Gość: ole@poczta.onet.pl
IP: *.krak.tke.pl
01.06.04, 09:47
Proponuję: Stanisław Lem ("Fiasko", "Niezwyciężony", "Solaris" lub inną) -
wiem jak moi rówieśnicy (20lat) podchodzą do literatury fantastycznej i to
przykre z jakim brakiem szacunku odnoszą się do Lema, sugerując, że pisze o
potworach, zjadających ludzi magmach i tym podobnych. Każdy kto zetknie się z
Lemem choć raz wie, że w jego powieściach jest coś więcej i fantastyka wcale
nie kłóci się z uniwersalnością i pięknem. Odkąd pamiętam w moim domu panuje
przekonanie, że Stanisław Lem już dawno powinien otrzymać Nagrodę Nobla. Im
głębiej poznaję jego twórczość tym mocniej podzielam to zdanie :).
A teraz moja osobista ukochana literatura dwudziestolecia międzywojennego:
widziałam, że GW proponuje "Proces" Kafki. Ale dlaczego? To lektura szkolna
którą przypuszczalnie ma w domu każdy polak. Ja przynajmniej :). Myślę, że
powinniście wykazać się większą odwagą i zaproponować "Amerykę" czy "Zamek".
Obszerniejsze powieści ale śmiem powiedzieć, że lepsze od "Procesu". Kolejnym
autorem tego okresu jest RILKE. Jego "Malte" to książka którą przeżywałam
wiele razy a swoboda interpretacji jaką pozostawia czytelnikowi autor
porusza. Ja tak nie lubię gotowych odpowiedzi! Ważnym dla mnie pisarzem jest
Bruno Schulz - co prawda mam jego książki, ale nie zaszkodzi mieć podwójnie.
Uwielbiam jego język i porównam go - banalnie - jest muzyką, która wchodzi w
nas i istnieje już chyba do śmierci a może nawet dalej... ?
Dziękuję za "Kocią kołyskę" Vonneguta. Moi rówieśnicy wolą "Śniadanie
mistrzów", czy "Rzeźnię nr5" ale, choć też dobre, nie mają takiego humoru,
nie mają Mony i lodu-9. Bardzo bardzo dziękuję.
Ewa