Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2014 - 11 (vol. 49)

    • pepsic "Bogowie" poseansowe wrażenia 16.11.14, 19:06
      Energetyczna, zgrabna rzecz z temperamentem, a na pierwszym planie "panoszący się" wielki pasjonat i prekursor kardiochirurgii Religa/Kot, postać charyzmatyczna, człowiek z krwi i kości. Plus wdzięczne rekwizyty z późnego PRL-u. Brawa dla 38-letniego reżysera Ł. Palkowskiego i scenarzysty pana od "Mazurka". Jestem mile zaskoczona. Tak trzymać panowie:) W porównaniu z "Jackiem Strong" (nie byle kogo, bo Pasikowskiego) wypada dużo bardziej pozytywnie.
      • pepsic Re: "Bogowie" poseansowe wrażenia 16.11.14, 19:20
        *O przepraszam, pominęłam nazwisko scenarzysty - Krzysztof Rak.
        • pani_lovett Re: "Bogowie" poseansowe wrażenia 16.11.14, 19:46
          Wreszcie objawił się jakiś zdolny scenarzysta, który zna się na swojej robocie. Miałam się wybrać na "Bogów",ale nie dotarłam do kina.

          Dzięki Ci ,Pepsic, za tę ciepłą, zachęcającą recenzję.



          • pepsic Re: "Bogowie" poseansowe wrażenia 16.11.14, 22:09
            U mnie odwrotnie, poszłam tylko dlatego,że trafił się sponsor.

            I jeszcze chciałam dodać, że jest coś, co łączy prof. Religę z dr House'm, a mianowicie żadnego z nich nie interesował pacjent, a udany zabieg.
            • pani_lovett Re: "Bogowie" poseansowe wrażenia 17.11.14, 18:30
              Ale miło! :)

              Fajne skojarzenie!!!
      • grek.grek Re: "Bogowie" poseansowe wrażenia 17.11.14, 16:31
        dzięki, Pepsic :]

        pozytywna recenzja w Twoim wykonaniu podwójnie znaczy :]

        zdaje się, że "Bogowie" są na kursie ku milionowej widowni w kinach. jest głód
        dobrego mainstreamowego polskiego filmu, który mozna światu zaprezentować.
        no i się objawił :]

        brawa dla scenarzysty... także za dialogi ?
        • pepsic Re: "Bogowie" poseansowe wrażenia 17.11.14, 19:42
          Właśnie tak sobie pomyślałam, że filmu o Relidze nie powstydzono by się w Hollywood w pozytywnym tego słowa znaczeniu, i że ma realne szansę wyjść poza nasze granice. Dialogi? Hm, trochę przeklinali. Chodzi o to, że akcja toczy się szybko i klocki są poukładane, czyli coś z czegoś wynika.

          pozytywna recenzja w Twoim wykonaniu podwójnie znaczy
          No, ale ja przecież nie jestem wybredna. Dla mnie w filmie musi być to coś, ale jeszcze nie wiem, co;)

          • grek.grek Re: "Bogowie" poseansowe wrażenia 18.11.14, 13:26
            coś jest na rzeczy. ponoć w prasie zachodniej [bodaj "Guardian"] "Bogowie" zebrali wysokie noty.

            rozumiem :]
          • grek.grek Re: "Bogowie" poseansowe wrażenia 19.11.14, 15:18
            PS : w polskich kinach na "Bogów" wyszło z kas kinowych 1,8 mln biletów.
            not bad :]
    • grek.grek "Miłosna dieta" opis [1] 17.11.14, 14:32
      Przeuroczy, przesympatyczny, niezwykle optymistyczny film :]
      z pewnych względów TVP nie pokaże go nawet o 22:45 ;]

      Narrację z offu prowadzi [co na końcu się wyjaśni] córka głównej bohaterki.

      A więc jest hiszpańskie małe miasteczko nadmorskie. Sofia od dziecka nasiąka atmosferą skromnej, ale klimatycznej restauracyjki prowadzonej przez rodziców. Siłą rzeczy zdarza się jej coś upichcić, ale najważniejsze jest to, że kocha to robić, od małego wie kim chce zostać w przyszłości.

      I są dwaj chłopcy, obaj starsi od niej - ciągle zagniewany maczopodobny Frank i bardziej opiekuńczy Toni, który jak trzeba to potrafi odwieść Franka od zamiaru przespania się z 16-letnią Sofią, mimo że ta by chciała. Toni straszy go policją i poddusza, a to wystarczy. Sofia jest wkurzona na FRanka, że nic z tego nie będzie :"]

      Dorastają. Sofia spotyka się z Tonim, a on planuje ślub. Spada to na nią równie nagle, jak odkrycie że tato jest biseksualistą [matka wiedziała od zawsze i nigdy nie miała nic przeciwko, po prostu to zaakceptowała dobrodziejstwem inwentarza, a ojciec jest wspaniałym człowiekiem, niezwykle przyjemnym i troskliwym, no i kocha matkę]. Sofia nie chce już teraz wychodzić za mąż, a Toni już dla niej wszystko obmyślił - będzie niańczyła jego dzieci i czekała na jego powroty z pracy [Toni jest agentem ubezpieczeniowym]. Toni jest miłym gościem, ot po prostu wydaje mu się, że chce dla niej jak najlepiej i że tak własnie powinno być z natury rzeczy.

      wtedy Sofię odwiedza Frank i proponuje jej wyjazd do sąsiedniego miasta, gdzie miałaby ona asystować szefowi kuchni. Tak jak Toni widzi w niej matkę i żonę, tak Frank widzi w Sofii prawdziwy talent.

      jesli nie chcecie wiedzieć, co się stało później - nie czytajcie dalszego ciągu :]

      Sofia się zgadza. Wyjeżdzają razem. a nawet uciekają. na miejscu Sofia jest tak wdzięczna Frankowi, że tym razem już koniecznie muszą pójśc do łózka. a praca... no cóż - nonstop dania rybne, a poza tym kiepska atmosfera. Robi się chryja, kiedy wpada Toni, który ją wyśledził. Chce aby Sofia wróciła. Frank chce aby została. Sofia zdecyduje się jednak wrócić, praca nie spełnia jej oczekiwań, a Franck... no cóż - kiedy mówi "Nie obchodzą mnie dziewczyny, chcę być tylko niezależny i robić swoje" - Sofia nie widzi swojej przyszłości u jego boku.

      Co więcej - jest ona w ciązy.

      Mija 5 lat. Sofia i Toni mają już trójkę dzieci. sami chłopcy. żyją sobie na luzie, Toni pracuje, a Sofia zajmujje się domem i pomaga rodzicom w tej ich restauracji. Wraca Frank. gdzieś się dorobił pieniędzy. wraca do starego tematu kariery Sofii w gastronomii. Czyżby przestała marzyć o byciu wybitną specjalistką od gotowania ? Nie. Sofia nigdy nie zapomniała o swoim marzeniu.

      Frank proponuje jej coś ekstra - półroczny staż we Francji u jednego z legendarnych mistrzów kuchni, pana Andre. Sofii aż się oczy świecą na samą myśl, ale Toni jest przeciwny. Głównie dlatego, że Frank miałby tam jechać razem z nią :]

      ostatecznie dochodzą do iście salomonowego rozwiązania - Sofia jedzie na staż, a panowie we dwóch zajmują się dziećmi i domem :]

      U pana Andre Sofia rozwija się cudownie, starszy jegomośc jest nią zachwycony i wprowadza ją niemal w misterium sztuki gotowania i delektowania się potrawami. magia. Sofia odnajduje pełnię swojego powołania.

      do domu wraca jako mistrzyni i kobieta przekonana o wyborze drogi życiowej. Co lepsze, wcale nie zamierza z innych rezygnować. Frank idzie jej w sukurs i za swoje pieniądze kupuje lokal w miasteczku, by zrobić w nim eksluzywną restaurację imieniem, a jakze... "Sofia".

      stosunki małżeńskie Toniego i Sofii są więćej niż poprawne, ale Sofia wcale nie zamierza się wyrzekać namiętności do Franka. Obaj mężczyźni są jej tak samo potrzebni, są rózni i dopiero we dwóch tworzą jednego człowieka, który zaspokaja wszystkie jej potzreby.

      pewnego wieczora lądują w łózku we troje. Najpierw panowie są skonfundowani, ale kochają ją obaj tak mocno, że są niejako zmuszeni zaakceptować ten układ. Z czasem - to się przeradza w coś więcej, w pełną symbiozę, bez żadnych wyrzeczeń.

      Restauracja rusza, Sofia przygotowuje niesamowite potrawy, miesza smaki, wspaniale przyprawia i podaje mistrzowsko - dzięki Frankowi na otwarciu pojawia się elitarna klientela, a opinie są więcej niż zachwycające. sukces pełną gęba.

      Frank ma wątpliwości, czy w tej sytuacji powinien nadal z nimi sypiać. powodzeniu restauracji może zaszkodzić plotka o ich trójkącie... oni go jednak zapraszają tak długo, aż nie umie im odmówić. A nawet nie im, ale własnej chęci, by w tym idealnym związku nadal być. on nic nie ma, żadnej rodziny, więc poniekąd w tej relacji znajduje jej namiastkę. ale i tak motorem napędowym całości jest to,że Toni i Frank jednakoowo kochają Sofię, a Sofia jednakowo kocha ich obu.

      kiedy po świetnym otwarciu restuaracja świeci pustkami - pojawia się anioł. pan Andre z wizytą. przyjechał "zobaczyć córkę" - czy to nie wzruszające ? Frank migiem organizuje sztuczny tłok, z krewnych i znajomych królika, żeby nie było że restauracja nie jest uczęszzczana. panu Andre towarzyszy jakiś cholerycznie wazny krytyk kulinarny.

      Sofia dostaje skrzydeł. tworzy dania swojego życia. i znów sukces, brawa, owacje... Po tej wizytacji jest już tylko pasmo powodzenia. Sofia staje się ikoną sztuki gotowania. komiczne sąte fotoszopy na którym jest ona z Hillary Clinton czy Spielbergiem ":] sypią się nagrody, a restauracja w małym miasteczku przeżywa najazdy wypasionej kllienteli. są pieniądze. "Sofia' zatrudnia świetnych kucharzy realizujących auytorskie pomysły mistrzyni. wszystko jest wspaniałe. Dlaczego ? Bo Sofia wkłada w to uczucie, serce :] a to dopiero, w połączeniu z jej talentem, smakiem i zmysłem - tworzy dzieło sztuki.

      dzieci ? bez obaw, wychowują się tuż obok, w specjalnym pomieszczeniu w restauracji, tak ze Sofia ciągle ma na nie podgląd, nawet gdy jest w pracy.

      ale jest i druga strona medalu - w miasteczku nieprzychylnie patrzy się na to, że - wg plotek - Sofia, Toni i Frank tworzą miłosny trójkąt. matka ma o to pretensje, ale Sofia wypala jej "Nie bedę się ukrywać, jak mój ojciec, przez całe życie".

      a kiedy mamuśka ciągle narzeka "czy oni tak muszą we trójkę prowadzić ten interes ?", ojciec jej tłumaczy "Frank jest organizatorem, Sofia artystyką, a Toni kierownikiem. potrzebują siebie nawzajem" :]

      Sukces. super-sukces. Frank wyprowadza się od Sofii i Toniego, ale tylko po to by kupić miejscowy hotel i tam ich zapraszać na weekendy, podczas których nie wychodzą z łózka. dobra, czasami wychodzą, ale tylko po to by znów tak wskoczyc ;]

      Po pewnym czasie zaczyna ta sytuacja Frankowi doskwierac. Biznes rozkręcony działa jak maszyna, Sofia się spełnia, Toni też, mają dzieci. A on ? nic nie ma... "Masz nas", mówią mu, ale to za mało.

      Frank wyjeżdza.
      Wraca po pewnym czasie. Nie sam. z japońską narzeczoną. I zamiarami wzięcia z nią ślubu. Sofia i Toni są rozczarowani. czują się odtrąceni. Frank mówi "Chcę być normalny. Ożenić się", ale Toni mu przerywa "Własnie, chcesz być normalny, ale nie chcesz być szczęśliwy. Bzykaliśmy się we troje i wszystkim nam się to podobało, było nam z tym dobzre, tobie też". Frank wie że okłamuje sam siebie. Jego związek z Japonką trwa chwilę i rozlatuje się. Frank wyjeżdza do Ameryki, na Florydę.

      Kiedy wraca po raz kolejny - jest jakiś podłamany. Toni zastaje go w domu podpitego i bez formy. informuje go, że wrócił rychło w czas - akurat tego dnia Sofia ma odebrać z rąk 50 największych mistrzów kuchni wyróznienie dla najlepszej mistrzyni gotowania na świecie. top ma być niespodzianka. i Toni każe Frankowi trzymać się tego dnia z daleka od restauracji.

      Sofia nic nie podejrzewa. Frank ofk musi przyjść. obserwuje ją z ukrycia. Sofia jest jakaś nadąsana, nerwowa, ochrzania swoich pracowników że gotują źle i bez smaku...

      Tego dnia rzeczy dzieją się w tempie błyskawicy. Frank bierze ją na stronę i mówi, że to dlatego jej ludzie źle gotują, bo ona nie ma nastroju.
      • grek.grek "Miłosna dieta" opis [2] 17.11.14, 14:53
        a kiedy ona jest smutna i rozgniewana - wtedy wszystkim to się udziela.

        ona mu robi wyrzuty, że tak znika i znika, a wtedy on jej proponuje... ucieczkę. teraz nic jej nie trzyma, synowie podrośli, Toni i dziadkowie się nimi zajmą. "Ucieknijmy do Australii. we dwoje. Tam jest najlepszy rynek, branża jeszcze niezagospodarowana".

        Frank wyjeżdza tak ciągle, bo ma pewien handicap. Sofia ma artystyczne dokonania i restaurację, Toni ma dzieci i żonę przy sobie. zrealizowali się. A Frank ? też by chciał mieć coś swojego. nie do końca umie jeszcze zaakceptować, ze ma ICH.

        wtedy Sofia wyznaje mu, że najstarszy syn jest jego synem. Szok dla Franka. zjawia się Toni i robi Frankowi awanturę, a kiedy dowiaduje się o tym synu, to mu się gęba wydłuża niemozliwie "] Sofia odwołuje to wyznanie, ale i tak panowie się muszą pobić. za wszystko :] nawet jesli wcześniej nie raz i nie dwa zdarzało się im całować :] zawsze mieli jakieś wytłumaczenie - a to "z nerwów", a to "o przepraszam" ;] tyle że ten trójkąt był najszczęśliwszym wydarzeniem pod słońcem.

        przy okazji przy obsłudze lokalu cała trójka wysypuje się z tym, że sobą sypiali ":] a Toni dodatkowo zdradza tajemnicę, że ma być dekoracja Sofii.

        a ona zauważa na korytarzach kucharzy światowejk renomy, których dotąd znała tylko z telewizora [kiedy Frank wyjechał "Sofia przez 40 dni nie spała, i analizowała zachowania wielkich mistrzów" oraz eksperymentowała, m.in zakopując kawał miesa na 3 w ziemi, żeby nadać mu niespotykaną fakturę, hehe. co więcej, smak i zapach jej potraw wywoływały u ludzi zachowania wprost niemożebne, od uzdrawiających poprzez miłosne aż po mimowolne erekcje].

        wieśc o tym, że na sali będzie taka elita, a kuchnia na dziś oferuje samo badziewie - wznieca Sofię. od razu się zmienia. wychodzi z niej "artystyka, która postawiła na całkowitą swobodę twórczą". całuje swoich ludzi, ufa im, uśmiecha się, ożywa, a oni od razu wzlatują i tworzą takie dania, że elita kucharska odlatuje.

        Sofia odbiera swój laur. wygłasza przemowę. A w niej mówi o ludziach, dzięki którym to wszystko się w niej uruchomiło i dało efekty jak na załączonym obrazku. Podchodzi Toni i całuje ją namiętnie w usta. a potem podchodzi Frank i też się całują. matka komicznie załamana. ale wszyscy inni śmieją się serdecznie. czyż to nie latynoska grandezza - żyj i daj żyć innym ? :}

        wkrótce przychodzi na świat córeczka Sofii i... Toniego chyba ? ;] whatever, to jedna wielka rodzina. i to ona właśnie opowiada tę historię, którą matka opowiedziała jej setki razy, gdy jeszcze mała była w jej łonie ;]

        ostatni kadr pokazuje restaurację "Sofia" zbudowaną i świetnie prosperującą w... Australii. gdzieś blisko tych charakterystgycznych terenów pustynnych, w słońcu, chronioną malowniczną roślinnością wokół całego budynku.

        no i co powiecie ?
        ideał samorealizacji kobiety - jest.
        połączenie wszystkich ról kobiecych - jest.
        i są dwaj mężczyźni szczęsliwi, że mogą być z tą samą kobietą, a nawet
        o nią wzajemnie nie zazdrośni.

        a wszystko w atmosferze komedii z zatrzymywanymi czasami klatkami, narracją
        zza kadru i przesłaniem "bądźcie szczęsliwi, a nie normalni" :]]

        domyślacie się, dlaczego TVp pokazuje ten film 2 razy o 2 w nocy :]

        www.youtube.com/watch?v=9ajxWiWXLtw
        www.youtube.com/watch?v=q4wSkQ5Yerc
        • pani_lovett Re: "Miłosna dieta" opis [2] 17.11.14, 18:43
          > no i co powiecie ?
          > ideał samorealizacji kobiety - jest.
          > połączenie wszystkich ról kobiecych - jest.
          > i są dwaj mężczyźni szczęsliwi, że mogą być z tą samą kobietą, a nawet
          > o nią wzajemnie nie zazdrośni.

          > a wszystko w atmosferze komedii z zatrzymywanymi czasami klatkami, narracją
          > zza kadru i przesłaniem "bądźcie szczęsliwi, a nie normalni" :]]


          Świetna historia. Bardzo mi się podoba. :)
          • grek.grek Re: "Miłosna dieta" opis [2] 18.11.14, 12:53
            prawda, że zabawna ? :}

            dzięki.
            • pani_lovett Re: "Miłosna dieta" opis [2] 18.11.14, 16:39
              To prawda. :)
    • grek.grek rzecz o Zbigniewie Cybulskim 18.11.14, 15:24
      jakże rzadko mieliśmy/mamy okazję o nim mówić, prawda ?

      kultura.gazeta.pl/kultura/1,114528,16986722,Urodzil_sie_w_dzinsach_i_kufajce__Matka__zobaczywszy.html#BoxKultTxt
      • barbasia1 Re: rzecz o Zbigniewie Cybulskim 18.11.14, 17:10
        To z fragmenty z książki - "Cześć, starenia! Cybulski we wspomnieniach" Marioli Pryzwan.
        Warto by przeczytać.

        "Szlachetnie naiwny, nie tylko w miłości". Na takiego wyglądał. :)

        fotoforum.gazeta.pl/zdjecie/3745441,2,1,Brama-Straganiarska.html
        • grek.grek Re: rzecz o Zbigniewie Cybulskim 18.11.14, 18:08
          tak też pomyślałem :]

          o, świetne wspomnienie.
          mnie się zdarzało bywać na dworcu we Wrocławiu, gdzie przez długi czas na peronie była specjalna płyta
          upamiętniająca w miejscu, w którym Cybulski wykonał ten fatalny skok do pociągu.

          w Szczerotoku Tomasza Raczka była niedawno zajmująca rozmowa dot. Cybulskiego, z okazji wystawienie sztuki teatralnej "W popielniczce diament", będącej próbą zastanowienia się, co by było gdyby Cybulski nie skoczył i przeżył, aż do obecnych czasów.

          gdybyś miała czas i ochotę odsłuchać - podcast jest na 1 stronie, na samym dole :
          audycje.tokfm.pl/audycja/90
          • pani_lovett Re: rzecz o Zbigniewie Cybulskim 18.11.14, 18:34
            Też widziałam tę płytę na dworcu we Wrocławiu.

            Co za niefortunny wypadek, heh.


            Dzięki za link! posłucham na pewno.
            Nawet nie widziałam, że Tomasz Raczek ma swoją audycję radiową. A widzisz, przypomniałeś mi, że miałam napisać o swoim odkryciu; tydzień temu w niedzielę czy sobotę w godzinach rannych, trafiłam na fragment programu telewizyjnego poświęconego kinu, który prowadzi Tomasz Raczek wraz ... z małą rudą wygadaną okularnicą. ;)
            Warto by rzucić okiem!?
            • grek.grek Re: rzecz o Zbigniewie Cybulskim 19.11.14, 15:20
              na jakim kanale odkryłaś ten program, Barbasiu ?
              • pani_lovett Re: rzecz o Zbigniewie Cybulskim 19.11.14, 20:04
                Właśnie sprawdziłam. Program nazywa się "Weekendowy magazyn filmowy i jest emitowany w TVP1 w sobotę o 9:00 .
                • grek.grek Re: rzecz o Zbigniewie Cybulskim 20.11.14, 15:39
                  kojarzę :] ale ostatni raz oglądałem go wieki temu.

                  sobota 9:00. dzięki.
                  pamiętam, ze kiedyś latał w piątkowe noce ":]
                • maniaczytania Re: rzecz o Zbigniewie Cybulskim 20.11.14, 19:50
                  9.00 w sobotę? ja wtedy tydzień odsypiam ;)
                  • siostra_bronte Re: rzecz o Zbigniewie Cybulskim 20.11.14, 19:58
                    No właśnie, kuriozalna pora.
                  • pani_lovett Re: rzecz o Zbigniewie Cybulskim 20.11.14, 20:11
                    maniaczytania napisała:

                    Jest też powtórka, ale o godzinie 0:05 / z niedzieli na poniedziałek/.
    • grek.grek "Samobójca" [teatr z '88] w Kulturze 18.11.14, 15:28
      w ramach Miesiąca z Januszem Gajosem, a więc naturalną koleją rzeczy on własnie
      gra tutaj główną rolę.

      start 20:30

      sztuka niejakiego Mikołaja Erdmana, reżyseria Kazimierz Kutz.

      z opisu : Związek Radziecki, lat 20-tych. Siemion Podsiekalnikow jest pechowcem, tudzież nieudacznikiem, od tak dawna, że w końcu zaczyna myśleć o samobójstwie. To zwraca na niego uwagę otoczenia, ale nikt go nie chce odwodzić od zamiaru, za to wszyscy próbują zapłodnić go jakąś ideą, na ołtarzu której powinien ze sobą skończyć nadając śmierci wymiar moralny, heroiczny albo ideologiczny.

      można by skoczyć, prawdaż ? :"]
      • pani_lovett Re: "Samobójca" [teatr z '88] w Kulturze 18.11.14, 16:53
        Na stronie filmpolski piszą, że "tragikomedia Erdmana nie spodobała się Stalinowi, który zabronił jej wystawiania" . Samobójca i jeszcze jedna szuka Erdmana krążyły w drugim obiegu.

        Dla Janusza Gajosa zawsze warto odważyć się na skok. :)
        • grek.grek Re: "Samobójca" [teatr z '88] w Kulturze 18.11.14, 17:59
          zatem, spróbujmy się odważyć :]
        • grek.grek Re: "Samobójca" [teatr z '88] w Kulturze 19.11.14, 15:37
          skoczyłaś ? skoczyliście ?

          ja się spiąłem i niestety Morfeusz mnie dopadł w samej końcówce. a powtarzałem sobie, żeby siedzieć i nie pokładać się :] byłem pewien, że nie zasnę no i potwierdziła się moja klątwa, że raz na pół roku muszę się zapomnieć, hehe.

          trafił mnie podstępny bożek senny w momencie, gdy w restauracji odbywała się huczna feta na cześć Siemiona, ktory punkt w południe miał strzelić samobója.
          inteligent piał o potrzebie samobójstwa w proteście ideologicznym, patriota - że dla ojczyzny, dwie panie - że to z miłości do nich i dla ratowania romatycznych tradycji, pop - że dla religijnego wzmożenia, a robotnik - że skorzysta na tym lud pracujący miast i wsi; biedny zaś skołowany Siemion zainteresowany jest tylko dwiema sprawami : czy istnieje życie pozagrobowe [pop udziela mu zaiste dyplomatycznej odpowiedzi, referując po prostu stanowiska wierzących, naukowych ateistów i kogośtamjeszcze] i która godzina, ale jego rosnące zdenerwowanie i niepewnośc próbuje koić utapirowana kobiecina mówiąc "nie myśl, Siemionie, nie myśl... pij" raz za razem podsuwając mu pucharki z winem. reszta zaś wygłasza peany na cześc tego w co wierzy i czemu służy, albo się kłóci, jak inteligent z robotnikiem.

          poprzednia częśc też jest świetna, zwłaszcza gdy żona z teściową próbują odwieśc Siemiona od zapowiadanego samobójstwa za pomocą pomocy w nauce gry na trąbie, dzięki czemu pogrązony w apatii Podsiekalnikow miałby znaleźć zatrudnienie w zawodzie muzyka i przegnać trujące myśli. doskonay fragment, w którym Siemion a to nie umie się zabrać od tego grania i ma ochotę strzelać, a to znów coś tam jarzy i snuje plany zarabiania na tej "grze" kokosów, a to znów popada w zwątpienie, aż w końcu wpada w histerię upokorzenia, że nadal będą musieli żyć za pensję jego skromnej żony.

          no a później zaczynają się odwiedziny; pielgrzymują do anonsowanego samobójcy ci wszyscy którzy później będą z nim na tej jego ostatniej wieczerzy. i jakże oni pięknie go adorują, jak mu na miłości własnej pogrywają, jakie mu snują obrazy bohaterskiej pośmiertnej chwały :] a to że go ozdobny karawan powiezie do grobu, a to że piosenki o nim będą pisać, a to że zryw narodowy się zacznie od jego śmierci, a to że jego samobój ożywi nastroje romantyczne i Siemion zostanie patronem tego ożywienia ;]

          a jak jemu się oczy świecą, jakie miny robi, jak się pręzy, jak się popisuje, jak się stroi pod te słówka :] Janusz Gajos jest mistrzem nad mistrzami, ale Jerzy Trela oczywiście jest równie znakomity jako chytry i wygadany inteligent, a Agnieszka Mandat przezabawna jako Kleopatra ubiegająca się o sambójstwo Siemiona z powodu nieszczęsliwej miłości do niej, co postawi kropkę nad "i" jej kobiecej rywalizacji z Raisą Filipowną [swietna Anna Dymna] i to, która z nich jest kobietą wzbudzającą najgorętsze uczucia w mieście :]

          jak też kończy się ta historia ?

          coś czuję, że Siemion jednak kulki sobie nie wpakował ? :]
          • pani_lovett Re: "Samobójca" [teatr z '88] w Kulturze 19.11.14, 19:05
            Tak! Skoczyłam, choć nie obejrzałam do końca, ale za pendrive. Jak tylko obejrzę, to opowiem dokładnie, co było dalej... Dziś nie zdążę , postaram się to zrobić jutro.


            Reżyser tego fantastycznego spektaklu przedstawienia Kazimierz Kutz też jest mistrzem nad mistrzami. :)


            >niestety Morfeusz mnie dopadł w samej końcówce. a powtarzałem
            > sobie, żeby siedzieć i nie pokładać się :]

            Hehehehe! :))

            • pani_lovett Re: "Samobójca" [teatr z '88] w Kulturze 19.11.14, 19:08
              Tak! Skoczyłam, choć nie obejrzałam do końca, ale tę drugą cześć / teraz strasznie żałuję, że nie całość/ nagrałam na pendrive. Jak tylko obejrzę, to opowiem dokładnie, co było dalej... Dziś nie zdążę , postaram się to zrobić w piątek lub w weekend.
            • grek.grek Re: "Samobójca" [teatr z '88] w Kulturze 20.11.14, 15:38
              dzięki, Barbasiu :]

              niech żyje pendrive :]

              • pani_lovett Re: "Samobójca" [teatr z '88] w Kulturze 20.11.14, 17:00
                > niech żyje pendrive :]

                Prawda!? Niech żyje! :))

    • pani_lovett "Mroczna Argentyna" (2003) wczoraj w Stopklatce 18.11.14, 16:19

      Rzecz dzieje się w Argentynie za czasów panowania junty wojskowych (w latach 1976-1983), jak podają historycy, jednej z najbrutalniejszych w Ameryce Łacińskiej. Oficjalnie w czasach dyktatury "zaginęło" w Argentynie 30 tys. opozycjonistów lub osób podejrzanych o sympatie opozycyjne (jak podają na końcu napisy). Odnalezione ostatnio dokumenty, jak piszą w artykule z 2008 roku* , który właśnie przypadkiem znalazłam, wskazują, że ofiar mogło być znacznie więcej. Ludzie, który w jakiś sposób podpadli władzy znikali z domów, ale także z miejsc publicznych. Uprowadzeni nigdy nie wracali. Czasem tylko odnajdywały się ich ciała.

      Dziennikarka Cecilia Rueda (w tej roli , to nieco może zaskakujące, Emma Thompson) porusza w swoim artykule jedną z takich spraw, pisze o uczniach, którzy zniknęli po tym jak protestowali przeciwko podwyższeniu opłat za przejazdy autobusami. Po opublikowaniu artykułu kobieta znika z domu. Jej mąż Carlos Rueda, dyrektor teatru dla dzieci (gra go Antonio Banderas) oczywiście próbuje ją odnaleźć ...

      Cdn.

      *wiadomosci.onet.pl/prasa/argentynski-thriller/2fn0k

    • siostra_bronte "Hej, skarbie" 18.11.14, 19:22
      W środę w Stopklatce o 20.00. Bardzo mi się podobał. Nawet Pepsic umiarkowanie chwaliła :)

      Przy okazji przepraszam za słabe udzielanie się na forum ostatnio. Miałam pewne zawirowania, ale doszłam już do siebie.
      • pani_lovett Re: "Hej, skarbie" 18.11.14, 20:07
        Zawsze czekamy na Ciebie, Bronte.
        To dobrze, że wszystko w porządku.
        • siostra_bronte Re: "Hej, skarbie" 18.11.14, 20:08
          Dzięki, Barbasiu :)
      • pepsic Re: "Hej, skarbie" 18.11.14, 20:19
        Nawet Pepsic umiarkowanie chwaliła
        Najpierw Grek, teraz Siostra, czy ja tu robię za V kolumnę? (żart)

        Jeśli mogę nastrój poprawić, za drugim razem bardziej mi się podobało.

        Nie ma za co. Jesteśmy cierpliwi i się cieszymy:)
        • pani_lovett Re: "Hej, skarbie" 18.11.14, 20:33
          pepsic napisała:

          > Nawet Pepsic umiarkowanie chwaliła
          > Najpierw Grek, teraz Siostra, czy ja tu robię za V kolumnę? (żart)

          Wyrobiłaś sobie markę.


          > Jeśli mogę nastrój poprawić, za drugim razem bardziej mi się podobało.
          Jeśli tak to i ja rzucę okiem. ;)
      • grek.grek Re: "Hej, skarbie" 19.11.14, 15:39
        o, swego czasu zapowiadany jako hit from America :]

        dzięki, Siostro. pora dobra, recenzje zaciekawiające, Oscarowe nominacje liczne były... aż się prosi, by skoczyć :]

        Siostro, wracaj do formy :]
      • grek.grek Re: "Hej, skarbie" 20.11.14, 15:34
        obejrzałem :] dzięki za zwrócenie uwagi, Siostro, Pepsic.

        żadna tam słodka historia z Disneya albo "Domku na prerii". twardy realizm prosto z ulicy i klitki gdzie nonstop zalatuje przegotowaną golonką. jednoczesnie true american story, czyli ostatecznie bohaterka staje na własnych nogach, podejmuje starania o swoje dzieci, chce się uczyć, ma aspiracje, zdobywa się na niezależność.

        świetne aktorki. dialogi matki z córką prima sort, jakby wyjęte z filmu dokumentalnego. a kiedy są wpasowane w formułę z "Matki i córki" De Sicy, to już w ogole wypadają rewelacyjnie groteskowo.

        młoda Sidibe potrafi wzruszyć niewymuszająco. dobre sa także te wszystkie dziewczyny z klasy, do której później chodzi, każda jest inna, a wszystkie tworzą ciekawą mozaikę stylistyczno-mentalną.

        Mo'nique wymiata, kiedy zaczyna rzucać mięsem, a także w monologu pod koniec. wbrew pozorom matka wcale nie jest tak jednoznacznie marnej jakości. ona w tym filmie jako jedyna ponosi klęskę definitywną. ale ma uczucia, ma swoje zawiedzione nadzieje, ma kompleksy i nie jest wcale silna. jest słaba i zawsze była słaba, do czego się, możliwe że bezwiednie, przyznaje w tej przemowie u babki z opieki społecznej

        Lenny Kravitz w kultowej czapeczce, jako pielęgniarz ? hehe. Mariah Carey, jako pracownica socjalna ? łuahaha :] i grają jak trzeba.

        dobrze nakreślone tło społeczne; btw, po raz pierwszy w amerykańskim filmie zobaczyłem szkołę w Harlemu, NYC, w której oprócz czarnoskórych siedzą normalne białe dzieciaki. a jednak to możliwe ;]

        generalnie, kino made in America, które łączy w sobie rzadko widywaną prawdę i surowośc życia, z ukłonem dla wartości społecznych dominującym w stereotypowym myśleniu.

        Nowy Jork bez Statuy, bez Mostu, bez efektownej panoramy - no proszę, tak też można. tutaj widzę nawiązanie do kina lat 70-tych i pierwszej połowy 80-tych. oldskul taki.

        doskonałe sceny w domu nauczycielki, kiedy okazuje się, ze jest ona lesbiką i monologując Clareece dochodzi do wniosku, że matka jej zawsze wciskała, ze homo, to najgorsza swołocz, a tutaj proszę, te dwie kobieciny okazują jej tyle ciepła ile nikt inny jej nigdy w życiu nie okazał.

        wstawki, w których włączają się Clareece wizje sukcesu i blichtru - zabawnie szydzą z amerykańskiego mitu upowszechianego w niezliczonych produkcjach. jednocześnie Clareece odnosi przecież sukces. nie jest modelką, nie jest akceptowana, w domu odrzucana, gwałcona, z dwójka dzieci - w tym jednym z zespołem Downa, ze zdiagnozwanym zakażeniem wirusem Hiv, ale znajduje w sobie odwagę jakiej nie powstydziliby się ojcowie założyciele, by dalej żyć i co więcej mieć wiarę w to, że teraz wszystko się jakoś ułoży.



        • pepsic "Hej, skarbie" / "Cyrk Columbia" 20.11.14, 18:25
          Moim zdaniem wydźwięk filmu jest o wiele mniej optymistyczny, niż by to wynikało z Twojej relacji (nota bene znakomitej), z powodu zakażenia bohaterki wirusem HIV. Zatem nie do końca happy end.

          Ps. Oglądałeś wczoraj na kulturze komediodramat pt. "Cyrk Columbia"? Dobrze sytuowany emigrant wraca po 20 latach do podzielonej Jugosławii w domowe pielesze z młodą kochanką, z domu przepędza prawowitą małżonkę wraz z synem. W tle przyczynki i przygotowana do wojny. Niestety u mnie tez grasuje pan Morfeusz i niedane było obejrzeć do końca, czego żałuję.
          • pani_lovett "Cyrk Columbia" 20.11.14, 20:07
            O "Cyrku Columbia" Grek pisał tu:

            forum.gazeta.pl/forum/w,14,149310598,149592154,_Cyrk_Columbia_Bosnia_2010_via_Kultura_1_.html
            • grek.grek Re: "Cyrk Columbia" 21.11.14, 14:25
              dzięki, Barbasiu :]

              swego czasu "Cyrk..." przeszedł u nas trochę bez echa ;] a to naprawdę wart zobaczenia film. zachęcam, w razie jakby co :}
          • grek.grek Re: "Hej, skarbie" / "Cyrk Columbia" 21.11.14, 14:23
            mnie się wydaje, że ten optymistyczny wydźwięk niejako był założony przez scenariusz :] podkresla to także muzyka oraz dedykacja na zakończenie ["dla wszystkich Skarbów na tym świecie"]. ofk, możliwe że wyszło średnio na jeża.
            mnie się wydaje, że gdzies tam jednak się udało - wiesz, Hiv to jednak nie AIDS, więc Clareece ma szansę przeżyć jeszcze wiele lat i choćby te dzieciaki jakoś wychować, dać im to ciepło które sama odkryła w ludziach, z daleka od toksycznej mamuśki. I ona tego pragnie, czyni z tego sens swojego życia. bierze dzieciaki na ręce i rusza do nowego, świadomego życia.
            wydaje mi się, że jest w tym optymizm.

            Barbasia mnie wyręczyła :] tak, oglądałem swego czasu "Cyrk..." - świetny film, z nieoczekiwaną puentą.
    • pani_lovett PS "Pod Mocnym Aniołem" Mozambique! 18.11.14, 20:03
      forum.gazeta.pl/forum/w,14,154961223,155562978,Re_POd_mocnym_Aniolem.html
      :)
    • grek.grek "Perfidny plan" via TVP2 19.11.14, 13:24
      film z tej samej parafii, co niedawne "Musisz być mój". ta sama szkoła, te same miejsca [park z charakterystyczną zabudową], podobnie prosta fabuła i niewyszukane aktorstwo :]TVP kupiła chyba cały pakiet takich "życiowych historii".

      w "Musisz być mój" uczennica przystawiała się do nauczyciela.
      w "Perfidnym planie" ofiarą jest nauczycielka, a prześladowcą... wujek jednego z uczniów.

      Nauczycielka ma bogatego ojca, więc sprytny wujo [prywatnie właściciel komisu z używanymi samochodami] wpada na myśl, żeby od niej tę kasę wyciągnąć.

      bratanek wuja mieszka z nim, bo jest sierotą. wujek każe mu zbliżyć się do nauczycielki. bratanek ma udawać zagubionego zdolnego chłopca, którego wuj-opiekun zniechęca do nauki [wujo sam to wymyślił :)], a on uczyć by się chciał bardzo i pójśc do koledżu. nauczycielka ma dobre serce, więc mu pomaga jak może, nie wiedząc do czego zmierza cała historia.

      podążając według instrukcji wuja, bratanek aranżuje z nią rózne spotkania, a to wieczorową porą pod szkołą zepsuje jej auto żeby potem znienacka pojawić się i naprawić, za co ona podwiezie go do domu; a to prosi ją żeby przyjechała do parku, bo on miał załamanie nerwowe, wujo znów zabronił mu zadawania egzaminów do koledżu, więc ona jedzie żeby go pocieszyć... a wujo za nimi lata i z ukrycia robi zdjęcia, na których wyglądają jakby byli na randce.

      bratanek nie jest przekonany do całej akcji, ale wujo go ciśnie. nauczycielka jest miła i szlachetna, bratanek ma wyrzuty sumienia i po cześci ta jego neurotyczna poza jest prawdziwa, tyle że powód jest inny niż jej się wydaje.

      nauczycielka ma własne dziecko, męza w separacji, jest łatwym celem. aby wszystkie przeszkody z drogi usunąc, wujo zabija nawet jej ojca. dziadek był gościem ze starej szkoły, wujo wie że jego plan nie powiódłby się, gdyby pozostał przy życiu. Po śmierci ojca nauczycielka dziedziczny fortunę, obrotny ojciec już jej w niczym nie pomoże, więc wujo przystępuje do ataku.

      podsyła jej fotki, telefonuje zmieniając głos za pomocą chustki, wytrąca ją z równowagi. wreszcie ona przychodzi do bratanka do domu z tymi zdjęciami, pytając czy chłopak wie w sprawie. wtedy wujo, niby z głupia frant, wtrąca się do rozmowy i mówi, że te fotki dowodzą jej romansu z uczniem, a za to on ją oskarży i sąd zabroni jej dozgonnie wykonywania zawodu.

      babka jest w szoku i w kropce, wujo szantażuje ją i żąda pół miliona w gotówce, ale od czego policja, która zawsze pomoże. bratanek ostatecznie też się łamie i występuje przeciw wujkowi. wujo zostaje zdemaskowany i to właśnie przez chłopaka, ale nie pójdzie siedzieć... ginie bowiem cichaczem z ręki swoich przestępczych wspólników w handlu kradzionymi samochodami. bratanek dostaje dozór kuratorski, ale unika więzienia, bo ostatecznie przecież wycofał się z całego procederu i udzielał się po dobrej stronie.

      chłopak idzie do szkoły przeduniwersyteckiej, ma zamiar zdawać do koledżu, co pewnie mu się uda. nauczycielka wybacza mu, że grał przeciwko niej, i trzyma za niego kciuki. mąz do niej wraca.

      jak w bajce ;] prosta historia o charakterze edukacyjnym, bo kryminału tutaj raczej niewiele, a jeśli już to jakości dośc oględnej.
      • pani_lovett Re: "Perfidny plan" via TVP2 19.11.14, 19:44
        Przeczytane. :)
        • grek.grek Re: "Perfidny plan" via TVP2 20.11.14, 18:02
          dzięki ! :]

          był prześladowany nauczyciel, teraz nauczycielka. kto następny ? pani szatniarka ? ;]
    • grek.grek "Kryptonim : Gracz" [2008] teatr w TVP1 [ 19.11.14, 13:46
      z poniedziałku.

      teatralna wersja historii uwikłania agenturalnego polskiego mistrza szermierki Jerzego Pawłowskiego.

      najpierw gość był agentem SB [oczywiście dlatego, że go zaszantażowano wywaleniem ojca z pracy; był wtedy młodym sportowcem, dopiero na początku drogi do zaszczytów mistrzowskich], a po 15 latach niegannego kapowania, jako wybitny sportsmen i mistrz światowy, na jakimś wyjeździe zagranicznym [w celach sportowych] poznał agentów CIA [zadają mu pytania i badają na wariografie, ale w sumie są sympatyczni]. dał się zwerbować.

      po powrocie oczywiście zostaje wzięty na spytki przez wojskowych esbeków, którzy nie są sympatyczni, bo niby mowa ich kulturalna, ale patrzą podejrzliwie i zimno albo z miną siepacza krążą wokół siedzącego na krześle Pawłowskiego, w stylu jako żywo nawiązującym do praktyk gestapo. oczywiście, próbują go wybadać czy się sprzedał zachodniakom, ale on się dzielnie trzyma i lawiruje jak umie.

      przez pewien czas kręci się pomiędzy stronami, boi się o swoje życie i los rodziny. ma w polskich strukturach stopień majora, ale to wcale nie skutkuje większym zaufaniem aparatu. po drugim przesłuchaniu zostaje oskarżony o szpiegostwo. zostaje wsadzony do więzienia, zdegradowany, a co najważniejsze dla niego - dostaje zakaz występów na macie.

      wraca po 14 latach nieobecności i zdobywa wicemistrzostwo Polski. mlody mistrz, wtedy także mistrz olimpijski Olech, wyraża zaszczyt, że mógł się z nim zmierzyć. w szatni Pawłowskiego nachodzi jakiś towarzysz w ceracie i wprost powiada, że Pawłowski nie może przyjąć tego medalu, bo jest zdrajcą narodowym.

      a w finale kamera pokazuje prawdziwe zdjęcia pana sportowca i jego nagrobek.

      gros spektaklu wypełniają dialogi, grajjący Pawłowskiego Zamachowski sprawdza się w nich bardzo dobrze, przesłuchujący go Olbrychski [to ten co patrzy chłodno i mówi zimno] oraz Więckiewicz [to ten co krązy w stylu gestapowskim] są równie dobrzy, a brodaty Chyra jako polskiego pochodzenia werbownik z CIA jest jak zawsze znakomity.

      żonę Pawłowskiego gra Dominika Ostałowska.

      generalnie, bardzo sprawnie zrobiona rzecz, bohater bywa odpowiednio bohaterski, chociaż akurat w jego psychologię niespecjalnie ktokolwiek się zaglębia, a szkoda - czy był oddanym esbekiem, bo w to wierzył, bo te 15 lat go tego nauczyło ? a może tylko czekał na okazję do odwrócenia ? przeżył jakieś polityczne nawrócenie czy zawsze był 'po tamtej stronie' ? warto by było wiedzieć. tutaj akcja skupia się głównie na wątkach materialnych, w głowie Pawłowskiego odwiertów się nie dokonuje :]

      esbecy w mundurach są oczywiście odpowiednio brzydcy, a ich ogłada śliska i nieprzyjemna. w dodatku Olbrychski mówi z wyraźnym rosyjskim akcentem. a fe... ;]

      gwódź programu : Pawłowski relacjonuje im jak to zagranicą jakiś amerykańscy agenci próbowali go uwieść [on oczywiście im nie uległ, jak kłamie samobójczo] i przytacza im rozmowy jakie prowadzili w wersji oryginalnej - esbecy są kompletnie niekumaci i naweet najprostszych angielskich słówek nie znają, więc on im musi wszystko tłumaczyć. jesli oglądali to jacyś 11-latkowie, to musieli mieć kupę śmiechu, widząc jak stare dziady nie znają tego, co oni wiedzą już od kilku lat. ja się nie śmiałem, bo z angielskiego wiem tyle, co ci esbecy i też czekałem aż Pawłowskie przetłumaczy ;]
    • grek.grek "Wynton Marsalis" dokument w Kulturze 19.11.14, 15:12
      Kultura się szarpnęła i puściła to od 3:55 :]

      Wynton Marsalis, mistrz jazzowej trąbki. dużo mówi, dużo gra i dużo jeździ autem w formie pasażera. na oko i ucho elokwentny erudyta i człowiek wysoce kulturalny, a nade wszystko muzyk ekstraklasowy. obok jego monologów na temat pochodzenia jazzu, stylów i form muzycznych oraz własnych życiowych i artystycznych inspiracji i przemyśleń - sporo wypowiedzi i fragmentów muzycznych prób z zespołem złożonym z młodych doskonałych jazzmanów, których Wynton dobiera pieczołowicie, aby klecić kolejne kawałki, płyty i wnosić w jazz nową jakość. do tego zza okien auta wyłaniają się klimatyczne zdjęcia Nowego Jorku [czarno-białe; zauważyliście, jak niesamowicie zyskują amerykańskie wschodnie molochy w czarno-białej fotografii ?] i Nowego Orleanu [tam się wychował i nasiąkał muzyką, u boku swojego ojca (klan Marsalisów jest zresztą dość pokaźny); co ciekawe, Nowy Orlean jest w kolorze, wybrane do zdjęc zostały nastrojowe stare domy ze "śródziemnomorską" architekturą, uliczki kwiatowo-roślinne i w ogole jest to doskonały pomysł, bo akurat NO w kolorze jest ciekawszy, podobnie jak miasta kalifornijskie]. mnóstwo doskonałej muzyki, erudcyjne mikro-wykłady Marsalisa o jazzie, bluesie, barwne sylwetki dawnych mistrzów na czele z Teoloniusem Monkiem i Jelly Rollem Mortonem, jest w tym mnóstwo pasji i szczęścia, jakie ci muzycy czerpią ze swojej sztuki.

      mam nadzieję na powtórkę jakąś :]
      • pani_lovett Re: "Wynton Marsalis" dokument w Kulturze 19.11.14, 19:20
        grek.grek napisał:

        > Kultura się szarpnęła i puściła to od 3:55 :]

        He,he! :)

        Znam troszkę Wyntona Marsalisa. Marsalis na swoim koncie ma nie tylko płyty jazzowe ale także z muzyką klasyczną.

        Proszę nastawić głośniki na maksa!

        www.youtube.com/watch?v=Rwd1yQeW-_4
        :)

        I jeszcze coś jazzowego :

        www.youtube.com/watch?v=3xOqGu4SL9c&index=3&list=RD4Xi-emWNePw

        • grek.grek Re: "Wynton Marsalis" dokument w Kulturze 20.11.14, 18:01
          trąbka jazzowa z orkiestrą ? o yes ! :]

          rewelacyjny kawałek "paryski", rewelacja.
          tytuł skojarzony z dźwiękami daje od razu obrazki czarno-białego Parisa, najlepiej jednak z
          wesołych lat 30-tych ;] oridżynal pochodzi z '32 roku, zapewne ten tutaj jest nawiązanie
          do tego klasyka ?

          dzięki, Barbasiu.
          • pani_lovett Re: "Wynton Marsalis" dokument w Kulturze 21.11.14, 17:26
            :)
    • grek.grek "Skutki uboczne" teatr TV' 2014 20.11.14, 14:19
      świetny scenariuszowo i aktorsko spektakl [na podstawie sztuki Petra Zelenki] zaglądający w post-komunistyczne czeskie sumienia i postawy.

      Jerzy Czejka [jak zawsze kapitalny Krzysztof Stroiński]ma renomę jako fotografik, wielokrotnie nagradzany, autor wielu zdjęć które mozna by nazwać kultowymi. oraz posiadacz słusznej opozycyjnej przeszłości, za tzw. komuny. Facet z pokolenia Havla, Karty'77 itd. do dziś idealista, swobodny, bezpośredni, z długimi włosami i studenckim stylem ubierania się. Rzecz w tym, że teraz jest nowa epoka i Czejka od dekady nie ma pracy. Mieszka ze swoją żoną, Janą [doskonała, żywa, zwłaszcza w dwóch przekonujących emocjonalnych monologach Anna Radwan]. pracuje ona w laboratorum medycznym.

      któregoś dnia do Czejki zgłasza się początkująca firma reklamowa, która ma nakręcić spot promujący jakieś nowe lekarstwo. Prowadzący ją młoda dziewczyna (Ewa) i chłopak są przekonani, że Czejka sforografuje to i nakręci najlepiej. Jerzy jest zaskoczony, że w ogole go znają i jeszcze na dodatek tak bardzo cenią.

      Przyjmuje propozycję nie dlatego jednak, że imponuje młodym, ale dlatego, że ojciec Jany jest chory na Alzhaimera i przydałoby się trochę kasy na przeniesienie go ze zwykłego szpitala do profesjonalnej kliniki, aby tam dożył swoich lat.

      Jerzy czyta scenariusz i bardzo mu się on podoba. Robi wstępne fotografie, zapala się do pracy.

      Kłopot w tym, że ta firma jest jedną z kilku, które uczestniczą w wyścigu o to zlecenie reklamowe. niby przypadkiem Jerzy dowiaduje się, że gościem od którego zalezy, kto dostanie tę fuchę jest jego kolega z lat szkolnych, niejaki Szuster [też dobry Adam Ferency]. prywatnie - dawno po coming oucie, czyli zadeklarowany gej, co jest skrupulatnie podkreślone.

      Co robi Jerzy ? zgadliście - zaprasza Szustera do siebie, na kolację. Rozmwiają o dawnych czasach, a potem płynnie schodzą na temat tego zlecenia reklamowego. I Szuster mówi mu wprost : " ta firma, z którą pracujesz, to leszcze, smarkateria, nie mają szans na wygraną. W dodatku, ten ich pomysł na reklamę jest kopią pomysłu reklamy samochodowej sprzed 15 lat. Ja ci załatwię tę robotę, ale z innną firmą".

      jak reaguje dawny opozycjonista, człowiek ideałów ? oczywiście, że tak jak myślicie - ma opory, nie chce wystawić swoich towarzyszy, nie chce aby pomyśleli, że zachował się jak świnia.

      Tyle że oni tak właśnie sądzą, kiedy dowiadują się o tym, że Jerzy ma kręcić z kimś innym, a oni są odstawieni od tematu. "A czy wy jestście czyści ? - pyta Jerzy - przecież zwróciliście się do mnie tylko dlatego, że Szuster był moim przyjacielem ze szkoły". I to też prawda. osiągnięcia zawodowe Czejki wisiały im u pasa. chodziło o to, że dzięki jego znajomości mogą wygrać wyścig po to zlecenie.

      gdyby na tym staneło, to pół biedy.
      ale cała historia uruchamia z Czejce dawnego opozycjonistę. Z jakichś papierów i nie tylko dowiaduje się, że ten lek co miał go reklamować może być szkodliwy dla osób z Alzhaimerem. kiedyś robił projekt fotograficzny z ludźmi cierpiącymi na tę chorobę, więc teraz obdzwania ich rodziny i pyta czy w lekach przyjmowanych przez ich zmarłych krewnych był kontrowersyjny składnik, który zawiera obecne lekarstwo. potwierdzają.

      No i CZejka wytacza armaty. zaczyna akcję happeningowo-medialną, w której pomaga mu ten młody chłopak z firmy. razem organizują parę akcji i zwracają uwagę na kłopot.

      Żona zaklina go, żeby przestał się popisywać i wymachiwać tym swoim cholernym idealizmem - lek jest przebadany, bezpieczny i pewny. A Jerzy na to... nic. Wracają dawne sprawy, ot choćby taka, że Jana była żoną jego najbliższego towarzysza fotgraficznych eskapad po róznych kontynentach. Jerzy romansował z nią za jego plecami, a kiedy kumpel padł na Filipinach - wzięli ślub. czyści zatem nie byli, nawet wtedy kiedy oboje podpisywali Kartę'77.

      Idzie dalej - zaprzęga do akcji własnego teścia, którego obwozi z jego ślinotkiem i "zaszczaniem" po mediach pokazując jako ofiarę, która przyjmowała leki zawierający wątpliwej jakości składnik, który ten nowy lek ma w sobie mieć. Żona ma dość. odchodzi od niego. co ciekawe, zaczyna się spotykać z Szusterem, w którym, o dziwo, znajduje to, czego brak jej w Jerzym.

      u nich w domu Jerzy organizuje cały sztab, jak za dawnej komuny, jak za jakichś czasów hippisowskich - chłopak z firmy, dziewczyna firmy, która dostarcza mu kolejnych dowodów na słusznośc walki jaką prowadzą, a z którą Jerzy zaczyna romansować, oraz młody narzeczony Szustera [gra do Dawid Ogrodnik], początkujący aktor który koniecznie chce mieć jakiś epizod "opozycyjny" jak jego idole starszego pokolenia. m.in dlatego romans Jany z Szusterem jest możliwy. młody kochanek po prostu zostawia starego pierdziela :]

      Szuster odwiedza Jerzego, kiedy ten jest sam w domu, i robi mu krzywdę. uderza jego nosem o stół. przeprasza natychmiast, a Jerzy leci pod kran i nie oddaje ciosu, czym znów nawiązuje do dawnych czasów i ideałów z których nigdy nie wyrósł.

      Szuster proponuje mu 3 mln koron łapówki, byle tylko przestał najeżdzać na to lekarstwo, bo za chwilę cała kampania weźmie w łeb, a on [Szuster] straci pracę dyrektora od spraw marketingowych. Jerzy znów powołuje się na swoje ideały, na ojca Jany który na dniach umarł, na obywatelski i moralny obowiązek. Co gorsza jest zniesmaczony.

      Lek zostaje wycofany zanim w ogole pojawia się na rynku. Jerzy i jego młodzież triumfują. jak za dawnych czasów. tyle że tym razem nie przeciwko towarzyszom, ale koncernom wszechmogącym, za pomocą tego o co przecież Czejka walczył - wolnych mediów, wolności ekspresji i protestu.

      Tego samego dnia Jerzy dostaje telefon z jakiejś firmy. proponują mu stanowisko dyrektora d/s marketingu na całą Polskę. jak widać jego zwycięska akcja zrobiła na kimś wrażenie. Nazwa firmy nic Jerzemu nie mówi, ale Ewa jest zdumiona - to największy na świecie producent lekow homeopatycznych.

      jednocześnie Szuster traci pracę, zainwestowane oszczędności i próbuje dokonać samospalenia [czy to nie komiczne i absurdalne, jako odnośnik do samospaleń czeskich studentów w 68 roku ? - oni to robili aby manifestować społeczne, polityczne i godnościowe wzorce, a tutaj facet zali się na stratę kasy]. ewentualnie zajął się ogniem od palonych rytualnie... zwłok jaszczurki. yup, Szuster był filantropem i finansował pobyt w praskim zoo jakiegoś rzadkiego okazju plamistej jaszczurki. Po tym jak zdechła [ciekawe, że właśnie w momencie w którym stracił on pracę, co pokazuje powiązania róznych placówek ze sobą], poprosił o jej truchło, argumentując to sentymentem i przywiązaniem do zwierza. prawdopodobnie dlatego, że symbolizował jego czasy świetności i znaczenia, które bezpowrotnie minęły po tym jak Jerzy załatwił go na cacy swoją idealistyczną krucjatą. chcąc nie chcąc...

      w ostatniej sekwencji Jerzy spotyka się z Janą w restauracji. wygląda zupełnie inaczej - zamiast trampek i wypuszczonej koszuli - najnowszy ganitur i szaliczek modny. Rozlega się alarm samochodowy - Jerzy wybiega. a zatem ma już auto... Z rozmowy wynika, że wciąz sypia z Ewą, ot związek bez zobowiązań. Zgadzają się na rozwód. Oboje jednocześnie. Jak ludzie "cywilizowani".

      Pojawia się Szuster. "To twój Jaguar ?", pyta Jerzego, a ten z głupim uśmiechem, wijąc się, próbuje wytłumaczyć że "dizisaj Jaguar to już żaden symbol sukcesu". i rzuca "ty też miałeś Jaguara, nie ?", a Szuster spokojnie "nie, nigdy". "Ale miałeś ! no co ty... nie ?" - "nie". I Jerzy czuje się głupio, bo oto ze wszystkich ludzi, którzy uczestniczyli w tej historii, on się najwyżej wspiął, on zrujnował innym życie. Może i przy okazji", ale jednak. może wreszcie pojął rzeczywiastość ?

      a może nie sprzedał się komunie, bo nie miał za co ? za to sprzedał się nowemu bożkowi - mamonie. Poczuł jak to jest mieć w kieszeni kasiorę. i młodą laskę u boku :] laskę, która wprawdzie dołączyła do niego w momencie, gdy jeszcze nie był tym ważniakiem "na cały kraj", ale ewidentnie nie odejdzie od niego dlatego, że tym ważniakiem jest i to za spore pieniądze.
      • grek.grek Re: "Skutki uboczne" teatr TV' 2014 20.11.14, 14:28
        jako się rzekło świetni aktorzy, zwłaszcza w scenach dialogów. wnętrza skromne, takie trochę... cyganeryjne ;] a''a "tako mieszka inteligencja, która wykazuje kulturę i gust, ale nie przyjęła wzorców mieszczańskich".

        rezyserował Leszek Dawid.

        fragment [ wśrodku występ Dawida Ogrodnika jako drag queen, ups] :
        www.youtube.com/watch?v=oNICifBWfWg

        z planu plus komentarze aktorów i reżysera a'propos idei i sensu samej sztuki :
        www.youtube.com/watch?v=-gqPf_QigoY
        • mozambique Re: "Skutki uboczne" teatr TV' 2014 20.11.14, 14:38
          tak a propos Stroinskiego , który swietnym aktorem jest i basta to tak mi przyszlo na mysl
          ze chetnie bym obejrzala kontynuacje losów Leszka i Ani z "Daleko od szosy"

          jak takeimu malzenstwu powiodło sie ( albo i nie powiodło ) w zyciu , jak im sie zylo 10, 20 a mozei 30 lat pózniej , wytrwali razem czy nie, Leszek zrobil studia czy nie ? itd
          • grek.grek Re: "Skutki uboczne" teatr TV' 2014 20.11.14, 17:56
            a to by było ciekawe :]

            podejrzewam, że tak czy inaczej para z "Daleko od szosy" w wieku lat 60 wyglądałaby młodziej
            niż para "czterdziestolatków" z serialu Gruzy ;]

            z jednego powodu - starzej od inż.Karwowskiego nie można wyglądać.
            • pepsic Re: "Skutki uboczne" teatr TV' 2014 20.11.14, 18:11
              Jak dla mnie inż. Karwowski to pierwszy leming RP. I nigdy za nim nie przepadałam.
              • grek.grek Re: "Skutki uboczne" teatr TV' 2014 20.11.14, 18:16
                wiesz, taki everyman ;] trochę oferma, trochę inteligent-pierdoła, no i Maliniaka miał, chociaż Don Kiszotem jako żywo nie był.. wszyscy mogli się z nim utożsamić.
                • pepsic Re: "Skutki uboczne" teatr TV' 2014 20.11.14, 18:29
                  I jak rasowy leming łykał bezrefleksyjnie wszystko, co popadnie, a najgorsze, że wcale nie był zabawny, a żałosny.
                  • grek.grek Re: "Skutki uboczne" teatr TV' 2014 20.11.14, 18:35
                    chciał małej stabilizacji i nie dostać po d... w sumie - wyrażał życiowe aspiracje większości społeczeństwa. na miarę czasu i możliwości :]

                    • pepsic Re: "Skutki uboczne" teatr TV' 2014 20.11.14, 18:39
                      Tylko żal, nie potrafił samodzielnie myśleć i że nie miał żadnych poglądów w jakiejkolwiek sprawie.
                  • pani_lovett Re: "Skutki uboczne" teatr TV' 2014 21.11.14, 17:03
                    pepsic napisała:

                    > [...] rasowy leming łyka(ł) bezrefleksyjnie wszystko, co popadnie,

                    He, he! Dobry żart.
                    Uśmiałam się, przypomniawszy sobie jak nielemingi łykały z przejęciem koncepcje profesora powołanego do sławnej komisji na specjalistę od wybuchów i katastrof lotniczych, który sobie z nich kpił w żywe oczy np. wyznając, że doświadczenie naukowe zbierał już jako dziecko oglądając wybuchające stodoły . ;))
    • grek.grek "Robin Hood" Ridleya Scotta w TVP 2 20.11.14, 18:14
      20:40 dziś

      23:50 jutro

      widzieliście może, Czcigodni ?
      u nas chyba ciągle pokutuje stara wersja serialowa, no i dośc ppoprawna i przygodowa z udziałem Kevina Costnera.

      a tutaj - Ridley Scott, w roli Robina "gladiator" Russell Crowe... może jakaś nowa jakośc się tutaj pojawi[ł]a ?

      ja tam pozostanę do końca życia pod wpływem ksiązki Howarda Pyle'a "Wesołe przygody Robin Hooda" - Robin jest tam tak przedstawiony, że kojarzy mi się od razu z gębą Johnny'ego Deppa, a od pewnego czasu także Jacka Sparrowa :] I jakie on tam ma powiedzonka, jaki jest elokwentny, a te przygody i w ogole... przeczytajcie. niewazne, ile lat macie. i dajcie dzieciom. albo nie, nie dawajcie, własnie sobie przypomniałem, co ze mnie wyrosło z takich lektur ;]

      naprawdę, takiej wersji Robin Hooda nigdzie nie znajdziecie, tylko w tej książce. very much orydżinal ":]
      • grek.grek Re: "Robin Hood" Ridleya Scotta w TVP 2 20.11.14, 18:21
        Pyle napisał ją w XIX wieku [1883]. miałem jakieś zupełnie fenomenalne tłumaczenie, oddające w kunsztowny sposób staroangielski, jakim pan pisarz się posłużył.

        no i przygotujcie chusteczki, bo scena śmierci Robina wzruszyłaby do łez nawet mecenasa Prado. o sobie w ogole nie wspomnę, przez skromnośc i zawstydzenie ;]
      • pepsic Re: "Robin Hood" Ridleya Scotta w TVP 2 20.11.14, 18:37
        Nie mam pojęcia czyjego autorstwa Robin Hooda czytałam, ale do dziś pozostaje dla mnie tragiczną postacią z powodu tego, co zakonnice na koniec mu zrobiły.
        • grek.grek Re: "Robin Hood" Ridleya Scotta w TVP 2 21.11.14, 14:14
          ostatni raz ksiązkę Pyle'a czytałem wiele lat temu, ale pamiętam, że Robin umiera w klasztorze, a Mały John jest wściekły na zakonnice i omal ich wszystkich nie zabija, więc bardzo możliwe, że czytałaś... tę właściwą ksiązkę :]
        • pani_lovett Re: "Robin Hood" Ridleya Scotta w TVP 2 21.11.14, 17:51
          >Robin Hooda czytałam, ale do dziś pozostaje dla mnie tragiczną postacią z powodu tego, co zakonnice na >koniec mu zrobiły.

          Co takiego zrobiły zakonnice???
      • siostra_bronte Re: "Robin Hood" Ridleya Scotta w TVP 2 20.11.14, 19:38
        Bardzo lubiłam angielski serial. Michael Praed było obiektem moich westchnień, do tego cudna muzyka Clannad :)
        • pani_lovett Re: "Robin Hood" Ridleya Scotta w TVP 2 20.11.14, 20:45
          siostra_bronte napisał(a):

          > Bardzo lubiłam angielski serial. Michael Praed było obiektem moich westchnień,
          > do tego cudna muzyka Clannad :)

          I ja też! :)

          Clannad - Legend (Robin of Sherwood Soundtrack)
          www.youtube.com/watch?v=rtu8o6yc5jA
          • mozambique Re: "Robin Hood" Ridleya Scotta w TVP 2 21.11.14, 09:59
            Pread a w drugiej serii Robina gral blondyn - Tony Peck , syn Gregory'ego

            ja do dzis uwielbaom ten serial,
            za calkowietą "naturalosc" wyglądu postaci ( Marian bez silikonowego biustu i wybielonych zębów) , za muzykę ( to oczywiste) no i za mgły i dymy ... za te mgly i dymy
            ojciec A - "moje dziecko zjadło peta spod ławki"
            ojciec B - "moje wpadło do sedesu"
            ojciec C - " a ja raz odebrałem cudze dziecko z przedszkola"
            • pani_lovett Re: "Robin Hood" Ridleya Scotta w TVP 2 21.11.14, 17:16
              >no i za mgły i dymy ... za te mgly i dymy
              Hehehe! :)
              Miał swój klimat ten serial, to prawda.

              >Pread a w drugiej serii Robina gral blondyn - Tony Peck , syn Gregory'ego
              Nawet nie wiedziałam!
            • siostra_bronte Re: "Robin Hood" Ridleya Scotta w TVP 2 21.11.14, 18:23
              To był Jason Connery! :)
              • maniaczytania Re: "Robin Hood" Ridleya Scotta w TVP 2 21.11.14, 23:27
                dokładnie! To nie żaden Peck, tylko Jason, syn Seana!!! :)
      • pani_lovett Re: "Robin Hood" Ridleya Scotta w TVP 2 20.11.14, 20:59
        >a te przygody i w ogole... przeczyta
        > jcie. niewazne, ile lat macie. i dajcie dzieciom. albo nie, nie dawajcie, własn
        > ie sobie przypomniałem, co ze mnie wyrosło z takich lektur ;]

        Ha,ha,ha! :)))

        Przeczytam na pewno.


        • grek.grek Re: "Robin Hood" Ridleya Scotta w TVP 2 21.11.14, 14:12
          haha :]

          mam nadzieję ! :] to naprawdę kapitalna lektura napisana [zwłaszcza dialogi i monologi] niecodziennym staromodnym, znakomitym językiem.
          • pani_lovett Re: "Robin Hood" Ridleya Scotta w TVP 2 21.11.14, 17:15
            Noo, wyrósł z Ciebie killer . Lady killer! Trudno zliczyć, ile pań pod Twoimi postami pisało "Greku kocham cię" ;))

            Świetnie.

            • grek.grek Re: "Robin Hood" Ridleya Scotta w TVP 2 22.11.14, 14:58
              e tam, to tylko epizody były, no i do dziś nie ustalono, ile z tych pań działało na trzeźwo ;]
          • pani_lovett Re: "Robin Hood" Ridleya Scotta w TVP 2 21.11.14, 18:30
            Oglądaliście, oglądałeś, Greku? "Robin Hooda" Ridleya Scotta?

            To ja słówko powiem. Odpowiadając na pytanie Greka/ twoje Greku o nowości, ten film jest czymś w rodzaju prequelu znanych nam opowieści o angielskim bohaterze. Ridley Scott w swojej wersji "Robin Hooda" pokazuje wcześniejsze losy tytułowego bohatera, zanim wraz z kompanami zamieszkiwał w lesie Sherwood. Pokazuje, jak doszło do tego, że został wyjęty spod prawa i zmuszony ukrywać się. I to jest główną i w zasadzie chyba jedyną nowością.

            Bo jeśli chodzi o samą postać Robin Hooda, to Ridley Scott nie wnosi nic nowego do jej wizerunku utrwalonego w ludowych podaniach, nie polemizuje z jego legendą, wedle której Robin Hood był szlachetnym, prawym pełnym cnót obrońcą biednych i uciśnionych, walcząc przeciwko bogatym.

            Russell Crowe w roli Robin Hooda imo, wypadł tak sobie. Nie porywał, nie budził emocji, jak jego Maximus Decimus w Gladiatorze. Powiem straszną rzecz, chyba jest/ był za stary do tej roli.

            Film też nie porywał, choć włożono w niego 130 milionów dolarów!!?

            • grek.grek Re: "Robin Hood" Ridleya Scotta w TVP 2 22.11.14, 14:56
              dzięki, Barbasiu :]

              czy mi się wydaje, czy temat Robin Hooda kino już wyczerpało ?
              co tu jeszcze mozna nowego opowiedzieć ?
              może już tylko zostało odbrązawianie całego mitu i zrobienie z Robina pospolitego
              złodziejaszka, który wypynął na fałszywych opowieściach dobrze opłacanych skrybów ? ;']
              • pani_lovett Re: "Robin Hood" Ridleya Scotta w TVP 2 22.11.14, 18:18
                > może już tylko zostało odbrązawianie całego mitu i zrobienie z Robina pospolite
                > go złodziejaszka, który wypynął na fałszywych opowieściach dobrze opłacanych skrybów ? ;']

                Tak, tak! :) Złodziejaszek, bandyta - doskonały pomysł, ale który, imo, właśnie pomaga czasami (!) biednym, zaufanej miejscowej ludności, licząc, że w zagrożeniu ludzie odwdzięczą mu się pomocą.
                A legenda sama naturalnie się rozprzestrzenia, bez wysiłku, większych nakładów finansowych.


                Tak np. dział słynny kolumbijski baron narkotykowy, jeden z najgroźniejszych kryminalistów i mafiozów na świecie Pablo Escobar, czytałam niedawno o nim w dodatku do GW AleHistoria, - i to byłaby świetna aluzja do współczesności - kreował się na współczesnego Robin Hooda i bardzo często rozdawał pieniądze biednym. W zamian miejscowa ludność często pomagała mu ukrywać się przed policją.

                • grek.grek Re: "Robin Hood" Ridleya Scotta w TVP 2 22.11.14, 18:35
                  to by było doskonałe :] świetny pomysł, Barbasiu :]

                  Pablo Escobar, yes.

                  albo włoscy mafiosi, którzy na dzielnicach [także we włoskich w Ameryce] mają większy szacun i posłuch niż policja i prezydent kraju razem wzięci ;] rozstrzygają spory, dbają o porządek, pomagają, a w zamian ludność nie robi im problemów w szemranych biznesach.
                  • pani_lovett Re: "Robin Hood" Ridleya Scotta w TVP 2 22.11.14, 18:50
                    :))
                    Dzięki, Greku.


                    Yes! Yes!

                    To samo robią przecież mafiozi w Meksyku.

                    Opowiadałeś nam kiedyś dokument, w którym mowa była o przygotowaniach szkół samby do wielkiej parady karnawałowej w Brazylii. Niektóre z tych szkół finansowane były przez lokalnego mafiozę, prowadzącego jakieś nielegalne interesy (w końcu nawet został zamknięty w więzieniu za nie), który dzięki temu zaskarbił sobie dozgonną przychylność i szacunek u miejscowej ludności.

                    • grek.grek Re: "Robin Hood" Ridleya Scotta w TVP 2 23.11.14, 14:55
                      ależ masz doskonałą pamięć :]
                      rzeczywiście, "Karnawał w Rio", taki był bodajże tytuł tego dokumentu, świetnego zresztą, czytanego przez niezrównaną Krystynę Czubównę.

                      zdecydowanie, gdyby przedstawić Robin Hooda jako kogoś na wzór ojca chrzestnego, capo di tutti capi from Sherwoood, to by była zajmująca opowieść.
                      możliwe, że w przypadku Robina już tylko śmiałe dekonstrukcje legendy wchodzą w rachubę, prawda ?
    • mozambique LZS Chrząstawa wczoraj na tvp 1 21.11.14, 10:51
      w ramach Andrzeja Fidyka i co on poleca

      widzieliscie może ? niesamowite

      jest sobie w POlsce najgorsza druzyna pilkarska swiata , w CHrząstawie , od zawsze zajmująca ostatnie miejsce w rozgrywkach najniższej możliwej ligi ( obecnei walczą chyba o wejscie do C-klasy) , przegrywająca wszytsko i ze wszystkimi , ich rekord to przegrana 27:0 , a 20:0 czy 15:0 nie są rzadkościa . Zawodnicy grają z czystej milosci do futbolu , bez zadnego wynagrodzenia ( czasami po meczu prezes postawi piwo) , borykają sie z codizennymi problemami typu - boisko w nocy zryły dziki a rano mecz, co robić? rano trza zadeptać , sędzia nei chce rozpocząc meczu bo w siatce bramki dziiura ze pies by przebiegł i trza szybko wiązać na supełki , tzreba przygotowac widownię dla publicznosci goposdarzy i gości czyli szybki zbić dwie drewniane ławki z kołków itp . Szatnią jest pusta stodoła a stroje zawodników pierze w pralce Frani 90 letnia matka pana prezesa .

      Calosc dziala jedynie dzieki zaangażowaniu i pasji pana prezesa , który za mlodu mial szanse na prawdziwą karierę bo testowali go do ŁKSu ale na meczu złamali mu noge i tyle z kariery.ZOstaje wiec wieś, gospodarstwo i LZS CHrząstawa która jest calym jego zyciem i połową życia sąsiadów. Wciaz ma ambicje ze w koncu keidys jakis mecz wygrają choc np. z siedmioma zawodnikami moze to byc trudne ( reszta nie przyjechala bo konczy żniwa).

      ALe ambitnie jezdzą na mecze - jest cudna scena gdy bus z zawodnikami jedzie do jakiejs wioski na mecz "okręgówki" , nie moga znależc tej wioski, dzwonią do siebei i nic, jakis zagadniety czlowiek z rowerem mówi ze to tu chyba za tym mostkiem i przez lasek tzreba .. ale ale z laskiem dalej nic..
      ale od czego nawigacja samochodowa, wstukują w gpsa i mily głos Hołowczyca mówi ze do celu mają 2047 km i 12, 5 godz jazdy . Boskie :)))

      a gdy sędzia uparcie nei chce zmienic wyniku po mysli pana prezesa to bedize mial pod górkę, bo pól druzyny otacza jego samochód i trza wołać policję


      smichy chichy ale to jest parwdziwy sport- pokazcie mi Lewandowskeigo albo choc Milę który strzela gola skacząc przez rów melioracyjny na boisku (a to normalka na łąkach) i potykając się na wykrotach po dzikach . A tu w takiej sytuacji pada GOOOOL ! i druzyna wygrywa swój pierwszy w historii mecz.
      Pech tylko ze mecz uniewazniony - pan prezes zgubil gdzies karte badan lekarskich zawodnika, wiec zawodnik nie mial prawa zagrac. No tak..

      Pechem niestety nie jest fakt , ze wszyscy na tej wsi caly dzien piją piwo i pan prezes w upalny dzien po wydudleniu 3 butelek piwa wsiada w poloneza i zasuwa do Sieradza a kierownik druzyny traktorem drogą krajową do chałupy. to nie pech tylko rzeczywistość.
      • grek.grek Re: LZS Chrząstawa wczoraj na tvp 1 21.11.14, 14:09
        hehe, z tego to by można film zrobić, fabularny :] tylko Amerykanie mają mieć swoje opowieści o
        zwycięskich inaczej zespołach bejsbolowych ?

        w istocie jest to esensja sportu wg barona de Coubertina - liczy się udział, a nie wynik, hehe.

        w ogóle, opowieści o tych, którym się nie udało albo którzy notorycznie przegrywają, są
        ciekawsze niż o tych, co wygrywają. no chyba, że ci wygrywający oszukują ;]

        dzięki, Mozambique, za ciekawą recenzję :]

      • pani_lovett Re: LZS Chrząstawa wczoraj na tvp 1 21.11.14, 17:11
        Dobre! :)

    • grek.grek "Do ciebie, człowieku" Roya Anderssona w Kulturze 21.11.14, 15:59
      20:00 i 1:35

      reakcja TVP Kultura na Złotego Lwa w Wenecji.
      nagrodę dostał Roy Andersson, więc mamy jego film. nie ten zwycięski z Wenecji, rzecz jasna, ale za to chyba najbardziej znany z wcześniejszych [szwedzki kandydat do Oskarda, w roku pańskim 2007].

      z opisu : akcja dzieje się w rozmaitych chłodnych albo obskurnych wnętrzach, w których kilkoro bohaterów wikła się w codzienne rozmaite sytuacje, "szukając w nich sensu, a zarazem snując uniwersalną opowieść o ludzkim życiu". dopracowany wizualnie, z domieszką czarnego humoru.

      adnotacja "trudny w odbiorze" ;]

      to jump or not to jump ? ;]
      • grek.grek Re: "Do ciebie, człowieku" Roya Anderssona w Kult 21.11.14, 15:59
        * 20:20
      • pani_lovett Re: "Do ciebie, człowieku" Roya Anderssona w Kult 21.11.14, 17:09
        >adnotacja "trudny w odbiorze" ;]

        To jest coś w sam raz dla nas, Greku. Skaczemy!
        • siostra_bronte Re: "Do ciebie, człowieku" Roya Anderssona w Kult 21.11.14, 18:25
          Obejrzałabym, ale jestem padnięta. Liczę na Wasze recenzje :)
          • grek.grek Re: "Do ciebie, człowieku" Roya Anderssona w Kult 22.11.14, 14:25
            :] no to może spróbuję coś napisać :"]

            całkiem niezły... film ? zbiór scenek, niby w normalnych życiowych, rutynowych okolicznościach, ale
            jednak coś w nich zawsze jest nie teges. najczęsciej jakaś postać zaczyna się żalić, skarżyć, narzekać
            na bycie nie[z]rozumianą, niekochaną etc. np. babka z facetem uprawiają seks, ona się orgazmuje, a facet jest zupełnie poza kontekstem i ględzi o tym, jakie ma cholerne kłopoty w pracy; albo sytuacja w barze : siedzą ludzie, coś tam piją, coś tam cicho rozmawiają, a tutaj nagle kobiecina wyrzuca z siebie wszystkie żale do całego świata; zebranie rady zarządu jakiejś firmy kończy się zawałem prezesa, który nagle nie może ruszyć ręką i pada pod stół; przychodzi facet do fryzjera i namolnie powtarza jak być przystrzyżony, fryzjer słucha, aż w końcu jednym ruchem maszynki goli mu pas przez środek głowy, i wychodzi z lokalu do sąsiedniego baru. tam dopada go klient w towarzystwie wezwanej policji - ale policja słysząc od fryzjera,że ten ma gorszy dzień i deprechę, odstępuje do wszelkich czynności; jakiś facet nonstop gra na trąbie albo na bębnach w swoim mieszkaniu, rodzina nie daje z tym rady, a sąsiada krew zalewa, a facet gra... z taką miną zupełnie obojętną; dziewczyna nieszczęśliwie zakochana w muzyku rockowym ze swojego miasteczka śni o tym, że biorą ślub, a potem ich dom niczym pociąg mknie po szynach, zatrzymuje się na peronie, pozdrawiają ich ludzie, a oni jadą dalej, ku szczęściu.

            ta ostatnia scenka, to właściwie jedyny akt radości życia w tym filmie. oprócz wyśpiewywanej od czasu do czasu piosenki, że "gdzieś tam ponad linią chmur jest lepszy świat, wolny od cierpienia".

            generalnie, w komediowej albo absurdalnej formie ogrywana jest rzeczywistość, w której ludzie ukrywają to, że są nieszczęśliwi. w filmie przestają udawać, robią publiczne gesty - albo mówią, że im źle, albo okazują to róznymi zachowaniami, ale nie spotykają się ani ze zrozumieniem ani im to nie pomaga. jedynym momentem szczęsliwości jest sytuacja ze snu, tylko w nim może się spełnić marzenie.

            świat zaludniają ludzie, którym życie się sypie, ludzie w proszku, znerwicowani, momentami histeryczni. realia codzienności są odtworzone, ale jest w tym jakaś teatralna maniera obrazowania, ewidentna inscenizacja, i to w takiej formie, żeby wszyscy to widzieli i rozumieli. to tylko film. jednak smutna prawda o trudach egzystencji ludzkiej jest niewątpliwa.

            no i mamy do czynienia ze szwedzkim reżyserem, pokazującym szwedzkie społeczeństwo. w wielu badaniach i w stereotypie opisywanym jako oaza ludzkiego szczęścia i dobrostanu. Andersson, na moje oko, po prostu przywraca temu proporcje. hej, może i u nas jest doskonała służba zdrowia, system edukacji, porządek publiczny, stabilizacja ekonomiczna i w tyłek nam nie zawiewa, ale to nas nie chroni przed tym, co niesie ze sobą samo życie w wymiarze metafizycznym i psychologicznym. nie chroni przed smutkiem, brakiem poczucia sensu, niemocą, problemami z dogadaniem się z drugim człowiekiem czy wreszcie przed samotnością w tłumie.

            mądre, interesujące, momentami zabawne, z głęboką refleksją o człowieku.
            w poszczególnych scenkach wprowadzające gwałtowny element szczerości i prawdy prosto w galaretę codzienności, w której jakby z natury ludzie ukrywają swoje faktyczne stany ducha i odczucia, bo nie wypada ich demonstrować ani nawet o nich wspominać bez narażania się na nieprzychylną reakcję.

            • pani_lovett Re: "Do ciebie, człowieku" Roya Andersson 22.11.14, 15:57
              Prawda. Kapitalny film! :)

              Na mnie duże wrażenie zrobił monolog psychiatry, od 27 lat w zawodzie, wyczerpanego psychicznie swoją pracą, ciągłym wysłuchiwaniem niezadowolonych z życia pacjentów, którzy "chcą się bawić i oczekują, że on im w tym pomoże". Doktor mówi smutną prawdę o współczesnym człowieku / zajrzałam na stronę z. i spisałam go dokładnie/:

              "Ludzie mają wymagania. Po latach to zrozumiałem. Chcą być szczęśliwi, a jednocześnie są skupionymi na sobie egoistami, nie chcą się z nikim dzielić"! / to samo myślę/
              I dalej jeszcze surowiej osadza ludzi, mówi o nich tak: "Są źli, przynajmniej większość z nich. Tracę cenne godziny, by złych ludzi uczynić szczęśliwymi".

              Uznawszy, że takie działanie nie ma sensu, doktor zaprzestał w końcu prowadzenia terapii, ograniczając się do przepisywania ludziom jedynie pigułek, tych najsilniejszych.


              Wiele scenek pokazuje także, że świat zaludniają egoiści, egotycy zapatrzeni w siebie w swoje sprawy , w swoje potrzeby, w swoje bolączki, w koniec własnego nosa, ludzie nieuważni, nieczuli, obojętni na drugiego człowieka i żywe stworzenia (wstrząsająca scena z początku filmu - starszy pan poruszający się z pomocą balkonika ciągnie psa na sznurku (smyczy?), który przywiązany jest (zaplątał się?) do jego łap. Nikt na ten widok nie reaguje.

              Kapitalny jest wątek pijaczki, narzekającej, że nikt jej nie rozumie. Pijaczka uważa, że "życie jest gó... warte, fałszywe i podłe". I że na trzeźwo trudno sobie z nim poradzić.
              Pijaczka ma oddanego jej absztyfikanta, całkiem poczciwego, o wyglądzie podstarzałego rockandrollowca. Pewnego dnia odwiedza ją inny absztyfikant z pięknym wielkim bukietem kwiatów. Kobieta otwiera drzwi, ale na jego widok natychmiast zatrzaskuje , także kwiaty zostają w drzwiach. Absztyfikant łkając schodzi po schodach na dół. Spotkanemu listonoszowi skarży się z płaczem, że nikt go nie rozumie.
              • grek.grek Re: "Do ciebie, człowieku" Roya Andersson 22.11.14, 17:18
                yes, doskonały i wyjaśniający jest ten monolog lekarza.

                ten pies ciągnięty na smyczy przez staruszka - ma chyba związane łapy ?
                to by wskazywało na możliwość, że starzec robi to celowo, ewentualnie po prostu w ten
                sposób chce zatrzymać przy sobie zwierza. tak czy owak - celnie zauważyłaś, że rzecz
                dotyczy egoizmu.

                haha, tak, to też dobra scena. zabawna, ale i smutna, bo oni oboje narzekają na to, że
                "nikt ich nie rozumie", a jednocześnie ona go odrzuca, mimo że on absolutnie wykazuje
                zdolności do tego, czego jej tak bardzo brakuje.

                swoją drogą, niektóre postaci w tym filmie narzekają na to czego nie dostają od innych ludzi, a
                jednoczesnie nie definują : czego nie dostają.
                "niezrozumienie" ? czym to tak naprawdę jest ? w jakimś stopniu człowiek zawsze pozostaje niezrozumianą monadą. niektórzy odczuwają to, po prostu, bardziej od innych. może nie tyle
                chodzi o zrozumienie" ze strony innych, ile o niezdolnośc do poradzenia sobie z niezbędnym
                marginesem wyobcowania, któremu każdy człowiek podlega ?
            • pani_lovett Re: "Do ciebie, człowieku" Roya Andersson 22.11.14, 16:24
              >no i mamy do czynienia ze szwedzkim reżyserem, pokazującym szwedzkie społeczeństwo.

              A'propos wątku szwedzkiego społeczeństwa, kapitalnie obmyślony został przytyk do romansu Szwecji z faszyzmem - scena ze zobrazowanym snem kierowcy stojącego w korku; Kierowca (w tym śnie) zjawia się w domu nieznanej mu zacnej rodziny w trakcie rodzinnej uroczystości i tuż przed tym, jak przy stole miało zasiąść zebrane towarzystwo, zrywa ze stołu obrus, tłukąc ponad 200 letnią cenną porcelanę. Na wielkim pustym stole oczom ukazują się dwie ogromnych rozmiarów swastyki.

              Wyobrażasz sobie w naszym kinie tego rodzaju scenę z mocnym oskarżeniem wypominającym nasze narodowe grzechy?
              • grek.grek Re: "Do ciebie, człowieku" Roya Andersson 22.11.14, 17:24
                doskonała scena, Barbasiu.

                zdecydowanie sobie wyobrażam taką scenę w polskim kinie :] a razem z nią wyobrażam sobie komentarze, czy raczej - kubły pomyj, wylewane na głowę ludzi, którzy odważyliby się taką scenę napisać/zagrać/wyreżyserować :]

                ale wiesz co ? nie dziwią mnie takie reakcje. wydaje mi się, że inaczej być nie może i są one potrzebne, żeby nie przesadzić w drugą stronę. może dzięki istnieniu dwóch przeciwstawnych grup o tak zróznicowanych poglądach uzyskamy wkrótce złoty środek ? :]
          • grek.grek Re: "Do ciebie, człowieku" Roya Anderssona w Kult 22.11.14, 15:03
            aha, w ostatniej scenie nad miasto, widziane z lotu ptaka, nadlatuje eskadra samolotów w szyku bojowym.

            jaki tutaj jest sens ?
            słuszna to będzie kara za nieczułość ?
            wybawienie od cierpienia ?
            katharsis, po którym wszyscy staną się lepsi, a cierpiący staną na nogi wyrwani ze swoich
            egzystencjalnych kłopotów czymś co dzieje się na większą skalę niż ich jednostkowa ?

            • pani_lovett Re: "Do ciebie, człowieku" Roya Andersson 22.11.14, 16:30
              Może to metafora katastrofy, która nastąpi jeśli człowiek się nie zmieni?
              • grek.grek Re: "Do ciebie, człowieku" Roya Andersson 22.11.14, 17:25
                dobry trop :]

                te samoloty nadlatują. czy zrzucą bomby ? może to wszystko zależy od ludzi, tam na dole ?

                pojemna znaczeniowo scena, nieprawdaż ?
                • pani_lovett Re: "Do ciebie, człowieku" Roya Andersson 22.11.14, 18:54
                  Prawdaż. :)
    • grek.grek "Co nas kręci, do nas podnieca" 22.11.14, 17:41
      powtórka w Kulturze 20:20 i 1:10

      skok na bis ? :]
      • pani_lovett Re: "Co nas kręci, do nas podnieca" TVPKultura 22.11.14, 18:56
        Świetny film na sobotni jesienny wieczór, ale jeszcze mamy go świeżo w pamięci, za wcześnie na powtórkę.
    • grek.grek "Terminator : Dzień sądu" TV Puls [20:00] 22.11.14, 17:53
      wg mnie, absolutnie znakomity film : wypuszczający się w przyszłość, świetnie operujący efektami specjalnymi [ilościowo raczej niewiele, za to dużego kalibru], ale jednocześnie będący ciągle tu i teraz, chodzi w nim o to, co może się zdarzyć jesli pewne działania zapobiegawcze nie zostaną podjęte.

      kapitalna atmosfera, zwłaszcza gdy do akcji wchodzi Linda Hamilton i wygłasza beznamiętnym głosem prorocze monologi o tragicznej przyszłości Ziemi, wtedy do jej słów dołączają odpowiednie zdjęcia i nie chodzi mi tylko o przerażająca scenę wybuchu bomby termojądrowej, gdy ogień niszczy całe połacie terenu, ale także o ten rodzaj zadumy w niektórych momentach, egzystencjalnego [yes] niepokoju. rewelacja.

      sceny akcji są doskonałe, tempo bardzo dobre, logiczna fabuła, a T-1000 niesamowity - ze swoim zimnym wzrokiem, osłupiającymi metamofrozami i załamującą niezniszczalnością. w sumie, nawet Arnie nie razi zbyt mocno ;] zwłaszcza, że w narrację wplecione są sceny "uczłowieczania" T-800, najpierw zabawne, a później momentami wzruszające, a nawet będące źródłem nadziei na przyszłość dla całej ludzkości.

      świetne kino. świetne. ostatni raz oglądałem... hoho... albo i jeszcze dawniej. zamierzam skorzystać z szansy na odświeżenie.

      91 rok, a do dziś ty

      skaczecie ze mną ? :]
      • pani_lovett Re: "Terminator : Dzień sądu" TV Puls [20:00] 22.11.14, 19:21
        Na "Terminatora" chyba będziesz musiał skoczyć sam. Chyba , że ... Mania, która lubi superbohaterów wykona skok w ostatniej chwili!?

        Ja będę tu obok siedzieć przy komputerze. Muszę dokończyć opowieść o "Mrocznej Argentynie". Dokończyć oglądanie spektaklu "Samobójca". Opowieść postaram się przygotować dopiero na poniedziałek. Jutro biorę wolne! ;) Muszę trochę odpocząć od komputera.
        • grek.grek Re: "Terminator : Dzień sądu" TV Puls [20:00] 23.11.14, 14:52
          :] skoczyłem. kto wie, może Mania też ?

          orajt, miłego wypoczynku, Barbasiu :] wracaj w formie i z nową energią.
          • maniaczytania Re: "Terminator : Dzień sądu" TV Puls [20 24.11.14, 22:02
            Terminator do superbohaterów nie należy ;)
            Ja się poruszam w obrębie uniwersum Marvela głównie :)

            Ha, uniwersum Marvela - znam to tylko z filmów i to od nieco ponad roku ;)
            • grek.grek Re: "Terminator : Dzień sądu" TV Puls [20 25.11.14, 14:18
              orajt :]

              a co sądzisz o rzeczonym "Terminatorze, Dniu sądu", tak poza kontekstem superbohaterskim ?
              • maniaczytania Re: "Terminator : Dzień sądu" TV Puls [20 25.11.14, 21:03
                a wiesz, że ja chyba nigdy nie obejrzałam w całości ani jednego Terminatora? :)
                • grek.grek Re: "Terminator : Dzień sądu" TV Puls [20 26.11.14, 13:11
                  no coś Ty ? ;]

                  ponoć już 5 filmów z tej serii powstało.
                  przyznam że zatrzymałem się na trzecim.

                  pierwsze dwa - oryginał z 84 [w kinach latał jako "Elektorniczny morderca", hehe] i wspominany "Dzień sądu" - są naprawdę warte obejrzenia. spinają przyszłość ze współczesnością, punkt wyjścia jest znakomicie narysowany i rozwijany, a do tego są to sprawnie zrealizowane filmy niegłupiej akcji.

                  ponoć wszystkie kolejne, to już odcinanie kuponów od renomy tych właśnie dwóch pierwszych.
                  • maniaczytania Re: "Terminator : Dzień sądu" TV Puls [20 28.11.14, 23:41
                    serio, serio :) Bo ja nigdy nie przepadałam za sci-fi ;)
                    ale kto wie, może i obejrzę, w końcu od jakiegoś czasu coraz mniej mi przeszkadzają różne nierealne rzeczy w filmach ;)
          • barbasia1 Re: "Terminator : Dzień sądu" TV Puls [20 29.11.14, 15:48
            grek.grek napisał:

            > orajt, miłego wypoczynku, Barbasiu :] wracaj w formie i z nową energią.

            Serdecznie dziękuję za dobre myśli, Greku.

            Coś energetycznego dla Ciebie:

            www.youtube.com/watch?v=MLef9M-c3to
            • grek.grek Re: "Terminator : Dzień sądu" TV Puls [20 29.11.14, 17:19
              świetne, Zaz jak zawsze rewelacyjna. czy to rzecz z najnowszej jej płyty ? [okładka jako ilustracja tego pliku, na to by wskazywała ?]
              • barbasia1 Re: "Terminator : Dzień sądu" TV Puls [20 30.11.14, 16:48
                Pamiętam, że lubisz Zaz. :)
                Tak, tak to piosenka z najnowszej płyty Zaz zatytułowanej "Paris", która dopiero co się ukazała, kilka czy kilkanaście dni temu. Jak przeczytałam płyta zawiera w większości interpretacje utworów poświęconych stolicy Francji. Jedną z piosenek Zaz śpiewa z Charlesem Aznavourem. :)
    • grek.grek Dexter sez 8 odc 1 23.11.14, 14:35
      Sezon 8, czyli ostatni :]
      I od razu niespodzianka. JUż w 1 odcinku pojawia się nowa postać, grana przez Charlotte Rampling - o yes - która ewidentnie ma do odegrania doniosłą rolę w całej serii.

      7 sezon przyniósł bliski związek Dextera z koleżanką po fachu - seryjną trucicielką Hanną McKay, nad którą jednak przedłożył zdrowie i życie swojej siostry, prowadzącej śledztwo w sprawie jej morderstw. Kiedy Hannah zaczęła zagrażać rodzinie, Dexter wpuścił ją w maliny, z których Hannah powędrowała prosto za kraty. Udało się jej jednak wydostać z potrzasku. Zapewne wróci w 8 serii ?

      7 sezon, to także pogłębienie relacji Dextera MOrgana z siostrą Debrą, która wreszcie odkryła, że jej brat to hobbystyczny killer. Przeżyła to okropnie, ale wzieła się w garść i nawet pomagała mu zacierać ślady, jednocześnie przeżywając dramat sumienia.

      Koleżanka Dextera, dociekliwa kapitan La Guerta wpada w końcu na jego trop, idzie nim uparcie, kompromitując się po drodze niejednokrotnie, a finał serii ma miejsce w starym opuszczonym kontenerze w porcie, gdzie Dexter zwabia LaGuerte w pułapkę. Debra Morgan nakrywa ich i musi zdecydować kto wyjdzie żywy z tej zabawy - jej brat-morderca czy pani kapitan stojąca na straży prawa. Wybiera brata, zabija LaGuertę...

      ... i wpada w kompletny dół.
      Śmierć LaGuerty zostaje upozorowana na zabójstwo popełnione przez gangstera Estradę, którego śledziła pani kapitan, a którego Dexter wykorzystał jako przynętę, aby ją zwabić do portu.

      Tak zaczyna się 8 seria.
      Od wydarzeń z sezonu 7 mineło poł roku.
      Syn Dextera puszcza latawca, taka przygląda się szczęśliwy, a przygrywa "What a wonderful world". Dexter w krótkim monologu opowiada, że te pół roku to był dla niego wreszcie czas odpoczynku i poczucia bezpieczeństwa. Był romans, reaktywacja drużyny do gry w kręgle, trenowanie drużyny piłkarskiej syna-przedszkolaka, wszystko w krótkich migawkach. Wrócił z dalekiej podróży, odzyskał równowagę.

      Inaczej niż Debra. Po pierwsze, przestała się z nim kontaktować, po drugie - odeszła z policji i została tak-jakby agentką federalną czy może agentką w prywatnej firmie ? pogrązyła się w pracy. A w tej pracy prowadzi sprawę niejakiego Briggsa, złodzieja i pasera, który skoczył na jubilera i wykradł biżuterię o wartości 0,5 mln dolarów. Debra przyczepia sie do niego, zostaje jego dziewczyną, popija i wciąga biały proszek razem z nim. Jest w pracy. Ale jednocześnie w ten sposób zagłusza wyrzuty sumienia z powodu zamordowania LaGuerty.

      A pośmiertnie pani kapitan dostaje w parku w Miami ławkę swojego imienia. Odbywa się okolicznościowy jubel, są przemówienia, a Dexter ze zrozumiałych względów ma z tym niejakie moralne problemy. Nikt nie wie, jak blisko była LaGuerta zdemaskowania go. Nikt nie wie, ile Dexter ma na koncie, dla kolegów z wydziału jest nadal skromnym, miłym laborantem zajmującym się badaniem śladów krwi z miejsc zbrodni.

      Śmierć LaGuerty odwodzi sierżanta Batistę od zamiaru odejścia z policji i zostania restauratorem. MOżna zakładać, że jeśli sierżant zacznie grzebać w papierach jakie zostawiła kapitan - może i on wpadnie na trop Dextera. Na razie jest na tyle nieświadomy, że daje Dexterowi pamiątkę po LaGuercie - ozdobny dzbanek. "MOże będziesz w stanie kiedyś jej wybaczyć", powiada Batista. O yes. W 7 sezonie LaGuerta ostro oskarżała Dextera o sprawstwo zabójstw przypisywanych RZeźnikowi z Zatoki [sezon 2], ale niczego nie umiała mu udowodnić, wszyscy dookoła uznali, że kobiecina się ośmiesza atakując boguduchawinnego sympatycznego chłopaka z laborki.

      Dexter martwi się o Debrę. Jego wewnętrzny głos, w postaci pojawiającej się postaci zmarłego ojczyma-mentora, podpowiada mu "Ty jesteś jej problemem, zostaw ją w spokoju", ale troska jest silniejsza. Dexter szuka jej u niej w domu, próbuje sie dodzwonić na jej komórkę - wszystko na nic. U jej szefa dowiaduje się, że Debra prowadzi sprawę dotyczącą Briggsa. Dzięki wejściom z racji bycia policjantem wchodzi na jej skrzynkę pocztową w firmowym mailu, łamie hasło i dowiaduje się, że ostatnie informacje Debra przesyłała z Fort Lauderdale. Tak zapewne prowadzi swoje śledztwo.

      No i znajduje się. Razem z tym Briggsem. W markecie. Dexter znajduje moment, gdy siostra jest sama i próbuje z nią rozmawiać, ale napotyka na ścianę łez, agresji i złości. Debra nie chce mieć z nim do czynienia, wyrzuca frustracje i twierdzi, że "po tym co zrobiłam dla ciebie, nienawidzę siebie samej". I dodaje - "Zastrzeliłam niewłaściwą osobę". Pięknie. Nakrywa ich Briggs i zabiera Debrę, która ofk udaje że nie zna Dextera.

      Policja znajduje trupa. Nietypowego. Ze starannie zoperowanym mózgiem, czyli powycinanymi kawałkami tkanki.

      Na odprawie następnego dnia pojawia się doktor Evelyn Vogel [to właśnie Charlotte Rampling]. Utytułowana specjalistka od ludzkiego mózgu, kryminolog, znawczyni psychopatycznych zabójców, profesor neuropsychiatrii. Słowem : specjalistka. Ma nieoficjalnie pomagać policji. Dexter siedzi w ostatnim rzędzie i monologuje w głowie "Jej obecnośc w pobliżu, to ostatnia rzecz jaka mi jest teraz potrzebna".

      Najlepsza scena odcinka rozgrywa się w kostnicy, gdzie dr Vogel bada tego najnowszego trupa, który za życia nazywał się Bailey i był mechanikiem. Zaprasza do siebie Dextera, aby zreferował jej raport o śladach DNA na ciele ofiary, i zaczyna go badać. Kapitalna scena. A to słówko o trupie, a to mini-wykład o tym jak działa mózg psychopaty, o fenomenie mózgu jako takiego, który rodzi poglądy, zachowania, nastawienia... a to coś o sobie i dlaczego trafiła do policji, a to pytanie jak z kolei Dexter tam trafił... Ona mówi, patrzy z uśmiechem ale świdrująco, a Dexter słucha, obserwuje ją spod oka i stara się nie wzbudzać podejrzeń.

      W którymś momencie dr Vogel rzuca, że uznany za Rzeźnika z Zatoki sierżant Doakes kompletnie nie pasował do klasycznego portretu psychologicznego seryjnego zabójcy. I że w grę musiał więc wchodzić nie sam instynkt, ale moralność. Dexter głównie bąka i duka, pozwala jej mówić.

      Po tej rozmowie Dexter spotyka się z jednym ze starszych policjantów i ten się dziwi, dlaczego dr Vogel wróciła do pracy. Dlaczego akurat przy trupie Baileya ? Nie ma w tym morderstwie nic szczególnego... Dlaczego zatem ?

      Tymczasem Debra Morgan siedzi z tym całym Briggsem w penthousie. Briggs nawiązuje telefoniczny kontakt z niejakim El Sapo. Gośc ma kupić od niego te skradzione klamoty.

      Debra Morgan kontaktuje się z sierżantem Quinnem i prosi go o dane z policyjnego archiwum złodziejaszków dotyczące El Sapo. Quinn nic nie znajduje, ale nie może się do niej dodzwonić. Przekazuje więc Dexterowi, żeby on przekazał Debrze - że w archium nic o El Sapo nie ma. Tym sposobem Dexter dowiaduje się o całej sprawie.

      Dexter szuka lepiej niż Quinn. Ale dlatego, że szuka wszędzie. El Sapo to nie złodziej, to płatny morderca. Najpewniej zechce Briggsowi odebrać cenną biżuterię, a potem go zastrzeli. Podobny los będzie czekał Debrę. El Sapo zabije ją, aby nie było świadków. Co musi zrobić Dexter ? Oczywiście, ostrzec siostrę, zapobiec możliwej tragedii. Od sierżanta Quinna zdobywa adres motelu, w którym Debra się melinuje z Briggsem - Pink Motel.

      NIestety, Dexter nie ma z kim zostawić syna. Opiekunka, Jamie wychodzi. Żeby było śmieszniej, na randkę z sierżantem Quinnem.

      Dexter jedzie więc na miejsce razem z małym. Zostawia go w aucie na parkingu. W Pink Motel znajduje siostrę i Briggsa. Akurat Debra jest sama, Briggs na chwilę wychodzi. Dexter wykorzystuje okazję, opisuje jej sytuację, i namawia żeby zostawiła to wszystko i pojechała z nim do domu. Debra jest wściekła, sypie przekleństwami jak karabin maszynowy [nie zmieniła się od 1 serii], znów wyrzuca mu, że przez niego musiała zabić LaGuertę, że to wpędziło ją w piekło, a na koniec powiada "To nie ja bez ciebie nie umiałam żyć, to ty nie umiałeś żyć beze mnie".

      Wraca Briggs i zastaje ich rozmawiających na tyłach motelu. Poznaje Dextera. Wywiązuje się bójka, Briggs nadziewa się na własny nóz i ginie na miejscu.
      • grek.grek Dexter sez 8 odc 1 [2] 23.11.14, 14:50
        Co teraz ? Dexter namawia Debrę by z nim wyjechała, ale ona nie chce, więc najlepiej, żeby wezwała policję, zanim pojawi się ten cały El Sapo. Debra tak właśnie robi. Policja zjawia się niebawem. Debra nie przyznaje się, że prowadzi śledztwo. Zamiast tego dzwoni do swojego szefa, Elwaya, i informuje go, że jest na kursie i ścieżce by dotrzeć do tej ukradzionej biżuterii. Zatem, Briggs nie wyjawił jej, gdzie ją trzyma, ale pewnie zostawił jakieś ślady.

        Na domiar wszystkiego Dexter gubi syna. Chłopca nie ma w samochodzie. Odnajduje się prędko, ale to nie jest najważniejsze. Dexter obejmuje go i bierze na ręce... mając dłonie upaprane krwią.

        JUż w domu zauważa, że krwią [Briggsa] umazał także nieskazitelnie białego misia-maskotkę, którym bawi się jego syn. Natychmiast szoruje pluszaka pod kranem.

        Ostatnie scena stawia na włosy na bacznośc :]
        Latawiec leży w krzakach, Dexter siedzi zadumany na Ławce im. La Guerty, a z offu nie przygrywa już "What a wonderful world". Dexter jest w lekkiej rozsypce, "zagubiony".

        I takim znajduje go doktor Vogel. Podaje mu koperte i odchodzi. Dexter otwiera - w środku są dziecięce rysunki. Na rysunkach zaś ludzie we krwi, z ranami, nożami, z wielkimi rękoma w kolorze dorodnej czerwieni. A na każdym rysunku podpis "Dexter". To rysunki jego syna !

        Dexter ofk dostaje wzmożenia, aż skacze na równe nogi. Pędzi za doktor Vogel. Przyciska ją za ramiona do metalowej bramy garażowej - pyta, co to jest ?

        Doktor Vogel patrzy na niego przenikliwie i rzuca "NIe możesz mnie zabić", a kiedy wzburzony Dexter pyta "dlaczego ?", ona odpowiada "Bo nie pasuję do Kodeksu Harry'ego".

        PIękna scena :]
        Kodeks Harry'ego wcielił Dexterowi jego zmarły ojczym, który odkrył synowskie mordercze instynkty. Wedle tego Kodeksu Dexter zabijał tylko tych, którzy na to zasługują. Ukierunkowanie popędu, tak to by można nazwać :]

        Jesli doktor Vogel wie o Kodeksie Harry'ego, to znaczy że wie o tym, iż Dexter jest mordercą. skąd wie ? Kim ona jest ? Dlaczego nie zdemaskowała go przed innymi ? w co ona gra ? Czego chce ?

        To będzie z pewnością kapitalna rozgrywka psychologiczna.

        www.youtube.com/watch?v=7CaDsfcVDQk
        • barbasia1 Re: Dexter sez 8 odc 1 [2] 26.11.14, 23:41
          > JUż w 1 odcinku pojawia się nowa postać, grana przez Charlotte Rampling - o yes
          WOW! Fantastycznie! :))

          oxfordstudent.com/wp-content/uploads/2013/07/21.jpg
          Sezon zaczął się od trzęsienia ziemi. Znakomity początek! Ciekawa jestem strasznie tej rozgrywki psychologicznej.

          Mam pewną koncepcję odnośnie tego, skąd doktor Vogel mogłaby wiedzieć o Kodeksie Harry'ego /myśli mi się o tym od kilku dni ;) /. Mam napisać?



          Greku, mam pytanie o te przerażające dziecięce rysunki z ludźmi we krwi, z ranami, nożami, które wręcza Dexterowi dr Vogel. Jesteś pewien, ze to rysunki syna Dextera, a nie ... samego Dextera, kiedy był jeszcze małym chłopcem. Bo dlaczego jego synek miałby te rysunki podpisywać imieniem ojca???



          > I takim znajduje go doktor Vogel. Podaje mu koperte i odchodzi. Dexter otwiera
          > - w środku są dziecięce rysunki. Na rysunkach zaś ludzie we krwi, z ranami, noż
          > ami, z wielkimi rękoma w kolorze dorodnej czerwieni. A na każdym rysunku podpis
          > "Dexter". To rysunki jego syna !
          • grek.grek Re: Dexter sez 8 odc 1 [2] 27.11.14, 17:32
            yes, to screen z ostatniej sceny :]

            to prawda. zaczęło się znakomicie, a do tego Charlotte Rampling, która wnosi od razu aurę klasy i
            inteligencję ekranową. taka aktorka w "Dexterze" - kto by się spodziewał, nawet jesli byli już Jimmy Smits czy Jonny Lee Miller, aktorzy mający swój brand w kinie. jednak mrs Rampling, to prawdziwa dama ekranu, więc spodziewajmy się samych najlepszych wydarzeń. oby scenariusz to uniósł ;]]

            o, z przyjemnością przeczytam Twoją koncepcję. będziemy ją mogli porównać do tego, co się później okaże w serialu.

            wydaje mi się, że te rysunki z wyeksponowanymi rękoma we krwi korespondują w jakiś sposób z faktem, że Dexter miał krew na rękach na parkingu, kiedy znajdował syna, kręcącego się po okolicy.

            ale Twoja myśl jest bardzo ciekawa. możliwe, że to jego własne rysunki z czasów dziecięcych. przekonamy się niebawem, na razie jest duże zaskoczenie :]

            • barbasia1 Re: Dexter sez 8 odc 1 [2] 27.11.14, 23:04
              Yes. Widziałam na dołączonym trailerze to ujęcie.
              Niestety nie mogę zobaczyć sceny, w której Dexter ogląda te rysunki dziecięce. Strona z. jest właśnie zatłoczona!

              > Charlotte Rampling, która wnosi od razu aurę klasy i
              > inteligencję ekranową.
              Tak właśnie sobie wyobrażałam. :)

              >oby scenariusz to uniósł ;]]
              Yes. :)

              Tak, ale syn nie widział w ręku ojca noża, ani żadnej innej broni. Musiłaby to dopiero wymyślić!?

              Pod drugie, dziecko nie podpisało rysunku imieniem ojca , które widnieje na pracach przyniesionych przez dr Vogel/ chyba że mały zwraca się do ojca po imieniu? ale chyba tak nie jest, prawda?/. Podpisało by raczej "tato" albo wcale. Lub swoim imieniem jako autora rysunku.

              To wg. mnie to ewidentnie zaświadcza, że te prace narysował mały Dexter!


              I stąd moje przypuszczenia, że o kodeksie Henrry'ego , o którym wiedział tylko i wyłącznie Dexter i jego ojczym, doktor Vogel musiała się dowiedzieć , jeśli nie od Dextera, to od ... jego ojczyma. Być może ojczym Dexter konsultował się / zmuszony był się konsultować/ z nią jako psycholgiem w sparwie skłonności Dextera, które, jeśli to rysunki Dextera, bardzo wcześniej zaczęły się ujawniać?

              Ale skąd się nagle wzięła dr Vogel? Jak znalazła Dextera? Czego od niego chce?
              Nie mam pojęcia. Ale będę cierpliwie czekać, by się tego dowiedzieć. :)


              • barbasia1 Re: Dexter sez 8 odc 1 [2] 27.11.14, 23:05
                Ale może się mylę!??
              • grek.grek Re: Dexter sez 8 odc 1 [2] 28.11.14, 16:22
                Barbasiu, to "zatłoczenie" strony na Z. bywa bardzo chwilowe. ja zawsze odświeżam co 5 minut i najczęsciej po 2-3 razie odblokowuje się.

                aha, widzisz - zapomniałbym.
                Z. ma siostrę :]
                do "Zal.kaj" dodać trzeba "to" - "zal.kaj to" :] w razie czego tam można wskoczyć i próbować
                znaleźć to, czego akurat się nie można doczekać na Z.

                ciekawe są Twoje przypuszczenia i interpretacje.
                i brzmią bardzo logicznie.

                przyznam, że całkowicie nie mogę sobie przypomnieć, czy syn Dextera [Harrison] kiedykolwiek
                mawiał o nim per "dexter".

                wszystko to jest bardzo niejasne - nagle pojawia się babka, która kojarzy Dextera z Rzeźnikiem z Zatoki, wie o Kodeksie, a mimo to nadal nie zdemaskowała go... Jest jego wrogiem ? przyjaciółką ? a może pasjonatem-naukowcem, który widzi w nim idealny obiekt do badań neuropsychiatrycznych ?

                również z ciekawością czekam na 2 odcinek.
                na Prima Cool leci już chyba 7-my, nadrabiam zatem przez sieć, jak widzisz :]
                jutro mam zaplanowaną projekcję, więc w niedzielę napiszę jak rozwija się sytuacja.

                ewentualnie, może podłączysz się symultanicznie do tej serii ? :]
                • barbasia1 Re: Dexter sez 8 odc 1 [2] 28.11.14, 17:28
                  Dzięki wielkie za te informacje. :)

                  > przyznam, że całkowicie nie mogę sobie przypomnieć, czy syn Dextera [Harrison]
                  > kiedykolwiek mawiał o nim per "dexter".

                  Scen z synem, o ile dobrze pamiętam, nie było za wiele. Nie sądzę , żeby tak się ojca zwracał, zresztą on jest jeszcze maluchem. Na pewno mówił do Dextera "tato".

                  > na Prima Cool leci już chyba 7-my, nadrabiam zatem przez sieć, jak widzisz :]

                  Aaaaa! :)

                  To się przyłączę. Ostatni sezon. Ale Ty opowiadasz nadal, dobrze!?


                  Dzięki za wyrozumiałość. Przedostanie zdanie było karkołomne. :/
                  • grek.grek Re: Dexter sez 8 odc 1 [2] 29.11.14, 17:22
                    jestem już po 2 odcinku :]
                    miałaś rację, tylko tyle na razie powiem, bo jutro spróbuję napisać więcej.

                    orajt, no to symultanicznie oglądamy :] jasne, biorę na siebie opowiadanie :]
              • barbasia1 Re: Dexter sez 8 odc 1 [2] 28.11.14, 17:13
                > I stąd moje przypuszczenia, że o kodeksie Henrry'ego , o którym wiedział tylko
                > i wyłącznie Dexter i jego ojczym, doktor Vogel musiała się dowiedzieć , jeśli
                > nie od Dextera, to od ... jego ojczyma. Być może ojczym Dexter konsultował się
                > / zmuszony był się konsultować/ z nią jako psycholgiem w sparwie skłonności De
                > xtera, które, jeśli to rysunki Dextera, bardzo wcześniej zaczęły się ujawniać?

                Boszszszsz, co za zdanie! ;) Greku, mam nadzieję, że wydobyłeś sens .
                • grek.grek Re: Dexter sez 8 odc 1 [2] 29.11.14, 17:23
                  nie widzę powodów do zmartwienia :]
                  zrozumiałem to zdanie z łatwością i nie widzę w nim nic "karkołomnego".

                  miałaś 100 % racji co do pochodzenia obrazków i całej reszty :] jutro wypowiem się
                  "pełnymi zdaniami" na ten temat.
    • grek.grek "POcałunek Putina" dokument made in Dania :] 23.11.14, 17:00
      via Kultura, gdzies tak po 3 nad ranem ;]

      Dziewczyną, która wykonała "pocałunek z Putinem" jest Masza Drokowa. Działo się to na obozie zorganizowanym przez Naszych, młodzieżówkę partii rządzącej, bezpośrednie zaplecze kremlowskiej władzy. Ten tytułowy "pocałunek" [w policzek] jest pretekstem do pokazania jak wyglądają Nasi od środka i jak traktuje się w Rosji opozycję wobec rządzących.

      Masza była aktywistką Naszych, bardzo wysoko w hierachii, kandydowała do zarządu. Ładna, samodzielna, wykształcona. Bliska współpracowniczka pana Jermienki, głównego ideologa Naszych. On założył tę przybudówkę partyjną, on napisał jej program, on wreszcie organizuje
      coroczne obozy, na których zbiera się po 30 tys. zaangazowanej politycznie młodzieży. Wykłady, odczyty, wspólne ćwiczenia sportowe, rozwijanie talentów. Zwarta, doskonale prowadzona grupa. Rozmach i dyscyplina. "Nasi" skupiają młodzież, która "chce coś zrobić ze swoim życiem". Udostępniają jej obiekty, dają różne możliwości, sprawiają że uczą się współpracy w zespole. Obozy zawsze odwiedza sam prezydent Putin, otoczony tutaj wręcz boskim kultem. Pan Jeremienko ma dostęp do ucha zarówno prezydenta, jak i niejakiego Surkowa, wciąz młodego wiekiem, a już mającego opinię szarej eminencji kremlowskiej, którego ksiązki są biblią dla Naszych. Jest to zatem organizacja potęzna i wpływowa. I ma dwa oblicza.

      Oprócz tego pozytywnego, pozwalającego budować młodym kariery polityczne i prostowac ścieżki życiowe - Nasi mają agresywne nastawienie wobec opozycji demokratycznej. Nie jest to sekretem, skoro reżyser tego filmu dociera do nagrać video ze skandowaniem przez bojówkarzy Naszych haseł prokremlowskich. Zalatuje to lekką odmianą faszyzmu, choć, paradoksalnie, w pełnej nazwie Naszych stoi, że jest to partia antyfaszytowska.

      OBozy pełne roześmianej i prężnej młodzieży, to jedna strona medalu. Druga, to np. pochody ulicami miast, w których Nasi niosą na specjalnie wykonanych tablicach zdjęcia ludzi, którzy wg nich są "wrogami Rosji". Ci ludzie, to krytycy władzy, oponenci Kremla. Niewazna jest ich przeszłość. Liczy się ich obecna postawa. "Wrogiem Rosji" [rządzący = Rosja, jak zauważyliście] może być każdy : staruszka dysydentka, profesor, polityk, biznesmen... Na końcu demonstracji tablice rzucane są na bruk, ostentacyjnie zostają podeptane, a pochód wydaje zbiorowy okrzyk "Oni są niegodni by żyć w Rosji !". Nie namawiają wprost do pobicia tych ludzi, ale piętnują ich publicznie.

      Wypowiadają się także opozycjności, np. Ilja Jaszyn, lider młodzieżówki demokratycznej. Jego partia oczywiście ma rozmaite informacje i doświadczenia z Naszymi, i nie są to miłe sytuacje. Nasi zrywają im demonstracje, nasyłają policję, szpiegują, prowadzą wojnę podjazdową w sieci itd.

      Masza ciągle się przewija w kadrze. Ma własne mieszkanie, jest młoda, chce robić polityczną karierę, wierzy w ten swój zapał, ale po pewnym czasie zauważa,że jej mentor Jeremienko odsuwa się od niej, a raczej - odsuwa ją od siebie. Masza nie wchodzi do zarządu, obsuwa się w strukturach, czuje rosnący dystans między sobą, a liderami.

      W tym czasie poznaje opozycjonistów ze środowisk dziennikarskich. M.in Olega Kaszyna, piszącego demaskatorskie artykuły o Naszych. Jest uczestniczką incydentu ze spaleniem przez młodych demokratów ksiązki Sukrowa, która dla Naszych ma święty niemalże charakter, jest wykładnią ich ideologii i poglądów. Do Naszych dociera video z tego zajścia i informacja, że Masza była wśród podpalaczy.

      Wtedy dziewczyna w ogóle zostaje wyautowana i sama odchodzi z partii. Nie spotytkają ją za to żadne reperkusje, co dziwi, bo ponoć Nasi są jak mafia, nie da się od nich, ot tak sobie odejść. Przez moment opozycjoności podejrzewają ją o szpiegostwo.

      Wreszcie dochodzi do dramatu. Jest w niego video, nagrane z daleka, amatorską kamerą. Jakaś grupka ludzi napada i dotkliwie bije Olega Kaszyna. Dziennikarz był dla Maszy nie tylko dobrym kolegą, ale także żywym dowodem na to,że opowieści o przemocy stosowanej przez Naszych nie są prawdziwe. "Oleg pisze ostre artykuły i spójrzcie - nic mu się nie stało", dowodzi Masza rozmawiając z koleżanką, która w akcie protestu wzięła udział w fotograficznej sesji do kalendarza antyputinowskiego [na każdy miesiąc jest odziana w czerń studentka, która ma zaklejone taśmą usta, a po zdjęciem wypisane jest jakieś niewygodne pytanie do władzy; jest to kontra na pochlebny dla Putina kalendarz, w którym roznegliżowane modelki w podobnych "dymkach" wyznają miłość do prezydenta].

      Pobicie Olega wzbudza w niej wątpliwości. Kaszyn cudem przeżywa to pałowanie. Ma połamaną czaszkę, wiele dni leży na intensywnej terapii, aż w końcu dochodzi do siebie. Co ciekawe, jego wypowieddzi, już zdrowego, palaącego papierosy, normalnie mówiącego, są częścią całego filmu.

      Policja wszczęła śledztwo w.s tego napadu. NIemalże w tym samym dniu prezydent Putin jutuazyjnie spotkał się z Jeremienką, wysyłając sygnał, że ma do niego pełne zaufanie i właściwie oddarowując go immunitetem w tej sprawie. Któż ośmieli się postawić zarzuty człowiekowi, który pokazowo ściska dłoń prezydenta ? Jeremienko rutynowo zostaje przesłuchany, przez pewien czas ma status "podejrzanego" [o zlecenie pobicia], a potem wszystko rozchodzi się po kościach.

      www.youtube.com/watch?v=wonV3DbpOg8
    • grek.grek "Django" w TV Puls - 20:00 23.11.14, 17:05
      ha, no to doczekaliśmy się, Czcigodni :]

      skok obowiązkowy ? :]

      Jedynka konkuruje "Vicky Christina Barcelona" [22:25], a CT2 "Ptakami" Hitchcocka [21:30. W Kulturze "Rewers" od 20:00.

      przydałoby się ze trzy telewizory jednocześnie uruchomić, hehe.


      • grek.grek Re: "Django" w TV Puls - 20:00 24.11.14, 14:47
        no i... oglądaliście [dzielnie brnąc przed reklamowe przerwy] ? :]

        wg mnie, nieco mniej barwne dialogi i monologi, niż w poprzednich filmach Quentina, ale nadal było
        kilka świetnych scen z długimi rozmowami [ta przy stole, z użyciem rekwizytu czaszki i odniesieniami do niej, u Calvina Candie'ego, początkowa w wykonaniu Schultza, potem 2-3 Schultz vs Candie, no i sam Candie, ale także doskonała partia w bibiliotce, gdzie Steven przewraca akcję do góry nogami i demaskuje prawdziwe zamiary Schultza i Django].

        doskonały Christoph Waltz, który czuje konwencję Tarantina w sposób kapitalny. bardzo podobna rola do tej z "Bękartów wojny", ale wtedy grał w przeciwnej drużynie [chociaż możliwe, że dla Hansa Landy jedyną drużyną był/jest on sam]. elokwentny, gładki w obejściu, imponujący manierami łowca nagród wśród band prostaków z Dzikiego Zachodu, do niewolników mówiący z galaneterię per "panowie" - klasyka.

        Leonardo Di Caprio nie ma wśród części z nas dobrej prasy ;]], ale wg mnie naprawdę nieźle wypada. Czuje te dialogi, monologi, mimikę, daje się wkręcić w ten magiel i płynie na fali. świetna, barwna rola. Ostro i brutalnie traktuje niewolników, widzi w nich tylko "czarne mięso", ale jednocześnie w obejściu jest nienaganny i kulturalny. kieruje się względami naukowymi, wedle którytch rasa czarna jest gorsza od białej, stworzona do służalczości. Czy to go usprawiedliwia ? w ostatniej sekwencji Django zabija handlarzy niewolnikami, odjeżdza by uratować swoją żonę, ale... zauważyliście ? Klatka jest otwarta, handlarze nie żyją, dookoła wolna przestrzeń, a niewolnicy nie próbują nawet z tej klatki wychodzić... co prawda w pierwszej scenie dokonują wyboru wolnościowego, a w ostatniej służące uciekają z posiadałości Candiego, niemniej... może ludzie nauczeni niewolnictwa zatracają instynkt niepodległościowy ?

        Jamie Foxx jest świetny kiedy rozmawia z Candie'em, w innych scenach ustępuje elegancją ww. :] za to jest bohaterem akcji.

        postać Stevena. co za wymowny gest - kiedy państwo u których służy już nie żyją, odrzuca nagle laskę, którą się poczciwie podpierał, prostuje się i chodzi normalnie. Niesamowity moment ":] nagle okazuje się, że do swojej mentalnej uległości wobec białych panów, dobrał też stosowną pozę fizyczną. Co gorsza jednak, nawet gdy oni nie żyją - on się ciągle odgraża, że "MY wrócimy", a mówiąc "MY" ma na myśli ich i siebie w roli ich błazna, sługusa i zausznika. Amputował sobie wolnośc w zamian za poczucie bezpieczeństwa. Samuel Jackson jest perfekcyjny w tej roli.

        barwne postaci, nawet jesli kategorycznie określone po którejś ze stron, po linii stosunku do niewolnictwa i niewolników, to zawsze nasycone osoboowściami i stylami bycia, które powodują że cała ta łajba płynie jak trzeba.

        sceny strzelanin, pankrationu niewolników, wymierzania kar - krew bluzga, pies skacze do gardła niewolnika, bat frunie w powietrzu, ale gros z nich jest tak przerysowana, że od razu poznać Tarantina.

        no i muzyka, niektóre gesty, finałowy triumf bohatera - klasyka.
        i ten koński taniec tuż po zastrzeleniu całej rodziny Candich i wysadzeniu w powietrze ich dworku - zapożyczony z "Gladiatora" :"']

        Ku Klux Klan i jego problemy z otworami na oczy w klasycznych kapturach - czysta groteska :]

        • pani_lovett Re: "Django" w TV Puls - 20:00 24.11.14, 15:21
          > naganny i kulturalny. kieruje się względami naukowymi, wedle którytch rasa czar
          > na jest gorsza od białej, stworzona do służalczości.

          Pseudonaukowymi teoriami!
          • grek.grek Re: "Django" w TV Puls - 20:00 24.11.14, 15:46
            yes, Barbasiu :]

            swoją drogą, ten wykład z czaszką, który przeprowadza Candi, razem z jego wytwornością,
            powoduje, że wygląda i brzmi w tej scenie jak prekursor nazistów z III Rzeszy.

        • pani_lovett Re: "Django" w TV Puls - 20:00 24.11.14, 15:39
          > w ostatniej sekwencji Django zabija handlarzy niewolnikami, odjeżdza by uratow
          > ać swoją żonę, ale... zauważyliście ? Klatka jest otwarta, handlarze nie żyją,
          > dookoła wolna przestrzeń, a niewolnicy nie próbują nawet z tej klatki wychodzić
          > ... co prawda w pierwszej scenie dokonują wyboru wolnościowego, a w ostatniej s
          > łużące uciekają z posiadałości Candiego, niemniej... może ludzie nauczeni niewo
          > lnictwa zatracają instynkt niepodległościowy ?

          Zdecydowanie to drugie. Poza tym pewnie obawiali się "dziwnie" i nieprzewisywalnie zachowującego się czarnego. Jeszcze dzień wcześniej przecież siedział na koniu, z wyższością oraz pogardą (jak wiadomo udawaną, by zaciekawić Candiego) patrzył na współbraci, z obojętnością patrzył jak jednego z nich rozszarpywały psy.

          • grek.grek Re: "Django" w TV Puls - 20:00 24.11.14, 15:48
            ostatecznie jednak patrzą za nim, gdy odjeżdza, z nadzieją i dumą, że wymierza sprawiedliwość także w ich imieniu.
        • pani_lovett Re: "Django" w TV Puls - 20:00 24.11.14, 15:45
          > Ku Klux Klan i jego problemy z otworami na oczy w klasycznych kapturach - czyst
          > a groteska :]

          Dla ścisłości. To jakiś pierwszy zalążek Ku Klux Klanu, bo ten powstał dopiero po wojnie scesyjnej. A wydarzenia pokazane w filmie mają miejsce na kilka lat przed nią.

          Ku Klux Klan powstał w miejscowości ... Pulaski, właśnie się o tym dowiedziałam!
          • grek.grek Re: "Django" w TV Puls - 20:00 24.11.14, 15:50
            a to klops... Pulaski, ufff ;]

            w każdym razie, Ku Klux Klan u Quentina zachowuje się co najmniej tak samo idiotycznie jak się prezentuje ;]
        • siostra_bronte Re: "Django" w TV Puls - 20:00 24.11.14, 17:25
          A ja jestem rozczarowana. Ten film podobał mi się mniej niż "Bękarty wojny" a nawet "Jackie Brown".

          Tak jak napisałeś za mało było błyskotliwych i zabawnych dialogów w porównaniu z poprzednimi filmami Tarantino. Sama historia jakoś średnio mnie wciągnęła. Owszem, było kilka efektownych scen i fajnych tekstów, ale jak na cały film to za mało. I nawet jak na pastisz za dużo tu było brutalności, Aktorstwo rzeczywiście znakomite. Leo wypadł nieźle :)

          Mam wrażenie, że robiąc pastisze spaghetti westernów Tarantino trochę marnuje swój talent. Wiem, to ryzykowna opinia :)

          • siostra_bronte Re: "Django" w TV Puls - 20:00 24.11.14, 17:30
            A z tymi reklamami to był rzeczywiście dramat.
          • grek.grek Re: "Django" w TV Puls - 20:00 25.11.14, 14:17
            cześć, Siostro :]

            a już sądziłem, że zgilotynujesz Leo... ;]]

            w nawiązaniu do Twoich uwag... nie masz wrażenia, że Tarantino koniecznie chciał zrobić
            ten film i dlatego jest on mniej bogaty w te smaczki ?

            wydaje mi się, że po tym jak w "Bękartach..." z powodzeniem puszczał z dymem hilterowców, tak
            postanowił iśc za ciosem i tym razem wziąć odwet na właścicielach niewolników. może najbardziej
            mu zależało własnie na tym ideowym wydźwięku filmu ?

            co przecież nie zmienia faktu, że nawet słabszy Tarantino, to nadal produkcja lepsza niż 85 % pozostałych na rynku, nieprawdaż ? :]

            co dalej, jak sądzisz ?
            film piętnujący wyprawy krzyżowe ? Inkwizycję ?
            a może zgoła przeciwnie - chrześcijanie zjadający lwy w Koloseum ?
            • siostra_bronte Re: "Django" w TV Puls - 20:00 25.11.14, 18:59
              Cześć :)

              Hehe, miałam dzień dobroci dla Leo :)

              Wiesz, jak dotąd Tarantino potrafił znaleźć doskonałą równowagę między pastiszem a tonem serio. Tutaj coś zgrzyta.

              Słyszałam, że znowu kręci western!
        • pepsic Re: "Django" w TV Puls - 20:00 02.12.14, 19:05
          Jestem zawiedziona głosami zawiedzionych. To taki przyjemny film. Trantino rulez!
      • pani_lovett Re: "Django" w TV Puls - 20:00 24.11.14, 15:13
        Greku, dobrze, żeś przypomniał o "Django"! Zajrzałam!

        Fantastyczny film. Jestem bardzo miło zaskoczona. Prawdę mówiąc obawiałam się, ze dostanę kolejny film z pretekstową fabułą naszpikowany aluzjami do innych filmów, do klasycznych westernów, które widz musi rozpoznać oraz "skrzącymi się dowcipem" dialogami, a tym czasem dostałam, fantastyczną, emocjonującą historię z pełnokrwistymi bohaterami, którym się całym sercem kibicuje. Jamie Foxx i Christoph Waltz stworzyli wybitne.

        Rewelacyjnie zagrał również Leonadro Di Caprio, posiadacza ziemskiego z południa Calvina Candiego, bardzo złego typka. Niech ktoś teraz powie, że Leonardo nie jest dobrym aktorem.

        Moja ulubioną sceną zostanie ta finałowa, kiedy Django,wysadza w powietrze wielki dom Calvina Candiego, po czym z figlarnym uśmiechem żartownisia odwraca się do swojej ukochanej kobiety, Broomhildy von Schaft, którą w końcu szczęśliwie wyratował z niewoli, a ona roześmiana klaszcze w ręce jak dziecko uradowane pyszną zabawą.
        A potem odjeżdżają w ciemną dal...
        Jakie Dijano miał szałowe okulary, nieprawdaż, Greku!? :))
        • grek.grek Re: "Django" w TV Puls - 20:00 24.11.14, 15:44
          trzymałem rękę na... pulsie ;]

          o, Quentin to bezpieczny adres :] nawet ten manichejski podział na dobrych i gorszych umie smakowicie przyprawić.

          o yes ! Leonardo nadchodzi... [po Oscara]. w niedalekiej przyszłości ;]

          dobra scena. ten dom jakby symbolizował całą kulturę niewolniczą, co się w Ameryce rozpanoszyła i
          chyba bezpowrotnie to społeczeństwo podzieliła. w powietrze wylatuje gmach pogardy dla człowieka.
          pojemna znaczeniowo scena :]

          ba, okulary Django powinny wejśc do kanonu kina, albo i już weszły ?
          za 10 lat będą w jednym rzędzie z laseczką Trampa i czerwoną kurtką Jamesa Deana :]
          chyba tylko okulary Blues Brothers mogą się z nimi równać.
      • maniaczytania Re: "Django" w TV Puls - 20:00 24.11.14, 22:11
        oglądałam go już dawno, teraz nie, ale się włączę ;)

        Nie jest na pewno to najlepszy film Tarantino.

        Co mi się podobało?
        - muzyka, muzyka, muzyka - świetnie dobrana!
        - Don Johnson czyli Sonny Crocket z Miami Vice - jako szef zalążka KKK - bardzo fajny był, a ta scena napadu - genialna!
        - takie drobne smaczki - typu Franco Nero w barze u di Caprio - i ten dialog - "jak się nazywasz?" - "Django, przez D" , "wiem" - coś mogłam poplątać, ale w scenie chodzi o to, że Franco Nero grał kiedyś Django właśnie w jakimś spaghetti westernie
        - Christoph Waltz i Jamie Foxx - a zwłaszcza ich dialog o Nibelungach ;) i świetna scena, gdy piją razem w barze i przychodzi szeryf "tylko nie lokalny" ;)

        A co mi się nie podobało?
        - hehe, odpowiedź prosta i jedna ;) - Leo :)))))
        • grek.grek Re: "Django" w TV Puls - 20:00 25.11.14, 14:11
          ech, ten nieszczęśnik Leo... czym on zawinił ? ;]

          • maniaczytania Re: "Django" w TV Puls - 20:00 25.11.14, 21:05
            tak technicznie rzecz biorąc, to w sumie on sam nie zawinił, raczej geny i Matka Natura, która obdarzyła go taką dziecięcą urodą, że nie był, bo nie mógł być, wiarygodny ;)
    • mozambique "Wałęsa - człowuiek z nadzie" na Canal + 24.11.14, 10:12
      no to obejrzalam , nie robilam sobie wielkich nadziei mimo ze to Wajda i może dobrze
      poprezdnie Człowieki... Wajdy byly o kilka klas lepsze

      tu mamy w sumie laurkę Wałęsy stworzoną przez zakochanego wo nim artyste, i to widać niestety , mozna by powiedzic - człowiek bez wad , a jeśli juz to z takimi malutkimi "wadkami" które wlasciwe dodają mu tylko uroku ( coś jak piegi na nosie) - ot zarozumialstwo czy nieliczenie sie spokojem rodziny i dzieci , takie tam niegroźne cechy
      i jak to w LAurce - rodizna i otoczenie LEcha prawie bez wyjatku kryształowe
      przeciwnicy - jedno wielkie gnojowisko ( i jak to Wajda - musial to przytupać sceną z ręcznikiem w celi , choc Danuska wspomina o przeciwnej sceniie ze śledżacymi ją ubekami gdy jej dziecko powaznie zachorowało - az sie prosiłoby o włącznie jej do filmu _)

      wartosc filmu tworzy WIęckiewicz , który w dziedzinie mimikry osiągnął mistrzostwo bez dwóch zdań
      Agnieszka Grochowska jako Danuta nie ma duzej swobody grania a szkoda
      zresztą widac ze kilka scen z zycia Danuśki zostala zaczerpinietych żywcem z glosnej autobiografii Danuty W. wydanej pare lat temu ,

      Wajda chcial zglosic film do Oscara = bezcelwoe moim zdaniem - nawet jak na laurkę to bohater jest zbyt pozytywny :))
      • grek.grek Re: "Wałęsa - człowuiek z nadzie" na Canal + 24.11.14, 15:22
        dzięki za recenzję :]

        pan reżyser trochę obniżył wartośc swojej trylogii o "Człowieku..." tak tytułując "Wałęsę", na to wygląda.
        zapewne chciał na odwrót - żeby włączenie go w ciąg poprzednich filmów dodało mu powagi i znaczenia.

        jeszcze nie widziałem tego filmu, wciąż mam nadzieję, że zanim się zepnę w sobie i obejrzę via net,
        pokaże go jednak telewizja [może być nawet publiczna, heh].

        myślę sobie, także po przeczytaniu Twojej recenzji, że warto będzie zobaczyć z powodu roli Więckiewicza.

        a dodatkowo - "Wałęsa" nie ma dobrej prasy, więc tak jak najpierw zacierałem ręce ciesząc się, jak to skrytykuję film o bohaterze narodowym :], tak teraz czuję, że instynktownie będę szukał jakichś rodzynków w tym, opierając się na Twojej i innych recenzjach, zakalcowatym cieście :]

        o, "Wałęsa" był chyba polskim kandydatem do Oscara ? [przepadł z kretesem]

        w tym roku ponoć "Ida" ma duże szanse na nieanglojęzycznego Oscara.
    • grek.grek "Rewizor" [2014] w teatrze TVP , 20:20 24.11.14, 15:57
      klasyka wg Gogola.

      Stuhr senior reżyseruje i gra Horodniczego [jego emploi, hehe].
      obok niego Agata Kulesza, Zbig :] Zamachowski, Grzegorz Mielczarek, Piotr Cyrwus.

      Chlestakowa gra Adam Serowaniec, którego nie znam, ale mniemam, że nie jest to
      przypadkowy wybór :]

      można by skoczyć... prawdaż ?



      • pani_lovett Re: "Rewizor" [2014] w teatrze TVP , 20:20 24.11.14, 17:16
        Tak do dobry pomysł. Warto, myślę, obejrzę najnowszą adaptację "Rewizora" w reż. J. Stuhra, który przenosi akcje sztuki, jak donoszą, na polską prowincję!

        Ciekawostka - zdjęcia kręcone były m.in. w Starym Sączu, Nowym Sączu.
        • grek.grek Re: "Rewizor" [2014] w teatrze TVP , 20:20 25.11.14, 14:08
          świetnie :] liczę na Twoją recenzję, Barbasiu.

          swietne dobrane miejsca, zwłaszcza "main street" eksponowana podczas przejażdzki dorożką po ulicy.
      • mozambique Re: "Rewizor" [2014] w teatrze TVP , 20:20 25.11.14, 09:21
        wczoraj oglądnełąm tylko początek , reszte mam nagraną , dokonćzę

        ale juz po tym początku widać jedną cechę charakterystyczną - widziałam w sumie chyab 4 czy 5 róznych "Rewizorów" w teatrze telewizji
        i w absolutnie wszystkich role Horodniczego to był absolutny majstersztyk , na ogól grali ich wielcy aktorzy, calą miasteczkową elitę - podobnież - tu mamy Zamachowskiego ( Bobczyński) , MArka KAlitę, Cyrwusa, Agatę Kuleszę jako żone Horodniczego itd

        natomiast role samego rewizora ... no włąsnie - hmm, ktos pamięta te twarze ? wszyscy pamiętają Łomnickiego a jego adwersarza ? pamiętam Wiesława CIchego w spektaklu JAna KLaty i nikogo więcej , tu mamy Stuhra kontra ...rudy jakiś młodzieniaszek z wytrzeszczem oczu , twarz ( jak poprzednie) nieograna i nierozpoznawalna, moze dlatego gra z duża nadinterpretacją , chyba celowo przesadnie wyztrzeszczając oczy ( to taka technika aktorska, mam rozumieć? )

        trochhe to dziwne pamietając, ze rewizor nawet patrząc czysto technicznie ( ilość scen, ilosc tekstu, interakcje z innymi postaciami ) to rola dosc znacząca , nawet całkiem mdła gęba powinna choc troche zapadac w pamięć
        a ja autentycznie nie pamiętam zadnego aktora w tej roli

        no nic - obejrze do końca, zobaczę, i napiszę rzecz jasna
        • grek.grek Re: "Rewizor" [2014] w teatrze TVP , 20:20 25.11.14, 14:07
          mnie się pan aktor od Chlestakowa podobał. w sekwencji pielgrzymek łapówkarskich wypadł
          znakomicie, zaczynają od zdziwienia, a potem stopniowo przechodząc do pełnego zrozumienia, co
          tu się dzieje tak naprawdę i jaka się przed nim otwiera okazja do wydutkania frajerów :]

          świetna ostatnia scena, w niej dopiero Stuhr/Horodniczy, wg mnie, wypada na miarę swoich możliwości, ekspesyjnie. najpierw rozmowa w łózku, a później triumfalna zajawka podczas przyjęcia dla elity miasteczkowej - zaczyna snuć marzenia o potędze, nadaje im formę zrealizowanych zaocznie, i łyka bardzo słoną ropuchę.

          sama sztuka nie starzeje się ani trochę. mentalność ludzka ma swoje stałe fragmenty gry", na wsiach i w małych miastach tak to wyglądało, wygląda i będzie wyglądać. nigdy nie braknie ludzi tępych, przetraszonych i w tej swojej tępocie aspirujących do stanowisk i rang.

          powiedziałbym, że ten spektakl miał tempo, dobry styl i w sumie poprawny był, w sam raz na prime w publiczne. Taki "Rewizor" po bożemu zrobiony :] nikt się nie obrazi, nikt się nie oburzy dosadnością czy zbytnim naturalizmem, albo eskalowaniem. dobrze,że bez wykoślawień, ale może nieco zachowawczo. co byś powiedziała/co byście powiedzieli na parę bardziej pieprznych dialogów i odzywek ? :]
    • grek.grek bis w TVP: "Daas", "Ława przysięgłych", "Vicky..." 24.11.14, 16:15
      20:20 & 2:15
      "Daas" - taką mamy wspaniałą tradycję doskonałych historycznych seriali kostiumowych, aż dziw, że dopiero teraz ktoś sięgnął po tę formę w kinie. ale za to ze świetnym efektem, opierając całośc na zajmującym przypadku Jakuba Franka, który w drugiej połowie XVIII wieku założył sektę wyznawców nowego mesjanizmu i zyskał spore wpływy na dworze Marii Teresy.

      świetni aktorzy, charakteryzacja, scenografia, doskonale wykreowana atmosfera i poszczególne sceny.

      następna w kolejce po Jakubie Franku jest jest matka Makryna :]

      www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kultura/ksiazki/1597107,1,recenzja-ksiazki-jacek-dehnel-matka-makryna.read
      23:15
      Ława przysiięgłych" - wg Grishama. wdowa po zastrzelonym przez wariata mężu pozywa do sądu o odszkodowanie firmę produkującą broń. oskarża ją o obchodzenie obostrzeń w sprzedawaniu karabinów komu popadnie. reprezentuje ją adwokat znany z uczciwości. Pozwana firma, oprócz wynajęcia mecenasa opłaca także specjalistę od kompromitowania ludzi. Ma on znaleźć jakieś kwity i papiery na poszczególnych członków rady tytułowej ławy przysięgłych, która zdecyduje o wyroku.

      pamiętam, że to już mieliśmy okazję komentować ? :]

      dobra obsada, adwokata gra Dustin Hoffman, a speca od kwitów Gene Hackman, wdowę - Rachel Weisz.

      i o 1:30 powtórka "Vicky Cristina Barcelona"
      wiadomo :] Woody Allen dowodzi, że kultura i mentalność południowoeuropejska bije na głowę amerykańską, zwłaszcza w dziedzinie sztuki i miłości.
      • maniaczytania Re: bis w TVP: "Daas", "Ława przysięgłych", "Vick 24.11.14, 22:13
        jeśli o tego Jakuba chodzi, to właśnie o nim jest najnowsza książka Olgi Tokarczuk - "Księgi Jakubowe.

        A "Ława przysięgłych" przestała mi się podobać po tym, jak przeczytałam książkę, która jest zupełnie inna!
        • barbasia1 Re: bis w TVP: "Daas", "Ława przysięg 25.11.14, 23:44
          maniaczytania napisała:

          > jeśli o tego Jakuba chodzi, to właśnie o nim jest najnowsza książka Olgi Tokarczuk - "Księgi Jakubowe.

          Tak , Jakub Frank jest bohaterem filmu Daas i najnowszej książka Olgi Tokarczuk - "Księgi Jakubowe.
        • grek.grek Re: bis w TVP: "Daas", "Ława przysięg 26.11.14, 13:03
          czy czytałaś, albo zamierzasz przeczytać, "Matkę Makrynę" [wspominaną w linku] ?
          • maniaczytania Re: bis w TVP: "Daas", "Ława przysięg 28.11.14, 23:47
            w najbliższym czasie nie przewiduję ;)
            Jestem po prostu tak obłożona fajnymi książkami, że nie wiem, za co się zabrać i skaczę z książki na książkę czytając po kilka stron z każdej, bo chciałabym wszystkie naraz ;)
            • grek.grek Re: bis w TVP: "Daas", "Ława przysięg 29.11.14, 17:25
              w porządku :]

              to się nazywa nadmiar bogactwa. od przybytku, jak wiadomo, głowa nie boli, więc samych doskonałych wrażeń przy lekturach i natchnienia recenzenckiego Ci życzę, Maniu :]
              • maniaczytania Re: bis w TVP: "Daas", "Ława przysięg 30.11.14, 17:09
                hehe, przyda się :)
                Ostatni mój wpis w ramach desperackiej próby nadgonienia ubiegło- i tegorocznych zaległości objął 12 książek ;)
    • grek.grek "KOd Da Vinci" w Polsacie 20:00 24.11.14, 16:20
      widzieliście... już ? ;]

      enty raz pokazują, a tutaj znów konkurencja autuje "Kod..." do wyboru odsuniętego na dalszy plan. kiedyś może uda mi się wreszcie obejrzeć. jakoś instynktownie czuję, że może się tutaj czaiić całkiem dobra rozrywka i niezły klimat [czy tak jest, wg Was, o ile mieliście okazję oglądać ?].

      a jak u Was ? "Kod..." na wieczór ?
    • mozambique "Joint Venture " 25.11.14, 10:10
      pisałam kiedys o francuskim filmie BAbcia GAndzia na Canal + - o biednej ale obrotnej babci ,która zaczyna dorabiac handlując narkotykami na obskurnym blokowisku

      tu mamy wzór albo remake angielski , z Brendą Blethlyn w roli eleganckiej Grace - wdowy po zamoznym przedsiębiorcy, który w spadku po naglej smierci zostawil jej same długi bankowe i hipotekę na domu. Grozi jej komornik, eksmisja ale sympatyczni sąsiedzi pomogą. RZecz dizje sie w urokliwym nadmorksim miasteczku , ludzie zyją tu z rybołóstwa lub uprawy czegokolwiek, to cokolwiek ma czasami ma wyglad jednej zielonej roslinki z duzymi liscmi , bardzo dobrze spzredajacej się :)))
      jak sie okazuje hoduje to i pastor na plebanii i sąsiad w przydomowej szklarence a miejscowy policjnat doskonale sie domyśla ale przeciez nie przymknie starych znajomych. TYlko ze roslinka jest wybredna i grymaśna i byle czego jesc nie chce , a tu okazuje się ze Grace ma ręke do kwaitów i wyczucie, wiec jakie swiatlo, pożywka , temperatura itp . Z czystej sympatii pomaga sąsaidowi w szklarence i pod jej ręka roslinka zaczyan rosnąc jak wściekła, kwitnąc, owocować , perspektywy są obiecujące. Grace przystępuje do społki z sąsiadem , tylko ze efekty życia roslinki trezba w koncu gdzies sprzedać , gdzies czyli w samym Londynie, a tu narzeczona sąsiada jest w ciązy , więc ewentualna odsiadka sąsiada za handelek to byłoby coś strasznego.
      Grace więc z dobrawoli postanawia wziąć to na siebei , pojechac do Londynu , udac sie na Notting Hill , wtopić sie w ten cały kolorowy tłum , odszukac w tłumie dilera i dokonac transakcji .

      I to jest clou calego filmu , to trzeba zobaczyc ale spróbuję opisac - GRace jedzie do Londka , taksówką , wysiada na Notting Hill ( wiadomo kolorowa dzielnica artystów, handlarzy, bukinistów, półswiatka, ulicznych muzyków, kloszardów itp) i wtapia sie w tłum .
      ......... ubrana w cudnej urody białą marynarkę, białe spodnie w kancik, białe szpilki , twarzowy biały kapelusz z białym kwiatem , z uroczą białą torebeczką w ręce i perłowym kolczykami w uszach. Idealna na wyscigi w Ascot.
      I taka Grace przechadza sie na rogu ulicy , zaczepia co ciekawsze typy - zacpanych rastamanów z dredami do pasa, wydziaranych panków z czerwonymi irokezami, jakiegos transa na połmetrowych szpilkach , i kazdemu tu znaczącym mruganiem lewego oczka pokazuje co ona tu ma ciekawego w torebeczce...

      to scena jest po prostu obłędna = ja osobiscie uważam ze zostala nagrana gdzies z ukrytej kamery w autentycznym tlumie , gdzie aktorka po prostu podjEchała taksówką, wysiadła i improwizowała to wszystko , bo reakcje tych cudaków na propozycje GRace
      są absolutniE naturalne, jeden taki nawet zaproponował jej numerek w samochodzie :))

      reszte historii nie będe opisywac bo jest łatwa , miła i przyjemna, GRAce poznaje wielkiego bossa tej branzy , opyla towar , umawia regularne dosatwy towaru , produkcja ise rozkręca, pojawiaja sie kłopociki smieszne i wesołe, calosc konczy sie happy-endem .

      FIlm nie jest az tak smieszny jak ten francuski ale ma swoj urok , lekki, przyjemny i neiwulgarny

      ojciec A - "moje dziecko zjadło peta spod ławki"
      ojciec B - "moje wpadło do sedesu"
      ojciec C - " a ja raz odebrałem cudze dziecko z przedszkola"
      • grek.grek Re: "Joint Venture " 25.11.14, 13:58
        świetna recenzja, Mozambique, a opis sceny na Notting Hill - hehehe :]

        1 grudnia "Joint..." pokaże Stopklatka. o 22:30.
        rozwijają się.

        w sumie, można zauważyć, że maria staje się popularnym tłem kolejnych filmów. i co
        ciekawe, zwykle to zdesperowane kobiety biorą się za handelek, hehe.

        w "Weeds" temat jest rozbudowany do niemożliwości ;] doskonałą rolę gra Mary Louise Parker.
        widziałem kawałek 2 sezonu - świetna rzecz. kiedyś zamierzę się na obejrzenie od początku.
        a'propos - widziałaś może ten serial ?
        • mozambique Re: "Joint Venture " 25.11.14, 14:32
          nie , ja raczej nieserialowa jestem - nie mam szans regularnei oglądac ( maluch przy nodze)
          nagrywam tylko powrót do Cranford bo lubie angielksie kostiumowe
          • grek.grek Re: "Joint Venture " 25.11.14, 16:26
            rozumiem :]

            myślałem, że może temat trawkowy jest ci szczególnie bliski ;]]
      • pepsic Re: "Joint Venture " 02.12.14, 19:06
        Kiedyś zaczęłam oglądać, ale nie, nie moje klimaty. Więcej nadziei wiążę z "Babcią Gandzią".
    • grek.grek operowo w Kulturze "Don Pasquale" 25.11.14, 18:01
      od 20:30, znów z Metropolitan Opera AD 2010.

      komedia romansowo-intrygancka Donizettiego.

      stary Don Pasquale chce się ożenić, na złośc bratankowi Ernesto, ktory ma zamiar wbrew woli wuja poślubić Norinę. W ten sposób Pasquale pozbawi chłopaka spodziewanego majątku i skaże jego i jego równie biedną narzeczoną na życie w nędzy. sprzymierzeńcem młodych staje się doktor Malatesta, robiący za swata dla Pasquale. chce go wydać za Norinę, przedstawiając ją jako swoją... siostrę. Po ślubie Norina ma zatruć starszemu panu życie i zmusić go do pozbycia się jej, ale za cenę połowy swojego majątku...

      dr Malatestę zagra i zaśpiewa Mariusz Kwiecień, baryton form Poland :] rosyjska sopranistka, Anna Netrebko jest w roli Noriny.

      Dona Pasquale gra i śpiewa John De Carlo. kompletnie nic mi te nazwiska nie mówią, ale lubię Rosjan, w dowodzie mam "La polonese", więc... ;]

      reszta towarzystwa pewnie też najwyższych lotów.
      z kronikarskiego obowiązku dodać by mozna, że maestro orchestra jest James Levine.

      ha, dla samych dekoracji i rozmachu przedstawienia zapewne warto skoczyć :] nawet telewizyjnie, chociaż, jak zapewne potwierdzicie, prawdziwe zalety operowego spektaklu
      czuje się w bezpośrednim kontakcie.

      słuchałem kiedy w radio bezpośredniej transmisji z Metropolitan - razem z komentarzami na bieżąco, z atmosferą oklasków i całą resztą, ale w głowie ciągle miałem i tak to, że prawdziwą frajdę i przeżycie mają tylko ci, co siedzą tam w środku i obcują :]
      • grek.grek Re: operowo w Kulturze "Don Pasquale" 26.11.14, 13:26
        skusiliście się ?

        ależ to był popisowy spektakl :]
        cóż za wrzawa oklasków między scenami, aktami i przy ukłonach końcowych. standing ovation wielominutowa.

        rozmach, tempo, doskonałe partie dialogowe i krótkie, ale imponujące precyzją sceny wieloosobowe.

        vis comica aktorów, zwłaszcza Johna De Carlo grającego Dona Pasqualego. przezabawny gość i jakże znakomity śpiewak. moment gdy czekając na Norinę, cały zdenerwowany zrywa perukę z głowy służącego albo kiedy przydeptuje gwałtownie tren sukni Noriny, żeby zmusić ją do rozmowy [to już ten czas, gdy Norina rządzi i dzieli, wchodząc mu z butami na głowę] - przezabawne. jest też chwila, kiedy próbuje protestować przeciw jej wyczynom, a ona naskakuje na niego, aż mu głowa odlatuje w tył ze strachu, a oczy przypominają talerze - a wszystko przy trzymaniu doskonałej linii głosowej. nie znam się zupełnie, więc wszystko mi się bardzo podobało ;]]

        Norina w wykonaniu Anny Netrebko, cóż za osobowośc sceniczna, temperament, no i te różowe pończochy :] kiedy zaraz po ślubie z Donem Pasqualem zaczyna mu przestawiać chałupę starokawalerską do góry nogami, on za nią biega przerażony by zatrzymać ten szał zmian, aż wreszcie ona wbiega na łózko i skacze po nim, ile sił w nogach, w powietrzu robiąc jakieś wygibasy - rozkręciła tę całą sekwencję do maksimum.

        Mariusz Kwiecień doskonały także aktorsko, dr Malatesta bawi się całą sytuacją, wnosi tę lekkość w całą opowieść, nawet kiedy robi się nieco poważniej [po tym jak zgrywająca zołzę Norina posuwa się nawet do pacnięcia Pasqualego po twarzy tzw. liściem, starszy pan markotnieje, a ona sama czuje, że to już "okrutne się robi, nawet jesli stary dziad zasługuje na to co dostaje"] ] on wchodzi na scenę i znów przywraca komedii właściwy jej kształt.

        no i te okulary na łańcuszkach. klasyka gatunku, hehe.

        chemia między wykonawcami jest idealna. widać jak dobrze się bawią całym przedstawieniem. w przerwach między aktami, kiedy kamera pokazuje z góry co się dzieje za kurtyną, albo w rozmowie z babką od TV transmitującej na żywo [wtedy "na żywo"] - świetnie się ze sobą porozumiewają, cali uśmiechnięci, zabawnie odpowiedzi. jest komedia na scenie i jest klimat komediowy poza nią.

        ciekawe czy Kultura dobiera najlepsze rzeczy z archiwum Metropolitan [i american TV, która ma prawa do tych spektakli], czy kupuje to, na co ją stać albo - co może dostać ?

        • barbasia1 Re: operowo w Kulturze "Don Pasquale" 28.11.14, 19:38
          Obejrzałam. Dzięki Tobie. :)


          Czytałam, że Mariusz Kwiecień miał również śpiewać partię toreadora Escamillo w rejestrowanym przedstawieniu "Carmen" z MET, z seksowną Eliną Garanczą w tytułowej roli /o którym to przedstawieniu pisałeś, Greku/, niestety zachorował.
          Dobrze więc , że "Don Pasquale" z jego udziałem został zarejestrowany.

          A w scenie, kiedy po raz pierwszy pojawia się Norina, czegóż to Anna Netrebko nie wyczynia, fika nóżkami / to wtedy zakłada różowe pończochy/, goni dokoła z rondlem doktora Malatestę , robił fikołki (!) na szezlongu cały czas oczywiście śpiewając i radośnie odgrywając grając swoją rolę.

          cdn.



          PS
          Orkiestrą Metropolitan Opera zadyrygował legendarny i zasłużony dla tego teatru dyrygent James Levine jak podają na stronie TVPKultura.
          • grek.grek Re: operowo w Kulturze "Don Pasquale" 30.11.14, 17:05
            świetnie ! :]

            pecha miał. "Don Pasqualle" jest porywający momentami, dynamiczny, żywiołowy - pełna paleta barw, jak przystało na komedię intryg i szybkich ripost.

            yes, yes, Anna Netrbeko wypada doskonale, ta scena o której piszesz, niejako wprowadza w charakter i osobowość Noriny i jest wykonana perfekcyjnie.

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka