Dodaj do ulubionych

Ofiara Guruy

09.03.07, 20:00
Wczoraj pół wagonu Inter City gapiło się na mnie, bo czytałam "Kocie worki" smile
Że zacytuję klasyka "gębę musiałam sobie zasłaniać i ciekło mi z oczu", ale i
tak wzbudziłam lekkie poruszenie pomiędzy biznesmenami z laptopami (wagon był
bez przedziałów).
I wcale nie czytałam tego po raz pierwszy, skąd!
Inne ofiary Guruy, opowiecie o tym, jak to z wami było? Gdzie was dopadło?
Obserwuj wątek
    • minerwamcg Re: Ofiara Guruy 09.03.07, 23:21
      W ogródku u babci. Czytałam "Wszystko czerwone" i tak wyłam, że wuj
      przycinający gałęzie co chwilę złaził z drabiny i leciał pytać, co mi się
      dzieje.
      • minerwamcg P.S. 10.03.07, 13:27
        Po namyśle stwierdzam, że za ofiarę Gurui należy uznać nie mnie tylko wuja, bo
        to on odrywał się od pracy i latał po tej drabinie, a ja tylko siedziałam na
        leżaku i wyłam. W końcu zaczęłam mu czytać co pikantniejsze odzywki pana
        Muldgaarda - i zapisał się w kolejkę jako następny do czytania smile
    • groha Re: Ofiara Guruy 10.03.07, 13:29
      Dzidko, ale dlaczego ofiara, matko kochana, dlaczego? Co one, te zalaptopowane
      biznesmeny Ci zrobiły? Bo jeśli tylko się gapili, to śmiem podejrzewać, że
      większość z zazdrością, że tak sobie pięknie chichoczesz, a oni nie mają z
      czego. Czyli spokojnie możesz się czuć, jak szczęściara, nie? smile
      • the_dzidka Re: Ofiara Guruy 10.03.07, 19:21
        Dla dobra wątku niech będzie ofiara smile
        Ofiarą prawdziwą to była moja mama, która lat mając 22 siedziała na kuchennym
        parapecie i czytała "Lesia", chichocząc przy tym niemożebnie. Tyle że
        dziadkowie mieszkali wówczas w jednostce wojskowej, i pod oknem zgromadziło się
        paru szeregowych, rzucających komentarze na temat zachęcającego śmiechu panny
        kapitanówny wink Akurat do domu wracała babcia, zobaczyła szeregowych - i
        wparowawszy do domu, stłukła swojej dorosłej córce tyłek smile)
        • asia.sthm Re: Ofiara Guruy 10.03.07, 19:58
          Za ofiare sie nie uwazam, ale oberwalo mi sie wiele razy ze az uszy piekly.
          W mlodosci: wszedzie gdzie sie dalo. ( matematyk pozyczyl mi pierwsza ksiazke
          JCH , a potem glupek mial pretensje, ze czytam niestosownie i niestosownie sie
          zachowuje ) No nie tylko on, on byl najbardziej poblazliwy - trzeba mu przyznac.
          W wieku malzenskim: zgroza wprost. Ilosc przypalonych garow nie przejdzie przez
          usta me.
          W wieku tzw dzieckoposiadalnym: nie bylo wcale wesolo...tym dzieciom. Rzadko
          ale sie zdarzalo.
          W wieku poznodzieckalnym: robta co chceta , matka nie ma glowy teraz do garow.
          W wieku najzupelniej tzw dojrzalym: najgorzej mam jak mi kaza przetlumaczyc z
          czego mi tak wesolo. Ostatni atak z powodu.
          - Dzieci, czy ja mam na glowie peruke ?
          No dobrze, przetlumaczylam i niech sie odczepia. Wychodze ciagle jak Zablocczak
          Ot zycie.

          A czytajac forum to ja naprawde chylkiem w pracy. Daleko od ludzi siedze i
          dlatego mi sie upieka.
          • lylika Re: Ofiara Guruy 10.03.07, 20:35
            Najwyższy czas na dygresję. smile
            asia.sthm napisała:
            > A czytajac forum to ja naprawde chylkiem w pracy. Daleko od ludzi siedze i
            > dlatego mi sie upieka.
            ...
            Kochana, Ty mieszkasz w kraju, w którym w pracy można wszystko. smile)) Moja kuzynka ze Sztokholmu, wiele lat temu się uczuliła. Na wszystko prawie. Stwierdzono to medycznie. Najpierw dostała "zwolnienie lekarskie" z obowiązku spożywania wspólnych lunchów. Z powodu potraw i zapachów wielu uperfumowanych ludzi. Jakiś czas później musiano jej dać osobny pokój. Następnie specjalny kredyt na samochód, żeby nie musiała jeździć komunikacją miejską. A od kilku lat w ogóle nie bywa w tym swoim banku tylko siedzi w domu przy komputerze.
            Może idź do lekarza, niech Ci stwierdzi jakieś schorzenie, na które niezbędny jest szalony śmiech 3 razy dziennie po jedzeniu. smile))
            • asia.sthm Re: Ofiara Guruy 10.03.07, 22:16
              > Może idź do lekarza, niech Ci stwierdzi jakieś schorzenie, na które niezbędny
              > jest szalony śmiech 3 razy dziennie po jedzeniu. smile))

              Ja juz sobie wystawilam diagnoze: postrobakowy uraz wartoby. Mialam w
              dziecinstwie pazozyta na watrobie i teraz niezbedny jest mi masaz smiechem.
              Bardzo mi sie ten archaiczny robak przydal na starosc...lece szukac lekarza
              spragnionego rewalacji naukowych.
          • pallas_atena Re: Ofiara Guruy 12.03.07, 09:10
            O matko i córko!
            Jakbym czytała sprawozdanie z własnej "ofiarności".
            Ilość nie tylko przypalonych garów, ale również "nie wykonanych" posiłków dla
            rodziny i innych obowiązków domowych też wielka.
            Dziecię już od małego wytresowane, że matka od czasu do czasu zapada na chorobę
            zwaną "Chmielewska" i NIC nie jest jej wtedy w stanie odciągnąć od lektury. Mąż
            też wytresowany - jak wyżej.
            Dzięcię zarażone chorobą "Chmielewska" od niemowlęctwa obecnie zachowuje się
            przy książkach p. Joanny jak kopia matki - nie reaguje na otoczeniepodczas
            czytania, ale gryzie i kopie gdy ktoś próbuje odebrać ukochaną lekturę z rąk i
            sprzed oczu.
          • aganioq Re: Ofiara Guruy 13.03.07, 16:06
            ...w moim przypadku ofiarą jest moje chłopie, które czasem obiadu nie dostanie,
            koszulki ma nie poprasowane a w zlewie sterta garów...a mi cały dzień zleci na
            czytaniu JCH...ale już się nauczył i jak wraca do domu i tak wygląda to pyta
            cytując "Klina" : "Ach, to pani jest flądra?" po czym sam robi sobie kanapki smile
            • groha Re: Ofiara Guruy 13.03.07, 19:43
              Wszelki duch... No, niech mnie gęś kopnie... Aganioq!! Tyżeś to, tyżeś? Ta sama
              Aganioq? O, matko moja jedyna kochana... Daj jakiś znak, że to Ty, albo co, bo
              wprost oczom swym pięknym nie wierzę.
              • aganioq Re: Ofiara Guruy 13.03.07, 19:58
                ...no to moje skromne ja...kope lat...a raczej miesięcy...uniżenie proszęo
                wybaczenie...ale już jestem i nie zniknę, obiecuję... smile
                • lylika Re: Ofiara Guruy 14.03.07, 08:13
                  No wiesz co Aganioq, tyle czasu się nie odzywać. Myśmy zamartwiali się o Ciebie i na wybębnie dawaliśmy. No dobra, już nie przynudzam, ale nie znikaj więcej bez słowa. smile
                  • aganioq Re: Ofiara Guruy 14.03.07, 17:30
                    ...bo ja to sierota życiowa jestem tongue_out
    • kocio_pierzaczek Re: Ofiara Guruy 11.03.07, 10:03
      Ja też się spłakałam aż mi tusz puścił, m.in. w metrze. Dobił mnie mokry
      jaskier. Pani z dzieckiem z naprzeciwka udawała, że mnie nie widzi, za to
      dziecko gapiło się na wariatkę z szalonym zainteresowaniem. Najbardziej jedak
      złamała mnie Gurua także w metrze, z tym że tu byłam kolejny raz po Lądowaniu w
      Garwolinie (raz w życiu usłyszeć to wreszcie w formie słuchowiska...).
      Przeczytał to także ówczesny narzeczony, a obecny mąż i przy porównywaniu
      wrażeń tak zesłabłam, że kucnęłam sobie w kąciku, wyjąc cichutko i płacząc
      rzewnie, co wzbudziło komentarze dwóch pań z siatami o alkoholozowaniu się
      młodzieży. To oczywiście nie pomogło w uspokojeniu się i mój mężczyzna wywlókł
      mnie na Wilanowskiej w charakterze zataczającej się zwłoki. Dogorywałam tam
      jeszcze przez jakiś czas...
      • dorka_31 Re: Ofiara Guruy 11.03.07, 21:39
        Ja kiedyś niemal faktycznie ofiarą padłam. Było to w czasach szkolnych jeszcze.
        Uwielbiałam czytać przy jedzeniu (czego nie znosił mój tata), więc zwykle
        umykałam cichcem z talerzem do swojego pokoju i tam spożywałam sobie czytając.
        No i kiedyś właśnie próbowałam czytać Chmielewską podczas jedzenia zupy. Po
        kilku chwilach zorientowałam się, iż nijak sie nie da. Co chwila bowiem
        krztusiłam się, prychałam i wydawałam z siebie takie dźwięki, ze w końcu
        rodzice przyszli zajrzeć co sie ze mna dzieje. Udało mi sie jakos nie udławić,
        ale potem już starałam się nic płynnego przy tej lekturze nie spozywać smile)
    • nchyb w tramwaju to było... 13.03.07, 11:53
      lat temu wiele...
      a pisałam o tym tu:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14722&w=15325348&a=15325348
    • april02 Re: Ofiara Guruy 14.03.07, 21:12
      E tam gapili się na Ciebie boś ładna kobieta jest a nie dlatego, że czytałaś
      Kocie Worki smile
      • jot6 Re: Ofiara Guruy 17.03.07, 14:23
        nieśmiało dzień dobry z Gdańska...
        od dłuższego czasu wpadam i podczytywuję,dziś nie mogłam wytrzymać i ośmieliłam
        się zabrać głos..
        "Wszyscy jesteśmy podejrzani",miejsce akcji:wynajmowany pokój "przy rodzinie",
        za czasów studenckich,w pewnym momencie lektury usłyszałam krzyk i zobaczyłam
        zza uchylających się drzwi dwie głowy i przerażone spojrzenia:myślałyśmy,że coś
        się stało i tak płaczesz z rozpaczy...
        • groha Re: Ofiara Guruy 17.03.07, 15:18
          Cześć Jotsześćsmile Śmiało zabieraj głos, śmiało! Bo inaczej, to nie po
          chmielewskiemu raczej. No, proszę, nawet nie czuje, jak mi się rymuje. Ale może
          i dobrze, bo do rymu, to tak bardziej uroczyście i do powitań pasuje. Rozgość
          się, pisz, często bywać się staraj i nigdy nie czuj się tu, jak ofiara. O, jak
          fajnie mi wyszło, prawda? smile
        • lylika Re: Ofiara Guruy 17.03.07, 16:35
          Cześć Jotsześć! To do rymu było smile))
          Groha wierszując Cię powitała, ale ona poetka. Ja zwyczajnie: siadaj, rozgość się, pisz co Ci się podoba i czuj się dobrze z nami. smile
          • jot6 Re: Ofiara Guruy 19.03.07, 22:14
            dzięęęki..ale jestem dumna! jakie miłe powitanie!
            czytam stale forum
            książki Guruy mam zaliczone,na "Zapalniczkę"czekam z niecierpliwością
            pozdrawiam forumowiczki i forumowiczów
    • sibeliuss Re: Ofiara Guruy 17.03.07, 23:17
      Kiedyś jadąc kuszetą czytałem Lesia, starałem się nie rżeć.
      Na etapie biegu z garbem zawyłem i spadłem z góry.
      Cały przedział mnie nienawidził do samego Zakopca.
    • lylika Re: Ofiara Guruy 20.03.07, 23:30
      Czytałam "Romans" w pracy jedząc drugie śniadanie. Uważałam, że mam świete prawo wykorzystywać tę przerwę jak mi się podoba. Prychałam i parskałam śmiechem co chwilę, ale kiedy doszłam do pralni pierza zaczęłam się dusić. Koleżanka zaczęła mnie ratować waląc w plecy. W tej chwili do pokoju wszedł sam najgłówniejszy szef i bardzo zaniepokojony tym widokiem podszedł do mojego biurka. Wtedy akurat koleżance udało się skutecznie mnie walnąć i obryzgałam śniadaniem szefowi elegancki garnitur. Nawet się nie obraził i bardzo mi współczuł z powodu zachłyśnięcia. Na szczęście nie zauważył książki i nigdy się nie dowiedział, że to z powodu lektury.smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka