Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac (cz.3)

    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 29.10.09, 11:29
      "Twardziel", z ostatniej nocy.

      Całkiem dobre niemieckie kino, z nowym, utalentowanym aktorem.

      Rzecz się dzieje w bliżej nieokreślonym dużym mieście niemieckim. Przeprowadza się do niego, z bogatych przedmieść, Michael z matką.
      Do tej pory mieszkali u dzianego doktorka, którego matka była utrzymanką, dopóki doktorek nie stwierdził dnia pewnego pięknego, że babka nie spisuje się nalezycie w łózku i trzeba ją wymienić na lepszy model. Daje jej trzy miesiące na poprawę, ale kobieta jest ambitna i odchodzi od razu. Instaluje się z synalkiem w skromnej kamienicy w mieście.

      W nowej szkole Michael, chłopaczyna o twarzy cherubinka, spotyka się z zupełnie inną kulturą niż ta, z jaką do tej pory miał do czynienia - przede wszystkim wielkokulturowość - są biali, są Azjaci, są Arabowie; i olewatorstwo : łebki śpią na lekcji, nauczyciel gada do ściany; i last but not least : przemoc - szkołą trzęsie banda Turków, z niejakim Errolem na czele - zajmują się wymuszaniem podatków od reszty łebków. Jak który ma problem, to dostaje w sagan, oni to filmują, a potem wykorzystują do zastraszania pozostałych. Taki los spotyka Michaela właśnie - od razu wpada im w oko, jako "bogaty g.wniarz" (bo przecież przeprowadził się z bogatej dzielnicy) - od razu dostaje w dziób, kradną mu buty i żądają haraczu.

      Żeby zdobyć kasę, Michael z dwoma kolegami, którzy dla odmiany go polubili, włamuje się w nocu do chałupy tego doktora, co się od niego wyprowadzić musiał. Kradną drogą zastawę stołową, nóz ozdobny, komórkę i kartę bankomatową. Potem sprzedają zastawę w podziemnym "lombardzie", wypłacają trochę kasy z konta, a poszukując nabywcy komóry Michael poznaje młodego Araba _ Hamala, czołowego dilera narkotyków w dzielnicy. To zupełnie inna liga niż młodociany Errol - tamten bardziej przypomina jakiego czarnego ulicznika i łazi z bandą smarków, ten to wyższa liga - elegancja, szyk, interesy, poważni ludzie na usługach, w dodatku szacunek dla rodziny, dla tradycji, taki młody arabski Corleone już. Michael mu się podoba. "Masz szczerą twarz" - mówi mu Hamal. I zaprasza do domu na obiad, wozi samochodem, w ogóle - pełna kultura. I MIchael zgadza się dla niego pracować. Jest skarbem - bystry, o wyglądzie aniołka, nie budzący niczyich podejrzeń - idealny do roli kuriera.

      Matka Michaela zajmuje się głównie facetami : najpierw jakimś malarzem-artystą żyjącym z zasiłku, niezwykle miłym i sympatycznym złodziejem, który kradnie Michaelowi odłożone pod materacem pieniądze na haracz dla Errola, za co ten dostaje nowe lanie; potem jest jakiś niezidentygfikowany gość, którego główna rola sprowadza się do pokazania Michaelowi jak stuknąc sierpowym gościa, który mu zawadza; później pojawia się policjant, który prowadzi śledztwo w sprawie rabunku u doktora i trafia pod adres Miriam, jako ostatniej kobiety tegoż gościa.
      Nie licząc tych, których matka próbuje poznać (chyba z ogłoszenia). Taki ma pomysł na lepszy los - zostać laską jakiegoś bogatego typa, co będzie łożył na nią i syna.

      Michael, pouczony przez faceta matki, jak boksować, któregoś razu daje w zęby temu całemu Errolowi, tamten do niego z kosą, a tutaj się pojawiają naglegangusy od Hamala i oficjalnie instruują, że jak jeszcze raz ruszy Michaela, to go tam puszczą w betonowych kaloszach, żeby sobie popływał, czy coś w tym guście.

      I teraz Michael robi dla Hamala. Przenosi po prostu paczki z haszyszem w różne miejsca, odbiera pieniądze, przynosi i dostaje za to dobrą kasę. Matce mówi, ze pracuje dla czyściciela dywanów. Jest swietny, bo nikomu w cholere nie przychodzi do łba, że taki dzieciak może nieść jakiś proch w kieszeni, czy trefną forsę w kopercie.

      I jest sprytny.
      Któregoś razu ma zanieść narkotyki do parku, pakuje je do rozprutej dyskretnie piłki futbolowej. Na miejscu, podczas transakcji, zdarza się nalot policji - całe bractwo wieje w popłochu, mała obława, radiowozy. A Michael wrzuca niezrealizowany koks do piłeczki, wychodzi sobie z krzaków jakby nigdy nic i podrzucając piłczkę odchodzi niezatrzymywany, ba - gliniarze radzą mu, zeby szybko poszedł do domu :)

      Wreszcie dostaje powazny numer do zrobienia. Ma być kurierem w wymianie na 80 tysięcy. Zanosi towar do faceta, tamten trochę się z nim bawi, ni to się ociąga z zapłatą, ni to co, próbuje towar na miejscu (jakby coś było nie tak , zgadnijcie kto by zarobił w cymbał pierwszy ? :)} - trochę napięcia, ale ostatecznie jest orajt, jest kasa, jest wszystko. Proponuje nawet, że zamówi Michaelowi taxi, ale ten odmawia - boi się podstępu, że go zabiją i zabiorą kasę. Próbuje sam złapać, ale mu się nie udaje. Wraca więc pociągiem. Na stacji spotyka Errola i jego bandę. Zabierają mu plecak z kasę i rzucają na dach odjeżdzającego pociągu. PO kasie. Gangusy Hamala szukają jej, ale nie ma nigdzie na torach. POzostaje biuro rzeczy znalezionych, ale tu jest problem - w środku było 80 tys plus... legitymacja szkolna Michaela. Jak wytłumaczuć skąd ma 80 kafli 15-letni smark ? NO właśnie. "Jesteś problemem" - mówi mu Hamal. Michael ryczy, że mu odda kasę. Na to Hamal, że nie o kasę chodzi, a o "gest".
      Za 5 minut okazuje się,ze tym "gestem" ma być zabicie Errola - nocą przywożą go pod jakąś estakadę na uboczu, dają Michaelowi rewolwer i Hamal radzi mu nawet, gdzie ma strzelać. Michael dostaje trzęsawki, beczy, kamera filmuje to z róznych stron, napięcie, aż w końcu pokazuje się świtające niebo - czyżby nie pokazano finału ? Nie, Michael dopiero o świecie decyduje się strzelić. Hamal chce go zabrać ze sobą, ale chłopak zostaje. Sam.

      Idzie na policję, do tego gliniarza, który z matką jego się spotyka, i wszystko mu opowiada (ta scena otwiera film, dzieki niej znamy zakończenie, bo w ostatniej scenie w ciągu narracyjnym jest obrazek, jak matka odbiera Michaela z pokoju zatrzymań).
      I tyle.

      Przekonująco, bez fajerwerków, jako naturalne przejście, pokazana kariera przestępcza nastolatka, zmuszonego najpierw do szukania zarobku, a później oszołomionego światem w jakim się znajduje.
      Może niekoniecznie najostrzej zarysowane postaci, ale nieźle.
      Hamal jest gangusem, ale jest też family guy, gardzi np. Errolem, który z wlasną rodziną ma nędzne relacje.
      Errol jest jaki jest, ale kiedy Michael zupełnym przypadkiem spotyka go któregoś dnia na ulicy Errol targa przed sobą wózek z dwójką maluchów w środku - Michael pomaga mu wnieśc ten wózek po schodach. Spotykają się wzrokiem, Errol jest spłoszony, nieporadnie kiwa głową w jakiejś formie podziękowania. A w następnej scenie znów jest hałasliwy, pyskaty i bije Michaela. Biznes is biznes, prywata z boku, wszyscy mamy swoje uwarunkowania.

      Ciekawa scena w wystawnym domu Hamala - Michael spotyka się z islamem : przy wejściu trzeba zdjąć buty, kobietom nie podaje się ręki, przy stole siedzą tylko mężczyzni. Michael wyraźnie dobrze się tam czuje, chłonie atmosferę, zwykły dzieciak w tiszercie siedzi sobie z wypasionymi typami i je. I go lubią, przyjmują go z sympatią, uśmiechają się. Czy mógłby
      nie pracować dla Errola po takiej prezentacji ?

      Albo u fryzjera, gdzie Michael poznaje Hamala - rytuał przygotowania brzytwy, palenia fajki wodnej z jakimś dziadkiem siedzącym obok - palą we trójkę (michael, dziadek i kolega Michaela, ten od rabunku u doktora), fajka (faja właściwie) wędruje z rąk do rąk. Ceremonia niemal.

      I aktor. David Kross, grający Michaela. Fizjonomia Vala Kilmera-40 lat temu, oko, wyczucie i to, czego kupić się nie, ani nauczyć, z czym się rodzi - charyzma. Chłopak wypełnia ekran. Przykuwa uwagę. Przyszłość widzę, widzę wielką przyszłość :)

      I stały punkt programu - zaczęło się po wpół do pierwszej, skończyło po drugiej. TVP kochamy cię ;)

      • barbasia1 "Twardziel" 29.10.09, 15:30
        grek.grek napisał:

        > "Twardziel", z ostatniej nocy.

        „Twardziel” bardzo ciekawy film, myślę także ze względu na aspekt
        społeczny, ukazanie światka przestępczego mniejszości tureckiej u
        naszych zachodnich sąsiadów /tak mi się przynajmniej wydaje po
        przeczytaniu Twego tekstu?/.
        • grek.grek Re: "Twardziel" 30.10.09, 11:53
          Owszem, oglądało się naprawdę nieźle. Fajna ścieżka dźwiękowa, dobre zdjęcia, trochę ujęć miasta pod kątem właśnie tego multi-kulti : ulica, ruch, Arabowie rozmaitych narodowości, Azjaci, półAzjaci, Murzyn jakiś, biali. Zupełnie nowe Niemcy. Nowa przestępczość. Kiedy jacyś cinkciarze, skini napadający na nielicznych wypłoszonych Turków, dzisiaj już ci sami Turcy, nowe pokolenie, tworzą całkiem sporą mniejszość, z własną wspólnotą, własnymi dzielnicami i własnymi handlarzami prochem. Trochę jak Murzyni w Ameryce są. Szkoła niby niemiecka - rządzi turecki gang. Znak czasu. Asymilacja ? I to jaka :)

          Co do tej przestępczości, to jednak bardziej się skupili na tym chłopaku - na jego własnej drodze, reszta jest jakby trochę w tle, przy okazji. I ciekawe jest to zestawienie - blondwłosy aniołek pośród arabskich gangusów.

          A ten David Kross zagrał ostatnio w "Lektorze" - z Kate Winslet i Ralphem Fiennesem. Wczoraj w Multikinie była prezentacja tego filmu, bo zdaje się pojawia się teraz w kinach, czy na tasmach - coś w tym stylu. Tak czy owak - zaskoczyło mnie, bo że zrobi karierę, to mi się nawet napisało, ale żeby tak od razu... ;)
          • barbasia1 Re: "Twardziel" 31.10.09, 07:59
            Ciekawe, że gangusy zawsze i wszedzie mają najmniejsze problemy z
            amsymilacją!? ;)


            Masz oko i nosa do aktorów! :)


            A CO DZIŚ? NA CO DZIŚ SIĘ TRZEBA SPIESZYĆ!?
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 29.10.09, 12:23
      "Fargo", miało być ? Bardzo proszę :)

      Rzecz się dzieje na północy USA. Pomysły wyjściowy prosty i stary jak świat - mąz, prosty szary sprzedawca aut w salonie samochodowym, potrzebuje pieniędzy na "dil swojego życia" - co można lepszego wykombinować od porwania własnej żony dla okupu od bogatego teścia ? Nie ma lepszych opcji :)

      Mąz wynajmuje dwóch typków do tej roboty - chudego i ponurego. Chudy jest nerwowy, histeryczny momentami, trajkocze bez przerwy; ponury się mało odzywa, głównie pali pety i bije rekord świata w długości utrzymywania nieruchomego spojrzenia.
      Spotykają się w miasteczku Fargo i on im wyłuszcza plan.
      Ci dwaj mają porwać żonę zleceniodawcy, przetrzymać ją, skasować okup, oddać go, wypuścić zonę i odebrać swoją działkę. Dostają od męża nawet auto, wyczesane z nowej dostawy do salony, dla którego to numeru mąż stawia pod znakiem zapytania transakcję z kontrahentem na ten nowe auta, nie numerując aut, przez co dil stoi pod znakiem zapytania.
      Nic prostszego jak wykonać taki numer. Nie u Coenów.

      Problem pojawia się już na początku. Bo nagle mąż zaczyuna mieć szansę na realizację swoich marzeń i kasę teścia z okazji tej, że jego biznesem zainteresował się jakimś potentat finansowy. Więc po co porywać ? Próbuje odwołać całą akcję, ale nie może się skontaktować z facetami.
      Na próżno.

      Więc chudy i ponury najpierw się zabawiają z jakimiś dziewojami, a potem porywają żonę. Zaraz później - wpadka. Jadąc, z nią związaną i pod kocem na tylnym siedzeniu, nocą za miasto zostają zatrzymani przez policjanta, bo nie mają świateł, czy tam czegoś - jakiejś pierdółki zupełnej. Chudy zamiast normalnie się poddać procedurze próbuje skorumpować gliniarza. W to wszystko wkracza ponury i rozwala sagan facetowi. Kiedy chudy targa go na pobocze, żeby wrzucić do rowu, mija ich z przeciwka auto z jakimiś rednekami - i widzą, w świetle reflektorów jak chudy tego truposza tarmosi z mozołem. Ponury działa od razu - w auto i za nimi. Szosa ucieka spod kół, ciemność dokoła - normalnie scena jka u Lyncha i nawet ponury pochylony za kierownicę przypomina jakiegoś Cage'a czy kogoś tam - przed nim tylko światełka tyle uciekającego auta. Nagle - znikają. Ciemność. Auto dachowało. Ponury zatrzymuje się przy nim - uciekającego w noc chłopa czętuje kulką, tak samo jak jego kobiete w aucie. Pełna bezwzględność.

      Śledztwo, z powodu tych wszystkich trupów, dostaje się miejscowej policjantce, Margie. Prosta, prowincjonalna gliniara, żaden detektyw. I w dodatku w zaawansowanej ciąży. Od razu, na miejscu, ustala ona precyzyjnie co się stało i w jaki sposób. I toczy się śledztwo - nie galopuje. Leniwie, pomiędzy róznymi d,perelami - jedzeniem, codziennością w najbardziej codziennej formie pojawiają się kolejne tropy : z zapisków w notesie zabitego krawężnika wychodzi na jaw marka auta, skrót "dlr" zamiast numerów świadczy o tym, że to auto od dilera, szybko docierają informacje, że takim autem poruszało się dwóch typków i że spędzili noc z motelu z dziewczynami.

      Tymczasem sprawa okupu nabiera rumieńców, bo teść już wie, że córkę mu porwali i że kasa ma być. Mąz usilnie nalega, żeby dał mu tę sprawę załatwić. Wiadomo o co chodzi.
      POrywacze wywożą żonę za miasto, i stamtąd chudy się piekli przez telefon, że sa trupy i żada od męża kasy i to zaraz.

      Transakcja ma być następnego dnia. Chudy nie ma pojęcia, że kasy będzie znacznie więcej niż ich 80 tysiaków, bo mąż zamierza puknąc teście na znacznie większą kwotę. Im tylko powiedział, że dostaną połowę całej sumy.
      Chudy więc umawia dil na jakimś parkingu wieczorową porą. A z kasą decyduje się jechać teść. A więc mąz traci szansę na swój szmal - mial wziąć gotówkę, odliczyć swoje, tamtym dać ich działkę i byłoby cacy. A tutaj klops.
      Podczas wymiany dochodzi do strzelaniny. Chudy kasuje teścia, ale teść zdąza strzelić mu w twarz, raniąc krwawo. Ich śladem podąża mąż, ale nie jest w stanie niczemu zapobiec.
      CHudy odkrywszy ile jest kasy w walizce, odlicza "dla siebie" i dla ponurego 80 kafli, a resztą zakopuje pod śniegiem w szczerym polu, przy autostradzie. Da ponuremu szmal, niby że sobie też tyle samo, a potem wróci sam po zakopaną resztę i jest top on the world. Fajny plan. Nieważne, że z gęby leje się krew, grunt, że przyszłość na nas czeka.

      W Minnescie zjawia się też policjantka. Śladem tego auta. I trafia do salonu męża. Rozmawia z nim, dopytuje, aż w końcu facet wychodzi na chwilę i za moment Margie widzi przez okno, jak gość dalej dyla autem.
      A potem dostaje info, że temu facetowi żonę porwali.

      Chudy dociera do domku za miastem. Ponury je i ogląda jakies kicze w tiwi, porwana baba leży martwa (ponury wyjawia "bo ciągle gadała"), generalnie - z prostego plany zrobił się pie.rdolnik. Między chudym i ponurym oczywiście dochodzi do kłótni.Nie o kasę, ale o to, który ma auto wziąć.

      Szukając męża Margie przypadkiem natyka się na poszukiwane auto stojące przy domku za miastem. Podjeżdza, wchodzi na podwórze, a tam ponury w botach i kalesonach szatkuje zwłoki baby i chudego w sieczkarni, takiej wielkiej. Widząc gliniarę z gnatem facet daje dyla w pole, zupełnie jak ten, którego zabił wtedy na autostradzie, i dostaje kulkę w nogę.
      A potem wpada mąz, policja go zwija w motelu niedaleko miasta.
      I w ostatniej scenie Margie i jej mąz siedzą sobie w łózku i gapią się na jakieś kicze na ekranie tiwi.

      Klasyka Coenów - z niczego, z drobnych pomyłek, nieporozumien, niedomówień, wypadków losowych robi się totalny piep.rznik.

      Bandziory są oczywiście debilami i amatorami - nie umieją zadbać o to, by auto użyte do przestępstwa było tiptop, popełniają błąd za błędem, strzelają bez powodu, a nawet nie umieją zadbać o to, by notes gliniarza zawierający tropy dla policji nie wpadł w jej ręce, brak im klasy zupełnie. dwóch bolków. Ich rozmowy wzajemne to podkreślają - chudy gada i ma pretensje, że ponury się nie odzywa, a ponury wszystko ma w d,pie.
      Buscemi, jako chudy i Stromare, jako ponury dają popis.

      Scena porwana żony - kultowa.
      Południe. Babka siedzi i szydedłkuje, a tu tup,tup,tup, na werandę, po schodach wchodzi facet z łomem i w kominiarce. Ona to widzi przez szklaną ścianę. I patrzy z ciekawością, dopóki gośc nie wybija szyby i nie ładuje się do środka. To ponury. Chudy wparowuje drzwiami. udaje się je ugryźć ponurego i jazda - na góre. Ponurego w tym momencie przestaje interesować akcja, a zaczyna wyłącznie maść na zranienie. Baba się zamyka w łazience i próbuje ich wyrolowac - otwiera okno, że niby wyskoczyła na zewnątrz, a kryje się w wannie za kotarą. Chudy wybiega jej szukac, ale ponury zostaje grzebiąc w apteczce. Baba nie wytrzymuje napięcia i wywala się z tej wanny, z kotarą na łbie, i drąc się wniebogłosy wieje z tym g,wnem na głowie, jak jakiś chochoł, w szalonych pląsach, aż spada ze schodów i traci przytomność. Scena kultowa, a kto nie widział ten łoś ;)

      I druga rzecz - kiedy Margie wchodzi na podwórko, a ponury mieli w maszynie do zboża zwłoki i z otworu wlotowego tego sprzętu wystaje noga w skarpecie i ponury dopycha ją polanem drzewa. Makabreska, ale budzi tylko szeroki usmiech. Oswojona makabreska. Scena mistrzostwo.

      I Frances Mc Dormand, jako Margie. To jest własnie to, co IMO, w tym filmie jest najlepszego - prowincjonalna, zwykła gliniara, prowadząca normalne do bólu, statyczne życie (przeciętny męzulek, scenki domowe, jedzenie nonstop, gadki rutynowe), do tego będąca w 6 czy 7 miesiącu ciązy, poruszająca się małymi kroczkami, właściwie nie robiąca nic, ale to nic, nie wysilająca się zupełnie rozwiązuje calą sprawę. Tutraj chaos, akcja, to, śmo, pomyłki, wtopy, szczęki przestrzelone, trupy, a kobieta paroma rozmowami, i paroma rutynowumi ustaleniami dociera do sedna. Bohaterowie dramatu sami się wykańczają, a ona tylko zwija ostatniego i to bez fatygi, poza tym, ze musiała raz strzelić.

      Mc Dormand subtelnie gra, z oszczędną ekspresją, drobi, epatuje tymi swoimi wzgórzami na policzkach, je, prowadzi normalną egzystencję, a śledztwo to poboczność w jej życiu.
      • barbasia1 "Fargo" 29.10.09, 15:27
        grek.grek napisał:

        > "Fargo", miało być ? Bardzo proszę :)

        :)


        Aż cztery filmy za jednym zamachem! Musiała Cię chyba jakaś Muza
        nawiedzić!? ;)

        Dzięki za pysznie opowiedziane „Fargo” .
        Bracia Coenowie byliby uszczęśliwieni i pewnie w ramach rewanżu
        przesłaliby Ci przez jakichś dwóch posłańców (kolegów Lebowskiego i
        Waltera Sobchaka ), prezent, którego zapewne nigdy byś nie
        otrzymał!? :)

        O Coenach Kałużyński mówił, że są obdarzeni nerwem kinowym, a to
        największy komplement w jego ustach. „Ich siła polega na tym – pisał
        Kałużyński - że biorą na warsztat dowolny schemat kinowy i potrafią
        weń tyle wpakować, że powstaje dzieło sztuki. W każdym gatunku,
        jakiego się podjęli, zrobili arcydzieło!” (Leksykon ... T.5, s.131)
        W Faro jest czarny kryminał. „ [...] ale – jak pisze K. dalej- bez
        jego niezwykłych postaci, bez egzotycznych figur imponujących
        rozmiarami. W Frago mamy sam dół pod każdym względem”(Leksykon ...
        T.5, s.132).
        I mamy jeszcze prowincję amerykańską – podobno, jak mówił jeden z
        Coenów rzecz dzieje, w najbardziej zacofanym, najbardziej
        obskuranckim zakątku Ameryki.

        Pani inspektor (w tej roli Francis Mc Dromand, prywatnie żona Joela
        Coena), prowadząca śledztwo w zaawansowanej ciąży – nowość,
        ewenement w kinie!

        • grek.grek Re: "Fargo" 30.10.09, 11:42
          Hehe, naszło mnie jakoś tak znienacka :)

          Takich entuzjastycznych ocen ZK, to się rzadko można dopatrzeć. Chociaż, ostatnio czytałem też jego stary artykuł o kinie Almodovara i nim też mocno się zachwycał.

          A'propos Fargo, to jeszcze dwie sprawy. Co do treści, to chyba mi skasowało fragment, albo zapomniałem - mąż kontynuuje tę całą akcję, bo mimo, że na początku pojawiła się szansa na to, że zdobędzie pieniądze legalnie, to nieco później szansa ta umknęła, bo teść i biznesmen, co mieli wyłożyć na to szmal złożyli mu ofertę kupna rzeczonego projektu, podczas gdy on chciał być dopuszczony do spółki, jako inwestor.

          Druga rzecz, to zima. Biała, mroźna, śnieżna, perfidna zima, która robi za scenerię do wydarzeń.
          • pepsic Re: "Fargo" 30.10.09, 12:42
            Ano właśnie, ta zima też mi chodziła po głowie :)
          • barbasia1 Re: "Fargo" 30.10.09, 15:55
            grek.grek napisał:
            :)

            A ja czytałam w moim "Leksykonie ..." t. 5. bardzo pozytywne słowa
            o filmie Almodovara "Wszystko o mojej matce". / nie lubię tego
            filmu, pan Kałużyński wręcz przeciwienie, bo, jak mówi, jest on
            bardzo optymistyczny!? :)/

            > Druga rzecz, to zima. Biała, mroźna, śnieżna, perfidna zima,

            Też chyba rzadko takie klimaty perfidnie zimowe :) pokazywane są w
            filmach i w serialach amerykańskich, gdzie bohaterów najczęściejop
            romienia słońce LA, Florydy, czy innych Hawajów, prawda?

            Obrzydliwa prowincja, jak nic! :)

            Choć, choć czasami taka prowincja może stać się miejscem sielskim i
            anielskim, w którym chce się mieszkać, żyć, jak w Cicely
            w "Przystanku Alaska". :)
      • pepsic Re: Fargo 30.10.09, 10:10
        Tytułu nie skojarzyłam, dopiero z Twojego streszczenia przypomniałam
        sobie, że znam i nawet co nieco pamiętam. Chociaż nie przepadam za
        filmami, w których gł. bohaterowie są źli i niesympatyczni, to muszę
        przyznać, że to dobry film, z tym że niepokojący i trzymający w
        napięciu, no bo sytuacja co rusz wymyka się spod kontroli. A panią
        inspektor doskonale scharaktyryzowałeś, nie żadna gumowa lala, tylko
        normalna kobieta z krwi i kości, a w dodatku w odmiennym stanie. Jej
        postać zdecydowanie odróżnia tę pozycję od pozostałych "klasyków
        gatunku".
        • barbasia1 Re: Fargo 30.10.09, 11:31
          Ale człowiek (np. ja :), myślę, odczuwa satysfakcję patrząc, jak
          tym złym i niesympatycznym, ale i bezdennie głupim i prymitywnym
          bohaterom zaczyna się sypać jak domek z kart wszystko, co
          zaplanowali.


          >tylko normalna kobieta z krwi i kości, a w dodatku w odmiennym
          stanie
          No tak, jedynie kobiety w tym świecie są ostoją porządku,
          normalności, zasad, są ratunkiem dla świata! Jak zawsze! ;))
          • pepsic Re: Fargo 30.10.09, 12:47
            Tylko, że z takimi oprychami ciężko się utożsamiać, a poza tym sieją
            spustoszenie i czynią zło. Co innego z przeciętną kobietą z tym,
            że ja z przekąskami nie przesadzam
            ) :))
        • grek.grek Re: Fargo 30.10.09, 12:00
          Otóż to. Nikt tam nie jest dokładnie tożsamy ze znanymi kliszami krymniałów czy sensacji - przestępcy beztrosko nieudolni i mało
          poważni, mąż - spanikowany i nie panujący nad niczym, no i pani
          policjant - dokładnie tak samo nie-taka-jak-trzeba. A zarazem
          wszyscy są cudownie zwykli, prości, tacy jakich zobaczyć możesz
          wszędzie, spotkać za pierwszym lepszym rogiem, w pierwszym lepszym
          salonie samochodowym, w komisariacie, albo podczas kontroli drogowej.

          Btw, Frances Mc Dormand, Oskar za Fargo, 97 rok.
          W pobitym polu - m.in K.S Thomas, E. Watson, D.Keaton.
          IMO właśnie za charakter postaci jaki zagrała, a że zagrała rewelacyjnie... W końcu - w męzowym (Joel Coen) filmie nie wypada grać słabo ;)
          • barbasia1 Re: Fargo 30.10.09, 15:28
            grek.grek napisał:
            :)
            >przestępcy beztrosko nieudolni i mało
            > poważni, mąż - spanikowany i nie panujący nad niczym,

            >A zarazem> wszyscy są cudownie zwykli, prości, tacy jakich zobaczyć
            >możesz > wszędzie, spotkać za pierwszym lepszym rogiem, w pierwszym
            lepszym> salonie samochodowym, w komisariacie, albo podczas kontroli
            drogowej.

            i takim ludziom udaje się doprowadzić do krwawej jatki i spowdować
            śmierć kilku osób! P r z e r a ż a j ą c e!

            No proszę, Frances Mc Dormand dostała Oskara za tę rolę, nie
            wiedziałam!
            Tak, tak, stanowczo nie wypada zawalić roboty mężowi! :)

            Koniecznie muszę zobaczyć (raz jeszcze) "Fargo" i "Big Lebowskiego"
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 29.10.09, 12:38
      Wczoraj - Ring.
      Nie widziałem wersji japońskiej, amerykańska niemal do końca była niezłym filmem, ale finały w horrorach zawsze są najsłabsze. Najlepsza w Ringu, z pewnością ta cała dochodzeniówka, jaką prowadzi Naomi Watts. I Naomi Watts w czarnej bieliźnie. Poza tym - poruszające się sugestwynie wymokłe stopy tej zjawy, co wychodzi z telewizora i atakuje. I ten kuń szalejący na statku, a potem wyskakujący do morza, czy tam do oceanu, w każdym razie do wody.

      Blizny przeszłości, sprzed dwóch dni.
      Gośc wychodzi z psychiatryka, w którym garował od 12 roku życia po tym, jak zabił matkę i kochanka matki - jego : sądząc, że on jej krzywdę robi, a ją - kiedy się okazało, że było wprost przeciwnie. Jest upośledzony umysłowo, ale nie jest debilem : wraca do swojego rodzinnego miasteczka, dostaje robotę w warsztacie naprawczym, zaprzyjaźnia się z pewnym chłopcem i jego matką, dostaje kwaterę w ich garażu, staje się przyjacielem rodziny, która ma kłopot z gachem matki, co im robi różne brzydkie rzeczy i nie można się go pozbyć, bo sam odejść nie chce. Gość w końcu wkracza do akcji i zabija tego palanta, żeby im pomóc, upewniając się przedtem, że nie będzie ich w domu, ba - dbając o to, by ich tam nie było, co by nie mieli problemów z tego tytułu.

      Nie lubię obrazków redneckiego południa USA, film był o dobre pół godziny, i sporo scen wrzuconych bez palącej potrzeby, za długi, finał przewidywalny, a jedyny atut, to Billy Bob Thornton, który sporo serca włożył w stworzenie swojej postaci - mimiki, stylu bycia, tików, chodu, postawy, sposobu mówienia, całego imidżu. Powiedziałbym, że to godne dużego uznania, zważywszy, że dodatkowo sam to napisał i wyreżyserował, ale nie powiem, bo napisane jest to schematycznie, momentami dość banalnie, a wyreżyserowane średnio i bez polotu, a więc po prostu nie w każdej z ról pan BBT się równo przykładał. W obsadzie, w pobocznej rólce, zjawia się Robert Duvall - jako ojciec głównego bohatera, co siedzi w gaciach przed telewiozrem, w sfatygowanej chałupie, i słucha jak jego zapomniany synek komunikuje mu, ze jest jego potomkiem, i zaprzecza uparcie.

      Dlatego nie dodam przymiotników żadnych :)
      • barbasia1 "Ring" i "Blizny przeszłości" 29.10.09, 15:41
        grek.grek napisał:

        > Wczoraj - Ring [...]
        "Ring" - następnym razem.

        > Blizny przeszłości, sprzed dwóch dni

        W taki razie tylko dla fanów aktorstwa Billy'ego Boba Thorntona!
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 31.10.09, 11:40
      Zdecydowałem się wczoraj na "Matrika Rewolucje" i wcale nie żałuję. Przynajmniej z trzech powodów.

      Pierwsza rzecz, to bitwa o Syjon - niesamowite widowisko; podejrzewam, że w kinie, na wielkim ekranie, wygląda jeszcze bardziej imponująco. Te konstrukcje maszyn, ta sceneria industrialna w jakiej się ta bitwa odbywa, efekty specjalne, dynamizm poszczególnych sekwencji i sprawnośc, szybkość poruszania się i gibkość uczestniczących w nich maszynerii. Idealne zgranie, montaż, tempo. Kapitalne. Esencja pierwotnej idei kina. Od psychologii, intryg, dramatów, od tzw. sztuki i intelektualizowania miała być zawsze literatura, teatr i reszta. Kino miało dawać atrakcyjną rozrywkę, przedstawiać to co daje się lepiej pokazać niż literatura może opisać, a teatr zasugerować. W tym sensie Matriks jest wielkim kinem.

      Druga rzecz, to soundtrack, zwłaszcza ten kawał (nie kawałek, a kawał właśnie) lecący na zakończenie, transowo-oriento-indie-pasyjno-jakiśtam. Mistrzostwo gatunku.

      I trzecia, to Jada Pinkett, chociaż bardziej mi się podobał jej image z drugiej części.

      • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 31.10.09, 14:13
        Jeśli ktoś ma ochotę dziabnąć ten kawał(ek) muzyczny, oto link :

        www.youtube.com/watch?v=Wo2BWUCH3e8&feature=related
        • barbasia1 "Matriks Rewolucje" muzyka 01.11.09, 13:14
          Pyszny kawał(ek) - właśnie wchłaniam! Dzięki! :)
          (autor muzyki do tej części Matrixa, sprawdziłam, nazwa się Don
          Davis).

          Przynam się do czegoś strasznego - nigdy nie obejrzałam porządnie
          drugiej i trzeciej części Matrixa. Przede wszytskim dlatego, że TVN,
          który wykupił prawa do pokzaywania Matrixów, reklamami psuje całą
          przyjemność z ich ogądania i zabija te filmy (zresztą nie tylko te).

          • grek.grek Re: "Matriks Rewolucje" muzyka 01.11.09, 14:31
            No to się ciesze, ze trafiłem i w Twój gust :)

            Z Blade'a Trinity jest też niezła ścieżka, m.in to :

            www.youtube.com/watch?v=IcGLi9TSulQ&feature=related



            • barbasia1 Re: "Matriks Rewolucje" muzyka 01.11.09, 15:01
              grek.grek napisał:

              > No to się ciesze, ze trafiłem i w Twój gust :)

              :)
              Uwielbiam muzykę filmową, nawet planowałam kiedyś założyć wątek, w
              którym znalazłyby się różne znane i mniej znane utwory z filmów. :)

              > Z Blade'a Trinity
              !
              Świetne! Dzięki! :)

          • pepsic Re: "Matriks Rewolucje" muzyka 01.11.09, 16:12
            barbasia1 napisała:
            > Przyznam się do czegoś strasznego - nigdy nie obejrzałam porządnie
            > drugiej i trzeciej części Matrixa.>

            To Cię pocieszę, nie widziałam ani jednej części, za to scenę z robakiem
            wychodzącym z brzucha - kilkakrotnie :(
            • barbasia1 Re: "Matriks Rewolucje" muzyka 01.11.09, 16:20
              pepsic napisała:
              > To Cię pocieszę, nie widziałam ani jednej części, za to scenę z
              robakiem> wychodzącym z brzucha - kilkakrotnie :(

              :))))
              Dzięki, pocieszyłaś mnie!



    • barbasia1 "Uwierz w ducha" 01.11.09, 13:43
      Dziś w TVP1 o 21.15.
      Stary i znany to film , pewnie wszyscy go już widzieli nie raz (i
      słynną scenę z kołem garncarskim doskonale znają), wspominam o nim w
      naszym wątku ze względu na grającego w nim Patrica Swayze (a
      towarzyszą mu Demi Moore oraz Whoopi Goldberg), który niedawno
      zmarł. W tym filmie zresztą tez umiera, a potem pojawia się ponownie
      jako duch! To bardzo udana rola Patrica.

      Jednak mnie Patric Swayze zawsze będzie się kojarzył pięknym,
      wspaniale tańczącym, bardzo ambitnym i dumnym Johnny'm Castle w
      których zakochała się Babe z "Dirty Dancing".
      Pamiętam, że jako małe dziecię byłam z koleżankami na tym filmie w
      naszym miejscowym kinie. Pamiętam też, że mama dając mi pieniądze na
      bilet zapytała mnie o tytuł filmu, na kóry się wybieramy, a ja nad
      wyraz przytomnie podałam jego angieleską wersję - "Dirty dancing".
      Przeczuwałam bowiem, że "Na wirujacy seks" (jak przetłumaczył na
      polski "DD" jakiś geniusz ligwistyczny) na pewno nie pozwoliłaby mi
      pójść. :)

      I jeszcze piosenka z DD, którą zaśpiewał Patric Swazye:

      www.youtube.com/watch?v=0Gbz-Lau5tc&translated=1
      • grek.grek Re: "Uwierz w ducha" 01.11.09, 14:38
        Niestety, ale bida z nędzą na ten weekend.

        "Uwierz w ducha" oglądałem raz, drugi raz się boję - jesli nie wykończyłaby mnie ckliwa gra Swayze'a (ale dla mnie jedyny film
        z nim dający się oglądać to "Na fali", więc mogę nie być wiarygodny w
        swoich ocenach (tak jakbym kiedyś był)}, to na pewno dobiłaby niekomiczność usiłującej być komiczną Złupi Goldberg.
        Ale to dziewczyński film, więc jestem usprawiedliwiony w swojej niekumacji ;)

        Ale nawet w najcięższym gniocie jest jakaś scena niezła -
        tutaj podobała mi się ta, w której Swayze, już jako duch, uczy się
        od innego ducha (tego ładnego inaczej) przesuwać przedmioty, czy
        co tam. W metrze.
        • barbasia1 Re: "Uwierz w ducha" 01.11.09, 15:19
          > Ale to dziewczyński film, więc jestem usprawiedliwiony w swojej
          niekumacji ;)
          :))))
          OK! Niech Ci będzie! Jesteś uprawiedliwiony chłopcze! :)

          "Na Fali" to mój numer trzy na liście filmów z Patrikiem Swayze.
        • barbasia1 Re: "Uwierz w ducha" 01.11.09, 15:33
          > na pewno dobiłaby niekomiczność usiłującej być komiczną Złupi
          Goldberg.

          :)))
          Eeee, aż tak źle nie było z ZŁupi :))) Goldberg! Robiła kobita co
          mogła, jej rola była jakby trochę niedorobiona (pewnie, żeby nie
          było za śmiesznie).

          TY masz pamięć!
          Ja nie mogę sobie w tej chwili przypomnieć szczegłów tej sceny w
          metrze, będę musiała rzucić okiem na ten film.

        • pepsic Re: "Uwierz w ducha" 01.11.09, 16:01
          grek.grek napisał: <ckliwa gra Swayze'a ... to na pewno dobiłaby niekomiczność
          usiłującej być komiczną Złupi Goldberg.Ale to dziewczyński film,>

          Mimo, że dziewczyński - mam podobnie :)
          Jeśli jednak mowa o Patricku Swayze to podobał mi się i to bardzo w serialu
          "Północ-Południe", natomiast Whoopi Goldberg świetną rolą błysnęła chyba tylko w
          jednym filmie "Kolor purpury".
          • barbasia1 Re: "Uwierz w ducha" 01.11.09, 16:14
            pepsic napisała:

            A właśnie serial "Północ -Południe", wyleciał mi z głowy!
            a przeciez Swayze zagrał tu jedną z głownych ról, bardzo ciekawą
            postać Orry'ego Maina. Znakomicie się tu spisał, to rzeczywiscie
            chyba jego najlepsza rola w karierze!

            :)

        • barbasia1 Re: "Uwierz w ducha" 02.11.09, 13:25
          Jak ja mogłam zapomnieć tę charakterystyczną scenę nauki przesuwania
          kaspla i innych przedmiotów oraz gębę "tego ładnego inaczej" :)
          ducha z metra!??

          Przyjemnie się oglądało ten film ponownie, nadmiaru ckliwości nie
          dostrzegłam, ale może dlatego, że na pół godziny przed końcem filmu
          Morfeusz porwał moją świadomość w inne wymiary. :)


          A dziś znów nic ciekawego nie widać na horyzoncie filmowym!?

          • grek.grek Re: "Uwierz w ducha" 02.11.09, 14:12
            Lista Schindlera w Jedynce (w Zaduszki dali... przecież to optymistyczny film jest), ale w Dwójce Lis, więc... ;)
            I Bad Boys II w Polsacie, czyli strzelanka, biegunka i dwaj Murzyni natarczywie pozujący na dowcipasów.

            Zatem, tak sobie ;)



            • barbasia1 "Lista ..." Lis i inne 02.11.09, 15:08
              Umknęła mi „Lista Schindlera” ! :/

              „Lista” ciekawa, widziałam dwa razy, nawet na DVD, więc zajrzę dziś
              do Lisa. :)
        • maniaczytania Whoopi i Uwierz w 05.11.09, 14:22
          ducha - nie znacie sie kompletnie ;)))
          przeciez ona dostala za te role Oscara :)
          • grek.grek Re: Whoopi i Uwierz w 06.11.09, 14:32
            No to nieźle zabrnęliśmy ;)

            Nie od dziś wiadomo, że wśród szacownych Akademików nie brakuje dewiantów ;)
    • pepsic "33 sceny z życia" 03.11.09, 10:48
      Wczoraj miałam okazję obejrzeć "33 sceny z życia" Szumowskiej
      korzystając z gościnnych występów canal+. Może to niezbyt trafne
      określenie zważywszy na temat i dzień zaduszny, ale bardzo mi się
      podobało. Pokazano niekonwencjonalnie podejście do utraty bliskiej
      osoby, co być może dla niektórych jest obrazoburcze, ale dla mnie
      bardzo prawdziwe, a do tego z domieszką czarnego humoru. Mimo woli
      uśmiechnęłam się, kiedy braciszek zmuszony został do oglądania matki
      w trumnie, a przecież zawsze tak bardzo bał się horrorów. Na
      stwierdzenie syna: "jaka piękna ceremonia" pada riposta ojca: "co w
      tym pięknego?" Pokazano sceny z życia rodzinnego - takie ludzkie i
      bliskie np. wigilia z awanturą o brzydką choinkę. Aktorzy bardzo
      ok. (nieopatrzeni!) zwłaszcza grający rodziców (etapy śmierci
      matki rewelacyjnie zagrane !)
      Dubbing nie przekszadzał, choć
      byłam pewna, że to głos Kożuchowskej (w rzeczywistości
      Ostałowskiej
      ).
      • grek.grek Re: "33 sceny z życia" 03.11.09, 12:14
        Ciekawe, kiedy wrzucą to w ogólnodostępny jakiś kanał. A pamiętam, jak TVP w Dwójce prezentowała młode kino polskie z festiwali. To były czasy... wcale nie tak odległe.

        Mnie wczoraj Czesi ucieszyli, bo dali "Thelmę i Louise" - to jednak klasyk jest kapitalny. My chicka Susan Sarandon zasłużyła na Oskara i to bez żadnych wątpliwości, nawet jeśli wybór S.S-Jodie Foster z Milczenia Owiec móżna by uznać za jeden z najbardziej frapujących ever. Geena Davis - tez nominacja i też była świetna, jak nigdy wcześniej i później.
        Na zydlu Ridley Scott, który wykonał mistrzowską robotę rewelacyjnie prowadząc aktorów i stwarzając nieprzeciętną atmosferę.

        I ta ostatnia scena, kiedy Geena Davis mówi "Chcę jechać dalej. Po prostu... jedź dalej" - i ruszają ku przepaści, a za nimi biegnie Keitel wiedzący,że jest za późno. I przygotowanie do niej, kiedy wyrywają
        się z kleszczy policyjnej obławy pod tą rewelacyjną muzykę stopniującą, podkręcają napięcie. Nie mają szans, już jest po wszystkim - śledzi je helikopter, za nimi goni cała kawalkada radiowozów, a one jadą w pułapkę.
        IMO jedno z pięciu najlepszych zakończeń w historii kina. Nie wiem jeszcze co z poozstałą czwórką, ale jak jest piątka, to Thelma i Louise muszą tam być ;)

        Nie było lepszego filmu z dwiema kobietami w rolach głównych, o kobietach, filmu feministycznego w wymowie, w którym policjanci ścigający dwie przestępczynie oglądają gromadnie babskie filmy i czytają magazyny o damskiej modzie.
        Miał być luźny weekend dla dwóch zwyczajnych kobitek z przedmieśc redneckiego płd Zachodu. A wyszła wielka jazda ku wolności i emancypacji.
        Wielkie kino. Niedawno Uciekający pociąg, teraz Thelma i Louise, Czesi pokazali o dwa wybitne filmy więcej niż polska tiwi przez całe pół roku :)

        Albo ten gość w górach - Thelma z Louise zamykają gliniarza w bagażniku jego własnego auta, zostawiając tylko otwór po kluczu, żeby się nie udusił. Jakieś góry dzikie, rubieże, droga na totalnym zad,piu, a tu się zjawia nagle najarany rasta prowadzący rower - widzieliście Murzyna-kolarza ? A Murzyna-kolarza na takiem wygwizdowie, i to upalonego gandzią, ubranego w pstrokate trykoty ? Surreal, czysty i nieskażony niczym. I ten dżolero przystaje, opiera się o auto, i słyszy jak z bagażnika gliniarz się dobija. I co robi ? Bierze dużego bucha i mu wdmuchuje do środka przez ten otwór :))

        Warto odnotować, że Brad Pitt zrobił furorę tym filmem, tak naprawdę od tej rólki zaczęła się jego kariera - 20 minut był na ekranie, zagrał uroczego złodzieja, który daje Thelmie pierwszy w życiu orgazm, a rano znika zabierając ze sobą całą kasę jaką obie miały na drogę.

        Pewnie wszyscy i tak oglądaliście, ale co mi tam - ja oglądałem trzeci raz, ale wczoraj, po 3 czy 4-letniej przerwie ten film pachniał nówką nie śmiganą :)
        • grek.grek Re: "33 sceny z życia" 03.11.09, 12:39
          Tu jest finał, pamiętacie ? :

          www.youtube.com/watch?v=4z88U915uq8
          Niby logiczne, bo wrócić nie mogły - poddanie się, to : albo puszka, w najlepszym wypadku dla Louise - dożywocie, albo, co gorsza (dla Thelmy) po odsiedzeniu za napad z bronią w ręku szare, beznadziejne życie u boku debilnego burakowatego mężulka, w szarym ,beznadziejnym domku, gdzie diabeł mówi dobranoc. Bardzo racjonalne rozwiązanie, ale jednak dreszczyk emocji wywołuje. I symbol jaki. Nie uciekają, raczej - dokonują mądrego wyboru. Tak w ogole, to przeżyły coś niezwykłego, przygodę wielką, przeistoczyły się w swoje najlepsze możliwe postacie.
          Wszystko, co stałoby się później, byłoby tylko marną namiastką.
          I giną razem - czy może być lepszy finał najprawdziwszej miłości (bez skojarzeń) dwóch kobiet jaką sfilmowano w kinie ? Nie wydaje mi się. Niby proste i logiczne, niby obydwie za bardzo dają się lubić, ale tu nie chodzi o okoliczności, raczej rzecz się rozbija o uwiedzenie przygodą, wyrwanie się z objęć przeznaczenia, pokazania środkowego palca światu. Same sobie poniekąd ważą piwo, Louise nie musiała zabijać tego pajaca na parkingu - nie musiały uciekać tak naprawdę. Ale uciekły, bardziej od dotychczasowego życia niż od ew. kary za zabójstwo, jakkolwiek by tego nie próbowały logicznie interpretować. Później już nie ma wyjścia, pogrążają się z każdym kolejnym przestępstwem.

          I jak świetna zmiana tempa jest - przez większość filmu jest to zabawne, momentami przchodzi gorzka refleksja, ale nie odczuwają specjalnych wyrzutów sumienia z okazji odstrzelenia typa, nie ma mocy - musza do tego Meksyku dotrzeć. Ale Thelma wygada się Pittowi, Pitta złapią, on wygada policji, Louise zapragnie pogadać z Keitelem i je oczywiście namierzą, Louise wie, że w domu męza Thelmy siedzi cała policja Ameryki i ma radary - całą przewagę roztrwonią tak beztrosko, jakby podświadomie (zwłaszcza Louise) chciały, żeby je złapano, żeby to się jakoś skończyło. Takie wrażenie to robi, bo kobiecej niefrasobliwości w zachowaniu Louise w ogóle nie sposób dojrzeć. TO Thelma jest naiwna i beztroska, to ona bardziej dojrzewa i wyzwala się w trakcie tej jazdy. Louise pędzi ku zapomnieniu. Thelma ku wyzwoleniu. Na końcu jedno i drugie znaczy to samo.

          Oglądaliście ten film kiedyś ? Co sądzicie ?
          • grek.grek Re: "33 sceny z życia" 03.11.09, 13:07
            Kurde bele, raz jeszcze, tu jest dłuższa wersja, ostatnie 11 minut.

            Przez większość filmu muzyczny podkład, to jakieś country, harmoszki, akordeony i piszczałki z dzikiego zachodu i inne farmazony, zwróćcie uwagę od ok. 4:55, jak się zmienia muzyka, jak świetnie przygotowuje do finałowej sceny, jak koresponduje z sytuacją ściganych - koniec zabawy, koniec grepsów i koniec wodzenia za nos; i od 5:20 ten smyk wchodzi w tle - świetne; słuchacie i już wiecie, że w zakończeniu musi coś piep.rznąć ;)

            www.youtube.com/watch?v=LvEbSF8TpHU&feature=related
            No i zdjęcia - to w ogole osobny temat. Jest taka scena, kiedy jadą przez góry w nocy, jest ciemno (jak to w nocy, hehe), ale w aucie się lampki świecą, góry majaczą dookoła fantazyjnymi, gigantycznymi kształtami.
            I ta scena podczas pościgu - na tym samym kawałku, spójrzcie ~ 2:40, udaje im się wymanerwować i uciekają na wolną przestrzeń, najpierw wyjeżdza tylko ich auto - jakby im się udało całkowicie zgubić pościg; szybko jednak się okazuje, że całe stado policajów siedzi im na ogonie, kamera bierze to z helikoptera i zatrzymuje się żeby pokazać pogoń, która wygląda jakby charty goniły za zającem. Perfekcja.

            • barbasia1 "Thelma i Louise" 03.11.09, 13:48
              W tym końcowych fragmentach muzyka jest niesmowita, to prawda!

              Przeznakomity kompozytor Hans Zimmer napisał muzykę do tego filmu
              (tu jeszcze końcowy motyw - jakże optymistycznie brzmi! :)

              www.youtube.com/watch?v=CrTyeTP48JY&feature=related

              Tak, to znakomity film.
              Pamiętam scenę, kiedy Thelma i Loiuse sprowokowen czymś przez
              chamskiego kierowcę cieżarówki/ tira (już dokładnie nie pamietam, co
              zrobił) każą mu wysiąść, po czym podpalają ciężarówkę, a ta
              efektownie wybucha.

              Nieststy nie wszytsko pamiętam.
              Pożyczę sobie dziś wieczorem ten film.
              Greku, zaczekasz, przechowasz emocje do jutra (albo jeszcze dzień
              dłuzej??? :)

              Fajnie, masz z tą Czeską TV!
              • grek.grek Re: "Thelma i Louise" 03.11.09, 14:23
                Jasne. I przyznam, że dopiero za trzecim razem uchwyciłem istotę rzeczy, nastrój.

                Ten kierowca prowokował je niewybrednymi uwagami płci dotyczącymi. Ciekawe, że wracał jak bumerang przez pół filmu, aż w końcu się
                docharapał :)

                Czesi się spisują, to im trzeba przyznać. W TVP puścili by to o wpół do dwunastej albo o pierwszej w nocy, w CT 1 leciało od 22:25. Dbają o widza ;)
                Weźmy dzisiaj : TVP 2 daje "Dług" - najlepszy polski film po 89 (albo jeden z najlepszych). Wybitny w każdym razie. I o której ta perełka ? O wspomnianej 23:30.
                Żeby było ciekawiej, to na TVN Moody w tym samym momencie. Coś trzeba nagrać, potem to obejrzeć - same problemy :)
                • barbasia1 Re: "Thelma i Louise" 03.11.09, 14:56
                  Czasem też tak mam z filami.

                  "niewybrednymi uwagami płci dotyczącymi" - no tak! :)
                  Sam się prosił o karę! :)

                  I słuszna kara go spotkała ;), bo na takich prostakach zazwyczaj
                  grzeczne zwrócenie uwagi nie robi wrażenia .
                  Dopiero efektowna katastrofa i dotkliwa strata (tu: ciężarówki/
                  tira) moze skłonić do myślenia i zmiany postępowania.

                  Jakoś nie mogę się przyzwyczaić do Moody'ego we wtorki, zawsze o nim
                  zapominam, nie pasuje mi, zwłszzcza, ze w Dwójce zazwczaj we wtorki
                  właśnie te najciekawe rzeczy pokazują. Nie podoba mi się teraz ta
                  nasza telewizja.


                  / Ty bliżej Czechów jesteś, czy masz wielgachną atenę ( maszt jakis
                  mmasz?) ? :)/
                  • grek.grek Re: "Thelma i Louise" 03.11.09, 15:17
                    Blisko granicy jestem, więc omija mnie kłopot montowania antenowych machin. Aczkolwiek, o ile Jedynkę mam dobrą, to - od, mniej więcej, połowy lata - z Dwójką już mam problem, podobno zmienił się tam system
                    nadawania, czy coś w tym stylu. Póki co, nie rwę włosów z głowy, bo na
                    tej Dwójce i tak nigdy nic nie było ;), filmy zwykle lecą na Jedynce.

                    No niestety, nakładają się Californication i filmy w TVP 2. Komuś brakuje wyobraźni, albo tak ostro rywalizują o batmanów, czyli widzów nocnych :)

                    A widzisz, a'propos kina dla batmanów - po "Długu" jest "Good Night and Good Luck", który gdzieś tam omawialiśmy.

                    Tu jest, niestety mojego autorstwa, czyli relanium przed przeczytaniem koniecznie trzeba wziąć :) :

                    forum.gazeta.pl/forum/w,14,95533676,98916319,Re_Ojej_co_tu_wybrac_cz_2.html
                    • grek.grek Re: "Thelma i Louise" 03.11.09, 15:21
                      P.S : jest jeszcze II część, więc jakby kto nie zwymiotował po pierwsze, to się może spróbować skutecznie sponiewierać :) :

                      forum.gazeta.pl/forum/w,14,95533676,98918970,Re_Ojej_co_tu_wybrac_cz_2.html
                    • barbasia1 Re: "Thelma i Louise" 03.11.09, 15:31
                      grek.grek napisał:

                      Nie trzeba brać relanium, proszę państwa, bo streszczenie "Good
                      Night and Good Luck, świetne, dobrze się czyta, a i sam film
                      ciekawy bardzo, poruszający aktulane problemy świata telewiji,
                      mediów.
                      Problemem jest tylko póxna pora, jeszcze późniejsza niż poprzednio!
                      Więc znowu nie obejrzę tego filmum, choć bardzo chciałam.
                      Nie zostałąm obdarowana genem batmana!, jak zresztą więszkość widzów
                      (to do władz TVP, kórzy ostatnio szczycą się wyświetlaniem filmów o
                      23.25 - po raz kolejny zobaczyłam tę reklamę w Dwójce - widziałeś
                      to juz, Greku?!)

                      • grek.grek Re: "Thelma i Louise" 03.11.09, 15:41
                        Nie :) Naprawdę reklamują swoje poronione godziny nadawania filmów ?

                        Ja mogę na to powiedzieć tylko... łapać zboczeńców !
                        • barbasia1 Re: "Thelma i Louise" 03.11.09, 16:12
                          Naprawdę! Sama uwierzyć własnym oczom nie mogłam, jak to pierwszy
                          raz zobaczyłam! :) Wczoraj właśnie reklamowali "Dług" planszą z
                          godziną "23.25" (wielkimi cyframi napisaną) pomachali.

                          > Ja mogę na to powiedzieć tylko... łapać zboczeńców !

                          Zaiste gwałt zadają widzom! :)
            • barbasia1 "Thelma i Louise" 04.11.09, 13:54
              A propos finałowej sceny samobójstwa w filmie „Thelma i Louise” –
              Tomasz Raczek zapytał Zygmunta Kałużyńskiego, co myślał oglądając tę
              scenę. Zygmunt Kałużyński odpowiedział:
              „Zastanawiałem się, skąd taki film wziął się w Ameryce? Okazało się,
              że zrobił go Anglik, Ridley Scott, intelektualista. Wziął formułę
              typowo amerykańską: film drogi, duet aktorek i oryginalność (bo
              panie zamiast panów). Zrobił z niego film ideologiczny, który jest
              protestem, manifestem wolności człowieka [jak to Grek ujął? -
              "pokazanie środkowego palca światu" :) - dopisek mój -b
              .],
              który jest anarchiczny, może nawet nihilistyczny. [ ] To jest jeden
              z tych ciekawych wyjątków, gdy twórczy reżyser, który przybył z
              Europy, korzysta z komercjalnego mechanizmu, z hollywoodzkiej
              konieczności. Film z dwiema paniami o sensacyjnym zachowaniu się. I
              nagle ładuje w to pogląd, ideologię, program”.
              (Leksykon Filmowy Kałużyńskiego i Raczka (t.5, s. 404).
              • grek.grek Re: "Thelma i Louise" 04.11.09, 14:37
                Nie wyczuwam w tej wypowiedzi ZK entuzjazmu, ale chyba przychylność pewną, i owszem :)
                • barbasia1 Re: "Thelma i Louise" 04.11.09, 15:41
                  grek.grek napisał:

                  Doskonale (albo jeszcze bardziej:) wyczuwasz ZK, Greku! :))
                  Właśnie tak jest jak piszesz, film zyskał dużą przychylność ZK oraz
                  oraz wysoką (lecz nie najwyższą) ocenę - 'bardzo dobry'.

                  Być może ów brak entuzjamu u ZK wiąże się z ideolgią feministyczną,
                  tak silnie zaznaczoną w filmie, do której, mam wrażenie, nie był
                  specjalnie przekonany albowiem, jak powiedział, (mniej wiecej tak) -
                  "całe życie byłem ofiarą panoszenia się kobiet'! :)
                  (10 książek wydał, a redaktorem każdej była kobieta!:) Kobiet pełno
                  w telewizji, w radiu, w instytucjach kulturalnych, wszedzie,
                  mówił. :)

                  Mówił - wydałem 10 ksiażek, a każda

      • barbasia1 Re: "33 sceny z życia" 03.11.09, 13:58
        pepsic napisała:

        Czułam, że tak będzie, że w koncu wyemitują film, zanim napiszę
        obiecane streszczenie! Ech!

        Ale z drugiej strony, tak sobie myślę, o wiele przyjemniej jest
        pisać i dysktutować potem o filmie, którego więcej osób widziało.

        Tak więc traktuję post Twój, jako mobilizację, ja postaram się
        trochę więcej napisać, o tym filmie, jak już obiecałam (m.in.
        Grekowi).


        Mam podobne wrazenia, też pozytywne.
    • barbasia1 Cali 2/5 04.11.09, 13:44
      Karen za Hankiem tęskni, a ten bezecnik już ze zwariowaną i napaloną
      telewizyjną gospodynią domową fika!
      W drugim odcinku też z nią fikał, czy została wymieniona na inną? :)
      • grek.grek Re: Cali 2/5 04.11.09, 14:30
        Fikał z reporterką Rolling Stone'a, która chciała koniecznie z nim wywiad zrobić, ale on nie chciał, aczkolwiek ostatecznie doszli do wniosku, że coś ich tam łączy i warto to spożytkować w barłogu :)

        Fikał też wąsiaty guru - Moody nakrył go razem z jakąś panną w jednoznacznej sytuacji. Nagrał go komórą sądząc, że zrobi mu koło pióra. Nic z tego, bo on i jego żona, ta w ciązy z Moodym jest, mają "otwarty związek". Jakże się Hank zmartwił, hehe. JUż mu się zdawało, że ma miśka na widelcu, a tu d,pa (btw, tekst otwierający odcinek, ten co oglądałaś : Ashby do Hanka : wyglądasz jak d,pa ! - coś pięknego ;)

        Najdonioślej fikał łysy - wskutek nagłej niemocy jaka ogarnęła aktora
        musiał dublować go w pornofilmie, co go sam finansuje z oszczędności własnych i żony. Spisał się. Udało mu się wykręcić minutę i tyle starczyło do dogrania ostatniej sceny, hehe.

        Tekst odcinka - łysy do Hanka : kiepsko się czuję na planie pornofilmów (jest agentem tej młodocianej, więc z musu bywa w takich okolicznościach
        przyrody), jakbym był ginekologiem. Hank : pomyśl, że tej dziewczynie twoja łysa pała też niespecjalnie musi odpowiadać. Łysy : mówisz o penetrowaniu kogoś głową ? ;)

        I scena : Moody przychodzi do domu eks-dziewczeny tego producenta muzycznego, co jego biografię ma pisać. Kobita nie chce z nim rozmawiać (później się spikną, ale też nie będzie mógł z niej wydusić żadnych wspomnień; póki co, pewnie - gra ją Madchen Amick, więc odważniejszego seksu bym się nie spodziewał, to jednak jest aktorka, haha), pojawia się jej mąż i wyprasza Hanka, a dokładniej - kroczy ku niemu zmuszając go do cofania się. Moody się cofa, ale mówi : mam prawo tu stać, s-synu (świetna intonacja, piskliwa - komiczna w każdym razie) i przewraca się o klomb stojący za nim. Leży na plecach i powiada : krzak ? Tutaj ? :)

        Generalnie - było nieco lepiej, ale tego całego wątku z Karen nie rozumiem. W 1 serii rzecz była jasna : on ją chce odzyskać, ona się waha między życiem z nim, a poukładanym życiem z poukładanym gościem.
        Teraz kompletnie nie wiadomo o co jej chodzi. A do tego, w tym drugim odcinku (chyba( pojawiła się ta, co niby z nim jest w ciązy - i Hank nawet dał się namówić do przyłożenia ucha do brzucha, że niby tam kopie i żeby posłuchał. No i, jak w telenoweli, przyłapuje ich Karen. Pewnie znowu akcje Moody'ego spadły nieco, nawet jesli za grzyba nie wiadomo dlaczego w ogole spadają, o ile spadają, bo przeca malowała ich portret.

        I w ogole, Moody w 1 serii był objawieniem, wymięty, zmulony, te dziewczyny, co się przewijały - wszystkie były do rzeczy, teraz każda kolejna jest mniej atrakcyjna i cały ten seksualny zawrót głowy jest coraz bardziej wymuszony, natrętny; przegrzanie koniunktury w stopniu powaznym. Co w 1 serii było świeże i lekkie, w drugiej zaczyna być powoli przyciężkawe, bo jest tego za dużo i nie ma przeciwwagi w innych wątkach. Zwroty, teksty, czy jak to zwać - też nie tej samej jakości.

        Powiem Ci, że nadal daję temu czemuś 5 na 6, ale 1 serii dawałem 6 z plusem, więc, jak dla mnie, jest bardzo gorzej.




        • barbasia1 Re: Cali 2/5 05.11.09, 09:37
          Dzięki, Greku, za drugi odcinek Cali. :)
          Mam wrażenie, że te drugie odcinki są lepsze!?
          a może tylko dlatego są lepsze, bo Ty je opowiadasz!?

          Właśnie, zgadzam się, twórcy serialu chyba za bardzo skupili się na
          sytuacjach, w których Hank poznaje kolejne panienki do fikania i na
          fikaniu i nie starczyło już energii na wymyślanie ciekawych wątków,
          błyskotliwych dialogów.
          Ja daje Cali -4/3 (na 6).


          A Karen tęskni za Hankiem, chciałaby wrócić, ale boi się nowej
          sytuacji, nowego dziecka w życiu Hanka, nie jest pewna co zrobi
          Hank, nie chce zostać skrzywdzona, zraniona. Hank z jednej strony
          bezecnik i figlarz, ale z drugiej strony wydaje się jednak dość
          odpowiedzialnym gościem, no i gentelmenem (nie zostawił tej
          gospodyni samej na pustej drodze!).

          A dziś Tarantino na Polsacie! Widziałeś? Zapowiesz, moze nawet w
          osobnym wątku??? :)

          • grek.grek Re: Cali 2/5 05.11.09, 11:54
            Tak naprawdę, to jesteśmy w lesie z tym serialem - na platformy cyfrowe wchodzi już trzeci sezon, miesiąc po premierze amerykańskiej.
            TVN pokaże go pewnie jesienią przyszłego roku :)

            Ubolewam, bo wszystko się sprowadza do fikania - w 1 serii wątków było kilka, a to dziewucha kradnie Moody'emu ksiązkę, a to Moody dogryza narzeczonemu eks-żony, a to to, a to śmo, a i te fikołki innej jakości, bo te akcje łysego z sekretarką, to było do rzeczy i z humorem niejakim. Teraz - wyjątkowa niewymyślność kolejnych akcji. Reszta to tylko preteksty, to następnych łupu-cupu.

            O widzisz, Kill Billa dają. Wiem, że mi się bardzo podobał, i chyba bardziej druga część jednak - w każdym razie zobaczyłem Darryl Hannah w zupełnie nowym świetle ;) A do tego Lucy Liu, Vivica Fox - kobiet pięknych nadzwyczajnie w Kill Billu dostatek.
            No i ta scena pochowania żywcem Umy Thurman. Świetna. I nadal nie pamiętam, to 1 część była, czy 2... Na wszelki wypadek chyba trzeba by obie obejrzeć, hehe.

            A potem Gotowe, 2 odcinki. Jako nowo narodzony sympatyk - do drugiej mam dzisiaj jak nic odsiadkę ;)
            • barbasia1 "Kill Bill" 05.11.09, 14:19
              Tak, tak, wiem, że szczęśliwcy ogladają już sezon 3. Cali.
              Obyśmy się i my go doczekali. I niech on już nawet będzie i jesienią
              przyszłego roku, byle tylko był! (a nie tak jak "Hotel Balibion"
              którego emisja w TVP2 zakończyła się na jedym sezonie puszczonym dwa
              razy! Ależ podłosć! Zresztą podobnie postąpili z
              amerykańską "Brzydulą Betty", bardzo sympatycznym, niegłupim
              serialem, sezon drugi dali w porze bartmana (jakby tam co najmniej
              sceny z fikania podobne do tych z Cali tam pokazywano) i nawet nie
              wiem, czy wyemitowano wszytkie odcinki tego sezonu. Potem słuch
              zaginął o BB w polskiej TV, a przecież, jak czytalam gdzieś,
              amerykanie juz 4 sezon pokazują.

              Coś mało entuzjazmu masz dla Kill Billa!?!?!?!?!? ;))
              W takim będę podchodzić ostrożnie do tego krwawego podobno dzieła
              Tarantino! ;)
              (Kałużyński i Raczek piszą o nim w t. 1, ktorego nie mam, więc nie
              powiem Ci co sądzą o filmie. Ale powiem Ci, że do twórczosci
              Tarantino mają bardzo pozytywny stosunek, czytałam pochlebną opinię
              w komentarzu do Pulp Fiction.
              • grek.grek Re: "Kill Bill" 05.11.09, 15:19
                Podobno w trzecim sezonie Moody będzie wykładowcą akademickim. Okazji do fikania raczej nie zabraknie :)

                Zabrzmiałem mało entuzjastycznie ? mam naprawde bardzo dobre wspomnienia z Kill Billa. A dokladniej - strzępki wspomnień, pamiętam rózne sceny : pochowanie Umy Thurman, pojedynek na miecze z Darryl Hannah, samą Darryl Hannah i te nauki u chińskiego mistrza karate, co je Uma Thurman odebrała, i jej mieczomachanie przeciw jakiejś armii skośnookich, co ich na końcu zostawia pociętych na kawałki; i pojedynek z Lucy Liu - na śniegu, zdaje się. I chyba lepiej pamiętam 2 część niż pierwszą :)

                Jest miejscowo krew, flaki, latające nogi itd., ale robi to wrażenie jeszcze mniejsze niż inne tego typu scenki kinowe. Wiesz o co chodzi - o konwencję, o umowność, o styl. Dlatego bardziej się zwraca uwagę na formę, wykonanie, dynamizm niektórych scen krwawych. Szczególnie chodzi mi o ten pojedynek z armią skośnookich, bo tam farby zużyto całe mnóstwo. Już np. akcja Thurman-Hannah wygląda, z tego co nie zapomniałem, zupełnie inaczej. W ogole te pojedynki jeden na jeden mają innny charakter niż ta zbiorowa jatka, w której chodzi o to, by jedna babka rozniosła jak najwięcej trupów po podłodze. Klisza z drugoligowych filmów kung-fu, ale za to jak zrobiona :)

                Więc - moja zawodna pamięć mi mówi, ze warto posiedzieć przy obu częściach.
                • barbasia1 Re: "Kill Bill" 05.11.09, 18:33
                  To prawda, nie powinno zabraknąć okazji do fikania, wszak na
                  wydziałach humanistycznych kobiet co niemiara, wiem coś o tym. :)

                  czyli "Kill Bill" to Tarantinowska zabawa konwencją kina fung-fu
                  będzie!?
                  Obejrzymy, ocenimy!

                  Za dodatkowe jakby odrobinkę bardziej entuzjastyczne komentarze
                  wprowadzajace dzięki! :)
                • barbasia1 Re: "Kill Bill" 06.11.09, 14:02
                  Podobał mi się Kill Bill i ta cała zabawa konwencją, puszczanie
                  oczka do widza , pomysłowość Tarantino (np. w postaci animowanej
                  wstawki inspirowanej japońskimi kreskówkami anime, w kórej
                  opoiwedziana została historia O-Ren Ishi (Lucy Liu), jej
                  dzieciństwo ) i jego czarne poczucie humoru (np. tryskające fontanny
                  krwi po odcięciu, którejś z części ciała, i scena w szpitalu, w
                  której Uma odgryza język zboczeńcowi:), choć oczywiście, muszę się
                  przyznać, wiele aluzji nie załapałam (Nie widziałam na przykład że
                  żłóty dres Umy Thurman, to aluzja do ostatniego filmu Bruca Lee,
                  który w takim właśnie stroju w nim wystąpił).

                  Podobały mi się scena walki Umy z wielką bandą skośnookich (zapewne
                  jawna kpina z licznych w starych filmach kung-fu scen, w których
                  bohaterowi udaje się rzecz niemożliwa w rzeczywistości, w pojedynkę
                  zabija całe rzesze napastników i to atakujących na raz ), która
                  (walka) wyglądała bardziej na jakiś taniec nowoczesny niż prawdziwą
                  walkę z tym, że „tancerze” gubili nie buty, a obute stopy , nogi,
                  ręce, głowy chyba też ;).

                  Za fantastyczną, normalną porę emisji, żaden środek nocy, co jest w
                  zwyczaju TVP , ale godzina 21.00 początek- jestem niewymownie
                  wdzięczna Polsatowi!!!

                  Za tydzień część druga. :)
                  • grek.grek Re: "Kill Bill" 06.11.09, 14:30
                    O proszę, a z taką pewną ostrożnością podchodziłaś :)
                    Nie lękaj się :) - druga częśc, z tego co mi się tam kolebie w pamięci, jest jeszcze lepsza - zwłaszcza ta scena pochowania żywcem (niezwykła rzecz, bo kamera jest w środku, razem z Thurman, odczuwa się niemal tę klaustrofobiczność) i pojedynek z Darryl Hannah.

                    Ja jestem w 1/3, bo jadę z taśmy - przerwałem w momencie, kiedy przedstawiona zostaje Lucy Liu.
                    Przypomniało mi się, że początku to ja w ogóle nie widziałem nigdy -
                    tego pojedynku z Vivicą Fox. Przypominam sobie teraz, że zachodziłem
                    w głowę, gdzie ta Fox niby była, skoro jest w obsadzie, a nie było
                    jej na ekranie ;)

                    Znowu pomieszana chronologia - to też tarantinowska speciality.
                    Powiem coś więcej, po przypomnieniu sobie reszty, heh, a może po
                    drugiej części.

                    Wczoraj Polsat nie zawiódł, a dzisiaj zdaje się TVN rządzi -
                    o 20:00 Infilitracja - ciekaw jestem bardzo, jak tam Di Caprio
                    (bo o Nicholsona jestem spokojny), i w ogóle jak to wyszło, bo
                    to remake jest filmu mde in Hongkong. Świetnego, zresztą - szczegółów
                    akcji nie pamiętam, ale nie zapomniałem, że wywarł na mnie duże wrażenie
                    swoją atmosferę, napięciem, kryminalnym nastrojem. I ciekawem czy
                    Infiltracja temu wrażeniu, które dobrze pamiętam, dorówna.

                    A potem "Teksańska masakra... itd." - idealny badziew, zeby się pozytywnie odmóżdżyć ;))
                    • barbasia1 Re: "Kill Bill" 06.11.09, 14:56
                      :)
                      Bo wiesz, Greku, zasadniczo ja strachliwa jestem, a na widok krwi
                      słabo mi się robi. ;)
                      Ale żarty lubię i czarny humor! :)
                      więc z czekam na część drugą.

                      > druga częśc, [...], jest jeszcze lepsza - zwłaszcza ta scena
                      pochowania żywcem (niezwykła rzecz, bo kamera
                      > jest w środku, razem z Thurman, odczuwa się niemal tę
                      klaustrofobiczność)
                      O MATKO! :)

                      A czy scena w kuchni, kiedy Uma rozmawia Vivicą Fox, a potem ją
                      zabija rzucając nożem to piewsza scena tego filmu? Troszkę się
                      spóźniłam na sam początek (z Londyńczykami przebywałam :).

                      Zatem dziś "Infiltracja" - znów fantastyczna pora, wyrazy
                      wdzięczności dl TVN-u tym razem przekazuję! :)

                      "Teksańska masakra" - to już stnowczo nie dla mnie! :)
                      • grek.grek Re: "Kill Bill" 06.11.09, 15:44
                        "O MATKO". No. I CÓRKO też ;) To dobra scena jest. Nie taka straszna, po prostu dobrze wykoncypowana i interesująca.

                        Jest to sam początek, w każdym razie - ta scena z Fox. Jakby co, to jeszcze sprawdzę, czy coś wcześniej tam nie było, ale nawet jeśli, to
                        raczej nic ważnego.

                        Hehe, TVN się panoszy - a ja już sądziłem, że oprócz Californication, nie ma nic do zaoferowania :)
                        Ja tam dwa słowa napiszę o "Teksańskiej" - oryginalnego scenariusza się specjalnie nie spodziewam, sugestywnego aktorstwa też nie, bo to nie ten gatunek filmowy w końcu - jeśli tylko będzie ciut napięcia i atmosfery grozy w tej całej horrorycznej (czy thrillerycznej) akcji - to już będzie dobrze. I o tym, czy było czy nie (w moim odczuciu) - poinformuję, o czym z góry ostrzegam ;)
                        • barbasia1 Re: "Kill Bill" 06.11.09, 16:31
                          A właśnie, ma odnaleźć się córka Panny Młodej /Uma/!!? :)
                          Ciekawam strasznie, jak i gdzie?!
                          I tej sceny z pochowaniem w trumnie już też. :)

                          Dobrze, napisz o "Teksańskiej masakrze", ja przeczytam, tylko przy
                          bardziej masakrycznych opisach będę zakrywać oczy! :))

                          TVN od czasu do czasu, od wielkiego święta raczy widzów jakimś
                          hitem, czy filmem ciekawym, ale też niestety ma upodobanie do
                          późnych pór. Tym bardziej cieszy więc wczesna pora "Infiltracji".
                          • grek.grek Re: "Kill Bill" 07.11.09, 12:07
                            No i jak oceniasz Infiltrację ? Nie oglądałem jeszcze, mam na taśmie, dzisiaj się zabiorę. Jak Ci się podobała ?

                            Co do Killa Billa vol 1 - za pierwszym razem oglądałem chyba jednym okiem :)
                            Widowisko urzekające złożone z mozaiki róznych wpływów i zapożyczeń twórczo przerobionych i zmiksowanych. Tak bym to ujął w największym skrócie. Z tandeciarskich motywów Tarantino robi spektakl.

                            Western, Manga, Matriks, filmy o samurajach, trzecioligowe karate, mafijne kryminały - ryż i mysz.
                            Jak zauważyłaś sprytnie, strój Bruce'a Lee z ostatniego filmu - też symbol. I to symbol trochę z przymrużeniem oka, bo w tym żołtym kostiumie Bruce pojedynkował się z Kareemem Jabbarem, koszykarzem - bagetala 218 cm wzrostu. Tutaj Uma ma za rywalkę Lucy Liu, wzrost, na oko - 154 cm. :)

                            Kiedy Thurman kroi mieczem kolejnych żołnierzy przypomina to jako żywo akcję z Commando, czy innych nędznych filmideł z Arnim - nędza, bo kładzie pokotem szeregi przeciwników samemu nie doznając uszczerbku.
                            Ale jak to inaczej wygląda i jak inaczej się ogląa, kiedy w robocie jest miecz, a cała ta wariacka akcja ma swoją oprawę.
                            Oberwie dopiero od najlepszych przyd,upasów szefowej - też motyw z taniego kung fu. A potem zmierzy się z samym szefem - w pojedynku jak w westernie, na środku opustoszałego miasteczka :)
                            W samo południe - co tutaj też jest zdeformowane, bo pojedynek odbywa się nocą, na śniegu, a nie w słońcu środka dnia.

                            Np. ten klub, w którym Thurman starcza bój z armią mafijnych zołnierzy.
                            Kiedy wchodzi do niego Lucy Liu przypomina nocny klub z Chicago - w odwróconej formule, bo w klubie z US byłoby ciemno, a tu jest jasno. Plus inna architektura.
                            Kiedy zaczyna się jatka przeistacza się w coś w rodzaju westernowego saloonu, a i cała bijatyka ma taki posmak.

                            Thurman v. żołnierze mafii. ONi wszyscy mają maski na oczach, garnitury, są na jedno kopyto. Czy to nie przypomina pojedynku Neo ze zmultiplikowanym agentem Smithem ? :) te popisy niedorzecznej sprawności fizycznej - z kręceniem piruetów w powietrzu, lewitacją, kreśleniem figur niesamowitych w locie etc.etc - Matrix niechybny.

                            Muzyka. Świetna. Ile motywów róznych - rockn' roll, kiedy Thurman szatkuje kolejnych przeciwników; jakieś sentymentalne farmazony, kiedy dostaje miecz od tych japońskich mistrzów dwóch, co się nimi okazują dwaj restauratorzy, kompletnie na mistrzów nie wyglądający, kłóacący się po japońsku jak byle kmiotki z Italii, rytmy iberyjskie podczas ostatniego pojedynku, muzyka z amerykańskich sensacji i kryminałów z lat 70, znajome motywy z Wejścia Smoka i innych takich rzeczy.
                            No i najlepszy muza - kiedy Lucy Liu i jej żołnierze wchodzą do klubu. Jak to znajdę - wrzucę link. Świetns sprawa.

                            Rzeczywiście, ten komiksowy sposób pokazania losów młodej LL - tak wytarty i schematyczny : była świadkiem zabicia rodziców przez mafię, zemściła się i przejęła władze. Stare, niemodne i zgrane. Ale u Tarantino pasuje, bo puszcza on wielkie oko do widza, bo to wielka zabawa i świadome w pełni użycie takich, a nie innych chwytów narracyjnych.
                            A jaka potem sprzeczność - LL idzie jak gejsza do tego mafioza co jej podskakuje na zebraniu, i za chwilę tnie mieczem jak wytrawny killer.

                            KOmiskowe numery z fontannami krwi i wymyślnymi rodzajami śmierci - klasa :) Oswajanie brutalności - jasny przekaz : zawsze pamiętajcie, że sceny krawawe w kinie są tylko... scenami krwawymi w kinie, niczym więcej. Traktujcie je z należytym humorem i nie zapominajcie o wymogach konwencji, o tym że to tylko środek wyrazu, a nie żadne zastępowanie, opisywanie rzeczywistości.

                            Gogo, ta asystentka Lucy Liu - imidż grzecznej japońskiej uczennicy, a jednocześnie porno-fantazji z kina XXX plus zachowania klasyczne dla tradycji japońskich kobiet (drobny śmiech skrywany dłonią przy ustach)
                            zmieszane z psychopatycznymi jazdami.
                            I jej śmierć - najpierw na ziemi ląduje jej łańcuch, ktorym atakowała Thurman, potem oczy spływają krwią, a na końcu dopiero widac, że w głowie ma deskę z gwoździami.

                            Tyle moich obserwacji. Pierwsza klasa kino.





                            • barbasia1 Re: "Kill Bill" 07.11.09, 14:51
                              Może o "Infiltracji" więcej powiem później, jutro?, jak Ty
                              obejrzysz!?
                              Dziś tylko dwa słowa - niezły film.
                              Pozytywne wrażenia dominują, ale bez wielkich zachwytów.

                              Do Kill Billa chciałam jeszcze wrócić -

                              O żółtym dresie Umy i Bruce'a Lee przeczytałam w recenzji z
                              Tygodnika Powszechnego! :) Niestety nie kojarzę teraz ani tego
                              filmu, ani walki Bruce'a dryblasem Kareemem Jabbarem.

                              Mnie zachwyciła muzyka w klimacie flamenco - pojawiła się chyba w
                              scenie walki z Umy z Lucy Liu, na samym jej początku. Wspaniała
                              dynamiczna, energetyczna, przywodząca na myśl słonecznyme kilmaty
                              gorącej Hiszpanii, jakże zaskakująco, ale i, przyznam, efektownie
                              kontrastująca z obrazem - zimową sceneria, z tradycyjnym
                              japońskim domem w tle; na pierwszym planie dwie kobiety jedna w
                              japońskim kimonie, druga we wspomnianym żóltym dresie przygotowują
                              się do walki na miecze samurajskie. :)

                              cdn.

                              • grek.grek Re: "Kill Bill" 08.11.09, 14:38
                                ZÓłty dres Bruce'a pochodzi z filmu "Gra śmierci";
                                tutaj fotka, z ww. Kareemem Jabbarem :
                                www.heykobe.com/wp-content/uploads/2009/03/kareem-bruce-lee-heykobe.jpg
                                Infiltrację dzisiaj będę kończył :) Ale już mogę powiedzieć,że Nicholson trzyma formę :)
                                • barbasia1 Re: "Kill Bill" 08.11.09, 15:16
                                  grek.grek napisał:

                                  Świetne zdjęcie! Dzięki! :)
                                  Rzeczywiście Kareemem Jabbarem to potęga! :)

                                  To w takim razie "Infiltracja" jutro!
                            • barbasia1 Re: "Kill Bill" 08.11.09, 14:09
                              A właśnie, świetna uwaga - losy młodej O Rien - morderstwo w
                              dramatycznych okolicznościach rodziców małej O Rien i zemsta na
                              mordercach - to stary, zgrany, wytarty schemat, ale u Tarantino
                              odświeżony w pomysłowy sposób poprzez zabieg formalny - animowaną
                              wstawkę, która doskonale wpisuje się w konwencję tego filmu, w
                              zabawę kinem.


                              Była w Kill Billu scena, która mnie bardzo i naprawdę i na serio
                              zmroziła - ta w szpitalu, kiedy lekarz przyprowadza jakiegoś faceta
                              do łóżka Panny Młodej, i za chwile dowiadujemy się w jakim celu
                              przyszeł ów gość , to nie gość to zboczeniec... Cała sytyacja robi
                              się jeszcze bardziej przerażająca, kiedy okazuje się, że lekarz,
                              który przyprowadził zboczeńca już wcześniej takie potworne rzeczy
                              wyczyniał ze swoją śpiącą pacjentką - tu działa wyobraźnia,aż się
                              niedobrze robi!

                              Zabawa zabawą jednak jakąś smutną prawdę o świecie, o podłym,
                              wymyślnym okrucieństwie, straszliwej brutalności człowieka i tego
                              świata też niesie ten film.

                              / własciwie sam soba byłam zaskoczona, kiedy z niecierpliwością
                              czekałam na reakację Panny Młodej na pojawienie się zboczeńca i
                              kiedy z wielką satysfakcją oglądałam tę jednak strasznie brutalną
                              scenę (własciwie to mało zabawną) , ddy Panna Młoda budzi się i
                              odgryza język zboczeńcowi, a ten potem wykrwawia się na smierć.
                              Podstępny Tarantino uświadamia, że w każdym z nas tkwą jakieś
                              mroczne instynkty! :) /

                              >Gogo, ta asystentka Lucy Liu - imidż grzecznej japońskiej
                              uczennicy, a jednocześnie porno-fantazji z kina XXX

                              Grzeczna japońska uczennica, w charakterystycznym stroju - mundurku
                              z żeglarskim kołnierzem, w bardzo krótkiej spódniczce jest tez
                              bohaterką komiksów, mang, ero mang, w których zaczytują się
                              Japończycy, to podobno, jak czytałam, ucieleśnienie erotycznych
                              fantazji i marzeń mężczyzn w Japonii!?
                              • grek.grek Re: "Kill Bill" 08.11.09, 14:48
                                Zaryzykowałbym, że Go Go mogłaby być spełnieniem niektórych erotycznych fantazji nie tylko Japończyków ;)

                                W ogóle, z finezją i fajną przekorą wplótł Tarantino jej postać w cały ten piep.rznik.

                                Zboczeniec, czy nie, ale jaki romantyk, zobacz - chciał rozpocząc od całowania ;))

                                Co do tej mangowej opowieści o losach O-Rien, to, wg mnie, trik polegał też na tym, że w tej historii zawiera się najbrutalniejsza chyba scena, kiedy O-Rien zabija mafioza, odpowiedzialnego za smierć jej rodziców - ładuje mu miecz prosto w brzuch siedząc na nim okrakiem. W scenach pojedynków, kiedy odpada ręka, albo coś tam innego, to tak nie razi, bo dzieje się to w bitewnym zgiełku, jest w pewien sposób naturalne i dzieje się szybko. Kiedy jednak oglądamy zabójstwo z zimną krwią, w takich okolicznościach, bez odwracających uwagę baletowych ruchów, bez alibi, bez osłonek - to razi znacznie bardziej. Ale Tarantino pokazuje ten moment w komiksoweych dekoracjach. I takie pytanie : i co, razi was mniej to okrucieństwo w takiej formie, komiksowej animacji ? I, powiem Ci szczerze, że rzeczywiście mnie razi mniej. Ciekawy efekt. Tzn, mnie tam nic nie razi, ale gdybym miał obejrzeć taką scenę zagraną w normalnych warunkach i w formie komiksowej, to ta normalna forma byłaby bardziej dotkliwa.
                                CO sądzisz o tym ?




                                • barbasia1 Re: "Kill Bill" 08.11.09, 16:00
                                  grek.grek napisał:

                                  > Zaryzykowałbym, że Go Go mogłaby być spełnieniem niektórych
                                  erotycznych fantazji nie tylko Japończyków ;)

                                  ;/

                                  > Zboczeniec, czy nie, ale jaki romantyk, zobacz - chciał rozpocząc
                                  od całowania ;))

                                  Posłużę się tu słowami Jacka Sparrowa z "Skrzyni umarlka" - Takiemu
                                  romantykowi to tylko "jaja rach, ciach!" :))

                                  Zgadzam się z Tobą, ciekawa uwaga!
                                  Rzeczywiście tu w mandze scena morderstwa (a w tle jeszcze
                                  obrzydliwy wątek pedofilski!!! ) i to najokrutniejszego nie jest
                                  pokazana z przymrużeniem oka, jak w wiekszości scen z prawdziwymi
                                  aktorami (a to przymrużenie oka, przesada łagodzi nieco brutalność
                                  tych scen), ale z drugiej strony jej brutalność, jest załgodzona
                                  dzięki zastosowaniu animacji.

                                  Mnie też specjalnie nic nie raziło w tym filmie (opócz tej jednej
                                  długiej sceny w szpitalu) ponieważ, wyraziłam zgodę na zabawę, jaką
                                  zaproponował mi Tarantino - wszytsko co się dzieje na ekranie mam
                                  traktować, jak zabawę konwencją, kinem, gatunkami, motywami
                                  filmowymi, a odcięte nogi, głowy, ręce, krew nie są na serio.

                                  Natomiast w horrach, to a propos jeszcze "Teksańskiej masakry" ,
                                  sytuacja jest odwrotna tu trzeba traktować wszytsko poważnie i na
                                  serio, no i trzeba trząść się ze strachu i padać z wrażenia na widok
                                  wymyślnych sposobów zabijania ( w Teksańskiej czy innych) :) / bo
                                  tak się umawia z nami twórca /! A ja osobiście wolę zupelnie inny
                                  rodzaj doznań podczas oglądania filmów, dlatego horrorów/
                                  thrillerow, gdzie biegają mordercy ubrani w ludzką skórę z piłami i
                                  morduja dla mordowania nie znoszę.
                          • grek.grek Re: "Kill Bill" 07.11.09, 12:40
                            Co do "teksańskiej"... znana rzecz - rodzina Hewittów mieszkająca w podupadającym gmachu na pustkowiu, morduje napotkanych przybyszy, oczywiście w postaciach czwórki młodzieży urodziwej i wystylizowanej jak z Emtiwi, co się wybrała na przejażdzkę. Do tego dochodzi dwoje przypadkowych motocyklistów harlejowych o imidżu archetypicznym oraz archetypowym.

                            Tata-czubek zabił ostatniego szeryfa na tym zad,puiu i sam udaje, że nim jest, mama-czubkowa gotuje rodzince potrawy z ubitych nieszczęśliwców, co im wpadli w łapy, a synek (na oko 2 metry i 150 żywej wagi), z zamiłowania rzeźnik (chwilowo bezrobotny, świadczący usługi dla familii) lubiący bawić się piłką spalinową, jest pasjonatem krawiectwa - jako, że ma od urodzenia oszpeconą twarz i jest na tym punkcie bardzo czuły, ściąga skórę z dzioba zabitych obiadów i robi sobie z niej maski, zeby być zakpić z losu, który go tak niesprawiedliwie potraktował.

                            Oczywiście, młodzi pechowcy próbują uciekać, ale już na wstępie są osłabieni, bo mają samochodową kraksę i wychodzą z niej pokiereszowani, po to by dostać się w łapy podszywającego się pod szeryfa seniora rodu Czubków, a potem, już będąc w domu Czubków maltertowanymi, teorroryzowanymi i upokarzanymi : albo wpadają we wnyki, albo dopada ich wrażliwy krawiec i robi na dzwonka, a jak już ostatniej, wydawałoby się łebskiej dziewczynie, wymknąc z chałupy, zwiać autem i wyjechać na drogę, to też ją dopada krawiec ukryty na tylnym siedzeniu samochodu. Giną wszyscy, bo podobno ta historia zdarzyła się naprawdę.

                            Dużo naturalistycznych scen odcinania wszystkiego, przecianania piłą, gruchotania kolan młotem, krwi i głupot - np. w końcówce dziewczyna ucieka prze czułym krawcem, szybciej od niego biega, także z tej przyczyny, że on ją goni z piłą tarczową na chodzie, i spotyka nieczynną masarnię. Co robi ? Wbrew logice każącej jej biec dalej i kryć się w miejsach budzących najmniej podejrzeń, albo i biec aż do skutku, aż do znalezienia jakiegoś domu/drogi uczęszczanej etc. - włazi tam, oczywiście, mimo że to tak jakby mysz właziła do nory kota, bo wiadomo, że on zaraz tam za nią wlezie i będzie ją tropił po tych ciemnych, upiornych korytarzach. Ale cóż, takie prawidła gatunku :)

                            A, no i to nie był horror - zagrożenie stanowili bowiem ludzie, a nie zjawiska nadprzyrodzone. Ciągle to się myli opisywaczom filmów :)

                            Generalnie - 2 na 6. W kategorii horror 4 na 6, głównie z tej przyczyny, że jest to nowa wersja starej historii i wszystko wiadomo
                            zanim się zacznie. Niemniej, dobrze zrobione, dobrze nakręcone, odpowiednio durne i pan Krawiec dobrze wykreowany, plus całe 1,5 punktu za to, że nie pokazano jego szpetnej gęby i kazano niecierpliwiącemu się widzowi tylko domyslać, jak to tam pod maską wyglądać musi.
                            • barbasia1 "Teksańska masakra" 07.11.09, 13:31
                              Okropny, straszny, makabryczny, koszmarny itp. itd. film (nie lubię,
                              nie rozumiem, nie oglądam tego typu filmów)!

                              Za bardzo skuteczne odtraszenie od "Teksańskiej masakry", dzięki Ci
                              Greku! :)
                              • grek.grek Re: "Teksańska masakra" 07.11.09, 14:48
                                A, zapomniałem dodać, że jest scena ściągania skóry z twarzy ;)

                                Poważnie - to tylko film, pewna konwencja, umowna stylistyka. Sama akcja nie wywołuje napięcia, bo znamy zakończenie - i tu jest problem. Nawet nie mam przekonania, czy 4/6 w horrorowej punktacji, to nie za dużo o jeden punkt ;)

                                O, i mam ten kawałek muzyczny z Kill Billa, od 19 sek rusza właściwa część :

                                www.youtube.com/watch?v=XKLeCjySMi8&feature=related
                                • barbasia1 Re: "Teksańska masakra" 07.11.09, 15:12
                                  grek.grek napisał:

                                  > A, zapomniałem dodać, że jest scena ściągania skóry z twarzy ;)

                                  ;/ Horror !

                                  Ja wiem, że to konwencja, umowna stylistyka, tylko film, fantazja i
                                  na nimy wszytko się dzieje, ale jednak bardzo niemiłe i odpychające
                                  to widoki. Tak się bawić stanowczo nie lubię! :)

                                  Ten kawałek, kóry przylinkowałeś jest cudny! Idealnie dopasowany do
                                  akcji rozgrywającej się na ekranie, do przemarszu szefowej jakuzy i
                                  jej świty przez lokal (japońscy właściciele lokalu/ hotelu
                                  (małżonkowie zapewne) biją pokłony, jak przystało na uprzejmych
                                  mieszkańców kraju kwitnącej wiśni, potem kłócą zbawnie ze sobą!:).

                                  Wiesz, mam wrażenie, że ja gdzieś już słyszłam ten główny motyw
                                  muzyczny, do wczorej zastanawiam się nad tym i nie moge sobie
                                  przypomnieć gdzie ja to słyszałam i czy reczywiście to jakiś stary
                                  motyw?!
                                  Czy Tobie, Greku, też ten fragment wydaje się znajomy?
                                • barbasia1 Re: "Teksańska masakra" i muzyka Kill Bilal 07.11.09, 15:41
                                  Ten utwór musiam chyba wcześniej słyszeć w jakiś audycjach
                                  radiowych, w których prezentowano muzykę filmową, i pewnie dlatego
                                  znajomo mi zabrzmiała.

                                  Ale! ale znalazłam info. na temat tegu utworu, skomponował go
                                  Japończyk Tomoyasu Hotei, utwór ten został wykorzystany w japońskim
                                  filmie "Another Battle" (2000), a potem dopiero wykorzystał go
                                  Tarantino.
                                  Tu więcej informacji na ten temat:
                                  en.wikipedia.org/wiki/Battle_Without_Honor_or_Humanity
                                  A tu jedna z oryginalnych japońskich wersji (pt. BATTLE WITHOUT
                                  HONOR OR HUMANITY)

                                  www.youtube.com/watch?v=BxeiylcLgh0&translated=1
                                  Świetne!
                                  • pepsic Re: "Teksańska masakra" i muzyka Kill Bilal 07.11.09, 18:31
                                    A tu jedna z oryginalnych japońskich wersji (pt. BATTLE WITHOUT
                                    > HONOR OR HUMANITY)

                                    Niezłe! Barbasiu zadziwiasz mnie :))
                                    • barbasia1 Re: "Teksańska masakra" i muzyka Kill Bilal 08.11.09, 12:18
                                      pepsic napisała:

                                      > A tu jedna z oryginalnych japońskich wersji (pt. BATTLE WITHOUT
                                      > > HONOR OR HUMANITY)
                                      >
                                      > Niezłe! Barbasiu zadziwiasz mnie :))

                                      :)))
                                      Wiesz Droga Pepsic, ja sobą też czasem jestem zadziwona!? ;)

                                      To fajnie, że Ci się podoba! :)
                                  • grek.grek Re: "Teksańska masakra" i muzyka Kill Bilal 08.11.09, 13:27
                                    Dzięki za link. Trzeba powiedzieć, że skośni umieją, jak chcą ;)
                                    • barbasia1 Re: "Teksańska masakra" i muzyka Kill Bilal 08.11.09, 14:19
                                      grek.grek napisał:

                                      :) Maj pleże.

                                      Greku, obejrzałeś już "Infiltrację"?
                                      • grek.grek Re: "Teksańska masakra" i muzyka Kill Bilal 08.11.09, 14:51
                                        Powinienem do jutra skończyć.
                                        • barbasia1 Re: "Teksańska masakra" i muzyka Kill Bilal 08.11.09, 16:03
                                          Ok, to ja jutro napiszę kilka uwag.
    • barbasia1 Dziś późnym wieczorem "Tulipany" 08.11.09, 16:12
      Oczywiście tradycyjnie kiepska pora w TVP1 - 23.10, co oznacza,
      że ... film misu być niezły! :) (w każdym razie muzyka jest
      cudna ).
      Niestety nie widziałam tylko początek filmu, więc posłużę się
      ściagą:

      "Mały (Zygmunt Malanowicz) jest zapalonym rajdowcem. Każdą chwilę
      wykorzystuje na przygotowania do wyścigów. Pewnego dnia dostaje
      zawału serca. Może zapomnieć o starcie w kolejnych zawodach, na
      dodatek ktoś kradnie mu samochód. Jego dawni przyjaciele, Lolo
      (Tadeusz Pluciński), Matka (Jan Nowicki) oraz syn Małego, Dzieciak
      (Andrzej Chyra), postanawiają odnaleźć auto. Te wydarzenia
      sprawiają, że każdy z nich dowiaduje się czegoś więcej nie tylko o
      wzajemnych relacjach, ale również o sobie samym."

      http://serwisy.gazeta.pl/tv/2,47240,,,,134603644,P_AKPA.html


      • grek.grek Re: Dziś późnym wieczorem "Tulipany" 09.11.09, 12:10
        Oglądałem. Oczywiście na końcu Nowicki z Braunek wzięli ślub, a wcześniej Lolo wyznał Nowickiemu, że jest gejem :) Auto się znalazło - okazało się, że sam Mały, idąc do szpitala, kazał je przechować pewnemu znajomemu.

        A poza tym, to był, jak zauwazyłaś zapewne, był to film, w którym akcja nie miała znaczenia, sprawa auta małego była tylko pretekstem, zeby pokazać pastelowe, poetyckie obrazy, subtelne emocje, dużo ciepła, autentyczną urodę życia w pozornie niewiele znaczących jego przejawach, z daleka od szumu, wyścigu, gonitwy tzw. świata, czyli piękno niespiesznego Bycia - ci ludzie patrzą i widzą, mają czas żeby rozmawiać i napić się winka, pójśc na spacer, posiedzieć sobie i pogapić się na nic, zaszaleć biorąc ślub na, umownie rzecz nazywając - jesieni życia, śmiać się, cieszyć byle czym i miec w d,pie całą napinkę; ludzi - metrykalnie może i już nienajmłodszych, ale w duchu i wszędzie indziej - ciągle młodzież; świetna odskocznia od tego, co codzienność oferuje : staruchów nieużytych, szykujących się już do grobu, łazących po cmentarzach i doktorach, albo wysiadujących ławeczki, żeby obgadywać kogo tam zobaczą i opowiadać sobie o swoich chorobach licytując się kogo bardziej boli i komu bardziej dokucza.

        Nowicki lekko grał, bo nie grał ;) - był sobą. Chyra jak zawsze dobry. No i Braunek - wyluzowana, dyskretnie uśmiechnięta optymistka. Może już nie wygląda jak Izabela, ale wygląda nadal znakomicie.Dostała za tę rolę Lwa w Gdyni. Nie wiem, jaka tam była konkurencja, ale jej postać emanowała taką fajną, dojrzałą kobiecością, że chyba nie ma co polemizować ;)
        A całą rzecz wymyślił, napisał i nakręcił Jacek Borcuch, za co mu cza piątkę przybić.



        • barbasia1 Re: Dziś późnym wieczorem "Tulipany" 09.11.09, 15:21
          grek.grek napisał:

          Dzięki Ci Greku za słów kilka na temat tego filmu.
          Niestety wczoraj nie obejrzałam ponownie "Tulipanów", poszłam spać
          wcześniej, z kolei za pierwszym razem Tulipany ogladałam zbyt
          krótko, żeby wczuć się w klimat filmu, ocenć grę aktorów, więc tym
          większe dzięki za słów kilka i garśc wrażeń na temat filmu (no i za
          tracycyjne dopowiedzenie zakończenia jakże optymistyczego :), gdybym
          oglądała wczoraj, na pewno tradycyjnie odpuściłabym zakończenie ze
          względu na porę:).

          Miło słyszeć/ czytać, że Ci się podobał i że to kolejny dobry
          polski film! :)
          • grek.grek Re: Dziś późnym wieczorem "Tulipany" 09.11.09, 15:34
            A owszem, optymistyczna puenta - facet po zawale wychodzi ze szpitala, jeszcze raz moze się przejechać autem, ścigając się dla zabawy z synem - na jakiejś bocznej szosie nieuczęszczanej, i odnaleźć więź z nim, poznać pielęgniarkę miłą, potem ślub przyjaciela jest, przyjęcie, a potem pewnie wiele udanych dni i chwil. Prosty film, żadnych fikołków, a ile uroku. Dobra kontra dla całej masy badziewia, a to żywotów świętych, a to komedii romantycznych, a to martyrologii, a to obyczajówek z wielkomiejskiego tygla, z wariantami losów bohaterów przećwiczonymi w stu innych produkcjach i w telewizji etc. etc.
            • barbasia1 Re: Dziś późnym wieczorem "Tulipany" 09.11.09, 15:55
              Naprawde bardzo sympatyczny film, obejrzę przy najblizszej okazji!

              > l. Prosty film, żadnych fikołków, a ile uroku.

              Tak sobie pomyslałam trzeba talentu, żeby umieć zrobić taki prosty
              (może z pozoru prosty) film! Takie filmy są najtrudniejsze.
              Łatwo przeciez popaść w banał, zepsuć kiepskimi, papierowmi
              dialogami albo fałszywą, marną grą aktorską...


              Greku, znalazłam na youtube "Thelmę i Louise" ( później podepnę w
              odpowiednie miejsce). Zaczęłam oglądać, a ponieważ film jest tu w
              oryginalnej wersji językowej, trzeba się bardziej skupić, czasem
              przewinąć jakiś fragment i raz jeszcze obejrzeć, więc ogląda się
              wolniej.
              Może sobie ułatwię i pożycze tę DVD, jak planowąłm na początku. :)
              • grek.grek Re: Dziś późnym wieczorem "Tulipany" 10.11.09, 14:36
                Podpinaj jak leci, poradzę/imy sobie z tym :)

                Wiesz, ja sądzę,że Borcuch na planie "Tulipanów" po prostu zebrał
                tych aktorów i powiedział : macie scenariusz obcykany, wiecie co
                i jak, co ja wam będzie wiele truł... bawcie się, bądźcie sobą i
                cieszmy się tym, co robimy. A że wziął sobie właściwych ludzi do
                obsady, to poszło to jak z płatka i wyszło bardzo dobrze.

                Tak ja to widzę - robienie tego filmu było takie, jak jego nastrój : ciepłe, luźne, na wielkim buchu haszu bez haszu ;).

                Słyszałem jak kiedyś Nowicki bardzo ciepło i z atencją mówił o Borcuchu per "świetny, młody facet". Zakumplowali się chyba na planie, hehe, i sporo mówi o atmosferze na planie.

                Btw, dziś o 19:30 Kocham Kino. Będzie o Rewersie.

                A w Polsacie (o 20:00, czyli KK można potraktować jak przygrywkę) "Azyl" - i warto popatrzeć. Jodie Foster w swoim naturalnym emploi, w którym jest zawsze znakomita. Fincher na siodełku. Akcja szura w tempie i jest ciśnienie, aczkolwiek minusem jest przewidywalność - wiemy, że musi się skończyć dobrze; jakkolwiek - do tego końca dochodzi Fincher całkiem sprawnie i pomysłowo. A do tego warto zwrócić uwagę na Kristen Stewart. MŁoda, utalentowana dziewczyna, widziałem ją w Ucieczce w milczenie - kiedyś w Polsacie, dostała dośc złożoną postać do zagrania i wybrnęła z tego, melancholia jaką odgrywała była aż niepokojąco sugestywna.

                Inne propozycje ? :)
                • barbasia1 "Tulipany", "Kocham kino" i inne 10.11.09, 15:20
                  Gdybym była aktorką chciałaby i lubiłabym grać u Borcucha. :)

                  A właśnie miałam napisać, że "Kocham Kino" dziś we wtorek o 19.30,
                  jak to drzewiej bywało! :)

                  Widziałam kiedyś ten film - Foster z córką dzieckiem, ukrywa się
                  przed zbirami w jakimś ekskluzywnym!? bunkrze, schronie ...
                  Niełzy film.


                  > Inne propozycje ? :)

                  to stałe pozycje -
                  Wojewódzki (ale nie wiem, kto u niego dziś), no i Cali.
                  • grek.grek Re: "Tulipany", "Kocham kino" i inne 10.11.09, 15:34
                    Na Moody'ego się piszę kosztem wszystkiego, hehe.

                    U Wojewódzkiego niejaka Wyszkoni, więc popatrzę, bo się ona podoba mi niezmiernie, a jako Marchewa, to już w ogóle - niekoniecznie słuchając dokładnie, bo czego tam słuchać... ;)
                    • barbasia1 Re: "Tulipany", "Kocham kino" i inne 10.11.09, 15:45
                      A ja tradycyjnie zaliczę Moodego nocą tylko raz.

                      Zawsze uważałam Wyszkoni za wyjątkowo mało urodziwą (i mało ciekawą
                      osobę, tak się przynajmniej w mediach prezetnowła). Co w niej jest
                      do podobania? Jest w Twoim typie?
                      /Tak, tak oczywiście uroda, rzecz gustu, trudno czasem wyjaśnić,
                      dlaczego jedna osoba się komuś podoba a inna nie./
                      • grek.grek Re: "Tulipany", "Kocham kino" i inne 11.11.09, 12:51
                        Bahhhdzo mi się podoba :) Nie wiem czemu, jak zawsze zresztą.

                        Powiem Ci, że pierwszy odcinek wczorajszy był jednym z lepszych, o ile nie najlepszym, w tej serii. A ta nauczycielka, co ją Moody wyhaczył - pierwszą zdobyczą jego, co i ja bym ją chętnie zdobył. Taka uroda z charakterem, z piętnem. Wcześniejsze, wszystkie, zbyt oczywiste były, zbyt "modelkowate".

                        W drugim odcinku - zona łysego miała wyjechać do matki. Łysy został z tą młodą, co jest jej agentem i oczywiście wylądowali w łózku. Łysemu się spodobało, bo dziewczyna jest w te klocki sprawna i męski orgazm spowalniać potrafi, a łysy zawsze miał z tym problem, i dopiero przy niej
                        mu minęło. W najlepszym momencie dzwoni telefon i odzywa się matka jego zony, że się córka nie odzywa, i że to nieładnie. Czyli jego stara gdzieś się zawieruszyła. Zapewne koksuje gdzieś i w następnym odcinku łysy będzie jej szukał.

                        Moody odwiedził tę była Ashby'ego - Jones. Niewiele od niej wyciągnął informacji, poza tym, ze zostawiła go, bo nie umiała się dzielić nim
                        z muzyką, którą Ashby kochał równie mocno, jak ją.
                        A potem Moody został wciągnięty przez nią do basenu. Dla zabawy. Tyle,że za moment zjawił się mąż tej panny, co Moody'ego wyprosił sprzed domu, kiedy Hank pierwszy raz przyjechał do jego żony.
                        Więc ukrywa się Hank w czymś w rodzaju budynku gospodarczego, koło basenu, gdzie spotyka latynoską służącą Jonesów. I zaczyna z nią nawijać po hiszpańsku, potem się okazuje, że ona umie po angielsku, jeszcze póxniej, że miała romans z męzem Jonesowej i on ją za to chce wylać z roboty, a najpóźniej, ze Hankiem też nie pogardzi. A już w ogole później palą jakieś zioło i oczywiście fikołkują. A moze nie, nie było to do końca określone. W każdym razie zaczynają. I tutaj Karen dzwoni do MOody'ego (właśnie się dowiedziała, ze Ashby sypia z Mią). I mówi mu o tym wzburzona przez telefon "Ashby sypia z Mią !", na co Moody (z Latynoską na kolanach, dośc solidnie przez nią molestowany) odpowiada piskliwie "Ooooo..." - też dobry moment.
                        POtem natknie się na męża JOnes i zagrozi mu, że jak wyleje służącą, to mu zrobi koło d,py. A do odpowadzającej go do bramy eks Ashby'ego powiada : "może spotkamy się i zrobimy wywiad, bez zanurzeń w basenie i hiszpańskiej pokojówce ?" :)) Na co ona do niego, że teraz to się z nią będzie musiał umówić na randkę. Więc Moody ma niezłe perspektywy.

                        Karen robi Ashby'emu zadymę za to, ze on z tą całą Mią, po czym zaczepia się o coś i spada ze schodów. Ashby ją opatruje i do całowania się zabiera - "myślałem, ze mam zielone światło", hehe. Oczywiście, Karen musi uciec.

                        Dwa teksty.
                        Córka MOod'yego do Karen, która odebrała ją ze szkoły, bo Moody utknął u tych Jonesów "A gdzie jest ojcopodobny ?".

                        I niezwodny łysy.
                        Siedzi on, ta jego gwiazda młodociana i babka od marketingu. Obgadują kontrakt dla młodocianej na bycie na okładkach wibratorów męskich. I ta od marketingu mówi jej, ze powinna zrobić sobie operację biustu, znaczy się - powiększyć go. Na co łysy " przepraszam bardzo, nie znam się na tym, ale jestem doświadczonym onanistą i masturbowałem się nawet pod mniejsze biusty, co z nią jest nie tak ?" :)) DOświadczony ;)

                        A na koniec ta cała Karen wspomina Moody'emu o tym, ze "całowała się" z Ashbym, co Hanka wyraźnie nie cieszy.




                        • barbasia1 Cali 2/7 i 2/8 11.11.09, 13:30
                          grek.grek napisał:

                          :)
                          Dlaczego tu wkleiłeś post o Cali? Nie zuważyłes mojego
                          wcześniejszego! postu czy nie było go widać / ja tez raz widzę te
                          posty powyzej sześcsetki a raz nie ?

                          Tak, tym razem pierwszy odcinek (czyli 7 :) był niezły, choć ostro
                          było u nauczycielki, jak Hank snanął goły i ... przed jej synem ! :)


                          "A gdzie jest ojcopodobny ?".
                          :)))

                          Ashby ten tez niezly figlarz.
      • grek.grek Re: Dziś późnym wieczorem "Tulipany" 09.11.09, 12:30
        P.S : Skończyłem Infiltrację i czekając na Twoje uwagi, napiszę swoje trzy grosze... n

        Nie wiem, może mam jakiś przesyt, czy coś (chociaż nie sądzę), ale nie zrobił na mnie ten film większego wrażenia - akcja galopująca, niby jak należy, pogmatwanie odpowiednie, portret środowiska mafijnego - jak to u Scorseese - barwny, aczkolwiek pozbawiony tych szczególnych walorów, co w największych jego dziełach, w zakończeniu pada jeden trup za drugim, czego nigdy nie lubiłem, a teraz tym bardziej - efekt domina może i jest efektowny, ale ja tego nie kupowałem, nie kupuję i chyba nigdy nie kupię.
        Nicholson zagrał to, co widziałem wiele razy. Był oczywiście bardzo dobry, ale wg mnie to taka rola, jak dla Ala Pacino rola w "Adwokacie diabła" - nie z cyklu tych najwybitniejszych w karierze, raczej drugorzędna, aczkolwiek w pełni oddająca kunszt aktorski i klasę wybitną.
        Di Caprio spala się, zeby odejść od wizerunku chłopca z Titanika, ale tak jak w Diamencie, tak tutaj - coś mi zgrzyta w tym metamorfozie. Być mozę po prostu jest za wcześnie, zeby go ocenić. Wygląda inaczej, w znaczeniu - klatę se wyrobił, ale próby poruszania się w stylu męskim - mało przekonujące, chłopięca mimika, głos - też nie takie, jakby on sam chyba sobie wymarzył, ta szorstkość - też jakaś nie do konca trafiająca, łącznie bycia hardkorowym typem z dojrzałym romansowaniem - w ogóle do mnie nie przemawiają, może dlatego, ze w tym brak lekkości i naturalności, jest to kreowane, grane, co, paradoksalnie, nie jest fajne i pożądane. Na mój gust, Leo potrzebuje jednej roli, która go ustawi w tym nowym wizerunku, utrwali jego nowy styl, jego dojrzałość potwierdzi.Nie wiem, moze powinien zagrać 150 kg grubasa, może jakiegoś okularnika chorego na aids, nie wiem... kogoś, kto go mu da motywację do cięzkiej pracy, dzięki komu stanie się kimś innym niż jest, rolę w której będzie musiał sprzedać nowe środki aktorskiej ekspresji. I potrzebuje reżysera, co go należycie poprowadzi. Na razie jest zawieszony między dwoma światami ;)

        Matta Damona nie lubię, zawsze jest taki sam w tym co robi, american boy. Widzę Matt Damon i już wiem, co zobaczę. Nie zaskakuje.

        Scoreese dostał za to Oskara, ale jest tajemnicą poliszynela, że dano mu go głównie za to za całokształt, po tym jak iks razy pominięto jego wybitne filmy. Akademicy się zebrali, ktoś rzucił, że Martin nam zaraz może walnąc w kalendarz, bo pali za dużo, czy chla, albo przestał dbać o kondycję i żeby się kompletnie nie wygłupić i nie zostawić takiego twórcy bez Oskara za życia, to wypada mu go dać już i teraz, bo następnej okazji może nie być. No i się stało.

        Nie dorównała ta wersja oryginałowi - klimatem i nastrojem. Przynajmniej ja tego nie odczułem, a oglądałem oba. Wersja Scoreese nie zostanie mi w pamięci zbyt długo, atmosferę oryginału będę gdzieś tam przechowywał pewnie zawsze.
        • barbasia1 Infiltracja. Infiltracja. Infiltracja. Infiltracja 13.11.09, 15:15
          /ale się wyczekałeś na moje uwagi! Wybacz! :)/

          Nie widziałam pierwowzoru „Infiltracji”, więc nie będę porównywać
          obu filmów i skupię się na tym tylko na filmie Scorsese i chyba tak
          bedie najlepiej. /bo sam Scorsese podkreślał -”Infiltracja to nie
          przeróbka tego [Internal Affairs ] filmu" - "Internal Affairs było
          inspiracją dla naszego filmu, dzięki szczególnemu rodzajowi
          historii, którą opowiada, ale świat, który William Monahan stworzył
          na potrzeby Infiltracji, jest zupełnie inny”

          „Infiltracja” to całkiem przyzwoity film sensacyjny, jest, jak
          napisałeś „pogmatwanie odpowiednie”, „akcja galopująca”, więc dobrze
          się go ogląda, film wciąga, nie nudzi, ale nieststy ten film ma
          błysku, nie ma tego czegoś, co wyniosłoby go ponad przeciętność,
          wyróżniłoby spośród wielu innych filmów sensacyjnych /o tematyce
          mafijnej/ (pomijam znakomitą obsadę oraz motyw dwóch „wtyczek” –
          policjanta w mafii i człowieka mafii w policji – już nie taki
          oryginalny, bo ten był w Internal Affairs, czyli w pierwowzorze).
          Co gorsza w filmie jest trochę usterek np. niedokończony wątek! –
          coś, co jest rzadko spotykane w dobrych amerykańskich filmach - nam
          na myśli wątek z kopertą zawierającą jakieś ważne dokumenty, którą
          Costigan /Leo/ wręcza pani psycholog/psychiatrze informując ją
          jednocześnie, że kopertę ma otworzyć dopiero wtedy, kiedy jemu coś
          się stanie; później o tej kopercie słuch zaginął!?; Równie dobrze
          tego wątku mogłoby nie być.).

          Poza tym autorowi genialnych „Chłopców z freajny”, mam wrażenie,
          nie udało się stworzyć interesującego, intrygującego potretu potretu
          świata przestępczego XXI wieku, potretu bostońskiego mafii, której
          członkowie pochodzą, dla odmiany, ze środowiska irlandzkich
          emigrantów (ale czy po takiej ilości filmów można jeszcze powiedzieć
          coś nowego o mafii, oto jest pytanie!?).
          Skupiać uwage i intrygować miała tu pewnie przed wszystkim postać
          bossa - Franka Costello (by the way - to imię i nazwisko
          autentycznego mafioza amerykańskiego, pochodzenie włoskiego),
          którego grał nieźle, w swoim starym styu (patrz Jocker) Nicholson.
          Przyznam, że irytowała mnie jego postać, owszem efektowna, bardzo
          filmowa i ... nieprawdziwa. Costello, boss mafii bostonskiej
          Nickolsona to brutalny (starzejacy się – postarzał się niestety
          Nicholson) ) szaleniec z larakjacy zakrwawionymi rękawami koszuli,
          nieobliczalny, szarżujący. nieliczący się z konsekwencjami (a gdzie
          rozsądek starego bossa), niesłuchający dobrych rad swej wtyczki w
          policji (tylko dlatego, że jest informatorem FBI i czuje się w
          zwiazku z tym pewnie?; przeciez na chłopski i babski rozum FBI nie
          pomoże, jeśli popełni ewidentne przestepstwo;
          poza tym jak to możliwe, żeby tak groźny i tak ważny mafiozo był
          wtyczką FBI, az atempod ochroną, na kogo własciwie miał donosić? na
          tych z którymi robił interesy? bo przecież nie na swoich
          wspótowarzyszy, pionków?) .

          Nie udało się, myślę, stworzyć ciekawego portretu psychologicznego
          policjanata działajacego jako wtyczka w mafii, jego lęków, strachów,
          psychoz, choć Leo się starał (mam wrażenie, że był tu lepszy, grał
          lepiej , niż w filmie „Krwawy diament”)
          Zgadzam się, ze wszystkim co napisałeś o Leo/ nie udało mu się
          jeszcze odejść cąłkowice od chłopiecego empli, musi poczekać na
          dobra rolę i świetnego reżysera. A ja już jesteśmy przy Costiganie
          to jeszcze na koniec powiem, ze nie przekonał mnie kompletnie wątek
          romansu z panią psychiatrą związanej prtwatnie z policjantem
          Sulliwanem (Matt mdły, też mnie nie zachwycił), jej nagły wielki
          przypływ uczuć do swego pacjenta Costigana.

          Problem skorumpowania policji też jakoś chyba nie został szczególnie
          wnikliwie pokaznay / a może raz jeszcze powinnam obejrzeć cały film/.
          itd.

          Ufff to chyba tyle najistotniejszych uwag w skrócie ! :))
          • grek.grek Re: Infiltracja. Infiltracja. Infiltracja. Infilt 14.11.09, 14:05
            Zapoznałem się :)

            Właściwie nic dodać nic ująć.
            Brakło mi właśnie głębszego potraktowania postaci Costello - jest kablem, ale na kogo kabluje i dlaczego nikt do tej pory nie powziął
            jakichkolwiek podejrze, bo tak wpływowy kapuś pewnie już niejedną
            dużą akcję musiał naraić FBI i policji. Nicholson odgrywa bardzo dobrze, to co ma do odegrania, ale scenariusz kreśli portret dość powierzchowny, jedyne zaskoczenie jest na końcu, kiedy okazuje się, zę Costello najbardziej ufał właśnie policyjnemu kablowi.
            To samo z innymi postaciami, jak zauważyłaś - nie ma wejścia pod skórę.

            Mafia irlandzka, faktycznie, tak sobie opowiedziana, ale wiadomo, że Scorseese wychował się wśród makaroniarzy ;) Tutaj chciał za bardzo się skupił na samej grze operacyjnej jaką prowadzą dwie wtyki, żeby jakoś misternie szkicować obraz środowiska. Oddziaływanie pierwowzoru ? MOże, chyba, trudno powiedzieć ;)

            Kurna, znów muszę przytaknąć tylko i wyłącznie ;) - wątek romansowy (wątki romansowe) też mnie nie przekonał.

            W zasadzie, to ja nie wiem, za co ten Oskar był dla "najlepszego filmu".
            Za napięcia trochę, za generalnie dobry montaż (trafiłem, bo istotnie za to m.in zdobył go), za wyjątkowe nagromadzenie dużych nazwisk hollywodzkich na planie, za budżet (jak się spodziewam - spory) ? Bo ze dla reżysera za to, że wcześniej go ignorowano bez przerwy i wreszcie kapnięto się,że jeden z wybitniejszych reżyseiro mocno się w latach posunął, zrobił kilka wielkich filmów, a Oskara mu nigdy nie dno, a więc dać trzeba teraz, póki jeszcze chodzi i żyje - to nie ma chyba wątpliwości ;)






            • barbasia1 Re: Infiltracja. Infiltracja. Infiltracja. Infilt 14.11.09, 15:00
              To bardzo mi miło! Przepraszam za literówki i błędy
              i liczne skróty myślowe, których wyjątkowo dużo w mym tekście.

              >Nicholson odgrywa bardzo dobrze, to co ma do odegrania, ale
              scenariusz kreśli portret dość powierzchowny,

              Tak, dokładnie tak jest!

              >jedyne zaskoczenie jest na końcu, kiedy okazuje się, zę Costello
              najbardziej ufał właśnie policyjnemu kablowi.

              No właśnie i to też mnie bardzo zdziwiło, że nagle stracił zaufanie
              do swojego człowieka, i to człowieka, ktorego wychował!? Costigan
              taki wspaniały i uczciwy, że sam boss mafii woli jemu zaufać.
              Filmowa sztuczka!?

              > Mafia irlandzka, faktycznie, tak sobie opowiedziana, ale wiadomo,
              że Scorseese wychował się wśród makaroniarzy ;) Tutaj chciał za
              bardzo się skupił na samej grze operacyjnej jaką prowadzą dwie
              wtyki, żeby jakoś misternie szkicować obraz > środowiska.

              Tak oczywiscie - na pierwszym planie gry operacyjne wtyczek, ale tez
              w zapowiedziach filmowych, w gazecie, na stronach internetowych w
              programach TV, też w opisach filmu na stronach filmowych, co póxniej
              przeczytałam, bardzo podkreślano fakt iż, rzecz dzieje się w
              Bostonie w środowisku irlandzkiej mafii, że "film zajmuje się
              irlandzkim światkiem przestępczym" (ale tez oczywiscie chodzi tu o
              szersze ujęcie tematu - przestępczości w ogóle oraz korupcji
              policji ...) itp., Tak więc oczekiwałam, jakieś pogłębionej
              chrakterystyki, wnikliwszego spojrzenia na mafię bostońską, tym
              bardziej, że rezyserem filmu był autor genialnego porteru mafii
              włoskiej.

              A z Oscarem dla tego filmu, dla Scorsese na pewno tak było jak
              piszesz tu i wcześniej!
              • grek.grek Re: Infiltracja. Infiltracja. Infiltracja. Infilt 14.11.09, 15:33
                Otóż to właśnie.

                A do tego, konstrukcja scenariusza nie daje wielu możliwości, jakby ogranicza film od samego początku - bo jakby był jeden kabel, to można by wpuścić taki wątek, że on się zaczyna wymykać temu, dla którego ma pracować, np. Costigan poznaje lepiej Costello, który okazuje się być gościem naprawdę orajt, aczkolwiek przy okazji przestępcą przez duże P, rozwija się głębiej jego romans z babką z policji i jest w sumie na trzy części rozdarty, w tym jedną podwójną : między lojalnośc - wobec policji, sympatię i niemal uczucie synowskie oraz pewną odrazę wobec jego przestępczej działalności - wobec Costello i miłość do dziewczyny, która ma go za uczciwego glinę.

                U Scorseese nie ma szans na komplikacje psychologiczne, bo agentów jest dwóch i nie mogą się nagle obaj "odwrócić", ani jeden, bo wtedy akcja traci sens. Więc musiał postawić na to na co postawił, na grę operacyjną przy jednoczesnej jednoznaczności postaci, i cóż... wyszło sprawnie, szybko na poziomie sensacji, a mało ciekawie w warstwach wszelkich innych.

                • barbasia1 Re: Infiltracja. Infiltracja. Infiltracja. Infilt 14.11.09, 15:47
                  > Costigan [...] na trzy części rozdarty, w tym jedną podwójną :

                  Grek, to absolutnie znakomity pomysł! :)

                  musiał postawić na to na co postawił, na grę operacyjną przy
                  jednoczesnej jedn
                  > oznaczności postaci, i cóż... wyszło sprawnie, szybko na poziomie
                  sensacji, a m
                  > ało ciekawie w warstwach wszelkich innych.

                  To prawda!

                  • pepsic Re: Infiltracja. Infiltracja. Infiltracja. Infilt 17.11.09, 19:57
                    To mają być superagenci największego mocarstwa na świecie? (ocena subiektywna
                    z racji obejrzenia jedynie końcowej jatki
                    ).
    • barbasia1 "Thelma i Louse" film 10.11.09, 15:26
      "Thelma i Louse" - z oryginalną ścieżką dźwiękową

      cz.1
      www.youtube.com/watch?v=pL7uRHYl0pA&translated=1
      cz.2
      www.youtube.com/watch?v=K-DrRHP42aU&feature=related
      cz.3
      www.youtube.com/watch?v=paR9QtAwV8c&feature=related
      Pozostałe części na pasku obok na stronie youtube!


    • barbasia1 Cali 2/7 11.11.09, 12:27
      Teraz z kolei ja jestem zdziwiona postawą Karen i nie bardzo ją
      rozumiem. Karen z jednej strony tęsknie spogląda(ła) na rodzinną
      fotografię z Hankiem, a z drugiej nic nie robi, żeby zmienić obecny
      stan rzeczy, na dodatek jeszcze zdaje się akceptować!? czy też może
      raczej traktować z wyrozumiałością!? kolejne podboje Hanka.
      Rozmawia z Hankiem o jego kochankach (o matce chłopaka Becki) tak
      spokojnie, jakby jej to w ogóle nie ruszało!?


      Becca, córka Hanka i Karen to jedyna dojrzała osoba w tym
      towarzystwie...

      :)
    • barbasia1 Dziś Kabaretowa Noc Listopadowa Gdynia 2009 11.11.09, 12:34
      w TVP2 o 20.40 - 22.45!

      Wystąpią m.in.: Kabaret Moralnego Niepokoju [!], kabaret Hrabi [!],
      Grupa MoCarta, Mariusz Lubomski, Tomasz Kot, Kinga Preis, Mariusz
      Kiljan, Formacja Chłopięca Legitymacje [?].
      www.telemagazyn.pl/program/3500199397.html

      • grek.grek Re: Dziś Kabaretowa Noc Listopadowa Gdynia 2009 12.11.09, 12:26
        Ca. 30 minut udanych rzeczy (Kiljanowa piosenka, Lubomskiego druga piosenka, KMN z Drzwiami i Send this money..., Hrabi i chwilami
        Montownia, może jeszcze monolog Kiljana wzięty z Dnia świra i Jesienna deprecha aut. Tymona odśpiewana i odegrana przez jakiś-nowy-kabaret-którego-nazwy-nie-pamiętam) na 3 godziny... bywało gorzej ;)
        • barbasia1 Re: Dziś Kabaretowa Noc Listopadowa Gdynia 2009 12.11.09, 14:17
          grek.grek napisał:

          Dokładnie to samo mi się podbało! :)
          (+ jeszcze to/ ci, których tak nie lubisz :))

          A "Jesienną deprechę" Tymona odśpiewała oryginalnie Formacja
          Chłopięca Legitymacje ("zespół instrumentalno-wokalny powstały we
          Wrocławiu w 2003 roku" - za wiki podaję), z całego składu tylko
          Konrada Imielę tam rozpoznałam.

          Jednym słowem wczorajsza Kabartowa Noc bardzo udana! :)
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 12.11.09, 13:52
      No to Kill Bill vol 2 na dziś. Z tego co pamiętam, a coś tam niby pamiętam - dwójka jakoś podobała mi się bardziej niż jedynka, a może
      po prostu jedynki nie doceniłem, co teraz mi się zaczyna jawić jako
      nawet nie przypuszczenie, a fakt.

      Wczoraj był "Gniew" i "Lokis. Rękopis prof. Wittembacha" - zgrałem obydwa, nagryzmolę coś, kiedy obejrzę, co by zachęcić albo odpędzić ;)
      • barbasia1 Tak, dziś Kill Bill vol.2 Polsat 21.00 12.11.09, 14:43
        grek.grek napisał:

        Tak, obowiązkowo dziś "Kill Bill". :)
        Może po prostu druga część jest jeszcze lepsza!? Jak czytałam, jest
        ona mroczniejsza, dowcipniejsza, niż częśc pierwsza; jest więcej
        zaskakujących zwrotów akcji, no i dialogów!?


        To świetnie, że nagrałeś te filmy! :))
        A czy można prosić w pierwszej kolejności o "Lokis. Rękopis prof.
        Wittembacha" (1970; reż J. Majewski), bardzo krótki acz
        intrygujacy opis tego filmu czytałam w moim dodatku TV.
        To podobno to jeden z nielicznych udanych polskich horrorów z
        autentyczną atmosferą grozy i frapująca tajemnicą.,
        Rzecz dzieje się na dworze hrabiowskim na Litwie, do którego trafia
        jakiś etnograf ...!
        • grek.grek Re: Tak, dziś Kill Bill vol.2 Polsat 21.00 13.11.09, 12:28
          Jasne, LOkis przodem ;) Będzie jutro.

          Jak Ci się podobał drugi Kill Bill ? (nie oglądałem jeszcze, mam na taśmie, na razie ciekawem Twojej opinii i wrażeń).
          • barbasia1 Re: Tak, dziś Kill Bill vol.2 Polsat 21.00 13.11.09, 12:41
            Za pozytwne rozpatrzenie mej prośby pięknie dziekuję! :)

            Podobała mi się druga część, choć chyba jednak nie tak bardzo, jak
            cześć pierwsza, ale o tym za chwil kilka, bo jeszcze musze3 nadrobić
            zaległości, czyli dokończyć post o "Infiltacji"... :)
            • grek.grek Re: Tak, dziś Kill Bill vol.2 Polsat 21.00 14.11.09, 12:02
              Więc o "LOkisie" słów kilka.

              Cała akcja się zaczyna w pociągu jadącym na Litwę i Żmudź, którym podróżuje niejaki Wittembach, profesor i pastor ewangelicki zarazem; podróżnik, naukowiec.
              Ma tam przeprowdzać jakieś badania, antropologoczne, dot. literatury, obyczajów, cholera do końca wie jakie, każde po trosze. Jakieś, w każdym razie.
              W pociągu dostaje zaproszenie na kielicha od księznej z sąsiedniego przedziału, co jedzie na chawirę razem z krewnymi - Julią Dowgiałło i jej guwernantką z Anglii. Gadka szmatka, kurtuazja i salonowe maniery i na sam koniec pastora zapraszają także do ich posiadłości niedaleko Wilna.

              I pastor tam przyjeżdza. Z tym, że się kwateruje niedaleko Dowgiałłów, u Szemiotów. Gustowny dworek, z pałacem; mieszka tam młody hrabia Michał, jego kopnięta matka, trzymana w osobnym skrzydle budynku, i doktor, co tę matkę leczyć próbuje. Plus liczna służba.

              Pastor właśnie z ust doktora poznaje niezwykłą historię sprzed lat - hrabina-matka Michała, któregoś dnia, podczas polowania, została porwana przez niedźwiedzia; misiek został zastrzelony przez służbę, a sama kobieta popadła w obłęd, a co ciekawe odkryto za chwilę,że jest w ciązy. Po 9 miesiącach, przepisowo, urodziła syna, Michała, i w szale niemal go zabiła własnymi rękami. Od tej pory jest trzymana pod kluczem i izolowana od świata. Pastor słyszy co jakiś czas jej krzyki, jest świadkiem awantury, kiedy hrabina krzycząc "zabijcie go !" wyrzuca z balkonu jakieś cenne skrzypce. Doktor leczy ją m.in hydroterapią, poprze zanurzenie w wodzie, co akurat niespecjalnie pastora przekonuje. W ogóle nie przekonuje go gadatliwy, rubaszny (kiedy wybierają się łódką na wycieczkę po ssiednim jeziorze doktor z przyjemnością podgląda zza szuwarów kąpiące się na golasa panny; pastor, mimo że go upomina "tak nie wypada", też jakoś wzroku nie odwraca :)} )doktor, ale jest on jednocześnie cenny źródłem informacji. W ogóle rozmowy toczą się i o poezji (z hrabią) i o obyczajach, i o róznych rzeczach - zawsze w dobrym tonie.

              Profesor spędza czas na graniu w karty, bilarda, rozmowach, spacerach, polowaniach, salonowych wizytach i cały czas obserwuje młodego hrabiego, z iście naukowym zacięciem - facet jest wykształcony, recytuje wiersze, jest kulturalny, świetnie obyty, przyjemny w rozmowie, pełen najlepszych chęci (udostępnia mu bogatą bibliotekę swojego ojca, pełną książek, których prózno szukać w innych zbiorach), ale zachowuje się momentami bardzo nietuzinkowo : łazi nocami po drzewach, łapie i gromadzi zwierzęta (padre jest świadkiem, gdy hrabia zastawia pułapę na jastrzebia i osobiście go łapie, a potem każde odnieść "tam gdzie zwykle" lojajowi; oprócz tego ma znaczną kolekcję zwierząt wypchanych i szieletów.

              Sam hrabia opowiada, że zwierzęta się cięzko do niego przekonują, niepokoi je swoją obecnością; pytany o hrabiego doktor powiada, że istotnie coś nie gra : często się zamyka na wiele dni, nocami włóczy nie wiadomo gdzie, czyta dziwne ksiązki i tak naprawdę... baby mu trzeba, panie, ot co - tak to kwituje doktor.
              Któregoś dnia zastają hrabiego stojącego na szczycie starej wieży zamkowej, zupełnie jakby chciał stamtąd skoczyć w dół. Kiedy docierają na miejsce hrabia wydaje się zupełnie niezainteresowany samobójstwem, za to z werwą rozprawia o dualizmie natury ludzkiej, która z jednej strony każe chronić życie za wszelką ceną, a z drugiej kusi, żeby jednak zrobić ten krok w przód i polecieć głową w dół.

              Oprócz dziwnych obyczajów hrabiego profesor stwierdza, ze coś go łączy z młodą Julią, którą poznał w pociągu. Hrabia mówi o niej róznie, głównie zżyma się na jej chłód emocjonalny, lecz wyraźnie tonem skargi pewnej, kiedy razem z profesorem sładają wizytę w dworku Dowgiałłów hrabia najpierw tańczy z Julią "taniec rusałki" zakończony pocałunkiem i widać, że zdecydowanie nie jest mu ona obojętna; podczas przyjęcia w którym uczestniczą obaj hrabia z zazdrością obserwuje tancory Julii z zaproszonymi gośćmi, zwłascza z jakimś młodym porucznikiem, a później dopytuje się o zdanie profesora w kwestii : czy Julii mógł się ten porucznik naprawdę sposobać.

              Podczas wyprawy z hrabią na polowanie profesor jest świadkiem niecodziennej sceny : pojawia się jakaś miejscowa wiedźma, znachorka, czy to czarownica, w klasycznym emploi, i najpierw wieszczy hrabiemu, że Julia nie jest dla niego, a potem, kiedy oglądają stado osobników ginącego gatunku żubrów litewskich, wróży hrabiemu, że to on będzie królem puszczy, bo ma kły i pazury. Hrabia wyraźnie wyprowadzony z równowagi każe jej spie.przać, a potem próbuje strzelać do baby odchodzącej - pastor podbija mu rękę i kula trafia w drzewo odłupując gałąź, która ląduje w rzadkim bajorze, po którym właśnie ... przeszła baba. Taki chwyt horrorowy, bo po wodzie to chodzić raczej nikt nie próbował od jakiegoś czasu, z powodzeniem ;)

              I wreszcie pastor, po przestudiowaniu ksiąg i zebraniu materiałów, wyjeżdza z posiadłości.Zatrzymuje się w sąsiedniej wsi, gdzie bierze udział w obrządkach wiejskich, spisując z nich nich notatki (tutaj dowiaduje się, ze Lokis to niedźwiedź, postać występująca w podaniach ludowych, zwykle w niezbyt pochlebnym znaczeniu). Tutaj dopada go posłaniec od hrabiego. Wychodzi, że hrabia się żeni z Julią i ma zyczenie, żeby pastor udzielił im ślubu. Więc pastor wraca, slub się odbywa, a potem jest przyjęcie. Uroczystośc zakłócają trzy wydarzenia : najpierw matka hrabiego drze się z wieży "zabijcie tego zwierza !", potem hrabia wspaniałomyślnie wypuszcza zgromadzone przez siebie zwierzęta i... babę-wiedźmę, która na odchodnym mówi to samo, co hrabina z okna, a podczas kolacji, gdy Julia dostaje w prezencie maskotkę kiwającego się misia, i jest nią zachwycona, rzuca miśkiem o podłoge, psuje go, co doprowadza Julię do łez.
              Wieczorem pastor z doktorem grają w karty, a tu z okna nad nimi coś leci i pierdut o ziemię. No nic, idą spać. Rano się okazuje, że nie można wejśc do pokoju młodej pary, a na wezwania nikt nie odpowiada. Trzeba wyważyć drzwi. W środku leży Julia ledwie żywa z poharatanym gardłem, a okno jest otwarte. Hrabiego brak, tylko pod oknem widać wielkie ślady łap... Udaje się uratować dziewczynę, ale okoliczności zającia pozostają niewyjaśnione.

              Pastor wyjeżdza razem z doktorem. Doktor go uspokaja, że hrabia pewnie pogryzł Julię w "miłosnym szale", a teraz się gdzieś zaszył, by wrócić za tydzień w normalnej dobrej formie. Pastor wyrzuca doktorowi, ze nie pomógł hrabiemu i traktował jego chorobę z przymrużeniem oka. Doktor się odcina, że owszem, robił sobie jaja z całej historii, ale on nie jest jakimś pobożnisiem; dlaczegóż to zacny pastor nic nie zrobił, tylko się przyglądał, jak się hrabia pogrąża ?

              Siedząc już w przedziale pastor widzi grupę myśliwych, czy żołnierzy, a obok nich martwego, zastrzelonego miśka i kilka zająców. I hrabia odmawia krótką modlitwę za spokój ducha hrabiego.

              I koniec :)
              • grek.grek Re: Tak, dziś Kill Bill vol.2 Polsat 21.00 14.11.09, 12:19
                Uwag kilka.

                Po primo, jest to horror, ale bardzo lajtowy, bez efektów niepotrzbnych, raczej z cyklu opowieści niesamowitych. Kto szuka jakichś popisów, to się zawiedzie.
                Więcej jest pytań o schizofrenicznośc ludzkiej natury niż chęci by straszyć, co by widz bał się z pokoju do pokoju przejśc. Hrabia jest bardziej postacią romantyczną niż jakimś przaśnym typem, co się zmienia w ryczącego potwora i napiera w chaosie. Nic z tych rzeczy.
                Tutaj jest klasa, jest dystynkcja, nastrojowa narracja, a jednocześnie interesujący klimat.

                Po drugo, rzecz się dzieje w pieknych wnętrzach pałacowo-dworkowych, w okolicznościach uroczej przyrody - bo dworek ma wielki park, jest jezioro, przestrzeń pełna zieleni, drzew, las, gaiki i inne pierdzielniki. W sumie - estetyka najwyższej próby. Kostiumy do tego. Koniec XIX wieku w najlepszym wydaniu.

                Nie ma tempa, akcja dzieje się w umiarkowanym tempie, ujęcia są dłuższe, kamera nie skacze jak stuknięta - najlepsza polska szkoła filmowania.

                Aktorzy grają tak, jak dzisiaj się już nie gra. Z wielkim wyczuciem i subtelnością. A Małgorzata Braunek ad. 1970 urodą niszczy i wdeptuje w ziemię wszystkie współczesne polskie aktorki. Tutaj jej postać jest inna niż Izabela - w Julii więcej jest seksapilu, zwłaszcza w scenie w pociągu : jak ona mówi te swoje kwestie, jak spoziera przy tym... ech :)
                Lutkiewicz, jako doktor - klasa sama w sobie : dużo energii, a jednocześnie dobrze zbudowany cynizm podskórny. Fetting, jako profesor-pastor odpowiednio sztywniacki, ale zarazem jakby mimowolnie zdradzający emocje wynikające z tego, co widzi dookoła siebie; Józef Duriasz, jako hrabia, nieustannie melancholijny, z raz czujnym, a raz mdłym spojrzeniem, z krótkimi momentami wzburzenia czy podniecenia (kiedy recytuje wiersz o ptakach "rozdrapujących ciało od kości", kiedy po kolejnych odpałach matki na koniu wyjeżdza z dworku, kiedy na wysokiej wieży mówi o dwoistości natury człowieka) dobrze oddający wewnętrzny konflikt - człowieka oczytanego, rozumnego, wysmakowanego, a jednocześnie miotanego żądzami, instynktem.

                Generalnie - jak będzie raz jeszcze w programie, to polecam. 1970 rok, to był... dobry rok ;)
                • barbasia1 Lokis. Rękopis prof. Wittembacha 14.11.09, 13:23
                  Tę odminę horrorów - lajtowe, ktore nie straszą bardzo, które raczej
                  budzą zaciekawienie, intrygują zagadka tajemnicą b. lubię
                  oglądać. :)
                  A jeśli jeszcze dodatkowo stawiają pytania pytania o naturę ludzką
                  to są już naprawdę niezłe filmy!

                  Tak, Braunek była piękną kobietą była,
                  cóż niestety uroda przemija,
                  na szczęście pozostaje talent.


                  O filmach z rocznika 1970 pamiętać będziemy.

                  Dzięki! :)


                  • grek.grek Re: Lokis. Rękopis prof. Wittembacha 14.11.09, 14:06
                    Czy ja wiem... Braunek ciągle jest piękna - dojrzalej i inaczej, z racji nieubłaganej metryki, niż 40 lat temu, ale fakt faktem :)
                    • barbasia1 Re: Lokis. Rękopis prof. Wittembacha 14.11.09, 14:13
                      grek.grek napisał:

                      > Czy ja wiem... Braunek ciągle jest piękna - dojrzalej i inaczej

                      !
                      Właściwie to masz rację!
                      Tak, jest piękna inaczej dojrzalej!



                      A Ty bardzo pięknie teraz powiedziałeś o Braunek... :)


                      • grek.grek Re: Lokis. Rękopis prof. Wittembacha 14.11.09, 15:34
                        Oj tam... ja tylko fakt stwierdziłem :).
                        • barbasia1 Re: Lokis. Rękopis prof. Wittembacha 14.11.09, 16:05
                          grek.grek napisał:

                          > Oj tam... ja tylko fakt stwierdziłem :).

                          :)
                • barbasia1 Re: Tak, dziś Kill Bill vol.2 Polsat 21.00 14.11.09, 14:07
                  Część druga "Kill Billa" o wiele mniej dynamiczna, bardziej
                  rozwlekła i chyba mniej efektowna w porównaniu z częścią pierwszą
                  (na pewno są tu znacznie mniej efektowne pastisze kina kung-fu lat
                  70 i tych najnowszych produkcji azjatyckich oraz westernów) wywarła
                  na mnie mniejsze wrażenie.
                  Właściwie najbardziej podobały mi się tylko 2 rozdziały – „Okrutne
                  nauki mistrza Pai Meia” oraz „Samotny grób Pauli Schultz” - Czarna
                  Mamba w trumnie! – makabryczna, klautrofobiczna (aż tchu brakuje)
                  scena, o której wspominałeś wcześniej, to chyba jedna z
                  najefektowniejszych scen, także dzięki przepięknej, spokojnej,
                  dostojnej muzyce Enio Morricone z filmu, westernu „Il Mercenario”.


                  Tu ów fragment filmu z muzyką Morricone (i z włoskim dubbingiem :)

                  www.youtube.com/watch?v=NbCEP9C5CdI&feature=related

                  • grek.grek Re: Tak, dziś Kill Bill vol.2 Polsat 21.00 14.11.09, 15:42
                    O, i to nawet całkiem spory fragment.
                    Ja dzisiaj ruszam z odświeżaniem Billa :).

                    A jak Ci się podobała Darryl Hannah, z tą przepaską na oku, i tak... w ogóle ? Zwykle grywała takie sobie lalunie, a tutaj, wg mnie, wreszcie jakaś krwista postać.

                    Zauważyaś, że Tarantino z Hannah wykonał podobny manewr, co z Travoltą w Pulf Fiction ? Z Travoltą, ktory wydawało się zostanie na wieki wieków rozntańczonym Tonym Manero, i ktory nagle objawia się w Pulp Fiction w kompletnie nowym świetle i udaje się tą jego rolą przebić zdawałoby się mur nie do przebicia.
                    Z Hannah, wg mnie, jest identycznie - wydawałoby się niereformowalnie zaszeregowana słodka dziunia, anielska blondyneczka nagle zamienia się
                    w babę herod i wygląda cholernie przekonująco.
                    • barbasia1 Re: Tak, dziś Kill Bill vol.2 Polsat 21.00 15.11.09, 14:35
                      grek.grek napisał:

                      Ciekawa uwaga! Zajrzałam do teczek i akt Darryl :), przypomniały mi
                      się niekóre filmy z jej udziałem "Splash", Stalowe magnolie" "Cyrano
                      de Bregerac" i muszę Ci przynać rację, rzeczywiście tą rolą
                      całkowicie zerwała z dawnym wizerunkiem słodziutkiej, pięknej lali,
                      uwielbianej i podziwianej przez mężczyzn, choć... choć jej Elle
                      Driver jest też bardzo seksowna (zwłaszcza w pielęgniarskim
                      uniformie w cześci pierwszej:), pociagająca z prowokująco rozwianymi
                      długimi blond włosami, długimi b. szczupłymi i zgrabnymi nogiami
                      podkreślonymi przez obcisłe czarne spodnie (w części drugiej).
                      Czarna opaska na oku, burzy nieco ten kobiecy wizerunek, sygnalizuje
                      od pierwszego na nią spojrzenia, że trzeba na nią uważać i mieć się
                      na baczności ("bo to zła kobieta była":), że po tej kobiecie można
                      się spodziewać wszytskiego, zwłaszcza tego najgorszego - i tak jest
                      w cześci pierwszej, kiedy Elle Driver w stroju pielegnierki zmierza
                      do sali, gdzie leży Czarna Mamba nie po to by jej pomóc, ale by ja
                      zabić i omal jej nie zabija (omal nie wstrzyknęła jej śmiertelnego
                      zastrzyku), a w części drugiej już bez litosci, bez skrupułów
                      wystawia swego kumpla z bandy, Budda i pozbywa sią go w perfidny
                      sposób /w walizce z milionem martwych prezydentów czyli dolarów
                      chowa jadowitą żmiji, która oczywiście gryzie w twarz Budda, kiedy
                      ten otwiera ową walizkę /zapisuję to dla potomnych i siebie by nie
                      zapomnieć/ ;)

                      Członkini bandy Billa Ellie Drivier bardzo przekonująco, znakomicie
                      wykreowana przez Darryl to bardzo interesująca postać, można by ją
                      potraktować, myślę, sybolicznie jako wcielenie mrocznej strony
                      natury kobiecej :)
                      /o dwoistości natury kobiecej, a w zasadzie o dwoistosci archetypu
                      matki pisał Jung, niedawno czytałam fragmenty;
                      A propos to, co pisął Jung odnośnie dwoistosci archetypu matki
                      doskonale pasuje, jest kluczem/ jednym z kluczy do interpretacji
                      postaci Panny Młodej aka Czarnej Mamby aka Mummy (sic!), więc
                      zacytuje tu fragment z Junga -
                      "Cechy związane z tym archetypem to: macierzyńska troska i
                      współodczuwanie magiczny autorytet kobiecy, mądrość, duchowe
                      wyniesienie, przewyższające rozsądek, każdy pomocny instynkt lub
                      impuls, wszystko to, co dobrotliwe, wszystko to, co pielęgnuje i
                      utrzymuje przy życiu, co sprzyja rozwjowi i płodności. [...] Aspekt
                      negatywny archetypu matki może oznaczać wszystko to, co tajemnicze,
                      ukryte, ciemne, otchłań, świat zmarłych, wszystko co pozera, uwodzi
                      i truje oraz wszytsko to, co jest przerażajace i czego nie da sie
                      uniknąć ja losu".

                      Obie strony natury dobra i ta mroczna, o których Pisze Jung
                      widoczne są właśnie w postaci Panny Młodej.


                      Ciekawe czy Tarantino czytał dzieło Junga "O naturze kobiecej" ?
                      (stąd pochodzi ten cytat) ;))


                      Jeszcze jedno - scena, w której Ellie miota się jak oszalała, po tym
                      jak Czarna Mamba wybiła jej drugie oko to jedna z najbardziej
                      ponurych scen tego filmu /obu części/.

                      Odświeżyłeś już Billa? :)
                      • barbasia1 Re: Tak, dziś Kill Bill vol.2 Polsat 21.00 15.11.09, 14:38
                        A "j.sz" z Gazety Wyborczej napisał że Elle jest ... "koścista"!!?
                        o tu napisał:
                        wyborcza.pl/1,75475,2035443.html
                      • grek.grek Re: Tak, dziś Kill Bill vol.2 Polsat 21.00 16.11.09, 12:57
                        Jeszcze nie :) Ciągle gdzieś mi brakuje miejsca w grafiku. Może dzisiaj zacznę.

                        Dobra to "jungowska" interpretacja. Pasuje bardzo dobrze, albo Tarantino perfidnie to wyczytał, albo ma świetne wyczucie.

                        A Hannah, powtórzę to enty raz, bo mnie cała ta jej przemiana killbillowa kręci, powinna dziękować Quentinowi na kolanach - mogła zostać do konca już zapamiętana jako bezpłciowa paniusia. Elle Driver spadła jej z nieba. A Quentin to po prostu wirtuoz w dobieraniu aktorów. Tak złamać nienaruszalny zdawałoby się stereotyp dot. Hannah, to po prostu... ręce same się składają do oklasków :)

                        • barbasia1 Re: Tak, dziś Kill Bill vol.2 Polsat 21.00 17.11.09, 14:01
                          > Dobra to "jungowska" interpretacja. Pasuje bardzo dobrze

                          :)
                          A ja czytałam, żeby się nie doszukiwać w "Kill Billu" drugiego dna,
                          bo ponoć go tam nie ma!? :) /ale być może piszącemu te słowa
                          chodziło o całokształt, o cały film, a nie bohaterów./

                          albo Tarantino perfidnie to wyczytał, albo ma świetne wyczucie.

                          Pewnie jedno i drugie, ale 100% to drugie! :)

                          Wracając jeszcze do głównej bohaterki - Panny Młodej aka Czarnej
                          Mamby aka Mummy obsadzenie W Kill Billu w głównej roli kobiety-
                          mścicielki (w której równoważą się dwie natury, albo inaczej dwa
                          pierwiastki żeński i męski) też wpisuje się w zabierg grania
                          konwencją, jest wywróceniem konwencji kina kung-fu i westernów,
                          gdzie głównymi bohaterami byli zawsze mężczyźni, zwykle samotni, bez
                          kobiety, rodziny /a jeśli juz obok pojawiła się jakaś kobieta, to
                          dostępowała ona jedynie zaszczytu obmycia mu ran/, odchodzący w dal,
                          w nieznane by gdiześ daleko znów stoczyć walkę.

                          Myślę ten obraz głownej bohaterki, a i pozostałych kobiet - szefowej
                          jakuzy - O Rien (Lucy Liu) i chytrej, przebiegłej członkini bandy
                          granej fantastycznie przez Daryll wyjątkowo dobrze współgra też w
                          zachodzącymi współcześnie procesami przemian społecznych związanych
                          ze zmianą tradycyjnych ról kobiety i mężczyzny, objawiających się
                          przejmowaniem przez kobiety stanowisk zarezerwowanych niegdyś
                          wyłącznie dla mężczyzn (w filmie kobieta O Rien - jest szefową
                          jakuzy, /a w brutalnosci dorównuje mężczyznom/), czy szerokim i
                          różnorodnym uczestniczeniem kobiet w życiu społecznym poza rodziną
                          itp./itd.
                          (taka refleksja natury socjologicznej przyszła mi jeszcze do
                          głowy :)
                    • barbasia1 Re: Tak, dziś Kill Bill vol.2 Polsat 21.00 15.11.09, 15:29
                      Jeśli już jesteśmy przy aktorach to trzeba wspomnieć o Davidzie
                      Carradinie, (tytułowym Billu, który objawia swą są twarz w części
                      drugiej), który zmarł w tym roku, w czerwcu, w niejasnych i
                      niepięknych okolicznościach. Jego nagie ciało skrępowane sznurem
                      przywiąznym wymyślnie do szyi i genitaliów, znalezione zostało w
                      pokoju hotelowym w Bangkoku, gdzie kręcił kolejny film.

                      Zaniem niekórych niektórych Carradine chciał samodzielnie osiagnąć
                      nieziemską roszkosz ...

                      film.wp.pl/id,98348,title,David-Carradine-zamordowany,wiadomosc.html?ticaid=191bd

                      en.wikipedia.org/wiki/David_Carradine
                      • barbasia1 Kill Bill muzyka PS 15.11.09, 16:48
                        Już wiem z czym mi się kojarzył ten utwor z Kill Billa o, którym
                        wcześniej mówiliśmy (w scenie wejścia jakuzy do klubu) - z muzyką
                        Bonda!? -

                        www.youtube.com/watch?v=eyKTYHrDayE

                        ???

                        :)
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 14.11.09, 13:10
      Na dziś - Uciekający pociąg, Dwójka 20:50. Co tu wiele mówić... klasyk, must-see, jazda obowiązkowa itd., itp. :)
      • barbasia1 "Uciekający pociąg" 14.11.09, 15:06
        Kto jeszcze nie jest przekonany do obejrzenia tego filmu może
        przeczytać ten post autorstwa_wiadomo_kogo. :)

        forum.gazeta.pl/forum/w,14,99924064,101504476,_Uciekajacy_pociag_i_Nie_czas_na_lzy_.html?s=2

      • barbasia1 "Uciekający pociąg" 15.11.09, 16:03
        Ten dialog z filmu zapamiętałam -

        "Jesteś zwierzęciem" - mówi do Mannyego, Sara, kiedy widzi, jak ten
        kopie i okłada ze złością Bucka, za to, że nie był on wstanie
        przedostać się do lokomotywy.
        Na te słowa Manny odpowiedział - "Gorzej! Jestem człowiekiem!"

        !

        Skąd Sara wzięła się w pociągu, nie widziałam od początku,
        /a na dodatek nie mogę sobie przypomnieć!?/
        To była dziewczyna Bucka?



    • barbasia1 Californication - odcinki !!! 14.11.09, 15:24
      Znalazlam Californication w sieci - sezon 1, 2 oraz kilka odcinków
      trzeciego!!!
      Bez problemu otwiera się sezon drugi (rózne odcinki próbowałm
      otworzyć z dobrym skutkiem), z trzecim są (u mnie) jakieś problemy,
      dla odminany żaden nie chce się pokazać na ekranie, ale będę jeszcze
      próbować!
      • barbasia1 Re: Californication - odcinki !!! 14.11.09, 15:25
        O najważniejszym zapomniałam - link tu:

        www.serialeonline.pl/category/132
        • grek.grek Re: Californication - odcinki !!! 14.11.09, 15:45
          No i teraz się zastanawiam, czy sięgnąć po link, czy jednak dawkować sobie telewizyjnie - co tydzień dwa odcinki,żeby dłużej rzecz cała trwała... bo jak zalinkuję, to od razu obejrzę wszystko ;)
          • barbasia1 Re: Californication - odcinki !!! 14.11.09, 15:58
            grek.grek napisał:
            :))
            To ja bym radziła Ci, żebyś jednak zaczekał na emisję w TVN, w
            mniejszych dawkach oglądał, (jednak przyjemność rozciagnięta w
            czasie; a propos -jeszcze czekają nas 2 wieczory - odcinków serii 2.
            jest 12 ), poza tym tu się trochę zacina obraz (u mnie się zacinał,
            musiałam wyłączyć raz jeszcze uruchomić, a potem jeszcze przewinąć
            to, co już widziałam, troche to jednak irytujące.

            Podałam Ci tę stronę bardziej ze względu na sezon trzeci, może uda
            się go jakoś uruchomić zanim TVN go zakupi! :)
    • barbasia1 Dziś "Francuska ruletka" o 23.05 15.11.09, 14:45
      komedia sensacyjna (Francja /Szwajcaria 1997), z Isabelle Huppert, w
      roli złodziejki-uwodzicielki okradającej samotnych bogatych mężczyzn!
      Zapowiada się ciekawie, ale dlaczego znowu tak póżno!?
      • grek.grek Re: Dziś "Francuska ruletka" o 23.05 16.11.09, 12:58
        Żem przegapił, niestety. Ciekawie się działo ?
        • barbasia1 Re: Dziś "Francuska ruletka" o 23.05 16.11.09, 15:41
          A ja w końcu niewiele obejrzałam , tylko początek, dość obiecujący -
          Isabell Huppert (nie poznałam jej w pierwszej chwili– czarne włosy!
          upięte w kok (i grzywka), ostry makijaż, krwistoczerwone usta,
          czerwony kostium /pod nim czarna haleczka/, duze złote kolczyki ,
          wyzywająco, ale i atrakcyjnie wyglądała ) w hotelowym kasynie
          upatrzyła sobie faceta (typ ciamajdy francuskiego, ale z kasą) i
          dawaj go podrywać, i to bardzo konkretnie, zdecydowanie, bez
          owijania w bawełnę – „Chcę się z tobą kochać” - wypaliła do tego
          faceta, kiedy już wyszli z kasyna i usiedli przy barowym stoliku, aż
          chłopinie oczy wyszły na wierzch :) /może miał świadomość swej
          nikłej atrakcyjności fizycznej i ciamadowatości ;)/.
          I nawet w tym wielkim zadziwieniu i niedowierzaniu zapytał, czy nie
          jest ona przedstawicielką najstarszego zawodu świata, a ona mu na
          to , że w jakimś waznym depatramencie czegoś-tam pracuje (nie
          pamiętam dokładnie) i że jest kobietą wolną i wyzwoloną i robi to
          na co ma ochotę. :) To wyjaśnienie bardzo go uspokoiło i wreszie
          rozbudziło chętkę do figlowania :).
          I kiedy już sobie wszystko wyjaśnili (chłopina przyznał się do żony
          i braku dzieci) Isabell wysłała go do baru po papierosy, po czym
          dolała do swego kieliszka z alkoholem środek usypaiający i kiedy
          wrócił , kazała mu dopić swój alkohol (bo już nie może pić). I zaraz
          potem udali się razem do jego pokoju, już po drodze chłopa wzięło
          ziewanie ...
          I tyle widziałam.

          Huppert – ma prawdziwe zacięcie komediowe, bez szarżowania, z
          wdziękiem, była świetna, jak zawsze zresztą.

          Liczę na powtórkę tego filmu. :)
          • grek.grek Re: Dziś "Francuska ruletka" o 23.05 17.11.09, 13:22
            Zapowiadało się, z tego co piszesz, całkiem nieźle... MOże powtórzą kiedyś.

            Prawie objerzałem Killa Billa 2, wiele sobie po drodze przypomniałem, rozrywka pierwsza klasa - jak marnie skończyła pewna siebie Elle Driver, ślepa, w zdewastowanej przyczepie na pustkowiu i z czarną mambą w sąsiednim pokoju... :)
            Tylko Quentin mógł na to wpaść.
            • barbasia1 Re: Dziś "Francuska ruletka" o 23.05 17.11.09, 14:13
              Wybitne kino to raczej nie było, ale zapowiadało się lekko i
              sympatycznie. Dla relaksu. Też liczę na powtórkę. :)

              > Tylko Quentin mógł na to wpaść.
              :) To prawda.

              A ja teraz oceniasz obie części?
              Obie tak samo Ci się podobały?
              • grek.grek Re: Dziś "Francuska ruletka" o 23.05 17.11.09, 16:01
                Obejrzę dzisiaj do końca i stwierdzę. Ale powiem już teraz, że obie częsci tworzą ciekawą całość :)
                • barbasia1 Re: Dziś "Francuska ruletka" o 23.05 17.11.09, 16:21
                  A ja własnie do tego (że tworzą ciekawą całość) nie jestem jeszcze
                  do końca przekonana!?
                  Ciekawam Twoich ostatecznych wniosków. :)
                  • grek.grek Re: Dziś "Francuska ruletka" o 23.05 18.11.09, 13:57
                    Już zakończyłem. Dzisiaj nie zdążę, ale jutro napiszę parę słów, co mi się tam podobało, co nie, i w ogóle - pobełkoczę nieco ;)
                    • barbasia1 Re: Dziś "Francuska ruletka" o 23.05 18.11.09, 16:20
                      Konieczne!, ostanie słowo w tym przypadku, wyjątkowo (taki mój
                      żart!:) należy do Ciebie! :)
                      • grek.grek Re: Dziś "Francuska ruletka" o 23.05 19.11.09, 12:18
                        Hehe :) Ustalmy, że jak się komuś coś przypomni, to pisze, póki nie zarchiwizują tematu :)

                        A'propos Billa, to sam Bill mi się chyba najbardziej podobał - i obsadzenie, po warunkach - bo to przeca była ikona karate, grał w serialu dośc znanym (nie pamiętam tytułu niestety) takiego mistrza zen, czy kogoś tam, kto łazi po świecie i rozwiązuje problemy ludzi i swoje własne - Carradine'a w tej roli było kolejnym strzałem w dychę Quentina. Gość z klasa, elokwentny, elegancja francja; killer, ale za to jakiego formatu. POtem Elle Driver, oczywiście. Skończyła marnie, ale zanim skończyła, to robiła ciekawe wrażenie. Trochę po łebkach potraktowana została postać grana w 1 części przez Vivicę Fox, trochę szkoda, że nie miała własnej historii, tak jak O-Ren i częściowo Elle. Dobry był tez ten alfons w jakiejś zad,piastej tawernie w Ameryce łacińskiej, u którego Beatrice się dowiaduje o miejsce pobytu Billa - klasa gość, szarm i tak dalej, a że lekka świnia, to już inna sprawa ;)

                        Drugie miejsce - dialogi/monologi. Ten o komiksach, a w gruncie rzeczy o dwoistości jej osobowości, który Bill wypowiada do Mamby, czy jak ona tam się ostatecznie nazywała (Beatrice ?), celując do niej ze strzelby. W ogóle całe ostatnie 20 minut, włącznie z tym, co Bill mówi do Beatrice przy przygotowywaniu kanapek, że jej córka udusiła własną rybkę złotą, a więc o tym, ze już wstępnie jest zmechacona mentalnie, czym tylko dodatkowo dopinguje ją do szukania ostatecznego rozwiązania w pojedynku;
                        ten o Pai-Mayu (czy jak to się tam pisze), co go znów Bill do Mamby kleci, przy ognisku; kiedy Elle czyta umierającemu od jadu węza Buddowi notkę encyklopedyczną o czarnej mambie - rewelacja.
                        Potem - scena pogrzebania żywcem. Klasyk. I oślepiona Elle miotająca się po zrujnowanej przyczepie, z mambą w sąsiednim pomieszczeniu. MOżna łatwo przewidzieć jej los. Scena dośc mocna, aczkolwiek u Tarantino wszystko jest lekkie. I ta scena, kiedy Beatrice, po wydostaniu się z grobu - cała w ziemi, brudzie, syfie, przychodzi do baru i prosi o wodę - ta mina :) Mistrz Pai-Mey też nie od macochy, charakterystyczna postać i arcxhetyp starego mistrza do którego przychodzi młody adept, żeby się uczyć - stara jak świat klisza filmowa, plus ten jakiś "wibrujący, tajny, śmiertelny cios" o wybujałej nazwie, ktrej nie umiem powtórzyć, ani nawet napisać - klasyka trzeciorzędnych tandeciarskich obrazów kung-fu, "Pijanych mistrzów" i innych badziewiaków, które po 89 szły w wypożyczalniach jak woda - przy mnie, kiedyś, gośc zgarnął pierwszych lepszych 5 kaset z tanim kung-fu, podpisał, zapłacił z góry i poszedł oglądać - kinoman pierwsza klasa :)

                        In minus - Uma Thurman jako Beatrice, Panna Młoda, Mamba i kto tam jeszcze. Tylko to nie wyszło QT. To jedno. Nie wiem, mógł wybrać wiele aktorek, czemu wybrał Thurman ? jego słodka tajemnica. Niby jakoś tam pasuje, ale... cały czas mi zgrzytało. Nie wiem, mozę dlatego, ze uroda Thurman nie jest w moim typie. Może tylko to, a więc w zasadzie - nic. Takie moje wrażenie.

                        Miałaś rację, że więcej znaczeń da się wyszukać w pierwszej częsci, jakaś bardziej róznorodna w tym obszarze; i dużo akcji, lepsza muzyka, efektowniejsza. W drugiej za to więcej gaworzenia, ale za to fajnego.
                        • barbasia1 Kill bill cd. 19.11.09, 14:09
                          Dobry pomysł /piątkę na zgodę przybijam :)/ - bo ja jeszcze o filmie
                          Bregmana "Tam gdzie rosną poziomki", co go aż w trzech postach
                          opisałeś chciałam koniecznie słów kilka tu napisać
                          i o obiecanych "33 scenach" Szumowskiej, która wczoraj dwie Złote
                          Kaczki upolowała /ale to może już w czwórce /.

                          cdn.
                          • grek.grek Re: Kill bill cd. 19.11.09, 15:07
                            Czułem, że przypadnie Ci on do gustu:))

                            Szumowska wczoraj wyglądała rewelacyjnie. Włączyłem na moment, i akurat ona wchodziła odbierać.
                            • barbasia1 Re: Kill bill cd. 19.11.09, 15:22
                              grek.grek napisał:

                              > Szumowska wczoraj wyglądała rewelacyjnie.

                              Eeeee, z kalafiorem na głowie! ;)
                        • barbasia1 Kill Bill cd. 19.11.09, 15:14
                          A ja nie wyobrażam sobie innej aktorki w roli Czarnej Mamby, niż Uma
                          Thurman. Urody rzeczywiście nie ma oszłamiającej, raczej,
                          powiedziałabym, ciekawą. Typ chłodnej blondynki doskonale pasujący
                          do roli niezbepiecznej, sprtytnej mścielki, która pokonuje
                          wszystkich i wszystko, co stoi jej na drodze.
                          Poza tym Uma ma talent niezaprzczalny, świetnie radziła sobie w w
                          trudnych cenach walk rozmaitych i we wszytskich scenach, kiedy ją
                          dęczono, męczono, strzelano do niej nabojami z solą itd.
                          A i w scenie spostkania z córeczką, kiedy mięknie, zmienia jej się
                          całkowicie wyraz twarzy z zaciętego, na roztkliwiony, radosny też
                          bardzo była znakomita.
                          Właśnie i jeszcze ta scena, "kiedy Beatrice, po wydostaniu się z
                          grobu - cała w ziemi, brudzie, syfie,przychodzi do baru i prosi o
                          wodę - ta mina" :) Nikt by lepiej tego nie zagrał.


                          /O Carradinie , a właściwie o jego śmierci nie filmowej, ale
                          prawdziwej wspomniałam kika postów wyżej/


                          /"lekka świnia"
                          :)) Fajne określenie/



                        • barbasia1 Kill Bill cd. 19.11.09, 15:49
                          Jeszcze jedna ciekawostka , którą znalazłam niedawno – to jeszcze a
                          propos utworu, który podobał Ci się w części pierwszej (mnie i
                          Pepsic zresztą), w scenie wejścia O Ren i jej bandy/ yakuzy do
                          klubu, utworu skomponowanego przez Tomoyasu Hotei (na potrzeby
                          innego filmu). Tytuł „Battle Without Honor or Humanity” zbieżny
                          jest z tytułem japońskiego serialu, gangsterskiego dramatu o upadku
                          klanu yakuza(sic!) wyświetlanego w odcinkach w latach 1973-76
                          ("Battles Without Honor and Humanity", Kinji Fukasaku), do którego,
                          jak czytałam, można znaleźć w Kill Billu liczne odniesienia.

                          www.stopklatka.pl/film/film.asp?fi=11178&sekcja=6
                          • grek.grek Re: Kill Bill cd. 20.11.09, 11:36
                            To się nazywa recenzowanie : smaczki, dodatkowe informacje, anegdotki, geneza tego i tamtego. Gutdżab.

                            Carradine - no cóż, gość z fantazją był... ;)

                            Thurman - nie mogłem jej "kupić", no po prostu i zwyczajnie. I żeby było śmieszniej, to jakoś też nie mogłem, i nadal nie mogę, sobie wyobrazić innej aktorki w jej miejsce. Jakoś się tajemniczo zrosła z tą rolą, także w mojej świadomości, czy jaka cholera ? :)
                            • barbasia1 Re: Kill Bill cd. 20.11.09, 14:32
                              grek.grek napisał:

                              "Gutdżab" - O yes! :)

                              Przyznam, że zafacynowało mnie to, że Quentinowi udało się
                              znaleźć, utwór który, nie dość, że tak doskonale oddawał klimat
                              sceny wejścia i przemarszu przez klub dumnej yakuzy, to jeszcze w
                              swym tytule zawierał bezpośrednie odniesienie do serialu, z którego
                              konwencją grał w KB Tarantino, serialu, który, powiem to raz
                              jeszcze, opowiadał o upadku yakuzy! A więc jest tu, w tej scenie,
                              dzięki muzyce także niesłychanie subtelna zapowiedź tego, co się
                              stanie później (czyli zlikowidowania przez Czarną Mambę całej bandy
                              i jej szefowej).



                              :)
                              Czasami lepiej dla człowieka, żeby niektóre fantazje tylko
                              fantazjami pozostały! :)


                              Jakoś się tajemniczo zrosła z tą rolą, także w mojej świadomości
                              > , czy jaka cholera ? :)
                              HA!

                              Uma chyba hipnotyzuje w tej roli!
                            • barbasia1 Re: Kill Bill cd. 20.11.09, 15:23
                              A jak smaczki, dodatkowe infomacje - to mam jeszcze jedną
                              niesłychanie ważną informację. Może już czytałeś? Quentia Tarantino
                              obiecuje trzecią część Kill Billa. Kill Bill vol.3 ma powstać w 2014
                              roku!? :)

                              To co Greku, nie kończymy jeszcze rozmowy o Kill Billu, ale
                              zawieszamy ją na lat kilka. I jak tylko przetrwamy rok 2012 (koniec
                              świata? :) to powrócimy do tego podwątku.

                              www.radiozet.pl/Kultura/Filmy/Bedzie-Kill-Bill-Vol.-3


                              • grek.grek Re: Kill Bill cd. 21.11.09, 13:44
                                A to ciekawe, bo misja Beatrice została wykonana, Bill is over...
                                O czym on tam będzie opowiadał ? Że córka dorasta i staje przeciw
                                zgrzybiałej matce, bo jej tatusia wysłała na łono abrahama ? :)

                                • barbasia1 Re: Kill Bill cd. 21.11.09, 14:28
                                  Właśnie o tym ma być trzecia część! gdzieś w innym miejscu o tym
                                  czytałam! :)
    • barbasia1 Cali 2/10 19.11.09, 16:22
      10 odcinek Californication to chyba najlepszy odcienk 2. serii,
      bardzo mi się podobał (retrospekcja i początki związku Hanka z
      Karen, piękny list do Karen; prawdziwy romatyk z tego Hanka! :).
      Obejrzałam go wczoraj wieczorem na tej serialowej stronce, ciągle
      przerywało, koszmar jakiś! Jednak nie polecam!

      A trzeciej serii nie widać w ogóle.
      • grek.grek Re: Cali 2/10 20.11.09, 11:48
        (Czekałem ze streszczeniem, na wszelką okoliczność :); ale zobaczyć samodzielnie, to zawsze lepsza opcja)

        Prawda ? Mnie też się podobał. Zostały dwa, trochę szybko zleciało.

        I w ogole, tak zauważyłem, że na dobrą sprawę, to w tym serialu, między tymi tekstami, w przerwach między sex, drugs & rock n'roll, wszyscy są nieszczęśliwi, poza tą Mią.

        A Ashby i Moody nie chcą się wyzbyć lajfstajlu z młodzieńczych lat, a zarazem chcą mieć rodziny w starym stylu i być jak stateczni obywatele.
        Jedno z drugim się zgodzić nie da. Chcą zjeść ciastko i mieć ciastko, i generalnie w żadnym układzie nie jest im dobrze.

        P.S : jednak pierwsza seria, to była eksplozja supernowej, druga - też niezła, zwłaszcza w porównaniu do tego, co TVN serwuje na każdy inny dzień, ale jednak bez porównania do pierwszej.

        P.S 2 : Ciekawe, ze Moody niby pisze tę ksiązkę o Ashbym, a ani jedna scena o tym nie świadczy ;)
        • barbasia1 Re: Cali 2/10 20.11.09, 13:48
          grek.grek napisał:

          Oooo to żałuję, że nie zaczekałam na streszczenie.
          Wiesz, pomyślałam (a miałam zapytać! :/), że streszczenia już nie
          będzie, skoro stronka z serialami online się znalazła.
          / Przeczytać Twoje streszczenie i potem zobaczyć to najlepsza opcja
          IMHO! :)/

          to w tym serialu [...] wszyscy są nieszczęśliwi,
          > poza tą Mią.

          Ciekawa uwaga! Właściwie to pod tym kątem nie patrzyłam na
          bohaterów Cali. Ale po krótkim zastanowieniu muszę przynać Ci rację,
          choć ja chyba powiedziałabym, że nie są szczęśliwi (a nie że są
          nieszczęśliwi).
          Wiesz, tak sobie pomyslałam, że może tu autorzy scenariusza dotykają
          jakiejś prawdy o życiu. Takie chyba jest prawdziwe życie z tysiącem
          problemów, kłopotów, dylematów, rozczarowań, zakrętów życiowych, z
          wieloma niezrealizowanymi pragnieniami i zamierzeniami, życiowymi
          pomyłkami, porażkami itp.itd.
          A szczeście to tylko chwila, jak śpiewa AMJ, chwilowe stany...
          Muszę to jeszcze przemyśleć. :)

          Ludzie ze swej natury potrzebują spokoju, stablizacji (np. w postaci
          rodziny), jakiegoś uporządkowania, z drugiej strony współczesny
          świat (zwłaszcza w Californii:) nęci atrakcjami natury wszelakiej,
          którym trudno się oprzeć, kusi by porzucić ustabilizowane życie,
          więc człowiek zaczyna żyć w jakimś rozdwojeniu, a to rodzi
          frustracje.

          Człowiek, który nie wie, czego chce od życia i życiu nie będzie
          szczęśliwy.


          Z pierwszej serii widziałam dwa odcinki albo trzy odcinki, ale
          stopniowo będę nadrabiać zaległości.


          Na razie Moody robi risercz, zbiera materiały o Ashbym, robi
          wywiady, wczuwa się w kilmat :) / ale jakieś notatki na fiszkach to
          jednak powinien robić :)/
          • grek.grek Re: Cali 2/10 20.11.09, 15:17
            Eee ta, nie ma czego żałować... :)

            "Nie są szczęsliwi bardziej niż są nieszczęśliwi" - coś w tym jest, faktycznie; ale z drugiej strony, ta cała kalifornizacja jakiej podlega nowojorczyk Moody i w jakiej już tkwi reszta osiadłych (większośc reszty) może być tylko pozorem, namiastką ćwierćszczęśliwości jaką gdzieś tam mają, albo i zagłuszaniem nieszczęścia.
            (cholewa, nie za poważnie się robi, jak na tak, w sumie, lekki serial ;)}

            Otóż to. MOody jest dobrym przykladem rozjazdu na dwie strony, klasycznego dla współczesnych (ale język pisany mi się robi... taki jakiś drętwy ;)}- między rodzinę, a rozrywkę. Łapie dwie sroki za ogon i w sumie obie mu uciekają, bo nawet jak złapie tę rozrywkową, to godzi się na ulotność, a jednocześnie nie umie z niej zrezygnować. W 1 serii była taka scena, kiedy mówi do Karen, ze nie może być taki jak jej narzeczony (ten Bill, taki kostyczny, sztywniak z zasadami), bo ona go przestanie wtedy kochać, a i on sam nie będzie sobą. Więc problem nierozwiązywalny ? :)

            Hehe, no tak... ale zostały 2 odcinki, więc zaraz będzie koniec i biografia powinna być na stole. A tu dwa odcinki wcześniej jeszcze zbierał, informacje od eks-dziewczyny Ashby'ego. Ale... to szczegół taki, nie ? :)

            • barbasia1 Re: Cali 2/10 20.11.09, 15:51
              Lekki, ale całkiem inteligentny film, więc i poważnie też, myślę, da
              się o nim rozmawiać /"powazniej" w żadnym razie nie znaczy drętwo!/.

              "kalifornizacja [...] może być tylko pozorem,
              > namiastką ćwierćszczęśliwości jaką gdzieś tam mają, albo i
              zagłuszaniem nieszczęścia.

              Tak, chyba rzeczywiscie tak jest w wielu przypadkach.


              No tak 2 odcinki do końca, w takim razie myślę, że Moody pisze,
              pisze intensywnie , aż komputer rozgrzewa się do czerwoności, tylko
              my tego nie widzimy, /bo co jest ciewkawego w pokazywaniu piszącego
              na komputerze faceta/! :)

              • grek.grek Re: Cali 2/10 21.11.09, 13:47
                Chociaż na jakimś dalszym planie, w tle, mógłby stuknąć dwa razy w maszynę ;)
                • barbasia1 Re: Cali 2/10 21.11.09, 14:35
                  grek.grek napisał:

                  > Chociaż na jakimś dalszym planie, w tle, mógłby stuknąć dwa razy w
                  maszynę ;)

                  żeby ktoś pomyślał, że życie pisarza to jednak nudne jest!? ;)


                  A propos pracy pisarza - byłam całkiem niedawno na spotkaniu z
                  Markim Krajewskim, tym od kryminałów z Eberhardem Mockiem w roli
                  głównej.
                  On codziennie przez 8 godzin (przez pół roku, drugie pół przeznacza
                  na dzialanosc marketingową, wyiwady, spotkania, zbieranie ciekawych
                  materiałów i pomysłow na nowe książki) pracuje przy komputerze nad
                  książką.
                  • grek.grek Re: Cali 2/10 22.11.09, 14:02
                    Gdzie te czasy "bodlerów" i "rębodów" jadących na absyncie, opium, albo dobre koce ;)
                    Teraz to sami schludni profesjonaliści, i... takaż literatura, niewarta funta kłaków.
                    • barbasia1 Re: Cali 2/10 22.11.09, 16:01
                      grek.grek napisał:

                      Dziś tylko "schludni profesjonaliści" ? - nie, nie tak źle to nie
                      jest ;). Sporo jest/ było, takich, którzy w alkoholu , czy innych
                      używkach szukali źródła natchnienia (albo używali do znieczulania
                      bólu istnienia :).
                    • barbasia1 Re: Cali 2/10 22.11.09, 16:04
                      Kryminały Krajewskiego to literatura popularna na bardzo dobrym
                      poziomie!
                      :)
            • barbasia1 Re: Cali 2/10 21.11.09, 14:24
              Wygląda na to, że problem nierozwiązywalny, jak w antycznym
              dramacie! :)


              Choć oczywiście jakimś rozwiązaniem jest powzięcie przez Hanka
              męskiej decyzji, żeby jednak zmienić się, pracować nad sobą,
              próbować zapanować nad swoimi popędami, zacząć się leczyć z
              seksoholizmu, bo to chyba ten przypadek.
              Wyeliminowanie, z życia tej nieakceptowalnej przez Karen i chyba
              przez żadną normalną kobietę przypadłości nie powinno doprowadzić,
              jak mi się wydaje, do jakieś radyklalnej zmiany osobowości Hanka,
              więc, chyba niesłusznie obawia się on (myślę, że to raczej
              wykręt), że Karen przestanie go kochać (przecież nie za to, że za
              innymi babami lata ona go kocha, ale za inteligencję, dowcip,
              błiskotliwość, romantyzm, czułość i jeszcze jakieś inne
              rzeczy /właściwie nie znam dobrze Hanka ;)/ ).

              Drugim radykalnym już wyjściem dla Hanka jest rozstać się, zapomnieć
              o Karen ( pozowolić jej znaleźć sobie innego sympatycznego uroczego,
              inteligentnego, romantycznego, czułego, fascynującego (żadnego
              nudziarza!) osobnika), oddawać się uciechom do czasu aż libido
              spadnie tak, że pojawi się wreszcie prawdziwa chęć stabilizacji u u
              boku jakieś bardzo młodej laski, zafascynowanej w pisarzu z burzliwą
              przeszłością. Oczywiście pod warunkiem, że jaki syfilis, hif czy
              inna franca nie nie będzie go trawić. ;)
              • barbasia1 Re: Cali 2/10 21.11.09, 14:51
                korrrekta:
                zafascynowanej pisarzem z burzliwą przeszłością
                albo (tak napisałam w 1.wersji) zakochanej w pisarzu z burzliwą
                przeszłością
              • barbasia1 Re: Cali 2/10 21.11.09, 14:56
                korrrekta 2.
                pozowolić jej znaleźć sobie innego sympatycznego uroczego,
                inteligentnego, romantycznego, czułego, fascynującego (żadnego
                nudziarza!) osobnika z zasadami, któremu jedna partnerka wystarczy
                do szcześcia. :)
              • grek.grek Re: Cali 2/10 22.11.09, 13:59
                Bezszansie, bo Moody kocha ją, a jednocześnie nie nadaje się
                na statecznego obywatela. Zresztą, ja tam nie wiem, co oni
                kombinują w scenariuszu, bo w tej serii rozstali się dlatego, że
                Moody został oskarżony o sprawstwo ciązowe, którego sie dopuścił
                w okresie, który oboje uznali za niebyły i mieli do tego nie
                wracać.
                A moze Moody nie daje rady zejść się z Karen, bo scenarzyści mu/im
                złośliwie to utrudniają, wychodząc z założenia, że jesli Hank zostanie
                z nią, to nikt tego filmu nie będzie chciał oglądać, no bo co to
                za Hank Moody, co nie wyhacza nowej panny, co odcinek, pogrązając
                się przy okazji z wielkiej smucie z okazji kolejnej straty Karen ? :)
                • barbasia1 Re: Cali 2/10 22.11.09, 16:23
                  Wygląda na to bezszansie!
                  Pisarze to istoty skomplikowane, trudne we współżyciu.

                  Wiesz, tak się zastanawiam, czy Karen, czy w ogóle motyw rodziny,
                  nie jest tylko przykrywką dla serialu, żeby go nie potępiono, nie
                  odsądzono od czci i wiary za swobodę obyczajową i ostre sceny!?

                  • grek.grek Re: Cali 2/10 23.11.09, 12:15
                    Ech, w Stanach to już nie robi wrazenia :)

                    Moody został napisany, jako w sumie fajny gość, tylko taki
                    zagubiony trochę i ma dobre intencje, a Karen właściwie nigdy
                    nie zdradził, zauwazyłaś ? Jesli barłożył na boku, to albo
                    wtedy, kiedy nie byli razem, a Karen miała narzeczonego (1 seria), albo
                    kiedy się rozstali na jakiś czas (2 seria), kiedy byli razem -
                    nie zdradził jej nigdy :)
                    • barbasia1 Re: Cali 2/10 24.11.09, 13:34
                      grek.grek napisał:
                      To prawda , ale z drugiej strony Ameryka słynie ze swej hipokryzji w
                      kwestii seksu.

                      Fakt, trzeba przyznać Hankowi, fajny z niego gość i bardzo w
                      porządku wobec Karen (a i Karen też bardzo sympatyczna kobitka).
                      Jakże zaskakująca konkluzja! ;)
                      Swoją drogą to bardzo sprytny zabieg! potwiedzający w jakimś
                      stopniu moja tezę. :)
                      Ale z piątej strony to przecież ma być lekki, komediowy, sympatyczny
                      serial (bez wielkich i poważnych dramatów, dylematów, rozterek),
                      więc i główny bohater musi być sympatyczny,
                      a i po ludzku niedoskonały.

                      U Witakcego (u „Mężowitkasa”,”Witkasia-męża”, „dupka i wygłupka”),
                      pisarza z krwi i kości było tak, na początku małżeństwa z Jadwigą
                      zawarli umowę (by „uchronić swój związek od nienawiści”:)) , że będą
                      mieszkać osobno.
                      Ona mieszkała w Warszawie, gdzie pracowała jako urzędniczka GUS-u,
                      on w Zakopanem, gdzie tworzył, pisał, malował, romansował i
                      barłożył, eksperymentował z alkoholem, kokainą, pejoltem, o czym
                      skrupulatnie donosił swej żonie w listach. (Ich 16 letnia
                      korespondencja obejmuje ponad tysiąc trzysta listów!).
                      Ale oczywiście od czasu do czasu odwiedzali się, on ją w Warszawie,
                      a ona do niego, do Zakopanego na narty przyjeżdżała...

                      • grek.grek Re: Cali 2/10 24.11.09, 14:48
                        Stąd ten tytuł chyba - kalifornizacja.
                        Wszyscy są fajni i z gruntu dobrzy, ale im się to i tamto nie udaje, bo
                        podlegają stylowi zycia i bycia klasycznemu dla tej strefy klimatycznej ;)
                        I dlatego widownia im kibicuje, hehe.

                        Podobno te listy, to lepszy kawałek (literatury) niż wszystko to, co Witkacy zrobił w swojej tzw. karierze artystycznej. Azaliż to prawda ? :) (czytałaś może ?)
                        • barbasia1 Re: Cali 2/10 i Witkacy :)) 26.11.09, 15:10
                          Nie, nie, aż tak to nie! Na pewno niż można powiedzieć, że listy to
                          lepszy kawałek (literatury) niż wszystko inne, co napisał.
                          Ale z całą pewnością jest to niezwykły, fascynujący materiał (i jak
                          pisali znawcy lit. ewenement w historii literatury polskiej), coś
                          w rodzaju autobiografii, niesłychanie istotny dla zrozumienia
                          Witkacego jako człowieka i jako artysty.

                          Nie przeczytałam niestety całości, tylko niektóre listy .
                          Trzy liściki, czy raczej fragmenty liścików wczoraj wieczorem
                          przepisałam Ci (ale nie z tych tomów opracowanych przez Micińską,
                          tylko z Siedleckiej z rozdziału o Witkacym w jej
                          „Wypominkach”/ i tu wklejam; pierwszy i drugi bardzo w klimacie
                          Californication :

                          „20 lipca 1926 (...) „Ale pecha mam. Wczoraj, kiedy robiłem pipi w
                          lesie i zapatrzyłem się na krajobraz, bąk koński uciął mnie w
                          kutasa. Spuchło to jak balon i myślałem, że odpadnie. Ale jodyna i
                          Staroniewicz uratowali to cenne utensylium dla dobra przyszłych
                          pokoleń. Dziś jest tylko czerwone, ale może jeszcze odpadnie. Jak
                          odpadnie, to Ci przyszle w formalinie. (...) Jem mało, ale dobrze.
                          Co piontek będę się głodził. Ale wszystko razem jest do dupy.”

                          „(bez daty) 1930 (...) „Ach, nineczko, ty jedyna, a poza tym są dupy
                          i ofszem, ale to nie to.”

                          Nie sądzisz, że Witkacy, gdyby dziś żył, mógłby być scenarzystą
                          Cali? ;)


                          I jeszcze jeden, z tych jeszcze ładniejszych -

                          „12 sierpnia 1927 (...) Nie robię poświęceń, tylko nie mogę Cię
                          opuścić sam z siebie. (...) Nie mam nikogo, dla kogo chciałbym się z
                          tobą rozstać. Chciałem zachować Ciebie do końca życia.”

                          :)
                          • grek.grek Re: Cali 2/10 i Witkacy :)) 26.11.09, 15:30
                            Ja sie zastanawiam, czy Tom Kapinos, scenarzysta C-cation, nie grzebał cichaczem w Witkacowych listach ;)
                            • barbasia1 Re: Cali 2/10 i Witkacy :)) 26.11.09, 15:43
                              grek.grek napisał:
                              :)

    • barbasia1 Cali 2/12 24.11.09, 13:36
      czyli ostatni odcinek serii drugiej bym zamówiła, jeśli mogę? :)
      • grek.grek Re: Cali 2/12 24.11.09, 14:43
        No pewnie, że tak, jutro naskrobięę :); w czwartek coś o Podejrzanych szurnę.
        • barbasia1 Re: Cali 2/12 25.11.09, 13:43
          grek.grek napisał:

          >w czwartek coś o Podejrzanych szurnę.
          Świetnie!
          :)
      • grek.grek Re: Cali 2/12 25.11.09, 11:42
        No to lecim na Szczecin. Ostatni odcinek. Lecę szczegółowo, bo to nie Teleexpress :)

        Jak widziałaś zapewne, Ashby zszedł. I obyło się bez ceremonii.
        Moody kończy powieśc (pierwsza scena Moody and the (writing) machine, na początku ostatniego odcinka - uff, hehe, lepiej późno niż później, nawet jesli wystukuje tylko "the end"), ukazuje mu się wizja Ashby'ego i obaj sobie mówią, jak im siebie bardzo brakuje nawzajem. Ot, taki farmazon, żeby pożegnac gościa, co jednak, w tej serii, trochę dymu wyprodukował.

        Pomnik Ashby'ego - mistrzowski. Ashby-golfista z brązu w dumnej pozie, w kilcie, a spod kiltu wystająca najważniejsza część ciała zdrowego mężczyzny... (i nie mówię tu o tej górnej głowie) ;)

        Nie dośc,że Moody postradał dobrego kolegę, to jeszcze mu Karen powiada, ze z powietrza dostała robotę w NYC. I wraca. MOody, żeby go wzięła ze sobą, jako "gosposia". Ona, że jedzie sama,a Hank "nie jest zaproszony"; powód główny - masz mieć dziecko, musisz je wychować. Hank próbuje przekonywać,że "sir Francis Drake (wąsiaty) powiedział, że je wychowa", ale nie dociera z nim, więc sięga po argument ostateczny - co na to córka ?
        I się dowiaduje, że ją zdradził ten jej młodociany kochanek.
        Wsiada w brykę i na sygnale jedzie przesłuchiwać łebka. Ma zamiar go sponiewierać, ale kiedy chłopczyna się tłumaczy tekstem "to tamta dziewczyna mnie pocałowała; i rozumie pan... kiedy piękna dziewczyna jest uprzejma cię pocałować, to odwzajemniasz pocałunek, bo nie wiesz, gdzie cię to moze zaprowadzić" - i Moody się w nim zakochał ;) A ja odnalazłem mojego brata zaginionego ;))

        Potem, przy kolacji Moody dawaj przeflancowywać córkę - zostań ze mną; ale ona, że musi odpocząc od LA, od miejsc, co jej się kojarzą, i takie ple ple.
        I telefon. Że się poród Hankowego dzieciara zaczął. No to w brykę i na miejsce. Hank z tą całą Karem. W środku cyrk - baba rodzi w jakimś półbasenie dziecięcym, wokół niej kicają jacyś new-age'owe kapłanki, wąsiaty przyłazi z 3 promilami na twarzy, jak mówi "znieczulił" się; baba łaja wszystkich dookoła, wąsiaty ze strachu zaczyna beczeć, Moody go
        pociesza i każe się wziąć w garść, wąsiaty całuje go, dziękuje i mówi "jesteś piękny"; baba co rodzi martwi się na cały głos, że jej urządzenie damskie nigdy nie będzie już takie ładne jak przedtem i pyta Hanka, czy rzeczywiście było ładne, a że rodzącej się nie odmawia, to Moody odpowiada, że było w Top 10, a potem do Karen, ze "twoje jest numer jeden" - tak żeby wilk był syty i owca cała ;)
        No i się rodzi... Murzyn ;))
        Moody odtańcza krótki, acz wybuchowy, taniec radości, a wąsiaty, który w momencie wyłażenia niemowlaka puścił pieknego pawia, już wyluzowany i pompatyczny jak wcześniej, w pozie Jezusa rozklada ręce i powiada "umyjcie dziecię i podajcie mi je; wychowam to czarne dziecko, jak swoje" ;)

        A, Łysy przeca jeszcze.
        Puścił żonę w trąbę i został z tą Daisy całą. Znalazł robotę w salonie sprzedaży bmv. Musi zachwalać auta, szef go popędza, Moody składa mu proopozycję "jak chcesz, to cię zastrzelę na zapleczu ?" ;), ale Łysy zdaje się być zadowolony z życia.
        Problem w tym, ze jego nowa miłość się puszcza. Z kolegą ze studium filmowego (opowiada łysemu, że to się stało tak szast-prast, na co łysy "to mi wygląda na próbę gwałtu...", a ona "niekoniecznie, no chyba,ze on to zgłosi" ;))}, próby załagodzenia sytuacji seksem - dramatycznie nieudane i dramatycznie błyskawiczne.
        I łysy ma jakieś przebłyski, zeby do zony się znów uśmiechnąc. Spotykają się, i nic z tego ("zdradziliście mnie, ty i twoje małe, chude, krzywe urządzenie" - cytat niedosłowny), co więcej - okazuje się,ze ten film co go łysy finansował, czy raczej - oboje, zdobył kupca, za duża kasę - i całą tę kasę zgarnie żona, bo łysy jej wszystko zostawił.

        Zatem - Moodys się szykują do wyjazdu, już pakują manele do auta, ale przeca Hank nie może opuścić Kalifornii, right ? :) Musi zostać na trzecią serię. Więc w ostatniej chwili pojawia się ten zdradziecki chłopak córki, z nagraną kasetą z "17 piosenkami przy których się całowali" (Moody : "17 ?!") i jej wyznaje miłość. I co teraz ? Jak to co : Hank musi zostać, bo "zrobi dla córki wszystko", a Karen odlecieć do Niujorku. I odlatuje.
        A w ostatniej scenie Moody z córką spacerują po zatłoczonym deptaku przy Venice Beach, grożą sobie "że będą mieć na siebie nawzajem oko" i takie tam ojcowsko-córkowskie pogawędki. I pojawia się dziewczyna z 1 serii (cechy szczególne : uroda włosko-hiszpańska, kolorowy biustonosz, dżinsowe szorty, biust na sześć z plusem; w 1 serii spotkali się w sklepie, a potem okradła Moody'ego z płyt rockowych, po tym, jak on jej zafundował orgazm - wyjątkowo niegrzeczna; ale później oddała mu te płyty, więc się częściowo zrehabilitowała). No i się kręci wokół tego, teges szmeges, ale Moody jakiś taki niezdecydowny, no i córka, co ich na chwilę zostawiła, patrzy uważnie zza winkla... więc ona rzuca tylko "life goes on...." i zostawia go, a potem córka rzuca pytania w stylu "góralu, czy ci nie żal ?", a góral na to, że - ładnie tu, słońce, woda, nieee jest mi żal.. Kamera w górę, bierze pełne ujęcie Venice Beach i kuniec.

        No i co Ty na to wszystko ? :)

        Od połowy klimat 1 serii gdzieś tam się przebijał, ale jednak nie przebił się ostatecznie jak chodzi o wrażenie całości. U mnie jest tak - 1 seria była zjawiskowa, coś jakby u sąsiada się podłoga zarwała i jego kształtna żona spadła prosto w ręce; druga - gdyby nie było pierwszej, byłaby świetna, a tak jest niezła, i to głównie z tego powodu, ze pierwsza zostawiła taką nadwyżkę.
        And your opinia ? :)





        • barbasia1 Re: Cali 2/12 25.11.09, 13:43
          Dzięki Dżeku! :)))

          Sama zaskoczenia pod koniec serii 2. - śmierć Ahsby'ego (niezły ten
          jego pomnik :))), czarne dziecko!!! - a to największe moje
          zaskoczenie! :)) o takim rozwiązaniu nie pomyślałam, no ale w
          Kalifornii wszytsko możliwe! :)
          i przedłużenie pobytu w Kaliforni dla "dobra córki" ;)

          Z serii pierwszej niewiele odcinkow obejrzałam, więc jednak nie
          mogę porównywać obu serii (ale gdybym widziała i bardziej by mi się
          od drugiej podobała na pewno nie porównałabym jej do "kształtnej
          żony sąsiada nieoczekiwanie spadającej w ręce" - cóż to za
          porównanie! ;/).
          Seria druga, mam wrazenie była nierówna, były lepsze i gorsze czyli
          nudniejsze odcinki, najatrakcyjniejsze to te końcowe.
          Ciekawe zatem jaka będzie seria trzecia!?


          /A widzisz, miałam rację, pisał w ukryciu ;), pomyliłam się tylko z
          komputerem! :)/

          • anakonda_blus Re: Cali 2/12 25.11.09, 17:26
            Taka sama!
            • barbasia1 Re: Cali 2/12 26.11.09, 12:14
              anakonda_blus napisała:

              > Taka sama!

              ... jak druga?

              W takim razie doczekać się nie możemy! :)
        • barbasia1 Re: Cali 2/12 26.11.09, 12:21
          grek.grek napisał:

          U mnie jest tak - 1 seria była zjawis
          > kowa,coś jakby u sąsiada się podłoga zarwała i jego kształtna żona
          spadła prosto w ręce;

          Oczywiście porównanie bardzo fajne! :), a nawet fantastyczne,
          znakomicie wpisuje się w frywolną stylistykę serialu i podwątku
          traktującego o tym serialu.
          Wczoraj pisałam nieco inaczej, a to wszytsko przez takiego jednego
          telekubisia, który zdekoncetrował mnie / do tego stopnia, że nie
          zauwazyłam Twoich przedwczorajszych postów , straszne co!?/, a może
          właściwie z jeszcze innego powodu... ;)
          • grek.grek Re: Cali 2/12 27.11.09, 12:52
            "Teletubiś" :)) - odlatuję robiąc laskę ;))

            • barbasia1 Re: Cali 2/12 27.11.09, 14:28
              grek.grek napisał:

              > "Teletubiś" :)) - odlatuję robiąc laskę ;))
              >

              :))))))

              No to teraz narozrabiałam! ;/

              /TeleKubiś! ;)/

              • grek.grek Re: Cali 2/12 28.11.09, 12:38
                O kurde bele... :))
                • barbasia1 Re: Cali 2/12 28.11.09, 15:02
                  grek.grek napisał:

                  > O kurde bele... :))

                  :)))
                  Ale jestem sprytna, co! ;)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka