Dodaj do ulubionych

To ja odszedlem - rozsadek czy glupota?

13.02.11, 01:15
Witam,

By nie powtarzac sie, jakis czas temu pisalem w watku 'dziecko, brak seksu, paranoja' o swoich problemach z byla juz Partnerka. Postanowilem jeszcze raz zasiegnac ludzkiego zdania nie dlatego by sie zalic, nie by sie wylewac i plakac ale po prostu wygadac (kazdy chyba czasem tak ma). Pomijajac aspekt seksu, ktory choc bardzo wazny, to juz walkowany wczesniej, chcialbym sie skupic na pozaseksualnych motywach mojego odejscia od niedoszlej Narzeczonej i z ludzkiej ciekawosci, moze proznosci poznac Wasze zdanie na ten temat. Bylismy ze soba kilka lat a od niemal dwoch lat mamy Corke, ktora bardzo kocham, zawsze poswiecalem, poswiecam i bede poswiecac jej wiele czasu. Niestety pomimo mojego zaangazowania w rodzine, dbania o byt i mila atmosfere, milosc i wzajemny szacunek, tego ostatniego bardzo mi brakowalo. Od zawsze, a od czasu narodzin naszej Corki, moja ex byla niezmiernie silnie zwiazana ze swoja rodzina. Wiez ta stawala sie na tyle silna (na nieszczescie mieszkalismy blisko jej rodzicow) iz to co dzialo sie u nich bylo zawsze priorytetem. Problemy mamy, taty, jej siostry zawsze braly gore nad tym co dzialo sie u nas. Jej siostra stala sie tez stalym rezydentem w naszym mieszkaniu, dostala klucze, przychodzila kiedy chciala, robila co chciala bo przeciez jej wolno. Moj stanowczy acz kulturalny sprzeciw spotkal sie ze sroga reakcja i proba przywrocenia mnie do szeregu (bezskutecznie gdyz nie dam soba pomiatac). Odtad siostra juz rzadziej przychodzila ale tylko wtedy kiedy bylem w pracy gdyz kiedy przyjezdzalem wczesniej niemal zawsze rezydowala w naszym domu. Zaznaczam, iz siostra ma narzeczonego, ktorego tak sobie wytresowala ze na kazde jej skinienie chodzi jak maszyna - posluszny i wierny bez zainteresowan i osobowosci. Podobnie chyba mialo stac sie ze mna gdyz zawsze bylem przyrownywany negatywnie do jego wzorowej poslusznosci i usluznosci. Zaznaczam, iz dbalem o dom nie tylko finansowo ale tez wykonujac codzienne czynnosci jak kazdy normalny czlowiek: zmycie naczyn, odkurzenie itp (acha nie jestem tez typem nudnego ciapy). Zreszta jakos sie tym z moja ex dzielilismy ale i tak bylem zly bo nie chodzilem jak szwajcarski zegarek i nie wykonywalem polecen jak ten drugi. Jak kazdy szanujacy sie czlowiek mam swoja pasje, dajmy na to jazda na nartach lecz z uwagi na male dziecko zdecydowalem sie ja ograniczyc by pomagac przy wychowaniu Malej. Tymniemniej raz na 2 mce chcialem gdzies wyskoczyc na 3 dni (nie tydzien). Oczywiscie to samo mogla zrobic moja ex, mowilem jej o tym, jesli chce pojedziemy razem, jesli nie to niech sama robi co chce (oddech w wychowaniu dziecka tez jest potrzebny) ale niestety jedyne co slyszalem to 'jak masz dziecko to nie masz prawa jezdzic, spotykac sie ze znajomymi i ...' tu lista czego to ja nie mam prawa robic, ktora zreszta ciagle sie powiekszala. Jezyk ten zreszta wzbogacany byl tez o druga strone 'masz obowiazek' lub ' z...ny obowiazek'. Po takich uwagach bedac czlowiekiem stanowczym ale niekonfliktowym wszelkie argumenty odchodzily w cien, no bo jak prowadzic polemike z nakazami? CO do tych nart to przez dwa lata odkac urodzilo sie dziecko bylem raz (i to niedawno 4 dni) co i tak zostalo mi w sposob miazdzacy wypomniane. Kolejna kwestia to mieszkanie. Jako ze gniezdzilismy sie na obrzezach miasta w malej kawalerce a trafila sie okazja. dobrzy znajomi ktorzy wyjechali za granice na stale odstapili - pozyczyli nam (jak los na loterii, bez kredytu, wyremontowane, jak nowe) swoje spore mieszkanie blisko centrum (znajac nasza sytuacje - zarowno moja ex jak i ja spedzalismy po ok 4h na dojazdy do pracy dziennie a nie stac nas na kredyt na wlasne na razie). Znajomi nie licza sie specjalnie z pieniedzmi, a wyremontowanego w wysokim standardzie mieszkania zal im bylo wynajmowac. Oczywiscie sprzeciw mojej ex byl natychmiastowy ze absolutnie nie (choc na poczatku jak oni o tym mowili byla chetna). Jak sie pozniej dowiedzialem jej rodzina zaczela moja ex przekonywac, iz jak sie wyprowadzi to oni juz jej nie pomoga bo bedzie daleko no i ze oderwie sie od gniazda rodzinnego. Uslyszalem iz ona sie nigdy nigdzie nie wyprowadzi bo tu jest jej dobrze. Nie wazne ze stanowilismy rodzine, ze mielismy sie pobrac. Ja mialem sie podporzadkowac jej planom i jej rodziny mieszkania na kupie a jak nie to droga wolna co niniejszym uczynilem. Zalatwilismy to na razie polubownie, na dziecko place i dzieckiem sie opiekuje tyle ile fizycznie sie da (choc ubolewam ze nie moge codziennie). Mam niesmak, bo to ja odszedlem, to ja jestem ten zly ale to ja uslyszalem kilka razy ' jak ci sie nie podoba to tam sa drzwi', no i wreszcie je otworzylem. Ona mowi ze mnie kocha i ma te kocie wielkie oczy 'prosze' z drugiej strony gdy tylko zabieram corke a zadzwoni ktos z jej rodziny to mam juz natychmiast sie pospieszyc bo marnuje jej czas. Nie dalem sie upodlic i sprowadzic do roli psa na posylki ale okupilem to rozlaka z dzieckiem (mimo ze widze czesto to nie to co codziennie). Z drugiej strony ciagle klotnie i chora atmosfera chyba by sie na dziecku gorzej odbily. Slysze ciagle ze juz nigdy sobie nie uloze zycia z nikim bo mam metke tego co 'zrobil dziecko i zostawil' ale to kolejna proba szantazu psychicznego. Mam niesmak i poczucie zenujacej sytuacji ale z perspektywa zycia jak czlowiek wolny umyslem a nie niewolnik woli partnera. ufff... czy zatem rozsadek czy glupota... czy to wszystko nie moze byc czasem prostsze?
Obserwuj wątek
    • black-sandra Re: To ja odszedlem - rozsadek czy glupota? 13.02.11, 01:36
      Kurna dawno nie czytałam tak długiego lista haha,,,żadna głupota z Twojej strony że odeszłes a kobieta która twierdzi że Cie kocha to chyba nie wie co oznacza słowo MIŁOŚC . Nikt nie jest niczyja własnościa a brak szacunku i miłości w związku nie rokuje dobrze na przyszłośc ...:))
      • niefrasobliwa Re: To ja odszedlem - rozsadek czy glupota? 13.02.11, 01:51
        Odszedłeś i jest opcja:
        albo Ty się złamiesz albo Ona.
        Z tego co piszesz to trudną osobą jest, ale kij ma dwa końce zawsze :-), pomyślałeś gdzie Ty popełniłeś błąd? Tylko taki, że nie dałeś sobie wejść na głowę teściom (może przyszłym), żonie (może przyszłej)? Jeżeli tak, to wg mnie to żaden błąd. Chwali się aby człowiek liczył się z innymi, ale przy tym miał też swoje zdanie- poparte argumentami.
        Czy matka dziecka nie jest dużo młodsza od Ciebie? :-)
        • dalton78 Re: To ja odszedlem - rozsadek czy glupota? 16.02.11, 18:33
          poza wszystkim to Tobie doskwiera oddalenie się od dziecka! z takim typem partnerki wszyscy Ci przyklaskają odejście. Dziecko to inna sprawa. To naprawdę Twoje i nie dziwię się, że szukasz odpowiedzi - ale chyba na inne pytanie niż zadałeś. Życzę powodzenia w wychowaniu uśmiechniętego dziecka.
    • 0ffka Re: To ja odszedlem - rozsadek czy glupota? 13.02.11, 02:42
      Takiego elaboratu nie napisałby facet... Damski Trollu
      • poprioniony Re: To ja odszedlem - rozsadek czy glupota? 13.02.11, 10:22
        Rozwlekly, ale to styl pisania faceta.
        W temacie, jesli bedziesz dbal o dziecko to bedzie dobrze, a france olej.
      • tautschinsky Re: To ja odszedlem - rozsadek czy glupota? 20.02.11, 01:42
        0ffka napisała:

        > Takiego elaboratu nie napisałby facet... Damski Trollu


        Co za debilne stwierdzenie :D

        A te wszystkie buchy to kto pisał jak nie mężczyźni?
        A może jednak to były Tołstojowe i Dostojewskie,
        udające mężczyzn? A tobie taki pościk wydaje się
        nazbyt długi, by mógł go napisać facet. Rozumek mały,
        że go nie dojrzysz.


    • melani73 Re: To ja odszedlem - rozsadek czy glupota? 13.02.11, 10:48
      Hmm...Powiem krótko-ja zwiałabym od takiej osoby jak twoja pani już duużo wcześniej
      • eldiss Re: To ja odszedlem - rozsadek czy glupota? 17.02.11, 11:06
        Istnieje prosty test, sprawdzajacy czy ktos jest gotowy do malzenstwa i czy odcial pepowine.
        Zadaj partnerce pytanie: wyobraz sobie sytuacje, ze plyniemy statkiem, ja, ty i twoja matka, i ja z matka wpadamy do wody i zaczynamy sie topic. Wiesz ze mozesz wskoczyc i uratowac tylko jedno z nas. Kogo bys uratowala?
        Jesli partnerka, choc przez chwile sie waha za kim powinna wskoczyc do wody, a co gorsza moze nie moze sie zdecydowac? to znaczy ze nie jest gotowa do malzenstwa..

        Jesli decydujemy sie na nowa rodzine, priorytety sa jasne i proste: najwazniejszy jest malzonek/partner, potem swoje dzieci, a dopiero na trzecim miejscu sa rodzice.
        • gruby_dolar Re: To ja odszedlem - rozsadek czy glupota? 17.02.11, 12:11
          bzdura. Matka jest matką, niezależnie od wszystkiego, partner to osoba obca, z zewnątrz, kocha nas za coś, z jakiegoś powodu i jak przeskrobiemy moze nas zostawić. Matka nigdy. To jest ta różnica.

          Normalna osoba MA DYLEMAT KOGO POZBAWIĆ ŻYCIA.
          • eldiss Re: To ja odszedlem - rozsadek czy glupota? 17.02.11, 12:24
            no niestety nie masz racji...
            Jesli decydujemy sie na malzenstwo ,to nasz malzonek staje sie nasza polowka i powinien byc dla nas najwazniejszy.

            a z ta miloscia matczyna to roznie tez moze byc, jak widac w dylemacie autora watku.

            Osoba, ktora ma wlasciwie poukladane role w zyciu NIE MA DYLEMATU.

            ps. mowie to jako osoba ktora bardzo kocha matke i ma z nia dobre relacje:)
    • lady.anna Re: To ja odszedlem - rozsadek czy glupota? 13.02.11, 16:51
      gulfcraft napisał:
      > czy to wszystko nie moze byc czasem prostsze?

      może,
      ale to dotyczy ludzi dojrzałych :)

    • amanda-lear Re: To ja odszedlem - rozsadek czy glupota? 13.02.11, 19:58
      rozsadek... nie warto trwac w niczym wbrew sobie i na sile probowac zmieniac innych, to nic nie daje.
    • coelka Re: To ja odszedlem - rozsadek czy glupota? 14.02.11, 16:52
      Jak dwie osoby sie sptykaja to tworza z założenia nową jednostke rodzinną. Jak twoja ex wolała, żyć ze swoja starą rodziną ni9ż z tobą tworzyc nową to lepiej jest odejsć. To sie zreszta tycz też tzw. mamisynków jak ktoś woli żyć z rodzicami niz z partnerem to szczęscia z tego nie bedzie. Od rodziców najlepiej z daleka, bo mogą sie zawsze wtracac, doradzac to zawsze źle wpływa na związe. Ewentualnie mozna raz na jakiś czas na obiad skoczyć w niedzielę i nic wiecej.
    • london_in_use Re: To ja odszedlem - rozsadek czy glupota? 15.02.11, 13:44
      O ja pierdziele, toz to ogloszenie matrymonialne. Taki ty dobry, ho ho.

      Wina nigdy nie lezy po jednej stronie, stary. Z twojego postu jasno wynika, ze ona zwyczajnie nie mogla z toba POROZMAWIAC, bo wszystko przeinaczales. Nic dziwnego, ze potrzebowala tabunu rodziny do zastepczej komunikacji.

      Pomysl nad tym.

      • urko70 Re: To ja odszedlem - rozsadek czy glupota? 15.02.11, 14:07
        london_in_use napisała:

        > O ja pierdziele, toz to ogloszenie matrymonialne. Taki ty dobry, ho ho.

        Prawda?

        > Wina nigdy nie lezy po jednej stronie, stary.

        Pewnie, tu to dokładnie widać, ze winne są dwie osoby: żona i tesciowa.

        > Z twojego postu jasno wynika, ze ona zwyczajnie nie mogla

        zerwać pępowiny z rodzicami, niedojrzałe, słabe, niestabilne emocjonalnie dziewczę.
        • htoft Re: To ja odszedlem - rozsadek czy glupota? 15.02.11, 17:21
          urko70 napisał:

          > zerwać pępowiny z rodzicami, niedojrzałe, słabe, niestabilne emocjonalnie dziew
          > czę.

          Jak to? Przecież to mężczyźni są z definicji niedojrzali.
          • urko70 Re: To ja odszedlem - rozsadek czy glupota? 17.02.11, 12:55
            htoft napisał:

            > urko70 napisał:
            >
            > > zerwać pępowiny z rodzicami, niedojrzałe, słabe, niestabilne emocjonalnie
            > dziew
            > > czę.
            >
            > Jak to?

            Tak to.

            > Przecież to mężczyźni są z definicji niedojrzali.

            Jak widać nie zawsze.
        • m4dm3n Re: To ja odszedlem - rozsadek czy glupota? 16.02.11, 12:31
          urko70 napisał:

          > > Wina nigdy nie lezy po jednej stronie, stary.
          >
          > Pewnie, tu to dokładnie widać, ze winne są dwie osoby: żona i tesciowa.

          haha :)

          Do autora "elaboratu" :

          Ewidentnie jednostronna ta Twoja relacja co nie zmienia faktu, ze nawet jesli przejaskrawiasz wiekszosc rzeczy itp. wymowa jest oczywista - w tym ukladzie sie po prostu meczysz. Nie wazne, ze wina najprawdopodobniej jednak lezy po obu stronach, jesli na tyle linijek tekstu jedyne co mozesz pozytywnego powiedziec o Waszym zwiazku - to corka ... Coz, lepiej odejsc wczesniej jak pozniej.

          ps. Wplacajac pieniazki, upewnij sie ze na pewno na dziecko ida, nie na rodzinke ex...

          pozdrawiam
      • poprioniony Re: To ja odszedlem - rozsadek czy glupota? 15.02.11, 23:43
        > Z twojego postu jasno wynika, ze ona zwyczajnie nie mogla z toba
        > POROZMAWIAC, bo wszystko przeinaczales

        Watpie, zeby jego zdolnosc przeinaczania byla w ulamku tak dobra jak to co
        wlasnie zademonstrowalas. Powodzenia w dalszym czytaniu ze zrozumieniem.
        • london_in_use Re: To ja odszedlem - rozsadek czy glupota? 16.02.11, 11:04
          Nie, po prostu wiem z doświadczenia jak to jest zyc z czlowiekiem 'stanowczym, ale niekonfliktowym', 'nie dajacym po sobie jechac', etc - taki czlowiek wszystko interpretuje jako atak na swoje ego wiec wszystko musi sie odbywac wedlug jego zasad. Najmniejsze odstepstwo od jego regul jest wedlug niego proba zachwiania jego poczuciem wlasnej wartosci, tudziez robieniem z niego 'pantoflarza'.

          Czy naprawde nikt nie zauwazyl na jakiego wspanialomyslnego, szczodrego czlowieka kreuje sie autor?! I jak to wyglada w tej samej bajce opowiedzianej przez druga strone?
          • ellareth Re: To ja odszedlem - rozsadek czy glupota? 16.02.11, 12:19
            Twoje doświadczenie wykrzywiło Twój sposób oceny faktów. Najmniejszy przejaw istnienia ego uznajesz za jego przerost.
            • london_in_use Re: To ja odszedlem - rozsadek czy glupota? 16.02.11, 12:38

              > Twoje doświadczenie wykrzywiło Twój sposób oceny faktów.

              To nie sa fakty. To sa odczucia jednej strony w zwiazku, ktora uwaza sie za pokrzywdzona.

              • ellareth Re: To ja odszedlem - rozsadek czy glupota? 16.02.11, 14:30
                Na tej samej zasadzie facet, którego zdradziły dwie kobiety, rozczarowany i zraniony, zaczyna np. uważać wszystkie kobiety za dziwki. Co nie jest prawdą, tylko jego uczucia zaburzają mu obraz rzeczywistości.

                Nikt nie neguje Twoich uczuć, ani prawa do ich odczuwania, zastanów się tylko czy i w jaki sposób Twoje doświadczenia wpływają na to jak oceniasz sytuację innych ludzi. Czy nie jesteś przewrażliwiona na jakimś punkcie, np. czy nie mylisz despotyzmu ze zdrową obroną przed włażeniem na głowę.
                • london_in_use Re: To ja odszedlem - rozsadek czy glupota? 16.02.11, 15:28
                  >Co nie jest prawdą, tylko jego uczucia zaburzają mu obraz rzeczywistości.

                  No wlasnie.

                  Sam sobie zaprzeczasz?
                  • ellareth Re: To ja odszedlem - rozsadek czy glupota? 16.02.11, 15:51
                    Raz - Jestem kobietą.
                    Dwa - W żadnym miejscu sobie nie zaprzeczam. Piszę o względności postrzegania i interpretacji faktów.
                    • london_in_use Re: To ja odszedlem - rozsadek czy glupota? 16.02.11, 16:05
                      No patrz.

                      A ja o tym samym.

                      Pf
                      • ellareth Re: To ja odszedlem - rozsadek czy glupota? 16.02.11, 16:35
                        OK - Twoja kolej, żeby rozwinąć. O ile chcesz, rzecz jasna.
        • naka2000 Re: To ja odszedlem - rozsadek czy glupota? 17.02.11, 11:31
          rozsądek byłby wtedy,gdybyście zglosili się na terapię malżeńską;a tak to tylko głupota i nieodpowiedzialność
    • titta Re: To ja odszedlem - rozsadek czy glupota? 15.02.11, 19:31
      Zalezy ci na niej?
      Zacznij stawiac warunki:
      1. Pomoc mediatora, psychologa, kogokolwiek, kto pomoze kobiecie ulozyc priorytety
      1. odciecie pempowiny z rodzina i zwiekszenie odleglosci zamieszkania (dobrze zeby uswiadomil ktos inny, ale warunek absolutnie konieczny).
      Wiele ludzi, zarowno kobiet jak i mezczyzn, partnera traktuje jako kolejna rzecz majaca upryjemnic ich zycie i pomoc w samorealizaci. Strasznie sa zdziewieni jak sie dowiaduja, ze szczesliwie zycia nie sa sie w ten sposob przezyc.
      • herbatka.jasminowa Re: To ja odszedlem - rozsadek czy glupota? 15.02.11, 19:53
        A ja myślę, że z tą kobietą nie ma co planować przyszłości, zbyt silna więź rodzinna, nieodcięta pępowina potrafią rozwalić niejeden dobrze rokujący związek, mówi się dużo o tzw"toksycznych" rodzicach, którzy własnym dzieciom zniszczyli życie...

        Można być dobrym ojcem nie będąc mężem matki, to wszystko zależy od ciebie.
        Możesz też stworzyć udany związek z inną (mądrą)kobietą, której nie będzie przeszkadzać, że masz dziecko z inną i która zrozumie powody waszego rozejścia się.
        W końcu narzeczonym się bywa lub nie, ale człowiekiem jest się całe życie.
        • istotazwenus Re: To ja odszedlem - rozsadek czy glupota? 15.02.11, 22:49
          Pamiętaj ludzie po przejściach wiele rozumieją......ludzie madrzy nie oceniają....
          nic się nie dzieje bez powodu....czasem pomimo trudnosci decyzji trzeba "otworzyc drzwi" zeby zacząc życ........normalnie
          zastanawiam się tylko czy ja kochałes ...kochasz jeszcze?
          • titta Re: To ja odszedlem - rozsadek czy glupota? 16.02.11, 10:49
            > zastanawiam się tylko czy ja kochałes ...kochasz jeszcze?

            A co to znaczy? Zbior emocji ktore rownie dobrze mozna czuc do ostatniego drania? Slogan, ktory ten daran, lub zapatrzona w siebie primadonna bedzie powtarzac (co wiecej w pewnym sensie szczerze, bo tez bedzie czuc emocje).
            Czy raczej postawa, ktora kaze przekladac czyjest dobro ponad swoja wygode, a takze czasem dla tegoz dobra byc stanowczym, a nie uciekac z podkulonym ogonkiem.
            Tak na marginesie, kobieta strasznie wypadla w tym opisie, ale opis jest tylko z jednej strony. Mnie niepokoi alergia na siostre. Czy to naprawde tak dziwne, ze po urodzeniu sie dziecka siostra pomaga? A jak pomaga to ma klucze?
            • chomsterek Re: To ja odszedlem - rozsadek czy glupota? 17.02.11, 13:26
              Z tego co wyczytałam w pierwszym poście wynika, że oni mieszkali razem w kawalerce, a siostra (przez pewien czas) odwiedzała ich codziennie. Dla mnie codzienne goszczenie kogoś na tak małym metrażu byłoby jednak trochę uciążliwe.
        • titta Re: To ja odszedlem - rozsadek czy glupota? 16.02.11, 10:44
          Ten pan z ta pania ma dziecko. Wiec nie ma co mowic o planowaniu przyszlosci tylko pod jego kontem, bo jest o co walczyc.
          Mozna byc dobrym ojcem, ale dziecko potzrebuje dobrej rodziny, dobrych relacji matki z ojcem, a nie jedynie dobrego ojca.
          • polka-dot Re: To ja odszedlem - rozsadek czy glupota? 16.02.11, 11:01
            titta napisała:

            > Ten pan z ta pania ma dziecko. Wiec nie ma co mowic o planowaniu przyszlosci ty
            > lko pod jego kontem, bo jest o co walczyc.
            > Mozna byc dobrym ojcem, ale dziecko potzrebuje dobrej rodziny, dobrych relacji
            > matki z ojcem, a nie jedynie dobrego ojca.

            Ja myślę, że dziecko przede wszystkim potrzebuje wychowywać się w miłości. Oczywiście najlepiej, żeby to była miłość między jego matką i ojcem, ale uczucia nie da się zastąpić poczuciem obowiązku. Lepiej dla dziecka będzie wychowywać się w rodzinie niepełnej czy tzw. rekonstruowanej, niż pomiedzy matką i ojcem, którzy potrafią na siebie tylko warczeć. Rzekomo dla dobra dziecka.
    • osobistycoach [...] 16.02.11, 10:50
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • dragontatoo Re: To ja odszedlem - rozsadek czy glupota? 16.02.11, 10:55
        Pomagałeś w obowiązkach przy dziecku?
        No kurde, ale łaskawy pan.
        Taki sam macie oboje zas... obowiązek się tym dzieckiem zajmować, tak samo ono Twoje, jak i partnerki. A może to ona zacznie Ci "pomagać"?
        Kwiatów za to oczekujesz czy co?
        Dawno nie przeczytałam czegoś tak kretyńskiego.
        • tugen_axalla Re: To ja odszedlem - rozsadek czy glupota? 16.02.11, 11:05
          @ dragontatoo - Dawno nie przeczytałem czegoś tak kretyńskiego.
          • dragontatoo Re: To ja odszedlem - rozsadek czy glupota? 16.02.11, 17:41
            Oceniasz to tak, bo też jesteś facetem... I też pewnie uważasz, że żonie przy dziecku się "pomaga" ;) . Bo dzieci to domena bab, czyż nie?
            A tak całkiem na serio, dla mnie w tym jednym słówku użytym przez założyciela wątku ujawnia się jego prawdziwe oblicze. Te żale i skargi cudownego małżonka i ojca wydają mi się być przerysowane bardzo... Żona taka zimna, wredna sucz, trzymająca z rodzinką... itp. itd. Każda prawda ma dwie strony.
            I dlatego twierdzę, że dzieje się w tym związku coś, jakiś ewidentny problem spowodowany przez OBOJE partnerów, którego przyczyn twórca wątku nie widzi... Chętnie poczytałabym wątek tej drugiej strony ...
            • dragontatoo Re: To ja odszedlem - rozsadek czy glupota? 16.02.11, 19:35
              A gwoli ścisłości dokładny cytat:
              "Jak kazdy szanujacy sie czlowiek mam swoja pasje, dajmy na to jazda na nartach lecz z uwagi na male dziecko zdecydowalem sie ja ograniczyc by pomagac przy wychowaniu Malej.".
              Dobry pan... Ludzki pan... No klękajcie narody... Nie doceniła - bo to zła kobieta była, o!
    • narcin Re: To ja odszedlem - rozsadek czy glupota? 16.02.11, 11:40
      Opierając się tylko na Twoim opisie, mogę powiedzieć że bardzo dobrze zrobiłeś. Mówię o odejściu. Twoja ex była bardzo zaborcza i nie pogodziła się z tym, że tworzy nowa rodzinę z Toba. Nie pozwól sobie wmówić, że jesteś ten najgorszy, ten który wszystko spowodował, ...
      Postąpiłeś rozsądnie i nie zadręczaj się czy to było dobre czy nie. Mam wrażenie że spokkojnie ułożysz sobie życie tak jak będziesz chciał.
      Powodzenia
    • tatibi Re: To ja odszedlem - rozsadek czy glupota? 16.02.11, 11:44
      Ja jestem a raczej bylam taka corka. Na moje szczescie moj maz musial walczyc tylko z moja matka a nie z calym zastepem krewnych jak ty.
      Moja matka w kazdym moim chlopaku widziala sluzacego do spelniania jej zyczen. Wszedzie ja trzeba bylo zabierac, podwozic bo jak nie to ciezka obraza. Dziecku ciezko jest zniesc "cierpienie" rodzica. Plus dochodzi wiara ze rodzic chce dla ciebie jak najlepiej. Nie chce cie oszukac czy wykorzystac. A to nie jest zawsze prawda. Teraz wiem ze rodzic to tylko czlowiek ktory ma swoje ego i swoje interesy. To nie jest tak ze twoja partnerka to wybiera swiadomie.Ona przeszla pranie mozgu. Jak ja. Teraz moge to przyznac ale jak mi to mowil moj maz to oczywiscie bylam wsciekla ze nienawidzi mojej matki.
      Rodzina przedstawia twojej zonie kazda sytuacje we "wlasciwym" swietle.
      I ona sie przed tym nie obroni.Nie miala okazji zbudowac swojego JA bo to bylo nie do zaakceptowania przez nich. Chyba ze uda wam sie zamieszkac daleko tak jak nam. Bo wtedy w naturalny sposob powstaje perspektywa i wiez sie oslabia.
      Podsumowujac. Blisko rodziny zawsze bedziecie na straconej pozycji. Pisze wy bo twoja partnerka przegra wybierajac ich a nie porzadnego faceta ktore chce miec i dbac o rodzine.
      Powtarzaj jej jakim jestes wspanialym gosciem. Podkreslaj co dla nich robisz.To wazne. Ale odsun sie na jakis czas. Niech sie troche pomaceruja we wlasnym sosie. Pokluca.Bo na razie laczy ich wspolny wrog czyli Ty.
      Aha i nie mow jej ze jej rodzina jest zla bo to tylko powoduje okopanie sie na porzednich pozycjach. Tylko kus czasem nowym mieszkaniem. Ze super, ze ile czasu by miala dla siebie. Dawaj przyklady tych ktorzy daja rade bez rodzicow.

    • mitko32 Re: To ja odszedlem - rozsadek czy glupota? 16.02.11, 12:17
      Przeczytałem ten wątek, jak również poprzedni (o braku seksu) i to, czego bardzo mi tutaj brakuje, to opinia drugiej strony lub choćby Twoja próba spojrzenia na problem jej oczyma. Przedstawiasz sprawy wyłącznie z własnego punktu widzenia, cały wątek (i ten, i poprzedni) jest Twoją mową oskażycielsko-obrończą, natomiast argumentów drugiej strony jakby w ogóle nie było... Czy ona naprawdę nic Ci nie powiedziała? Nie starała się dać Ci do zrozumienia dlaczego, jej zdaniem, nie układa się pomiędzy Wami? Nie czyniła żadnych sugestii?

      A może po prostu nie przyjąłeś jej argumentów do wiadomości, puściłeś je mimo uszu i skoncentrowałeś się na sobie, zapominając, że każdy kij ma dwa końce? Czy dopuszczasz możliwość, że jesteś typem egocentrycznym, niezdolnym do wsłuchanania się w to, co mówi druga strona? Że docierają do Ciebie tylko ostateczne argumenty, jak odmowa seksu czy złośliwe uwagi, bo wszystko to, co było przedtem i co doprowadziło do obecnej sytuacji, po prostu przeoczyłeś?
      • kryptopatolog ale tu nie ma o czym dyskutować 16.02.11, 13:06
        > umenty, jak odmowa seksu czy złośliwe uwagi, bo wszystko to, co było przedtem i
        > co doprowadziło do obecnej sytuacji, po prostu przeoczyłeś?

        To co było wcześniej, to naście lat indoktrynacji tej dziewczyny przez rodzinę. wychowywanie jak w sekcie. Największym błędem autora wątku jest to, że wcześniej tego nie zauważył. Kobiety (a rzadziej mężczyzn, cóż też się zdarza) uzależnione emocjonalnie od swoich rodzin to prawdziwa zmora współczesnego świata. Wychowanie w rodzinie jak w sekcie religijnej. Twardą ręką, przemoc symboliczna, z mocno zarysowanym mechanizmem kar i nagród, z ciągłym manipulowaniem uczuciowością dziecka.

        Toksyczne matki, które wychowują swoje córki na przyszłe służące. W tej sytuacji ewentualny partner powinien być złym człowiekiem, bo ma zejść/odejść od córki na tyle szybko by na stare lata to matka była z córką, nie on.
        Matki zazdroszczące córce urody, lub córki "z wpadki", które "zniszczyły matce młodość!".
        Pociąg seksualny ojca do córki.
        Przyczyny toksycznej rodziny mogą być jak widać różne, wymieniłem tylko najważniejsze. Jest jeszcze jedno, właśnie takie gdy jest szersza rodzina - te wszystkie ciotki, gdzie każda z każdą rywalizuje i gdy w rodzinie utrzymuje się mit że rodzina to jedność monolit, że się powinna wspierać itp, a tak naprawdę sprowadza się to tylko do wtrącania się do nieswoich spraw i prania mózgów "neofitom".

        Oczywiście autor wątku popełnił wiele błędów, z podstawowym na czele - "najpierw dziecko a później jakoś będzie". Nie, nie będzie. Rodzinę partnerki trzeba poznać. Umieć czytać między wierszami (ja wiem, lepiej jest mieć do tego jakieś wykształcenie lub zdolności, ale nawet kompletnemu laikowi powinno się udać zauważyć najbardziej jaskrawe przypadki, takie jak ten!).

        Rodzinę partnerki trzeba poznać i zaklasyfikować. Do tych wspaniałych rodzin, do normalnych, do toksycznych, lub do patologicznych. W pierwszą można wejść w pełni i być szczęśliwym. Na drugą trzeba uważać, ale da się życie ułożyć. Trzecia i czwarta, możliwość jest tylko jedna - uciec jak najdalej.
      • london_in_use Re: To ja odszedlem - rozsadek czy glupota? 16.02.11, 21:35
        Wreszcie mądry post.
        • london_in_use Re: To ja odszedlem - rozsadek czy glupota? 16.02.11, 21:36
          Nie tutaj, to do mitko32 :)
    • nople Re: To ja odszedlem - rozsadek czy glupota? 16.02.11, 13:02
      Bez spokojnej rzeczowej rozmowy nic nie uda się naprawić. Brak oderwania od rodziny jest niewątpliwie problemem, ale może żona szukała w niej tego czego nie miała ze strony męża?
      Trzeba porozmawiać, wyjaśnić wszystko, może pójść na terapię. Jeśli się kocha, trzeba walczyć o związek
    • 13monique_n Re: To ja odszedlem - rozsadek czy glupota? 16.02.11, 13:42
      Moim zdaniem miałeś 1000% racji. Rodzina to jest partner+partnerka+ dziecko (dzieci). Z rodziny tworzonej z rodzicami wychodzimy, kiedy nawiązujemy z kimś bliską więź. I już, koniec, kropka.

      Mogę dodać, żebyś nadal dbał o córkę i jej potrzeby. Dokumentuj WSZYSTKO, co dla niej robisz, chowaj rachunki, rób zdjęcia, notatki, zadbaj o świadków - może to brzmi nieco paranoicznie, ale Twoja Eks wygląda mi na babiszona, który, jak do niej na jej "proszące-shreko-kotkowe-oczka" nie wrócisz, ruszy do boju i to niewykluczone, że własnie kosztem dziecka i Twoich kontaktów.
    • jarekbezkota Re: To ja odszedlem - rozsadek czy glupota? 16.02.11, 13:54
      Jeśli jest tak jak mówisz, dobrze zrobiłeś. Ta kobieta nie dorosła do małżeństwa koniec i kropka. A faceta chciała mieć za sługusa bez głowy. Dbaj o dziecko, buduj więź to zaprocetuje z wiekiem dokumentuj wydatki etc. Pani myśle że się nie zmieni to taki typ, może nie dokońca jej wina może takie wychowanie. Znam przypadek podbny fajna para, miłość ślub dziecko 5 lat po ślubie rozwód. Powót , teściowa wcinała się w życie swojej córki i męża. Autentyk historia nie było zdrad kłópotów wielkich kłótni. Rozmowy z żoną nie pomogły próby oddcięcia pępowiny nie pomogły. Chcieli zrobić z chłopaka woła roboczego sługusa na posyłki teściowej. Nie udało się.....
    • admjb Mam tak samo... 16.02.11, 14:00
      To znaczy od 20-tu lat najpierw kilka lat mieszkalismy u żony ,,na kupie", kolejnych kilka we własnym domu niestety tylko o 15 min piechotą od teściowej i 2 sióstr.
      TAK SAMO.
      Pani psycholog której przedstawiałem problem powiedziała ;; to psychiczne uzależnienie, i współózaleznienie w związku z rozwodem teściów na tle picia teścia, trudnym dzieciństwem, traumami, i sterowaniem rzeczywistrością jakie uprawia teściowa, jej nadkontrolą itp.
      Ponieważ to przeszkadza - z tym uzaleznieniem żony od własnej rodziny walczyłem lub borykałem się 20 lat - TO NIC NiE DAJE, WOBEC TEGO NIE MASZ SZANS!!!!
      prtiorytet ciągle jest ten sam: rodzina to najpierw mama, ojciec, siostry, siostrzeńcy , dzieci, a nie tak: dom obecny gdzie dzieci i mąż.
      To walka z wiatrakami,
      zadroszczę CI kolego że zdobyłeś się na to tak wcześnie,
      ja po 20-tu latach dalej tkwię w tym chorym układzie,
    • ssdd1975b Re: To ja odszedlem - rozsadek czy glupota? 16.02.11, 14:49
      gulfcraft dobrze zrobiles - moze to bolec na poczatku ale dobre rzeczy z tego moga wyjsc

      a) ona zrozumie ze nie moze tak Ciebie traktowac
      b) zauwazy ze jednak z jej rodzina to nie tak fajnie wychowywac dziecko jak z Toba i zdecyduje sie przeprowadzke
      c) zadne z powyzszych i znajdziesz sie w sytuacji ze bedziesz mogl znalezc kogos normalnego (tzn bardziej zblizonego pogladami do CIebie) bo z tego co opisalas to jakas ostra paranoja...szczegolnie z tym dzieckiem i ze tzreba wszystko dla dziecka poswiecac...i brak wyjazdow , spotkan, pasji...

      Jako ojciec prawie 2 latka moge Ci spokojnie powiedziec ze z dzieckiem jezdzimy wszedzie, lazi z nami po gorach odkad ma 6 miesiecy) najpierw w nosidelku, pozniej w plecaku (tzn ja go nosze:)

      zwiedzil z nami pol Europy (i nie mowie o komfortowym jezdzeniu samochodem), ale pociagi, samoloty, promy, na stopa tez udalo nam sie kilka razy z nim zalapac (coprawda krotkie trasy ale sie liczy) - wiec mowienie o tym ze z powodu dziecka tzreba wszystko rzucic w kat i byc jak ten mnich/wyrobnik przywiazanym do kolyski to lekka przesada...

      Co do samej partnerki Twojej - to mysle ze zrobiles niedopatrzenie ( a moze zaslepienie to bylo) i nie wyczules tej calej sytuacji wczesniej tzn przed dzieckiem - no bo jezeli ona tak zwiazana byla z rodzina to napewno nie zaczela tego okazywac zaraz po dziecku ale pewnie juz dawala sygnaly wczesniej...- wiec jezeli jej natura jest taka to ciezko bedzie ja zmienic i mysle ze jednak nie uda Ci sie tego odbudowac na swoich zasadach...

      co moge Ci poradzic to postawienie tej kwestii za jakis czas (tzk coby miala szanse na zastanowienie sie nad tym czego chce od zycia - mieszkanie z partnerm/ojcem dziecka czy tez sama z zapleczem rodziny...

      jak wybierze drugie to sprawa prosta - jak pierwsze to plus dla Ciebie - ale radze zabierz jak najdalej od rodziny (inne miasto, kraj moze???) tak coby miala szanse przejsc przed "odwyk" bo ona niestety ale jest uzalezniona i jak z kazdym nalogiem trzeba walczyc drastycznie...

      zycze powodzenia
    • tangerka to odruch samozachowawczy 16.02.11, 14:50
      twoja żona jest toksycznie uzależniona od rodziny i niezdolna do zbudowania więzi partnerskiej ani z tobą ani z żadnym innym facetem, potrzebna by jej była długa terapia i izolacja od rodziny taka jak alkoholika od butelki, bo to ten sam typ uzależnień. dorosła kobieta, która nie umie przeciąć pępowiny i przedłożyć nad relacje mamino-siostrzane relacji ze swoim mężczyzną i ojcem jej dziecka raczej nie rokuje dobrze jako życiowa partnerka, towarzyszka życia. i chyba strasznie mało się znaliście przed poczęciem dziecka, skoro tego nie zauważyłeś wcześniej. bo ten typ stosunków z rodziną łatwo jest zauważyć i rozpoznać po ilości telefonów, spotkań i konsultacji nad każdą błahostką podejmowanych przez uzależnioną osobę przed każdą decyzją czy posunięciem, nawet w kwestii co zjeść na obiad czy jakie buty sobie kupić. więc fakt, że od niej zwiałeś, to raczej zdrowy odruch ratowania własnego życia, które szkoda spędzać jako nieistotny dodatek do jej rodziny. oczywiście żal jest dziecka, które będzie się wychowywało w dużej mierze bez ciebie i sądząc po nastawieniu małżonki, będzie ustawiane przeciw tobie przez nią i jej cudowną rodzinkę, ale nie warto dla dziecka poświęcać całego twojego życia, bo kiedyś byś tej decyzji żałował - dziecko nie wypełnia całego życia, zwłaszcza facetowi, odpowiednia żona - tak. więc warto szukać tej właściwej.
    • iceberg09 Re: To ja odszedlem - rozsadek czy glupota? 16.02.11, 15:32
      Cóż, jeśli rzeczywiście jest tak, jak piszesz, to IMHO postąpiłeś słusznie i rozsądnie. Znam kilkoro takich nieodpępowionych ludzi w różnym wieku i ich związki są beznadziejne.
    • jerozolimowaty uciekaj jedno życie, 10000000 kwiatów 16.02.11, 16:28
      szkoda życia, ja ugrzązłem:))
      W czym my mieszkamy, strach myśleć!
      • zb1k Re: uciekaj jedno życie, 10000000 kwiatów 16.02.11, 16:44
        ciekawi mnie taki masochizm u ludzi
        sam bylem 8 lat zonaty, minimum 4x w tygodniu wizyta u tesciow na drugim koncu miasta, zawiesc gdzies, przywiesc, poczekac pare godz. bo tescie na impreze pojechali, itp.
        u moich rodzicow, do ktorych mielismy 200m raz na 3 miesiace.

        koniec, wyprowadzka i jest super
        pozniej zauwazylem, ze jak tylko cos mi sie nie podobalo u partnerki i wolalem sam posiedziec w domu niz spotkac sie z nia byl pass, buzi i papa.
        obecnie jestem juz 3 lata z jedna i jest jak trzeba.

        pozdrawiam
        masochista uleczony
    • deep_inside_you Re: To ja odszedlem - rozsadek czy glupota? 16.02.11, 17:18
      Mógłby to ktoś streścić?
      • back2bz Re: To ja odszedlem - rozsadek czy glupota? 16.02.11, 18:04
        deep_inside_you napisał:

        > Mógłby to ktoś streścić?

        Mieszkali za blisko (fizycznie i psychicznie) rodziny jednej ze stron, i druga strona sie wypisala.
        • deep_inside_you Re: To ja odszedlem - rozsadek czy glupota? 17.02.11, 04:19
          Aaaaa.....

          ----> back2bz - dziękuję za streszczenie.

          Pod jego wpływem przemogłem się i przeczytałem całość. Ktoś już tutaj trafnie podsumował: facet ci.pa, baba - ch.uj.

          ----> autor wątku - pilnuj kontaktów z dzieckiem, lub wręcz wywalcz sobie prawo do opieki. Za jakiś czas twoja ekssuka wpadnie na pomysł, by się mścić dzieciakiem. Dyktatorzy nie darowują niesubordynacji poddanych.
    • iamhier Re: To ja odszedlem - rozsadek czy glupota? 16.02.11, 20:45
      Zrozum mało inteligentny mężczyzno!

      Kobiety pokroju Twojej ex żony chcą jedynie Twoich pieniędzy i poprawienia sobie statusu,ale Twoim kosztem (byś nie był w życiu zbyt wysoko w przeciwienstwie do nich).A ,ze nie dadza rady Cię wkręcić w tą grę,więc wykorzystują do tego odwieczny argument :dziecko.I tu stawiaja na gre,ktora pierwsza ta lepsza.I oczywiscie wygrywaja....

      Gdy zyski się skoncza,bo sie np.wkurzysz to dziecko tez sie im znudzi i zaczna nim grac.

      Ta kobieta nigdy nie bedzie w stanie zbudowac z Toba rodziny.Jest zaburzona i tyle.

      Niestety aborcja jest niedopuszczalna w tym kraju,a antykoncepcja niemile widziana (choc i z nia mozna wpasc).
    • gekon010 chłop ci.pa baba chu.j 16.02.11, 20:49
      i jest gnój
    • tanny Re: To ja odszedlem - rozsadek czy glupota? 16.02.11, 21:32
      Ja też kiedyś byłam w podobnym związku- to znaczy mój ówczesny partner oczekiwał , ze się do niego 100% dostosuję, bez większego wysiłku z jego strony. Odeszłam od niego. nie mieliśmy dziecka,fakt, to ułatwiło mi podjęcie decyzji.
      Ale głowa do góry! moja mama zawsze mówiła, że w w życiu najważniejszy jest honor i poczucie własnej godności. Trzeba mieć szacunek do samej/samego siebie. pozdrawiam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka