ignatz
18.04.05, 23:00
Hmm, właśnie skończyłem oglądać. I o ile sam film jest ciut zbyt
amerykańskijak dla mnie - choć poruszane sa w nim bliskie kazdemu człowiekowi
kwestie jak wolnośc, niezależność, poczucie godności itp, to wszelkie hołdy
należą się Seanowi Pennowi za grę. Kompletny obraz cżłowieka szalonego i
skończonego, żałosnego i zdeterminowanego. Popatrzcie tylko jak on się
usmiecha - ani razu nie uśmiechnął się szczerze, dopiero na samym końcu.
Popatrzcie jak przeprasza za wszystko, jak drżą mu ręce, jaki jest niepewny.
Ten koleś to geniusz, choć pewnie dostanie mi się że dopiero teraz się
zorientowałem :-)
No i jeszcze fajny smaczek - konsekwentnie oddane lata 70-te, nie tylko auta
czy telewizory, ale także... samoloty. Żadnych 767, żadnych Airbusów, tylko
stare dobre 737-100. I o to loto :-)