sxps
28.04.09, 10:35
To co napiszę przybiera postać następującą: na początek parę faktów potem pytania.
Z dziewczyną jestem od roku. Zakochałem się w niej dość wcześnie jak na
siebie. Generalnie zależy mi na niej.
Ona ma 28 lat. W swoim życiu miała coś około 15 facetów (myślę, że powyżej 20
nie wyszła). Żadnego bardzo poważnego i trwającego więcej niż rok związku.
Najpoważniejszy, z chłopakiem z którym była właśnie rok, polegał na tym, że
ostro razem eksperymentowali seksualnie (najpoważniejszy eksperyment polegał
na tym, że zrealizowali coś na zasadzie trójkąta – najpierw zaliczył inną
laskę, chwile potem moją obecną dziewczynę). Ten niby-trójkąt był jej pomysłem...
Dodam, bo to jest ważne później, że nie była z chłopaka zadowolona – doszło do
tego, że z zdradziła go, nie będąc szczęśliwą (chłopak był podobno strasznie
zimny, zero uczuć, itp.)
Poza tym mojej dziewczynie zdarzały się w życiu przygody, które babcie z radia
Maryja przyprawiłyby o niechybny zawał. Do tych najciekawszych zaliczyć można
sponsorowane (opłata za przelot, nocleg, zwiedzanie) tygodniowe sex wakacje we
Włoszech (zaprosił ją jakiś poznany w Internecie koleś), czy sex weekend z
dobrym przyjacielem, którego znała sześć lat. Z przyjacielem przespała się jak
się znaliśmy i spotykaliśmy, choć jeszcze ze sobą nie spaliśmy (jedynie
pocałunki) i nie mieliśmy większych zobowiązań.
Tak jak mówię – zależy mi na niej. Uważam ją za osobę o fantastycznej
osobowości, inteligentną, na poziomie i z klasą, podobną do mnie, myślącą o
wielu rzeczach tak samo, taką przy której się nie nudzę.
Bardzo ważna uwaga – piszę ten post, nie po to żeby usłyszeć jaka z niej
dziwka i ku.... Kocham ją i nie myślę o niej w ten sposób. Jeśli ktoś ma
problem z powyższym opisem niech powstrzyma się od komentarzy.
I teraz mój problem. Miałem zdecydowanie mniej partnerów od mojej dziewczyny.
Jestem od niej o rok młodszy. Pomimo tego, że ją kocham czasami coś mi
doskwiera. W tym sensie, że czuję się jakoś zubożały… Mówiąc konkretniej mam
kompleks jej osoby. Nie rozumiem też dlaczego się zmieniła.
Nigdy nie miałem takich przygód jak ona, nigdy nie przespałem się z kimś
innym spotykając się z równocześnie z inną laską (nawet spotykając niewinnie,
na kawkę), nie zaprosiłem laski na seks wakacje i nigdy nie próbowałem
zrealizować trójkąta, miałem partnerów mniej więcej 1/3 tego co ona.
Przechodzę do meritum. Poproszę o odpowiedź na pytania
Czy 15-20 facetów to dużo czy mało jak na jej wiek?
Czy to ile ktoś miał partnerów poprzednio i co robił jest ważne? Czy taka
seksuslna dysproporcja między kobietą a mężczyzną jakoś wpływa na związek czy
nie powinna się liczyć?
Dlaczego przy mnie stała się grzeczną dziewczynką?
Dlaczego już zrezygnowała z eksperymentowania, chęci trójkątów, dlaczego
pomimo iż twierdzi że mnie kocha, ze mną nie chce już się dobrze seksualnie bawić?
Czy jestem za dobry dla niej? Czy gdybym był taki jak poprzedni partner –
zimny i bez uczuć uznałaby że ze mną też można eksperymentować?
Czy remedium na kompleks związany z tym, że miałem mniej partnerów może być
zaliczenie kogoś innego za jej pozwoleniem lub zrobienie trójkąta? Zdrada poza
jej plecami nie wchodzi w grę.
Czy z tego kompleksu niższości jest jakieś wyjście?