wentyl77
01.03.08, 11:08
Zastanawiam się, co jest newsem pierwszej wagi zasługującym na
rozpoczęcie wiadomości, i czy nieszczęście jednej osoby wystarczy,
by ta właśnie informacja zdominowała inne, np. nowelizację ustawy,
która zmieni życie milionów.
Chyba wiecie, do czego piję. Bo oto oglądam wczorajsze "Fakty" i co
podaje jako pierwsze wybitna, zawsze nieomylna Justyna Pochanke?
Co "przebiło" doniesienia z sejmu, gdzie trwa b. ważna debata nad
ustawą medialną - co "wybiło się" ponad relację z operacji Lecha
Wałęsy? Wiadomość o czymś, co tak naprawdę nie miało miejsca, news
sprowadzający się do epatowania usiłowaniem przestępstwa zamiast
samym przestępstwem, a mianowicie o kidnaperze z Bydgoszczy. Nawet,
jeśli przyjmiemy dobre intencje (w
które, przyznam, już dawno nie wierzę) ostrzeżenia przed kidnaperem,
to wiadomość taka dotyczyłaby przecież samej Bydgoszczy, ew. okolic
(co w sumie, zważywszy nieudolność porywacza, raczej wykluczam).
Wytłumaczenie jest jedno, niestety mało sympatyczne: chodzi o
politykę dyskredytowania, oczerniania i marginalizowania Bydgoszczy
jako naturalnej stolicy kuj.-pomu. Wiem, że z perspektywy innych
miast (a tym bardziej Warszawy) jest to mało zauważalne, lecz skala
i zakres czasowy, w którym pojawiają się negatywne i po prostu
zmanipulowane informacje o moim mieście daje do myślenia.
Nie mam skłonności do spiskowych
teorii, ale w tym przypadku zmysł obserwacyjny pozwala mi domyślać
się tła postępowania "życzliwych" nam dziennikarzy TVN-u. Przecież
nie dalej jak kilka dni temu w mediach pojawił sie
ranking Rzepy na temat bezpieczeństwa miast, w którym Bydgoszcz
znalazła się w
zacnej trójce wśród miast najbezpieczniejszych.
W tym kontekście pojawienie się szumnych, sensacyjnych informacji o
kidnaperze z Bydgoszczy było bardzo na rękę i świetnie nadawało się
na "przykrycie" nie-daj-boże pozytywnego wrażenia, jakie mógł
wytworzyć ww. ranking. Jest to tylko jeden z przejawów nieetycznej,
wręcz wrogiej mojemu miastu polityki informacyjnej, którą od wielu
lat prowadzi TVN i TVN 24.
Wszystko wskazuje na to, że obiektywizm i bezstronność dziennikarzy
tych stacji obejmuje cały kraj, lecz kończy się tuż przed granicami
Bydgoszczy. Polega to na
podawaniu tylko negatywnych informacji z naszego miasta, a jeśli
akurat pojawi się coś pozytywnego, efekt widać właśnie taki jak we
wczorajszych "Faktach". A grono "wybitnych", utytułowanych
dziennikarzy z G. Miecugowem i J. Pochanke na czele swoją ignorancją
tylko sankcjonują taką politykę. Jaką to wystawia opinię ich stacji,
pozostawiam ocenie waszej.
--
głupi nie wie, że jest głupi, a mądry to wie