Dodaj do ulubionych

przyjaciółki naszych mężów

24.11.06, 18:34
Czy Wasi mężowie mają przyjaciółki, z którymi sie spotykają albo tylko
koresponduja? Znacie je, mówią Wam o nich, czy tylko dowiadujecie się o nich w
trakcie "szpiegowania" męża? Jak reagujecie na takie odkrycia? Nie mówię tu o
kochankach ale np. o byłych partnerkach, albo innych kobietach z którymi Wasi
mężowie pozostają w przyjaźni? A Wy Panowie, potrzebujecie takich znajomości?
Obserwuj wątek
    • bombalska Re: przyjaciółki naszych mężów 24.11.06, 18:37
      Im takich mniej, tym lepiej. No chyba, ze Ty sie spotykasz ze swoimi "kolegami".
      • mike-great Takie przyjaciółki zawsze lądują z nami w łóżku... 29.11.06, 19:53
        Takie przyjaciółki zawsze lądują z nami w łóżku...
        • diabel.tasmanski przyjaciolki dobre sobie 29.11.06, 20:07
          moj facet ma taka przyjaciolke, nie mialam nic przeciwko
          czesto spotykali sie we dwoje, czasem w trojke razem ze mna, oni wspominali jak
          to bylo milo gdy sie poznali kilka lat temu, spacety po miescie, wspolny obiad
          w tym lokalu, piwko w innym, przechodzilismy obok, oni wymiana spojrzen a ja
          taka gapa obok usmiechnieta,
          ona byla niegrozna, gruba i brzydka, nawet ja polubilam,
          no i banka mydlana prysk prysk..
          byli kochankami zanim my sie poznalismy, to bylo takie niezobowiazujece, czysty
          seks, dla mojego dobra (gdy kiedys intuicja mi cos podszepnela zapytalam) mowil
          ze nic ich nigdy nie laczylo, kochanie spojrz na nia mowil..
          a jednak..
          czy moge miec pewnosc ze w chwili kryzysu nie pocieszy sie u niej, to przeciez
          byloby takie niezobowiazujace,
          • pyorunochron Tymi przyjaciolkami jestescie WY same! :-) 29.11.06, 20:27
            diabel.tasmanski napisała:

            > moj facet ma taka przyjaciolke, nie mialam nic przeciwko
            > czesto spotykali sie we dwoje, czasem w trojke razem ze mna, oni wspominali jak
            >
            > to bylo milo gdy sie poznali kilka lat temu, spacety po miescie, wspolny obiad
            > w tym lokalu, piwko w innym, przechodzilismy obok, oni wymiana spojrzen a ja
            > taka gapa obok usmiechnieta,
            > ona byla niegrozna, gruba i brzydka, nawet ja polubilam,
            > no i banka mydlana prysk prysk..
            > byli kochankami zanim my sie poznalismy, to bylo takie niezobowiazujece, czysty
            >
            > seks, dla mojego dobra (gdy kiedys intuicja mi cos podszepnela zapytalam) mowil
            >
            > ze nic ich nigdy nie laczylo, kochanie spojrz na nia mowil..
            > a jednak..
            > czy moge miec pewnosc ze w chwili kryzysu nie pocieszy sie u niej, to przeciez
            > byloby takie niezobowiazujace,

            Jestescie przyjaciolkami mezow innych kobiet. Mezowie ci u was szukaja
            pocieszenia. Wtedy jest niby wszystko w porzadku? A jak wasz maz u kogos szuka
            pocieszenia to jest od razu be? Glupota. (Poza tym ciekazwsi sa przyjaciele
            waszych mezow, tu sie niczego nie podejrzewa, a to tu wlasnie jest najciekawiej :-)
            • ssjbanan Re: Tymi przyjaciolkami jestescie WY same! :-) 30.11.06, 16:18
              "Prawdziwa przyjaźń między mężczyzną i kobietą jest możliwa tylko wtedy, gdy
              kobieta jest brzydka" - Charles Barkley.
              • aga999948 Re: Tymi przyjaciolkami jestescie WY same! :-) 03.12.06, 18:46
                A ja jestem dla wielu mezczyzn atrakcyjna kobieta, i z wieloma z tych mezczyzn
                laczy mnie tylko przyjazn. Jestem szczesliwie zakochana i nie pozwolilabym
                sobie na stracenie cudownego zwiazku w taki sposob. Nawet nie mysle o innych
                facetach jak o potencjalnych kandydatach na...cokolwiek ;). Moj facet ma wiele
                przyjaciolek dla niego atrakcyjniejszych ode mnie( jak na ironie ja nie jestem
                w jego typie) :) Nie przeszkadza mi to. MOze tajemnica tkwi w tym ze my dla
                siebie jestesmy przyjaciolmi i szukamy pocieszenia u siebie.
                Pozdrawiam
          • jotwu61 Re: przyjaciolki dobre sobie 29.11.06, 23:29
            Nie mozesz miec pewnosci. Taka- o ktorej wspomnialas, przyjazn miedzy kobieta, a
            mezczyzna nie istnieje, poniewaz przeszkadza im/nam seks.
            • biedronka202 Re: przyjaciolki dobre sobie 30.11.06, 11:01
              zupełnie się z Tobą nie zgadzam - od bardzo, bardzo dawna przyjaźnię się z
              pewnym mężczyzną. Nie ma między nami ani cienia erotyzmu. Zdarza nam się
              przytulić, ale uczucie jest takie jakbym przytulała brata. Chodzimy razem na
              piwo, do kina, rozmawiamy właściwie o wszystkim, rewelacyjne też nam się milczy.
              Zaznaczam, że oboje Kogoś mamy, początki były trudne, nasze drugie połowy były
              zazdrosne, ale... udało się ich przekonać, że mogą być spokojni.
              • pawel949 Re: przyjaciolki dobre sobie 30.11.06, 12:11
                to znaczy tylko tyle, że jeszcze miedzy wami do niczego nie doszło. Bedzie mały
                kryzysik i drobne przytulenie skończy się inaczej. Pamietaj że nie Twoje libido
                zmienia się... ;)
                • biedronka202 Re: przyjaciolki dobre sobie 30.11.06, 12:25
                  mój drogi, nasza przyjaźń przetrwała juz dziesiątki kryzysów w obecnych i
                  poprzednich związkach. Niczego one w naszej relacji nie zmieniły. To by było...
                  no.. kazirodztwo niemal :)
                  • mruufcia Re: przyjaciolki dobre sobie 01.12.06, 13:46
                    biedronka202 napisała:

                    > mój drogi, nasza przyjaźń przetrwała juz dziesiątki kryzysów w obecnych i
                    > poprzednich związkach. Niczego one w naszej relacji nie zmieniły. To by było...
                    > no.. kazirodztwo niemal :)

                    ----

                    Albo jest impotentem, albo boi się, że jak zrobi ten ważny krok to straci ciebie
                    na zawsze. Woli już trwać w takiej relacji i być koło ciebie.
                    Wielu jest takich wzdychających do ukochanej, a żenią się z inną kobietą.
                    Gorzej, kiedy zenią się z jej przyajciółką, aby być dzięki temu bliżej ukochanej
                    kobiety.
                    Nie jesteś nim zainteresowana i nie widzisz jego westchnięć do ciebie.
                    Niektórzy odwazą się w takiej sytuacji na ten krok, kiedy sami w końcu ożenią
                    się z musu kobietą, która im przypadkowo napatoczy się. Znam też takie przypadki.

                    Kiedy meżczyzna zbliży się do jakieś kobiety, a szczególnie kiedy niechcąco
                    zwiąże się z nią emocjonalnie, to zawsze normalnie chce z nią seksu.
                    Nie byłby twoim przyjacielem, gdyby nie chciał czegoś ważnego dla siebie. No
                    chyba, że jest impotentem. Albo, homo. Tylko homo może być przyjacielem kobiety.
                    Niektórzy homo też ukrywają się przed wyśmianiem zmuszając się do bycia z kobietom.
                    Kiedy uczciwy mężczyzna spotka w końcu swoją ukochaną kobietę, z którą chce
                    ożenić się to kończy swoje stare przyjaźnie. Nie są one mu do niczego potrzebne.
                    Ale, mało jest takich.
                    • is_he Re: przyjaciolki dobre sobie 01.12.06, 18:31
                      mruufcia, nominuję cię na mędrca świata i analityka wszechczasów. Oczywiście
                      również internetowego jasnowidza. Bo tak doskonale znasz sytuację innych i
                      chyba w ogóle poznałaś kondycję psychiczną i potrzeby wszystkich mężczyzn.
                      Gratuluję, co za przenikliwość... Ah!
                      A tak poważnie:
                      1.odsyłam do moich wcześniejszych postów.
                      2.mam kilku bliskich przyjaciół. nie są homoseksualistami.
                      są osoby, na tym forum, które "dobro swoich narządów płciowych" przedkładają
                      nad wyższe wartości, hehe ;)


                • wikiextra Re: przyjaciolki dobre sobie 30.11.06, 17:55
                  Ze swojego doświadczenia wiem, że przyjaźń, która zrodziła sie między mną i
                  moim znajomym skończyła się w momecie kiedy ten znalazł sobie dziewczyne. Ktos
                  powie, że to nie była przyjaźń. Jednak bardzo mnie to zraziło do kolejnych prób
                  nawiazywania przyjaznych, przyjacielskich stosunków z facetami. Dla mnie cos
                  takiego nie istnieje, przykro mi. Kolega doradzał mi bardzo dużo i nie wiem czy
                  obiektywnie. ??? Czy raczej
              • p.o.box.77 Re: przyjaciolki dobre sobie 30.11.06, 13:45
                biedronko. ja ze swoimi siostrami sie nie przytulałem. czemu?
                • ever83 Re: przyjaciolki dobre sobie 30.11.06, 13:50
                  no właśnie, czemu ten chłopak nie przytulał się z siostrami? pewnie się ciągle
                  bili, zabierali sobie zabawki, przeciągali psa na swoją stronę, w szkole nie
                  mówili sobie "cześć"... Gdzie czułość i miłość międzyludzka? ;) A ja tam
                  przytulałam rodzeństwo.
              • helen7 UWAżAJCIE!!!!!!!!!! 30.11.06, 18:08
                moja przyjaźń z mężczyzną była piękna, przekształciła się w miłość. Wiedziałam,
                że w innym mieście ma przyjaciółkę. Po trzech miesiącach intuicja podpowiedziała
                mi, by zapytać wprost. Byli ze sobą od trzech lat, ona bezgranicznie mu ufała.
                Myślała , że jestem jedynie przyjaciółką. Nie znam jej.
                • monia13t Re: UWAżAJCIE!!!!!!!!!! 07.12.06, 13:11
                  ja właśnie się dowiedziałam o takiej przyjaciółce!!!wystarczył jeden sms i
                  wszystko się zmieniło.On nie wie że ja wiem o tej drugiej.A może je jestem
                  druga!!!kolejny raz zawiodłam się na facecie.
              • miracle83 Re: przyjaciolki dobre sobie 01.12.06, 02:48
                ja tez mam bardzo dobrego przyjaciela-faceta. znam go i przyjaznie sie z nim o
                wiele dluzej niz jestem z moim narzeczonym. nigdy nic miedzy nami nie bylo,
                nigdy. oboje zawsze mielismy jakies tam zwiazki, ale dla siebie od zawsze jak
                rodzenstwo. po prostu dobrze nam sie gada i spedza ze soba czas. tyle. jest
                chyba ostatnim facetem na ziemii (no moze poza Andrzejem L.:))ktoremu
                wskoczylabym do lozka. bleeeee. wyobrazcie sobie seks z wlasnym bratem.
                obrzydliwosc. i tak to dziala
                • j666 Re: przyjaciolki dobre sobie 01.12.06, 15:28
                  Też mam koleżankę, z którą moge pogadać o wszystkim, nie chcę naduzywać
                  słowa 'przyjaciółka', ale traktowała mnie niemal zawsze jak nieco młodszego
                  brata, zresztą to taki nadopiekuńczy typ charakteru i do dziecka i do swojego
                  obecnego męża pewnie też, lubi mnie po przyjacielsku 'ustawiać' i wcale nie
                  zawsze trzyma moją stronę w różnych sytuacjach...
                  Rozmawiamy i spotykamy sie coraz rzadziej, każdy zajęty swoimi sprawami, ale ta
                  znajomość przetrwała juz tyle lat, gdy dzwonię do ich domu i odbiera mąż, to od
                  razu mówi "już daję G..." ;-)
                  Jestem przekonany że przyjaźń, po prostu przyjaźń, jest jak najbardziej mozliwa
                  pomiędzy mężczyzną, a kobieta, i uroda (czy jej brak) niejest tu najważniejszy,
                  bo akurat niezła laska z mojej koleżanki była, a nigdy się nawet nie
                  pocałowalismy ;-))
                  Wczesniej była dziewczyną mojego kolegi, może stąd to 'tabu'...
            • bloomoo Re: przyjaciolki dobre sobie 01.12.06, 12:03
              moj niestety ma..:( jakas sikse mlodsza od niego o 11 lat..ale czego ja sie nie
              naslucham jaka to ona mimo wieku(20 LAT MA DZIEWCZE) inteligentna, jaka
              oczytana, ile to z nia rozmow mozna prowadzic..ech..czasem sie zastanawiam po
              co se mnie brał, skoro mu tak z nia sie dobrze spotykac???
              juz jeden rozwod przezylam, dosc wczesnie, skurczybyk, przyjaciel wszystkich
              kobiet nawet nie umial mnie zdradzic fizycznie tylko robil to
              emocjonalnie..udajac wlasnie przyjaciela wszytskich kobiet bidulek, a zwlascza
              tych z dziecmi krzywdzonych przez mezow..nie chce miec powtorki z
              rozrywki..wiec dmucham na zimno..przyjacioleczki won!nie ma przyjazni miedzy
              kobieta a mezczyzna!!
              • agataku Re: przyjaciolki dobre sobie 02.12.06, 17:26
                przyjacioleczki won!nie ma przyjazni miedzy
                > kobieta a mezczyzna!!

                proszę, jaka przenikliwość i łatwość oceny!
                to, że nigdy nie miałaś przyjaciela - mężczyzny, nie oznacza, że innym się
                takie przyjaźnie nie udają...
                masz bardzo negatywny stosunek do wszytskich relacji damsko- męskich bbez
                podłoża seksualnego... czyżby jakiś zatajony problem?

                ah, a deprecjonując przyjaciółkę męża (np. przez nazywani "siksą"), nie
                polepszysz swojej sytuacji - wygląda to po prostu tak, jakbyś była głupio
                zazdrosna
                • green_land Re: przyjaciolki dobre sobie 03.12.06, 21:14
                  A ja uważam,że facet, który wychwala przed zona swoja koleżankę jest
                  beznadziejny. Chciałabyś, by tak robił Twój mąż? KAzdy inteligentny gość wie,że
                  takiego czegoś się nie robi. Ciekawe, jakbyś się czuła słysząc,że jego
                  koleżanka tak fantastycznie gotuję,że po prostu paluszki lizać?
                  • olga85 Re: przyjaciolki dobre sobie 04.12.06, 11:50
                    Jedyny mądry mężczyzna na tym forum- nigdy przenigdy się nie chwali innych
                    kobiet! nigdy!
                    _______________________oOo________________________
                    W oczekiwaniu na Majeczkę lub Oleczka 15.VII.2006
          • jurek_dzbonie Re: przyjaciolki dobre sobie 29.11.06, 23:35
            I co z tego, ze ona jest 'brzydsza'? Moze daje mezowi to na co zona nie chce
            sie zgodzic - bardziej wyrafinowane techniki seksualne.
            • miracle83 Re: przyjaciolki dobre sobie 01.12.06, 02:51
              jurek_dzbonie napisał:

              > I co z tego, ze ona jest 'brzydsza'? Moze daje mezowi to na co zona nie chce
              > sie zgodzic - bardziej wyrafinowane techniki seksualne.

              Jureczku, nie badz prostakiem. nie sprowadzaj wszystkiego do seksu.
          • myszula25 Re: przyjaciolki dobre sobie 30.11.06, 10:52
            Kiedys taka przyjaciółka była powodem dla którego mój narzeczony rozstał się ze
            mną na trzy miesiące przed naszym ślubem. To mówi samo za siebie...
            • morela1256 Re: przyjaciolki dobre sobie 30.11.06, 10:55
              Niestey nie wierze w przyjazn damsko-mesko.Zawsze ktoras ze stron - w pewnym
              momenci - bedzie chcaial "czegos" wiecej.
              • tyrranus nie szermuj słowem zawsze 30.11.06, 18:15
                bo to niemal automatycznie skazuje Cie na porażkę....

                Co do przyjaźni między facetem i kobietą - jest mozliwa i nawet bliska i zażyła
                przyjaźń może nie stanowić żadnego zagrożenia.
                Niestety to zalezy od obojga przyjaciół i pytanie na forum "czy mogę mu zaufać
                gdy idzie do przyjaciółki" nie ma żadnego sensu.

                Ludzie mówiący, ze taka przyjaźń zawsze kończy się w łóżku albo po prostu nie
                są/nie spotkali odpowiedniego typu ludzi, albo zbyt szybko się zrazili....

                to nie świadczy o nich źle, w żadnym wypadku. Po prostu albo jestes pewna że
                Twój luby i jego przyjaciółka to ten rzadki przypadek, albo masz problem.

                Z drugiej strony - mam przyjaciół facetów i nie pociągaja mnie ani trochę. Nie
                wszystkie kobiety mnie pociągają. Dlaczego tak niemozliwe wam sie wydaje, ze
                mogę mieć przyjaciólkę, która w ogóle nie będzie dla mnie obiektem seksualnym?

                PS. Oczywiście zawsze pozostaje ryzyko. No ale z drugiej strony, wypuszczając
                faceta na piwo, nie zastanawiasz się czy nie jest biseksualista i czy to "piwo"
                nie wymaga kondomów, prawda?
          • moje.pieklo.moja.milosc Re: przyjaciolki dobre sobie 13.12.06, 16:17
            Droga Diabel.Tasmanski, w twoim poscie wyczuwam zal do meza, tylko nie rozumiem
            jego przyczyny. Piszesz o jego przyjaciolce w czasie przeszlym, wiec zakladam,
            ze cos sie jednak zmienilo i z was dwoch to ona jest przeszloscia. Nasuwa sie
            jescze kilka pytan, na przyklad czy kochankami byli w trakcie waszego chodzenia
            ze sobą a moze tez juz po slubie?
            Są trzy glowne mozliwosci ale postaram sie rozwazyc dwie skrajne:
            Pierwsza, zakladajaca, ze poslubil ciebie majac wciaz kochanke.
            Druga, zakladajaca, ze gdy zwiazal sie z toba, to nie byli kochankami, a
            pozostala przyjazn.
            W pierwszym przypadku nie ma nic do dodania, poniewaz wniosek nasuwa sie sam.
            Ten mezczyzna jest uzalezniony od przyjaciolki pod wzgledem seksualnym i
            pozostaje tylko terapia u psychologa, oczywiscie zakladajac, ze chcesz ratowac
            malzenstwo. Porozmawiaj z nim i przekonaj o koniecznosci terapii.
            W drugim przypadku sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. Piszesz o
            pryskajacej bance mydlanej, co swiadczy o zburzonej pewnosci jaka odnajdywalas
            w waszym zwiazku, a ktorej powodem jest nieszczerosc meza. Macie powazny
            problem, ktorego przyczyn moze byc kilka. Niewatpliwie do powstania tego
            problemu przyczynil sie twoj maz poprzez ukrycie tych wszystkich rzeczy o
            przeszlosci wiazacej go z przyjaciolka. Jest winny to nie podlega dyskusji,
            natomiast pytanie jakie mam do ciebie to czy maz dal ci powod, z ktorego
            twierdzisz, ze jest sklonny do pocieszania sie u innej, czy zalozylas to z
            gory, po przeczytaniu postow innych kobiet? Odnosze wrazenie, ze wlasnie
            przezywasz rozterki zwiazane ze strachem przed zdrada meza, bo piszesz, ze
            jescze nie zdradzil, a moze o tym tylko nie wiesz. Chce nadmienic, ze spotykam
            sie z przypadkami gdy byla dziewczyna czy zona mezczyzny jest jego przyjaciolka
            po slubie z inna. Niekoniecznie znajomosci damsko-meskie musza zawsze dazyc do
            lozka. Przyjazn jest bardzo waznym i pieknym elementem zycia.
            Rozwazajac to wszystko zakladam z gory, ze laczy was obopolne uczucie, ktore
            pozwala miec pewnosc, ze nalezy ratowac to co jeszcze nie zniszczone w waszym
            malzenstwie i ze jestescie bezdzietni.
            Zycze rychlej zmiany na lepsze
        • fnoll Re: Takie przyjaciółki zawsze lądują z nami w łóż 29.11.06, 22:21
          mike-great napisał:

          > Takie przyjaciółki zawsze lądują z nami w łóżku...

          tzn. z tobą i... z kim? twoim bratem? ojcem? szwagrem? ;)
          • mike-great Takie przyjaciółki zawsze lądują z nami w łóżku 29.11.06, 23:51
            Takie przyjaciółki zawsze lądują z nami w łóżku - z nami, facetami.

            fnoll napisał:

            > mike-great napisał:
            >
            > > Takie przyjaciółki zawsze lądują z nami w łóżku...
            >
            > tzn. z tobą i... z kim? twoim bratem? ojcem? szwagrem? ;)
            >
        • wm35 Re: Takie przyjaciółki zawsze lądują z nami w łóż 30.11.06, 04:29
        • roger45 Chrzescijanski model malzenstwa to lipa 30.11.06, 04:35
          Mecza sie pary przez cale zycie, bo praktycznie nie ma rozwodow koscielnych. I
          tak ,zamiast zmienic partnera, zdradzaja sie. I to uwazam za jeden z
          najwiekszych grzechow kosciola, ze uniemozliwia rozejscie sie, dziwnie
          twierdzac, ze Bog laczy ludzi. Bog łaczy miloscia moze 10% malzenstw, reszta to
          nieudany kontrakt, podpisany w wieku 20 lat.

          Muzulmanie bronia sie przed usa i europa, aby zachowac swoj model- nie wiem czy
          wiele lepszy.
          • gruby_dolar Re: Chrzescijanski model malzenstwa to lipa 30.11.06, 08:14
            chciałem napisać że Bóg nie karze Ci brać ślubu ale...przypomniałem sobie że jest to któryś tam sakrament...więc tak zgadzam się prawie w zupełności jest jedno małe "ale"...ale po co brać ślub?? żyj z nią/nim przez 10 lat i jak będziesz naprawdę ale tak naprawdę chciał ślubu to sobie go weź
            • roger45 Re: Chrzescijanski model malzenstwa to lipa 30.11.06, 11:21
              Z tego forum wynika, ze wiekszosc Pań całą wartosc malzenstwa poklada w
              wiernosci seksualnej i kazdy skok w bok to zdrada. A moim zdaniem zdradą nie
              jest skok w bok, zdradą jest sytuacja w ktorej facet nie utrzymuje rodziny, nie
              interesuja go dzieci, nie organizuje czasu i wakacji,a swoje sily i srodki
              przeznacza na inna kobiete.
              Zycie nie jest czarne lub biale. Zonka ktora sie zmienila w potwora wazacego
              80kg, tez nie jest bez winy
              • dex_48 Re: Chrzescijanski model malzenstwa to lipa 30.11.06, 11:32
                roger45 napisał:

                > Z tego forum wynika, ze wiekszosc Pań całą wartosc malzenstwa poklada w
                > wiernosci seksualnej i kazdy skok w bok to zdrada. A moim zdaniem zdradą nie
                > jest skok w bok, zdradą jest sytuacja w ktorej facet nie utrzymuje rodziny,
                nie
                > interesuja go dzieci, nie organizuje czasu i wakacji,a swoje sily i srodki
                > przeznacza na inna kobiete.
                > Zycie nie jest czarne lub biale. Zonka ktora sie zmienila w potwora wazacego
                > 80kg, tez nie jest bez winy

                Naprawdę nie jest beż winy...cóż , może i masz rację....
                Jedno pytanie: myślisz,że żona zrobiła to z premedytacją , że przybrał na
                wadze?? A Ty stary , nie urósł Ci mięśień piwny, czy codzinnie dbasz o swoja
                higienę , czy może wreszcie dajesz czas wolny żoniena :
                1/ wyjście na siłownię,
                2/ do kosmetyczki,
                3/ do fryzjera,
              • alienor Re: Chrzescijanski model malzenstwa to lipa 30.11.06, 11:39
                Jesli żeniąc się z kims zakładasz, że ta osoba nigdy się nie zmieni, to lepiej
                w ogóle się nie żeń, bo to iluzja. Nawet jeśli uda jej się zachować figurę
                młodej kobiety przez całe życie (co jest mozliwe, tylko czy warto tak sie
                wysilać?), to na 100% się zestarzeje, pomarszczy itp. Traktujesz zone
                instrumentalnie - ma spełniać twoje oczekiwania, a jak nie, no to cóż, to jej
                wina, ze szukasz wrażeń gdzie indziej. To brak dojrzałości i gotowości do
                tworzenia związku imo.
                • katarzyna2001 Re: Chrzescijanski model malzenstwa to lipa 30.11.06, 15:54
                  To straszne, że niektórzy mężczyźni taraktuja swe żony instrumentalnie. Kochają
                  je wtedy , gdy są piękne , młode, gdy mogą się z nimi pokazać przed kumplami,
                  zaszpanować. A gdy kobieta fizjologicznie sie zmienia, starzeje się, czasem
                  tyje bo urodzi takiemu draniowi dzieci, to on szuka sobie nowych wrażeń, w
                  ramionach młodszej , ładniejszej, seksowniejsszej. Tacy faceci to śmiecie, mam
                  nadzieje, że są męższyźni zdolni do kochania swych żon przez całe wspólne życie.
                  • sierzant_nowak Re: Chrzescijanski model malzenstwa to lipa 30.11.06, 16:45
                    > ramionach młodszej , ładniejszej, seksowniejsszej. Tacy faceci to śmiecie, mam
                    > nadzieje, że są męższyźni zdolni do kochania swych żon przez całe wspólne życie

                    a przeszlo ci moze przez mysl, ze swiat nie jest taki prosty? Ze facet ma swoje pragnienia, instynkty? Ze tak go natura skonstruowala ze chce duzo dobrego seksu z fajna kobitka? Rozbraja mnie takie podejscie niektorych kobiet... NIE CHDZI o to, ze zdrady sa usprawiedliwiowne - chodzi o to, ze to NIE JEST TAKIE PROSTE.
                    • illiterate Re: Chrzescijanski model malzenstwa to lipa 02.12.06, 15:50
                      Mi to nawet nie tyle przyszlo na mysl, ile to widzialam. Tzn kobiete, ktora
                      rzucila meza bo wylysial, zdziadzial i w ogole zrobil sie niewyjsciowy. No i
                      libido juz mial nie to. Oby i Ciebie to nie spotkalo :)
                  • jacekplacek66 Re: Chrzescijanski model malzenstwa to lipa 04.12.06, 20:26
                    Całe wspólne życie - to jednak bardzo długo, a żony zmieniają się nie tylko
                    fizycznie ale też emocjonalnie, psychicznie, umysłowo (tak jak moja) mimo dawnej
                    miłości nie potrafiłem być z nią już dłużej- odszedłem. Poznałem nowa kobietę -
                    kocham ją. A to że przy okazji jest młodsza i ładniejsza... no cóz przecież to
                    nic złego :)
              • turtusia usprawiedliwienie zdrad .... 30.11.06, 17:51
                Zycze wam zbyscie w swoim zyciu spotkali kobiete ktora was w sobie rozkocha do
                tego stopnia ze zatracicie sie konkretnie i gdy juz bedziecie czuc ze to jest
                szczyt waszych meskich aspiracji zeby wtedy ona was zaczela zdradzac ... ale
                tylko oczywiscie na polu seksualnycm .. tak poza tym moze wam fundowac wakacje i
                zajmowac sie dziecmi ale z wami zero kontaktu i zero zainteresowania przez co
                takze bedzie wygasac wasz kontakt emocjonalny a wy bedziecie sami na polu
                wielkiego rozczarowania i za wszelka cene bedziecie ja chceili odzyskac bo
                milosc to chyba jednak cos wiecej niz chwile pod pierzyna??.. no przeciez to sie
                czasem zdarza i to kazdej ze stron, wiec wy takze mozecie byc ta gruba zonka:P
          • biserka79 Re: Chrzescijanski model malzenstwa to lipa 30.11.06, 14:00
            W jakim świecie ty żyjesz?? "kontrakt podpisany w wieku 20 LAT"??? Przecież
            teraz jest taka moda na długie bycie singlem! Jeszcze z mojego rocznika (1979)
            trochę znajomych chajtało się mając ok. 22-24 lata, ale reszta będąc już bliżej
            30-tki (o ile...), w tym ja - biorę ślub za rok, będę mieć niecałe 28. I takich
            osób jest teraz w większości.

            Zresztą, co to za podejście, że "zamiast zmienic partnera, zdradzaja sie" ???
            Czy wiesz o czymś takim jak prawdziwa miłość? A więc nie taka, że byle pierd i
            lądujesz w łóżku z innym gościem!!
        • radek.p.j Re: Takie przyjaciółki zawsze lądują z nami w łóż 30.11.06, 13:46
          A może więcej chodzi o kulturę rozstania i przyjaźń niż o podejżliwość i osąd o
          zdradzie... Pomyślcie kobiety, jak wy czujecie się w takich sprawach...
        • 156jtd Re: Takie przyjaciółki zawsze lądują z nami w łóż 01.12.06, 19:43
          Tak sądzisz? Hm... Pewnie w dużej części przypadków tak jest, ale... Nie we
          wszystkich. Może jeszcze jestem młody i głupi :) Mam dziewczynę i mam
          przyjaciółkę, spotykam się z nią, rozmawiamy o wielu rzeczach, chodzimy na
          obiad, na kawę , na imprezy, ale nigdy nic więcej - nie ma takiej opcji - to
          jest inny układ. Więc nie generalizuj...
      • mirexx Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 11:44
        Przewrotny temat. A nasz żony nie mają kolegów? Mają i nic z tego nie wynika.
        Małżeństwo opiera się na zaufaniu, uczciwości. Jeśli ktoś temu nie podoła to skok w bok gotowy. Dzięki odmiennej płci możemy , jeśli tylko chcemy, zobaczyć coś nawego, co się może przydać choćby i w zawodzie. Nie upraszczałbym sprawy tyko do łóżka. Tak krótko żyjemy i tylko patrzeć przez pryzmat sexu to trochę mało dla istoty co się chce nazywać homo sapiens.
    • kopolimer Re: przyjaciółki naszych mężów 24.11.06, 19:06
      Potrzebujemy, jak oddychania. O kochankach się żonie nie mówi lub marginalizuje
      temat bo to zawsze gdzieś boli i trapi. Mnie żona wypytywała na początku jak
      mogłem i były ciche dni, powoli przyzwyczaiła się, że nie jest to tylko ta
      jedyna bezpośrednio konkurująca o mężczyznę, że są inne, z tamtą już koniec.
      Mądra kobieta to zrozumie, z czasem nawet zaakceptuje. Warto oczywiście o żonę
      cały czas dbać. Najlepiej przed ślubem porozmawiać na tematy wierności. Ja się
      nie zdecydowałem na ślub kościelny, mimo że chodziłem na mądre nauki do
      Dominikanów. Wiele moich przyjaciółek ma mężów, wiele na nich narzeka i żali
      się, że "mój to przytył" lub "siedzi bez przerwy przed komputerem", "ciągle
      choruje i marudzi" itp.. Z byłymi możliwa jest przyjaźń, ale tu już facet musi
      pilnować by nie wystąpiło zjawisko powrotu do romansu. Była kobieta, a obecna
      przyjaciółka po latach prawie na pewno będzie starała sobie przypomnieć „jak to
      kiedyś było i dlaczego by nie powtórzyć”
      • mlodkowska Re: przyjaciółki naszych mężów 29.11.06, 23:55
        A JA POWIEM TAK.Regularnie zwierza mi sie mąż mojej przyjaciółki, nawe nie wiem kiedy stało sie to,ze on zaczał mi sie tak zwierzac.Wiem wiecej o nim niz ona.Sa małzenstwem 2 miesiace, a znamy sie z nia 6 lat , z nim 4.Widzę, że miałby ochote, ale nie moze.Taka przyjazn jest mozliwa jak kobieta wyznacza jasne granoice.Ostatnio na integracji poznałam blizej kolege z pracy.Piszemy soboie niezobowiazujace maile, zaprzyjazniamy sie niby powoli..........tylko, że ja wiem, jak ta przyjazn sie skonczy, jezeli ja bede chciała, i dam mu znac.
        Teksty z kategorii...Jak dobrze cie widziec Wiktoria.To chyba nie z takimi do przyjaciółki.Ale nie ma co , on to bedzie nazywał przyjaznia.Ja sama nie mam meza , ale jeżeli zdecyduje się, bede pilnowac tych przyjaciółek.A i jeszcze jeden, moj przyjaciel, od dziecinstwa, znamy sie 25 lat, on twierdzi, ze traktuje mnie jak siostre, tylko ciekawe dlaczeo w ramach tej nasze przyjazni, probował startowac do mnie jak mogł, dopóki go nie przyciełam, no tak ja jestem tylko przyjaciółką.Pozdrawiam.....i uwazajcie na te przyjaciółki, nie ma to jak seks ,.,w ramach przyjazni oczywiscie.
        • zosia_samosia11 Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 00:54
          zgadzam się:-) ale mamsz tych koolegów, przyjaciól startujących... nono
        • nelli5 Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 10:40
          Az nie wierze, ze wszyscy maja przyjaciolek, kobiety - przyjaciol. Czy sa
          jeszcze tacy jak my?? Moj ukochany (przystojny, dobry, oddany mezczyzna z
          zasadami) nigdy nie mial kolezanek, nie uznaje tego pojecia, od poczatku naszej
          znajomosci. Ja rowniez nie mam zadnych kolegow, co najwyzej w pracy, gdzie
          wszyscy sie znaja. Nie potrzebujenmy "takich" osob, poniewaz jestesmy dla
          siebie najlepszymi przyjaciolmi, kochankami. Zawsze i wszedzie razem. Mamy
          identyczne charaktery. Nikt nam oprocz siebie nie jest potrzebny. Nie rozumiemy
          was wszystkich... Zycze takiego zwiazku i szczescia w milosci wszystkim.
      • zosia_samosia11 Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 00:52
        taaa, ciekawe co bys pisał jakby Twoja żona miała "przyjaciela", wysportowanego,
        przystojnego młodzieńca z którym miałaby taaak dużo do pogadania:-)no i
        oczywiście porozmawiałaby na temat wierności przed ślubem, jakie to uczciwe!
      • fikus28 Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 11:03
        Ciekawi mnie tylko jedna rzecz. Co by było gdyby Twoja żona oznajmiła Ci w
        ramach obopólnej szczerości że ona też ma przyjaciela z którym sypia, a potem
        następnego i następnego i następnego. Czy przyzwyczaisz się do myśli że nie
        jest to tylko ten jeden jedyny i że może być lepszy od Ciebie? A gdzie pewność
        że Twoja żona nie wręczy Ci któregoś dnia papierów rozwodowych i nie odejdzie w
        siną dal z jednym ze swoich przyjaciół? Zastanów się dlaczego masz taką
        straszną pewność że Twoja żona nie robi za Twoimi plecami tego samego co Ty?
        Dlaczego uważasz że po 1. ona nie jest do tego zdolna i 2. nie znajdzie się
        nikt lepszy na twoje miejsce. Mogę Ci z całą odpowiedzialnością powiedzieć że
        jest do tego zdolna i znjadzie się, to tylko kwestia czasu. Pozdrawiam.
        • kopolimer Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 16:06
          Ma na pewno, przyjaciela - naukowca, sama jest zresztą naukowcem, bardzo
          przyzwoitym człowiekiem. Trochę zabawny starszy ode mnie mężczyzna, jak z
          kosmosu, nie z tego świata... Nawet bym chciał, żeby coś z nim miała więcej niż
          przyjaźń. Nie dopytuję. Sam jestem kobieciarzem od lat, jej też się należy coś
          więcej od życia, choć osobiście nie sądzę, żeby seks był dla niej specjalnie
          istotny. Dla mnie jest podstawą, nawet nie sam seks, ale cała otoczka,
          narodziny romansu. Nie potrafię inaczej. Jeszcze jedno: dzieci z nią nie mam,
          nikogo nie krzywdzę.
        • tilobb Re: przyjaciółki naszych mężów 01.12.06, 14:10
          Większość facetów uważa że tylko oni mogą mieć przyjaciółki i to jest
          usprawiedliwione bo żona jest zmęczona, boli ją głowa albo przytyła. Im wolno
          ale jakie jest zdziwienie gdy żona ma przyjaciela, nawet jeżeli to tylko kumpel
          z którym może pogadać, iść do kina, na spacer. Tu nie ma równości ale czasami
          jest wielkie zdziwienie.
    • braun_f Re: przyjaciółki naszych mężów 24.11.06, 19:10
      ba,
      takie przyjaciolki, to w przyszlosci ostatnia deska ratunku,
      warto miec co pod reka
    • poprioniony Re: przyjaciółki naszych mężów 24.11.06, 19:24
      > Czy Wasi mężowie mają przyjaciółki

      Nie.
      • narodne_divadlo Re: przyjaciółki naszych mężów 25.11.06, 07:16
        uhm, tak sobie mów
        • bron Re: przyjaciółki naszych mężów 29.11.06, 18:38
          Kiedy ja sie zgadzam. Ja wychodzę z założenia, że mężczyźni nie mają
          przyjaciółek. Więc mężowie tym bardziej.

          A w szczególności kobiety nie miewają przyjaciół-mężczyzn. No chyba, że wiecie
          odmiennie spolaryzowanych. :P
          • jasiecki Re: przyjaciółki naszych mężów 29.11.06, 23:59
            bron napisał:

            > ...wychodzę z założenia, że mężczyźni nie mają
            > przyjaciółek. Więc mężowie tym bardziej.


            No cóż. Założenie błędne to i teza do kitu. Nie można generalizować i wrzucać
            wszystkich do jednego worka. Ja przyjaźnię z byłą koleżanką z pracy.
            Zaprzyjaźniliśmy się gdy pracowała przez rok w mojej firmie, a po jej odejściu
            z pracy 1,5 roku temu przyjaźnimy się "mailowo", czasem telefonicznie (raczej
            rzadko). Piszemy o swoich sprawach, sukcesach, kłopotach, o swoich rodzinach,
            wspieramy się nawzajem w trudnych chwilach. Ona jest dla mnie jak siostra.
            No... prawie ;-) Żaden romans i wspólne łóżko nie wchodzą w grę. Jest po prostu
            świetną kumpelą, prawdziwą przyjaciółką w dobrym tego słowa znaczeniu!!!! Facet.
        • portfonetka Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 09:37
          może to nie to samo, ale ja jestem przyjaciółką swojego chłopaka, a on moim
          przyjacielem, więc nie musimy sobie szukać innych osób do zwierzeń inna sprawa,
          że on jest raczej skryty, i opowiadanie "przyjaciółkom" o problemach w związku
          (któż ich nie ma) byłoby nie w jego stylu a ja mam mnóstwo koleżanek
      • clockwork.orange Re: przyjaciółki naszych mężów 25.11.06, 16:13
        no własnie niby skąd ta pewnosc, ze twoj mąż nie ma przyjaciolki?
        uważaj, bo jeszcze sie mozesz zdziwić.
    • burkinafaso2 Re: przyjaciółki naszych mężów 25.11.06, 09:12
      Ja się przyjaźnie z dwoma facetami i zapewniam Cię, że nie ma w tym nic więcej
      poza przyjaźnią. Co prawda nie są jeszcze żonaci, ale mają dziewczyny. Kiedy
      poznałyśmy się z dziewczyną jednego z nich okazało się, że też sobie bardzo
      przypadłyśmy do gustu i teraz to nawet więcej czasu spędzam z nią niż z nim, bo
      świetnie się dogadujemy i ona jest wspaniałą osobą. Sądze też, że mi ufa, bo
      często się mi zwierza i opowiada o swoich problemach. Właśnie o to chodzi żeby
      mieć zaufanie do mężczyzny. Jeśli te przyjaciółki sa pożądnymi osobami to nic z
      ich strony związkowi nie grozi. Raczej takie przypadkowe znajomości są chyba
      groźniejsze jeżeli już mowa o zdradzie czy zazdrości.
      • bron Re: przyjaciółki naszych mężów 29.11.06, 18:40
        Nie wierzę. Albo oni mają kosmate myśli. Albo co bardziej prawdopodobne w tym
        wypadku zważywszy na spokój ich partnerek to ty na nich lecisz, a one są pewne
        swego :P
      • 64k Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 09:59
        Jestes statystycznym bledem - nie ma przyjazni miedzy kobieta i mezczyzna. Taki
        stan moze trwac krotki czas, zeby "poznac sie" a pozniej jest decyzja: brac czy
        nie brac bo wszystko w relacjach damsko-meskich prowadzi do seksu :P
        • funia81 Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 10:35
          > wszystko w relacjach damsko-meskich prowadzi do seksu
          Bzdura.
    • paulla121 Re: przyjaciółki naszych mężów 25.11.06, 10:17
      Z tymi przyjaciolkami to roznie bywa...Moj chlopak(jestesmy ponad 7 miesiecy
      razem) ma wiele kolezanke(przyjaciolek?), wszystkie je znam, czesc jest w
      porzadku, czesc nie...Ogolnie- to nie jest to dla mnie jakas komfortowa
      sytuacja,ale co moge zrobic? Przeciez nie moge facetow zabronic spotykac sie z
      kolezankami...Ogonlie dziwne,-)
      pozdr,paula
      • zdzichu-nr1 Re: przyjaciółki naszych mężów 25.11.06, 12:47
        paulla121 napisała:

        > Przeciez nie moge facetow zabronic spotykac sie z
        > kolezankami...

        Wiele kobiet uważa że może i robi najróżniejsze cyrki, aby zrazić te koleżanki -
        z groźbami włącznie.



        • paulla121 Re: przyjaciółki naszych mężów 25.11.06, 15:12
          No nie wiem...moze to oznacza, ze tak bardzo mi na nim nie zalezy skoro nie
          robie cyrkow..., no ale ogolnie z moich obserwacji wynika, ze "kolezanki"
          meza/chlopaka moza duzo zaszkodzic...
          • bron Re: przyjaciółki naszych mężów 29.11.06, 18:42
            paulla121 napisała:

            > No nie wiem...moze to oznacza, ze tak bardzo mi na nim nie zalezy skoro nie
            > robie cyrkow...,

            No to wpaadł chłopak...
      • freckly Re: przyjaciółki naszych mężów 29.11.06, 18:50
        paulla121 napisała:

        > Z tymi przyjaciolkami to roznie bywa...Moj chlopak(jestesmy ponad 7 miesiecy
        > razem) ma wiele kolezanke(przyjaciolek?), wszystkie je znam, czesc jest w
        > porzadku, czesc nie...Ogolnie- to nie jest to dla mnie jakas komfortowa
        > sytuacja,ale co moge zrobic? Przeciez nie moge facetow zabronic spotykac sie z
        > kolezankami...Ogonlie dziwne,-)
        > pozdr,paula

        E, dla mnie to rzecz zdecydowanie do przełknięcia. Mój facet ma
        koleżanki/przyjaciólki/eksdziewczyny/itp, ale ja również mam
        kolegów/przyjaciół/ekschłopaków/itp., z którymi lubię się od czasu do czasu
        spotkać i pogadać. Pewnie, ze zawsze jest odrobina zazdrości (z obu zresztą
        stron) no ale nie można się przecież odciąć od świata! Trzeba trochę panować nad
        tym paskudnym uczuciem zazdrości i nie zamykać drugiej osoby (ani siebie) w
        złotej klatce. Tak naprawdę, jeśli ma dojść do zdrady to i tak dojdzie, bez
        względu na nakazy i zakazy. Uważam, że ze swojej strony należy zrobić wszystko,
        żeby być zawsze tą jedną jedyną/tym jednym jedynym dla drugiej osoby, no ale na
        pewno nie osiągnie się tego poprzez "szlabany". Jeśli zaś takie "zezwolenia" na
        pozazwiązkowe spotkania sprawią, że ta znajomość przeradza się w romans, no to
        cóż, znaczy że ktoś tu nie dojrzał zupełnie i chyba nie warto tego ciągnąć...
        • aneppq1 Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 09:17
          zdecydowanie sie zgadzam. to wszystko jest kwestia dojrzalosci. Jedni
          dojrzewaja wczesniej inny nigdy i dotyczy to obu plci.
          Ogolnie rzecz biorac to nie jestesmy wierni - pokazal to raport Kinsleya.
          Jedynym sensownym sposobem jest taki zeby spowodowac ze druga osoba w zwiazku
          nie bedzie chciala przerabiac swoich przyjaciolek/przyjaciol na kochankow.
          pzdr
          m
          • scibor3 Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 18:42
            Raport Kinsleya jest do niczego. Kinsley swoje badania robił w środowisku
            akademickim a później swoje wyniki beztrosko ekstrapolował na całe społeczeństwo.
        • biserka79 Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 14:10
          W końcu jakaś sensowna wypowiedź... Tylko powiedz mi jak walczć z tym potwornym
          uczuciem zazdrości, które się pojawai mimowolnie, nawet jeśli mu ufam!
        • hanka93 Re: przyjaciółki naszych mężów 04.12.06, 07:11
          Poślubie będzie jeszcze bardziej dziwne
    • bogo2 Re: przyjaciółki naszych mężów to... 25.11.06, 15:30
      niedoszlo-przyszle zony... po rowodzie oczywiscie..;)


      narodne_divadlo napisała:

      > Czy Wasi mężowie mają przyjaciółki, z którymi sie spotykają albo tylko
      > koresponduja?
    • bateria_sloneczna Re: przyjaciółki naszych mężów 25.11.06, 16:09
      no to chwileczkę - jak znajomości ludzi mają wyglądać - jest jakiś przepis czy
      co? tylko pary i maja się przyjaźnić tylko z parami, żeby było "bezpiecznie"

      ludzie bez przesady, trzeba mieć jakichś znajomych oprócz partnera, żeby nie
      zwariować w "złotej klatce"

      a zazdrośnicy lepiej niech się nad sobą zastanowią
      • malwinka1001 Re: przyjaciółki naszych mężów 25.11.06, 18:40
        Przeważnie jest tak że przyjaciółki ciągle liczą na to
        że w końcu zajmą miejsce żon.
        Żyją jak w poczekalni do dentysty.
        • malwinka1001 Re: przyjaciółki naszych mężów 25.11.06, 18:43
          Podsłuchują, podglądąją czy już,
          czy ich kolejka nadeszła
          i co słychać w gabinecie
          czy śpiew czy wrzask pacjenta.
          • szara1982 Re: przyjaciółki naszych mężów 29.11.06, 18:30
            niestety masz racje:(mój facet ma taką koleżanke która bardzo chciałaby zajac
            moje miejsce.
            • bron Re: przyjaciółki naszych mężów 29.11.06, 18:46
              Zatm nie pozwól mu wychodzić do poczekalni :)
              • pitolek77 Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 16:04
                Moze dzieki przyjaciolkom, ktore chca zajac miejsce zony, te zony docenia co
                maja.
        • paulla121 Re: przyjaciółki naszych mężów 25.11.06, 21:44
          Dokladnie tak jest!
        • bron Re: przyjaciółki naszych mężów 29.11.06, 18:45
          Czasem bywa tam przyjemniej niz w samym gabinecie. Kazdy dentysta to powie: Ile
          mozna broać jedną pacjętkę?...
          • bron Re: przyjaciółki naszych mężów 29.11.06, 18:46
            *borować
          • znak Jakie to porywające ! 29.11.06, 23:25
            broać pacjętkę :))))))))))))
        • tojatojatoja Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 13:55
          > Przeważnie jest tak że przyjaciółki ciągle liczą na to
          > że w końcu zajmą miejsce żon.
          > Żyją jak w poczekalni do dentysty.

          Chyba żartujesz... Ja na przykład przyjaźnię się z kolegami z liceum, jednym
          kolegą ze studiów i w życiu by mi nie przyszło do głowy widzieć się w roli ich
          patnerki lub żony. Teraz co prawda jestem w szczęśliwym związku, ale nawet, jak
          byłam sama, to nie przyszłoby mi to do głowy. Seks z nimi też. Uważam, że każdy
          człowiek ma prawo do przyjaźni z osobami tej samej i przeciwnej płci. A jeśli
          się swojemu parterowi chce tego zabronić, to należy się zastanowić, jak byśmy
          się czuły, gdyby nasz facet zabronił nam się spotkać z ulubionym kumplem. Bez
          przesady! Nie można zamknąć drugiego człowieka w klatce. Możemy tylko starać
          się, by drugiej osobie było z nami dobrze. Jeśli w związku jest miłość,
          sympatia, szacunek, szczerość, wiara w drugiego człowieka (nie ślepa
          oczywiście, ale oparta na doświadczeniach), to myślę, że przyjaciele, nawet
          przeciwnej płci, nie mogą stanowić zagrożenia dla związku.

          Każdy człowiek potrzebuje przyjaźni. Często są one nawet bardziej trwałe od
          związków... Uważam, że należy o nie dbać! Najgorsze, co człowiek może zrobić,
          to dla partnera zrezygnować z innych ważnych relacji, które sa dla nas źródłem
          wsparcia. Jeśli ktoś tego od nas wymaga, to nie polecam bycia z związku z taką
          osobą. Teraz odetnie nas od przyjaciół odmiennej płci, potem od przyjaciół tej
          samej płci, potem od rodziny... Znam tysiące takich historii. Tak zaczyna się
          przemoc w związkach. A potem, gdy nasz patrner "zagnębi" nas do cna, bo chce
          być TYM JEDYNYM I NAJWAŻNIEJSZYM, nie mamy się nawet do kogo pożalić, bo
          wszyscy przyjaciele są już hen, hen... To takie moje wolne refleksje na
          temat....
          • is_he Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 13:59
            tojatojatoja, zgadzam się!!!
          • pitolek77 Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 16:09
            zapytaj po kilku piwkach swoich kumpli i/lub przyjacieli, czy gdyby byli sami
            (tak dla zmylenia), a ty bys chciala poszalec, albo zobaczyc czy wam sie uda to
            by weszli w to czy nie?
            • tojatojatoja Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 17:36
              pitolek77 napisał:

              > zapytaj po kilku piwkach swoich kumpli i/lub przyjaciół, czy gdyby byli sami
              > (tak dla zmylenia), a ty bys chciala poszalec, albo zobaczyc czy wam sie uda
              > to by weszli w to czy nie?

              Nie będę o to pytać, bo ja nie jestem tym zainteresowana, a po drugie
              przypuszczam, że przyjnajmniej część byłaby małym "co nieco" ze mną
              zainteresowana. Jak to faceci ;-). Poza tym po alkoholu ludzie gadają różne
              głupoty ;-) A na dokładkę kumplujemy się już tyle lat, że gdyby coś miało między
              nami być, to już by się wydarzyło. Uwielbiam ich jako kumpli: do wypicia piwa,
              pogadania o komputerach, muzyce, dawnych czasach :-), ale jako faceci do łóżka
              lub do związku mnie nie interesują. Za dobrze znam ich wady... ;-)
      • bron Re: przyjaciółki naszych mężów 29.11.06, 18:43
        Popieram.

        Smycz musi mieć swoją długość.
      • krizz-is Re: przyjaciółki naszych mężów 29.11.06, 18:57
        popieram,
        jak sie nie ma do siebie zaufania to sie lepiej od razu rozejsc. poza tym
        wszyscy maja jakiegos seksistowskiego fijola.
        a w ogole to jest jedna zasada, jezeli facet nie ma oporow zeby cie poznac ze
        swoja byla/przyjaciolka/kolezanka to wszystko jest czyste. jesli unika tego, jak
        moze - masz powod zeby sie zastanawiac. a kiedy juz poznasz delikwentke - punkt
        dla ciebie, wiesz kto zacz i mniej wiecej czego sie po niej spodziewac. a
        czasem, jak juz to ktos tu opisal, moze dojsc do tego, ze bedziecie sie czesciej
        spotykac nizu on z nia. o co ma byc zazdrosny? paranoja!!
        • pitolek77 Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 16:14
          moje drogie Panie, moze nie wiecie, albo nie chcecie wiedziec, ze wsrod was sa
          tak wyrachowane egzemplarze, ktore bzykaja faceta po katach, a z jego kobieta
          pija kawke i udaja wielka przyjazn
      • beksiulek Re: przyjaciółki naszych mężów 01.12.06, 18:34
        Jak się nad sobą zastanowiłam, to już było po herbacie... Jedna z wielu
        koleżanek/przyjaciółek, powiła memu mężowi dzieciątko:)
    • bond700 Re: przyjaciółki naszych mężów 25.11.06, 18:28
      Przyjaźń to b.wielkie słowo. Ja akurat potrzebuję znajomych i koleżanek. W
      przyjaźń damsko-męską jakoś niespecjalnie wierzę - więc byłbym nieco
      podejrzliwy ;) Choć są wyjątki - jeśli on przyjaźni się z lesbijką - wtedy
      możesz być spokojna ;)
      • ma_rilla Re: przyjaciółki naszych mężów 29.11.06, 22:19
        Chyba, że to jest dziewczyna, w której kiedyś kochał się twój facet. Teraz jest
        jego "najlepszą przyjaciółką" i jedyną kobietą, z którą on zgadza się pod każdym
        względem (?hmm...). On zwierza się jej z każdego szczegółu waszego bycia razem.
        Ona ma zawsze wiele na ten temat do powiedzenia i mnóstwo rad, które dla niego
        są najwspanialsze. Po spotkaniu z nią mówi, że przez wiekszość czasu zachowujesz
        się nieodpowiednio,a poza tym w ogóle go nie rozumiesz, bo ona tak powiedziała
        (nie widząc cię na oczy).
        • pstosia Re: przyjaciółki naszych mężów 29.11.06, 22:59
          hmm moj chlopak ma taka "przyjaciolke" - byla milosc. na szczescie jak sie
          zeszlismy to on juz mieszkal 600 km od niej, a teraz ona wyemigrowala na wyspy.
          na szczescie
          pozdrawiam
          • pitolek77 Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 16:16
            ale od czasu do czasu przyleci chyba, do rodziny :-)
          • ma_rilla Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 17:36
            Hehe.. Ona też wyjechała daleko. Nie jesteśmy razem od pół roku i własnie
            niedawno się dowiedziałam, że on jedzie do tego samego kraju. "Wcale nie do niej" ;)
            • pstosia Re: przyjaciółki naszych mężów 05.12.06, 21:09
              hmm mam nadzieje, ze u mnie to sie nie sprawdzi:) bo jest dobrze:)
        • j_jedlinska Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 17:26
          oj, wiem cos o tym....jak sobie z tym poradzić?
          • ma_rilla Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 17:57
            Ja, gdybym miała taką możliwość (tak się złożyło, że jej nie miałam), chciałabym
            poznać tę przyjaciółkę. Może gdybyśmy się poznały, zobaczyłaby we mnie
            "człowieka" a nie coś zupełnie nieodpowiedniego dla niego.
            Do tej pory mam takie wrażenie, że rozstaliśmy się również przez jego rozmowy z
            nią. Sam powiedział, że po ostatniej z nią rozmowie przekonał się, że ona myśli
            tak samo, jak on, czyli on ma rację. Może gdyby nie przekonała go, że on ma w
            100% racje a moje poglądy są "z kosmosu", moglibyśmy się jakoś dogadać.
            Z drugiej strony... skoro dał sie przekonać i to było dla niego ważniejsze, to
            znaczy, że zwyczajnie to nie była Miłość :] I to czy przyjaciółka by istaniała,
            była taka czy inna, nie miałoby znaczenia.

            Zreszta... znam tez takie sytuacje z drugiej strony. Też jestem przyjaciółką i
            przechodziłam różne etapy, mniej i bardziej wredne. Niektórych żałuję. Uczę się
            na błędach. Teraz wiem, że przyjaciółka MOŻE być tylko przyjaciółką. To możliwe.
    • azazela Re: przyjaciółki naszych mężów 26.11.06, 11:35
      ale jakie przyjaciloki, moje men nie potrzebuje do zycia nikogo oprocz mnie,
      wypuszczasm go tylko do pracy (w koncu jest prawdziwym mezczyzna i nas
      utrzymuje) ale i tak bombarduje smsami i telefonami zeby wszystkie wredne
      fladry wiedzialy ze on moj, a po pracy pedzi szubciutko do domku i jestesmy
      tylko we dwoje, zeby nie bylo ja tez nie mam zadnych przyjaciol, obcy ludzie
      nam nie porzebni:D
      • bogo2 Re: przyjaciółki naszych mężów 26.11.06, 12:49
        juz wystapil o rozwod....?

        azazela napisała:

        > ale jakie przyjaciloki, moje men nie potrzebuje do zycia nikogo oprocz mnie,
        > wypuszczasm go tylko do pracy (w koncu jest prawdziwym mezczyzna i nas
        > utrzymuje) ale i tak bombarduje smsami i telefonami zeby wszystkie wredne
        > fladry wiedzialy ze on moj, a po pracy pedzi szubciutko do domku i jestesmy
        > tylko we dwoje, zeby nie bylo ja tez nie mam zadnych przyjaciol, obcy ludzie
        > nam nie porzebni:D
      • avital84 Re: przyjaciółki naszych mężów 26.11.06, 13:14
        Wbrew temu co sądzisz to na pewno nie jest zdrowy układ. Nie można kogoś
        kontrolować i ograniczać. W prawdziwym związku powinno byc zaufanie i chociaż
        odrobina prywatności i chwili dla samego siebie. Nie można ograniczać swego
        życia tylko i wyłącznie do jednej osoby. Kiedyś ta bańka mydlana może pęknąć i
        okaże się, że zostaniesz sama, bez przyjaciół, pasji, pracy.
        • pitolek77 Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 16:20
          ale beda wspomnienia, heheh
        • olga85 Re: przyjaciółki naszych mężów 04.12.06, 12:19
          O jakiej prywatności mówisz? dla mnie prywatność to wypróżnienie w spokoju.
          Jedyną przyjaciółką jaką może mieć mój maż jestem ja. Tak samo jak ja nie szukam
          przyjaciół.
          A z doświadczenia wiem, że przyjaźń damsko męska nie istnieje.

          Koleżanki z pracy i koledzy to inna sprawa. nie będę przecież warczeć na
          człowieka który spędza obok mnie 8 h dziennie. O czymś gadać trzeba, ale na piwo
          z nim nie pójdę. Od picia piwa mam męża.
          • justyna302 Re: przyjaciółki naszych mężów 04.12.06, 14:16
            Koleżanki, znajome, z pracy, ze studiów, oczywiście że tak!!
            Jedyna przyjaciółka - taka od zwierzeń, wypadów do pubu we dwoje, telefonów "bo
            jej smutno", absolutnie nie!
            I to działa w drugą stronę - moim najlepszym przyjacielem jest mój mąż, nie
            potrzebuje innych facetów żeby im sie wypłakiwać na ramieniu.
            I nie oznacza to żadnego trzymania na smyczy, mąż może sobie iść gdzie chce,
            kiedy chce, ale gdyby potrzebował osobistych, oddzielnych spotkań z inną
            kobietą "bo to jego najlepsza przyjaciółka", byłoby to dla mnie przykre i
            raniące. I powiedzmy szczerze - niezdrowa sytuacja.
      • clockwork.orange Re: przyjaciółki naszych mężów 26.11.06, 16:54
        i bardzo dobrze, tak powinno byc! widze, że koleżanka zna sie na rzeczy:)
        • azazela Re: przyjaciółki naszych mężów 26.11.06, 18:55
          ciesze sie ze ktos wreszcie mnie zrozumial:))
          ps
          chlopa trzeba trzymac krotko, musi znac swoje miejsce, a co!!
          • marek802 babę też trzeba trzymać krótko, bo "kolega" do... 29.11.06, 18:21
            d.upy przylega
          • bron Re: przyjaciółki naszych mężów 29.11.06, 18:49
            Ja myślę, że on je zna. A ty dopiero poznasz jak cię zostawi.
          • jadaczek Re: przyjaciółki naszych mężów 04.12.06, 08:21
            azazela napisała:

            > ciesze sie ze ktos wreszcie mnie zrozumial:))
            > ps
            > chlopa trzeba trzymac krotko, musi znac swoje miejsce, a co!!
            To gratuluję rogów do samego sufitu...jak nie teraz to w najbliższej
            przyszłości... Szkoda mi Twojego faceta.
            A droga jaką wybrałaś to najlepszy sposób, żeby jego kochanką została jesli nie
            któraś z jego to któraś z Twoich (!) przyjaciółek...
      • bond700 Azazela 26.11.06, 17:37
        Ty tak poważnie piszesz? Myślałem , że to tylko chore żony tak robią ;)
        • azazela Re: Azazela 04.12.06, 12:42
          bond700 napisał:

          > Ty tak poważnie piszesz?
          zgaduj-zgadula:P

          >Myślałem , że to tylko chore żony tak robią ;)
          masz 100% racji:D
      • bron Re: przyjaciółki naszych mężów 29.11.06, 18:48
        nudy nudy
      • qoh Re: przyjaciółki naszych mężów 29.11.06, 20:01
        Grrrrrrrrr
        To takie przykre jest.
      • pitolek77 Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 16:19
        to macie zajefajny zwiazek, zal mi goscia, albo trzeba mu zazdroscic bo on
        przedstawilby to inaczej
      • adusia74 Re: przyjaciółki naszych mężów 05.12.06, 01:09
        Oj biedny ten Twój mąż. Kiedyś ze smyczy się urwie.
    • bitch.with.a.brain Re: przyjaciółki naszych mężów 26.11.06, 22:55
      Mó meżczyzna ma przyjaciółkę,ma koleżanki.Spotykają sie nieraz po pracy,czasem z
      nimi ide,a czasem nie.Oczywiście że wiem o tym, co tu do ukrywania?On też wie
      jak sie z kumplami psotykam.
      • silic Re: przyjaciółki naszych mężów 27.11.06, 00:04
        > On też wie
        > jak sie z kumplami psotykam.

        Psotykasz ?;) to pewnie nie jest literówka, tylko nowa forma od psocić...oj,
        psotko :)
        • wj_2000 Re: przyjaciółki naszych mężów 29.11.06, 18:08
          silic napisał:

          > > On też wie
          > > jak sie z kumplami psotykam.

          To klasyczny "Freud" ! Psoty jej w głowie!
          • rownosc_7-2521 Re: przyjaciółki naszych mężów 29.11.06, 22:21
            oj! dajcie spokój dziewczynie, to przecież zwyczajna literówka - miało być
            oczywiście "postykam"!
            • 19790222x Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 00:44
              Pstrykam, bzykam, fikam i znikam
              • fil33 Re: przyjaciółki naszych mężów 01.12.06, 02:09
      • bron Re: przyjaciółki naszych mężów 29.11.06, 18:51
        bitch.with.a.brain napisała:

        > Mó meżczyzna ma przyjaciółkę,ma koleżanki.Spotykają sie nieraz po pracy,czasem
        > z
        > nimi ide,a czasem nie.Oczywiście że wiem o tym, co tu do ukrywania?On też wie
        > jak sie z kumplami psotykam.


        A co to znaczy, że się z nimi "psotykasz"?
      • owocoskala moja przyjaciolka ma ten problem 30.11.06, 09:01
        Przypałętała się do jej męża koleżanka z pracy. Jest po 35 roku życia, nie ma
        nikogo - zdesperowana. Pisze do niego smsy w nocy typu "tak mi smutno"
        albo "kupiłam sobie nową bluzeczkę". Koleżanka powiedziała że albo unormalizują
        tą znajomość albo nie prxeprowadzi sie z dzieckiem do nowego domu. No i od
        chyba roku mieszkają osobno. On ją odwiedza. Podobno kocha i tęskni ale z
        przyjaciółki (podobno tylko przyjacólki) nie potrafi zreezygnować. Jedynym
        wyjściem byłoby załatwić przyjaćiólce faceta :)od razy przestałaby tak cenić ta
        przyjaźń...
        • tu5tam Re: moja przyjaciolka ma ten problem 30.11.06, 09:55
          Czemu czytasz sms-y męża??
          Oj tam. Może facet jest z zawodu psychoanalitykiem??
          I taki sms "smutno mi" to zwyczajne wyrażenie uczuć bez podtekstów.
          • owocoskala Re: moja przyjaciolka ma ten problem 30.11.06, 11:13
            > Czemu czytasz sms-y męża??
            Ty nie czytasz tresci moich postów - to nie ja czytam. Poza tym czytanie bylo
            za zgodą a poza tym w normlnym (moim) małzeństwie nie mamy nic przeciwko
            czytaniu sms czy odbieraniu komórki partnera.
            > I taki sms "smutno mi" to zwyczajne wyrażenie uczuć bez podtekstów.
            Świadczy o przesadnej zażyłości. ja przjaźniłam się z facetami jakos
            konketniej... :)
            Psychoanalitykiem nie jest lecz namiastka męża dla sfrustrowanej starej panny,
            kosztem swego małżeństwa.
        • waldemarka przyjaciółka mojego męża 30.11.06, 17:49
          mój mąż zanim mnie pozanł nie był nigdy w związku, a dlaczego- bo miał
          wieloletnią przyjaciółkę! Nie podobała mu się, nigdy jej nie pocałował, zawsze
          podkreślał, że to tylko przyjaźń ale dziewczyna nie rezygnowała z przyjaźni.
          sama nie była z nikim związana. Zawsze spoędzali razem każdego sylwestra,
          wakacje, chodzili na imprezy. Wszyscy wokół mówili, że agata wpatrzona jest w
          niego jak w obraz, lecz mój mąż (jeszcze wtedy nie mąż) twierdził, że skoro
          powiedział jej , że są tylko p[rzyjaciółmi, a ona przyjęła to do wiadomości to
          jest wszystko OK. Koledzy mówili mu, że nigdy nie znajdzie sobie dziewczyny,
          jesli wszędzie będzie chodził z tą ,,przyzwoitką" bo wyglądają na parę i nikogo
          sobie nie znajdzie. Niestety mężowi zależało na przyjaźni, nie potrafił
          odmówić...Po kilku latach poznał mnie i zakochałm się na zabój. Postanowił
          podzielić się z przyjaciółką swoim ,,szczęśćiem" i tu wszystko się wydało!
          Agata zrobiła mu awanturę, histerię, wręcz płacz, że dla niej już nie ma czasu,
          przyjaźń rozpadła się z hukiem. Mój wybranek był w głębokim szoku. Panna
          przestała się odzywać, dzisiaj nie odpowiada mu nawet ,,cześć" na ulicy. Mąz
          dowiedział się tylko, że jak przez wszystkie lata tej przyjaźni była sama, tak
          szybko sobie kogoś znalazła. A ja jestem pełna podziwu, tyle lat robiła sobie
          nadzieje...
    • fortuitous_girl Re: przyjaciółki naszych mężów 29.11.06, 16:27
      Nie wiem czy moja odpowiedź się tutaj kwalifikuje. Nie jestem bowiem żoną i w związku z tym nie mam męża:).

      Mój obecny chłopak w naszym niedawnym kryzysie rozwinął ciut bardziej znajomość z jedną z jego koleżanek. Jednakże wrócił do mnie. Niestety ona zbyt wiele sobie wyobraziła i bombarduje go sms-ami codziennie po sztuk kilka. Z tego co wiem on nic jej nie obiecywał i nic poważniejszego nie zaszło.
      Powiadomiłam ją delikatnie sms-em o moim istnieniu, porozmawiałam z M. i dowiedziałam się jaka relacja łączyła go z nią (cyt:"nie kręciła go jak ja").
      Nie bylo moją intencją zakończenie ich znajomości, sama mam kumpli, bez których świata nie widzę. Dodatkowo dowiedzialam sie od niej, ze jestem "dziewuchą" i "wrzucam M. pod moje pantofle" :).
      No cóż, chciałam naprawdę by było dobrze. Samej kiedyś mi nie wyszło z facetem, który ponoć był w prawie że już nie-związku. Ja bardzo tamtego żałuje, ale przyjaźń między nami nim i mną wytrwała. Walczę jeszcze o przyjaźń jego już żony. Myślę, że jej zaufanie posiadłam.

      Aha, innych dziewczyn się "nie boję" (może to źle). Tylko lubię jak one wiedzą, że mój M. jest w związku. Widzę jak M. dba o mnie, jak na mnie reaguje;),wiem jak został wychowany... Ponadto sama mu nie dobieram przyjaciół, tym bardziej że nasze paczki są odrębne i definitywnie się różnią. Nie szpieguję go, mam "wolny dostęp" do jego komórki, komunikatorów.
      Mam nadzieję, że gdy pewnego dnia spojrzę w lustro to nie ujrzę bujnego poroża na mej "cudnej główce" czego i Wam życzę :).
      Pozdrawiam.


      --
      Je suis comme un naufragé qui ne sait pas nagé
      Je suis comme un seul vivant au milieu de l’océan
      Loin de ton amour je ne vois plus le jour
      Toute ma vie devient noir
      Sans lumière et sans espoir
      • panikazia Re: przyjaciółki naszych mężów 29.11.06, 18:14
        Mam nadzieję, że gdy pewnego dnia spojrzę w lustro to nie ujrzę bujnego poroża
        > na mej "cudnej główce" czego i Wam życzę :).


        :)))))))))))))

        pieknie napisane:))))
      • bron Re: przyjaciółki naszych mężów 29.11.06, 18:54
        Nie szpiegujesz ale jednak tajemnicę korspondencji naruszasz.

        A wiesz, że to jest paragraf karny??
        • fortuitous_girl Re: przyjaciółki naszych mężów 29.11.06, 19:37
          I co z tego, że jest na to paragraf?:) Nie ma u nas naruszania tajemnicy korespondencji. On sam mi mówi o niektórych sprawach, a wolny dostęp oznacza, że nie blokuje mnie przed dostępem do jego komputera, komórki, itp.. Tym bardziej, że również się zdarza że z nich korzystam.
          Nie szpieguję = nie podsłuchuję, nie sprawdzam każdego @ od osoby, której imię się kończy na literę "a", nie śledzę go za każdym razem, a gdy jedzie po 400km z kumpelą autem, to martwię się tylko by szczęśliwie dojechali na miejsce (bez aluzji:)).
          • bron Re: przyjaciółki naszych mężów 29.11.06, 23:13
            Wiem, wiem.Dlatego ja unikam takich tras. :P
    • mcgoo Re: przyjaciółki naszych mężów 29.11.06, 18:12
      Droga zono - gdyby kiedys przyszlo Ci to czytac to wiedz ze :

      1. nie mam zadnych przycjaciolek
      2. nigdy nie mialem
      3. i nie bede mial


      pozdrawiam
      Twoj maz
      McGoo
      • makrela70 Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 10:20
        McGoo powiedz swojej Żonie ,że jej zazdroszcze.
        Gdyby mój Mąż napisał taki manifest byłabym szczęśliwa.
        Ale niestety wiem,że to byłaby z jego strony nieprawda.
    • marek802 Jakie "przyjaciółki" ?? K.O.C.H.A.N.K.I !!!!!!!!! 29.11.06, 18:18
      Nazwijmy rzeczy po imnieniu !!!
      • ylemai a ty ze wszystkimi kobietami sypiasz? 29.11.06, 19:36
        ja się przyjaźnię z kilkoma kobietami które są na tyle miłe i inteligentne by z
        nimi wchodzić w jakieś bliższe układy, ale nie są dość ładne by z nimi bawić się
        w seks. przyjaciółka nie oznacza z konieczności kochanka. Podobnie zresztą jak i
        nie każda kochanka jest przyjaciółką...
        • tom_my_lee Re: a ty ze wszystkimi kobietami sypiasz? 29.11.06, 21:46
          Witam. Tak mam pryzjacilki + jak najbardziej + jedna jest nawet on mojego
          przyjaciela. I nie nie sypiam z nia. Z zadna nie sypiam tylko z zona. Mam taka
          zasade ze szanuje swoje slowo + jak je dalem zonie na slubie ze bede tylko dla
          niej to dotrzymuje slowa. Nie robie z geby cholewy.
      • is_he Re: Jakie "przyjaciółki" ?? K.O.C.H.A.N.K.I !!!! 30.11.06, 12:11
        A, i dodam jeszcze, że śmieszą mnie takie wypowiedzi panów, którzy są głęboko
        przekonani, że wszyscy mężczyźni są dokładnie tacy jak oni. Przedstawiają
        siebie/wszystkich mężczyzn jako małorozumnych samców, którzy nie potrafią
        poskromić swoich dzikich żądzy i kiedy tylko pojawi się jakiś bardziej dostępny
        osobnik płci przeciwnej... hulaj dusza (i ciało, rzecz jasna)! To są jakieś
        brednie. Znam bardzo różych facetów. I NIE WSZYSCY są tacy sami. (Gdyby byli
        tacy sami to byłby to chyba atak klonów).
    • pluslucis Re: przyjaciółki naszych mężów 29.11.06, 18:37
      Jezeli jestem z kims w zwiazku to jest to dla mnie moj najlepszy na swiecie
      PRZYJACIEL,ktoremu moge sie zwierzyc ze wszystkiego i o wszystkim porozmawiac.
      Nie widze potrzeby posiadania przyjaciolki, ktorej zwierzalbym sie z problemow
      w moim zwiazku itp.,przeciez po to wlasnie jest zona/moja dziewczyna!
      Kolezanki sa potrzebne - jasne. Nalezy sie z nimi spotkac tak samo jak z
      kolegami, bo w zwiazku nasiakamy naszym partnerem i po jakims czasie jestesmy
      soba tak przesiaknieci ze az nudni dla siebie nawzajem! Kontakty z kolezankami
      daja mila odskocznie, problem rodzi sie kiedy kolezanki licza (czesto po cichu)
      na cos wiecej.

      Nie wyobrazam sobie zeby moja dziewczyna sprawdzala mnie na kazdym kroku. Nie
      posiadamy swojego partnera, dajemy mu pewna swobode wlasnie dlatego ze go
      kochamy.







    • krizz-is Re: przyjaciółki naszych mężów 29.11.06, 18:44
      "nie mieszajmy dwoch roznych... systemow walutowych", jak mawial jeden madry
      prezes.
      Mam mnostwo przyjaciolek, i zadna z moich kobiet/partnerek w zyciu nie byla o
      zadna z nich zazdrosna bo WIDZIALA, ze tam nic nie ma. W zyciu nie poszedlbym do
      lozka z zadna przyjaciolka, a juz na pewno nie taka co ma meza/chlopaka, ktorego
      znam i lubie. po prostu nie moglbym mu spojrzec w oczy. potrzebuje
      kobiet-przyjaciolek, bo z nimi sie po prostu inaczej rozmawia (prawdopodobnie
      jest to odwrotnosc meskich przyjaciol naszych zon) i moim zdaniem jest to po
      prostu funkcja roznicy plci i zgodnosci charakterow. wiekszosc facetow rozmawia
      o samochodach (to taka metafora) albo o dupie maryni, ale glebsza rozmowa na
      tematy prywatne dla mezczyzny duzo latwiejsza jest z kobieta. po prostu to je
      jakos z natury ciekawi. faceci po prostu sie boja wyjsc na mieczakow i jesli nie
      zjadles z kims beczki soli i nie znasz go od piaskownicy, jesli to nie jest twoj
      dlugoletni PRZYJACIEL, to sie nie odslaniasz. ale zeby oddac sprawiedliwosc,
      jezeli juz taka przyjazn sie zdarzy, to raczej niewiele rzeczy morze z nia
      konkurowac.
      bardzo sobie cenie moje przyjaciolki. o ogole wielu wartosciowych rzeczy
      nauczylem sie w zyciu od kobiet. i jesli ktoras z nich to czyta, to chcialem
      powiedzeic: DZIEKI.
      • bron Re: przyjaciółki naszych mężów 29.11.06, 19:04
        krizz-is napisał:

        > "nie mieszajmy dwoch roznych... systemow walutowych", jak mawial jeden madry
        > prezes.
        > Mam mnostwo przyjaciolek, i zadna z moich kobiet/partnerek w zyciu nie byla o
        > zadna z nich zazdrosna bo WIDZIALA, ze tam nic nie ma. W zyciu nie poszedlbym d
        > o
        > lozka z zadna przyjaciolka, a juz na pewno nie taka co ma meza/chlopaka, ktoreg
        > o
        > znam i lubie. po prostu nie moglbym mu spojrzec w oczy.

        Proste.
        Znam ten mechanizm.
        Po pierwsze jesteś fair względem swojej dziewczyny - nie pójdziesz z kimś do
        łóżka bo masz ją. Więc na początek się jej pozbywasz.
        Po drugie jesteś fair względem ewentualnego chlopaka twojej przyjaciółki. Nie
        spojrzałbyś mu w oczy. Więc w drugim kroku powodujesz by przestał być jej
        chłopakiem.
        Po trzecie jesteś fair względem przyjaciółki - nie sypiasz z przyjaciółkami.
        Więc w kroku trzecim ona zostaje twoją dziewczyną.
        I tak w koło Macieju.
        Proste. :P

        Ps. Najbardziej mi się podoba "żadna z moich kobiet/partnerek" - no przecierz
        nie rekrutowales ich napewno spośród przyjaciólek.

        Pozdrawiam.
      • anik_a1 Re: przyjaciółki naszych mężów 29.11.06, 19:12
        ...i zgodziłabym się z Tobą kontakty damsko-męskie na stopie przyjacielskiej są
        potrzebne, pozwalają zachować dystans, pomagają zrozumieć partnera itp. Niestety
        mój Ukochany postawił mnie na równi z kobietami, z którymi kiedys sypiał,
        więc...odeszłam. Nie potrafię żyć ze świadomością, że ceni je wyżej ode mnie, bo
        chyba tak jest skoro wybrał przeszłość, którą pragnie uczynic teraźniejszością i
        dokonał tego, "żyje" z nimi a ja żyję z dala od Niego, a to boli, bardzo boli:((
        • aga551 Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 14:47
          Nie rozumiem o co tyle zamieszania .....Jeśli jesteś dorosłym człowiekiem masz
          prawo mieć przyjaciela lub przyjaciółkę nawet jeśli jesteś mężatką lub żonatym
          facetem nikt nie jest niczyim niewolnikiem, a to czy to będzie tylko przyjażń,
          kumpelstwo , czy też zamieni się w coś więcej zależy już od Ciebie jak to
          potraktujesz, jestem mężatką z długoletnim stażem i wiem że czasami kobieta ma
          ochotę napić się drinka i pogadać z innym facetem ,żeby choćby zrozumieć
          swojego męża, i nie widzę w tym nic zdrożnego, tak naprawdę problem leży w nas,
          w subiektywnym podejściu do sprawy pozdrawiam
          • anik_a1 Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 17:29
            A jeśli któregos dnia mąz przeprosi Cie i powie: wybacz Kochanie ale dzis wole
            towarzystwo przyjaciólki to tez przyjmiesz to ze zrozumieniem, przy czym
            wczesniej zapewni Cie ze tak naprawde to Ty i tylko Ty....a on po prostu musi
            się z nią widywać, zwierzać się, nawet wyjechać z nią????
          • anik_a1 Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 17:31
            i jeszcze jedno: czy według Ciebie istnieja granice takiej przyjaźni???
    • desesperado Re: przyjaciółki naszych mężów 29.11.06, 19:01
      1) Przyjaciolki to bardzo przyjemna sprawa i jest mnostwo facetow, ktorzy bez
      takich ukladow nie beda potrafili wogole funkcjonowac (ze mna wlacznie) - nasza
      natura jest beznadziejnie poligamiczna i zdrowiej jest trzymac duzo kontaktu z
      lekkim dystansem z wieksza iloscia kobiet (nie musi miec to nic wspolnego z
      kontaktami fizycznymi z owymi przyjaciolkami) niz doprowadzic sie jako facet do
      takiego glodu, ze poleci sie na kazda zdolna do flitru d., bo to pozniej potrafi
      zycie rozwalic (facetow po '40 rzucajacych rodzine i rozwalajacych sobie zycie
      dla mlodej panienki nie brakuje).

      2) "Przyjazn" damsko meska od strony kobiet.... Z wlasnych doswiadczen wiem, ze
      kobiety szukaja kontaktu z facetem w dwoch sytuacjach: kiedy sa nim
      zainteresowane, albo kiedy pomaga im we wlasnych (emocjonalnych na ogol)
      problemach a czasem wystepuja oba podejscia naprzemiennie. Do przyjazni w pelnym
      tego slowa znaczeniu (czyli na zasadach meskich) kobiety ani nie daza, ani sie
      nie nadaja - trzymaja sie blisko ziemi i zawsze kalkuluja a przyjazn mymaga
      braku kalkulacji. Na niektore przyjaciolki lepiej uwazac i jesli na facecie
      Tobie zalezy, to go _nie nakrecac_ (podchodzenie obojetne do jego alter-lubych
      jest chyba najbardziej sensowne).

      3) Lepiej pozwolac facetowi na utrzymywanie takich kontaktow - postawienie
      szlabanow, zwlaszcza kiedy on juz ma przyjaciolki, czy jakakolwiek proba
      ingerencji w ten stan moze sie skonczyc tragicznie dla Waszego zwiazku (o ile to
      nie pantoflarz).

      Pzdr,
      • anik_a1 Re: przyjaciółki naszych mężów 29.11.06, 20:55
        no dzięki za złote rady, tylko tyle że to słowa a emocje i tak biorą górę,
        trudno się nie nakrecać, być obojetną jesli facet sadza cie przy jednym stole z
        byłymi partnerkami a obecnymi "przyjaciółkami" i jak tu sie godzic by twój facet
        był "lekarzem dusz" innych kobiet on mnie ma zaspokajac przede wszystkim...bleeeeee
        • desesperado Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 15:00
          A pomyslalas tez i o tym, ze jednym z czynnikow, dla ktorych facet wydaje sie
          byc dla Ciebie interesujacym jest zainteresowanie, jakie otrzymuje od innych
          kobiet a to, co Ciebie dodatkowo "nakreca" jest brak calkowitej pewnosci co do
          niego?
          Gdyby swiata poza Toba nie widzial a Ty nie mialabys zadnej "konkurencji", byc
          moze Ty stracilabys zainteresowanie nim?

          Grunt, to nie rozpaczac, starac sie trzymac wysoko wlasna samoocene i nie byc
          specjalnie zazdrosnym (zazdrosc to objaw przesadnego leku o strate partnera a
          ten lek wynika glownie z niskiej samooceny) - wtedy juz przynajmniej polowa
          ukcesu w kwestii utrzymania partnera jest zapewniona. Jedyna recepta na sukces
          nie musi byc para ludzi, ktorzy nikogo poza soba samym nie interesuja, bo
          finalem czegos takiego jest potwornie nudna relacja. Przyjaciolki same w sobie
          nie sa zadnym problemem a mnie juz zdazylo sie nabrac obrzydzenia do wlasnej
          partnerki z powodu tego, ze probowala je eliminowac (wqrza szalenie, zwlaszcza,
          gdy nie ma do tego podstaw),

          Pzdr

          PS: Anonimowosc to piekna sprawa a Ty masz pieknego nicka do ktorego mam duzy
          sentyment (bez podkreslenia).
          • anik_a1 Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 17:43
            Ja wiem, że on jest atrakcyjny, bo widzialam to w oczach mijajacych nas na ulicy
            kobiet i mile mnie to łechtało:))w końcu to mnie przytulał ale "przyjaciółki" to
            inna sprawa: te w których sie nie kochał ok ale te, które nadal darzy
            sentymentem były dla mnie nie do zniesienia
            Nie chcą własnie zanizac swojej samooceny odeszłam i nie kazałam mu wybierać, bo
            i tak nie wybrałby mnie, moze to jednak nie było takie glebokie uczucie...
            Zgodze sie, ze nie nalezy siedzieć w czterech ścianach i wpatrywac sie sobie w
            oczy, to moze zmeczyć ale nie mozna także przedkładac nad potrzeby emocjonalne
            partnera, potrzeb swoich "przyjaciółek", ignorowac Twoje rady a przyjmowac
            podobne tylko tyle ze z usta "przyjaciółek" itp sytuacje. Wtedy to rodzi sie w
            człowieku poczucie bycia mało waznym, jakims tam dodatkiem o partnerstwie nie
            moze byc mowy :( i takie "przyjaciólki" miałam na mysli
      • burrunduk Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 09:05
        oczywiście - kobiety to interesowne k-y i generalnie nie rozumieją czym jest
        przyjaźń, z kolei mężczyźni szlachetne, altruistyczne i pełne dobroci jednostki
        są zdolne do uczuć wyższych i never ever nie wykorzystają nikogo :)
        mały jesteś i śmieszny z tymi swoimi teoriami, ew. współczuję dotychczasowych
        kontaktów z kobietami...
        z natury szukamy kontaktów z istotami którymi jestesmy zainteresowani - płci
        obojga... i pomagamy przyjaciołom a oni nam w problemach emocjonalnych ...
        czasem przyjaźń damsko-męska podlega fascynacjom cielesnym, czasem przyjaźń w
        obrębie jednej płci podlega takim fascynacjom ... co nie znaczy że jest to
        pewnik :)
        a żonom i dziewczynom przypominam, że do tańca trzeba dwojga ;) szkoda, ze
        potem okazuje się że on nie winien ona winna... misiaczkowi wybaczę, a głupia
        suka niech sie w piekle smaży... nie dalej jak tydzień temu słuchałam
        wynaturzeń zony której mąż miał kilka przyjaciółek...


        desesperado napisał:
        2) "Przyjazn" damsko meska od strony kobiet.... Z wlasnych doswiadczen wiem, ze
        > kobiety szukaja kontaktu z facetem w dwoch sytuacjach: kiedy sa nim
        > zainteresowane, albo kiedy pomaga im we wlasnych (emocjonalnych na ogol)
        > problemach a czasem wystepuja oba podejscia naprzemiennie. Do przyjazni w
        pelny
        > m
        > tego slowa znaczeniu (czyli na zasadach meskich) kobiety ani nie daza, ani sie
        > nie nadaja - trzymaja sie blisko ziemi i zawsze kalkuluja a przyjazn mymaga
        > braku kalkulacji.
    • ruth001 Re: przyjaciółki naszych mężów 29.11.06, 19:02
      mam wielu mężczyzn - przyjaciół, w tym jednego z którym się kontaktuję
      częściej, bo mieszkamy w tym samym mieście i jesteśmy ze sobą zżyci. mój facet
      bywa okropnie zazdrosny, a to takie męczące i bezsensowne! mi jest po prostu o
      wiele łatwiej zaprzyjaźnić się z mężczyzną i utrzymać tę przyjaźń. u koleżanek
      [wielu, nie wszystkich] występują trudne do zniesienia fochy, obrażanie się,
      zmiany nastroju - całkiem jak u mojego faceta :)
      a ten najbliższy przyjaciel jest mi jak brat. kiedy byłam sama, często razem
      imprezowaliśmy i zasypialiśmy w jednym łóżku - nigdy nic między nami nie
      zaszło. odczuwałabym to jako kazirodztwo! mam dla niego dużo cierpliwości,
      ciepła i wyrozumiałości, gadamy o problemach w związkach i z seksem. on jest
      jedynakiem i kiedyś słyszałam jak powiedział komuś, że jestem jego siostrą :)
      to bardzo miłe :)
    • karuuu Re: przyjaciółki naszych mężów 29.11.06, 19:02
      tak się doskonale składa, że praktycznie wszyscy nasi bliscy przyjaciele są
      "wspólni" - wiadomo, niektórzy bliźsi mnie, inni jemu i to raczej nie ma związku
      z płcią rzeczonych. Oboje lubimy życie towarzyskie, z nim też związane są nasze
      zawody, więc nigdy nie było powodów do zazdrości.

      Na dość burzliwym początku naszego związku byłam chorobliwie zazdrosna o jego
      byłą dziewczynę, z którą od czasu do czasu się spotyka, ale nigdy nie zawiódł
      mojego zaufania, a ja wybrałam prostą metodę: sama się z nią zaprzyjaźniłam i
      jestem absolutnie spokojna.

      On z kolei bywa zazdrosny o dwójkę moich najlepszych przyjaciół płci męskiej, z
      którymi lubimy czasem wyjść we trójkę, ale myslę, że z czasem człowiek
      przekonuje się, co jest najważniejsze i nie wariuje z byle powodu.

      To kwestia priorytetów. Poza tym kobieta zwykle potrafi wyczuć, czy coś jest nie
      tak.

      Ach, no i naprawdę nie można żyć w klatce, inni ludzie są niezbędni, by związek
      był zdrowy.
    • nz2 Re: przyjaciółki naszych mężów 29.11.06, 19:16
      Sama byłam taka przyjaciółką dwóch facetów. Wspólne wyjazdy, imprezy itp.
      Kobieta jednego z nich była również moją przyjaciółką. Ale to była tylko
      świetna przyjaźń bez żadnych podtekstów seksualnych. I dlatego WIERZĘ, że taka
      przyjaźń istnieje i ma szanse. I, naprawdę, nie każdy kontakt płci przeciwnych
      musi się kończyć w łóżku.
      • zuzianieduza1 Re: przyjaciółki naszych mężów 29.11.06, 19:37
        Niestety ma. Wiem, że czasem się spotykają, głównie rozmawiają o sprawach zawodowych, ale przy okzaji wypiją kawę i prywatnych. Na poczatku strasznie mnie wkurw...ten fakt, ale powoli mi przechodzi. Wiem, że nie robią nic złego, to tylko rozmowy.
    • smerfb Re: przyjaciółki... A WY GDZIE? 29.11.06, 19:35
      Myślę, że zdecydowanie mniej mieliby tych przyjaciółek, gdyby to żony nimi były...
      Jednak większość woli marudzić i narzekać jakie to straszne i paskudne życie
      jest... większość żon staje się kolejnym strapieniem, a nie podporą meżczyzny.
      A od takich osób się ucieka... do przyjaźni... do spokoju...
      Tak, wiem, macie dużo na głowie...
      Na moim przypadku: żona siedzi w domku z dzieckiem, nie szuka pracy, bo jej
      wygodnie tak... ale nie mam w niej zadnego wsparcia, praca, praca i praca...
      tylko do tego wg niej sie nadaje... i ciagle pretensje ze malo mnie w domku...
      ale przeciez za coś trzeba żyć... stąd przyjaciółki...
      • karuuu Re: przyjaciółki... A WY GDZIE? 29.11.06, 19:42
        oj biedactwo.

        >żona siedzi w domku z dzieckiem, nie szuka pracy, bo jej
        > wygodnie tak...

        uhum. nie da sie ukryc, ze przynajmniej ociupinke wygodniej, niz gdyby miala na
        glowie prace zawodowa, dziecko, dom i Twoje fochy.

        >woli marudzić i narzekać jakie to straszne i paskudne życie
        > jest...

        jej chyba jest, skoro jej maz ewidentnie W OGÓLE nie docenia tego, ze ona
        prowadzi mu dom i wychowuje dziecko. ale przeciez ona robi to dla wlasnej wygody.

        >ciagle pretensje ze malo mnie w domku...
        > ale przeciez za coś trzeba żyć... stąd przyjaciółki..

        reasumujac: nie masz czasu na dom, bo pracujesz. zona chcialaby spedzac z Toba
        wiecej czasu. i dlatego poswiecasz ten czas przyjaciolkom. czy tak?

        to jest chyba moj pierwszy w zyciu polemiczny post na forum gazety, ale
        slabo mi sie robi po prostu od takiego podejscia. jak najdalej od takich mezczyzn.
        • annie_laurie_starr Re: przyjaciółki... A WY GDZIE? 29.11.06, 19:54
          Moj maz ma kolezanke, z ktora chodzi na zakupy "technologiczne", ze tak
          powiem. Dziewczyna zna sie na sprzecie stereo i innych takich, a mnie to
          smiertelnie nudzi. Wiec sie ciesze, ze ma taka kolezanke i ze jak z nia
          pojdzie na zakupy to nigdy badziewia do domu nie przyniesie. Ta kolezanka jest
          szczesliwa mezatka i nie stanowi zadnego zagrozenia.
          • akami21 Mężatki są najlepsze w te klocki, to prawda! 30.11.06, 09:57
            Jęsli masz już w domu 2 telewizory, 3 wieże stereo i 4 dvd to musi być to tylko
            niegroźna mężatka.
    • boewulf Nie ma to jak ożenić się z najlepszą przyjaciółką 29.11.06, 19:53
      Nie ma wtedy potrzeby utrzymywania częstych kontaktów z innymi, "gorszymi"
      przyjaciółkami, także po to, żeby nie dać jej cienia wątpliwości, iż jest tą
      "najlepszą".
    • wejsunek Re: przyjaciółki naszych mężów 29.11.06, 20:08
      z żonami poza wyjątkami chwalebnymi tematy się wyczerpują..pozostają sprawy
      bieżące..dzieci..dom....ożywają w wakacje albo jak mają zainteresowania
      wspólne..także sex przestaje powoli byc atrakcyjny....a facet nie jest z
      natury monogamistą...pojawia się problem czy fakt "bycia" z kimś jest
      jednoznaczny z pozbawieniem prawa do satysfakcji sexualnej...
      Drugi wątek....trochę paranoicznie ale często z tą z pozoru najbliższą osobą
      nie potrafimy tak na pełnej wewnętrznej szczerości pogadać o
      wszystkim..prowadzimy swoistą politykę "związkową"..a z osobą z poza "układu"
      można wszystko..i w łóżku i w słowach i w myślach..a to jest potrzebne każdemu
      andrzej
      ps..kobiety maję podobnie..no może z większym ładunkiem emocjopotrzeb

    • boewulf Trudno zabronić komuś posiadania przyjaciół 29.11.06, 20:31
      Każdy dorosły człowiek sam wie jak powinno wyglądać jego życie, jakie relacje
      tworzyć z otoczeniem i jakich mieć przyjaciół. Z drugiej jednak strony
      przyjaciele partnera zawsze będą stwarzać w świadomości podejrzenia, co do jego
      wierności, bo poligamia jest w pewnym sensie naturalnym zachowaniem człowieka.
      Do wyborów każdego dorosłego człowieka należy też, jak rozwiąże kwiestę takiego
      drażliwego dysonansu. Jeżeli komuś bardzo zależy na związku, to dobrowolnie
      ograniczy swoje kontakty z "przyjaciółmi" po to, aby zwyczajnie "nie drażnić"
      partnera.
      • winka53 Re: Trudno zabronić komuś posiadania przyjaciół 29.11.06, 20:38
        <heheheeee...lwa nie mozna draznic...ale jaja...co za bzdety...jak w katoöockim
        kraju-POLSKA......ehehehehehe...zycie jest piekne...i chce sie zyc...kazdego
        dnia...i kazdy ma prawo tak zyc...jak mu pasuje...a wiec Z-przyjaciolka tez...
        i juz!!!!!!!!!!!!!!!
        • iga401 Re: Trudno zabronić komuś posiadania przyjaciół 29.11.06, 20:52
          ...nareszcie jakis komentarz z sensem...:)
          • linea1 Re: Trudno zabronić komuś posiadania przyjaciół 29.11.06, 21:16
            A co sądzicie na temat pomieszkiwania z przyjaciólką-koleżanką-niemiłością?
            Co sądzić o takim kimś?
      • vulpe_cula Re: Trudno zabronić komuś posiadania przyjaciół 29.11.06, 21:27
        Nie wiem skąd pomysł, że faceci są z natury poligamiczni. Jak dla mnie jest to
        przykrywka braku odpowiedzialności i niedojrzałości emocjonalnej. Nie dawno
        czytałam artykuł w wybiórczej o badaniach, z których wynikało, że mężczyźni w
        związkach monogamicznych kochają się częściej, są mniej zestresowani i żyją
        dłużej. Propagandę poligamii nakręcają producenci prezerwatyw.
        A wracając do głównego wątku, najzwyczajniej jesteśmy dla siebie z mężem
        najlepszymi przyjaciółmi i jest to jakieś takie naturalne ;)
        • boewulf Re: Trudno zabronić komuś posiadania przyjaciół 29.11.06, 22:00
          > Nie wiem skąd pomysł, że faceci są z natury poligamiczni.

          Nie tylko. Wy też, ale musicie wychować ze stałym partnerem poczęte (nie
          koniecznie z nim) dzieci, więc to ukrywacie.
          • vulpe_cula Re: Trudno zabronić komuś posiadania przyjaciół 30.11.06, 10:28
            Nie znam faceta, który by nie cierpiał przez to, że jego kobieta go zdradziła,
            każda kobieta cierpi, gdy jej mężczyzna ją zdradza. Posiadanie kilku partnerów
            jednocześnie to nic naturalnego.
            Przyjaźnie damsko-męskie uważam za to za całkowicie naturalne. Nie przerodzą się
            w romans, jeśli obie strony zdają sobie sprawę z tego, że to przyjaźń, a nie
            łóżkowe dyrdymały.
      • a_ladette Re: Trudno zabronić komuś posiadania przyjaciół 29.11.06, 22:24
        To fakt, że trudno zabronić. Ale skoro sytuacja jest dla nas niezbyt komfortowa
        to należy drugiej stronie dać to wyraźnie do zrozumienia. Jeżeli partner
        szanuje nasze uczucia to weźmie je pod uwagę. Mój partner zawsze miał jakąś
        przyjaciółkę, czy to na studiach czy w pracy, zawsze, nie wiedzieć czemu :-),
        była to kobieta. Dawniej byłam zazdrosna o czas z nimi spędzany i intymność
        rozmów. Ale nabrałam dystansu i dostrzegłam, że on widocznie potrzebuje rozmów
        z innymi kobietami. Starałam się również z nimi zaprzyjaźnić. Przekonałam się
        również, że nie stanowią zagrożenia dla naszego zwązku, niemniej jednak kiedy
        wstępowału w szczęśliwe związki odczuwałam, nie ukrywam, pewną ulgę... Mój
        partner jednakże nie jest tak wspaniałomyślny jeżeli chodzi o moje przyjaźnie z
        facetami.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka