mamwszystko
29.03.09, 09:35
Panowie, wyobraźcie sobie sytuację następującą:
Wasza partnerka życiowa mieszka obecnie w innym mieście, spotykacie się rzadko
(raz na 2-3 tygodnie, czasem rzadziej).
Kobieta, jako że jest w tym mieście od niedawna, zbyt wielu znajomych/rozrywek
nie ma i zachciało jej się zapisać na kurs tańca - tango argentyńskie.
Informuje o tym swojego mężczyznę.
Jaka byłaby Wasza reakcja?
Mój szanowny chłop, dowiedziawszy się o moich planach zareagował mniej więcej:
Nie podoba mi się to, jakiś obcy facet będzie cię dotykał. Na tango możesz
chodzić ze mną albo z twoim ojcem co najwyżej!
Dodam, że jeśli na imprezach zdarzało mi się tańczyć z kimś innym, nie było
problemu. Co ważne - mój facet za tańcem sam w sobie nie przepada... A
zapytany, czy gdybym chciała pójść na kurs obertasa/salsy/walca/(tu sobie coś
jeszcze dopiszcie z wyjątkiem tanga tantrycznego ;]), też miałby coś
przeciwko, odpowiada: nie, dlaczego miałbym mieć?
Czy tango z innym partnerem niż własny chłopak jest naprawdę czymś
niewskazanym tudzież przekracza jakieś granice (jeśli tak, to jakie)?
Czy może jednak chłop przesadza?
Dzięki.