mankatoja
31.07.09, 17:57
Mam urlop. Mój TZ mógłby mieć. Wszystko poukładane, ponieważ był ze swoimi
dziećmi kilka dni, a wcześniej
obiecywał że też wyskoczymy gdzieś razem. Wrócił,zaś obietnica gdzieś się
zapodziała, a jak o nią pytałam,
odpowiadał : "Zobaczymy". Czyli .Domysł jasny......
Postanowiłam w związku z tym wyjechać na tydzień z koleżankami ( to był
przypadek, zapytały
czy chcę się zabrać, zgodziłam się, przecież nie
będę sama siedzieć w domu.)
Co ważne = TZ pracuje, ostatnio dziwnie zajęty. Pytam ostatni
raz co z naszym wyjazdem , kiedy znów mnie zbywa mówię o planach z
koleżankami, a on wyleciał z tekstami- z jakim mężczyzna jadę, że to nie fair,
a na koniec ostentacyjnie się obraża, że go zdradzam.
Jak to widzę? Nie dotrzymał obietnicy, jak i w zeszłym roku. Obraził się żeby
miała poczucie winy ja a nie on , choć to on nie dotrzymał słowa. Czy ja
powinnam czuć się winna?
Panowie = bez owijania w bawełnę ale i głupich uwag szowinistycznych- proszę o
opinię .Dzięki :)