landrynka.pl
04.05.11, 14:45
Postawilam ultimatum: albo alkohol (uzaleznienie) i kumple za rogiem,
albo ja, i w konsekwencji - odeszlam.
Wczesniejsze rozmowy na ten temat (leczenie) nic nie dawaly, poniewaz
on "nie musi" pic, a kumpli trzeba miec, bo "nikt czlowieka tak nie zrozumie,
jak dobry kumpel"!
Ja nie mam watpliwosci (ani zludzen, ze on sie zmieni), ze odejscie bylo
jedynym rozsadnym wyjsciem, aby ratowac siebie...
Czy zrobili/lybyscie tak samo?
Nigdy wczesniej nie mialam do czynienia z alkoholikami, wiec pytam aby
uslyszec Wasze zdanie (no, nie z doswiadczenia, ale moze znajomosc
problemu :-P) na ten temat.