Gość: japoprostuja1976
IP: *.devs.futuro.pl
11.10.05, 18:18
az sie dzis poplakalam...tak mnie frustruje praca.jeden z najwiekszych
bankow, fajny wydzial, fajni ludzie ale...no wlasnie, jestem calkiem niezlym
prawnikiem, z dwuletnim starzem w prawie gospodarczym, administracyjnym,
samorzadowym i z wprawa w tworzeniu aktow prawnych- a od pewnego czasu
wylacznie w pracy zajmuje sie tlumaczeniami, z polskiego na niemiecki i z
niemieckiego na polski.dodam, ze nie mam zadnego certyfikatu - po prostu w
tym banku nie ma ludzi, ktorzy znaja niemiecki w stopniu umozliwiajacym
napisanie np. notatki w tym jezyku - a kazda musi byc dwujezyczna. szlag
mnie trafia, kiedy o 15.50 dostaje na maila teks od szefa, ktory ma byc
natychmiast przetlumaczony (slownictwo prawnicze,ekonomiczne ale i
informatyczne,dot. zarzadzania ryzykiem,itp). Nie po to konczylam ciezkie
studia i zdobywalam doswiadczenie, zeby teraz skonczyc jako podrzedny
tlumacz. Mam tego dosc do tego stopnia, ze powaznie mysle o zmianie pracy,
szczegolnie ze wynagrodzeniew tym banku to 2000 na reke + nieplatne
nadgodziny. Szans na awans zadnych...A w dodatku zaden manager sredniego
stopnia wlacznie z moim dyrem nie znaja zadnego jezyka obcego- super, co?
Czy ktos z Was byl w podobnej sytuacji?
pozdrawiam
ja