Dodaj do ulubionych

Femme Fatale

IP: *.weia.po.opole.pl 15.02.03, 15:25
kiepski
Obserwuj wątek
    • Gość: placek Re: Femme Fatale IP: *.weia.po.opole.pl 15.02.03, 15:25
      fajny:)
      • Gość: Bartek Re: Femme Fatale IP: *.w-net.pl 29.04.03, 22:26
        Nie kumam akcji z tymi dwoma gwiazdkami. O co z nimi chodzi?
        Ktos moze w Wyborczej oglądał jakiś inny film?
        Dla mnie film rewelacja.
    • Gość: asta Re: Femme Fatale IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 03.03.03, 01:37
      świetna muzyka,świetne zdjęcia,ciekawy scenariusz....no i
      DePalma!Reasumując-POLECAM! (Nie dla "małowybrednych")
    • Gość: Joanna Re: Femme Fatale IP: w3cache.KSZ.K.PL:* 10.04.03, 20:16
      świetny film! polecam
    • ignatz Re: Femme Fatale 29.04.03, 23:07
      Myślałem że to normalny film, a tu na koniec gościu chciał zapozować na Lyncha.
      Chała. Jeno na tę panią można popatrzeć z przyjemnością :-)
    • Gość: Piotr Grosman Tragiczny De Palma, biedny Banderas IP: *.dami.pl / 192.168.0.* 04.05.03, 18:30
      Brian De Palma, światowej sławy twórca, m.in. za dokonania
      filmowe "Carrie" z niezapomnianą kreacją Sissy Spacek
      czy "Nietykalni", gdzie zademonstrował dojrzały pod każdym
      względem warsztat i w pełni wykorzystał wszystkie znakomite nie
      tylko swoje pomysły, był również uważany za mistrzowskiego
      technika ze skłonnościami do tanich efektów grozy (bo już
      jego "Strój zabójcy", "Świadek mimo woli" czy "Misja na Marsa"
      to raczej trzeba nazwać porażkami niż sukcesami twórczymi).
      Wyreżyserowany przez De Palmę (scenariusz jest także jego pióra)
      kryminalny dreszczowiec "Femme Fatale" nagle staje się
      nobilitacją kina erotycznego. Powiem więcej, powstał swoisty
      problem, czy ten film to jeszcze erotyka, czy już pornografia.
      No, może soft porno, bo film ma ambicję do artyzmu, a także w
      miarę interesującego scenariusza. A realizm to tylko jedno
      oblicze filmu.

      Patrząc na losy filmu "Femme Fatale" przychodzi na myśl inne
      antydzieło "Showgirls" Paula Verhoevena, też uznanego
      holenderskiego reżysera. Bohaterki tych dwóch filmów to
      dziewczyny wyzute z uczuć, pierwsza - "kobieta fatalna" i druga -
      "dziewczyna z zespołu tancerzy dla dorosłych" traktowana jest
      przez inne filmowe postacie jak przedmiot. Zarówno aktorka
      Elizabeth Berkley jak i modelka Rebecca Romijn-Stamos mają
      wątpliwej jakości talent aktorski. Nie umiały sobie poradzić
      nawet w prostych scenach, a jedynie popisują się akrobatyczną
      sprawnością w eksponowaniu swojego wysportowanego ciała. Problem
      jednak w tym, że mają to być główne bohaterki, od których widz
      wymaga więcej niż zaistnieć na ekranie. Przy takim podejściu nic
      nie może zmienić zniechęcenia w odbiorze sztuki.

      Odtwórczyni podwójnej roli Rebecca Romijn-Stamos pokazała swoje
      ambicje aktorskie w słynnym filmie "X-Men". Jednak tym razem
      daje się zauważyć braki w warsztacie aktorskim. Już sam tytuł
      sugeruje, że powinna mieć to coś, co miały w sobie Katherine
      Hepburn, Charlotta Rampling, Faye Dunaway czy Sharon Stone. A
      tymczasem ta kobieta nie jest ani zimna, ani gorąca, ale po
      prostu - letnia.

      Wszystko w filmie wydaje się być czystym zbiegiem okoliczności,
      czasem szczęśliwym (jak np. zamiana ról między sprytną
      złodziejką Laurą Ash, a niedoszłą ukochaną córeczką rodziców-
      niedoszłą samobójczynią Lily), ale czasem nieszczęśliwym (jak
      np. pstryknięte zdjęcie na ulicy przez zawodowego fotografa).
      Zawiła intryga momentami staje się banalna, a poprawna fabuła
      jakby wbrew intencjom reżysera-podejrzanie przypomina kopalnię
      fragmentów różnych filmów, od "Sokoła maltańskiego" Johna
      Hustona, "Głębokiego snu" z Humphreyem Bogartem, "Frantica"
      Romana Polańskiego począwszy, poprzez "Przypadkową dziewczynę" z
      Gwyneth Paltrow, a skończywszy na "Podwójnym życiu Weroniki"
      Krzysztofa Kieślowskiego (ciekawe, czy De Palma widział ten
      film?).

      Bardzo zaniedbana jest tu postać przypadkowego fotografa
      Nicolasa, którego zagrał Antonio Banderas. Bo aktor, który
      wcześniej potrafił stworzyć dosyć zagadkowego nieznajomego w
      filmie "Nigdy nie rozmawiaj z nieznajomym" z naprawdę zimną
      femme fatale - Rebeccą De Mornay, tutaj wypada bardzo blado. Nie
      dość, że wydaje się karykaturalny (niższy, zbyt uprzejmy, w
      ogóle nie mający ochoty na bliższy kontakt z tajemniczą
      bohaterką z jego zdjęcia), to w dodatku mało przekonywujący.
      Jakby przemęczony swoją postacią. Ciekawi mnie, czy De Palma
      wyjaśnił Banderasowi, o co mu chodzi i czy Banderas wiedział
      kogo ma zagrać. Najlepiej wypadli tu w rolach
      charakterystycznych: Peter Coyote jako naiwny człowiek z
      wyższych sfer Bruce Hewitt Watts oraz Gregg Henry (aktor De
      Palmy ze "Świadka mimo woli") w roli szefa-szpiegującego i
      czuwającego nad całą akcją nieudanej kradzieży brylantów podczas
      festiwalu filmowego w Cannes. To właśnie Henry okazał się tu
      bardziej drapieżny i bezwzględny, a przede wszystkim bardziej
      zaskakujący, a przez to barwniejszy nawet od tytułowej kobiety
      fatalnej i fotografa wraz z innymi postaciami tego filmu razem
      wziętych.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka