Dodaj do ulubionych

Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie!

    • trzy_krzyzyki Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 03.12.08, 11:56
      Jak już się rozwiedziesz to napisz do mnie;)
      • mruff Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 03.12.08, 14:33
        No i co? Fajnie Ci w pustym M? Radocha? Twe życie odmieniło się?

        Pamiętaj, że wszystkie babki są takie same :)

        A tak serio-Twoje rozwiązania(ucięcie matki, wyprowadzka dalej)były
        wg mnie rozwiązaniem na lipną mamuśkę i spokojnijesze małżeństwo.

        ROZMAWIAJ z żoną. Może za tydzień, jak wyciszycie się i
        przemyślicie sprawę.
        • malini Mój mąż jestem Pantoflarzem i jest z tego dumny 03.12.08, 16:20
          Zamiast pogłębiać konflikt z żoną, trzeba popatrzeć przytomnie na
          siebie samego i zastanowić się, czy faktycznie chce się być "panem i
          władcą". Żona włada? A może ma predyspozycje do tego większe niż
          mąż? Może ona powinna również zastanowić się, czy powinna dążyć do
          uruchomienia w mężu macho, czy raczej sama być decydentką. Może
          przestanie być zołzą, a mąż histerykiem, może przestaną sobie
          dopierniczać, ustalą role i zadania odpowiednie do ich predyspozycji
          osobistych. Może ona przez to zadba o rodzinę. Co z tego, że te role
          będą sprzeczne ze społecznymi oczekiwaniami? Mój mąż nie lubi
          dominować, ale ma udział w każdej decyzji, są też tematy, na których
          ja się nie znam i daję mu totalną samodzielność i na odwrót. Bardzo
          różnimy się charakterami i dzięki temu uzupełniamy się. Są i
          sytuacje zabawne - kiedy ja jestem np. w szpitalu, mąż zwisa przy
          moim łóżku godzinami, plotkując z innymi pacjentkami, maluje mi
          paznokcie (perfekto!) itp, a kiedy kiedyś pewien łobuz groził
          fizycznie mojemu "kurczaczkowi", dostałam takiego szału, że facet na
          widok obłędu w moich oczach i głuchnąc od wrzasku wyciekającego z
          mego gardła, uciekł z piskiem opon z placu boju. Mój mąż opowiada o
          tym kolegom pękajac z dumy! W opisanych sylwetkach widzę
          podobieństwo z tym, że tu ludzie zwrócili się przeciw sobie,
          zamiast "złemu światu" i doszło do eskalacji konfliktu. Zabiegi typu
          odcięcie żony od konta nie pomogą z założenia, a jeszcze władują w
          kłopotliwą sytuację podpadającą pod pewien art.kodeksu karnego,
          odnoszący się do zagarnięcia wspólnego majątku.
          Menscizno - dzwoń do niej i nie pytaj o rady facetów z tego, czy
          innego forum. Zaznaczam, że to, jakie czynniki cię ukształtowały, że
          jesteś, jaki jesteś, nie ma obecnie znaczenia. Osobowości już nie
          zmienisz, za stary jesteś.
          • menscizna Re: Mój mąż jestem Pantoflarzem i jest z tego dum 03.12.08, 16:44
            - i oto mamy nowy głos w dyskusji. hmm. fakt, że jeżeli jest akceptacja z dwóch
            stron - to taki układ jest dopuszczalny.

            Mam jednak wrażenie, że lubi trochę się pokazać, chciała bym ją "obronił", coś w
            tym stylu. Jakby ma ostatnio jakiś inny ideał w głowie, dla mnie nierealny -
            Męski facet który jest też kobiecy. Jak trzeba to dowali, ale w domu to jak
            druga kobieta. coś takiego.

            dużo racji masz. Widzisz, mi może nie było tak źle, gdyby nie posuwała sie w
            kontroli coraz bardziej, nie podnosiła poprzeczki, wymagań. Absurdalnie- myślała
            że w końcu je spełnię "jak prawdziwy mężczyzna".

            tymczasem ja jestem przede wszystkim CZŁOWIEKIEm, dopiero potem mężczyzną.
            Najpierw mam godność, zachowania prospołeczne, kontrolę nad sobą, bo inaczej
            moja natura męska by faktycznie zaczęła prać po pyskach i jeździć 140km/h po
            mieście i się upadlać np. w burdelach.

            Jeszcze wrócę do twojego postu, bo mnie zaintrygował.
      • menscizna Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 03.12.08, 16:26
        - a dlaczego dopiero po rozwodzie ;)

        a co Bacha lubisz słuchać, bo może umiem to zagrać?
        • trzy_krzyzyki Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 03.12.08, 17:05
          Bo ja jestem porządna dziewczyna ze wsi. Taaaak Bacha mi zagrasz, leśne spacery,
          a potem co? Do żony wrócisz, a ja będę z pogruchotanym sercem po wsi chodziła.
          • menscizna Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 03.12.08, 21:41
            Nie martw się kochana, ja też wieśniak jestem aktualnie. właśnie mam zamówić
            koparkę ze wsi obok, żeby mi droge wyrównała do asfaltu...
            i nie zdradzam. lubię związki i monogamię, choć to nie zawsze łatwe. A żona
            własnie dzwoniła, że jest zdecydowana i zaczyna pisać wniosek... rozwodowy.

            A co do bacha- z wykształcenia jestem muzykiem klasycznym i faktycznie b.
            lubiłem grać bacha. wielki żal że przestałem, ale wiem że w palcach mi wciąż zotało

            trzeba kończyć, bo każą nam się przenieść na priva z tymi pogaduchami. ale tak
            po krótce -dlaczego trzy krzyżyki?
            • trzy_krzyzyki Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 03.12.08, 22:02
              No z muzykiem jeszcze nie miałam do czynienia:))))
              Długo była niepiśmienna i podpisywałam się trzema krzyżykami.
              • menscizna Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 05.12.08, 03:19
                Piekno twojej duszy przycmiewa twe wszelki niedostatki w pismiennictwe.
                Pozwol, ze to ja zapisze pozostale karty twego zycia.
        • kol.3 Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 03.12.08, 18:22
          A propos, dlaczego Twojej matce miałaby odpowiadać synowa, która na
          jej tyrającego syna mówi "debilu"?
          Co do tego ma , że jesteś jedynakiem? Jakbyś miał pięciu braci, to
          by problemu z "debilem" nie było?
          Podobne problemy jak Ty w życiu mają ludzie wychowywani na posłuszne
          dzieci, które w domu miały słuchać i wykonywać polecenia. Efekt
          jest taki, że w życiu słuchają poleceń każdego kto im je wyda.
          • menscizna Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 03.12.08, 21:45
            100% racji. Mam to we krwi - słuchanie się. Ale 30 lat to nie jest za późno,
            żeby nie dramatyczne, ale konkretne zmiany w sobie wprowadzić. Może psycholog by
            mnie spionizował do niesłuchania... z pewnością będę próbował - zycie każe mi
            się uczyć, więc będę się dalej uczył.
            • konwalka Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 05.12.08, 13:22
              Nie to, żebym właśnie miała wytrysk dumy, ale Twój post wygląda
              nieco inaczej niż na początku.
              Reasumując: kobita mieszka rzut beretem od teściowej jak z
              koszmarnego snu, boryka się z problemem niepłodności, jest
              niespełniona zawodowo do tego żyje na wsi, którą niekonieznie dziko
              miłuje.
              No i?
              Chyba nawet forumowa pyza- mister kompromisu, w tym przypadku
              powinien nieco nagiąć swoje tolerancyjne poglądy

              Nie spieprzcie małemu świąt, svp...
              • pyzz Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 05.12.08, 15:04
                > Reasumując: kobita mieszka rzut beretem od teściowej jak z
                > koszmarnego snu, boryka się z problemem niepłodności, jest
                > niespełniona zawodowo do tego żyje na wsi, którą niekonieznie dziko
                > miłuje.
                > No i?
                No i nie upoważnia jej to do regularnego znęcania się nad rodziną tak samo, jak
                podobne przypadłości w drugą stronę nie upoważniałyby do znęcania się męża.
                Zwłaszcza, że akurat niespełnienie zawodowe to wg słów menscizy osiągnęła sama
                mimo bardzo poważnej pomocy męża, aby zawodowo się jednak zrealizować, a w
                problemach z teściową uzyskała pomoc męża i to także poważną.
            • kol.3 Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 05.12.08, 19:42
              Czasem młodzi małżonkowie ustalają (bardzo często z inicjatywy
              kobiety, która woli być w domu), że on zarobi na dom, a ona zostanie
              w domu, wychowując dziecko.
              I mamy sytuację następującą, kiedy mąż zarabia, pracując dużo albo i
              bardzo dużo pod presją, że jest jedynym gwoździem, na którym
              wszystko wisi, a żona ciągle niezadowolona, nie wyrabia się z
              niczym, wychodzi na to, że mąż po pracy powinien zabrać się za dom,
              który zarasta brudem, ugotować, uprać, i zająć się dzieckiem. Ja
              nie twierdzę, że mąż ma się nie włączać, ale proporcje powinny być
              zachowane, pani robi w domu dużo więcej, niż pan.
              W tym przypadku mąż zafundował żonie sprzątaczkę, ale i to okazało
              się niewystarczające, bo pani i tak lubi męża zagonić do pracy. Ona
              sama pracuje pokazując palcem, co kto powinien zrobić.
              Ja bym jej pozwoliła dojrzeć.
    • grz.egorz Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 07.12.08, 07:50
      Chciałbym być taki jak Ty - mieć żonę i dziecko, to bardzo męskie. Nie uważam
      się za maminsynka, wręcz przeciwnie, problem tkwi w Twojej żonie, prawdopodobnie
      jej się nudzi. Porządny z Ciebie facet.
    • lodowa_vinga Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 08.12.08, 12:26
      Mimo, że jestem kobietą, a kobiece rady masz podobno wyryte pilniczkiem w mózgu,
      to jednak nie mogę się powstrzymać i nie odpisać.
      Czytając twoją opowieść, o tym jak to rzekomo jesteś pantoflarzem pomyślałam, że
      skądś to znam. Mój mąż także jest mało zdecydowany, nie radzi sobie z
      budowlańcami, nie broni mnie przed teściową, nie potrafi zbesztać z błotem, nie
      dostaje szewskiej pasji... itd. I wiesz co? Kocham go mimo tego, bo ja
      wiedziałam przecież za kogo wychodzę. Kocham mimo wad i za zalety. Natomiast
      twoja żona chyba zapomniała, po co wzięła z tobą ślub. Za bardzo skupiła się na
      chęci posiadania drugiego dziecka, na sobie. Nie ty jeden jesteś tu winien -
      choć ty też trochę. Ona ma problem, i niestety nie zrozumie tego, a ty jej w
      zrozumieniu tego nie pomagasz. Powinieneś odejść. Tylko to może pozwolić jej
      przejrzeć na oczy.
      Nie możecie mieć drugiego dziecka - i co z tego? Jedno to mało - cieszcie się,
      tym co macie, czyli tym dzieckiem które się wam urodziło, kochajcie je,
      rozpieszczajcie, a jak przestaniecie obsesyjnie chcieć drugiego, może będzie wam
      dane.
      Niestety, twoja żona wie, że może po tobie jeździć jak po przysłowiowej "łysej
      chabecie" więc sobie pozwala. Pokaż jej, że też jesteś człowiekiem, masz uczucia
      i masz tego dość. Powiedz, że to koniec, a wtedy może do niej dotrze, że nie
      jest fair.
    • mr.pickwick Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 12.12.08, 14:01
      hej Kolego,

      przeczytałem większość tego wątku, widzę, że sprawy zaszły już daleko, ale na początku prosiłeś o męską radę, do tego się odniosę. Swojego czasu byłem w dość podobnej kondycji co Ty, może nie miałem problemów z opieprzaniem czy stawianiem na swoim, ale też czułem, że w wielu sytuacjach za mało męsko działam i źle się z tym czułem. Mam wspaniałego Ojca, ale w moim wychowaniu był słabo obecny - taki ma charakter, poza tym mam dominującą matkę i z jej ust często leciały w kierunku Ojca takie zarzuty, jak z ust Twojej żonki do Ciebie. Bardzo Ci polecam książkę "Dzikie Serce" Johna Eldredge'a. Przeczytasz ją w dwa wieczory i może jak wielu facetów, którym w wychowaniu zabrakło męskiej ręki, znajdziesz tam parę odpowiedzi. Druga rada - spędzaj regularnie trochę czasu tylko w męskim towarzystwie. Bez choćby jednej kobiety - podróże, sport, cokolwiek. To bardzo ważny, normalny element życia każdego mężczyzny. Widzę, że mimo że żona dała Ci w kość, nie masz tendencji do zrzucania wszystkiego na nią - bardzo dobrze bo wina nigdy nie leży tylko po jednej stronie. Na pewno nie ma prawa Cię tak traktować, ale wierz mi - każda następna też będzie od Ciebie wymagała bycia mężczyzną. I przede wszystkim - Ty będziesz się lepiej czuł ze sobą. Może jeszcze warto zawalczyć? Pisałeś, że byłeś zadowolony z seksu, że kiedyś lepiej Wam się układało. Jesteście jeszcze młodzi, wiele przed Wami. Zobaczysz, że Twoja zmiana może pociągnąć jej zmianę, Ty będziesz szczęśliwy i ona z Tobą. Czego Ci, Przyjacielu, życzę. Spróbuj.
      • konwalka Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 13.12.08, 10:38
        Hm.
        Chetnie bym z Tobą, pantoflarzu, jeszzcze pogwarzyła, ale okazało
        sie dość gwałtownie, że nie jestem partnerem do merytorycznej
        dyskusji, bo "chyba załozyłam kiedys wątek o nieukładaniu mi się z
        teściową"
        cóż, w takim razie wracam do kuchni i swoich seriali. Tudzież
        zakładania emojonalncych wątków.
        Jest mi cholernie ciężko dowiadywac się, że kolejna para sie
        rozpada, ale rozumiem, że czasami to po prostu wybór mniejszego zła.
        Jeśli harmonia jest Wam jescze dana, to wykorzystajcie to,
        zaprzęgając w akcję dobrego terapeutę.
        Jeśli nie, to życzę szczęsia Wam obojgu, każdemu na swój sposób.
    • whitenabuchodonozor Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 06.01.09, 12:37
      > Chcę być inny, spostrzegawczy, szybki w decyzjach, przekonany,
      > wymagający, egoistyczny, konkretny - ale od czego zacząć?

      Nie próbuj być kimś, kim nie jesteś. Bądź sobą, a (w końcu) będziesz szczęśliwy

      > wiem, że po ewentualnym rozwodzie ona będzie rządziła moją relacją z
      > dzieckiem - a na synu zależy mi najbardziej, nie chcę żeby i jego
      > urobiła.

      Jak mądrze ułożysz sobie relacje z dzieckiem, to nigdy go nie urobi. Najwyżej go
      zamknie w komórce (albo jakieś inne drastyczne środki przedsięweźmie), żeby
      ciebie znienawidził, ale skutek będzie raczej odwrotny od zamierzanego.

      >
      > Jest dla mnie jakaś szansa na normalny damsko-męski układ?
      >

      Jest, ale nie z tą kobietą.
      Sam byłem w podobnej sytuacji, ale moja była na tyle niezrównoważona, że mnie
      zostawiła - na szczęście dla mnie, a sobie na pohybel. Ja teraz mam szczęśliwą
      rodzinę (do której należy również moja córka z tego nieszczęśliwego związku), a
      tamta buja się od jednej chorej relacji do drugiej. I przy byle okazji szczerzy
      kły, ale teraz to może mi już naskoczyć. Odkładam po prostu słuchawkę, wyłączam
      komunikator czy cokolwiek i nie mam jazgotu nad głową.
      Gorąco polecam kopnięcie jej w d... Wiem, że to trudne, cholernie...
    • tarantinka Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 06.01.09, 13:57
      Przeczytałam od poczatku cały wątek i jest mi bliski dlatego mimo ze
      nie piszę na forum zdecydowałam się założyc konto. ten wstęp
      sugeruje że mam cos ważnego do powiedzenia w kwestii ;). Zacznę od
      tego że mam tendencje do wybierania niewłaściwych facetów - czyli
      takich, którzy okazują się emocjonalnie niedojrzali - wiem brzmi
      ogólnie. tak czy siak przerabiałam ten schemat 3 razy, za każdym
      razem wydawało mi się że moi mężczyzni różnią sie od siebie ale
      koniec tych związków temu przeczył, potrafię spojrzec na to z boku
      (na siebie też) i widzę jakie to schematyczne. oczywiście można
      dociekac przyczyny, ba nawet można się terapeucic ale moim zdaniem
      to niewiele da bo jest to na tyle pierwotne ze trudno uzyskac
      satysfkacje seksualna z kims kto nie pasuje do tego układu. przykład
      wiedząc że pociągają mnie niedojrzali chłopcy ale za to z fantazją
      zaczełam się spotykac z wrazliwym mezczyzna, który swoje ego miał w
      poważania ale zdrowym a moje potrzeby były conajmniej na równi jesli
      nie ważniejsze. i co i nic, bo ja wział mnie za rękę to mi się
      zrobiło słabo - niestety nie z podniecenia tylko przerażenia że
      kompletnie nic nie czuję. myslę że jesli miałes udany seks z żoną -
      to wynika to własnie z tego ze gdzie podswaidomie taki układ cię
      kręci. Jakoś tak intuicyjnie czuję że ludzie nie twkwia w róznych
      chorych związkach przypadkowo. Za dużo tego na świecie że by to było
      takie łątwe się z tego wyrwać.
      A w sytuacji w której teraz jesteś, mimo że chciałeś zmian i miałeś
      dość to żona dalej rzadzi - ona się wyprowadziła i bedzie stawiac
      warunki, miales chora sytuacje bedac razem i bedziesz miał taka sama
      rozwodzac się. Wg mnie to dalej postepujesz wg tego schemtau że ty
      biedny misiu i neurotyczka. Coś mi tu nie gra, za łatwo się na to
      godzisz tak jakbys cwiczył ten układ z mamusią przez całe zycie.
      Sorry wydaje mi się ze przy przysłowiowej dziewczynie z sasiedztwa
      nic nie poczujeszi bedzie cię ciagło to takich neurotyczek.
    • lordcox Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 06.01.09, 14:30
      Witaj,
      z twojego opisu wynika że jesteś ofiarą szantażu emocjonalnego. Polecam dobrą
      książkę na ten temat. Czytając ją uświadomiłem sobie jak ludzie przekonani o
      swoim działaniu w dobrej wierze mogą nam zaszkodzić .
      www.empik.com/szantaz-emocjonalny-ksiazka,314131,p?_requestid=216981#reviews
      Opis książki: Szantaż emocjonalny
      Jeśli ważni w twoim życiu ludzie:
      - nieustannie grożą, że cię opuszczą, jeśli nie zrobisz tego, czego chcą;
      - zawsze chcą więcej, niezależnie od tego, ile im dajesz;
      - mówią ci, że będą zaniedbywać obowiązki, zrobią sobie krzywdę lub popadną w
      depresję, jeśli nie spełnisz ich żądań;
      - zazwyczaj nie liczą się z twoimi uczuciami i pragnieniami;
      - wiele ci obiecują, ale spełnienie tych obietnic uzależniają od twojego zachowania;
      - akceptują cię, kiedy im ulegasz, a odrzucają, kiedy nie chcesz ulec...
      oznacza to, że jesteś emocjonalnie szantażowany. Zapewniamy jednak, że lektura
      tej książki, ułatwi Ci wprowadzenie w życie wielu zmian, które poprawią twoją
      sytuację i samopoczycie

    • maxina82 Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 05.02.09, 13:33
      Temat znam doskonale, ale z trzeciej strony. Identyczna sytuacja była u moich rodziców. Z tym, że oni nie mogli wytrzymać ze sobą mieszkając tylko przez pół roku na rok i widząć się zazwyczaj wieczorami. Ojciec ciągle wracał na czterech do domu i nie było szans by rozmawiali.

      Współczuję Ci bardzo, ale jednocześnie uważam tak jak inni, że jeśli nie zrobisz czegoś, żeby się baba otrząsnęła, to jedyną nadzieją dla Ciebie jest ucieczka jak najdalej, a później skupienie się na sobie i 100% asertywności. Jeśli chodzi o przyszłe związki: najpierw trochę popracuj nad sobą.

      Moja stara tak starego wytresowała, że on już od lat nie jest w stanie samodzielnie myśleć, normalnie zombie. Więc nie zwlekaj.

      Ratuj się póki jeszcze coś z Ciebie zostalo.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka