biegnaca_z_wilkamiii
13.01.09, 17:26
Zawsze marzyłam o tym, by zakochać się w jednym mężczyźnie, temu jednemu się oddać i... być z nim już zawsze.
Jak nietrudno się domyślić z tych romantycznych mrzonek nic nie wyszło...
Dlaczego jeśli zbliżamy się (emocjonalnie, nie fizycznie) do drugiego człowieka efektem końcowym jest zawsze ból, cierpienie?
Nie spotkałam człowieka, z którym chciałabym być na zawsze (czyli tego, z którym chciałabym poza więzią emocjonalną budować także tę fizyczną)
I nadszedł wreszcie dzień, w którym dotarło do mnie, że miłości nie znajdę (w sensie tego ideału; jedynego, kochanego mężczyzny).
I w wieku 27 lat postanowiłam już nie szukać tego jedynego, dać sobie spokój z wielką miłością do grobowej deski, bo to chyba niemożliwe ( a mimo, iż wierzę w bajki, w tę już przestałam..)
Przyszedł mi do głowy pewien pomysł, to byłoby jakieś rozwiązanie, mianowicie znaleźć mężczyznę w zbliżonym do mojego wieku, który również nigdy nie był z kobietą (jeśli są jeszcze tacy, a podobno całkiem sporo..) i właśnie z nim poznać ten świat.
Oczywiście założenie jest takie, że nie ma mowy o uczuciach, budowaniu związku, by nikt później nie cierpiał.
Interesuje mnie co Wy mężczyźni o tym sądzicie??