Dodaj do ulubionych

beznadziejna idiotka

IP: 195.245.213.* 03.01.04, 20:37
Zawsze wydawało mi się, że stąpam twardo po ziemi. A tu nic z tego.
Pojechałam na delegację, poznałam faceta. Do niczego nie doszło, ale wspólny
tydzień tak mi przewrócił w głowie, że o mało do niego nie pojechałam. On
wie, że mam męża i dziecko, a mimo to mnie bardzo adorował. Wróciliśmy, on do
siebie, ja do siebie. I to ja pierwsza zadzwoniłam, zaproponowałam, by
przyszedł na spotkanie uczestników szkolenia. Potem wysłałam dwa smsy. On
zawsze oddzwania, jest miły, jak zawsze. Ale dopiero teraz uświadomiłam
sobie, że nic z tego. Że gdyby chciał, to by sam zadzwonił. Dlaczego tak to
jest, że facet sprawia wrażenie zakochanego, a potem ma wszystko gdZieś. mam
30 lat i ciągle tego nie wiem... I najgorsze jest to, że czuję się jak
totalna idiotka:((
Obserwuj wątek
    • triss_merigold6 Re: beznadziejna idiotka 03.01.04, 20:47
      Adoracja to nie zakochanie. Adorować można czysto sportowo żeby miło spędzić
      czas. Nie kłam sama sobie. Facet ma klasę bo wiedząc, że masz zobowiązania nie
      pakuje się w problemowy układ.
      Rany, facet był miły po prostu, powiedział Ci parę komplementów, był pewnie
      uprzejmy i szarmancki a Ty sobie wmówiłaś zakochanie.
      • Gość: lala111 Re: beznadziejna idiotka IP: 195.245.213.* 03.01.04, 20:53
        Zgadza się. Co prawda o mało nie wylądowaliśmy w łóżku, mówiliśmy oboje dużo
        miłych słów. I ja, jak kompletna kretynka, wyobraziłam sobie bóg wie co. Jak
        nastolatka. Może dlatego, że moje małżeństwo to jedna wielka porażka...

        A najgorsze jest to, że ja nie mogę przestać myśleć o tym facecie. Ale
        obiecałam sobie, że sama do niego nie zadzwonie już nigdy więcej. I strasznie
        mi z tym źle:(( A zawsze śmiałam się z naiwnych idiotek....
        • triss_merigold6 Re: beznadziejna idiotka 03.01.04, 21:00
          Przez kontrast z nowym panem, który mówi miłe rzeczy, wygląda na zachwyconego i
          nie stwarza żadnych problemów każde małżeństwo o dłuższym stażu wypada no.. tak
          sobie. Mężczyzn jak chce podtrzymywać kontakt to robi to bez problemu, uwierz
          mi. Sama nie dzwoń, nie wygłupiaj się bardziej i zajmij się albo powrotem do
          małżeństwa albo zastanów nad ewentualną samotnością z dzieckiem. Życie naprawdę
          jest proste.
          • Gość: lala11 Re: beznadziejna idiotka IP: 195.245.213.* 03.01.04, 21:17
            Moje małżeństwo ma krótki staż. I o tym, że jest baeznadziejne przekonałam się
            zanim poznałam owego pana. I niestety - moim zdaniem - życie nie jest proste.
            Zazdroszczę Ci tego przekonania. Ale dzwonić nie będę:(((
    • Gość: NadporucznikLukasz To po co sie zenic IP: *.port.shore.net 04.01.04, 13:48
      No wlasnie, po co. Lala opowiada jak prawie zdradzila i jedyne co ja martwi, to
      ze sie nie udalo, ani slowa o tym ze moze to by bylo nieuczciwe tak oszukiwac
      meza, ani slowa o tym co by bylo jakby zaszla w ciaze i maz zostalby prawnym
      ojcem nie swojego dziecka.

      Najpierw sie rozwiedz a dopiero potem puszczaj.
      • Gość: lala111 Re: Do NadporucznikaŁukasza IP: 195.245.213.* 04.01.04, 14:21
        Chłopie, nie zdradziłam własnie dlatego, że byłoby to nieuczciwe wobec mojego
        męża, a nie dlatego, że nowo poznany fecet mnie nie chciał. Chciał, i to
        bardzo, tylko ostatkiem sił powstrzymałam sie przed pójściem z nim do łóżka.
        Choć miałam ogromną ochotę.

        I nie zamierzam się puszczać, tzn. chodzić do łóżka z pierwszym facetem, który
        się napatoczy. Wychodząc za mąż nie miałam pojęcia, że mój mąż po kilku latach
        okaże się egoistycznym kolesiem, który ma wszystko w dupie ze mną i z naszym
        wspólnym dzieckiem na czele.

        Poza tym nie zajdę w ciąże, bo do mnie oświata seksualna dotarła i stosuję
        antykoncepcję.
        '
        Dla mnie najbardziej druzgocące jest to, że żyję w związku z kimś, kto
        kompletnie nie spełnia swojej roli. I że wystarczy odrobina czułości i
        zainteresowania od obcego chłopa, bym nie mogła przestać o nim myślec. Sama
        jestem trochę zażenowana tą sytuacją. I wiem, że to żałosne. Napisałam, że
        czuję się jak kompletna idiotka.
        • Gość: NadporucznikLukasz Re: Do NadporucznikaŁukasza IP: *.port.shore.net 04.01.04, 14:39
          > Chłopie, nie zdradziłam własnie dlatego, że byłoby to nieuczciwe wobec mojego
          > męża, a nie dlatego, że nowo poznany fecet mnie nie chciał.

          Jezeli rzeczywiscie tak, to w porzadku.
    • sociopata Re: beznadziejna idiotka 05.01.04, 07:15
      Nastepne wspaniale malzenstwo w rozsypce! Jak ja lubie o takich czytac!
      Najpierw parla do slubu zeby kumpeli zaimponowac i mamie na zlosc zrobic a jak
      juz ma co chciala to nagle jej sie odechcialo!! buahahahahahaha

      "Facet ma klasę bo wiedząc, że masz zobowiązania nie
      pakuje się w problemowy układ." czyli po naszemu ma cie w dupie.
      • Gość: lala111 Re: beznadziejna idiotka IP: 195.245.213.* 05.01.04, 17:23
        Nie wiem, skąd masz takie przeświadczenie, że parłam do ślubu? Tak się składa,
        ze to mój mąz chciał ślubu, nie ja. W dupie mam ślub i pozostałe konwenanse. I
        nie chciałam zaimponowac koleżance, a tym bardziej zrobić na złość matce. Po
        prostu wyszłam za mąż. I już. Bo tak wtedy czułam. Choć tak naprawdę - dopiero
        teraz sobie to uświadomiłam - wiedziałam, że nie powinnam była wychodzić za
        mąż. Ale stało się.

        A to, że koleś ma mnie w dupie nie do końca jest takie pewne. Właśnie od
        wczoraj strasznie się zaktywizoawał. Tylko, ze teraz to chyba ja mam w dupie.
        • teodorek3 Re: beznadziejna idiotka 05.01.04, 19:32
          Wybacz Lalu, że się wtrącam, ale śledzę Twój wątek i szlag mnie trafił

          > Nie wiem, skąd masz takie przeświadczenie, że parłam do ślubu? Tak się
          składa,
          > ze to mój mąz chciał ślubu, nie ja. W dupie mam ślub i pozostałe konwenanse.
          I

          Jak masz w dupie ślub to po jaką cholerę go brałaś?

          > nie chciałam zaimponowac koleżance, a tym bardziej zrobić na złość matce. Po
          > prostu wyszłam za mąż. I już. Bo tak wtedy czułam.

          Czuć, to można, że się mleko przypaliło. Takie decyzje podejmuję się przy
          pomocy mózgu.

          Choć tak naprawdę - dopiero
          > teraz sobie to uświadomiłam - wiedziałam, że nie powinnam była wychodzić za
          > mąż. Ale stało się.

          Samo się stało??
          Złożyłaś przysięgę, która jest poważnym zobowiązaniem zarówno prawnym, jak i
          moralnym. Ile Ty masz lat?

          >
          > A to, że koleś ma mnie w dupie nie do końca jest takie pewne. Właśnie od
          > wczoraj strasznie się zaktywizoawał. Tylko, ze teraz to chyba ja mam w dupie.

          Przynajmniej seks (choć niekonwencjonalny) w Twoim małżeństwie stoi na jakimś
          poziomie.
          • Gość: lala111 Re: beznadziejna idiotka IP: 195.245.213.* 05.01.04, 20:58
            Niestety moją wadą jest brak precyzyjnego formułowania myśli w tym wątku.
            Decyzję o slubie podjęłam z użyciem zarówno serca, jak i rozumu - boże, jak to
            tandetnie brzmi. Gdy mój ówczesny narzeczony poprosił mnie o rękę przez sekundę
            zawahałam się. Pomyślałam: nie rób tego, to nie ten. Po czym oprzytomniałam i
            pomyślałam sobie, przecież go kocham, jest super, nie panikuj. Jesteśmy razem
            trzy lata, doskonale się rozumiemy, jest nam dobrze. Czego chcesz więcej?
            Zignorowałam tamto uczucie.

            Napisałam, że ślub mam w dupie, ponieważ żyjąc z fecetem nie musze być jego
            żoną. Ślub nie gwarantuje trwałości związku, nie daje pewności, że wszystko się
            uda. Nie bałam się opinii starej panny, bo moim zdaniem ta instytucja dawno
            temu wymarła. Dlatego ślub nie był dla mnie ważny. Uważam, że to tylko umowa,
            ze teraz ja będe miała takie nazwisko, nasze dzieci takie, mamy wspólny majątek
            i możemy się razem rozliczać przed fiskusem. Kompletnie nie ma to związku ze
            sferą uczuć. Oczywiście to także obietnica, ze będzie się ze sobą na dobre i na
            złe i że zrobi się wszystko, by małżeństwo było udane. I ja mam takie poczucie.
            Starałam się długo. Ale nic z tego nie wyszło. I juz dłużej nie mam siły.

            Zresztą moja opinia o ślubie znalazła potwierdzenie w moim życiu. Nie układa
            nam się. I to nie jest zwykła kłótnia czy ciche dni. Zwyczajnie oboje
            prowadzimy nieustanna wojnę i unieszczęśliwiamy się nawzajem.

            jeśli chodzi o sex to ten dawno temu przestał nas łączyć. Ale nie ja o tym
            zdecydowałam. Może mój mąż ma jakąs kochankę. Nie wiem. A lat mam prawie 30.
            Niestety.

            ps. I absolutnie nie obrażam się, że się wtrąciłeś(aś?). Po to umieściłam tutaj
            ten post, żeby dyskutować. Pozdrawiam
            • teodorek3 Re: beznadziejna idiotka 05.01.04, 23:45
              No to od początku.
              Byłaś na szkoleniu, jakiś facet był dla Ciebie miły. Zapewne miał nadzieję na
              niezobowiązującą przygodę. Fakt, że masz męża i dziecko był prawdopodobnie dla
              niego korzystny. Takie kobiety zwykle wracają do rodziny i nie robią żadnych
              komplikacji.
              Tyle na temat faceta ze szkolenia, chociaż wydaje mi się, że spełnił pożyteczną
              rolę. Mianowicie uświadomił Ci ostatecznie w jak fatalnym stanie jest Twoje
              małżeństwo. Ile jest w tym małżeństwie Twoich niezaspokojonych potrzeb,
              zawiedzionych nadziei, że czujesz się w nim samotna, niezaopiekowana itd.
              No i to jest moim zdaniem Twój prawdziwy problem.
              Nie zdradziłaś męża (przynajmniej fizycznie), więc może Ci jednak trochę na tym
              małżeństwie zależy. Może warto spróbować je ratować. Pozdrawiam
              • Gość: lala111 Re: beznadziejna idiotka IP: 195.245.213.* 07.01.04, 10:15
                Podjęłam kolejną próbę ratowania małżeństwa. Poważna rozmowa w Sylwestra i nowy
                rok. Oboje złożyliśmy deklaracje. Wiem o tym, że nie jestem ideałem, mam własne
                zdanie i dość silną osobowość, a na dodatek tendencję do podporządkowywania
                sobie ludzi. Jestem nerwowa, zbyt impulsywnie i niewspółmiernie reaguję na
                różne sytuacje. Ale mój mąż zawsze sobie z tym radził. Powiedział mi, że jednak
                nie ma już siły. Zrozumiałam. Staram się. Ale co z tego, skoro mam poczucie, że
                on tego nie robi. Najprostszy przykład. Mówiłam mu, ze strasznie mnie denerwuje
                jego kompletny brak zainteresowania naszym dzieckiem i brak pomocy w opiece nad
                nim. Mój mąż zadeklarował zmianę. Po czym wracam objuczona siatami z pracy, w
                której spędziłam 9 godzin w totalnym kotle, a mój mąż na progu wręcza mi nasze
                dziecko i mówi, że on zajmował się nim od rana i nie ma już siły. W domu syf,
                nawet nie umył trzech talerzy ze śniadani. Ręce mi opadają. Wieczorem mimo
                umęczenia kompletnego, kąpię się, odziewam w przyjemne dla oka skąpe fatałaszki
                całuję męża siedzącego przy komputerze. A on, oj daj mi spokój, bo właśnie
                ścigam się na motorach z kimś tam...

                Niestety życie składa się z takich dupereli. A ja nie umiem przestać zwracac na
                nie uwagę. Czasem żałuję, ze nie poszłam z tym facetem do łóżka. Może dzięki
                wyrzutom sumienia miałabym więcej cierpliwości dla męża i patrzyłabym na niego
                łaskawszym okiem.
                • teodorek3 Re: beznadziejna idiotka 07.01.04, 10:51
                  Czasem żałuję, ze nie poszłam z tym facetem do łóżka

                  No to zadzwoń do niego i zaproponuj spotkanie
                  • Gość: lala111 Re: beznadziejna idiotka IP: 195.245.213.* 07.01.04, 11:12
                    Cały problem polega na tym, że chciałabym, i boję się. Zdecydowałam, że nie
                    będę pochopnie podejmowac żadnych decyzji. Jeśli adorator nie straci
                    zainteresowania po pierwszej odmowie, to głębiej się nad nim zastanowie. Na
                    męża jeszcze chwile poczekam - może coś zaskoczy.

                    Może kotś trzeci byłby najlepszym rozwiązniem:))))))))
                    • samowolny Re: beznadziejna idiotka 07.01.04, 12:05
                      Gość portalu: lala111 napisał(a):

                      > Może kotś trzeci byłby najlepszym rozwiązniem:))))))))

                      już widze ten "las rąk" facetów i krzyczących :"mnie , mnie wybierz"..:)))))
                      • Gość: lala111 Re: beznadziejna idiotka IP: 195.245.213.* 07.01.04, 12:20
                        Oj to dobrze, że tak napisałeś, bo juz się martwiłam, że nikt mnie nie
                        zechce:))))))))))))))))) Pozdrawiam
            • Gość: yahoo Re: beznadziejna idiotka IP: *.hhp.de / 213.70.8.* 06.01.04, 17:52
              Podoba mi sie ten komentarz bo jest bardzo prawdziwy!
    • Gość: magda Re: beznadziejna idiotka IP: *.icpnet.pl 05.01.04, 16:13
      wiesz co? jak mąż ma cie w dupie, to czemu ty taka uczciwa chcesz byc wobec
      niego?
      ja bym sie tam w takiej sytuacji chyba milutko puściła...
      serio!
      • Gość: lala111 Re: beznadziejna idiotka IP: 195.245.213.* 05.01.04, 17:27
        O mało tego nie zrobiłam. Ale niestety:)) jestem z natury uczciwa. I przede
        wszystkim to ja btym się źle czuła, gdybym to zrobiła.
        • maxmysz Re: beznadziejna idiotka 05.01.04, 17:53
          może nie wiesz co straciłas , ale nie martw się grunt to szypko leczyć swoje
          serduszko, głowa do góry to było tylko zauroczenie faceci sa inaczej
          skonstruowani niż kobiety tobie zależało na uczuciu jemu na czymś innym.
        • Gość: magda Re: beznadziejna idiotka IP: *.icpnet.pl 05.01.04, 21:45
          ja tez jestem z natury uczciwa, ale z tego co sie zdążyłam zorientować to z
          facetami nie warto grać fair, smutne ale przeważnie prawdziwe.
          • malaparte Re: beznadziejna idiotka 06.01.04, 08:35
            Gość portalu: magda napisał(a):

            > ja tez jestem z natury uczciwa, ale z tego co sie zdążyłam zorientować to z
            > facetami nie warto grać fair, smutne ale przeważnie prawdziwe.

            magdo, tochę jednak przesadziłaś... pozdr
            • Gość: magda Re: beznadziejna idiotka IP: *.icpnet.pl 06.01.04, 18:12
              napisałam "przewaznie"
              pozdr
        • chica33 Re: beznadziejna idiotka 06.01.04, 18:24
          wiesz Lala111, spodobalo mi sie to, co piszesz. Fora maja to do siebie, ze jak
          napisze sie cokolwiek lekko kontrowersyjnego, do czego moznaby sie przyczepic,
          to zaraz rzuca sie na Ciebie stado krytykantow. Probowano Cie tu krytykowac,
          ale odparlas to z prawdziwa klasa. Punkt dla Ciebie!
          Ktos tutaj napisal, ze przy takich znajomosciach jak Twoja z Panem ze szkolenia
          nieciekawe zwiazki malzenskie wygladaja blado - i to jest swieta prawda...
          wlasnie dlatego pociaga Cie ten facet, bo jestescie wlasnie w trakcie "tanca
          godowego". Bo jest tak duzy kontrast pomiedzy tym, co widzisz, i tym co masz...
          Zastanow sie tylko, czy warto dla tych "blyskow" miec potem wyrzuty sumienia.
          Przemysl to.. :-))
          Wcale nie uwazam, ze zachowalas sie jak idiotka; jestem przekonana, ze on tez
          tego tak nie odbiera.

          pozdrawiam Cie serdecznie!


          • Gość: lala111 Re: beznadziejna idiotka IP: 195.245.213.* 07.01.04, 10:23
            Dzięki za dobre słowo.

            chica33 napisała:
            > Zastanow sie tylko, czy warto dla tych "blyskow" miec potem wyrzuty sumienia.
            > Przemysl to.. :-))

            Właśnie zrezygnoweałam z błysków, żeby wyrzutów sumienia nie mieć. Ale mam
            ambiwalentny stosunek do mojej decyzji. Może gdybym to zrobiła, to wtedy
            łatwiej byłoby mi podjąc decyzję, co dalej z moim małżeństwem. Choc zapewne
            decyzja byłaby na niekorzyść małżeństwa. A z drugiej strony nie cierpie kłamać
            i być nieuczciwa, więc może dobrze zrobiłam. nawet jeśli mój chłop ma kogoś, to
            przynajmniej ja jestem w porządku i mam nad nim przewage moralną. Musze
            przyznać, że bardzo to satysfakcjonujące:))
            • chica33 Re: beznadziejna idiotka 07.01.04, 10:54
              Powiem Ci tak: jakbys go zdradzila, nie mialabys dla meza wiecej cierpliwosci,
              wrecz przeciwnie: denerwowalby Cie, widzialabys w mezu same wady, bylabys
              niemila i opryskliwa i zasypialabys wieczorem duzo wczesniej niz zwykle, zeby
              nie musiec z nim rozmawiac i go widziec. Ale z drugiej strony wyrzuty sumienia
              powodowalyby, ze silnie odczuwalabys krzywde, jaka mu robisz (niezaleznie od
              tego, czy on kogos ma, czy nie) i miotalabys sie pomiedzy zniecierpliwieniem a
              wyrzutami sumienia. To strasznie meczy, wierz mi. Dlugo tak sie nie da zyc,
              wiec musialabys szybko podjac decyzje - szybko, czyl nie ma za duzo czasu na
              przemyslenie tego, na przekonanie sie, czy facet ze szkolenia byl wart tego,
              zeby stac sie symbolem (podkreslam, symbolem) rozpadu Twojego malzenstwa.
              • Gość: lala111 Re: beznadziejna idiotka IP: 195.245.213.* 07.01.04, 11:19
                Jeśli każda babka po zdradzie czuje się tak, jak to opisalaś, to dobrze, że nie
                skoczyłam w bok. A faceta ze szkolenia nie traktuję - juz teraz - jak
                potencjalnego następcy mojego męża, ale raczej jak doraźną pomoc. Myślę, że
                jeśli nawet odejdę od mężą to chyba wolałabym być przynajmniej przez jakis czas
                sama.
                • chica33 Re: beznadziejna idiotka 07.01.04, 11:51
                  Nie, mysle ze nie kazda, ale bardzo mozliwe ze z Twoim wysokim poziomem
                  lojalnosci tak wlasnie bys sie czula, nawet jestem tego pewna, bo podobnie jak
                  Ty mam te lojalnosc we krwi.

                  Domyslam sie, ze go w ten sposob nie traktujesz, ale zawsze bys wspominala, ze
                  to on byl tym "katalizatorem" rozpadu Twojego malzenstwa. A nie wiesz, czy jest
                  wart bycia takim wspomnieniem...
                  Masz dopiero 30 lat, jeszcze mnostwo okazji przed Toba, pewnie warto jest
                  odczekac i wszystko sobie poukladac w glowie.
                  Trzymam kciuki!
        • misiek991 Re: beznadziejna idiotka 06.01.04, 18:53
          Gość portalu: lala111 napisał(a):

          > O mało tego nie zrobiłam. Ale niestety:)) jestem z natury uczciwa. I przede
          > wszystkim to ja btym się źle czuła, gdybym to zrobiła.
          Sumienie to coś co niszczy radość - nie poszłaś z fajnym facetem ze strachu
          przed tym złym samopoczuciem. Nie poszłaś - czujesz się jak beznadziejna
          idiotka, gdybyś poszła czułabyś się podle.
          Jak mówiła moja babcia I tak źle i tak niedobrze.
          Jeśli mogę coś zasugerować, to ja uważam, że sumienie i skrupuły to dla rodzaju
          ludzkiego "rzeczy" nabyte. Naturalne są raczej feromony i odruchy i tym raczej
          bym się kierował. Reszta to jest kwestia organizacji - chodzi o to, żeby mąż
          się nie dowiedział, bo to spowoduje szkody.
          Kiedyś z kumplami i koleżankami doszliśmy do wniosku, że filozofia mniejszego
          zła jest gorsza od filozofii większego dobra - och jakaż to była dyskusja,
          trawła kilka miesięcy - ale osiąglnęliśmy pełne porozumienie.
          Czego Tobie i sobie rzyczę w Nowym Roku.
          • teodorek3 Re: beznadziejna idiotka 06.01.04, 19:15
            > Sumienie to coś co niszczy radość - nie poszłaś z fajnym facetem ze strachu
            > przed tym złym samopoczuciem. Nie poszłaś - czujesz się jak beznadziejna
            > idiotka, gdybyś poszła czułabyś się podle.
            > Jak mówiła moja babcia I tak źle i tak niedobrze.

            Lala czuje się ja B.I., nie dlatego, że nie poszła z facetem, przeczytaj Jej
            wypowiedzi.
            Jak będzie chciała zdradzić męża, to takich fajnych facetów znajdzie się pełno,
            nie ma czego żałować.


            > Jeśli mogę coś zasugerować, to ja uważam, że sumienie i skrupuły to dla
            rodzaju
            >
            > ludzkiego "rzeczy" nabyte. Naturalne są raczej feromony i odruchy i tym
            raczej
            > bym się kierował. Reszta to jest kwestia organizacji - chodzi o to, żeby mąż
            > się nie dowiedział, bo to spowoduje szkody.

            Jasne, że sumienie to rzecz nabyta i bardzo dobrze, że niektórzy ją nabyli.
            Dzięki temu spora część z nas nie morduje, nie kradnie, nie spółkuje z kim
            popadnie itd.


            > Kiedyś z kumplami i koleżankami doszliśmy do wniosku, że filozofia mniejszego
            > zła jest gorsza od filozofii większego dobra - och jakaż to była dyskusja,
            > trawła kilka miesięcy - ale osiąglnęliśmy pełne porozumienie.
            > Czego Tobie i sobie rzyczę w Nowym Roku.

            Skąd wiesz co dla Lali jest większym dobrem a co mniejszym złem?
          • Gość: sylwka25 Re: beznadziejna idiotka IP: *.energis.pl 06.01.04, 19:18
            Ale lala111 twierdzi że wcześniej już było źle w ich małżeństwie, może to nie
            jest tak do końca że nudne już małżeństwo źle wypada przy jakże pociągającym
            tańcu godowym? Lala: porozmawiaj z tamtym gościem, piszesz że się ostatnio
            uaktywnił, jak się to objawia? Może coś będzie z tego dobrego, każdy ma prawo
            do szczęścia. A nad swoim małżeństwem mocno się zastanów, bo napisałaś rzeczy
            takie z których wynika że od dawna bylo Ci źle. Pozdrówki Sylwka
            • Gość: lala111 Re: beznadziejna idiotka IP: 195.245.213.* 07.01.04, 10:31
              Gość do mnie dzwoni, gadamy sobie miło - trwa to czasem dość długo. Niestety on
              jest z innego miasta, ale bywa często w Warszawie. Zaproponował spotkanie.
              Wykręciłam się obowiązkami w pracy. Potem żałowałam, że się nie spotkaliśmy.
              Mam wątpliwości, czy powinnam się z nim spotykać. Nic o nie nie wiem tak
              naprawdę. Nie wiem, na jakiej podstawie, ale podejrzewam, że on kogos ma na
              stałe, ale wymyślił sobie, ze kochanka w innym mieście to jest to. Ale ja się
              nie nadaję na kochankę. O ile jestem w stanie sobie wyobrazić jednorazowy skok
              w bok, to stałego związku z drugim facetem kompletnienie. Nie umiałabym żyć w
              takiej schizofrenii.
          • Gość: magda Re: beznadziejna idiotka IP: *.icpnet.pl 07.01.04, 00:33
            popieram miśka991
          • Gość: lala111 Re: beznadziejna idiotka IP: 195.245.213.* 07.01.04, 10:25
            Chciałabym mieć tak jak Ty.... Ale u mnie sumienie i skrupuły to rzeczy stałę.
            Próbowałam się ich pozbyć, ale bezskutecznie:(( Ale obiecałam sobie, ze jeśli
            moje małżeństwo skończy się porażką, to puszczę się wtedy na całego:)))
            • misiaczko Re: beznadziejna idiotka 07.01.04, 10:42
              Twoje przygody z małżeństwem i z adoratorem coś mi przypomninają... chyba moje
              życie.
              Łatwo jest sie zauroczyć w kimś, kto mówi słodkie słówka, przypomina, że jest
              się kobietą, kiedy mąż siedzi przed komputerem i o tym fakcie zapomina. Tylko
              czy owa błogość w towarzystwie innego mezczyzny jest warta własnych wartości.
              Ja póki co nie zdecydowałam się na romans, ani na zwykła zdradę, ale jestem
              blisko podjęcia takiej decyzji.
              Czuję jak życie przecieka mi pomiędzy palcami, chyba wolę żałować że
              się "puściłam" niż za 40 lat wspominać możliwości i żałować tego że sie z nich
              nie skorzystało. Alo może będę właśnei żałować, że skorzystałam...

          • chica33 Re: beznadziejna idiotka 07.01.04, 10:42
            Wiesz Misiek991, jednak dobrze, ze "sumienie i skrupuły to dla rodzaju
            ludzkiego "rzeczy" nabyte.
            Gdyby tak nie bylo, gdybysmy nie mieli sumienia krzywdzilibysmy wiele osob - i
            to by zabijalo radosc, a nie sumienie, jak raczyles stwierdzic.
            Tym sie roznimy od zwierzat, ze sumienie mamy, i niech tak pozostanie.

            Lala bedzie miala jeszcze wiele okazji, zeby pojsc z kims do lozka, ale
            mozliwe, ze wtedy juz nie bedzie musiala myslec o malzenstwie, wiec nie bedzie
            to taki problem. Cos w niej drgnelo, ale to nie znaczy, ze ma polegac na
            instynktach i dac soba rzadzic fermonom, chociaz rozumiem, ze to nie jest
            latwe.
            A jezeli jedynym dla Ciebie problemem jest "zeby sie maz nie dowiedzial", to
            wspolczuje Twojemu otoczeniu.
            pozdrowienia,
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka