oto.jest.kasia
25.09.13, 02:22
wątków na ten temat było już napewno dużo, ale ile ludzi tyle historii
Wstęp: mam 29 lat, ustabilizowane życie zawodowe, bez fajerwerków, ale też nie mam na co narzekać, średnio urodziwa, średnio atrakcyjna, ale zadbana, wszystko co trzeba mam na swoim miejscu :) ubieram się całkiem kobieco- obcasy, spódnice, sukienki na porządku dziennym
historia właściwa: Nigdy nie miałam problemów z nawiązywaniem nowych znajomości, czy relacji z ludźmi. Mimo swojego wieku non stop poznaję nowych ludzi, nawiązuję nowe znajomości. Ze względu na pracę, hobby, w moich kręgach jest dużo osób płci męskiej - singli cz pozostających w związkach. Często gdzieś z nimi wychodzę, umawiamy się na wspólne spędzanie czasu - siatkówka, kajaki, narty itp. Nie wiem co jak takiego mam w sobie (albo czego nie mam), że wszyscy mężczyźni traktują i traktowali mnie zawsze jako kumpla. Wstyd się przyznać, ale nigdy nie byłam w związku, bo wszystkie moje relacje nie wyszły poza ramy koleżeństwa. Kiedyś nawet powiedziałam jednemu panu wprost, że chcę zmienić charakter naszych relacji. Usłyszałam wtedy tekst - no co ty, to jak z siostrą... Kilka miesięcy temu poznałam przy jakimś projekcie w pracy mężczyznę. Mężczyznę teraz bardzo szczególnego dla mnie. Po pewnym czasie zacieśniania i przechodzenia naszej relacji z czysto pracowej na grunt prywatny mężczyzna zaprosił mnie na randkę. Tak mi się wydawało, jednak wszystkie rozmowy tego wieczora krążyły wokół naszej wspólnej znajomej, a on prosił mnie o radę jak się do niej zbliżyć. Powiedział, że nie miał kogo się zapytać, a ja jestem taką fajną koleżanką... Historia się po raz kolejny powtórzyła. Można wyobrazić sobie jak się czułam. Nie wiem co mam zrobić, aby wyjść poza granicę fajnej koleżanki, już nie chodzi mi o tego akurat faceta, ale ogólnie moją sytuację. Nie chcę być całe życie tylko kumpelką. Panowie, może jakieś rady co zmienić?