kyrob
16.03.14, 17:36
Tak se siedzę, popijam kolejnego drinka i zastanawiam nad fenomenem internetu. Daje możliwość poznania partnerki( lub partnera) którego w normalnym życiu nie bylibyśmy w stanie niczym zainteresować. Możemy bowiem kreować swój idealny wizerunek czy tego chcemy czy nie.
Ja nigdy nie chciałem się "upiększać" bo wiem, że to ma krótkie nogi i w rezultacie nic dobrego to nie przynosi. Pewnie, że można na tym skorzystać, bo zanim się druga osoba spostrzeże to można osiągnąć już jakiś swój cel. Tylko, że jeśli podchodzimy do takiej znajomości poważnie to późniejsza klęska boli i to bardzo.
Jestem nieśmiały i bardzo przeciętny, w zeszłym roku miałem jednak " przełom" w tego typu kontaktach. Najpierw umiarkowanie długa znajomość, obiecująca z poziomu podejścia pani w kontaktach inetowych, a zakończona przez nią bardzo szybko bez wytłumaczenia w rzeczywistości. Potem odległa znajomość trwająca do momentu, kiedy zorientowałem się, że to co po drugiej stronie niekoniecznie jest jeszcze przyjaźnią.
No i finalnie moja miłość, rozpalona online, potwierdzona w rzeczywistości i rozwalona przez moje niedoskonałości. Zderzyłem się jak ze ścianą biorąc pod uwagę mój internetowy image z tym co mogłem zaproponować. I podkreślam, że stale starałem się nie być idealnym, nie koloryzowałem się tylko chciałem być najbliżej swojej osobowości. Co prawda spotkania były idealne, ale może nie dla niej. Lub poskładała sobie wszystko do kupy i finalnie wyszło, że nie warto ze mną być. No i w tym wszystkim sam się pogubiłem bo mogłem zachowywać się później jednak inaczej. Cóż wyszły kolejne moje minusy.
Moja miłość odeszła, została czarna dziura samotności. Popijam drinka i myślę, że życie nigdy już nie będzie takie same i z takimi kolorami.
Piszę to dla tych, co jeszcze uważają, że te znajomości nie niosą za sobą nic poważnego. Niestety albo stety jest inaczej i ci bardziej obrotni to wykorzystują. Natomiast reszta "szaraczków" może się na tym bardzo przejechać.