dziwonia
19.02.09, 03:00
Spotkaliśmy się po latach od czasów dawnej szkolnej znajomości i można powiedzieć etapu nieśmiałego i młodzieńczego podkochiwania się.
Spotkanie wyczekiwane i szczególne. Na drugiej randce był seks :) Może ciut wcześnie, ale... świadomy i za obupólną potrzebą, chęcią i zgodą.
I dający zadowolenie obojgu :)
Potem kolejna randka i jeszcze wspólnie spędzony cały tydzień. I...
no właśnie... i po tym wszystkim nastąpiło milczenie z jego strony. Milczenie i obojętność. Zero reakcji na prośbę o rozmowę, kilka słów wyjaśnienia, próbę porozumienia lub chociaż "formalnego" pożegnania.
Nie żałuję tego krótkiego i intensywnego romansu...
Żałuję jego dziecinnego zachowania i tego, że zmarnował szansę na wszystko... tak naprawdę. Nawet na utrzymanie dawnej znajomości.
Panowie, jeśli odcinacie się od partnerki bez słowa lub z nieuzasadnionych powodów zrywacie znajomość/związek/kontakt tzn. że chodziło tylko o seks, czy tak? ;) Czy może pojawia się strach jakiś niewytłumaczalny? Że może jednak lepiej samemu żyć... Wiem, że ilu panów, tyle opinii i podejść do tematu, ale trochę mnie to nurtuje.
W sumie nie wiem, czy ewentualne wypowiedzi mają mnie utwierdzić w moich podejrzeniach czy może odkryć drugie dno...
a może po prostu chciałam się wygadać :)
p.s. dla jasności dodam, że żyjemy w różnych krajach...