Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2015 - 11 (vol. 61)

    • grek.grek "Ojciec chrzestny", TVN7, 20:00 10.11.15, 16:14
      klasyk klasyków :]
      czasy ekranowej mafii z zasadami, romantycznej nieomal, dzisiaj rozmaite "Gomorry" i inne skutecznie ten wizerunek dekonstruują.

      od razu muzyka okolicznościowa mi się uruchomiła... hehe :"] to tak działa.
      • barbasia1 Re: "Ojciec chrzestny", TVN7, 20:00 10.11.15, 23:57
        Obejrzałam powtórkowo. Przeczytałam ten post i od razu skoczyłam w "Ojca chrzestnego". :)

        Muzyka - Nino Rota
        www.youtube.com/watch?v=uH38oE9OlJY
        :)
        • grek.grek Re: "Ojciec chrzestny", TVN7, 20:00 11.11.15, 10:34
          doskonale !
          jakie wrażenia ?

          dzięki, Barbasiu :] klasyka na ekranie, klasyka z głośników.
    • grek.grek "Pulp Fiction", TV Puls, 20:00 10.11.15, 16:18
      klasyk kontra klasyk ;]

      jestem pechowcem.
      kiedyś sąsiad przyniósł mi tasmę video i powiedział "musisz to obejrzeć i tego... POSŁUCHAĆ" nie wiedziałem, ze w ten sposób : a] olśni mnie ten film, b] już na zawsze pozostanie w mojej swiadomości zakładnikiem tej wersji lektorskiej

      gośc tłumaczący tak się kapitalnie wczuł w postaci, że te mono- i dialogi po prostu atakowały i zniewalały.

      nie mogę się przełamać do telewizyjnych wersji lektorskich, to jest zupełnie inny film, a gros tekstu jest tłumaczona zachowawczo, bez polotu i bez grama wyczucia :]

      ale film jako film - broni się niezmiennie.
      • barbasia1 Re: "Pulp Fiction", TV Puls, 20:00 11.11.15, 00:04
        To była piracka czy oficjalna wersja filmu? Kto właściwie robił wtedy tłumaczenia na tych taśmach video?
        Wiesz, pamiętasz, Greku?
        • grek.grek Re: "Pulp Fiction", TV Puls, 20:00 11.11.15, 10:33
          to na pewno była wersja znakomita :]]
          nie pamiętam jednak, Barbasiu, kto i kiedy robił to tłumaczenie.
          żałuję.

          aczkolwiek, jak sama się domyślasz, rzeczone tłumaczenie nie mogłoby pójśc w telewizji.
          za dużo dosłownej interpretacji łacińskich słów ;]
          • siostra_bronte Re: "Pulp Fiction", TV Puls, 20:00 11.11.15, 13:54
            Widziałam "Pulp Fiction" kiedy wszedł do kin. Znakomite tłumaczenie zrobiła p. Gałązka-Salamon. Z kultową "jesienią średniowiecza" między innymi. Nie wiem czy w tv pokazywane były później inne wersje tłumaczenia?
            • grek.grek Re: "Pulp Fiction", TV Puls, 20:00 11.11.15, 15:18
              yes :]
              "jesień" weszła do języka potocznego, podobnie jak "ćwierćfunciak z serem" i parę innych one linerów, np. "(heroina) wraca w, k...wa, wielkim stylu" ;]

              to były czasy. scenariusz "Pulp Fiction" to kopalnia cytatów. a ludzie się dziwili, kiedy w Cannes wygrał z "Czerwonym" Kieślowskiego, hehe. a jury podjeło wtedy wizjonerską decyzję, przewidując, w którym kierunku podązy kino. przy czym "Czerwony", to jest rewelacyjny film, aczkolwiek zdecydowanie INNY. wspaniały, ale minimalnie juz wówczas archaiczny, kiedy chodzi o estetykę i stylistykę nadchodzących czasów.
              • barbasia1 Re: "Pulp Fiction", TV Puls, 20:00 11.11.15, 17:23
                > to były czasy. scenariusz "Pulp Fiction" to kopalnia cytatów. a ludzie się dziw
                > ili, kiedy w Cannes wygrał z "Czerwonym" Kieślowskiego, hehe. a jury podjeło wt
                > edy wizjonerską decyzję, przewidując, w którym kierunku podązy kino. przy czym
                > "Czerwony", to jest rewelacyjny film, aczkolwiek zdecydowanie INNY. wspaniały,
                > ale minimalnie juz wówczas archaiczny, kiedy chodzi o estetykę i stylistykę nad
                > chodzących czasów.

                Ha! Ale historia! :)
            • pepsic Re: "Pulp Fiction", TV Puls, 20:00 11.11.15, 16:07
              We wczorajszej edycji nie padła "jesień średniowiecza, a "garaż".
              • barbasia1 Re: "Pulp Fiction", TV Puls, 20:00 11.11.15, 17:22
                W różnych telewizjach, różne są tłumaczenia.

                >We wczorajszej edycji nie padła "jesień średniowiecza, a "garaż".

                Słowo "garaż" odwołuje się do konkretnego obraz w przeciwieństwie do "jesieni średniowiecza". Potraficie sobie wyobrazić jesień średniowiecza? Bo ja nie. A jednak o dziwo wyrażenie jesień średnowiecza jest zbawniejsze, efektowniejsze. Może cała zabawa polega tu na absudralności tego sformułowania. Ono tak śmieszy!?
                • barbasia1 Re: "Pulp Fiction", TV Puls, 20:00 11.11.15, 17:29
                  Może cała zabawa polega tu na absudralności tego SKOJARZENIA.
                • grek.grek Re: "Pulp Fiction", TV Puls, 20:00 12.11.15, 10:36
                  to prawda, Barbasiu.

                  rzecz, wg mnie, w tym że wszystkie co do jednego są zachowawcze i wyraźnie spętane wymogami telewizyjnej oglądalności :]
                  • barbasia1 Re: "Pulp Fiction", TV Puls, 20:00 14.11.15, 18:46
                    grek.grek napisał:


                    > rzecz, wg mnie, w tym że wszystkie co do jednego są zachowawcze i wyraźnie spęt
                    > ane wymogami telewizyjnej oglądalności :]

                    Poniekąd to rozumiem. :)
            • barbasia1 Re: "Pulp Fiction", TV Puls, 20:00 11.11.15, 17:15
              Ja oglądałam wersję telewizyjną, ale nie nie pamiętam, nie wiem, kto robił tłumaczenie.
    • grek.grek na bis :"Artysta i modelka" Kultura, 0:35 10.11.15, 16:31
      może i lekko manieryczny oraz pretensjonalny [zdjęcia] film, ale tylko lekko :]

      czasy II wś, prowincja francuska : stary rzeźbiarz, jego fertyczna żona, niegdyś modelka, a wciąz muza, żyją w urodziwych okolicznościach przyrody. On cierpi na artystyczny kryzys, a jeszcze by chciał, przed smiercią, coś pieknego stworzyć. brak mu jednak inspiracji. Pojawia się więc młoda, kształtna dziewczyna, którą w sąsiednim miasteczku wypatruje żona. Zabiera ją do domu, udziela gościny, w zamian za pozowanie męzowi do aktów. dziewczyna się zgadza i w ten sposób mamy do czynienia z trójkątem, w którym nie ma miejsca na zazdrość, ale za to jest wiele miejsca na sztukę i spełnienie rozmaite.

      Jean Rocheford, Claudia Cardinale oraz wyjątkowo fotogeniczna Aida Folch, czarno-białe wycyzelowane zdjęcia, dylematy starości, mądrej, doświadczonej, spragnionej młodości i spełnienia twórczego, młodośc erotyzująca, naturalna i niewinna, zmysłowośc spojrzenia artysty w wieku matuzalemowym dzięki któremu bezpretensjonalna naga młodość zyskuje niespodziewanie upodmiotawiający ją charakter.

      dużo więcej było tutaj, ale jak nie macie Relanium, to radzę nie wchodzić ;] :
      forum.gazeta.pl/forum/w,14,156457892,156638095,_Artysta_i_modelka_w_Kulturze_5_slow_a_propos.html

      w sumie, napisałem wtedy pean pochwalny, więc tym bardziej miałbym nadzieję, ze obejrzycie i trochę dźiegciu do tej beczki miodu wsypiecie, bo czuję że gdzieś tam są ku temu przesłanki :]]
      • siostra_bronte Re: na bis :"Artysta i modelka" Kultura, 0:35 10.11.15, 18:11
        Pamiętałam Twoją pochlebną opinię, ale pora jest zabójcza.
        • grek.grek Re: na bis :"Artysta i modelka" Kultura, 0:35 11.11.15, 10:32
          niestety.

          może następnym razem ? :]
      • wacek69 Re: na bis :"Artysta i modelka" Kultura, 0:35 11.11.15, 00:19
        Dziegciu nie można wsypać bolszewicki smieciu bo jest cieczą
    • grek.grek "Moja matka" już w polskich kinach 11.11.15, 15:21
      niektórzy do dzisaj nie wiedza, jakim trafem "Moja matka" Morettiego nie dostał Złotej Palmy w Cannes.

      film.gazeta.pl/nowy_film/1,134866,19165794,nanni-moretti-opowiadam-o-smierci-matki-bez-pastwienia-sie.html#BoxKultImg
      • barbasia1 Re: "Moja matka" już w polskich kinach 11.11.15, 16:36
        Aż taki dobry film? ;)
        • grek.grek Re: "Moja matka" już w polskich kinach 12.11.15, 10:36
          tako rzeczą ;]
    • grek.grek Świat według Kiepskich" - perła perlista :] 11.11.15, 15:29
      tego to ja znów nie rozumiem... w Ameryce ichni odpowiednik "Kiepskich" zostałby zagłaskany na smierć przez krytykę, Emmy i inne nagrody sypałyby się deszczem, a w Polandzie ten FENOMENALNY serial jakiś taki zapomniany, unikany przez mainstereamowe media, mimo że fanbase ma niemała.

      Nie zrozumiem tego przypadku :]

      od czasów Barei nikt nie potrafił stworzyć własnego języka filmowego, własnej rzeczywistości, własnych bohaterów. Wszystko albo było kalkomanią albo było popisem nieudolności. Jeden jedyny Marek Koterski się wyłamał. Jeden Koterski od czasów Barei. No i Kiepscy, fantastycznie pisani przez kilku scenarzystów, grani mistrzowsko przez trupę [nie ma się co bać tego słowa] czujących konwencję, zdystansowanych wobec siebie i swiata, aktorów.

      Zauwazyłem, że "Kiepscy" lecą przez cały dzień właściwie. Polsat nonstop powtarza. I powiem Wam, że jakbym nie miał nic innego do roboty, to bym chyba nonstop ich oglądał i SŁUCHAŁ. są kapitalni w tej ich nowomowie, płynności i lekkości z jaką tworzą dialogi i monologi. MOże to i sitcom ze śmiechem z puszki, ale whataver. A celnośc obserwacji, błyskotliwośc scenariuszy, ilość intertekstualnych nawiązań i odniesień do [pop]kultury - przebogata.

      dziś nowy odcinek, jak dla mnie - must-see :]
      • barbasia1 Re: Świat według Kiepskich" - perła perlista :] 11.11.15, 16:52
        Aczkolwiek język bohaterów bywa niewybredny, obfituje w wulgaryzmy, a dowcip bywa często prostacki, może dlatego serial nie jest u nas aż hołubiony, choć chyba pojawiał się w równych plebiscytach najpopularniejsze seriale. Co do reszty się zgadzam.


        Ale najnowsza seria, niestety coś obniżyła loty, imo. Oglądam nadal! :)
        • grek.grek Re: Świat według Kiepskich" - perła perlista :] 12.11.15, 10:19
          hehe, to prawda, Barbasiu, ale te wulgaryzmy są tak świetnie podane i tak trafione w punkt, i mają tyle wdzięku, że słucha się niemal jak poezji podwórkowej ;]

          mnie się podobają te nowe odcinki .
          wczorajszy był [ponownie] świetny :]
          Jak oceniasz [ten ów wczorajszy] ?
          • barbasia1 Re: Świat według Kiepskich" - perła perlista :] 14.11.15, 23:00
            Tylko potrzeba trochę czasu, żeby się z tym językiem, z tą poezją podwórkową oswoić.


            Ja bym powiedziała, że był taki sobie. Dobry pomysł, ale mam wrażenie, że nie został efektownie wykorzystany. Pan Boczek pracując na zastępstwie w sklepie Malinowskiej podżera produkty z kiełbasą na czele, spija żółtka jajek, i w ogóle oszukuje klientów, sprzedaje cement zamiast mąki , i o zgrozo, chrzczony alkohol. Koniec końców, to drugi wątek, wąteczek, Ferdek przyjmuje propozycję Paździocha, by uciec wspólnie z torbą pełną pieniędzy do Casablanki.
            Zaraz po przyjeździe kupują kebaby, ale kebab Ferdka jest obgryziony, więc Ferdek idzie z reklamacją do budki. Ku przerażeniu Ferdka i Paździocha okazuje, że kebaby sprzedaje człowiek bliźniaczo podobny do pana Boczka.

            Daleko temu odcinkowi do wybitnego odcinka inspirowanego "Procesem" Kafki, albo do całej znakomitej serii , w której pojawiają się Walduś i jego żonka, Jolancia, np. odcinek, w którym Jolancia udaje, że jest w ciąży, albo, w którym młodzi zakładają solarium. Pojawia się tu Krzysztof Ibisz, który z dużą dawką autoironii parodiuje samego siebie.

            Chciałam powiedzieć, że nie zapamiętam tego odcinka, ale teraz po tym krótkim komentarzu, mam poczucie, że jednak zostanie mi w głowie.


            Krzysztof Dracz w roli komendanta posterunku policji badającego z wielkim poświęceniem zawartość alkoholu w butelce zakupionej przez Ferdka i Badurę u Boczka, jak zwykle fantastyczny. :) W ogóle jego epizody, rozmaite role (ksiądz, instruktor tańca, absztyfikant Mariolki, Włoch Stefano Materazzino i wiele innych) , w które się wciela to prawdziwe komediowe perełki.
            • barbasia1 Re: Świat według Kiepskich" - perła perlista :] 14.11.15, 23:05
              np. do odcinka, w którym Jolancia udaje, że jest w ciąży, albo, tego, w którym młodzi zakładają solarium. Pojawia się tu Krzysztof Ibisz, który z dużą dawką autoironii parodiuje samego siebie.
            • grek.grek Re: Świat według Kiepskich" - perła perlista :] 16.11.15, 12:32
              to prawda, Barbasiu :]

              yes, tak to było :]
              scenariusz istotnie, tym razem, nie jest specjalnie nadspecjalny, ale za to jak oni grają, jak oni dialogują, jak to się wszystko kręci... jak dla mnie, to jest majstersztyk :]

              haha, pamiętam :] odcinek z solarium ma swoją wymowę, hehe.

              inspiracja "Procesem" też bardzo dobrze poprowadzona, często powtarzają ten odcinek - nie bez kozery.

              no coś Ty, Barbasiu... chleb wyjedzony w środku - to może być za czas jakiś realna rzeczywistość ;]]

              święta prawda !
              Krzysztof Dracz jest kapitalny w tych małych rólkach.
              najbardziej utkwiła mi w pamięci ta z "Salta", ale właściwie w KAZDEJ jest świetny i aż mi głupio, że tylko jedną wyrózniam:]
    • grek.grek "Control" Stopklatka,0:30 11.11.15, 15:31
      kiedyś omawialiśmy, pamiętam że życzliwie, a pewien dwugłos [jakże cenny] dotyczył tego, czy jest to film depresyjny bardzo, mniej bardzo, czy zgoła nie jest to film o depresji, która prowadzi do śmierci, ale o szeregu różnych INNYCH spraw, które Iana Curtisa pchają do, zdawałoby się - w obliczu takiej feeri problemów i dylematów - boleśnie zrozumiałej puenty.

      późno, ale to znakomite kino jest.
      • siostra_bronte Re: "Control" Stopklatka,0:30 11.11.15, 16:44
        Jakoś mnie ten film omija. Moim zdaniem film kończący się samobójstwem bohatera musi być depresyjny...

        Greku, przy okazji, wypatrzyłam 15 listopada w Stopklatce "Most rzece Kwai". Przygotuj się psychicznie na dręczenie :)
        • siostra_bronte Re: "Control" Stopklatka,0:30 11.11.15, 19:08
          *"Most na rzece Kwai".
        • grek.grek Re: "Control" Stopklatka,0:30 12.11.15, 10:33
          szkoda ! naprawdę świetny jest, czarno-biały, zdjęcia perfekcyjne, a postać menadżera wprowadza trochę humoru, no i soczysty momentami język, który nie gorszy i nie oburza, a wywołuje raczej uśmiech.

          bardzo jestem/będę ciekaw Twojej opinii po seansie.
          wg mnie, tam nie ma depresji.
          jest młody człowiek, który zaplątał się w zbyt wiele spraw, które zaczęły go przerastać.
          Jedne przyszły same [wykańczająca go epilepsja], inne sam nakręcił [zespół, muzyka, małżeństwo pod wpływem chwili, dziecko też pod wpływem chwili, romans], a jeszcze inne spadły jak wióry co się sypią, gdy drwa rąbią [coraz głębsze poczucie rozpadu tożsamości, brak identyfikacji z fanami i własną twórczością, rozlatujący się związek z żoną, a jednocześnie coraz większe oddalenie od "tej drugiej"]. Wpadł w kołomyję, z której już nie było wyjścia. Mógłby uciec, wyjechać, zostawić za sobą WSZYSTKO, ale to zapewne też by mu nie pomogło, bo nie umiałby zapomnieć.

          haha ;]
          przygotowuję się raczej na obejrzenie tego filmu, Siostro :]
          mam nadzieję.
    • pepsic Coś dla fanów Bolka "Wałęsa, człowiek z nadziei" 11.11.15, 16:05
      Dziś w tvp1 o 20.10. Ależ trzeba mieć tupet, aby ten propagandowy gniot nadać w Święto Niepodległości.
      • barbasia1 "Wałęsa, człowiek z nadziei" 11.11.15, 16:26
        pepsic napisała:

        > Dziś w tvp1 o 20.10. Ależ trzeba mieć tupet, aby ten propagandowy gniot nadać w
        > Święto Niepodległości

        Brawo dla TVP. :)
        Tak, to ostatni moment, żeby zobaczyć ten film w telewizji publicznej . Później znajdzie się on na indeksie filmów zakazanych w IVRP.
        • baabeczka Re: "Wałęsa, człowiek z nadziei" 11.11.15, 17:43
          Zgadzam sie z Tobą barbasiu, to ostatni moment. Za chwilę juz innych tupet bedzie rzadził w tv, moze pepsic podpasuje.
        • pepsic Coś dla fanów Bolka "Wałęsa, człowiek z nadziei" 11.11.15, 19:30
          Pamiętam Twój sarkazm po wyborze prezydenta RP Andrzeja Dudy, jak również słowa aktorki Nehrebeckiej: "W dupę dostajemy od tego chłystka". Tymczasem furorę robi dziś
          ten oto filmik powodując w narodzie łzy wzruszenia. Tak więc, spoko, spoko:)

          • barbasia1 Re: Coś dla fanów Bolka "Wałęsa, człowiek z nadzi 14.11.15, 18:43
            pepsic napisała:

            > Tymczasem furorę robi dziś
            > ten oto filmik powodując w narodzie łzy
            > wzruszenia. Tak więc, spoko, spoko:)

            Tak. To piękne i wzruszające wydarzenie.
        • grek.grek Re: "Wałęsa, człowiek z nadziei" 12.11.15, 11:00
          ;]
          i tu rodzi się ważne pytanie : czym Politbiuro będzie raczyć, kiedy już obejmie rządy w TVP ?
          bo chyba jednak nie "O dwóch takich, co ukradli Księżyc" ? Byłoby to cokolwiek niestosowne i chyba nie ma poziomie ironii delegatury.
          • barbasia1 Re: "Wałęsa, człowiek z nadziei" 12.11.15, 21:04
            grek.grek napisał:

            > ;]
            > i tu rodzi się ważne pytanie : czym Politbiuro będzie raczyć, kiedy już obejmie
            > rządy w TVP ?

            Wiadomo czym, filmami o prezydencie tysiąclecia.


            > bo chyba jednak nie "O dwóch takich, co ukradli Księżyc" ? Byłoby to cokolwiek
            > niestosowne i chyba nie ma poziomie ironii delegatury.

            Owszem. Pamiętasz, kiedyś za krótkich rządów PIS film "O dwóch takich, co ukradli Księżyc" pojawił się w ramówce . Ludzie , jak Polska długa i szeroka, tak się tym faktem rozemocjonowali, że władze TVP nie wytrzymały ciśnienia, a może też i jakichś nacisków politycznych, kto tam wie, i w ostatniej chwili zdjęli emisję bajki. Jakby fakt , że prezydent i jego brat byli kiedyś małymi chłopcami było czymś wstydliwym.

            • maniaczytania Re: "Wałęsa, człowiek z nadziei" 12.11.15, 21:18
              barbasia1 napisała:

              > Owszem. Pamiętasz, kiedyś za krótkich rządów PIS film "O dwóch takich, co ukradli Księżyc" pojawił się w ramówce . Ludzie , jak Polska długa i szeroka, tak się tym faktem rozemocjonowali, że władze TVP nie wytrzymały ciśnienia, a może też i jakichś nacisków politycznych, kto tam wie, i w ostatniej chwili zdjęli emisję bajki. Jakby fakt , że prezydent i jego brat byli kiedyś małymi chłopcami było czymś wstydliwym.

              Oj, przesada chyba :), bo ja pamiętam, że nie tak dawno temu ten film na pewno był wyemitowany przynajmniej raz, ponieważ oglądałam go ze swoim dzieciem :) I obojgu nam się bardzo podobał :) Bo to jest całkiem fajny film, choć mocno widać tą toporność, z jaką kręciło się kiedyś filmy, 'teatralność' scenografii. Jeśli będziecie mieli okazję, to sobie powtórzcie.
              • barbasia1 Re: "Wałęsa, człowiek z nadziei" 12.11.15, 21:49
                maniaczytania napisała:

                Pamiętam, Maniu, że raz zdjęto emisję! To musiało być jeszcze za rządów PIS .Sama czekałam, chciałam sobie przypomnieć.
              • barbasia1 Re: "Wałęsa, człowiek z nadziei" 12.11.15, 21:54

                maniaczytania napisała:
                > Oj, przesada chyba :), bo ja pamiętam, że nie tak dawno temu ten film na pewno
                > był wyemitowany przynajmniej raz, ponieważ oglądałam go ze swoim dzieciem :)

                Dobra informacja! :)
              • barbasia1 Wątek"O dwóch takich co znikneli z ramowki" - link 13.11.15, 19:45
                forum.gazeta.pl/forum/w,14,36129569,36129569,O_dwoch_takich_co_znikneli_z_ramowki_.html
                :)
            • grek.grek Re: "Wałęsa, człowiek z nadziei" 13.11.15, 11:14
              to bedą musieli je szybko kręcić, bo ja tym rządom nie daję dłużej jak 2 lata :]

              coś było, pamiętam, nie pamiętam tylko czym było to coś ;]
              dzięki za przypomnienie.
              zaiste, państwo ci nie posiadają humoru oraz dystansu do siebie, to było wiadomym od dośc dawna.
              • barbasia1 Re: "Wałęsa, człowiek z nadziei" 13.11.15, 19:43
                grek.grek napisał:

                > to bedą musieli je szybko kręcić, bo ja tym rządom nie daję dłużej jak 2 lata :]

                No nie wiem.

                > coś było, pamiętam, nie pamiętam tylko czym było to coś ;]
                > dzięki za przypomnienie.

                To ja Ci, Kochanieńki, przypomnę! I Maniusi, żeby nie było, że zmyślam. :}

                forum.gazeta.pl/forum/w,14,36129569,36129569,O_dwoch_takich_co_znikneli_z_ramowki_.html

                Chwała naszemu Forum Telewizja, chwała Archiwum FT, chwała Forumowiczom, którzy odnotowali ten fakt i skomentowali.


                > zaiste, państwo ci nie posiadają humoru oraz dystansu do siebie, to było wiadomym od dość > dawna.

                Też mam takie wrażenie. I nie brzmi to optymistycznie na przyszłość.
                • maniaczytania Re: "Wałęsa, człowiek z nadziei" 13.11.15, 21:20
                  Barbasiu - tego akurat nie pamiętam, zresztą wynika z tego wątku, że przyczyna nie była wiadoma, a tylko domysły widzów tłumaczyły to niechęcią władzy.
                  Ale jak już pisałam, ja ten film oglądałam z dzieckiem w telewizji właśnie, więc wtedy to naprawdę mógł być przypadek.
                • maniaczytania Re: "Wałęsa, człowiek z nadziei" 13.11.15, 21:24
                  przypomnę tylko, że dzień przed emisją wspomnianą w tamtym wątku skończyła się trwająca cztery dni żałoba narodowa (tragedia na katowickich targach - zawalenie dachu), mogło więc to mieć wpływ na ramówkę (niekoniecznie na usunięcie wesołych filmów, a na konieczność 'puszczenia' programów, które nie były emitowane w tych czterech dniach).
                  • pepsic Re: "Wałęsa, człowiek z nadziei" 13.11.15, 22:13
                    Hej Maniu:) Podczas rządów PO-PSL oferta telewizji publicznej oględnie mówiąc pozostawiała wiele do życzenia, a poziom był żaden, poza małymi wyjątkami. Konsekwentnie to krytykowaliśmy. W dniu ważnego dla Polaków Święta nadaje sie film o wątpliwej wartości historycznej. Pani Ania Walentynowicz przewraca się w grobie, nomen omen gdziekolwiek on jest. Nawet Grek zagorzały komunista (sorki Grek) przyznaje mi rację. Tymczasem wyciąga się 10-letni wątek i filmik sprzed 50 lat, doprawdy nie wiem czemu takie roztrząsanie ma służyć? Udowadniać swoje racje za wszelką cenę? Dokopać PiS? Hm, przecież to już nie działa. Żeby mi dopiec? Przecież mnie tu wcale nie musi być.
                    • siostra_bronte Re: "Wałęsa, człowiek z nadziei" 13.11.15, 22:23
                      Kochani, skończcie z politykowaniem, bo jak zwykle to się źle skończy.
                    • maniaczytania Pepsic, 13.11.15, 22:40
                      ani mi się waż stąd uciekać! :)
                      To chyba był taki desperacki 'łabędzi śpiew' ;) z tym filmem. Ostatnia złośliwość.
                    • grek.grek Re: "Wałęsa, człowiek z nadziei" 14.11.15, 14:17
                      Pepsic, nie musisz przepraszać za "zagorzałego komunistę" ;]

                      mój zagorzały komunizm bierze się z wiary w ideę braterstwa i równości ludzi, a także z przekonania, że w PRL nie wszystko było straszne i złe, a nawet że PRL zbudował, wykształcił, nakarmił i wysłał w życie i świat dobre 60 mln ludzi, dzięki czemu był najlepszym czasem jaki Polska miała w historii, nawet jesli nie była całkowicie suwerenna decyzyjnie. Dzisiaj też nie jest :] A będzie jeszcze gorzej, bo świat się kurczy i za chwilę samemu trzeba będzie zabiegać o miejsce w róznych strukturach i powiązania osłabiające swobodę, za cenę prosperity i bezpieczeństwa.

                      co do "Wałęsy" w primetime TVP 11 listopada, to wg mnie albo brak wyobraźni, ani prowokacja, albo ostatni gest przed przyjściem nowej miotły w mediach publicznych.

                      tak czy siak, jestem przeświadczony że ani przez moment [Barbasia na pewno to potwierdzi] nie chodziło o to, by "Tobie dokopać", Pepsic. Po prostu, róznica zdań :"] Niech się politycy szarpią w naszym imieniu, a my róznijmy się pięknie w opiniach.
                      • barbasia1 Re: "Wałęsa, człowiek z nadziei" 14.11.15, 18:40
                        > co do "Wałęsy" w primetime TVP 11 listopada, to wg mnie albo brak wyobraźni, an
                        > i prowokacja, albo ostatni gest przed przyjściem nowej miotły w mediach publicz
                        > nych.


                        IMO 35. Rocznica podpisania Porozumień Sierpniowych i powstania NSZZ „Solidarność” była tym powodem umieszczenia premiery filmu "Wałesa" w primetimie.
                    • barbasia1 Re: "Wałęsa, człowiek z nadziei" Pepsic 14.11.15, 18:34
                      pepsic napisała:
                      >Tymczasem wyciąga się 10-letni wątek i filmik sprzed 50 l
                      > at, doprawdy nie wiem czemu takie roztrząsanie ma służyć? Udowadniać swoje racj
                      > e za wszelką cenę? Dokopać PiS? Hm, przecież to już nie działa. Żeby mi dopiec?
                      > Przecież mnie tu wcale nie musi być.

                      W mojej bujnej wyobraźni pomieścić się, nie może, że ten wątek sprzed 10 lat opisujący lekko surrealistyczno-komiczne autentyczne wydarzenie, jakim było niewyemitowanie zapowiadanej bajki "O dwóch takich co ukradli księżyc" za rządów, tych który jako dzieci grali w tej bajce, mógłby komukolwiek dopiec ? Że ktokolwiek mógłby się poczuć urażony do tego stopnia, żeby się śmiertelnie obrazić i to hurtem na wszystkich, z którymi od lat miło rozmawia.
                      Słowo daję, nie pojmuję takiej histerii.


                      • barbasia1 Pepsic 15.11.15, 14:25
                        Jeszcze jedno, jak już tak szczerze rozmawiamy.

                        Kiedyś oficjalnie na Forum zadeklarowałaś, Pepsic, że zawsze będziesz mówić, to co myślisz. Wszyscy tu piszący łącznie ze mną przyklasnęli Ci, bo (myślę, że za wszystkich mogę to powiedzieć) szanujemy tu każdego rozmówcę i szanujemy cudze poglądy, nawet jeśli ich w większości nie podzielamy. Natomiast Ty, jeśli przeczytasz tu coś, co nie do końca zgodne z Twoimi poglądami załwszcza politycznymi, to za każdym razem wpadasz w histerię i śmiertelnie się obrażasz, ostentacyjnie znikasz bez słowa nie odzywając się przez kilka tygodni.
                        To jakże to tak? Szanujemy się wzajemnie czy nie?


                        Jestem zniesmaczona , Pepsic, że przypisujesz (i dlaczego piszesz post do Mani, a nie bezpośrednio do mnie?) mi brzydkie intencje, choć mój post nie zawierał niczego obraźliwego ani w stosunku do Ciebie, ani poglądów politycznych, które wyznajesz, ani partii , która popierasz, a tylko potwierdzenie faktu.
                        Natomiast Ty sama chwilę wcześniej zakładasz wątek z aroganckim i pogradliwym wobec inaczej myślących tytułem ("Dla wszystkich wielbicieli Bolka, Wałęsa , człowiek z nadziei"), i na dodatek, kiedy ja go lekko koryguje, Ty uparcie poprawiasz na swoje.
                        To kto tu powinien czuć się obrażony?

                        Jeszcze bardziej jestem zniesmaczona , że próbujesz szantażu ("Mnie tu wcale nie musi być") i usiłujesz ze mnie zrobić winną Twojej obrazy na CAŁE Forum (!), na wszytskich życzliwych Ci forumowiczów. Przecież w zasadzie tu wszyscy podzielają Twoje poglądy polityczne, potakują w wielu kwestiach. Mania od zawsze, Grek b. często, Bronte stara się być neutralna. Tylko ja jedna nie podzielam i nie zamierzam. Więc jeśli tak bardzo denerwuje Cię i doprowadza do szału to, co piszę, to po prostu wygaś mnie i więcej nie czytaj, proszę.

                        • siostra_bronte Parę słów 15.11.15, 15:51
                          Przepraszam, że się wtrącam, ale muszę coś napisać. Przykro mi, że znowu doszło do tak nieprzyjemnej sytuacji. Moje zdanie jest takie: każdy ma prawo do swoich poglądów politycznych. I prawicowiec, i komuch i nawet taki lewak jak ja :) Sęk w tym, że powinniśmy to umieć zaakceptować. Wszyscy tu mamy określone poglądy polityczne. Wdawanie się w dyskusje, próby przekonywania i nawracania na "właściwą" drogę nie mają żadnego sensu. I tyle. To trudne w ferworze dyskusji, ale trzeba się tego trzymać. Mam nadzieję, że ten spór szybko się skończy.
                          • barbasia1 Re: Parę słów 15.11.15, 16:09
                            Dzięki za mądry komentarz, Bronte. Podzielam od zawsze to stanowisko.

                            PS Ja się z nikim się nie spieram, bo nie widzę powodu do sporu, natomiast mówię Pepsic, co mnie zabolało.
                        • barbasia1 Re: Pepsic 15.11.15, 16:22
                          Korekta:

                          Kiedyś oficjalnie na Forum zadeklarowałaś, Pepsic, że zawsze będziesz mówić, to co myślisz. Wszyscy tu piszący łącznie ze mną przyklasnęli Ci, bo (myślę, że za wszystkich mogę to powiedzieć) szanujemy tu każdego rozmówcę i szanujemy cudze poglądy, nawet jeśli ich w większości nie podzielamy. I nikt tu nie strzelał fochów, nie reagował obrazą na Twoje czasem bardzo ostre i mocno krytyczne komentarze polityczne i nie tylko , zresztą i wcześniej też nigdy nic takiego nie miało miejsca. Natomiast Ty, przeczytaszwszy tu coś, co nie do końca zgodne z Twoimi poglądami zwłaszcza politycznymi, za każdym razem wpadasz w histerię i śmiertelnie się obrażasz, ostentacyjnie znikasz bez słowa nie odzywając się przez kilka tygodni.
                          To jakże to tak? Szanujemy się wzajemnie czy nie?
                • maniaczytania Barbasiu, 13.11.15, 22:43
                  może dajmy nowej władzy się wykazać, zanim zaczniemy oceniać ich wpływ na ramówkę itp.;)

                  Bo na razie to takie trochę wróżenie z fusów. Jak będą konkretne decyzje, to będziemy mogli je chwalić lub krytykować :)
                  • barbasia1 Re: Barbasiu - święte słowa, Maniu. 14.11.15, 16:43
                    maniaczytania napisała:

                    > może dajmy nowej władzy się wykazać, zanim zaczniemy oceniać ich wpływ na ramów
                    > kę itp.;)
                    > Bo na razie to takie trochę wróżenie z fusów. Jak będą konkretne decyzje, to bę
                    > dziemy mogli je chwalić lub krytykować :)

                    Tak. Tak. Masz całkowitą słuszność.
                    Zatem niech tak będzie.
                • grek.grek Re: "Wałęsa, człowiek z nadziei" 14.11.15, 14:23
                  Barbasiu, jak widać żadna polityczna rada starszych nie jest bez winy :]

                  tamci wtedy, ci obecni dzisiaj, a i przed jednymi i drugimi byli jeszcze inni, którzy też
                  swoje numery wykręcali. I po tych co przyjdą zaraz, następni będą i też swoje za uszami
                  mieć będą :]

                  taka jest rzeczywistość, i niewiele na to poradzimy.

                  myślę sobie, że grunt, to zachować dystans i humor wobec tych wszystkich sytuacji, bo
                  oni tam między sobą w ogole się nie kłócą. Co najwyżej na antenie albo w Sejmie. Teatr uprawiają. tym bardziej nam potrzeba ironii wobec nich :]

                  wg mnie, cały ten "Wałęsa" w wieczór 11/XI, to numer który zasługuje na potraktowanie żartem. w obie strony :] jesli był prowokacją i złośliwością, to wyszedł średnio i zbyt topornie, a jesli był gestem heroicznym odchodzacej ekipy, to zaiste śmiechu wartym i rażącym małostkowością.

                  • barbasia1 Re: "Wałęsa, człowiek z nadziei" 14.11.15, 16:35
                    > wg mnie, cały ten "Wałęsa" w wieczór 11/XI, to numer który zasługuje na potrakt
                    > owanie żartem. w obie strony :] jesli był prowokacją i złośliwością, to wyszedł
                    > średnio i zbyt topornie, a jesli był gestem heroicznym odchodzacej ekipy, to z
                    > aiste śmiechu wartym i rażącym małostkowością.

                    Z całym szacunkiem, IMO, doszukujesz się na siłę, czegoś czego NIE MA. Chyba ,że przyjąłeś prawicowy punkt widzenia, prawicowe schematy myślenia z myśleniem spiskowym i legendami o wszechobecnej zdradzie.

                    W tym roku przypada przecież okrągła 35. rocznica powstania Solidarności oraz 35. rocznicy podpisania Porozumień Sierpniowych.
                    O licznych uroczystościach upamiętniające te wydarzenia, w których zresztą, tak na marginesie, prezydent Lech Wałęsa nie uczestniczył , donosiły , jak pamiętasz, media.
                    Czy jest lepszy film na tę okazję , na świąteczny wieczór, na zakończenie Dzień Niepodległości niż "Wałęsa, człowiek z nadziei"? W dodatku to premierowo.


                    > tamci wtedy, ci obecni dzisiaj, a i przed jednymi i drugimi byli jeszcze inni,
                    > którzy też swoje numery wykręcali. I po tych co przyjdą zaraz, następni będą i też swoje z
                    > a uszami mieć będą :]

                    Tu się zgadzam. :)
                    • grek.grek Re: "Wałęsa, człowiek z nadziei" 14.11.15, 17:29
                      skądże znowu, Barbasiu ;]

                      wiesz, ja dostrzegam jednak - przy czym : mogę się mylić i możliwe nawet, ze się mylę na całej linii - dwie strony tego konfliktu. I coraz częsciej wydaje mi się, że są one siebie warte :]

                      rozumiem w pełni Twoje argumenty, Barbasiu, i absolutnie nie odmawiam im słuszności.
                      rozumiem też jednak sposób postrzegania rzeczywistości przez stronę przeciwną, w tym wypadku reprezentowaną przez Pepsic.

                      a przede wszystkim, wiesz... jesli zgodzimy się, że obie strony tego polityczno-społecznego dyskursu używają różnych sposobów na przekonanie do własnych racji i chętnie robią tym drugim na złośc, to - w tym kontekście - decyzja TVP o takiej a nie innej projekcji w wieczór 11/XI, może budzić przynajmniej wątpliwości albo, nah... ;], podejrzenia. Nie sądzisz ? :]
          • pepsic "Wałęsa, człowiek z nadziei" 13.11.15, 22:32
            Wracając do meritum pozostawiając fakty historyczne na boku. Więckiewicz zrobił z Wałęsy większego prostaka, niż w rzeczywistości. Ciekawe, czy specjalnie, czy przypadkiem. W każdym razie w tamtych solidarnościowych czasach miałam inne wrażenie. Z kolei esbecja, jak również stan wojenny i opozycjoniści to zabawa w przedszkole. Sam pomysł na wywiad z Orianą Fallaci oraz warsztat reżyserski nawet nie jest zły. Pani Danuta ślicznie wygląda, jest elokwentna, ma balejaż, zadbane paznokcie, 6 dzieci i zawsze jest staranie uczesana. Pana mistrza zanadto poniosło. Dzisiaj w nocy powtórka.
            • grek.grek Re: "Wałęsa, człowiek z nadziei" 14.11.15, 14:30
              nie oglądałem :]
              i chyba nie będę próbował, bo nie ufam panu Wajdzie, który zapędził się w ostatnich czasach w nadskakiwaniu komu-trzeba.

              podtrzymam jednak opinię, że gdyby cały koncept oprzec na kameralnie sfilmowanym wywiadzie, w którym dziennikarka i pan solidarnościowiec ścierają się w opiniach, zarysowują się portrety psychologiczne, dramaturgia ma miejsce w dialogach, a poglądy i wizja świata, oraz moment historyczny, wyrażone zostają w słowie, a nie w przedstawianiu kanonicznych scenek bioograficznych, to być moze udało by się zrobić film, którym zainteresowałby się świat.

              "Wałęsą" nikt się nie zainteresował, bo formuła - bazuję ciągle na recenzjach i opisach - jest anachroniczna, a sama osobistośc w ogóle nikogo nie obchodzi, bo decyduje już nie nazwisko, a to czy bohater jest interesująco opisywany, słowem - czy sprawdza się jako ekranowa postać. Jesli nie, to nic mu nie pomoże.

              a Polska zgłaszała "Wałesę" do OScara, zdaje się ? o naiwności ';]
              • maniaczytania Re: "Wałęsa, człowiek z nadziei" 14.11.15, 14:41
                grek.grek napisał:

                > a Polska zgłaszała "Wałesę" do OScara, zdaje się ? o naiwności ';]

                I to chyba zamiast "Chce się żyć" ...
                • grek.grek Re: "Wałęsa, człowiek z nadziei" 14.11.15, 17:31
                  o zgrozo... :]
            • barbasia1 Re: "Wałęsa, człowiek z nadziei" 14.11.15, 16:39
              pepsic napisała:

              > Wracając do meritum pozostawiając fakty historyczne na boku.

              Zgadzam się z Twoim postem. Z jednym zastrzeżeniem , to nie Więckiewicz zrobił z Wałęsy większego prostaka, niż w rzeczywistości, tylko scenarzysta, który, mówił o tym wprost, nie chciał tej postaci robić na kolanach.
        • pepsic Re: "Wałęsa, człowiek z nadziei" 13.11.15, 21:09
          Czy mam rozumieć, że dotychczasowy poziom i oferta programowa telewizji publicznej od 8 lat był zadowalający? To by sie jednak kłóciło z Twoimi licznymi, krytycznymi opiniami. Czy nie chodzi zatem o udowadnianie za wszelka cenę własnych racji?
          • barbasia1 Re: "Wałęsa, człowiek z nadziei" 14.11.15, 18:06
            pepsic napisała:

            > Czy mam rozumieć, że dotychczasowy poziom i oferta programowa telewizji publicz
            > nej od 8 lat był zadowalający? To by sie jednak kłóciło z Twoimi licznymi, k
            > rytycznymi opiniami. Czy nie chodzi zatem o udowadnianie za wszelka cenę własn
            > ych racji?

            Pepsic, może nie zauważyłaś, ale w ostatnim czasie (za rządów PO oczywiście :), wiele zmieniło się na dobre, zwłaszcza po rezygnacji TVP z emisji na satelicie Astra, myślę tu o polepszeniu oferty programowej głównie moich ulubionych kanałów, TVPKultura i TVPHistoria.

            Grek, napisał zresztą jakiś czas temu pochwalny pean na ten temat.


            forum.gazeta.pl/forum/w,14,156183540,156183540,TVP_Kultura_na_poziomie_swiatowym_Brawo_.html
            Pod którym się podpisuję. Oferta zrobił się tak bogata i ciekawa, że nie ma możliwości ogarnąć wszystkiego.
      • grek.grek Re: Coś dla fanów Bolka "Wałęsa, człowiek z nadzi 12.11.15, 10:57
        w sumie, mogli dać coś bardziej oględnego :] to jest fakt. wygląda to na demonstrację.
        • barbasia1 Re: "Wałęsa, człowiek z nadziei" 12.11.15, 21:44
          grek.grek napisał:

          > w sumie, mogli dać coś bardziej oględnego :]

          Tak, mogli dać "Ciacho" , żeby ludziska ubawili po pachy.

          > to jest fakt. wygląda to na demonstrację.

          Demonstrację? Fakty z historii Polski o których dzieci się uczą w szkołach są demonstracją?

          • grek.grek Re: "Wałęsa, człowiek z nadziei" 13.11.15, 11:16
            o, może nie aż tak, Barbasiu ;], ale mogli puścić jakkiś film dotyczący losów Polski, a nie pana Wałęsy osobiście.
            • barbasia1 Re: "Wałęsa, człowiek z nadziei" 13.11.15, 19:16
              grek.grek napisał:

              > o, może nie aż tak, Barbasiu ;], ale mogli puścić jakkiś film dotyczący losów P
              > olski, a nie pana Wałęsy osobiście.

              Ale akurat całe dorosłe życie pana Wałęsy ściśle splata się z historią Polski XX wieku!?
              i to z kluczowymi wydarzeniami.

              Dlaczego więc nie puszczać w taki szczególny dzień jak Dzień Niepodległości filmu, premierowego zresztą, o losach Wałęsy, nie muszę chyba nikomu przypominać, współzałożyciela i pierwszego przewodniczącego NSZZ "Solidarność" i przywódcy wielkiego ruchu społecznego, który zapoczątkował przemiany w Polsce w , całej Europie Wschodniej. Człowieka uznanego w 1999 roku przez tygodnik „Time” za jednego ze 100 najważniejszych ludzi stulecia !
              • grek.grek Re: "Wałęsa, człowiek z nadziei" 14.11.15, 14:36
                Barbasiu - niby TAK, ale jednocześnie ruch Solidarnośc, to była 10-milionowa organizacja, a przywódców godnych upamiętnienia było wielu.

                Pozostaje też kwestia działalności pana Wałęsy po 89 roku. Nie była to karta szczególnie imponująca.

                Moim zdaniem, jeśli TVP chciała filtrować polską niepodległośc przez jakieś konkretne zdarzenie - mogła puścić film dokumentalny o Solidarności, skoro już ją uznano za najbardziej pasującą do tej daty i jej sensu. Filmów dokumentalnych o Solidarności TVP ma na składzie całkiem sporo, katowała nimi widownię nader często, w ostatnich latach ;]]
                • barbasia1 Re: "Wałęsa, człowiek z nadziei" 14.11.15, 17:43
                  grek.grek napisał:

                  > Barbasiu - niby TAK, ale jednocześnie ruch Solidarnośc, to była 10-milionowa or
                  > ganizacja, a przywódców godnych upamiętnienia było wielu.

                  Oczywiście masz rację. Ale akurat Wajda wybrał sobie postać Wałęsy , miał takie prawo, i przez pryzmat jego losów opowiedział o ważnych dla historii Polski wydarzeniach. A Volker Schlöndorff zrobił film o Annie Walentynowicz. O innych godnych upamiętnienia przywódcach, wierzę, też powstaną filmy w przyszłości.

                  > Pozostaje też kwestia działalności pana Wałęsy po 89 roku. Nie była to karta sz
                  > czególnie imponująca.

                  To temat na odrębną historię. Film Wajdy kończy się słynnym przemówieniem Lecha Wałęsy w amerykańskim Kongresie 15 listopada 1989.

                  > Moim zdaniem, jeśli TVP chciała filtrować polską niepodległośc przez jakieś kon
                  > kretne zdarzenie - mogła puścić film dokumentalny o Solidarności [...]

                  Już się tak ustaliło, że trudniejsze w odbiorze dla przeciętnego widza filmy dokumentalne, historyczne filmy dokumnentalne można sobie obejrzeć na powszechnie dostępnych kanałach TVPHistoria, TVPKultura.
                  • grek.grek Re: "Wałęsa, człowiek z nadziei" 16.11.15, 12:39
                    yes, Historia pokazuje wiele dokumentów dot. polskiej państwowości.

                    tak sobie myślę, ze jednak, biorąc pod uwagę ile narosło wokół p.Wałęsy niedomówień i sprzecznych opinii, i podtrzymam opinię, że TVP mogła wykazac się neutralnością i pokazać dokument dotyczący ruchu SOlidarność jako takiego, a nie osobiście jego lidera.

                    rozumiem wszelako Twoje argumenty, Barbasiu, i absolutnie wartości oraz słuszności im nie odmawiam.

                    może to po prostu kwestia kątu vel kąta, pod którym patrzy się na całą sprawę :]
                    • pepsic Re: "Wałęsa, człowiek z nadziei" 17.11.15, 20:49
                      Ale dlaczego tak się uparłeś na Solidarność;) Wszak rocznica odzyskania niepodległości kojarzy się bardziej z Piłsudskim i legionami, czyli jak wspominasz powyżej z państwowością.
                      • grek.grek Re: "Wałęsa, człowiek z nadziei" 18.11.15, 11:26
                        ;]
                        wiesz, Pepsic, jak już TVP zdecydowała się prześwietlać losy polskiej państwowości przez pryzmat lidera Solidarności, to zaproponowałem jakieś bardziej ogólne podejście do tematu ;]

                        jak dla mnie, strzał z "Wałęsą. Człowiekiem..." był zupełnie nietrafiony i po bandzie, odlot w rejony politycznych skojarzeń, może prowokacja. tyle jest róznych terminów, w których można by ten film pokazać, tyle dat związanych z Solidarnością, a i z samym panem prezydentem, z jego Noblem i innymi wydarzeniami z jego osobistej biografii przecinajacej się z historią państwa...

                        wg mnie, jakiś pojemny dokument traktujący o historii polskiej państwowości byłby idealnie pasującym do kontekstu 11 listopada.

                        z tego, co pamiętam, TVP ma takie filmy w archiwum.


                        • pepsic Re: "Wałęsa, człowiek z nadziei" 19.11.15, 18:18
                          jakiś pojemny dokument traktujący o historii polskiej państwowości byłby idealnie pasującym do kontekstu 11 listopada.
                          Dokładnie o tym samym myślałam, tylko nie potrafiłam tak ładnie ubrać w słowa:)
          • pepsic Re: "Wałęsa, człowiek z nadziei" 13.11.15, 20:50
            Fakty z historii Polski o których dzieci się uczą w szkołach są demonstracją?
            Tylko współczuć uczniom takich nauczycieli historii.
            • barbasia1 Re: "Wałęsa, człowiek z nadziei" 14.11.15, 17:49
              pepsic napisała:

              > Fakty z historii Polski o których dzieci się uczą w szkołach są demonstracją
              > ?

              > Tylko współczuć uczniom takich nauczycieli historii.

              Chcesz powiedzieć, że złym nauczycielem jest człowiek, który uczy, że była taka postać w historii Polski jak Lech Wałęsa?
    • grek.grek Kultura 15:00 "Słodkie życie" 12.11.15, 10:40
      komentarz zapowiadająco-wyjaśniająco-zachęcający, byłby chyba tutaj wręcz niestosownością :]]
      • barbasia1 Re: Kultura 15:00 "Słodkie życie" 13.11.15, 20:13
        :)


        Nie wiem, czyśmy to odnotowali, 11 stycznia 2015 roku w wieku 83 lat w szpitalu w Rocca Di Papa nieopodal Rzymu zmarła Anita Ekberg (Sylvia w "Słodkim życiu").

        www.tvn24.pl/kultura-styl,8/nie-zyje-anita-ekberg-smierc-aktorki-la-dolce-vita,504991.html
        • grek.grek Re: Kultura 15:00 "Słodkie życie" 14.11.15, 14:37
          dzięki :]

          film zaś nie starzeje się, to niezwykłe.
          • siostra_bronte Re: Kultura 15:00 "Słodkie życie" 14.11.15, 14:40
            Bo to arcydzieło!

            Przy okazji, wypatrzyłam w Kulturze kolejne filmy Felliniego, już kiedyś o tym wspominałeś. W najbliższy piątek "Satyricon", tydzień później "Rzym". Oba widziałam ale dawno temu, więc chętnie sobie przypomnę.
            • grek.grek Re: Kultura 15:00 "Słodkie życie" 14.11.15, 17:24
              yes!

              o, mam nadzieję obejrzeć, dzięki za informację, Siostro.

              ciekawe, ze Kultura pomija jakoś "La Stradę" ?
    • grek.grek Kultura 21:15 "Okno na podwórze" 12.11.15, 10:41
      to druga częśc dzisiejszego Trójskoku, do którego - o ile też udało się Wam... wyczyścić [sobie] przedpole, hehe - gorąco Was zachęcam.

      klasyk. No klasyk. Po prostu klasyk :]
    • grek.grek Kocham Kino 21:15 12.11.15, 10:42
    • grek.grek Kocham Kino 21:45/4:05 "Blue Jasmine" 12.11.15, 10:55
      jak to poszło bez :"treści komentarza" ? ;]

      wszyscy/wszystkie Panie już chyba widziałyście ten film, więc w zasadzie powinien napisać, że dzisiaj szansa dla marudera, czyli dla mnie, żeby wreszcie się z nim zapoznać.

      znów Nowy Jork u Allena.
      Jasmine ma bogatego męża i żyje jak pączek w maśle. Wszystko się kończy, kiedy mąż zostaje złapany na finansowych przekrętach, wpakowany do celi, a całe bogactwo i pączkowanie Jasmine przepada z dnia na dzień, co wpędza ją w przygnębienie. Jasmine ze wstydem rejteruje z Nowego Jorku i wprowadza się do siostry Ginger, mieszkającej w San Francisco. I tam zapewne też się sporo dzieje, jak to u mistrza.

      czyżby Allen chciał pokazać stan umysłu i życiowego zagubienia ofiary kryzysu ekonomicznego w Ameryce ? Jesli tak, to trzeba mu przyznać, że świetnie wybrał. Większość komentatorów i obserwatorów skupia się raczej na klientach banków. Tutaj jest żona finansisty, który maczał paluchy w całym procederze. W sumie... nie jest niczemu winna, ale dostaje w tyłek nie gorzej niż wydutkani przez banksterów "szarzy" ludzie, którym wciskano kredyty, a jak bańka pękła zaczęto odbierać mieszkania.

      no i, jak sądzę, nie zabraknie też allenowskich dialogów, monologów, sytuacji i bon motów ? :]
      • siostra_bronte Re: Kocham Kino 21:45/4:05 "Blue Jasmine" 12.11.15, 14:14
        Ja nie widziałam!
        • grek.grek Re: Kocham Kino 21:45/4:05 "Blue Jasmine" 13.11.15, 11:12
          udało Ci się obejrzeć, Siostro ?
      • maniaczytania Re: Kocham Kino 21:45/4:05 "Blue Jasmine" 12.11.15, 21:19
        ja też nie widziałam, i pewnie dziś też nie zobaczę ;)
        • grek.grek Re: Kocham Kino 21:45/4:05 "Blue Jasmine" 13.11.15, 11:12
          może jednak, Maniu ?
      • barbasia1 Re: Kocham Kino 21:45/4:05 "Blue Jasmine" 12.11.15, 22:27
        > W sumie... nie jest niczemu winna, ale dostaje w tyłek nie gorzej niż wydutkani przez banks
        > terów "szarzy" ludzie, którym wciskano kredyty, a jak bańka pękła zaczęto odbierać mieszkania.


        Ale Jasmine korzystała z pieniędzy oszukiwanych przez męża ludzi. Nie wiedziała o tym? Nie chciała wiedzieć? Czy jakaś część winy nie spada i na nią?

        Już trwa ... :)
        • grek.grek "Blue Jasmine" - słowa dwa 13.11.15, 10:56
          to prawda, Barbasiu.

          generalnie, gdyby nie charakterystyczna [dla jego ostatnich filmów] stylistyka, nie mniej charakterystyczne swingi wypełniające tło i świadomośc, że to jego film - nigdy bym nie posądził Allena o autorstwo. Nie ma tutaj zbyt wielu efektownych onelinerów i innych stałych fragmentów programu.

          A sama Jasmine jest pięknie poprowadzona od babki, której skończyło sie wygodne życie, w którym głównie lezała i pachniała, do kobiety mającej za sobą dramat. Wszystko to dzięki
          narracji uprawianej za pomocą przeplatania wydarzeń aktualnych z retrospekcjami. Dopiero w finale - spoiler ! -... wychodzi na jaw, że Jasmine dostała mocno po głowie, zanim męża milionera aresztowano za przekręty i wsadzono do paki, w której się powiesił.

          Mąz ją zdradzał z każda napotkaną, a ona nic nie wiedziała [my niby wiemy, ale nie wiemy, czy ona wie]. Gorzej : cała smietanka towarzyska NY wiedziała, podczas gdy ona nie miała o niczym pojęcia. Jakby mąz sobie zdradzał, bo może dałoby się jeszcze jakoś to odkręcić, ale on się zakochał w nastolatce i już postanowił dać odprawdę Jasmine. Kiedy się o tym dowiaduje - przeżywa szok, i - niech mnie kule biją jesli jest inaczej - ten szok naprawdę się czuje z ekranu. Tak doskonale przez 5 kwadransów budowany jest obraz jej tęsknoty za dawnym życiem, że można sobie wyobrazić jakim ciosem była dla niej informacja, że przestanie go używac, bo mąż ją porzuci.

          Postawiona w sytuacji bez wyjścia, kabluje na niego i jego wielomilionowe przekręty. To też jest mocne, bo aby ratować... chyba resztkę godności ?, podcięła gałąź na której sama siedziała.

          Przed tymi retrospekcjami, i po nich - w ostatniej scenie, Jasmine jest postacią smutną. Już sam wstęp, kiedy terroryzuje słowotokiem swoją współpasażerkę z samolotu, świadczy że coś z nią nie tak. Nawet w Ameryce, ludzie nie opowiadają nieznajomym całego swojego życia, zwłaszcza nieproszeni, hehe.

          W ostatniej scenie, porzucona ponownie przez mężczyznę, łapie bogu ducha kobiecinę siedzącą na ławce i zasypuje ją zwierzeniami, patrząc tępo przed siebie. Cate Blanchett nie ma w tej scenie makijażu, jest dojmująco tragiczna. Tyle razy Allen chciał pokazać tragizm rodem z rosyjskich powieści, i w tym jednym kadrze udało mu się zawrzeć wszystko, co powiedzieć chciał.

          Jaki jest kontrast między Jasmine, a jej siostrą, nie ?
          Tamta jest otwarta, symatyczna, i cieszyłaby się tym, co ma, gdyby nie Jasmine, która nawija jej makaron na uszy, że "powinna chcieć więcej". Atakuje ją, a w gruncie rzeczy atakuje swój własny los. Bo nagle, bez męża milionera, pałaców, zakupów w najlepszych markowych sklepach, i spotkan z socjetą nowojorską - Jasmine dostzrega że jest dokładnie taka sama jak Ginger. Jak ta gorsza siostra. A nawet nie jest na tyle udana, co ona, bo przecież mieszka w jej chałupie, nie ma stałego dochodu i generalnie nic nie potrafi. Jedyna szansa to złapanie kolejnego bgatego, wpływowego mężczyzny, żeby się uwiesić na jego ramieniu. To Jasmine umie - być reprezentacyjną żoną swojego męża :] Polityka z posiadłością i perspektywą spędzenia paru lat na salonach Wiednia. Nie jakiegoś sliniącego się dentysty ;]

          Jasmine zawiera kontrakty. Dlatego polityk z nią zrywa. Towar wadliwy, reklamacja, noga, d,pa, brama. Ginger kieruje się uczuciem. Pierwszy jej związek rozpada się, poniekąd z winy Jasmine. W drugim też Jasmine jej przeszkadza, bo ciągle uznaje jej chłopaka za cieniasa i poucza siostre, ze powinna znaleźć sobie lepszego. To są zresztą gorzko-śmieszne sceny : dołująca Jasmine robi wykłady o życiu i wyborach. I nawet jak obrywa prosto w twarz tekstem "Ja nie jestem złodziejem, uczuciwie pracuję", od tego pogardzanego chłopaka, zupełnie nie ma ochoty się zamknąć :]

          Rewelacyjna jest scena, kiedy Ginger i jej pierwszy chłopak Oggy, dwoje sympatycznych ale jednak ludzi z niższej klasy, odwiedzają Hala i Jasmine na ich salonach - te miny Hala, te usiłowanie Jasmine, żeby nie dać im do zrozumienia, jak bardzo są niemile widziani, i wreszcie ten zduszony jęk Jasmine "PIĘĆ DNI !... [mamy się z nimi tutaj męczyć]". Mistrzostwo.

        • grek.grek "Blue Jasmine", no to jeszcze słowo 13.11.15, 11:12
          Świetna jest też scena końcowa, kiedy wstępnie upojona perspektywą szczęścia u boku rokującego polityka, kongresmena in spe, Jasmine zostaje zrzucona na dno Hadesu, gdy oboje spotykają na ulicy Oggy'ego, który bezlitośnie wypomina Jasmine, że jej mąz, Hal, utopił jego i Ginger pieniądze w nieudanej inwestycji, przez co rozpadł się związek Ginger i Oggy'ego.

          Polityk dowiaduje się zatem o tym, kim jest Jasmine i jej marzenie pryska jak bańka mydlana, bo żona cezara musi być nieskazitelna. Kontrakt. Po prostu, kontrakt. "MYslałaś że się nie dowiem ?!", wścieka się pan polityk. Yup, takiego trupa żadna szafa nie ukryje.

          Jaka urodziwa zemsta oszukanego ludu na złodziejskich banksterach, prawda ?

          Istotny jest też wątek syna Hala. Symbol nowego, lepszego pokolenia ? Po informacji o ojcowskich przekrętach, rozczarowany i załamany rzuca dom, studia, świetne plany, zatrudnia się w jakimś małym sklepiku z używanymi instrumentami muzycznymi. Jasmine go odiwedza i dowiaduje się, że i on nie zapomniał dawnych czasów, ale zapamiętał je inaczej niż ona. Nie jako rzecz do wspominania, ale historię do zapomnienia.

          I dokąd Jasmine pójdzie z tej ławeczki ? To naprawdę cięzka scena, bo kamera zostawia ją w momencie, w którym ona nie ma dokąd pójść, nawet jesli ma na sobie zachomikowane najlepsze marki ciuchów i butów. Mocna scena, mocny finał, aż nie-allenowski.

          Cate Blanchett rozbija bank, jest tak denerwująca, a z czasem - tak przejmująco tragiczna, że ten Oscar, czy ona tam dostała ;], choćby tylko za kilka najlepszych momentów, trafił pod właściwą strzechę.

          Sally Hawkins bezbłędna, jako jej alter ego, ale jednocześnie też ma przecież swoje problemy z tożsamością. Całe życie była tresowana w poczuciu bycia "gorszą", z "gorszymi genami", straciła oszczędności, rozpadł się jej związek, romans z żonatym [który wydawał się idealnym materiałem na partnera]. Ma jednak podstawy, których może się trzymać. Dzieci, praca, "cienias" ;] Coś ma. Jasmine nie ma nic. I chyba to ją również dobija - że koniec końców nie róznią ich żadne "geny", a podejście do życia, obie są zaś ofiarami wychowania róznicującego dzieci, które zafiksowuje je na bycie "księżniczkami" i "kopciuszkami". Kopciuszek jakoś się urządził, Księzniczka spadła z konia i leży.

          komiczny jest Michael Stuhlbarg, dentysta uwodziciel ;'] Peter Sarsgaard gra chyba jedną rolę w kółko, w ktorym filmie by się nie pojawił. Alec Baldwin odrestaurowany przez Woody'ego. Ale i tak "crew" z otoczenia Ginger, to są aktorskie popisy dnia :]

          świetne. I bardzo celne.
          Ameryka liże rany po kryzysie. Mądre i na czasie.
          • siostra_bronte Re: "Blue Jasmine", no to jeszcze słowo 13.11.15, 13:41
            Wygląda na to, że Allen powinien jednak kręcić filmy w Stanach, bo lepiej mu to wychodzi.

            W sumie obejrzałam z przyjemnością. Ale...Jak na komediodramat, jak określono film za mało tu komedii. Uśmiechnęłam się parę razy i już ("dowcipy o Polakach nikogo nie śmieszą"). Sama historia Jasmine ciekawa, Clate Blanchett rzeczywiście jest świetna. I znowu ale...Po obejrzeniu filmu szybko o nim zapomniałam. Nie wzbudził we mnie żadnej refleksji czy głębszych emocji.

            Co do polityka to bym się nie czepiała. Każdy by się wkurzył, gdyby się okazało, że przyszła żona/mąż oszukiwał co do swojej przeszłości, łącznie z faktem posiadania dzieci! Jak można komuś takiemu zaufać?

            Zakablowanie męża przez Jasmine było efektowne, ale mało realistycznie. Telefon do FBI nie wystarczy, żeby od razu zjawili się funkcjonariusze z nakazem aresztowania. Do tego trzeba mieć jakieś dowody.

            W sumie lepiej niż w europejskich filmach Allena, ale wciąż pozostaje duży niedosyt.

            • grek.grek Re: "Blue Jasmine", no to jeszcze słowo 13.11.15, 15:45
              to prawda.

              ale ja bym ostrożnie bronił jego "europejskich" filmów. Są inne niż wszystko co nakręcił wcześniej, ale nie brak im swoistego wdzięku.

              ciekawa opinia. Fakt, ja też nie znajduję dzisiaj w sobie żadnego odium po tym filmie.

              staram się nie czepiać ;]
              wiesz, jesli jednak polityk stawia wyżej od uczucia względy własnego powodzenia karierowiczowskiego, to znaczy że to uczucie było miałkie i bez znaczenia.

              wydaje mi sie, Siostro, że tam bardziej jednak chodziło o to, że z TAKĄ ! żoną, aspirujący polityk nie może się pokazać, a nawet z TAKĄ kobietą nie powinien być łączony. Nie była to, wg mnie, kwestia kłamstwa czy braku zaufania. To by można zracjonalizować jej zawstydzeniem przeszłością.

              to prawda.
              może po prostu film pokazuje tylko pierwszy moment, decyzję Jasmine, a aresztowanie męza następuje w jakiejś perspektywie czasowej, zaś dowody pojawiają się już całkiem poza zainteresowaniem kamery ? w filmie jest to zbitka obrazów, w samej opowieści może ona jednak abstrahować od zbieżności terminów.

              jesteś wymagającą sympatyczką Allena, Siostro :]]
              • siostra_bronte Re: "Blue Jasmine", no to jeszcze słowo 13.11.15, 16:00
                No niestety, trudno mi się pogodzić z tym, że Woody tak się rozmienia na drobne. Ale musisz przyznać, że wobec tego filmu jestem wyjątkowo łaskawa :)
                • grek.grek Re: "Blue Jasmine", no to jeszcze słowo 14.11.15, 14:38
                  przyznaję z ochotą, Siostro :]
              • pepsic Re: "Blue Jasmine", no to jeszcze słowo 13.11.15, 21:01
                tam bardziej jednak chodziło o to, że z TAKĄ ! żoną, aspirujący polityk nie może się pokazać, a nawet z TAKĄ kobietą nie powinien być łączony.
                Moim zdaniem chodziło o kłamstwo i utratę zaufania, czyli pełna zgoda z siostrą.
            • pepsic Re: "Blue Jasmine", no to jeszcze słowo 13.11.15, 20:53
              Każdy by się wkurzył, gdyby się okazało, że przyszła żona/mąż oszukiwał co do swojej przeszłości, łącznie z faktem posiadania dzieci!
              To nie był syn Jasmine, tylko męża z poprzedniego związku.
              • grek.grek Re: "Blue Jasmine", no to jeszcze słowo 14.11.15, 14:38
                yes, Pepsic :]
                dzięki za sprostowanie.
          • pepsic Re: "Blue Jasmine", no to jeszcze słowo 13.11.15, 20:59
            Tak sie na gorąco entuzjazmowałam:
            Nareszcie "Blue Jasmine" znalazło się w moim zasięgu. Jak przewidywałam, film nakręcony specjalnie dla mnie;) Absolutna rewelacja pod względem scenariuszowym, w końcu klasyk, tudzież aktorskim. Gdyby nie ostatnie doniesienia około pedofilskie wokół osoby reżysera, co do których poszlaki wydają się niestety być mocne, śmiem przypuszczać, że wszystkie trzy nominacje oscarowe śmiało zamieniłyby się w Oscary. Scena filmu: szwagier w obecności kolesia skądinąd sympatycznego, nieproszony udziela dobrych rad Jasmine przy okazji wyśmiewając dotychczasowe jej życie i górnolotne plany na przyszłość, a która za wszelką cenę stara się wyjść z ataku z godnością. Cytat filmu, kiedy porzucona kochanka dowiaduje się, że tenże ma żonę i że powinna się była domyśleć: "Nie, nie zrozumiałam, że jesteś żonaty".
            I krótkie podsumowanie: Kate Blanchett jesteś wielka:)
            • grek.grek Re: "Blue Jasmine", no to jeszcze słowo 14.11.15, 14:40
              opinie jawnie entuzjastyczna :]]

    • grek.grek 20:00 Stopklatka "Była sobie dziewczyna" 13.11.15, 11:18
      znów :]
      ale to dobrze, bo film wart obejrzenia [ponownego - także]

      Siostro, czy ja dobrze pamiętam, że jeszcze nie widziałaś ? :]
      zachęcam zatem :]

      Ciekaw jestem [jesteśmy !] Twojej opinii - o filmie, no i o wyborach bohaterki.
      • siostra_bronte Re: 20:00 Stopklatka "Była sobie dziewczyna" 13.11.15, 13:29
        Widziałam i byłam mocno krytyczna wobec bohaterki. I byłam zaskoczona, że przymykasz oko na to, że chciała wygodnego życia kosztem okradanych nieszczęśników!
        • grek.grek Re: 20:00 Stopklatka "Była sobie dziewczyna" 13.11.15, 15:38
          a jednak :]
          przepraszam za niedopatrzenie.
          odnajdę w archiwum Twoje wypowiedzi [pogubiłem się, bo tyle razy mówiliśmy o tym filmie, że w maliny mnie to wpędziło, jak widać].

          nie zdołam chyba odkręcić swojej opinii o wyborach i decyzjach Jenny.
          inna rzecz, że gdyby była bez sumienia i moralności, to zapewne zgodziłaby się na rolę utrzymanki/kochanki swojego niedoszłego męża.
          Miała jednak jakieś hamulce.
          No i koniec końców kończy się ta opowieść, w miarę optymistycznym obrazkiem, a nawet praworządnym ;]
          • siostra_bronte Re: 20:00 Stopklatka "Była sobie dziewczyna" 13.11.15, 16:03
            Hehe, zdarza się. Mieliśmy długą dyskusję na temat tego filmu!

            W Jenny odezwało się sumienie, kiedy dopadła ją kobieca zazdrość. Ale już okradanie ludzi jej nie przeszkadzało. Niestety to ją dyskwalifikuje w moich oczach.
            • grek.grek Re: 20:00 Stopklatka "Była sobie dziewczyna" 14.11.15, 14:50
              no własnie, to jest pytanie : na ile można przymknąć oko, kiedy w grę wchodzi realizacja marzeń ?

              mnie się podobała wizja Jenny, i na swoją obronę dodam, że reżyser tak pokazał jej rodzinny dom [rodzice będący dla niej obrazkiem niej samej i jej domu za 30 lat], potencjalnego kandydata na męża [rówieśnik szkolny,za 30 lat przypominający jej zrzędliwego ojca, a ona sama = swoją matkę przywiązaną razem z ojcem do kanapy i kuchenki ], przyszłośc zawodową [pani profesorka od angielskiego mordująca się z beztalenciami], że ten - zgadzam się - pewien cynizm został tym sposobem usprawiedliwiony.

              • siostra_bronte Re: 20:00 Stopklatka "Była sobie dziewczyna" 14.11.15, 15:09
                Czyli zostajemy przy swoich opiniach :) Realizowaniu marzeń drogą przestępstwa mówię stanowcze nie! Nie chodzi o to, żeby być świętym, w życiu trzeba czasem trochę kombinować i iść na kompromis z własnym sumieniem, dla własnego dobra. Ale udział w przestępczej to już przekroczenie granicy.
                • siostra_bronte Re: 20:00 Stopklatka "Była sobie dziewczyna" 14.11.15, 15:15
                  *przestępczej działalności
                • grek.grek Re: 20:00 Stopklatka "Była sobie dziewczyna" 14.11.15, 17:22
                  yes :]

                  zgadzam się z Tobą... co do ogólnych założeń :]

              • barbasia1 Re: 20:00 Stopklatka "Była sobie dziewczyna" 14.11.15, 17:27
                grek.grek napisał:

                > no własnie, to jest pytanie : na ile można przymknąć oko, kiedy w grę wchodzi r
                > ealizacja marzeń

                Właśnie, czy warto realizować marzenia obierając drogę na skróty, w dodatku pokrętną drogę na skróty?

                > mnie się podobała wizja Jenny, i na swoją obronę dodam, że reżyser tak pokazał
                > jej rodzinny dom [rodzice będący dla niej obrazkiem niej samej i jej domu za 30 lat],

                Ale Jenny miała wspaniałą rodzinę, wspaniałych, kochających, wspierających i motywujących ją rodziców. Może nawet trochę za dobrych. Może też naiwnych. Nie pogonili wcześniej felernego absztyfikanta.

                • grek.grek Re: 20:00 Stopklatka "Była sobie dziewczyna" 14.11.15, 17:40
                  wiesz, Barbasiu, może wszystko zależy od kalibru marzeń ? ;]

                  poza tym, owszem, podwędzili starszej pani cenny antyk, ale... starsza pani nawet nie wiedziała, co posiada, mogłaby umrzeć, a antyk rozdrapaliby inni cynicy, więc dlaczego nie oni, dlaczego nie teraz, może... kto pierwszy, ten lepszy ? :]

                  idę w relatywizm zupełny, wiem... :]]

                  zgadzam się - rodzina kochająca, a chłopak miły.

                  nie zgadzam się - rodzina dusząca, a chłopak nieciekawy :]

                  spójrz : ojciec to sknerus bez fantazji; matka usychająca razem z nim między lodówką, a kuchenką; chłopak miły, ale o czym wykształcona, fantazyjna Jenny może z nim rozmawiać czy tam robić cokolwiek ?

                  przefiltrujmy to przez JEJ, Jenny, wrażliwość, poziom wykształcenia, inteligencję - wychodzi na to, ze rodzina i chłopak są mili i dobrzy, ale nie pomogą jej zrealizować marzeń i nie pomogą żyć pełnią.

                  no i pani od angielskiego, czyli Jenny za 25 lat. sprawdzająca słabe wypracowania swoich uczniów, wypierająca świadomośc, że coś w życiu przegapiła.

                  Jenny jest inteligentna ponad miarę, doskonale rozumie rzeczywistośc i boi się bycia taką jak oni wszyscy. Boi się tej szarości, jaka bije wręcz od nich. Do teg o dochodzi kontakt z Dawidem i jego przyjaciółmi, smak tego życia jakie może prowadzić w ich towarzystwie. kontrast jest ogromny.
                  • barbasia1 Re: 20:00 Stopklatka "Była sobie dziewczyna" 14.11.15, 17:53
                    > zgadzam się - rodzina kochająca, a chłopak miły.

                    O! Właśnie! Zapomniałam, ze ten młodziutki skromny chłopka też był miły i szalenie sympatyczny. :) Nie zapowiadał się wcale na zgreda na starość.
                  • siostra_bronte Re: 20:00 Stopklatka "Była sobie dziewczyna" 14.11.15, 18:25
                    Na szczęście to atrakcyjne życie na koszt innych szybko się kończy dla Jenny :)
                    • grek.grek Re: 20:00 Stopklatka "Była sobie dziewczyna" 16.11.15, 12:14
                      na szczęście... także dla Jenny ? :]
                  • barbasia1 Re: 20:00 Stopklatka "Była sobie dziewczyna" 14.11.15, 23:38
                    > przefiltrujmy to przez JEJ, Jenny, wrażliwość, poziom wykształcenia, inteligenc
                    > ję - wychodzi na to, ze rodzina i chłopak są mili i dobrzy, ale nie pomogą jej
                    > zrealizować marzeń i nie pomogą żyć pełnią.

                    Dlatego właśnie rodzice mobilizują ją do nauki , do studiów, by sama w przyszłości mogła realizować swoje marzenia i żyć jak chce, nie będąc uzależnionym od nikogo, nie wisząc jak huba na nikim.

                    A chłopaka zawsze może wymienić na lepszy, sensowniejszy model za jakiś czas, jeśli nie będzie dorastał do jej inteligencji. ;)

                    > Jenny jest inteligentna ponad miarę, doskonale rozumie rzeczywistośc i boi się
                    > bycia taką jak oni wszyscy. Boi się tej szarości, jaka bije wręcz od nich. Do t
                    > eg o dochodzi kontakt z Dawidem i jego przyjaciółmi, smak tego życia jakie może
                    > prowadzić w ich towarzystwie. kontrast jest ogromny.

                    Rzecz w tym , że Jenny jest własnie dziewczyną, która dzięki swej inteligencji, zdolności, a także dzięki wiedzy i dobremu wykształceniu ma niemal stuprocentową szansę w niedalekiej przyszłości samodzielnie zrealizować swoje marzenia i żyć pełnią życia.
                    Tylko Jenny jest jeszcze młoda i niedoświadczona życiowo, nie wie do końca, co jest dla niej naprawdę dobre, dopiero odbiera bolesną lekcję od życia. :)


                    >Do tego dochodzi kontakt z Dawidem i jego przyjaciółmi, smak tego życia jakie może
                    > prowadzić w ich towarzystwie. kontrast jest ogromny.

                    Bo naiwna i niedoświadczona Jenny widzi tylko niestety atrakcyjnie pozory, które ja mamią, oczarowują i otumaniają, pozory zbudowane na fałszu, kłamstwie, oszustwie i pustce.



                    • barbasia1 Re: 20:00 Stopklatka "Była sobie dziewczyna" 14.11.15, 23:45
                      >Do tego dochodzi kontakt z Dawidem i jego przyjaciółmi, smak tego życia jakie może
                      > prowadzić w ich towarzystwie. kontrast jest ogromny

                      Ale Dawid i przyjaciele są nikim, nikim. Oni nie są w stanie zapewnić jej atrakcyjnego życia. Tylko Jenny nie jest jeszcze tego świadoma, zachłystując się klimatami Paryża i nocnym paryskim życiem.
                    • grek.grek Re: 20:00 Stopklatka "Była sobie dziewczyna" 16.11.15, 12:19
                      to prawda, Barbasiu.

                      z drugiej strony jednak, Jenny widzi swoją nauczycielkę angielskiego, która też się uczyła, umiała, wyrózniała się, skończyła dobre studia... i wylądowała za biurkiem, gdzie sprawdza - jak sama mówi - setki bezwartościowych prac uczennic bez cienia talentu.

                      Jenny ma nie tylko własne marzenia, ale także klarowny obraz rzeczywistości : nauka pilna i cała reszta, którą się jej wpaja, prowadzi w gęste maliny.

                      szanse ma - owszem.
                      ale czy jest w stanie pokonać opór materii zimnej, bezlitosnej rzeczywistości ?

                      owszem, wymarzony kandydat na narzeczonego okazuje się podrywaczem i to żonatym na dodatek :] Jenny odbiera tytułową edukację [nie "lekcję', co ciekawe; "edukacja" to słowo bardziej pojemne, głębsze] i ostatecznie wychodzi na prostą...niemniej - o ile wiemy, że autorka została dziennikarką, o tyle nie wiemy, co będzie czekało jej filmową alter ego :]]
                      • barbasia1 Re: 20:00 Stopklatka "Była sobie dziewczyna" 16.11.15, 21:07
                        > Jenny ma nie tylko własne marzenia, ale także klarowny obraz rzeczywistości : n
                        > auka pilna i cała reszta, którą się jej wpaja, prowadzi w gęste maliny.

                        Tak. Z tym że ten obraz rzeczywistości jest przefiltrowany przez jej niedojrzały umysł, w którym brak jest życiowego doświadczenia.

                        > z drugiej strony jednak, Jenny widzi swoją nauczycielkę angielskiego, która też
                        > się uczyła, umiała, wyrózniała się, skończyła dobre studia... i wylądowała za
                        > biurkiem, gdzie sprawdza - jak sama mówi - setki bezwartościowych prac uczennic
                        > bez cienia talentu.

                        > szanse ma - owszem.
                        > ale czy jest w stanie pokonać opór materii zimnej, bezlitosnej rzeczywistości ?

                        Takie jest życie. Nikt nie może obiecać szczęścia i samych sukcesów. Aczkolwiek niewątpliwie w dużej mierze los człowieka zależy od niego samego, od umiejętności wykorzystania dobrych okazji.

                        I chyba przyznasz mi rację, że jednak osoba wykształcona, z wiedzą, z poszerzonymi horyzontami myślowymi, itd. ma większe szanse dobrze się w życiu ustawić, osiągnąć wiele i w końcu realizować swoje marzenia.

                        > owszem, wymarzony kandydat na narzeczonego okazuje się podrywaczem i to żonatym
                        > na dodatek :]

                        Właśnie. Jak już prawda wychodzi na jaw, maska opada, okazuje się, że autentyczna gęba /(w znaczeniu gombrowiczowskim) "atrakcyjnego narzeczonego" jest nieciekawa, banalna.



                        i ostatecznie wychodzi na prostą...ni
                        > emniej - o ile wiemy, że autorka została dziennikarką, o tyle nie wiemy, co będ
                        > zie czekało jej filmową alter ego :]]

                        Może została pisarką albo tłumaczką, albo wykładowczynią na uniwersytecie w Paryżu, a może jest reporterką i jeździ po świecie albo pracuje w dyplomacji. ETC. :)



                        >Jenny odbiera tytułową edukację [nie "lekcję', co ciekawe; "eduk
                        > acja" to słowo bardziej pojemne, głębsze]

                        Tak. Edukacja to także zachodzący w umyśle człowieka proces pozyskiwania wiedzy, a także proces kształtowania dojrzałości .

                        :)
                        • grek.grek Re: 20:00 Stopklatka "Była sobie dziewczyna" 17.11.15, 11:34
                          o, na pewno coś w tym jest, Barbasiu.

                          ale jednocześnie, Jenny jest bystra i umie wyciągać wnioski. Widzi, że losy jej otoczenia, mogą być jej losem w przyszłości. A ona tak nie chce. Ma inne plany. Jej się te losy w ogóle nie podobają.

                          właśnie :]
                          Takie jest życie, ale grunt to wykorzystać szanse i okazje.
                          Jenny okazja spada z nieba niemalże. Najważniejsze, że ta okazja wpisuje się w to, o czym zawsze marzyła, w to wszystko co chciała wygonić ze swojego przyszłego życia.

                          oczywiście, że masz rację - Jenny ma szansę z powodu swojego wykształcenia, ALE tutaj jest postać jej nauczycielki. Też wykształconej i mądrej - jej się nie udało. Jenny postrzega swoją przyszłośc przez pryzmat jej sytuacji. Widzi siebie w jej roli za te 15-20 lat. I poczucie zmarnowanego czasu i płonnych nadziei.

                          wiesz, mnie się wydaje, ze Jenny nie tyle zakochała się w Davidzie, ile w tym, co jej oferował, a zatem możliwość takiego życia jakiego chciała : Paryż, koncerty, wystawy, galerie, aukcje, kluby... Marzyła o tym i nagle jej spadło z nieba. KOleżanki, rodzice, nauczycielka... gdzie Rzym, a gdzie Krym... :]]

                          Dokładnie tak.
                          początek filmu, to skoczna, dynamiczna, wesoła muzyczka.
                          Wg mnie, nieprzypadkowo. Mimo że później nie zawsze jest radośnie i generalnie parę ważących trochę tematów zostaje tutaj poruszonych. Ale koniec końców... mam wrażenie, ze pewna sugestywna lekkośc oprawy muzycznej, mówi wprost : hej, popatrzcie na tę historię i nie martwcie się, Jenny jest młoda, zapomni, potraktuje to jak cenną naukę, więc miejcie dystans :]]
                          • barbasia1 Re: 20:00 Stopklatka "Była sobie dziewczyna" 17.11.15, 19:43
                            > ale jednocześnie, Jenny jest bystra i umie wyciągać wnioski. Widzi, że losy jej
                            > otoczenia, mogą być jej losem w przyszłości. A ona tak nie chce. Ma inne plany
                            > . Jej się te losy w ogóle nie podobają.

                            > właśnie :]
                            > Takie jest życie, ale grunt to wykorzystać szanse i okazje.
                            > Jenny okazja spada z nieba niemalże. Najważniejsze, że ta okazja wpisuje się w
                            > to, o czym zawsze marzyła, w to wszystko co chciała wygonić ze swojego przyszłe
                            > go życia.

                            Nie odmawiam Jenny bystrości, umiejętności wyciągania wniosków i inteligencji, oczytania, wygadania, aczkolwiek podkreślam, że Jenny przy tej całej inteligencji jest głupiutka i naiwnie ufna, jak przystało na bardzo młodą , niedoświadczoną osobę, na nastolatkę. Powierza swe życie, swą przyszłość w ręce oszusta i złodzieja, człowieka, którego nie zna naprawdę i łudzi się naiwnie, że życie z nim w Paryżu będzie spełnieniem jej marzeń!!!
                            Sądzę, że Jenny jednak jest zakochana w Davidzie, kocha go pierwszym głębokim uczuciem i to też zaburza racjonalność jej myślenia, powoduje, że dziewczyna nie próbuje sobie nawet wyobrażać , jak będzie wyglądało jej życie za kilka lat, kiedy opadną te wielkie emocje, kiedy wkroczy proza życia.



                            Oczywiście rozumiem też kiedyś byłam młoda i głupia. ;)

                            > oczywiście, że masz rację - Jenny ma szansę z powodu swojego wykształcenia, ALE
                            > tutaj jest postać jej nauczycielki. Też wykształconej i mądrej - jej się nie u
                            > dało. Jenny postrzega swoją przyszłośc przez pryzmat jej sytuacji. Widzi siebie
                            > w jej roli za te 15-20 lat. I poczucie zmarnowanego czasu i płonnych nadziei.

                            Masz rację, oczywiście, ale znowu , Jenny postrzega na los nauczycielki i swoje przyszłe losy przez filtry swego nastoletniego naiwnego umysłu.


                            > właśnie :]
                            > Takie jest życie, ale grunt to wykorzystać szanse i okazje.
                            > Jenny okazja spada z nieba niemalże. Najważniejsze, że ta okazja wpisuje się w
                            > to, o czym zawsze marzyła, w to wszystko co chciała wygonić ze swojego przyszłe
                            > go życia.

                            Nie każda szansa i okazja jest w dalszej perspektywie dobra. :)
                            • grek.grek Re: 20:00 Stopklatka "Była sobie dziewczyna" 18.11.15, 11:18
                              słusznie, to błąd : Jenny nie zna Davida, na dodatek jest świadkiem jego oszustwa. Tyle że wtedy jest już za późno, bo przy Davidzie spełniają się jej marzenia, więc musi zaliczyć mocny upadek, aby się z wyleczyć. I ciekawe... czy jej jest żal związku z Davidem, czy tego że wraz z końcem ich znajomości kończy się także jej marzenie urzeczywistnione ?

                              mnie się wydaje, Barbasiu, że Jenny nie planuje co będzie "za parę lat". Ona chce korzystać z życia, wierzy że to może trwać długo i z powodzeniem, że będą jeździć do Paryża, chodzić na koncerty i do galerii, brać udział w aukcjach i bawić się w klubach jazzowych. Czemu nie ? dlaczego mieliby nie żyć właśnie tak, a zamiast tego utknąć jak jej rodzice ?

                              jest to argument.
                              fakt, Jenny myśli po swojemu.
                              wg mnie, ona uważa, że jej nauczycielka nie była dośc odważna i śmiała w chwytaniu
                              życia. dlatego skończyła w miejscu, które Jenny wydaje się mało interesujące. Jenny nie rozumie, że nauczycielce może być z tym dobrze, ale... jesli decyduje subiektywna perspektywa, to dlaczego nauczycielka nie rozumie Jenny i jej wizji ? :]
          • pepsic Re: 20:00 Stopklatka "Była sobie dziewczyna" 13.11.15, 20:45
            koniec końców kończy się ta opowieść, w miarę optymistycznym obrazkiem, a nawet praworządnym ;]
            Tiaaa, laska zaczyna nowe życie od cynicznego kłamstwa.
        • pepsic Re: 20:00 Stopklatka "Była sobie dziewczyna" 13.11.15, 20:44
          Jak możesz nie pamiętać Greku burzliwej dyskusji i tego, że nam z Siostrą tytułowa dziewczyna nie przypadła o gustu.
          :)
          • grek.grek Re: 20:00 Stopklatka "Była sobie dziewczyna" 14.11.15, 14:44
            kajam się :]

            przypominam sobie :]
            tym bardziej podziwiam twórców, którzy zrobili na tyle niejednoznaczny film, że mogliśmy mieć
            przeciwne opinie, a bohaterka wcale nie musiała zasługiwać na miano biednej ofiary cynicznego wykorzystywacza.

            tym bardziej można też docenić oryginalny tyytuł, "An Education".
            znakomicie podsumowuje to, czym cała historia była dla bohaterki [film wg scenariusza opartego na ponoć osobistym przeżyciu pani autorki] i dlaczego tak zgrabnie wychodzi z niej do dalszego życia.

            "BYła sobie dziewczyna", odwołujący się do " Był sobie chłopak", jest dośc prymitywny i oparty na nieistniejących podobieństwach :] polski dystrybutor zaszalał, hehe.
    • grek.grek 20:25, Kultura, filmy J-L Godarda "Szalony Piotruś 13.11.15, 11:23
      znów Belmondo, tym razem w parze z Anną Kariną.

      bohater rzuca swoje mieszczańskie życie i podąza za poznaną własnie piękną nieznajomą, za ktorą z kolei podążają płatni mordercy z Algierii oraz wlecze się szereg podejrzanych i niebezpiecznych powiązań.

      wygląda na to, że i tutaj Godard inspirował się amerykańskim noir cinema, a - zgaduję - technicznie i narracyjnie całośc nie będzie specjalnie odbiegać od "Do utraty tchu".

      trzeba zobaczyć ! :]
      • barbasia1 Re: 20:25, Kultura, filmy J-L Godarda "Szalony Pi 13.11.15, 20:07
        Oglądam. :)

        "Do utraty tchu" jeszcze nieobejrzany, niestety!
        • grek.grek "Szalony Piotruś" - jak to opowiedzieć :] [1] 14.11.15, 10:29
          jakie wrażenia, Barbasiu ? :]

          na mój gusty, Godard dał się ponieśc nieskończonej fantazji i dowolności, a dodatkowo w zabawny sposób sparodiował/spastiszował amerykańskie kino sensacyjne.

          Fabuła prosta jak drut : Ferdynand, mieszczanin paryski, więzień rodziny, domu i konwenansów, wraca któregoś wieczora z beznadziejnego przyjęcia, na które żona zawlokła go niemal siłą. Proponuje Marianne, opiekunce do dzieci, że ją odwiezie. Ona się zgadza. Pstryk i Ferdynand budzi się o poranku w jej mieszkaniu, które przypomina jakiś niewykończony, w stanie surowym budynek apartamentowca. Jest tam broń w dużych ilościach, na ścianach, które są z kolei z gołej cegły i pustaków, wiszą obrazy, a okien chyba wcale nie ma. Jest też trup z nożyczkami w karku, leżący w kałuży krwi, którego kamera omiata obojętnie.

          Potem pojawia się jakiś chłop, którego Marianne i Ferdinand zabijają. Przy czym scena tego morderstwa jest tak udawana, nieporadna i w sumie komiczna, że nie ma już wątpliwości, że to pastisz kina akcji.

          Od tego momentu Marianne i Ferdynand, którego ona nazywa Pierrrotem aka Piotrusiem [a on zawsze ją poprawia "Mam na imię Ferdynand"], są ciągle w drodze. Jadą do jej brata "na wyspę", o której wiadomo tyle, że jest na Południu, gdzies w okolicach Nicei.

          I tutaj Godard daje upust swojej fantazji.
          Para kradnie auto. Potem zatrzymuje się na stacji bezynowej, ale nie ma pieniędzy na paliwo, więc je kradnie i obija/zabija pracowników. Przy czym, znów : scena pojedynku bokserskiego Ferdynanda z jednym z cepeeniarzy jest po prostu zabawna, a Marianne powala innego za pomocą jakiegoś tajemniczego uderzenia dwoma palcami, które wygląda na a priori zgrywę ze wszystkich filmów kung fu, które powstaną.

          Ściga ich policja. Przy drodze Marainne i Ferdinand napotykają rozwalone auto i dwa trupy we krwi, czyli scenerię wypadku drogowego. Podpalają swój samochód, żeby zasugerować że zginęli, i zmylić pościg [policji nie widać i nie będzie widać do końca filmu]. Dopiero post factum Ferdynand przypomina Marianne, że w bagażniku było 50 tys franków, które zrabowali temu facetowi zabitemu w jej mieszkaniu.

          Są goli, więc zarabiają na siebie jakimiś opowiastkami o literaturze, historii, etc. w przydrożnych bistro.

          Przez cały czas, nonstop, leci narracja z offu, poetycka, momentami kompletnie nie związana z akcją na ekranie, prowadzona jednocześnie przez niego i nią.

          Jednocześnie, od tego momentu aż do końca, nonstop, niemal co drugą scenę, bohaterowie zmieniają ubranie. Np. wpadają w krzaki w jednych ciuchach, a wychodzą z krzaków już w innych :] Ot, kolejny pomysł Godarda na udziwnienie całej historii.

          Kradną nowe auto - z podnośnika przy warsztacie samochodowy, gdzieś na prowincji. Jadą przez malownicze drogi wśród traw i krzaczorów. Mijają wioski i osady. Z offu leci narracja. Cel ? "Wyspa", na której na Marianne czeka "brat". Ale co z tą bronią i tym trupem z nożyczkami ? Kim był ten zabity przez nich facet ? Sugestia jest jasna - Marianne ma powiązania z gangsterami. Co jednak Godarda kompletnie nie obchodzi :]

          Lecą kolejne sceny z poetyckimi frazami, z dialogami, którte wygląają na kompletnie improwizowane i kompletnie o niczym. Jadą, kamera widzi ich przez przednią szybę kabrioletu, on : "Czuję zapach śmierci, jest wszędzie", przy czym wygląda jakby czuł najwyżej że powinien zmienić skarpety; ona "Potrzebujemy pieniędzy", równie beznamiętnym głosem i z równie nieadekwatną mimiką. A potem jeszcze z offu po parę zdań, jakby z offu leciały ich myśli i to czego nie mogą albo nie chcą albo nie umieją powiedzieć sobie wprost.

          On : jestem zakochany, w tobie.
          Ona : miłośc jest ohydna.

          Całośc jest podzielona na rozdziały, w których pojawiają się tytuły z literatury francuskiej [Ferdynand jest fanem, a także nie rozstaje się ze "Sztuką XXI wieku, przewodnikiem"] - "W poszukiwaniu straconego czasu", "Do kresu nocy", "Sezon w piekle" itd.

          Ferdynand czuje się "wolny", manifestując to wjeżdza autem w morze. Muszą wysiąść i dalej idą piechotą. Zatrzymują się w urodziwych okolicznościach nadmorskiej przyrody. Jakiś stary domek letni, przyroda, zielono, kamienista plaża. Spędzają tutaj dłuższy czas. Marianne mówi w monologu nawet o "pięciu latach", co brzmi jak metafora, a przede wszystkim - jak kolejny wykwit świadomej dezynowltury Godarda.

          Przez jakiś czas żywią się rybami, Ferdynand czyta [Marianne kupuje ksiązki i mu je znosi, ale nie wiemy skąd je bierze] i pisze dziennik - co chwila kamera zagląda do tego dziennika i podgląda jak końcówka długopisu wypisuje kolejne słowa-klucze i zdania, które ofk są egzystencjalnymi refleksjami autora.

          Anegdoty opowiadanme przez Ferdynanda zawsze kończą się wyrazem uznania i uwielbienia dla Marianne. A ona, jak klasyczna kobieta fatalna, wymyka się jego uczuciom, przy czym trzeba przy trzeba przyznać, ze Ferdynand wypowiada te komplementy tonem jakby zamawiał frytki w barze :] Ona ma uczucia, on ma słowa, róznią się więc w sposób nieprzekraczalny - do takiich wniosków dochodzą na podstawie "poznawania siebie".

          Jest wielka kolorowa papuga na sznurku, jest oswojony lis, jest... traktor, który zasuwa Ferdynand. Wszystko co Godardowi przyszło do głowy. Cytaty z ksiązek i cytaty z ferdynanda. I Marianne, która po wspomnianych "pięciu latach" spaceruje po plaży i skanduje "Nie mam co robić ! Nie mam co robić !" i proponuje, żeby "Zostawili tę konwencję powieści Verne'a i znów zostali bohaterami kryminału" :]
          • grek.grek Re: "Szalony Piotruś" - jak to opowiedzieć :] [2 14.11.15, 10:52
            No i zostają.
            Opuszczają zacisze i wyruszają w dalszą drogę.

            Zarabiają pieniądze od amerykańskich turystów na plazy - jak ? Otóż inscenizują im wojnę w Wietnamie : Ferdynand przekomicznie parodiuje Jankesa w kapitańskiej czapce wykrzykując jedno słowo "O yeaaahhh !" [Belmondo jest w tym fenomenalnie zabawny], a Marianne nagle pojawia się w stroju azjatyckim, z klasycznym nakryciem wietamskim na czole, wymalowana idealnie zółtym makijażem na twarzy i udaje kobietę. Na skrawku wody z paru rozpalonych zapałek powstaje płomień, a z offu słyuchać wybuchy - to inscenizacja nalotów amerykańskiego lotnictwa i bombvardowania napalmem. Wygląda to na fragment jak z parodystycznego kina azjatyckiego, albo z telewizyjnej zgrywy.

            Co jakiś czas Marianne i Ferdynand mówią "setki" do kamery. Któregoś razu on coś mówi, ona pyta "Do kogo teraz mówisz ?", na co on "Do widzów", przy czym kamera filmuje ich zza pleców :]

            Ona się skarży, że on nie rozumie jej potrzeb, bo "chciałaby potańczyć", a on niekoniecznie.

            Piosenki - w tym mieszkaniu, w którym najpierw się zatrzymali, Marianne zaśpiewała o miłości i jej zagadkach, a teraz znów śpiewa o ulotności życia. Musicalowe wstawki. Ferdynand dołącza się z deklamowanymi wersami. Odwołanie do tradycji francuskiej piosenki ak/autorskiej.

            Śpiewają w okolicznościach rzadkiego lasku nadmorsskiego, w pełnym słońcu prześwitującym od strony nadbrzeża.

            Ferdynand z offu snuje kolejne egzyztencjalne rozważania, o niemożności porozumienia. "Epoka sobowtorów, żyjemy w epoce sobowtorów. Nie musimy już patrzeć na siebie w lustrze, żeby mówić do siebie samych", o, na przykład coś takiego mówi.

            Płyną łodzią przez wąski strumień rzeczny. Marianne podsuwa mu koncepcję napisania powieści, o bohaterze, który uciekał/ przed śmiercią, a dopadła go ona w momencie, gdy już sądził, ze ją oszukał. Godard pieknie rozbija jakąkolwiek spójnośc naracji :] Więcej : on spójnością czyni rażącą niespójność :]

            Jest jakaś okolica nadplażowa, jakieś "Saint Tropez" bez ludzi. Jakiś Azjata, wzrost 135 cm, z większą od niego słuchawką telefoniczą, karabinami i pistolami w ilościach hurtowych. I dziewczyna w białych spodniach. Marianne idzie z tym małym, a dziewczyna z Ferdynandem do baru [typowe nadmoskie bistro].

            Mały jest gangsterem. Po pewnym czasie Marianne dzwoni do Ferdynanda, ze mały ją terroryzuje. Wygląda to przekomicznie, zgrywa na całego : owszem, marianne jest przetrzymywana i chodzi o te 50 tysiaków co je beztrosko spaliła razem z autem, a które należały do tego co go oboje zabili gdy opuszczali jej mieszkanie.

            Terror polegha na tym, że Marianne stoi sobie w swobodnej pozie na balkone, niedbale opiera się o balustradę, pali papieroska, a mały opertkowo wymachuje pistolem :] A najlepsze, ze Godard pokazuje naprawdę terroryzowanie zakładniczki ;]] Wykoślawia i karykaturyzuje gatunek aż do szczętu.

            Ferdynand opuszcza bistro [jest tam taki moment gdy przysiada się znienacka starszy facet i mówi "Pan spał z moją żoną, mam na imię [jakośtam]", po czym wstaje i odchodzi - ot, kolejna wstawka dla zabawy] i biegnie do niej.

            Na miejscu, w mieszkaniu, w ktorym miała być, znajduje małego z nożyczkami w karku. Wpada też dwóch rosłych "goryli". Patrzą na niego, on na nich. Słychać syrenę policyjną. Jeden z "goryli" łapie małego za nogi, podnosi do góry [wyobraźcie to sobie], a potem przerzuca zwłoki przez fotel - tak będą lepiej wyglądały, kiedy znajdzie je policja].Mierzą wzrokiem Ferdynanda... Słychać odgłosy walki, ale kamera nic nie pokazuje, tylko skupia się na jakiś obrazie z abstrakcjami, który zmienia położenie na ścianie w rytm tego 'zgiełku bitewnego".

            Ferdynand zostaje pokonany. Sadzają go w wannie, na głowę nasadzają sukienkę Marianne, a potem polewają wodą. Parodia waterboardingu :] Wreszcie Ferdynand kieruje ich pod jakiś adres, ale zapewne jest to ślepa uliczka.

            Drogi pary się rozchodza. Ferdynand błąka się po okolicy krzycząc "Paskudna piąta po południu, jaka paskudna piąta po południu ! Nie chcę patrzeć na krew !". Omal nie przejeżdza go pociąg.

            Narracja zoffu zaswiadcza, ze Ferdynand szukał Marianne, ale jej nie znalazł. Teraz ma jacht i wozi nim po morzu bogatą "królową LIbanu na wygnaniu". Oczywiście, królowa strzela "setkę" do kamery i w kilku zdaniach opowiada swoje losy :] Czas wolny Ferdynand spędza w kinie, gdzie ogląda kronikę filmową informującą o wojnie w Wietnamie. Przy czym on i kilku innych kinomanów pozami przypominają "Zwiędłe zegary" S Dalego ;]

            Na przystani nagle zjawia się marianne. Ubrana w białą kapitańską czapkę i z zarzuconym na ramiona swetrem.
            • grek.grek "Szalony Piotruś" - jak to opowiedzieć :] [3] 14.11.15, 11:18
              On nie jest zdziwiony, ona nie jest przejęta... :] Ona wtedy uciekła, sądziła że go zabili, a on szukął, ale jej nie znalazł.

              Znów porywają auto i znów wyruszają w droge. Na wyspę. Do jej brata. Niby wiadomo, ze ona ma jakieś powiązania z gangsterami, także z OAS być może, a już na pewno z przemytnikami i handlarzami bronią, ale zupełnie nie jest to wyartykułowane i wyjaśnione. Godard ma to zresztą w nosie, bo fabuła jest zupełnie pretesktowa wobec chęci zaprezentowania niespokromionej beztroski reżyserskiej.

              On : nie wiem kim jestem.
              Ona : ja wiem.
              On : jestem znakiem zapytania zawieszonym nad horyzontem

              przykład dialogu :] Zupełnie abstrahującego od fabuły, kryminału i innych gatunków, nad którymi znęca się reżyser.

              Jakies skrawki w ich życia : ona była windziarką, a jej rodzice kochali się tak mocno, że kiedy mieli jeden bilet na wczasy, i ustalili że to ojciec pojedzie, to ojciec musiał wyskoczyć z autobusu, bo nie mógł odjechać patrząc na pozostającą samotnie na miejscu matkę. Może stąd niechęc Marianne do miłości, a może ta niechęc jest kokieterią ukrywającą wrażliwośc i jej potrzebę ? MOżna sobie gdybać do woli ;]

              Pare słów o wojnie, o Jemenie, o handlu bronią, o konfliktach w krajach arabskich, aby nakreślić to, co wiadomo już od pewnego czasu. Że jej brat jest w to zamieszany, a ona razem z nim.

              Notatki w dzienniku Ferdynanda, narracja z offu, ciągle zmienane ubrania... I tak w kółko.

              Plaża gdzieś pod Niceą. Ludzie tanczą jak w musicalu, ale bez muzyki. Brat Marianne migający w tle, z towarzyszem broni. Obaj z karabinami. Gdzieś zabierają Marianne i Ferdynanda. Chodzi o jakąs wymianę kasy na broń. Po drugiej stronie, są ci dwaj "goryle" i jakiś boss wyglądający jak Maliniak z psem pudelkiem oraz w czarnych okularach na pół twarzy. Parodia jakiegoś korsykańskiego dzielnicowego watażki.

              "Ale intryga !', podskakują z radości Ferdynand z Marianne. "Jak u Faulknera, jak u Chandlera !".

              A potem akcja na full speed ;] POścigi, strzelanina, zderzenia aut, ferdynand odbiiera walizkę z pieniędzmi... przy czym wszystko jest jak w jakimś zwolnionym tempie, z ostentacyjnym udawactwem i jakby to była jakaś rekonstrukcja dla "997" :]] Pastisz pełną gębą. Marianne jest snajperką i zabijają bossa mafiosów snuje z offu dywagacje na temat możliwości kobiecej morderczości ;]

              Gangsterzy nie żyja, Marianne i Ferdinand sa w kręgielni :] "Rozdział ósmy... gorycz, rozpacz..." CO dalej ? Ferdfynand snuje plany wyjazdu na Tahiti. Marianne obawia się zemsty jakiegoś Bossa mafijnego. Ona gdzieś jedzie z tą walizką z kasą. On ma do niej dołączyć za "137 [sekund]".

              Pstryk i widzimy Marianne w objęciach jakiegoś mężczyzny. Odpływają jactem. Ferdynand dociera za późno. Marianne rozkłada bezradnie ręce. Ferdynand zostaje na "brzegu" [na takiej platformie która wygląda jak pokład lotniskowca wyrastający z nadmorskiej infrastruktury, a w istocie jest zapewne częscią przemysłu rybackiego].

              Siedzi tam jakiś chłop i wyje piosenkę. Ferdynand przysiada się do niego, a on opowiada mu swoją historię : poznawał rózne kobiety, pytał czy go kochają, dotykał ich dłoni w rózny sposób [spód, wierzch, spód ORAZ wierzch] i dostawał przerózne odpowiedzi, a zawsze towarzyszyła mu ta piosenka. To chyba komentarz do niepoznawalności kobiecej natury, której właśnie doświadczył Ferdynand. PIosenka jest ofk tylko w głowie tego faceta, ale... "jets całym jego życiem". Wyobrażenie góruje nad rzeczywistością, kształtuje ją. To także, jak mi się wydaje, komentarz do całej struktury filmy jaką nadał mu Godard.

              Wreszcie Ferdynand wstaje, wsiada na jakiś kuter i odpływa. Facet z brzegu krzyczy "Nie rozumie pan niczego ! Nie ma pan dośc wrażliwości ! Muzyka którą słyszymy, gra tylko w naszej głowie !".

              Ferdynand dociera do Wyspy. Tutaj nagle robi się zamieszanie, znienacka między zaroślami biegać zaczynają ludzie. I strzelanina się odbywa. Marianne zostaje ranna. Chyba nawet sam Ferdynand do niej strzelał.

              Bierze ją na ramiona, zanosi do willi nieopodal. Kładzie na leżaku. Marianne żyje, ale zapewne nie na długo. Ferdynand w ogole się nią nie zajmuje. Dzwoni... do domu :] Pyta "jak dzieci ?', a potem odkłada słuchawkę.

              Schodzi do piwnicy, tam znów : broń i inne gadżety. Gratów wiele, wygląda to zresztą na jakiś garaż, warsztat ? Ferdynand znów rozmawia przez telefon, a jednoczesnie niebieską farbą maluje sobie całą twarz. Potem zabiera z tej graciarni jakieś dwa zestawy podłużnych lasek. Co to jest ?

              Dynamit.

              Siada sobie na małym klifie, i obwiązuje je wokół swojej pomalowanej na niebieskiego twarzy/głowy. Jeden zestaw, a na niego drugi. Są w kolorach zółtym i czerwonym, co może mieć znazcenie symboliczne.
              A potem z daleka widać - mocny wybuch.

              Kamera wolno przechodzi z płomieni w panoramę morza i pada bon mot :" Wiecznośc odnaleziona za morzem, które wkrótce łączy się ze słońcem". I koniec.

              Przepraszam, ze tak od deski do deski opowiedziałem, ale łatwiej mi chyba było opowiedzieć cały film opowiadając jednocześnie o nim, niż jakkolwiek inaczej :]]

              PS : dziwnie to wygląda, zwłaszcza te odwołania do terroryzmu, w kontekście wydarzeń ostatniej nocy.
              • siostra_bronte Re: "Szalony Piotruś" - jak to opowiedzieć :] [3] 14.11.15, 14:52
                Dzięki, Greku za świetny tekst :)

                Niestety, nie udało mi się obejrzeć. Mam pytanie, czy ten film Ci się podobał, wciągnął, wywołał emocje? I jak go się ogląda po tylu latach?
                • grek.grek Re: "Szalony Piotruś" - jak to opowiedzieć :] [3] 14.11.15, 17:21
                  dzięki, Siostro :]

                  podobał mi się bardzo, zupełnie nietypowy, frywolny, ironiczny, parodiujący kino gatunkowe, no i Anna Karina jest tak urodziwa, że trudno oderwać od niej wzrok :]

                  wg mnie, ogląda się nadal bardzo dobrze.
                  samochody, infrastruktura, otoczenie, styl z pewnością należa do swojej epoki, to widać wyraźnie, ale sama zabawa kinem jest nadal wciągająca :]

                  może trailer dorzucę, zapomniałem wcześniej :
                  www.youtube.com/watch?v=ycg2yb3qiUo

                  w każdym razie, jesli tylko będziesz miała okazję - obejrzyj :] najwyżej mnie ochrzanisz, jeśli jednak Ci się nie spodoba :]
    • grek.grek 20:20 Kultura "Rozmowa z gwiazdą" [na bis] 14.11.15, 17:47
      bardzo Was zachęcam, zobaczcie ten film :]

      kameralny, w większości akcja dzieje się w jednym apartamencie hotelowym.
      Dziennikarz w średnim wieku przybywa tam, aby przeprowadzić wywiad z jakąs młodą aktoreczką, która wszelako jest wysoce popularna.

      Dziennikarz to facet z dorobkiem, więc go krew zalewa, że wydawca zlecił mu taki poniżające zadanie. na całym świecie dzieje się około miliona wazniejszych rzeczy, z których powinien nadawac właśnie relację live, od wszystkiego co związane z tą... siksą :]

      dziennikarz w ogóle jej nie poważa, jest wkurzony że musi tu być i robić z nią wywiad, ledwie to ukrywa.

      ona to widzi.

      I rozgrywa się [poprzez dialogi, monologi, kolejne zbliżenia i oddalenia] coś, co w ostatnim akcie doczeka się ironicznej puenty, a dziennikarz poczuje się naprawdę dziwnie, a my/Wy [bo ja widziałem już kiedyś, o czym chyba pisałem, ha] zechcemy obejrzeć po raz drugi ten film, bo okaże się, ze to co widzieliśmy nie było tym, co myślimy, że oglądamy :]

      zaręczam że to naprawdę przewrotne kino.

      Steven Buscemi gra dziennikarza, i reżyseruje, a Sienna Miller aktorkę - oboje wypadają okazale.

      • barbasia1 Re: 20:20 Kultura "Rozmowa z gwiazdą" [na bis] 15.11.15, 15:11
        Liczę na powtórkę.

        PS Zaległości:
        forum.gazeta.pl/forum/w,14,159179940,159298380,Re_reklamy_z_Tomaszem_Kotem.html#p159298380
        • grek.grek Re: 20:20 Kultura "Rozmowa z gwiazdą" [na bis] 16.11.15, 12:19
          na pewno będzie, Barbasiu :]

          dzięki, zaraz skoczę pod link.
    • grek.grek 20:00 Stopklatka "Brat" [one more time] 14.11.15, 17:52
      ile już razy Was namawiałem... :]]
      tym razem "Brat" nie w Kulturze, ale w Stopklatce.

      nie będę spoilerował opisem, ale za to znów Was zachęcę.

      świetne, współczesne kino rosyjskie.
      młody chłopak, Daniła, po wyjściu z wojska jedzie do Petersburga, gdzie ma odnaleźć tytułowego brata, który - jak mówi poczciwa matuszka - zarabia i prowadzi uiporządkowane życie. Mama nie wie, że brat Daniły, to gangster wymuszający haracze i handlujący prochami oraz żywym towarem. Daniła wcale nie zamierza odmawiać mu pomocy w procederze...

      Daniła ma zasady, lubi muzykę krajową, nie jest w ogóle bohaterem z kina made in USA, ale jednocześnie tak łatwo przychodzi mu "prowadzenie interesów". ciekawy nowy typ bohatera, łączący w sobie skrajności, w której obfituje współczesna Rosja.

      doskonały w tej roli jest Siergiej Bodrow Jr.
      całośc wyreżyserował nieodżałowany Aleksiej Bałabanow.

      bardzo polecam :]
    • barbasia1 Straszne wieści płyną od wczoraj z Paryża! 14.11.15, 21:46
      Straszne wieści płyną od wczoraj z Paryża!

      wyborcza.pl/1,75477,19186235,zamachy-w-paryzu-stolica-francji-splynela-krwia-korespondencja.html#TRNajCzytSST
      • grek.grek Re: Straszne wieści płyną od wczoraj z Paryża! 16.11.15, 12:22
        istotnie/
        po Madrycie i Londynie, po Charlie, niby rzecz wtórna, i coś do czego - o zgrozo - pora się przyzwyczajać, jako do europejskiej tragicznej normy, niemniej... zawsze pojawia się jakaś bezsilność i niedowierzanie, że "znowu ?".

        • barbasia1 Re: Straszne wieści płyną od wczoraj z Paryża! 17.11.15, 19:55
          Oby jednak nie trzeba było się przyzwyczajać do zamachów ...

          Zaz - "I Love Paris"/ "J'aime Paris"
          www.youtube.com/watch?v=fVPTtb9ov5s
          (Zaz w listopadzie koncertuje w Polsce!)

          Lulu Gainsbourg - "Ne dis rien" (Con Melanie Thierry)
          www.youtube.com/watch?v=gRzyv5FLPBw
          • grek.grek Re: Straszne wieści płyną od wczoraj z Paryża! 18.11.15, 11:10
            dzięki, Barbasiu :]

            Zaz jest świetna.
            Lulu nie znam, ale zaraz poznam :]
    • siostra_bronte "Most na rzece Kwai" 15.11.15, 15:38
      W Stopklatce o 20.00. Polecam nieustająco!!! Grek gdzieś przepadł, mam nadzieję, że jeszcze zajrzy wieczorem. Bo chyba nikt więcej nie jest zainteresowany, a szkoda!
      • ewa9717 Re: "Most na rzece Kwai" 15.11.15, 15:46
        No ale ileż można? W tym roku chyba przynajmniej trzy stacje obleciał, niektóre kilkakrotnie z rozpędu.
        • siostra_bronte Re: "Most na rzece Kwai" 15.11.15, 15:58
          Zapowiadałam "Most.." jak dotąd trzy razy na forum. I nikt z forumowiczów go nie obejrzał (nie liczę Greka)! A przynajmniej o tym nie napisał.
      • barbasia1 Re: "Most na rzece Kwai" 15.11.15, 15:53
        "Colonel Bogey March"

        www.youtube.com/watch?v=QuVYS4uw0as
        155 minut (plus reklamy!) w sam raz na długi jesienny wieczór, aczkolwiek tak czy inaczej to wyzwanie. Nie dam rady obejrzeć dzisiaj. :)
        • siostra_bronte Re: "Most na rzece Kwai" 15.11.15, 16:00
          Dzięki :) I tak dobrze, że tak wcześnie się zaczyna.
          • barbasia1 Re: "Most na rzece Kwai" 15.11.15, 16:13
            Właśnie. I mi szkoda tej okazji, bo jeszcze nigdy porządnie nie obejrzałam tego filmu.

            Czyżby Grekowi znowu zepsuł się komputer? Ożeż!
            • barbasia1 Re: "Most na rzece Kwai" 15.11.15, 16:24
              I jest mi szkoda ...
          • siostra_bronte Re: "Most na rzece Kwai" 15.11.15, 23:39
            Obejrzałam, chyba po raz czwarty. Scenariusz, wspaniałe zdjęcia i bajeczne krajobrazy, fantastyczne aktorstwo i mistrzowska reżyseria Davida Leana, I ta magia autentyzmu, bo wszystko tu jest prawdziwe, bez żadnych komputerowych sztuczek czy efektów w studiu, łącznie z prawdziwym mostem i pociągiem, które zostają zniszczone w finale.

            Najważniejszy cytat , mjr Shears: "Myślicie tylko o tym jak bohatersko umrzeć. A liczy się tylko to jak godnie żyć!".

            Jedna z najpiękniejszych scen filmu, kiedy płk. Nicholson zwierza się płk. Saito:

            www.youtube.com/watch?v=kM6uU9CWjAI
            • grek.grek Re: "Most na rzece Kwai" 16.11.15, 15:29
              dzięki, Siostro :]

              recenzja jakże pozytywna, i jakże prawdziwa :]

              po tym wczorajszym sensacyjnym za-awariowaniu, mam dzisiaj lekkie urwanie głowy, nie wiem czy zdołam napisać a'propos "Mostu...", ale za jutro - na pewno :]

              yes, Sears jest bardzo ciekawą postacią, nie dośc że przypomina Szwejka, w swoich ciągłych próbach wyreklamowania się czy to od pracy czy od akcji wojskowych, jednocześnie wykazując się przecież zaiste determinacją w ich realizacji [ucieczka z obozu, rejs po odejściu z wioski, a potem cała droga do- i akcja wysadzenia mostu], kiedy już zostanie do tego zmuszony. Jest jednocześnie typem, który najchętniej leżałby na plaży z koleżanką :] wojna to nie jest jego żywioł, dlatego trzeźwym okiem patrzy na te zapasy między Saito, a Nicholsonem, które - jakby nie patrzeć - także mają swój głęboki sens, tyle że w innej poetyce i kontekście.

              yes, znakomita scena.
              i moment swoistego pojednania dwóch niezłomnych przeciwników. Intymnośc tej sceny sprzyja takiej, wg mnie, interpretacji. Choćby delikatnośc, z jaka Saito słucha tego wyznania,a Nicholson zdobywa się na nie bezwiednie, co oznacza że gdzieś tam głęboko zaakceptował bliskośc ze swoim wrogiem [niedawnym ? ciągle aktualnym ?]. Walka wzajemna czasami rodzi głębokie zaufanie, a już na pewno szacunek obopólny. O ile obie strony mają tyle klasy i honoru, co Saito i Nicholson w tym filmie.
      • grek.grek Re: "Most na rzece Kwai" 16.11.15, 12:23
        melduję, że obejrzałem, Siostro :]

        dzięki za zapowiedź, pamiętałem datę, z pewnych względów nie pamiętałem stacji, ale
        papierowy program telewizyjny przyszedł mi w sukurs.

        znakomite kino, niebawem napiszę więcej. mam notatki :]
        • siostra_bronte Re: "Most na rzece Kwai" 16.11.15, 13:21
          Alleluja! :)

          Świetnie, czekam cierpliwie.
          • grek.grek Re: "Most na rzece Kwai" 16.11.15, 15:34
            haha :]]

            wiele ciekawych rzeczy sobie wynotowałem.
            włącznie z absolutnie komicznym faktem, ze oto kontradmirał Sears okazuje się być zwykłym majtkiem, ale tylko po to, by za chwilę zostać fałszywym majorem :"]] Przezabawne. podobnie jak ten wieniec z kwiatów na szyi Searsa, opuszczającego wioskę... tahitańczyków ?

            jutro zamelduję się z pełnym wykazem moich... spostrzeżeń i zaciekawień :]] mam 34 podpunkty, postaram się to uporządkować i zejśc do 20 :]]
            • siostra_bronte Re: "Most na rzece Kwai" 16.11.15, 16:13
              Brzmi intrygująco!

              Nie, to byli Tajlandczycy :) Z ciekawości sprawdziłam te lokacje. Obóz był w południowej Birmie (obecnie Mjanma lub z angielska Myanmar).

              Sears dotarł do wioski w Tajlandii. Linia kolejowa miała połączyć Bankok w tejże Tajlandii z Rangunem w Birmie. Szpital amerykański i baza Brytyjczyków były na Cejlonie (obecnie Sri Lanka), gdzie zresztą kręcono cały film. Uff...

              Tak, Sears był świetny! Miał sporo poczucia humoru. Ta uwaga o "burzliwej owacji" i pomysł skakania bez spadochronu :)
              • siostra_bronte Re: "Most na rzece Kwai" 16.11.15, 16:48
                Szpital był oczywiście brytyjski.
              • grek.grek Re: "Most na rzece Kwai" 17.11.15, 10:23
                dzięki, Siostro, na pewno część z tych rzeczy będzie pachniała truizmem, ale co tam... :]

                o, swietny research, Siostro :]

                haha, to prawda.
                nieodmiennie Sears przypominał mi dobrego wojaka Szwejka.
                ten sam sceptycyzm, ironia i pacyfistyczno-hedonistyczno-bumelanckie nastawienie.
                przy tej róznicy, że Sears okazuje się, w momentach próby, naprawdę świetnym
                zołnierzem i... surwiwalowcem.
              • grek.grek Re: "Most na rzece Kwai" 17.11.15, 10:38
                A zatem, oto co mi się rzuciło w oczy i uszy podczas seansu... :]]

                Marsz gwizdany - nie dziwię się, ze to scena kultowa. Brzmi i wygląda naprawdę niecodziennie i zapada głęboko w pamięć.

                Strategie przetrwania i radzenia sobie z niewolą : Nicholson ma swoją, Sears też. Pozostanie i walka o godnośc, ucieczka i zapomnienie [co Searsowi nie będzie dane].

                Strategie płk Saito, celem złamania ducha oporu przeciwnika : pomiatanie [w sensie dosłownym] Konwencjami i wojennymi dobrymi obyczajami, policzkowanie Nicholsona, szydercze uwagi jakoby "przestali być żołnierzami, gdy stracili broń i poddali się". Kiedy Nicholson odmawia podporządkowania się nakazowi Saity, aby on i oficerowie pracowali ramię w ramię ze zwykłymi zołnierzami - pojawia się pobicie i karcer. Dla Nicholsona karcer szczelnie zamknięty i w pełnym słońcu, co przy temperaturach tropikalnych, jest zaiste mocnym argumentem w ręku japonskiego pułkownika.

                Saito ma jednak słabszy punkt, którym jest termin, w jakim musi się wyrobić z budową mostu, a idzie mu ona jak po grudzie. Zatem, pułkownik Nicholson wie, ze zwycięstwo jest tylko kwestią czasu i wytrwałości.

                Sceny, w których wywlekanemu z karceru i idącemu niepewnie na załamujących się nogach Nicholsonowi, jego żołnierze salutują, albo gdy śpiewają mu okolicznościową pieśń wyrażającą poparcie dla jego postawy - tyleż są wzruszające, co... pachną jednak ciut amerykanizmami :} Ale za to w jak najlepszym guście.

                Jest jeszcze jedna strategia przetrwania : Doktora.
                Doktor stara się nie być cwaniakiem/ucieknierem jak Sears, ale i nie ma zamiaru być bohaterem, jak Nicholson. Chce być racjonalistą, robić swoje, mediować pomiędzy stronami. Jego interwencja, kiedy mówi Saito "Czy twój kodeks honorowy [Bushido, na który powołuje się Saito] pozwala zabijać bezbronnych ?", powoduje u pułkownika chwilowe otrzeźwienie, a może tylko skłania go do dłuuugiej chwili refleksji, po której Saito postanawia raczej wymusić coś na Nicholsonie niż go pacyfikować na siłę.

                "Przez chwilę, pomiędzy ucieczką, a śmiercią - byli zołnierzami" - tak mówi Saito, kiedy znalezione zostają ciała martwych żołnierzy, który podjęli ucieczkę wraz z Searsem. Tylko jemu się udało. Bardzo ciekawa uwaga, ale także bardzo tendencyjna.

                Zabawne na swój sposób, jest to, że Saito i Nicholson mówią o sobie nawzajem dokładnie to samo.
                Saito : "On jest szalony", Nicholson "Podejrzewam go o szaleństwo" :]
                Jednoczesnie, nie mówią tego z ironią, mówią to serio, i czuje się przebijający przez ich ton rosanący szacunek dla przeciwnika, uznanie i ten rodzaj bliskości [mentalnej], która mozę powstać tylko między zażartymi wrogami, ale wrogami posiadającymi wewnętrzną godnośc i klasę.

                Saito najpierw prezentuje się jako mały dyktator, ale z czasem nabiera barw i niuansów.

                świetna jest rozmowa Doktora z NIcholsonem, kiedy Doktor próbuje go przekonac, ze dalszy opór nie ma sensu i szkodzi wszystkim. Nicholson ledwie żyje, ale trzyma się, i nie zamierza zbastować. Siedzą u włazu karceru i rozmawiają. Saito obserwuje ich ukradkiem, bo sam zezwolił Doktorowi na odwiedziny u Nicholsona, mając nadzieję, ze zdoła przekonać pułkownika do porzucenia swojej dumnej postawy.

                cdn
                • grek.grek Re: "Most na rzece Kwai" 17.11.15, 10:53
                  Znakomity jest moment, kiedy wyczerpany ucieczką Sears, zauważa zbierające się nad jego głową sępy. Cóż za momentum... Wlecze się ostatkiem sił, i nagle jakieś kolorowe ptaszysko rzuca się prosto na niego, z góry, Sears wrzeszczy spanikowany - okauzje się, ze to nie ptaszysko, ale... latawiec, puszczany przez dzieci z wioski, która szczęsliwym trafem stanęła na jego drodze.

                  Saity strategii ciąg dalszy - paczki dla żołnierzy. Paczki... z Czerwonego Krzyża, najpewniej przejęte albo wprost zrabowane przez japońskich żołnierzy. Dając im prezenty chce zmienić ich nastawienie do protestu ich pułkownika. Na darmo : żołnierze otwierają paczki, cieszą się jak dzieci, ale między sobą drwią "Dają nam nasze własne paczki ! haha !".

                  "Jesli pan nie skończy budowy na czas, co się z panem stanie ?"< pyta Nicholson, a Saito odpowiada "Będę musiał popełnić samobójstwo". Czy to nie wspaniała sprawa, że hakiem, jaki na Saitę ma Nicholson, jest rzecz z zakresu kultury japońskiej ? Honorowe samobójstwo z powodu niewywiązania się z powierzonego zadania. To ratuje Nicholsona. Świetnie sfilmowana jest scena, kiedy japońscy żołnierze otwierają karcer i go wyciągają. Siedzący nieopdal zołnierze brytuyjscy podnoszą się na równe nogi, podchodzą do ogrodzenia, zaciekawieni co się wydarzy - kamera skupia się na włazie do karceru, ale całe tło, w oddali, wypełnia się tłumem ludzi. I salutują mu, kiedy krokiem 'pijanego mistrza' idzie do chaty pułkownika Saity. Nicholson cały czas stara się zachować wypręzoną postawę ciała i równy krok. Cięzko mu idzie, wiadomo..., ale Alec Guiness walczy po mistrzowsku.

                  Bardzo znacząca jest scena, kiedy oto grucha informacja, że Nicholson przemógł Saitę - oficerowi zajmą się dowodzeniem żołnierzami ale nie będą pracować. Brytyczycy wiwatują, niosą pułkownika na ramionach. W tym samym czasie, w małym pokoiku w swoje chacie, Saito w twarzą w oparciu łózka przeżywa swoją klęskę. wspaniały kontrast.

                  Taktyka Nicholsona ofk stricte godnościowa jest, racjonalna, i jedyna sensowna : zbudujmy ten most. Nie dla nich, ale dla siebie. Pokażmy im, co potrafimy. CO z tego, ze oni będą z niego korzystać, ich pociągu i wojsko. grunt, że to nasze dzieło. Ma rację : praca, wysiłek, wspólny cel lepiej zbudują morale i wspólnotę żołnierzy w niewoli niż gnuśność.

                  A kiedy okazuje się, ze Japończycy nie mają pojęcia o budowie mostów, i przejmują całe przedsięwzięcie jeńcy brytyjscy, którzy organizują naradę, pokazują plany, dominują wiedzą i pewnością siebie, wygląda to tak jakby Japończycy zatrudnili inżynierów na kontrakt :] Scena tej narady jest jedną z najciekawszych. Brytyjczycy dostają wszystko czego chcą, siedzą jak równy z równym ze swoimi ciemięzycielami, jedzą, donoszona jest im herbatka, a Saito zgadza się nawet na to, zeby jego żołnierze wspomagali pracą budowę mostu. W końcu : liczy się termin. Trzeba zdązyć, nie ma wyjścia. I kto tu rządzi ? No kto ? :]]

                  Doktor do Nicholsona "To co pan robi, przy odrobinie złej woli, można by nazwac... kolaboracją z wrogiem". Doktor jest niegłupi i myśli, ale czasami scenarzyści pakują go w niezłe maliny. Wyraża te wątpliwości, które w świadomości widza zostały już pokonane przez niezłomną i wiarygodną wizję i pomysły Nicholsona.
                  • grek.grek Re: "Most na rzece Kwai" 17.11.15, 11:12
                    Sears na Cejlonie.
                    Dziewczyna, plaża, słońce... Po co mu powrót do tego piekła w dżungli ?
                    Scena, w której okazuje się być zaledwie majtkiem, który przywłaszczył sobie tożsamośc, a szczegolnie stopień wojskowy, poległego kontradmirała [żeby móc uzyskać przywileje w niewoli] - zabawna bardzo, bo Sears wije się jak piskorz, a przesłuchujący go oficer bawi się z nim w kota i mysz, bo od początku doskonale wie, kim jet Sears - ma jego akta :]

                    To jak próbuje się wyreklamować z udziału w misji, której celem jest zniszczenie mostu na Kwai, też komizmem zalatują, o czym napisałaś Siostro :]

                    Co ciekawe, Sears to Amerykanin. Nie wydaje mi się, aby Amerykanie zadowoleni byli z tego, ze ich zołnierza odmalowuje się w takich barwach, na tle dzielnych Anglików ;'] Ale wg mnie, jesli powyższe trzyma się realiów, nie powinni narzekać : Sears jest ciekawą postacią, niejednoznaczną, no i w momentach próby nigdy nie zawodzi, a nawet udaje mu się uciec z obozu, z którego - jak zapewnia płk Saito - nie można nawiać [dlatego nie jest on otoczony żadnymi zasiekami, bezkresna dżungla jest wystarczająco morderczą pułapką dla śmiałka, który podejmuje się ucieczki].

                    Nie jest to pokazane w zbyt drastyczny sposób, ale droga przez dżunglę, to istna szkoła przetrwania. Co ciekawe, brytyjscy żołnierze znoszą ją gorzej niż młode Tajki :], aczkolwiek pan żołnierz walczący z kontuzją kostki, a mimo to wspinający się, pokonujący trudne tereny górzyste i przedzierający się przez przyrodę - wykazuje prawdziwy hart ducha.

                    Świetna jest scena, kiedy Nicholson zabiera z lazaretu lżej chorych pacjentów, żeby pomogli w pracy przy moście. Idzie pierwszy, dumnie wyprostowany, a oni za nim : jeden kuleje, drugi się chwieje, trzeci używa zagipsowanej' nogi jak kuli do podpierania się... przedziwny korowód ;]

                    A zza okien swojej chaty Brytyjczykom przygląda się Saito. Z podziwem rosnącym. To też wymowa tego filmu ; wrogowie nabierają do siebie szacunku, w miarę przebywania ze sobą, poznawania się.

                    Kiedy Sears i jego grupa zabijają zołnierzy japońskich z przypadkowego patrolu, który nakrył ich w dżungli, setki ptaków podrywają się do lotu na huk wystrzału. Kamera przez dłuższy moment pokazuje tylko to. Dopiero potem przerzuca oko na leżących w strumieniu i na skałach, w kałużach krwi, martwych Japończyków.

                    To zresztą mocne : Brytyjczycy chcą wysadzić most budowany przez Brytyjczykow i będący dla nich źródłem dumy. Kiedy Sears i inni przyglądają się budowniczym, zauważają stojącą grupę jeńców i Japończyków. Sądzą że Japończycy drwią i szydzą z Anglików. Kiedy z bliska widzimy to ujęcie : widać i słychac, ze dotyczy ono przybijania tablicy pamiątkowej na moście : że zrobili go brytyjscy żołnierze.

                    Rozmowa Nicholsona z Saitą - o której mówiłaś Siostro, kiedy Nicholsonowi zbiera się na wyznanie, że martwi się o to, co zostanie po jego śmiercvi, co zostawi po sobie... Może ten most jest czymś pokrzepiającym w tym kontekście ? Saito słucha, robi kilka kroków w jego kierunku, z pewną taką atencją. Bardzo kameralna, intymna scena, w której porouzmienie między dwoma zaciekłymi... wrogami niknie, widzimy w nich raczej przeciwników i rywali niż - otóż - wrogów. Przeciwników mających do siebie nawzajem zaufanie i respekt.

                    cdn
                    • grek.grek Re: "Most na rzece Kwai" 17.11.15, 11:25
                      Moment kiedy Nicholson zauważa przewody pod mostem, które w jasny sposób dowodzą, iż zamontowane są pod spodem ładunki wybuchowe. Wiedzą to też zamachowcy. Czekają z detonacją. Pociąg nadjeżdza... Słychać jego odgłos przez cały czas tej nerwowej końcówki - znakomity zabieg ! Podnosi temperaturę całej sekwencji. Zastępuje tykający zegar bomby [w przenośni].

                      No a potem... ginie Sears, ginie Saito, ginie Nicholson, który w ostatniej chwili orientuje się, ze próbuje uniemożliwić wykonanie rokzazu dowództwa. Chce to naprawić, ale zostaje postrzelony. Pada na detonator, uruchamia reakcję i w widowiskowej niezwykle scenie - napisałaś o niej również Siostro - most z pociągiem lądują w rzece. Doskonała scena. Pod każdym względem.

                      Ten z kontuzjowaną kostką, śledzi akcję z ukrycia - w pewnym momencie, kiedy widzi, ze Nicholson próbuje przerwać ich akcję, a japońscy żołnierze rzucają się do natarcia na zamachowców, zrywa się na równe nogi i krzyczy do Searsa : "ZAbij go ! Zabij go". Chodzi o zabicie Nicholsona. Pułkownika brytyjskiej armii. Niesamowity moment. Co jest ważniejsze : wykonanie zadania brytyjskiego sztabu czy dzieło będące znakiem energii i mądrości brytyjskiego zołnierza ?

                      I Doktor, który na tym pobojowisku wygłasza puentę : "Szaleństwo... to szaleństwo". Spokojnym, ale przejmującym tonem. Niczym Kurtz z "Jądrze ciemności' podsumowujący... własnie - co ? Swoje życie ? Wojnę, prowadząca do nieobliczalnych czynów i reakcji ? Właściwości charakterów ludzkich, czy szerzej - natury ludzkiej ? A może WSZYSTKO ?

                      Uff, to tyle :]
                      • siostra_bronte Re: "Most na rzece Kwai" 17.11.15, 16:11
                        Świetny tekst, Greku :) Napisałeś chyba o wszystkim!

                        Nicholson chce pokazać Japończykom siłę i hart ducha swoich żołnierzy. Przy okazji zapanować nad upadkiem ich morale. Zabawne są te sceny, kiedy pułkownik razem z oficerami ogląda most, a w rzece radośnie pluskają jego ludzie :) No i chce ostawić coś trwałego. Jaki jest podekscytowany kiedy jeden z oficerów mówi o wiązach, które mogą przetrwać 600 lat!

                        I tak, doktor (znakomita rola Jamesa Donalda) próbuje go hamować w jego pomysłach. Tutaj nie ma żadnej cywilizacji! "Mamy więc okazję ją wprowadzić" ze stoickim spokojem mówi Nicholson.

                        Relacja między Nicholsonem i Saito jest niezwykle ciekawie pokazana. Na początku to oczywiście wrogość, ale z czasem rozwija się coraz bardziej. Świetne są te momenty kiedy widzimy Saito przeżywającego swoją klęskę po wypuszczeniu Nicholsona, albo obserwującego z dala, jak napisałeś, i z podziwem, korowód chorych z pułkownikiem na czele. No i ta scena rozmowy na moście, znakomicie nakręcona, z Nicholsonem, który stoi tyłem i do Saito i do nas. I ta upuszczona do rzeki pałeczka (?), którą na początku filmu Saito wyrywa z ręki pułkownika i rzuca na ziemię.

                        Tak, ta scena kiedy Nicholson z oficerami przedstawia plany budowy jest znakomita. Pod koniec Saito jest już wykończony psychicznie. "Już wydałem rozkazy..." mówi z dużym wysiłkiem.

                        W scenie kiedy Nicholson zostaje przyprowadzony z "piekarnika" do Saito, to paradoksalnie on ma przewagę. Bo Saito gonią terminy. Kiedy obaj wstają od stołu Nicholson spokojnym głosem mówi "niech pan siada" i Saito robi to bez zmruzenia okiem. Ale potem wybucha: "nienawidzę Anglików!". I wcale mu się nie dziwię :)

                        Ta scena z ptakami, zrywającymi się w dżungli po strzelaninie jest piękna. W ogóle zdjęcia w filmach Leana to osobny temat! Zdjęcia w Technicolorze to po prostu bajka!!

                        Wiesz, Sears też przypominał mi takiego wojaka Szwejka. Wiele razy mówi wprost co myśli o bohaterstwie i tej całej wojnie, choćby na początku kiedy chowa jakiegoś nieszczęśnika: "...który zginął za...właściwie za co?". Akcja z mostem pokazuje cały absurd wojny.

                        Widziałam ten film kilka razy i wciąż jestem pod wrażeniem jak doskonale to wszystko jest zrobione. I podkreślę raz jeszcze, w całkowicie naturalnym otoczeniu. Film trwa ponad 2,5 godziny, ale ani przez chwilę się nie dłuży. Of course młodziaki nie wytrzymają takiego wolnego tempa :) Ale dla mnie ten spokojny rytm z jakim rozwija się akcja jest jak najbardziej naturalny.

                        Sama konstrukcja scenariusza jest kapitalna. Najpierw wprowadzenie w temat, obóz, Nicholson, Sears. Potem ucieczka. I akcja z wysadzeniem mostu. Długa droga Searsa i jego towarzyszy. A w obozie trwa budowa mostu. I te dwa wątki przetną się na końcu w niezwykle efektownym finale.

                        Powtórzę się, dla młodszych widzów to pewnie kino w "starym stylu", bez żadnych efektownych chwytów i eksperymentów, ale dla mnie David Lean to jeden z największych mistrzów kina. Sposób w jaki łączy epicki rozmach z wyrazistymi portretami psychologicznymi swoich bohaterów to coś niezwykłego!












                        • pepsic Re: "Most na rzece Kwai" 17.11.15, 20:47
                          Nie wiem, czy uchwyciliscie scenę, kiedy ledwo żywy Nicholson po wyjściu z karcera odmawia jedzenia i picia chcąc zamanifestować swoją niezłomność, a Seito mówi, że będzie musiał popełnić harakiri, jeśli most nie zostanie wybudowany w terminie. Na tę wiadomość Nicholson ochoczo wypija w szklaneczkę whisky. Ale tak po prawdzie nie dotrzymałam wam kroku do końca, młodziaki nie wytrzymują takiego tempa;)
                          • siostra_bronte Re: "Most na rzece Kwai" 17.11.15, 23:34
                            Haha. Ale brawo, że przynajmniej próbowałaś :)
                            • pepsic Re: "Most na rzece Kwai" 19.11.15, 18:20
                              Pozostaje mi tylko żałować imponującej końcówki.

                              Ps. Wcale tak mało nie obejrzałam, bo do sceny werbunku samozwańczego komandora. Eh te reklamy.
                          • grek.grek Re: "Most na rzece Kwai" 18.11.15, 11:10
                            ot co znaczy bystre oko :] świetne spostrzeżenie.

                            przypominała mi się jeszcze scena, kiedy brytyjscy żołnierze bawią się i świętują po oddaniu mostu do użytkowania, a w chatce Saito uprawia kaligrafię i generalnei oddaje się z namaszczeniem jakimś japońskim czynnościom. Zza okien dochodzą odgłosy wesołej zabawy żołnierzy.

                            piękny obrazek współistnienia różnych, i obcych sobie, kultur, doskonale zarysowany kontrast.
                        • grek.grek Re: "Most na rzece Kwai" 18.11.15, 11:07
                          dzięki, Siostro :]
                          chaotycznie trochę, więc tym bardziej cieszę się, że dało się przeczytać.

                          yes :]
                          niektórzy nawet skaczą sobie szczupakiem do wody, jakby byli na pływalni :]

                          prawda.
                          to coś więcej, dla Nicholsona osobiście, niż tylko praca dzięki której pomoże żołnierzom podnieść morale i zwycięzyć poczucie klęski. To także budowanie małego pomnika samemu sobie.

                          yes, doskonale do opisałaś.
                          Saito zyskuje w miarę rozwoju akcji - na początku jest małym zawziętym dyktatorem. Z czasem wyłazi z niego człowiek z krwi i kości. Nie ma co ukrywać, że skutecznie działa tutaj presja czasu, który nie działa na jego korzyść.

                          to też jest znakomite : sposób w jaki zmienia się cięzar na szalkach tej wagi. Brytyjczycy, choć ani na moment nie są stłamszeni czy pobici [gwiżdżą dziarsko maszerując, aby nas o tym zapewnić], są jednak w stanie podległości, by powoli, ale wytrwale przejmować nad wszystkim kontrolę. Jesli sensem istnienia całego obozu jest budowa mostu, to oni - inżynierowie i budowniczy - są tutaj najważniejsi i jedynie istotni.

                          całą dwoistośc Searsa pokazuje scena, w której dowódca tej wyprawy zamachowej na most, pada i nie może już sam iśc, z powodu kontuzji nogi. Mówi do Searsa "zostawcie mnie tu, dam sobie jakoś radę...", na co Sears najpierw wybucha "Ech, wy i wasze bohaterstwo, wasza odwaga by umrzeć... niech was szlag, chodzi o to by żyć!", ale sekundę później każe sporządzić nosze, na których cały zespół będzie niósł kontuzjowanego. Sceptyk, ironista, racjonalista i... bohater mimo woli. Przypominał mi trochę bohaterów MASH :]

                          podpisuję się pod każdą z Twoich uwag dotyczących realizacji, scenariusza i energii tego filmu, Siostro :]

                          znakomity film ! znakomite kino !

                          dzięki Ci, Siostro, że tak wytrwale przypominałaś o "Moście..." :]
                          bez Twojej czujności, możliwe że nigdy bym tej zaległości nie odrobił i straciłbym wiele wspaniałych wrażeń filmowych.
                          dzięki :]
    • barbasia1 Greku, kompa szybko naprawiaj i wracaj! 15.11.15, 17:19
      Powrotna Bossa Nova

      www.youtube.com/watch?v=nwVMiDodn5A
      • grek.grek Re: Greku, kompa szybko naprawiaj i wracaj! 16.11.15, 11:29
        dzięki,Barbasiu :]]

        już wracam :]
        wczoraj, a najpewniej w nocy z soboty na niedzielę, padł któryś z nadajników.
        w niedzielę obsługa nie działa, więc dopiero dzisiaj, dosłownie przed kwadransem, dokonali naprawy.

        stay tuned :]
        i'm not done yet !

        nie wiem, czy nie będą dzisiaj jeszcze przełączać coś, więc nie wiem jak będzie, ale net fruwa jak szalony, więc powinno być dobrze :]

        Siostro, obejrzałem "Most na rzece Kwai" :]
        pamiętałem, że mówiłaś o 15 listopada, ale nie pamiętałem o której stacji, na szczęscie przydał się papierowy program tiwi.

        obejrzałem, posiadam liczne notatki i nie zawaham się ich użyć ! ;]

        stay tuned, Czcigodni.
        I'm back !
        • siostra_bronte Re: Greku, kompa szybko naprawiaj i wracaj! 16.11.15, 13:23
          Cieszymy się! :)
          • grek.grek Re: Greku, kompa szybko naprawiaj i wracaj! 16.11.15, 15:30
            dziękuję, Siostro :]

            ja również :]
        • barbasia1 Re: Greku, kompa szybko naprawiaj i wracaj! 16.11.15, 21:09
          Good news! :))
          • grek.grek Re: Greku, kompa szybko naprawiaj i wracaj! 17.11.15, 11:25
            dzięki, Barbasiu ! Cześć ! :]
            • barbasia1 Re: Greku, kompa szybko naprawiaj i wracaj! 17.11.15, 19:44
              Cześć, Greku! :)
    • barbasia1 Wieczorem też "Quantum of Solace" i "Korczak" 15.11.15, 17:30
      Dziś powtórkowy wieczór w TVPKultura i TVP2. TVP2 przypomina "Quantum of Solace" drugi w kolejności film z Danielem Craigiem w roli Jamesa Bonda (Greku Most, czy jednak jak zapowiadałeś Quantum?), W TVPKultura film "Korczak" w reż. Andrzeja Wajdy, początek o 21:05 .
      • grek.grek Re: Wieczorem też "Quantum of Solace" i "Korczak" 16.11.15, 12:27
        miałem chęć obejrzeć "Quantum", Barbasiu, ale obejrzenie "Mostu..." miałem chęć większą i wyższą stażem :]]

        za tydzień "Skyfall" :"] to już będę musiał obejrzeć, hehe.
        w środę "Dziewczyna z tatuażem" w TVN7, a w czwartek "Ida" w Kocham Kino.
        zapowiada się, częściowo powtórkowy - cóż poradzić..., ale bardzo dobry filmowy tydzień, a to co powyżej, to tylko złapane w locie informacje, przy bliższym oglądzie może się okazać, że będzie więcej ciekawych filmów.

        no i Fellini w piątek :]
    • barbasia1 Serial "Camelot"(2011)w Puls 2 godz. 20:00 15.11.15, 17:47
      Też niezła propozycja na jesienny deszczowy wieczór!
      Efektowny kostium na zdjęciu pod linkiem.
    • grek.grek "Imigranci" w kinach 17.11.15, 15:18
      jakby nie patrzeć, najświeższy zdobywca Złotej Palmy, więc choćby z tego powodu, nie wspominając o gorącym w ostatnich miesiącach temacie uchodźców, warto wspomnieć :

      esensja.stopklatka.pl/film/recenzje/tekst.html?id=21666
    • grek.grek współczesne kino rosyjskie/na okolicznośc Sputnika 17.11.15, 15:24
      IX przegląd kina rosyjskiego Sputnik właśnie trwa, podobno [bo relacji nie widać, czyżby... embargo ? sankcje ? ;)].

      artykuł z okazji.
      sporo miejsca poświęca się tutaj "Bratu", do którego Was namawiam nieustannie ;).
      o tym, ze rezyser Aleksiej Balabanow zmarł - wiedziałem, ale że młody aktor z "Brata", pan Bodrow, również nie żyje... nie miałem pojęcia. Okoliczności śmierci - w tekście są dokładnie opisane. Jak również kilka dobrych zdań nt samego filmu, na który będę Was znów namawiał, przy pierwszej kolejnej okazji, i wszystkich następnych :]


      kultura.gazeta.pl/kultura/1,127222,19181406,lokalny-rys-i-wyrazny-uniwersalizm-takie-jest-najnowsze-kino.html#BoxKultImg
      • siostra_bronte Re: współczesne kino rosyjskie/na okolicznośc Spu 17.11.15, 16:36
        Muszę kiedyś obejrzeć "Brata", skoro tak go polecasz. Tak, gdzieś czytałam o śmierci Bodrowa.
        • grek.grek Re: współczesne kino rosyjskie/na okolicznośc Spu 18.11.15, 10:54
          bardzo zachęcam :]

          znaczący film, w tekście bardzo celnie porównany do kina Pasikowskiego : gatunkowe, ale jednocześnie bardzo głęboko wnikające w społeczno-polityczne wątki, opowiadające o społeczeństwie po zmianie, o nowych porządkach po 89.
    • grek.grek 20:00 Polsat "Salt" 17.11.15, 15:36
      Angelina Jolie jako agentka CIA, której zarzucone zostaje szpiegostwo na przeciw własnemu rządowi i prezydentowi, co zmusza ją do ukrywania się przed likwidacją i stawia przed koniecznością ocalenia dobrego imienia poprzez zdemaskowanie prawdziwych spiskowców.

      niezła obsada, są tutaj jeszcze Liev Scheiber i Chiwetel Ejiofor, no i Daniel Olbrychski w gościnnej roli, a jakże, rosyjskiego agenta bynajmniej nie ubezpieczeniowego.

      Philip Noyce to niezły reżyser, "Sliver", "Kolekcjoner kości", to sensacyjno-kryminalne kino na dobrym poziomie.

      Kurt Wimmer, scenarzysta, maczał palce w "Rekrucie" czy "Equlibrium", żadnych fajerwerków wybitności, ale rzemiosło całkiem solidne.

      budżet składkowy, hehe, 110 mln zielonych prezydentów. Nieźle.

      "Salt" - wyszedł, mówiąc krótko. Przynajmniej na tablicy wyników.
      włożyli 110 mln, wyjęli prawie 300.
      Mam najgorsze przeczucia ;]

      Na Rotten Tomatoes 62 % z 231.
      na metacritic 65 % z 42.
      wychodzi na to, ze vox populi rzecze : rzemiosło dobre, ale wzlotów ponad pewien
      poziom nie oczekujcie :]

      o 23:05 "Zły porucznik" Herzoga, jeden z tych filmów, o których wiadomo wszystko, poza jednym : po jakkiego grzyba je nakręcono ? :]
      • siostra_bronte Re: 20:00 Polsat "Salt" 17.11.15, 16:51
        Ten film krąży w tv, ale jakoś nie mogę się do niego zabrać, mimo, że jak już pisałam, naprawdę lubię dobrą rozrywkę (np. seria z Bournem). Zniechęca mnie głównie Jolie, która delikatnie mówiąc, wybitną aktorką nie jest.
        • grek.grek Re: 20:00 Polsat "Salt" 18.11.15, 10:49
          zdecydowałaś się, Siostro ? :]

          ja owszem.
          najkrócej rzekłbym, że te 60 % to ocena najzupełniej fair.

          pomysł oczywiście z kosmosu: w Rosji, za czasów ZSRR, prowadzono internat, w którym szkolono przyszłych agentów specjalnych. Od dziecka wpajano im amerykańską kulturę, język, obyczaje i całą resztę. Potem przerzucono ich do Ameryki, gdzie zdobywali wykształcenie, umiejętności, wtapiali się w społeczeństwo, a w istocie byli "śpiochami", czyli grupą terrorystów gotowych do wykonania zadania, jakie zostanie im zlecone w odpowiednim momencie.

          Zadaniem okazuje się : najpierw zabicie rosyjskiego prezydenta wizytującego Amerykę, a potem wywołanie wojny nuklearnej poprzez atak atomowy na państwa islamskie.

          ofk, Evelyn Salt, uznana agentka CIA, także była szkolona w tym ośrodku radzieckim. I jest częścią siatki czekajacej na swój wielki dzień.

          Tym bardziej idiotycznie wygląda pomysł zdekonspirowania jej przez agenta, który ją wyszkolił, Orłowa, który sam się zgłasza do CIA i wprost sugeruije że Salt jest agentką wyznaczoną do zabicia prezydenta Rosji :] Salt zamiast odpierać oskarżenia - decyduje się na ucieczkę. Orłow też ucieka, zabijając agentów amerykańskich. Rozwałka w siedzibie CIA. Ani komandosi ani system zabezpieczeń drzwi i okien nie powstrzymują dzielnej Salt, która umie nawet zrobić bombę na poczekaniu, niczym kobieca wersja McGyvera.

          Salt ucieka dalej. Przede wszystkim goni ją CIA, ale ważniejsze dla niej jest znalezienie męża, którego porwali Rosjanie - Orłow i jej "bracia" z tego specjalnego ośrodka, w którym była jako dziecko i nastolatka. Dzisiaj wszyscy są już dorośli oczywiście.

          Jakie tam się rzeczy dzieją : skoki po dachach pędzących samochodów, strzelanki, gonitwy. A jak już SAlt odnajduje swoich, to dowiaduje się co planują, a kieedy na jej oczach zabijają jej męża, sądząc, ze był dla niej tylko przykrywką i nic nie znaczy w jej życiu - łapie za granaty i karabin i strzela do nich jak do kaczek. Wszyscy giną.

          Najlepsze jest to, ze Salt faktycznie strzela do prezydenta Rosji. Facet pada i nie żyje. To znaczy, wszyscy sądzą, że nie żyje, ale potem okazuje się, że jednak żyje, bo Salt użyła nabojów częściowo usypiających, częsciowo paraliżujących na czas określony.

          W towarzystwie jednego z rosyjskich "braci", w przebraniu rosyjskiej oficer, i w przyklejonej do twarzy synetycznej skórze, udaje się jej wejśc na zamknięty meeting prezydenta Ameryki z oficjelami i wojskowymi z całego świata, bo przecież zabito rosyjskiego prezia [jeszcze nie wiedzą, że jednak żyje], Rosja warczy, trzeba działać.

          No i mamy ostateczne starcie, w którym ujawnia się ostatni agent śpioch, jest nim przyjaciel Salt, bardzo wysoko postawiony agent, który porywa prezydenta amerykańskiego i chce wymusić na nim uruchomienie kodów startowych bomb nukleartnych wymierzonych w Mekkę i Teheran. Salt ofk stara się go powstrzymać i zgadnijcie czy się jej udaje i czy przypadkiem nie dzieje się to w ostatniej chwili, dosłownie sekundę przed zakończeniem procedury aktywacji... ;]

          Prezydent obrywa w ucho przy tym wszystkim, ale sytuacja zostaje opanowana przez wkraczające do pokoju wojsko - a że to Salt była poszukiwana za zamach na prezia Rosji, to ona zostaje aresztowana pod zarzutem próby wywołania wojny nuklearnej, a ten właściwy agent zostaje bohaterem.

          Udaje się jej udusić - jest to pewna sztuka, jesli macie ręce skute kajdankami z tyłu i prowadzi was obstawa uzbrojonych po zęby żołnierzy, ale przy odpowiedniej dozie akrobatycznych zdolności, może się udać, czego dowodzi film ;) - swojego przeciwnika, a potem przesłuchuje ją sam szef CIA. Służby odkryły zabite komando Orłowa, a na miejscu zdarzenia odciski palców Salt. No i podczas tej swojej nieustannej ucieczki, Salt jeden raz mogła odstrzelić szefa CIA, ale nie zrobiła tego, co ma być teraz jej alibi na stanie po właściwej stronie. Szef CIA bije się z myślami i ostatecznie puszcza ją wolno... z helikoptera lecącego nad Hudson River. Idzie zima, śnieg już leży, a Salt w samej koszuli wyłazi z wody i biegnie. I koniec :]

          Angelina jako Lara Croft 2.0 ;] Momentami, patrząc na jej sylwetkę, trudno uwierzyć nawet w to, że ma dośc siły, by trzymać pistolet i z niego swobodnie strzelać jedną ręką. Do tego na ucieczkę przed CIA zakłada buty na koturnie. I co najlepsze, udaje się jej biegać w nich szybciej od wytrenowanych agentów i jak skacze z dachu na dach, to w ogóle nie widać, zeby groziło jej skręcenie stawu skokowego ;]

          Za to urodę ma kosmiczną, zwłaszcza jak nosi czapkę i nie widać jej koszmarnej fryzury, hehe.

          Naiwności jest bez liku, na czele z tym, że CIA pozwala uciekać komukolwiek z własnej siedziby, a myślenie dowódców biegnie w tempie przejedzonego ślimaka - np. nikt nie wpada na to, żeby momentalnie obstawić dom Salt, już nie wspominając o tym, że sama SAlt pierwsze kroki po ucieczce kieruje właśnie tam, gdzie potencjalnie najłatwiej przewidzieć.

          fabuła wyjaśnia, że agent Orłow demaskuje Salt, żeby zrobić z niej kozła ofiarnego, a tym samym zostawić poza podejrzeniem tego drugiego agenta w sercu CIA,żeby mógł wykonać ostateczną misję. Niby się to jakoś tam kupy trzyma :]

          wiele czasu na misternie szyte scenariusze nie ma, bo akcja pędzi jak koń na Pardubickiej. Angelina raz jest dośc komiczna, zwłaszcza kiedy próbuje się przekonać widza, że ona na tych koturnach sprintuje niczym Usain Bolt, chociaż widać, ze aktorka z wysiłkiem na twarzy biegnie niemal w miejscu, a o jej szybkim przesuwaniu się decyduje dynamiczny montaż ;] Potem Angelina jest znów operetkowa, kiedy rzuca granatami, strzela, i idzie przed siebie - swobodnie, pewna siebie, z pochyloną lekkką głowa, patrząc ni to z byka, ni to z ironią, a za nią i wokół trup ściele się gęsto, wszystko wybucha ogniście i tumany kurzu się wzbijają w powietrze.

          60 % - wg mnie, bardzo właściwa ocena :]
          • barbasia1 Re: 20:00 Polsat "Salt" 22.11.15, 19:18
            Zanim zlikwiduje swoich, Salt paskudnie obchodzi się z Orłowem, wbija mu znienacka w krtań szkło z rozbitej butelki.


            > Najlepsze jest to, ze Salt faktycznie strzela do prezydenta Rosji. Facet pada i
            > nie żyje. To znaczy, wszyscy sądzą, że nie żyje, ale potem okazuje się, że jed
            > nak żyje, bo Salt użyła nabojów częściowo usypiających, częsciowo paraliżującyc
            > h na czas określony.

            Wydaje mi się, a nawet jestem tego pewna, że Salt do zaaranżowania śmierci prezydenta Rosji użyła pająka, którego przezornie (sic ! ;) zabrała ze sobą z mieszkania, uciekając przed agentami CIA, po tym jak się stała podejrzana o agenturalność. Możliwe, że był to ten nowy gatunek pająka odkryty przez jej męża w Korei. Informacje o jadzie pająka wykrytym w organizmie całego i żywego prezydenta Rosji podali potem w telewizji , którą akurat w siedzibie CIA , oglądał agent-śpioch.

            Alibi na stanie po właściwej stronie na pewno daje jej też właściwe - amerykańskie pochodzenie. Wprawdzie od najmłodszych lat wychowała się w moskiewskim internacie czy sierocińcu była szkolona na agentkę przez samego Orłowa, ale z urodzenia była Amerykanką, córką amerykańskich nauczycieli pracujących w ambasadzie w Moskwie, którzy zginęli w wypadku.


            Angelina w roli Salt była sztuczna jak ta jej blond peruka.
            • grek.grek Re: 20:00 Polsat "Salt" 23.11.15, 12:14
              właśnie.
              a już miałem uznać Salt za agentkę wyjątkowo elegancko likwidującą przeciwników :]

              masz rację, Barbasiu.
              to był jad pająka.
              Salt mówi o tym w ostatniej sekwencji.

              yes.
              poza tym... to jednak schemat gatunkowy, wiesz... kiedy Salt jest zamknięta w budynku CIA - wiadomo, że musi się jednak wydostać; kiedy ucieka przed pościgiem, wiadomo że musi się jej udać; kiedy próbuje zapobiec wojnie nuklearnej - również trudno wątpić, by się jej nie powiodło. No i... agentka CIa grana przez Angeliną Jolie musi się koniec końców okazać wierną sztandarowi Ameryki specjalistką ;]]

              i z tą Twoją opinią muszę się zgodzić, Barbasiu :]
              swietnie Angelina zagrała w "Przerwanej lekcji muzyki", i w paru innych filmach, ale jako heroina kina akcji niezmiennie jest nienaturalna i sztywna jakaś taka.
      • barbasia1 Re: 20:00 Polsat "Salt" 17.11.15, 19:49
        > wychodzi na to, ze vox populi rzecze : rzemiosło dobre, ale wzlotów ponad pewien
        > poziom nie oczekujcie :]

        Tak to dobra recenzja. Oglądałam kiedyś "Salt". Chyba tylko dla Daniela Olbrychskiego w towarzystwie światowych gwiazd można obejrzeć ten film.
        • grek.grek Re: 20:00 Polsat "Salt" 18.11.15, 10:49
          w dużej mierze zgadzam się z Twoją oceną, Barbasiu :]
      • barbasia1 Re: 20:00 Polsat "Salt" 17.11.15, 20:16
        > "Salt" - wyszedł, mówiąc krótko. Przynajmniej na tablicy wyników.
        > włożyli 110 mln, wyjęli prawie 300.

        A'propos tych kwot anegdota:

        Największy błąd zrobiłem, nie przyjmując propozycji, żeby część mojego honorarium za "Salt" stanowił procent w zyskach - wyznał niedawno w wywiadzie dla Twojego Stylu [Daniel Olbrychski -ja]. Radziłem się wielu osób, m.in. Polańskiego... Wszyscy mówili: jest kryzys, lepsze pewne honorarium. Potem dowiedziałem się, że ten film zarobił 280 milionów dolarów.

        Ostateczne aktor zdecydował się na podpisanie umowy ze stałą gażą. Zarobił około 800 tysięcy złotych. Gdyby zdecydował się na udział w zyskach, mógłby dostać... 5 razy więcej.

        Jak informuje Super Express, proponowano mu 0,5 procenta z zysków. To na dzień dzisiejszy dałoby kwotę 4 milionów złotych.


        www.pudelek.pl/artykul/66996/jak_daniel_olbrychski_stracil_4_miliony_zlotych/
        • grek.grek Re: 20:00 Polsat "Salt" 18.11.15, 10:52
          ciekawe :]]

          w sumie, pan Daniel jest na "boisku" przez jakieś 10 minut [choć zapewne dubli było sporo], więc zarobił i tak znakomicie.

          z tego,co pamiętam, podobny błąd zrobił Anthony Quinn, który zrzekł się swoich praw do procentowego zysku z "La Strady". Film zarobił sporo, a pan aktor nie mógł sobie wybaczyć, że był tak lekkomyślny.

          ale pana Daniela na pewno stać na dobre... taksówki ;]
          • siostra_bronte Re: 20:00 Polsat "Salt" 18.11.15, 13:12
            Ja nie wiem jakie Olbrychski ma wydatki, że musiał jeszcze dorabiać w Biedronce :)

            Mnie przypomina się historia z Alekiem Guinnessem, tak przy okazji "Mostu...", który dostał 2.25% od zysków z "Gwiezdnych wojen" i zarobił na tym parę milionów. Chociaż podobno producenci obiecali wcześniej 2.5%, ale potem się wycofali.

            A William Holden tak chciał zagrać w "Moście..", że zgodził się na znacznie niższą gażę, ale i procent od zysków. Zarobił też świetnie.
            • grek.grek Re: 20:00 Polsat "Salt" 18.11.15, 15:31
              aktualnie, pan Daniel zapewne wydaje majątek na korzystanie z komunikacji miejskiej ;]
              • barbasia1 Re: 20:00 Polsat "Salt" 19.11.15, 21:02
                grek.grek napisał:

                > aktualnie, pan Daniel zapewne wydaje majątek na korzystanie z komunikacji miejskiej ;]

                Albo na prywatnego kierowcę? ;)
                • grek.grek Re: 20:00 Polsat "Salt" 20.11.15, 10:56
                  haha, możliwe.
                  zarobił na "Salt", to go stać ;]]
    • siostra_bronte Festiwal Camerimage 17.11.15, 16:45
      Też jakoś przemyka cichaczem. Pokazano już m.in. nowy film Spielberga "Most szpiegów" (częściowo kręcony we Wrocławiu). Tutaj linki:

      film.onet.pl/wiadomosci/camerimage-2015-dzien-pierwszy-most-szpiegow-i-dziewczyna-z-portretu-na-otwarcie/98n9c4
      film.onet.pl/wiadomosci/camerimage-2015-dzien-drugi-zupelnie-nowe-swiaty-relacja/hqjj1m
      film.onet.pl/wiadomosci/camerimage-2015-dzien-trzeci-skandal-w-kosciele-katolickim-i-skandalicznie-niedobry/bjtpyg
      • barbasia1 Re: Festiwal Camerimage 17.11.15, 19:56
        Dzięki za linki, Bronte! Rzeczywiście nawet umknęło rozpoczęcie festiwalu.
        Później poczytam.
      • grek.grek Re: Festiwal Camerimage 18.11.15, 10:53
        dzięki, Siostro :]

        sporo imprez filmowych w ostatnim czasie, właściwie co jedna się kończy, to druga się zaczyna. Jesień filmowa obfitością raczy :]
    • grek.grek "Sieć strachu. Życie gejów w Rosji", dokument TVP2 18.11.15, 11:55
      dokument dot. prześladowań homoseksualistów w Rosji.

      zawsze mieli pod górkę, a w ostatnim czasie rząd dodatkowo utrudnia im życie - np. za pomocą ustawy o możliwości odbierania dzieci dwóm osobom tej samej płci, które je wychowują. Do zrównania praw homoseksualistów z prawami dominującej większości - nie mogą nawet marzyć, coś jak w Polsce, tyle że w Rosji otwarcie politycy wysokiego szczebla potępiają homoseksualizm jako taki. podobnie jak Cerkiew, która od zawsze trzyma sztamę z władzą.

      milicja nie reaguje na akty przemocy, ale jak geje i lesbijki wychodzą na ulicę podemonstrować - zaraz się zjawia, legitymuje, sprawdza skrupulatnie czy przepisy są przestrzegane.

      Najgorsze jest jednak to, co wyprawiają bojówki młodzieżowe, które wykorzystują internet, by na portalach randkowych umawiać fikcyjne randki z gejami, zwabiać ich do prywatnych mieszkań, a tam ponizać, torturować, bić, wszystko nagrywając kamerą.

      Twórcy filmu biorą udział w jednym z takich, jak to nazywają sami aktywiści, "safari". Safari, dacie wiarę ? Z ofiarą umawia się przez telefon podstawiony chłopak, proponuje spotkanie w swoim mieszkaniu, chętny przychodzi, a tam już na niego czeka cała banda. Co najlepsze, dowodzona przez bardzo elokwentną dziewczynę, Katię.

      grożą mu pobiciem, gwałtem, wymuszają na nim coming out do kamery, a potem każą mu tańczyć erotycznie z puszkami piwa w dłoniach. Grzeczni ludzie. Zapewne z powodu obecności ekipy dokumentalistów. Nie wstydzą się jej, pozwalają filmować, bo wg nich walczą w słusznej sprawie. jaka to sprawa ? pedofilia. Wg nich, homoseksualizm i pedofilia są ze sobą tożsame.

      można swobodnie domniemywać, ze 'safari" w wykonaniu tej grupy "bojowników" zwykle mają ostrzejszy przebieg. Rzecz jednak w tym, że sam coming out złapanego geja, wpuszczony później do sieci w formie filmiku, jest ciosem w jego całe życie, bo w Rosji przyznanie się do homoseksualizmu grozi niemal pewną utratą pracy i oczywiście społecznym ostracyzmem w miejscu zamieszkania, moze nawet w rodzinie, która wcześniej nie wiedziała o orientacji syna/córki.

      w przebitkach pokazywane są fragmenty filmików z innych safari", którymi w Rosji zajmuje się wiele band "walczących z pedofilią". Geje są tam traktowani per noga i to w sposób bardzo nieoględny. po prostu są bici, kopani do nieprzytomności.
      I nikt z tym nic nie robi.

      Trzeba mieć odwagę, zeby się pokazać w takim dokumencie i zaryzykować wszystko. nawet życie. Tutaj znajduje się kilka takich osób, jeden młody chłopak, który wraz z koleżankami i kolegami nie boi się rozdawać uświadamiających ulotek na ulicach, a także para lesbijek, które wychowują dziecko i drżą ze strachu, że nowe przepisy spowoduja, że można im je będzie legalnie odebrać, tylko z tego powodu, że mieszkają razem.

      sądy umarzają postępowania wobec tych, którzy stosowali wobec homoseksualistów przemoc, a w dokumencie pokazują się "patrioci", wg których gejów należy "pozabijać", "wywieźć do obozów koncentracyjnych na Syberii" i inne takie. jeden z nich, to ojciec rodziny, mąz, tata... Inny to jakiś demonstrant publiczny, chudy z wąsem, który ponoć postrzelił geja na jakieś legalnie zorganizowanej paradzie homoseksualistów. Sąd właśnie go uniewinnia od zarzutów.
      jest też swiątobliwy ojczulek prawosławny, który daje kopa w tyłek nauce i uwaza że homoseksualizm, to coś, za co Bóg nie odpowiada i człowiek powinien plenić to coś ze społeczeństwa, by było zdrowe i się rozwijało błyskotliwie.

      geneeralnie, prezentowany na filmie poziom ignorancji i wroggości - przygnębiający.
      nigdy nie zrozumiem : jakie znaczenie ma cudzy seks, dla funkcjowania społeczeństwa ? dla poszczególnych jednostek ? cóż mnie obchodzi z kim i jak seks wyczynia pan listonosz albo pani w okienku ? co mnie to obchodzi ? w czym mi to może pomóc albo przeszkodzić ? dopóki nie ganiają z siekierą po ulicy i wykonują swoją pracę należycie, dopóty nic mi do ich seksu.

      odniosłem wrażenie, że ta antygejpowska banditierka, chowająca się za hasłami o "ochronie społeczeństwa przed pedofilią", to w niemal 100 procentach ludzie nie mający w życiui mądrego celu, przyszłości, szukający sobie zajęcia i odpowiedniego alibi dla swojego wyboru. Poza tym, nieodparcie dopada mnie myśl, że ci chłopcy po prostu boją się, że sami są homoseksualni. Tak bardzo się boją, ze podoba im się inny mężczyzna, że aby to wyprzeć ze swojej świadomości, nie dać się złapać na nieopatrznym geście, próbują stworzyć dla siebie niezawodne alibi bijąc i prześladując homoseksualistów. Biję gejów, więc sam nie mogę nim być - prosta zajawka ;]

      Rosja wiele ma do nadrobienia pod pewnymi względami.

      • barbasia1 Re: "Sieć strachu. Życie gejów w Rosji", dokument 19.11.15, 00:11
        Coś potwornego!


        > nigdy nie zrozumiem : jakie znaczenie ma cudzy seks, dla funkcjowania społeczeństwa ?

        Ja również.
        • grek.grek Re: "Sieć strachu. Życie gejów w Rosji", dokument 19.11.15, 11:17
          niestety, Barbasiu, dyskryminacja - to mało powiedziane.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka