Dodaj do ulubionych

moje, twoje

07.10.08, 11:15
Panowie, czy przeszkadzałoby Wam, gdyby mieszkanie w którym
mieszkacie ze swoją partnerką i wszystkie sprzęty były jej, a nie
Wasze? czy to jest jakiś problem czyje to jest, skoro i tak się z
tego wspólnie, bez wypominania korzysta? mój facet ma tego typu
dylematy i już nie wiem, jak sprawić, żeby się nie zastanawiał nad
tym. dodam, że narazie nie ma mozliwości finansowych, żeby kupić
mieszkanie, które byłoby jego własnością, więc ta sytuacja się
szybko nie zmieni. czy facet dopiero wtedy czuje sie pewnie, jeśli
cos wartościowego, konkretnego posiada??
Obserwuj wątek
    • lambert77 Re: moje, twoje 07.10.08, 11:33
      sprzedaj mu się:D On będzie miał coś wartościowego i nie będzie Ci
      marudził :D obydwie strony będą zadowolone
      • cich-awoda Re: moje, twoje 07.10.08, 11:39
        :)
    • g.r.a.f.z.e.r.o Re: moje, twoje 07.10.08, 11:49
      Któtko mówiąc? TAK, przeszkadzało by.
      Po pierwsze jest to niezgodne z społecznymi konwenansami(choć to można olać), po
      drugie nie czułbym się pewnie - byłbym w tym mieszkaniu też trochę jak jeden z
      dodatków.
      Co innego gdy sprzęty kupuje się wspólnie, nie tylko pod względem finansowym ale
      nade wszystkim emocjonalnymi i poprzez wspólne zaangażowanie.
      • cich-awoda Re: moje, twoje 07.10.08, 11:55
        ja to wszystko rozumiem, ale jeśli narazie nie ma mozliwości
        finansowych na wspólnote w tym względzie, to po co sie tym
        przejmować? dodam, że to nie jest tak, że ja na to wszystko sama
        zarobiłam - tez dostałam od rodziców
        gdyby sytuacja była odwrotna i to ja mieszkałabym "u niego" - myslę,
        że cieszyłabym się, że możemy razem mieszkać, być blisko codziennie,
        a nie wkręcała sobie, że to źle, bo to nie ja kupiłam to mieszkanie
        • cloclo80 Re: moje, twoje 07.10.08, 12:05
          cich-awoda napisała:

          > gdyby sytuacja była odwrotna i to ja mieszkałabym "u niego" -
          myslę,
          > że cieszyłabym się, że możemy razem mieszkać, być blisko
          codziennie,
          > a nie wkręcała sobie, że to źle, bo to nie ja kupiłam to mieszkanie

          Ale to jest babska interpretacja, która nijak się ma do odczuć
          znakomitej większości facetów. Jedyne co możesz w tym momencie
          zrobić to upewniać go, że nie grozi mu natychmiastowa eksmisja, bo
          tego w gruncie rzeczy się gościu się boi. Po prostu niech to nie
          będzie w ogóle tematem rozmów. W końcu mimo wszystko to nie jego
          mieszkanie a mądrość ludowa mówi: "Z cudzego konia w środku wody
          złaź".
          • cich-awoda Re: moje, twoje 07.10.08, 12:23
            apropos eksmisji - była taka sytuacja, że się wyprowadził (na całe
            3dni) po mega awanturze. ale nie mogło być odwrotnie, bo pomijając
            fakt, że to moje mieszkanie, to nie miałabym dokąd pójść - moi
            rodzice mieszkają w innym mieście, a jego w naszym. tyle że takie
            sytuacje to ekstremum, nie każę mu sie wynosić po każdej sprzeczce,
            żeby mógł sie czuc zagrożony. hmm, chociaż może tamta sytuacja w nim
            siedzi
            • g.r.a.f.z.e.r.o Re: moje, twoje 07.10.08, 12:33
              Jak rozumiem wyrzuciłaś go z mieszkania a potem przyjęłaś spowrotem?
              I ty się dziwisz że fakt że mieszka "U ciebie" ciągle mu uwiera?
              Przecież to normalne! On teraz czuje się niczym jeden z Twoich sprzętów który
              można po prostu wystawić za drzwi. Masz nad nim tą władzę i raz już z niej
              skorzystałaś - on nigdy nie będzie pewny czy nie zrobisz tego znowu.
              Aha, całkowicie abstrahuję od tego czy wyrzucenie/wyprowadzenie było
              uzasadnione, to nie ma żadnego znaczenia w całej sytuacji.
              • cich-awoda Re: moje, twoje 07.10.08, 13:24
                jeśli jest tak jak mówisz, to musze pogodzić sie z faktem, że on sie
                nie za dobrze czuje w naszym mieszkaniu i juz tak zostanie. raczej
                nie czuje się jak jeden ze sprzętów, ma swoje poczucie własnej
                wartości, a jeśli chodzi o moją władzę nad nim - nie jestem jakąś
                furiatką, żeby musiał się zastanawiać, kiedy sie na niego wkurzę i
                go wyrzucę. tamta sytuacja była tylko i wyłącznie jego winą, i to
                nie jest tylko moje zdanie, sam to zrozumiał i przyznał mi rację, że
                dobrze zrobiłam każąc mu się spakować. i szczerze mówiąc - jesli
                miałabym możliwość sama bym się ulotniła wtedy, żeby go nie oglądać
                • trust2no1 Re: moje, twoje 07.10.08, 16:20
                  Poprawka: on nie za dobrze czuje się w TWOIM mieszkaniu. Niezależnie
                  od ilości wysiłków i pięknych słów jakie włożysz w łagodzenie tego
                  faktu, on nie jest u siebie. Jeśli jeszcze dodasz do tego obrazka
                  fakt, że już kiedyś się od ciebie desantował (pomijając jak i
                  dlaczego) - to masz pełny obraz sytuacji. Nie wiem jak tam inni, ja
                  bym się w tej sytuacji czuł jak żigolak...
                  • cich-awoda Re: moje, twoje 07.10.08, 16:34
                    to co bys zrobił w naszej sytuacji?? wynajął (na kupno nas nie stać,
                    bo ja mam kredyt na to mieszkanie) inne mieszkanie, tylko po to,
                    żeby nie było MOJE, a to miałoby stać puste? dodam, że na opłaty w
                    obecnym "MOIM" mieszkaniu zrzucamy sie po połowie
                    • facettt Re: moje, twoje 07.10.08, 16:52
                      Mialem kiedys taka sytuacje. A bedac "patentowanym leniem" zreszta
                      bardzo mnie ona cieszyla, gdyz uniknalem czasochlonnego procesu
                      urzadzania mieszkania - co jest dla mnie zwykla strata czasu.
                      Czulem sie w tym ukladzie swietnie. Gdyby jednak partnerka i
                      wlascicielka mieszkania za jakies moje drobne przewinienie (czyli
                      nie zdrada, ale np. przyjscie do domu w stanie "mocno wskazujacym")
                      kazala mi sie natychmiast pakowac - to nie wiem, czy zechcialbym
                      wrocic...

                      Natepnym razem wiec mocno sie zastanow i nie korzystaj pochopnie
                      z Twojego prawa wlasnosci... I nie kaz mu od razu pakowac walizek
                      - gdyz moz byc to raz ostatni...
                      lepiej glosno powiedziec, ze wszystko traktuje sie jako wspolne -
                      jezeli rzecz jasna Ci na kims zalezy i starac sie najpierw
                      rozwiazywac problemy, a nie unosic honorem i duma...
                      • cich-awoda Re: moje, twoje 07.10.08, 17:06
                        jesli chodzi o moje prawo własności - tak jak napisałam wyżej - nie
                        jestem furiatką i nie każę mu sie wynosić co miesiąc kiedy mam PMS,
                        a on za grubo pokroił pomidora na kanapki na kolacje:)nie naduzywam
                        tego prawa, ja nawet nie mysle w ten sposób, że to moje, a nie
                        nasze. tamten wypadek był naprawdę uzasadniony, choć nie była to
                        zdrada - wtedy nie byłoby powrotów
                    • trust2no1 Re: moje, twoje 07.10.08, 16:54
                      A jakież ma znaczenie co _ja_ bym zrobił? :)
                      Nie jestem nim, a ty nie jesteś moją partnerką, a każdy jest inny.
                      Sam nie wiem. Pewnie bym coś kombinował "ad hoc". Pewnie razem z
                      kobietą. Mówiąc jej wprost, że mnie to uwiera. I nie dając się
                      polukrować na śmierć.
                      Ja wyprowadziłem się z rodzinnego domu (gdzie mi się miło i wygodnie
                      mieszkało) i zakotwiczyłem w wynajętym - przeze mnie - z ówczesną
                      moją panią. (Mieszkało mi się tam równie miło i wygodnie). Gdy
                      okazało się, że to jednak nie jest miłość "forever" - rozstaliśmy
                      się z uśmiechem, każde do swojej (wynajętej) norki.
                      Widzisz, twój kłopot ma banalnie proste rozwiązanie ekonomiczne:
                      zostawić tak jak jest, bo rzeczywiście wynajem jest tu bez sensu.
                      Ale problem ma też warstwę emocjonalną i tu już nie jest tak prosto.
                      Nawet, gdyby opłaty ponosił w całości twój facet - to i tak
                      mieszkanie pozostanie twoje. O czym dorośli ludzie świetnie wiedzą.
                      Miłość jest miłą rzeczą, ale życie to tylko życie...
                      A tak w ogóle: to jakiś rzeczywisty problem, o którym ci twój
                      mężczyzna powiedział, czy tak tylko teoryzujesz?
                      • cich-awoda Re: moje, twoje 07.10.08, 17:09
                        nie jest to problem przez duże P, ale wiem z naszych rozmów przy
                        przypadkowych okazjach, że wolałby aby to mieszkanie było wspólnie
                        kupione. nie wałkujemy tego tematu codziennie, ale przykro mi, że on
                        chciałby żeby nasze zycie wyglądało troche inaczej przez taka wg
                        mnie błahostkę, gdzie dla mnie to nie jest żaden problem. a wręcz
                        dobry układ przy dzisiejszych cenach mieszkań
                    • g.r.a.f.z.e.r.o Re: moje, twoje 07.10.08, 16:59
                      >wynajął (na kupno nas nie stać,
                      > bo ja mam kredyt na to mieszkanie) inne mieszkanie, tylko po to,
                      > żeby nie było MOJE, a to miałoby stać puste?

                      Bądźmy poważni, żadne wynajmowanie nie jest konieczne.
                      Mam pytanie - kto urządza, lub dokonuje zmian w urządzeniu mieszkania? Ty, czy
                      wy razem? Jeśli ty, to pozwól mu sie bardziej zaangażować, nawet jeśli jego
                      pomysły na wystrój nie do końca ci odpowiadają.
                      • cich-awoda Re: moje, twoje 07.10.08, 17:12
                        głównie ja, choć od momentu kiedy zaczęlismy byc razem za wiele do
                        zrobienia już tam nie było. poza tym on się właśnie za bardzo nie
                        pali do ewentualnego urządzania czy dokupowania czegoś
                        • g.r.a.f.z.e.r.o Re: moje, twoje 07.10.08, 18:32
                          A jak myślisz, dlaczego się nie pali?...
                          • cich-awoda Re: moje, twoje 07.10.08, 19:38
                            wiadomo, dlatego że się nie czuje jak u siebie. to mi raczej nie
                            przeszkadza, raczej powód tego niepalenia się
                      • cloclo80 Re: moje, twoje 07.10.08, 20:09
                        Dobrze gadasz. Innego sensownego sposobu na skasowanie uprzedzeń nie ma.
    • zeberdee24 Re: moje, twoje 07.10.08, 16:38
      Tak przeszkadzałoby i nie akceptowałbym takiej sytuacji. Wolałbym
      mieszkać osobno w wynajętym pokoju, nie jestem w stanie być zależnym
      od kogokolwiek w jakiejkolwiek płaszczyźnie.
      • cich-awoda Re: moje, twoje 07.10.08, 16:52
        czyli dopóki coś nie będzie tylko i wyłącznie Twoje, to będziesz się
        źle czuł? a jesli będzie wspólne z żoną?
        mojemu facetowi by chyba wystarczyło, gdyby chatka była wspólna
        • zeberdee24 Re: moje, twoje 07.10.08, 17:02
          Jeżeli coś jest wspólne to nikt nie jest zależny, nie czułem się
          niekomfortowo ucząc się w publicznej(wspólnej) szkole, czy chodząc
          po publicznym(wspólnym) chodniku. Twój facet też nie będzie czuł się
          źle kiedy dom czy też mieszkanie będzie wspólne:) Ja nie mam
          władczych zapędow i nie czuję potrzeby zdominowania kogoś, ale też
          nie dopuszczam do bycia zdominowanym - jak każdy normalny facet:)
          • cich-awoda Re: moje, twoje 07.10.08, 17:13
            tylko widzisz, ja staram się nie dominować, a on i tak nie jest
            zachwycony:)
            • zeberdee24 Re: moje, twoje 07.10.08, 18:29
              No bo ty dominujesz:) Miejsce w którym mieszkacie jest Twoje, nic tu
              nie wystarasz:) On odejdzie.
              • cich-awoda Re: moje, twoje 07.10.08, 19:35
                jeśli odejdzie, to chyba nie dlatego, nie jest to aż tak straszny
                problem:)
                • zeberdee24 Re: moje, twoje 07.10.08, 19:38
                  No to skoro nie jest to dla niego problem to po ch... ten wątek ?
                  • cich-awoda Re: moje, twoje 07.10.08, 19:43
                    nie na taką skalę, żeby kończyć związek, bez przesady. pisałam o tym
                    wyżej
                    • zeberdee24 Re: moje, twoje 07.10.08, 19:46
                      Ok:) Ja bym nawet nie zaczynał związku w takim układzie...
                      Powodzenia i pozdrawiam:)
                      • cich-awoda Re: moje, twoje 07.10.08, 19:47
                        ależ Ty jestes kategoryczny:)
                        również pozdrawiam
    • yoko0202 Re: moje, twoje 07.10.08, 18:05
      ty się ciesz
      lepiej tak, niż gdybyś miała w chacie faceta mieszkającego u ciebie
      i nie poczuwającego się w ogóle do jakichkolwiek obowiązków w sensie
      czynsz rachunki itp.
    • grassant Re: moje, twoje 07.10.08, 20:26
      w każdej chwili możesz go wypieprzyć na bruk....
      • cich-awoda Re: moje, twoje 08.10.08, 09:48
        pewnie, że mogę, ale to jest za proste i nikomu na dobre nie wyjdzie
        • viviene Re: moje, twoje 08.10.08, 09:52
          znam takiego,ktory lodowke chciał dzielic na pół z uwagi
          na "moje.twoje",mogłby i pokoj drutem kolczastym przegrodzic.
          smieszne,dla mnie śmieszne ale ludzie sa rozni:)
          • cich-awoda Re: moje, twoje 08.10.08, 11:20
            dla mnie też, no ale to już bez komentarza
            • trust2no1 Re: moje, twoje 08.10.08, 12:20
              Jak wcześniej pisałaś nie chciałabyś żeby wasz związek cierpiał z
              powodu błahostki. Otóż w dzisiejszych czasach kwestia dachu nad
              głową NIE JEST błahostką. Ja wam życzę szczęsliwego pożycia bez
              odrobiny problemów, ale życzenia nie zawsze się spełniają (niestety).
              Twój facet będzie mieszkał w twoim mieszkaniu i ze stałą
              świadomością, że zawsze może usłyszeć "wypad z baru, ale biegusiem".
              I jedyne co będzie mógł zrobić - to położyć uszy po sobie i spadać.
              Zaręczam ci, że to nie robi dobrze na męskie ego. Wiem, głupie, ale
              powszechne i prawdziwe. To nie to samo co podzielenie lodówki
              na "moje-twoje". Tu jest podzielenie czegoś ważniejszego według "nie
              moje - nie moje"
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka