issis
01.11.03, 19:18
Dzisiaj (chyba) pokażą jak BAR odwiedził hipnotyzer. Miałam "przyjemność"
(wątpliwą) poznać tego pana. Do dziś mnie nachodzi. Poczytajcie sobie mój
wątek z czerwca:
Dla dziewczyn po 30-tce !
+ dodaj do ulubionych wątków
• Yesooo, hipnoza!
isis! 14.06.2003 00:48 odpowiedz na list odpowiedz cytując
W końcu się zdecydowałam. I oczywiście - jak to ja - musiałam źle trafić.
Albo jestem zupełnie niepodatna...
Ale od początku. Gabinet w pasażu niezbyt piknym, drzwi w drzwi z... salonem
gier. Wokoło pełno rozwrzeszczanych małolatów. Byłam już zapisana (na godzinę
17.00), oraz poinformowana przez babkę w recepcji o tym, że seans trwa
godzinę i kosztuje 150 zł. Przyszłam o 16.50 (na wszelki wypadek wcześniej).
W poczekalni siedziała jakaś starsza pani z okładami wokół kostek, a w
drzwiach otwartego gabinetu małżeństwo (okazało sie potem, że czekali na
syna). W drugim gabinecie był "mój" hipnotyzer, reklamujący się z folderach
jako "najlepszy polski hipnoterapeuta". Miał pacjenta, co nie przeszkadzało
mu wychodzić co chwila do telefonu i omawiać sprawy finansowe (ktoś mu coś
był winny, hehe, potem cd.) W trzecim gabinecie masażystka znęcała się nad
synem tych państwa. W końcu chłopak wyszedł. Wyszedł też ponownie hipek i
doradzał serię takich masaży (bo syn jest cały spięty i dobrze mu zrobią,
potem cd.) - zapłacili 80 zł. (za sam masaż, bo wcześniej był na podwójnym
seansie u hipka). Hipek skończył seans, wypuścił delikwenta, było już 15 po
17.00, wziął babcię na rozmowę do drugiego gabinetu. O 17.30 wypuścił babcię
i zaprosił mnie do czwartego gabinetu. Przyciemnionego, z dwoma fotelami i
kilkoma taboretami wokoło, malutkim stolikiem i magnetofonem z nastrojową
muzyczką. Zapytał o problem. Powiedziałam o swojej tremie w związku z
występami wokalnymi i o chęci pozbycia się objawów (w postaci wymiotów,
biegunki, a czasem nawet niedyspozycji głosowej). Kazał opisać mój pierwszy
występ. Pytał o relacje z ojcem. O to jak i gdzie najlepiej wypoczywam. Ale
sam kazał wybierać między morzem a górami. Miał na to morze odpowiednią
muzyczkę. Zapytałam czy każdy da się wprowadzić w trans. Bo moja pianistka
mówiła, że jestem zbyt silną osobowością i ona nie wierzy, że uda się mnie
zahipnotyzować. On na to, że silne osobowości łatwiej wprowadzić w trans.
Ważna jest wyobraźnia. OK, myslę, tej to mam w nadmiarze nawet. Powiedział,
że dziś mnie wprowadzi w stan hipnozy, zaczniemy się cofać do mojego
pierwszego koncertu i podświadomie mi coś tam wpoi. No i zaczął. Na głowie
połozył mi długopis i kazał patrzeć w górę na jego czubek. Przy tym odliczał
od 10 w dół, gadając o tym, jakie to moje powieki robią się ciężkie itd...
Ciężkie to się nie robiły, tylko od tego zeza zaczęły mi oczy łzawić. On na
to: "pięć - oczy łzawią, to znak, że oczy zmęczone, zamykają się. cztery..."
A ja, qrde myślałam o tym, że po seansie idę jako członek komisji na egzamin
i musze wyglądać jakoś, a tu makijaż rozmazany! Doszedł do zera, a ja mam te
ślipia otwarte. Więc kazał zamknąć mimo tego, że same nie chciały. Plażę
kazał sobie wyobrażać i wmawiał mi, że wszystko mi spływa w dół, ciężar z
głowy na ramiona... i w tym momencie nacisnął mi na czubek głowy. A ja miałam
na czubku misterny koczek, nad którym pracowałam pół godziny!!! Zamiast
zapadać w sen myślałąm o tym, że nie mam przy sobie lakieru, aby to poprawić.
Gadał dalej - że ręce robią się ciężkie i stają się bezwładne, a ja gdybym
tylko nie chciała mu przerywać, miałam ochotę poprawić włosy...
Potem kazał wrócić myslami do tego pierwszego koncertu i kazał opisywać co
widzę. Qrde, to było tak dawno, że nic sobie nie przypominałam, więc
powiedziałam, że nic nie widzę! Potem zrobił wizualizację koncertu - że stoję
na scenie i zaczynam. I widzę przychylne twarze... a ja widziałam jedną
mordę, która pewnie przyjdzie czyhać na moje wpadki. W międzyczasie wstał,
napił się czegoś z kubka, a ja myślałam o butelce mrożonej herbaty w mojej
torbie. No właśnie - torba stała na fotelu obok, w niej karty kredytowe,
forsa, klucze z mieszkania z adresem w dowodzie osobistym... a hipek cały
czas tam się kręcił. Jak tu się skupić i zrelaksować??? Hipek niby mówił
spokojnie, ale odczyniając nade mną jakieś gusła i strzepywania energii, jego
ruchy czasem wymykały się spod kontroli i - a to zahaczył mnie dłonią o nos,
a to wstając kopnął kolanem w tył fotela, na którym siedziałam - tak, że
każdego by wytrącił z transu. Wstał, poszedł po jakąś knigę - okazało się, że
to gotowiec. Otworzył na stronie, gdzie było o publicznych występach. I
czytał z tego gotowca, myląc się w czytaniu, przekręcając wyrazy, nawet nie
zważając na to, że tekst odnosił się do mówców. Np: "jej słowa płyną wyraźnie
i dobitnie, docierają nawet do ostatnich rzędów sali!" Qrde, hipek, ja mam
taaaki głos, że dociera i 100 metrów poza salę! - myślę sobie. "jej
wypowiedź jest spójna i logiczna..." - tu się zreflektował i dodał coś o
muzyce. Przez cały czas kazał oddychać swobodnie - nosem wciągac powietrze,
wypuszczać ustami. Wysuszało to jeszcze bardziej moje spragnione usta (a było
to wczoraj, w upale przed burzą) - a on gada: "nie czuje suchości w
ustach...". Yesooo, nie wytrzymam - myślę. I wreszcie, kiedy
wypalił: "oddycha swobodnie, coraz swobodniej", przestałam udawać, że jetsem
w transie, spojrzałam na biego i powiedziałam: "no właśnie, że nie, bo mam
zatkany nos i muszę go wyczyścić" - po czym sięgnęłam po chusteczkę do torby.
Hipek się wkurzył, zaczął gadać o współpracy z hipnoterapeutą, zaufaniu i
takie tam - że nawet małe dzieci dają się wprowadzić, że to niemożliwe, żebym
była odporna... blebleble... Jego twarz z łagodnej zmieniła się we wkurzoną i
nieładną. No, dobra, spróbujmy jeszcze raz, postaram się - mówię. Zaqczyna od
nowa. Zamykam oczy i czekam aż skończy, bo akurat zaczyna mówić z sensem -
wpaja mi w podświadomosć, że jestem świetną śpiewaczką (hehe, co akurat jest
prawdą) itd. Potem niby mnie wybudza (ani przez chwilę nie byłam w tym stanie
między snem a jawą), mówi, że on juz na tym zakończył, że najlepiej, abym
poszła teraz do gabinetu obok, do pani Agnieszki na masaż energetyzujący,
bo "jestem cała spięta" - jak ten chłopak przede mną! Ja na to, że niestety
nie moge, bo idę na egzamin. No i najważniejsze: "należy się 200 zł!" Ja
zaskoczona: "jak to? byłam poinformowana, że 150". On na to, że przedłużył.
Spojrzałam na zegarek - owszem - o 10 minut - była 18.40. On widząc to - że
seans 45-minutowy kosztuje 150 zł. Powiedziałam, że mowa była o godzinie, a
ponadto, że jak przedłużam wykład moim studentom, to nie życzę sobie
dodatkowych pieniędzy. Byłam przygotowana na 150 i tyle mam i tyle dam. On,
że oddam na drugi raz (sic!). Wyszłam, w poczekalni poprawiłam włosy, pani
Agnieszka - masażystka spytała, czy byłam pierwszy raz, a ja, że tak i że
ostatni.
Skandal, ludziska! Tylko się ze mnie nie śmiejcie - znów dałam się nabrać.
Jutro koncert - zobaczymy, czy mam coś w podświadomości. Na pewno to, że
mogłam mieć nowy ciuch za te 150 zł. i tym podbudowac sobie wiarę w siebie :)
Ufff, musiałam to opisać!
• Re: Yesooo, hipnoza!
isis! 14.06.2003 00:49 odpowiedz na list odpowiedz cytując
Boshhh,.... ależ się rozpisałam!
A tu macie zdjęcie hipka:
www.hipnoza.wroclaw.pl