magdaraf2
26.09.06, 12:47
Proszę o spojrzenie na to męskim okiem. Otóż facet, od którego wynajmujemy dom
z mężem zafascynował mnie do tego stopnia, że nie wiem czy to już tylko
fascynacja.
Ale od początku. Gdy tylko pojawiłam sie w tym domu on zaczął przychodzić.
Najpierw myślałam, że to normalne: to jakaś żarówka, to pralka, ale gdy
pewnego dnia po prostu poprosił mnie, żebym zrobiła mu kawę zaczęłam widzieć
to inaczej. Od tamtego popołudnia wspólna kawa stała się tradycją. Pewnego
dnia nie wytrzymałam i powiedziałam, że myślę o nim zbyt czesto, ze wiem, że
nie mogę ale nie wiem co się ze mną stało... Pociągnął mnie za rękę do
sypialni i zapytał czy chcę go dotknąć. Oczywiście, że chciałam i choc nie
mogłam to było silniejsze ode mnie. Zaczęliśmy się całować, dotykać... Ja nie
mogłam go dotykać, on dotykał mnie...Zadzwonił telefon i powiedziałam, żeby
przestał. Zrobił tak i wyszedł. Gdy 10 minut później wsiadałam do auta on był
przed domem. Pytał jak się czuje i czy chcę sie spotkać następnego dnia.
Powiedziałam, ze nie wiem.
Nie wytrzymałam długo. Kolejnego dnia przyszedł znów. Nic nie było. Krótka
rozmowa. Pytałam czy dla niego to tylko seks i jak układa mu się z żoną.
Powiedział, że z żoną jest wspaniale, ale ze mną nie był to tylko seks...
Mastępnego dnia wysłałam sms, zeby przyszedł. Nie wiedziałam, ze tej nocy
zmarł jego teśc. Mimo wszystko pojawił się. Zapytał co się stało.
Powiedziałam, ze go pragnę. Zaczęliśmy sie całować ale przerwałam.
Powiedziałam, ze nie teraz. Jakos nie wypadało..
Nie czułam go już 5 dni i nie mogę dłużej. Wysłałam mu sms, żeby przyszedł, bo
już nie wytrzymuję. Czy ja dobrze robię? Wczoraj zdałam sobie sprawę, że to
nie tylko pożądanie, choć miałam taką nadzieję. Co może czuć on? Pomocy!