kamil.bromski
13.12.14, 20:10
Szanowni Państwo!
Pożyczać swoje książki czy też nie? Czyli być dobrodziejem/ką czy egoistą/ką? To zagwozdka natury moralnej, odwieczny dylemat. Głowił się nad nim już trzynastowieczny scholastyk - św. Bonawentura:
"Ponieważ nie znane są nam sekrety ludzkiego serca, byłoby aktem nierozwagi oceniać z góry negatywnie to, co niekiedy mogło być uczynione z najlepszymi intencjami i bez żadnej winy (...). Tak więc niepożyczanie własnych pism może być zarówno uczynkiem godnym potępienia, jak i nienagannym (...) Jest oznaką rozwagi niepożyczanie dzieł, z których się często i stale korzysta, ponieważ od nikogo nie można wymagać by dał rzeczy jemu niezbędne ze szkodą dla siebie samego. Niepożyczanie ksiąg nie jest również godne potępienia wówczas, gdy ktoś często, choć nie stale, korzysta z własnej księgi i nie może się bez niej obejść przez dłuższy czas. Zdarza się bowiem, że liczni są bardzo natrętni w proszeniu, lecz powolni w zwracaniu (...) Czasem ten, kto pożyczył księgę, przekazują ją, nie pytając właściciela o zgodę, następnemu, a ten z kolei jeszcze innemu, tak że w końcu właściciel już nie wie, do kogo ma się zwrócić o zwrot książki. Łańcuch pożyczeń tak bardzo się od niego oddala, że nikt nie odpowiada już osobiście za pożyczony tom. "