tak_na_chwile
26.02.11, 02:24
Panowie - napiszcie mi z męskiego punktu widzenia bo ja już nie wiem co myśleć. Nie oceniajcie moich zapędów szpiegowskich bo nie o to mi chodzi. Czuję się oszukiwana więc raz na jakiś czas robię akcję sprawdzającą i zawsze "coś" wychodzi więc nie chcę kazań że tak nie powinnam tylko trzeźwiej oceny zachowania męża
Sprawa wygląda tak:
Mąż - przyłapany na podrywaniu internetowym - przez tlena kilka lat temu, pierwszy raz sam się prosił (zostawił kartkę z danymi lasek na widoku) Sprawdziłam - laski twierdziły że usiłował się umawiać on zaprzeczał ja uwierzyłam. Rok później przegrzebałam mu gg - znalazłam potwierdzenie że rok wcześniej kłamał. Zaklinał się że nigdy się nie spotkał, że nie przekroczył "granicy" a jedynie szukał bo się czuł nieszczęśliwy ale wiedział że nie może się spotkać z nikim w realu.
Jakiś czas nie grzebałam. Ale kilka tygodni temu - pogrzebałam. znowu sam się prosił trochę bo nie skasował historii w laptopie i wpisując stronę pokazały się ostatnio wpisywane - oczywiście onet sympatia - niestety nie potrafiłam zostawić obojętnie. Pogrzebałam. Okazało się że ma konta na dwóch portalach randkowych - i że loguje się tam po kilka razy dziennie. Przeglądał też masę fotek bardzo młodych dziewczyn (nastolatek) oraz panienek typu "szukam sponsora" w kozaczkach i bieliźnie. Po wyszukaniu zdjęć były logi na pocztę, potem powroty po kilka razy do tych samych zdjęć i znowu logi na pocztę. Z godzin jasno wynikało że np. logował się nawet pomiędzy czułym śniadankiem ze mną a wspólnymi zakupami - czyli rano świergolenie i kocham Cię kochanie - potem nie było mnie 2 godzinki to laski na sympatii i randce a potem znowu świergolenie kocham cię kochanie.
Oczywiście zamiast pogrzebać i poczekać aż znajdę sposób na znalezienie haseł do poczty na tych kontach - wywaliłam wszystko od razu na stół. I kolejno z jego strony: próba obrócenia tego w żart, potem ciężki żal za grzechy i zapewnienia że nigdy się z żadną nie umówił i nie przekroczył "granicy", potem żarliwe zapewnienia że te głupoty które pisał do tych kobiet nie mają żadnego znaczenia (myślał że ja weszłam na te jego pocztę) a jak się dowiedział że poza tym że wiem że ma konta nie wiem wiele więcej - zaczęło się wściekanie że to moja wina bo on nie jest szczęśliwy. W złości powiedział że od ponad roku łazi po randkowych portalach bo ja byłam taka okropna (nie przeczę łatwo nie było z obu stron - u mnie to miało podłoże chorobowe ale ok, mój problem). W końcu pogodziliśmy się, przyjęłam tłumaczenie że to tylko patrzenie i pisanie i nic za tym nie szło (chociaż pisanie boli jak jasna cholera)
No i kilka dni temu podkusiło durną żonę żeby spojrzeć w smsy. W skasowanych: kody na sympatię i inne portale randkowe. Znaczy - działa dalej. Ja powiedziałam że mam dość. Nie potrafię żyć z kimś komu nie ufam :(
Wiem że to wszystko napisałam nonszalanckim prostackim tonem ale szczerze mówiąc mam tak dość że nie jestem chwilowo sobą. Mój maż nie jest jakimś półgłówkiem od łopaty a ja nie jestem zakompleksioną mamuśką zakopaną w domu z dziećmi. Oboje jesteśmy wykształceni i mamy dobrą pracę i fajną rodzinę. Super dzieciaki.
Czy możliwe jest że to jakaś forma rozrywki i faktycznie nic za tym nie idzie? Nie wiem jak mam z nim żyć i się zastanawiać się czy jak się po kłótni nie kładzie długo spać to właśnie świntuszy z jakąś babą na sympatii a jak seksu nie ma dosyć często to się rozgląda za paniusiami szukającymi sponsora?
Mój mąż obecnie stoi twardo na stanowisku że jego zapędy to moja wina bo nie daję mu tego czego potrzebuję (nie seksualnie - ogólnie) Że on nic złego nie zrobił i nie będzie się tłumaczył. A ponieważ go szpieguję - zahasłował wszystko co się dało. Oczywiście kocha mnie bardzo ale nie da się żyć z kimś kto szpieguje. A ja nie wiem jak żyć z kimś kto kłamie i komu nie ufam za grosz już.
Ok - to teraz możecie po mnie pojeździć albo (mam nadzieję) trzeźwo pomóc mi ocenić o co chodzi. Tylko nie piszcie że mam z nim porozmawiać - rozmawiałam do obrzygania i usłyszałam tyle okropności na swój temat że na parę lat starczy :(
Żal mi bardzo bo mamy dzieci i poza tym jest dobrze a często wręcz cudownie. Ostatnio uporałam się ze swoim kryzysem i zaczęło być znowu fajnie - tym bardziej boli to że pomiędzy naszymi miłymi chwilami on się wgapia w panny i pisze do nich maile. Zastanawiam się czy ja znam mojego męża czy też tylko moje wyobrażenie o nim :(