawnić najgłębsze treści swoich wewnętrznych doświadczeń, tylekroć napotyka na opór tego bezdusznego tworzywa, które służy mu za środek i narzędzie wypowiedzenia. Musi się chcąc nie chcąc poddać bezsensownym normom języka, chociaż doskonale wie, że "język kłamie głosowi", a głos myślom kłamie". Tak więc udziałem każdego artysty jest tragiczna świadomość, że cokolwiek by powiedział i jak by powiedział, będzie to zawsze w stosunku do intencji niedoskonałe, błąkające się na granicy pozorów, kłamstwa i fałszu.

            Celem i ambicją nadrealizmu było odkrycie takich zasad poznania i twórczości, które pozwoliłyby przezwyciężyć sprzeczności świata, dotrzeć do jego wewnętrznej, tajemniczej istoty, uświadomić właściwy sens i znaczenie ludzkiej egzystencji oraz uwolnić poezję i wyobraźnie artystyczną od presji i tyranii estetycznych konwenansów w celu przywrócenia twórczej działalności człowieka cech autentycznych".


            Hutnikiewicz, Od czystej formy do literatury faktu, s. 142-143


            Bunuel na początku kariery związał się z grupą surrealistów w Paryżu. Poglądy surrealistów wywarły , jak wiadomo, duży wpływ na jego twórczość.






            > w każdym razie, ciekawym było przekonać się, co tak poruszało kulturę europejsk
            > ą 85 lat temu. jak to się granice przesunęły, nie ?

            Prawdaż. Cenny to film w naszej kolekcji. :)
            • grek.grek Re: "Złoty wiek" [Bunuel] 1930, via Kultura 17.08.14, 17:48
              ;]

              doskonała definicja, dzięki.
              bodajże, bo dośc dawno czytałem, w "Człowieku zbuntowanym" Camusa jest sporo ciekawych ustępów dot. surrealizmu.
      • grek.grek Re: "Złoty wiek" [Bunuel] 1930, via Kultura 16.08.14, 17:39
        PS : ten zalinkowany tekst przypomniał mi to, co przeoczone - kiedy mężczyzna idzie do telefonu, a kobieta zostaje w ogrodzie ssąc palec pomnikowego bożka, zaś maestro doznaje ataku bólu głowy... maestro dociera do ogrodu, tam kobieta go całuje namiętnie, i kiedy mężczyzna wraca do niej - widzi tę właśnie scenę. zazdrosny wraca do mieszkania i tam zaczyna demolkę wyrzucając sprzęty i ludzi za okno.
        • pani_lovett Re: "Złoty wiek" [Bunuel] 1930, via Kultura 16.08.14, 17:42
          :))
    • 82adrian Znachor 17.08.14, 12:37
      Dzisiaj TVP Historia nada o godz. 20:50 film ''Znachor'', a konkretnie wersje z 1981 roku z Anną Dymną, która wówczas była piękna niczym Hollywoodzka aktorka.

      Historia dotyczy dr. Wilczura, który w rocznice swojego ślubu dowiaduje się o tym, że jego żona i córka zostawiły go, gdzie po tym idzie do speluny by się napić. Zostaje później pobity i okradziony na wskutek czego, traci pamięć. Po kilkunastu latach pod innym nazwiskiem zamieszkuje u młynarza i jego rodziny, gdzie także pomaga jego synowi.

      Szkoda, że TVP nie wyemituje pierwszej wersji ''Znachora'' z 1937 roku.
      • gryfny Re: Znachor 17.08.14, 13:34
        Litosci, puszczaja tego gniota co 2 tygodnie "gdzies" od conajmniej 10 lat. Tego "starego gniota" rzadziej co prawda .....i bardzo dobrze niech tak zostanie.
      • pani_lovett Re: Znachor 17.08.14, 15:05
        82adrian! Bez urazy! Z życzliwego serca radzę i apeluję, stosuj poprawnie zaimek "gdzie" w zdaniach złożonych, bo zęby bolą od czytania tych zdań:

        A denna jest piosenka ''Szukaj mnie'' w wykonaniu Edyty Geppert, gdzie najlepiej by ją zaśpiewała sama Ałła Pugaczowa, gdyż ta piosenka jest w jej rytmie.

        >przy okazji zaopiekować się pięcioletnim synkiem jej nauczyciela, gdzie jego żona jest >alergiczna na Kasie (tak się nazywa ta dziewczyna ze wsi).
        /PS Ma alergię na Kasię/

        > Pod koniec filmu poznaje rolnika, który po ukończeniu SGGW wyjechał do Holandii i wrócił po kilku latach do Polski, gdzie zabiera ją do swojego domu i prosi ją o rękę, gdzie świadkami są oboje ich rodzice.


        > Historia dotyczy dr. Wilczura, który w rocznice swojego ślubu dowiaduje się o t
        > ym, że jego żona i córka zostawiły go, gdzie po tym idzie do speluny by się napić.


        gdzie
        1. «zaimek zastępujący człon zdania oznaczający miejsce jako środowisko odbywania się czegoś, rzadziej także cel przestrzenny, kierunek (dokąd) lub drogę, trasę (którędy)»
        a) «w zdaniach pytajnych lub w zdaniach podrzędnych wyrażających pytanie»
        Gdzie byłeś rano?
        Gdzie twoi rodzice?
        Gdzie by to mogło leżeć?
        Ej, ty na szybkim koniu, gdzie pędzisz kozacze? (Malczewski)
        &#!0,127; Gdzie Rzym, gdzie Krym.
        b) «w zdaniach podrzędnych będących rozwiniętym określeniem miejsca»
        Siadali, gdzie kto miał ochotę.
        Kryli się, gdzie kto mógł.
        Chodziłeś nie tam, gdzie trzeba.
        Wędrował przed siebie, gdzie go oczy poniosą.
        Tam sięgaj, gdzie wzrok nie sięga. (Mickiewicz)
        &#!0,127; Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma.
        &#!0,127; Gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą.
        &#!0,127; Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta.

        2. «zaimek zastępujący połączenia przyimków z zaimkiem który, rozpoczynającym zdanie podrzędne określające rzeczowniki będące wskazaniem jakiegoś miejsca»
        Zatrzymał się w miejscu, gdzie się rozwidlała rzeka.
        Weszli do pomieszczenia, gdzie była pracownia.
        Sala, gdzie mieli zajęcia, była jasno oświetlona.
        Przyszedł do biura, gdzie pracował jego ojciec.

        sjp.pwn.pl/haslo.php?id=16407
        • pani_lovett Re: Znachor 17.08.14, 15:15
          > Pod koniec filmu poznaje rolnika, który po ukończeniu SGGW wyjechał do Ho
          > landii i wrócił po kilku latach do Polski, gdzie zabiera ją do swojego d
          > omu i prosi ją o rękę,gdzieświadkami są oboje ich rodzice.


          Powiedzmy, że pierwsze gdzie jest poprawnie użyte, choć ta część zdania i tak nieco kulawa stylistycznie.
        • pepsic Re: Znachor 17.08.14, 16:40
          Do tej pory żyłam w przekonaniu, że tu na ojejku piszemy to, co komu leży na sercu i na równych prawach i bez obowiązku posiadania dwóch fakultetów;)
          • siostra_bronte Re: Znachor 17.08.14, 18:00
            Podpisuję się. Mam nadzieję, że kolega adrian jeszcze coś tutaj napisze :)
            • pani_lovett Re: Znachor 17.08.14, 22:34
              pepsic napisała:

              siostra_bronte napisał(a):

              > Podpisuję się. Mam nadzieję, że kolega adrian jeszcze coś tutaj napisze :)

              Kompletnie nie rozumiem Waszych uwag!?
              Przecież nikt tu Adrianowi nie zabrania pisać, co mu leży na sercu , nikt nie odbiera równych praw i nie każe mieć dwóch fakultetów!? I nikt Adriana, na miłość boską, stąd nie wyrzuca!?

              Adrian, widać to, lubi kino, lubi pisać o filmach, ma zacięcie, ale dlaczego nie miałaby robić tego troszkę lepiej (i coraz lepiej)? I nie musi w tym celu zdobywać "dwóch fakultetów", wystarczy wiedza ze szkoły podstawowej i ciut więcej zastanowienia nad budową wypowiedzi.
              • siostra_bronte Re: Znachor 18.08.14, 17:13
                Nie gniewaj się, Barbasiu :) Po prostu Twój post wydał mi się trochę zbyt zasadniczy.
                • pani_lovett Re: Znachor 19.08.14, 15:44
                  "Zasadniczy"?

                  Wiesz, zawsze ceniłam sobie konstruktywną i życzliwą krytykę, życzliwe rady / jakże o nią trudno/. I doceniam ludzi, którzy zadają sobie trud, by zwrócić mi uwagę, gdy robię coś niewłaściwie. Bo w ten sposób człowiek się uczy, doskonali, rozwija. A ja lubię się doskonalić.
                  Sądziłam / naiwnie?/, że to powszechna postawa.

                  Na początku proszę adresata, by się nie gniewał się o ten komentarz, wyjaśniam, że uwaga podyktowana jest li tylko życzliwością.

                  Ale "zasadniczy" jest ok. Tylko, że Ty się podpisałaś pod absurdalnymi sugestiami, zarzutami, jakobym zabraniała człowiekowi pisać "co mu leży na sercu" oraz odbierała "równe prawa" (???) oraz wymagała od piszącego nie wiem jakiej wiedzy ("posiadania dwóch fakultetów"). A ja tylko zwróciłam uwagę na powtarzający się i rażący błąd gramatyczny i prosiłam o wyeliminowanie go w przyszłości. Lepiej było udawać, że się go nie widzi?

                  Bronte, Basiu, przecież znasz już mnie już trochę!??


                  Ufff!

                  Nie gniewam się. :)




                  Ale uwaga o zasadniczości jest ok.

                  • siostra_bronte Re: Znachor 19.08.14, 17:49
                    Poszłam na łatwiznę i podpisałam się pod postem Pepsic, chociaż miałam trochę co innego na myśli. Cieszę się, że się nie gniewasz :)
          • pani_lovett Re: Znachor 17.08.14, 21:11
            pepsic napisała:

            > Do tej pory żyłam w przekonaniu, że tu na ojejku piszemy to, co komu leży na
            > sercu i na równych prawach i bez obowiązku posiadania dwóch fakultetów;)

            ?

            Czy to do mnie adresowany post?

      • grek.grek Re: Znachor 18.08.14, 13:46
        wybrałem inną powtórkę, "VInci" w TVN.
        ten film też prędko się nie zestarzeje, hehe.
    • grek.grek "Bonnie i Clyde" [1967] [1] 17.08.14, 13:14
      1967 rok, reżyseria Arthur Penn, główne role : rewelacyjna zupełnie Faye Dunaway i Warren Beatty. W 1968 roku - 2 Oscary, 12 nominacji, co ciekawe nagrodę dostała Estelle Parsons, za rolę drugoplanową [rzeczywiście, świetna jest jako rozhisteryzowana Blanche, żona brata Clyde'a]. 7 nominacji do Globów. BAFTA za najbardziej obiecujący debiut dla Faye Dunaway. Liczne nagrody pomniejsze. Stała obecnośc wśród "100 najlepszych filmów..." na rozmaitych mniej lub bardziej prestiżowych listach tworzonych tu i ówdze ;]

      Co mnie ujęło najbardziej w tym filmie ? MOże połączenie tak wielu róznych wątków ? Bo to i historia gangsterska, i film drogi, i dramat, a i także opowieść o spotkaniu ludzi rzucających wyzwanie losowi, a także przecież jeden z romansów który przeszedł do historii kina, a może nawet więcej - historia najprawdziwszej miłości, o jakiej dzisiaj tylko w ksiązkach da się przeczytać. Przede wszystkim zaś, opowieśc o ostatnich romantykach, ginącym pokoleniu :] O przeznaczeniu, nieuchronności losu. O życiu, dla którego alternatywą jest wegetacja.

      Gdybyście mieli ochotę :
      www.efilmy.net/film,594,Bonnie-i-Clyde-Bonnie-and-Clyde-1967-Lektor-PL.html
      Całość w technicolorze :]

      A zatem, w formie graficznej opowieści będzie to, mniej więcej tak...

      Intro to seria fotosów oryginalnych postaci Bonnie Parker i Clyde'a Barrowa. Akcja dzieje się w roku 1961 w zachodniej/północnozachodniej? Ameryce, Ameryce ogarniętej niszczącym kryzysem ekonomicznym. Ona miała wtedy 21 lat, pracowała jako kolenerka - on był o rok młodszy, ale już po odsiadkach w więzieniu za kilka przestępstw. Szwędał się.

      Akcja rusza w momencie, gdy Bonnie Parker [fenomenalna, energiczna, wrażliwa, dowcipna, no i arcypiękna Faye Dunaway], przetaczając się po swoim pokoju na poddaszu próbuje oswoić się z natrętną myślą, że ma przed sobą kolejny dzień w benadziejnej pracy w barze w swoim miasteczku Jest ładny ranek, a ona już wie, że to będzie kolejna odsłona tego samego życia, które dotąd tak ją rozczarowywało. Jest zmęczona już na starcie, z desperacją uderza pięścią w obramowanie łóżka, wiedząc co ją czeka. Podchodzi do ona i widzi gościa w prązkowanym garniturze i białym kapeluszu kręcącego się przy samochodzie jej matki, zaparkowanym przy chodniku. OŻywia się. Zaczepia go.

      A potem schodzi, ba - biegnie na złamanie karku, na dół z prowokacyjną tezą, że nieznajomy chciał ukraść auto jej matki. On zaprzecza, powiada że zainteresowany byłby raczej kupnem. Na co ona, że nie wygląda na takiego, co by miał za co obiad sobie kupić, a co dopiero samochód.

      www.youtube.com/watch?v=EHZsJ_XFA-g
      Idą sobie chodnikiem, ona go prowokuje róznymi kpiarskimi uwagami, ale widać że jest nim zaciekawiona. Samą sytuacją nagłej znajomości, spotkania obcego człowieka. No a nieznajomy nie jest jakiś felerny, taki nawet trochę "chłopiec z okładki", więc ona zachowuje się tak, że z jednej strony nie chce wyjść na łatwą, ale z drugiej, nie chce go też zniechęcić, a wręcz chce zaciekawić sobą, więc wygląda to zabawnie. Kokieteryjnie. Jakże kobieco.

      Nieznajomy w lot odgaduje, że Bonnie pracuje w jakimś mało płatnym zawodzie, a jaki jest mniej płatny zawód od kelnerki barowej... Sam bez żenady zwierza się, że własnie został wypuszczony z więzienia, "za dobre sprawowanie". I włóczy się, nie pracuje. OPowiada też, jak to odciął sobie własnoręcznie siekierą dwa palce u stopy, żeby zostać zwolnionym z pracy w czasie odbywania kary. "Naprawdę to zrobiłeś ?! - pyta Bonnie z maksymalnym zaintrygowaniem, na co nieznajomy tylko spogląda na nią tajemniczo, jakby odpowiadał "No właśnie - co zrobisz z tym fantem ?" :}

      "Siedziałem za napad na bank" - powiada chłopak. Bonnie nie chce mu uwierzyć, "Ty i napad na bank ?", na co on "TO wcale nie jest takie trudne".

      Nieznajomego istotnie nie stać na obiad, ale na to, zeby kupić dwie cole - jeszcze stać. Stoją więc sobie oboje przy jakimś budynku, popijają tę dziwną ciecz i rozmawiają. Bonnie ewidentnie jest zaintrygowana tym "napadaniem na bank". A on niekoniecznie, mówi że to "nic specjalnego".

      Kiedy nieznajomy wyciąga z kieszeni pistolet, Bonnie prowokuje go "NIe potrafiłbyś go użyć". Tego za wiele dla ambitnego włóczęgi i eks-garownika. "Patrz", powiada i idzie do warzywniaka naprzeciwko...

      www.youtube.com/watch?v=kOXRahteYxk
      Bonnie czeka na środku ulicy. Przez moment nic się nie dzieje, a po chwili z warzywniaka wybiega chłopak i z uśmiechem pokazuje plik banknotów. I od razu on i Bonnie muszą salwować się ucieczką, bo za chłopakiem pędzi właściciel budy. Zapewne został sterroryzowany przy napadzie, a teraz chce odzyskać stratę. Bonnie i chłopak wskakują do pierwszego lepszego auta i chodu. Przy okazji przedstawiają się sobie : on nazywa się Clyde Barrow. Bonnie jest tak urzeczona chwilą, że aż zaczyna go ni z tego ni z owego całować, zasłaniając mu pole widzenia. Komiczny moment. A wszystko to w rytmie wesołej melodyjki wygrywanej na banjo.

      Uciekają jeszcze chwilę, potem się zatrzymują. Było fajnie, ale... co z tym począć ? Clyde od razu zastrzega, że jeśli Bonnie chce sobie kochanka przysposobić, to proszę bardzo, ale on na to nie idzie. Jesli ona tego szuka - to nie z nim. Ona jest trochę zmieszana zmianą okoliczności. Clyde mówi do niej : "Jesli tylko tego chcesz, to wracaj. Albo... albo jedź ze mną. Ruszymy przez cały stan i będziemy napadać na banki. Jesteśmy INNI niż wszyscy. Zasługujemy na lepszy los" i roztacza przed nią uroki bogactwa. Dodaje "Jak tylko cię zobaczyłem, wiedziałem że jesteś tą której szukałem" - i jak tu nie wierzyć w miłośc od pierwszego wejrzenia ? ;]

      Sami pomyślcie, co ma do stracenia Bonnie ?

      Rozmawiają w jakimś barze, przy posiłku. Clyde, który nigdy jej nie widział wcześniej, opisuje z dokładnością 1 do 1 jej losy : zdolna uczennica, ale leniwa i bez motywacji, potem jakieś kiepskie próby związania się z miejscowymi "dobrymi partiami", z których wszystkie były do luftu, wreszcie kiepska praca i codzienne użeranie się z chamami i podrywaczami na poziomie furmana. Kończy "TEraz już wiesz, jak możesz od tego uciec, a tego pragniesz najbardziej". Ona słucha i nic nie mówi. On opowiada przecież jej życie, całą prawdę. Wyraźnie imponuje jej jego przenikliwość. I wie, że tak naprawdę nie ma już odwrotu. Tak jak Thelma i Louise w dramacie Ridleya Scotta, kiedy Louise mówi "Jeszcze możemy wrócić", na co Louise twardo i przytomnie : "Wrócić ? Do CZEGO chcesz wracać ?" - i obie wiedzą, że wykupiły bilet w jedną stronę. To co czeka na nie z tyłu jest stokroć gorsze od tej góry lodowej, na której zaraz się rozbiją.

      I tak zaczyna się ta droga. Od tej pory Bonnie i Clyde zawsze będą w drodze, a zwykle - będą uciekać. Przed światem, przed prawem, przed policją, przed sprawiedliwością, ale przede wszystkim - przed wizją zmarnowanego życia.

      KRadną lepsze auto. To na początek :] Pomieszkują w pustostanach, opuszczonych domach przy drodze albo w hotelach. Przy jednym z takich opuszczonych domów, spotykają jego właścicela - zbankrutowanego farmera, który podjechał aby pożegnać się ze swoim domem. Bank go wykupił za niespłacone długi, a on razem z rodziną zapakowaną do samochodu i z resztką dobytku na dachu, wyjeżdza na wschód szukać jakiejś pracy i lepszego życia. Ofiary kryzysu. Bonnie z Clydem słuchają jego krótkiej opowieści, a potem Clyde wręcza mu pistolet i zachęca, zeby gośc wyładował się strzelając do szyldu banku zawieszonego na płocie. Facet jest mu szczerze wdzięczny. To zapowiedź tego, co nadejdzie : młodzi rabusie nigdy nie będą potępiani przez zwykłych ludzi, ci ludzie raczej będą im kibicować.

      Kiedy gośc zbiera się do odjazdu, Clyde radośnie przedstawia mu siebie i Bonnie "Ja jestem Clyde Barrow, a to B
      • grek.grek "Bonnie i Clyde" [1967] [2] 17.08.14, 14:02
        "Ja jestem Clyde Barrow, a to Bonnie Parker - napadamy na banki !" :]

        www.youtube.com/watch?v=py17M908dyA
        Przy okazji, okazuje się, ze Clyde jest świetnym strzelcem. Urządzają sobie strzelnicę na patio tego domu i Clyde trafia w butelki bezbłędnie. Potem daje pistolet Bonnie i ona też radzi sobie wcale nienajgorzej.

        Pierwsza akcja. "BOnnie, nie denerwuj się, napad na bank to prosta rzecz, pójdzie jak z płatka", powtarza Clyde, kiedy dojeżdzają już pod bank na skraju jakiegoś miasteczka. Rzecz w tym, że Bonnie jest opanowana i na twarzy ma czysty spokój. To on jest stremowany i to maksymalnie :]]
        Inna rzecz, że to on ma wejśc do środka, machać pistoletem i zażądać wydania pieniędzy.

        Wszystko by poszło świetnie, gdyby nie fakt, że... w tym banku nie ma żadnych pieniędzy. 3 tygodnie temu zbankrutował. Clyde nie może uwierzyć w takiego pecha. Zmusza wręcz faceta w okienku, aby poszedł z nim do Bonnie i sam jej to zakomunikował. Bonnie gdyby stała, a nie siedziała, to by słaniała się ze śmiechu :] Clyde jest poirtytowany, a ona nie może przestać się śmiać.

        Za chwilę - pierwszy znak, że rabowanie to nie taka bułka z masłem. Clyde terroryzuje grzecznie właściciela spożywczaka i zmusza go do spakowania mu torby jedzenia. Nie ma pojęcia, że zza pleców zachodzi go pomocnik właściciela. A ten pomocnik, to tęgi jegomość z siekierą w łapie. Ledwie Clyde unika jego ciosu toporem, a potem z trudem pokonuje go w walce wręcz. Omal nie traci pistoletu. Ucieka bez zabrania jedzenia i narzeka "Dlaczego mnie zaatakował ? przecież ja im nic nie chciałem zrobić..." :]

        W przydrożnym warsztacie samochodowym poznają młodego mechanika, C.W Mossa [gra go Michael J Pollard, jeden z charakterystycznych aktorów drugiego planu, niewysoki, kartoflowaty", ze specyficzną miną i manierą]. Ma tu miejsce świetny dialog - BOnnie pyta go o samochód, w którym właśnie sama siedzi "Co to za auto ?", Moss "Ford coupe", na co Bonnie "TO nie jest Ford Coupe", MOss "Ależ jestem pewien, to Ford Coupe", Bonnie "Mylisz się. To jest SKRADZIONY Ford Coupe" :]

        A potem Bonnie z Clydem, w obecności Mossa, zaczynają między sobą rozmawiać na jego temat, tak że C.W czuje się prawie niezręcznie. "Czy uważasz, że nadałby się na naszego mechanika ? - Hmm, czy ja wiem, chyba nie... - A może jednak ? itp/itd. Wreszcie Clyde oznajmia Mossowi "Napadamy na banki. Chciałbyś jechać z nami ?", na co Moss "Ja z kolei siedziałem w poprawczaku. NIe boję się, jesli wam o to chodzi". A kiedy oni ciągle wątpią, Moss biegnie do środka warsztatu i wraca z pieniędzmi zrabowanymi prosto z kasy zakładowej :]
        Jadą dalej razem.

        Policja przesłuchuje tego pomocnika właściciela spożywczaka, który bił się z Clydem. Pokazują mu zdjęcia wypuszczonych więźniów. GOśc ropoznaje Clyde'a jako napastnika.

        Pierwszy prawdziwy napad, tym razem w centrum miasta. Bonnie z Clydem robią akcję w środku. Kiedy wybiegają z pieniędzmi w torbie, a za nimi rozlega się alarm włączony przez pracowników... nie mogą znaleźć samochodu, w którym powinien czekać na nich Moss. C.W w międzyczasie musiał przeparkować, więc chwilę trwa zanim się znajdą nawzajem. Ten moment gorączkowego szukania, kosztuje ich drogo. Muszą się przebijać przez strzały ochrony banku i szybko reagującej na alarm policji. Przy okazji, Clyde zabija jednego z pracownikow banku, ktory wlazł na samochód i nie chciał puścić. Ostatecznie brawurowo się wymykają i udaje się im uciec, ale - Clyde już wie : od tej pory będą ścigani za morderstwo. On będzie ścigany za morderstwo. Siedzą w jakimś kinie i Clyde jest wkurzony na Mossa za to, że nie czekał tam, gdzie należy, ale... mleko się już rozlazło.

        Zatrzymują się w hotelu. Clyde lojalnie oznajmia Bonnie, że jakby co, to nie obrazi się, jeśli ona go teraz opuści. To już nie przelewki - teraz bedą ścigani za zabójstwo.

        "Wracaj do domu, Bonnie, mnie już znają, ale ciebie jeszcze nie, masz szansę wyjść z tego bez szwanku. Na pewno znajdziesz jakiegoś bogatego męża...", na co ona od razu "Ja nie chcę bogatego !". Clyde "Przyt mnie nie będziesz miała ani chwilu spokoju", na co ona "Obiecujesz ?" :] Takie kobiety, to już tylko w filmach zostały ;]

        I tej nocy chcą skonsumować swój związek. Nic z tego nie wychodzi, bo... bo Clyde nie może. Trudno powiedzieć, z jakich względów, ale jest po prostu impotentem.
        www.youtube.com/watch?=iblcaG_T8Sw
        Źle mu z tym, z jej powodu, a Bonnie wydaje się nieco rozczarowana. Clyde cicho mówi "MOwiłem ci, że jestem w tych sprawach kiepski, jak widzisz nie kłamałem", ale ona zaraz daje mu do zrozumienia, że dla niej jest to nieistotne wobec uczucia i fascynacji jaka ich ze sobą łączy. Ich los jest już związany ze sobą. Nic nie może rozdzielić tej więzi, zbyt głęboko są do siebie podobni i zbyt mocno oboje są przeciw światu, który oferuje im życie wobec którego się zbuntowali.

        Chyba na zaproszenie Clyde'a odwiedza ich Buck [doskonały Gene Hackman], brat Clyde'a, ze swoją żoną Blanche [wspomniana oscarowa Estelle Parsons]. Buck jest zażywnym , sympatycznym gościem, takich trochę "kowbojem", ale w starym ujmującym stylu. Zachwycony jest Bonnie, ale nie erotycznie, żadnych dwuznaczności, raczej dumny jest, że brat związał się z taką fajną dziewczyną.

        RObią sobie zdjęcia. Tutaj jest kapitalna krótka scena, kiedy Faye Dunaway pozuje z pistoletem w dłoni, w czarnym berecie i opończy, z cygaretem w wyzywająco pewnej siebie twarzy, nonszalancko oparta o bok samochodu, z jedną nogą wyżej na zderzaku. Fantastyczna jest w tym momencie ;] Clyde pozuje zaś z "pepeszką".

        mylusciouslife.com/wp-content/uploads/galleries/post-20688/full/faye-dunaway_bonnie-and-clyde.png
        Buck poniekąd przyłącza się do Bonnie, Clyde'a i Mossa. Powstaje to, co w mediach będzie nazywane Gangiem Barrowa. Blanche od początku jest przeciwna, ale BUck stale przekonuje ją, że powinna mu zaufać.

        Zajmują jakiś stojący pusto dom na przedmieściach w miasteczku w stanie Missouri. Clyde już jest poszukiwany, po tym ataku na bank w którym zginął strażnik - poszukiwana jest cała trójka. Na razie jest fajnie : chata, kiepskie żarty BUcka - generalnie : ma jeden i ten sam, którym zamęcza towarzystwo. BUck zamawia przez telefon jedzenie, a Bonnie odkrywa, że Clyde ma jednak ciągle uraz związany ze swoją stałą niedyspozycją - unika on sytuacji "sam na sam" z nią. Z czasem ona to zrozumie. Z czasem Clyde przestanie takich sytuacji unikać, choć białym związkiem pozostaną już na zawsze, niemniej - czy seks jedno ma imię ? ;]

        Zamówione jedzenie przywozi chłopak na posyłki. I nie ma wątpliwości, że coś mu się nie podoba. BOnnie nie wpuszcza go do środka, odbiera przy drzwiach, ale... chłopak jest podejrzliwy. A może także i Bonnie już jest poszukiwana przez policję ?

        Trudno orzec, w każdym razie za godzinę cały Gang Barrowa ma pod domem kilka samochodów z policjantami. Wywiązuje się regularna strzelanina. Doskonale zrealizowana, bardzo widowiskowo. Policja ostrzeliwuje dom, gang próbuje przedrzeć się do samochodu, a potem uciec. A w tym całym chaosie bitewnym... pośrodku biega z histerycznym krzykiem Blanche. Za tę jedną scenę pani Estelle Parsons mogłaby tego Oscara dostać i nic by się nie stało :] MOże nawet za nia właśnie go dostała, hehe. Kapitalna jest - biega kręcąc młynki rękoma i po prostu piszczy i wrzeszczy wniebogłosy.

        Ostatecznie gang wydostaje się spod ostrzału, kładąc trupem paru policajów, i wyjeżdza w otwartą trasę. Ryzykują tym bardziej, że Blanche zamiast wskakiwać z nimi do auta wybiega na ulicę i oni zamiast gnać przed siebie, muszą po nią, de facto, wrócić, zatrzymać się, żeby ją zabrać do środka. Znów muszą uciekać.

        cdn


      • grek.grek "Bonnie i Clyde" [1967] [3] 17.08.14, 14:48
        Bonnie jest wściekła na Blanche, której zachowanie omal nie kosztowało ich życie. Domaga się od Clyde'a, żeby ją wyrzucił - "Wywal ich, wywal tę histeryczną wieśniaczkę !". Clyde oponuje, bo jednak Blanche, to żona jego brata. Bonnie odpala mu prosto w twarz "Jesteś tak samo ciemny i głupi, jak oni. Jedyne co cię wyróżnia na tle tych buraków to to,że nie umiesz przespać się z dziewczyną !". Clyde smutnieje i odwraca się, a Bonnie natychmiast rzuca się z przeprosinami. On jej wybacza, ale Blanche zostaje. Gdyby wiedział, ile ich to będzie kosztowało...

        Gang Barrowa jest w gazetach. Buck z nieskrywaną satysfakcją czyta artykuły na ich temat, reszta słucha z nie mniejszą satysfakcją. Film nie pokazuje seriami napadów gangu na banki, z tych właśnie czytanych notatek prasowych i ze strzępków rozmów wnioskować można jednak, że poza kadrem Gang Barrowa napada często i skutecznie. Zabawne, że media nie tylko relacjonują ich kolejne prawdziwe akcje, ale i dopisują na ich konto napady, których oni nie dokonali. Czasami dowiadują się, ze w tym samym momencie napadli na banki w dwóch róznych miejscach :]

        W pewnym momencie zatrzymują się na postój nad małym jeziorem. Tam próbuje ich zajść od tyłu teksański kapitan alias szeryf, nazwiskiem Hamer. Szczęsciem dla nich spóźnił się jadąc za nimi i nie wiedział, że Clyde wcześniej wyszedł z zaparkowanego auta. Tak więc Hamer zachodzi ich od tyłu, a Clyde zachodzi od tyłu Hamera.

        Gang domyśla się, ze Hamer wybrał się na nich w pojedynkę, bo wyznaczono za ich głowy nagrodę, a pazerny szeryf chce zgarnąc ją dla siebie wyłącznie. Przeliczył się. Clyde proponuje, żeby go powiesić. Buck - żeby zastrzelić "ku przestrodze dla innych odważnych". Ale najlepszy pomysł ma Bonnie - proponuje ona, żeby zrobić sobie ze związanym Hamerem kilka sympatycznych zdjęc, a potem wysłać je do gazet. I tak też robią - pośrodku Hamer z miną grobową, a oni obok niego : w takich pozach, że wyglądają jakby Gang i szeryf byli najlepszymi kumplami. Bonnie nawet całuje go prosto w usta, co sprawia że cała kompania wybucha śmiechem. Tylko Hamer nie ma tęgiej miny, wie że te fotki zrobią z niego pośmiewisko. Pluje więc z całej siły w twarz Bonnie.

        Wtedy Clyde nie wytrzymuje. Rzuca się na niego, powstrzymywany przez BUcka, policzkuje, kopie i zapędza do łódki, a potem w tej łódce puszcza na jezioro wykrzykując gniewnie.

        www.youtube.com/watch?v=MruJDZYPxZM
        Napad. Bonnie i Clyde wkraczają z bronią, Clyde "Dzień dobry państwu, tutaj Gang Barrowa, to jest napad ! Jeśli zachowacie się spokojnie i rozsądnie, nic nikomu się nie stanie" - kanoniczna formułka :] Tym razem strażnik próbuje interweniować - Clyde strzela mu w... pistolet, tak że tamten go upuszcza. Gang wyciaga kasę z sejfu, ale skromnego farmera stojącego przy okienku z jego gotówki nie ograbia. Potem ucieczka, alarm, krótki pościg, który rezygnuje po przekroczeniu granicy stanu ["Na terenie Oklahomy nie będę ryzykował życia" - zgadzają się obaj policjanci], w rytmie dynamicznej BANJO music... :]

        Zabawny jest moment po : "postrzelony" strażnik spowiada się dziennikarzom "... i wtedy poczułem widmo śmierci" :]] A farmer, którego nie ograbili "Ja tam nic do nich nie mam. Dobrzy ludzie. POstawię kwiaty na ich grobach". Hehe.

        Wyobraźcie sobie, jak wkurzona jest Bonnie, kiedy podczas dzielenia kasy swojej działki domaga się... Blanche :] Argumenty Blanche ? Proszę bardzo : "Ja też MOGŁAM zginąć, a do tego Bonnie ciągle mi docina, no i wąż mógł mnie ugryźć jak nocowaliśmy w lesie" :] Niepojęte ;] Blanche nonstop naarzeka, biadoli, próbuje namówić Bucka żeby porzucił gang... a teraz dola dla niej... Clyde ulega jednak. Blanche dostaje swoje pieniądze. Bonnie ostentacyjnie okazuje niezadowolenie. Clyde ją przekonuje "To rodzina..."

        Przekomiczna jest sekwencja z dwójką kochanków, którym gang kradnie auto. Ich własne jest kontuzjowane, więc potrzebują nowego. I oto dwoje kochanków siedzi na poczciwej werandzie, a za plecami młodego [Gene Wilder] jegomościa grupa podejrzanie chyłkiem przemykających postaci normalnie juma ich brykę.

        Gang odjeżdza. Zaalarmowany młody człowiek rusza w pościg. Razem ze swoją dziewczyną. Ona prowadzi, a on jest wkurzony, odgraża się, ze jak dopadnie złodziejów, to im da popalić... Dziewczyna na to "Mogą mieć broń", a wtedy cała energia z wkurzonego jegomościa opada - "Słusznie, zawiadomimy policję, wracamy" :]

        I zawracają. Ale - gang też zawraca. I teraz syyuacja się odwraca : gang goni tę dwójkę :] A dwójka goniona jest nieźle wystraszona. Wreszcie gang zajeżdza im drogę. Clyde przedstawia się grzecznie, a reszta ferajny robi dziwne miny rozpłaszczając twarze na szybach auta w którym siedzi dwójka nieszczęśników - Eugene i Wilma.

        Clyde powiada "Zapraszam was na przejażdżkę MOIM nowym wozem" - MOIM nowym wozem", przed chwilą skradzionym zaproszonemu Eugene'owi :]] Co ma robić dwójka biedaków - zgadza się. Siedzą więc na tylnym siedzeniu, sztywni i przestraszeni, podczas gdy Bonnie, Buck i CW są dla nich mili, śmieją się, radośni, a Clyde prowadzi i mówi "Nie bójcie się, nie jesteście przecież policja, tylko normalnymi ludźmi", Eugene z ulgą podchwytuje "Tak ! właśnie tak !". Buck zaczyna opowiadać ten swój kawał, który brzmi jak najgorszy suchar z Familiady...

        ... i pstryk - oto Buck kończy swój dowcip, Eugene i Wilma zarykują się ze śmiechu, a reszta siedzi z minami cierpiętniczymi. Piękna scena. Przekomiczna. Cała sekwencja.

        Słowem : raz dwa Eugene i Wilma rozluźniają się, śmieją, i czują się w towarzystwie niebezpiecznych bandytów" jak na swojej werandzie. Przy okazji Wilma wygaduje się, ze jest dużo starsza niż w rzeczywistości. Na tę wieśc Eugene robi minę jakby połknął robaka.. :]

        Sielanka kończy się w momencie, kiedy Eugene zapytany, czym się zajmuje, odpowiada "Prowadzę dom pogrzebowy". Bonnie poważnieje i mówi "Clyde, wyrzuć ich stąd". Eugene i Wilma zostają wysadzeni w środku nocy pośrodku pustkowia.

        Ten moment wyznacza pewną cezurę w narracji w tym filmie. W tym momencie Bonnie zaczyna doskwierać skrywane głęboko poczucie nieuchronności losu. Fatum wiszące nad nimi, które tylko ona wyczuwa.

        Rankiem jej nie ma. Wszyscy jej szukają. Dookoła pola pełne zbóz, kukurydzy, a jej nie ma... Wreszcie Clyde zauważa ją biegnącą wśród kukurydzianych badyli. Biegnie za nią. Bonnie z płaczem przyznaje, że chce się zobaczyć z matką. Wie, że to niebezpieczne, dlatego chce sama. Ale musi ją zobaczyc. Czy nie tak zachowuje się człowiek przeczuwający śmierć ?

        Clyde prosi ją, zeby nigdy nie zostawiała go samego bez uprzedzenia, a potem obiecuje, że to spotkanie się odbędzie.

        www.youtube.com/watch?v=360M8ffTM_g
        No i się odbywa. Zaaranżowane jakoś [film tego nie wyjaśnia] w okolicach opuszczonej starej fabryki, może młynu. Spotkanie rodzinne, na którym zjawia się cała familia Parkerów. Jest miło, BUck bawi się ze wszystkimi dzieciakami, jest piknik, są zdjęcia, są rozmowy...

        Kiedy już wszyscy szykuja się do rozejścia - Bonnie daje matce naszyjnik, na pamiątkę. Matka wyznaje jej i Clyde'owi, że się boi, ale Clyde próbuje to rozproszyć - dziarsko opowiada, że gazety piszą głupstwa, i że on nigdy nie pozwoli żeby Bonnie stała się krzywda. Matka tego słucha, ale jej mina nie dowodzi tego, że Clyde ją przekonał. Bonnie jest w proszku cała. Kiedy Clyde dodaje "Niebawem się ustakujemy, proszę pani, będziemy mieli mały domek niedaleko pani domu, o 3 mile dalej", a matka odpowiada "3 mile ? Gdybyście zamieszkali kiedykolwiek 3 mile ode mnie - długo byście nie pożyli".

        Bonnie wie, że NIGDY już nie będzie żyła jak kiedyś. Chciała zmiany życia, ale teraz widzi konsekwencję inną niż te dobre i przyjemne - nigdy nie będzie mogła być blisko ze swoją rodziną. To bilet w jedną stronę. "Musicie, panie Barrow, ciągle uciekać. Nie ma już dla was innego życia", powiada mat
      • grek.grek "Bonnie i Clyde" [1967] [4] 17.08.14, 15:34
        Prawda brzmi z wielką siłą. Bonnie wpada w dołek formy. NIe przejmuje się tak bardzo słowami matki "To tylko stara kobieta...", ale przede wszystkim tym, że "Nie mam już rodziny" - Clyde ją obejmuje i mówi "Ja jestem twoja rodziną". I wyznają sobie uczucia.

        www.youtube.com/watch?v=_wZGBkqSlHs
        W tym czasie MOss i Blanche jadą do miasteczka po zakupy. W sklepie zostają rozpoznani przez miejscowego policjanta po cywilu. NIe robi on zamieszania, tylko dyskretnie zawiadamia policję i w nocy motel, w którym gang sie zatrzymał, otacza cała kawalkada policyjnych aut. Bez ostrzeżenia zaczyna się kanonada. Wyrwani ze snu gangsterzy, pod kulami próbują ostrzeliwac się i organizować ucieczkę. Tym razem nie obejdzie się bez strat - cięzko ranny zostaje Buck. Gang ucieka dwoma samochodami. Ginie paru policjantów.

        Zatrzymują się w niefartownym miejscu - takiej niby-polance pośrodku pustkowia. W dodatku auta świecą reflektorami. Widać ich na kilometr. Nic dziwnego, ze rano, kiedy liżą rany [Blanche oczywiście histeryzuje, bo mąz ranny, ale tym razem Bonnie zamiast ją ochrzaniać - pociesza].

        Wkrótce Clyde zauważa pierwszego polkicjanta... Niebawem okazuje się, ze są w okrążeniu. Policja zaczaiła się w tych zaroślach, krzaczorach dookoła. I pruje do nich z pistoletów i karabinów. I znów pod ostrzałem gang próbuje się ewakuować. ALe już ich akcjom nie towarzyszy wesołe banjo... To już zdecydowanie jest faza dramtyczna, to już nie jest kino przygody.

        Nie ma efektownej ucieczki z okrążenia. Nie tym razem. Ginie Buck. Blanche zostaje zatrzymana. Clyde próbuje manewrować autem, ale wywraca się ono w końcu. Bonnie, Clyde i Moss uciekają przez sąsiedni lasek, potem przez jakiś strumień, Bonnie zostaje postrzelona w ramię. Cudem wymykają się z pułapki. Clyde kradnie auto, wsiadają wszyscy i wyjeżdzają na drogę... nieśmiałe banjo w tle.

        tutaj cała sekwencja :
        www.youtube.com/watch?v=4bm3zyZwiVE
        Uciekają. PO drodze zatrzymują się w obozowisku grupy ofiar kryzysu, która jedzie na wschód. CW prosi ich o wodę, dostaje ją, a ludzie dyskretnie, ale z ciekawością zaglądają do auta, widzą ranną Bonnie i Clyde'a - "Czy to naprawdę BOnnie Parker ?", pyta jakaś kobieta, CW potwierdza. Ludzie patrzą w milczeniu, ze współczuciem, ale i zaintrygowaniu, bo widzą jakby... gwiazdy rocka.

        Schronienie znajdują w domu ojca C.W Mossa. Wydaje się, ze gośc jest w miarę poczciwy, chociaż ciągle kręci nosem na tatuaż jaki zrobił sobie na klacie jego syn. Ciągle mu to wypomina.

        Któregoś razu CW zauważa "Was w gazetach opisują z nazwiska, a mnie ciągle jako <<niezidentyfikowanego osobnika>>..." - Clyde na to "POwinieneś być zadowolony, masz szanse na powrót do normalnego życia", a ojciec przytakuje "Pan Barrow dba o twoje interesy, synu".

        Na osobności jednak, ojciec jest inny - mówi do CW "Ty pacanie, oni wiedzą jak się ustawić,a ty nawet nazwiska w gazecie nie masz". Kiedy CW mówi, że jego tatuaż podoba się Bonnie, ojciec prycha "Głupia zdzira". Dwulicowa menda.

        Tymczasem Blanche jest w szpitalu. Ma zabandażowaną głowę razem z oczami. W trakcie strzelaniny straciła wzrok. NIe wiadomo, na stałe czy na jakiś czas - w każdym razie jest niewidoma w tym momencie.

        Odwiedza ją... tak - szeryf Hamer, ten upokorzony przez gang Hamer. Sprytnie ją rozgrywa - spokojnym tonem psychoanalityka mówiącego do pacjenta na kozetce, przywołuje postać zmarłego Bucka i mówi "TO Clyde go sprowadził na złą drogę... tak, on i Bonnie Parker". I przypomina ciągle, że Blanche to córka pastora, na pewno dobra dziewczyna, dobrze wychowana, tylko "Ten Clyde zwiódł cię na manowce...". BLanche zupełnie się rozkleja - płacze. I wtedy Hamer podpytuje ją o nazwisko "tego trzeciego". i Blanche podaje "CW MOss". I Hamer już wie, gdzie szukać...

        Clyde wprawdzie trochę się wkurza, że media dopisują gangowi kolejne napady, mimo że od paru tygodni Buck nie żyje, Bonnie się kuruje, i generalnie ani im w głowie napadanie. Cóż, media są poza kontrolą.

        Bonnie zdrowieje. Razem z Clydem wybierają się na pikniki i są w znakomitym nastroju. Najgorsze minęło. Sa razem i teraz odczuwają łączące ich uczucia mocniej niż kiedykolwiek.

        Bonnie pisze wiersz-balladę o Clydzie, ale i o sobie, o nich - niebawem media drukują ten wiersz, po tym jak zachwycony jej talentem Clyde go im wysyła :] W tym wierszu Bonnie i Clyde są para romantycznych straceńców, wiodących życia na krawędzi, uciekających bez przerwy, pod kulami, z przeznaczeniem by zginąć młodo, ale... są dobrymi ludźmi, szlachetnymi z ducha.

        www.youtube.com/watch?v=j4KWXeSiSwU
        W tym momencie są naprawdę szczęśliwi. Zastanawiają się, co dalej. Clyde "Powinniśmy wziąc ślub i ustatkować się. Muszę zrobić z ciebie uczciwą kobietę" ;]] Zastanawiają się "Co by było jakbyśmy mogli zacząc raz jeszcze od początku". I dochodzą do przekonania, że jedyne co by poprawili, to to, że nie napadaliby banków w tym samym stanie, w którym mieszkają. W jednym stanie by napadali, w drugim by mieszkali "} BOnnie zasypia z uśmiechem.

        Tymczasem w mieście zdradziecki ojciec CW MOssa spotyka się z szeryfem Hamerem. Po powrocie do domu, ojciec przestrzega CW - "Nie jedź jutro z nimi do miasta, a w każdym razie - nie wracaj z nimi. Rozmawiałem z szeryfem, dostaniesz parę lat, ale wyjdziesz i będziesz żył".
        A więc klamka zapadła. CW nie wierzy staremu "CHcą złapać Clyde'a w mieście ? TO niemożliwe, jego nikt nie może złapać !". Czemu jednak CW nie informuje swoich przyjaciół o planowanym na nich zamachu ?

        W mieście Bonnie i Clyde robią zakupy. Są w świetnym humorze, śmieją się i żartują, Clyde kupuje przyciemniane okulary... Tylko jakoś CW spóźnia się z powrotem ze sklepu do samochodu. Bonnie idzie po niego, ale Clyde zauważa ukradkiem, ze zajechał na parking wóz policyjny. Dyskretnie podjeżdza i zabiera Bonnie do środka. CW wszystko z ukrycia obserwuje. Posłuchał jednak ojca... Czy ich zdradził nie informując ? MOże nie wiedział wszystkiego...

        Bonnie wsiada do auta i razem z Clydem nie niepokojeni wyjeżdzają z miasta. CW triumfuje w ukryciu, a więc nie złapali ich ! Niby pozostał kibicem po ich stronie, ale jednocześnie... jednak ich nie ostrzegł.

        POdczas drogi powrotnej, koło drogi stoi rozkraczony samochód znajomego farmera. Clyde zatrzymuje się, żeby mu pomóc przy zmianie koła. Farmer jest wyraźnie zdenerwowany.

        Nagle z gęstwiny krzaków po drugiej stronie szosy podrywa się z łoskotem stado ptaków. Fantastyczna scena. Farmer aż odruchowo zgina się do ziemi. Ale nic sie nie dzieje...

        ... i nagle z tej gęstwiny zaczynają grzać karabiny - farmer skacze pod auto, cała przerażająca, potworna seria dosłownie masakruje Clyde'a i siedzącą w samochodzie Bonnie. Cóż to za moment - to jest przerażające... naparzanie w zupełnej cieszy. Samochód jest cały podziurawiony, Clyde leży martwy, a zakrwawione zwłoki Bonnie powoli wysuwają się z siedzenia samochodu na ziemię.

        Z krzaków wychodzą sprawcy tej masakry - szeryf Hamer i jego siepacze. Cóz, zasadzka się powiodła... Drogą nadjeżdza przypadkowy samochód, prości farmerzy zekskaują, podbiegaja i ścigają w milczeniu kapelusze. Koniec.

        Czy bez tej spektakularnej śmierci ta historia byłaby spełniona ? MYslę sobie, że NIE. Ta scena, robiące wrażenie swoją siłą wyrazu, była niezbędna. Taki koniec był konieczny, aby ta historia zyskała filmowy walor najwyższej próby.

        Oto ona :
        www.youtube.com/watch?v=NrmUpso_xT8
        Nigdy nie jest przyjejmnie, gdy giną bohaterowie, ale to są bohaterowie tragiczni, ich los od początku ciązy ku takiej śmierci. Giną razem. W zupełnie niezwykłej zyciowej drodze.

        trailer :
        <a href="
        • grek.grek "Bonnie i Clyde" [1967] [4] 17.08.14, 15:37
          trailer :

          www.youtube.com/watch?v=d0qnnwPLpxI
          wg mnie, film ponadczasowy, ponadczasowa rola Faye Dunaway, ale i cały styl, sposób narracji, wspaniałe przejście od kina przygody, awanturniczej sensacji do prawdziwego dramatu.

          Jak Wam się podoba/podobał, Czcigodni ?
          • siostra_bronte Re: "Bonnie i Clyde" [1967] [4] 17.08.14, 16:08
            Dzięki, Greku :)

            Świetna recenzja. Przypomniałam sobie wszystkie szczegóły, jakbym go widziała wczoraj. Brawo!

            Tak, to znakomity film. Sama historia pary bohaterów jest fascynująca, do tego znakomite aktorstwo, zwłaszcza Faye Dunaway (zgadzam się, jest tutaj piękna) i Gene'a Hackmana, na którego też zwróciłeś uwagę. Słabym ogniwem jest Warren Beatty, nie wypada źle, ale z tej roli można było wycisnąć więcej.

            Bonnie i Clyde zostali pokazani jako romantyczni bohaterowie, anarchiści, którzy nie godzą się na marną egzystencję w czasach kryzysu. I wypada to, trzeba przyznać bardzo przekonująco.

            Reżyser był zresztą krytykowany za gloryfikowanie, bądź co bądź przestępców, którzy mieli parę duszyczek na sumieniu i dorabianie im legendy. Nie wiadomo jak to w końcu było, ale efekt filmowy jest znakomity.

            Fajnie, że sięgnąłeś po film amerykański. Lata 60-te i 70-te to moim zdaniem złoty okres tego kina.

            Jeszcze raz dzięki :)
            • siostra_bronte Re: "Bonnie i Clyde" [1967] [4] 17.08.14, 16:20
              Po prostu nie mogę nie zalinkować tej piosenki. Ostrzegam, że może się przyczepić :)

              www.youtube.com/watch?v=dY9PY4r83p8
            • grek.grek Re: "Bonnie i Clyde" [1967] [4] 17.08.14, 17:33
              cała przyjemność po mojej stronie, Siostro :] cieszę się z Twojej oceny.

              jak zwykle, para filmowa urodą dystansuje oryginalnych bohaterów. zgadzam się w pełni, że to
              kreacja bardzo przemyślana, a w całym pomyśle na ten film widać chęć stworzenia bohaterów popkulturowych, mitologizacji ich wyczynów, a przede wszystkim stylu życia.
              wszystko zaś w otoczce kontrkulturowego buntu przeciw mieszczańskiej rutynie i konsumpcjonizmowi.

              yes, sceny strzelanin, sceny śmierci, zwłaszcza ta finałowa, są ostre, jak na tamten czas, gwałtowne. ta finałowa kanonada jest przerażająca, z perspektywy widza. wystarczyłoby kilka strzałów, a tutaj jest seria jak w "Szeregowcu Ryanie".

              o, zdecydowanie masz racje - świetny okres w kinie amerykańskim. drugi taki, wg mnie, to lata 80-te z realistycznymi dramatami ogrywającymi kryzys ekonomiczny i jego skutki w mentalności społeczeństwa.

              a'propos gloryfikowania przestępczości, to jednak Penn pokazuje zjazd od fajnej przygody do naprawdę tragicznego uwikłania, z którego nie ma wyjścia w zasadzie. może jakaś ucieczka na drugi koniec Ameryki, ale tego bohaterowie bynajmniej nie rozważają.
          • pani_lovett Re: "Bonnie i Clyde" [1967] [4] 17.08.14, 17:13
            Bonnie i Clyde, którzy włóczą się w kurzu pośród objawów gospodarczej depresji [...], wyrażają - choć w sposób bardzo przesadny - ducha ery Wietnamu, narastającej opozycji wobec społecznej struktury i establishmentu, poczucie, że zmian nie można już dokonać od środka, że wszystko trzeba wysadzić. - tak o filmie pisał Barry Norman w książce "100 najlepszych filmów stulecia" .


            Zapomniałam już jak wstrząsająca jest scena finałowa, kiedy bohaterowi padają jak szmaciane lalki skoszeni gradem kul.

            Kolejna świetna opowieść, Greku.
            • pani_lovett Re: "Bonnie i Clyde" [1967] [4] 17.08.14, 17:14
              Moja opowieść później się pojawi. Lecę teraz na wizytację. Pa :)
              • grek.grek Re: "Bonnie i Clyde" [1967] [4] 17.08.14, 17:38
                o, brzmi bardzo... oficjalnie ? :]
                powodzenia, Barbasiu.

                • pani_lovett Re: "Bonnie i Clyde" [1967] [4] 17.08.14, 21:43
                  To była sąsiedzka wizyta u zacnej damy. ;)
                  Ale dziękuję.
            • grek.grek Re: "Bonnie i Clyde" [1967] [4] 17.08.14, 17:36
              dzięki, Barbasiu :] świetnie, że Ci się spodobało.

              dobry cytat.

              yes, pięknie to opisałaś. bardzo mocna scena. a ten pomysł, żeby z krzaków najpierw wyleciały spłoszone zapewne odbezpieczaniem broni ptaki - a dopiero za moment nastąpiła kanonada... wg mnie - przekapitalny.

              dzięki raz jeszcze :]
              • pani_lovett Re: "Bonnie i Clyde" [1967] [4] 18.08.14, 10:58
                Dzięki! :)

                A czy masz jakąś teorię wyjaśniającą impotencję Clyde'a?

                See U do jutra. ;)
                • grek.grek Re: "Bonnie i Clyde" [1967] [4] 18.08.14, 13:44
                  możliwe, że ma ona związek z jego pobytem w więzieniu, ale w istocie nie pada tutaj żadne
                  klarowne wyjaśnienie.

                  do jutra, Barbasiu :]
          • pepsic Re: "Bonnie i Clyde" [1967] [4] 17.08.14, 17:18
            Opis bardzo nam sie spodobał. THX. Znam tylko niewielkie fragmenty, wiec mogę potwierdzić, że młodziutka Faye Dunaway wygląda prześlicznie.
            • grek.grek Re: "Bonnie i Clyde" [1967] [4] 17.08.14, 17:43
              dzięki, Pepsic :]]

              bardzo polecam całość :]

              o yes, Faye wygląda doskonale, i jest doskonale, że tak to nazwę - "zrobiona".
              nie znam się na modzie, ale po prostu wg mnie doskonale ma dobrane ubrania,
              ten berecik, ta żółta sukienka w czasie jednego z napadów itd. jakoś to się świetnie
              prezentuje na ekranie, stylowo bardzo, pomaga w kreowaniu tego wizerunku przebojowej,
              ale i wrażliwej, dziewczyny.
    • maniaczytania no to sie przywitam :) 17.08.14, 14:45
      po powrocie z wakacji - bylo jak zawsze cudnie - cieplo, slonecznie, z pieknymi widokami.
      Tym razem nie przeczytalam ani jednej calej ksiazki ! (to chyba znaczy, ze naprawde odpoczelam ;) ).
      Obejrzalam za to 5 filmow, a po powrocie bylam juz w kinie - nie, jeszcze nie na "Straznikach Galaktyki" (Angazetko dzieki za relacje :) ), ale na "Wakacjach Mikolajka" - bylo smiesznie i zyciowo, widownia chichotala niezaleznie, czy byla w wieku przedszkolnym, czy mocno juz powyzej sredniego ;)
      • pani_lovett Re: no to sie przywitam :) 17.08.14, 15:14
        Witaj, Maniu! Miło Cię widzieć. :)))

        > Tym razem nie przeczytalam ani jednej calej ksiazki ! (to chyba znaczy, ze napr
        > awde odpoczelam ;) ).

        O! Manianieczytania!?
        A tak serio, od codziennej rutyny trzeba odpocząć. Dobrześ zrobiła.

        Ty garść wrażeń kinowych przywozisz nam z wakacji i ja dla Ciebie coś w klimatach kinowych mam ...

        forum.gazeta.pl/forum/w,14,152436781,152821657,OT_powakacyjny_prezenty_.html
        • maniaczytania Re: no to sie przywitam :) 17.08.14, 15:51
          och, dzieki wielkie za prezenty - lezaki pierwsza klasa, musze przyznac, ze od lat paru zazdroszcze Sopotowi i Zakopanemu tych lezakow ;)
          • pani_lovett Re: no to sie przywitam :) 17.08.14, 16:27
            Ja też zazdroszczę. :)
      • pepsic Re: no to sie przywitam :) 17.08.14, 17:01
        Cześć Maniu:)
      • grek.grek Re: no to sie przywitam :) 18.08.14, 13:42
        5 filmów i tylko jedna krótka impresja, Maniu ?.. coś w rodzaju niedosytu czuję ;]

    • pepsic Re: Ojej, co tu wybrac 2014 - 8 (vol 46) 17.08.14, 17:20
      Do zobaczenia we wrześniowym ojejku:)
      • maniaczytania Re: Ojej, co tu wybrac 2014 - 8 (vol 46) 17.08.14, 17:41
        udanego urlopu! :)
        • siostra_bronte Re: Ojej, co tu wybrac 2014 - 8 (vol 46) 17.08.14, 18:02
          Przyłączam się do życzeń :)
      • pani_lovett Re: Ojej, co tu wybrac 2014 - 8 (vol 46) 17.08.14, 21:06
        Przyjemnego urlopu i dobrej pogody!

      • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac 2014 - 8 (vol 46) 18.08.14, 13:40
        mam nadzieję, że to będzie raczej sam początek września :]

        baw się dobrze :]
        • siostra_bronte "Królowa Margot" w Stopklatce 18.08.14, 17:14
          Dzisiaj o 21.50 i jutro o 23.50. Polecam nieustająco! :)
          • siostra_bronte Re: "Królowa Margot" w Stopklatce 18.08.14, 17:15
            Oj, źle się podpięłam. Ale w sumie i tak liczę właśnie na Greka :)
          • grek.grek Re: "Królowa Margot" w Stopklatce 19.08.14, 12:14
            zdaje się, ze najszybciej mi pójdzie z "Królową..." kiedy obejrzę ten film po prostu w sieci :]]

            dzięki, Siostro za wytrwałe przypomnienia, początek "Królowej..." widziałem i z chęcią obejrzę resztę. jak to mówią, co się odwlecze, to nie uciecze.
            • siostra_bronte Re: "Królowa Margot" w Stopklatce 19.08.14, 17:51
              O rany, nie oglądasz nawet powtórek powtórek! Lista filmów, które musisz zobaczyć niebezpiecznie się wydłuża :)
              • grek.grek Re: "Królowa Margot" w Stopklatce 20.08.14, 13:30
                nie zawsze te powtórki wypadają w sprzyjających momentach :]

                a to prawda, jest tych filmów kilka. stopniowo będę do nich docierał. lato zaraz się skończy, a jesienią i zimą czasu na film będzie zdecydowanie więcej, także na odrabianie zaległości :}
    • 82adrian Underground 18.08.14, 10:20
      Jutro o godz. 1:40 w HBO będzie emitowany film Emira Kusturicy z muzyką Gorana Bregovica pt. ''Underground''.
      • pani_lovett Re: Underground 18.08.14, 10:59
        I ładnie. Tylko dlaczego tak krótko? Brakuje kilku słów zachęcającego komentarza od siebie!

        ;)
    • siostra_bronte "Tragedia Makbeta" w Ale kino 18.08.14, 17:19
      Dzisiaj o 20.10. Mało znany film Polańskiego z 1971 r. Przyznam, że nic o nim nie wiem. Reklamówka w Ale kino zapowiada go jako jedną z najlepszych filmowych adaptacji Szekspira. Zobaczymy. Zdam relację :)
      • grek.grek Re: "Tragedia Makbeta" w Ale kino 19.08.14, 12:19
        kiedyś leciał, chyba ?, w Kulturze. pamiętam, że jakąś wzmiankę wrzuciłem na forum, odsądzając ten film od czci, wiary i wirtuozerii ;] żartuję trochę - dobre rzemiosło, atmosfera, casting, ale chyba niekoniecznie błyskotliwośc, chociaż... może trudno mi było ją dostrzec, bo bardziej niż na "filmie POlańskiego" skupiłem się na "Makbecie Szekspira" ?

        z ciekawością czekam na Twoją recenzję, Siostro.
      • pani_lovett Re: "Tragedia Makbeta" w Ale kino 19.08.14, 14:57
        A w TV publicznej i w TVPKultura na okrągło tylko dwa filmy Polańskiego "Dziecko Rosemary" i "Pianista".

        Czekam na relację z wielką ciekawością.
        • siostra_bronte Re: "Tragedia Makbeta" w Ale kino 19.08.14, 18:14
          Miło mi, że czekaliście na moją recenzję :)

          Faktycznie, Greku, pisałeś o tym filmie. Ale wrzuciłam do wyszukiwarki tytuł "Tragedia Makbeta", dlatego nie pokazało mi Twojej recenzji.

          W sumie film mi się podobał. Ma swój posępny klimat, do tego piękne krajobrazy i niepokojąca muzyka. Para bliżej mi nie znanych aktorów: Jon Finch i Francesca Annis (Makbet i jego żona) wypadła znakomicie. Na początku trzeba się przyzwyczaić do tekstu wierszem, co wymaga skupienia, ale potem historia naprawdę wciąga.

          Ale zgadzam się z Grekiem, to solenna ekranizacja, jednak bez jakiegoś błysku. Może tylko scena drugiego spotkanie Makbeta z wiedźmami, kiedy oglądamy jego przyszłość jest wizualnie bardzo oryginalnai. To zresztą pytanie jak filmować klasykę. Czy udziwniać na siłę, np. przez uwspółcześnianie, czy trzymać się oryginału i niemal teatralnej konwencji, gdzie najważniejszy jest jednak tekst?

          Przy okazji po raz kolejny stwierdziłam, że Szekspir to jednak był geniusz :) W szkole jak się przerabiało lektury to człowiek był za młody, żeby to wszystko zrozumieć. Najważniejszy cytat, słowa Makbeta, kiedy już wie, że jest zgubiony:

          "Życie jest tylko przechodnim półcieniem,
          Nędznym aktorem, który swoją rolę
          Przez parę godzin wygrawszy na scenie
          W nicość przepada – powieścią idioty,
          Głośną, wrzaskliwą, a nic nie znaczącą”

          Czy zauważyłeś, Greku, że film wyprodukowała firma...Playboy Productions? Ciekawe dlaczego Hugh Heffner dał kasę na tak ambitne przedsięwzięcie.

          Na pewno warto obejrzeć.

          Dla ciekawych trailer:

          www.youtube.com/watch?v=-uQ6htOrhb4
          • siostra_bronte Re: "Tragedia Makbeta" w Ale kino 19.08.14, 18:42
            Znalazłam scenę z tym cytatem :

            www.youtube.com/watch?v=h-XTgC34IQQ
          • pani_lovett Re: "Tragedia Makbeta" w Ale kino 19.08.14, 20:53
            > [...] film wyprodukowała firma...Playboy Productions? Cieka
            > we dlaczego Hugh Heffner dał kasę na tak ambitne przedsięwzięcie.


            Pytany dlaczego zrobił "Tragedię Makbeta" za pieniądze "Playboya" Polański rzekł: "Pecunia non olet", czym obraził swego przyjaciela Victora Lownesa, szefa londyńskiego oddziału pisma. Ten odesłał mu złotego penisa, którego kiedyś od niego dostał ("Z powodu ostatnich wydarzeń nie mogę dłużej trzymać w moim domu twojego wizerunku naturalnej wielkości").

            • pani_lovett Re: "Tragedia Makbeta" w Ale kino 19.08.14, 21:03
              wyborcza.pl/1,75475,7117212,28_ran_Sharon_Tate.html

              "Tragedię Makbeta" to pierwszy film Polańskiego po tragicznej śmierci żony Sharon Tate, która wraz z przyjaciółmi zginęła z rąk bandy Mansona.

              "W rzeczywistości wybrałem Makbeta, ponieważ miałem nadzieję, że przynajmniej Szekspir nie wzbudzi żadnych podejrzeń. (…) Gdybym zrobił komedię, oskarżono by mnie o gruboskórność.” - wyjaśniał Polański potem w autobiografii.

              Na opinię: „Niektórzy krytycy twierdzą, że » Tragedia Makbeta «była dla pana rodzajem katharsis”, Polański odpowiadał: - „Mają gó... we łbie”. A jednak Paulina Kael pisała w „New Yorkerze”: - „Jeśli widzimy morderców od Mansona w » Makbecie «, to dlatego, że wprowadził ich tam reżyser”.

              Trudno z tym polemizować. Gdy współscenarzysta filmu, znany szekspirolog Kenneth Tynan kwestionował ilość krwi płynącej na ekranie z ciała małego chłopca uderzonego nożem w plecy, Polański rzekł: "Nie widziałeś mojego domu w Kalifornii minionego lata. O krwawieniu to ja coś wiem".

              Cały tekst: wyborcza.pl/1,75475,7117212,28_ran_Sharon_Tate.html#ixzz3ArlmRRyG

              Dzięki, Bronte. :)
              • siostra_bronte Re: "Tragedia Makbeta" w Ale kino 21.08.14, 12:22
                Dzięki Barbasiu za ciekawe cytaty i linka :)

                Faktycznie, jest tu kilka bardzo krwawych scen, ale pasowało to realistycznego klimatu filmu, więc nie szukałam tu żadnych podtekstów.
          • grek.grek Re: "Tragedia Makbeta" w Ale kino 20.08.14, 13:26
            dzięki, Siostro, za jakże poetyckę recenzję :]

            zdecydowanie jestem za tym, by klasykę ekranizować... klasycznie.
            może i wyjdzie to bez błysku, jak rzeczony "Makbet", ale takie ryzyko reżyser i widownia
            powinni w całe przedsięwzięcie wkalkulować. może błysk oznacza w takiej formule jakiś
            rozmach inscenizacyjny, szarże aktorskie ? a może to ekranizacja klasyczna powinna być
            po prostu hołdem dla wielkości dzieła literackiego, w którym to hołdzie zawiera się właśnie
            owo uznanie jego pierwszoplanowości i nadrzędności ?

            Szekspir ponoć nie istnial ;] to znaczy - istniał, ale jako figura tudzież figurant, pod którą/którego podkładała swoje dzieła jakaś grupa twórców, pisząca z ukrycia z powodów politycznych. może coś w tym jest ? :]

            Playoby mecenasem sztuki ? :]

            • siostra_bronte Re: "Tragedia Makbeta" w Ale kino 21.08.14, 12:19
              Dzięki, Greku :)

              Skłaniam się ku Twojej opinii, żeby przy klasyce specjalnie nie wydziwiać. Mam wrażenie, że właśnie takie klasyczne, powściągliwe wersje lepiej znoszą próbę czasu.

              Tak, były próby podważenia dorobku Szekspira. No bo kto to widział, żeby jeden człowiek stworzył tyle wybitnych dzieł? :)

              Hehe, wygląda na to, że tak :)
    • grek.grek "Magia w blasku księżyca" w kinach 19.08.14, 13:19
      jak co roku, maestro przygotował coś całkiem nowego.

      www.rp.pl/artykul/9146,1133839-Woody-Allen-powraca-do-Francji.html
      jak mnienam, fanki już szykują kreacje na wyprawę kinową [?] ;]
      • pani_lovett Re: "Magia w blasku księżyca" w kinach 19.08.14, 14:53
        forum.gazeta.pl/forum/w,14,152436781,152992704,Mam_Mam_Ide_do_kina_na_.html
        ;)
        • grek.grek Re: "Magia w blasku księżyca" w kinach 19.08.14, 16:03
          aż nie wiem, co powiedzieć, Barbasiu... :]

          przepraszam Cię, ale... chyba w ciągu 48 godzin zdążyłem zapomnieć.
          a co gorsza, nie przywróciła mi pamięci doskonała świadomośc, że jesteś Fanką #1
          Woody'ego i z pewnością musiałaś już wspomnieć o tej premierze... :] a może... chciałem Cię zaskoczyć tak bardzo, że doznałem amnezji ? :]]



          • siostra_bronte Re: "Magia w blasku księżyca" w kinach 19.08.14, 18:16
            Hehe, Greku, może przydałby się krótki urlop? :)
            • pani_lovett Re: "Magia w blasku księżyca" w kinach 19.08.14, 21:44
              Właśnie! Krótki urlop? Odpoczynek od internetu?
              • grek.grek Re: "Magia w blasku księżyca" w kinach 20.08.14, 13:16
                cosmetic-candy.com/wp-content/uploads/2010/09/cat-on-hol.jpg
                ;]
                • pani_lovett Re: "Magia w blasku księżyca" w kinach 20.08.14, 17:31
                  Ooooo! Śliczny! Śliczny! :)))

                  /Ostrzegam, jeszcze jedno takie zdjęcie i zabieram Kota w przyszłym roku nad morze ze sobą. Żadne wrzaski i protesty tudzież wykręty nie pomogą! /
                  • grek.grek Re: "Magia w blasku księżyca" w kinach 21.08.14, 15:49
                    haha ;]

                    te okulary mnie niepokoją... takie... damskie jakieś, nie ?
                    może to... ONA !, a nie on ? :]]
                    • pani_lovett Re: "Magia w blasku księżyca" w kinach 21.08.14, 16:12
                      Nie wykręcaj się! To męskie okulary. Przypominają klasyczny model okularów przeciwsłonecznych Lacoste. Tu we współczesnym wydaniu (za jedyne 150$) :

                      www.rafiner.pl/1628/meskie-okulary-przeciwsloneczne-lacoste-2010.html

                      :}
                      • grek.grek Re: "Magia w blasku księżyca" w kinach 21.08.14, 17:12
                        te białe oprawki mnie skołowały ;]]

                        • pani_lovett Re: "Magia w blasku księżyca" w kinach 21.08.14, 18:35
                          Dziś mężczyźni noszą oprawki w najróżniejszych kolorach, nawet białych.



                          Choć może w ciemnych wyglądałbyś jeszcze przystojniej:
                          www.filmweb.pl/serial/Policjanci+z+Miami-1984-5854/photos/403775
            • grek.grek Re: "Magia w blasku księżyca" w kinach 20.08.14, 13:13
              w grobie odpocznę ;]]
          • pani_lovett Re: "Magia w blasku księżyca" w kinach 20.08.14, 19:18
            grek.grek napisał:

            > aż nie wiem, co powiedzieć, Barbasiu... :]
            >
            > przepraszam Cię, ale... chyba w ciągu 48 godzin zdążyłem zapomnieć.
            > a co gorsza, nie przywróciła mi pamięci doskonała świadomośc, że jesteś Fanką #
            > 1
            > Woody'ego i z pewnością musiałaś już wspomnieć o tej premierze... :] a może...
            > chciałem Cię zaskoczyć tak bardzo, że doznałem amnezji ? :]]


            Dobrze, że czuwasz i masz na oku repertuar kinowy. :)

            A skoro nie mylisz mnie z kimś innym to jeszcze nie jest źle z Twoją pamięcią. ;)
            • grek.grek Re: "Magia w blasku księżyca" w kinach 21.08.14, 17:15
              haha, no tak, to jest okoliczność pocieszająca i podtrzymująca na duchu :]]

              w ogóle zapomniałem, że przecież Woody co roku kręci nowy film, wypuszcza jakoś tak zawsze wakacyjnie, a w tym roku przecież jeszcze nic nie wypuścił, więc wypuścić musi niechybnie, zawżdy nieprawdaż onegdaj ? :]

              raz jeszcze się przekonałem, że jako niefan powinienem nie dać się zrobić na szaro własnej fantazji, że mogę Fankę ubiec w zapowiedzi filmu Jej Reżysera :]]
              • pani_lovett Re: "Magia w blasku księżyca" w kinach 21.08.14, 18:46
                Ja właściwie też byłabym zapomniała, że nadszedł czas na nowy film Woody'ego (zaprawdę prawdaż), gdyby nie reklama w Polsacie.

                > raz jeszcze się przekonałem, że jako niefan powinienem nie dać się zrobić na sz
                > aro własnej fantazji, że mogę Fankę ubiec w zapowiedzi filmu Jej Reżysera :]]

                O! Jesteś "niefanem" twórczości Woody'ego!?!? Jestem wielce zdumiona tym wyznaniem, bo po wielu godzinach w s p ó l n y c h (ale nie razem) seansów, odniosłam wrażenie, że oglądasz przyjemnością filmy twórcy "Manhattanu", że bawi Cię jego dowcip, poczucie humoru. Czyżbym żyła w mylnym błędzie? Czyżbym Cię w ogóle nie po-znała? :/
                • siostra_bronte Re: "Magia w blasku księżyca" w kinach 21.08.14, 19:14
                  Właśnie, Barbasiu! Jestem zaskoczona tym wyznaniem Greka!!
                • grek.grek Re: "Magia w blasku księżyca" w kinach 22.08.14, 12:21
                  chyba strzeliłem gafę :]

                  zapewniam Cię, Barbasiu, i Ciebie - Siostro, że z absolutną przyjemnością oglądam filmy Allena, stare, nowe, bez wyjątku :] jak celnie zauwazyłaś, nigdy się z tym nie kryłem. nic się nie zmieniło i nie zmieni się zapewne już do końca.

                  po prostu, wydaje mi się że Fan to ktoś więcej niż nawet gorący sympatyk i zwolennik. dlatego za fana nie mogę się uznać. fan pozostaje z obiektem swojej admiracji w związku miłosnym :] ja z panem Allenem jestem zaś na stopie bardzo przyjacielskiej, ale... to jednak nie miłość ;]
                  • siostra_bronte Re: "Magia w blasku księżyca" w kinach 22.08.14, 18:44
                    Uff, ulżyło mi :) Choć trzeba przyznać, że chwaliłeś filmy, które twardzi fani mocno krytykowali, np. "Vicky Christina..."
                    • pani_lovett Re: "Magia w blasku księżyca" w kinach 22.08.14, 19:12
                      siostra_bronte napisał(a):

                      > Uff, ulżyło mi :) Choć trzeba przyznać, że chwaliłeś filmy, które twardzi fani
                      > mocno krytykowali, np. "Vicky Christina..."

                      To chyba nie byli fani?
                      • siostra_bronte Re: "Magia w blasku księżyca" w kinach 22.08.14, 19:54
                        No, fan ma prawo do krytycznej oceny dokonań uwielbianego twórcy. To nie musi być bezkrytyczna miłość :)
                        • pani_lovett Re: "Magia w blasku księżyca" w kinach 22.08.14, 20:41
                          :))

                          Racja.
                    • grek.grek Re: "Magia w blasku księżyca" w kinach 23.08.14, 15:07
                      po prostu lubię dobre kino ;]
                      a dobre może być na przeróżne sposoby, tak mi się wydaje.
                  • pani_lovett Re: "Magia w blasku księżyca" w kinach 22.08.14, 19:21
                    grek.grek napisał:

                    Właściwie to ja też należę do kategorii miłośników filmów Allena.
                    Fan prawdziwy posiada w swojej kolekcji wszystkie filmy reżysera, obejrzał je i to po kilka razy, sypie cytatami z każdego filmu z jednego rękawa, z drugiego rękawa sypie nazwiskami aktorów i szczegółami rozmaitymi, a ja nawet połowy filmów Allena jeszcze nie obejrzałam. Daleko mi jeszcze do zaszczytnego określenia fanka.

                    Teraz mi się przypomniało, rozmawialiśmy już kiedyś na ten temat. I do takich samych wniosków doszliśmy. Ufff! :))
                    • grek.grek Re: "Magia w blasku księżyca" w kinach 23.08.14, 15:13
                      Barbasiu, jeśli masz rację w tym co piszesz, to znaczy tyle, że... fanem się zostaje stopniowo, a Ty jesteś na bardzo dobrej ścieżce by to osiągnąć już wkrótce, więc co szkodzi już dzisiaj, tzw. awansem, byś Fanką była ? :]

                      a przede wszystkim, no co tu dużo kryć... Twoje podkochiwanie się w Woodym nie jest niczym złym ;]] a szczere, naturalne i entuzjastyczne uczucie do osobowości i stylu [twórcy] jest nieskończenie ważniejsze niż te wszystkie "kolekcje, cytaty i nazwiska" :}
                      • barbasia1 Re: "Magia w blasku księżyca" w kinach 24.08.14, 14:28
                        [...]
                        > a przede wszystkim, no co tu dużo kryć... Twoje podkochiwanie się w Woodym nie
                        > jest niczym złym ;]] a szczere, naturalne i entuzjastyczne uczucie do osobowośc
                        > i i stylu [twórcy] jest nieskończenie ważniejsze niż te wszystkie "kolekcje, cy
                        > taty i nazwiska" :}

                        He,he,he! :))))

                        Greku, Ty to masz dar przekonywania!
                        Podoba mi się, coś tu napisał.

                        Jestem fanką Allena in statu nascendi. :)

        • grek.grek Re: "Magia w blasku księżyca" w kinach 19.08.14, 16:14
          a swoją drogą - zanosi się na to, ze będzie to kolejna estetyczna [Francja 1920 r. - rzeczywiście świetny koncept] i aktorska perełka kinowa :] ludzie róznie mogą mówić o tym "nowym kinie Allena", ale jak patrzę na te wszystkie obrazy, to widzę po prostu INNEGO Allena niż ten wczesny i średnie, a NIE GORSZEGO. jak to wygląda u Ciebie ?
          • siostra_bronte Re: "Magia w blasku księżyca" w kinach 19.08.14, 18:17
            Ja też jestem fanką, ale "starego" Allena. Ostatni naprawdę dobry Allen to dla mnie "Przejrzeć Harry'ego".
            • grek.grek Re: "Magia w blasku księżyca" w kinach 20.08.14, 13:34
              jesteś fanką bardzo surową, Siostro ;]

              mnie się wydaje, że Allen, mówiąc językiem bokserskim, zmienił wagę na nieco lżejszą :]
            • pani_lovett Re: "Magia w blasku księżyca" w kinach 20.08.14, 19:08
              A ja podobnie jak Krzysztof Varga nie wyobrażam sobie sytuacji, że nie idę na nowy film Allena, choćby miał najstraszliwsze w dziejach recenzje.

              :)
              • grek.grek Re: "Magia w blasku księżyca" w kinach 21.08.14, 15:53
                świetne podejście do tematu :]

                może zatem, z czystej ciekawości przeczytasz tę polemikę :
                www.rp.pl/artykul/9146,1134579-Marek-Sadowski-i-Marcin-Kube-o-filmie-Woody-ego-Allena.html
                swoją drogą, pan atakujący chyba grubo przesadza ?
                ciekawe, czy Siostra zgodziłaby się z jego odmianą krytyki ? ;]
                • siostra_bronte Re: "Magia w blasku księżyca" w kinach 21.08.14, 16:15
                  Faktycznie, ostro :) Ale recenzja pro jakaś krótka, więcej o samym Allenie, niż o filmie.
                • pani_lovett Re: "Magia w blasku księżyca" w kinach 21.08.14, 16:37
                  Oczywiście! Dzięki za link . Już czytam...
              • gryfny Re: "Magia w blasku księżyca" w kinach 21.08.14, 16:02
                U mnie wrecz odwrotnie,nigdy nie zrozumiem dlaczego ktos i to bardzo dawno dawno temu uparl sie na lansowanie tych niby komedii tego niby genialnego rezysera. Unikam jak zarazy tego pana,osobiscie raz wdeplem do kina na wychwalana po niebiosa komedie (dawno to bylo) "Manhattan".....jezusiczku ,po godzinie chyba dalem dyla z kina z ogromnym bolem glowy i tak mi zostalo do dzis:W Allen= nie dziekuje!
                Dobre komedie musza smieszyc a nie nudzic tak jak ta:
                www.filmweb.pl/video/zwiastun/nr+1+%28polski%29-33948
                • pani_lovett Re: "Magia w blasku księżyca" w kinach 21.08.14, 16:23
                  :)

                  "Manhattan"! Toż to jedna z najlepszych komedii Allena!??

                  Oczywiście, nie wszystkim musi odpowiadać poczucie humoru Allena.

                  • siostra_bronte Re: "Magia w blasku księżyca" w kinach 21.08.14, 16:28
                    Tak jest, Allena albo się kocha, albo nienawidzi:)
                  • gryfny Re: "Magia w blasku księżyca" w kinach 21.08.14, 16:37
                    z najlepszych ?.....brrrr to piknie dziekuje za te slabsze
                    • pani_lovett Re: "Magia w blasku księżyca" w kinach 21.08.14, 18:50
                      He,he,he! ;)

                      Gryfny! To ja Ci wyznam, że mnie z kolei nie bawił humor we francuskiej komedia "Nic do oclenia" o francuskich i belgijskich celnikach, a w zasadzie francusko- belgijskich animozjach, coś ją kiedyś zapowiadał.
                    • pani_lovett Re: "Magia w blasku księżyca" w kinach 22.08.14, 20:43
                      Gryfny, jesienią w TVPKultura pokażą "Manhattan". Musisz obejrzeć! ;))
                • maniaczytania Gryfny - bracie :) 22.08.14, 21:08
                  wreszcie ktos, kto ma z Allenem, jak ja ;)
                  • pani_lovett Re: Gryfny - bracie :) 22.08.14, 21:36
                    maniaczytania napisała:

                    > wreszcie ktos, kto ma z Allenem, jak ja ;)

                    Hahahahaha! :)))))
                    • siostra_bronte Re: Gryfny - bracie :) 23.08.14, 13:12
                      :)))
                  • gryfny Re: Witam w klubie 23.08.14, 13:33
                    hehehe,tak podejrzewam ze ten "klub" to spory jest ze ho-ho-ho, tylko pod wplywem swoistej "presji "pewnych krytykow-kinomanow nalezy chwalic i basta ....po prostu nie wypada inaczej w kregach milosnikow kina.
                    • siostra_bronte Re: Witam w klubie 23.08.14, 13:42
                      Nigdy nie byłam pod jakąś "presją". Uwielbiam filmy Allena (ale te starsze) sama z siebie :)
                      • szwampuch58 Re: Witam w klubie 23.08.14, 14:29
                        masz do tego prawo,nie twierdze ze wszyscy
                        • gryfny Re: Witam w klubie 23.08.14, 14:39
                          Upss," wdeplem" w login mojego pierworodnego, Sorry
                          • barbasia1 Re: Witam w klubie 24.08.14, 14:30
                            gryfny napisał:

                            > Upss," wdeplem" w login mojego pierworodnego, Sorry

                            :)

                            Jesteś jego ...?

                            To się pierworodny zdziwi, jak się dowie, że pisał na Forum Telewizja. :))
    • grek.grek Dwójka na jesień : goła d... i stara śpiewka :] 19.08.14, 13:42
      widziałem w ostatnich dniach dwa zwiastuny w TVP2.
      załamka :]

      pierwszy pokazywał komedie amerykańskie, które TVP 2 ma zamiar na jesieni pokazać, lejtmotiwem była scena, w której jakiś facet z opuszczonymi portkami, przewijali się także dwaj goście z wózkami dziecinnymi i inne "atrakcje", od których można zerwać nie tylko boki, ale i perukę z głowy, żeby nią sobie zakryć oczy.

      drugi, to była hurraoptymistyczna zapowiedź emisji najlepszych polskich komedii - znacie ten zestaw : " Vabank", "Seksmisja", "Miś", "Sami swoi"... emitowane tysiąc razy od tysiąca lat.

      niezmiennie zastanawiam się na co idzie ten abonament i zyski z reklam, bo mam wrażenie, że TVP jest tworem, który istnieje tylko po to, aby podtrzymywać swoje istnienie, czyli grupy ludzi, której pomysłem na życie stało się wyciąganie pieniędzy z naszych kieszeni, czyli pospolite pasożytnictwo.






      • grek.grek Re: Dwójka na jesień : goła d... i stara śpiewka 19.08.14, 13:47
        przepraszam za tę "gołą d..." w nagłówku, ale z całej reszty adekwatnych okresleń, to ona była najdelikatniejsza ;]]
        • pani_lovett Re: Dwójka na jesień : goła d... i stara śpiewka 19.08.14, 15:05
          Goła d... podpisuję się.

          Odpalając płatne kanały z najnowszymi filmami i serialami z Ameryki i całego świata prezesi telewizji publicznej śmiać się będą w kułak z frajerów oglądających za abonament (!) ułożoną przez nich jesienna ramówkę za starociami w Jedynce i Dwójce. A! Zapomniałabym! Jest jedna nowość (już jest podobno hitem!? ). Ten superowski program nazywa się "Rolnik szuka żony"!

          Prezesowi Jedynki za pomysł dedykuję tę piosenkę:
          www.youtube.com/watch?v=ZIvX5-6pp84
          • grek.grek Re: Dwójka na jesień : goła d... i stara śpiewka 19.08.14, 16:11
            haha ;]

            cała prawda i świetna dedykacja, Barbasiu.

            tak przy okazji, zastanawiam się, jaki sens ma istnienie 2 programu TVP ?
            poza oczywiście możliwością upchnięcia w nim błyskotliwych telenowel produkowanych na zasadzie Stadionu Narodowego, czyli "6 razy drożej niż w każdym innym kraju świata",, masy reklam i setek powtórek z powtórek, nie wspominając o całej gromadzie kumpli i kumplek oraz kumpli kumpelek i kumpelek kumpli, która bez posady w TVP musiałby zająć się ?

            "KOcham Kino" można by przenieśc do KUltury i w zasadzie... Dwójka mogłaby [z punktu widzenia "misyjności' i atrakcyjności programowej] nie istnieć, nie sądzisz ?
          • gryfny Re: "Rolnik szuka żony" 19.08.14, 16:31
            hehehe,to juz naprawde katastrofa polskiej telewizji panstwowej z tzw:"misja"
            Niestety prorokuje ogromny sukces tego " idiotyzmu" u ludzi o zrypanych gustach ale dlaczego w panstwowej telewizji?
            Na tej liscie TVP jest jedyna przedstawicielka telewizji panstwowych,smutne to.
            en.wikipedia.org/wiki/Farmer_Wants_a_Wife
            • pani_lovett Re: "Rolnik szuka żony" 19.08.14, 21:10
              No tak, to zagraniczny format na licencji, obleciał już wszystkie kraje.
      • siostra_bronte Re: Dwójka na jesień : goła d... i stara śpiewka 19.08.14, 18:43
        Ręce opadają. Cała nadzieja w Kulturze.
    • 82adrian Grobowiec świetlików 20.08.14, 16:08
      Dzisiaj o godz. 21:50 w TVP Kultura zostanie wyświetlony jeden z najbardziej antywojennych filmów wszechczasów: ''Grobowiec Świetlików''. Jest to niezwykła i zarazem smutna japońska animacja o pewnym rodzeństwie, które musi przetrwać piekło II Wojny Światowej.

      Wielokrotnie popłakałem oglądając ten film.
      • pani_lovett Re: "Grobowiec świetlików" 20.08.14, 19:38
        Poruszył mnie "Grobowiec świetlików", choć nie do tego stopnia, co Adriana. Także polecam uwadze tych, którzy filmu jeszcze nie widzieli.
    • bochenkov Re: Ojej, co tu wybrac 2014 - 8 (vol 46) 20.08.14, 22:29
      ja w tym roku przerzucam się na telewizję on - line.
      niedawno odkryłam taką nową stronę internetową, chyba ruszyła całkiem niedawno pl.e-screen.tv/
      konto zakłada się oczywiście za darmo, ale można też wykupic sobie wersję pro. super sprawa, telewizja na żywo, na własnym laptopie !
    • siostra_bronte "Północ, północny-zachód" 21.08.14, 12:45
      Jutro w tvn 7 o 21.55. Czasem potrafią pokazać starsze filmy.

      Ale to jeden z mniej udanych filmów Hitchcocka, przynajmniej z tych, które widziałam. Historia uczciwego obywatela, który zostaje wplątany w szpiegowską historię. Ale jakoś brakuje tutaj osławionego suspensu, bliżej tu do Bonda. Najgorsze jest to, że film bardzo zestarzał się pod względem technicznym. Sceny plenerowe były kręcone w studiu (żeby obniżyć koszty?) i niestety to przeszkadza. I jeszcze Cary Grant w roli głównej, który nie był wybitnym aktorem, a jego gra jest dla mnie irytująca.

      Ale jest tu słynna, znakomita scena z samolotem, wielokrotnie kopiowana i parodiowana przez filmowców.

      Nie jest to zachęcająca zapowiedź. Ale na obecnym bezrybiu to i tak rodzynek. Chociaż w tym samym czasie w Stopklatce będzie leciał "Germinal", którego bardzo chwaliliśmy z Grekiem i ten film polecam!
      • siostra_bronte Re: "Północ, północny-zachód" 21.08.14, 13:00
        Miało być: sceny plenerowe były częściowo kręcone w studiu.
      • pani_lovett Re: "Północ, północny-zachód" 21.08.14, 16:13
        Oglądamy.




      • grek.grek Re: "Północ, północny-zachód" 21.08.14, 16:25
        chyba jako jedyny kanał TVN7 czasami stać na takie heroiczne wyczyny :]]
        wczoraj powtarzali "Dziecko ROsemary", i to o 20:00.

        kiedyś POlsat potrafił zaskoczyć. szkoda, że zarzucił pomysł pokazywania raz w tygodniu klasyki kina. ale - w komercyjnych stacjach wszystko jest kwestią oglądalności lub jej braku. trudno wymagac, żeby dla czyjegoś widzimisę dopłacali do interesu.

        dzięki za zapowiedź, Siostro. nie znam tego filmu, a Twoja wstrzemięźliwa recenzja powoduje, że nie chyba nie będę miał wyrzutów sumienia, jeśli go - przynajmniej tym razem - nie zobaczę ;] ale pora jest ciekawa, konkurencja zerowa ["Germinal" jest ofk, jak piszesz, świetny, ale mam go jeszcze w pamięci, której nie chcę przekarmiać], więc może spróbuję.
        • pani_lovett Re: "Północ, północny-zachód" 21.08.14, 17:59
          > wczoraj powtarzali "Dziecko ROsemary", i to o 20:00.

          Właśnie to samo miałam powiedzieć. Trafiam niemal na koniec filmu, na scenę, kiedy Rosemary dowiaduje się o śmiercie swego dopiero co narodzonego dziecka. Dziewczyna nie wierzy w to co słyszy, jest wstrząśnięta, dostaje histerii, ale opiekunowie faszerują ją lekarstwami, którą ją uspokajają , ale i otumaniają. Pewnego dnia słyszy płacz dziecka dochodzący gdzieś zza ściany. Instynkt macierzyński podpowiada Rosemary, że to może być jej dziecko. Od tego dnia przestaje przyjmować pigułki, chowając jej w szparach nocnej szafki. Kiedy po kilku dniach odstawiwszy leki nabiera sił, wybiega na korytarz i w szafce na ręczniki znajduje tajemne przejście do innego apartamentu.

          Z wielkim kuchennym nożem Rosemary wpada do wielkiego, rozświetlonego salonu, gdzie znajduje się sporo ludzi, widzi tam także swojego męża. Pojawienie się Rosemary budzi budzi spore zamieszanie, wszyscy zamarłszy z przestrachem spoglądają na Rosemary. A ona cały czas z nożem w dłoni stoi ze wzrokiem utkwionym w znajdującą się w środku wielkiego salonu czarną kołyskę okrytą czarnym tiulowym baldachimem na którym zawieszony jest odwrócony krzyż. Z kołyski dobywa się płacz dziecka. Rosemary podchodzi do kołyski, delikatnie odsłania welon baldachimu i z przerażenia łapie się za usta. W tym momencie - genialna rzecz - zamiast krzyku kobiety, słychać podkład muzyczny, który składa się z dźwięków przypominających krzyki kobiety, tak przejmujących, aż skóra cierpnie.

          Rosemary , pyta przerażona zebranych, co zrobili z oczami dziecka. Ktoś życzliwy dopowiada, by przyjrzała się jeszcze dłoniom i stopom dziecka!? Dziecko diabła nie zostaje jednak ani na moment pokazane widzom. Genialny zabieg.
          Na ekranie pojawia się potem na króciutką chwilę przerażający diabelski psyk, z żółtymi ślepiami, jest to jednak przebłysk wspomnienia Rosemary z nocy, podczas której miała odbywać stosunek z szatanem.


          Diabelskie dziecko ma na imię Adrian.








          • pani_lovett "Dziecko Rosemary" cd. cd. 21.08.14, 18:10
            Co ciekawe Grażyna Stachówna w książce "Roman Polański i jego filmy" pisze, że wielu widzów wychodząc z kina było przekonanych, że widziało dziecko na ekranie, co więcej potrafili je nawet opisać. I dalej pisze, że "Gdy telewizja ABC pokazała film widzowie, którzy znali go z kina oskarżyli sieć o bezprawne wycięcie twarzy dziecka".
            "Sugestia zamknięta w tych kilku ujęciach ma niewiele równych w historii kina" - podsumowuje Stachówna.
            • grek.grek Re: "Dziecko Rosemary" cd. cd. 22.08.14, 12:12
              bardzo dobry opis zakończenia, Barbasiu.
              Rosemary jest przerażona, ale po chwili instynkt macierzyński zwycięża i jednak chce zająć się "
              swoim dzieckiem". to też zajmująca konkluzja.

              najważniejsze pozostaje jednak to, że nie sposób rozstrzygnąć, czy to wszystko okultystyczna farsa czy po prostu wizja Rosemary, która wcześniej poroniła ciążę, wskutek sfiksowania schiozfrenicznego.

              dopatrujący się tutaj jakichś motywów satanistycznych, powinni wziąć pod uwagę, że gdyby tak było w istocie, to film postulując istnienie osobowego Szatana dowodziłby także, z automatu, istnienia osobowego Boga. wątpię, aby takie intencje przyświecały twórcom :]

              lepiej to rozpatrywać po prostu jako film. a stworzenia takiej zagwozdki dla widza, to największa zaleta scenariusza i reżyserii. coś jak zakończenie Lalki, czyli : co się stało z Wokulskim ? KIlka róznych wersji, zero jawnych podpowiedzi i można sobie dowolnie podstawiać zdarzenia i powiązania wcześniej ujawnione :]

              yes, ta scena z dzieckiem też się wpisuje w ten klimat. to były czasy, jeszcze ludzie byli poruszeni niedopowiedzeniami, hehe. pamiętasz "Przygodę" Antonionego ? para jedzie na wakacje, gdzie ona nagle znika - on niby jej szuka, ale film wcale nie skupia się na poszukiwaniach, a później zupełnie je porzuca i kompletnie zapomina o zaginionej bohaterce. ponoć widownia była była wtedy bliska szału - zarzucano reżyserowi, że celowo zrobił widzów na szaro, żądano zwrotu pieniędzy za bilety, sugerując że "ten film nie ma dokręconego zakończenia", bo przecież w zakończeniu musi być wyjaśnienie, co się stało z kobietą, która nagle zniknęła :] Podobny jest manewr w Powiększeniu, gdzie również zabójstwo, Jane i cała crime story jest jedynie przyczynkiem do zupełnie innych poszukiwań reżysera.

              • pani_lovett Re: "Dziecko Rosemary" cd. cd. 22.08.14, 18:25
                grek.grek napisał:

                > bardzo dobry opis zakończenia, Barbasiu.

                :))

                Teraz widzę, brakło kilku szczegółów.

                > Rosemary jest przerażona, ale po chwili instynkt macierzyński zwycięża i jednak
                > chce zająć się "> swoim dzieckiem". to też zajmująca konkluzja.

                Jak najbardziej.


                Może to nie tyle "sfiksowanie schizofreniczne", ile naturalne przewrażliwienie młodej kobiety, będącej w pierwszej ciąży?

                W warstwie sensów podstawowych film opowiada o narodzinach szatana. (Kałużyński zwraca uwagę, że nowością "Dziecka Rosemary" było to, że po raz pierwszy w kinie diabeł zwycięża i przychodzi na świat / do tej pory ginął efektownie w płomieniach/). Dlatego wątku szatana nie sposób jednak pominąć, omawiając ten film.


                Tak. :)


            • pani_lovett Re: "Dziecko Rosemary" cd. cd. PS uzupełnienie 22.08.14, 18:27
              pani_lovett napisał(a):

              Co ciekawe Grażyna Stachówna w książce "Roman Polański i jego filmy" pisze, że
              wielu widzów wychodząc z kina było przekonanych, że widziało dziecko na ekranie, co więcej potrafili je nawet opisać. I dalej pisze, że "Gdy telewizja ABC pokazała film widzowie, którzy znali go z kina oskarżyli sieć o bezprawne wycięcie twarzy dziecka".
              " Sugestia zamknięta w tych kilku ujęciach ma niewiele równych w historii kina. Niesamowitość została stworzona dosłownie z niczego, a nasza zdolność do odróżniania pozorów od rzeczywistości, prawdy od kłamstwa i dobra od zła poważnie podważona."" - podsumowuje Stachówna.
              • grek.grek Re: "Dziecko Rosemary" cd. cd. PS uzupełnienie 23.08.14, 15:05
                ogromnie sugestywne są rozszerzające się niemo przerażone oczy Mii Farrow, kiedy zagląda do kołyski :]

                doskonały cytat. weźmy choćby tych satanistów [rzekomych !] - grupa starszych ludzi, miłych, nie awanturujących się, nawet trochę śmiesznych [fantastycznie Ruth Gordon gra tę całą Minnie, w taki sposób, że aż się nie chce wierzyć : to ma być satanistka przywołująca diabła ? wolne żarty !]. wg mnie, to dodatkowo podbudowuje równoległą do okultystycznej linię odczytania tego filmu, jako serii psychicznych odjazdów Rosemary. Polański tak to wszystko chytrze ustawił, że za chińskiego boga nie idzie dogonić jakiejś sensownej odpowiedzi.
        • pani_lovett Re: "Północ, północny-zachód" 21.08.14, 18:17
          A ja wczoraj oko zawiesiłam na powtórce "Stalowych Magnolii", w gwiazdorskiej obsadzie - Sally Field, Shirley MacLaine, Dolly Parton, Daryl Hannah, Olympia Dukakis, Julia Roberts.

          Nic a nic się nie zestarzał ten film (rocznik 1989) może poza mocno natapirowanymi fryzurami bohaterek. ;)
    • grek.grek "Rozpustnik [The Libertine]" [2004] via TVN7 21.08.14, 14:30
      Scenariusz mający ambicję odtworzenia kolei życia brytyjskiego hrabiego Johna Wilmota, XVII-wiecznego poety na dworze króla Karola II.

      Ekranowy hrabia ma zaletę, dzięki której wszystkie jego wady dają się z łatwością zaakceptować i wbrew jego intencjom ["mam nadzieję wam się nie spodobać", powiada Wilmot w pierwszej scenie, występując w formie zapowiadacza i mówiąc wprost do widowni] - mogą się przyczynić do tego, że da się go polubić. GRa go Johnny Depp i czyni to z właściwym sobie wdziękiem, sprawiając że ewidentny świntuch i zaprzysięgły pijaczyna filtrowany przez pamięć o wyborach filmowych aktora - staje się jakiś taki swojski i wytłumaczalny pozytywnie.

      Hrabia lubi sobie chlapnąć, lubi dziewczyny, a ściślej prostytutki, wulgaryzmuje dzielnie, z upodobaniem sięgając do rejonów umiejscowionych poniżej pępka, prowokuje otoczenie i jak trzeba to przygrzeje nawet samemu królowi. Taki bon vivant. Z tym zastrzeżeniem, że nieopatrznie się ożenił i swoimi akcjami sprawia żonie niemiłe niespodzianki, a co gorsza - ona chyba naprawdę go kocha.

      Świetna jest scena, kiedy hrabia, po jakichś wojażach, wraca do Londynu i pojawia się na przedstawieniu w teatrze. Witają go zarówno okrzyki złości i obelgi ze strony jegomościów, jak i propozycje seksualne dam :] Kiedy zaś grucha wiadomośc, że w ostatnich dniach John obraził króla - te zróznicowane reakcje zamieniają w jeden zachwyt wyrażony burzą braw.

      POdczas tego spektaklu John jest świadkiem wygwizdania przez publicznośc młodej aktorki, Elizabeth Barry. Dziewczyna nie jest królową piękności, ale John dostrzega w niej to "coś" - strzela mu do głowy myśl, aby zrobić z niej gwiazdę. Dziewczyna jest nieufna i podejrzliwa, a problem z jej aktorstwem zasadza się na tym, że nie umie ona wlewać osobistych uczuć i namiętności w odgrywane postaci. JOhn uruchamia w niej ten mechanizm, słusznie uważając, że Liz jest zablokowana emocjonalnie, ale nie oziębła. Wkrótce Liz zostaje aktorką dla której ludzie walą do teatru dzwiami i oknami. Przy okazji, łączy ich płomienny romans. Samantha Morton gra tak świetnie, że w scenach wzajemnych, wg mnie, zupełnie przyćmiewa Johnny'ego.
      Te właśnie sceny, w moim odczuciu, są najlepsze w filmie, a zwłaszcza pierwsze ich spotkanie - na deskach scenicznych, kiedy Wilmot przekazuje Liz esensję sztuki aktorskiej, powoli przełamując jej gniew i bunt.

      Dialogi. Dialogi są znakomite. Wiele ciekawych uwag dot. sztuki, parę dobrych one-linerów przemyka tu i ówdzie [nie zanotowałem niestety konkretnych cytatów], i trochę zapożyczeń z dzieł hrabiego we własnej osobie.

      Z biegiem czasu i przy bliższym poznaniu hrabia zyskuje. Wymykają mu się uwagi o życiu, którego sensu rozpaczliwie poszukuje, o ścianie od której się odbija podczas tych poszukiwań, a także o samoświadomości, w której doskonale rozpoznaje swój los i manowce, na jakie zbłądził. ofk, czy są to "manowce"... to już do oceny własnej, on przynajmniej tak to klasyfikował, zapewne zatem w jakiś sposób albo liczył się z opinią otoczenia albo po prostu w głębi ducha nigdy nie przestał należeć do tzw. mainstreamu :] W pewien sposób Wilmot maluje sam siebie, czy jest malowany, jako błazen i pajac, który nakłada maski aby ukryć własne rozterki i egzystencjalne dylematy.

      W którymś momencie hrabia mocno przesadza. Na prośbę króla pisze sztukę sceniczną, mającą być pochwałą Karola II [gra go Johm Malkovich, w grzywiastej peruce]. Spektakl ma uświetnić wizytę francuskiej delegacji, a ta z kolei jest elementem gry politycznej, na której Karol ma nadzieję zdobyć pomoc finansową dla Anglii od Francji.

      Oczywiście, Wilmot nie martwi się problemami budżetu - zamiast pomóc królowi i przedstawić go jako postać wspaniałą i pełną cnót, łamie umowę i pokazuje sztukę, w której roi się od rekwizytów fallicznych, wyzywająco tańczących aktorek, zaś sam monarcha [sam hrabia się w niego wciela, wykoślawiając jego postać niemiłosiernie] nazywany jest "pindą" i oskarżany o to, że na jego dworze panoszą się mniejszości seksualne i generalnie obłuda i głupota panują. Karol nie wytrzymuje, zwłaszcza po uwadze francuskiego posłańca "Gratuluję poczucia humoru, u nas za takie coś już by mu obcięto głowę". Wkracza na scenę i przerywa spektakl wdając się w awanturę z Wilmotem.

      Zuchwały hrabia traci wpływy na dworze, a swój styl życia przypłaca złapaniem syfilisu, który szybko podstępuje. Wkrótce Wilmot bardziej przypomina trędowatego niż niedawnego dandysa. Jedno oko zachodzi mu bielmem, a na twarzy ma wszystkie możliwe choroby dermatologiczne. Musi nosić maskę. Na bazarach udaje szarlatana medycznego i niby pomaga kobietom za pomocą "cudownych specyfików". Król go nie zabija, ale skazuje na znacznie gorszą karę - obojętnośc. "POzwolę ci być sobą", stwierdza krótko.

      Ostatnie poł godziny, to człapanie hrabiego ku śmierci. Czasami odrzuca wiernych sobie ludzi [Molly, prostytutka], czasami sam odchodzi [pożegnanie z Liz Barry, która jest wielką gwiazdą teatru londyńskiego, "ludzie przychodzą tam dla niej, a nie dla autorów sztuk czy mecenasów wykładających pieniądze"], żegna się ze światem na raty. Ciągle pije [jak powiada, od 5 lat nie trzeźwieje], ciągle zdarza mu się prowokować, jakby dzięki temu chciał zatrzymać przy sobie ostatki życia.

      Nieoczekiwanie odzywa się król. Prosi Wilmota o wystąpienie w parlamencie, w którym toczy się polityczna walka o ratowanie królewskich wpływów. Aby przefrosować swoje ustawy i pomysły Karol potrzebuje czegoś, co przekona niezdecydowanych posłów. A Wilmot, nawet skompromitowany i umierający, ciągle ma jeszcze zdolność wygłaszania przekonywających mów. I w amerykańskim stylu hrabia zjawia się w parlamencie, podpierając się dwiema laskami, w cudacznym makijażu i ze specjalną nakrywką przytrzymującą odpadający chorobowo nos. POdaje efektowny speech, a Karol zwycięza w głosowaniu. Made in USA ;], acz - możliwe,że historycznie zgodnie z prawdą.

      A potem hrabia odchodzi, na łóżu śmierci mając nadzieję, ze Bóg istnieje. Oczy zamyka mu żona, która pomimo wszystkich jego wyskoków i licznych kłótni, nigdy nie przestała go kochać. Ważna postać, przez większość filmu ukryta gdzieś w tle, co tym bardziej uwypukla znaczenie i charakter jej obecności w finałowych sekwencjach.

      • grek.grek Re: "Rozpustnik [The Libertine]" [2004] via TVN7 21.08.14, 14:38
        trailer :
        www.youtube.com/watch?v=H2t2KvVp6sM
        właściwie trudno się do czegoś przyczepić, jesli już to może do klaustrofobicznych zdjęć :] większość kadrów ogrywa jakąś ciasnotę pomieszczeń i ludzkich skupisk, więcej tam ciemności niż światła, z ekranu zaciąga lekkim zaduchem, jesli tak można nazwać. może nie tyle jest to wada, ile specyfika tego filmu, tak to wymyślił pan reżyseiro Laurence Dunmore.

        jednak nawet jeśli to wada i niedogodność, to znakomity język, barwni bohaterowie grani prze doskonałych aktorów oraz klimat spotkania z ciekawym człowiekiem :] wynagradzają je w dwójnasób.
        • siostra_bronte Re: "Rozpustnik [The Libertine]" [2004] via TVN7 21.08.14, 16:20
          Dzięki, Greku :)

          Zauważyłam ten tytuł, ale pora zbyt późna. Ale i tak bym go pewnie nie obejrzała, bo jak wiadomo, Johnny Depp zdecydowanie mnie zniechęca. W Twoim opisie historia jest całkiem ciekawa, ale myślę, że jednak nie polubiłabym bohatera :)
          • grek.grek Re: "Rozpustnik [The Libertine]" [2004] via TVN7 21.08.14, 16:28
            cała przyjemnośc po mojej stronie, Siostro :]

            myślę, że bohater jest bardzo przekorny.
            domaga się, by go nie lubić, pozuje na "dno moralne", ale jednocześnie chyba bardzo sobie cenił jakieś dowody sympatii.

            w istocie, jest to ciekawa postać, niby "rozpustnik", ale w istocie egzystencjalista wrażliwy :]
        • pani_lovett Re: "Rozpustnik [The Libertine]" [2004] via TVN7 21.08.14, 17:07
          Dzięki! :)
          A ja odwrotnie, chciałam obejrzeć "Rozpustnika" ze względu na Johnny'ego Deepa.
          Jak rozumiem w roli Wilmota spisał się dobrze?

          Barwna postać. Złożona osobowość, prawda? Pod maską pijaka , utracjusza, rozpustnika (człowiek swojej epoki) kryje się wrażliwy człowiek, próbujący dociekać ważnych kwestii egzystencjalnych.
          • grek.grek Re: "Rozpustnik [The Libertine]" [2004] via TVN7 21.08.14, 17:22
            wg mnie, bardzo dobrze, przede wszystkim dał mu ten swój ekranowy charm, fizjonomię i rodzaj skojarzenia, jakie budzi Depp, który przecież - jak doskonale wiesz - grywa barwnych nonkonformistów, którzy wszelako nigdy nie są jakimiś kanaliami.

            zdecydowanie, taki jest hrabia Wilmot de Rochester, czy jak mu tam było. co ciekawe, do Wilmota znajomi mówią per "Johnny", co sprawia momentami nieodparte wrażenie, jakby Depp na ekranie występował w roli samego siebie :]
            • pani_lovett Re: "Rozpustnik [The Libertine]" [2004] via TVN7 21.08.14, 18:58
              To chciałam usłyszeć/ przeczytać! :)


              Mam tu a'propos rozmowę naszej kobiety w Hollywood , Yoli Czaderskiej-Hayek z Johnnym Deppem na temat tej roli i jego podobieństw do hrabiego Wilmota:

              yola.stopklatka.pl/wywiad.php?id=179
              • grek.grek Re: "Rozpustnik [The Libertine]" [2004] via TVN7 22.08.14, 16:12
                :]

                świetny wywiad, dzięki.
                coś tak czułem, że Depp znalazł w hrabim jakieś odbicie cech charakteru, ktore grywa z lubością od... zawsze ?

                a swoją drogą, znalazłem w sieci coś takiego - przyznam, że umierałem kilka razy ze śmiechu czytając :] rozbawił mnie strasznie poważny język z jakim wylicza się, z iście inkwizytorskim zapalem, rzeczy które nie zawsze są tego warte :

                redemptorist.w.interia.pl/frags.htm
                • pani_lovett Re: "Rozpustnik [The Libertine]" [2004] via TVN7 22.08.14, 17:27
                  Zapolska Gabrjela 1860-1921. Powieściopisarka bez poczucia wstydu. He, he!

                  Czechow Antoni 1860-1904. Nowelista i powieściopisarz rosyjski. W utworach swych odzwierciedla wady współczesnego sobie społeczeństwa rosyjskiego nie ukazując żadnej jasnej strony. Opisuje prawie wyłącznie liche, przeciętne typy. Niezdrowy a często i cyniczny pisarz: Dramat na polowaniu, Dziewczę z kabaretu, Opowieść nieznajomego, Żywy towar, wysoce niemoralne opowiadania.

                  "Robinson Crusoe" Daniela Defoe były dobry, wg wielebnego," brak tylko pierwiastka nadprzyrodzonego.


                  Piękne! :))) Też się uśmiałam. Dzięki! Zapewne do czytania pozostaje wg. wielebnego ojczulka tylko żywoty świętych i Pismo Święte , a i to pewnie ocenzurowane, he,he,he. :)



                  Przypomniał mi się ksiądz z niedawno opisywanego przez Ciebie "Cinema Paradiso", który kazał wycinać z filmów sceny pocałunków. :))
                  • pani_lovett Re: "Rozpustnik [The Libertine]" [2004] via TVN7 22.08.14, 19:43
                    o. Marjan Pirożyński - "Co czytać ?"
                    Poradnik dla czytających książki
                    WYDAWNICTWO KSIĘŻY JEZUITÓW
                    Kraków, 1932



                    cd.

                    Boy
                    Tadeusz Żeleński, ur. 1870. Wierszopis kabaretowy i krytyk teatralny. Dwuznaczne wierszyki i bardzo frywolne piosenki noszą tytuł Słówka. Recenzje i felietony zostały wydane pod wiele mówiącemi tytułami: Flirt z Melpomeną, Brewerje, Pijane dziecko we mgle, Słowa grube i cienkie, Marzenie i pysk (sic !), Bronzownicy (polemika około osoby Mickiewicza, którego Boy odważył się zaczepić, i to w naiwny sposób). Ponadto przełożył więcej niż 100 tomów literatury francuskiej, przeważnie utwory niemoralne. W ostatnich latach Boy rozpoczął otwartą walkę z Kościołem katolickim (cyniczne Dziewice konsystorskie) i wogóle ze wszelkim autorytetem, mimo to pozwolił swym bezkrytycznym wielbicielom aby go kanonizowali na "Boya-Mędrca"!

                    Goethe Jan Wolfgang
                    1749-1832. Poeta niemiecki. Za młodu prowadził życie hulaszcze i rozpustne. Na kanwie tych przeżyć napisał w roku 1774: Cierpienia młodego Wertera, on się w niej zakochał, ona wychodzi za mąż, on się nadal w niej kocha i kończy życie samobójstwem. Romans ten był w stylu epoki - rozczulanie się, płakanie, analizowanie siebie - opanował więc współczesne umysły i narobił wiele złego.


                    Haszek Jarosław
                    Niewybredny pisarz czeski. Wsławił się ordynarną powieścią na temat zamętu w armii austrjackiej podczas wojny i niezaszczytnej w niej roli Czechów: Przygody dobrego wojaka Szwejka podczas wojny światowej; "bohater" udaje głupkowatego aby się uwolnić od frontu; przekład polski nie zawiera wszystkich dygresyj oryginału i wycieczek w stronę Kościoła, mimo to ordynarnym pozostał.


                    Przybyszewski Stanisław
                    1868-1927. Dramaturg, poeta, powieściopisarz. Dwa pierwiastki występują stale w twórczości Przybyszewskiego: erotyzm i alkoholizm. Są one tak silne, że zasłaniają mu normy etyczne, uniemożliwiają wszelki objektywizm i popychają do bluźnierstw, nawet aż do kultu szatana. "Na początku była chuć", cynicznie parafrazuje Przybyszewski Pismo św. Zdanie to da się całkiem słusznie zastosować do wszystkiego co napisał. Jest tam chuć nietylko na początku, ale i w środku, i na końcu jego artystycznej twórczości. Etyki u Przybyszewskiego szkoda się doszukiwać: wyznawał on nietzscheańską filozofje nadczłowieka, wyzwolonego od wszelkich więzów i nakazów moralnych. Jego bohaterom wszystko wolno robić: mordować, palić, gwałcić. Jest on najniezdrowszym ze wszystkich niezdrowych pisarzy polskich



                    redemptorist.w.interia.pl/frags.htm
                    Cudne! :))))))


                    • pani_lovett Re: "Rozpustnik [The Libertine]" [2004] via TVN7 22.08.14, 19:51
                      Żeromski Stefan
                      1864-1925. Utalentowany pisarz, mistrz słowa polskiego, entuzjasta, pragnący odegrać rolę nauczyciela narodu - rolę, do której nie dorósł. Niezrównoważony duchowo, opanowany przez wybujały erotyzm, pragnął pogodzić patrjotyzm z socjalizmem, Ewangelję z bluźnierstwem, samowyrzeczenie się z ustawicznym buntem przeciwko prawu Bożemu. Nie mógł być nauczycielem narodu człowiek, który dla dogodzenia sobie wyparł się Kościoła (przeszedł na kalwinizm, aby mieć prawo do pozornego ślubu). Taki człowiek o chorej duszy, o nerwach przeczulonych, o wybujałej ambicji nie mógł stworzyć nic zdrowego ani w życiu, ani w literaturze.

                      [...]
                      "Wiatr od morza", szereg luźnych scen, obrazujących historycznie tęsknotę Polski do morza, dużo patrjotyzmu i zdrowego regjonalizmu, ale są i ustępy, w których przebija zamiłowanie autora do erotyki i do wycieczek przeciwko Kościołowi; Międzymorze, opis Helu: Wisła, Puszcza Jodłowa, piękne opisy puszczy; "Pomyłki", niezdrowe nowele, przygniatające swym fatalizmem, wpływem przypadku na życie ludzkie, "Przedwiośnie", ohydny paszkwil na Polskę i na inteligencję wiejską, stronnicze i niezgodne z rzeczywistością apoteozowanie warstwy wyrobniczej i Żydów. Pozatem wybujały erotyzm i wywrotowa ideologja (bolszewicy przełożyli tę powieść na język rosyjski, jako utwór przychylny komunizmowi).
                    • grek.grek Re: "Rozpustnik [The Libertine]" [2004] via TVN7 23.08.14, 14:45
                      :]

                      fajnie, że Ci się spodobało.

                      w pierwszej chwili sądziłem, że to wszystko zgrywa i te notki są specjalnie tak napisane, żeby ich powaga budziła wesołość [wiesz, jak Buster Keaton] :]
                      • pani_lovett Re: "Rozpustnik [The Libertine]" [2004] via TVN7 24.08.14, 16:04
                        My się tu śmiejemy, Greku, a przecież krytyka katolicka z tego rodzaju retoryką i dziś funkcjonuje. By daleko nie szukać, wystarczy przypomnieć linkowaną przez Pepsic recenzję filmu Szumowskiej w "W imię ..."z portalu prawicowego, w której zdyskredytowano film przede wszystkim, dlatego, że pokazuje osobę duchowną odbiegającą od ideału, ogarniętą wątpliwościami, lękami, słabościami (z tego względu, nie pamiętam, czy to w recenzji czy w komentarzach odbiorców, reżyserce zarzucano "szkalowanie Kościoła"). O innych argumentach nawet nie wspominam. Inny przykład, felietonista katolickiego portalu Polonia Christiana zarzuca Donatanowi (od piosenki "My Słowianie" ) promowanie satanizmu (!) . Donatan wyznał, bowiem, że jest "rodzimowiercą", który wierzy wzorem prasłowian w" siły przyrody, cykliczność pór roku, to że dzień zmienia się w noc ", poza tym w swej twórczości zawarł aluzje do do pogańskich świąt (w tytule płyty "Równonoc" oraz w tytule zawartej na niej piosenki "Noc Kupały"). A jak podkreśla felietonista powołując się na psalm 95 "wszyscy bogowie pogańscy to demony”.

                        www.pch24.pl/Mobile/Informacje/informacja/id/19780
                        • grek.grek Re: "Rozpustnik [The Libertine]" [2004] via TVN7 24.08.14, 17:22
                          niestety sama prawda.

                          gdybyż oni jeszcze używali tych "szatanów" i całej reszty jako symboli, to pół biedy, ale oni w to wierzą zaciekle.

                          no i... wiesz, jesli posłowie największej opozycyjnej partii w Polsce najpierw popisują się w Sejmie modlitwami o deszcz, potem ogłaszają Jezusa Królem Polski, a na koniec odprawiają egzorcyzmy pod Pałacem Prezydenckim, to naprawdę żyjemy w niezłym wariatkowie :]
                          • pani_lovett Re: "Rozpustnik [The Libertine]" [2004] via TVN7 31.08.14, 16:59
                            Hipokryzja!
    • grek.grek Kobra w Kulturze : "TOccata", 20:10 21.08.14, 16:21
      Kobra broni, Kobra radzi, Kobra nigdy was nie zdradzi.

      tym razem "Toccata" z 1971 r., która ma polegać na tym, że małomiasteczkowym barze znalezione zostają zwłoki barmana oraz milicjanta i jego żony. za sledztwo łapie się dzielny milicyjant [a jakże...; tym razem rola śledczego przypadła Januszowi Gajosowi, co - jak sądzę - samo w sobie może być wystarczającą zachętą do obejrzenia całości], prywatnie przyjaciel jednej z ofiar. cała akcja ma miejsce w latach tuż-powojennych, co - jako rzecze opis - znajdzie swoje odbicie w przeszłości postaci mordercy.

      oprócz Gajosa - w obsadzie jest Pola Raksa, a całość oparta jest na powieści M. Z. Bordowicza.

      jesteście gotowi do skoku ? :]]
      • siostra_bronte Re: Kobra w Kulturze : "TOccata", 20:10 21.08.14, 16:29
        Oczywiście, że oglądam :)
      • pani_lovett Re: Kobra w Kulturze : "TOccata", 20:10 21.08.14, 19:00
        > jesteście gotowi do skoku ? :]]

        Dla Gajosa ? Jak najbardziej! ;)
        • grek.grek Re: Kobra w Kulturze : "TOccata", 20:10 22.08.14, 12:01
          no i - jakie wrażenia, Barbasiu ? Czcigodni ?

          na moje oko - stara dobra szkoła polskiej telewizji.
          nieosiągalna dla tego, co dzisiaj tam się panoszy.

          finałowy podstęp, dzięki któremu udało się zawinąć zabójcę - prosty i przytomny, świetnie
          stawiający kropkę nad "i" całej historii. bardzo dobra scena samego zabójstwa, które widać przez wąskie "okienko" w dziupli pod szynkwasem barowym, w której ukrył się Ramoń. plus moment, kiedy śledczy zastanawiają się, czy Ramoń naprawdę ma jakieś problemy z powrotem do normalności po wojennych przejściach czy może jest utalentowanym aktorem - w tej scenie zapachniało prawdziwym kryminałem. ze dwie-trzy dodatkowe takie sceny, a byłby to idealny thriler :]

          może i Gajos miał być na pierwszym planie, ale wg mnie Ludwik Pak kompletnie zdominował
          ten spektakl. ten jego Ramoń, żebrak straumatyzowany, jakiś niby-mistyk, a może tylko udający swoje przerażenia i oderwania od rzeczywistości ?, to jest mistrzowska rola. człowiek jak z Dostojewskiego, zagrany wybornie. aż o Poli Raksie można na moment zapomnieć ;]
          • pani_lovett Re: Kobra w Kulturze : "TOccata", 20:10 22.08.14, 17:37
            Ładne podsumowanie. Nic dodać nic ująć. :)


            Pola Raksa i Janusz Gajos jako młode małżeństwo - to na pewno oczko puszczone do widzów, fanów serialu "Czterej Pancerni" (kręconego do roku 1970, spektakl powstał rok później), prawda?
            • siostra_bronte Re: Kobra w Kulturze : "TOccata", 20:10 22.08.14, 18:39
              Podpisuję się :)

              Klimat prawdziwego thrillera, podkręcany powracającym motywem Toccaty Bacha. Plus budzące grozę wspomnienia okrucieństw wojny. Świetna rola Ludwika Paka. To znakomity, ale mało znany aktor. Do tej pory pamiętam jego role w "Siekierezadzie" i filmie tv "Nocna opowieść". Gajos też wypadł ciekawie, zagrała milicjanta z dużą swobodą. No, a Pola Raksa, wiadomo :)
              • grek.grek Re: Kobra w Kulturze : "TOccata", 20:10 23.08.14, 14:49
                yes. gra Paka zapachniała prawdziwym teatrem, te kwestie i gesty jakie wykonuje są bardzo z-tego-obszaru. odniosłem wrażenie, że w tej postaci jest coś więcej niż składowa kryminału.
            • grek.grek Re: Kobra w Kulturze : "TOccata", 20:10 23.08.14, 14:46
              :]

              a wiesz, że to całkiem możliwe jest :]]

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka