Dodaj do ulubionych

Czy spalić za sobą mosty? Proszę o pomoc

13.07.05, 11:37
Wczoraj zakończył się mój 1,5 roczny związek który jeszcze do poniedziałku
uważałam za szczęśliwy i mający realne szanse na plany
małżeńskie....Szok....Chciałam spalić mosty, bo na przyjaźń nie jestem gotowa
i nie wiem czy kiedykolwiek będę mogła patrzeć "bezpłciowo" z sympatią na
niego, radzić mu w „sprawach sercowych”, zachować obiektywizm. On nie
wyobraża sobie tego, że mogło by mnie nie być w jego życiu, uważa mnie za
wspaniałą osobę, której zawsze będzie poświęcał swój wolny czas jeśli będzie
to tylko możliwe. To nie były grzecznościowe farmazony na zakończenie, ale
szczera prawda z jego strony.... Mój były chłopak nie chce mnie stracić -
kocha mnie ale zupełnie inaczej niż na początku związku i dlatego prosi o to
byśmy nadal utrzymywali kontakt ze sobą bo mu na mnie zależy. Powodem
rozstania były sprawy, które jego zdaniem się nawarstwiły i nie był w stanie
z tym żyć i patrzeć mi w oczy- brak iskry, która nas połączyła i jakieś
cztery miesiące temu wygasła, wtedy był bliski zdrady z przygodną dziewczyną.
Nie zdradził, ale nabrał wątpliwości czy powinniśmy ze sobą być, a ten
incydent tylko utwierdził go w tym, że nasze poważne plany życiowe nie mają
sensu. To był sygnał dla niego, że nasz związek się popsuł. Namiętność była
zawsze, potwierdził że trwała przez cały czas naszego związku, natomiast
uczucia się nieco zmieniły, on nie chce mnie oszukiwać i kiedyś zdradzić,
jeszcze bardziej zranić... Nie chce mnie stracić bo jestem dla niego bardzo
ważną osobą, boi się, że może stracić kontakt z moją najbliższą rodziną,
którą tak bardzo szanuje i polubił. Obawia się, że moja rodzina po tym jak
sugerował wcześniej, że ma poważne plany wobec mnie w związku z jego
odejściem ode mnie nie będzie życzyła sobie go widzieć i znać. Chce
poszukiwać tej iskry w innych związkach. Obwinia siebie za zaistniałą
sytuację, że pomimo pojawienia się u niego tych wątpliwości ciągnął związek,
planując ze mną wiele spraw bieżących i tych przyszłych, pozwalając abym
wierzyła w jego dalszy rozwój. Zdał sobie sprawę jak bardzo tym mnie zranił,
nie może sobie tego wybaczyć, uważa że jest bezmyślnym draniem
itd....Doskonale wie, że go bardzo kocham, że nie potrafię go znienawidzieć
prosił mnie o wybaczenie – otrzymał je, płakaliśmy oboje przytuleni do
siebie. Póki co oboje planujemy spędzić razem urlop (w czasie ostatniego
spotkania „wyjaśniającego losy naszego związku” każde z nas miało taki cichy
plan by zaproponować wspólne wakacje). Nasza jednomyślnoś nas jednak nie
zaskoczyła,wywołała uśmiech przez łzy na twarzy, tego wieczora w rozmowach o
innych rzeczach nie raz przyłapywaliśmy się że to samo mówimy, tak samo
myślimy.... Teraz jesteśmy wolni, nie trzymamy się za ręce jak zawsze, ale
może czas pokaże że to co było, to nie "psujący się związek" w którym
zabrakło adrenalinki, zauroczenia które jest zawsze na początku każdego
związku, a przyjaźń dojrzałego związku, która została przez niego opacznie
zinterpretowana jako wygasłe uczucie.... Nie wiem czy walczyć dalej, może
popełniamy błąd odchodząc od siebie, ale on tego potrzebuje.... Nie mam
pojęcia co o tym myśleć.... Razem źle osobno jeszcze gorzej...Oboje nie
śpimy, nie jemy, czujemy się jak po zatruciu alkoholowym... Zostać, po prostu
być i czekać aż on zrozumie, czy oswajać się z myślą, że naprawdę to już
koniec i nigdy już tego się nie zmieni..... Proszę o komentarze.....
Obserwuj wątek
    • goldenwomen Re: Czy spalić za sobą mosty? Proszę o pomoc 13.07.05, 12:19
      wszystko kiedyś sie kończy :-) życze powodzenia
    • b-beagle Re: Czy spalić za sobą mosty? Proszę o pomoc 13.07.05, 12:42
      Chcesz pal nie chcesz nie pal, ważne żeby to była twoja decyzja bo to twoje
      życie
    • introligator_snu Re: Czy spalić za sobą mosty? Proszę o pomoc 13.07.05, 14:27
      O q..wa jakie to wszystko glebokie i dlugie... dobrnalem tylko "1,5 roczny
      związek" .
    • deikiki Re: Czy spalić za sobą mosty? Proszę o pomoc 13.07.05, 14:52
      zrobisz jak bedziesz chciala, ale generalnie to jakas dziwna czestosc z jaka
      t o k o b i e t y, dbaja, troszcza sie, czekaja, podaja reke, rozumieja.. "on
      tego potrzebuje".. i takie tam inne. a Piotrus Pan chce pobiegac z innym
      Dzwoneczkiem. matko, jaki ten Twoj chlop samolubny. pomyslalas o sobie? jak Ty
      sie bedziesz czula, kiedy jako "przyjaciele" bedziecie sie widywac? w zadnym
      akapicie Twojego postu, nie widze nic na temat, co on chce zrobic d l a C i e
      b i e, zebys Ty sie lepiej czula, w tej sytuacji?? To /co, na marginesie, jest
      minimum przyzwoitosci, legolas, to zaden specjalny wersal/,
      "Obwinia siebie za zaistniałą
      sytuację, że pomimo pojawienia się u niego tych wątpliwości ciągnął związek,
      planując ze mną wiele spraw bieżących i tych przyszłych, pozwalając abym
      wierzyła w jego dalszy rozwój. Zdał sobie sprawę jak bardzo tym mnie zranił,
      nie może sobie tego wybaczyć, uważa że jest bezmyślnym draniem
      itd..." potrzebne sa j e m u, do lepszego samopoczucia.
      a to
      "prosił mnie o wybaczenie – otrzymał je, " chyba najbardziej.

      mozesz sie oczywiscie z tym wszystkim nie zgodzic.
      zycze Ci innego, fantastycznego i dojrzalszego mezczyzny.
    • samowolny Re: Czy spalić za sobą mosty? Proszę o pomoc 13.07.05, 15:17
      on chce kontaktu z tobą bo jeszcze nie ma innego obiektu westchnień
      i z braku laku.... jak oboje znajdziecie nowych partnerów to wtedy wszelkie
      mosty same znikną po prostu umrą śmiercią naturalną, ty tez zapewne teraz boisz
      sie bycia samą...ale po pewnym czasie i ty bedziesz stronic od związku z nim
      • aniamimi Re: Czy spalić za sobą mosty? Proszę o pomoc 02.08.05, 09:01
        co do palenia mostow to hm... sama nie jestem z moim eks od 2 lat i mimo ze juz 2 razy "palilam mosty" , tow szystko wraca do normy, i za kazdym razem lepiej sie dogadujemy, moze jedyne co mnei denerwuje to fakt ze zawsze podkresla ze ze mna to bylo cos wyjatkowego itd.. a tym czasie jest z inna dziewczyna, eh faceci to wieczne dzieciaki:)
    • jsolt Re: Czy spalić za sobą mosty? Proszę o pomoc 13.07.05, 15:24
      napisałaś epopeję, a wynika z tego, że facet najzwyczajniej się odkochał, z tym
      że ma po prostu ogromne wyrzuty sumienia...
    • niezla_lodziara Re: Czy spalić za sobą mosty? Proszę o pomoc 13.07.05, 15:35

      ma cie gleboko w d. ale mu nie przeszkadza raz na rok ciebie przeleciec.

      legolas11 napisała:

      > Wczoraj zakończył się mój 1,5 roczny związek który jeszcze do poniedziałku
      > uważałam za szczęśliwy i mający realne szanse na plany
      > małżeńskie....Szok....Chciałam spalić mosty, bo na przyjaźń nie jestem gotowa
      > i nie wiem czy kiedykolwiek będę mogła patrzeć "bezpłciowo" z sympatią na
      > niego, radzić mu w „sprawach sercowych”, zachować obiektywizm. On n
      > ie
      > wyobraża sobie tego, że mogło by mnie nie być w jego życiu, uważa mnie za
      > wspaniałą osobę, której zawsze będzie poświęcał swój wolny czas jeśli będzie
      > to tylko możliwe. To nie były grzecznościowe farmazony na zakończenie, ale
      > szczera prawda z jego strony.... Mój były chłopak nie chce mnie stracić -
      > kocha mnie ale zupełnie inaczej niż na początku związku i dlatego prosi o to
      > byśmy nadal utrzymywali kontakt ze sobą bo mu na mnie zależy. Powodem
      > rozstania były sprawy, które jego zdaniem się nawarstwiły i nie był w stanie
      > z tym żyć i patrzeć mi w oczy- brak iskry, która nas połączyła i jakieś
      > cztery miesiące temu wygasła, wtedy był bliski zdrady z przygodną dziewczyną.
      > Nie zdradził, ale nabrał wątpliwości czy powinniśmy ze sobą być, a ten
      > incydent tylko utwierdził go w tym, że nasze poważne plany życiowe nie mają
      > sensu. To był sygnał dla niego, że nasz związek się popsuł. Namiętność była
      > zawsze, potwierdził że trwała przez cały czas naszego związku, natomiast
      > uczucia się nieco zmieniły, on nie chce mnie oszukiwać i kiedyś zdradzić,
      > jeszcze bardziej zranić... Nie chce mnie stracić bo jestem dla niego bardzo
      > ważną osobą, boi się, że może stracić kontakt z moją najbliższą rodziną,
      > którą tak bardzo szanuje i polubił. Obawia się, że moja rodzina po tym jak
      > sugerował wcześniej, że ma poważne plany wobec mnie w związku z jego
      > odejściem ode mnie nie będzie życzyła sobie go widzieć i znać. Chce
      > poszukiwać tej iskry w innych związkach. Obwinia siebie za zaistniałą
      > sytuację, że pomimo pojawienia się u niego tych wątpliwości ciągnął związek,
      > planując ze mną wiele spraw bieżących i tych przyszłych, pozwalając abym
      > wierzyła w jego dalszy rozwój. Zdał sobie sprawę jak bardzo tym mnie zranił,
      > nie może sobie tego wybaczyć, uważa że jest bezmyślnym draniem
      > itd....Doskonale wie, że go bardzo kocham, że nie potrafię go znienawidzieć
      > prosił mnie o wybaczenie – otrzymał je, płakaliśmy oboje przytuleni do
      > siebie. Póki co oboje planujemy spędzić razem urlop (w czasie ostatniego
      > spotkania „wyjaśniającego losy naszego związku” każde z nas miało t
      > aki cichy
      > plan by zaproponować wspólne wakacje). Nasza jednomyślnoś nas jednak nie
      > zaskoczyła,wywołała uśmiech przez łzy na twarzy, tego wieczora w rozmowach o
      > innych rzeczach nie raz przyłapywaliśmy się że to samo mówimy, tak samo
      > myślimy.... Teraz jesteśmy wolni, nie trzymamy się za ręce jak zawsze, ale
      > może czas pokaże że to co było, to nie "psujący się związek" w którym
      > zabrakło adrenalinki, zauroczenia które jest zawsze na początku każdego
      > związku, a przyjaźń dojrzałego związku, która została przez niego opacznie
      > zinterpretowana jako wygasłe uczucie.... Nie wiem czy walczyć dalej, może
      > popełniamy błąd odchodząc od siebie, ale on tego potrzebuje.... Nie mam
      > pojęcia co o tym myśleć.... Razem źle osobno jeszcze gorzej...Oboje nie
      > śpimy, nie jemy, czujemy się jak po zatruciu alkoholowym... Zostać, po prostu
      > być i czekać aż on zrozumie, czy oswajać się z myślą, że naprawdę to już
      > koniec i nigdy już tego się nie zmieni..... Proszę o komentarze.....
    • mamab26 Re: Czy spalić za sobą mosty? Proszę o pomoc 13.07.05, 17:27
      To niesamowite!!!Czytając Twój post miałam wrażenie,że opisujesz moje życie...Z
      jedną tylko różnicą-my do czasu zerwania byliśmy ze sobą 4 lata.Ja byłam jego
      pierwszą dziewczyną,a on moim pierwszym chłopakiem.Powodem rozstania była
      chęć "wyszumienia się"-z jego strony.Jednocześnie twierdził,że zależy mu na
      mnie,ale nie możemy być razem,bo on nie jest pewien,czy pewnego dnia nie zrobi
      czegoś co mogłoby mnie bardzo skrzywdzić...Przeżyłam to strasznie.Zresztą on
      też-niejedną godzinę przepłakaliśmy przytuleni do siebie.On chciał żebyśmy
      zostali przyjaciółmi.Ta sytuacja trwała około miesiąca a ja miałam wrażenie,że
      jeszcze chwila i oszaleję...Nie będę Ci opisywać tego co czułam-bo znasz to
      pewnie doskonale.Najpierw myślałam,że wystarczy mi jak chociaż mnie przytuli-
      nawet gdy nie będziemy parą.Ale nie zdało to egzaminu-za bardzo go kochałam.W
      końcu podjęłam decyzję,że koniec z tym.Jeśli nie może dać mi tego,czego od
      niego oczekuję(czyli miłości,poczucia bezpieczeństwa itd.)to z nami koniec.Ale
      nie na tej zasadzie,że jesteśmy przyjaciółmi bo jemu by to odpowiadało.Mnie nie
      było stać na taką wspaniałomyślność-co więcej-uważam,że on nie miał prawa w tej
      sytuacji tego ode mnie wymagać.Co innego gdybyśmy oboje chcieli rozstania.Ale
      tak nie było.Zerwałam z nim wszystkie kontakty-poprostu nie wyobrażałam sobie
      nas jako przyjaciół czy nawet znajomych.Widząc się przypadkowo nawet ze sobą
      nie rozmawialiśmy.Bo niby o czym?O pogodzie czy o naszym prywatnym życiu?Bez
      sensu...Ja wolałam nie wiedzieć co się z nim dzieje,bo wtedy mniej bolało.A i
      tak co jakis czas dochodziły mnie słuchy na jego temat.Mielismy wspólnych
      znajomych więc to było nieuniknione.Na początku było mi bardzo ciężko,nie
      potrafiłam się odnaleźć w tej sytuacji.Ale potem było coraz lepiej-wg.starej
      zasady:"czas leczy wszystkie rany".A potem pojawił się ktoś kto sprawił,że rano
      znów chciało mi się wstać...Jednak sielanka nasza nie trwała zbyt długo,bo
      odezwał się mój ex.Prosząc,żebym do niego wróciła bo zobił najgorszy błąd w
      swoim życiu zrywając ze mną.Wiele się jeszcze wydarzyło,ale dałam mu szansę i
      dziś gdy patrzę na to wszystko z perspektywy czasu-widzę,że to rozstanie wyszło
      nam na dobre.Przynajmniej przekonał się ile dla niego znaczę i że nie wyobraża
      sobie swojego życia beze mnie.teraz jesteśmy już 4 lata po ślubie i mamy
      cudownego synka.
      Jeśli chodzi o Ciebie to poprostu daj mu czas.Mnie najtrudniej było zanim
      zerwałam z nim wszystkie kontakty.Co z tego,że się spotykaliśmy-to już nie był
      mój ukochany Michał...Niby mnie przytulał a ja wiedziałam co siedzi w jego
      głowie.To było takie zadawanie sobie bólu na własne życzenie..Dlatego dobrze Ci
      radzę-daj sobie z nim spokój.Jeśli naprawdę Cię kocha-to wróci do Ciebie i to
      szybciej niż myślisz.A jeśli nie-będziesz sie zadręczać jego widokiem.Ja po
      naszym zerwaniu w życiu nie uwierzyłabym,jakby mi ktoś powiedział,że my
      będziemy małżeństwemm.Bo był okres kiedy nie chciałam go znać,wydawało mi
      się,że go nienawidzę za to co mi zrobił.I nie wiem jak tobie ale mnie lepiej
      było z tym niż gdybym miała udawać jego koleżankę.Bo tego,że nie mogłabym go
      traktować jako kolegi to jestem pewna na 10000000000%.Nie po tym co nas łączyło.
      Trzymaj się cieplutko i pamietaj,że "...a po nocy przychodzi dzień a po burzy
      spokój...".Pozdrawiam serdecznie-Aga
      • legolas111 Re: Czy spalić za sobą mosty? Proszę o pomoc 14.07.05, 09:02
        Dziękuję za cenną radę i życzę wszystkiego co najlepsze dla Ciecie i Twojego
        Małżonka :).... Podobnego zdania jest moją najlepsza przyjaciółka..... a także
        Tarot (jak człowiek jest w desperacji szuka naprawdę dziwnych sposobów żeby
        sobie pomóc). Póki co ex dzwoni do mnie, zdaje relację z tego co u niego,
        interesuję się tym co u mnie, melduje się jak wraca do domu (wczoraj miał
        imprezę w pracy i zadzwonił jak z niej wrócił). Generalnie zachowuje się lepiej
        niż przed rozstaniem, odczuwam jego większe zainteresowanie sobą. Zawsze to ja
        wszystko organizowałam, on teraz sam podjął się zorganizowania naszego urlopu.
        Nie popadam z tego powodu w przesadną euforie, wiem że jest dobrym, troskliwym
        człowiekiem i mogą być to jego zwyczajne zachowania. Chcę by nasz wyjazd
        zapamiętał jako coś nadzwyczajnego, coś co może mu uświadomi że szkoda tego
        wszystkiego poświęcać i nigdy tej więzi jaka łączy nas nie znajdzie z inną
        osobą. Oczywiście zachowany zostanie odpowiedni "dystans". Potem zamierzam nie
        widywać się z nim (pomijając dzień jego urodzin) i czekać na jego reakcję. W
        między czasie wrócę do swoich pasji sportowych, zapiszę się na coś nowego,
        zainwestuję w siebie żeby bezczynnie nie czekać na wyrok. Może wyjawienie przez
        niego tego co siedziało mu w głowie i nakręcało się przez jakiś czas urastając
        do dramatu do nie pokonania (czasem mają tak ludzie o dużym poczuciu
        sprawiedliwości i uczciwości, zwłaszcza gdy kiedyś sami zostali podobnie
        skrzywdzeni i doskonale wiedzą jak czuje się druga osoba i wiedzą że o
        przebaczeniu nie mają prawa nawet marzyć), moje zachowanie odcinające się od
        tego co się wydarzyło + utwierdzenie w tym, że nadal jest mi bardzo bliską
        osobą i tego na razie nic nie zmieni nieco oczyściło "atmosferę". Wyjeżdża na
        tydzień, będzie miał o czym myśleć....
        • wadera3 Re: Czy spalić za sobą mosty? Proszę o pomoc 14.07.05, 09:21
          czytam i czytam i bełkot widzę.....
          jakie wyjeżdżanie na urlop po rozstaniu,jaki rozstanie z miłości,jaka bliskość?
          chyba śnisz na jawie....
        • dirt0001 Re: Czy spalić za sobą mosty? Proszę o pomoc 14.07.05, 11:14
          wiecie co ja też jestem w takeij sytuacji i naprwde nei wiem co robic jak czuc
          co czuc czy to tylko sen jakis horror? pierwsz amiłosc bylismy nie bylismy trwa
          to 8 lat bylismy rok razem ostatno to on jest szaleńczo zakochany to ja zawsze
          z nim zrywałam to on wrzeszał ze kocha a teraz on mnie zostawił powiedzał
          kocham ale musze pomyśłec teraz po 7 miesiacach i po 3 mieisacach milczenia na
          maksa wyłał list był z inna ale chyab przkeoła sie ze seks to nei wsyztsko w
          liscie o miósci ze kocha ze zyc nei moze a ja nie wiem cyz on juz tak bedize
          wsze cyz sie czego nauczy ja juz nie ufam nei wiem co czuc nienawidzłam go
          najgorsze jest to ze chyab jest jeszcze potrzebny czas ale boli abrdzo czy my
          sie kiedys zejdizmey ja cuzje ze tak ale wsyztsko jak anrazi ejest przeciwko
          nam wszytsko i nie wiem oc z tym bedize a jak kiedys bede tego ząłwoac?
        • niuni4 Re: Czy spalić za sobą mosty? Proszę o pomoc 14.07.05, 12:25
          Wiesz przezywam dokladnie albo prawie dokladnie to samo
          Moj zwiazek trwal prawie dwa lata az zaczelo sie troche psuc (podobno tak jest
          po okolo 2 latach - ze mija Ci to najwieksze zauroczenie, poziom hormonow opada
          bla bla bla bla)
          Ja wyjechalam i podczas wyjazdu zdarzyla mi sie mala wpadka - pocalunek z
          kolega z roku, nic wiecej nie bylo, ale sie przyznalam, a moj chlopak
          stwierdzil, ze nie moze po tym ze mna byc, ale poniewaz uwaza mnie za bardzo
          wartosciowa osobe i super sie dogadujemy to chce zebym zostala jego
          przyjaciolka. Zgodzilam sie, bo po prostu chcialam byc blisko niego.
          Ale jak sama na pewno wiesz to nielatwe, wiec kazde nasze spotkanie konczylo
          sie na tym, ze ryczalam i prosilam go o szanse.
          Taka szarpanina trwala okolo 2 tygodnie, po wielu zlych slowach przestal sie do
          mnie odzywac, a i ja chcialam zachowac resztki godnosci i nie kontaktowalam
          sie z nim
          Po ponad tygodniu wlasciwie wegetacji a nie zycia (naprawde nie wiem jak to
          przetrwalam) zaczynalo byc lepiej ale tylko wtedy kiedy bylam z przyjaciolmi i
          na sile staralam sie o nim nie myslec
          Nawet wybralam sie do psiapsioly na domowke - i wtedy on zadzwonil.. Chcial
          porozmawiac, spotkac sie.. Zgodzilam sie wbrew wszystkim i wszystkiemu. Na
          spotkaniu traktowalam go jak kolege, az powiedzial mi, ze chce wrocic
          Dalam mu ta szanse, choc musisz wiedziec, ze wiele mnie to kosztuje
          W czasie kiedy ja myslalam o samobojstwie i doslownie wylam z bolu, on
          korzystal z wolnosci..
          Przespal sie z jakas zdzira (widzialam ja nawet).
          Mowi, ze zrozumial, ze licze sie tylko ja i nikt inny, ze rozumie jak wielki
          bol mi zadal, zaluje itd.
          Ja nie umiem mu zaufac, ciagle mysle o tej ... jaka byla, czy lepsza ode mnie
          itd. Wykancza mnie to, ale kocham go mimo wszystko i dlatego w tym tkwie. Moze
          kiedys dojrzeje do rozstania, a moze bedziemy malzenstwem..

          Sorki za pisanie epopei - jedyne co moge Ci doradzic to TRAKTUJ GO JAK KUMPLA -
          uprzejmie, ale bez okazywania glebszych uczuc, mysle ze Wasz wspolny urlop
          wszystko wyjasni, napisz jak bylo

          Pozdrawiam, trzym sie
          • vladimir Re: Czy spalić za sobą mosty? Proszę o pomoc 14.07.05, 12:41
            " Gdy odchodza pólbogowie, bogom czas przybywac.." :))

            Powodzenia.
          • legolas111 Re: Czy spalić za sobą mosty? Proszę o pomoc 14.07.05, 14:05
            Dzięki wielkie za wsparcie i podzielenie się swoimi przeżyciami.... Liczę, że i
            w Twoim przypadku się wszystko ułoży pomyślnie.... Na pewno odezwę się po 15
            sierpnia :) Póki co częstotliwość telefonów od niego zaczyna być porównywalna z
            tą jak zaczynaliśmy się spotykać - rozmawiamy jakby "tamto" się nie
            wydarzyło..... Nie wiem czy to dobrze, czy nie, może to nic nie oznacza, ale
            czas pokaże..... Przygotowuję się na każdą ewentualność. Muszę być
            twarda ;) ...... Pozdrawiam serdecznie :)
            • niuni4 Re: Czy spalić za sobą mosty? Proszę o pomoc 15.07.05, 13:16
              Będzie dobrze..Może tylko coś strzeliło mu do tej alienowatej męskiej główki;)a
              teraz zacznie rozumieć ile dla niego znaczysz i będzie nawet lepiej niż kiedyś..

              Pozdrowionka, całuski, ciasteczka:)
              • kati1973 Re: Czy spalić za sobą mosty? Proszę o pomoc 18.07.05, 13:10
                jasne
                ale wolna droge sobie zostawil i przespac sie moze z kim chce
                Zawsze dobrze miec dwie alternatywy - wolna druge na przygodowy sex i byla
                dziewczyne
      • andrju13 Re: Czy spalić za sobą mosty? Proszę o pomoc 24.08.05, 12:49
        U mnie było podobnie jak u mamab i legolas11
        tylko, ze to ONA byla ta "zagubiona"
        - tez jak u legolas11 chciala sie jeszcze wyszlac
        swoja droga podziwiam kobiety za ta ich pokrecona logike ;o)

        W moim przypadku tez bylo to przyjemne i "miekkie" rozstanie
        - ale ja postawilem sprawe krotko - ŻADNYCH - jakichkolwiek
        kontaktów, słownych, korespondencyjnych, nawet wzrokowych
        Żadnych!!
        final byl tego taki, ze niespelna kilka tygodni pozniej
        doszla do wniosku, ze jednak kocha i zyc nie potrafi beze mnie.
        Ja zreszta bez niej tez.

        Ta moja i wasze historie sa chyba dowodem na to, ze ludzie
        nie nauczeni sa odczytywac samych siebie - swoich uczuc.
        Nie rozumieja, ze wszysko - takze uczucie sie zmnienia - co nie znaczy,
        ze znika.

        Pal most !! jak kocha to przypłynie w pław!
        tylko sie bedziesz meczyc - oj i to straszliwie!



        mam nadzieje
        ze skonczy sie u mnie jak u mamab26 :)



    • annak28 Re: Czy spalić za sobą mosty? Proszę o pomoc 15.07.05, 22:16
      Jak to wszystko czytam, to widzę samą siebie. Przeżyłam z nim 4,5 roku, ale
      cały czas coś kombinuje, oszukuje, kłamie. Już nie umię zliczyć ile razy
      podawałam mu pomocną dłoń, wybaczałam, sama siebie przekonywałam, że on się
      zmieni. Wszystko na nic. Planowaliśmy wspólnie zamieszkać, ale nie umię już mu
      zaufać i ciągle mnie rani, to tak strasznie boli. Wiem, że tkwię w toksycznym
      związku, ale bardzo go kocham. Muszę chyba z nim zerwać, ale nie potrafię. Boję
      się najbardziej samotności i tego, że nikt mnie już nie pokocha. Tak bardzo się
      boję, najchętniej coś bym sobie zrobiła, ale jestem zbyt tchórzliwa.
      Nie mogę spać, jeść nie wiem co mam z sobą zrobić. Czuję się sama jak palec.
      • mamab26 Do annak28 16.07.05, 11:09
        Zgroza!Jak możesz żyć z człowiekiem,który Cię tak traktuje?
        Oszukuje,kłamie...Przecież z tego związku nic dobrego nie wynika-przynajmniej
        dla Ciebie.Ja dobrze wiem jak trudno pogodzić się z odejściem kogoś,kogo się
        kocha,ale wierz mi-lepiej poświęcić te 4 lata,niż męczyć się przez całe
        życie.Czy naprawdę masz tak kiepskie zdanie o sobie,że uważasz,że nie
        zasługujesz na kogoś kto będzie Cię kochał i szanował.Wybacz,ale nie rozumiem
        takich kobiet jak Ty.Tkwią w toksycznych związkach i wbrew wszystkiemu ciągle
        wierzą,że on się zmieni.Otóż nie zmieni się!Bo Cię poprostu nie kocha.Miłość
        nie polega na sprawianiu bólu.Ja uważam,że można wybaczyć.A nawet trzeba.Ale
        jakiś jednorazowy incydent a nie usprawieliwiać jego ciągłe krętactwa.I jeszcze
        jedno-jak można kochać kogoś,komu się nie ufa?To dla mnie też jest nie
        pojęte.Weź się w garść dziewczyno,pogoń palanta i nie bój się,że będziesz
        sama.Chyba masz przyjaciół,na których możesz liczyć?Piszesz,że go kochasz.A za
        co?Za takie traktownie?Za to,że pozwalasz mu się ranić?Pomyśl co on Ci daje?NIC!
        Zrobił z Ciebie ofiarę,na której może się wyżyć.Głowa do góry,więcej wiary w
        siebie!Pokaż mu,że nie jesteś byle kim,że dasz sobie świetnie radę bez
        niego.Zaskocz go i może wtedy się opamięta.A jeśli nie-to ok.Zobaczysz spotkasz
        jeszcze faceta odpowiedniego dla siebie i to pewnie prędzej niż myślisz.Ale
        trzeba się otworzyć na innych bo inaczej patrząc w niego możesz przegapić
        tego,który jest Ci pisany...
        Pozdrawiam-jak chcesz i nie masz z kim pogadać napisz na priva-Aga
      • legolas111 Re: Czy spalić za sobą mosty? Proszę o pomoc 17.07.05, 07:00
        Nie mogę spać, mam doła..... Wczoraj nie zadzwonił, wyjechał do swojej rodziny
        na tydzień....... Pomimo próby zajęcia sobie maksymalnie czasu myślę o nim co
        robi i dlaczego dzisiaj nie dzwoni.........Żeby zasnąć wypiłam pierwszy raz
        samotnie w życiu piwo...... czuje się z tym okropnie....... Nawet w snach się
        pojawia..... Dopiero teraz zdałam sobie sprawę jak bardzo trudne będzie życie
        bez niego i pogodzenie się z tym że nie jesteśmy razem..... Do wyjazdu naszego
        na urlop jeszcze 2-3 tygodnie.... Ukrywamy na razie nasze rozstanie przed moją
        rodziną (uzgodniliśmy, że moja rodzina dowie się po naszym przyjeździe z
        urlopu, natomiast jego nie wiem czy już wie), ale widzę że wszyscy się
        domyślają, że coś nie tak.... Nawet ciotka ma „prorocze sny”, że pojawiam się u
        niej z innym chłopakiem......... Wiem, że czas rozstrzygnie co z
        nami............ Ale jak nic z tego nie wyjdzie, to nie wiem jak długo dam radę
        tak wegetować, oszaleję chyba(po ostatnim związku potrzebowałam 4 lat by się
        pozbierać i znowu się zaangażować w nowy)
        • tut_ets Do Legolas111 26.07.05, 14:44
          Legolas, wiem jak sie czujesz. Ja tez nie moglam sie doczekac na "znak zycia'
          od mojego bylego. Wkurzalo mnie, ze nie dzwoni, ze nie pisze smsow...
          Zastanawialo mnie co w tym czasie robi i dlaczego sie nie odzywa...

          Tez bylo piwo, a raczej wino i w ogole takie tam (raz bylismy na tej samej
          imprezie i musial mnie do domu eskortowac)... Pare razy z powodu glebokiego
          dola, smutku i braku checi do zycia przespalam caly dzien. Tez do wyjazdu
          ukrywalam przed rodzina, ze nie jestesmy razem - zdradzilam tylko bratu,
          powiedzial rodzicom tuz przed naszym przyjazdem, ale reszta rodziny i tak nie
          wie (sa za daleko, nie widuje ich wcale) - i tak ucieszyli sie, ze mogli go
          poznac w realu (znali z fotek, opowiadan...).

          Teraz jest lepiej. Nadal wkurza mnie, a raczej bardzo smuci, jak nie dostaje
          odpowiedzi na smsy (najczesciej, bo zapomnial). Ale potrafie niepisac mu
          tysiaca smsow dziennie, jak niegdys. Mimo, ze mieszka 500m dalej, potrafie nie
          pojawiac sie tam codzinnie i przyzwyczajam sie do zapelniania sobie czasu na
          maksa, a co najwazniejsze - przebywania w towarzystwie, tak by moc nawet
          powiedziec jak zadzwoni - mam juz plany na wieczor...

          Nadalwszystko boli, ale powiedzialam sobie, ze jezeli chce sie z nim nadal
          kumplowac, musze zebrac sie w sobie i byc silna. Musze "uwolnic sie" od niego
          przede wszystkim emocjonalnie. Zajmuje sobie zatem czas moim hobby,
          sprzataniem, spotykaniem sie z przyjaciolmi i poznawaniem nowych ludzi...

          Nie martw sie na zapas. Czas pokaze. Be strong and be cool! Zafunduj sobie nowy
          ciuch, nowy makijaz, ulubiona potrawe, ulubiana muzyke i czekaj.
      • tut_ets Re: Czy spalić za sobą mosty? Proszę o pomoc 26.07.05, 14:25
        Jakby mnie moj byly tak traktowal - dostal by w dziob i bylo by po wszystkim...

        Pomysl o sobie, zajmij sie hobby, staraj sie zajac sobie czas na maxa i nie
        myslec o nim. Badz egoistka i zrob wszystko, by poprawic wlasne samopoczucie -
        makijaz, nowe ciuchy, cokolwiek...

        Ale nie mysl nawet o probach zrobic sobie czegos, poniewaz to nie ty jestes ta
        zla!!! Pokaz mu, ze masz go w nosie! Nie odbieraj telefonow. Cokolwiek.
        dziewczyno - nie daj sie wiecej ranic!! Nie mecz sie tak wiecej...

        Jest wielu facetow, dla ktorych liczy sie super dziewczyna, nie tylko obiekt
        dla uprawiania seksu. Po tym, jak moj piekny zerwal ze mna, pojawilo sie od
        razu paru - nie jestem gotowa na nowy zwiazek i traktuje ich tylko jako kumpli,
        ale wiem, ze sa tacy, dla ktorych sie licze JA...
        • tut_ets Re: Czy spalić za sobą mosty? Proszę o pomoc 26.07.05, 14:26
          To byla odpowiedz do Anny28
    • pablo731 Re: Czy spalić za sobą mosty? Proszę o pomoc 18.07.05, 11:10
      Widzę, że wypowiadają się same panie na ten temat, dlatego chciałem dorzucić
      coś od siebie. Byłem kiedyś w związku przez 2 lata ze wspaniałą dziewczyną.
      Kiedyś to znaczy 14 lat temu. Nie była moją pierwszą dziewczyną ale była 100%
      pierwszą miłością, której umiałem oddać wszystko i przy której wiedziałem, że
      chcę z nią spędzić resztę życia. Ona jednak pewnego dnia zaproponowała, żebyśmy
      zostali przyjaciółmi. Szok... Dokładnie tak. Dzisiaj jak sobie to wszystko
      przypominam, to umiem na to patrzeć tylko z perspektywy pięknych chwil, w
      których świat nie istniał. Próbowaliśmy się przyjaźnić, ale to nie wychodziło.
      Potem po prostu zniknęła, wyjechała. A ja przez te wszystkie lata nie mogłem o
      niej zapomnieć. Poznałem inną dziewczynę, nie było fajerwerków, ożeniłem się,
      mam dwoje wspaniałych dzieci i prowadziłem spokojne stabilne życie. I 3 lata
      temu zadzwoniła do mnie. Miała męża, dziecko, ale nie była szczęśliwa z mężem.
      Potem wszystko się potoczyło szybko, aż mieliśmy romans. Krótki, pełen pasji i
      namiętności. Poczułem się jakbym był w siódmym niebie. I znów odeszła, chociaż
      znów chciałem dla niej zrobić wszystko. Powiedziała, że na nieszczęściu
      szczególnie dzieci nie zbudujemy własnego szczęścia. Tym razem nie proponowała
      przyjaźni, ale przynajmniej wiem dlaczego odeszła. Nie spaliliśmy mostów ani
      wtedy ani teraz. Wiem, że pewnego dnia zadzwoni. A ja zawsze będę czekał na jej
      telefon.
      • bellima Re: Czy spalić za sobą mosty? Proszę o pomoc 18.07.05, 11:12
        współczuję twojej zonie i dzieciom. bardzo współczuję.
        • samowolny Re: Czy spalić za sobą mosty? Proszę o pomoc 18.07.05, 11:15
          bellima napisała:

          > współczuję twojej zonie i dzieciom. bardzo współczuję.

          zapewne oni o tym nic nie wiedzą a co oczy nie widza a uszy nie słysza to sercu
          nie żal, wiec po co to wspłczucie? o jak krzyk na morzu...
      • legolas111 Re: Czy spalić za sobą mosty? Proszę o pomoc 19.07.05, 15:45
        Hm.... Dlatego ja nie chciała bym kończyć tak łatwo tego związku, wiem że
        byliśmy dla siebie wyjątkowymi i dlatego uważam, że jego jak i moją dumę
        powinniśmy tym razem schować głęboko..... Nie chciała bym po wielu latach
        przekonać się, że straciłam partnera na całe życie i nikt nie jest w stanie go
        zastąpić, co gorsze on żeby również nie doszedł do tego samego wniosku, że
        właśnie byłam tą jedną a teraz....własne rodziny, dzieci i poczucie obowiązku i
        lojalności wobec tych, którzy za swoje najlepsze uczucia otrzymają obojętność i
        naszą frustrację. Być może za lat kilka, kilkanaście wyda się nam obojgu że
        można było pomimo mojej krzywdy i dumy,jego wstydu że zawiodło się bliską
        osobę, potrzeby chronienia mnie przed nim samym, własnej dumy która nie
        pozwalała na bycie z kimś, kogo prosiło się o wybaczenie stworzyć wspólnie coś
        czego nigdy osobno z inyymi nie uda się nam zbudować... Wtedy nie wybaczymy
        sobie zmarnowanego życia własnego i innych ..... Ale cóż, nie ja tylko
        decyduję, nie mogę dzisiaj niczego na nikim wymuszać, nie wiem czy jestem
        wstanie przełamać jego upór i jak mam odczytywać jego miłe gesty ......
        • czarna_porzeczka Re: Czy spalić za sobą mosty? Proszę o pomoc 20.07.05, 16:47
          legolasko111, przykro mi to pisac, ale łudzisz sie. za duzo myslisz, za wielkie
          masz nadzieje. ja robilam dokladnie tak samo, jak ty teraz. tez nie chcialam
          tak latwo sie poddawac, "bo to moze wlasnie ten jedyny i co ja zrobie jak sie
          to okaze za 10 lat, a ja teraz juz uciekne?". to jest chora wyobraznia
          niestety, chora wyobraznia umeczonej rozstaniem kobiety. nawet jesli macie
          jednak byc ze soba, to chyba kazde z was potrzbuje pobycia jakis czas w
          samotnosci, zeby sie przekonac, czy za soba tesknicie, etc. prawda? daj sobie i
          jemu szanse na te samotnosc.
        • tut_ets Re: Czy spalić za sobą mosty? Proszę o pomoc 26.07.05, 14:51
          Legolas,

          nie czas jeszcze na konkluzje. Zerwal z Toba dopiero (az?) dwa tygodnie temu.
          Daj sobie szanse poukladania rzeczy. Ja tez nie chce stracic kontaktu z
          najwspanialszym facetem, jakiego kiedykolwiek moglam spotkac. He's a decent
          guy. Mam dla niego szacunek. Ale nie moge mu nic zabronic... Jest wolny.

          Daj mu szanse zobaczyc,zrozumiec, dojrzec go tego, ze TY jestes ta JEDYNA
          osoba, ktorej on potrzebuje... I badz w kontakcie... Na razie jest (i bedzie)
          Ci ciezko - nie oszukujmy sie, ale sie nie poddawaj. Jezeli jestescie ze soba
          szczerzy - pogadajcie po prostu... To najlepszy sposob na rozwiazywanie
          sytuacji...
      • carrie9 Re: Czy spalić za sobą mosty? Proszę o pomoc 19.07.05, 23:31
        Pablo, a ja Cię nie potępiam.
        Wcale.
        Ja jestem na odwyku milosnym już 25 lat . To ja zerwałam przed ćwiercwieczem
        i odeszłam . On wyjechał, bardzo daleko. Bylismy dla siebie pierwsza wielką
        miloscią. Potem oboje załozylismy rodziny.
        Przez te 25 lat zadzwonił może z sześć razy i powiedział, ze umrze ze mną w
        głowie. Dzwonił cyklicznie , co kilka lat . Raz sie spotkalismy, zachowywalismy
        sie jak nastolatki. Nie znalazlam sie w siodmym niebie, bo zabraklo mi odwagi.
        Bardzo tego żaluje i bede żałować do konca swojego zycia.
    • souhlaska Re: Czy spalić za sobą mosty? Proszę o pomoc 18.07.05, 12:56
      nie pal mostow. po prostu odejdz. nie odzywaj sie pierwsza, nie pisz, nie dzwon.
      ogranicz kontakt.

      rozstalismy sie we wrzesniu. po 2 latach. w grudniu wrocil, a ja glupia
      myslalam, ze bedzie jak kiedys. w marcu ja go zostawilam. od maja jestem na
      odwyku. odzwyczajam sie od niego. moglam odejsc we wrzesniu. stracilam prawie
      rok na szarpanine i pseudo przyjazn, ktora miala byc przechowalnia do czasu az
      on sobie kogos znajdzie. nigdy wiecej takich ukladow. rozstanie to rozstanie.
      bedzie bolec, ale przestanie.
      pozdrawiam!
    • widokzmarsa Re: Czy spalić za sobą mosty? Proszę o pomoc 19.07.05, 19:25
      jest tylko jedno wyjście - spalić mosty. Ten gościu to taki typowy przykład,
      qutasa, który myśli tylko o sobie. Przestań odbierać telefony, nie wysyłaj SMS-
      ów ani maili. Zero kontaktu. Od razu przybiegnie, bo zobaczy że nie ma nad tobą
      władzy i kontroli i będzie cudowny... aż zobaczy że jest jak było i znów
      zacznie. Ta stara metoda - ciągle zrywać, być niezadowolonym - powoduje
      uzależnienie kobiety, jej próby bycie lepszą i bardziej kochającą. Dziadostwo.
      Pamiętaj, kobieta nie jest stworzona do tego by cierpieć, być winną i służyć
      facetowi za wszelką cenę a jednak tyle z was wybiera tę drogę.
      Gdy ci zacznie bredzić o imprezie czy o czymkolwiek powiedz, przepraszam, nie
      jesteśmy już parą, przyjaźni nie chcę, proszę nie dzwoń, poza tym śpieszę się
      bo wychodzę na spotkanie i odłóż słuchawkę. Nie dyskutuj z nim, nie przekonuj,
      nie rozstrząsaj. Tylko w ten sposób pomożesz sobie a bardzo możliwe, że i jemu.
      Przyjaciółmi możecie zostać za 10 lat.
      • amuga Re: Czy spalić za sobą mosty? Proszę o pomoc 20.07.05, 00:18
        widokzmarsa napisał:

        > jest tylko jedno wyjście - spalić mosty. Ten gościu to taki typowy przykład,
        > qutasa, który myśli tylko o sobie. Przestań odbierać telefony, nie wysyłaj
        SMS-
        > ów ani maili. Zero kontaktu. Od razu przybiegnie, bo zobaczy że nie ma nad
        tobą
        >
        > władzy i kontroli i będzie cudowny... aż zobaczy że jest jak było i znów
        > zacznie. Ta stara metoda - ciągle zrywać, być niezadowolonym - powoduje
        > uzależnienie kobiety, jej próby bycie lepszą i bardziej kochającą.
        Dziadostwo.
        > Pamiętaj, kobieta nie jest stworzona do tego by cierpieć, być winną i służyć
        > facetowi za wszelką cenę a jednak tyle z was wybiera tę drogę.
        > Gdy ci zacznie bredzić o imprezie czy o czymkolwiek powiedz, przepraszam, nie
        > jesteśmy już parą, przyjaźni nie chcę, proszę nie dzwoń, poza tym śpieszę się
        > bo wychodzę na spotkanie i odłóż słuchawkę. Nie dyskutuj z nim, nie
        przekonuj,
        > nie rozstrząsaj. Tylko w ten sposób pomożesz sobie a bardzo możliwe, że i
        jemu.
        >
        > Przyjaciółmi możecie zostać za 10 lat.


        100% racji!!! a moze nawet 120%
        Tak zrob. Nie pozwol sobie na ta hustawke emocji w ktora on cie wplatal.
        Chce dorastac do zycia to niekoniecznie twoim kosztem.




      • czarna_porzeczka Re: Czy spalić za sobą mosty? Proszę o pomoc 20.07.05, 16:36
        tez zgadzam sie stuprocentowo. bylam w podobnej sytuacji do twojej, ciagnelo
        sie to pol roku, bo dopiero po takim czasie ocknelam sie i zrozumialam ze to
        jakas pomylka. moj ex tez byl milutki jak za naszych najlepszyh czasow, ale co
        z tego, jak chodzilo mu tylko o to, zeby jakos przetrwac do natepnej dzieczyny.
        jak przestalam sie odzywac, to tym bardziej zabiegal. ciagle chcial
        przyjazni.ale ja juz nie bylam taka glupia. i mialam racje, bo jak tylko
        spotkal na swojej drodze zycia nowa laske, to zapomnial o mnie i wcale sie nie
        odzywa. i dobrze, bo mylslenie o nim odbija mi sie czkawka. gdyby nie te pol
        roku, kiedy mnie zwodzil wspominalabym nasz 4letni zwiazek jako udany. teraz,
        po tych meczrniach psychicznych wymiotowac mi sie chce na mysl o nim i nie chce
        go juz nigdy widziec na oczy. i przynajmniej czuje, ze zachowalam przynajmniej
        odrobine wlasnej godnosci, bo mimo, ze bylo mi bez niego bardzo ciezko, to ja
        kazalam mu odejsc.
        tylko zerwanie kontaktu pokaze ci, co naprawde jest miedzy wami. jesli cie
        naprawde kocha, a ty jego, to sie jeszcze spotkacie. a tak co? chcesz miec
        faceta, ktorego uczuc nie jestes pewna? pseudoprzyjaciela, ktory wydzwania
        teraz do ciebie, bo tak naprawde nie chce zyc w celibacie do czasu, az znajdzie
        kogos nowego?
        dziewczyno, odpusc sobie, nie jest ciebie wart.
        • czarna_porzeczka Re: Czy spalić za sobą mosty? Proszę o pomoc 20.07.05, 16:41
          poza tym sama spojrz na to co piszesz. najpeirw dzwoni codzienie a ty piszesz
          posty pelne usmiechow. potem nastepny post, o tym, ze wyjechal i nie dzwoni, a
          ty nie mozesz przstac o nim myslec, bo nie zadzwonil, etc. on toba manipuluje.
          zobacz, twoj nastroj zalezy od tego, czy on zadzwoni, czy nie. myslisz, ze to
          jest ok? kochana, nie tedy droga. olej go, niech sam sie poczuje, tak jak ty
          teraz. a ja trzymam za ciebie kciuki
          • tut_ets Do porzeczki 26.07.05, 14:57
            Czarna porzeczko - chlopak zerwal z nia 2 tygodnie temu. To normalne i
            calkowicie zrozumiale, co legolas pisze. Nie jest to manipulacja, tylko
            zadawanie pytan, na ktore nie ma odpowiedzi ze zrodla (tego, ktory zerwal),
            dywagacja na temat tego, czy przyjaznic sie z bylym, czy nie i wyrazanie bolu i
            rozpaczy po stracie...

            Tez to przechodzilam 2 m-ce temu... Zyskalam przyjaciela. I to sie liczy.
    • tony82 Re: Czy spalić za sobą mosty? Proszę o pomoc 20.07.05, 16:36
      Odpocznij sobie z miesiąc, ochłoń, a potem się zastanów.
    • sprzecznosc nie patrz na nikogo 20.07.05, 17:14
      umiescilam na tym forum tez swoje zapytanie i dostawalam skrajnie rozne opinie.
      i nic to nie pomoglo. bo w kazdej z nich jest czesc racji. jestes inteligentna
      kobieta z tego co widze wiec nie pytaj sie ludzi tutaj co masz robic bo tak
      naprawde te wszystkie wyjscia juz przemyslalas i znasz je. nie daj sie
      przekonac do jakiegos rozwiazania tylko dlatego ze ktos je tu na forum ubral w
      ladne slowka. ty sama wiesz co zrobic i czujesz to w sercu tak jak ja. a tego
      ze daje sie komus za duzo milosci nie nalezy nigdy zalowac. poradzimy sobie
      wierze w to
      • legolas111 Re: nie patrz na nikogo 20.07.05, 20:01
        Dziękuję :) Myślę tak samo jak Ty.... Różni są ludzie, różnie postrzegają pewne
        sytuacje i różnie je oceniają. Nie da się wszystkiego generalizować, nie ma
        pewnych rozwiązań. Ja potrzebuję słów, które potrzymają mnie na duchu, dadzą
        nadzieję, że nie wszystko co nas spotyka jest czystą postacią zła od drugiego
        człowieka (nawet tego, który jeszcze wczoraj był najkochańszym na świecie), że
        błądzenie jest rzeczą ludzką, należy dawać szansę, nie skreślać od razu i
        jednocześnie słowa te będą zimnym prysznicem, który postawi mnie na nogi i nie
        każą się godzić na bycie „ofiarą”. Cóż, znowu jak Feniks z popiołów.......
        Pewnie zrobię jak mi dusza i rozum każą (jeśli się dogadają), wezmę pod uwagę
        status opisowy Gadu Gadu siostry mojego byłego - „Nie poddawaj się rozpaczy,
        ona nie pozwala rozmawiać z sercem”. Może warto pomyśleć i nad tym....
        • niuni4 Re: nie patrz na nikogo 21.07.05, 10:35
          TRZYMAJMY SIĘ RAZEM:))
          Też myślę tak jak Wy i wiecie pocieszające jest to, że są osoby, które wierzą,
          że może się udać, które walczą okazując miłość a nie odchodzą z dumą i honorem.
          Dla mnie to właśnie miłość jest najważniejsza w życiu

          A poza tym znam parę, której się udało i jest u nich nawet lepiej niż przed
          rozstaniem

          DAMY RADĘ, GŁOWY DO GÓRY
          • legolas111 Re: nie patrz na nikogo 21.07.05, 11:32
            Naprawdę to jest miłe, że obcy dla siebie ludzie mogą dać sobie nawzajem tyle
            otuchy i dobra, zatrzymać się chwilę przy czyimś problemie i pomyśleć o nim....
            Dzięki wielkie za to..... :)) W takich chwilach wszystko wydaje się być
            możliwe, a to co mi się przydarzyło pokazało jak wiele ludzkiego
            bezinteresownego ciepła, troski i rad można otrzymać nie tylko tu na forum ale
            i poza nim (przytrafiła mi się niesamowita rzecz w chwili zakończenia jednej z
            rozmów telefonicznych o rozstaniu z moim ex, spotkałam starszą panią (70 lat),
            która zaczepiła mnie na ulicy, kazała się nie martwić, wyjęła św. obrazek,
            prosiła o modlitwę i wybaczenie dla chłopaka.... pocieszała, mówiła, że
            wszystko będzie dobrze, potem gdy telefon znowu zadzwonił uścisnęła mnie,
            pocałowała w policzek na pożegnanie.... Ogarnął mnie spokój (jeszcze pamiętam
            to pełne ciepła spojrzenie), a jednocześnie chęć wypłakania się (nie należę do
            osób płaczących). Może Anioł?.... a może człowiek, którego życie wiele
            nauczyło.... Zawsze byłam nieufna wobec ludzi, często spotykało mnie
            rozczarowanie, teraz myślę inaczej.....Także wspierajmy się wtedy gdy jest
            kiepsko i tracimy wiarę, że jeszcze możemy coś zrobić i wtedy gdy będziemy
            chcieli się cieszyć choćby najmniejszą rzeczą, która nam się przydarzy.
            Pozdrawiam serdecznie, trzymam kciuki, "NIECH MOC BĘDZIE Z NAMI" :)))
            • niuni4 Re: nie patrz na nikogo 21.07.05, 12:48
              Nawet nie wiesz ile mi dajesz takimi słowami. Nie znam Cię, w życiu na oczy nie
              widziałam, a tu proszę, jesteś w tej chwili bliską mi osobą. No bo w końcu mamy
              podobną sytuację i możemy się nawzajem wspierać i w dodatku myślimy nawet
              całkiem podobnie:))
              Ta babcia.. Rany, może to rzeczywiście był jakiś Anioł w ludzkiej skórze - ja
              tam wierzę w takie rzeczy i mam nadzieję, że dobre duchy czuwają nad nami..
              Dzięki bardzo za ten wątek
              I pamiętaj, że naprawdę wszystko jest możliwe

              Zwłaszcza to, że będziesz szczęśliwa
        • tut_ets a 26.07.05, 14:59
          Otoz to! Glowa do gory!! Dobry kierunek!!


          Trzymaj sie!!
    • heureka7 Re: Czy spalić za sobą mosty? Proszę o pomoc 20.07.05, 20:13
      twoj facet naiwnie sadzi, ze stan zakochania bedzie trwal wiecznie... z
      pewnoscia nie dojrzal do powaznego zwiazku... moze kiedys dojrzeje?
      • niuni4 Re: Czy spalić za sobą mosty? Proszę o pomoc 26.07.05, 13:20
        Helou, legolasko111 gdzie jesteś?? Co u Ciebie??
        Mi smutno i źle ostatnio, zaczynam wątpić w to, co tu do Ciebie wypisywałam
        Potrzebuję jakiegoś wsparcia
        Wydawało mi się,że już jesteśmy na dobrej drodze, że to co najgorsze już za nami
        Ale to wraca - daje mi więcej swobody ale i on chce więcej, po co?? Ja się
        boję, że chce mnie znowu zdradzać
        Z drugiej strony - wczoraj u niego w pracy gadałam na jego oczach z jego
        szefem - młodym chłopakiem, nie w moim typie - gadaliśmy sympatycznie, ale bez
        przesady, nie sądzę żebym go jakoś czarowała - ale mój facet zapytał, czy on mi
        się podoba i jakby taki trochę naburmuszony był
        Więc o co chodzi - może to wygląda tak, że ode mnie chciałby całkowitej
        wierności i zupełnego oddania, ale sam chciałby posuwać co popadnie??

        Męczy mnie ta sytuacja, po co on do mnie wracał?? Pytałam wielokrotnie, czy
        dobrze się zastanowił
        Przecież ja też mam granice wytrzymałości psychicznej

        On mówi, że mnie kocha, ale ja na prawdę nie wiem co ma wtedy na myśli
        • legolas111 Re: Czy spalić za sobą mosty? Proszę o pomoc 26.07.05, 14:00
          Witam..... U mnie przestój..... Nadal nic nie wiem..... Telefony, sms-y
          regularnie co 2 dni. W zeszłym tygodniu kupił mi na wyjazd kurtkę - windstopera
          (cieszył się że ładna), etui na komórkę, kabelek do kompa. Przejął się, że
          obcięłam włosy (lubi długie i ciemne)chociaż zmiana w długości nie jest taka
          drastyczna (ale o tym rzecz jasna nie wie). Wkurzył mnie jednak, bo wysłał w
          niedzielę sms-a żebym nie czekała na jego przyjazd bo wrócił dzień wcześniej
          żeby imprezować z kolegami z pracy na łódce, w tygodniu ma mi podrzucić
          zakupy.... Beszczel jeden, myśli że nic innego nie robię jak czekam cierpliwie
          na niego, nie robiąc nic z własnym życiem.... Odpisałam mu, że nie ma mnie w
          domu jestem u znajomych na działce i życzę miłej zabawy.... Póki co cisza....
          Może już nie jedziemy razem na urlop ;)))).... Hm..... przyszła u mnie faza
          buntu i złości na niego..... Nie odzywam się, to on podejmuje kontakt.... Jak
          na wyjeździe mnie zirytuje, zostawię go z rana po cichu i wyjadę sobie w tylko
          mi znane miejsce zostawiając wiadomość-instruktarz co ma sobie zrobić z resztą
          urlopu..... Myślę że już się otrząsam z tego wszystkiego, siostra powoli
          zostaje przeze mnie przygotowywana do wiadomości o naszym rozstaniu, która
          podana od razu mogła by ją wstrząsnąć (byliśmy dla niej taką idealną parą).....
          Pozdrawiam i głowa do góry..... :)
          • tut_ets Re: Czy spalić za sobą mosty? Proszę o pomoc 26.07.05, 15:14
            Super, ze sie zbierasz do kupy... Zlosc i bunt jest rzecza naturalna...
        • tut_ets Re: Czy spalić za sobą mosty? Proszę o pomoc 26.07.05, 15:10
          Niuni4,

          Moze ma jeszcze wobec Ciebie uczucia i boi sie Ciebie stracic na dobre, ale
          nigdy by ci tego nie powiedzial...

          "Ja się boję, że chce mnie znowu zdradzać" - zdradzil Cie kiedykolwiek, kiedy
          byliscie para?? Ja bym w takim wypadku zerwala na dobre - bo uwazam, ze jestem
          warta o wiele wiecej niz tylko seksu...

          Mowisz, ze mowi, ze Cie kocha... Jak Cie kocha, to czemu zdradzil? Swinia jest
          wtedy wielka. Przynajmniej bylby w moich oczach i niewart mojej uwagi... Cenie
          siebie wysoko... ;)

          Jezeli zas po zerwaniu z Toba, poszedl na lowy i zlowil jakas rybe - trudno.
          Daj mu szanse byc wolnym. Moze robic co chce.

          Ty tez, rob co chcesz. Mysl o sobie. Tak ja robie... Staram sie o podbudowanie
          wlasnego samopoczucia. No i wiecej nie moge... Owszem, mysle o nim czesto i
          gesto, ale wiem, ze to juz koniec i ze nie mozemy byc razem. Coz, jest facetem
          i czas na dziewczyne na jedna noc tez moze przyjsc... Co moge zrobic? Zabronic
          mu? Nie...

          Trzymaj sie, moja Droga.
    • tut_ets Re: Czy spalić za sobą mosty? Proszę o pomoc 26.07.05, 14:15
      Niezle...

      Ja jestem w podbnej sytuacji, co ty Legolas... Tyle, ze po dwoch latach.
      Chlopak byl w wojsku przez 3 lata, w tym czasie 2 w zwiazku ze mna. Skonczylo
      sie wojsko, jego milosc wygasla (nasz zwiazek byl oparty na wspolnym
      bezgranicznym zaufaniu, szczerosci i otwartosci; wciaz uwaza mnie za super
      dziewczyne, atrakcyjna kobitke i kumpele do glebokich rozmow oraz wypadow), a
      moze raczej byla to chec "rozpoczecia zycia od nowa, po wojsku" i podswiadomie
      milosc wygasala (atrakcyjnosc pozostala ;)), chec bycia niezaleznym i wolnym od
      wszystkiego, choc nie do konca swiadoma...

      Zerwal ze mna - bylam zalamana na maxa. Pare pierwszych tygodni spedzilam na
      dlugich rozmowach z nim, bo winien mi byl szczerych wyjasnien.

      Moi rodzice nie spotkali go nigdy wczesniej (bo byl w woju i nie mogl
      przyjechac do Polski), ale tuz przed zerwaniem mialam juz w reku bilety do
      Polski. Wiec polecielismy razem dwa tygodnie po zerwaniu - byl to wspanialy
      czas. Nie myslalam o bolu, poznal moja rodzine (wiedzieli juz o zerwaniu) i w
      ogole, nie bylo to krepujace. Nasi przyjaciele mysleli, ze jestesmy dziwni.
      Jednakze on przyznal, ze byl to dobry krok, poniewaz pomogl mu zrozumiec 'my
      background' i w ogole lepiej mnie rozumiec...

      Pomogl mi w przeprowadzce i 'wyjsciu na prosta'. Minely 3 miesiace i nadal sie
      z nim widuje. Nie zamierzam (ani on) zerwac mostow i zniszczyc tego, co mamy -
      wspanialej przyjazni, zrozumienia i wsparcia. Fakt, ze jeszcze wiele rzeczy
      boli i jeszcze poboli, ale z drugiej strony ciesze sie niezmiernie, ze nie
      stracilam naprawde bratniej duszy i najlepszego przyjaciela.

      Kto wie, moze kiedys, w przyszlosci (teraz, w tej bliskiej, nie ma szans) znow
      bedziemy razem na zawsze?

      A zalem, Kochana - glowa do gory! Jedz z nim na wakacje. Czas pokaze, czy Twoj
      byly jest Twoim przeznaczeniem...
      • niuni4 Re: Czy spalić za sobą mosty? Proszę o pomoc 26.07.05, 14:46
        O rany, dziewczyny..
        Ja też chcę się buntować, ale kurczę no nie potrafię
        Myślę, że dobrze by podziałało jakieś ultimatum, pokazanie mu, że nie jestem od
        niego zależna, wzbudzenie zazdrości itp.
        Staram się to robić, ale nie wychodzi mi za bardzo

        Czemu świat jest taki skopany??
        Czemu nie może być jasności - tylko ciągle oszustwa, krętactwa

        Moje serce każe czekać aż on zrozumie
        Mój umysł każe dać sobie spokój i spasować

        Zawsze słuchałam serca
        Ale teraz to takie trudne i tak boli
        • tut_ets Listen to your heart... 26.07.05, 15:29
          Parafrazujac slowa piosenki "Listen to your heart":

          Listen to your heart...
          When it's talking to you...
          Listen to your heart...
          In whatever you do...

          ;)
    • jack20 Re: Czy spalić za sobą mosty? Proszę o pomoc 27.07.05, 20:25
      Przetnij ten wezel po mesku, jesli twoj byly nie jest mezczyzna i truje
      duperele o przyjazni. Zapomnij, zerwij wszelkie kontakty.
      Chyba w te bzdury nie wierzysz?
      Zostaniesz i tak wyeliminowana przez nastepna jego "milosc".
      • legolas111 Re: Czy spalić za sobą mosty? Proszę o pomoc 27.07.05, 22:53
        Hm.... Na męskie decyzje przyjdzie moment po zakończeniu wyjazdu..... Z dnia na
        dzień coś nowego się dzieje.......Mieszkamy ponad 20 km od siebie i mimo to
        przyjeżdża żeby ze mną się zobaczyć chociaż na 4 godziny po pracy.... Dzisiaj
        byliśmy wspólnie na zakupach na nasz wyjazd urlopowy - 2 warianty morze-miejsce
        gdzie baaardzo miło spędziliśmy jeden z pierwszych naszych wyjazdów (wybrał sam
        to miejsce)lub Bieszczady. Od wczorajszych telefonów coś się zmieniło i to
        bardzo w naszych relacjach - tyle radości w głosie jego (moim też) dawno nie
        było - trajkotaliśmy jak mało kiedy (nie jesteśmy z natury gadułami) i ciągle
        żartowaliśmy, śmialiśmy się, w Campusie pomagaliśmy sobie w mierzeniu ciuchów
        na wyjazd - 2 godziny dobrej zabawy (na pocieszenie kupił najpierw mi a potem
        sobie czapeczki z daszkiem bo nie mogłam znaleźć kurtki dla siebie, za to
        naciągnęłam go na zakupy dla niego samego-miewa duże opory z kupowaniem dla
        siebie), potem „chinka”, wzajemne częstowanie-dokarmianie się i popijanie ze
        wspólnej butelki, kubka przez jedną słomkę, rozmowy o jego i mojej pracy.....
        Potem spacer, odprowadzenie mnie na autobus i meldunek, że każde dotarło do
        domu bezpiecznie). Hm... miał czasem kłopoty z opanowaniem odruchu „trzymania
        mojej ręki”, dlatego zawsze próbował coś w niej nieść albo trzymać pasek od
        plecaka, żeby się nie zapomnieć.... Podoba mi się, że nawet próbuje być
        konsekwentny, ciekawe kiedy się złamie..... ;) Cóż jak poznaliśmy się też
        walczył dzielnie ze sobą, teraz ma trudniej i musi jeszcze bardziej :)))) W
        sumie mamy spędzić ze sobą minimum tydzień, może dwa, coś nieśmiało bąknął o
        zajechaniu do jego rodziców w drodze powrotnej– ustaliliśmy że zobaczymy jak
        wyjdzie.... Odnoszę wrażenie, że jego znajomi i rodzina nie wiedzą o naszym
        rozstaniu – przekazuje mi pozdrowienia od nich..... W sumie sytuacja wygląda na
        tyle dziwnie, że sama jestem ciekawa zakończenia i dlatego przez „babską
        ciekawość” będę grać do końca biorąc pod uwagę wszystkie możliwe warianty
        zakończenia....Nie inicjuję spotkań ani kontaktów telefonicznych lecz właśnie
        on.......Minęły prawie 3 tygodnie, potrafię już zdystansować się do tego
        co „wylałam z siebie” tutaj na forum..... Póki co wierzę, że jak mnie NIE
        KOCHA to JA WYGRAM 12 000 000 w lotka :))) (ex kupował kupon i mamy dzielić się
        po połowie – tak jak za dawnych czasów i mieć już problem z głowy gdzie
        spędzimy wakacje – podobno ja funduje, ciekawe czy wtedy mnie zabierze ;)))) )
        A..... Kupon rzecz jasna mam ja :)
        • jack20 Re: Czy spalić za sobą mosty? Proszę o pomoc 27.07.05, 23:22
          A wiec...carpe diem (korzystaj z kazdego dnia).
          Koncowka cytatu Horacego "...quam minimum credula postero" (jak najmniej
          ufając przyszłości) nie musi okazac sie prawda.

        • jsolt Re: Czy spalić za sobą mosty? Proszę o pomoc 28.07.05, 10:31
          legolas111 napisała:

          > Hm.... Na męskie decyzje przyjdzie moment po zakończeniu wyjazdu..... Z dnia
          na
          >
          > dzień coś nowego się dzieje.......Mieszkamy ponad 20 km od siebie i mimo to
          > przyjeżdża żeby ze mną się zobaczyć chociaż na 4 godziny po pracy.... Dzisiaj
          > byliśmy wspólnie na zakupach na nasz wyjazd urlopowy - 2 warianty morze-
          miejsce
          >
          > gdzie baaardzo miło spędziliśmy jeden z pierwszych naszych wyjazdów (wybrał
          sam
          >
          > to miejsce)lub Bieszczady. Od wczorajszych telefonów coś się zmieniło i to
          > bardzo w naszych relacjach - tyle radości w głosie jego (moim też) dawno nie
          > było - trajkotaliśmy jak mało kiedy (nie jesteśmy z natury gadułami) i ciągle
          > żartowaliśmy, śmialiśmy się, w Campusie pomagaliśmy sobie w mierzeniu ciuchów
          > na wyjazd - 2 godziny dobrej zabawy (na pocieszenie kupił najpierw mi a potem
          > sobie czapeczki z daszkiem bo nie mogłam znaleźć kurtki dla siebie, za to
          > naciągnęłam go na zakupy dla niego samego-miewa duże opory z kupowaniem dla
          > siebie), potem „chinka”, wzajemne częstowanie-dokarmianie się i pop
          > ijanie ze
          > wspólnej butelki, kubka przez jedną słomkę, rozmowy o jego i mojej pracy.....
          > Potem spacer, odprowadzenie mnie na autobus i meldunek, że każde dotarło do
          > domu bezpiecznie). Hm... miał czasem kłopoty z opanowaniem odruchu „trzy
          > mania
          > mojej ręki”, dlatego zawsze próbował coś w niej nieść albo trzymać pasek
          > od
          > plecaka, żeby się nie zapomnieć.... Podoba mi się, że nawet próbuje być
          > konsekwentny, ciekawe kiedy się złamie..... ;) Cóż jak poznaliśmy się też
          > walczył dzielnie ze sobą, teraz ma trudniej i musi jeszcze bardziej :)))) W
          > sumie mamy spędzić ze sobą minimum tydzień, może dwa, coś nieśmiało bąknął o
          > zajechaniu do jego rodziców w drodze powrotnej– ustaliliśmy że zobaczymy
          > jak
          > wyjdzie.... Odnoszę wrażenie, że jego znajomi i rodzina nie wiedzą o naszym
          > rozstaniu – przekazuje mi pozdrowienia od nich..... W sumie sytuacja wygl
          > ąda na
          > tyle dziwnie, że sama jestem ciekawa zakończenia i dlatego przez „babską
          > ciekawość” będę grać do końca biorąc pod uwagę wszystkie możliwe warianty
          >
          > zakończenia....Nie inicjuję spotkań ani kontaktów telefonicznych lecz właśnie
          > on.......Minęły prawie 3 tygodnie, potrafię już zdystansować się do tego
          > co „wylałam z siebie” tutaj na forum..... Póki co wierzę, że jak m
          > nie NIE
          > KOCHA to JA WYGRAM 12 000 000 w lotka :))) (ex kupował kupon i mamy dzielić
          się
          >
          > po połowie – tak jak za dawnych czasów i mieć już problem z głowy gdzie
          > spędzimy wakacje – podobno ja funduje, ciekawe czy wtedy mnie zabierze ;)
          > ))) )
          > A..... Kupon rzecz jasna mam ja :)


          wiesz co, tak czytam, czytam, i na myśl przychodzi mi tylko jedno pytanie: czy
          on powiedział ci ostatnio (tj. w ciągu kilkunastu dni) że kocha cię i chce być
          z tobą???
          tylko proszę cię: tak albo nie, bez analizowania każdego jego słowa i gestu i
          co on chciał przez to powiedzieć...

          żyjesz tym człowiekiem, każdą chwilą z nim, radość sprawa ci sama możliwość
          pisania o tym co robiliście razem, nie patrzysz na sytuację obiektywnie,
          niestety;
          • ang76 Re: Czy spalić za sobą mosty? Proszę o pomoc 28.07.05, 11:51
            >
            > wiesz co, tak czytam, czytam, i na myśl przychodzi mi tylko jedno pytanie:
            czy on powiedział ci ostatnio (tj. w ciągu kilkunastu dni) że kocha cię i chce
            być z tobą???

            znalam takiego mężczyznę, co mówił, że kocha, przynosił piekne bukiety kwiatów
            i robił swoje i co TY na to Pani obiektywna na wszystko????

            > tylko proszę cię: tak albo nie, bez analizowania każdego jego słowa i gestu i
            > co on chciał przez to powiedzieć...

            człowiek myslący ma wątpliwości, więc analizuje (oby bez przesady), ale to
            normalne. Widac, że Tobie wystarczy powiedzieć Kocham a Ty już rozpływasz się i
            facecik zwolniony z całej reszty może robic swoje. Na każde pyt. odpowie TAK i
            jestes Happy, nie:). Współczuje wybrankowi takiego despotyzmu:)
            • jsolt Re: Czy spalić za sobą mosty? Proszę o pomoc 28.07.05, 12:31
              ang76 napisała:

              > >
              > > wiesz co, tak czytam, czytam, i na myśl przychodzi mi tylko jedno pytanie
              > :
              > czy on powiedział ci ostatnio (tj. w ciągu kilkunastu dni) że kocha cię i
              chce
              > być z tobą???
              >
              > znalam takiego mężczyznę, co mówił, że kocha, przynosił piekne bukiety
              kwiatów
              > i robił swoje i co TY na to Pani obiektywna na wszystko????

              a ja na to nic, wiem że tacy też są bo też takich znałam, ale nie o typach
              mężczyzn ta dyskusja
              >
              > > tylko proszę cię: tak albo nie, bez analizowania każdego jego słowa i ges
              > tu i
              > > co on chciał przez to powiedzieć...
              >
              > człowiek myslący ma wątpliwości, więc analizuje (oby bez przesady), ale to
              > normalne.

              to normalne do pewnego stopnia - analizowanie przez większość znanych mi (i
              nieznanych...) kobiet przekracza granice tej normalności,niestety


              Widac, że Tobie wystarczy powiedzieć Kocham a Ty już rozpływasz się i
              >
              > facecik zwolniony z całej reszty może robic swoje. Na każde pyt. odpowie TAK
              i
              > jestes Happy, nie:). Współczuje wybrankowi takiego despotyzmu:)

              a gdzie to widać??? pojęcia nie masz o mnie, o tym co mi wystarczy bądź nie
              wystarczy. Użyję Twojego argumentu: czytaj ze zrozumieniem, przemyśl co
              przeczytałaś, wyciągnij wnioski, zamiast atakować tylko dlatego że nie pasują
              ci moje komentarze w Twoim wątku.
              • ang76 Re: Czy spalić za sobą mosty? Proszę o pomoc 28.07.05, 12:38
                jsolt napisała:

                >> a ja na to nic, wiem że tacy też są bo też takich znałam, ale nie o typach
                > mężczyzn ta dyskusja

                o, czegos nauczyłaś się jednak:), to miłe.

                > a gdzie to widać???

                PO CZCIONCE TO WIDAC, HEHE:)

                Użyję Twojego argumentu: czytaj ze zrozumieniem, przemyśl co
                > przeczytałaś, wyciągnij wnioski, zamiast atakować tylko dlatego że nie pasują
                > ci moje komentarze w Twoim wątku.
                MASZ RACJE...CYTUJ I UZYWAJ ARGUMENTÓW OD MĄDRZEJSZYCH:). ZASKAKUJESZ MNIE:)
                • jsolt Re: Czy spalić za sobą mosty? Proszę o pomoc 28.07.05, 12:44
                  ang76 napisała:

                  > jsolt napisała:
                  >
                  > >> a ja na to nic, wiem że tacy też są bo też takich znałam, ale nie o
                  > typach
                  > > mężczyzn ta dyskusja
                  >
                  > o, czegos nauczyłaś się jednak:), to miłe.
                  >
                  > > a gdzie to widać???
                  >
                  > PO CZCIONCE TO WIDAC, HEHE:)
                  >
                  > Użyję Twojego argumentu: czytaj ze zrozumieniem, przemyśl co
                  > > przeczytałaś, wyciągnij wnioski, zamiast atakować tylko dlatego że nie pa
                  > sują
                  > > ci moje komentarze w Twoim wątku.
                  > MASZ RACJE...CYTUJ I UZYWAJ ARGUMENTÓW OD MĄDRZEJSZYCH:). ZASKAKUJESZ MNIE:)


                  dlaczegóż to nie prowadzisz dalej dyskusji, wyszukując na siłę kolejnych
                  argumentów, tylko robisz się zgryźliwa i ironiczna? z założenia oczywiście
                  wydaje ci się, że zaświeciłaś elokwencją - zmartwię cię, nie zaświeciłaś.
                  czyli argumentów zabrakło... ok, jak coś wymyślisz to napisz jeszcze
                  • ang76 Re: Czy spalić za sobą mosty? Proszę o pomoc 28.07.05, 12:53
                    > dlaczegóż to nie prowadzisz dalej dyskusji, wyszukując na siłę kolejnych
                    > argumentów,
                    NA SIŁE???, JAKOŚ NIE MĘCZE SIĘ PRZY TYM...ROZUMIEM, ŻE Z AUTOPSJI TO WIESZ:)

                    tylko robisz się zgryźliwa i ironiczna? z założenia oczywiście
                    > wydaje ci się, że zaświeciłaś elokwencją - zmartwię cię, nie zaświeciłaś.

                    TAAAKKK,,CHCIAŁAM CI ZAIMPONOWAC, OD RANA O TYM MARZĘ:)
                    > czyli argumentów zabrakło... ok, jak coś wymyślisz to napisz jeszcze

                    JUZ NAPISAŁAM:)
    • lilarose Re: Czy spalić za sobą mosty? Proszę o pomoc 28.07.05, 11:35
      Oj, trudna sprawa... Powiem ci, że nie wierzę w bezinteresowną przyjaźń czy
      kumplowanie się TUŻ po rozstaniu...Zawsze przynajmniej jedna ze stron liczy na
      coś więcej. Jeśli naprawde chcecie pozostać przyjaciółmi, powinniście przez
      jakiś czas zupełnie przestać się kontaktować. Żadnych telefonów, smsów,
      sygnałów, maili, GG czy spotkań. Ani tym bardziej wspólnych wyjazdów. To tylko
      rozdrapywanie ran. Dopiero, gdy emocje opadną, minie jakiś czas, może znów
      zaistnieć kulpelstwo.
      Naiwasem mówiąc, ciekawi mnie bardzo, czy twój były chłopak byłby zazdrosny
      gdybys teraz związała się z kimś innym. Czy nadal byłby dla ciebie
      przyjacielem, który chce jak najlepiej dla swojej przyjaciółki. Założę się o
      ogon mojego kota, że nie!

      Kiedy zerwał ze mną facet(jego uzasatdnienie to to, że nie dojrzał do poważnego
      związku, że jestem dla niego za dobra, wreszcie - że się wypaliły w nim
      uczucia), czułam się załamana. A on zaproponował mi właśnie przyjaźń. Mielismy
      się spotyakć jak dawniej, tylko nie jako para, lecz przyjaciele. Cierpiałam
      strasznie i błaźniłam się na wszystkie możliwe sposoby wałkując w kółko temat
      mozliwości powrotu, wysyłając setki smsów, dzwoniąc po pijaku, błagając o
      jeszcze jedną szansę...żeby poprawić sobie humor duzo imprezowałam i spotykałam
      się z przeróżnymi znajomymi. Powoli mi przechodziło, a im bardziej mi
      przechodzilo, tym bardziej on robił się dla mnie miły i słodki. Widywaliśmy się
      kilka razy w tygodniu, bo studiowalismy na tym samym roku. W międzyczasie
      zaczęłam chodzić z moim obecnym chłopakiem, potem zaczęły się wakacje, więc się
      nie widzieliśmy dłuższy czas. Na jesieni mój były zaproponował spotkanie,
      zaczxął mówić, że mu mnie brakowało, że wiele przemyslał itp. Gdy dowiedział
      się że mam chłopaka nagle zaczął mnie błagać, żebym do niego wróciła, że był
      głupi że mnie wtedy zostawił, żebym nie łamała mu serca...Normalnie zwrot
      sytuacji o 180 stopni! Zaczął mnoie nękać smsami, telefonami, błaganiem o
      spotkanie, rozmaitymi propozycjami (proponował mi nawet tygodniowy wyjazd nad
      morze). Ale na to było już za późno. Wyleczyłam się. Od tamtej pory minęło 10
      miesięcy i w chwili obecnej mój kontakt z byłym ogranicza się do wysyłania
      sobie życzeń na święta i urodziny, krótkich rozmów w stylu: co u ciebie. I tak
      jest chyba najlepiej. Może kiedyś się z nim spotkam, ale to już będzie inna
      relacja dla obojga. Po prostu dwoje starych znajomych.
      • gadatliwa1 Re: Czy spalić za sobą mosty? Proszę o pomoc 31.07.05, 23:37
        Po 4 miesiącach piekielnych męk wiem jedno - nie można rozstawać się razem, nie
        można się wzajemnie pocieszać, nie należy czekać. Bo zgotujecie sobie oboje
        piekło. Jeśli macie być razem - będziecie, zobaczysz. Tyko na nic nie czekaj,
        bo to cię udręczy, zniszczy. Żyj, bądź dla siebie dobra, spotykaj sie z ludźmi
        i ie myśl o sobie, jako o zajętej. Przyjaźń, owszem, ale po parunastu
        miesiącach, gdy opadną emocje. Wiem, co mówię
    • sofia242 Re: Czy spalić za sobą mosty? Proszę o pomoc 01.08.05, 15:18
      Moja historia byla podobna i nei skonczyla sie happy endem.Bylam z moim ex 6
      lat.Poltora roku temu on zaczal sie zachowywac dokladnie tak samo jak twoj
      chlopak i mowic takie same rzeczy,odszedl ode mnie ,poznal dziewczyne (takiego
      ku..szonka) z ktora przespal sie kilka razy.Przezylam to starsznie...pewnego
      dnai wrocil i prosil o wybaczenie ,mowil ze wie juz ze chce byc tylko ze
      mna ,ze kocha tylko mnie ,przeprasza itd. ,zaproponowal wspolne mieszkanie i
      zamieszklalismy razem przez rok ..gdy ja wyjechalam za granice na trzy miesiace
      on wyslal mi emaila i napisal ze nie mzoe byc ze mna bo wie ze mnie tylko
      krzywdzi w sumei wszystko to samo co mowi ci twoj chlopak.Teraz
      walcze ,staram sie nie pisac nie odzywac ,juz wiem ze nie powinnam byla
      wybaczac ,nie chce sie tu rozpisywac ale wiem jedno ze tacy faceci jak moj byly
      jak twoj to egoisci,mowiac nam takei rzeczy probuja tylko sie usprawiedliwic i
      robic z siebie ofiary.Zycie to jeden wielki schemat..pamietaj szanuj siebie i
      nie pozwol sobie mydlic oczu."pieknie jest wybaczac ale zalosnym jest pakowac
      sie w go.."
    • legolas111 Re: Czy spalić za sobą mosty? Proszę o pomoc 24.08.05, 09:55
      Witam.... Obiecałam , że po urlopie opiszę dalsze losy mojej znajomości z
      EX..... Hm.... spędziliśmy 1,5 dnia i zostawiłam go w pewnej nadmorskiej
      miejscowości bo miałam dosyć jego zachowania – spakowałam się i ewakułowałam ,
      żeby nie zmarnować reszty mojego urlopu!!!!! Mimo nalegań żebym została i po
      nocy sama nie podróżowała zostawiłam go na przystanku autobusowym, wsiadając
      uśmiechałam się do jadących marynarzy, nawet nie obejrzałam się za siebie.....
      Opuściłam go oświadczając, że ten wyjazd miał pomóc mi podjąć decyzję co do
      losów naszej znajomości i w naszą przyjaźń nie wierzę, zapewnieniom jego, że mu
      na mnie zależy też nie wierzę!!! Powiedziałam, że nie będę się z nim
      widywać..... Wyglądał jak zbity pies, ale nie szkoda mi go W OGÓLE!!!!! Te dwa
      wspólne dni zniszczyły wszystkie miłe wspomnienia z 20 miesięcy ważnej dla mnie
      znajomości...... Tak jeszcze w mojej obecności się nie zachowywał.....
      Wyglądało to jakby towarzyszył mi na siłę – twierdził uparcie, że bardzo chciał
      ze mną wyjechać i pędzić część urlopu (nad szczegółami jego zachowania nie będę
      się skupiać, ale nie jestem czepliwą babą i trzeba mocno mi się narazić). Był
      zaskoczony tym co robię oraz sprawnością z jaką układam plan swojej ewakuacji
      (rozkład pociągów opanowany, pokój w nowym miejscu już czekał). Nie chciałam mu
      nawet powiedzieć gdzie planuję spędzić resztę swojego urlopu (zresztą było
      według mnie łatwo zgadnąć, na pewno nie w domu, a w miejscu które kocham i
      odwiedzam kiedy tylko mogę od 8 lat też nad morzem....) ponieważ nie mam
      obowiązku składać mu meldunków, jestem wolna i samodzielna! Dwie godziny
      później zadzwonił, bym się nie martwiła o swój sweter, bo go zapomniałam
      spakować i żebym chociaż puściła impuls jak dotrę na miejsce bo będzie się
      martwił – w końcu się zgodziłam na tyle....Następnego dnia on pojechał do domu –
      ciekawe jak swój szybki powrót tłumaczył rodzinie J))))) Dwa dni później
      zatelefonował do mnie z zapytaniem o moje konto w banku – miał dokonać przelewu
      na moje konto, na koniec powiedział że zadzwoni – chyba jakiś grzecznościowy
      zwrot bo jeszcze nie kontaktował się ze mną.... Zresztą mamy swoje rzeczy i
      będę dążyła do tego abyśmy je sobie oddali, bo niektóre należą do mojej
      siostry, rodziców.....Spędziłam SUPER URLOP, poznałam fajnego chłopaka (szkoda,
      że dużo młodszy i w odległości 430 km). Czytałam P. COELHO książki w czasie
      deszczowo-sztormowych dni, spotykałam się ze starymi „miejscowymi” znajomymi, w
      słoneczne spędzałam w towarzystwie nowo poznanych „miejscowych” na plaży,
      wieczorami imprezowaliśmy ..... Aż żal było wracać.... ale pewnie jeszcze tam
      niebawem wrócę – mój brat potrzebuje przewodnika bo wybiera się tam ze
      znajomymi......J Temat mój i byłego na chwilę obecną- coraz trudniej wyobrażam
      sobie nasze spotkanie... stał mi się taki odległy.... Poza tym człowiek to
      zawsze ma problemy - mój dobry kumpel zdążył sms-em w czasie urlopu powiadomić
      mnie, że nie miał wcześniej odwagi zaproponować umawianie się i o mało nie
      straciłam kolejnego ważnego faceta bo chciałam by nasze relacje się nie
      zmieniały (wyjaśniliśmy sobie i jest ok.). Odebrałam fotki z ostatnich moich
      wyjazdów (również z byłym)....... Hm..... trochę szkoda.....tyle wspólnych
      przeżyć......Teraz zamierzał korzystać z życia i nie wplątywać w jakieś
      związki............
    • iberia29 Re: Czy spalić za sobą mosty? Proszę o pomoc 24.08.05, 10:04
      ja do tej pory zawsze za soba palilam mosty i jak na razie dobrze na tym
      wychodze.Czas leczy rany-naprawde.
      Nie warto byc z kims tylko z przyzwyczajenia....
    • sulpmerg Re: Czy spalić za sobą mosty? Proszę o pomoc 24.08.05, 20:30
      Spal te mosty, bo inaczej wykonczysz sie psychicznie. Jak odzyskasz rownowage po
      tym zwiazku to wtedy mozesz sprobowac odnowic znajomosc, ale z doswiadczenia
      wiem ze tak z rok to zawsze lepiej poczekac. Co do niespania - to ze ty nie
      spisz to rozumie bo to Ciebie zostawiono, ale on?? Najwidoczniej sam nie wie
      czego chce. A to nie wrozy dobrze na przyszlosc. Jezeli wasz zwiazek sie
      odbuduje to i tak znowu za kilka miesiecy sie rozpadnie i tak w kolko:(. Nie
      patrz juz w przeszlosc!! Bylo minelo. On nie chce byc z Toba(raczej nie jest
      pewny czy chce) to kij mu w D..... Przypusczam ze jestes tak fajna osobka ze na
      jego miejsce znajdzie sie ladny lancusze przynajmniej takich samych facetow(tak
      wiem ze Ty chcesz jego), ale ktorzy beda pewni ze chca z Toba byc. Ale....
      wybierasz Ty!!
      Powodzenia
    • stabiloboss4 Re: Do Legolas111 31.08.05, 00:00
      Cześć
      Hmm powiem tak: jeśli chcesz z nim być na dobre, to oboje powinniście być tego
      pewni – to niesamowicie poważna decyzja!
      A przecież wszyscy wiemy, że to nie jest takie hop-siup z tymi nieszczęsnymi
      i - zdawałoby się czasem - nieposłusznymi serduchami :) Może powinniście dać
      sobie trochę czasu na poukładanie sobie wszystkiego? Może delikatnie go
      zdystansuj, żeby troszkę powalczył – ale nie tak, żeby go zupełnie nie
      zniechęcić. Po prostu oboje uświadomcie sobie czego potrzebujecie. Bo jeśli to
      było tylko przyzwyczajenie i namiętne pożądanie – które bądź co bądź samo w
      sobie nie jest złe a wręcz przeciwnie – to niestety prędzej czy później może
      się okazać, że to nie wystarcza. W każdym razie, jeśli czujesz, że to porządny
      facet – to daj mu szansę, on to powinien docenić – ale niech nie idzie na
      łatwiznę!
      Piszę to z perspektywy stojącego po drugiej stronie – byłem z moją ex Panią
      ponad 6 lat (!) wiele razy zrywałem, potem wszystko odkręcałem i ten jeden raz
      ona już nie chciała, nie wytrzymała..a teraz? Zerwane mosty - nie udało mi się
      jej odzyskać. Może tak jest lepiej? Jeszcze tego nie wiem, ale na pewno fajnie
      jest dostać szansę, jeśli wiesz, że chcesz i potrafisz ją wykorzystać.
      pozdrawiam
      • legolas111 Re: Do Legolas111 31.08.05, 09:52
        Dziękuję za wskazówki :)W chwili obecnej mój kontakt z byłym został zerwany –
        był wspólny wyjazd, nie udał się i trwał zaledwie 1,5 dnia z zaplanowanych 7
        dni. Postanowiłam zmienić plany wakacyjne (spakowałam się i wyjechałam)
        ponieważ jego zachowanie było „mocno nietaktowne” i sprawiało mi przykrość (nie
        sądzę żeby robił to z premedytacją, aczkolwiek powinien choć trochę wykazać się
        empatią, którą podobno posiada i zasadami chociaż dobrego zachowania – kult
        telefonu komórkowego i bynajmniej nie służbowego). Nie musiałam tego
        wszystkiego znosić więc stanowczo odmówiłam przyjaźni (twierdził, że mu zależy
        na mnie i nie chce tracić ze mną kontaktu, martwi się itp.). Jego oczekiwaniem
        było to, że zbudujemy na czymś nowym przyjaźń, będziemy się widywać i
        tyle.......... Dla mnie przyjaźń to świętość i trudne abym swojemu
        byłemu „wypłakiwała się w mankiet”, że za nim tęsknię itd. kiedy on prowadzi
        ożywione sms-owe (pewnie nie tylko) „życie towarzyskie”, a przede wszystkim już
        raz zawiódł. Musimy się spotkać po to aby zwrócić sobie swoje rzeczy. Zerwałam
        kontakt ponieważ muszę oderwać się od jego osoby i układać sobie życie na nowo
        bez oglądanie się na niego, cierpienia że nie jestem jedyną i tą najważniejszą
        może kobietą w jego życiu. Poza tym teraz ma szansę przekonać się ile tak
        naprawdę dla niego znaczyłam, bo łatwo jest nie rezygnować do końca z czegoś
        lub kogoś (dlatego chciał przyjaźni). Nie chciał być ze mną więc musi ponieść
        skutki swojej decyzji. Możliwe, że nie przekonam się o tym ile dla niego
        znaczyłam i znaczę bo w tej chwili jesteśmy oboje „dumni” i możliwe że żadne z
        nas nie odpuści......Jeśli poprosi o rozmowę.... chyba zgodzę się na nią, ale
        nie będzie to łatwa rozmowa.........Zbliżają się jego urodziny, dziwnie
        będzie .... ale nie złoże mu życzeń..........przykro.......
        • stabiloboss4 Re: Do Legolas111 31.08.05, 20:49
          >.........Zbliżają się jego urodziny, dziwnie
          > będzie .... ale nie złoże mu życzeń..........przykro.......

          Hej, no nie nie nie, jak możesz nie złożyć mu życzeń w jego urodziny? Tak się
          nie robi choćby nie wiem co! Jeśli nie chcesz z nim w ogóle rozmawiać to
          chociaż wyślij mu karteczkę taką śmieszną na urodzinki – okolicznościówkę –
          albo nawet głupiego esemesa....Wiem, że w tej chwili myślisz głównie o sobie,
          ale w ten sposób pokażesz mu swoją klasę!

          ehehem... piszę to z drugiej..... sama wiesz... a poza tym to ja też mam
          niedługo urodziny i chce dostać od niej chociaż kartkę :) a jak nie dostane to
          będę zły hehehe :o
          pozdrawiam


          • legolas111 Re: Do Legolas111 01.09.05, 09:46
            Hm.... Rozważę to jeszcze, chociaż nie sądzę abym zmieniła zdanie.............
            Nie chcę obłudy jaką mi zafundował w końcu maja na moje urodziny – dał mi
            prezent – w ramce ułożone przy sobie 2 serca, które podłączone do zasilacza
            migały. Zrobił wielkie halo w domu tym prezentem, w konspiracji była cała
            rodzina bo przechowywał u rodziców prezent schowany gdzieś głęboko żebym go nie
            znalazła . Coś naprawdę fantastycznego pod warunkiem, że ten kto wręcza
            rzeczywiście jest świadom symboliki tego co daje i pokrywa się z tym co czuje.
            Niestety przy naszym rozstawaniu się (było to nieco ponad miesiąc po
            urodzinach) stwierdził, że nie miał świadomości że mnie tym prezentem utwierdza
            o swoich głębokich uczuciach do mnie (nie jest wylewny w słowach, nie podejmuje
            rozmów o tym co czuje więc jedyne co może "naprowadzać na to co w nim siedzi to
            czyny i symbole), a tak w ogóle prezent kupił mi dużo wcześniej więc mi go i
            tak dał.
            Zważywszy, że parę dni przed moimi imieninami (początek maja) zafundował prawie
            zdradę i przez ponad 2 miesiące symbolami, gestami, planami utwierdzał, że jest
            coś więcej niż „zależy mi na tobie, ale inaczej niż na dziewczynie”, a w
            rezultacie zabił mnie może nie tym, że był bliski zdrady (a może zdradził?),
            ale tym że nawet po tym jak przebaczyłam (może lepiej- pogodziłam się z tym, że
            nie był uczciwy wobec mnie, ale postanowił powiedzieć mi prawdę) nie podjął
            nawet trudu naprawiania związku lecz wybrał niezależność (imprezy, panienki)
            żeby mnie nie ranić, nie oszukiwać i nie zdradzić, próbował mnie „przywiązać do
            siebie” przyjaźnią żeby poprawić swoje samopoczucie i odejść w wielkim
            stylu..........
            Dlaczego ja mam rezygnować ze swojej dumy........... I tak wiele dla niego
            zrobiłam ............. Gdybym ja mu wykręciła taki numer to nie wiem czy byłby
            tak „wspaniałomyślny”........... Cóż może mu zależało (zależy?), ale niech nie
            robi dziecinady........ życie musi dać mu jeszcze w dupę, żeby dowiedział się
            wreszcie czego on tak naprawdę "szuka".... Nie wiem co Ty teraz o tym
            sądzisz.... Czy nadal uważasz, że powinnam mu wysłać życzenia w stylu z okazji
            27 urodzin dużo miłości, przyjaźni itp.?
            • legolas111 Re: Do Legolas111 01.09.05, 10:17
              Hm.... dużo goryczy w tym co napisałam wyżej, niestety wszystko co było
              wspaniałe i prawdziwe szlag trafił..... Znałam go jako uczciwego z zasadami,
              wrażliwego człowieka, który był wart pójścia po rozżarzonych węglach za nim....
              Przykro mi, ale odkryłam również że potrafi zadawać ból......tym najbliższym,
              najwierniejszym, co oddali by wszystko by go wspierać, być przy nim kiedy
              bieda, smutek i radość.... Rozumiem, że nie można nic na siłę gdy nie ma uczuć,
              wzbudzając niepewność (kocha ale nie kocha tak, zależy mu ale nie tak), nie
              można bawić się w dręczenie, tej która jeszcze czuje i czuła jeszcze niedawno
              dużo więcej...Czy to nie egoizm? Każdy musi być po części egoistą, ale nie
              kosztem innych.....
              • stabiloboss4 Re: Do Legolas111 01.09.05, 10:58
                Przecież egoizm polega dokładnie na tym – na postępowaniu zgodnie z własnym
                interesem nie zważając przy tym na nikogo ani na nic – najczęściej kosztem
                innych....Może nie widziałaś, jaki on jest naprawdę, bo byłaś w niego za bardzo
                zapatrzona?

                Wiadomo, serce nie sługa i dlatego rozumiem twoją gorycz a jednocześnie
                szczerze podziwiam twoją wytrwałość w miłości do tego koleżki. Ale czy on oby
                na pewno na Ciebie zasługuje? Bo wiesz, mieć dziewczynę, która zdaje sobie
                sprawę z tego jak cenne jest to wyjątkowe uczucie łączące dwojga ludzi, dobrą,
                wyrozumiałą, kochającą, szczerą i oddaną – to prawdziwy skarb, o który się dba!
                Jeśli on tego nie chce albo nie potrafi odkryć – cóż nie ma co się męczyć. Z
                doświadczenia wiem, że nie ma sensu walczyć z obojętnością i obłudą, – bo na
                końcu i tak nie ma żadnej nagrody za wyrzeczenia i wytrwałość – jedynie „pot i
                łzy”. Czy warto się starać, gdy i tak nie zostanie to docenione, a jeśli tak –
                to zbyt późno?

                Jeśli dałaś mu już niejedną szansę, powiedziałaś dokładnie i szczerze o co
                Tobie chodzi i czego od niego oczekujesz, a on nadal zachowuje się jak 18-
                latek – nie ma sensu się katować i tracić kolejne miesiące i tygodnie na życie
                w „zawieszeniu”. Jeśli on ma 27 wiosen to chyba jest na tyle poważny i dorosły,
                że wie jak postępować, gdy ma się dziewczynę~!!!
                pozdrawiam
                • legolas111 Re: Do Legolas111 01.09.05, 13:51
                  To był jego jedyny wyskok (albo się nie pochwalił, że było więcej), zrobiłam
                  coś o co bym siebie nie podejrzewałam – chciałam puścić w niepamięć to co
                  zwykle w moim pojęciu powinno zakończyć związek definitywnie nawet przy
                  okolicznościach „łagodzących”. Przez 1,5 roku czułam się najbardziej kochaną
                  osobą i ......nagle kubeł zimnej wody..... Jestem osobą wyczuloną na oszustwa,
                  brak szacunku itp. i przez ten czas starałam się „trzeźwo” patrzeć na niego i
                  wszystko według mojej oceny było co najmniej ok. Gdyby w stosunku do mnie był
                  nie fair moja siostra (znała go już wcześniej), a także rodzice (w moim domu
                  przebywał bardzo często, wręcz rezydował w weekendy i wolne dni, przyjeżdżał w
                  tygodniu popołudniu, nocował) ufali mu, traktowali jak rodzinę, uważali że to
                  super chłopak- dali by mi znać na pewno, że jest coś nie tak, traktuje mnie
                  niepoważnie, pod tym względem są zawsze nastawieni krytycznie ...... Nie powiem
                  zawiedli się na nim, najbardziej siostra która z racji wykonywanego wspólnie
                  zawodu widywała go codziennie przez 5 miesięcy i była przekonana że „jak nie my
                  to kto”, dawaliśmy jej wiarę w to że istnieją udane związki (ideał?)........
                  Bywałam również w jego domu ok. 450 km od mojego miejsca zamieszkania,
                  spędzałam weekendy, czasem były to dłuższe wyjazdy i mogłam obserwować jego w
                  swoim domu rodzinnym i wszystko wyglądało sielsko, te same problemy co
                  wszędzie, a po mimo to bardzo ludzie serdeczni, dzielący się ostatnią rzeczą,
                  traktujący mnie jak rodzinę, cieszyli się gdy przyjeżdżałam..... Tak naprawdę
                  nie wiem co w niego wstąpiło, może nowa praca, zmiana środowiska (postarał się
                  o przeniesienie bliżej mnie) spowodowały, że wyszło z niego to co w nim
                  najgorsze, z czym walczył i w końcu uległ ...... Tak czy inaczej trudno mi
                  uwierzyć, że jest złym człowiekiem, ale nie mogę go skrzywdzić i odebrać mu
                  szansę dostania „wartościowej” szkoły od życia.... Niech się bawi,
                  szuka........ Niech dostanie od losu po łapkach ...... Byle by życia nie
                  zmarnował .......
                  • stabiloboss4 Re: Do Legolas111 01.09.05, 14:25
                    Czytam twoje wpisy i coraz bardziej się dziwie i - chociaż to tak nieładnie -
                    zazdroszczę temu facetowi. Musisz być naprawdę fajną dziewczyną! Taką, która
                    wie co jest w życiu ważne i że warto się czasem postarać, poświecić :)
                    Rozpieszczałaś go normalnie :)))
                    Z uwagi na powyższe z całą stanowczością powtórzę, że powinnaś dać sobie z nim
                    spokój, oczywiście starając się zapomnieć o tym co złe ale pamiętać o tym co
                    dobre. Koleś - tak jak chciałaś - dostanie nauczkę ....... a jeśli naprawdę
                    mieliście być razem, to może wasze drogi kiedyś znów się zejdą?

                    A co w tym wszystkim ważniejsze, to taka fajna dziewczyna jak Ty z powrotem
                    zostanie zwrócona światu :)
                    pozdrawiam
                    • legolas111 Re: Do Legolas111 01.09.05, 15:15
                      Hm... Dzięki :) Co do rozpieszczania - po rozstaniu tata podsumował: Szkoda...
                      ale przynajmniej nauczyła się gotować ;))))
                      Rzeczywiście zmierzyłam się dzięki niemu z czymś co traktowałam na
                      zasadzie "byle nie umrzeć z głodu" i chyba nawet mi nieźle z tym poszło :)))
                      A tak bardziej serio zostałam wrócona światu, ale nie wiem czy uda się otworzyć
                      mi bez "urazów z przeszłości" na ten świat. Zawsze słyszę że wspaniała
                      dziewczyna, nigdy takiej nie spotkałem, nie wyglądasz na swoje lata (podobno
                      dobrze się trzymam;) ) ale potem i tak się okazuje że "dobrych kobiet się nie
                      kocha". Chyba najzdrowiej nie mieć żadnych oczekiwań wobec świata, nie wiązać z
                      niczym swoich nadzieii, realizować na miarę swoich możliwości swoje drobne
                      marzenia, pasje ..... Pozdrawiam :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka