rabat73
15.11.11, 13:38
Rzecz miała się pod koniec lat 90ych. Ja miałem lat 23 ona 17 lat. Poznaliśmy się przez znajomych, zaczęliśmy się spotykać, spędzać coraz więcej wspólnie czasu. Narodziło się uczucie i wiedzieliśmy, że jesteśmy osobami doskonale się rozumiejącymi, którzy chcieliby ze sobą spędzić całe życie. Lata leciały, skończyliśmy studia, miałem dobrą pracę. Nigdy nie mieszkaliśmy razem, byliśmy parą dochodzącą lecz razem poznawaliśmy życie, świat, jeździliśmy na wspólne wakacje i chodziliśmy do znajomych na imprezy. Po kilku latach moja wybranka zaczęła sugerować, że należałoby wziąć ślub. Niestety, mimo tego, że ją kochałem i było mi z nią dobrze, skutecznie unikałem tego tematu. Po prostu nie czułem się na ślub gotowy, byłem jeszcze niedojrzały emocjonalnie. Po 7 latach naszego związku coś złego zaczęło się między nami złego dziać. Pewnego jesiennego dnia powiedziała mi, że chce zakończyć nasz związek, przyczyną wg jej nie był ktoś trzeci. Rozstaliśmy się, zacząłem cierpieć, mocno to przeżywać, tęsknić. Po kilku próbach powrotu z mojej strony oświadczyła mi w sms-ie, że to koniec, że muszę o niej zapomnieć i że pojawił się ktoś trzeci. Wtedy wydawało mi się, że świat się zawalił. Zdałem sobie sprawę jak ją mocno kochałem, nie mogłem pogodzić się z jej odejściem. Zażyczyła sobie wprost bym o niej zapomniał. Zacząłem ją widywać z kolesiem, z którym zaczęła się spotykać, bolało okrutnie. Po roku za niego wyszła. Wszyscy znajomi się trochę jej dziwili. Jej wybrańcem został ktoś, kto miał skończone najniższe wykształcenie, pracował fizycznie, nie miał żadnych ambicji by się rozwijać oraz był typowym gołodupcem…. Wtedy miałem 30 lat i postanowiłem cos zrobić ze swoim życiem. Zdecydowałem, że wyprowadzę się do większego miasta, które było obok. Kupiłem tam mieszkanie i po jakimś czasie się przeprowadziłem. Minęło trochę czasu, wolne chwile spędzałem na imprezowaniu i zapijaniu swojego żalu. Trochę zapomniałem. W końcu poznałem ją, swoją obecną żonę. Mieszkała w innym dużym mieście i mogliśmy się widywać tylko w weekendy. Po kilku miesiącach, postanowiła, że się do mnie przeprowadzi. Przyszło uczucie, zauroczenie, fascynacja sobą. Za czas jakiś postanowiliśmy wziąć ślub i pojawiło się dziecko. Po kilku latach podjęliśmy decyzję o powrocie do mojego rodzinnego miasta. Wtedy to zacząłem na nowo widywać swoją poprzednią miłość. Może to dziecinne ale każdy z nas udawał, ze się nie znamy, odwracaliśmy od siebie głowy. W międzyczasie zbudowałem dom i zamieszkałem tam ze swoją rodziną. Zdziwiło mnie kiedyś to , że przysłała mi zaproszenie abym ją dodał do znajomych na pewnym portalu społecznościowym, zignorowałem te zaproszenie, potem napisała do mnie e-mail, że gratuluje mi spełnienia mojego marzenia jakim była budowa domu, też to zignorowałem. Ostatnio jednak to mnie wzięło i poprzez e-mail do niej się odezwałem. Zaczęła się wymiana korespondencji, po tych kilku latach nierozmawiania z sobą wyjaśniliśmy sobie wszystkie żale. Bardzo mnie przepraszała, prosiła o wybaczenie swojego zachowania. Czułem się źle, wróciły wspomnienia dawnych lat i chyba odżyło dawne uczucie. Wybaczyłem jej. Nie spotkaliśmy się jednak w cztery oczy. Ona swoją rodzinę ja mam swoją.
Dlaczego opisałem tą historię? Jestem ciekaw co będzie dalej, jak to się wszystko potoczy? Jak się wam wydaje?