fidelis999
05.05.11, 12:38
Witam wszystkich. Pisze tutaj bo mam potrzebe wyrzucenia tego z siebie i szukam wskazówek.
Ja 29 lat, ona 25. Zwiazek - prawie 7 lat. Różnie bywało między nami, od listopada mieszkamy razem. W styczniu zaczeło się psuć . Zaczeła czesto nocować u koleżanki, zero seksu miedzy nami. Kiedy naciskałem, aby powiedziała mi o co chodzi, wkońcu stwierdziała ze nie wie czy mnie kocha. Mieszkalismy dalej razem, niby wszystko ok, ale po miesiacu znów na nia nacisnałem zeby sie okresliła, i znów usłyszałem: " Nie wiem czy cie kocham, nie wiem co mam ci powiedzieć". Odpusiciłem, czekałem. Znów minał miesiac normalnego w sumie zycia (choć bez seksu, ani jakichkolwiek zbliżen, pocałunków itp.). W końcu na poczatku kwietnia, znów nacisnałem i usłyszałem: " nie kocham cie już, to wygasło". Zapytałem czy ma kogoś, powiedziała że nie, ale wzrok jej uciekł na bok, wiec coś zacząłem podejrzewać. Kiedy chciałem, abysmy przestali w takim razie mieszkać razem, nalegała abysmy jednak zostali przyjaciołmi, mieszkali razem, bo jak stwierdziała: " Zależy mi na tobie i nie chce cie stracić". Płakała przy tym. Zgodziłem się. Liczyłem, że moze jej to przejdzie. 3 lata temu była podobna sytucja, tez chciała odejsc, ale mocno wtedy walczyłem (choć z dzisiejszej perspektywy jak na to spojrze to mozna by rzec ze sie wrecz płaszczyłem przed nia) i została ze mną. Tak wiec na poczatku kwietnia zerwalismy i mieszkamy nadal razem. POwiedziałem jej jeszcze, ze akceptuje to ze mnie nie kocha, ale bede nadal o nia walczył, o to by mnie znów pokochała, bo nie wyobrazam sobie bycia z inna kobietą. Nic nie powiedziała tylko położyła mi reke na kolanie. Uznałem, ze daje mi jakas nadzieje. Minał miesiac, znów normalne wspolne zycie. I dowiedziałem sie , ze od dwóch miesiecy spotyka się z jakims chłopakiem (24lata). Czyli spotykała sie z nim przed zerwaniem ze mną. Normalnie wtedy zylismy ze sobą (podwoziłem ją do pracy, odbierałem w srodku nocy ze stacji jak wracała ze szkolenia, zawoziłem na tą stacje, zastepowałem w pracy - jej drugi etat- jak nie dawała rady, spacery, rozmowy - ona gotowała obiady, prała, ja myłem naczynia, sprzatalismy na zmiane). Wszytko jakby ok. Tylko ze ok 2 razy w tydoniu nocowała u kolezanki, z która mieszka własnie ten koleś. Nawet były sytuajce, ze ją tam podwoziłem, nie wiedzac ze ona idzie do niego. Powiedziałem jej ze wiem o tym. Jej tłumaczenie było mniej wiecej takie: "bałam sie ci powiedziec o tym, bo mysłam ze nie bedziesz chciał mnie widziec". Wpadłem w furie. Powiedziałem ze nie bedziemy przyjaciołmi, ze nie chce sie z nia widywać. Ale szybko zmiekłem. Jak zaczeła sie pakować, oboje sie rozpłakalismy i jednak doszlismy do wniosku , ze nie mozemy tak całkiem utracic kontakt ze sobą. Wiec mieszkammy dalej razem. Powiedziała mi ze to nie jest nic powaznego z tym chłopakiem, ze moze sie jej odwidzi. Wiem tez (od niej), ze on ma do niej pretensje, ze ona mieszka dalej ze mną. I tak sobie pomysłałem, ze jakbym zerwał z nia kontakt to w pewnym sensie moze ułatwiłbym mu sprawe. Wtedy moze z nim by zamieszkała, a tak mam ją przy sobie. A tak nie sie chłopak troche powscieka. Niech ona dalej mieszka ze mną, niech widzi jak sobie radze, jak spotykam sie z innymi dziewczynami, moze przejrzy na oczy. Wciaz ja kocham, ale nie zamierzam sie zamykac w 4 scianach i czekac, bo to za bardzo boli. Chce spotykac sie z innymi, ale wciaz licze na to, ze ona do mnie wroci. Bo mimo ze bardzo mnie zraniła, zyc bez niej nie moge. Dobrze zrobiłem?