diodeo1
05.11.12, 12:38
Tak przewrotnie pytam ;)
Poznałam faceta, miło, fajnie, z kwiatami przybiegał pod drzwi, o wspólnych dzieciach gadał, o mieszkaniu i biznesach razem robionych, więc dopusciłam. Jesteśmy parą kilka miesięcy, on zakochany, ja zakochana, fanfary i mendelson dopuszczone gdzieś w dalekim tle. Myślę sobie, małżeństwa nigdy nie chciałam ale może przy nim się jednak ustatkuję.
Że wylewny był i gadać lubił tak wypaplał się, że kobiet w życiu trochę miał, jak mnie poznał to pogonił poprzednią i ciągle gdzieś jakaś się kręciła, że sam to ani tygodnia nie chodził.
A tu zonk, bo przypomniał sobie, że oprócz tego ma od lat tę samą żonę która ciągle w jego domu jest. Tyż fajnie.
Ale przecież się zakochał we mnie więc nie chce mnie tracić, zastanowi się czy się rozwodzić bo generalnie chce rozwodu, więc mi nie odpuszcza i waruje pod progiem, spazmy, histeria, błagania. Myślę i myślę ale wyszło ostatecznie, że chleba z tego nie będzie. Co to ja głupia jestem żeby jakieś cudzie żony sobie na kark brać i rozwodu misia krętacza pilnować?
Za leniwa jestem na taki hadrcore. Facet zdradza od zawsze bez krzty refleksji, puszcza się z panienkami a żony się trzyma.. na delegacjach święty też nie jest, więc lepszy się przy mnie nie stanie.
No ale wiecie. Facet się stara, kwiatki nosi a ja florę lubię, kawiorem karmi a to dobrze bo ja anemię mam, obsługę mi zapewnia, o własną higienę bardzo dba, temperament ma wysoki i nie muszę się o seks prosić ani masażyście płacić...
A zostawię go sobie na kochanka-dobiegacza; wymyśliłam.
A pan cóż..... OBRAZIŁ SIĘ! Bo ja mam go kochać całą sobą, romantycznie, spazmatycznie i bezgranicznie, czekac wiernie aż przyjdzie, a nie tylko używać jako wibratora i rozglądać się za lepszą zwierzyną! ... to tylko jemu wolno.
Noż ku....... Popier...iło chłopa całkiem.
Ani na męża ani na kochanka się nie nadaje, a tfu! Ci faceci całkiem na psy zeszli.