Gość: Piotr Grosman
IP: *.dami.pl / 192.168.0.*
04.05.03, 18:28
Największa satysfakcja jaką daje kino ma w gruncie rzeczy
charakter dość prymitywny: chodzi o złudne uczucie uczestnictwa
w czymś, co niezwykłe, co wykracza poza codzienne doświadczenie.
Zwykle wystarcza wizja zakłócenia ustalonego ładu, jego większej
lub mniejszej destrukcji.
W filmie Andrew Davisa mamy właśnie to przekroczenie granic
codzienności. Jest więc małżeństwo, które przechodzi kryzys.
Żona wydaje się bardziej za to winna, ponieważ zdradza go z
młodszym mężczyzną niż jej mąż. Gdy tymczasem on chce się jej
raz na zawsze pozbyć.
Lecz tu nie chodzi o samą akcję filmu. Najważniejszy jest
psychologiczny szkic każdej postaci. Michael Douglas, którego
wcześniej poznaliśmy jako opętanego duchem seksualności
niewiernego męża ("Fatalne zauroczenie") i nieprawego detektywa
("Nagi instynkt") oraz poddanego żądzy mamony rekina giełdowego
("Wall Street"), teraz rewelacyjnie przedstawił nam swojego
bohatera Stevana Taylora, który bardzo inteligentnie chce
zawładnąć majątkiem żony, kosztem jej śmierci, a jej wykonawcą
ma być ten, z którym jego żona go zdradzała.
Wcale się nie dziwię, że Gwyneth Paltrow odebrała za role Emily
Bradford Taylor nagrodę Blockbuster Entertainment (panowie -
Douglas i Mortensen - otrzymali także nominacje do tej nagrody,
ale do domu wrócili bez niej). Kamera filmowa musi ją bardzo
lubić, skoro uchwyciła każdą emocję i nic nie ukryła przed
widzem. Gwyneth przemyślała swoją rolę, trochę ją skorygowała i
wypadła niezwykle interesująco. Chce się śledzić do końca
sytuacje bohaterki.
Dobrym pomysłem było obsadzenie w roli niedocenionego młodego
artysty malarza, Viggo Mortensena. Wszechstronnie uzdolniony
aktor (także fotograf, poeta i... malarz) dał swój popis nie do
zapomnienia. Niby na luzie, ale spięty. Jego powolne gesty
stwarzają na ekranie niespodziewany niepokój. Uległość Davida
Showa wobec cielesnych namiętności (seks, splamione krwią
pieniądze) budzi współczucie widza.
Słowa detektywa Mahomeda Karamana (świetny David Suchet)
kierowane do Emily - niedoszłej ofiary morderstwa: "Niech panią
Bóg błogosławi", podkreślają nieodgadnione myśli mówcy, na które
adresatka odpowiada: "Pana także". I wiemy już wtedy, po której
mamy być stronie jako obserwatorzy całego zdarzenia. I jak się
okaże w finale, wybraliśmy dobrze, więc oddychamy z ulgą.