zwierz.alpuhary
05.05.06, 12:00
z wczorajszej Rzepy
tekst ciekawy, ale nie obeszło się bez protekcjonalnego głaskania młodych po
główkach w stylu "oj, wy głuptaski to nic nie pamiętacie". Mam 25 lat i może
rzeczywiście pamiętam mniej niż inni, ale wbrew temu co sądzi pani Hollender
oglądając Misia jednak PRZYPOMINAM sobie a nie ODKRYWAM pewną rzeczywistość
Film Stanisława Barei pokazuje w krzywym zwierciadle PRL
"Miś" skończył 25 lat
"Łubu dubu, łubu dubu, niech żyje nam prezes naszego klubu", "Oczko mu się
odlepiło, temu misiu", "- O której odlatuje dzisiaj samolot do Londynu 11.15?
- A skąd ja mam wiedzieć!? No, chyba o pierwszej". Rozmaite powiedzenia z
"Misia" (premiera odbyła się 4 maja 1981 roku) - opowieści o prezesie
Ochódzkim, który za wszelką cenę chce odebrać twardą walutę z konta w Londynie
- weszły dzisiaj do mowy potocznej.
publicystyka_a_8-1.F.jpg
„Oczko mu się odlepiło, temu misiu”
(c) FILMOTEKA NARODOWA
Dla młodego pokolenia Polaków Stanisław Bareja jest reżyserem kultowym.
Określenie "bareizm" oznacza fantastyczne, absurdalne poczucie humoru, a
niejeden badacz dziejów najnowszych z lekkim zawstydzeniem przyznaje, że
"Poszukiwany, poszukiwana", "Brunet wieczorową porą", "Co mi zrobisz, jak mnie
złapiesz" czy właśnie "Miś" są znakomitym zapisem czasów PRL.
- Obrazy Barei rzeczywiście mają moc dokumentu - przyznaje Stanisław Tym,
scenarzysta, aktor, satyryk, kiedyś bliski współpracownik Barei. - Scenografia
nigdy nie była w nich inscenizowana, wszystko odbywało się na ulicach, w
naturalnych wnętrzach. Tłem akcji było codzienne życie, to, w czym żyliśmy, co
nas gnębiło. Poza tym siłą tych filmów była bezpretensjonalność: Staszek
opowiadał najprostsze anegdoty sprawnie, bez zadęcia i dydaktyzmu.
Ale tak myślimy dzisiaj. Przed laty kino Barei było wyraźnie niedoceniane
przez środowiska intelektualne, krytyków, a nawet kolegów filmowców. Natomiast
poważnie traktowali je cenzorzy z Mysiej. W przypadku "Misia" zgłosili 38
poprawek, co oznaczało usunięcie jednej czwartej filmu. Bohater nie mógł się
nazywać Nowohucki, dlatego stanęło na Ochódzkim. Zażądano wycięcia zbliżenia
polskiej szynki w londyńskim sklepie. Z ekranu nie mogło paść zdanie: "To jest
miś na miarę naszych możliwości, nie potrzeb", nie wolno było pokazać
wiecujących filmowców ani kupowania mięsa po znajomości, w kiosku "Ruchu".
I trudno cenzorom odmówić inteligencji. Bo śmiech jest ostrą bronią, a Bareja
ustawiał lustro na ulicy i rejestrował absurdy systemu. Od najprostszych, gdy
palacz w kotłowni pouczał interweniującą kierowniczkę ADM, że "jak jest zima,
to musi być zimno". Aż do najbardziej bolesnych - tych wielkich misiów, kukieł
pełnych głupoty, niekompetencji i zakłamania, które górowały nad całym
społecznym życiem.
Dlatego bywa dziś i tak, że wychowanej na jajkach z niespodziankami młodzieży
podczas oglądania filmów Barei śmiech z socjalistycznego folkloru nagle
zamiera na ustach.
Barbara Hollender
www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_060504/publicystyka/publicystyka_a_8.html