daję się robić czy nie?

26.02.11, 02:24
Panowie - napiszcie mi z męskiego punktu widzenia bo ja już nie wiem co myśleć. Nie oceniajcie moich zapędów szpiegowskich bo nie o to mi chodzi. Czuję się oszukiwana więc raz na jakiś czas robię akcję sprawdzającą i zawsze "coś" wychodzi więc nie chcę kazań że tak nie powinnam tylko trzeźwiej oceny zachowania męża

Sprawa wygląda tak:
Mąż - przyłapany na podrywaniu internetowym - przez tlena kilka lat temu, pierwszy raz sam się prosił (zostawił kartkę z danymi lasek na widoku) Sprawdziłam - laski twierdziły że usiłował się umawiać on zaprzeczał ja uwierzyłam. Rok później przegrzebałam mu gg - znalazłam potwierdzenie że rok wcześniej kłamał. Zaklinał się że nigdy się nie spotkał, że nie przekroczył "granicy" a jedynie szukał bo się czuł nieszczęśliwy ale wiedział że nie może się spotkać z nikim w realu.

Jakiś czas nie grzebałam. Ale kilka tygodni temu - pogrzebałam. znowu sam się prosił trochę bo nie skasował historii w laptopie i wpisując stronę pokazały się ostatnio wpisywane - oczywiście onet sympatia - niestety nie potrafiłam zostawić obojętnie. Pogrzebałam. Okazało się że ma konta na dwóch portalach randkowych - i że loguje się tam po kilka razy dziennie. Przeglądał też masę fotek bardzo młodych dziewczyn (nastolatek) oraz panienek typu "szukam sponsora" w kozaczkach i bieliźnie. Po wyszukaniu zdjęć były logi na pocztę, potem powroty po kilka razy do tych samych zdjęć i znowu logi na pocztę. Z godzin jasno wynikało że np. logował się nawet pomiędzy czułym śniadankiem ze mną a wspólnymi zakupami - czyli rano świergolenie i kocham Cię kochanie - potem nie było mnie 2 godzinki to laski na sympatii i randce a potem znowu świergolenie kocham cię kochanie.

Oczywiście zamiast pogrzebać i poczekać aż znajdę sposób na znalezienie haseł do poczty na tych kontach - wywaliłam wszystko od razu na stół. I kolejno z jego strony: próba obrócenia tego w żart, potem ciężki żal za grzechy i zapewnienia że nigdy się z żadną nie umówił i nie przekroczył "granicy", potem żarliwe zapewnienia że te głupoty które pisał do tych kobiet nie mają żadnego znaczenia (myślał że ja weszłam na te jego pocztę) a jak się dowiedział że poza tym że wiem że ma konta nie wiem wiele więcej - zaczęło się wściekanie że to moja wina bo on nie jest szczęśliwy. W złości powiedział że od ponad roku łazi po randkowych portalach bo ja byłam taka okropna (nie przeczę łatwo nie było z obu stron - u mnie to miało podłoże chorobowe ale ok, mój problem). W końcu pogodziliśmy się, przyjęłam tłumaczenie że to tylko patrzenie i pisanie i nic za tym nie szło (chociaż pisanie boli jak jasna cholera)
No i kilka dni temu podkusiło durną żonę żeby spojrzeć w smsy. W skasowanych: kody na sympatię i inne portale randkowe. Znaczy - działa dalej. Ja powiedziałam że mam dość. Nie potrafię żyć z kimś komu nie ufam :(

Wiem że to wszystko napisałam nonszalanckim prostackim tonem ale szczerze mówiąc mam tak dość że nie jestem chwilowo sobą. Mój maż nie jest jakimś półgłówkiem od łopaty a ja nie jestem zakompleksioną mamuśką zakopaną w domu z dziećmi. Oboje jesteśmy wykształceni i mamy dobrą pracę i fajną rodzinę. Super dzieciaki.

Czy możliwe jest że to jakaś forma rozrywki i faktycznie nic za tym nie idzie? Nie wiem jak mam z nim żyć i się zastanawiać się czy jak się po kłótni nie kładzie długo spać to właśnie świntuszy z jakąś babą na sympatii a jak seksu nie ma dosyć często to się rozgląda za paniusiami szukającymi sponsora?
Mój mąż obecnie stoi twardo na stanowisku że jego zapędy to moja wina bo nie daję mu tego czego potrzebuję (nie seksualnie - ogólnie) Że on nic złego nie zrobił i nie będzie się tłumaczył. A ponieważ go szpieguję - zahasłował wszystko co się dało. Oczywiście kocha mnie bardzo ale nie da się żyć z kimś kto szpieguje. A ja nie wiem jak żyć z kimś kto kłamie i komu nie ufam za grosz już.

Ok - to teraz możecie po mnie pojeździć albo (mam nadzieję) trzeźwo pomóc mi ocenić o co chodzi. Tylko nie piszcie że mam z nim porozmawiać - rozmawiałam do obrzygania i usłyszałam tyle okropności na swój temat że na parę lat starczy :(
Żal mi bardzo bo mamy dzieci i poza tym jest dobrze a często wręcz cudownie. Ostatnio uporałam się ze swoim kryzysem i zaczęło być znowu fajnie - tym bardziej boli to że pomiędzy naszymi miłymi chwilami on się wgapia w panny i pisze do nich maile. Zastanawiam się czy ja znam mojego męża czy też tylko moje wyobrażenie o nim :(

    • showmessage Re: daję się robić czy nie? 26.02.11, 06:07
      Jak zwykle relacja jest jednostronna, a nigdy nie jest tak że to tylko jedna strona jest winna. Myślę że niewątpliwie twój mąż ma rację.

      > Mój mąż obecnie stoi twardo na stanowisku że jego zapędy to moja wina bo nie da
      > ję mu tego czego potrzebuję (nie seksualnie - ogólnie) Że on nic złego nie zrob
      > ił i nie będzie się tłumaczył.

      To jest reakcja na twoje zachowanie. Zaczynamy się przecież rozglądać za kimś innym kiedy partner przestaje przysłaniać tą resztę. Jak dla mnie robisz coś co to powoduje, ale sobie odpowiedz sama o co chodzi. Pewnie po części chodzi o to szpiegowanie. Ja bym się wymeldował "bez słowa" po pierwszej takiej akcji. Jest wyrozumiały.

      > Mąż - przyłapany na podrywaniu internetowym - przez tlena kilka lat temu, pierw
      > szy raz sam się prosił (zostawił kartkę z danymi lasek na widoku) Sprawdziłam -
      > laski twierdziły że usiłował się umawiać on zaprzeczał ja uwierzyłam.

      Nie ma czegoś takiego jak sam się prosił. Gdyby moja żona zostawiła listę kochanków na stole w kuchni to bym nie przeczytał, bo nie jest do mnie adresowane. Albo się ma do kogoś zaufanie albo nie. Jak nie masz zaufania to zadaj sobie pytanie po co jesteś z osobą której nie ufasz? Która według tego co piszesz stale Cię rani? Umiesz odpowiedzieć na te pytania? Są kluczem do tego co dalej. Bo albo nie warto się męczyć, albo... trzeba usiąść do rokowań. Nie rozmowy, nie wylewania żali, ale rokowań. Najpierw jasno określcie co do siebie czujecie, potem spiszcie zasady. Niepodważalne zasady i ... nauczcie się je przestrzegać pamiętając o tym że wymagać ich przestrzegania można tylko od siebie.
      • tak_na_chwile Re: daję się robić czy nie? 26.02.11, 17:36
        Gdyby moja żona zostawiła listę kocha
        > nków na stole w kuchni to bym nie przeczytał
        O podziwiam. Tworzycie jakiś wolny związek? Ona też by nie miała nic przeciwko Twojej zdradzie? I myślisz że nie sprawdziłaby takiej listy lub choćby nie przeczytała? Ciężko w to uwierzyć...

        A
        > lbo się ma do kogoś zaufanie albo nie. Jak nie masz zaufania to zadaj sobie pyt
        > anie po co jesteś z osobą której nie ufasz? Która według tego co piszesz stale
        > Cię rani? Umiesz odpowiedzieć na te pytania?

        ponieważ kocham tą osobę i ciągle mam jeszcze chyba nadzieję że to się da jakoś naprawić. Nie jest również łatwo tak po prostu rozwalić rodzinę dzieciakom które tatę uwielbiają i generalnie są przekonane że rodzice się kochają i wszystko jest cudownie.
        • showmessage Re: daję się robić czy nie? 03.03.11, 00:19
          > O podziwiam. Tworzycie jakiś wolny związek? Ona też by nie miała nic przeciwko
          > Twojej zdradzie? I myślisz że nie sprawdziłaby takiej listy lub choćby nie prze
          > czytała? Ciężko w to uwierzyć...

          Widzisz, my oboje nie widzimy sensu w zdradzie. Nie ma najmniejszego logicznego powodu żeby zdradzać, a przynajmniej ja na takowy nie trafiłem. Przecież znacznie prostszym rozwiązaniem jest zmiana partnera, a nie jakiś śmieszne gierki. Skoro ktoś mi się bardziej podoba to chyba logiczne że chcę z nim spędzać więcej czasu, a tego nie da się pogodzić w żaden sposób.
          Owszem wiem że by nie przeczytała niczego co nie jest do niej, tak jak ja niczego co nie jest do mnie. Kwestia zaufania, ale też zasad. Jeśli chcesz żeby traktować Cię uczciwie, to traktuj tak innych. Na zewnątrz ludzie podrzynają sobie gardła, czy warto to przynosić do domu miejsca gdzie człowiek powinien odpocząć od tego całego brudu?

          > ponieważ kocham tą osobę i ciągle mam jeszcze chyba nadzieję że to się da jakoś
          > naprawić. Nie jest również łatwo tak po prostu rozwalić rodzinę dzieciakom któ
          > re tatę uwielbiają i generalnie są przekonane że rodzice się kochają i wszystko
          > jest cudownie.

          Skoro kochasz, to pamiętaj o tym. Moim zdaniem gorzej jest dzieciakom fundować "szopkę" na pokaz. Po prostu to są dwa różne tematy. Związek nie ma się nijak do dzieci. Sam mam dzieci, ale nigdy by mnie ani mojej żonie nie postało w głowie żeby z tego powodu utrzymywać jakąś chorą sytuację. Stosujemy się do prostej zasady; jesteśmy razem dopóki uważamy że nie ma lepszych partnerów. Innych zaczyna się postrzegać jako "lepszą partię" w sytuacji gdy partner nawala na jakimś polu, inaczej nadal działa charakterystyczne "zaślepienie". Jesteśmy małżeństwem od kilkunastu lat, choć tylko na chwilę. Nigdy nie deklarowaliśmy, że na zawsze jednak każde z nas dba o drugie tak żeby mu było najlepiej. Pomimo lat nic się nie zmienia, nadal tęsknimy za sobą tak samo jak na początku, nadal się pragniemy w ten sam sposób...
      • ellareth Re: daję się robić czy nie? 01.03.11, 22:54
        Gdyby moja żona zostawiła listę kocha
        > nków na stole w kuchni to bym nie przeczytał, bo nie jest do mnie adresowane.

        Już po 22 a ja ryknęłam takim śmiechem, że zaraz sąsiedzi zaczną się dobijać.


        Generalnie, już pod drugim zdaniu Twojego postu wiedziałam na 100% że jesteś facetem. To "zaufanie", o którym piszesz to nic innego, jak miękki kocyk, pod którym się wygodnie i cieplutko bzyka. Inne.
    • drugitiktak Re: daję się robić czy nie? 26.02.11, 07:53
      jeśli w życiu realnym zachowuje się wobec Ciebie tak jak na męża i ojca przystało , to przestań grzebać w komputerze i szukać na gg, daj mu swobodę w tym co robi , a zachowasz spokój ducha .
      "co oczy nie widzą , sercu nie żal"
      Ja tak zrobiłam i mam spokój .
      • rubarom Re: daję się robić czy nie? 26.02.11, 08:07
        Do autorki wątku: rady, żeby schować głowę w piasek, są żałosne.
        Natomiast Ty masz jakiś inny bardzo poważny problem, poważniejszy, niż Twój mąż z portalami. Jeśli byś go rozwiązała, nie byłoby tego z portalami, coś mi tak mówi.
    • jeriomina Re: daję się robić czy nie? 26.02.11, 09:31
      Jesteś głupia, jeśli prosisz facetów, żeby Ci dawali rady w tej sprawie.
      Czy ty naprawdę nie widzisz, że masz męża świnię?
      NIC, do cholery, NIC nie usprawiedliwia faktu zaglądania na portale randkowe, jeśli się jest żonatym. Nie pozwól sobie wmówić, że to jest Twoja wina, bo stąd tylko krok do usprawiedliwiania facetów typu "zgwałcił ją, bo go sprowokowała, miała mini i dekolt".

      Ludzie, po co wy się pobieracie. Czy dla was naprawdę słowa "Na dobre i NA ZŁE" są takie puste? Bo ja tu na forach generalnie obserwuję tendencję, że jak tylko jest jakiś kryzys, to natychmiast któreś szuka sobie "pocieszenia" - z kimś innym, na portalu randkowym. A powinno być tak, że jeśli jednej stronie w związku jest gorzej, druga ją wspiera. A nie ucieka od problemu.
      Moje zdanie jest takie, że jeśli coś leży na widoku, to jeśli sprawdzasz, co to jest, to nie jest "szpiegowanie". Bo przecież sprząta się w domu, przestawia różne rzeczy.
      Macie dzieci, więc sprawa jest trudna. Nie wiem, co bym zrobiła na twoim miejscu ale jedno jest pewne. Z kłamcą nie da się żyć. Dla mnie to podstawa.
    • facettt kuzwa 26.02.11, 10:03
      z czego wy zyjecie, ze macie czas na takie pie*doly ?
      napisz mi, to moze sie tez zalapie.
    • sonieczka.2 Re: daję się robić czy nie? 26.02.11, 11:57
      Dla mnie, miłość ma jeden kierunek ruchu. Jeśli zaczynam się rozglądać za kimś innym, to znaczy, że w obecnym związku coś umarło i nie wróci. Kiedy zaczęłam wchodzić na portale randkowe, to był sygnał, że zamierzam zmienić i partnera i swoje życie. Nie zamierzałam się oglądać za siebie. Odeszłam, bo nie lubię żyć w zakłamaniu. Ale faceci są inni, uciekają od konfrontacji tak długo jak się da. Wolą żyć z "podłą" żoną i mieć na boku "lalkę", którą co poniektórzy mogą się pochwalić przed kumplami, która połechce ich własną miłość, niż podjąć konkretne decyzje. A już przyznać się do błędu? Zapomnij. To coś na zasadzie zjeść ciastko i mieć ciastko.
      Nie wiem, czy radzić Ci odejść czy zostać. Mogę tylko mówić za siebie. Ja odeszłam. Ale to był mój wybór, moja decyzja. Mimo dziecka. Dla mnie jak coś umiera to umiera i koniec.
    • itsnotme2 Re: daję się robić czy nie? 26.02.11, 12:17
      > Czy możliwe jest że to jakaś forma rozrywki i faktycznie nic za tym nie idzie?
      >
      Możliwe. Taka forma bardziej rozrywkowa od pogaduch na forum.
    • poprioniony Re: daję się robić czy nie? 26.02.11, 17:05
      > bo nie skasował historii w laptopie i wpisując stronę pokazały się ostatnio wpisywane -
      > oczywiście onet sympatia - niestety nie potrafiłam zostawić obojętnie. Pogrzebałam.

      Tak z ciekawosci, jak widzisz sasiada wychodzacego z domu i zapominajacego
      zamknac drzwi na klucz, oczywiscie korzystasz i sobie "pogrzebiesz" w jego mieszkaniu?
      • tak_na_chwile Re: daję się robić czy nie? 26.02.11, 17:32
        nie, bo sąsiad to nie mąż - nie obchodzi mnie co robi i jak żyje sąsiad. Za to obchodzi mnie i to bardzo czy mój mąż podrywa inne kobiety czy nie.
        Naprawdę tacy jesteście wyrozumiali i wisiałoby wam czy wasze zony/dziewczyny was zdradzają albo pisują z innymi facetami w celach erotycznych? Dziwne to.
    • eekonomista Re: daję się robić czy nie? 26.02.11, 17:35
      Wy kobiety to same lubicie pakować się w dylematy. Zanim zaczniecie sprawdzać najpierw powinnyście przemyśleć czy jesteście gotowe na konsekwencje jakie niesie za sobą to, co znajdziecie.
      Przeszukałaś kilka razy komputer męża i teraz trujesz się tym wszystkim. Jest takie mądre przysłowie... "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal." Jeżeli nie stać Cię na to, żeby jednoznacznie załatwić sprawę z mężem to go nie śledź. Szkoda Twoich i jego nerwów. Pewnie zaraz mnie tutaj zakrzyczą, ale wiedza i prawda są przereklamowane, szczególnie w związkach.

      Pozdrawiam,
      Ekonomista
      Warszawa, 26 lutego 2011 r.

      ZAŻALENIE

      W dniu dzisiejszym, około 15:15 usiłowałem napisać komentarz do wpisu o automatach. Niestety, system się zawieszał i pomimo trzykrotnych prób umieszczenia wspomianego wyżej komentarza... no nie udało się go umieścić.
      Moje zażalenie podytkowane jest faktem, że komentarz mój w mojej ocenie był nie tylko zabawny, ale i nad wyraz błyskotliwy. Z przykrością muszę stwierdzić, że dodatkowo próba skopiowania tekstu "na wszelki wypadek" również zakończyła się niepowodzeniem.
      W ten sposób, reasumując, czytelnicy oraz ich przyszłe dzieci, zostały pozbawione czegoś, co można byłoby nazwać mądrością narodu, którą usiłowałem zawrzeć w komentarzu.

      Z góry dziękuję za przeczytanie i liczę na pozytywne rozpatrzenie mojego zażalenia.

      Z poważaniem,
      Ekonomista
      blogekonomisty.blogspot.com/
    • gyubal_wahazar Re: daję się robić czy nie? 27.02.11, 01:03
      Dajesz, a wybaczając prosisz się o więcej. A jeszcze gorzej zrobisz, przejmując się wydumanymi zarzutami, że to Ty masz problem. Nie ma mientkiej gry. Jeśli masz rozsądne podstawy przypuszczać, że Twój mąż wali Cię w rogi - nie widzę niczego, co powinno Cię powstrzymać przed sprawdzeniem go. Wtedy jest jakaś szansa, że szybka reakcja z Twojej strony zminimalizuje straty. Twoje straty.

      Jeśli pozwolisz na robienie się w konia latami, to potem, kiedy zostaniesz na lodzie, pretensje o swoją naiwność będziesz mogła mieć tylko do siebie. Wtedy już sama wyciągniesz te same wnioski, tylko będą Cię kosztowały parę lat życia drożej.

      Pieszczoty kończą się z okresem narzeczeństwa. Małżeństwo to kontrakt i jak w każdym kontrakcie powinno być element dobrej wiary ale nie ślepej i absolutnej. Dlatego, na ogół lepiej wystrzegać się tej instytucji, moim skromnym
      • gyubal_wahazar Re: daję się robić czy nie? 27.02.11, 01:17
        Mało tego, w interesie Twoim i jego jest, by wiedział, że w przypadku uzasadnionych podejrzeń przetrzepiesz go do skarpetek włącznie i ewentualnie rozwiedziesz go z jego winy, z wszystkimi tego konsekwencjami (oczywiście tak stawiając sprawę, do tego samego dajesz prawo jemu).

        Wtedy albo się wystraszy i odpuści, albo będzie maskował na tyle dobrze, że nie da Ci powodów do podejrzeń, co pozwoli Ci spokojnie przeżyć życie
        • gyubal_wahazar Re: daję się robić czy nie? 27.02.11, 01:26
          ... albo się z Tobą rozwiedzie, co też będzie dla Ciebie korzystniejsze niż znoszenie jego zdrad
          • szalona_mysia Re: daję się robić czy nie? 27.02.11, 03:42
            tak dajesz, ale ... wygląda mi to na uzależnienie od wchodzenia na tego typu strony :-)

            wpisz w wyszukiwarkę "mechanizm iluzji i zaprzeczeń" i niech Cię nie zwiedzie, że większość haseł dotyczy uzależnienia od alkoholu i narkotyków, mechanizmy wszelkiego rodzaju uzależnień są takie same

            "Umysł osoby uzależnionej ma wyćwiczone posługiwanie się różnego rodzaju schematami obronnymi: uaktywniają się racjonalizacje, usprawiedliwianie, zaprzeczanie i – w tym przypadku głównie – obwinianie innych. "

            Przejawy mechanizmu iluzji i zaprzeczania:
            proste zaprzeczanie - zaprzeczanie najbardziej oczywistym faktom, mimo, że fałsz tych zaprzeczeń jest widoczny dla każdego (np. wchodzący na strony twierdzi: nie wchodziłem), zaprzeczanie dotyczyć może faktów świadczących o uzależnieniu bądź kompromitujących zachowań

            minimalizowanie - pomniejszanie wagi problemów, pomniejszanie konsekwencji czynu, bagatelizowanie znaczenia niewłaściwych zachowań

            obwinianie - obarczanie innych odpowiedzialnością za własne zachowanie - żony, dzieci, pracodawcy, kolegów, ustroju

            racjonalizowanie - znajdowanie pozornie racjonalnych uzasadnień dla swojego zachowania

            intelektualizowanie - mówienie o danym zachowaniu jako o abstrakcyjnym problemie innych ludzi,

            odwracanie uwagi - zmiana tematu rozmowy, w celu uniknięcia nieprzyjemnych kwestii związanych z wchodzeniem na pewne strony;

            fantazjowanie - nierealne wyobrażenia (mogę przestać pić, kiedy zechcę);
            • e-no-kolego Re: daję się robić czy nie? 27.02.11, 07:41
              Z tego co mówisz( do Autorki wątku) to może rzeczywiście warto powalczyć o Was. Wydaje się , że oboje nie radzicie sobie z sytuacją i potrzebujecie pomocy z zewnątrz. Polecam więc terapię rodzinną, czy innego psychologa. Te wasze (tak samo było z moimi) problemy mają pewnie nr chorobowy i zą "typowymi" w danej sytuacji...
              Oczywiście każdy ma "swoją" specyfikę więc nie da się bez zagłębienia się powiedzieć co i jak należy zrobić. Po prostu najlepiej(moim zdaniem) pójść do specjalisy, zapłacić mu i pozwolić sobie pomóc.
              • e-no-kolego Re: daję się robić czy nie? 27.02.11, 07:53
                A swją drogą róznie to wygląda z uzależnieniami. Jednie są chorzy rzeczywiście a inni czasem nie są.
                Mysia napisała, że "Przejawy mechanizmu iluzji i zaprzeczania:
                proste zaprzeczanie - zaprzeczanie najbardziej oczywistym faktom, mimo, że fałsz tych zaprzeczeń jest widoczny dla każdego (np. wchodzący na strony twierdzi: nie wchodziłem), zaprzeczanie dotyczyć może faktów świadczących o uzależnieniu bądź kompromitujących zachowań"
                Ja miałem kiedyś wielki problem z alkocholem: żonai jej koleżanki psycholożki twierdziły, że jestem typowym alko(zaprzeczenia itd), a ja na to, że po prostu lubię, smakuje i z kolegami w towarzystie mi pasuje. ale oczywiście dało mi to do myśleia.. W pewnym momencie przestałem(chciałem sprawdzić, czy mogę rzestać pić, bo wg opinii - nie mogę) no i przestałem. Nie iję w ogóle rok i nic. żadnych problemów typu delirka, rozdrażnienie, ciągoty itd.
                Po prostu nie zawsze to na co wygląda jest tym, na co wygląda... pozdrawiam. :)
                • szalona_mysia Re: daję się robić czy nie? 04.03.11, 01:15
                  i to jest właśnie dowód, że być może miałeś problem z alkoholem :-/ ... udowodnianie sobie i innym, że ja mogę TEGO nie robić ... rok, dwa czyli z góry założony okres czasu ... ale kiedy potem zacznę to różnie bywa ;-)

                  a jeszcze jedno ... nie zawsze są wspomniane delirki, białe myszki, rozdrażnienie ...
            • tak_na_chwile Re: daję się robić czy nie? 28.02.11, 18:12
              no cóż - wszystko to dokładnie tak wygląda. Wszystkie punkty zaznaczyłabym na "tak"
              • tak_na_chwile to do szalona_mysia był n/t 28.02.11, 18:16
    • lolcia-olcia Re: daję się robić czy nie? 27.02.11, 07:32
      Skoro już mu nie ufasz to po z nim jesteś ? Bezsens...
      • maly.jasio daj pokoj 28.02.11, 14:49
        lolcia-olcia napisała:

        > Skoro już mu nie ufasz to po z nim jesteś ?

        daj pokoj.
        nie ufam nawet samemu sobie
        a musze jakos ze soba byc
        pravda?
        • rybka.11 Re: daj pokoj 02.03.11, 07:18
          maly.jasio napisał:


          > nie ufam nawet samemu sobie
          > a musze jakos ze soba byc
          > pravda?
          _____________________________________
          O matko;) czyli jest "nas" więcej?..;))))
      • tak_na_chwile Re: daję się robić czy nie? 28.02.11, 18:07
        Wcale nie bezsens. Mamy za sobą dużo czasu i wspaniałych doświadczeń. Mamy dzieci i się kochamy (póki co nie straciłam jeszcze pewności że mimo wszystko mnie kocha) Ja kocham jego bardzo - nie chcę innego, nie chcę tego tracić. Chcę zrobić coś żeby to uratować.
    • login_zajety Re: daję się robić czy nie? 28.02.11, 14:11
      Twój mąż szuka seksu poza związkiem - albo ma go za mało w domu albo też przestajesz go pociągać (brak urozmaicenia, rutyna, poszukiwanie czegoś nowego). O romans trudniej (m.in. czasowo), więc może stąd też poszukiwania seksu za pieniądze.

      Nie piszesz (albo nie doczytałem) jak jest u Was z seksem - jak ma go z Tobą często i generalnie nie narzeka, to jego internetowe przygody są tylko i wyłącznie jego winą.
    • nerika Re: daję się robić czy nie? 28.02.11, 16:56
      myślę,że coś jest nie tak w waszym związku,czegoś brakuje,przeanalizuj jaki ma do ciebie stosunek,jak zachowuje się na co dzień...sądzę,że on ucieka tam...a po co?
    • tak_na_chwile Re: daję się robić czy nie? 28.02.11, 18:05
      Dzięki za odpowiedzi - grypa mnie powaliła więc nie odpisywałam
      Ja chyba raczej wiem co jest nie tak z mojej strony bo mąż mi to wyraźnie powiedział wiele razy - większość już uległa poprawie i on to widzi. Generalnie mam wrażenie że najlepiej by było gdybym ja udawała że nie wiem o jego rozrywce (cały czas twierdzi że nie robi nic złego i nie przekracza granicy wirtualnego świata)
      Ale ja tak nie potrafię. Nie umiem udawać że nie wiem. Przeszkadza mi to.
      Mnie nie sprawia jakiejś dzikiej radochy sprawdzanie go. Ale jak na coś trafię to sprawdzam.

      chciałam się dowiedzieć od was czy z męskiego punktu widzenia NAPRAWDĘ coś takiego jak pisanie na portalach randkowych nie ma znaczenia - można kochać swoją żonę a jednocześnie w ramach rozrywki (?) uprawiać pisaninę z innymi kobietami.
      Staram się go zrozumieć jakoś - ja jak mam problem z mężem to nie rozglądam się za innymi. To dla mnie po prostu coś czego NIE CHCĘ robić. Nie twierdzę że nie podobają mi się inni mężczyźni ale mam męża - koniec kropka. Nie potrafiłabym nawet siąść i pisać do jakiegoś obcego gościa jakiś erotycznych świństewek, nawet wiedząc że go w zyciu w realu nie spotkam. Nawet próbowałam w ramach najpierw zemsty a potem próby zrozumienia i założyłam sobie konto tam gdzie on. Ale cholera nie mogę - to jest okropne. Po co mi to?? Mam w domu swojego faceta i nie chcę jakiś wirtualnych podnietek ...

      Co do seksu to jest świetny. W tym temacie się naprawdę dobraliśmy. Ale w ostatnim roku było go o wiele mniej niż zawsze ze względu na mnie. Tyle że kurcze jeśli to ma tak wyglądać że jak nie dość często jest seks to pan mąż będzie go szukał gdzie indziej to ja delikatnie mówiąc tracę ochotę :( Mam się kochać ze strachu żeby mnie nie zdradził?
      • tak_na_chwile do psychologa 28.02.11, 18:10
        się umówiłam. Mam świadomość że sama ze sobą mam parę problemów jeszcze, i to takich sięgających dzieciństwa i czasów szkolnych.
        Tyle że to nie zmieni JEGO postępowania. I jego toku myślenia. No ale zobaczę co usłyszę na konsultacji.
      • gyubal_wahazar Re: daję się robić czy nie? 28.02.11, 18:40
        >chciałam się dowiedzieć od was czy z męskiego punktu widzenia NAPRAWDĘ coś takiego jak >pisanie na portalach randkowych nie ma znaczenia - można kochać swoją żonę a jednocześnie w ramach rozrywki (?) uprawiać pisaninę z innymi kobietami.

        Na moje (przepraszam za kolokwializm) jest to niżej wora i najczęściej tylko kwestia czasu, kiedy pójdzie w tango, o ile już nie poszedł.
        • kalllka Re: daję się robić czysz nie? 02.03.11, 01:32

          oczywiscie idac w tango i kesz. Akesz.
        • rokitka81 Re: daję się robić czy nie? 02.03.11, 08:48
          Dla mnie ma znaczenie jak mam kogos i jest mi dobrze to pisanie i szukanie nie wiadomo czego w internecie jest bez sensu po co?.
          Martwi mnie tylko to iz bez zaufania daleko sie nie zajdzie.Nie wyobrazam soebie zebym mogła komus z kim jestem przeszukiwac laptop czy telefon.Jezeli cos jest nie tak kobieta to czuje bez tego.mysle ze problem jest duzo głebszy niz załozona strona na sympatii....
    • n.michal Re: daję się robić czy nie? 02.03.11, 11:41
      bardzo kochasz meza i to bardzo duuuuzy plus, ale manipuluje toba jak chce,a ty chcesz bo chcesz mu wierzyc.
      przeczytaj swoj watek raz jeszcze ale tak jak by to był watek obcej osoby i co myślisz?
    • spiaca_krolewna_pl Re: daję się robić czy nie? 04.03.11, 20:14
      normalny facet, nie przejmuj się!
Pełna wersja