Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2015 - 8 (vol. 58)

    • siostra_bronte "Garsoniera" 05.08.15, 09:18
      22.15 w Kulturze. Jeżeli ktoś jeszcze nie widział to polecam!
      • grek.grek Re: "Garsoniera" 05.08.15, 12:41
        nie widziałem, więc spróbuję skoczyć :]
      • grek.grek Re: "Garsoniera" 06.08.15, 12:09
        PS : oglądam trochę na raty. wczoraj godzina, dzisiaj mam nadzieję druga ;]

        napiszę pare słów od siebie, jak tylko skompletuję całośc.
        • siostra_bronte Re: "Garsoniera" 06.08.15, 18:13
          Ok :)
          • grek.grek Re: "Garsoniera" 07.08.15, 12:49
            obejrzałem :"]

            momentami zaskkaująco gorzka, ale pełna wdzięku, i z happy endem... właśnie - komedia ? może raczej film obyuczajowy ? komediodramat ?

            optymistyczne wnioski : Baxter - brnąc przez upokorzenia, uległości i konformizm, w końcu zdobywa siię na samodzielne decyzje i przestaje być oportunistą, nawet za cenę złamanej kariery, która przecież i tak była kłamstwem; panna Kubelik, przedzierając się przez próby samobójcze, depresje i rozczarowania, w końcu znajduje właściwego towarzysza, pozbywając się [chyba ?] odruchu 'zakochiwania się w niewłaściwym mężczyźnie", zaś wszechmocny Sheldrake i czterech cwaniaków, zdradzających zony, zostaje bez lokum, a ten pierwszy dodatkowo bez żony i domu :] - wszyscy, którzy zasłużyli na szczęście - doświadczają go, wszyscy którzy zasłużyli na figę z makiem - również zostają obdarowani ;]

            Jack Lemmon i Shirley Mac Laine grają jak z nut, bawią się swoimi rolami, momenty dramatyczne są mniej dramatyczne w ich wykonaniu, a momenty komediowe, zabawne i romantyczne nie są kiczowate. czego chcieć więcej ?

            komiczny jest doktor, mieszkający obok Baxtera, ktory nie ma pojęcia, że mieszkanie sąsiada służy jako miejsce schadzek dla kilku par - sądzi więc, że Baxter miewa po 3-4 randki dziennie :] Imponuje mu kondycja sąsiada, a jednocześnie oburza jego niemoralnośc :]]

            sąsiadka na niego burczy, zwłaszcza po tym, jak w mieszkaniu Baxtera próbuje się otruć pani Kubelik; szwagier tejże - daje mu w twarz, jako rzekomemu powodowi targnięcia się jej na swoje życie - Baxter jest człowiekiem na którym koncentruje sie całe nieszczęście świata ;] A wszystko z powodu niezdecydowania życiowego, wrodzonej grzeczności, ale i przyjemności jaką dają mu awanse w pracy, nawet jesli nie zasłużył na nie tylko swoją pracą.

            w sumie, morały są tutaj dośc oczywiste, ale sposób poprowadzenia akcji i ich namalowania - pierwszorzędny.

            no i spaghetti przesiewane przez rakiete tenisową... swietny patent :]]

            a happy end, w zasadzie w ostatniej chwili. pannie Kubelik troche zajęło zanim przemyślała gruntownie sytuację, a pomogło to, że Baxter nauczył się odmawiać, nawet za cenę wyrzucenia z doskonale płatnej i prestiżowej posady. Czyżby dopiero wtedy jego niewątpliwe zalety towarzyskie zyskały w jej oczach nalezyty walor ?

            Baxter w parku, nocą, wśród wiejącego wiatru i liści, boso w płaszczu, śpiący na ławce... coż za obrazek. a wszystko dlatego, bo jakiś podstarzały casnova wolał randkować w czyims mieszkaniu zamiast w hotelu :]


            • siostra_bronte Re: "Garsoniera" 08.08.15, 14:57
              Świetnie :)

              Mogę się tylko podpisać. Jak pisałam wcześniej zakończenie wydało mi się trochę happy-endem na siłę. Ale czy Baxter w końcu na to nie zasłużył? :)

              Zabawne są sceny, kiedy Baxter słyszy z ukrycia, jak kochanka i jej szef mówią o nim per "bałwan z biura" :) Albo kiedy mierzy sobie ostentacyjnie temperaturę przy biurku :)

              Najmocniejsza scena w filmie to kiedy Baxter rozpoznaje pęknięte lusterko panny Kubelik. Jak Lemmon to wspaniale zagrał!

              Nie wszystkie filmy udawały się Wilderowi, ale "Garsoniera" na pewno należy do tych najlepszych.

              • grek.grek Re: "Garsoniera" 09.08.15, 12:48
                dzięki, Siostro :]]

                yes, troszkę... przepisowy ten finał :]
                musial być, więc się zdarzył, ale... jednocześnie jest logiczny i ma wdzięk, a partia
                remika między Bartonem, a panną Kubelik zwiastuje dłuższą znajomość.

                hehe, yes, to są świetne sceny :]

                to prawda.
                jak w 2 akcie pojawia się pęknięte lusterko, to znaczy że w akcie 3 musi ono eksplodować :]]

                świetny film ! cieszę się, że w końcu udało mi się obejrzeć. Na pewno będę wracał do niego. Dzięki, Siostro, za bezcenną rekomendację :]
    • grek.grek "Ostatni taniec", powtórka w Kulturze, 17:45 06.08.15, 11:53
      4 pierwsze akapity tego opisu mogą śmiało spełnić rolę wprowadzenia :"] później będą już spoilerowac, więc lepiej nie czytać [przed seansem :)] :

      forum.gazeta.pl/forum/w,14,156070175,156275155,_Ostatni_taniec_kultura_slow_pare_a_propos.html

      a po seansie - jak najbardziej :]]
      wraz z całą dyskuja, jak nam się przytrafiła.
      z nadzieją na Wasz komnetarz, bo film jest dobry, kameralny, daje do głowy, a zakończenie jest... nie wiem czy to dobre słowo w ostatnich dniach... piorunujące. scena finałowa - symboliczna i wymowna.
    • grek.grek Kobra/Kultura : "Czy pan nie rozumie?, to pomyłka! 06.08.15, 12:03
      Kobra powraca :]
      incydentalnie czy na dłużej ?

      i to w doskonałej porze.
      20:05

      zarys fabuły : najpierw ginie w wypadku drogowym pan King. zaraz później, w tajemniczych okolicznościach, umiera żona sprawcy powyższego wypadku, pani Melville. tutaj wchodzi na scenę policja w osobie inspektora Byrama. podejrzanym staje się dziennikarz, nazwiskiem Quinn, częstuy telefoniczny rozmówca pani Melville. dysponuje on ciekawymi informacjami nt faktycznego sprawcy wypadku, w którym zginął King.

      w obsadzie : Jan Kociniak, Barbara Wrześniewska, Mieczysław Milecki, Anna Milecka
      • grek.grek Re: Kobra/Kultura : "Czy pan nie rozumie?, to pom 07.08.15, 13:08
        oglądaliście ? :]

        przyznam, że wytypowąłem bezbłędnie sprawcę ;]
        ślepej kurze ziarno...

        czy dowód rzeczowy, zawarty w tytule [a w teatrze - na nagraniu], był zgrabnie napisany... to już temat na całkiem inną dyskusję.

        generalnie motyw był dobry, chociaż nie nowy [podwójne zabójstwo, ja-dla-ciebie-a-ty-dla-mnie] w filmie/teatrze/liteaturze.

        Kocianiak świetny, Wrzesińska ze swoją manierą.

        może zabrakło trochę "zaciemnienia", grozy lekkiej ;], tak żeby... powiało czymś, raczej sterylne sledztwo dziennikarskie, przy dośc statycznej roli policji. Nie dało się też odczuć jakiejś psychologii w postaci Quinna, który jako osoba podejrzana o zabójstwo, zachowywał się jakoś zbyt spokojnie i racjonalnie ;]

        bardzo dobra scena rozmowy Quinna i jego kolegi z eks-kochankiem p Melville. tutaj było trochę szarpaniny werbalnej, no i scena zdemaskowania zabójcy, który oczywiście do konca próbuje zaprzeczać swojej winie, lecz wobec przedstawionych faktów już tylko bezradnie milczy.
    • barbasia1 Dziś zaprzysiężenie nowego prezydenta, A.Dudy 06.08.15, 14:42
      Dziś wyjątkowy dzień, zaprzysiężenie nowego prezydenta, Andrzeja Dudy.

      Nie głosowałam na Andrzeja Dudę, ale życzę mu powodzenia w spełnianiu obietnic.
      Życzę Polsce, żeby naprawdę była lepsza.

      :)
      • grek.grek Re: Dziś zaprzysiężenie nowego prezydenta, A.Dudy 07.08.15, 13:22
        wg mnie, to będzie przyczynek do rozpadu PiS :]

        ja głosowałem na aktualnego prezydenta, ale interesownie - bo z dwóch pozostałych na placu boju, ten kandydat daje większe szanse na zatrzymanie ustawy o podatku katastralnym,wprowadzenie podwyżki kwoty wolnej od podatku [pod rządami jaśniepaństwa z PO minimum socjalne jest w tym kraju opodatkowane, uwierzycie w to ? skandal. a minister finansów mówi, że "na wyższa kwotę wolną od podatku nie możemy sobie pozwolić". Trzeci świat. a nawet czwarty. Posłowie kwotę wolną mają na poziomie 27 tys - WSZYSCY to klepnęli. moim zdaniem, należy im podziękiować za taką sprawiedliwośc dziejową i też ich "klepnąć"], a także zacznie rozsądniej zachowywać się wobec Rosji i z większym dystansem wobec upadłej Ukrainy.

        jego obietnica zmniejszenia wieku emerytalnego nie przejdzie.
        przy 60-70 mld rocznie, które musimy łożyć na przywileje grupowe, od KRUs i kleru przez zbankrutowane kopalnie po 35-letnich agentów Tomków na emeryturze państwoweej rzędu 7-8 tys, padły już dawno ZUS - zawsze kołdra budżetowa będzie za krótka.

        50 mld z omijania VAt, za wysokie podatki, które sprawiaja, ze najbogatsi płacą na Seszelach [śp pan Kulczyk chyba też nie płacił w Polsce, stąd nie bardzo rozumiem dlaczego tak go fetowano jako biznesmena ?], biurokracja rodem z Barei - jesli pan Duda chce spełnić swoje obietnice, to powinien gorąco się modlić by wybory wygrali KORWIN z Nowoczesną PL :]]




    • grek.grek "Rycerz Pierwszej Damy" w Stopklatce 07.08.15, 15:55
      oryginalny tytuł brzmi "Guarding Tess", co mozna by chyba przetłumaczyć jako "Ochraniając Tess", albo "Chroniąc Tess" ?, a to ukłon w stronę [jak sądzę] "Driving Miss Daisy" :]

      i tak to właśnie wygląda na ekranie, z tą róznica, że mamy do czynienia nie z czarnoskórym szoferem, a zupełnie białym szefem ochrony, a rezolutną starsza panią Daisy zastępuje nie mniej rezolutna eks-first Lady.

      w zasadzie chodzi tutaj o to samo : starsza pani jest samotna, wyobcowana, ochroniarz z czasem staje się jej powiernikiem i przyjacielem. Pani Tess zyje sobie w willi wypasionej, jest otaczana kultem niemalże oraz wielkim respektem parti z ramienia której jej zmarły mąz pełnił prezydenturę, byli do raczej Demokraci. Republikańska first lady byłaby sztywna i kostyczna ;]

      Mąz zmarł, pani Tess wspomina go nieustannie, ogląda stare filmy z wiadomości telewizyjnych, z jego udziałem. Trochę popija, a jak nie popija, to gra na nerwach swoim ochroniarzom, korumpując szofera, żeby organizował jej kolejne brawurowe ucieczki spod kurateli swoich 'aniołów stróżów".

      ochroniarz Doug, nowy szef całego zespołu Secret Service czuwającego nad bezpieczeństwem starszej pani [ta, starszej :) energii ma za trzech], wpada w rozpacz, bo tak kłopotliwej klientki jeszcze nie miał. Kłoci się z nią regularnie, wścieka, chce rzucać tę robotę, ale "góra" trzyma go na stanowisku, więc... chcąc nie chcąc, z czasem zbliża się do pani Tess i odkrywa, że za jej zgryźliwym poczuciem humoru, nieobliczalnością i ironią kryje się kobiecina zmęczona życiem, tęskniąca za zmarłym mężem i zupełnie wyalienowana, o której zapomniał świat, który podobno tak bardzo ją szanuje i lubi.

      Doug ostatecznie dostrzega w Tess człowieka, kiedy wiceprezydent USA odwołuje wizytę u niej, co miało być częscią kampanii wyborczej. Tess bardzo się szykowała na ten event, a tutaj w ostatnim momencie ciastko jej sprzątnęli sprzed nosa.

      jest jeszcze coś, o czym Doug dowiaduje się później : Tess ma raka, powoli sie żegna z tym swiatem. To też wyjaśnia, częściowo, jej dziwne pomysły i zachowania. Żadne normy jej już nie krępują.

      W ostatnim akcie Tess zostaje niespodziewanie porwana. Najpierw Doug sądzi, ze to kolejny numer z ucieczką, żeby pobyć "na swobodzie" i pobawić się w chowanego z biedną ochroną, ale później okazuje się, ze tym razem sprawa jest poważna i trzeba wyciągnąc ją z opresji.

      Co też czyni, a w finale po raz pierwszy zwracają się do siebie po imieniu :]

      dobre :]
      Nicolas Cage gra Douga Cheznika, czyli agenta ochrony, o polskich korzeniach ;]
      Tess koncertowo i z doskonałym połaczeniem sarkazmu, nostalgii i zywotności [podczas sprzeczek i ucieczek, hehe] odgrywa Shirley Mac Laine, a porozumienie między nia,a Cage'em jest decydującym o sukcesie elementem całego przedsięwzięcia.



      • grek.grek Re: "Rycerz Pierwszej Damy" w Stopklatce 07.08.15, 16:08
        bez trailera Was nie zostawię :]

        www.youtube.com/watch?v=pSIa0ofR-Bg
    • grek.grek "Były sobie odkrycia" w TVP Historia 07.08.15, 16:06
      oczywiście, doskonale znamy serie "Było sobie życie", "Był sobie człowiek", "Było sobie... [whatever] :] - tego mędrca z brodą i nosem jak ogórek, który pełni funkcję narratora i muzyczkę Michela Legranda.

      w Historii własnie leci seria "Były sobie odkrycia", w tym dokładnie stylu, od starożytnych Greków do... no własnie nie wiem do kiedy, bo seria jeszcze sienie skończyła, a ja oglądam nieregularnie :] Rzecz jest z 1994 roku, więc zapewne o Internecie nic nie ma jeszcze ;] Moze dokrecą.

      tak czy owak, jest to znakomita forma nauki. dla dzieci, owszem, ale i dorosli mogą sobie przypomniec co nieco.

      Opowieści o kolejnych odkryciach oraz ich autorach są w formie przypowieści z ich życia, przybliżają czasy w których zyli, obyczajowośc, a nawet polityczno-społeczne uwarunkowania jakie im towarzyszyły, wśród których musieli się poruszać i z ktrymi nierzadko się zmagali.

      no i ofk o samym sensie i naturze oraz sposobie w jaki dokonywali swoich odkryć, które wzbogaciły ludzkośc [ależ wyszedł mi język z czytanki, heh].

      jest mędrzec, są dzieci [a wśród nich obowiązkowo rudy i o złośliwym oczkach niedowiarek i kpiarz, który zawsze zostaje skarcony i się wstydzi], sytuacja pretekstowa, która skłania Mistrza do opowiedzenia swoich wychowankom historię kolejnego naukowca, który wpadł na jakiś świetny koncept.

      można się przyczepic [?] że francuscy twórcy pominęli Kopernika, ale co tam... to jest naprawdę świetna rzecz.

      odcinki mają po 20 minut, są żywe, treściwe, zabawne, pouczające i generalnie lekcje fizyki czy chemii mogłyby trwać właśnie 20 minut, gvdyby wszyscy nauczyciele potrafili tak mądrze i zgrabnie przekazywac wiedzę :]

      PS : o, widze rozpiskę. ostatni odcinek tematyczny jest o lądowaniu na Księżycu, a kolejny ma tytuł "JUtro" i zapewne jest jakąs formą przewidywania, co też - z punktu widzenia 1994 roku - czeka ludzkośc w przyszłości, nad czym należy popracowac, a co może się wydarzyć biorąc pod uwagę zmieniające się warunki życia.
    • siostra_bronte "Żegnaj, moja konkubino" 07.08.15, 16:07
      20.15 w Kulturze. Z tego co pamiętam nie wszyscy oglądali. Polecam!!
      • grek.grek Re: "Żegnaj, moja konkubino" 07.08.15, 16:14
        ależ nam wyszedł synchron, Siostro ;]
        jak w orkiestrze symfonicznej ;]]
        • siostra_bronte Re: "Żegnaj, moja konkubino" 07.08.15, 23:08
          Hehe :)
          • grek.grek Re: "Żegnaj, moja konkubino" 08.08.15, 13:54
            :]

            niestety, nie skoczyłem, nie udało mi się zdązyć i mógłbym właściwie oglądać od połowy, ale od dawna [od zawsze ?] staram się tego nie robić, chyba że film widziałem sto razy i mogę wejśc i wyjśc z pełną... frywolnością ;]

            w innym przypadku : albo oglądam całość albo wcale, nie zaczynam w połowie, nie 'wskakuję' w środek etc.

            mam nadzieję, że zdarzy się powtórka jeszcze jedna, i to najlepiej jesienią, zima albo wiosną, bo lato to zamieszanie za duże ;]
    • grek.grek powtórki z kina azjatyckiego w Kulturze 07.08.15, 16:13
      20:25 "Żegnaj moja konkubino" Chena Kaige
      23:20 "Opowieśc o późnych chryzantemach" Kenjiego Mizoguichiego.

      zgrabnie ze sobą splecione dwa filmy, które poruszają się w okolicach sztuki [teatralnej ,operowej, aktorstwa], która rezonuje na bohaterów, wyznacza ich zachowania, pragnienia, konflikty i całą resztę.

      jesli ktoś nie widział - ma na co się cieszyć :]
    • grek.grek "Gothika" Polsat 22:00 07.08.15, 18:14
      reżyseria Mathieu Kasovitz, zdjęcia Matthew Libatique, w głównej roli Halle Berry - rok po OScarze za "Czekając na wyrok"... a jakby cos jednak nie wypaliło.

      ale to do wglądu i oceny.

      psychothriller, w którym nie wiadomo, co jest jawą, a co snem lekarki, która któregoś pięknego wieczora omal nie wjeżdza autem w człowieka, a rankiem budzi się jako pacjentka szpitala psychiatrycznego, w którym dotąd pracowała. okazuje sie, że mąz nie zyje, straciła wszystko, życie runęło, ale ona nie ma pojęcia jak do tego mogło dojśc, bo przecież jeszcze wczoraj wszystko było ganz normal.

      wysokich not "Gothika" nie zbierała, za pierwszym razem wyglądała w oglądzie dośc średnio i tak-sobie, wiec TAK SOBIE myślę, ze może by dać jej drugą szansę.

      a jak u Was ? co wybieracie na dzisiejszy seans ? :]
      • grek.grek Re: "Gothika" Polsat 22:00 08.08.15, 13:48
        edit ;] :
        dyskusyjna wartośc scenariusza i dezynowltura rezysera, to chyba obniżyło notowania tego filmu.

        niestety, ale...

        1 jesli podejrzana o morderstwo i zamknięta w psychiatryku kobieta ucieka z zamkniętej celi, a potem cały szpital ją ściga, to po złapaniu nalezałoby zadać sobie pytanie : KTO ją z tej celi uwolnił ? sama sobie jej nie otworzyła. tymczasem tutaj pytanie takie, w ogóle się nie przydarza. [uwolnił ją... duch, co samo w sobie, na poziomie metakontekstu całej historii, jest jeszcze do przyjęcia].

        najgorsze, że ta scena popycha całą akcję do przodu, bez niej cięzko by było ruszyć dalej, co dodatkowo obniża notę tym, którzy pisali całą storyline.

        2 kobieta podejrzana o poszatkowanie męża siekierą nie okazuje się niewinna. Przeciwnie, ona go zabiła naprawdę. Rzecz w tym, że jej poszatkowany mąz okazał się, pośmiertnie, psychopatycznym mordercą, który zabijał młode kobiety. razem ze swoim najlepszym kolegą - wysoko postawionym w miejscowej hierarchii policjantem.

        zdemaskowania pośmiertnego dokonała zabójczyni, przy okazji udało się uwolnić jedną z niedoszłych ofiar mężulika.

        efekt ? zabójczyni wychodzi sobie na wolnośc. Mimo że widzi duchy - nikt jej nie leczy na głowę. Za zabójstwo męza-psychopaty - nie odpowiada karnie. Jak się okazuje : można szatkować siekierą, pod warunkiem, że szatkuje się tych niedobrych :] A to się prawo w Ameryce pozmieniało... ;]

        niestety, ale logiczne dziury są zbyt duże, nawet wywtórcy szwajcarskich serów mogliby ich pozazdrościć autorom scenariusza.

        dzieła dopełniają kiczowate efekty specjalne w finale, kiedy bad guy próbuje zabić dzielną panią doktor i zajmuje się ogniem. Niestety, na poziomie technicznym wygląda to jak w bajkach z lath 80-tych. Wyjątkowo słabe.

        wg mnie, ten film zasługuje na nową wersję, kmoniecznie z poprawionym scenariuszem :]

        Halle Berry gra z poświęceniem i jest wiarygodna, ale niestety pzoostaje osamotniona w swoich wysiłkach, Reszta ekipy nie dotrzymała jej kroku, może z wyjątkiem autora muzyki, która od pierwszej od ostatniej minuty jest dokładnie taka jak ma być, wg mnie :]
    • siostra_bronte "American splendor" (1) 07.08.15, 18:25
      Obejrzane na Cinemaxie. Widziałam ten film, trochę przez przypadek parę lat temu, bodajże w tvn7 i byłam zachwycona. Z przyjemnością obejrzałam go ponownie. Film Shari Bermana i Roberta Pulciniego z 2003.

      To biografia Harvey'a Pekara, autora undergroundowych komiksów "American Splendor", w których opisywał swoje zwyczajne, codzienne życie. Obserwował to co się działo dookoła niego, opisywał swoich kolegów i znajomych.

      Akcja zaczyna się gdzieś w latach 50-tych. Mały Harvey razem z kolegami chodzi po domach z cukierkami w Haloween. Koledzy przebrani są za superbohaterów, tylko Harvey jest po prostu sobą, co budzi konsternację odwiedzanej pani domu :) I to świetnie opisuje Harveya. Będzie kiedyś tworzył komiksy o sobie, a nie superbohaterach.

      Lata 70-te, Cleveland. Harvey, jak sam o sobie mówi" nie był głupi, tyle, że nie skończył studiów, mieszkał w marnych dzielnicach i wylądował w szpitalu jako archiwista". Po raz drugi się rozwodzi, bo żona, doktorantka na uczelni, ma dosyć "plebejskiego życia" :) Harvey jest załamany, przecież wiedziała za kogo wychodzi. I nie miała skrupułów, kiedy Harvey pożyczał jej kasę na studia. Na dokładkę Harvey przechodzi ciężki okres, bo z powodu problemów ze strunami głosowymi traci głos na kilka miesięcy.

      Harvey jest bardzo ciekawym facetem. Czarny pesymista, z różnymi natręctwami. Ma zgryźliwe poczucie humoru. Przypomina mi trochę wczesnego Allena, z tym, że skupia się na problemach szarego człowieka. Takiego jak on. "Jestem nikim. Sprzedaję płyty za dolara" mówi znajomemu (Harvey kolekcjonuje płyty jazzowe). Zwykle ma taką minę, jakby chciał wszystkich zamordować :)

      Ale trudno się dziwić. Harvey musi zmagać się z codziennością i wrednymi ludźmi. Choćby w supermarkecie. Kapitalna scena! Harvey zastanawia się, którą kasę wybrać. "Wybranie kasy to duża sztuka. Trzeba wziąć pod uwagę różne czynniki" :) Wybiera najkrótszą kolejkę, ale ryzykuje, bo stoi tam stara Żydówka :) I faktycznie, po chwili kobieta wyciąga jakieś kupony i domaga się rozmowy z managerem. Harvey'a trafia szlag. "Sam jestem Żydem, w mojej rodzinie wszystkie kobiety są takie. Jestem skąpy, ale są jakieś granice" mówi Harvey-postać z komiksu do Harveya w kolejce :) Wściekły Harvey rezygnuje z zakupów.

      www.youtube.com/watch?v=ov6bTKryDFI

      Jak widać film jest bardzo oryginalnie sfilmowany. Oprócz zwykłej fabuły są też wstawki animowane i fragmenty komiksów Harvey'a. On sam także występuje w filmie i komentuje akcję. Na końcu poznajemy też przyjaciół i rodzinę Harvey'a, których opisywał w swoich komiksach.

      Harvey, sfrustrowany rutyną i monotonią swojego życia, szuka sposobu, żeby jakoś wyrazić swoje emocje. Przypadkowo, na targu z płytami, spotyka Roberta Crumba, początkującego rysownika komiksów. Ta znajomość inspiruje go do zajęcia się właśnie komiksami.

      Ale Harvey nie potrafi rysować. Rysuje więc tylko ludziki z kilku kresek i pisze im teksty. Po jakimś czasie Crumb zdobywa uznanie krytyków jako rysownik. Kiedy spotyka się z Harveyem po jakimś czasie ten daje mu do przejrzenia swoje bazgroły. Crumb stwierdza, że to jest całkiem dobre, ku radości Harveya. Proponuje mu, że będzie rysował do jego tekstów. Harvey jest zachwycony.

      Komiksy "American splendor" zdobywają popularność, oczywiście ograniczoną, tylko w kręgach fanów komiksów. Harvey nie zarabia na nich dużo, więc cały czas musi pracować w szpitalu. Dokucza mu samotność. "Czasem, w czasie snu czuję ciało obok siebie. To jak bóle fantomowe po amputacji. Życie jest słodkie i smutne. I tak trudno się z nim rozstać. Ale każdy dzień przynosi coś nowego".

      I faktycznie, Harvey dostaje list od Joyce (Hope Davis), która pracuje w sklepie z niszowymi komiksami, gdzieś w Delaware. Joyce prosi Harveya o ostatni numer komiksu, bo wszystkie się sprzedały, a ona chciała mieć egzemplarz dla siebie. Zaczynają ze sobą korespondować. Joyce jest podobna do Harveya w pesymistycznym podejściu do życia ("wszystkie amerykańskie miasta są jednakowo przygnębiające"), do tego jest hipochondryczką. Potem rozmawiają ze sobą przez telefon. W końcu Harvey zaprasza ją do siebie, uważa, że mają ze sobą dużo wspólnego.

      Kiedy się spotykają, oboje są zakłopotani. Najpierw idą do knajpy, potem do mieszkania Harveya. A tam straszny bałagan, łącznie z naczyniami na podłodze :) Harvey mówi: "Miałem posprzątać, ale nie chciałem wysyłać sprzecznych sygnałów. Mam problemy z utrzymaniem porządku. Wyrzucili mnie z wojska, bo nie potrafiłem posłać łóżka" :) Ale Joyce nie wygląda na przerażoną. Zaczynają się całować, niestety Joyce musi biec do łazienki, bo chyba struła się jedzeniem w knajpie :) Po chwili Joyce wychodzi i oznajmia: "pomińmy zaloty i weźmy ślub" :) I faktycznie pobierają się po tygodniu znajomości. Tutaj ta scena:

      www.youtube.com/watch?v=764DFvbxULU

      Komiksy Harveya stają się coraz bardziej popularne. Jakiś teatr w Los Angeles wystawia nawet sztukę na ich podstawie, Harvey i Joyce zostali zaproszeni, żeby ją obejrzeć. Harvey występuje też w popularnym show Lettermana i to wiele razy. Sam mówi, że robi to tylko dla pieniędzy. Zaczyna się zastanawiać, czy dobrze robi, bo w show jest przedstawiany jako "nerd", z którego można się pośmiać. Aż pewnego razu przychodzi do show z koszulką "bojkotuję NBC" i wykłóca się z Lettermanem.

      Związek z Joyce jest burzliwy, oboje często się kłócą. Harvey ma pretensje, że Joyce chce jechać na jakąś konferencję o dzieciach w Jerozolimie, zamiast znaleźć jakąś pracę. Ale Joyce stawia na swoim.

      Życie jakoś się toczy, aż Harvey zaczyna chorować na raka. Jest załamany diagnozą. Mówi żonie, że tego nie wytrzyma, nie potrafi przecież pozytywnie myśleć. Ale Joyce ma świetny pomysł. Niech Harvey zrobi ze swoich doświadczeń z chorobą komiks. Dzięki temu nabierze dystansu. Najpierw Harvey nie chce się zgodzić, więc Joyce zaczyna bez niego. Zaprasza do współpracy rysownika, znajomego Harveya. Zaczynają pracę, a potem dołącza Harvey, jak tylko poczuł się lepiej w trakcie leczenia. Komiks zdobywa uznanie krytyków i czytelników.



      • siostra_bronte "American splendor" (2) 07.08.15, 18:45
        Harvey ciężko przeszedł leczenie, ale wyszedł z choroby. On i Joyce zyskali też córkę, Danielle. Dziewczynka była córką tego znajomego rysownika. Jego żona odeszła, on nie dawał sobie rady, a Danielle miała świetny kontakt z Joyce, więc została z nimi (przy okazji kiedy zmienią się u nas procedury adopcyjne?). Joyce zresztą chciała dziecka, ale Harvey przeszedł kiedyś wazektomię, nie wiemy dlaczego.

        Oglądamy kolejne wydarzenia z życia Harveya. Trudno je wszystkie opisać. Tutaj świetna scena, kiedy Harvey zastanawia się kim są inni ludzie o tym samym nazwisku, których znalazł z książce telefonicznej:

        www.youtube.com/watch?v=TXmrsebeP40
        Na końcu widzimy prawdziwego Harveya, gdy jego współpracownicy w szpitalu organizują imprezę z okazji przejścia na emerytuję (pracował tam do końca).

        "To nie happy end" mówi prawdziwy Harvey. Każdy dzień jest walką, z żoną i córką są wiecznie problemy, może dzięki honorarium za film będzie jakoś przyzwoicie żył na emeryturze...Harvey Pekar zmarł w 2010 r.

        Wspaniały film! Zabawny, ale gorzki i bezkompromisowy. Harvey jest symbolem tych wszystkich, którzy nie zrobili kariery, których ominął "amerykański splendor". Z pewnością wielu widzów odnalazło w Harveyu samych siebie. Genialna rola Paula Giamattiego! Dla mnie jeden z najlepszych filmów ostatnich lat!!

        Tutaj znakomita czołówka:

        www.youtube.com/watch?v=FqMxXK70T8M

        Trailer:

        www.youtube.com/watch?v=APpxQm7sH5k
        • grek.grek Re: "American splendor" (2) 08.08.15, 13:34
          dzięki, Siostro :]

          jak widać na Cinemaxie nie ma wakacji :] albo są, ale pojmowane w sposób należyty, z szacunkiem dla widza.

          świetna opowieść, doskonale się czyta.
          coś czuje, że o takich bohaterach jak Harvey pisze Ci się szczególnie przyjemnie ? :]

          rzeczywiście, postać w stylu tych, które powoływał na ekran Woody Allen. regular guy, którego intelektualna natura nie pozwala na beztroskę, ale skutki egzystencjalnych niepokojów łagodzi ironia i poczucie humoru. takie historie, to kopalnia one-linerów, zabawno-prowokacyjnych monologów i nieoczywistych komentarzy do oczywistych sytuacji z codziennego życia wziętych.

          Paul Giamatti jest wybornym aktorem, bez dwóch zdań, wszechstronnym bardzo. tutaj jest świetnie wystylizowany na oryginał, który widać w archiwalnych nagraniach na pasku obok.

          czołówka rzeczywiście kapitalna, Ameryka 50s ? 70s ? ha, w istocie róznice są i tak w detalach tylko ;]

          Cleveland, w optyce Amerykanów, kojarzy się marnie :] serio. cos jak w Polsce... Bytom ? Albo Kielce ? ale mnie się podobają te surowe, podmiejskie ulice i panoramy. jakby było wiecej słońca i Latynosów, to niczym by się nie różniły od przedmieśc Los Angeles [które, jak twierdzą stare lisy, "jest jednym wielkim przedmieściem"] ;]

          no i do tego ten saksofon, co od razu znajduje kompozycję z upodobaniami bohatera,kolekcjonującego jazzowe płyty. Piękne. plus auta, ewidentnie stara Ameryka się tutaj prezentuje, Cleveland czy Detroit albo Brooklyn w NYC czy południowe dzielnice Chicago... whatever... w tych najnowszych filmach tej właśnie Ameryki brakuje. TAKIEJ własnie. A przecież nie znikła nigdzie.

          fakt, celna uwaga, Siostro.
          Harvey nie korzysta z american dream. przeciwnie, pokazuje drugą stronę medalu. ma talent, ma błyskotliwość, ale niekoniecznie ma chyba z tego pieniądze ? chociaż... występy u Lettermana sugerują,ze jednak jakąs tam pozycję zawodową uzyskał ?

          ale nie ma tutaj high life,jest codziennośc, choroba, żona, niespecjalne mieszkanie, poczucie niedocenienia... brzydota Cleveland ;]

          z życia wzięte. z humorem, ale nie pod rechot, a pod uśmiech, czasami gorzki - skaczę, jesli tylko "American..." pojawi się w zasięgu. Skoku :"]

          dzięki raz jeszcze, Siostro :"]

          PS : viva Cinemax !
          • siostra_bronte Re: "American splendor" (2) 08.08.15, 14:46
            Dzięki, Greku :)

            To prawda, lubię takich bohaterów, ze względów, że tak powiem, osobistych :)

            Harvey był cenionym twórcą komiksów i zdobył pewną popularność także poza tymi kręgami, dzięki występom u Lettermana. Nie wiem czy mógł wykorzystać swój sukces lepiej. Faktem jest, że pracował w szpitalu do emerytury.

            Film ma kapitalny klimat. Brzydota miasta i monotonia codziennego życia, w tle jazzująca muzyczka. Harvey może wydawać się denerwujący, ale we mnie budzi żywiołową sympatię :)
            Nie da się tego opisać, trzeba po prostu zobaczyć! Oby była ku temu okazja.

            Jeszcze raz dzięki :)

            Tak, Cinemax zasługuje na pochwały!

            • grek.grek Re: "American splendor" (2) 08.08.15, 16:37
              :]

              coś tak mi własnie chodziło koło głowy, że to musi być braterstwo-siostrzaństwo ducha :]

              mam nadzieję, już tych kilka scen, które zalinkowałaś, a przede wszystkim - Twój opis, doskonale reklamują ten film i bohatera samego w sobie. a miasto ma osobowośc, chropowatą, ale interesującą. Cleveland i Harvey są w jakiś sposob do siebie podobni ?

              cała przyjemnośc po mojej stronie, Siostro :]

              brawo Cinemax ! :]
    • siostra_bronte "Zaślepiona" 08.08.15, 09:57
      Jeszcze raz, 20.05 w Kulturze. Polecam!!
      • grek.grek Re: "Zaślepiona" 08.08.15, 13:51
        dzięki, Siostro :]

        bedę się starał obejrzeć, ale raczej powtórkę [3:00] niż o pierwotnej godzinie.
    • grek.grek "Pakt z diabłem" od września w kiinach. 08.08.15, 14:00
      duże oczekiwania, doskonała obsada [Siostro, jest także jeden z Twoich ulubionych aktorów], spore nadzieje oscarowe [po prawdzie, powołują się tutaj na jedną recenzję, ale za to z "Variety"], a w głównej roli Johnny Depp :

      film.gazeta.pl/nowy_film/1,134866,18478362,johnny-depp-terroryzuje-boston-w-zwiastunie-paktu-z-diablem/html#BoxKultImg
      • siostra_bronte Re: "Pakt z diabłem" od września w kiinach. 08.08.15, 14:29
        Nie znaleziono strony! Niestety, Depp w roli głównej, co jak zawsze mnie zniechęca :) Z tego co wiem Benedict ma małą rolę i jest oszpecony przez charakteryzację!
        • grek.grek Re: "Pakt z diabłem" od września w kiinach. 08.08.15, 16:24
          już poprawiam :
          http:film.gazeta.pl/nowy_film/1,134866,18478362,johnny-depp-terroryzuje-boston-w-zwiastunie-paktu-z-diablem.html#BoxKultImg

          yes, chodziło mi o własnie o B/Cumberbatcha.

          wiesz, rola niewielka, ale za takie role też Oscary dają :]]
        • grek.grek Re: "Pakt z diabłem" od września w kiinach. 08.08.15, 16:32
          kurde, mam nieustanny problem z funkcją więc wpisuję ręcznie ;] :

          film.gazeta.pl/nowy_film/1,134866,18478362,johnny-depp-terroryzuje-boston-w-zwiastunie-paktu-z-diablem.html#BoxKultImg
          • siostra_bronte Re: "Pakt z diabłem" od września w kiinac 08.08.15, 16:42
            Dzięki!

            Wiesz, nie rozumiem tej ekscytacji Oskarami. Nagroda dla filmu na pewno zwiększa jego dochody. Ale nagrody aktorskie? Już chyba większość aktorów ma Oscary :) A po roku, ba, nawet szybciej nikt już tego nie pamięta.
            • grek.grek Re: "Pakt z diabłem" od września w kiinac 09.08.15, 12:45
              uff, udało się :]]
              na piechotę wpisywałem, stąd te błędy, za które przepraszam.

              ha, na pewno kompoment finansowy ma swoje znaczenie.
              gala, splendor, prestiż - wyniki idą na cały świat, bo to z Ameryki ;]

              tak sobie myślę, że jest chęć by jakaś nagroda miała status wyznacznika
              tego co w kinie dobre, lepsze i najlepsze.

              Europa ma swoje festiwale, Nagrody Europejskie, Cezary, Goye, Złote Lwy ;], Bafty i inne, Amweryka swoje Globy i Oscary, kino wschodnie ma swoje, jest Sundance, Toronto, Karlove Vary ;]

              w sumiie - Oscary tym się chyba wyrózniają, że jednak jest to najdroższa i najbarziej spektakularna zabawa.

              teraz wszyscy czekają chyba na to, kiedy Oscara dostanie twój ulubieniec Leonardo ;] może w tym roku [za cokolwiek ?] ?
    • grek.grek rekomendacje pod... znajomą nazwą ;]] 08.08.15, 14:04
      zwróćcie uwagę na TYTUŁ tej rubryki w Onet.film :]
      przypomina Wam coś ? hehe ;]

      film.onet.pl/wiadomosci/co-by-tu-obejrzec-amy-maly-ksiaze-i-inne-weekendowe-rekomendacje-redakcji-cz-79/j78xec
      • barbasia1 Re: rekomendacje pod... znajomą nazwą ;]] 09.08.15, 00:21
        Nazwa kojarzy się z tytułem wyjątkowego i kto wie czy nie najdłuższego w historii internetu wątku z Forum Telewizja! :)
        • grek.grek Re: rekomendacje pod... znajomą nazwą ;]] 09.08.15, 12:41
          bingo, Barbasiu ! :]
    • grek.grek "Płytki grób" w CT2, 21:35 08.08.15, 16:30
      tydzień temu "Trainspotting", dzisiaj "Płytki grób" - jakaś antologia twórczości Danny'ego Boyle'a ? :]

      nie widziałem nigdy [a Wy ?], a to ponoć hit był :]

      miejsce akcji : znów Edynburg.
      troje młodych ludzi szuka czwartego młodego człowieka, który by z nimi zamieszkał i dołożył się do czynszu. zjawia się właściwy kandydat i jest fajnie, do momentu gdy gośc nagle umiera. pozostaje po nim walizka. pełna pieniędzy.
      skąd one są ?
      i co z nimi zrobić : zatrzymać ? oddac ? zgłosić na policję ?

      brzmi nieźle, krytyka ponoć była oczarowana, a nagrody sypały się jak z rękawa.
      ha, zobaczymy o co tyle zamieszania :]

      rzecz z 1994, cóz... trochę mi zeszło [a Wam ? :))]...

      to był debiut Boyle'a - "Trainspotting" był później, a jeszcze później m.in "Slumdog", którym rozbił pulę z Oscarami.
      • grek.grek "Płytki grób" - [1] 09.08.15, 12:11
        mogę Wam tylko POLECIĆ ! ten film :]
        świetny.

        Jest tak jw. zaznaczone : Juliet, David i Alex szukają czwartego do pokoju. Kogoś poważnego, kto dołoży się czynszu. Juliet będzie za chwilę lekarką, diagnostą; David ma okulary, jest tym rozważniejszym i rozsądniejszym, jest na stażu w firmie swiadczącej jakieś usługi prawne [czy coś takiego]; Alex ma posadę w gazecie.

        Zjawiają się rózni kandydaci, co Danny BOyle przepędza w iście teledyskowym tempie. Trójka przyjaciół organizuje coś na kształt castingu i trochę się bawi potencjalnymi współlokatorami, zadając dziwne pytania, pokpiwając życzliwie [albo nieco mniej życzliwie, jak wobec nieszczęsnego rudego Camerona] a nawet robiąc sobie fotografie z co bardziej kolorowymi postaciami [dziewczyna w gotyckim stylu].

        Wreszcie pojawia się Hugo, starszy, ogarnięty, obyty, przedstawia się jako literat i po wyglądzie i prezencji można go za takowego wziąć [przynajmniej bazując na stereotypach]. Juliet od razu jest nim zainteresowana, co pogłębia fakt, że kiedy Hugo się zjawia - jest sama w domu i mogą trochę porozmawiać we dwoje; chłopaki akceptują jej rekomendację i Hugo wprowadza się do jednego z pokojów.

        Po godzinie nowy lokator nie chce otworzyć drzwi, które zamknął od środka. Kiedy Juliet, Alex i David wdzierają się w końcu do środka - Hugo leży martwy na łózku. Chyba zmarł nagle. Może na serce. Juliet jest tak wstrząsnięta, że nie jest w stanie nawet go zbadać. Lekarka :] David stoi rozdziawiony i mamrocze, że nie widział nigdy trupa z tak bliska. JUliet idzie dzwonić po pogotowie, a Alex buszuje po pokoju i przekopuje szuflady i szafę. Wreszcie zagląda pod łózko i znajduje... walizkę. A w niej - istną KUPĘ forsy :] Mnóstwo.

        Juliet już ma rozmowę ze szpitalem na drucie, ale kiedy Alex podstawia jej pod nos znalezisko - momentalnie rezygnuje z zamiaru.

        CO z tym fantem począć ? - siedzą w kuchni i zastanawiają się.
        Dalej są już tylko grube spoilery :]

        Są szczęśliwi.To pewne. Kłopoty finansowe dobiegły końca. Mogą sobie pozwolić na wszystko. Tylko David jest ostrożniejszy jakby.

        A my już wiemy, że te pieniądze są kasą mafijną, a Hugo to był gangster. Szukają go dwaj koledzy, których stać na wiele... Zabijają jednego gościa w wannie, topią po prostu; innego zamrażają w lodówce. Bewzględni są. Te sceny pojawiają się w przebitkach i wiadomo już, że troje młodych aspirujących będzie miało propblem. JUż wkrótce.

        Na razie muszą coś zrobić z ciałem Huga. Nie moze sobie tak leżeć w pokoju. Alex ma rozwiązanie : wywieźć do lasu i zakopać. Ale najpierw rozczłonkować. David nie chce w tym brać udziału, ale Juliet i Alex go namawiają i terroryzują presją grupową i towarzyską, więc się zgadza.

        Wywożą do podmiejskiego lasu zwłoki, wyciągają kupione w markiecie łopaty i saperki, a potem losują : kto kopie grób, a kto dokonuje parcelacji zwłok. David trafia najgorzej : musi uciąć [PIŁKĄ do metalu, yikes !] nogi i ręce oraz odciąć głowę nieboszczykowi. Danse macabre :]

        Po powrocie Alex i Juliet są jakby nigdy nic, ale David mocno przeżywa to co musiał zrobić. Kiedy Alex zauważa jego kwaśną minę i mówi "My też w tym jesteśmy i byliśmy od początku, ale nie mamy takiego doła jak ty", David odpowiada "Ale wy nie odrąbywaliście trupowi głowy, rak i nóg". I cisza...

        JUliet z Alexem popełnają podstawowy błąd : wydają za dużo i zbyt nagle. To że część idzie na dobroczynnośc, to szczegól, najgorsze że taka gwałtowna aktywnośc finansowa może wzbudzać podejrzenia.

        David z marsową miną wraca z pracy, widzi jak oni się bawią kupioną za całe 500 funtów kamerą video i po prostu zabiera im walizkę z kasą. Podstawia drabinę i wynosi pieniądze na strych. Walizkę pakuje w foliowy worek i ukrywa w baniaku z wodą.

        Właściwie to...on się na ten strych cały przeprowadza. Nastąpiła w nim ZMIANA. To co zrobił, ćwiartowanie zwłok, zupełnie do odmieniło. Oddalił się od przyjaciół. Teraz siedzi na strychu, ciągle po nim chodzi, wywierca otwory w podłodze, w efektowny sposób wpadają przez nie wąskie snopy światła i krzyżują się jak miecze Jedi ;] Alex i Juliet starają się przeczekać, aż mu przejdzie ta nagła...depresja ?

        Tymczasem koledzy Huga coś wywęszają. Chyba ten ostatni przesłuchiwany im coś wyjawił. W kamienicy ktoś napada na mieszkanie tuż pod miejscówką Juliet, Alexa i Davida. W domu jest tylko David - kiedy przyjeżdza policja i robi się ruch, zbiega po schodach i pyta co się stało : przez otwarte drzwi widzi zdemolowaną chałupę i jakieś zwłoki...

        Od tej pory nie schodzi już ze strychu. Nawet na posiłki. Czeka...

        A oni przyhcodzą. Ci dwaj gangsterzy. Wpadają do środka i bez słowa leją kijami po noacg Alexa, związujją go, potem związują też Juliet. Alex ryczy z bólu i z płaczem informuje ich o tym, że TO! jest na strychu.

        Czy to nie ciekawe, że David, przeczuwając że gangsterzy się pomylili jeden raz, ale w końcu muszą ich znaleźć, i czekając na nich, nie odstawił drabiny ? :] I nie zamknął strychu... TAK, on chce żeby oni tam przyszli. Na góre. Do niego.

        A kiedy przychodzą- zabija ich. Młotkiem. Najpierw jednego, a potem drugiego. I zrzuca ich zwłoki z góry na dół. Potem sam pakuje ich do auta i wywozi do lasku. Rozczłonkowuje i zakopuje. Cała ta scena pokazana jest w szkarłatnej nocnej poświacie, jak w jakimś śnie, albo horrorze.

        Kiedy Davida nie ma, Alex myszkuje po strychu. Znajduje ukrytą walizkę z pieniędzmi. Omal nie wpada, bo DAvid wraca i odkrywa, że Alex łaził na górę. Na szczęście Alexowi udaje się nie zdradzić,ze ma mokre dłonie [grzebał w tym pojemniku z wodą, gdzie utopiona leży walizka].

        Niespodziewanie sprawy się komplkują. Policja znajduje ciała zabitych gangsterów. Twarze są zmasakrowane, więc trudno będzie rozpoznać. Zęby wybite, co też nie sprzyja identyfikacji. A gazeta do opisania sprawy wysyła... Alexa.

        Zaczyna się też śledztwo policyjne. Gliniarze odwiedzają kolejno Juliet, Alexa i Davida. Mają ślad ? wiedza, że Hugo tutaj mieszkał ? Zastają ich i rozmawiają z nimi - z każdym z osobna. Pierwszy jest David. Kiedy jeden z gliniarzy mówi o "czwórce lokatorów", a wtedy David szybko go poprawia "Jest nas troje. Zawsze było. Kto wam powiedział, ze czworo ?". MOżliwe, żeto był wybieg policjanta, a David jeszcze kilka razy ponawia pytanie. MOże w ten sposób podrzuca im trop. Niemniej, cała trójka odpowiada spokojnie, nie rozpoznają zgodnie żadnego z gangsterów na zdjęciach i generalnie policja nie ma się do czego przyczepić.

        W tym czasie Juliet zbliża się do Davida. Taką jakby para zostają :] Alex to widzi.

        JUliet rezerwuje sobie lot do Rio de Jeaneiro.

        cdn
        • grek.grek "Płytki grób" - [2] 09.08.15, 12:34
          Tej nocy David ubiera się, pakuje i cicho idzie do drzwi. Ma walizkę z kasą. Juliet za nim "Przepraszam, czy o KIMŚ nie zapomniałes ?".

          Dołącza do nich Alex, który wcale nie spał, w ogole nie śpi czujnie od paru dni :]

          David wprost wyrzuca Juliet, że za jego plecami zamówiła sobie lot do Rio, i że to dowód iz chciała prysnąć bez niego, oczywiście zabierając pieniądze. Juliet jest zatkana, bo oczywiście tak właśnie chciała zrobić :]] Wtedy Alex bierze ją w obronę, a winę na siebie - że to on zamówił bilety dla nich obojga.

          David wpada w złośc, ofk nie wierzy mu, ale ma go już dośc. Zaczyna się więc bijatyka, w której Alex i Juliet walczą z Davidem. Po całym domu. Chaotycznie. To walka o życie.

          Wreszcie David, najsilniejszy z nich, powala Juliet, a potem przygniata Alexa, łapie za kuchenny nóz i przez sweter i bark przygwożdża go do podłogi. Alex nie może złapać tchu z bólu. David z mściwym uśmiechem chce go dobić drugim nożem, ale wtedy zza pleców wyłania się Juliet i przebija Davidowi szyję, ostrze wychodzi krtanią. David pada martwy. Alexowi ulga wypełza na obliczu :]

          Ale wtedy sprytna mała Juliet usmiecha się do Alexa.
          Podchodzi do niego, i młotkiem przybija nóz jeszcze głębiej w jego bark, Alex drze się z bólu. Potem cap za walizkę i do drzwi :]

          Alex zostaje sam w pokoju, przygwożdżony do podłogi, z martwym Davidem obok, w kałuży krwi.

          Zjawia się policja. Detektyw patrzy na Alexa znacząco. A Alex... uśmiecha się tajemniczo. "Będzie dobrze, panie detektywie... dobrze", powtarza.

          Juliet dojeżdza autem pod lotnsko. Cel : RIO :]
          Nagle, scena filmowana jest z zewnątrz, zaczyna wrzeszczeć i miotać się.
          Rozpacz wcielona.

          CO się stało ?
          Tak, najstarszy numer świata : w walizce nie ma pieniędzy. Zamiast banknotów są pocięte gazety. I tylko jakiś jeden smętny papierek, zdaje się ironicznie zostawiony, aby Juliet miała za co kupić bilet i uciec.

          I tak też się dzieje, wściekła i upokorzona Juliet idzie do kasy... a Alex się uśmiecha. To on wygrał. On podmienił pieniądze na gazety. Nie darmo Juliet powtarzała mu "Jesteś inteligentnijeszy od Davida". OKiwał ich oboje.

          Świetnie zrobiony film.
          scenariusz pierwsza klasa.
          doskonałe już samo wejście : kamera leci przez ulice Edynburga w towarzystwie szybkiej transowej muzyki.

          Oczywiście, jest tutaj Ewan McGregor, tym razem z bujną czupryną [w "Trainspotting" wprost przeciwnie], gra Alexa. Davidem jest Christopher Eccleston, a Juliet znakomicie kreuje Kerry Fox.

          Pieniądze burzą przyjaźń, niedawnych towarzyszy i lojalnych kolegów zamieniają w knujących przeciw sobie zdrajczyków. Świństwo i oszustwo zmienia człowieka.
          Pierwsze świństwo i przestępstwo ewokuje następne, jak w domino. Nie ma odwrotu. David zmienia się nieodwołalnie. Nie musiał zabić Huga, wysatrczyło że poćwiartował jego zwłoki, aby stac się zdolnym do podwójnego morderstwa. MOże i w obronie własnej, ale jednak, morerstwa zaplanowanego na zimno i tak też przeprowadzonego.

          Juliet gra z Davidem. Udaje uczucia, żeby go wyrolować. Alex przewiduje ruchy ich obojga i ostatecznie on jest wygrany, ale po drodze wszystko co było dobre pękło na kawałki. Ten uśmiech w finale nie jest uśmiechem szczęścia. Może tylko triumfu.

          Czarne kino :] Nawet bardzo. A zarazem zrobione bardzo sprawnie, nowocześnie, z biglem, "młodzieżowo", lecz nie infantylnie. Dorosłe, dojrzałe, współczesne, aż dziw, że Danny Boyle debiutował tym filmem. Bez znajomości tego faktu reżysera można by posądzać o to, ze ma w dorobku już kilka fabuł.

          znakomite :]

          www.youtube.com/watch?v=DF8h4trB70M
          • siostra_bronte Re: "Płytki grób" - [2] 09.08.15, 14:53
            Dzięki, Greku :)

            Ten film pojawiał się w ramówce, ale jakoś nie miałam okazji go zobaczyć. Twoja recenzja jest bardzo zachęcająca!

            Wymowa filmu jest przygnębiająca, ale brzmi prawdziwie. Niestety, dla kasy nawet najporządniejszy człowiek jest w stanie zamienić się w mordercę :)

            Chętnie obejrzę, jak tylko będzie okazja.
            • grek.grek Re: "Płytki grób" - [2] 09.08.15, 17:19
              dzięki, Siostro :]

              mogę tylko przyklasnąć Twoim planom.
              film jest naprawdę bardzo dobry, aczkolwiek po p[rzeczytaniu mojego opisu możliwe, iz
              przyda Ci się chwila na jego... zapomnienie, żeby podczas seansu odnajdować choć
              częściowo element zaskoczenia kolejnymi wypadkami na ekranie :]

              to prawda.
              zwłaszcza, że tutaj opisana przez Ciebie przypadłośc dopada młodych ludzi, którzy
              nie są z jakichś dołów, a wręcz przeciwnie : przyszła pani lekarz, przyszły pan prawnik
              w renomowanej firmie, przyszły pan redaktor w poczytnym dzienniku. wydają się porządni i
              rozgarnięci.

              tyle że magii walizki pełnej pieniędzy nie sposób się [im] oprzeć.
              mogliby się ewentualnie podzielić, ale zdfaje się, że od początku każde z nich chce pozostałych
              kiwnąć.

              PS : Czesi się spisują :]] soboty z dobrymi filmami, a na środę zapowiadają [dla mnie : powtórkę, ALE nie opisywałem nigdy tego filmu, więc tym razem spróbuję] "SErpico".
          • pepsic Re: "Płytki grób" - [2] 11.08.15, 14:09
            "bardzo sprawnie, nowocześnie, z biglem, "młodzieżowo", lecz nie infantylnie. Dorosłe, dojrzałe, współczesne"

            Jak zwykle recenzja z doskonałym wyczuciem. Nic dodać, nic ując:) Kiedyś rekomendowałam:
            forum.gazeta.pl/forum/w,14,151813713,151936690,Co_macie_na_dzisiaj_.html
            • grek.grek Re: "Płytki grób" - [2] 12.08.15, 12:21
              z perspektywy czasu podpisuję się pod Twoją rekomendacją, Pepsic :]

              bardzo dobry film.

              dzięki za dobre słowo :]
    • maniaczytania zmiany w TVP 08.08.15, 16:49
      www.biztok.pl/biznes/prezes-tvp-zapowiada-duze-zmiany-w-programach-informacyjnych_a21954
      Życzę nowemu prezesowi powodzenia - podobają mi się zwłaszcza dwie zapowiedzi - walki z tabloidyzacją serwisów informacyjnych - to byłaby wielka zmiana na plus (i jest jakaś nadzieja, bo z szefem TAI pożegnano się w czwartek) oraz powrotu redakcji tematycznych - pierwsza ma być redakcja filmowa. Trzymam kciuki!
      • barbasia1 Re: zmiany w TVP 09.08.15, 00:22
        forum.gazeta.pl/forum/w,14,158338842,158398951,Maniu_nie_strzelaj_.html
      • grek.grek Re: zmiany w TVP 09.08.15, 12:41
        przydałyby się zmiany.
        dziennik w jedynce to nonstop : "tata, a pan prezes powiedział", polityczne jasełka, jakies chore dziecko, jakaś tragedia, jakiś dramat, jakaś informacja z Ameryki, a na koniec cos z cyklu jedna baba drugiej babie...

        oglądam regularnie wiadomości z Czech i to jest róznica kolosalna. tam jest pełen przegląd istotnych informacji ze świata. od razu są wiadomości ekonomiczne, gospodarcze. jka rząd podnosi podatek, to ludzie od razu wiedza. U nas się to ukrywa przed ludzkością, lepiej żeby nie wiedziała, a jak si wzruszy losem Adasia/Jasia/Grzesia, co "w piżamce sam wyszedł, bo babcia zalała się w trupa", to w ogole zapomni żeby spytać.

        ale jak tu się zdziwić, skoro szefem Wiadomości jest pan Kraśko, który zdjęcia z własnych slubów, barmicwów, bierzmowań, 1 komunii, chrztów, oczepin i zaczepin wszystkim pudelkom roznosi. jaki pan, taki kram :]
        • siostra_bronte Re: zmiany w TVP 12.08.15, 19:38
          Dzisiaj wyczytałam, że jesienią zniknie "czwartkowe pasmo filmowe" w Dwójce, czyli jak rozumiem Kocham Kino? Będzie leciał polski serial "Prokurator".
          • maniaczytania Prokurator 12.08.15, 20:03
            coś chyba pomylili, bo sprawdzałam program na pierwszy tydzień września jest na razie - i KK jak najbardziej będzie - 3.09. - "Płynące wieżowce", a przed filmem pierwszy odcinek nowego serialu na podstawie scenariusza braci Miłoszewskich (Zygmunt to znany pisarz - autor m.in. "Uwikłania", "Ziarna prawdy" i "Gniewu").
            Myślę, że sprawdzimy ten serial, co? :)
            • siostra_bronte Re: Prokurator 12.08.15, 20:09
              Ulżyło mi. Ale czy KK się nie przesunie na późniejszą porę?
              • maniaczytania Re: Prokurator 12.08.15, 20:12
                ok. 22.45 = tak było i teraz
            • barbasia1 Re: Prokurator 13.08.15, 00:12
              > Myślę, że sprawdzimy ten serial, co? :)

              Jestem za! :)
          • grek.grek Re: zmiany w TVP 13.08.15, 12:20
            w czwartki TVP bedzie uszczęsliiwać za pomocą kabaretu Paranonienormalni... o 20:40

            doitąd byli w niedzielę.
            myślicie że znikną z poprzedniej godziny ?
            a skąd.
            w czwartek będzie nowy progrfam, a w niedzielę powtórka.

            przepraszam ja Was, ale mam wrażenie, że TVP sięga już dna żenady.

            właśnie,ciekawe co z Kocham KIno.
            czy dożyjemy czasów, ze Kocham Kino będzie leciało o 20:10 i będzie miało do dyspozycji 4 godziny, a nie 1,5-2 ?
            to by dopiero był surrealizm ;]
    • barbasia1 Angazetko! Na "Hamleta" Cumberbatcha do Londynu? 09.08.15, 00:26
      Wybierasz się?
      Tylko z biletami może być problem.

      Na "Hamleta" Cumberbatcha fani jadą do Londynu z całego świata

      Bilety wyprzedane zaledwie w kilka minut na rok przed premierą, koczowanie pod teatrem, pielgrzymki fanów z całego świata do Londynu. To premiera nowego "Hamleta" z aktorem Benedictem Cumberbatchem Teatr w londyńskim centrum sztuki Barbican w środę przeżył prawdziwe oblężenie. Powód? Przedpremiera ,,Hamleta" - sztuki Williama Szekspira, którą każdy zna albo przynajmniej o niej słyszał. Skoro jednak historię duńskiego księcia znamy na pamięć, skąd to zainteresowanie nową brytyjską wersją? Odpowiedź jest prosta. Hamleta gra Benedict Cumberbatch - aktor, który w ciągu kilku lat z praktycznie nikomu nieznanego brytyjskiego aktora stał się globalną gwiazdą. Większość biletów na "Hamleta" wyprzedano w kilka godzin. Ale organizatorzy zachowują po 30 wejściówek na każdy spektakl. Można je kupić w samym dniu przedstawienia.


      Czytaj więcej: www.polskatimes.pl/artykul/5387120,na-hamleta-cumberbatcha-fani-jada-do-londynu-z-calego-swiata,id,t.html
      • angazetka Re: Angazetko! Na "Hamleta" Cumberbatcha do Londy 09.08.15, 19:26
        Hehehe, nie ;) Sporo moich koleżanek idzie na to w październiku (bilety kupiły jak najbardziej w sierpniu zeszłego roku), trzy były już teraz, ale ja jakoś nie byłam zainteresowana. Uwielbiam "Sherlocka", ale żeby być ciekawą, co Benedict zrobi z Hamletem, to nie. Zresztą - recenzje bardzo różne ma (moje dziewczyny zachwycone, fakt).

        A na te wejściówki to kolejka się ustawia poprzedniego wieczora (moja koleżanka stała swego czasu w ten sposób na "Koriolana" z Hiddlestonem, w styczniu w dodatku).

    • siostra_bronte "Altana" (1) 09.08.15, 01:09
      Wypatrzyłam na tcm. Komedia George’a Marshalla z 1959 r. Kapitalna!

      Pierwsza scena. Jakiś mężczyzna wchodzi do ciemnego pokoju, pada strzał. Facet pada martwy na podłogę. Ale szybko okazuje się, że to plan filmowy. Kręcony jest film kryminalny dla telewizji. Reżyserem jest Elliot Nash (Glenn Ford). Nash jest kłębkiem nerwów. Pokrzykuje na współpracowników. Ciągle coś nie wychodzi, psuje się kamera. Na szczęście jakoś udaje się zakończyć zdjęcia.

      Wykończony Nash idzie do swojego gabinetu. Ktoś rzuca mu ręcznik na ramiona. Wygląda jak bokser po meczu :) Asystentka informuje go m.in o telefonie od jakiegoś faceta, który się nie przedstawił. Nash pada na kanapę, a w tym czasie bada go lekarz. Nie wiem czy to rutyna, czy po prostu Nash nie ma czasu na wizyty u niego. Dostaje zastrzyk z witaminami. Kręci się z bólu: „użyłeś igły czy szydełka?” :) Lekarz martwi się o jego zdrowie. Powinien przystopować, bo się wykończy.

      To samo mówi jego agent. Ale Nash go nie słucha. Prosi o zaliczkę za scenariusz dla Hitchcocka :) „Jaki scenariusz? Jeszcze go nie napisałeś.” dziwi się agent. „Mam go w głowie” odpowiada Nash. Agent mówi mu, że jest pracoholikiem. „To z sentymentu. Z sentymentu do pieniędzy” odpowiada Nash :)





      • siostra_bronte "Altana" (2) 09.08.15, 01:28
        Kiedy zostaje sam w gabinecie dzwoni do kogoś. „S..., miał pan nie dzwonić” mówi drżącym głosem. S... odpowiada, że czas upływa. Chyba nie chce, żeby zdjęcia jego nagiej żony ukazały się w prasie? Musi zapłacić i to szybko. Nash tłumaczy się, że nie może załatwić pieniędzy w tak krótkim czasie. Próbuje sprzedać dom, ale to też potrwa.

        Potem Nash jedzie do teatru na Broadwayu żeby zabrać żonę, Nell (Debbie Reynolds). Jest znaną aktorką. Po drodze taksówka z Nashem potrąca gołębia. Taksówkarz tłumaczy się, że „nie przechodził po pasach”. Nash wysiada z taksówki i zabiera go ze sobą.

        Po przedstawieniu Nell i Nash (z gołębiem na ramieniu) jadą do domu pod miastem. Jest już późno, chcą się położyć, ale czeka na nich przyjaciel, Harlow. Nell zaprasza go na drinka, ale Nash nie jest zadowolony, bo Harlow wyraźnie ma słabość do jego żony. Nell idzie na górę, więc panowie zostają sami...



        • siostra_bronte "Altana" (3) 09.08.15, 01:36
          Tak, Greku, to ta recenzja, nad którą się męczyłam w ubiegły weekend! Robię kolejne podejście, w nazwisku szantażysty Nasha zostawiałam tylko pierwszą literę i przeszło:) Mam nadzieję, że się uda.

          Wracamy do akcji.

          Harlow jest prokuratorem. Oglądał ostatni film Nasha i ma uwagi co do sceny morderstwa. Proponuje mu pomoc przy pisaniu scenariuszy, żeby unikał takich błędów. Nash zamyśla się i mówi, że faktycznie to dobry pomysł. Właśnie pisze pewien tekst. Bohater jest szantażowany przez jakichś zbirów. Jeżeli nie zapłaci kasy, to jego kompromitujące zdjęcia z kochanką dostaną się do prasy. Harlow domyśla się, że pewnie mówi o sobie. Ale Nash zaprzecza. Harlow mówi więc: „Twój bohater ma trzy możliwości: będzie bulił do końca życia, pójdzie na policję, albo pozbędzie się szantażysty”. Ta rozmowa daje Nashowi do myślenia.

          Następnego dnia Nash po raz kolejny porusza z żoną temat sprzedaży domu. Okazją jest kolejna awaria wody, akurat wtedy, kiedy Nash bierze prysznic. Przy okazji prosi żonę o to, żeby wymienić zasłonkę do prysznica, bo są na niej fale i Nash dostaje od niej choroby morskiej :) Ale Nell nie chce się zgodzić na sprzedaż. To wspaniały dom, kupili go, żeby Nash mógł pracować w ciszy i spokoju.

          Kolejna scena: Nash siedzi w swoim gabinecie i próbuje pisać, ale nie może się skupić przez śpiewy ptaków :) Zdesperowany wychodzi z gabinetu i krzyczy: „cicho!!” :) Bez efektu.

          Dzwoni telefon. Oczywiście to szantażysta S…. Pogania Nasha. Na dokładkę podnosi wysokość okupu dwukrotnie. Przerażony Nash obiecuje, że zadzwoni za kilka dni i umówią się na przekazanie kasy.

          Ale Nash nie może zaznać chwili spokoju. Przyjeżdża pośredniczka z agencji nieruchomości. Znalazła chętnych na kupno domu. Nash mówi, że nic z tego nie będzie. Żona nie chce się zgodzić na sprzedaż. A przecież on robi wszystko co może. Zapycha nawet kanalizację :) Ale żona znalazła świetnego hydraulika. W tym momencie przychodzi Nell z owym specjalistą. Okazuje się, że rura była zatkana gąbką. Hydraulik jest pewny, że ktoś to zrobił specjalnie. Nash ma niewyraźną minę, a żona patrzy na niego podejrzliwie :)

          Zgnębiony Nash mówi pośredniczce z agencji, żeby dała mu jeszcze kilka dni. Spróbuje przekonać żonę do sprzedaży. Kobieta prosi, żeby się pospieszył.

          Nash zabiera się do „przekonywania”. Polega to na kombinowaniu przy rurach, odkręcaniu różnych śrubek w meblach, zepsuciu drzwi do ogrodu :) I rzeczywiście Nell walczy z kolejnymi awariami, ale nie wygląda na to, żeby chciała się wyprowadzać.

          Jakby za mało się działo Nell kupuje…altanę. Nic nie mówi Nashowi, to miała być niespodzianka. Altana jest zabytkowa, pochodzi z Anglii i Nell kupiła ją za bezcen. Kiedy Nash ją widzi pyta: „do czego to służy?”. „Do niczego” odpowiada Nell :) Mogą pić tam herbatkę, albo Nash może pisać przy ładnej pogodzie. Nash nie jest zadowolony (w jego sytuacji liczy się każdy grosz!), ale Nell jest smutna, więc mówi jej, że oczywiście to był świetny pomysł.

          Thorpe, szef robotników, którzy przywieźli altanę, mówi Nashowi, że trzeba będzie zrobić fundament, i zalać cementem. Kolejne koszty! Nash z trudem zachowuje spokój. Thorpe patrzy na altankę i mówi, że przypomina mu grobowiec. I tutaj Nash doznaje olśnienia! :)

          Zaprasza Thorpe’a do siebie na szklaneczkę. Wypytuje go dokładnie co będą robili. I namawia, żeby cement został wylany w piątek. Facet odpowiada, że najwcześniej to może być sobota, ale Nash tak go prosi, że się zgadza...
          • siostra_bronte "Altana" (4) 09.08.15, 01:44
            Nash dzwoni do szantażysty. Umawia się z nim na spotkanie. Ma przyjechać do jego domu w czwartek o 22.00. Będzie miał kasę. S… jest zadowolony.

            Potem nasz bohater wybiera się na zakupy. Kupuje łopatę, wielką plandekę, buty-spodnie dla wędkarza oraz kask górniczy z lampką :) Łatwo się domyśleć co planuje :)

            Rankiem, następnego dnia, kiedy żegna się z Nell wpada w ckliwy nastrój: „Nic nas nie rozdzieli”. Żona jest zaniepokojona jego zachowaniem. Umawia się w teatrze z Harlowem. Pyta go, czy nie zauważył, że Nash ostatnio dziwnie się zachowuje. Harlow mówi, że wszyscy scenarzyści są trochę stuknięci :) Ale Nell opowiada o zatkanych rurach, a ostatnio znalazła ukrytą łopatę i buty-spodnie dla wędkarza. Do czego są mu potrzebne? „Pewnie chce wybrać się na ryby” mówi Harlow. A po co mu kask górniczy z lampką? „Może chce łowić w nocy” odpowiada Harlow:) Uspokaja Nell, że Nash pewnie potrzebuje tych fantów przy pisaniu scenariusza.

            Nadchodzi wieczór spotkania z Nasha z szantażystą. Nash cały w nerwach miota się po domu. Podchodzi do biurka i czyta kartkę ze ściągą co ma po kolei robić: „1. wziąć tabletkę na uspokojenie” (na wszelki wypadek bierze dwie). 2. otworzyć drzwi”. Po wykonaniu tych punktów wraca do biurka, aż tu nagle słyszy donośny głos swojej gosposi (zawsze mówi głośno, bo miała przygłuchą matkę). Przerażony Nash odwraca się z rękami do góry :) Ale gosposia zapomniała tylko coś zabrać i życzy Nashowi dobrej nocy. Nash oddycha z ulgą.

            Wraca do czytania kartki: „3. zachować spokój” :) Potem wyciąga pistolet (ma na niego pozwolenie). Szykuje miejsce zbrodni. Rozkłada plandekę w miejscu, gdzie, jak ma nadzieję szantażysta padnie martwy. Będzie go łatwo zapakować :) Potem zakłada na siebie zakupione buty-spodnie, kask z lampką i jakiś plastikowe wdzianko, żeby się nie pobrudzić. Siada w fotelu na pod oknem, z pistoletem w dłoni i czeka na S...

            Dzwoni telefon. Roztrzęsiony Nash odbiera, może to S…? Ale to międzymiastowa. Nash krzyczy, że nie ma teraz czasu i rzuca słuchawką.

            Nagle słyszy hałas w ogrodzie. Okazuje się, że to Thorpe, szef robotników. Nash ściąga z siebie wdzianko i wychodzi do ogrodu. Zapomina o kasku :) Facet przygląda mu się podejrzliwie. „Była awaria prądu. Chciałem sobie poświecić” tłumaczy się Nash :) I pyta go co tu robi. Thorpe mówi, że chciał sprawdzić fundamenty przed wylewką. Dobrze, że przyszedł, bo któryś z jego ludzi zostawił dziurę wykopaną w piasku. Nash ledwo utrzymuje spokój. Oczywiście to on wykopał tę dziurę, przyszły grób szantażysty :) Thorpe ma też w ręku łopatę. „Już się z nimi policzę, jak mogli ją zostawić” złorzeczy. Zabiera ją i odchodzi. Nash ledwo żyje z emocji. Udało się zbyć Thorpe’a, ale jak ma wykopać grób bez łopaty??

            Załamany Nash wraca do pokoju. I znowu dzwoni telefon. Nash powtarza, że nie ma czasu, ale głos w słuchawce mówi mu, że to …Alfred Hitchcock. Nash aż siada na fotelu z wrażenia. „Taak, Hitch, wszystko ok. Tylko mam pewien kłopot ze scenariuszem. Otóż bohater traci łopatę. Co ma zrobić ze zwłokami?” pyta Nash :) „Tak, mamy kominek…to znaczy on ma kominek” odpowiada na pytania Hitcha. „Tak zrobię…to znaczy on tak zrobi. Dzięki za pomoc!” żegna się z nim Nash. I bierze mały szpadelek, który leży przy kominku. Podejrzewam, że kopanie zajęło mu trochę czasu, ale tego już nie widzimy.

            Nash siada z powrotem w swoim fotelu w pełnym rynsztunku. W pokoju jest zupełnie ciemno. Nagle w drzwiach pojawia się gołąb, który wciąż tutaj mieszka. Nash mówi zniecierpliwiony: „nie teraz, Herman” :) Gołąb siada gdzieś na półce z książkami.

            W końcu ktoś pojawia się w drzwiach. Ma aktówkę. Nash wyciąga drżące ręce z pistoletem. Nieznajomy wchodzi do środka. Nash strzela. I ta scena wygląda dokładnie jak w filmie, który kręcił Nash :) S… zaczyna kręcić się, jakby nie mógł się zdecydować gdzie upaść. Nash patrzy na to z przerażeniem. Macha rękami, żeby S… podszedł jeszcze bliżej, tak, trochę w prawo :) W końcu pada martwy twarzą w dół, akurat na plandekę. Nash podbiega do zwłok. Chce je zawinąć w plandekę, ale ta trochę się drze. Idzie więc do łazienki i zdziera znienawidzoną zasłonkę. Zawija w nią zwłoki, obwiązuje sznurkiem i idzie do ogrodu.

            Kolejna scena to już ranek następnego dnia. Robotnicy wylali cement i zamontowali altanę. Nell jest zachwycona. Nash też jest w świetnym nastroju. Zaprosili z tej okazji nawet Harlowa. Wszyscy piją szampana. Thorpe, szef robotników, jest zadowolony: ta altanka będzie stała 100, albo i 200 lat! Nash jest szczęśliwy, kiedy to słyszy :)
            • siostra_bronte "Altana" (5) 09.08.15, 01:51
              Nagle zaczyna się ulewa. Thorpe jest zły, bo może podmyć fundamenty. Nash jest niespokojny. „Myślał pan, że nie będzie padać przez 200 lat?” pyta z wyrzutem :)

              Nell, Harlow i Nash siedzą w salonie. Nash martwi się co będzie z altanką. Nagle Harlow prosi o Nell o rozmowę w cztery oczy. Ale ta odpowiada, że nie ma przed mężem żadnych tajemnic. Harlow pyta czy znają nazwisko S... Nash aż krztusi się drinkiem. Nie, oczywiście nigdy nie słyszał tego nazwiska. Ale Nell przyznaje się. Jako młoda dziewczyna zrobiła nagie zdjęcia, potrzebowała pieniędzy, ale za pierwszą gażę odkupiła zdjęcia od fotografa. Przeprasza Nasha, że nigdy mu o tym nie mówiła. „Jesteś rozczarowany?” pyta go. „Tylko tym, że nie widziałem tych zdjęć” odpowiada Nash :)

              Harlow mówi, że S… był współpracownikiem fotografa, potem ukradł jego archiwum. Teraz zaczął szantażować znane aktorki. Na jego liście była też Nell. Harlow mówi, że to dziwne, że S… do niej nie zadzwonił. „Ależ zadzwonił!” mówi Nell. Opowiada, że zagroził publikacją zdjęć, a ona na to: „proszę bardzo”, na jej przedstawienia będą walić tłumy :) Nash słucha tego oniemiały. Ale to nie koniec wrażeń. Harlow mówi, że będzie musiał ich przesłuchać, bo szantażysta został zamordowany. Nash ma zadowolony wyraz twarzy, jakby był dumny, że to on zrobił :) Ale mina szybko mu rzednie. S… został …zastrzelony w hotelu. Nash patrzy zdezorientowany w stronę altanki. Zaraz… to kto tam leży? :)

              Po tej rozmowie Nash wpada w popłoch. Z notesem w ręku obdzwania potencjalne ofiary, czyli wszystkich znajomych i rodzinę :) Nieee, nic się nie stało, tylko chciał się dowiedzieć co słychać :) Oddycha z ulgą kiedy kolejna osoba potwierdza, że jest cała i zdrowa. Jakaś ciocia na pytanie o wujka reaguje niezbyt przyjaźnie, bo Nash odpowiada:” Nie, nie jestem fałszywy!”. Widocznie Nash długo się do nich nie odzywał :)

              Nell z niepokojem patrzy na męża. Co się z nim dzieje? Oczywiście Nash mówi, że wszystko jest ok., naprawdę! Ale Nell nie rezygnuje. „Gdzie jest zasłonka z łazienki?” pyta. „Oddałem ją. Wiesz jak jej nie lubiłem” odpowiada Nash. „Jak to oddałeś. Komu?” dziwi się Nell. „Nie wiem, jakimś ludziom. Chyba to była pomoc dla Węgrów” zmyśla Nash :) Nell nie wygląda na przekonaną. Proponuje, żeby poszli do altanki wypić herbatę. Świeże powietrze dobrze im zrobi. Nash mamrocze do siebie: „nie, tylko nie to” :)

              Kiedy Nell idzie do kuchni Nash z niepokojem ogląda altankę. W jednym miejscu w fundamencie jest dziura i wystaje przez nią…kawałek plandeki. Nash w panice próbuje go schować do środka, wykonując przy tym dziwne ewolucje :) Nell wraca i pyta męża dlaczego jest ostatnio takim kłębkiem nerwów. I coś jej zaczyna świtać w głowie. Ta łopata, kask…”Zakopałeś coś pod altanką, prawda?” pyta. Nash przyparty do muru próbuje coś wymyślić. „Wiesz… jak nie lubiłem tej… zasłonki” duka wreszcie. „Zakopałeś zasłonkę??’ dziwi się Nell. Ale jest rozbawiona i przytula męża :)

              Tymczasem policja zastanawia się, kto mógł sprzątnąć S... Może jego wspólnik, niejaki Czarny Joe? Tak się składa, że nagle zniknął z miasta.

              Harlow przesłuchuje Nasha i Nell. Pyta Nasha o broń. Tak, ma pistolet. „Gdzie go trzymasz?” pyta Harlow. „Nie wiem…tam, gdzie zwykle” stęka Nash. Żona podpowiada, że trzyma go w prawej szufladzie biurka. Harlow może zadzwonić do domu, a gosposia go znajdzie! Harlow dzwoni i prosi gosposię o otwarcie szuflady. Gosposia mówi donośnym głosem, że znalazła w niej kartkę. „Jaką kartkę?” pyta Harlow. Nash, kiedy to słyszy zrywa się na równe nogi. Tymczasem gosposia czyta: „1. wziąć tabletkę na uspokojenie, 2. otworzyć drzwi. 3…” :) W tym momencie Nash dobiega do telefonu i wyrywa słuchawkę: „ w prawej szufladzie, nie w lewej!”. I faktycznie gosposia znajduje tam pistolet. Uff…

              Na szczęście policja szybka znalezła broń z której zabito S…. Należała do jego wspólnika, Czarnego Joe. Harlow przekazuje te wieści Nashowi i Nell. W tej sytuacji nie są już podejrzani. Nash czuje ulgę, w końcu zabił mordercę :)

              Wieczorem w domu pojawia się pośredniczka z agencji nieruchomości. Pyta Nasha i Nell czy się zdecydowali. Kiedy Nell dowiaduje się, że mogą dostać 60 tys. mówi, że to świetna oferta. Jeżeli Nash woli mieszkać w mieście, to powinni sprzedać dom. Nash jest w szoku, ale oczywiście się cieszy. Co prawda już nie potrzebuje kasy, ale będzie z dala od tego miejsca…Kiedy wychodzi agentka pyta Nell dlaczego zmieniła zdanie. Ta odpowiada, że to przez…altanę. To był błąd, że ją kupiła, psuje widok na ogród, nie może na nią patrzeć. Agentka uśmiecha się. Przyszli właściciele też chcą się jej pozbyć. Zamierzają w tym miejscu zbudować basen. Gdyby Nash mógł to słyszeć!
              • siostra_bronte "Altana" (6) 09.08.15, 02:12
                Wieczorem Nash jedzie do teatru, żeby zabrać ze sobą Nelly. Umówili się w barze po spektaklu. Kiedy Nelly wychodzi z teatru podchodzi do niej dwóch smutnych panów. To policja, muszą zabrać ją na przesłuchanie w związku ze sprawą szantażu. Nell jest zdziwiona, ale wsiada do samochodu. Szybko okazuje się, że to nie policjanci. To kumple Czarnego Joe! Śledzili go ubiegłego wieczora. Wiedzą, że przyjechał do domu Nasha i już się nie pokazał. A miał ze sobą aktówkę z dużą kasą. Słyszeli strzał. To mąż Nell musiał go zastrzelić. Gdzie jest jego ciało, a co ważniejsze, aktówka?? Ale Nell mówi, że nic o nim nie wie, to jakaś pomyłka!

                Tymczasem Nash czeka na żonę w barze. Nie wytrzymuje i dzwoni do domu. Nell z pistoletem przystawionym do głowy tłumaczy się, że źle się zrozumieli, myślała, że przyjedzie prosto do domu. Nash słyszy, że Nell ma dziwny głos. To jasne, że coś złego się dzieje. Nash jedzie do domu.

                Za oknami leje deszcz. Para kryminalistów i Nell słyszą głośny trzask. Patrzą w stronę ogrodu. To fundamenty nie wytrzymały i altanka się przewróciła. Nell wyrwało się, że dopiero co był wylany cement... Kryminaliści dodają dwa do dwóch :) Biegną do altanki. Nelly jest przywiązana do krzesła, ma zawiązane ręce. Próbuje wykręcić numer telefonu, pewnie policji, nosem. Komiczna scena :)

                Dwójka opryszków targa sztywne, zacementowane ciało do domu. Z trudem wyrywają aktówkę z kasą („Joe zawsze miał mocny uścisk”) i uciekają. Wkrótce pojawia się Nash. Oswobadza żonę z więzów. Nell krzyczy, że po domu grasuje dwóch zbirów. Nash wpada do salonu i widzi zacementowanego trupa. Pada zemdlony. Za nim biegnie Nell i kiedy to widzi również mdleje :)

                Kiedy dochodzą do siebie Nell nie może uwierzyć w to co się stało. Prosi go, żeby zadzwonił na policję i przyznał się do wszystkiego. Może to złagodzi wyrok? Nash nie wygląda na przekonanego, ale w końcu sięga po telefon. I w tej chwili słyszy syreny policji. Już za późno!

                Do domu wpadają policjanci razem z dwójką znanych nam kryminalistów. Obaj potwierdzają, że znaleźli tu ciało Czarnego Joe. W międzyczasie Nash schował je w domku dla gości („od dawna tam nie sprzątałam” zmartwiła się Nell, ale mąż zapewnił ją, że dla Czarnego Joe to już bez znaczenia). Policjanci robią przeszukanie i znajdują ciało.

                Inspektor prowadzący śledztwo jest przekonany o winie Nasha. Ten już nawet nie próbuje niczego ukrywać. Ze straceńczą odwagę potwierdza: „tak, zakopałem go”. I kiedy wydaje się, że przyzna się do wszystkiego, nagle widzi Hermana, który przysiadł na półce z książkami…I zmienia zdanie. Powołuje się na 5-tą poprawkę, nie będzie zeznawał przeciwko sobie! Przyznał się tylko do zakopania zwłok, a to chyba nie jest karalne? :) Policjanci są zdezorientowani. Co się nagle stało?

                Nash i Nell na chwilę zostają sami w pokoju (policjanci wyszli, żeby odprowadzić opryszków do radiowozu, a inspektor poszedł z lekarzem obejrzeć ciało). Nash przeszukuje książki na półce, bo wcześniej na okładce jednej z nich zauważył …dziurę po kuli. Czyli nie trafił w Czarnego Joe! „Zawsze kiepsko strzelałeś” komentuje żona :) Po chwili znajdują kulę. Nell chce zanieść ją policjantom, ale Nash się nie zgadza. Nie zabił Joe’ego, ale strzał mógł wywołać atak serca. Bo dlaczego Joe padł martwy? I za to mogą ciągać go po sądach. Niestety Nash wypuszcza kulę z drżącej ręki. Chce ją podnieść, ale Herman jest szybszy. Chwyta kulę w dziobek i biega po pokoju.

                Wracają policjanci i zastają kompletny chaos. Nash i Nell próbują złapać gołębia, ale ten biega po pokoju. W końcu Herman wyfruwa przez okno („on lata!” dziwi się policjant). Nash i Nell są szczęśliwi :) Inspektor policji mówi, że lekarz obejrzał zwłoki i jego zdaniem przyczyną śmierci był atak serca. Czarny Joe miał zresztą ze sobą tabletki nitrogliceryny, których nie zdążył zażyć. Nash i Nell są bezpieczni. Na niebie fruwa Herman. Koniec :)

                Przezabawna, kompletnie zwariowana komedia!!! Wiele razy nie mogłam się powstrzymać od głośnego śmiechu! To jedna z najlepszych komedii jakie widziałam EVER!!

                Scenariusz został oparty na sztuce teatralnej i to widać, ale w pozytywnym sensie. Znakomity scenariusz, błyskotliwe dialogi (szkoda, że nie zapamiętałam więcej cytatów). Wątek z Hitchcockiem świetny! Dbałość o każdy szczegół. Np. popsute przez Nasha sprzęty w domu oczywiście odzywają się, kiedy dwóch opryszków myszkuje po domu. No i Herman, pomysłowo wykorzystany w finale. Świetna jest muzyczka na klawesynie, która podkreśla czarny humor tej historii.

                Glenn Ford w roli Nasha kompletnie mnie zaskoczył. Oczywiście kojarzy mi się z „Gildą” i innymi poważnymi rolami, a tutaj pokazał świetny talent komediowy. Gra na granicy szarży, ale nigdy jej nie przekracza. Te jego miny i spojrzenia :) Jego Nash jest ciągle zdenerwowany, neurotyczny, wciąż musi walczyć z przeciwnościami losu. Poza tym, co tu ukrywać, Ford ma masę wdzięku. Reszta obsady to już tło dla niego, ale bardzo sympatyczne.

                Przepraszam, że tyle postów, ale nie dałam rady inaczej!

                Trailer, który nie oddaje do końca klasy tego filmu:

                www.youtube.com/watch?v=R9sZUOak70Y

                • grek.grek Re: "Altana" (6) 09.08.15, 16:18
                  dzięki, Siostro :]
                  rewelacyjny opis !

                  udało Ci się pokonać system, brawo :] kto by pomyślał, że nazwisko jednej z postaci moze być elementem blokującym. kuriozalne. archiwum X. ale rozgryzłaś to.
                  całe szczęście, bo nieopublikowanie takiego znakomitego tekstu byłoby ze stratą dla wszystkich.

                  na początku sądziłem, że to będzie thriller, ale z czasem coraz częściej się uśmiechałem, aby w końcu czytać w takim stanie... fizjonomicznym nieustannym :]]

                  sama historia świetnie napisana, ile twistów, kolejnych małych zakrętów i wygibasów, które zmieniają położenie bohaterów i sytuację, prowadząc - co od połowy mniej wiecej da się wyczuć - do pozytywnego finału. inne walory są ważne i kluczowe w dobrej komedii od jej finałowego rozstrzygnięcia, nieprawdaż ? ważne JAK, a a nie "czy" :]

                  goląb w roli krytycznie waznej ? co za idea :] i skuteczna, idealnie w konwencję trafiająca.

                  cały ten cykl "psucia domu" przez Nasha i remontowania go, przez nieświadomą jego motywacji, żonę - samo to mogłoby być tematem osobnej komedii :]

                  w trailerze zacementowane zwłoki z aktówka wyglądają przezabawnie :]

                  rola altany, to też interesujący pomysł. nagle jej zachowania staja się kluczowe dla przyszłości, a nawet dla życia, bohaterów.

                  instruowanie postrzelonego włamwyacza, gdzie ma upaść - czysta abstrakcja :]]]

                  no i morał : lepiej najpierw porozmawiać z kim trzeba, a póxniej organizować zasadzki [czytanie z kartki punkt po punkcie, co robić w sytuacji spotkania, a sa tam rzeczy super-oczywiste - haha :)]. Tutaj przydałaby się, po prostu, rozmowa Nasha z Nelly oraz Nelly z nashem, skoro była ona nękana telefonem szantażysty i go zbyła. Ale przecież z takich małych niefrasobliwości i sekrecików biorą się późniejsze perypetie, urastające do rozmiarów kuriozalnych :]

                  przy okazji tej "pomocy dla Węgrów" przypomniało mi się, co robili Włosi po II wojnie światowej. panowała otóż hipokryzja podwójnej moralności, panowie zdradzali panie, mieli kochanki, itd., ale włoch musiał być przecież katolikiem i człowiekiem bez skazy, więc aby ten model propagowac, a zarazem utrzymywać zmowę milczenia, włoskie filmy, owszemm - poruszały temat małżeńskiej niewierności, luzu obyczajowego, ale... nigdy w wykonaniu rodowitych Włochów. Zawsze w filmach przedstawiani byli w takim anturażu... Węgrzy :] Było o życiu codziennym we Włoszech, ale zamiast nich oburzano się na filmowych Węgrów, jak oni się fatalnie prowadzą ! ;]]

                  ten case z kaskiem górniczym i woderami - prima sort :]

                  a zwrot, kiedy Nash dowiaduje się, ze to nie pan S. lezy pod altaną - po prostu, all the way CLASSIC :]] od razu film wchodzi na wyższy bieg, bo pojawia się dodatkowa, frapująca zagadka.

                  znakomitośc :]

                  Debbie Reynolds wygląda świetnie w tym trailerze, i - tak sądząc po krótkich ujęciach - dobrze czuje konwencję. Glenn Ford, to uznana marka. a majster Thorpe... po prostu majster w starym stylu :]]

                  czarno-białe zdjęcie, od razu duzy plus.

                  dzięki Tobie, Siostro, mamy już niezłą antologię kina starszego, rzadko spotykanego, a doskonałego. Jak łatwo moglibyśmy nigdy nie dowiedzieć się o "Altanie" czy wielu innych tytułach, które nam zacnie przedstawiłaś. a to perełki są. Apteyt zaś rośnie w miarę jedzenia, zaostrzasz go nam niebywale :]]

                  dzięki raz jeszcze. kapitalna rzecz, kapitalna opowieść :]
                  • siostra_bronte Re: "Altana" (6) 09.08.15, 22:44
                    Dzięki, Greku :)

                    Długo kombinowałam co zrobić, żeby tekst przeszedł. Miałam się poddać, ale mnie olśniło, że może to nazwisko jest dla "systemu" zbyt skomplikowane :)

                    Mogę tylko powtórzyć. To jedna z najlepszych komedii jakie widziałam!! Świetny scenariusz, kapitalne dialogi. Aż dziwne, że nigdy wcześniej nie słyszałam o tym filmie!!

                    Tak, te sceny z psującymi się sprzętami i wypadającymi szufladami są przezabawne. Widać teatralny rodowód, ale w tym przypadku to komplement.

                    To prawda, wystarczyłoby, żeby Nash powiedział o szantażu żonie. Ale Nell też ukryła przed nim prawdę, choć to można zrozumieć.

                    Zastanawiam się o co chodziło z tymi Węgrami :) Może faktycznie organizowano dla nich pomoc po powstaniu w 1956 r? W każdym razie w tym momencie po raz kolejny głośno się zaśmiałam :)

                    Ta scena kiedy Nash dowiaduje się, że to nie S. leży pod altanką jest kapitalna. Nash patrzy zdumiony w jej stronę pokazując nawet palcem, ale żona i Harlow szczęśliwie tego nie zauważyli :)

                    No właśnie, wodery! Nie miałam pewności czy to właściwe określenie.

                    A jak Ci się podoba koncept z Hitchcockiem? Jego nazwisko pojawia się chyba jeszcze dwukrotnie. Raz podczas toastu z okazji postawienia altanki. Potem, jeszcze przed przyjazdem policji Nell w panice pyta Nasha, czy mógłby zadzwonić do Hitchcocka, może doradziłby co robić :) Zastanawiam się czy mistrz musiał wyrazić zgodę na użycie nazwiska?

                    No właśnie, wodery! Nie miałam pewności czy to właściwe określenie.

                    Dzięki za miłe słowa. Takie filmowe odkrycia to sama radość :)
                    • grek.grek Re: "Altana" (6) 10.08.15, 12:23
                      :]

                      miałaś nosa :]] żal by było, gdyby taka świetna rzecz musiała pójść na marnację, z powodu jakichś wygibasów maszyny.

                      ja z samego czytania Twojego opisu doszedłem do zbliżonych wniosków ;]]

                      och, nie byłoby calej perypetii, gdyby małżonkowie zachowywali się racjonalnie, co
                      doskonale wiemy :]

                      hehe, wyobrażam sobie ten moment zaskoczena, także dla widza ? :]
                      swoją drogą, sam fakt że Nash strzela do postaci kryjącej twarz w ciemnościach,
                      mozna uznać za preludium do późniejszego zaskoczenia, ale... łatwo się mówi post
                      factum.

                      bardzo dobre okreslenie :]

                      o, koncept z wykorzystaniem postaci Hitchcocka jest odwazny, komiczny i skuteczny.
                      myślę sobie, że sam Hitchcock musiał się szczerze ubawić, oglądając ten film i siebie
                      w jednej z "ról" :]] możliwe, że w grę wchodziły jakieś przyjaźnie pozasceniczne, o których
                      nie wiemy ?

                      cała przyjemnośc po mojej [naszej, jak myślę, szerzej] stronie, Siostro :]
                      znakomity opis, dzięki niemu mam wrażenie, jakbym właśnie obejrzał jeden z
                      lepszych filmów w ostatnim roku, albo już na pewno najlepszą komedię :]]
                      • siostra_bronte Re: "Altana" (6) 10.08.15, 14:44
                        Cieszę się, że podzielasz moją entuzjastyczną opinię :)

                        No właśnie, w pokoju było ciemno, Nash widział tylko sylwetkę. Potem ofiara padła martwa na twarz, a przerażony Nash nawet się jej nie przyglądał, tylko szybko zawinął w plandekę i zasłonkę :)

                        Co do Hitchcocka z ciekawości pogrzebałam w sieci. Okazuje się, że scenarzysta "Altany", Alec Coppel, był współscenarzystą "Zawrotu głowy"! Napisał też scenariusze do kilku filmów z serii "Alfred Hitchcock przedstawia". Czyli miałeś rację, że to osobiste kontakty.

                        Wiesz, mam wrażenie, że tylko Ty przeczytałeś mój tekst :) Ale nie szkodzi, i tak mam satysfakcję!

                        Jeszcze raz dzięki :)

                        • grek.grek Re: "Altana" (6) 10.08.15, 14:59
                          z największą przyjemnością :]]

                          racjonalne zachowanie, w takiej sytuacji, zwłaszcza że Nash strasznie się denerwuje przed
                          całym spotkaniem, co dodatkowo go tłumaczy.

                          a jednak :]
                          widzisz, w czwartek Kultura pokaże "Zawrót głowy".
                          nie było go w pierwotnym "przeglądzie filmów Hitchcocka", więc zdaje się
                          mamy letnią niespodziankę :]]

                          o, nie sugeruj się tym, że - jak na razie - poza mną nikt nie skomentował
                          Twojego tekstu.
                          z tego, co mi wiadomo, jesteśmy licznie czytani :] [dzięki :)
                          I sądze, że Twoje opowieści są czytane NAJliczniej :]
                          dlatego - satysfakcję koniecznie zwielokrotniaj, Siostro :]]
                          • siostra_bronte Re: "Altana" (6) 10.08.15, 15:42
                            "Zawrót głowy" był w tym przeglądzie! Nawet komentowałeś :) Chociaż mam wrażenie, że chyba go wtedy nie oglądałeś, bo wyraziłeś żal, że nie ma nocnej powtórki. To jest taki film, który oglądam zawsze kiedy tylko jest okazja. Na szczęście mam dvd, więc to będzie mój n-ty seans :)

                            Mamy sezon wakacyjny, towarzystwo się rozjechało, więc nie mam złudzeń :) Jeszcze raz dzięki!
                            • grek.grek Re: "Altana" (6) 11.08.15, 11:10
                              rzeczywiście, masz dobrą pamięć, Siostro :]

                              przed "Zawrotem..." będzie Kobra, więc wieczór czwartkowy zapowiada się znakomicie :]

                              o, miałem na myśli nie [tylko] grupę piszących-czytających, ale przede wszystkim niepiszących-a-czytających :]]
                              • barbasia1 Re: "Altana" (6) 13.08.15, 00:21
                                Bronte, tyle świetnych filmów tu opowiedziała w czasie mojej nieobecności. Chapeau bas! :)
                                • siostra_bronte Re: "Altana" (6) 13.08.15, 11:43
                                  Dzięki, Barbasiu :)
                                  • barbasia1 Re: "Altana" (6) 15.08.15, 14:53
                                    Cała przyjemność po mojej stronie! :)
    • grek.grek "Chwała [GLory]" w Stopklatce, 20:00 09.08.15, 17:54
      jesli dziś kolejny raz "Chwała", to znaczy że będę i ja - z zapowiedzią :]]

      niestrudzenie zachęcam, jesli akurat macie ochotę na dobry film.

      okres wojny secesyjnej, Północ organizuje pierwszy pułk złożony z czarnoskórych rekrutów: byłych niewolników, wyzwoleńców, zbiegów, adres i zawód dowolny ;] Na ich czele staje młody pułkownik, Robert Shaw, pochodzący z bogatej rodziny bostońskiej, który wyróznił się niedawno podczas walk z Konfederatami.

      czarnoskórzy są całkowicie przypadkową zbieraniną. masa ludzka do wyszkolenia, nauki dyscypliny i umiejętności bojowych. Podczas szkolenia wielu z nich odczuje wojskowy dryl na własnej skórze. Czy będą walczyc, a może zostaną oddziałem do prac fizycznych, co by oznaczało, że z deszczu trafili pod rynnę ?

      młody pułkownik musi się nauczyć swojej roli, twardości, sprawiedliwości, zasad i reguł. Inaczej nikt nie będzie go szanował, a on sam nie będzie sprawnym dowódcą. od tego zależy życie jego ludzi. ludzi, których chce szanować, jak zołnierzy, nieważne, że są innego koloru skóry. aby tę metamorfozę mentalną przejśc, będzie musiał stanąć przeciw swojej wrodzonej wrażliwości i delikatności, wyniesionej z salonów. czasami będzie musiał zrobić coś przeciw czemu cały się w środku buntuje, czasami nastapić będzie musiał na odcisk swoim przyjaźniom. wszystko w słusznej sprawie. jesli podoła, jego żołnierze mu zaufają i pójdą za nim w każdą kabałę.

      czasami to będzie oznaczało otwarty konflikt, bo wśród jego zołnierzy jest osobowośc, z którą relacja wiele go nauczy. to młody czarny buntownik, nie wierzy nikomu, jest cyniczny i zły na wszystkich, ironiczny i momentami nieprzyjemny. on też przechodzi swoją drogę, od całkowitej osobności do gestu, którego zapewne na początku sam by się po sobie w najśmielszych snach nie spodziewał.

      doskonale oddane realia epoki, świetne sceny szkolenia, walki, mistrzowsko zrealizowana finałowa długa sekwencja, ale i zarysowana wyraziście psychologia - zarówno denzel Washington jak i Matthew Broderick grają znakomicie, ale Oscar przuypadł tylko temu pierwszemu, jakkolwiek absolutnie zasłużenie.

      doskonała propozycja na wieczór :"]]

      • grek.grek "Chwała [GLory]" w Stopklatce, 20:55 10.08.15, 12:59
        nie chcę Was załamywać, ale dzisiaj jest powtórka - 20:55 ;]]

        dwie uwagi mi się nasuneły, bo wczoraj nie odmówiłem sobie przyjemności obejrzenia
        raz jeszcze.

        1. rewelacyjna jest scena, kiedy płk Shaw skazuje na baty Trippa. Musiał, dla zachowania dyscypliny całego pułku. Nawet jesli wszystko się w nim buntowało przeciw temu, nawet jesli
        skazywał na to eks-niewolnika, ktory od tego właśnie uciekł, zaciągnął się do wojska. Nie było jednak innej drogi : musiał dać przykład i pokazać wszsytkim,że za dezercję jest kara i nie ma żadnych wyjątków.

        Denzel WAshignton zagral tę scenę kapitalnie. Obrywa po plecach, ale nie to boli jego bohatera... To spojrzenie, którym przygwożdża pułkownika, jest warte więcej niż milion słów. I ta jedna łza. I grymas ust. jesli szukać powodów, dla których Washington dostał Oscara za te rolę, ta scena wydaje się być kluczowa.

        2. dziwne taktyczne manerwy stosowali wówczas dowodzący wojskiem. Oto kilkuset ludzi z okrzykiem rzuca się do szarży na najeżony armatami fort. Kule fruwają, ludzie padają, odsłonięci jak kotlet na patelni, można do nich strzelać jak do kaczek. W dodatku, atakują w dzień.

        Nie wiem, może to zgodne z historycznymi realiami, nie wnikam.

        Ale... ghdyby tak poczekać do wieczora, a najlepiej do godzin nocnych, i bez okrzyków i nie całą hordą, ale grupkami [fort atakowało 600 zołnierzy, gdyby tyak podzielić ich na dziesięć 60-osobowych pododdziałów] i to ROZPROSZONYMI spokojnie i chyłkiem próbwać pokonać całą drogę ? pewnie straty byłyby ogromnie mniejsze.

        ostatni fragment trasy zakładał koniecznośc atakowania bez osłony, wprost na ostrzał karabinowy, ale iluż więcej żołnierzy mogłoby w nim brać udział, gdyby nie straty poniesione na pierwszym odcinku.

        Czyżby ówczesnym pułkownikom brakowało wyobraźni ? :]]

        Inna rzecz, że nie tylko oni wykazywali się dyskusyjnymi pomysłami.
        Czytałem kiedyś o starciu Indian Dakotów z 60-osobową grupą zołnierzy amerykańskich.

        Zołnierze mieli karabiny i byli ukryci za barykadą z wozów [zreszta, bitwa została później nazwana od tego faktu BItwą na Barykadzie Wozów]. Indian było wielokrotnie więcej.

        najpierw atakowali konnymi szarżami, co nie przyniosło skutku.
        a potem postanowili spacerkiem zdobyć redutę - po prostu ustawili się w kolumny i pomaszerowali w kierunku celu :]
        oczywiście, zołnierze ostrzeliwali ich nonstop.
        ostatecznie, atak się załamał, a żeby było śmieszniej - załamał się w momencie, gdy Dakotowie byli już bardzo blisko barykady.

        A gdyby tak... tych kilkuset wojowników zasypało redutę żołnierzy strzałami z łuku, najlepiej z użyciem jakichś łatwopalnych substancji ? a gdyby tak próbowali zdobyć ten bastion za pomocą podejścia z użyciam jakichś zasłon przed kulami ?

        Tak czy owak, pomysł żeby atakować maszerując wprost na kule, godzien jest ułanów tnących szablami czołgi ;]

        Niemniej... tak ponoć naprawdę było :]

        zajmujące czasy :]]
    • grek.grek "Pora umierać" [2007] w Kulturze, 20:05 10.08.15, 14:52
      starsza pani mieszka w starej - jakże klimatycznej i stylowej - drewnianej willi z parkiem dookoła niej. ma psa, rodzinę oraz nadzieję, że syn z żoną i dzieckiem zamieszka w tej willi razem z nią i pomogą jej ciut odremontować chałupę. famylia ma jednak inne plany i chce willę opędzlować chętnemu z dużą kasą. starsza pani nie zamierza im tego ułatwić, bo dla niej to cały świat i po prostu DOM.

      dużo humoru, nostalgia, czarno-białe piękne zdjęcia, willa jak się patrzy, a na ekranie Danuta Szaflarska w najlepszej formie, pokazująca że sto lat, a nawet dwieście, jest w zasięgu człowieka, o ile zachowuje on taką energię i ciekawośc świata jak ona.
    • siostra_bronte "Portret damy" 10.08.15, 15:37
      Kolejna powtórka w Kulturze o 22.05. Ciekawe kino kostiumowe, reż. Jane Campion. Dobra rola Nicole Kidman, ale Malkovich trochę powtarza rolę z "Niebezpiecznych związków". Polecam.
      • siostra_bronte Re: "Portret damy" 10.08.15, 15:38
        Zapomniałam dodać, że to adaptacja powieści Henry'ego Jamesa.
    • grek.grek "Wiedźma wojny", powtórka w Kulturze, 20:05 11.08.15, 11:23
      mogę tylko polecić.

      jakaś wojna domowa w ogarniętym chaosem kraju afrykańskim [bez konkretnej nazwy, co nadaje całej historii uniwersalny charakter]. Komona, dziewczynka porwana ze swojej rodzinnej wioski, najpierw zostaje zmuszona do zabicia swoich rodziców [to warunek przeżycia], a potem dziwnym trafem staje się dla uzbrojonej bandy jednego z watażków kimś w rodzaju talizmanu, tytułowej 'wiedźmy wojny". Wcale jej to nie daje jakiegoś immunitetu, bo dowódca bandy zdązył zabić już trzy jej poprzedniczki.

      Zawikłane losy Komony są główną osią fabuły, ale otoczenie jest równie ważne : codzienność w kraju wktórym panuje przemoc i anarchia, bojownicy z karabinami, którzy nie wiadomo o co walczą i z kim [można sądzić, ze z rządem, o ile jakiś istnieje realnie, a nie tylko na papierze], strzelaniny, wędrówki, dżungla, widziane przez Komonę duchy zmarłych, miłość do równolatka, przesądy, afrykańskie krajobrazy, momenty dramatyczne i momenty mistyczne, czarownice przyjmujące petentów przy plastikowcych stolikach...

      zajmuujący, znakomity film, z główną rolą Rachel Mwanzy nagrodzoną w Berlinie w 2012 r. w 2013 był nominowany do nieanglojęzycznego Oscara.

      dawno, dawno temu... :}
      forum.gazeta.pl/forum/w,14,155729342,156029401,_Wiedzma_wojny_via_KUltura.html
    • grek.grek "Manon" z MET [powtórka w Kulturze] 21:45 11.08.15, 11:27
      jak zawsze, mogę tylko zachęcić do obejrzenia i wysłuchania :]

      forum.gazeta.pl/forum/w,14,157165214,157172605,_Manon_opera_z_MET_w_Kulturze.html
    • grek.grek "Ginące cywilizacje : Desirade, miłośc Kolumba" 11.08.15, 11:36
      cykl dokumentów lecący w TVP Historia.
      udało mi się dziś rano trafić na jeden z nich.

      przedstawiał wyspę Desirade [archipelag Gwadelupy], w której urodzie kochał się sam Krzysztof Kolumb, jej - dla Europy - odkrywca.

      zielona przyroda, błętkitne niebo, połyskująca woda, żołty piasek, zadziwiająco [?] czyste i schludne ulice i obejścia domków, głównie z białego kamienia, ładne dziewczyny, zadbane kobiety, jest parafia, są śluby, panowie łowią ryby na motorówkach albo staromodnych łodziach, są sklepy, tutaj pani maluje, tam panowie mają band i grają na gitarach, tutaj dzieciaki mają swoją paradę w przebraniach, tam znów wymalowują przystanek [autobusowy ?] w jakieś fantazyjne wizerunki syren w morskiej fali, dużo uśmiechów, dużo zadowolenia z życia, a społecznośc jest to stosunkowo nieliczna, bo mieszka tam nieco ponad tysiąc osób. ludzie się znają, lubią, spełniają w swoich codziennych zajęciach, mają pomysły na spędzanie wieczorów, a zachody i wschody słońca są tak efektowne, że właściwie można się tylko gapić na nie i już człowiek może mieć poczucie pożytecznie spędzonego czasu ;]

      • barbasia1 Re: "Ginące cywilizacje : Desirade, miłośc Kolumb 12.08.15, 00:07
        O! Jaki ładny dokument! Wyjechało by się w podroż w dalekie kraje... :)
        • grek.grek Re: "Ginące cywilizacje : Desirade, miłośc Kolumb 12.08.15, 12:22
          cześć, Barbasiu :]]
          jak tam urlop się udaje ? :]

          o, Desirade sprawia wrażenie miejsca, w którym nie tylko chciałoby się spędzić
          wakacje, ale i nawet zamieszkać na stałe, hehe.
          • barbasia1 Re: "Ginące cywilizacje : Desirade, miłośc Kolumb 13.08.15, 00:19
            Tak się zrelaksowałam , że teraz się nie mogę podłączyć ponownie. ;))

            Muszę się rozkręcić.

            Ho,ho! :)




            • grek.grek Re: "Ginące cywilizacje : Desirade, miłośc Kolumb 13.08.15, 12:21
              naturalna reakcja, Barbasiu, dowodząca, ze urlop miałaś udany ? [był taki, mam nadzieję ?]

              yes :]

              hehe :]
              • barbasia1 Re: "Ginące cywilizacje : Desirade, miłośc Kolumb 13.08.15, 21:45
                > hehe :]

                Ale czy jest tam na Desirade dostęp do internetu? ;)

                • grek.grek Re: "Ginące cywilizacje : Desirade, miłośc Kolumb 14.08.15, 13:55
                  o, to ciekawe pytanie, Barbasiu :]
                  • barbasia1 Re: "Ginące cywilizacje : Desirade, miłośc Kolumb 15.08.15, 00:07
                    Hehe! :)

                    media.pixcove.com/Q/9/9/The-Dsirade-Vacation-Travel-Guadeloupe-West-Indie-8415.jpg
                    Pięknie tam!
              • barbasia1 Re: "Ginące cywilizacje : Desirade, miłośc Kolumb 15.08.15, 14:52
                grek.grek napisał:

                > naturalna reakcja, Barbasiu, dowodząca, ze urlop miałaś udany ? [był taki, mam nadzieję ?]
                Dziękuję, Greku! Urlop uważam za udany, mimo że specjalnych atrakcji nie było, trochę byłam tu, trochę tam, trochę w domu, najważniejsze, że odpoczęłam, zresetowałam umysł... Oczywiście wygrzałam się, opaliłam. Ale już jestem trochę zmęczona upałem. :)
    • siostra_bronte "Amerykański przyjaciel" (1) 11.08.15, 16:05
      Kolejny poniedziałek w Wendersem w Ale kino. Tym razem film z 1977 r. Adaptacja powieści "Gra Ripley'a" Patricii Highsmith. Tym razem wrażenia znacznie lepsze. I nie tyle ze względu na fabułę, co na rewelacyjne zdjecia Robby'ego Mullera. Ale po kolei.

      Postaram się opisać fabułę w dużym skrócie. Tom Ripley (Dennis Hopper) zajmuje się handlem obrazami, ale to nie jest legalny interes. Ripley współpracuje m.in. z Derwattem, amerykańskim malarzem, który sfingował własną śmierć, pewnie żeby dostawać wyższe ceny za swoje obrazy. Oczywiście maluje dalej. Ripley sprzedaje na aukcji w Hamburgu jakiś jego obraz za dużą kasę.

      Na aukcji Ripley poznaje ramarza obrazów, kiedyś konserwatora, Jonatana Zimmermanna (Bruno Ganz). Jonatan nie chce mu podać ręki. Mówi, że słyszał o nim. Można się domyśleć, że to nie były pochlebne opinie. Ripley czuje się dotknięty. Potem dowiaduje się od pracownika domu aukcyjnego, że Ripley jest nieuleczalnie chory (jakaś choroba krwi).

      Pracownię Jonatana odwiedza podejrzany Francuz, Minot (Gerard Blain). Bez wstępów proponuje mu dużą kasę za zabicie pewnego mafioza z Nowego Jorku. Jonatan uważa, że to jakiś żart i oczywiście odmawia.

      Wkrótce Jonatan dowiaduje się od jednego ze swoich znajomych, że podobno jego stan się bardzo pogorszył. Jonatan nie wie, kto rozpuszcza takie informacje i po co to robi. Zaczyna panikować, że może lekarz ukrywa przed nim prawdę. Ale my wiemy, że to Minot, który dowiedział się o tym od swojego kumpla, Ripleya.

      Jonatan odwiedza swojego lekarza i prosi o powtórzenie badań. Ale na wyniki trzeba poczekać kilka dni.

      Jonatan zastanawia się nad propozycją Minota. A może faktycznie długo nie pożyje, a wtedy jego żona i dwójka dzieci znajdzie się w trudnej sytuacji. Dzwoni do Minota. Ten prosi go, żeby przyleciał do Paryża następnego dnia (wcześniej wysłał mu kasę na bilet pocztą), bo załatwił mu wizytę w najlepszego specjalisty w Paryżu. Minot mówi Jonatanowi, że nie wobec niego żadnych zobowiązań, chce mu tylko pomóc. Oczywiście w tym momencie naszemu bohaterowi powinna się zaświecić czerwona lampka, ale Jonatan jest chyba trochę naiwny.

      Żona niepokoi się o męża. Nagły wyjazd do Paryża jest co najmniej podejrzany. Ale Jonatan ją uspokaja. W Paryżu Jonatan idzie na wizytę u lekarza. Potem jedzie do hotelu, wszystko załatwił Minot. Po jakimś czasie, chyba jeszcze tego samego dnia Minot dzwoni do niego, że ma już wyniki. Ale my wiemy, że są sfałszowane (nie pokazano jak Minot to zrobił, wychodzi tylko z jakiegoś archiwum z papierami w ręku). Jonatan przyjeżdża do niego, czyta wyniki i oczywiście jest podłamany.

      Potem zastanawia się nad sytuacją i zgadza się na propozycję Minota. Ma zabić faceta w metrze, tam najlepiej go namierzyć. Następnego dnia Jonatan i jakiś facet od Minota (ma wskazać mu ofiarę) jadą metrem do stacji, gdzie przesiada się ofiara. Kiedy Jonatan widzi nieszczęśnika zostaje sam. Wysiada za nim na jakiejś stacji. Widać, że jest zdenerwowany, w końcu jest amatorem. Idzie za ofiarą, aż wreszcie dopada ją na ruchomych schodach, gdzie nie ma żadnych świadków. Na stacjach są kamery, ale akurat wtedy w sali monitoringu nikogo nie ma. Jonatan wybiega ze stacji na ulicę.

      Wraca do domu. Ukrywa przed żoną emocje, ale kiedy jest sam w pracowni rozwala w złości ramę. Wtedy odwiedza go Ripley. Prosi o ramę dla jego obrazu. Jonatan czuje, że poprzednim razem zachował się wobec niego niegrzecznie, więc daje mu mały prezent. Zaprasza na odbiór obrazu za kilka dni.

      Minot odwiedza Ripleya w jego domu. Mówi mu, że jest zadowolony z Jonatana. O to mu chodziło. Ktoś zupełnie nie powiązany z nim i znajomymi, nie ma szans, żeby udało się odkryć rolę Minota w tej akcji. Minot mówi Ripleyowi, że ma dla Jonatana kolejne zadanie. Ripleyowi to się nie podoba. Uważa, że Jonatan następnym razem sobie nie poradzi. Nie można kusić losu. Ale Minot wierzy, że znowu się uda.

      Kiedy Minot mówi Jonatanowi o kolejnym morderstwie ten początkowo odmawia. Owszem dostał mniej kasy niż mu obiecano, ale nie chce znowu tego robić. Minot tłumaczy mu, że wspominał, że być może będzie drugie zlecenie. W końcu Jonatan poddaje się, potrzebuje tych pieniędzy.

      Jonatan ma zabić jakiegoś mafioza. Minotowi chodzi o to, żeby to wyglądało na zemstę konkurecji za zabicie tego pierwszego gangstera z Nowego Jorku. Jonatan wsiada do pociągu do Monachium, którym jedzie mafiozo ze swoją świtą.

      Jonatan ma udusić mafioza stalową linką. Zaczaja się na niego przy toalecie. Ale ma duże problemy, mafiozo się broni. Nagle pojawia się Ripley, który pomaga mu w dokończeniu dzieła. Jonatan jest kompletnie zaskoczony. Teraz rozumie, że Ripley też bierze w tym wszystkim udział. Niestety, jeden z ochroniarzy szuka mafioza i Jonatan z Ripleyem muszą go także zabić. Ripley prosi go, żeby nie mówił Minotowi o swoim udziale w tej akcji.

      Po powrocie do domu żona robi Jonatanowi awanturę. Domyśla się, że wykonuje jakąś brudną robotę dla Francuza i Ripleya. Ale Jonatan nie chce powiedzieć prawdy.

      W międzyczasie żona odebrała list z Paryża dla Jonatana, ale go nie otworzyła. A powinna, bo to były prawdziwe wyniki z kliniki...

      • siostra_bronte "Amerykański przyjaciel" (2) 11.08.15, 17:00
        Wkrótce Jonatana odwiedza wściekły Minot. Krzyczy, że wysadzono jego mieszkanie. Co poszło nie tak w pociągu?! Jonatan przyznaje, że Ripley był razem z nim. Minot teraz rozumie, być może ktoś go zauważył w pociągu i powiązał fakty...

        Minot wychodzi, a Jonatan dzwoni do Ripleya. Zabójcy mogą być na jego tropie. Jonatan jedzie do jego domu. Obaj chcą dopaść zabójców. I faktycznie, najpierw pojawia się jakiś gangster, pewnie wysłany na przeszpiegi, którego zabijają. Potem udaje im się podejść pod karetkę, stojącą przed domem, w której dla niepoznaki siedzi jakiś mafiozo. Kiedy facet widzi co się dzieje, wyskakuje z karetki i biegnie za Ripleyem. I tutaj mamy efektowną scenę, bo mafiozo spada ze schodów i ginie.

        Ripley i Jonatan aż rzucają się sobie w ramiona, że wszystko tak dobrze poszło :) Ale w tym momencie pod dom podjeżdża żona Jonatana. Mówi mu, że wszystko mu wybacza, niech tylko wróci do domu. Mówi też o wynikach, które przyszły z Paryża, otworzyła list w międzyczasie. Jonatan jest oczywiście zaskoczony, ale nawet nie ma żadnych pretensji do Ripley. Ale ten prosi ją o ostatnią przysługę. Muszą pozbyć się karetki z ciałami. On będzie ją prowadził, a żona samochód Jonatana (on sam jest zbyt zmęczony po tych emocjach). Jadą w ustronne miejsce, nad morze.

        Ripley podpala karetkę i bum! A Jonatan siada za kierownicą swojego garbusa i odjeżdża razem z żoną. Ripley ich goni, ale bez skutku. Chwilę potem Jonatan traci przytomność, samochód ląduje gdzieś na plaży. Jonatan umiera (wcześniej lekarz mówił mu, że może umrzeć za miesiąc, ale i za kilka lat).

        Ostatnia scena: Ripley siedzi na brzegu i mówi:"A jednak udało się nam, Jonatanie. Trzymaj się". Koniec.

        To co robi największe wrażenie to rewelacyjne zdjęcia!! Ale tym razem króluje kolor. Rzuca się w oczy czerwień. Prawie w każdym kadrze jest jakiś czerwony przedmiot. Samochód Jonatana, płaszcz żony, szafka w łazience, szalik, pościel Ripleya. Pełno czerwieni. Do tego dużo kolorowego światła. Skąpany w czerwieni hotelowy korytarz, zielona jarzeniówka w domu Ripleya, neony nocnego Hamburga światła w podziemiach metra. I jeszcze gra światła i cienia podczas podróży metrem w Paryżu i pociągiem do Monachium. To wspaniałe wykorzystanie kolorów sprawia, że film ma niezwykły, oniryczny klimat.

        Wiele bardzo efektownych ujęć. Ripley w czerwonej pościeli i wychodzący przez oczywiście czerwoną kotarę na balkon. Ogromny dźwig przed hotelem Jonatana w Paryżu i mała replika Statuy Wolności. Ruchome obrazki (nie wiem jak to się nazywa), które oglądają synowie Jonatana. Dziwaczny obraz z lokomotywą, też chłopców. Karetka i garbus na plaży. Ripley idący bokiem autostrady, a w tle wieże World Trade Center.

        To co ciekawe, sceny zbrodni są nieefektowne, widać, że Jonatan się męczy :) To daleki obraz od tego jaki widzimy w takich filmach, no ale nasz bohater jest w końcu amatorem.

        Znowu widać tu wątek amerykański. Ripley jest wręcz przerysowany z tym swoim kowbojskim kapeluszem. Derwitt pyta go zresztą: "Masz zamiar nosić ten kapelusz?". "A co jest złego w kowboju w Hamburgu?" :) Ripley zarabia na sztuce w nieuczciwy sposób, chodzi mu tylko o kasę, nawet za cenę oszustwa. Typowo amerykańskie podejście? :) I to odróżnia go od Jonatana, który mówi, że nie znosi, kiedy sztukę traktuje się tylko jako inwestycję.

        Ciekawe, że w małych rolach pojawia się dwóch amerykańskich reżyserów, mających opinię niezależnych i inspirujących dla wielu reżyserów z Europy. Malarza Derwatta gra Nicholas Ray (ten od "Buntownika bez powodu"), a jednego z mafiozów Samuel Fuller.

        Co do aktorstwa, to Bruno Ganz jest świetny. Dennis Hopper wypada słabiej, ale nadrabia stylem :) Fajna jest klimatyczna muzyka Jurgena Kniepera.

        Jakiś czas temu widziałam "Grę Ripleya" Cavani, wg. tej samej powieści. Film średnio się udał, więc go nawet nie opisywałam na forum. Ripleya grał Malkovich, może bez rewelacji, ale solidnie. Jonatanem był Dougrey Scotti i niestety zepsuł cały film. W ogóle w fabule było sporo zmian w porównaniu z wersją Wendersa, łącznie z innym zakończeniem. Nie wiem jak to się miało do książki.

        Tutaj video z fragmentami, chyba są wszystkie najciekawsze sceny (piosenka nie pochodzi z filmu)

        www.youtube.com/watch?v=ARA0GPkt-zk
        • siostra_bronte Re: "Amerykański przyjaciel" (2) 11.08.15, 19:19
          *Dougray Scott
        • grek.grek Re: "Amerykański przyjaciel" (2) 12.08.15, 13:27
          dzięki, Siostro :]
          kolejna znakomita opowieść !
          ile szczegółów, barwnie zaznaczonych, tempo i styl :]

          przyznam, że "Ripley'ów" z Mattem Damonem jakoś nie oglądałem, za to jedyny, który mi się przydarzył - "Podstępny Ripley" był interesujący pod względem estetyki : wiele zdjęć miało miejsce w pracowniach malarskich, w ogole całośc kręciła się wokół sztuki, a intryga dotyczyła wspomnianego przez Ciebie malarza Derwotta, który sfingował własną śmierć.

          faktycznie, Ripley w kowbojskim kapeluszu prezentuje się ciut nazbyt ekstrwagancko i jakby z innego porządku estetycznego [pewnie taki był zamiar] : wyróznia się, ale można by tę postać uczynić bardziej elegancką, stonowaną i stylową, jak mi się wydaje. wyróznikiem zaś uczynić jakiś drobiazg w garderobie albo gest.

          historia zajmująca.
          Minot ma głowę na karku : człowiek który niebawem umrze , to idealny zabójca na zlecenie. Kasa jaką dostanie, to zaś idealny wabik. ktoś w takiej sytuacji będący najpierw się oburzy, potem kopnie z ścianę, a na końcu dojdzie do wniosku, że lepszego sposobu na zabezpiecznie bytu rodziny nikt mu nie zaproponuje i w zasadzie, to cała ta propozycja spada mu jak z nieba.

          to jest zresztą interesująca psychologia : amatorska robota amatorską robotą, ale determinacja i postępująca zgoda na kolejne zlecenia, prowadzą w tematykę pogłębioną : czy wystarczy raz przekroczyć tabu, żeby stało się to codziennością i przesuneło moralne granice ?

          a koncept z zabiciem drugiego mafioso, co miałoby sugerować, ze gang mści się za zabicie tego pierwszego [efekt : wojna gangów, na której ktoś trzeci, Minot ?, korzysta] - sprytny i... bezczelny jednocześnie ;]]

          dlaczego Ripley pomaga Jonatanowi ?
          to ciekawa sytuacja, prawda ?
          nagle włącza się do całej akcji, nie chce nic w zamian, nawet nie chce być z tym kojarzony.
          czy to odruch przyjacielski ?
          właściwie staje się jego wspólnikiem.
          A może raczej gest moralny, sugerujący odpowiedzialnośc za JOnatana, którego przecież Minotowi naraił ?
          może to ciut zbyt głębokie rejony poszukiwań ?

          No i ta ucieczka ?? w finale - czy to hest Jonatana pod tytułem : to była ostatnia "robota" i się wypisuję ?

          [wg mnie, byłoby to paradoksalne, bo w momencie odrzucenia (kolejnych) zbrodni Jonatan wybiera moralnośc, której nie będzie mu dane już praktykować, za chwilę umiera]

          świetny trailer, a raczej montażówka ze scen z filmu - rzeczywiście, sporo czerwieni :] muzyka jakaś taka... adekwatna jakby, no i fakt faktem : zdjęcia są bardzo dobre, w dodatku mają ten styl 70s, co budzi dodatkowe przyjemne skojarzenia :]

          dzięki, Siostro, świetna opowieść :] do kolekcji :]


    • grek.grek "Firma" TVN7 22:35 12.08.15, 12:19
      według oryginału Grishama, za kierownicą Sydney Pollack, a na ekranie Tom Cruise, Ed Harris and Gene Hackman.

      świetny thriller, w anturażu eleganckich gabinetów, pokojów, ewentualnie wesołej tawerny gdzieś na Florydzie, czasami bardzo dobrze fotografowanego miejskiego parku czy placu [Amerykanie umieją pokazywać swoje kamienne molochy tak,żeby wzbudzały wrażenie kameralności i przyjazności, hehe].

      w fabule : młody, obiecujący prawnik ma szansę na prestizową posadę w znakomicie działającej dużej firmie [prawniczej, jako się rzekło]. z czasem zaczyna mu coś w papierach sie nie zgadzac, odkrywa dziwne rzeczy, zagadkowe zniknięcia ludzi. od początku wiadomo, że coś jest na rzeczy i że młodziak stanie przed wyborami decydującymi nie tylko o jego przyszłości zawodowej, ale i o życiu jako takim.

      cóz, po prostu bardzo dobry film, świetne twisty, atmosfera narastającego zagrożenia, bohater poruszający się na krawędzi...

      fachowa robota :]
      • siostra_bronte Re: "Firma" TVN7 22:35 12.08.15, 13:27
        Jakoś nigdy nie udało mi się obejrzeć. Teraz znowu za późno.
        • grek.grek Re: "Firma" TVN7 22:35 12.08.15, 13:31
          zachęcam Cię bardzo, zwłaszcza że Gene Hackman w znakomitej roli, jakkolwiek głównie partneruje [tylko ?] Tomowi Cruise'owi.
          • siostra_bronte Re: "Firma" TVN7 22:35 12.08.15, 18:56
            O tak, obejrzałabym dla Hackmana, nie dla Cruise'a.
            • grek.grek Re: "Firma" TVN7 22:35 13.08.15, 11:53
              o tym właśnie pomyślałem :]

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka