lachien
06.08.07, 15:03
Odnowiono przystanki, wybudowano nowe trakcje, odremontowano nawierzchnie,
zaprogramowano nowe linie komunikacyjne, zdjęto sprośne bannery, odmalowano
trawniki, powieszono liście na drzewach, umyto okna w rządowych budynkach...
Wszystko, aby Ważna Persona poczuła się jak w rodzinnej Bawarii. A my żebyśmy
mogli polubić Ważna Personę. Ważna Persona mówiła o ważnych rzeczach, bratała
się z nami szaraczkami. Na pewno posłucha jej każdy Polak. Wedle definicji
magistra socjotechniki Romana G. Prawdziwy Polak jest katolikiem, pracuje na
czarno, ma 40 lat jest kobietą i mieszka tylko tam, gdzie dociera „katolicki
głos w naszych domach”.
To nic, że Prawdziwy Polak kombinuje w pracy, grzeszy po wyjściu z Kościoła,
nie zna kanonów własnej wiary a w świątyni bywa, „bo taka tradycja”. Ważne, że
jest posłuszny.
Co robi Prawdziwy Polak po wizycie Ważnej Persony i dwudniowej abstynencji?
Odwiedza rozpustny i liberalny lokal.
Prawdziwy Polak w następujący sposób kontempluje nauki Ważnej Persony:
Pije, pali i objada się na potęgę (grzech obżarstwa)
Chwali się nowym aparatem, telefonem, rowerem, partnerem (grzech pychy)
Zazdrości sąsiadowi nowego aparatu, telefonu, roweru, partnera (grzech zazdrości)
Ciągle chce mieć nowszy aparat, telefon, rower, partnera (grzech chciwości)
Złoszczą go wszelakie krytyczne uwagi na swój temat (grzech gniewu)
Wraca z zabawy rozsiewając specyficzny zapaszek rozkładu moralnego wokół
siebie (grzech nieczystości)
Prawdziwy Polak uda się skacowany na niedzielna mszę popołudniową, bo nie
będzie chciało mu się wcześnie wstawać (grzech lenistwa)
Wraz z połowicą uda się do spowiedzi a po opuszczeniu uświęconych będzie
grzeszył dalej.