bob.boney
07.11.15, 12:44
Witam wszystkich. Chciałem opowiedzieć o mojej sytuacji i zasięgnąć opinii/pomocy.
Mam 23 lata, jestem studentem w Warszawie, stad pochodzę i tu mieszkam. Mam poważny problem związany z presją środowiska na posiadanie dziewczyny. Kończę już studia, ale nigdy nie miałem dziewczyny. Po prostu nie miałem do tego warunków. Od początku studiów jestem samotny. Nigdy tez wczesniej z nikim nie byłem. żyje kłamstwami wobec znajomych, wymyslałem bzdury aby nie byc podejrzany o homoseksualizm lub o nieudacznictwo zyciowe. Mieszkam sam z mamą, rodzice się rozwiedli jak byłem mały. Ona także jest samotna. Wychowywałem się bez ojca. Matka jest bardzo dominująca, zaborcza i ingerująca w moją prywatność. Zawsze się obawiałem że może zepsuc mi związek, ciągle mnie kontroluje, nie daje oddechu. Nie ma własnego życia i własnych spraw, ciągle siedzi w domu bo pracuje chałupniczo. Mieszkamy w dwóch pokojach w bloku, mamy zaniedbane i brzydkie mieszkanie. Krucho z pieniędzmi, ciągłe długi, ja pracowałem w czasie studiów, ale krótko, bo nie pozwala mi na to plan zajęć. Nie mam możliwości finansowych aby zapewnić atrakcyjność związkowi. Nie dam kobiecie oparcia we mnie jako w praktycznie dosrosłym męzczyźnie. Moja sytuacja materialna i zyciowa jest na poziomie nastolatka/dziecka. Nawet jeśli pracuje dorywczo to krótko, bo studia unemożliwiają normalną pracę. Nie moge prosić mamy o pieniądze na randkę, kino czy prezenty dla dziewczyny, bo ona po prostu nie ma możliwości, nawet gdyby to byłaby to ciągła ingerencja i rozlicznie mnie z wydatków na miłość. Nawet z własnych pieniędzy byłem zawsze rozlicznay, wszystko musiałem robic w tajemnicy,poza tym branie pieniędzy na dziewczynę od matki byłoby dla mnie upokorzeniem jako mężczyzny. Jestem mało atrakcyjny fizycznie, nie jest najgorzej, ale daleko do dobrego. Nie mam oparcia w rodzinie ani w ocjcu, bo tejże rodziny praktycznie nie mam. Ponieważ mama jest samotna, muszę ciągle pomagać jej w zyciu i nie moge sobie pozwolić na to żeby "znikac" z dziewczyną na cały dzień do centrum, albo przesiadywać u niej. Nie moge zmienić modelu życia. Funkcjonuję tak samo jak w liceum , tak samo jak na 1 roku studiów, a jestem już na 5. Nie mam dziewczynie nic do zaoferowania. Nigdy nawet nei miałem samochod, co bardzo ogranicza możliwości dojazdu do potencjalnej partnerki i możliwości spędzania z nią czasu w sposób urozmaicony. Wstydzę się ja zaprosić do domu, gdzie jest brzydko, a mama w sąsiednim pokoju będzie słyszała każda nasza rozmowę. Nie jestem w stanie dorównać moim kolegom którzy prowadza zycie normalnych już dorosłych mężczyzn. Często im pomaga rodzina - na przykład załatwiaąc po znajomości pracę możliwą do pogodzenia ze studiami. Ja takiej możliwości nie mam. Czekam na koniec studiów, ale wątpie aby przy naszych zarobkach cos się radykalnie zmieniło. Czuje się nikim jako mężczyzna. Poniża mnei ta sytuacja życiowa i brak doświadczenia narastający z biegiem lat. Nie potrafię zapewnić żadnych warunków dziewczynie ani całemu związkowi. Ponadto bardzo boję się konfliktów z nią i awantur do których mam uraz , po całych latach awantur i problemów z matką. Wiem że moge na to otrzymac odpowiedź "skończ studia, wyprowadź się" itp. Ale to nie jest proste. Żyje w ciągłym poczuciu niższości w porównaniu ze znajomymi, czuje się jak duże dziecko. Mam żal do mamy o to że są takie okoliczności. Chciałem zpaytać jak sobie z tym wszystkim poradzić, jak poradzić sobie z presja środowiska na posiadanie dziewczyny, z tym nieudacznictwem. Co ludzie zrobili by na moim miejscu? Czy takei sytuacje są częste czy jestem rzadkim przypadkiem? Jak z tym zyć? Proszę o pomoc i podpowiedź.