13.06.09, 20:37
Zapowiada się arcyciekawie. Dyżurni komedianci (bo chyba nie kabareciarze czy komicy, za wyjątkiem ewentualnie KMN) TVP: Neo Nówka, Kabaret Młodych Panów, Kabaret Pod Wyrwigroszem... Brakuje tylko Paranienormalnych z "Mariolką" oczywiście! Jak to możliwe, że ich ma nie być? Zachorowali czy co???
Jedynie Kabaret Moralnego Niepokoju jakoś będzie starał się trzymać poziom całej imprezki na swoich barkach.
Obserwuj wątek
    • krzys00 Re: Kabareton 13.06.09, 23:25
      jak na razie bardzo cieniutko
      • jedzoslaw Re: Kabareton 13.06.09, 23:58
        I nie należy spodziewać się więcej. O, chyba wywołałem wilka z lasu, "Mariolka" jednak się pojawiła!
        • krzys00 Re: Kabareton 14.06.09, 00:05
          ta "Mariolka" to jeszcze w ogóle kogoś śmieszy ?

          niby kabareton a zaśmiałem się może z 3 razy , nawet KMN jakiś taki nie w swoim stylu skecz pokazali
          • around_the_sun Re: Kabareton 14.06.09, 00:12
            właśnie się obudziłam,
            bo na początku kabaretonu przysnęłam w fotelu...
            coś straciłam?
          • zdarty_plakat Re: Kabareton 14.06.09, 00:16
            Skecze mocno wymuszone, raczej mało śmieszne; bardziej skłaniające do refleksji
            czy faktycznie tak słabo stoi scena kabaretowa że trzeba zakładać dziwne stroje
            (obowiązkowo białe skarpety), udziwniać swój głos i chód, żeby ludzi rozbawić.
            Gdzie pomysły, gdzie ten humor?
          • nnike Re: Kabareton 14.06.09, 01:14
            krzys00 napisał:


            > niby kabareton a zaśmiałem się może z 3 razy

            Ja raz a dobrze, na "Radzie pedagogicznej" Neo Nówki :)
    • krzys00 Re: Kabareton 14.06.09, 00:40
      co tak szybko skończyli , niecałe 2 godziny , a może to i lepiej bo poziom tegorocznego kabaretonu delikatnie mówiąc słabiutki
      • jedzoslaw Re: Kabareton 14.06.09, 01:07
        Są dobre kabarety, ale omijają TVP. I trudno się im dziwić. Towarzystwo mieliby, delikatnie mówiąc, nie z ich poziomu. Mam tu na myśli choćby kabaret Hrabi.
    • grek.grek Re: Kabareton 14.06.09, 12:26
      Komu słabo, to niech się położy i poprosi o pielęgniarkę :)

      Dla mnie było dobrze.
      Przekonałem się chyba nawet do Łowców kropka be - rozbawili
      mnie bardzo. Bielecki z Neo-Nówki, od pewnego czasu mój
      ulubieniec. Moralni chyba nigdy nie zejdą poniżej stałego
      wysokiego poziomu.

      A teraz dlaczego "dobrze", a nie świetnie, znakomicie itd.

      Prowadzący - minuta ciszy, requiem, marsz pogrzebowy, niech se każdy
      puści co chce, jako podsumowanie ich wyczynów.

      Zgrzytem był oczywiście Kabaret Młodych Pierników, czy jakoś tak, a
      jak wiadomo lepiej być starą d,pą niż młodym piernikiem - wszyscy
      przywieźli skecze nowe albo stosunkowo niezużyte (dla mnie przynajmniej), oni jedyni przyjechali z tym, nie dość, ze czerstwym, to jeszcze mało zabawnym Romeo & Żulia. Ile tak można. Oddajcie pieniądze, dziady. I weźta się do jakiejś normalnej roboty, bo jak się nie umie, to nie powinno się marnować cennego czasu swojego i widowni. Psuje, mówiąc krótko.

      Generalnie, największą wadą oraz zaletą tego K-nu była lista nieobecnych : Halama, Chatelet vel Szalet, Skecze męczące, Dno, Rak (kuźwa, swoją drogą - niektórzy łaskawcy wymyślając sobie nazwy określają od razu poziom włąsnej twórczości lojalnie informując widownię czym grozi oglądanie i słuchanie ich popisów), Jurki, Otto, KOń Polski, Kryszak, Piasecki jako zalety - Ciach, Hrabi (ale ich nigdy nie ma), Jacek Ziobro, Grupa Rafała Kmity, Amm jako wady.

      Najżałośniejsza jest grupa Mo Carta, a dokładniej - reakcje publiki na jej występy. Normalnie przypadek terroru. Na Grupie Mo Carta, brzdąkającej jakieś badziewie na smykach, wypada się zaśmiewac i kiwać głową ze zrozumieniem dla ich wyrafinowanego żartu muzycznego, bo ten kogo to nie bawi i siedzi jak mumia na ich występie, a nie daj pambuk - ziewa, zdradza swoje zaniedbanie kulturalne i generalnie nędzny gust. Więc wszyscy się dobrze bawią, a potem klaszczą i wiwatują jakby co najmniej Doda im pokazała. GMC to największa pomyłka polskiego kabaretu, od czasu narodzin Kryszaka. Z drugiej strony, dzięki nim dobrze można się przyjrzeć jak Polakom zależy na tym, co ludzie powiedzą. Hiacynta Bukiet z tysiącem głów, czylu publika na kabaretonach z udziałem tej zacnej trupy kabaretowej.


      • barbasia1 Re: Kabareton 14.06.09, 13:40
        Rzeczywiście nie było wczoraj źle.

        Duży plus za nowe skecze dla wszyskich kabartretów oprócz właśnie
        wspomnianych Młodych Panów.
        Wprawdzie można by się jeszcze czepić Łowców –bo przecież i oni
        pokazali stary skecz, ale nie czepiamy się bardzo, bo był skecz był
        jednak zmodyfikowany, a poza tym Łowcy zaśpiewali też nowiutką, jak
        mi się wydaje, piosenkę o górniku i o Śląsku :).

        Minus za wulgaryzację języka i to w kilku! skeczach.

        grek.grek napisał:
        „>Najżałośniejsza jest grupa Mo Carta, [...]”
        z tą, jakże radykalną, opinią nie zgadzamy się! (wybacz
        grek.greku! ;).

        • grek.grek Re: Kabareton 14.06.09, 14:16
          Wybaczam ;))

          Mnie oni zupełnie nie bawią. No i, że się żenująco powtórzę, mam nieodparte wrażenie, ze wiele osób się "dobrze bawi" przy nich,bo
          dzieki tego wychodzą na bardziej oblatanych, wyrafinowanych itd.

      • roman.w.ogrodzie Re: Kabareton 14.06.09, 14:35
        > Najżałośniejsza jest grupa Mo Carta

        Nieprawda. Najżałośniejsi są fizycy i matematycy, a dokładniej - reakcje publiki
        na ich występy. Normalnie przypadek terroru. Matematykami, bazgrającymi jakieś
        badziewie na kartkach, wypada się zachwycać i kiwać głową ze zrozumieniem dla
        ich przenikliwości i mądrości, bo ten kogo to nie interesuje i siedzi jak mumia
        przed ich dziełami, a nie daj pambuk - ziewa, zdradza swoje zaniedbanie
        edukacyjne i generalnie nędzny intelekt. Więc wszyscy się interesują, a potem
        klaszczą i przyznają nagrody jakby co najmniej Doda im pokazała. Matematycy i
        fizycy to największe pomyłka światowej edukacji, od czasu wynalezienia maczugi.
        Z drugiej strony, dzięki nim dobrze można się przyjrzeć jak ludziom zależy na
        tym, co inni powiedzą. Hiacynta Bukiet z milionami głów, czyli publika na
        uniwersytetach, pisząca encyklopedie i narzucająca życiu publicznemu swoje chore
        wizje.
      • roman.w.ogrodzie Re: Kabareton 14.06.09, 14:41
        > Najżałośniejsza jest grupa Mo Carta

        Nieprawda. Najżałośniejsi są malarze i rzeźbiarze, a dokładniej - reakcje
        publiki na ich występy. Normalnie przypadek terroru. Malarzami, bazgrającymi
        jakieś platfusy na deskach, wypada się zachwycać i kiwać głową ze zrozumieniem dla
        ich kunsztu i artyzmu, bo ten kogo to nie interesuje i siedzi jak mumia przed
        ich dziełami, a nie daj pambuk - ziewa, zdradza swoje zaniedbanie zaniedbanie
        kulturalne i generalnie nędzny gust. Więc wszyscy się interesują, a potem
        wystawiają i nazywają malarzami ulice jakby co najmniej Doda im pokazała.
        Malarze i rzeźbiarze to największe pomyłka światowej sztuki, od czasu Lascaux.
        Z drugiej strony, dzięki nim dobrze można się przyjrzeć jak ludziom zależy na
        tym, co inni powiedzą. Hiacynta Bukiet z milionami głów, czyli publika w muzeach
        i gazetkach, narzucająca życiu publicznemu swoje chore wizje.
        • roman.w.ogrodzie Re: Kabareton 14.06.09, 14:50
          Chciałem dalej, ale muszę przestać bo mnie boli ze śmiechu.
          • barbasia1 Re: Kabareton 14.06.09, 15:03
            roman.w.ogrodzie napisał:

            > Chciałem dalej, ale muszę przestać bo mnie boli ze śmiechu.

            Nie ma to, jak się pośmiać z własnych dowcipów, prawda, romku! ;)))


            • roman.w.ogrodzie Re: Kabareton 14.06.09, 15:07
              Prawie jak Erewań :-)

              Bo nie śmieję się z dowcipów, tylko projekcyjnej argumentacji, i nie własnej,
              tylko tego z góry.

              • grek.grek Re: Kabareton 14.06.09, 15:14
                Za pomocą świetnie trafionych analogii, oczywista.
                • roman.w.ogrodzie Re: Kabareton 14.06.09, 15:18
                  grek.grek napisał:

                  > Za pomocą świetnie trafionych analogii, oczywista.

                  A co z nimi nie tak?
            • roman.w.ogrodzie Re: Kabareton 14.06.09, 15:34
              barbasia1 napisała:

              > Nie ma to, jak się pośmiać z własnych dowcipów, prawda, romku! ;)))

              Teraz się śmieję z "polemiki" grek.greka. Ten koleś potrafi NIE wsadzić jakiejś
              Dody lub innych bananów do swojej wypowiedzi? I potrafi odpowiadać tak, by się
              dalej nie pogrążać?
              • barbasia1 Re: Kabareton 14.06.09, 16:02
                roman.w.ogrodzie napisał:

                > barbasia1 napisała:
                >
                > > Nie ma to, jak się pośmiać z własnych dowcipów, prawda,
                romku! ;)))
                >
                > Teraz się śmieję z "polemiki" grek.greka. Ten koleś potrafi NIE
                wsadzić jakiejś
                > Dody lub innych bananów do swojej wypowiedzi? I potrafi odpowiadać
                tak, by się
                > dalej nie pogrążać?

                Obawiam się, romku, że jesteś w nad wyraz mylnym błędzie. :)
                • roman.w.ogrodzie Re: Kabareton 14.06.09, 16:43
                  Mówisz? No, zobaczymy jak uzasadni zarzut n/t nietrafionych analogii.

                  (choć moim zdaniem to była forma argumentacji w ogóle powtórzona, a nie
                  analogiczna- no ale tu daję pole do własnej interpretacji).

        • grek.grek Re: Kabareton 14.06.09, 15:10
          jak widać opinię nt. konkretnego, jednostkowego przypadku byle Roman Co Go Boli potrafi rozszerzyć na całą populację matematyków, malarzy, sprzątaczki i aż dymi z zachwytu, że że dokonał nie mniejszej sztuki niż małpa obierając banana. łał, że tak powiem.
          • roman.w.ogrodzie Re: Kabareton 14.06.09, 15:16
            grek.grek napisał:
            > jak widać opinię nt. konkretnego, jednostkowego przypadku byle Roman
            > Co Go Boli potrafi rozszerzyć na całą populację

            Nie opinię, tylko sposób argumentacji.
            To, że Ty nie widzisz różnicy, nie bardzo mnie interesuje.

            > i aż dymi z zachwytu, że że dokonał nie mniejszej sztuki niż małpa > obierając
            banana

            Kolejna projekcja. Łał. Że tak powiem.
            • grek.grek Re: Kabareton 15.06.09, 11:29
              Jeśli dobrze rozumiem sugerujesz, ze skoro mnie się GMC nie podoba/nie rozumiem ich skeczy, to oskarżam tych, którzy im klaszczą, że robią to nie ze zrozumienia/lubienia, a dlatego, że tak wypada.
              W porównaniu sugerujesz, ze analogicznie można negować zachwyt publiki nad artystami i naukowcami.

              Po primo, rozumiem skecze GMC, ale uważam, ze jest to badziewie, a reakcja publiczności jest niewspółmierna do ich rzeczywistego poziomu, głównie dlatego właśnie, że humor prezentowany przez GMC, z racji muzycznego wykształcenia i profesjonalnych osiągnięć jej członków (zdaje się są muzykami filharmonii), uchodzi za bardziej wyrafinowany i dostępny tylko dla w miarę wyrobionego kulturalnie widza, a wiwatowanie na jego cześć nobilituje samego widza, jako właśnie takiego, smiem twierdzić, że w świadomości wielu z tych klakierów - lepszego. To mój subiektywny sąd, dyktowany życiowym doświadczenie i znajomością psychologii. Zweryfikować można by go poprzez wariograf co najwyżej, o ile ktoś w to wierzy.
              MOje lubienie albo nielubienie nie ma tutaj wiele do rzeczy. Jestem także fanem Milesa Davisa i wk.rwiają mnie ludzie, którzy słuchając
              nieoznakowanych płyt Milesa potrafią powiedzieć "ale szmira", a słuchając ich za kilka dni jako Milesowych zachwycają się, bo to przeca Miles, wow i ojapier.dolę.
              Jesli uważasz, że zjawisko snobowania się jest prehistorią, to się mylisz - jest i zawsze będzie obecne.

              A sugerowanie - poprzez porównanie, analogię, czy jak to tam sobie zwiesz, że takim samym sposobem i z podobnym powodzeniem ktoś mógłby negować np. matematykę czy fizykę jest o tyle błędne, ze matematyki nie da się przefiltrować przez zmysł estetyczny, wrażliwość muzyczną etc., w matematyce nie ma bicia brawa ze snobizmu czy dla klaki, nie można się czymś zachwycać na pokaz, ani np. wybitności odpowiednich obliczeń, wzorów zanegować - sceptycyzm wobec szczerości publiczności GMC, a sceptycyzm wobec rzetelności matematycznych czy fizycznych osiągów jest zupełnie nieporównywalny, bo te drugie można sprawdzić w sposób obiektywny plus są one zwykle użyteczne, praktyczne - zachwyt nad GMC pozwala widzowi (nie wszystkim oczywiście, ale pewnej części, jasne jest, ze nie generalizuję) poczuć się lepszym, dowartościowuje się przy okazji samych członków tego zespołu, co umożliwia im istnienie na określonym poziomie wiarygodności i popularności; czy trzeba dowartościowywać teorię względności ? Nie trzeba, to jest byt sam w sobie, niezależny od wartościowania wyrażonego zachwytem publiczności i jej oklaskami, nie wiem także w jaki sposób na czymś tak określonym można by się poczuć lepszym za pomocą klaki - wartość teorii względności nie podlega subiektywnym gustom, poczuciu smaku estetycznego, nie bardzo da się snobować na znajomość tej teorii przeciwstawiając swoje oblatanie mugolom, co w ogóle jej nie rozumieją i nie zrozumieją, skoro przecież wystarczy, ze przeczytają dwa bryki i nawet jeśli teraz nie jarzą, to zajarzą jutro. To co innego niż zachwyt nad GMC, którego nie można się nauczyć, trzeba to czuć, czylui posługiwać się kategorią całkowicie wymykającą się obiektywnym klasyfikacjom.

              Sugerowanie poprzez porównanie, w zamyśle mająće być pyszną ironią, że ktoś mógłby moją metodą negować także wartość malarstwa czy rzeźby, wątpiąc w uczciwość zachwytów nad nią widowni, jest akurat zupełnie od czapy, bo jak świat światem nawet największe dzieła sztuki, otoczone niemal nabożną czcią, są w ten sposób traktowane, tak samo się kpi albo krytykuje owczy pęd publiki do klaskania komu wypada, podążając za wskazaniami wąskiej grupki speców od nadawania obrazom i rzeźbom ceryfikatów arcydzieł, jak również z wyższością traktowania tego, co nie ma takiej nalepki i nie funkcjonuje jako arcydzieło.

              • roman.w.ogrodzie Re: Kabareton 15.06.09, 14:26
                grek.grek napisał:

                > Jeśli dobrze rozumiem

                Dobrze rozumiesz

                > Po primo, rozumiem skecze GMC, ale uważam

                No właśnie- "uważasz". Tego słowa zabrakło we wcześniejszej wypowiedzi.
                Snobowanie się innych przedstawiłeś jako rzecz konieczną, a nie możliwą, czy
                choćby wysoce prawdopodobną. To dosyć mocne stwierdzenie, że jak innym okazują
                uznanie temu, co mnie się nie podoba, to NA PEWNO czynią to z pobudek niskich i
                niegodnych.

                > wiwatowanie na jego cześć nobilituje samego widza, jako właśnie
                > takiego [...] lepszego

                I to jest Twoja projekcja. Więcej to mówi o Tobie, niż o wiwatujących.

                > To mój subiektywny sąd, dyktowany życiowym doświadczenie i
                > znajomością psychologii.

                SWOJEJ psychologii, SWOIM doświadczeniem. Nie pomyślałeś nawet o alternatywie,
                która byłaby dla widzów nie uwłaczająca. To się właśnie nazywa projekcja.

                > Jesli uważasz, że zjawisko snobowania się jest prehistorią, to się > mylisz -
                jest i zawsze będzie obecne.

                Co nie znaczy, że z automatu ktoś kto lubi to, czego ja nie, musi być od razu
                snobem.

                > A sugerowanie [...] że [...] ktoś mógłby negować np. matematykę
                > czy fizykę jest o tyle błędne, ze matematyki nie da się
                > przefiltrować przez zmysł estetyczny, wrażliwość muzyczną etc.

                Jak najbardziej się da. Niektóre dowody uchodzą za zgrabniejsze niż inne, ale
                nie w tym rzecz, tylko

                > w matematyce nie ma bicia brawa ze snobizmu czy dla klaki, nie
                > można się czymś zachwycać na pokaz

                w tym, że właśnie można, jak najbardziej na pokaz.

                > a sceptycyzm wobec rzetelności matematycznych czy fizycznych
                > osiągów jest zupełnie nieporównywalny, bo te drugie można
                > sprawdzić w sposób obiektywny plus są one zwykle użyteczne,
                > praktyczne [...]czy trzeba dowartościowywać teorię względności ?

                Bzdura. Powiedz mi, do czego są użyteczne liczby pierwsze? A jeśli do niczego,
                to po co się poszukuje wzoru na ich wyprowadzanie?
                Poza tym- dowatrościowywujesz teorię względności, uznając ją niemal za piękno
                absolutne. Rozumiesz ją? Znasz jej wyprowadzenie i wnioski z niej płynące. Czy W
                OGÓLE wiesz o czym mówi teoria względności? Umiesz ją sprawdzić w obiektywny
                (jak sam sugerujesz) sposób? I wiesz do czego stała się użyteczna?

                Bo ja- przyznaję- nie. Ale nigdy w życiu bym nie napisał, że fizycy i
                filozofowie, którzy uważają ją za ważną, czynią to ze snobizmu i "że tak
                wypada". Wypada przed kim? Przed kim się snobuje widownia? Przed resztą widowni?
                GMC? Po co?

                > nie bardzo da się snobować na znajomość tej teorii
                > przeciwstawiając swoje oblatanie mugolom, co w ogóle jej nie
                > rozumieją i nie zrozumieją, skoro przecież wystarczy, ze
                > przeczytają dwa bryki i nawet jeśli teraz nie jarzą, to zajarzą
                > jutro

                To samo można napisać o GMC. A snobować, jak najbardziej, się można.

                > Sugerowanie [...] że ktoś mógłby moją metodą negować także wartość > malarstwa
                czy rzeźby [...] jest akurat zupełnie od czapy, bo
                > [...]nawet największe dzieła sztuki są w ten sposób traktowane

                Zupełnie od czapy, bo są tak traktowane, więc nikt nie mógłby tak ich traktować,
                tak?
                Wybacz, chyba zgubiłem wątek. Wytłumacz raz jeszcze, dlaczego jest od czapy.

                Kłaniam się.
                • grek.grek Re: Kabareton 15.06.09, 15:50
                  Chyba jasne jest, że wyrażam subiektywną całkowicie opinię.
                  Nie krytykuję postawy snobistycznej ze wg na to, że
                  dotyczy czegoś, co mnie się osobiście nie podoba, a dlatego,że
                  sama w sobie jest debilna. Ilustracji tego miał służyć przykład z Davisem.

                  Ciekawe, co takiego o mnie mówi zauważenie, że ktoś się próbuje
                  sztucznie dowartościować, albo utrzymać we "właściwym" nurcie opinii...Pewnie coś poztywnego :)

                  O alternatywie pomyślałbym, gdyby pisał rozprawkę "Publiczność podczas występów GMC. Typologia". Nie piszę pracy naukowej, w której miałbym obowiązek przedstawiania problemu z wielu stron, przeciwstawiania cwaniakom i obłudnikom ludzi naprawdę rozbawionych i szczerze oklaskujących GMC - nie wiem po co, skoro miałem zamiar wyłącznie skrytykować tych pierwszych.

                  Powtórka z historii, bo chyba czytasz nieuważnie, albo celowo pomijasz pewne zdania - nie krytykowałem, bo sam nie lubię, tylko dlatego, że
                  zjawisko dopasowywania się w zachowaniu i poglądach do określonych wyobrażeń o hierarchii i smakowitości gustów mi się nie podoba. Więc, nie wiem co i gdzie, na kogo i jak projektuję, bo na pewno nie własną niechęć do GMC. Po prostu, fajnie i prestiżowo jest zachwycać się czymś niszowym i "innym" i w ten sposób prezentować siebie jako kogoś o lepszym, finezyjniejszych gustach.
                  I znów - nie dotyczy wszystkich i co do jednego, ale jakiejś części. To chyba jasne. Nie piszę "uważam, że", albo nie zaznaczam gorliwie oraz w każdym zdaniu, ze "mówię o części, a nie o wszystkich", ale i nie używam określenia "wszyscy", "generalnie", "zasada jest taka, ze..." itp.

                  MOże i jedne dowody są zgrabniejsze od drugich, ale koniec końców grunt, że "słupki" się zgadzają. W muzyce, sztuce, kabarecie jest zupełnie inaczej. Tu można lansować uparcie badziewie jako sztukę najwyższych lotów, dorabiać dowolnie ideologię do najbardziej idiotycznych wyczynów.

                  O teorii wzgl. piszę w kontekście faktu, że jej sformułowanie to niezaprzeczalne osiagnięcie, które nie potrzebuje oklasków, żeby zostać dowartościowane samo w sobie z uwagi na rolę jaką odegrało w historii, niekoniecznie poprzez zastosowanie w praktyce, ale choćby poprzez inspirację do kolejnych badań i studiów, zmianę myślenia i postrzegania róznych spraw.
                  Rzecz polega na tym, że w matematyce czy fizyce masz do czynienia z czymś, co możesz starać się weryfikować za pomocą obliczeń, wzorów, dostępnego czy też coraz doskonalszego sprzętu etc. (gdzieś czytałem o tym, że choćby działanie systemu GPS jest potwierdzeniem teorii Einsteina; jakieś arty o wykorzystaniu jej w kosmologii przeglądałem) W przypadku muzyki czy sztuki - wszystko rozbija się o gust, albo/i o to, kto i jak hierarchie gustów ustawia i jest to rzecz nieweryfikowalna, nawet za milion lat to się nie zmieni.
                  Jeśli nawet w naukach ścisłych znajdziesz jakieś odważne teorie, dotąd nie zweryfikowane, to możesz przeciwstawić im setki innych, zweryfikowanych i zastosowanych w praktyce, użytecznych.
                  W muzyce, sztuce, kabarecie zawsze i w 100 % przypadków nie da się niczego obiektywnie stwierdzić.

                  Jak to - po co się snobuje część widowni ? Po to, zeby się poczuć lepiej, dowartościować. Niekoniecznie w oczach drugiej części. Bardziej we własnych.

                  To zalezy jak się "można snobować". Lajtowo - i owszem, zawsze można krzyczeć "jak ja lubię kabaret X i jak ja się znam na jego wyrafinowanym dowcipie !" - to tak. Hardkorowo - niekoniecznie, bo wtedy w grę wchodzi np. imponowanie poprzez posiadanie choćby pobieżnej i w gruncie rzeczy mało wartościowej wiedzy na dany temat, co jednak robi wrażenie na mugolach, bo operujący nią snob wygląda na bardzo zorientowanego. Jeśli ktoś nie czytał, nie zna np. Mistrza i Małgorzaty, to wystarczy odpowiednim tonem wymienić imiona bohaterów i podać ich charakterystykę z bryka, oraz dolać odpowiednio dużo wody, żeby w jego oczach uchodzić za znawcę tematu.
                  Kiedy mugol przeczyta sam, choćby ten bryk, snobizm, definiowany jako "imponowanie wiedzą na dany temat". Snobizm spełnia swoją rolę i daje satysfakcję tylko kiedy widownią jest osobnik nie mający wiedzy tematycznej.

                  Nic dziwnego, że zgubiłeś wątek, skoro coś ci się pomieszało. TO nie jest cytat z mojego posta.
                  Ironizujesz, że za pomocą mojego sposobu krytyki ktoś mógłby np. kpić z tych, co nabożną czcią otaczają rózne dzieła sztuki, podważać uczciwośc i stosowność ich zachwytów a poprzez to negować wartośc tych dzieł, w sytuacji, gdy jest to przeciez stały fragment gry - ciągle krytykuje się rózne tzw. arcydzieła, drwi się z owczego pędu do robienia z niej przedmiotów bezkrytycznego uwielbienia, wręcz sakralizowania; nabija się z tego, ze garstka cwaniaków, samozwańczych znawców nad znawcami, przyznaje znaczki jakości, określa co jest arcydziełem, a tępa publika podąża za ich wskazówkami, uwielbiając rzeczy, których uwielbienia świadczy rzekomo o ich wyrobieniu i wyjątkowej wrażliwości. Więc twoja sugestia, że mój sposób krytyki jest błędny jest nietrafiona, bo taką metodą już się a'propos sztuki i jej widowni od dawna posługiwać rózni raczą.









                  • roman.w.ogrodzie Re: Kabareton 15.06.09, 19:14
                    Straszną logoreę wsadzasz. Źle się to czyta, jeszcze gorzej odpowiada.

                    > Ciekawe, co takiego o mnie mówi zauważenie, że ktoś się próbuje
                    > sztucznie dowartościować, albo utrzymać we "właściwym" nurcie
                    > opinii...Pewnie coś poztywnego :)

                    Nie zauważenie, tylko imputowanie. Jeśli to dla Ciebie coś pozytywnego- Twoja sprawa

                    > O alternatywie pomyślałbym, gdyby pisał rozprawkę

                    Albo gdybym wpadł na to, że komuś może się podobać coś, czego ja za bardzo nie
                    kumam. No ale jeśli sam się snobuję na znawcę teorii względności a jej ni huhu,
                    to czemu inni MOGLIBY w ogóle mieć inaczej?

                    > nie krytykowałem, bo sam nie lubię, tylko dlatego, że
                    > zjawisko dopasowywania się w zachowaniu i poglądach do określonych > wyobrażeń
                    o hierarchii i smakowitości gustów mi się nie podoba.

                    Powtórka z historii. Jakbyś krytykował GMC to w ogóle bym się nie odezwał.
                    Właśnie chodzi o to, że krytykujesz widzów i zarzucasz im jakieś dziwne
                    mechanizmy psychologiczne. Domniemywam, że z własnej autopsji. Bo jeśli nie
                    stąd, to dlaczego?

                    > O teorii wzgl. piszę w kontekście faktu, że jej sformułowanie to
                    > niezaprzeczalne osiagnięcie, które nie potrzebuje oklasków, żeby
                    > zostać dowartościowane samo w sobie z uwagi na rolę jaką odegrało
                    > w historii, niekoniecznie poprzez zastosowanie w praktyce, ale
                    > choćby poprzez inspirację do kolejnych badań i studiów, z
                    > mianę myślenia i postrzegania róznych spraw.

                    Sprawdzam:
                    Co znaczy tutaj "samo w sobie"?
                    Jaką rolę odegrało w historii, kogo zainspirowało do kolejnych badań i studiów,
                    komu zmieniło myślenie i postrzeganie różnych spraw (jakich)?

                    Bo wiesz, Twoje pienia na cześć a późniejsze
                    "(gdzieś czytałem o tym, że choćby działanie systemu GPS jest potwierdzeniem
                    teorii Einsteina; jakieś arty o wykorzystaniu jej w kosmologii przeglądałem)"
                    To jest jak "Słowacki był wielkim poetą, bo mi tak mówiła polonistka.

                    > Jeśli nawet w naukach ścisłych znajdziesz jakieś odważne teorie,
                    > dotąd nie zweryfikowane, to możesz przeciwstawić im setki innych,
                    > zweryfikowanych i zastosowanych w praktyce, użytecznych.

                    O ile nie wiesz o tych setkach innych "skądś tam" i z przeglądania "artów" o
                    zastosowaniach.

                    > W muzyce, sztuce, kabarecie zawsze i w 100 % przypadków nie da się
                    > niczego obiektywnie stwierdzić.

                    W fizyce też się nie da. Może coś dla odmiany poczytaj. Bo słyszenie "gdzieś
                    tam" i "przeglądanie artów" to, wierzaj mi, jednak za mało.
                    Hint: fizyka Arystotelesa, Newtonowska, teoria kwantowa. Elokton- hipoteza czy
                    fakt? Czy atom jest niepodzielny (i co z greki znaczy słowo atom?)? itp itd.

                    > Jak to - po co się snobuje część widowni ? Po to, zeby się poczuć
                    > lepiej, dowartościować. Niekoniecznie w oczach drugiej części.
                    > Bardziej we własnych.

                    Cóż. Do tej pory sądziłem, że samooszukiwanie się jest ciut trudniejsze. No ale
                    wierzę na słowo.

                    > Nic dziwnego, że zgubiłeś wątek, skoro coś ci się pomieszało. TO
                    > nie jest cytat z mojego posta.

                    Tak? Napisałem:

                    > Sugerowanie [...] że ktoś mógłby moją metodą negować także wartość > malarstwa
                    czy rzeźby [...] jest akurat zupełnie od czapy, bo
                    > [...]nawet największe dzieła sztuki są w ten sposób traktowane

                    A Ty, wcześniej:
                    Sugerowanie poprzez porównanie, w zamyśle mająće być pyszną ironią, że
                    ktoś mógłby moją metodą negować także wartość malarstwa czy rzeźby
                    , wątpiąc
                    w uczciwość zachwytów nad nią widowni, jest akurat zupełnie od czapy, bo
                    jak świat światem nawet największe dzieła sztuki, otoczone niemal nabożną
                    czcią, są w ten sposób traktowane, tak samo się kpi albo krytykuje owczy
                    pęd publiki do klaskania komu wypada, podążając za wskazaniami wąskiej grupki
                    speców od nadawania obrazom i rzeźbom ceryfikatów arcydzieł, jak również z
                    wyższością traktowania tego, co nie ma takiej nalepki i nie funkcjonuje jako
                    arcydzieło.

                    Oczekuję przeprosin. I przystopowania z logoreą, skoro sam się już w niej gubisz.

                    > Więc twoja sugestia, że mój sposób krytyki jest błędny jest
                    > nietrafiona, bo taką metodą już się a'propos sztuki i jej widowni
                    > od dawna posługiwać rózni raczą.

                    Ujmę to tak: Jakby wyszedł Jasiu i powiedział, że Pieta Michała Anioła to jedno
                    wielkie grówno, nic bym nie powiedział. Ma Jasiu prawo do swojej opinii. Ale
                    gdyby Jasiu wyszedł i powiedział, że Pieta Michała Anioła to jedno wielkie
                    grówno, a ci, którzy się nią zachwycali i zachwycają to wszyscy zmanierowane
                    snoby są, próbujące uchodzić za koneserów, to polewał bym z niego, tak samo jak
                    z Ciebie.

                    Aha: nie musi to być Pieta. Może być rysunek jelenia na rykowisku narysowany
                    przez Wojtka z 3B.
                    • grek.grek Re: Kabareton 16.06.09, 12:03
                      To nic w porównaniu z tym twoim cytowaniem poszczególnych zdań, od którego się oczopląsu dostaje.

                      Imputujesz mi, że "nihuhu", a nie masz pojęcia, czy nie piszę tu o niej rozprawki na twoje życzenie, bo mi się nie chce, bo nie mam pojęcia, czy może dlatego, że teoria owa sama w sobie nie lata w kontekście, w jakim się nią posłużyłem pierwotnie i moja jej znajomość, albo nieznajomość nie ma tutaj żadnego znaczenia.
                      Widzę, że bardzo chcesz swoją teoryjkę sklecić, ale robisz to nachalnie i po trupach. Użyłem twzg jako przykładu czegoś ważnego, czego znaczenia i wpływu na świat nauki jestem świadom, a nie na czego "znajomość" "się snobuję".
                      Poza tym, jesli ja, jak imputujesz, "o twzg to nichuchu", to jak możesz moją wiedzę, albo niewiedzę weryfikowac, skoro sam stoisz pod podobnym zarzutem, co ja - że "nichchu", a nawet jesli jakieś "chu", to i tak z pewnością wyguglałeś sobie, tylko może poświęciłeś na to czas, którego ja nie miałem i na stronach na które mnie się wejść nie chciało, albo nie udało ;)

                      Spotkałem się z mechanizmem snobowania się na coś wielokrotnie w życiu. Dla ciebie mogę być w tym niewiarygodny, ale jakoś mnie to nie smuci, a
                      twoje próby atakowania zasadności moich subiektywnych sądów własnymi subiektywnymi sądami dot. mnie i moich doświadczeń czy znajomości ludzkich odruchów pozwalających mi wyrażać się tak, albo inaczej idą w kierunku udowodnienia założonej tezy bez wg na okoliczności.

                      Trudno, nie musisz wierzyć w nic. Tak samo jak ja nie muszę wierzyć w to, że wiwaty na cześć GMC są w całości szczere i spontaniczne. Ten twój niedostatek wiary z pewnością nie wynika z autopsji.

                      Jasne, powinien sam je wszystkie sformułować i odkryć, bo dowiedzenie się z drugiej ręki, to obciach jest. Ewidetnie.

                      A czy ja napisałem, że w ścisłych w 100% się da ? Napisałem już w 1 poście "ZWYKLE są weryfikowalne i użyteczne" - "zwykle", czyli nie -zawsze, w każdym przypadku i w 100 %.
                      Kartkówkę, to możesz robić komuś w rodzinie, a nie mnie; w ogóle śmieszne to trochę, skoro jedną ręką zadajesz pytania, a drugą triumfalnie ogłaszasz, ze czy coś wiem, czy nie wiem, to i tak się nie da ustalić, bo przeca mogę guglać jak szalony. Jaki więc sens mają te teksty ? Chcesz się pochwalić, że coś sam wyguglałeś, czy że byłeś pilnym uczniem w szkole i nie paliłeś zeszytów po zakończeniu nauki ?

                      Samooszukiwanie się jest trudniejsze od oszukiwania innych ? Hmm, nie mam wyjścia - muszę ci uwierzyć na słowo.

                      Ja się gubię ? Może ty nie nadążasz z czytaniem...
                      Twoja sugestia była/miała być ironiczna, więc zakładała, że się "moją metodą krytykowania" nie da skrytykować, zanegować, dzieła sztuki, podczas gdy właśnie w taki sposób są one, i ich wyznawcy, krytykowane od dawna, a więc ironia była nietrafiona, "od czapy".

                      Ciekawe, co było, gdyby powiedział, że to nawet jest i dobre, ale zachwyt ludzi nad tym bierze się z politycznej poprawności i wyrachowania, a nie ze znajomości rzeczy, bo żeby się naprawde zachwycać trzeba mieć o przedmiocie owego zachwytu jakieś pojęcie; więcej - leśny-Jaś-malarz (może nawet wybitny) mógłby zanegować zachwyt widowni nad swoimi własnymi dziełami. Tak jak Rotten - wprawdzie nie malarz, ani nie idol z Grupy Mocarta, ale swego czasu prawie tak samo jak oni znany Jasiu - co ze sceny drwił ze swoich fanów wyznających mu miłość i uwielbienie, wykrzykujących bunt i złośc, zarzucając ich konformizm, sztuczność i kłamstwo zarówno w ich uwielbieniu dla niego i jego muzyki, jak i w buncie i złości przeciw systemowi, władzy i światu. Ale to taka jasiowa postawa, powinien był taki Jasio-malarz, czy Jasio-Rotten ugryźc się w jęzor wredny i nic nie imputować, bo jeszcze ktoś z niego będzie kiedyś polewał :)

                      O tak, przy tym "jeleniu na rykowisku" mogłaby się zebrać spora grupa wyznawców, wystarczyłoby tylko,żeby 3-4 autorytety powiedziały (a choćby i dla zgrywy), że to cudownie odnalezione dzieło sztuki, które namalował jakiś Monet jak miał 8 lat i był na pierwszym życiu haju, a tuż przed pierwszym w życiu pawiem. Tłoczyliby się jak śledzie w beczce, żeby się zachwycać. I z pewnością nie byliby w tym smieszni oraz żałośni, z pewnością - zwłaszcza dla kogoś, kto sam miałby grówniane pojęcie o wartości i pochodzeniu tego obrazka. On by polewał z tych 3-4 facetów w rogu sali pękających ze śmiechu na widok zbiegowiska i jego podniety :)

















                      • roman.w.ogrodzie Re: Kabareton 16.06.09, 14:45
                        Chętnie bym się odniósł do wszystkich poszczególnych, głupich, kłamliwych lub co
                        najmniej dyskusyjnych tez, no ale za dużo ich i w nazbyt dużym są rozrzucie.
                        Więc krótko. Jeśli z którymś z poniższych punktów się nie zgodzisz- daj znać.

                        1) Miałeś dowieść, że to, co napisałem, nie ma formy Twojej argumentacji.

                        2) Nie rozumiejąc co to jest "forma argumentacji" skupiłeś się na treści
                        argumentacji. Twoje tezy były następujące: a) wytworów fizyków i matematyków nie
                        można kontestować tak jak kabareciarzy, bo nie da się ich odnieść do estetyki.
                        Ponadto nie da się snobować na fizykę i matematykę bo te drugie można sprawdzić
                        w sposób obiektywny plus są one zwykle użyteczne i praktyczne (nie zauważyłeś
                        tu, że wniosek nie wynika z przesłanek). Jako koronny przykład podałeś teorię
                        względności; ma ona nie podlegać subiektywnym gustom, być niezaprzeczalnym
                        osiągnięciem i być wielce użyteczną. I nie można się "na nią" snobować.
                        b) wytworów malarzy również nie można kontestować tak jak kabareciarzy, ponieważ
                        są tak kontestowane (sic!).

                        3) Grzecznie pokazałem, że 2b) jest sprzeczne z prawami logiki (co dla Ciebie
                        jest nieistotne). Pokazałem, że 2a) jest nieprawdziwe, bo- można odnieść
                        matematykę do estetyki (z czym się zgodziłeś, ale WÓWCZAS uznałeś to za
                        nieistotne), ponadto postarałem się udowodnić na przykładzie, że da się snobować
                        "na" teorię względności i że wcale nie jest łatwo "obiektywnie ją sprawdzić".
                        Przykładem miałeś być Ty.

                        4) Pokazałeś rażący dyletantyzm w zakresie metodologii nauk (przeciwstawiając
                        teorie fizyczne muzyce, sztuce i kabaretowi w aspekcie 100%owej obiektywnej
                        stwierdzalności). Ponadto ujawniłeś, że wiedzę o teorii względności masz co
                        najwyżej późno-gimnazjalną ("coś tam słyszałem", "GPS jakoś tam ją dowodzi",
                        "przeglądałem arty").

                        5) Udowodniłem Twój rażący dyletantyzm w zakresie metodologii nauk (pokazując
                        odpowiednie wątki w fizyce, gdzie teza "fizyczny- stwierdzalny w 100%" okazała
                        się błędną). Ponadto stwierdziłem, że jednak nie jesteś osobą która potrafi
                        teorię względności "obiektywnie sprawdzić" i o jej zastosowaniach wiesz
                        niewiele. Jeśli by tak było, to (o tym nie pisałem, ale to chyba jasne) Twoje
                        panegiryki pod jej adresem okazują się komiczne- bo jej wartość "samą w sobie"
                        stwierdzasz nie "obiektywnie", tylko małpujesz opinie innych. Jednocześnie nie
                        przeszkadza Ci to w stosowaniu jej jako koronnego przykładu mającego dowieść, iż
                        na znajomość fizyki nie da się snobować, bo przecież każdy może ją "obiektywnie"
                        sprawdzić (skąd o tym wiesz? ktoś Ci powiedział?).

                        6) Zalałeś mnie kolejną logoreą, w której podtrzymujesz, że moja teza o
                        możliwości krytykowania w ten sam sposób sztuki jest nietrafiona, bo sztuka jest
                        w ten sam sposób krytykowana (sic!).
                        I palnąłeś odnośnie teorii względności:

                        > jasne, powinien sam je wszystkie sformułować i odkryć, bo
                        > dowiedzenie się z drugiej ręki, to obciach jest. Ewidetnie.

                        Na co ja, kończąc tę dyskusję (bo jakoś mnie nie przekonałeś do "nietrafności
                        moich analogii") odpowiadam: tak. Jeśli dowodzi się mocnych twierdzeń (100%owa
                        stwierdzalność, obiektywna sprawdzalność i- uwaga- nieporównywalność z
                        czym-bądź-kolwiek) za pomocą wiary o przesłankach (bo nie znasz ich, tylko
                        wierzysz, że istnieją) to jest to obciach. Ewidentny.
                        • roman.w.ogrodzie Sprostowanie 16.06.09, 17:42
                          Ponieważ pogubiłem się w Twojej Logorei wcześniej, nie doczytałem istotnego
                          fragmentu:

                          > Twoja sugestia była/miała być ironiczna, więc zakładała, że się
                          > "moją metodą krytykowania" nie da skrytykować, zanegować, dzieła
                          > sztuki, podczas gdy właśnie w taki sposób są one, i ich wyznawcy,
                          > krytykowane od dawna, a więc ironia była nietrafiona, "od czapy".

                          On zmienia istotnie moją wcześniejszą wypowiedź. Napisałem:

                          > 6) [...] podtrzymujesz, że moja teza o możliwości krytykowania w
                          > ten sam sposób sztuki jest nietrafiona, bo sztuka jest w ten sam
                          > sposób krytykowana (sic!).

                          Niniejszym przepraszam, że przypisałem Ci (w tym punkcie) brak logiki. Post jest
                          zupełnie logiczny. Tylko że przy tym niesamowicie kłamliwy. Piszesz:

                          > Twoja sugestia była/miała być ironiczna, więc zakładała, że się
                          > "moją metodą krytykowania" nie da skrytykować, zanegować, dzieła
                          > sztuki

                          Sam dobrze, kłamczuchu, wiesz że wręcz przeciwnie. Zupełnie analogicznie jak z
                          fizyką. Bo tu i tam Ci pokazałem, że krytykować właśnie można tak samo; tak samo
                          głupio i projekcyjnie.

                          Co więcej, równie dobrze mogę w ten sam sposób "skrytykować" sprzątaczki, linie
                          lotnicze, Lasy Państwowe i dużo dużo więcej.
                          • grek.grek Re: Sprostowanie 17.06.09, 13:06
                            Yep, ta gadka się nie rozwija, poza tym nuży mnie rozmowa ze ścianą.
                            Zakończę więc kilkoma zdaniami od siebie.

                            Nie napisałem, że matfiza jest weryfikowalna "w 100 procentach", sam sobie to dośpiewałeś i trzymasz się jak pijany płotu. Więc to co "dowodzisz" na podstawie tej tezy jest błędne, chyba że dowodzisz sam sobie.

                            Napisałem, ze matfizę można "zwykle" zweryfikować. Chodziło i chodzi o to, że wzór matematyczny możesz obliczyć i sprawdzić jego poprawność, teorią fizyczną choćby próbować sprawdzić poprzez doświadczenie, a wybitności skeczu kabaretowego nie możesz, bo nie ma takich narzędzi, nie ma wzorów i nie ma doświadczeń odpowiedniego typu. All about GUST.
                            I o to chodzi w sprawie obiektywnej weryfikowalności.

                            Teraz snobizm.
                            Wg Kopalińskiego "snob", to człowiek starający się "popisać znawstwem, imponować wiedzą, smakiem, gustem/zainteresowaniami (modnym/i)".
                            Jeśli imputujesz mi snobowanie, poprzez, cytuję "znajomość teorii względnośći", to nie trzymasz się ustalonej i obowiązującej definicji. Znajomość czegoś nie jest snobizmem, dopóki nie następuje to, co określa definicja przytoczona wyżej. Nie imponowałem wiedzą, nie popisywałem się znawstwem, ani wyrafinowanym gustem. Nie snobowałem zatem. To tobie się coś ubzdurało.

                            Na gusta można się snobować skutecznie, są niesprawdzalne, można imponować i popisywac się w nieskończoność. Matfiza jest dostępna każdemu, każdy może choćby próbować weryfikować sądy i opinie kogoś kto się popisuje i imponuje, bo nie może on imponować i popisywać się czymś z kosmosu, tylko dostępnym ogólnie, każdemu - w guglu, ksiązkach, wiedzą ścisłą. TU się nie da nic oryginalnego wymyślić, żadnej wiedzy tajemnej i wymykającej się obiektywnym kategoriom.
                            Nie wiem też na jakiej podstawie sądzisz moją wiedzą, jej niedostatek, lub brak. Rozumiem, ze a priori trzeba przyjąć, ze sam takową posiadasz na wystarczającym poziomie. Jesli nie, to znaczy, ze nie masz podstaw by czyjś stan wiedzy osądzać.
                            ZReszta, ty przeciez nie osądasz mojej wiedzy, jesli trzymać się faktów - ty oceniasz jej źródła. To są dwie rózne bajki, panie kochanku. Znów błąd.
                            Krytykujesz, że wygulane, że z artykułów etc. Sam, jesli posiadasz wiedzę właściwą, to rozumiem, ze z seansów spirytystycznych z dziadkiem Albertem. Ale jesli nie, to też posiadłeś ją z drugiej ręki, a więc - ksiązka, gugiel, artykuł w gazecie, notatki szkolne. W twoim przypadku - pasi. W moim - nie ? Ciekawe. Potrzebujesz handicapów ?

                            Najpierw 2 czy 3 razy dobitnie twierdzisz, sic'asz itd, że piszę jakiejś ogromniaste głupoty, potem że jednak nie są to głupoty, a jeszcze potem, ze jestem kłamcą. Powiem szczerze, ze jestem zdezorientowany twoimi woltami, przypisywaniem mi słów, których nie użyłem, i na ich podstaweie budowaniem bełkotliwych tez, a potem ich "potwierdzaniem", nieznajomością definicji słownikowych i hipokryzją, jak również uznawaniem samego siebie za omnibusa, który ma czelność z założenia krytykowac czyjąś wiedzę, mimo że powinien sobie zdawać sprawę z tego, że nie jest w stanie przedstawić własnych kwalifikacji do bawienia się w sędziego we włąsnej sprawie ("dowiodłem", "stwierdziłem"), a jesli nawet wiedzę posiada, to ze źródeł, które przecież wykpiwa i na których podstawie podważa stan wiedzy interlokutora.

                            Tyle ode mnie, życzę udanego dnia :)




                            • roman.w.ogrodzie Re: Sprostowanie 17.06.09, 14:08
                              > Nie napisałem, że matfiza jest weryfikowalna "w 100 procentach"

                              Przeciwstawiłeś nauki ścisłe działalności artystycznej. Kontekstem była 100%owa
                              sprawdzalność:

                              > Jeśli nawet w naukach ścisłych znajdziesz jakieś odważne teorie,
                              > dotąd nie zweryfikowane, to możesz przeciwstawić im setki innych, >
                              zweryfikowanych i zastosowanych w praktyce, użytecznych.
                              > W muzyce, sztuce, kabarecie zawsze i w 100 % przypadków nie da się > niczego
                              obiektywnie stwierdzić.

                              Kłamczuchu.

                              > Chodziło i chodzi o to, że wzór matematyczny możesz obliczyć i
                              > sprawdzić jego poprawność, teorią fizyczną choćby próbować
                              > sprawdzić poprzez doświadczenie

                              > Wg Kopalińskiego "snob", to człowiek starający się "popisać
                              > znawstwem, imponować wiedzą, smakiem, gustem/zainteresowaniami
                              > (modnym/i)". Jeśli imputujesz mi snobowanie, poprzez, cytuję
                              > "znajomość teorii względnośći",
                              > to nie trzymasz się ustalonej i obowiązującej definicji.

                              Hej, hej. To zacytujmy pełną definicję.
                              Źródło: www.slownik-online.pl/kopalinski/65FFE17422F0F3D0C125658F00036BF2.php

                              snob- człowiek bezkrytycznie naśladujący i służalczo podziwiający ludzi, których
                              uważa za wyższych od siebie, a. usiłujący natrętnie wchodzić z nimi w komitywę;
                              człowiek popisujący się (rzekomym) znawstwem, dobrym smakiem a.
                              zainteresowaniami w modnych aktualnie dziedzinach nauki a. sztuki.


                              No właśnie się trzymam definicji. Popisujesz się (rzekomym) znawstwem albo
                              zainteresowaniami w modnych aktualnie dziedzinach nauki. Kłamczuchu.

                              > Nie imponowałem wiedzą, nie popisywałem się znawstwem, ani
                              > wyrafinowanym gustem. Nie snobowałem zatem. To tobie się coś
                              > ubzdurało.

                              Rzekomą wiedzą. Rzekomym znawstwem. Kłamczuchu.

                              > Matfiza jest dostępna każdemu, każdy może choćby
                              > próbować weryfikować sądy i opinie kogoś kto się popisuje i
                              > imponuje, bo nie mo
                              > że on imponować i popisywać się czymś z kosmosu, tylko dostępnym
                              > ogólnie, każde
                              > mu - w guglu, ksiązkach, wiedzą ścisłą.

                              Wiesz, wolałbym, żebyś coś więcej o metodologii w matematyce i fizyce (już samo
                              wymienianie tych dwóch dziedzin jednym tchem pokazuje, jakim jesteś ignorantem)
                              poczytał, zanim zaczniesz ostatecznie wyrokować w tych dziedzinach. Możesz w
                              guglu lub książkach. Ignorancie.

                              > ZReszta, ty przeciez nie osądasz mojej wiedzy, jesli trzymać się
                              > faktów - ty oceniasz jej źródła.

                              Jakbyś nie był takim ignorantem, to wiedziałbyś, jak ważne dla uznania
                              czegokolwiek za wiedzę są źródła. Kiepskie źródła dyskwalifikują pretendentkę na
                              "wiedzę" od razu. Ignorancie.

                              > Najpierw 2 czy 3 razy dobitnie twierdzisz, sic'asz itd, że piszę
                              > jakiejś ogromn
                              > iaste głupoty, potem że jednak nie są to głupoty, a jeszcze potem,
                              > ze jestem kłamcą.

                              Jakbyś umiał czytać ze zrozumieniem, to wiedziałbyś, że nigdy nie uważałem, byś
                              miał nie pisać głupot. Zarzuciłem Ci (dwa razy) brak logiki. Raz (pierwszy)
                              nadal jest w mocy. Drugi nie- bo postanowiłeś spróbować jednak odwrócić kota
                              ogonem i zdanie było logiczne. Tylko oczywiście fałszywe. Kłamczuchu.
                              Ale nie ciesz się z tej logiki pojedynczego zdania. Sam pomysł, by jedna
                              "analogia" (jak żeś to dyletancko pisał) musiała zostać obalona, a druga
                              potwierdzona by wyszło "na Twoje" pokazuje, jakim jesteś logicznym ignorantem.
                              Ignorancie.

                              > Tyle ode mnie, życzę udanego dnia :)

                              Dziękuję. Przyjm i ode mnie życzenia pomyślności i zdrowia.
                  • roman.w.ogrodzie PS: 15.06.09, 20:29
                    Po namyśle wycofuję sprawdzanie. Nie musisz podawać wpływu teorii względności,
                    bo i tak nie uwierzę, żeś tego nie wyguglał.

                    Nie uwierzę, bo takim "słyszeniu gdzieś tam o wpływie na GPS" (oczywiście
                    wiadomo JAKIM wpływie i "przeglądaniu artów".

                    Takie podejście samo w sobie nie jest złe. Tylko komicznie wygląda w porównaniu
                    do wcześniejszego:

                    "> sceptycyzm wobec rzetelności matematycznych czy fizycznych
                    > osiągów jest zupełnie nieporównywalny, bo te drugie można
                    > sprawdzić w sposób obiektywny plus są one zwykle użyteczne,
                    > praktyczne [...] czy trzeba dowartościowywać teorię względności ?
                    > Nie trzeba, [...] wartość teorii względności nie podlega
                    > subiektywnym gustom, poczuciu smaku estetycznego, nie bardzo da
                    > się snobować na znajomość tej teorii przeciwstawiając swoje
                    > oblatanie mugolom, co w ogóle jej nie rozumieją i nie zrozumieją,
                    > skoro przecież wystarczy, ze przeczytają dwa bryki i nawet jeśli
                    > teraz nie jarzą, to zajarzą jutro.

                    Bo dwa mugolskie bryki to gorzej niż słyszenie "gdzieś tam" i "wertowanie
                    artów", nie?
                    Na pewno. W końcu umiesz sprawdzić tę teorię w sposób obiektywny (pewnie dzięki
                    "artom") no i znasz od groma zastosowań (np JAKOŚ w GPS-ie, ktoś gdzieś coś
                    takiego mówił).

                    Po czymś takim nie dziwię się już Twoim projekcjom.
                    • tobee_79 Re: PS: 17.06.09, 12:55
                      przeczytałem całą Panów dyskusję... uff, żaden nie ustąpi nawet o
                      milimetr.

                      co innego stwierdzenie, że gmc to gó..., a co innego stwierdzenie że
                      jak ludzie klaszczą to znaczy, że chcą być mądrzejsi i żeby inni
                      pomyśleli że oni się znają na muzyce hm... niech będzie smyczkowej.

                      no cóż, obiektywnie stwierdzam (w moim mniemaniu, oczywiście) że
                      rację ma roman i grek powinien się pobić w pierś.

                      oczywiście grek tego nie zrobi bo jak wiadomo wszystkim tu obecnym,
                      on się nigdy nie myli i wie wszystko i na każdy temat, a już
                      zwłaszcza kto się snobuje, kiedy i na czym/na kogo...

                      PS też uważam że gmc to pomyłka i gniot. no cóż, może się po prostu
                      nie znam na muzyce klasycznej albo na majlsie dejwisie z butlegów.
                      • pepsic Re: PS: 17.06.09, 19:57
                        tobee_79 napisał:
                        "przeczytałem całą Panów dyskusję... uff"
                        Ja niestety pogubiłam się w którymś tam momencie.

                        > gmc to pomyłka i gniot"
                        Podzielam. Lubię słuchać muzyki, ale bez natrętnych wygłupów przeszkadzających w
                        odbiorze. Co innego okazjonalne mrugnięcie okiem do słuchacza.

                        "obiektywnie stwierdzam (w moim mniemaniu, oczywiście) że
                        > rację ma roman i grek powinien się pobić w pierś."

                        Ja odwrotnie, przychylam się do stanowiska greka.greka, bo na własnej skórze
                        spotkałam się z zakrawającym na snobizm zdziwieniem: Jak można nie znać Grupy
                        MoCarta? (kiedyś już o tym pisałam, ale w innym kontekście).
                        • tobee_79 Re: PS: 19.06.09, 16:44
                          "bo na własnej skórze
                          spotkałam się z zakrawającym na snobizm zdziwieniem: Jak można nie
                          znać Grupy
                          MoCarta? (kiedyś już o tym pisałam, ale w innym kontekście). "


                          jeśli to prawda, to właśnie straciłem ostatnią nadzieję i wiarę w
                          naród polski, uciemiężony przez ruska i niemca, oszukiwany przez
                          czarnego i czerwonego...

                          czyli, że co...? grek ma rację, że mozna się snobować, że się
                          rozumie gagi gmc? i że jak się ktoś nie śmieje to znaczy, że jest
                          głupszy? no to zwracam honor grekowi (chociaż to komunista, ale cóż).

                          świat się kończy, idę się upić...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka