zooloza
01.02.10, 15:39
Wiem, wiem, wysyłam i wysyłam, ale jakoś mi się zachciało, tym bardziej, że
luty miesiącem zakochanych, a fragment o tym. Z góry dziękuję za komentarze.
***
Jakąż to lawinę słów słodkich jak bajaderka może wywołać na pozór oficjalne i
zdawkowe w swej treści, a jednak nieokiełznane w skutkach, zdanie!
Zdanie niedbale pozostawione gdzieś pomiędzy internetowymi łączami, zdanie,
które niczym przycupnięty zając, gotowe jest przeskoczyć w jednej sekundzie
czterysta kilometrów i znaleźć się w skrzynce odbiorczej uradowanego adresata.
Kombinacja dziewięciu cyfr zamkniętych w żółtej kopercie już po chwili kieruje
kombinację liter zamkniętych w krótkiej wiadomości tekstowej do niemniej
uradowanej abonentki. I tak zaczyna się proces wymiany żarliwych wyznań:
„Tęsknisz?”
„Tęsknie.”
„Myślę.”
„I ja myślę.”
„Co myślisz?”
„Wspominam”.
„I nie ma godziny, żebym nie myślał.”
„Ja myślę w kółko.”
„Ja na okrągło”.
„Ja myślę i tęsknię.”
„Ja tęsknie i myślę.”
„Ja tęsknie i myślę i także wspominam.”
A gdy korespondujący już pierwszym wyznaniem się zachłysną i do cna wyczerpią
możliwości tych trzech paraliżujących czasowników, przyjdzie czas na kwiecisty
styl i wyszukane słowa. Przyjdzie czas na nieskończenie głębokie w swych
znaczeniach wiersze, na wyciskające z oczu łzy, a z ust westchnienia –
poematy. Na nocne, potajemne klikanie w komunikator. I na wymykanie się w
ukryciu przed mężem do łazienki, by niezwłocznie odpisać esemesa. Przyjdzie
też bezlitosna, roztętniona gonitwą myśli, bezsenność. I wraz z bezsennością –
telepatyczne wysyłanie sprawozdań:
Co się dziś wydarzyło? Jaka była pogoda? Czy wiało? Czy może był deszcz? Czy
autobus się spóźnił? Czy kierowca był miły? Co na śniadanie? Obiad? Czemu
tylko jogurt? Bez tłuszczu? A jaka sukienka? Płaszcz? Kolor? Buty? Pończochy?
Co w kinie?
I tak do rana. A rano znów przyjdzie esemes, zaraz po nim mail, i znów wywiąże
się przejmująca rozmowa:
- „Tęsknisz? Tęsknię…”
Przyjdzie taki czas.
Przyjdzie też pora na całkowite zapomnienie się w tej szczęśliwej i pełnej
pasji korespondencji. A potem, znów, na rozdzierający smutek, bo kiedyś
przecież coś trzeba będzie z tym zrobić. Skończyć? Wyjaśnić? Zdecydować?
Tak, niedługo trzeba będzie pozbyć się złudzeń i o wszystkim opowiedzieć.
Małgorzata codziennie odkładała decyzję o innym, niż zwykle wyznaniu. Aż w
końcu, gdy pewnego poranka przeczytała wiadomość: „Czy mogę przyjechać?” –
postanowiła nieodwołalnie rozprawić się z tematem.
A co będzie potem? Potem niech się dzieje, co chce.