Dodaj do ulubionych

kto płaci za kino

IP: *.acn.pl / 10.128.137.* 08.11.02, 23:52
Gdy idziecie we dwójkę do kina, kto za to płaci. Mężczyzna za oba bilety, czy
każdy za siebie?
Obserwuj wątek
    • Gość: Magdalenka Re:Ten kto ma pieniadze... IP: *.036-52-73746f40.cust.bredbandsbolaget.se 09.11.02, 11:52
      ...Mozecie sie podzielic
      wspolnymi kosztami albo tez na zmiane
      Ty jej kino a ona dla ciebie np
      jakis koncert muzyczny albo
      dysco itp. Odradzam
      goraca, ciaglego brania na
      siebie obowiazkow fundowania przy kazdej
      okazji dziewczynie! Bo to nic dobrego to dla was
      obojga nie wrozy. Czasy sie zmienily dam zapewne
      juz nie ma ale to stare:" Kazda dama placi za siebie",nadal obowiazuje!
      3maj sie
      • Gość: blanka Re:Ten kto ma pieniadze... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.11.02, 14:26
        W życiu nie płaciłam za siebie! Jeśli facetowi na mnie zależy, to nie będzie
        sępił 15 zł na kino! Nie widzę powodu żeby wyskakiwać z własnym portfelem,
        jeśli facet mnie zaprasza. Zresztą w moim towarzystwie żaden facet by do tego
        nie dopuścił. Jeśli idziemy całą paczką do pubu, to każdy facet stawia kolejkę.
        Odmawiają, kiedy chcę się dorzucić. I szczerze mówiąc podoba mi się taka
        kurtuazja. Oczywiście inaczej to wygląda w przypadku nastolatków z obraniczonym
        budżetem, inaczej jeśli ludzie są dorośli. Ale moja przyjaciółka jest mężatką
        od przynajmniej 10 lat i np. jeśli gdzieś jadą na weekend to mąż jaj każe oddać
        połowę za benzynę! Dla mnie to niepojęte.
        • Gość: Kaśka ? IP: *.acn.waw.pl 09.11.02, 14:54
          A dla mnie niepojęte jest to, że pozwalasz na to, by mężczyźni zawsze za Ciebie
          płacili!Ja nigdy nie pozwalałam, by mój mężczyzna zapłacił za mnie, choć on
          oczywiście koniecznie chciał wszystko mi stawiać (był prawdziwym
          gentlemanem).Zawsze płaciliśmy za siebie, dzięki czemu miałam ten komfort, że
          mogłam wziąć to, na co naprawdę miałam ochotę i bez wyrzutów sumienia.

          Co innego w małżeństwie (Twoja koleżanka i jej mąż to przypadek skrajności): tu
          nie powinno być rozróżnienia na "moje" i "twoje" pieniądze.Oboje mają do tego
          takie same prawo, skoro na nie pracują.Większe inwestycje trzeba uzgadniać
          wspólnie.

        • Gość: Kaśka Re: IP: *.acn.waw.pl 09.11.02, 14:58
          Oczywiście, mile widziane, gdy mężczyzna zaproponuje, że zapłaci.Wtedy wiem, że
          mam do czynienia z kulturalną osobą.Ale propozycja nie oznacza, że muszę ją
          przyjąć.I zawsze elegancko odmawiam.
        • Gość: maroko Re:Ten kto ma pieniadze... IP: *.a-inter.net 16.12.02, 22:02
          mam 20 latek i krotko mowiac wydaje mi sie w pozadku jesli kazdy palci za
          siebie.. denerwuja mnie dziewczyny ktore ani mysla za siebie placic ..
          mialem kiedsy taka:P obojetnie kto ustalal wyjscei i gdzie to ja musialem
          placic i to chyba nie jest fair??
          • Gość: amelia Re:Ten kto ma pieniadze... IP: *.net.autocom.pl 23.12.02, 19:11
            Bylam w życiu na dwóch randkach z facetami o osobliwym moim zdaniem stosunku do
            tych spraw.W pierwszym przypadku ja musiałam zapłacić za nas oboje,w drugim-za
            siebie. Z żadnym z nich się więcej nie spotkałam. Rozumiem,że po pewnym
            czasie ,kiedy już 'jesteśmy razem' kwestia płacenia wygląda zupełnie
            inaczej,ale panom,którzy na pierwszej lub jednej z pierwszych randek proponują
            paniom płacenie za siebie,proponuję wyprawę do księgarni po podręcznik savoir-
            vivre'u .Mam znajomych mężczyzn,którzy, mimo,że spotykamy się na zupełnie
            platonicznej płaszczyźnie,nigdy nie zgadzają się na to,żebym płaciła za siebie.
            Jak wnioskuję po tym wątku, mam wyjątkowe szczęście. A co do dam- z natury dane
            jest je spotykać dżentelmenom. Pozdrawiam.
      • Gość: Kaśka Re:Ten kto ma pieniadze... IP: *.acn.waw.pl 09.11.02, 14:55
        Całkowicie podzielam Twój pogląd, Magdalenko!
        • zdzichu-nr1 Re:Ten kto ma pieniadze... 09.11.02, 17:40
          "Kasa wydana - dupa sprzedana" jak mówi stare przysłowie. Jeśli Pani godzi się,
          żeby za nią płacić, romans rozwija się w kierunku łóżka. Jak umawia się i chce
          płacić za siebie, daje sygnał, że z kutaszenia będą raczej nici.
          • Gość: Magdalenka Re:Ten kto ma pieniadze... IP: *.036-52-73746f40.cust.bredbandsbolaget.se 09.11.02, 17:43
            zdzichu-nr1 napisał:

            > "Kasa wydana - dupa sprzedana" jak mówi stare przysłowie. Jeśli Pani godzi
            się,
            >
            > żeby za nią płacić, romans rozwija się w kierunku łóżka. Jak umawia się i
            chce
            > płacić za siebie, daje sygnał, że z kutaszenia będą raczej nici.
            ____________________
            Sluchaj Zdzislaw,
            Okresliles sytuacje bardzo "poboznie";))))
            Dzieki ci za to......
            Bede to dlugo pamietac!;))))
            • Gość: blanka Re:Ten kto ma pieniadze... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.11.02, 13:17
              Napisałam o relacji ja - mój facet. Nie umawiam się do kina z facetem z ulicy
              żeby zaoszczędzić na bilecie. Dla mnie jest absolutnie normalne, że mój facet
              płaci za mnie (zresztą on nie wyobraża sobie żeby mogło być inaczej). Być może
              wynika to z wychowania domowego. Dla mojego ojca zarobienie na potrzeby rodziny
              stanowiło rzecz ewidentną, jakiś sprawdzian męskości. Mój facet stwierdza, że
              jego kobieta nie będzie przy nim płacić i już. Twierdzi, że sprawia mu
              przyjemność, kiedy może mi coś kupić. Dlaczego mam go tego pozbawiać?!. Ja
              płacę, kiedy robię zakupy sama. Dla mnie to co pisze Zdzichu, to jakaś bzdura.
              Naprawdę spodziewasz się, że panienka wskoczy ci do łóżka z wdzięczności za
              postawienie jej biletu do kina za 12 zł?! To takie dziwne podejście jak np.
              amerykański zwyczaj, ze 3 randka oznacza AUTOMATYCZNIE zgodę na pójście do
              łóżka. Idiotyzm.
              • zdzichu-nr1 Re:Ten kto ma pieniadze... 10.11.02, 15:07
                Gość portalu: blanka napisał(a):

                > Napisałam o relacji ja - mój facet. Nie umawiam się do kina z facetem z ulicy
                > żeby zaoszczędzić na bilecie.

                Wcale Cię o to nie posądzam :))))

                > Dla mnie jest absolutnie normalne, że mój facet płaci za mnie (zresztą on nie
                > wyobraża sobie żeby mogło być inaczej). Być może wynika to z wychowania
                > domowego. Dla mojego ojca zarobienie na potrzeby rodziny stanowiło rzecz
                > ewidentną, jakiś sprawdzian męskości. Mój facet stwierdza, że jego kobieta
                > nie będzie przy nim płacić i już. Twierdzi, że sprawia mu przyjemność, kiedy
                > może mi coś kupić. Dlaczego mam go tego pozbawiać?!. Ja płacę, kiedy robię
                > zakupy sama.

                Ja też zawsze płacę za moje baby i to za wiele rzeczy (wyjazdy zagraniczne,
                studia, kosmetyki...), ale nie powiem abym był z tego powodu w siódmym niebie.
                Skoro mamy równouprawnienie, a kobietki chcą samostanowić o sobie, no to niech
                to robią na własny rachunek. Ślizganie się przez życie na portfelu faceta jest
                pójściem na łatwiznę, poza tym spłyca uczucia - ów nieszczęśnik zawsze
                zastanawia się, czy owa Pani jest z nim dla kasy czy dla miłości i co by
                zrobiła, gdyby owa kasa nagle odpłynęła?!
                A Twój facet jest hipokrytą.

                > Dla mnie to co pisze Zdzichu, to jakaś bzdura.
                > Naprawdę spodziewasz się, że panienka wskoczy ci do łóżka z wdzięczności za
                > postawienie jej biletu do kina za 12 zł?! To takie dziwne podejście jak np.
                > amerykański zwyczaj, ze 3 randka oznacza AUTOMATYCZNIE zgodę na pójście do
                > łóżka. Idiotyzm.

                Przeciętni Amerykanie to banda głupków jakich świat nie widział. Ale konwenans
                o 3 randce to bardzo przydatna rzecz - wiadomo czego się spodziewać, nie tak
                jak w Polszcze, gdzie do końca 'chciałabym, ale boję się', 'wsadź ale nie do
                końca' i tego typu wieśniacze zagrywki.
                Nic nie zrozumiałaś z mojego tekstu. Wszedłem na pewien wyższy stopień
                ogólności i mówiłem o trendach, a nie o konkretnej sytuacji. Skoro mamy
                rozmawiać łopatologicznie, to wyjaśniam Ci, że na randki nigdy nie umawiam się
                do kina, ponieważ przede wszystkim chcę porozmawiać z wybranym obiektem, a nie
                we wspólnym milczeniu wpatrywać się w ekran.
                • Gość: blanka Re:Ten kto ma pieniadze... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.11.02, 15:37
                  Jakoś u mnie nic się nie spłyciło. Ja czuję się mile adorowana, poza tym nie
                  przesadzajmy, nie stoję z założonymi rękami przy kasie i nie wyciągam ręki po
                  forsę. Jemu to sprawia przyjemność, tobie nie. Ja tego nie oceniam. Zresztą
                  sama robię większość codziennych zakupów i nie spodziewam się, że mi będzie
                  oddawał połowę kasy za obiad, który ugotowałam albo za proszek do prania jego
                  gaci. Coś za coś. Co do Ameryki - w pełni się z tobą zgadzam, choć ja osobiście
                  nie wyobrażam sobie jak można iść do łóżka z gościem po 3 spotkaniach. Przecież
                  ci ludzie się w ogóle nie znają, nic dziwnego, że zmieniają partnerów jak
                  rękawiczki. Nie dziwię się, że ty jako facet nie miałbyś nic przeciwko
                  szybkiemu numerkowi bez wysiłku długotrwałych starań, ale ja inaczej sobie
                  wyobrażam początek związku. Różnica jest taka, że facet chce zaliczyć, kobitka -
                  ułożyć sobie życie
                  • olivvka Re:Ten kto ma pieniadze... 20.12.02, 10:39
                    Gość portalu: blanka napisał(a):

                    > Jakoś u mnie nic się nie spłyciło. Ja czuję się mile adorowana, poza tym nie
                    > przesadzajmy, nie stoję z założonymi rękami przy kasie i nie wyciągam ręki po
                    > forsę. Jemu to sprawia przyjemność, tobie nie. Ja tego nie oceniam. Zresztą
                    > sama robię większość codziennych zakupów i nie spodziewam się, że mi będzie
                    > oddawał połowę kasy za obiad, który ugotowałam albo za proszek do prania jego
                    > gaci. Coś za coś. Co do Ameryki - w pełni się z tobą zgadzam, choć ja
                    osobiście
                    >
                    > nie wyobrażam sobie jak można iść do łóżka z gościem po 3 spotkaniach.
                    Przecież
                    >
                    > ci ludzie się w ogóle nie znają, nic dziwnego, że zmieniają partnerów jak
                    > rękawiczki. Nie dziwię się, że ty jako facet nie miałbyś nic przeciwko
                    > szybkiemu numerkowi bez wysiłku długotrwałych starań, ale ja inaczej sobie
                    > wyobrażam początek związku. Różnica jest taka, że facet chce zaliczyć,
                    kobitka
                    > -
                    > ułożyć sobie życie

                    Blanko,
                    Chyba jednak nie doceniasz kobiecej seksualności mówiąc, że kobieta za każdym
                    razem chce ułożyć sobie życie. Zrzucam to na karb Twojego młodego wieku i braku
                    doświadczenia. Przekonana jednak jestem, że za lat kilka Twoja seksualność
                    obudzi się na dobre i zechcesz czerpać z niej tyle ile powinnaś.

                    Postawa roszczeniowa wobec mężczyzn i nazywanie tego szarmanckością z ich
                    strony to nic innego jak kobiecy egoizm. Rozumiem jednak Ciebie, bo wnioskuję
                    że mieszkacie już razem i rzeczywiscie wspolnie prowadzicie gospodarstwo
                    domowe. Jeśli jednak są to spotkania dopiero na początku znajomosci,
                    akceptowanie ciągłego "stawiania" przez mężczyznę a to kina, a to restauracji,
                    pubu czy dyskoteki pojmuję jako nic innego jak próba finansowego wykorzystania
                    mężczyny. W dobrym tonie jest przyjmować na siebie zobowiązania finansowe po
                    połowie. Mężczyźni, mimo że na zewnątrz widzisz ich szarmanckość, bardzo nie
                    lubią kobiet, które wiecznie jedynie korzystają z ich dobroduszliwości
                    finansowej. I pomimo, że "stawiają" uważają że jest to nieco niesprawiedliwe.

                    pozdrawiam
                    olivvka
                    • grogreg Re:Ten kto ma pieniadze... 20.12.02, 14:06
                      Stawiam, bo chce. I nie czuje sie z tego powodu pokrzywdzony.
                      Gdybym sie czul to bym stawiac przestal.
                      Czy dostatecznie jasno sie wyrazilem?
                      Ponadto otwieram i zamykam jej drzwi od samochodu bo chce.
                      Podjezdzam po nia pod sam dom o odwoze ja do samego domu bo tak chce.

                      Tak zostalem wychowany i to uwazam za sluszne.

                      Tak ze mnie meska szowonistyczna swinia! A co!
          • Gość: Kaśka ?! IP: *.acn.waw.pl 11.11.02, 11:23
            zdzichu-nr1 napisał:

            > "Kasa wydana - dupa sprzedana" jak mówi stare przysłowie. Jeśli Pani godzi
            się,
            >
            > żeby za nią płacić, romans rozwija się w kierunku łóżka. Jak umawia się i
            chce
            > płacić za siebie, daje sygnał, że z kutaszenia będą raczej nici.

            ALE Z CIEBIE DUPEK, SZKODA SŁÓW!
    • Gość: Mgdalenka Re: Dobre streszczen,..przeczytaj je jeszcze raz B IP: *.036-52-73746f40.cust.bredbandsbolaget.se 10.11.02, 15:52
      Przylaczam sie choc na chwilke..

      Lubie ten fragment w ktorym piszesz Zdzislaw ;)
      "Skoro mamy równouprawnienie, a kobietki chcą samostanowić o sobie, no to niech
      to robią na własny rachunek. Ślizganie się przez życie na portfelu faceta jest
      pójściem na łatwiznę, poza tym spłyca uczucia - ów nieszczęśnik zawsze
      zastanawia się, czy owa Pani jest z nim dla kasy czy dla miłości i co by
      zrobiła, gdyby owa kasa nagle odpłynęła?! "

      To swieta prawda!

      A po za tym placenie za siebie to nie tylko sprawa samodzielnosci
      ale zarowno ambicji jak i godnosci! Jestem zbyt dumna aby panowie
      okupywali mnie swoimi prezentami albo fundowali mi cokolwiek....Mam swoja
      godnosc! A pozatym jestem cholernie atrakcyjna kobieta:)))
      Ale to nie oznacza zeby jakikolwiek mezczyzna miezyl poziom mojej atrakcyjnosci
      swoja "kasa"i szczodroscia. Na cos takiego to ja sie nie nabieram;)))
      Pozdrowionko .

      • Gość: blanka Re: Dobre streszczen,..przeczytaj je jeszcze raz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.11.02, 17:17
        Co ma godność do płacenia, jeśli się mieszka ze stałym partnerem?
        Równouprawnienie? A gdzie?! Mój facet świetnie zarabia, ale co za tym idzie,
        wraca do domu o 22 i całość spraw domowych jest na mojej głowie. Nie wojuję o
        zmywanie, bo taki jest nasz układ i wiedziałam, jak wygląda jego życie. Zresztą
        on ma raczej tradycyjne podejście do tej kwestii, tzn. on ma zarobić na
        rodzinę, ja - zająć się resztą (choć dużo pomaga w wolnych chwilach). A zresztą
        tam gdzie faceci wracają wcześniej, rzadko który naprawdę dzieli obowiązki
        domowe pół na pół. To jeśli dla ciebie równouprawnienie oznacza fakt, że domek,
        obiadki i pranie to ok, a za kino mam płacić sama bo pracuję i mnie stać, to ja
        chromolę takie równouprawnienie! Lubię czuć się adorowana, cóż w tym złego?
        Według ciebie to uwłacza mojej godności? Nie sądzę. Dziwią mnie np. takie
        zachowania u znajomej pary, są ze sobą długo, oboje pracują, on np. umawia się
        z przyjaciółmi w knajpie, ona płaci swoją część (choć knajpa przy jej zarobkach
        jest zbyt droga). Dla mnie to dno - ZAPROSIŁ JĄ, sam wybrał knajpę, po czym nie
        zapłacił jak za parę tylko za siebie, nie licząc się kompletnie z tym, że w jej
        przypadku taki udział w rachunku to cholerna wyrwa w budżecie (on zarabiał
        prawie 3 razy więcej). Uważam, że to paranoja. Może jestem staroświecka, ale
        jeśli facet zaprasza, to niech płaci, a po spotkaniu kulturalny facet powinien
        kobietę odwieźć do domu a nie żegnać się przed kawiarnią. Ot, takie
        widzimisię. I nie ma tu znaczenia kwestia płci. Jeśli np. zapraszam
        przyjaciółkę na ciacho, to ja płacę, bo to logiczne, że ona czuje się
        zaproszona i nie oczekuję, że będzie mnie gonić z portfelem.
        • Gość: magdalenka Re: Dobre streszczen,..przeczytaj je jeszcze raz IP: *.036-52-73746f40.cust.bredbandsbolaget.se 10.11.02, 17:39
          Hej,
          Twoja sytuacja jest zapewne, inna tak zescie sie umowili...
          dobrze ze masz meza ktory zarabia forse....ale
          nie wszyscy mezczyzni maja dobrze platne zawody....
          To nie oznacza ze przez to musza sie czuc gorsi ze im pieniedzy brak....
          U mnie jest na odwrot...to ja mam forse...a on zarabie bardzo malo..
          a ja strasznie lubie go rozpieszczac...Jak mam to daje...i w lozku tak samo!
          :))))No coz taki nasz los :)))
          Serdecznie pozdrawiam;)
          • zdzichu-nr1 Re: Dobre streszczen,..przeczytaj je jeszcze raz 10.11.02, 17:58
            Zazdroszczę trochę Twemu mężusiowi, Magdalenko...
          • Gość: blanka Re: Dobre streszczen,..przeczytaj je jeszcze raz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.11.02, 19:25
            No pewnie,że to zależy. Prezenty od pierwszego męża kupowałam sobie sama i sama
            za nie płaciłam. Nie powiem, żeby mnie to uszczęśliwiało. Różnie w życiu
            bywało, ale moim zdaniem ogólna zasada jest taka, że płaci ten kto zaprasza.
            CZasem za kino płacę ja, bo mój facet z reguły gotówki nie nosi. Za wyjazd
            płaci on, ja robię sobie i jemu prezenty za własne pieniądze. U mnie z kasą
            jest tak, że gdybym miała płacić połowę, to skończyłoby się na wieczorze w
            Pizza Hut, a moje szczęście nie znosi fast foodów. Poza tym ja nigdy w życiu
            nie prosiłam go o kupno czegokolwiek, czy o pieniądze na życie. To on mówi np.
            wiesz, widziałem super sweter dla ciebie, chciałbym żebyśmy tam podjechali i
            żebyś przymierzyła. Poza tym on uważa, że takie gesty typu "ja płacę za siebie"
            świadczą o tym, że kobieta nie do końca się angażuje (właśnie na zasadzie żeby
            nic facetowi nie zawdzięczać i móc spokojnie wystawić go w każdej chwili za
            drzwi). I druga sprawa - do tych ambitnych. Kiedyś też byłam taka niezależna
            (zresztą nadal jestem, tylko się z tym nie afiszuję), aż moja poprzednia miłość
            powiedziała mi na odchodnym, że jestem tak samodzielna, że czuje się przy mnie
            zupełnie niepotrzebny. Z doświadczenia (nie tylko mojego) widzę, że faceci
            panicznie boją się niezależnych kobiet. Więc czasem warto stać się małą
            kobietką...
            • Gość: Kaśka Re: Dobre streszczen,..przeczytaj je jeszcze raz IP: *.acn.waw.pl 11.11.02, 12:13
              Gość portalu Blanka napisał(a):

              Poza tym on uważa, że takie gesty typu "ja płacę za siebie"
              >
              > świadczą o tym, że kobieta nie do końca się angażuje (właśnie na zasadzie
              żeby
              > nic facetowi nie zawdzięczać i móc spokojnie wystawić go w każdej chwili za
              > drzwi).

              Co takiego??????????A nie przyszło Mu do głowy, że niektórym mężczyznom też
              jest nieraz ciężko finansowo i to, że kobieta zapłaci za siebie, pozbawi ich po
              prostu stresu, że nie są w stanie zafundować czegoś?I my mamy - o czym już
              wspomniałam wcześniej - tę wygodę, że możemy wziąć sobie w knajpce to, na co
              mamy ochotę, jeśli nas na to stać?A jeśli nie, to czy świat się zawali, gdy
              zjem o jedno ciastko czy wypiję o jednego drinka mniej?Dla mnie nie ma tu
              żadnego problemu.

              Tak a propos przykład z życia.Mój znajomy miał b.atrakcyjną, inteligentną żonę
              (wszyscy mu jej zazdrościli), uparł się, że będzie ją utrzymywał.Ona się
              zgodziła, bo on b.nalegał i powoływał się na "męską dumę" (ciarki mnie
              przechodzą, gdy słyszę takie dyrdymały!).I jaki finał?Stracił do niej
              jakikolwiek szacunek, zaczął ją uważać za człowieka dużo gorszego rodzaju.Wciąż
              rzucał okropne epitety pod jej adresem, w końcu poszedł sobie do innej.A
              zaznaczam, że dbała o dom i o niego tak, jak rzadko kto.Zawsze wszystko było
              zadbane, obiad gotowy, gdy wrócił z pracy, itp.

              moja poprzednia miłość powiedziała mi na odchodnym, że jestem tak samodzielna,
              że czuje się przy mnie
              > zupełnie niepotrzebny.

              Współczucia dla Twego poprzedniego mężczyzny, skoro uważał, że miarą tego, czy
              jest Ci potrzebny, czy nie, są jego pieniądze, i tylko one!Dziwię się tylko, że
              Ty tego nie dostrzegłaś.No, ale rozumiem - wiem, co znaczy być zakochanym... :-)

              Pozdrawiam, Blanko!
              • Gość: blanka Re: Dobre streszczen,..przeczytaj je jeszcze raz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.11.02, 15:45
                Co do ostatniego. Nie chodziło mu o pieniądze (zarabiał znacznie lepiej a
                mieszkaliśmy osobno), a o całokształt. Że sama załatwiam swoje sprawy, np.
                znajduję najtańsze ubezpieczenie na samochód, różne sprawy urzędowe, czy też że
                wiem lepiej do czego służy śrubokręt. Mi też to nie przyszło do głowy, bo
                wydawało mi się, że jak facet prowadzi własną firmę, to ma dość na głowie i nie
                bedę mu zawracała głowy jeszcze tym, że trzeba dokręcić śrubkę, bo krzesło się
                kołysze.
                W ogóle to chyba drobne nieporozumienie, bo zaznaczyłam, że w życiu różnie
                bywa, i przez większość mojego żywota utrzymywalam siebie i dziecko sama, nie
                oczekując nic od nikogo. Ale nie róbmy wielkiego dymu, jeśli facet chce
                zapłacić 6 zł za kawę! Dla mnie takie przepychanki z portfelem są żenujące,
                niezależnie od płci uczestników. Przecież do kina czy restauracji nie chodzi
                się codziennie! Zresztą w moim przyadku w ogóle trudno mówić o problemach
                finansowych, moje szczęście jest milion razy bardziej rozrzutne, ja staram się
                hamować te zakupy. Ale my mieszkamy ze sobą i jest inaczej. Dla mnie to
                idiotyczne, że rzuca się hasło szacunku, ambicji czy równouprawnienia w tym
                kontekście. A skoro uważasz, że powinnam płacić połowę, to czy jemu też mam
                wystawiać rachunek za pranie czy wodę, którą u mnie zużywa?! Coś za coś. Poza
                tym jeszcze raz podkreślam - ja NIGDY o nic nie poprosiłam. A mam go teraz
                odzwyczajać od rycerskości?! Mi to jakoś nie przeszkadza, że przpuszcza mnie w
                drzwiach, bierze ode mnie siaty albo całuje po rączkach zamiast walić po
                plecach jak kumpla. Nie przesadzajmy z tym równouprawnieniem, bo żadna z nas
                jeszcze go nie doświadczyła. Wolę czuć się kobietą niż babochłopem.
      • Gość: maroko Re: Dobre streszczen,..przeczytaj je jeszcze raz IP: *.a-inter.net 16.12.02, 22:13
        tak wlasnei byc powinno:))
    • Gość: Magdalenka Re: kto płaci za kino IP: *.036-52-73746f40.cust.bredbandsbolaget.se 11.11.02, 14:12
      Daleko odbieglismy od tematu "kto placi za kino?":)))
      Ta towarzyska zasada mowi ze ten kto zaprasza.....albo w danej
      sytuacji ten kto ma pieniadze. Ja bardzo lubie sprawiac moim
      znjomym i przyjaciolom drobne przyjemnosci i niespodzianki.
      Taki drobiazg jak kino czy teatr niepowinnien nalezec do
      czegos spiecjalnie drogiego. Senk w tym, ze jezeli jest to mloda osoba i nie
      posiada wlasnych pieniedzy to nie powinna za ciezko zarobione pieniadze
      rodzicow, zabawiac swoich kolegow, chyba ze sie umowia i na zmiane zapraszaja
      sie na rozne imprezy. Po za tym uwazam ze pomiedzy braniem a dawaniem
      powinnien istniec pewien balans....tak jak wszedzie w naturze...
      Dawanie tez ma swoje uroki, bo choc na chwile polechcze moje"ego"
      a i branie rowniez "czuje sie wyroznina,specjalna"..i to tez jest
      potrzebne w zyciu ludziom.
      W tej dyskusji z Bianca zaslyszlismy tak daleko ze cale to kino z niewinnym
      pytaniem pozostalo gdzies daleko.....za nami.

      To jak Pani ulozyla sobie i uklada zycie, jest pani prywatna sprawa
      jezeli pani czuje sie dobrae w takim ukladzie to zycze Pani tylko
      szczescia...Natomiast pani uwag dotyczacych co niektorych
      mezczyzn spotkanych na drodze zyciowej, nie moge potraktowac serio...
      Na ludzi nie ma regul...Kazdy czlowiek jest inny! I nie wolno uogolniac.
      Wszystko zalezy od tego kim sie jest i w jaki sposob patrzy sie na innych!
      Co jest wazne dla mnie w zwiazku z tym mezczyzna? Czy bedzie mnie traktowal
      jak dorosly opiekun dziecko? Czy zauwazy we mnie osobe i czlowieka?
      Co powoduje ze mnie do niego ciagnie? Pieniadze? Bratnia dusza? Czy tylko sex?
      Pytan jest tysiace....ale jaka by nie padla odpowiedz na te pytania,to ciagle
      pozostaje jeden niezmienny fakt.Ja i moja wola kieruje mim zyciem
      a z woli czlowieka rodzi sie ambicja.

      Z szacunkiem pozdrawiam.
      M


    • Gość: krecha Re: kto płaci za kino IP: *.hwr.Arizona.EDU 17.12.02, 00:41
      Ten powinien placic, kogo bardziej na to stac,
      czyli zwykle ten, kto ma wiecej pieniedzy.
      Ja tak robie i nigdy nie mialem problemow.
      Ani tez nigdy nie zakladam, ze jak dziewczyna
      sie zgadza, zeby za nia placic, to automatycznie
      oznacza to, ze chce pojsc do lozka.

      Logika tego jest taka, ze wtedy mozna zrobic
      cos fajnego nawet jak jednej osoby na to nie stac.

      Moze kino to nie jest najlepszy przyklad. Ale
      np. restauracja czy hotel czy podroz sa.
      • Gość: bumcyk Re: kto płaci za kino IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 17.12.02, 08:59
        A ja to widzę tak:
        Zapraszam do kina (opery, kawiarni, na Tenerifę wszystko jedno) - zapraszam
        wyraźnie powiedziane - więc płacę. Więc niech lalka nie robi awantur przy kasie
        z oddawaniem pieniędzy. Lepiej żeby po takim kinie gdy z reguły pada pytanie o
        jakąś kawkę czy piwko powiedziała że chetnie ale ona stawia. Nie chodzi o to
        żeby z tym stawianiem wyrównać kasę (15 zł. za kino to muszę postawić 2 piwa)
        nie! chodzi o gest. Dalej to jak się umówicie. Inicjatywea jednak leży po
        stronie faceta.
        Albo tak:
        Facet zaprosił zapłacił - nie przeszkadzaj mu ale jak chcesz to też możesz go
        zaprosić z wyrażnym zaznaczeniem że ty go zapraszasz wieć płacisz (jasne że nie
        za 10 piuw dla niego ale 1 lub 2 )
    • grogreg zasade mam prosta. 17.12.02, 08:33
      Ja zapraszam - ja place.
      Ona zaprasza - moze pozwole jej zaplacic... jak bede mial dobry humor.
    • Gość: Allegra Re: kto płaci za kino IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 28.12.02, 17:02
      Ten, kto zaprasza, ten płaci. Chyba, że decyzja zapada wspólnie (np. chodzę z
      koleżanką czy kolegą po centrum handlowym, bolą nas juz nogi, więc siadamy na
      małą kawę czy pizzę) wtedy każdy płaci za siebie, to oczywiste.

      Zdarzyło mi się kiedyś być adorowaną przez pewnego pana, który zaprosił mnie
      do kina, a przy kasie oświadczył, że ma tylko na jeden bilet. Zaznaczę, że ten
      pan zarabia ok. 6-8 tys. zł miesięcznie, więc trudno mówić o jakiejś biedzie.
      Było to nasze pierwsze i ostatnie spotkanie na niwie prywatnej >:)))

      Jestem kobietą i lubię czuć się "zaopiekowana" przez mężczyznę, któremu na
      mnie zależy. Oczywiście myślę tu o drobnych wydatkach, bo gdy np. wyjeżdżamy
      razem do Włoch na narty - płacę za swój wyjazd. Mam także drobne na
      przyjemności, które łączymy i wydajemy na bombardino czy brulle... Ale w życiu
      nie przyszłoby mi do głowy płacić za swój bilet w kinie... >:)))
    • Gość: weronika Re: kto płaci za kino IP: *.kopernik.gliwice.pl 28.12.02, 17:23
      głupie babiszony przeciez tu jest mowa o koszcie rzedu 20zł. Rozprawiacie tak jakby w ten sposób facet od razu
      utrzymywał kobiete. Facet ma być facetem a nie jakimś dupkiem który nie potrafi zapłacic za kino za siebie i kobiete.
      Od takich co nawet nie zaproponują zaplacenia za mnie uciekam gdzie pieprz rosnie i wiem ze sie nie pomyliłam
      • grogreg Re: kto płaci za kino 30.12.02, 09:36
        20zl?
        Chyba nie bardzo rozumiesz co to jest wyjscie do kina z kobieta.
        Najpierw trza sie ja do tego kina zabrac (40 km w jedna strone). Pozniej cos w
        wstepie, bo do seansu jeszcze ze dwie godziny - kawiarnia. Pozniej jest kino.
        Pozniej trza by cos zjesc. Bar mleczny odpada, zreszta i tak o tej porze
        zamkniety. Pozniej warto by gdzies jeszcze wyskoczyc, np. Bluesa na zywo
        posluchac. No i odwiesc.

        I tak konczy sie sen o wyplacie.

        • Gość: Allegra Re: kto płaci za kino IP: proxy / 195.245.213.* 30.12.02, 14:26
          grogreg napisał:

          > 20zl?
          > Chyba nie bardzo rozumiesz co to jest wyjscie do kina z kobieta.
          > Najpierw trza sie ja do tego kina zabrac (40 km w jedna strone). Pozniej cos
          w
          > wstepie, bo do seansu jeszcze ze dwie godziny - kawiarnia. Pozniej jest kino.
          > Pozniej trza by cos zjesc. Bar mleczny odpada, zreszta i tak o tej porze
          > zamkniety. Pozniej warto by gdzies jeszcze wyskoczyc, np. Bluesa na zywo
          > posluchac. No i odwiesc.
          >
          > I tak konczy sie sen o wyplacie.
          >

          Grogreg, skoro jesteś takim sknerusem, to chodź do kina z kumplem :) problem
          sam się rozwiąże :) poza tym filmy można oglądać na wideo, wypożyczenie kasety
          to wydatek chyba z 6 złotych.. a i blusa posłuchać z domowej wieży :) widzisz
          jak łatwo da się zredukować koszty? :)

          P.S. Proponuję poszukać pracy, gdzie płaca więcej niż równowartość jednego
          wyjścia do kina :)
          • grogreg Re: kto płaci za kino 30.12.02, 14:58
            Problem z w tym ze akurat w tym kontekscie sknerusem nie jestem.
          • grogreg Re: kto płaci za kino 30.12.02, 14:59
            Problem z w tym ze akurat w tym kontekscie sknerusem nie jestem.
    • Gość: Asia Re: kto płaci za kino IP: *.rzeszow.sdi.tpnet.pl 30.12.02, 15:36
      Jestem przeciętnie zarabiającą studentką, ale nieraz płacę za siebie. Nie ma
      znaczenia czy to jest w kinie czy w knajpce. Kiedy się z kimś umawiam na
      wspólne wyjście (ale nie z kumplem czy kolezankami) zwykle proponuję zapłacić
      za siebie i nie widzę nic dziwnego. Jeżeli mnie na to stać, to mogę nawet
      dołożyć do rachunku tej drugiej osoby. sęk w tym, że rzadko mnie stać;)
      Swoją część mogę płacić - od tego są pieniążki. Czuje sie lepiej wiedzac ze nie
      wisze na nikim finansowo.
      Pozdrawiam, A.
      • grogreg Re: kto płaci za kino 30.12.02, 15:41
        Nie rozumiem. Co to znaczy wisiec finansowo. Myslisz, ze jak facet zaplaci to
        jestes mu cos winna?
    • studus Re: kto płaci za kino 30.12.02, 20:47
      ja sie dam zaprosic i pozwole za siebie zaplacic!
      nie widze w tym nic zlego! jak ktos chce o czemu nie?! jak ma mu to sprawic
      przyjemnosc a ja moge mu/jej w tym pomoc to z wileka radoscia!
    • Gość: weronika Re: kto płaci za kino IP: *.kopernik.gliwice.pl 30.12.02, 21:51
      ostrzegam wszystkie panie że płacąc za siebie zawsze i chętnie i ochoczo nie
      poznacie natury swojego faceta jesli chodzi o kase. Moj były bardzo ochoczo
      (zdecydowanie zbyt ochoczo) przystawał na moje płacenie za siebie. Pozniej
      okazało sie że w zyciu codziennym równie ochocza zrzuca na moje barki problemy
      finansowania życia. Dajcie spokój panie z facetami którzy nie postawia kina. Tu
      można poznać jego klase.
      • studus Re: kto płaci za kino 31.12.02, 09:33
        bzdury i brednie!!!
        poznac jego klase w kinie?! kto to wymyslil!??!! heheheeee
        klase to mozna poznac w zyciu codziennym, w byciu razem caly czas i wtedy
        wiadomo jak sie on zachowuje a tak tylko okazjonalnie?! heheee
        • Gość: weronika Re: kto płaci za kino IP: *.kopernik.gliwice.pl 31.12.02, 19:44
          charakter człowieka wychodzi w każdej sytuacji, przy płaceniu jakoś szczególnie
          wychodzą pewne ciężkie cechy charakteru
          • studus Re: kto płaci za kino 02.01.03, 09:20
            jezeli uwazamy pieniadze za najwazniejsza rzecz jaka posiada facet, to masz
            racje ze przy placeniu wychodza...
            ale jesli pieniadze nie sa najwazniejsze to sa chwile w ktorych mezczyzna
            pokazuje swoje prawdziwe JA!
    • _annie Re: kto płaci za kino 06.01.03, 19:40
      Moi drodzy!
      Przestudiowałam kilka watków i moje zdanie(i doświadczenie) jest takie:ja już
      pracuję zawodowo, mój chłopak kończy teraz studia, w dodatku mieszka w innym
      mieście. Wiem, jak wygladaja studenckie wydatki i dochody:-)).Nigdy się w tej
      kwestii nie umawialiśmy, ale dla mnie naturalne jest, że raz on płaci za
      taksówkę, raz ja.W 1 knajpie on stawia wino, ja w innej;-).I nie widzę tym
      żadnej ujmy dla mojego ani jego honoru.Po prostu takie są czasy...Natomiast
      spotkałam kiedyś chłopaka, który na pierwszej randce "rzucał"pieniędzmi,
      fundował wszystko, a potem bezradnie na przystanku liczył grosze...mamroczą
      c ,ze zostało mu 3 zł.Jak myślicie na ilu randkach skończyła się znajomość?;-))
    • Gość: sasanka Re: kto płaci za kino IP: *.x-net.gliwice.pl 06.01.03, 20:00
      Proponuję przeczytać "Wywieranie wpływu na ludzi" Caldiniego, ze szczególną
      uwagą na regułę wzajemności. Dość dobrze jest to tam wyjaśnione.
      P.S. nie jestem pewna tytułu

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka