obyw.kane
14.09.06, 14:52
"Kolezanka" to moje okreslenie na luzna partnerke. Spotykamy sie, choc bez
jakichs specjalnych zobowiazan - poza przyjemnoscia od czasu do czasu.
Obydwoje wiemy, ze to nie jest "na zawsze", i ze jak ktoremus z nas sie
znudzi albo z innych powodow nie bedzie chcial kontynuowac tej znajomosci, to
sie po prostu rozejdziemy - bez scen i awantur.
No i wlasnie tu jest dylemat. Poznalem kobiete, kto wie, moze to
wlasnie "ta". Powiedzialem jej o moim "ukladzie" (szczerosc nie zawsze
poplaca), i zaczal sie problem. Ona jakos tak dziwnie zareagowala, ze "nie
chce wchodzic w MOJ zwiazek". Zaden to zwiazek - ale jej to nie przekonuje.
Troche bledne kolo sie zrobilo, bo wyglada na to, ze z nia nie posune sie
dalej, jesli wciaz "bede mial kolezanke", z kolei ja nie chce pozbywac
sie "kolezanki" tylko po to, zeby "nowa" mi powiedziala "twoj nos
(samochod/cokolwiek) mi sie nie podoba". To dopiero poczatek znajomosci, wiec
nie bardzo jest podstawa, aby cokolwiek od siebie "wymagac" albo skladac
jakies deklaracje na tym etapie, ale... zalezy mi.
Jak myslicie, kiedy jest wlasciwy moment na zakonczenie etapu "kolezanki"?
Zaryzykowac czy lepiej poznac te nowa dziewczyne?