palma8
01.03.04, 21:57
Pomóżcie, wytłumaczcie, jeśli potraficie.
Poznałam faceta. Spędziliśmy razem weekend. Było bardzo fajnie, moim zdaniem.
Sądziłam, że jego zdaniem też. Dzieli nas duża odległość i dla mnie z
założenia miał to być tylko wspólny weekend, bez kontynuacji.
Ostatniego dnia mówił kilka razy o tym, że jeszcze się spotkamy, że coś- tam
zrobimy, gdy będziemy tu następnym razem. I tym obudził moje nadzieje na to,
że, mimo moich wcześniejszych założeń, będzie jakiś ciąg dalszy tej
znajomości. Przyznaję, że po tym wspólnym weekendzie chciałam tego.
Pożegnaliśmy się bardzo czule.
I teraz klasyka gatunku: minął tydzień a on się nie odezwał. Przedtem co
dzień pisał. Teraz nic- nawet sms-a czy dojechałam do domu.
Ja, niestety, złamałam się i wysłałam maila, a dziś zadzwoniłam- nie odebrał.
Moje pytania są takie:
- dlaczego przed tym weekendem miał siły, czas, ochotę pisać do mnie?
- jeżeli spotkał się ze mną, by mnie przelecieć, to po co robił wrażenie, że
nie chodzi tylko o seks? ja też miałam chęć z nim się przespać i mogło to tak
zostać- bez ubarwień;
- po co mówił mi coś, czego nie miał zamiaru zrealizować (następne spotkanie)?
- czy nie można odpisać mi na maila mniej więcej tak: "miło było, ale sądzę,
że nasza dalsza znajomość nie ma sensu"? wszystko byłoby dla mnie jasne, a
tak myślę, czy nie rozwalił się gdzieś po drodze;
Zaoszczędziłby mi rozterek stawiając sprawę jasno, dlaczego to takie trudne
dla faceta?
PS. Nie mam już złudzeń i nie czekam na jego telefon. Chcę próbować zrozumieć
dlaczego trudno jest skończyć znajomość jasno, bez ściemniania.