bmwariat
19.07.07, 06:38
Piękna historia. Człowiek powinien brać przykład
Kilkuletni kundelek nie pogodził się ze śmiercią swojego właściciela. Od
blisko roku nocuje przy jego grobie na częstochowskim cmentarzu Kule.
Fot. Fot: Grzegorz Skowronek / AG
- Pikuś to pieszczoch - mówią pani Magda i pan Wiesław, handlowcy sprzed
cmentarza na KulachMały czarny pies z podpalanymi łapami zaczął pojawiać się
przy cmentarzu Kule - od strony ul. Fieldorfa Nila - jesienią ubiegłego roku.
- Przychodził codziennie - opowiada pan Wiesław, który przy cmentarnej bramie
sprzedaje znicze i kwiaty. - Marnie wyglądał, był bardzo nieufny. Zaczęliśmy
go dokarmiać i dzięki temu się oswoił. Po jakimś miesiącu zorientowaliśmy
się, że wieczorem idzie na cmentarz. Pani, która tu także handluje
zaobserwowała, że nocuje na grobie niedaleko kaplicy. Nie mieliśmy
wątpliwości, że to miejsce spoczynku właściciela.
Sprzedawcy zaopiekowali się psem i nadali mu imię Pikuś. Z czasem udało się
im ustalić, że pies zjawił się na cmentarzu krótko po śmierci swojego pana.
Kundelek znał to miejsce, bo bardzo często przychodził tu z właścicielem na
grób jego rodziców. Mieszkali w pobliżu.
Młodziutka sprzedawczyni pani Magda pracuje w budce przy cmentarzu od dwóch
miesięcy, ale zdążyła się już zaprzyjaźnić z Pikusiem. Gdy wyciąga do niego
rękę, pies merda ogonem, kładzie się na grzbiecie i każe się głaskać po
brzuchu: - To pieszczoch - śmieje się dziewczyna.
Codziennie rano każdy ze sprzedawców szykuje dla Pikusia jakiś smakołyk.
Wiedzą, że pies przyjdzie tuż po otwarciu straganów.
- Po południu zmienia mnie tu żona - mówi pan Wiesław. - Mieszkamy niedaleko
Promenady, więc wieczorem po zamknięciu straganu wraca do domu zawsze przez
cmentarz. Pikuś odprowadza ją do połowy drogi, a potem idzie w kierunku grobu
pana. Tam spędza całą noc.
Sprzedawcy nie zauważyli, by grób starszego pana odwiedzał ktoś z rodziny.
Mogliby wtedy opowiedzieć o losie Pikusia. Może jakiś krewny zmarłego
przygarnąłby psa? Opiekunowie martwią się, jak kundelek przetrzyma kolejną
zimę. Ubiegła na szczęście nie była mroźna.
- Kiedyś przyjechała tu ekipa ze schroniska dla bezdomnych zwierząt, żeby
zabrać Pikusia, ale on przeczuł, co się dzieje i uciekł - opowiada pan
Wiesław.
Sprzedawcom bardzo leży na sercu los psa. - Pikuś zrobił się sławny. Dużo
ludzi pyta o niego, ale nikt nie kwapi się, żeby przynieść mu chociaż kawałek
kiełbasy - trochę narzekają. - Za tę jego wierność i miłość, która nie zna
granic i jest silniejsza niż śmierć - mówią wzruszeni.
Psia dola
Podobna historia wydarzyła się kiedyś w Krakowie. Pies nie chciał opuścić
ronda Grunwaldzkiego, na którym w wypadku zmarł jego pan. W końcu i zwierzak
zginął pod jakimś autem. Wzruszeni krakowianie wystawili psu pomnik.
Z kolei przed kilkunastu laty w Częstochowie, na pętli tramwajowej na
Kucelinie, psa przybłędę regularnie dokarmiali motorniczowie. Po pewnym
czasie postawili mu budę.
Źródło: Gazeta Wyborcza Częstochowa