grek.grek
07.10.08, 11:39
Jak wiadomo, trwa hucpiarski proces jednego z najwybitniejszych
polskich patriotów - generała Jaruzelskiego.
TVP piętami się bije po d.pie z gorliwości, żeby rzecz całą
(sylwetkę generała, okoliczności wprowadzenia stanu wojennego,
za i przeciw w tej sprawie, w ogóle - rządy partii w latach
80-tych etc.) przedstawić w jedynym słusznym świetle z wnioskiem
końcowym, że generałowi się należy tak naprawdę degradacja, kulka
w łeb, ale jak się mu zabierze forsę na zarcie i lekarstwa, to
sam zdechnie.
Piarowi politrucy z PO, wtórujący im PiSowcy, inkwizytorzy z
glutem pod nosem z IPN - wszędzie są.
W TVP Info natrafiłem na program Minęła 20, w którym proces
generała Jaruzelskiego komentował superstar IPN-u, niejaki
Dudek Antoni. Zapytacie : a kto był po drugiej stronie sporu,
wszak Polacy dzielą się dokładnie po połowie w dyskusji o
stanie wojennym i samym generale ?'; dobrze zapytacie, a ja
wam odpowiem, że po drugiej stronie była słodka prowadząca -
pani Holecka, szczebiotliwie wtórująca perorującego zawzięcie
generałożercy Dudkowi. Tak się prowadzi dyskusje w TVP INfo
(ktoś kiedyś wspominał, tu - na forum, że TVP Info "trzyma
poziom publicystyki"... do mojej odpowiedzi w tamtym wątku
i serii przykładów, ze takie twierdzenie wynika z nieznajomości
tematu można dołączyć i ten).
A Lis ?
A Lis zaprasza Jerzeego Urbana,stronnika Jaruzelskiego (nie musi go lubić, Urban w NIE nabijał się z niego dość beczelnie, kiedy umierał papież, a Lis ze Smoktunowicz beczeli na ekranie), naprzeciwko sadza Artura Zawiszę,reprezentującego przeciwne poglądy i pozwala im
ględzić. Na widowni zady plaszczą przedstawiciele obu stron - i facet,który przeszedł szlak bojowy z generałem i stoi za nim
murem i taki, który stan wojenny i winę generała osądza wprost przeciwnie.
I proszę - rozmawiajcie, panowie, ja tam czasami coś wtrącę
jak trzeba (i zwykle Lis, jak już się wcina, to wie po co i
na co, a nie robi tego dlatego, ze musi przypomnieć kto prowadzi
program).
I to się nazywa uczciwość i rzetelność. TO się właśnie nazywa - trzymanie
poziomu publicystyki, jakby kto pytał.
Jasne, można Lisa zganić nieco, ze naprzeciwko mistrza wystawił
jakiegoś amatora i wynik był z góry wiadomy, ale ... może nikt z
IPN nie chciał zostać przez Urbana skompromitowanym do reszty.
W takich wypadkach zawsze jest poręczne "ja z tym panem nie będę
rozmawiać".
Porównując program Lisa z innymi publicystycznymi widowiskami
w polskiej telewizji, stwierdzam, że jest to numer 1 z przewagą
dzisięciu długości nad całą resztą maruderów.
Drugie miejsce - Janek Pospieszalski, bo co by nie powiedzieć, to
przynajmniej stara się, czasami poruszyć, jakiś interesujący temat.
I zaprasza dobrych gości, nie obawiając się nawet tego, że jego
strona może przegrać (inna sprawa, że - przy niektórych tematach -
musiałby nie zapraszać nikogo z przeciwnej strony, żeby jego opcja
nie przegibała) - np. ostatnio prof.Sadurski bezwzględnie przećwiczył
gwiazdę Janka - histeryczną Najfeld, wspomaganą bredzącym jak w malignie Terlikowskiego.
Trzecie - Teraz My, głównie z braku konkurencji. Pomysł prowadzących na
"dogrywanie" programu w TVN 24 co najmniej niepoważny. A do tego studio
jakieś takie ciemne, jakby kręcili to wszystko w piwnicy jakiejś.
Czwarte - Gawryluk. Po 3 czy 4 odcinkach można powiedzieć, że jakby się
rozwijała : w ostatnim skończyła wreszcie z egzaltowano-rezolutnymi
okrzykami "odbieram panu głos", "przekazuję panu głos" itp.; inna
sprawa, że sprawia wrażenie dramatycznie zestresowanej; in minus także
publika - za daleko siedzi, de facto jest niewidoczna, a na końcu pani
G. i jej goście wstają z foteli i wyłażą ze studia jakby w nim
nikogo nie było, nawet nie kłaniając się siedzącej nieruchomo widowni, nie wykonując żadnego gestu. Gości jeszcze rozumiem, ale prowadzącej nie bardzo. Co to za gospodyni ? POdejrzewam, że na zapadłych wsiach syberyjskich więcej ogłady i wdzięku mozna uświadczyć. Inna sprawa,że
ja wcale nie jestem taki pewien, że na tych trybunach nie siedzą manekiny i dlatego Gawryluk zachowuje się tak, a nie inaczej.
Piąte - Bronek Wildstein Szoł. Tu już szans na poprawę nie ma. Na faceta, który leczy swój kompleks lat 80-tych, kiedy walczył w paryskich
kawiarniach (on mówi, że z komuną Jaruzelskiego i Kiszczaka, choć są i tacy, którzy twierdzą, że głównie z grawitacją), a nie na ulicach Gdańska - nie ma mocnych.
To siedzi w nim zbyt mocno. To taka postać z Kusturicy - wojna
skończyła się dawno temu, a on ciągle w tym bunkrze w piwnicy stuka
w telegraf.